„Przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami”

Tylko Polska społecznie stabilna, gospodarczo zdrowa, politycznie przewidywalna będzie cenionym i realnie chronionym ogniwem ładu i bezpieczeństwa europejskiego.

gen. Wojciech Jaruzelski

Stało się! Doszło do rozlewu polskiej krwi. Z woli władzy- imiennie, jej najwyższych przedstawicieli, na ulicach Warszawy 11 Listopada 2020 r. polała się krew. Polska krew. Tak, z woli władzy podkreślam – polską, bratobójczą krwią uczczono 102 rocznicę powrotu Polski na mapę Europy. Rocznicę odzyskania Niepodległości, po 123 latach życia Polaków pod zaborami. Można postawić nie jedno pytanie, choćby takie- dlaczego władza chciała, życzyła sobie właśnie krwią czcić to Narodowe Święto? Dlaczego świadomie dopuściła do uhonorowania tej rocznicy przez osobników rządnych krwi? Dlaczego nie posłuchała ostrzeżeń tysięcy światłych Polaków, wypowiadających się publicznie, na środowiskowych i rodzinnych spotkaniach. Dlaczego „Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku”, nie skłonił do chwili refleksji, zastanowienia. Czyżby czytano go pobieżnie i nie zauważono, że „czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi”? Państwo zapewne mają własne tego wyjaśnienie („Apel” załączam).

„Tania krew”

Najpierwsze i podstawowe wyjaśnienie – brzmi: bo Historia Polski, dzieje jako Państwa i Narodu z tysiącletnią tradycją są zapisane krwią. Orężną walką o byt niepodległy, właśnie Państwa i Narodu, położonego geograficznie na „ polityczno-wojennym przeciągu” Wschód- Zachód. Co więcej- tę Walkę i Historię, po 1990 r. upamiętniamy ulicznymi burdami, bijatykami. Było, co oczywiste-składanie wieńców i odegranie hymnu narodowego. Ale to uchodzi po dziś dzień jako „rzecz naturalna”, liczyły się wrzaski i bijatyki. Media miały co pisać, czym epatować widzów i zagranicę. Proszę, by Państwo podali w którym roku przez te 30 lat obyło się bez bratobójczych, chuligańskich bójek? Albo toczyły się między uczestnikami, którzy tu szukali „wrogów” – w Imię Boga i Ojczyzny. Albo „właściwym obiektem” była Policja. Ani organizatorzy, ani decydenci nie chcieli, nie umieli „doczytać” się w „Apelu”, żeby„nie atakować policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami”. Ale co poradzić, u nas bez wroga ani rusz, musi być! i to pod przysłowiową ręką. To ewidentne pomieszanie powagi, szacunku wobec bojowych dokonań naszych Dziadów i Ojców wynika- tak sądzę-z pomieszania pojęć w głoszonej i uprawianej „polityce historycznej”, gdzie „wróg” jest na pierwszym planie. Wczoraj na ulicy ostrzegł mnie przyjaciel – będziesz miał co „prostować” w Trybunie. Już MEN zaczął pisać kolejną, czarną historię- będzie pełno wrogów i nienawiści.

Nie możemy obejść się bez kropli krwi na ulicy podczas narodowych świąt. Po prostu jest tania jak przysłowiowy barszcz. Także obecna władza nie potrafi, nie umie rządzić inaczej jak tylko przy użyciu kłamstwa i obłudy, prowadzących do przemocy i właśnie rozlewu krwi. O tym, że może dojść do „chuligańskiego rozlewu krwi” (nie mam tu na myśli policjantów), wiedziano, domyślam się, że byli we władzy i tacy, co liczyli na taki przebieg manifestacji. I to jest nie tylko smutne, ale może prowadzić wręcz-jak czytam w „Apelu” do „tragicznych konsekwencji”. Każdy z Państwa to pojęcie może interpretować na swój sposób i będzie miał rację. Ciśnie się pytanie- co lub kto uchroni Polaków przed „tragicznymi konsekwencjami” tak postępującej władzy? W tym kontekście „Apel” Panów Generałów i Admirałów odczytuję jako „wstępny”. Bądźcie Panowie gotowi – do decyzji w „stanie wyższej konieczności”- oby nie nadszedł, oby…

Odpowiedzialność

Powagę takiej „konieczności” odczytałem w wypowiedzi Pana gen. Stanisława Kozieja. Nie mam żadnych wątpliwości, że wieloletnie doświadczenie na ministerialnych stanowiskach- MON, BBN- skłoniło do oceny- że „wkraczamy w bardzo niebezpieczny moment konfliktu, którego skutki mogą być bardzo poważne. Z niepokojem obserwuję, że rządzący zamiast łagodzić nastroje jeszcze bardziej je podgrzewają”.
Grozę i powagę sytuacji podkreśla Pan gen. Krzysztof Bondaryk mówiąc-„głos generałów przy tak napiętej sytuacji społecznej jest konieczny”, by służyć „tonowaniu nastrojów i zapędów władzy”. Dla osiągnięcia tych – na chwilę obecną – podstawowych celów, zdaniem Pana gen. Dariusza Łuczaka- „w tak niespokojnym czasie wszystkim nam jest potrzebny spokój i rozsądek”

Co może władza?

Cytowane słowa Panów Generałów, wszystkich sygnatariuszy „Apelu” zwracają uwagę na „coś szczególnego”. Jest nim obawa, wprost strach przed własną władzą! Bez żadnego cienia złośliwości pytam Państwa- czy pamiętacie okres i czas, by poważna część społeczeństwa bała się swojej, zaledwie przed rokiem wybranej władzy, rządu? Proszę nie szukać tu podtekstu- kogo wybraliście-macie! Staje przed nami, wszystkimi Polakami- bez względu na wyznawane wartości i przekonania dylemat- co uczynić, by zapobiec rozlewowi krwi? W demokratycznym państwie taką receptą jest kartka wyborcza. Kalendarz wskazuje, iż będzie to możliwe za 3 lata. Czy do tego momentu doczołgamy się bezpiecznie – oby. A jeśli nie, to co?
Panowie Generałowie doskonale wiedzą, że ich byli podwładni i wychowankowie mogą być zmuszeni decyzją władzy podjąć siłowe działania przeciwko własnemu Narodowi. Pan gen. Ryszard Grosset, w udzielonym wywiadzie przypomina, żołnierzom i funkcjonariuszom, że „Ślubowaliśmy wszyscy wierność Narodowi i tej wierności wobec wyrażanej ostatnio codziennie i powszechnie woli Narodu mamy obowiązek i wolę dochować”. To eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że wolą służb mundurowych jest dochowanie wierności Narodowi! A władzy- ciśnie się kolejne pytanie? Swoim postępowaniem od dłuższego czasu sama wyobcowuje się ze społeczeństwa, który ją wybrał. Staje się na organizmie Narodu coraz bardziej dokuczliwym wyrzutem, bolejącym ropieniem. Czy da się go usunąć bezboleśnie przez użycie dostępnych środków, tzw. przeciwciał wygenerowanych przez organizm? Mówiąc jasno -władza może sama unieważnić ustawę, mocą której wyprowadziła Panie- Kobiety na ulice. To niezbywalne minimum. Dopiero po tej decyzji możliwa będzie rozmowa z władzą przy stole. To także jasno wynika z ogłoszonego apelu komitetu protestacyjnego Pań. Wprost nie wypada pisać, że Panie na żadne „kosmetyczne poprawki”, łagodzące treść aborcyjnej ustawy nie pójdą. Mają gorzką świadomość obłudy władzy- tak w słowach jak i w czynach. Taka jest gorzka prawda!

Szczególny bukiet kwiatów

„Apel” Panów Generałów odczytuję jako swoisty, szczególny bukiet kwiatów dla Pań – tych protestujących i tych wykonujących zadania porządkowo-ochronne na ulicach. Wprawdzie są przykłady – mówiąc językiem Pana gen. Ryszarda Grosseta, niezbyt przyzwoitego zachowania się na służbie. Ale poprzestańmy na tym. Przyjmijmy, że Panie funkcjonariuszki, że wszyscy żołnierze i funkcjonariusze wykonujący zadania będą pamiętać, że „nie zajęcie stanowiska wobec tego co dzieje się w Polsce byłoby utratą przyzwoitości”. To znów eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że służby mundurowe będą po stronie Pań -oczywiście tej przytłaczającej większości, która nie zaaprobowała i stanowczo odrzuca ustawę aborcyjną. Gdy zaczynam pisać, że władza może podjąć tzw. rozłamowe działania wśród żołnierzy, choćby na swój sposób interpretując słowa przysięgi i ślubowania, wsparte obietnicami finansowymi- odczuwam drżenie ręki. Żywię nie płonną nadzieję, że Panowie Generałowie stosownie napomną władzę przed takim krokiem. A żołnierze i służby mundurowe zachowają zwartość szeregów.

Panowie- sygnatariusze „Apelu” mają powód do satysfakcji. Także usatysfakcjonowani są wszyscy publicyści Trybuny, mediów i organów opiniodawczych. Szanowne Panie świadomie „odstąpiły” ulice poplecznikom władzy, a ci po chuligańsku „zagospodarowali” je 11 Listopada. Wyrazy najwyższego szacunku i poważania wszystkim Paniom. Choć na chwilę- „zwyciężyło dobro”. Władza kolejny raz „dostała czas” na podjęcie konkretnie oczekiwanych przez Panie decyzji. Nie było żadnej pilności, by ustawowy bubel wbrew logice i rozsądkowi czynić skrajnie restrykcyjnym prawem. Wyrok Trybunału- lekceważąc powagę prawa i medycznej wiedzy stanął po stronie ortodoksów. Społeczny sprzeciw był publicznie zapowiadany długo przed terminem. Władza z plakatów protestujących Pań oraz internetowych głosów poznała dosadną ocenę tego hańbiącego człowieczeństwo wyroku. Poznała też społeczną ocenę własnej wartości. Wstyd pisać, że zamiast wszystkie dostępne środki skierować na przeciwdziałanie pandemii, chroniąc społeczeństwo przed jej „śmiertelnym żniwem”, władza wykorzystuje narastający stan zagrożenia zdrowia i życia na upokarzające decyzje, tak dla Pań osobiście, jak i ich małżonków.

Co dalej?

To zrozumiałe- decyzja należy do władzy. Punktem wyjścia – powtórzę – unieważnienie ustawy aborcyjnej, czyli przyjęcie jej za „nie byłą”, przywrócenie w tym względzie stanu sprzed 22 października. Niewątpliwie obniżyłoby to poziom istniejącego napięcia, nienawiści oraz skłócenia społeczeństwa. Jednocześnie byłoby szansą na przywrócenie „stabilności społecznej i politycznej przewidywalności Polski”, których znaczenie wskazuje gen. Wojciech Jaruzelski w cytowanej na wstępie sentencji.
Proszę Panów Generałów, o przyjęcie poniższego wywodu tylko jako „głośne myślenie”. Napisałem wyżej, że „Apel” Panów odczytuję jako swoisty „wstęp” do dalszego działania. Do czego może doprowadzić władza?…Bądźcie Panowie czujni… Emerytura nie zawsze oznacza stan spoczynku – historia zna takie przypadki.

