Jednak Conte bis

Czyli jak Matteo Salvini na własne życzenie wypadł z karuzeli rządowej.

Prezydent Sergio Mattarella, już po raz drugi w ciągu 16 miesięcy, powierzył sformułowanie rządu Giuseppe Conte, czyli jednak wilczy apetyt zgubił Matteo Salviniego, a Ruch Pięciu Gwiazd zmienił partnera do tańca.

Jeden krok do tyłu i dwa do przodu

W ubiegłym tygodniu Giuseppe Conte złożył na ręce Prezydenta Włoch dymisję, kończąc 445 dni wspólnych rządów Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligii. Wielu sądziło (w tym ja sam), że to koniec politycznego epizodu Conte i następnym etapem będą wybory na co szczególnie liczył lider Ligii Matteo Salvini, dążący do samodzielnych rządów lub ewentualnej koalicji ze słabnącą Forza Italia Silvio Berlusconiego lub z ultraprawicowymi Braćmi Włoch.
Przy całym amoku wynikającym z dobrych wyników sondażowych Ligii mało kto pamiętał, że właśnie ekipa Di Maio byli w koalicji partią liczebniejszą w parlamencie. Pakt z opozycją, dający im większość potrzebną do ułożenia nowego rządu był możliwy bez konieczności wcześniejszych wyborów. Wystarczyło zrobić coś właśnie bardzo „włoskiego” – dogadać się, tak aby pozbyć się balastu w postaci lidera dawnej Ligi Północy.
Przedterminowe wybory na które tak bardzo liczył lider Ligii jednak nie odbędą i to właśnie Giuseppe Conte (a nie Roberto Fico jak podawały niektóre źródła), będzie dalej pełnić swój urząd. W wyniku zażegnania kryzysu rządowego bez władzy pozostanie Matteo Salvini, który widząc jaki jest możliwy obrót spaw, próbował nawet nakłonić do dalszej współpracy z Ruchem aby kontynuować „żółto-zieloną” koalicję. Jak widać za późno. Wyborów nie będzie, więc „zielonego” cyrku na arenie Włoch na razie nie zobaczymy.
Na razie względny spokój
Podkreślam jednak znacząco słowa „na razie”, bo w dłuższej perspektywie to właśnie Liga może skorzystać najwięcej, ponieważ Salvini w opozycji potrafi być bardziej destrukcyjny niż niejeden trudny koalicjant, a mariaż Ruchu i Demokratów może okazać się dobrym rozwiązaniem na obecną chwilę, jednak na dłuższą metę może im się odbić czkawką. Luigi Di Maio ryzykuje wiarygodność przed wyborcami, ponieważ duża ich część byli wyborcami centrolewicy i to oni dali im zwycięstwo w 2018 roku głosując w ramach kary na „antyestablishmentową” formację. Teraz obie strony mają zapewniony byt z większością w parlamencie, jednak na pewno będą czekały nas spory, które paradoksalnie umocnią Ligę.

B. i S. czyli „Bierz i Spadaj”

Założenia w tym nowym układzie tanecznym były zapewne takie: pozbyć się coraz mocniej szarpiącego „zielonego” partnera, utworzyć nowy rząd z nowym, spokojniejszym i przetańczyć z nim do dalszej części sali bez większych potknięć. Przebieg rozmów (czytaj ciężkich negocjacji) z Prezydentem Włoch Sergio Mattarellą, które nawiasem mówiąc w takich właśnie sytuacjach wyraźnie pokazują jak silna jest pozycja prezydenta Italii, jasno uświadomił wszystkim, że „deklaracja” jako wyrażenie brzmi całkiem nieźle, jednak niczego nie można być pewnym. Decyzja o utworzeniu rządu Conte-bis pokazuje, że wszystkie najważniejsze postacie przynajmniej kilka razy w ostatnich tygodniach kłamały, w tym liderzy Lewicy, twierdzący, że na drugą szansę dla Conte „nigdy się nie zgodzą”, co miałoby oburzyć cześć opinii publicznej.
Samo oburzenie mnie najbardziej rozbawiło. Kłamiący politycy i to we Włoszech?! Mnie akurat cieszy fakt, że nic się jednak na półwyspie apenińskim nie zmieniło, bo wiem, że obecnie dziewiąta gospodarka świata działa tak samo jak zwykle, czyli gra na czas. Sęk w tym że mogą mieć za mało, gdyż nowy rząd czekają wyzwania, zarówno w polityce krajowej, jak i na arenie międzynarodowej. Bruksela będzie cierpliwie czekać na projekt budżetu na rok 2020, co nie będzie proste, jak i na nominację włoskiego komisarza do składu Ursuli von der Leyen.
W nadchodzącym czasie czeka nas akt drugi tego przedstawienia, gdyż pojawi się temat umowy koalicyjnej, a przede wszystkim obsady poszczególnych stanowisk w rządzie. Lewica zgodziła się na pozostanie Di Maio, który miałby zmienić resort (mówi się o ministerstwie obrony). Na miejsce Salviniego chciałaby mianować drugiego z wicepremierów i może nim zostać Andrea Orlando, który sprawował funkcję ministra sprawiedliwości w gabinecie Matteo Renziego. Podobno już wyraził na to zgodę sekretarz generalny Nicola Zingaretti. On sam liczy, że resort gospodarki trafi w ręce właśnie dawnej ekipy (często pada nazwisko wykształconego w Stanach ekonomisty Daniele Franco) co może spowodować poważny zgrzyt między stronami, ponieważ Ruch bazował swoją politykę na klasycznym „socjalu” rozdając środki wśród najuboższych (np. podstawowy dochód dla najuboższych – 780 euro).
Na tapecie pojawi się również temat budowy tunelu kolei szybkiej prędkości (T.A.V.) między Włochami a Francją, który także może spowodować podniesienie ciśnienia, bo Partia Demokratyczna jest zwolennikiem wzmacniania gospodarki poprzez inwestycje infrastrukturalne. Jeżeli chodzi o MSW, ważnym przede wszystkim ze względu kwestie uchodźców, mówi się o innym polityku lewicy – Mario Morcone. Dalej pozostaje niepewna kwestia obsadzenia ministerstwa spraw zagranicznych, a to dlatego, że oba obozy mają na niego chrapkę.

Co dalej?

Giuseppe Conte czekają rozmowy z liderami partii, których będzie próbował przekonać do poparcia nowej wizji i jego gabinetu. Najprawdopodobniej na początku września włoski parlament zagłosuje nad wotum zaufania, które jest konieczne do zaklepania nowego układu sił. Sprzeciw już zapowiedzieli Bracia Włoch jak i sam Salvini, który zapowiedział w social-media, że „przez kilka miesięcy będzie tworzył silną opozycję, aby potem Liga wróciła do zwycięstwa”. Czy tak się stanie? Czas pokaże. Na chwilę obecną Włochy jak i sama Bruksela mogą odetchnąć z ulgą, bo tym razem lud nakręcony populistycznymi gadkami o narodowej dumie, jednak nie zdecydował dalszym o losie półwyspu apenińskiego.
Pytanie co z tego nowego układu wyniknie i kto będzie faktycznie miał powody do radości. Koniec końców wygrała matematyka, tylko zastanawiające jest jak czeka nas kalkulacja w najbliższym czasie. Zapewne Matteo Salvini już szykuje nowe przemówienia i planuje zaopatrzyć się w solidny kalkulator.

Koniec rządu Conte

Prezydent Sergio Mattarella przyjął dymisję premiera Giuseppe Conte.

Premier rządu Republiki Włoch Giuseppe Conte złożył dymisję na ręce Prezydenta Włoch Sergio Mattarelli. Szef rządu ustąpił w konsekwencji rozpadu koalicji Ligii i Ruchu Pięciu Gwiazd. Mógł to uczynić wcześniej, na co zresztą bardzo nalegał wicepremier i przewodniczący Ligii – Matteo Salvini, ale prawdopodobnie wolał poczekać na wyniki rozmów do których miało dojść miedzy Ruchem Pięciu Gwiazd i Partią Demokratyczną, czyli dawną partią rządzącą. Istnieje spora szansa, że rozmowy miały na celu ustalenie kształtu nowego rządu, który zostanie wkrótce zaproponowany Prezydentowi Republiki. Decyzja Conte wynika głównie z tego, że nie chciał głosowania w Senacie, które mogłoby szybko przeistoczyć się w teatralny spektakl, który i tak odbył się przed przemówieniem samego Premiera.
Istnieje też prawdopodobieństwo, że Conte nie chciał iść pod rękę z Matteo Renzim, byłym premierem, przewodniczącym Demokratów i głównym pomysłodawcą rozpoczęcia rozmów z Ruchem, jednocześnie zdając sobie sprawę, że w nowej układance wycinanej ostrym nożem mógłby nie odgrywać tak istotnej roli. W tej sytuacji wyświadczył sobie najlepszą przysługę. Odszedł na własnych warunkach i może spokojnie wrócić zawodu prawnika i wykładowcy, nie będąc zależnym od kogokolwiek. W innym układzie istniałoby ryzyko, że zostałby politykiem zawodowym, a w takim formacie mogłaby mu zdewaluować się istota roli, którą pełnił przez 445 dni trwania „żółto-zielonego” rządu.
Wiadomo nie od wczoraj, że cały kryzys zaczął się od odważnego wystąpienia 8 sierpnia podczas, którego Matteo Salvini, w reakcji na złożony przez Ruch Pięciu Gwiazd projekt ustawy mającej na celu zakończenie inwestycji budowy tunelu w Alpach w ramach połączenia superszybkich pociągów (T.A.V. – Treni Alta Velocita), oświadczył koniec funkcjonowania koalicji jednocześnie wzywając do ustąpienia Premiera. Wiadomo również, że sam T.A.V. to tylko pretekst i próba ucieczki do przodu przewodniczącego Ligii, który widząc dobre notowania chce doprowadzić do przedterminowych wyborów. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę słupki sondażowe sięgające nieraz nawet 38 %, przy malejącym poparciu Ruchu, Forza Italii oraz Demokratów. Pozostali członkowie parlamentu doskonale to wyczuli i robią wszystko aby ukrócić ten proces, rozważając nawet utworzenie wielkiej koalicji „Anty-Salvini”. Pytanie na ile im się to uda. Conte dość jasno dał do zrozumienia, że lider Ligii wywołał kryzys w koalicji z Ruchem Pięciu Gwiazd, kierując się „interesami osobistymi i partyjnymi”. A że sam Salvini ma wilczy apetyt, to żadna tajemnica.
Wielu obserwatorów zaczyna także zadawać sobie pytanie czy w tej sytuacji połączenie sił Ruchu z Demokratami byłby najlepszym pomysłem. Wyraźnie widać, że najbardziej ten pomysł podoba się Matteo Renziemu, a sam sekretarz generalny Demokratów Nicola Zingaretti podkreśla, że podobna koalicja będzie miała rację bytu tylko pod warunkiem, że jeśli będzie się cechować solidnością i powagą. Istnieje też ryzyko, że mariaż na dłuższą metę mógłby też zaszkodzić zarówno centrolewicy i uderzyć w notowania Ruchu, a na tym może tylko skorzystać Liga, która zacznie w mediach krytykować każdy możliwy scenariusz nowej ekipy. Inaczej mówiąc – czekają nas długie negocjacje. Sam Prezydent Sergio Mattarella, wywodzący się właśnie z Partii Demokratycznej, zapowiedział początek rozmów już dzień po przyjęciu dymisji. W tej całej burzy pojawiają się plotki, że Ruch 5 Gwiazd odsunie swojego przewodniczącego Luigi Di Maio, a kilku parlamentarzystów przejdzie do Demokratów. To się jeszcze może okazać. Włochy są przecież nieprzewidywalne. Sam Matteo Salvini już zdążył zaznaczyć, że ktokolwiek będzie unikał wyborów będzie miał kraj na swoim sumieniu a jakikolwiek rząd by nie powstał, będzie działał przeciwko Ligii. Jak widać już pojawia się zapach retoryki spisku.
W komunikacie ogłoszonym przez Pałac Prezydencki podano, że prezydent przyjął do wiadomości dymisję i poprosił jednocześnie Conte o to, by rząd dalej zajmował się bieżącymi sprawami. Podsumowując wczorajsze wydarzenia z bólem należy stwierdzić, że Conte stał na czele 65 rządu w historii Republiki Włoskiej, którego gabinet pracował zaledwie 14 miesięcy. Niestety, to kolejna nieprzyjemna włoska tradycja.
Jedynym chyba pozytywnym wątkiem z ostatnich 24 godzin na półwyspie apenińskim było wpuszczenie do portu na Lampedusie statku organizacji pozarządowej Open Arms po 19 dniach kryzysu. Wszyscy zostali przewiezieni do ośrodka pobytu na włoskiej wyspie. Przejazdowi autokarów z rozbitkami towarzyszyły przepychanki między zwolennikami i przeciwnikami przyjmowania migrantów. Nietrudno odnieść wrażenie, że z każdą kolejną kwestią będziemy mieli widoczne burze z piorunami pojawiające się na horyzoncie półwyspu apenińskiego. Tylko Matteo Salvini zaciera ręce, bo każdy piorun będzie na jego korzyść.

Wilczy apetyt Matteo Salviniego

Premier Giuseppe Conte jak i Przewodniczący Ruchu 5 Gwiazd Luigi Di Maio muszą pogodzić się z wilczym apetytem na władzę Lidera Ligi Matteo Salviniego oraz przygotować się na wyborczą porażkę.