„Apel”, mimo upublicznienia z właściwą wykładnią i sugestią uznania Klubu Generałów za kompetentnego do rozmowy, mógłby trafić bezpośrednio do rąk Prezydenta RP oraz Premiera, marszałków Sejmu i Senatu. Nie wykluczam- poza Senatem – odrzucenia i wyśmiania gotowości Panów do poszukiwania sposobów złagodzenia powstałych napięć. Nie wykluczam ordynarnego nawet-wskazania Panom „miejsca w szyku”. Mam świadomość, iż taki krok może spotkać się z kąśliwymi i prześmiewczymi opiniami, a sam pomysł jako dziecinna naiwność. Jednakże uznanie społeczne Panów rozwagi i skierowania wysiłku nas wszystkich na przezwyciężenie pandemii i przejścia w możliwie „ubezpieczonej formie” kryzysu, który już zaczyna dawać znać – powinno, musi zwyciężyć dla dobra ogółu, nas wszystkich!

Panowie Generałowie, przez zawodowe i życiowe doświadczenie wskazali „Apelem” na poczucie odpowiedzialności za wymykający się z rąk władzy, kierunek biegu zdarzeń w Kraju. Troskę o wytonowanie emocji, przywrócenie czołowej roli rozsądkowi, uczynili Panowie jedną z wiodących myśli „Apelu”. Serdecznie, po żołniersku gratuluję takiego stanowiska i dziękuję – jest bardzo na czasie! Władzy dla opamiętania, Polakom dla otuchy i rozważnego działania.

Referendum…

W imię poczucia odpowiedzialności za Ojczyznę, chyba nadchodzi czas i potrzeba, by zastanowić się nad ogólnokrajowym referendum. Sytuacja nabiera „szczególnego znaczenia dla państwa”, czym wypełnia znamiona art.125 Konstytucji. Władza, co prawdopodobne z tym się nie zgodzi. Mimo to, wstępnie należałoby rozważyć, nie kryjąc przed władzą, ani tym bardziej przed społeczeństwem-dwa podstawowe pytania. Pierwsze- czy jest Pani, Pan za uchyleniem ustawy aborcyjnej (mieć będzie rację, jeśli tego nie uczyni wcześniej władza). I drugie- czy jest Pani, Pan za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych (do Sejmu i Senatu), już wiosną 2021 r.

Wspomniany art.125 stanowi, że referendum „ma prawo zarządzić Sejm, bezwzględną większością głosów”. Aktualny skład Sejmu nie pozwala mieć nikłej nadziei. Konstytucja na taką decyzję, pozwala uczynić to Prezydentowi RP za zgodą Senatu. Zwrócenie się Panów Generałów do tych organów władzy – szczególnie Prezydenta RP, będzie warunkować dalsze postępowanie.

Licząc na dozę wyczucia powagi sytuacji, Prezydent nie powinien odmówić. Postawiłoby to ważność referendum pod znakiem zapytania. Dla Sądu Najwyższego byłoby podstawą jego unieważnienia, gdyby zostało przeprowadzone z „ usilnej woli” społeczeństwa w I kwartale, najpóźniej do połowy 2021 r.

Można się spodziewać, że rozmowy i działania Panów Generałów- obok społecznej, zyskają także aprobatę opozycyjnych partii politycznych. Tym bardziej, że byłyby prowadzone oficjalnie, przy pełniej informacji dla obywateli. Rozsądna postawa społeczeństwa, uznająca jako ostateczność- podkreślam- manifestacje i protesty, byłaby kolejny raz czynnikiem skłaniającym do odpowiedzialnego postępowania. Mimo zasłużenie krytycznych ocen władzy, nie wykluczam jej postrzegania Polski, jako „ogniwa ładu i bezpieczeństwa europejskiego”, co też akcentuje Generał w sentencji.

Można chyba zakładać, że szefowie partii opozycyjnych, pomni swoich błędów, głównie wobec SLD i Lewicy, popełnionych przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 r., utworzyliby jeden obywatelski blok wyborczy (pisałem, tekst „Czarny scenariusz” 4-5. 11.br.).

Na zakończenie

Nie trudno zauważyć, że prowadzony w tej publikacji wywód, zmierza do zachęcenia Państwa Czytelników do zastanowienia się i uzyskania odpowiedzi na pytanie-jaka (może czyja?) ma być przyszła Polska, już w III dekadzie XXI wieku. Wewnętrzne rozchwianie, zbliżający się kryzys gospodarczy, pandemia, itp. czyni to pytanie platformą narodowej debaty, wszystkich partii politycznych. Zarys wiążących odpowiedzi na szczegółowe kwestie mieszczące się w tym pytaniu należałoby wypracować, „wydyskutować” równolegle z ewentualnym referendum, nie później niż do połowy 2021 r. W tej dziedzinie doświadczenie i wiedza Panów Generałów będą cenną pomocą. Raz jeszcze gratuluję „Apelu” i dziękuję za obywatelską postawę. Szczególne słowa szacunku i wdzięczności kieruję do Panów Generałów osobiście mi znanych i cenionych za żołnierska i obywatelską postawę.

Licząc na dalszą wyrozumiałość Redakcji Trybuny, przemyślenia o „przyszłej Polsce” przedstawię na łamach w niezbyt odległym czasie.

Gabriel Zmarzliński

Za Onet.pl dołączam Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku.

„Dalsza eskalacja doprowadzi do tragicznych konsekwencji”

My, generałowie i admirałowie Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej, służb specjalnych wyrażamy głęboki niepokój w związku z rozwojem sytuacji w Kraju. W czasie rozwijającej się pandemii, groźby niewydolności służby zdrowia i kryzysu gospodarczego wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne. Dalsza eskalacja działań, podsycanie i nieodpowiedzialne zachowania polityków doprowadzi do tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji. Czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi.

Obawiamy się sytuacji, w której ponownie na ulicach polskich miast może dojść do użycia siły i niepotrzebnych ofiar. Mamy prawo, aby przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami, gdyż nie chcemy aby taka sytuacja powtórzyła się kiedykolwiek w Polsce.

Apelujemy:

-do rządzących, posłów i senatorów, aby uwzględnili wolę większości społeczeństwa i doprowadzili do zmiany nieakceptowanych rozwiązań;

– do policjantek, policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, aby działali zawsze zgodnie z prawem, pamiętając, że służą społeczeństwu. Niech słowa przysięgi żołnierskiej i rot ślubowań, które składaliśmy – „ślubuję służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia” towarzyszą we wszelkich Waszych działaniach,

-do organizatorów i uczestników protestów o powstrzymanie się od wszelkich aktów przemocy, w tym niszczenia mienia, zabytków i obiektów kultu religijnego. Nie atakujcie policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami. Nie prowokujcie i nie dajcie się sprowokować a dobro zawsze zwycięża;

– do autorytetów politycznych, moralnych i społecznych o odważną obronę wartości nadrzędnych i przekonywanie decydentów, aby niezwłocznie przystąpili do rozmów ze wszystkimi stronami konfliktu i do wypracowania kompromisu, który uspokoi nastroje społeczne.

Należy przyjąć rozwiązania akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, chroniąc je przed dramatyzmem pandemii.

Poniżej lista generałów i admirałów popierających apel:

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE WOJSKA POLSKIEGO
wiceadm. w st. spocz. Marian Ambroziak
gen. dyw. w st. spocz. Tadeusz Bałachowicz
gen. dyw. w st. spocz. Zbigniew Bielewicz
gen. dyw. w st. spocz. Jarosław Bielecki
gen. w st. spocz. Mieczysław Bieniek
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Bronowicz
gen. broni w st. spocz. Józef Buczyński
gen. dyw. w st. spocz. Leszek Chyła
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Chruściński
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Danielewski
gen. bryg. w st. spocz. Marian Daniluk
wiceadm.. w st. spocz. Ryszard Demczuk
gen. bryg. pilot rez. Tomasz Drewniak
gen. bryg. rez. Adam Duda
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Marek Dukaczewski
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Jan Dziedzic
gen. broni w st. spocz. pilot Sławomir Dygnatowski
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Ferenz
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Filipiak
gen. broni w st. spocz. Józef Flis
kadm.. w st. spocz. Kazimierz Głowacki
gen. bryg. w st. spocz. Tadeusz Grabowski
gen. broni w st. spocz. Zdzisław Goral
gen. bryg. rez. Dariusz Górniak
gen. dyw. w st. spocz. Zdzisław Graczyk
gen. bryg. w st. spocz. pilot Roman Harmoza
gen. bryg. w st. spocz. Brunon Herrmann
gen. bryg. w st. spocz. Michał Jackiewicz
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Jakubowski
gen. bryg. w st. spocz. Roman Kloc
gen. bryg. rez. Artur Kołosowski
gen. bryg. w st. spocz. January Komański
gen. broni w st. spocz. Lech Konopka
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Koziej
adm. floty w st. spocz. Roman Krzyżelewski
gen. bryg. w st. spocz. Alfons Kupis
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Lalka
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Lewandowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Lewitowicz
gen. bryg. rez. Krzysztof Magiera
gen. broni w st. spocz. pilot Lech Majewski
kadm. w st. spocz. Michał Michalski
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Mika
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Modrzewski
kadm.. w st. spocz. Mirosław Mordel
gen. bryg. w st. spocz. Marek Ojrzanowski
gen. bryg. w st. spocz. Marek Oleksiak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Paczkowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Paszkowski
gen. dyw. w st. spocz. Aleksander Poniewierka
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Porajski
wiceadm.. w st. spocz. Marian Prudzienica
gen. dyw. w st. spocz. Franciszek Puchała
gen. bryg. w st. spocz. Roman Pusiak
gen. bryg. pilot rez. Jan Rajchel
gen. dyw. w st. spocz. Marian Robełek
gen. rez. Mirosław Różański
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Saczonek
gen. dyw. w st. spocz. Marek Samarcew
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Skrzypek
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Słowiński
wiceadm.. w st. spocz. Henryk Sołkiewicz
gen. bryg. rez. Jarosław Stróżyk
gen. bryg. rez. Sławomir Szczepaniak
gen. bryg. w st. spocz. Witold Szymański
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Świtalski
wiceadm.. w st. spocz. Marek Toczek
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Trybusz
gen. bryg. w st. spocz. Leszek Ulandowski
wiceadm. w st. spocz. Maciej Węglewski
gen. bryg. w st. spocz. Zdzisław Wijas
gen. bryg. w st. spocz. Marek Witczak
gen. broni w st. spocz. Anatol Wojtan
kadm. w st. spocz. Jarosław Zygmunt
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Górecki