Krótkie spięcia
Czy jednak będą przedterminowe wybory? Ponownie mieliśmy w zeszłym tygodniu do czynienia z serią licznych napięć i sporów we włoskim rządzie, a konkretniej w koalicji w której skład wchodzi Ruch Pięciu Gwiazd oraz Liga. Wynikły one z powodu budowy kolei dużych prędkości (w skrócie T.A.V. – Treni Alta Velocita`), jaka ma połączyć włoski Turyn i francuski Lyon. Ruch 5 Gwiazd był zdecydowanie przeciwny kosztownej inwestycji, a Liga uważała ją za kluczową i mocno promowała jej realizację. Temat T.A.V. już od dłuższego czasu był powodem awantur między partiami rządzącymi. W sumie bój o szybką kolej pod Alpami, to konflikt o Włochy w pigułce. Miał połączyć Włochy z Francją, ale póki co podzielił Italię na pół.
Rządowy falstart
Rok temu po długotrwałych negocjacjach antyestablishmentowy Ruch 5 Gwiazd podpisał porozumienie programowe ze znaną w przeszłości ze swoich separatystycznych tendencji prawicową Ligą. Uformowanie rządu trwało jeszcze trzy tygodnie i ostatecznie nowy gabinet, na czele którego stanął związany z Ruchem 5 Gwiazd prawnik Giuseppe Conte, po długich negocjacjach z Pałacem Prezydenckim został powołany 1 czerwca 2018 przez Prezydenta Włoch Sergio Mattarellę. Już sam fakt, że od wieczoru wyborczego do powołania rządu minęło grubo ponad 80 dni, mógł zwiastować burzliwość tego trudnego „małżeństwa z rozsądku”. Z jednej strony można było pogratulować szczerze, ale też i poczuć też lekki niepokój o przyszłość Italii. Mimo, że udało się sklecić gabinet Conte, to w koalicji prawicowo-populistycznej co chwilę można było odnotować wstrząsy, w szczególności między dwoma wicepremierami, którzy jednocześnie są liderami swoich ugrupowań, czyli Luigi Di Maio i Matteo Salvini. Do tej pory Premier Conte sprawdzał się w roli strażaka i wygaszał kolejne pożary. Jednak z początkiem roku rozgorzał ponownie spór o budowę linii superszybkich pociągów. Pozornie regionalna inwestycja wzbudziła we Włoszech kontrowersje, które dawno przekroczyły granicę merytorycznej dyskusji. Nie można uniknąć wrażenia, że to awantura nawet nie o samą inwestycję, tylko o kształt dalszego prowadzenia Włoch i o kierunek powolnego wyjścia z kryzysu, spowodowany trwającą od prawie 20 lat stagnacją gospodarczą.
Tunel pod Alpami
– poród w dużych bólach
Jak można się domyśleć temat T.A.V. wracał przez ostatnie półrocze niczym bumerang. Ostatnio doszło do pożaru w dyspozytorni pod Florencją i w jego wyniku kursy ponad 40 pociągów dużej prędkości musiały zostać odwołane w całych Włoszech. Matteo Salvini zapowiedział śledztwo, mające ustalić, czy ogień został podłożony przez anarchistów lub antyglobalistów czyli przez przeciwników budowy połączenia Turyn-Lyon. Inwestycja której kluczowym elementem miał być długi na prawie 60 km tunel pod Mont d’Ambin. I to właśnie przy jego budowie pojawiają się największe zmartwienia. Szacowany koszt inwestycji to prawie 26 mld euro, z czego 8,6 mld euro ma właśnie pochłonąć budowa tunelu w Alpach. Inwestycja jest finansowana w 40 proc. przez Unię Europejską, 35 proc. przez Włochy, a 25 proc. przez Francję i to właśnie ustalony wiele lat temu podział kosztów wywołuje zgrzyty. Przeciw tej inwestycji jest wielu Włochów, w tym politycy Ruchu 5 Gwiazd, którzy uważają budowę linii kolejowej z Turynu do Lyonu za byt kosztowną oraz niepotrzebną i ewentualnie mogliby się zgodzić na dalszą budowę pod warunkiem ponownego negocjowania wkładu. Minister transportu i infrastruktury Marco Toninelli, sam często podkreśla, że byłoby lepiej zadbać o istniejącą sieć transportu w kraju. Chwilami trudno się z nim nie zgodzić, w szczególności kiedy ma się w pamięci zeszłoroczną tragedię, kiedy w Genui zawalił się fragment wiaduktu na autostradzie A10 i zginęło co najmniej 38 osób. Budowa przez to się przeciąga, a koszty rosną. Zwraca się także uwagę na to, że maksymalna możliwa prędkość na tej trasie to 220 km/h, podczas gdy Komisja Europejska za koleje dużych prędkości uważa te, na których pociągi mogą się rozpędzić do 250 km/h. Powołany przy włoskim rządze komitet ekspertów uznał budowę transalpejskiej kolei za niepotrzebną i zarekomendował rezygnację z niej. Ale krótko potem wyszło na jaw, że do komitetu powołano kilku zdeklarowanych przeciwników takich inwestycji. Paryż wezwał więc Rzym do wznowienia prac budowlanych.
Początek końca
Koniec końców Ruch 5 Gwiazd przedstawił w zeszłym tygodniu projekt uchwały wzywającej do zaprzestania prac. Projekt upadł, ponieważ Ruch 5 Gwiazd wsparli tylko senatorzy niewielkiego ugrupowania lewicowego Wolni i Równi, zaś Liga oraz pozostałe partie prawicowe Forza Italia i Bracia Włosi, a także opozycyjna Partia Demokratyczna zagłosowały za kontynuacją prac rozpoczętych jeszcze w 2005 r. Na ciąg dalszy nie trzeba było długo czekać. Zaraz po głosowaniu lider dawnej Ligii Północnej zażądał dymisji trzech ministrów. Giovanniego Trii pełniącego funkcję ministra gospodarki, właśnie Danilo Toninellego i Elisabetty Trenty, która jako minister obrony krytykowała wprowadzenie blokady portowej dla okrętów z migrantami. Niedługo jednak zmienił zdanie, wzywając do ustąpienia samego premiera. Następnego dnia Matteo Salvini na spotkaniu z wyborcami w Pescarze oznajmił, że sam będzie kandydować na Premiera, żeby ocalić Włochy przed ministrami hamującymi publiczne projekty.
Spacer po linie
Od kilku miesięcy zarówno Conte jak i Di Maio widząc dramatycznie spadające sondaże swojego ugrupowania, próbowali utrzymać rząd z Ligą, ale dynamiczne tempo Salviniego po prostu na to nie pozwoliło. Idąc na kolejne ustępstwa i publicznie dając mu pełne zaufanie (nawet po opublikowaniu przez Buzzfed kompromitującego nagrania ze spotkania w moskiewskim hotelu Metropol, podczas którego jeden z bliższych doradców obecnego szefa włoskiego MSW Gianluca Savoini ustalał szczegóły transakcji paliwowej, przy okazji której miało dojść do przekazania ukrytej dotacji dla Ligi) po cichu liczyli, że w przypadku tunelu lider Ligii trochę ustąpi. Nic z tego. Dla samego Salviniego przeprowadzenie przedterminowych wyborów nie mogłyby odbyć się w lepszym momencie. Obecnie Liga ma 38 proc. poparcia i jest spora szansa, że razem z Giorgią Meloni i jej skrajnie prawicową partią Bracia Włosi, spokojnie utworzy rząd, może nawet bez udziału Forza Italii, Silvio Berlusconiego. Ruch nie jest mu już do niczego potrzebny. Kiedy Di Maio był zajęty przygotowaniem odpowiedniej odpowiedzi na słowa Salviniego, ten już zdążył złożyć do senatu wniosek o wotum nieufności wobec rządu Conte. W przypadku przyspieszonych wyborów problematyczna byłaby podwójna funkcja samego Salviniego, który występowałby w roli czuwającego nad głosowaniem szefa ministerstwa spraw wewnętrznych i zarazem kandydata na premiera, bo taki zamiar ogłosił.
Ruch Prezydenta
Kiedy liderowi Ligii nie udało się nakłonić Giuseppe Conte do złożenia dymisji, to podobno Matteo Salvini miał kazać swoim parlamentarzystom przerwać dopiero co rozpoczęte wakacje aby głosować nad wotum nieufności dla rządu. Jeśli gabinet Giuseppe Conte nie otrzyma wotum zaufania, to prezydent Sergio Matarella ogłosi konsultacje w sprawie utworzenia nowego rządu, na którego czele mógłby ponownie stanąć Conte albo przewodniczący jednej z izb parlamentu. Gdyby taki rząd nie uzyskałby większości w parlamencie, prezydent może powierzyć misję utworzenia rządu technicznego komuś z zewnątrz (ponownie mówi się o doświadczonym ekonomiście Carlo Cottarelli, który ponad rok temu, po kolejnych nieudanych rozmowach z Giuseppe Conte, o włos nie został premierem technicznym). Jeżeli i ten scenariusz nie przejdzie, to zostaną rozpisane wybory, najbardziej prawdopodobna data to 13 lub 20 października.
Gorzki finał
Matteo Salvini idzie po swoje i nie ma zamiaru brać jeńców, a Ruch 5 Gwiazd zaznacza, że jest gotowy na konfrontację wyborczą. Czy na pewno? Od kilku miesięcy Liga rośnie w siłę i jednocześnie ma coraz większy apetyt. Jej liderowi marzy mu się fotel premiera, na co ma szanse. Za to Ruch 5 Gwiazd z każdym miesiącem tracił poparcie, między innymi dlatego, że jej Przewodniczący wypadał zwyczajnie blado i bezbarwnie, przy dynamicznym i pełnym zapału Salvinim. Nic nie dały prospołeczne ustawy, jak np. wprowadzenie dochodu obywatelskiego czy rozpoczęcie prac nad projektem znacznego zmniejszenia liczby parlamentarzystów. Pozostaje pytanie co będzie po przeprowadzonych wyborach i kiedy będziemy mogli doczekać się nowego gabinetu Premiera, a w szczególności co z uchwaleniem budżetu na 2020 rok. Sytuacja we Włoszech niestety nie wpływa pozytywnie na inwestorów i może wywoływać niepokoje na rynkach światowych, ale w sumie trudno było oczekiwać wielkiej miłości w koalicji, która od początku była zwykłym „małżeństwem z rozsądku”. W piątek 9 sierpnia włoski dziennik „Il Tempo” pisał o jej końcu koalicji pisząc wprost: „Rządu już nie ma”, a „Il Messaggero” zaznaczał, że już 13 października można spodziewać się przedterminowych wyborów na półwyspie apenińskim. Za to „La Repubblica” odnotowała także, że koalicyjny gabinet tylko „upokorzył kraj”. Nie trudno stwierdzić (nie tylko na podstawie włoskiej prasy), że koalicja w której skład wchodził Ruch 5 Gwiazd oraz dawna Liga Północy, zwyczajnie doczekała się swojego finału, z którego zwycięsko wychodzi Salvini, który grając na nastrojach Włochów zwyczajnie „schrupał” poparcie społeczne, które wcześnie udało się ugrać Ruchowi 5 Gwiazd poprzez antyestablishmentowe hasła. Zastanawiające jest tylko co w tej sytuacji powiedziałby Beppe Grillo – popularny niegdyś włoski komik i jednocześnie założyciel Ruchu 5 Gwiazd. Czy tym razem to właśnie jemu włoska rzeczywistość parlamentarna napisała surrealistyczny skecz oraz ile za występ będą musieli zapłacić Włosi?

Jest wesoło w Italii

Niedawno było głośno o jednym z doradców Wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, Gianluca Savoini w związku z opublikowanym przez portal BuzzFed nagraniem z jego październikowego spotkania z przedstawicielami kremlowskiej grupy biznesu podczas oficjalnej wizyty Salviniego w Moskwie. Według nagrań spotkanie miało na celu wzmocnienie włoskiego ugrupowania Liga, obecnego koalicjanta partii rządzącej Ruchu 5 Gwiazd. Miała paść propozycja, która zakładała przekazanie w tajemnicy około 65 mln dolarów petrodolarów rosyjskich na konto dawnej Ligii Północnej. Byłoby to złamanie prawa włoskiego wykluczającego wsparcie partii środkami inwestorów zagranicznych. Z nagrania wynika, że transakcja miała uwzględniać rosyjskie Rosnieft i Łukoil oraz włoską Eni oraz dwóch pośredników. Z nagrań można zrozumieć, że tzw. „money oli” miał być wykorzystany na kampanię wyborczą do Europarlamentu. Publikacja wywołała ogromne kontrowersje w mediach jak i w Internecie, mimo że o spotkaniu już pisało w lutym br włoski tygodnik L’Espresso. Jak można się domyślić błyskawicznie pojawiło się solidne dementi jak i stanowisko (opublikowane oczywiście w mediach społecznościowych) samego wicepremiera Matteo Salviniego, mówiące o pomówieniu jak i prowokacji. Zadeklarował też że LIGA nie wzięła ani grosza od Rosjan i że będą podjęte odpowiedni środki i pozwy. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że nagranie zostało opublikowane niedługo po wizycie Wladimira Putina w Rzymie podczas której Prezydent Rosji dał dość jasny manifest światopoglądowy, z którego wynika, że bardzo sobie ceni współpracę z półwyspem apenińskim i że w Europie mogą nastąpić zmiany w najbliższym czasie i mogą mieć na imię np. Matteo Salvini. Wcześniej tak mówił o Marine Le Pen co specjalnie nie dziwi, bo Front Narodowy w przeszłości pożyczył 11 mln euro w rosyjskich bankach, a sam Salvini wraz z Le Pen opowiadają się przeciwko sankcjom Unii Europejskiej wobec Rosji.
Nie minęło ledwo kilka dni od publikacji BuzzFed a wypłynęło kolejne nagranie tym razem z wywiadu jakiego Gianluca Savoini udzielił na jednym z kanałów YouTube w 2014 r. Na nagraniu widać jak bohater moskiewskich taśm twierdzi, że to Polacy atakowali Niemców na granicy, przez co siły niemieckie były zmuszone do zbrojnej agresji. I tak właśnie wytłumaczył wybuch II Wojny Światowej (czyżby oglądał przygody Franka Dolasa?).
Generalnie od kilku miesięcy mamy do czynienia z wymianą złośliwości jak i licznymi tarciami na linii Liga M. Salviniego – Ruch 5 Gwiazd Di Maio. Włoskie media coraz częściej spekulują o rozpisaniu wcześniejszych wyborów przez Prezydenta Włoch. Premier Giuseppe Conte regularnie uspakaja społeczeństwo, że nie ma powodów do obaw i raczej nie przewiduje takiego scenariusza.
W międzyczasie zaczęły pojawiać się przesłanki, że Włochy zmierzają w kierunku wschodu i to nawet dalekiego. Po przekazaniu jasnych sygnałów sympatii w kierunku Kremla, doszła też umowa podpisana w marcu Rzymie przez włoskie władze, które jako pierwsze spośród krajów G7 oficjalnie przyłączyły się do inicjatywy gospodarczej znanej jako projekt Pasa i Szlaku. Zgodnie z podpisanym w sobotę przez Xi i włoskiego wicepremiera Luigiego Di Maio memorandum, określającym warunki aż 29 umów bilateralnych, Chińczycy zainwestują we Włoszech ponad 2,5 mld euro.
Niektórzy twierdzą, że wybory mogą się odbyć już jesienią tego roku lub wiosną przyszłego. Gdybym sam miał wskazać termin jeżeli już to prędzej na wiosnę przyszłego roku. To dałoby czas zarówno Prezydentowi Sergio Mattarelli, Partii Demokratycznej, Forza Italia jak i Ruchowi 5 Gwiazd żeby mocniej zaatakować ekipę Matteo Salviniego w nadziei na zmianę trendów sondażowych, bo póki co Liga ma na tyle duże poparcia (wynikająca z prowadzonej retoryki bazującej na narodowym populizmie, że mogliby na jesieni wygrać wybory i utworzyć własny rząd (obecnie mają prawie 38% poparcia). Jednocześnie Ruch 5 Gwiazd jest trochę przyciśnięty do ściany, ponieważ przez drastyczny spadek notować (z 32% do 17%) wcześniejsze wybory oznaczałyby utratę sporej ilości miejsc w parlamencie.
W Paryżu toczyła się narada państw UE na temat migracji, którą zwołał francuski rząd. Wicepremier Matteo Salvini, który w niej nie uczestniczy (za to wysłał delegację włoskiego MSW), przesłał list do ministra spraw wewnętrznych Francji, w którym napisał m.in.: „Włochy nie są już obozem dla uchodźców Brukseli, Paryża, Berlina”. We wspomnianym liście, po raz kolejny, lider dawnej Ligii Północnej podkreślił, że ani Francja, ani Niemcy „nie mogą decydować o polityce migracyjnej, ignorując prośby krajów najbardziej narażonych” na jej skutki, czyli Włoch i Malty.
Wyraźnie widać zmianę w retoryce Salviniego, która dała mu stołek wicepremiera. Kiedyś tłumaczył razem z Umberto Bossim w Brukseli, że północnym regionom jego kraju będzie lepiej bez południa. Na początku hasła Ligi Północnej dotyczyły tylko autonomii północy, później oddzielnego państwa – Padanii. Kiedy to przestało działać i Liga została zmuszona do zmiany strategii na problemy pojawili się nowy wróg, już nie południowy mieszkaniec Włoch czy reprezentujący establishment Rzym, tylko podmioty zupełnie nowe do nienawidzenia – imigranci i Bruksela. Salvini po przejęciu sterów postanowił przeprowadzić profesjonalny rembranding ugrupowania i dokładnie wiedział jak. Ligę Północną przekształcił w Ligę. Ucięcie drugiego członu otworzyło furtkę na nowy elektorat, tak by partię mogli wspierać mieszkańcy całego kraju. W programie nie ma już ani słowa o odłączaniu bogatej północy od biednego południa. Co więcej, Salvini publicznie przeprosił wyborców tamtej części kraju. Teraz w jedności widzi szansę na przetrwanie Włoch.
Nie można odmówić wicepremierowi Włoch odmówić wyczucia chwili, bo doskonale poczuł nastroje społeczne i właśnie na nich bazował swoje hasła, dzięki czemu zmontował poparcie i regularnie nakręca nowe słupki sondażowe. Pytanie na ile mu to wystarczy i czy któregoś dnia nos go nie zawiedzie? Póki co Bruksela pokazała mu miejsce w szeregu nie dając nikomu z Ligii ani jednego stanowiska w komisjach Parlamentu Europejskiego, a koalicjant oficjalnie poparł kandydaturę Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej, kiedy Liga była jedynym ugrupowaniem wchodzącym w skład europejskiego rządu, które otwarcie zagłosowało we wtorek przeciwko. Jak można się domyślić wynikły z tego kolejne awantury za zamkniętymi drzwiami Pałacu Montecitorio – siedziba parlamentu włoskiego, miejsca które widziało różne dziwactwa polityczne i możliwe że zdążył się do tego przyzwyczaić.