GENERAŁOWIE POLICJI
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Banachowicz
nadinsp. w st. spocz. Stanisław Białas
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Biel
nadinsp. w st. spocz. Janusz Bieńkowski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Budzik
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Centkowski
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Chwaliński
nadinsp. w st. spocz. Mariusz Dąbek
nadinsp. w st. spocz. Michał Domaradzki
nadinsp. w st. spocz. Irena Doroszkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Działo
gen. insp. w st. spocz. Marek Działoszyński
gen. insp. w st. spocz. Krzysztof Gajewski
nadinsp. w st. spocz. Józef Gdański
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Gorgiel
nadinsp. w st. spocz. Marek Hebda
nadinsp. w st. spocz. Waldemar Jarczewski
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Jarosz
nadinsp. w st. spocz. Józef Jedynak
gen. insp. w st. spocz. Antoni Kowalczyk
nadinsp. w st. spocz. Leszek Lamparski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Ławniczak
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Maciejewski
nadinsp. w st. spocz. Adam Maruszczak
nadinsp. w st. spocz. Leszek Marzec
gen. insp. w st. spocz. Andrzej Matejuk
gen. insp. w st. spocz. Jan Michna
nadinsp. w st. spocz. Sławomir Mierzwa
nadinsp. w st. spocz. Adam Mularz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Nagański
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Olbryś
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Ołdyński
nadinsp. w st. spocz. Michał Otrębski
nadinsp. w st. spocz. Władysław Padło
nadinsp. w st. spocz. Igor Parfieniuk
nadinsp. w st. spocz. Arkadiusz Pawełczyk
nadinsp. w st. spocz. Edward Pietkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Tomasz Połeć
nadinsp. w st. spocz. Cezary Popławski
nadinsp. w st. spocz. Adam Rapacki
nadinsp. w st. spocz. Jarosław Sawicki
nadinsp. w st. spocz. Mirosław Schossler
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Siewierski
nadinsp. w st. spocz. Ferdynand Skiba
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Sobczak
nadinsp. w st. spocz. Wiesław Stach
nadinsp. w st. spocz. Jacek Staniecki
nadinsp. w st. spocz. Jerzy Stańczyk
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Starańczak
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Stopczyk
nadinsp. w st. spocz. Bogusław Strzelecki
nadinsp. w st. spocz. Eugeniusz Szczerbak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Szkotnicki
gen. insp. w st. spocz. Leszek Szreder
nadinsp. w st. spocz. Kazimierz Szwajcowski
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tokarski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Trela
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tusiński
nadinsp. w st. spocz. Ireneusz Wachowski
nadinsp. w st. spocz. Janusz Wikariak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Wiśniewski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Woźniak
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Zgłobicki

GENERAŁOWIE PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ
nadbryg. w st. spocz. Piotr Buk
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Dąbrowa
nadbryg. w st. spocz. Seweryn Dyja
nadbryg. w st. spocz. Józef Galica
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Grosset
gen. bryg. w st. spocz. Teofil Jankowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Jasiński
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Kamiński
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Karcz
nadbryg. w st. spocz.. Roman Kaźmierczak
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Korzeniowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Kowalski
nadbryg. w st. spocz. Bogdan Kuliga
nadbryg. w st. spocz. Piotr Kwiatkowski
gen. bryg. w st. spocz. Wiesław Leśniakiewicz
nadbryg. w st. spocz. Wojciech Mendelak
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Meres
nadbryg. w st. spocz. Gustaw Mikołajczyk
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Milewski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Mróz
nadbryg. w st. spocz. Zbigniew Muszczak
nadbryg. w st. spocz. Zygmunt Politowski
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Psujek
nadbryg. w st. spocz. Marek Rączka
nadbryg. w st. spocz. Maciej Schroeder
nadbryg. w st. spocz. Janusz Skulich
nadbryg. w st. spocz. Jacek Staśkiewicz
nadbryg. w st. spocz. Karol Stępień
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Szcześniak
nadbryg. w st. spocz. Aleksander Szymański
nadbryg. w st. spocz. Ignacy Ścibiorek
nadbryg. w st. spocz. Piotr Świeczkowski
nadbryg. w st. spocz. Stanisław Węsierski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Witkowski
nadbryg. w st. spocz. Jerzy Wolanin

GENERAŁOWIE BIURA OCHRONY RZĄDU
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Bielawny
gen. bryg. w st. spocz. Mirosław Gawor
gen. bryg. w st. spocz. Andzrej Gawryś
gen. dyw. w st. spocz. Marian Janicki
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Klimek
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Matusik
gen. dyw. w st. spocz. Grzegorz Mozgawa

GENERAŁOWIE SŁUŻB SPECJALNYCH
gen. bryg w st. spocz. Krzysztof Bondaryk
gen. bryg. w st. spocz. Gromosław Czempiński
gen. bryg. w st. spocz. Wiktor Fonfara
gen. bryg. w st. spocz. Maciej Hunia
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Jasik
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Kapkowski
gen. bryg. w st. spocz. Radosław Kujawa
gen. bryg. w st. spocz. Dariusz Łuczak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Nosek
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Pruszyński

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE STRAŻY GRANICZNEJ
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Anklewicz
gen. bryg. SG w st. spocz. Jacek Bogdan
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Borkowski
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Dominiak
gen. bryg. SG w st. spocz. Leszek Elas
gen. bryg. SG w st. spocz. Jarosław Frączyk
gen. bryg. SG w st. spocz. Tadeusz Frydrych
gen. bryg. SG w st. spocz. Włodzimierz Gryc
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Kamiński
gen. bryg. SG w st. spocz. Marian Kasiński
gen. dyw. SG w st. spocz. Józef Klimowicz
kadm.. SG w st. spocz. Stanisław Lisak
gen. bryg. SG w st. spocz. Henryk Majchrzak
gen. bryg. SG w st. spocz. Zygmunt Staniszewski
gen. dyw. SG w st. spocz. Dominik Tracz
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Wasiuk

GENERAŁOWIE SŁUŻBY WIĘZIENNEJ
gen. SW w st. spocz. Włodzimierz Markiewicz
gen. SW w st. spocz. Jacek Pomiankiewicz
gen. SW w st. spocz. Andrzej Popiołek
gen. SW w st. spocz. Jan Pyrcak
gen. SW w st. spocz. Marek Szostek
gen. SW w st. spocz. Jacek Włodarski

TVPiS szaleje – Himalaje obłędu

„Salon dziennikarski” poruczników Karnowskich w TVP Info w dniu 7.11., co prawda po czasie, jak musztarda po obiedzie, jak żadna inna pisowska propagandówka telewizyjna, ostentacyjnie włączył się w kampanię prezydencką w USA i z całych sił dął w trąbkę w obronie Trumpa.

Tymczasem nie trzeba być jakimś szczególnym fanem sojuszu polsko-amerykańskiego, by operując jedynie czystą logiką zrozumieć, że albo ma on wznosić się ponad fluktuacjami wewnętrznej polityki amerykańskiej, albo w ogóle od razu można go o dupę potłuc.

„Salon” prowadzony przez porucznika Karnowskiego Michała wspiął się na wyżyny absurdu i głupoty, która musi przerazić każdego rozsądnego człowieka. Pod jego batutą goście, Piotr Semka, Marek Formela i Hanna Karp, można by rzec opierdalali hurtem zmierzającą do władzy w USA formację Demokratów z Joe Bidenem na czele. Złe było CNN, które przerwało („ocenzurowało”) przemówienie Trumpa, źli byli amerykańscy dziennikarze nie sprzyjający obecnemu prezydentowi. Oczywiście suponowano fałszerstwa wyborcze po stronie Demokratów (pojawił się przywołany przez samego Karnowskiego wątek głosów oddanych korespondencyjnie rzekomo przez osoby urodzone w XIX wieku). Zaatakowany został – w osobie Bartosza Węglarczyka – Onet, którego najważniejszym grzechem jest oczywiście to, że jest „amerykańsko-niemiecki”. Oberwało się nawet pani ambasador Georgette Mosbacher, której Karnowski zarzucił, że nie wezwała amerykańskiej Polonii, do głosowania na Trumpa. Temat ten otworzył wspomnianą edycję „SD” i zajął przeszło połowę antenowego czasu.

Do jasnej cholery. Ludzie!!! Czy wyście, postradali zmysły, bo już o rozumie nie wspomnę?!!! Czy wy, stawiacie na sojusz z USA, czy na Trumpa, który nawet gdyby wygrał, byłby lokatorem Białego Domu najdłużej jeszcze przez cztery lata? A może stawiacie wyłącznie na sojusz z Republikanami, a Demokratów, Bidena czy nie Bidena, stawiacie poza nawiasem waszego zainteresowania i awansem czynicie ich swoimi wrogami? Czy uważaliście, że Trump będzie rządził wiecznie? Czy zdajecie sobie sprawę, że taka postawa to Himalaje obłędu? O Wielkiej Brytanii zawsze mawiało się, że nie ma wiecznych przyjaźni, a tylko wieczne interesy. „Komuniści” z PZPR potrafili wyciągnąć racjonalne wnioski z każdego etapu politycznego w ZSRR. A wy, dlatego, że wam się nie podoba „lewak” Biden zachowujecie się w ten sposób i stawiacie na szalę polskie interesy?!!! Powiedzieć o tym, że to ślepota polityczna połączona z Himalajami obłędu, to nic nie powiedzieć. Nierozum i polityczna zapiekłość zalały wam mózgi? Niestety, myślę że tak, bo już można było usłyszeć wypowiedź ex-szefa MSZ w rządzie Szydło, Waszczykowskiego, że teraz można będzie spodziewać się, w przypadku wygranej Bidena, „fochów” ze strony administracji USA. Z całej siły szczypię się w ramię, by sprawdzić czy nie śnię absurdalnego koszmaru.