To przez „lewaków”

Na plaży tunezyjskiego miasta Dżardżis – niedaleko granicy libijskiej – znaleziono zwłoki ok. trzydziestoletniej kobiety. Nie były jeszcze w stanie rozkładu, więc tunezyjski oddział Międzynarodowego Czerwonego Półksiężyca jest pewien, że pochodzą z łodzi, która rozpadła się i utonęła w poniedziałek z ponad 80 ludźmi na pokładzie.

To już drugie ciało z tej samej łodzi znalezione w Tunezji. Oba zostały pogrzebane przez wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca (MCP) na miejskim cmentarzu dla migrantów obok wysypiska śmieci. Cmentarz jest już przepełniony, więc władze miejskie budują nowy, który ma być gotów za dwa miesiące. Przewodniczący lokalnego MCP Mongi Slim, jak i mieszkańcy miasta, chciał, by był to cmentarz „szanujący ludzką godność”. „Budowa była konieczna, gdyż regularnie napływają do nas zwłoki, a polityka migracyjna państw Unii Europejskiej jest, jaka jest” – tłumaczył Slim.
O kolejnej tragedii wiadomo nie tylko z powodu zwłok, ale i rzadkiego cudu: trzy osoby, które przeżyły katastrofę trzymając się drewnianych części łodzi, zostały przypadkiem odnalezione, po 48 godzinach przebywania w wodzie. Łódź wyruszyła z Libii wypełniona migrantami z Gwinei, Wybrzeża Kości Słoniowej, Mali i Burkina Faso, mężczyznami, kobietami i dziećmi, którzy uciekali przed groźbą zamknięcia ich w libijskich więzieniach, gdzie migranci umierają z głodu, chorób lub po bombardowaniach. Śmiertelny bilans ostatniego bombardowania wzrósł zresztą do 53 zabitych i niestety może znowu wzrosnąć, ze względu na dużą liczbę ciężko rannych.
Wczoraj wieczorem żaglowiec należący do włoskiego lewicowego kolektywu Mediterranea, jeden z trzech ostatnich pozarządowych statków ratujących migrantów, uratował 55 wykończonych osób przebywających na łodzi, która kręciła się po morzu w kółko, z braku GPS. Żaglowiec popłynął w kierunku włoskiej Lampedusy eskortowany przez Hiszpanów z Open Arms. Włoski wicepremier Matteo Salvini wydał natychmiast dekret zabraniający Włochom z Mediterranea zbliżania się do włoskich wód terytorialnych (Open Arms dostał taki zakaz już wcześniej).
„Basta!” – grzmiał dziś rano w radiu Salvini – „Jeśli lewacki statek nie popłynie na Maltę, będzie jasne, że chodzi o następny akt nieposłuszeństwa, gwałtu i piractwa! Nie ustąpię!”. W końcu Malta wysłała swój okręt, by odebrać uratowanych i zabrać do siebie.
Według porozumienia maltańsko-włoskiego, Włochy będą zmuszone do zamiennego przyjęcia takiej samej liczby migrantów z Malty, by ich potem próbować przekazać innym państwom europejskim. Póki co jednak, oba statki ratownicze pozostają z migrantami w pobliżu Lampedusy.

Nie wstrząsną Europą

Eurosceptycy grozili, że zostaną największą frakcją w Europarlamencie i przekształcą go na swoją modłę – ostatecznie eurosceptyczna prawica nie zdołała się porozumieć. I chociaż ma obecnie w Europarlamencie 10 proc. foteli, więcej niż w poprzedniej kadencji, to jej wpływy będą ograniczone.

Frakcja Tożsamość i Demokracja, w której główne role odgrywają reprezentanci włoskiej nacjonalistycznej Ligi (partii włoskiego wicepremiera Matteo Salviniego) i francuskiego Zjednoczenia Narodowego będzie miała 73 europarlamentarzystów. Pokieruje nią reprezentant partii Salviniego Marco Zanni. Frakcja nie będzie siłą trzecią, a zaledwie piątą, bo nie dołączyli do niej ani Hiszpanie z Vox, ani Brytyjczycy spod sztandaru partii Brexit, ani eurosceptycy fińscy czy węgierscy. Nic nie wyszło również z sojuszu włosko-polskiego, o którym Matteo Salvini rozmawiał kilka miesięcy temu w Warszawie z Jarosławem Kaczyńskim. Eurodeputowani PiS nie opuszczą frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ostatecznie eurosceptycy i przedstawiciele ugrupowań klasyfikowanych jako skrajna prawica będą rozrzuceni po czterech frakcjach.
Oczywiście liderzy Tożsamości i Demokracji zapewniają, że są otwarci na współpracę z innymi bliskimi im partiami, ale brak porozumienia i wspólnej frakcji wiele mówi o perspektywach takiej współpracy.
O wiele łatwiej porozumienie na wspólnej platformie przyszło partiom ekologicznym, które w wielu krajach Europy Zachodniej okazały się sensacją wyborów. Niemniej Zielona frakcja będzie miała tylko o trzech eurodeputowanych więcej, niż Tożsamość i Demokracja, będąc tym samym czwartą frakcją w europarlamencie.