„Salon dziennikarski”, 14. 11. 20

Tym razem o Trumpie i amerykańskich wyborach nie było. Być może zdecydowana wygrana Joe Bidena zaczęła skłaniać pisopropagandę do powolnego oswajania się z nieuchronnością zmiany w Białym Domu. Karnowskiego Michała i jego gości, Orzeła Józefa, Semkę Piotra i Janeckiego Stanisława absorbowały tym razem dwie kwestie: nieuchronne zbliżanie się wejścia w życie unijnego mechanizmu: pieniądze za praworządność oraz burdy w dniu tzw. „marszu niepodległości” w Warszawie. W tej pierwszej kwestii panowie dość zgodnie zalecali rządowi obstrukcję, twardą postawę w tej sprawie i niepoddawanie się „dyktatowi Brukseli zmierzającej do odebrania Polsce suwerenności i wolności”. W drugiej – zwracali uwagę na rozbieżność ocen w koalicji w kwestii burd, a właściwie zamieszek i przywołali krańcowo odmienne stanowiska: ziobrysty Kowalskiego, który poparł zachowanie policji podczas burd i Macierewicza, który oburzył się, że policja „strzelała do patriotycznej młodzieży”. W obozie rządzącym podziały stają się coraz bardziej skomplikowane, splątane i nie dotyczą już tylko sprzeczności między radykałami i „umiarkowanymi”. Busole, kompasy, sympatie, antypatie, cele są coraz bardziej kolizyjne, rozchwiane, rozedrgane. Do tego w rozważaniach wspomnianych panów słabo zawoalowane sugestie, jakoby burdy sprowokowane zostały przez jakieś wraże siły. Jedno pozostaje niezmienne, „SD” nie dopuszcza innych poglądów, postaw oprócz jedynie słusznych, prezentowanych przez sprawdzonych zawodników.

Nie dla zadym 11 listopada!

Dzień po Marszu Niepodległości, który miał być patriotycznym przejazdem samochodowym, a zamienił się w serię kibolskich zadym, posłowie Lewicy poszli ze zgłoszeniem w tej sprawie do prokuratury.

Przy okazji Krzysztof Gawkowski przypomniał na konferencji prasowej, że Lewica od dawna domagała się delegalizacji prawicowych, ekstremistycznych organizacji krzyczących o zabijaniu wrogów ojczyzny i Polsce dla Polaków.

– Lewica już wiele lat temu złożyła wnioski, aby organizacje faszyzujące nie miały prawa w Polsce funkcjonować. Lewica ponowi te wnioski i będziemy się domagali delegalizacji Marszu Niepodległości. Nie ma miejsca na organizacje, które wypuszczają swoje bojówki na ulice Warszawy, aby niszczyć to miasto. Albo będziemy mocno i stanowczo reagowali, albo już za kilka lat będziemy na co dzień się ich bali. Nie może być tak, że Minister Sprawiedliwości nie dostrzega problemu, a podległa mu prokuratura nie zajmie się sprawą pana Bąkiewicza – oznajmił poseł Lewicy.

Posłanka Monika Pawłowska stwierdziła, że 11 listopada nie powinien być dniem, gdy narodowcy idą przez centrum stolicy, rzucając racami w policjantów i dokonując aktów wandalizmu.

– Polska dzisiaj wstydzi się za faszystowską hołotę, która napada i demoluje, niszczy i podpala. Nasi przodkowie – babcie i dziadkowie – walczyli właśnie z bojówkami i organizacjami nacjonalistycznymi oraz faszystowskimi, a które dzisiaj wylewają się na ulice polskich miast. – powiedziała.

Lewica nie ma również wątpliwości: to Jarosław Kaczyński, jako wicepremier odpowiedzialny za sprawy bezpieczeństwa, moralnie jest winien temu, co wydarzyło się w Warszawie. Sam wszak niedawno zachęcał prawicowych bojówkarzy do „obrony kościołów”, sugerując, że ich agresja jest do zaakceptowania. Zawiadomienie do prokuratury, jakie złoży Lewica, dotyczyć będzie organizatora Marszu Niepodległości Roberta Bąkiewicza. To na jego wezwanie kibole przyjechali do Warszawy; potem organizatorzy nie zrobili nic, by powstrzymać agresję uczestników swojej imprezy.

Źle opowiedziana bajka

Rzekomy sojusz PiS i faszystów jest źle opowiedzianą bajką, w którą wierzą tylko liberałowie i lewica. Po wydarzeniach 11 listopada rośnie wrogość między dwoma stronami prawicowego obozu. Lewica powinna umieć to wykorzystać, stawiając na politykę klasową, zamiast zamykać się we własnej subkulturze, gdzie czuje się dobrze wyłącznie sama ze sobą.

 

Żeby twierdzić, że w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości PiS maszerował ramię w ramię z narodowcami, trzeba opierać się wyłącznie na doniesieniach zagranicznych mediów lub memach antypisowskich fanpejdży na Facebooku. Tania agitka zawsze jest w cenie i dobrze się rozchodzi. Fakty są jednak takie, że faszyści okazali się zdecydowanym wrogiem rządu, który wcześniej w nieudolny sposób próbował ich „zneutralizować”, by przejąć ich bazę społeczną. Będzie narastał konflikt między tymi dwoma siłami. Jeżeli lewica nie weźmie tego pod uwagę, znaczy to, że zarówno faszyzm, jak i antyfaszyzm są dla niej polityczną fantazją, którą chętnie skopiują Hanna Gronkiewicz-Waltz i Rafał Trzaskowski, by spożytkować we własnych celach.

 

Marsz ramię w ramię, którego nie było

Nie ma racji w swym komentarzu Tymoteusz Kochan. Do sojuszu pisowsko-faszystowskiego nie doszło, chociaż został on ogłoszony. Nacjonaliści zachowali swoją odrębność w trakcie jubileuszowego marszu, w ogóle nie doszło do połączenia obu pochodów. Nie robi różnicy, czy stało się tak na skutek wstrzymywania wymarszu przez skrajną prawicę ich kolumny, czy – jak twierdził min. Brudziński – z powodu celowego utworzenia „strefy buforowej”.

Narodowcy nie dochowali warunków współpracy. Prośby o to, żeby nie było pirotechniki, potraktowano jak kpinę – centrum stolicy aż płonęło od rac. Flagi miały być wyłącznie biało-czerwone, tymczasem powiewały nie tylko sztandary ONW i MW, lecz i włoskiej Forza Nouva. Jedną z „atrakcji” marszu było spalenie flagi UE. Obietnice prezydenta, że nie będzie haseł „dzielących Polaków” od razu można było włożyć między bajki. Wybrzmiało nie tylko oklepane: „Raz sierpem, raz młotem…”. „Europa tylko dla Europejczyków!” – krzyczeli nacjonaliści w kominiarkach, niosący flagi z celtykami. Ba, Wszechpolacy nie kryli się z wrogością wobec samego rządu, zręcznie łącząc ją z najohydniejszym rasizmem w haśle: „Morawiecki, chcesz Murzyna? To go sobie w domu trzymaj!”. Tradycyjnie nie zabrakło też dewastowania elementów przestrzeni publicznej.

Duda i Morawiecki podjęli duże ryzyko, licząc na to, że narodowcy na ich rozkaz się „uspokoją”. Można uznać, że ich strona potraktowała sprawę poważnie. MSWiA postarało się o „spokój” bardziej niż dotychczas – niektórzy zagraniczni goście jadący do Polski na marsz zostali zawróceni na lotnisku – tak się stało m.in. z wpływowym szwedzkim nacjonalistą. Szturmowcy i Niklot żalili się na represje, jakich przed 11.11 doświadczyli ze strony służb. Potwierdził to resort Brudzińskiego, informując, że zatrzymali około stu osób, które miały zagrażać bezpieczeństwu obchodów, m.in poprzez organizację koncertu neonazistowskich kapel.

PiS zdawał sobie sprawę, że jeżeli chce przejąć Marsz Niepodległości, nie ponosząc przy tym miażdżącej porażki wizerunkowej, musi skutecznie zdyscyplinować narodowców. Okazało się to o tyle niemożliwe, że podstawową cechą, która przyciąga tłumy na MN, jest jego spontaniczność i oparcie organizacji o poziome struktury, odporne na „centralne sterowanie”. Garstka ścisłych liderów faszystowskich, m.in. Robert Bąkiewicz, deklarowała poszanowanie zasad „godnego zachowania”. Szybko się jednak okazało, że nawet oficjalne social media narodowców zaczęły zachęcać do świętowania przy zachowaniu dotychczasowego „w pełni oddolnego charakteru”. Tweet MW został w końcu usunięty, zdążył dać jednak jednoznaczny sygnał tysiącom szeregowych uczestników marszu. Większość faszystów ani myślała podporządkować się stronie rządowej. Od początku dochodziły głosy o całkowitym braku zgody na wspólny marsz z Mateuszem Morawieckim, w którym narodowcy dopatrywali się przede wszystkim „byłego doradcy Tuska”. Rząd się zdecydowanie przeliczył i teraz poniesie tego konsekwencje. Chcieli zjeść ciastko i mieć mieć je nadal. Byli głupi i teraz to widzą. Przecież nacjonaliści nie mogli w ciągu dwóch dni puścić w niepamięć próby zawłaszczenia marszu bezpośrednio po próbie jego delegalizacji przez HGW.

PiS skompromitował się sam, ponosząc wielką stratę wizerunkową, bowiem w widoczny sposób został zwyczajnie pokonany przez faszystów. Dla tych drugich jest to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Ich liderzy przemawiali na błoniach Stadionu Narodowego, bo przewidywała to ramówka. Teraz jednak bez wątpienia nastąpi całkowity rozbrat PiS-u z narodowcami. Nic dziwnego: na marszu słychać było nawet okrzyki „PiS, PO – jedno zło”. Następnego dnia Krzysztof Bosak oświadczył, że w tej chwili dopiero „rozpoczyna się prawdziwa walka o Marsz Niepodległości”. Robert Winnicki wyraził wręcz obawę, że rząd może zniszczyć MN. Z kolei policja podległa Brudzińskiemu wyznaczyła nagrodę pieniężną za wskazanie osoby, która spaliła unijną flagę, a sprawca czynu, członek MW, w prowokacyjnym geście zgłosił się sam i jeszcze się tym chwalił. TVP, czyli tuba PiS, zaskoczyła wszystkich wytykając organizatorom MN obecność Forza Nuova, która wprost została nazwana organizacją faszystowską. Brudziński potwierdził, że FN jest formacją ekstremistyczną, niebezpieczną i znajdowała się pod ścisłą obserwacją. Nijak nie wygląda to na przejawy sojuszu. Dojdzie pewnie jeszcze do wyostrzenia różnic. PiS nie będzie zwalczał rodzimych faszystów otwarcie, bo dalej podcinałby gałąź, na której siedzi. Będzie to robił po cichu i tylko tak można skutecznie zwalczać konkurencję.