Plebiscyt Salviniego

Po swoim zwycięstwie w eurowyborach, Matteo Salvini otworzył konferencję prasową całując różaniec. Ten sam, który ucałował w sobotę 18 maja w Mediolanie, podczas wiecu nacjonalistów, który tam zwołał. Mówił wtedy: „Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” Lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – skończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, słowami: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Salvini został wysłuchany
Zwycięstwo Ligi w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest miażdżące. Zresztą – podobnie jak w Polsce – wybory te były wewnętrznym plebiscytem zarówno politycznym, jak i ideologicznym. Liga otrzymała 34,3 proc. poparcia, Partia Demokratyczna 22,7 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 17,1 proc., Forza Italia 8,8 proc., Bracia Włoscy 6,5 procent. Pod progiem znalazły się wszystkie inne partie – w tym lewicowe i Zieloni.
W głosowaniu brało udział 43,84 proc. Włochów – mniej więcej tyle samo co w poprzednich wyborach w 2014 i w 2009 r. Pod tym względem Włosi byli zawsze bardziej „europejscy” niż Polacy. Zaskakuje jednak podział głosujących – podczas gdy Północ rzuciła się masowo do urn, Południe je zdezerterowało. W niektórych regionach północnych Salivini uzyskał 50 proc. poparcie.
Liga – niegdyś Północna – stała się dziś partią narodową i zdobyła Rzym, a także uplasowała się jako pierwsza w niektórych tradycyjnie „czerwonych” regionach. Największą niespodzianką jest to, że wygrała w Lampedusie i na Sycylii, stając się tam pierwszą partią. Zwłaszcza Lampedusa, która do tej pory słynęła ze swojego otwarcia na imigrację i integrację oraz chęci pomocy tym, którzy toną na morzu – stała się całkowicie „salviniana”.
Partia Demokratyczna odzyskuje siły, inni tracą
Na drugim miejscu za Ligą uplasowała się Partia Demokratyczny, która ma nowego lidera. Miejsce kontrowersyjnego Matteo Renziego zajął teraz bardziej stonowany Nicola Zingaretti – były poseł do PE, prezydent Prowincji Rzymu i Regionu Lacjum. Nowy sekretarz przypomina stare dobre czasy lewicy, kiedy to PD była stabilną opozycją dla prawicy Berlusconiego. Po ucieczce i krótkim romansie z Ruchem Pięciu Gwiazd, w tych wyborach na PD oddał głos ich stary tradycyjny elektorat, pozwalając jej osiągnąć wynik 22,7 proc. i wyprzedzić „pięciogwiazdkowców”, stając się na nowo drugą siłą polityczną kraju.
Największym przegranym tych wyborów jest Ruch Pięciu Gwiazd, który w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych zdobył 32,68 proc. jako pierwsza partia Włoch.
Dziś partia ta straciła blisko 16% poparcia. Wyborcy ukarali ją za to, że jej obietnice wyborcze – zwłaszcza tzw. „dochód obywatelski” – zakończyły się fiaskiem oraz za to, że wchodząc w koalicję rządową z Salvinim, zamiast być jego partnerem stała się jego wasalem politycznym.
Dobry wynik osiągnęli Bracia Włoscy ze swoją jedyną liderką kobietą – Giorgią Meloni. Do PE weszła Forza Italia, a Silvio Berlusconi być może zdecyduje się na to, by być eurodeputowanym.
Czy będą nowe wybory parlamentarne?
To były wybory do Parlamentu Europejskiego, a w rzeczywistości wszystko we Włoszech – podobnie, jak w Polsce, skupiło się na wewnętrznej polityce kraju. Zresztą paralelizmów pomiędzy Polską i Włochami jest dziś wiele i będzie ich jeszcze więcej, gdy w Parlamencie Europejskim utworzą się koalicje.
Powyborczy układ sił stawia Włochy w nowej sytuacji – albo Ruch Pięciu Gwiazd podporządkuje się całkowicie Matteo Salviniemu i zgodzi się na nowe rozłożenie sił w rządzie oraz będzie realizował wszystkie pomysły ministra spraw wewnętrznych (który być może będzie chciał teraz zostać premierem), albo kraj znowu pójdzie do urn na jesieni.
Koalicjantami Salviniego chcą być zarówno Berlusconi, jak i Meloni – tyle tylko, że liderka Braci Włoskich chce się pozbyć Berlusconiego i rządzić tylko z Salvinim, co jednak może nie być przekonywujące dla Włochów.
Czy Silvio Berlusconi będzie przeciwstawiać się populistom w Parlamencie Europejskim, czy też wróci do Włoch by ujarzmić rodzimy populizm i znowu zasiąść we włoskim rządzie? Zobaczymy.

Zjazd nacjonalistów

Wiec europejskich nacjonalistów w Mediolanie. Otwarty atak na papieża Franciszka.

W sobotę 18 maja odbył się w Mediolanie wiec europejskich nacjonalistów – pod hasłem „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Na placu w pobliżu mediolańskiej katedry zgromadziło się kilka tysięcy osób, pomimo złej pogody. W wiecu kończącym kampanię partii Salviniego do Parlamentu Europejskiego udział wzięli przedstawiciele partii polityczni z Bułgarii (Wola), Słowacji (Jesteśmy Rodziną), Republiki Czeskiej (Wolność i Demokracja Bezpośrednia), Estonii (Estońska Konserwatywna Partia Ludowa), Belgii (Interes Flamandzki), Holandii (Partia Wolności), Danii (Duńska Partia Ludowa), Finlandii (Prawdziwi Finowie), Niemiec (Alternatywa dla Niemiec), Austrii (Wolnościowa Partia Austrii), Francji (Zjednoczenie Narodowe). Gwiazdami byli oczywiście Matteo Salvini, Marine Le Pen, Jörg Meuthen, Geert Wilders.
Na wiecu w Mediolanie zabrakło Viktora Orbán, który nie chce dołączyć do ugrupowania ENF (Europa Narodów i Wolności) w europejskim parlamencie, ale woli pozostać w EPP (Europejskiej Partii Ludowej). To duże rozczarowanie dla Matteo Salviniego. Nie było też Nigela Farage’u i jego Partii Brexitu, ale jego miejsce przy stole nacjonalistów nie jest przesądzone.
Przede wszystkim jednak na wiecu Salviniego nie było przedstawicieli żadnej polskiej partii. Pomimo wizyty lidera włoskiej Ligi w Polsce i dużego zainteresowania okazanego mu przez Kaczyńskiego, nie wygląda na to, aby PiS chciał się przyłączyć do „pokojowej rewolucji” Marine Le Pen.

Gotowy oddać życie za Włochy

Matteo Salvini w swoim porywającym przemówieniu przyrzekł, że jest gotowy oddać życie za Włochy. Retoryka i hasła, które padły na wiecu w Mediolanie – brzmią dla nas znajomo, gdyż słyszymy je już od kilku lat. „Kto zaprzecza żydowsko-chrześcijańskim korzeniom Europy, jest zdrajcą”, „Tylko Europa oparta na wartościach chrześcijańskich i rodzinnych”. „To jest ważny moment historyczny, aby wyzwolić Europę spod nielegalnej okupacji Brukseli, panującej przez wiele lat. Kto zdradził Europę, marzenie jej ojców założycieli, de Gaulle’a i De Gasperiego? Merkel, Macron, Soros, Junckers zbudowali Europę banków i niekontrolowanej imigracji”.
„Wybory europejskie są referendum między życiem a śmiercią, między przeszłością a przyszłością, wolną Europą a państwem islamskim opartym na strachu” – mówił na wiecu Salvini i obiecywał, że będzie prowadził bezwzględną walkę z imigracją i jego partia zrobi to w Parlamencie Europejskim po wyborach. Obiecał również, że obniży we Włoszech podatki do 15 proc. i podniesie kraj gospodarczo oraz moralnie, tak aby Włosi mogli być znowu dumni.
„My nie jesteśmy ekstremistami, ale prowadzimy politykę zdrowego rozsądku” – mówił sekretarz Ligi – „Ekstremiści to ci, którzy rządzili Europą przez ostatnie dwadzieścia lat”.

Atak na papieża Franciszka

Salvini przeciwstawił się również otwarcie Franciszkowi, podając najpierw jako pozytywne przykłady Jana Pawła II i Benedykta XVI: „Dzięki działaniom rządu odpowiedziałem faktami, a nie słowami. Mówię to również do papieża Franciszka, który powiedział dzisiaj: „musimy zapobiegać śmierci na Morzu Śródziemnym”. Rząd wyeliminował już prawie całkowicie zgony na Morzu Śródziemnym dzięki zamkniętym portom”. Tym słowom towarzyszyły aplauzy dla lidera Ligi i gwizdy pod adresem Bergoglia.
„Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” – tak lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – kończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, podczas wiecu „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Później wyjął różaniec i całując go dodał: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Marine Le Pen przemawiając w Mediolanie powiedziała: „Chcemy żyć w naszych krajach takimi, jakimi jesteśmy. We Francji jako Francuzi, we Włoszech jako Włosi… Dzisiaj podpisujemy akt założycielski europejskiej pokojowej rewolucji… 26 maja oddamy władzę ludziom. Nasz projekt to współpraca w Europie między wolnymi suwerennymi narodami, w Europie, która szanuje państwa… Naszym zadaniem jest teraz określić przyszłość Europy razem. Będzie to rewolucja zdrowego rozsądku w Europie”.
Manifestacja zakończyła się wspólnym selfie Salviniego i Le Pen.

Reakcja Watykanu i włoskiego Kościoła

Watykan i oficjalny włoski Kościół zareagował jednogłośnie. Salviniego skrytykowały katolickie media: Civiltà Cattolica, Famiglia Cristiana, Avvenire.
„Nie wzywaj imienia Pana Boga nadaremnie” – ostrzegł Antonio Spadaro, dyrektor Civiltà Cattolica w swoim poście na Facebooku – „Różańce i krucyfiksy są wykorzystywane jako symbole polityczne, ale w odwrotny sposób w porównaniu z przeszłością: dawniej było wskazane oddać Bogu to, co należało do Cezara. Teraz Cezar zabiera i dzierży w rękach to, co należy do Boga”. Famiglia Cristiana nie przebierała w słowach: „Podczas gdy Matteo Salvini pokazywał Ewangelię jak amulet i oddawał się Niepokalanemu Sercu Maryi, kolejny statek z rozbitkami dostał zakaz wpłynięcia do portu w Lampedusie, a ONZ potępiło nas za łamanie praw człowieka. Sekretarz Ligi używa symboli religijnych jak fetyszy. Czego jeszcze trzeba aby wzbudzić oburzenie chrześcijan. Najbardziej twarde stanowisko zabrał Watykan, poprzez usta kardynała sekretarza stanu Pietro Parolina: „Wierzę, że polityka partyjna dzieli, ale Bóg należy do wszystkich” – szef dyplomacji watykańskiej ostrzegł: „Przywłaszczanie sobie Boga jest zawsze bardzo niebezpieczne”. Biskup Mazzara del Vallo „skomunikował” Salviniego: „Kto mówi takie rzeczy, nie może uważać się za chrześcijanina”.
Reakcja Kościoła nie zrobiła na Salvinim żadnego wrażenia – „Piszą do mnie z UE, piszą z ONZ, że łamię prawa człowieka, piszą też jacyś kardynałowie… Ja mówię jedno i grzecznie: bez mojego pozwolenia nikt do Włoch nie wchodzi”.

Salvini nadal ma przewagę

Nie tylko Kościół protestuje przeciwko Salviniemu. Już od pewnego czasu na jego wiecach, oprócz zwolenników zaczęli pojawiać się również kontestatorzy. Najpierw zapanowała moda na fałszywych wielbicieli, którzy udając, że chcą sobie zrobić z nim selfie, żartowali z niego. Później przeciwnicy lidera Ligi zaczęli wywieszać z balkonów prześcieradła z kontestującymi hasłami. Niektóre z nich były tak niewybredne i obraźliwe, że kosztowały autorów oskarżenie o zniesławienie. Podczas manifestacji nacjonalistów w Mediolanie, na jednym z balkonów wychodzących na plac pojawił się nagle człowiek przebrany za Zorro i wywiesił ponad pięciometrowy baner z napisem po włosku i angielsku: „Bądźmy ludzcy”. Akcja trwała kila minut, gdyż interweniowała policja.
Ze względu na wielotygodniowe kłótnie przedwyborcze pomiędzy koalicjantami rządowymi, Ligą i Ruchem Pięciu Gwiazd, obie partie straciły na tym. Liga prawie 6 punktów.
Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Liga i jej lider nadal cieszą się zaufaniem większości Włochów. Ostatnie przedwyborcze sondaże wyglądały następująco: Liga 32,4 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 22,3 proc., Partia Demokratyczna 21,1 proc., Naprzód Włochy – 9,2 proc, Bracia Włoscy – 5 procent..

Salvini walczy z imigracją

Minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini ogłosił projekt nowego „dekretu bezpieczeństwa”, który chce pilnie wprowadzić w życie. Zanim projekt został przedstawiony Radzie Ministrów, wzbudził wiele krytycznych reakcji. „Matteo stracił zmysły” – skomentował Luigi Di Maio, drugi wicepremier rządu z Ruchu Pięciu Gwiazd.

Jednym z pierwszych posunięć ministra spraw wewnętrznym Matteo Salviniego był „Dekret bezpieczeństwa” ogłoszony w listopadzie 2018 roku. Zawierał normy, które miały ograniczyć nielegalną imigrację, walczyć z przestępczością i z nielegalnością. Jednym z głównych punktów dekretu jest usuwanie nielegalnych mieszkańców z budynków zajmowanych przez nich. We Włoszech, a zwłaszcza w Rzymie to poważny problem – chodzi o obozowiska cyganów lub nielegalnych imigrantów, a także budynki „okupowane” przez zorganizowane kolektywy (zarówno lewicowe, jak i prawicowe), w których mieszkają zarówno obcokrajowcy, jak i Włosi.
Drugim filarem dekretu była walka z nielegalną imigracją. Nowe normy Salviniego odwołały protekcję humanitarną, ograniczyły surowo przypadki, w których przyznaje się azyl, wprowadziły możliwość odebrania obywatelstwa za poważne przestępstwa, a przede wszystkim zmieniały całkowicie system przyjmowania i wydalania uchodźców z Włoch (pisaliśmy już o tym w nr. 18). Na ten ostatni cel zostało przeznaczonych 1,5 mln euro w 2019 r. Dekret bezpieczeństwa wprowadzał również nowe normy dotyczące walki z mafią i z terroryzmem.
Ustawa była wielkim sukcesem ministra spraw wewnętrznych, który triumfalnie wsiadał na spychacze, aby dać symboliczne pchnięcie „barakowiskom” lub szczycił się zrównaniem z ziemią posiadłości mafijnego klanu Casamonica. Przyniosła Salviniemu również olbrzymi wzrost popularności, a poparcie dla Ligi przekroczyło próg 40 procent.
W marcu br., minister Salvini ogłosił triumfalnie nowe dane włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Od 1 stycznia do 15 marca 2019 r., drogą morską do Włoch przybyło 335 migrantów. To w porównaniu z 5945 osób przybyłych w tym samym okresie w 2018 r. – oznacza prawie 95 proc. mniej. Szef włoskiego MSW był również dumny z sukcesów osiągniętych w repatriacji: odbyło się ich 1354, z czego 1248 przymusowych i 106 dobrowolnych.
Za sukces uznał fakt, że w pierwszym kwartale 2019 r., na Morzu Śródziemnym odnotowano śmierć tylko jednej ofiary przepraw morskich, że wyraźnie spadła ilość łodzi próbujących odpłynąć z libijskich brzegów, a przede wszystkim, że została ograniczona prawie do zera działalność statków organizacji pozarządowych, które pływały po morzu ratowały imigrantów od czasów operacji „Mare nostrum”, prowadzonej przez rząd Matteo Renziego w 2014 r.
Polityka zamkniętych portów
Polityka zamkniętych portów, którą Salvini prowadzi z dużą srogością jest we Włoszech kontrowersyjna. Większość Włochów popiera go za to. Wielu potępia. Za zatrzymanie statku „Diciotti” ministrowi groził proces sądowy (pisaliśmy już o tym w nr. 28), gdzie oskarżeniem było bezprawne przetrzymywanie osób i nadużycie władzy. Włoski Parlament nie zgodził się jednak na postawienie go przed sądem, przegłosowując linię obronną „działanie dla dobra państwa”. Salviniego uratował przede wszystkim jego koalicjant Ruch Pięciu Gwiazd, który jednak od tamtego momentu zaczął tracić poparcie wyborców – z których część nie zgadza się ze stanowiskiem szefa MSW, a część uważa, że jeżeli chodzi o procesy polityków nie może być żadnych wyjątków.
W krótkim czasie drugim problemem stały się kompetencje ministerialne. Decyzje o zamknięciu portów może podejmować minister infrastruktur i transportu Danilo Toninelli, a władzę nad marynarką wojenną ma minister obrony narodowej Elisabetta Trenta – obydwoje z Ruchu Pięciu Gwiazd. Na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do poważnych zatargów pomiędzy dwoma włoskimi koalicjantami, co do kwestii kto, kiedy i przed kim może zamykać włoskie porty. Salvini chce zamknąć je dla wszystkich, nawet dla okrętów włoskiej floty wojennej, które zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym uratowały na morzu rozbitków i muszą ich wysadzić w bezpiecznym porcie. Minister Trenta się na to nie zgadza. To Salviniemu związuje ręce.
Dekret bezpieczeństwa 2
Celem drugiego dekretu bezpieczeństwa ma być całkowite i bezwzględne rozprawienie się z fenomenem imigracji płynącej do Włoch przez Morze Śródziemne. Przewiduje on karę od 3500 do 5500 euro za każdego uratowanego na morzu i przywiezionego do Włoch cudzoziemca oraz zawieszenie lub cofnięcie licencji dla statków pływających pod włoską banderą. Przeniesienie kompetencji dotyczących ograniczenia lub zakazu tranzytu na włoskich wodach terytorialnych, a także możliwości zamykania portów z Ministerstwa Infrastruktur i Transportu do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przydzielenie prokuratorom okręgowym zadania prowadzenia dochodzeń w zakresie faworyzowania nielegalnej imigracji – co dotyczyłoby wszystkich jednostek morskich organizacji pozarządowych, które od 2014 r., prowadziły akcje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. W projekcie dekretu jest również mowa o przeznaczeniu 3 mln euro na finansowanie tajnej policji innych krajów mającej wspomóc walkę z nielegalną imigracją.
Ponadto projekt dekretu zawiera inne punkty dotyczące bezpieczeństwa i porządku publicznego: zaostrzenie sankcji w przypadku dewastacji, grabieży i szkód popełnionych podczas spotkań publicznych; wprowadzenie nowych rodzajów przestępstw aby karać tych, którzy sprzeciwiają się przedstawicielom policji i organów ścigania; zaostrzenie kar za stawianie oporu wobec niniejszych i zniewagę funkcjonariuszy. Gdyby dekret wszedł w życie, również kontestacje polityczne stałyby się trudniejsze.
Dla krytyków nowej propozycji ministra Salviniego jest to kolejne posunięcie propagandowe w kampanii przedwyborczej Ligi. Jest raczej mało prawdopodobne, aby na wprowadzenie dekretu w takiej formie zgodził się Ruch Pięciu Gwiazd, gdyż odbiera on kompetencje aż dwóm ministrom tej partii w rządzie koalicyjnym: ministrowi infrastruktur i transportu oraz ministrowi obrony narodowej, przyznając je Salviniemu.
Dekret wzbudził również wiele wątpliwości prawnych. Stowarzyszenia zajmujące się problem imigracji zajęły negatywnie stanowisko na temat projektu, twierdząc, że jest to kolejne zniekształcenie zasad prawa międzynarodowego, gdyż przewiduje sankcje dla tych, którzy wypełniają etyczny, prawny i społeczny obowiązek, ratując życie na morzu.