Niezależnie od pierwotnych intencji ścisłego kierownictwa MW i ONR, siła, którą reprezentują, okazała się wrogiem partii rządzącej – wściekłą sforą, która po spuszczeniu z łańcucha bez wahania zagryzie swojego „łaskawcę”. Igrając z ogniem PiS właśnie się sparzył. Pożałują tego obie strony. Faszyści pokazali, że są siłą, której rząd nie zmoże. Ale są tą siłą przez wyłącznie 11 listopada. Przez pozostałą część roku leżą na grzbiecie, podani służbom na tacy, i przebierają bezradnie łapkami. PiS będzie mógł z nimi zrobić, co chce, a widząc, co się święci i jakiego piwa sobie nawarzyli, użyje pewnie wszelkich środków, by ONR i MW pozbawić wpływów i swobody działania na wszelkich szczeblach, gdzie władza centralna ma cokolwiek do powiedzenia. Nie pozwolą już pchać się drzwiami i oknami do wszystkich państwowych mediów i instytucji. Miarka się przebrała.

 

„Antyfaszyzm” jako bezradność

Podsumowując: faszyzm przeszedł. Prawdopodobnie nie zauważyła tego warszawska lewica, która jak co roku, w bezpiecznej odległości od ultrasów, skandowała: „No pasaran!” Trwa dyskusja, czy tegoroczny „marsz antyfaszystowski” był mniejszy czy większy od zeszłorocznego. W kontekście 250 tys. uczestników po drugiej stronie barykady nie ma ona żadnego znaczenia. Liczy się fakt, że inicjatywa pozostała niezauważona dla nikogo oprócz osób, które się na nią wybierały lub specjalnie szukały o niej informacji. Część osób mieszkających w budynkach przy trasie demonstracji też jej pewnie nie zauważyła, bo w tym czasie maszerowała w pochodzie nacjonalistów.

Problemem lewicy okazała się – tak jak zwykle – niszowość. Po raz kolei jej zgromadzenie cechowało się hermetycznością języka i oprawy, środowiskowym, wręcz subkulturowo-towarzyskim charakterem. Wydaje się, że przyjęta w tym roku formuła „tanecznego street party” jedynie uwydatniła ten problem. Można też przyjąć, że w setną rocznicę powrotu państwa polskiego na mapę Europy, było to symboliczne i smutne zwieńczenie stulecia samej polskiej lewicy. Gdy w latach 20. XX w. w Polsce zaczęły się plenić faszystowskie bojówki podniecone sukcesem Mussoliniego, wtedy PPS, Bund, a również komuniści, byli w stanie względnie skutecznie podejmować z nimi konfrontacje na ulicach miast. Dzisiaj na to szans nie ma. Osobom określającym się mianem lewicy, czasem w ogóle nieświadomym tamtej tradycji, pozostaje dziś tylko zaklinać rzeczywistość tańcem.

Nie trzeba chyba dodawać, że antyfaszystowskie pląsy były udziałem mniejszości. Nie było to nikomu szczególnie niezbędne, a niektórym wydawało się pomysłem niepasującym do dominującego w środowisku nastroju politycznego. Brak entuzjazmu do skandowania haseł przykrywać miała muzyka z laptopa i nieodłączna samba. Dla większości uczestników rzeczywistym celem tego rytuału jest upewnienie się, że środowisko jeszcze jako tako się trzyma. Zgodnie z tradycją minionego trzydziestolecia lewica nastawiona jest głównie na trwanie.

Każdy i każda, kto czuje, że powinna protestować przeciwko faszyzmowi ma prawo, może nawet obowiązek to robić. Problem w tym, że zadowalając się obrzędowością, lewica lekceważy zagadnienie skuteczności antyfaszyzmu i odpowiedzialności za cele polityczne, z jakimi jest on związany. Antyfaszyzm jako sztuka dla sztuki, ewentualnie jako promocja „kultury otwartości”, nawet jeżeli pod pewnymi względami przynosi korzyść społeczną, niekoniecznie – a na pewno nie w Polsce – służy rozwojowi samej lewicy i przemianie społeczeństwa. „Promocja otwartości” od lat okazuje się wodą na młyn samych liberałów, którzy naciskani przez mainstreamowe media w coraz większym stopniu są skłonni przejmować dyskurs antydyskryminacyjny celem zbijania kapitału politycznego.

Prezydent-elekt Warszawy Rafał Trzaskowski, który już zapowiedział swoją obecność na przyszłorocznym Marszu Równości, równie dobrze mógłby pojawić się na demonstracji Koalicji Antyfaszystowskiej. Tym bardziej, że w tym roku akcenty antykapitalistyczne, a nawet temat walki ruchu lokatorskiego z reprywatyzacją, zostały ograniczone do wstydliwego minimum. Lewica daje się tym sposobem zapędzić w kozi róg: w sytuacji gdy zamyka się w subkulturowości, staje się – tak jak każda subkultura – łatwym kąskiem dla mainstreamu, cały czas skutecznie kontrolowanego przez siły liberalne, elitarystyczne, antyrównościowe – przez strażników kapitalizmu.

Bez zdecydowanego wyakcentowania niezgody na kapitalizm, w warunach nasilającej się polaryzacji politycznej kraju wszelkie lewicujące tendencje zostaną zawłaszczone przez „antyPiS”, a sama lewica nie odrodzi się nigdy. Dowodem tego jest nie tylko to, że sprzeciw wobec faszyzmu stał się już trwałym elementem działalności całkowicie liberalnych gospodarczo Obywateli RP, często podkreślających swą niechęć do lewicy. Na czoło „walki z faszyzmem” wysunęła się przecież PO, po tym jak Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz pierwszy podjęła próbę delegalizacji Marszu Niepodległości. Również Trzaskowski podkreślał, że „faszyści nie mają prawa defilować ulicami Warszawy”. Tendencja ta jeszcze się nasili, bo Platforma będzie poszukiwać nowych sposobów na mobilizację elektoratu. A elektorat – często szczerze nieznoszący nacjonalistów – znacznie łatwiej łyknie taki „antyfaszyzm”, niż kulturę pełnej równości promowaną na wydarzeniach Antify. Liberalni wyborcy zawsze łatwiej zaufają znanej i rozpoznawalnej partii, której przypiszą rzeczywistą sprawczość polityczną, niż kolorowym korowodom subkultury posthipisowskiej. Tak wyłania się „Antifa Konstancin” o twarzy HGW i Tomasza Lisa.

A co z nieliberalną częścią społeczeństwa, którą też często mdli na widok MW i ONR? Lewica, nawet ta mieniąca się antykapitalistyczną, wydaje się coraz bardziej od nich wyalienowana. Istnieje co prawda stanowisko lansowane przez publicystów Krytyki Politycznej i Oko.press, głoszące, że lewica ma szanse „zmieniać świat” poprzez skuteczne oddziaływanie na liberałów, czytaj: stając się ich przybudówką. Faktycznie jednak, jeżeli uznaje się, że jedynie liberalizm ma szanse „zmieniać świat na lepsze”, w ogóle nie ma sensu mówić o lewicy. Dzisiaj, kiedy socjaldemokracja sama się unieważnia i kapituluje, jedynie zdecydowany sprzeciw wobec kapitalizmu jest wyrazem wiary w równość i sprawiedliwość społeczną, a więc zarazem fundamentem antyfaszyzmu. A ci, którzy mają usta pełne równościowych haseł zapominając jednocześnie o masach upodlonych przez kapitalizm, sami pracują na sukces narodowców, sami zdradzają własne idee.

Kamienie milowe lewicowej tradycji walki z faszyzmem, takie jak bitwa o Cable Street, zostały położone przez ruch robotniczy. Lewica mieniąca się radykalną, mówiąca nawet o walce klas, znajduje dziś setki wymówek, by odmawiać pracy z ludźmi pracy, wykręcając się najchętniej pojęciem prekariatu. Prawdziwy powód jest prosty: ludzie ci nie przypominają osób, z których składają się marsze Antify. Nic dziwnego, że Ruch Sprawiedliwości Społecznej dawno „wypisał się” z imprez antyfaszystowskich. Zamknięcie się w subkulturowości to de facto kapitulacja przez nacjonalizmem. Szukanie niszy, w której można się przed nim schować, bez mozolnego wysiłku na rzecz pozbawienia go podstaw. Promowanie samej „kultury otwartości” jest budowaniem domu począwszy od dachu.

Rozdźwięk, jaki nastąpi w najbliższym czasie między partią rządzącą a narodowcami będzie też osłabieniem mechanizmu wzajemnego wzmacniania się tych formacji. Oznacza to warunki, w których proces stopniowej faszyzacji społeczeństwa może zacząć zwalniać. Antyfaszyści, którzy traktują swoją misję poważnie, powinni wykorzystać ten czas na rachunek sumienia i zmianę sposobu działania.

Marsz Podłości – sześć smutnych scen

Polsce stuknęła setka. Mel Gibson za kilka milionów dolarów nazwał nas „wielkim narodem z piękną historią”. Na obchodach jubileuszowego Święta Niepodległości pod biało-czerwoną flagą, według zapowiedzi władz, miał się odnaleźć każdy. Czy tak właśnie było?

 

Scena pierwsza

Biało-czerwone bandery jeszcze na kijach. Metro zatłoczone, ale też w ciszy pogrążone. Młodzi mężczyźni w szalikach Legii rzucają chłodne spojrzenia tym w barwach Stomilu Olsztyn. Wygląda na to, ze po stu latach niepodległości Polacy nieszczególnie się cieszą swoim towarzystwem, nawet jeśli okoliczność to szczególna, bo urodziny ukochanej ojczyzny. Na Dworcu Gdańskim do wagonu próbują się władować kolejne tuziny pasażerów. Zdeterminowani, jakby pociąg był to ostatni niepodległy. Szybko zostają jednak sprowadzeni na ziemię.
– Kurwa, nie ma miejsca, wypierdalać – burczy chłopak z „CWKS 1916” na czapce.
– Wieśniaki, słoiki. Czekajcie na następny – rzuca jego kolega.
W wagonie pojawia się dziewczyna. Barwy narodowe od kurtki po kolczyki.
– Przepraszam, ja tak się cisnę, bo nie ma miejsca.
– He he, okej. Ale gdyby to jakiś facet się tak ocierał, to nie wiem co bym zrobił.
Rozumiecie? To była dziewczyna, ale równie dobrze mógłby to być pedał. Śmiechy, uśmiechy. A jednak coś może Polaków rozweselić.