Koniec humanitaryzmu

Jak Salvini rozprawia się z nielegalną imigracją.

– Patrząc na te dzieci, które wysiadały ze szkolnego autobusu po raz ostatni mogę powiedzieć, co przeżyłem jako ojciec: bezimienną złość, uczucie przygnębienia, przytłaczającą świadomość apokaliptycznej porażki.

Moje dzieci, kiedy wraz z żoną rozmawialiśmy w nocy o tej sprawie, żądały wyjaśnień i patrzyły na nas jak na Marsjan. „Muszę ostrzec Justina, zabierają go, a on jest moim najlepszym przyjacielem, dlaczego?” – krzyczał mój syn. „Nie, uspokój się, Justin jest w Rzymie, rodzice są legalni, nie ma ryzyka”. – tłumaczyłem. „Ale dlaczego zabierają te dzieci? Co one zrobiły?” – krzyczały moje dzieci, a potem nie chciały, żebyśmy cokolwiek więcej mówili, bo były przerażone. – tak komentował likwidację CARA w Castelnuovo di Porto, pod Rzymem włoski tata Maurizio Cassi.

Tak zwane CARA to Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl (Centri di Accoglienza per Richiedenti Asilo). Zostały utworzone w 2002 r., pod nazwą Ośrodki Identyfikacyjne (CDI), a na mocy dekretów ustawodawczych z 2004 i 2008 roku zmieniły swoją nazwę na obecną. Przyjęły również charakter otwarty. Przebywający w nich imigranci nielegalni, oczekujący na rozpatrzenie wniosku azylowego, mogli opuszczać je w dzień udając się do pracy, a także oddalać się na krótkie okresy czasu bez zgody Prefekta. Kto uciekał z ośrodka, tracił prawo do pomocy humanitarnej.

Teoretycznie, nielegalni imigranci mieli w nich przebywać do 35 dni, a następnie otrzymywać „pozwolenie na pobyt” na 3 miesiące, odnawialne do czasu rozpatrzenia wniosku azylowego. W praktyce, ze względu na biurokrację i jej przestoje, uzyskanie dokumentów pobytowych przedłużało się i CARA stawał się domem dla nielegalnych.

Na terenie Włoch do tej pory znajdowało się 10 Ośrodków dla osób ubiegających się o azyl, posiadających 4079 miejsc. Od 2008 roku przeszło przez nie 65850 ludzi.

Ustawa o bezpieczeństwie 113/2018 – tzw. „Decreto di sicurezza”, która weszła w życie z końcem ubiegłego roku, z woli wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego, znosi „pozwolenie na pobyt w celach humanitarnych” i w związku z tym likwiduje CARA.

Zwijam interes

Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl, zwłaszcza te na południu Włoch były wielokrotnie przedmiotem skandali. Mafia dokonywała tam infiltracji, robiła brudne interesy, szerzyła się prostytucja i współczesne niewolnictwo.

CARA w Castelnuovo di Porto pod Rzymem był jednak przykładem pozytywnej integracji. Wielu z przebywających tu imigrantów znalazło pracę, dzieci chodziły do przedszkola i szkoły, rodziny uczęszczały do kościoła. Ponadto ośrodek dawał pracę 120 mieszkańcom okolicy, zatrudnionym w spółdzielni Auxilium, która zajmowała się jego utrzymaniem.

To właśnie CARA w Castelnuovo di Porto papież Franciszek wybrał, aby w Wielki Piątek w 2016 roku, umyć imigrantom symbolicznie nogi.

Najwięcej wątpliwości wzbudziła metoda jaką Salvini wybrał by zamknąć to CARA. Informacja o likwidacji przyszła praktycznie z dnia na dzień, przeniesieniem imigrantów zajęło się wojsko. Z 535 osób znajdujących się w ośrodku, 305 zostało przeniesionych bez podania konkretnego miejsca do CAS – nowych struktur Ośrodków Pobytu Nadzwyczajnego. Kilku imigrantów uciekło a ci, którzy posiadali już pozwolenie na legalny pobyt, ale nie mięli środków do życia, z dnia na dzień znaleźli się na ulicy.

„Pokazówka” Salviniego wzbudziła wiele krytyki wśród Włochów. W przeddzień likwidacji CARA, która nastąpiła 23 stycznia 2019 r., blisko 500 mieszkańców wraz z burmistrzem i proboszczem odbyło cichy protest w podrzymskim miasteczku. Niektórzy rodzice zareagowali jak Maurizio Cassi, pisząc rozpaczliwe i wstrząsające posty na Facebooku.

Minister Salvini, którego ulubioną formą są transmisje na żywo na Facebooku: odpowiedział, że zwija interes, bo państwo nie będzie płaciło na utrzymanie imigrantów 6 milionów rocznie, skoro te pieniądze może dać Włochom. Italiani first!