 

Scena druga

Rondo Dmowskiego. Okolice Novotelu. Tłum ściśnięty pomiędzy barierkami. Część ulic została wyłączona. Powiewają flagi ONR i mieczyki Chrobrego. Miało ich nie być. Miał być Marsz Biało-Czerwony. No cóż, wyszło jak zwykle. Przeważa kibolstwo. są organizacje nacjonalistyczne, kościół radiomaryjny i gazetopolski. Nie brakuje również wyoutowanych faszystów z Forza Nuova. Pogrobowcy Mussolniego trzaskają sobie selfiaki z polskimi żandarmami. Za wolność naszą i waszą. Wszystko na legalu.
Zirytowana utrudnieniami gawiedź próbuje się rozgościć. Co poniektórzy wdrapują się na donice z drzewami. To mądry wybór, wszak smog daje ostro w płucka. Inni szturmują kioski. Nikt nie przejmuje się zerwanym parapetem czy uszkodzonym daszkiem. Na złamanej gałązce można zawiesić czapkę i zapozować do zdjęcia. Polacy są u siebie i gospodarują sobie swobodnie. Gotowi na patriotyczne pieśni? No to zaczynamy!
– A na drzewach zamiast liści będę wisieć komuniści – intonuje pogromca miejskiej zieleni. Obok niego zadowoleni koledzy. Wyglądają jak stado sympatycznych małpek.
– Jebać, jebać, jebać TVN – odpowiadają im ci z połaci kiosku.
Zniecierpliwienie i irytacja. Nie działają telefony. Ludzie nie wiedzą co ze sobą zrobić. Dlaczego nie ruszamy? Polacy dociekają prawdy.
– Wyłączyli, bo chcą żebyśmy do domów poszli – mówi facet z badżem „Gazety Polskiej”
– Kto? – towarzysząca mu kobieta patrzy podejrzliwie,
– Policja.
Czas mija, a marsz wciąż stoi i dyszy. Cześć zgromadzonych próbuje się przemieścić. Ciężka sprawa. Tłum gęstnieje. Niektórzy jednak znajdują sposób.
– Ratownicy, proszę zrobić miejsce!
Ale zamiast służb medycznych przez tłum przebijają się uśmiechnięci chłopcy. Fortel na miarę wyklętych się powiódł. Han pasado. Mniej szczęścia ma ojciec z małą dziewczynką. Nikt już nikogo nie przepuszcza, zaufanie do rodaka poszło się jebać, więc pęcherz córci zostaje opróżniony na chodniku.
Publiczna mikcja wzbudza pewne poruszenie, jednak winnych już nie rozliczymy. Uwaga skupia się na głosie dobiegającym z megafonów. Rozpoczęło się przemówienie Andrzeja Dudy. Głowa państwa zapewnia, że „Polska już nigdy nie będzie czerwona”. Słowa prezydenta mieszają się z odgłosem odpalanych rac. Wszystkie czerwone niczym krew przelana. Zabroniona przez polskie prawo pirotechnika, ta sama, której użycie na Czarnym Proteście skończyło się zatrzymaniem kilku kobiet, na państwowej celebracji niepodległości witana jest westchnieniami. Policjanci i karabinierzy strzelają foty. Nikt już nie pamięta o ojcu, który pociesza swą Basię zapłakaną. Nikt nie zapyta czy nie trzeba linomagiem małej poratować. Czas odśpiewać Mazurka Dąbrowskiego.

 

Scena trzecia

Ruszyliśmy. Wreszcie uwolnieni z barierkowego kojca Polacy biegają w tę i we w tę. Jedni poszukują zaginionych bliskich, inni piwa w kerfurze. Jest marszruta, nie może zabraknąć śpiewu.
– Bez żydostwa, bez pedała. Polska czysta, Polska biała – facet w czapce „Cześć Waszej Pamięci Żołnierze Wyklęci” próbuje porwać Aleje Jerozolimskie. Jemu się nie udaje. Są lepsi wodzireje. Prym wiedzie Młodzież Wszechpolska wyposażona w miniplatformę. Tradycyjnie uderzają narzędziami rzemieślniczymi w „czerwoną hołotę”, potem zarażają antifę znanym wirusem, by wreszcie zaproponować uczestnikom mocne brzmienie.
– Pedofile, lesby, geje, cała Polska z Was się śmieje.
Wszechpolacki wodzirej wykręca się w spazmach rozkoszy. Kiedy kieruję na niego wzrok i telefon, próbuje się jakby opanować, jednak emocje biorą górę. Z werwą Michaela Buffera oznajmia światu, że „Polacy nie chcą islamu”, po czym dokonuje spektakularnej masakracji lewackiej politpoprawności.
– Morawiecki chcesz murzyna, to go sobie w domu trzymaj.
Rozglądam się po ludziach, bo to chyba nie tak miało być w scenariuszu. Gdzieś tam na przodzie maszerują Duda z Morawieckim, a tutaj hity ze listy przebojów Ku Klux Klanu. Nikt jednak nie reaguje. Wszystko cacy. A może właśnie taki był plan? Zaczynam sobie wyobrażać „negocjacje” Bąkiewicza z Morawieckim i zastanawiać się nad tym, co ich tak naprawdę dzieli na poziomie wartości i politycznego celu. Z rozważań wyrywa mnie wybuch petardy. Nie wymyśliłem wiele.

 

Scena czwarta

Na wysokości Muzeum Narodowego wpadło na siebie dwóch facetów. Powiecie: zdarza sie, wystarczy przeprosić i po problemie. Na Marszu Niepodległości takie sprawy rozwiązuje się jednak inaczej. Panowie uznali, że wypada dać sobie po mordach. Próbowała ich rozdzielić służba porządkowa. Z średnim skutkiem.

 

Scena piąta

Kebab Faraon na Rondzie Waszyngtona. Kultowe miejsce. Również dla tych od mieczyków Chrobrego.. Pamiętam jak kilka lat temu ustawiały się tu kilometrowe kolejki przeciwników „islamskiej dziczy”. Miałem przeczucie, że właśnie tam uczestnicy Marszu Niepodległości będą chcieli zademonstrować w działaniu swoje wartości. Zbliżając się do budki filmowałem pochód, co zwróciło uwagę jednego z demonstrantów.
– Gdzie masz flagę?
– To muszę mieć flagę?
– Z jakiegoś powodu nie masz.
– Myślę, że można mieć flagę Polski i szkodzić Polsce.
– Ja wiem jakiego kraju flaga Ci najbliższa. Ale tutaj z nią się nie pokażesz.
Poczułem się trochę zdekonspisorwany, więc zakończyłem rozmowę.
Wizyta w Faraonie potwierdziła moja przypuszczenia.
– Te, Ahmed, kurwa kiedy będzie mój? Rusz pizdę – obrońcy europejskiej cywilizacji głośno wyrażali troskę o standard usługi gastronomicznej.
Nie obyło się też bez manifestacji tradycyjnej polskiej kultury podrywu. Takiej, po której można poznać, że to mężczyzna, a nie ciota jakaś.
– Czy chce Pan widelec? – zapytała ekspedientka.
– Nie, dzięki mała, wsadź go sobie w cipę.
I zawyło ze śmiechu całe stadko biało-czerwone.

 

Scena szósta

Błonia Stadionu Narodowego. Telebimy, kolejki po kiełbasę. Wielka scena, a na niej mali ludzie wykrzykujący stare hałsa w nowym wydaniu. Jakby ktoś na deskach teatru wystawiał uwspółcześnioną sztukę o księdzu Tiso i Vidkunie Quislingu. Tomasz Kalinowski wrzeszczy o bogu, ojczyźnie i honorze. Kalinowski to rzecznik prasowy ONR. Ostatnio próbował zostać radnym u boku lokalnego kacyka w Piasecznie. Mandatu nie uzyskał. W 2016 roku dumnie prezentował na swoim fejsie zdjęcie Leona Degrelle’a – SSmana, o którym Adolf Hitler mówił: „chciałbym mieć takiego syna”. Obserwując szmirę rodem z monachijskiej piwiarni, zacząłem się zastanawiać nad autoimaginacją, która napędza takiego człowieka. W jakiej roli się widzi? Leona? A może wnuka Adolfa?
Potem na scenie pojawił się Robert Bąkiewicz, prezes stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Miałem okazję poznać go osobiście, w dość niecodziennych okolicznościach. Główny negocjator nacjonalistów w rokowaniach ze stroną rządową, w kwietniu 2017 roku próbował podłożyć mi nogę, kiedy filmowałem rocznicowy przemarsz ONR. W niedzielę trzykrotnie ryknął „Czołem wielkiej Polsce”, wymuszając echo odpowiedź tłumu. Chwilę później na tle kołyszących się flag Forza Nuova rozbrzmiała Bogurodzica.
Pomyślałem wtedy o tych dziesiątkach tysięcy ludzi, których nazywamy „normalnymi obywatelami” czy „rodzinami z dziećmi”. To nie może być tak, że oni nie dostrzegają oczywistości tego zła. Bo jest to oczywistość tak jaskrawa w swojej formie odtworzenia historycznego, że ocierająca się o kabaret (albo Kabaret). Z jakichś powodów jednak akceptują symboliczną kuratelę nacjonalistów. Może „zwykły polski patriota” różni się od faszysty bardziej stylem życia, niż wyznawanymi wartościami?

Kto wygra ten marsz?

Czy pośród doradców Hanny Gronkiewicz-Waltz nie znalazła się żadna osoba na tyle przytomna, żeby powiedzieć jej, że zakazanie Marszu Niepodległości dosłownie w ostatniej chwili tylko dostarczy ekstremistom paliwa? Czy też chodzi o co innego?

 

Hanna Gronkiewicz-Waltz ma rację. Warszawa wystarczająco się już nacierpiała w wyniku działalności nacjobandytów. To wyjątkowo celne spostrzeżenie, choć pewnie miała na myśli ostatnią dekadę, kiedy „prawdziwym Polakom” zdarzyło się kilka razy zdewastować przestrzeń publiczną stolicy swojej ojczyzny. Mieszkańcy Warszawy doświadczyli jednak znacznie poważniejszych konsekwencji nacjonalizmu – podczas II Wojny Światowej, gdy mordowali ich nacjonaliści niemieccy. Hanna Gronkiewicz-Waltz ma również rację w kwestii zastrzeżeń w dziedzinie bezpieczeństwa. Masowa odmowa pracy policjantów tuż przez jednym z największych pochodów skrajnej prawicy na świecie nie buduje atmosfery spokoju i stwarza uzasadnione obawy o zdolność służb do utrzymania porządku.
Hanna Gronkiewicz-Waltz cudownie oprzytomniała. Szkoda, że dopiero u schyłku swojego panowania, naznaczonego konsekwentną biernością wobec zjawisk złych i niepokojących. Nacjonalistom należało sie dobrać do dupy nie w roku 2018, a w 2009, kiedy po raz pierwszy postanowili uprzykrzyć życie mieszkańcom stolicy. Wtedy maszerowały głównie łyse łby z ONRu w towarzystwie nielicznych kiboli. Teraz, zmierzenie się z tym problemem wymaga podjęcia kompleksowych i długofalowych działań. Pozytywnym przykładem może być Wrocław, który idąc za wzorem niemieckich miast, poglądy skrajnie prawicowe zaczął traktować jako pewną społeczną dysfukcję – uciążliwią, ale uleczalną, wymagającą podjęcia terapii. Prezydent Dutkiewicz podczas ostatniej kadencji próbował wbić klin pomiędzy kiboli, a nacjonalistów, na razie bez rezultatów, ale kierunek był dobry. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zrobiła na tym polu nic. Nie reagowała kiedy na Łazienkowskiej rosła w siłę nacjomafia, choć mogła postawić warunek klubowi – albo robicie z tym porządek, albo podwyższamy czynsz do takiego poziomu, że w Szczecinie będzie wam się bardziej opłacało grać. Prezydent Warszawy przez 12 lat nie podjęła jednak żadnych działań przeciwko prawicowemu ekstremizmowi. Aż do dziś. Czy to nie dziwne?
Czy prezydent Warszawy naprawdę chciała zatrzymać Marsz Niepodległości urzędowym zakazem wydanym cztery dni przed 11 listopada? Czy pośród jej doradców, znajomych i kontrahentów nie znalazła się żadna przytomna głowa, choćby prezydenta elekta, która by podpowiedziała rzecz oczywistą – takie działania dostarczą ekstremistom paliwo buntu i przyczynią się do wzmożonej mobilizacji elementu patologicznego? A może Hanna Gronkiewicz-Waltz działając w porozumieniu z resztą liberalnej opozycji, a kto wie – może również i z jej brukselskim papieżem, podjęła próbę destabilizacji pisowskiej władzy, podważenia jej zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa w tak ważnym dniu?
Załóżmy, że delegalizacja marszu obliczona była na wywołanie wściekłości nacjokiboli, wybuch zamieszek i kolejną masakrację stolicy, nad którą przetrzebione „chorobami” oddziały policji mogłyby nie zapanować. Wyobraźmy sobie, że 12 listopada internet obiegają zdjęcia rozwalonego centrum Warszawy, statystyki ze szpitali i komisariatów oraz wstępne szacunki strat. Nacjonaliści znajdują się w stanie wojny z kolejnym rządem, dla odmiany tym, który od początku chciał z nimi żyć dobrze, a Grzegorz Schetyna z Rafałem Trzaskowskim, wskazują na Brudzińskiego i Morawieckiego jako winnych gorszących scen, podkopując autorytet PiS w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego. I to na stulecie odzyskania niepodległości. Do tego dopuścić mogły tylko kompletne patałachy. Oczywiście, to tylko hipoteza.
Na reakcje obozu Kaczyńskiego wystarczyło poczekać kilka godzin. Jeśli liberałowie próbowali zastawić pułapkę, to Duda z Morawieckim przeskoczyli nad nią z wyjątkową gracją. Organizacja państwowego marszu na tej samej trasie jest rozwiązaniem, które może przynieść wiele korzyści. Najważniejsza to możliwość przejęcia imprezy. Cały wysiłek organizacyjny i propagandowy nacjonalistów zostanie skonsumowany przez władzę. Premier z prezydentem pójdą na czele kilkudziesięciotysięcznego tłumu. Jest szansa, że pojawi się więcej tych, jakże alegorycznych rodzin z dziećmi. Do zabezpieczenia imprezy zostaną ściągnięte, bo muszą zostać z uwagi na obecność najwyższej rangi oficjeli, oddziały z całego kraju, nawet jeśli będzie to oznaczać wyciąganie funkcjonariuszy z łóżek. Wreszcie, PiS staje przed szansą trwałego przechwycenia obchodów i zmarginalizowania nacjonalistów, co jest istotne nie tyle w kontekście „pożarcia” kolejnego segmentu wyborców, bo przypuszczalnie PiS dla uczestników MN już wcześniej był drugim, po Kukizie wyborem, a raczej zabezpieczenia prawej flanki w obliczu zapowiedzi powołania „polskiego Jobbiku”. To z kolei będzie oznaczać konieczność włączenia bardziej radykalnych pojęć do politycznego wokabularza obozu władzy. Warto zauważyć, że premier Morawiecki ma już na sumieniu pokłony bite przed mogiłami hitlerowskich kolaborantów z Brygady Świętokrzyskiej, o nieustającej apologii NSZ, zaprzeczaniu najbardziej znanym i dogłębnie zbadanym zbrodniom wykletych i przymykaniu oczu na haniebne symbole nie wspominając. Jako przestroga może służyć przykład Ukrainy, gdzie władza państwowa od kilku lat mówi językiem skrajnej prawicy, a ugrupowania ekstremistyczne krytykują rząd jako realna opozycja, zarazem łączy je jednak z władzą (i legitymizuje) wspólnota pewnych wartości.
Oczywiście, takie działanie jest również obarczone sporym ryzykiem. PiS nie ma żadnego narzędzia panowania nad nacjobojówkami poza nadzieją, że te uznają decyzje o organizacji państwowego marszu za pomocną dłoń, a nie to, czym ona jest w istocie, czyli wymuszenie hołdu lennego. Jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, a także, jeśli obiektywy zagranicznych reporterów znów uchwycą rasistowskie transparenty, wówczas odium padnie na organizatorów, a więc tym razem na rząd PiS.
Ludwik Dorn napisał dzisiaj, że ktoś wyjdzie z tego zamieszania poważnie poraniony politycznie. Raczej nie będą to liberałowie, którzy w najgorszym wypadku nie powiedzie się fortel, a aureola antyfaszystki, z którą być może pragnęła zostać zapamiętana HGW nie zaświeci pełnym blaskiem, bo marsz w końcu przejdzie ulicami Warszawy. Jeśli marsz przebiegnie spokojnie, to ran nie odniesie również dobra zmiana, która za to może okazać się, z wymienionych wyżej powodów, największym wygranym tej rozgrywki. Lewica stoi z boku i rzeczy się dzieją niezależnie od niej, jak zwykle zresztą.
Kto zatem może tutaj najwięcej stracić? Nacjonaliści. Bosak, Winnicki i Bąkiewicz mogą zostać cofnięci do stanu posiadania z początku dekady. W ich wątłych i słabo zorganizowanych szeregach dojdzie zapewne do rozłamu – na tych, którzy będą za współpracą i za konfrontacją z PiS. Najgorsze dla nich będzie jednak to, że w kolejnych latach tłumy będą nadal walić na Marsz Niepodległości, który tak znakomicie się udał na 100-lecie niepodległości, a będzie to impreza bazująca na pamięci o ulicznej spontaniczności, lecz w istocie pieczę będzie nad nią sprawować prezes Kaczyński.

Narodowa tragifarsa na stulecie

Prezydent Warszawy wydała zakaz organizowania Marszu Niepodległości, którym narodowcy i neofaszyści oraz neofaszystowskie grupy z innych europejskich państw „uczcić” zamierzali 100 lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości. Bardzo słusznie.

 

Organizatorzy marszu zapowiedzieli, że nie ustąpią. W tej sytuacji Prezydent i Premier zadecydowali o odbyciu, na tej samej co Marsz Niepodległości trasie i w tym samym czasie oficjalnego Marszu Biało – czerwonej pod swoim patronatem. Wygląda na to, że będziemy mieli w Warszawie, z okazji 100-lecia niepodległości, marsz nacjonalistów i neofaszystów z całej Europy z Prezydentem i Premierem na czele. Przecież, jeśli nawet rząd, odpowiedzialny za ten marsz, „uzgodnił” z ONR i innymi, że pochowają oni na ten dzień swoje transparenty, banery itp., to przecież nie transparenty są zakazane, ale idee, które wyrażają, a to ludzie są nosicielami idei neofaszystowskich a nie flagi czy banery. A tacy ludzie właśnie podążać będą dumnie i butnie za pierwszymi osobami w państwie. Zanosi się na kolejny wielki „sukces” PiS i wielki, historyczny i narodowy dramat. Chyba że Piłsudski zejdzie z pomnika i machnie szablą.
Całe, z takim rozmachem i zadęciem zapowiadane obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, chociaż są wielką kompromitacją PiS, to niestety, są również wielką kompromitacją Polski. 100 lat temu Polska uzyskała niepodległość na mocy decyzji państw zwycięskich w I Wojnie Światowej. 12. listopada w krajach tych zastanawiać się będą co Polska z tą niepodległością zrobiła.
Rocznica 100-lecia odzyskania niepodległości jest klęską PiS na najważniejszym dla niego polu: pamięci historycznej. Groteskowe, ale z całą powagą ogłaszane propozycje spacerów „tam i z powrotem” Krakowskim Przedmieściem, ogłaszanie przez Prezydenta marszu, a potem, wskutek niedogadania się z narodowcami co do jego charakteru wycofanie się Prezydenta, dzisiejsza, ad hoc podjęta decyzja sankcjonująca właściwie marsz narodowców i neofaszystów to kpina z tak ważnej i doniosłej rocznicy. Na tym tle jakże wspaniale i godnie prezentują się obchody rocznicowe organizowane przez samorządy. Na przykład w Poznaniu czy w Łodzi.
Tekst ukazał się na blogu Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy.

Stawka większa niż polityczne życie

PiS porwało się z motyką na słońce.

 

Manewr z Marszem Niepodległości był może i mistrzowskim ominięciem pułapki zastawionej przez tandem Hanna Gronkiewicz-Waltz i Rafał Trzaskowski, ale może odbić się władzy potężną czkawką. Dlaczego? Wątpliwe, że narodowcy z falangami odbiorą przejęcie marszu przez władze jako rzucenie koła ratunkowego. Raczej poczują się ograni i wykorzystani przez obie strony do ugrania politycznych korzyści. I dopiero pokażą, na co ich stać.
Decyzja prezydenta i premiera o przejęciu pod swoje skrzydła imprezy cyklicznej, a także deklaracja z gatunku „mamy szczerą nadzieję, że to wydarzenie połączy wszystkich”, niekoniecznie nie sprawi, że na marszu będzie spokojniej. Pod sztandarem rządu PiS spotkają się bowiem przeróżne grupy: autentyczne rodziny z dziećmi, ruchy narodowe, środowiska kombatanckie i politycy, a także smoleńskie freaki.
Co z tej wybuchowej mieszanki ostatecznie wyjdzie, okaże się w niedzielę. Moim zdaniem rząd ryzykuje wiele. Z pewnością jednak ukłony należą się Hannie Gronkiweicz-Waltz, która zostanie zapamiętana jako ta, która (już na poczet Trzaskowskiego) wykonała ruch pożądany, choć o kilka lat spóźniony. Wygrała na nim również dlatego, że od teraz odpowiedzialność za ewentualne burdy na Marszu Niepodległości spoczywać będzie na Dudzie i Morawieckim, zamiast na prezydent i jej urzędnikach.
PiS gra o wysoką stawkę, nie mając w dodatku policyjnego zaplecza w gotowości. Jeśli okaże się, że narodowcy – obrażeni i na rządzącą prawicę i na liberałów, zaczną demolować miasto albo ponownie prezentować rasistowskie hasła, popłynie to rzecz jasna na konto premiera i wojewody.
Trzaskowski zaś zyska niezagrażające otwarcie swojej kadencji na Placu Bankowym, zostanie też głównym obrońcą polskiego honoru, jeżeli znów posypią się nagłówki w „New York Timesie” czy „Guardianie” potępiające faszyzm na ulicach stolicy Polski.
Jest też opcja bardziej dla wszystkich optymistyczna: narodowcy w ramach pielęgnowania urażonej dumy zdecydują się zostać w domach, a warszawiacy zamiast na państwowy marsz bądź alternatywne blokowanie państwowego marszu, wybiorą się na odsłonicie pomnika Ignacego Daszyńskiego – postaci, która łączy,w przeciwieństwie do wystawionego niedawno na Placu Piłsudskiego „parkingowego” pomnika Lecha Kaczyńskiego.

To nie moje święto

100-lecie odzyskania niepodległości nie jest moim świętem. Zdaję sobie sprawę, że państwowość jako taka kiedyś stanowiła ważne narzędzie identyfikacji, budowania tożsamości. Dziś żyjemy w świecie, w którym, choćby na przykładzie Unii Europejskiej, dąży się raczej do znoszenia granic, stawia na wspólnotowy, zamiast na plemienny dyskurs polityczny. Takiego akcentu w obchodach każdego 11 listopada w Polsce brakuje – odkąd sięgam pamięcią.
Być może dlatego prawica tak łatwo Święto Niepodległości zawłaszczyła, czyniąc z niego dzień gadających na biało-czerwonym tle głów w najlepszym razie – a w najgorszym, dzień wyrzucania z siebie stadnej agresji wynikającej z nadpisanej sobie przez prymitywnych osiłków dumy. Dumy, nad którą nie czynią żadnej, choćby najprostszej refleksji – bo gdyby ją poczynili, wiedzieliby, że niszczenie miejskich chodników, drzew, płotów i ławek, nie jest aktem patriotyzmu w najmniejszym stopniu, a jedynie te idee ośmiesza.
Polacy kochają romantyczne zrywy, ale nienawidzą pracy u podstaw i tak było od zawsze.
Wolimy je również upamiętniać – z przytupem. Wiadomo, patriotyzm wyrażający się poprzez nieśmiecenie w lesie, sprzątanie klatki schodowej wspólnymi sąsiedzkimi siłami, wolontariat w hospicjum, płacenie podatków i uczciwe płacenie alimentów, nie są tak spektakularne jak werble i sztandary.
Dziś nie jesteśmy już pod zaborami. Dziś nawet wojen nie prowadzi się już poprzez podbój terytorium i wciskanie młodym pokoleniom czytanek w obcym języku. XXI wiek, rozwój broni nuklearnej, a także nowe narzędzia walki poprzez gospodarcze sankcje nieco przedefiniowały sposoby prowadzenia konfliktów. Unia Europejska natomiast przedefiniowała tożsamość. Nowoczesny Polak to dziś nie ten, który raz w roku macha flagą, ale ten, który uznaje solidarność społeczną, sąsiedzką, ogólnohumanistyczną.
Państwowość, z której dziś można czuć dumę, to taka konstrukcja, która najbiedniejszych jednostek nie zostawia bez pomocy i opieki, nie pozbawia praw. To system, który wklucza. Tego nie usłyszymy 11 listopada. Usłyszymy za to opowieści o bohaterach zbawiających świat na kasztance i o tym, jak bardzo każdy Polak mały ma być dumny ze swojego totemu. Nieważne, że pod tym znakiem wzrastają nierówności, że machanie biało-czerwoną tkaniną w niedzielę nie zapewni chleba w poniedziałek i tylko zwiększy frustrację. Prawdziwa niepodległość zasługująca na świętowanie to taka niepodległość, w której państwo zapewnia swoim obywatelom godny byt, oni zaś odpłacają się autentyczną wdzięcznością: żmudnym patriotyzmem dnia codziennego.

PiS oddał Warszawę faszystom

Oddali dobrowolnie, bez sprzeciwu miasto, które powstańcy warszawscy bronili, nie szczędząc krwi i swojego młodego życia. Oddali i jeszcze za to zapłacili.
Faszyści z całej Europy w 100. rocznicę niepodległości Polski będą maszerować ze swoimi flagami i rasistowskimi hasłami po ulicach bohaterskiego miasta, które przez takich samych wyznawców rasy wybranej zostało zrównane z ziemią, w kraju, gdzie wymordowano 6 milionów Polaków, a w samej Warszawie podczas powstania ponad 200 tysięcy młodych ludzi.
Czy istnieją jeszcze określenia, których można by użyć w stosunku do tych ludzi, jednak nie używając wulgaryzmów i epitetów emocjonalnych uznawanych za niedopuszczalne publicznie?
Kaczyński i Duda, zamiast zdelegalizować ruchy faszystowskie w Polsce, chronią je prawnie, wspierają i tym samym plują w oczy Powstańcom Warszawskim, na groby i pomniki poległych, bestialsko zamordowanych, spalonych żywcem, zgwałconych i upodlonych.
Nie wyobrażam sobie, aby można było bardziej zakpić z polskich bohaterów, upokorzyć żyjących i obrazić uczucia narodowe Polaków, jak poprzez takie właśnie nieodpowiedzialną ignorancję i błazenadę władzy.
Każdy Polak, który ma elementarną wiedzę historyczną i polityczną, zna wysiłek całego narodu, wyrażający się w 6 milionach zabitych lub zamordowanych rodaków, zburzeniu wielu miast i osiedli, oddaniu w niewolę na kolejne lata Polaków na pastwę innego, tym razem sowieckiego totalitaryzmu.
Każdy Polak zna lata upokorzeń, walkę z narzuconą władzą i przynależność do świata, do którego nie chcieliśmy należeć. Każdy Polak wie, że każdy odradzający się ruch faszystowski na ziemi uświęconej krwią rodaków, chociażby pod innymi nazwami, należy zdelegalizować i osądzać jako zbrodniczy, bo odwołuje się do śmierci innych Polaków.
Każdy Polak wie, zna, rozumie, ale nie Polak-wyznawca PiS. Każdy, tylko nie J. Kaczyński, A. Duda, T. Rydzyk i każdy inny antypolski aparatczyk PiS-u czy też biskup katolicki popierający faszystów. Sama nazwa: polski neonazista, rasista, faszysta, obraża nasz naród. Jak to mogło się stać, że w ogóle taki ruch mógł pojawić się w Polsce. Tymczasem katolicki ksiądz, oddelegowany do budowy faszyzmu w Polsce, J. Międlar, czy P. Ryba oraz wielu innych ekstremistów rasistowskich korzystają ze wsparcia władz. Sam Jarosław Kaczyński pisał pozdrowienia dla J. Międlara i był łaskaw określić siebie, że należy do „rasy panów”. Podkreślam – RASY! Co zatem chciał przez to powiedzieć? Że jest także rasistą i będzie zwalczał wszystkich, którzy nie należą do jego rasy?
To nie są tylko słowa. Pierwszą ustawę rasistowską uchwalił nielegalny sejm 16 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej, kiedy zastosował odpowiedzialność zbiorową i odebrał uprawnienia emerytalne byłym funkcjonariuszom, ludziom służb państwowych, wywiadu i kontrwywiadu, nazywając ich ubekami. Zabrał im nie tylko godność, ale i wskazał jako wrogów narodu, co kosztowało życie już ponad 50 osób. W wyniku tej represyjnej, faszystowskiej ustawy o odpowiedzialności zbiorowej bohater narodowy, Gromosław Czempiński, który dokonał w grupą oficerów bohaterskich czynów na światową skalę i spowodował nie tylko podziw świata, pomoc w organizacji Gromu i umorzenie polskich długów w wysokości 16 miliardów dolarów, otrzymał nagrodę w postaci najniższej możliwej w Polsce emerytury.
Podła propaganda, oparta na niebywałym kłamstwie, jest dla J. Kaczyńskiego, M. Błaszczaka i ich bandytów z polską krwią na rękach ważniejsza od prawdy, że ubecy uciekli w 1989-90 roku i teraz śmieją się z tych, co wiernie służyli narodowi. Refleksji władzy nie ma do tej pory. 6 maja wraz z grupą przyjaciół usiadłem na drodze przemarszu faszystów w Katowicach. Dlatego z sądu otrzymałem wyrok nakazowy karzący mnie grzywną, a faszyści dalej maszerują z dumnie uniesionymi sztandarami i hasłami „śmierć wrogom ojczyzny”. Z tym, że to oni określają sobie tych wrogów, którym obiecują śmierć.
Panie Jarosławie Kaczyński, kogo macie zamiar mordować i kiedy?
Komunistów, złodziei, zdradzieckie mordy, kanalie, morderców brata, gorszy sort… i kogo jeszcze?
Już mamy się ustawiać do gazu czy dopiero po następnych wyborach?
Kompromitacja Polski przez obecny obóz władzy postępuje tak zdumiewająco szybko, że trudno w to uwierzyć. Będzie niestety gorzej, bo ilość misiewiczów i nieprzygotowanych do pełnienia odpowiedzialnych urzędów, „hodowców rybek” podłej zmiany wzrasta w tempie zdumiewającym. Nie ma już tych, co odpowiedzialnie podejmują narodowe decyzje i te, na niższych szczeblach władzy.
Czystki na urzędach i zastępowanie fachowców ludźmi podłej zmiany powoduje upadek autorytetów, dramatyczne obniżenie jakości służby państwowej i kompromitację Polski.
Kto w takim razie ma odpowiadać za ich brukowy styl i szkodliwe decyzje?
Były już kompromitacje narodowe, jak chociażby przekazanie placu Piłsudskiego na cele obronne, by budować tam pomniki dla decyzyjnych nieudaczników, był cały wysyp kompromitacji Polski w Unii Europejskiej, słynna ustawa P. Jakiego, która obraziła całe narody, kompromitacja śmigłowcowa, 27:1, powołanie WOT dla prywatnej radości i obrony przed rodakami A. Macierewicza, ale to, jak zakpiono z Polski i Polaków w 100-lecie odzyskania niepodległości przechodzi ludzkie pojęcie. A naród śpi, protestuje garstka. „Prawdziwi Polacy” głosują na faszyzm.
W czasach Hitlera w Niemczech wyborcy też głosowali w obronie narodowego honoru Niemców, którzy musieli wstać z kolan przeciw Traktatowi Wersalskiemu, a teraz, już od wieku, wstydzą się za swoje wybory, ludobójstwo i spalenie całej Europy.
Wszystko przed nami. Oby nauka historii dogoniła zaślepiony fanatyzmem naród i zapobiegła upadkowi naszego kraju.