Nie wstrząsną Europą

Eurosceptycy grozili, że zostaną największą frakcją w Europarlamencie i przekształcą go na swoją modłę – ostatecznie eurosceptyczna prawica nie zdołała się porozumieć. I chociaż ma obecnie w Europarlamencie 10 proc. foteli, więcej niż w poprzedniej kadencji, to jej wpływy będą ograniczone.

Frakcja Tożsamość i Demokracja, w której główne role odgrywają reprezentanci włoskiej nacjonalistycznej Ligi (partii włoskiego wicepremiera Matteo Salviniego) i francuskiego Zjednoczenia Narodowego będzie miała 73 europarlamentarzystów. Pokieruje nią reprezentant partii Salviniego Marco Zanni. Frakcja nie będzie siłą trzecią, a zaledwie piątą, bo nie dołączyli do niej ani Hiszpanie z Vox, ani Brytyjczycy spod sztandaru partii Brexit, ani eurosceptycy fińscy czy węgierscy. Nic nie wyszło również z sojuszu włosko-polskiego, o którym Matteo Salvini rozmawiał kilka miesięcy temu w Warszawie z Jarosławem Kaczyńskim. Eurodeputowani PiS nie opuszczą frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ostatecznie eurosceptycy i przedstawiciele ugrupowań klasyfikowanych jako skrajna prawica będą rozrzuceni po czterech frakcjach.
Oczywiście liderzy Tożsamości i Demokracji zapewniają, że są otwarci na współpracę z innymi bliskimi im partiami, ale brak porozumienia i wspólnej frakcji wiele mówi o perspektywach takiej współpracy.
O wiele łatwiej porozumienie na wspólnej platformie przyszło partiom ekologicznym, które w wielu krajach Europy Zachodniej okazały się sensacją wyborów. Niemniej Zielona frakcja będzie miała tylko o trzech eurodeputowanych więcej, niż Tożsamość i Demokracja, będąc tym samym czwartą frakcją w europarlamencie.

Plebiscyt Salviniego

Po swoim zwycięstwie w eurowyborach, Matteo Salvini otworzył konferencję prasową całując różaniec. Ten sam, który ucałował w sobotę 18 maja w Mediolanie, podczas wiecu nacjonalistów, który tam zwołał. Mówił wtedy: „Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” Lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – skończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, słowami: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Salvini został wysłuchany
Zwycięstwo Ligi w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest miażdżące. Zresztą – podobnie jak w Polsce – wybory te były wewnętrznym plebiscytem zarówno politycznym, jak i ideologicznym. Liga otrzymała 34,3 proc. poparcia, Partia Demokratyczna 22,7 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 17,1 proc., Forza Italia 8,8 proc., Bracia Włoscy 6,5 procent. Pod progiem znalazły się wszystkie inne partie – w tym lewicowe i Zieloni.
W głosowaniu brało udział 43,84 proc. Włochów – mniej więcej tyle samo co w poprzednich wyborach w 2014 i w 2009 r. Pod tym względem Włosi byli zawsze bardziej „europejscy” niż Polacy. Zaskakuje jednak podział głosujących – podczas gdy Północ rzuciła się masowo do urn, Południe je zdezerterowało. W niektórych regionach północnych Salivini uzyskał 50 proc. poparcie.
Liga – niegdyś Północna – stała się dziś partią narodową i zdobyła Rzym, a także uplasowała się jako pierwsza w niektórych tradycyjnie „czerwonych” regionach. Największą niespodzianką jest to, że wygrała w Lampedusie i na Sycylii, stając się tam pierwszą partią. Zwłaszcza Lampedusa, która do tej pory słynęła ze swojego otwarcia na imigrację i integrację oraz chęci pomocy tym, którzy toną na morzu – stała się całkowicie „salviniana”.
Partia Demokratyczna odzyskuje siły, inni tracą
Na drugim miejscu za Ligą uplasowała się Partia Demokratyczny, która ma nowego lidera. Miejsce kontrowersyjnego Matteo Renziego zajął teraz bardziej stonowany Nicola Zingaretti – były poseł do PE, prezydent Prowincji Rzymu i Regionu Lacjum. Nowy sekretarz przypomina stare dobre czasy lewicy, kiedy to PD była stabilną opozycją dla prawicy Berlusconiego. Po ucieczce i krótkim romansie z Ruchem Pięciu Gwiazd, w tych wyborach na PD oddał głos ich stary tradycyjny elektorat, pozwalając jej osiągnąć wynik 22,7 proc. i wyprzedzić „pięciogwiazdkowców”, stając się na nowo drugą siłą polityczną kraju.
Największym przegranym tych wyborów jest Ruch Pięciu Gwiazd, który w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych zdobył 32,68 proc. jako pierwsza partia Włoch.
Dziś partia ta straciła blisko 16% poparcia. Wyborcy ukarali ją za to, że jej obietnice wyborcze – zwłaszcza tzw. „dochód obywatelski” – zakończyły się fiaskiem oraz za to, że wchodząc w koalicję rządową z Salvinim, zamiast być jego partnerem stała się jego wasalem politycznym.
Dobry wynik osiągnęli Bracia Włoscy ze swoją jedyną liderką kobietą – Giorgią Meloni. Do PE weszła Forza Italia, a Silvio Berlusconi być może zdecyduje się na to, by być eurodeputowanym.
Czy będą nowe wybory parlamentarne?
To były wybory do Parlamentu Europejskiego, a w rzeczywistości wszystko we Włoszech – podobnie, jak w Polsce, skupiło się na wewnętrznej polityce kraju. Zresztą paralelizmów pomiędzy Polską i Włochami jest dziś wiele i będzie ich jeszcze więcej, gdy w Parlamencie Europejskim utworzą się koalicje.
Powyborczy układ sił stawia Włochy w nowej sytuacji – albo Ruch Pięciu Gwiazd podporządkuje się całkowicie Matteo Salviniemu i zgodzi się na nowe rozłożenie sił w rządzie oraz będzie realizował wszystkie pomysły ministra spraw wewnętrznych (który być może będzie chciał teraz zostać premierem), albo kraj znowu pójdzie do urn na jesieni.
Koalicjantami Salviniego chcą być zarówno Berlusconi, jak i Meloni – tyle tylko, że liderka Braci Włoskich chce się pozbyć Berlusconiego i rządzić tylko z Salvinim, co jednak może nie być przekonywujące dla Włochów.
Czy Silvio Berlusconi będzie przeciwstawiać się populistom w Parlamencie Europejskim, czy też wróci do Włoch by ujarzmić rodzimy populizm i znowu zasiąść we włoskim rządzie? Zobaczymy.

Zjazd nacjonalistów

Wiec europejskich nacjonalistów w Mediolanie. Otwarty atak na papieża Franciszka.

W sobotę 18 maja odbył się w Mediolanie wiec europejskich nacjonalistów – pod hasłem „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Na placu w pobliżu mediolańskiej katedry zgromadziło się kilka tysięcy osób, pomimo złej pogody. W wiecu kończącym kampanię partii Salviniego do Parlamentu Europejskiego udział wzięli przedstawiciele partii polityczni z Bułgarii (Wola), Słowacji (Jesteśmy Rodziną), Republiki Czeskiej (Wolność i Demokracja Bezpośrednia), Estonii (Estońska Konserwatywna Partia Ludowa), Belgii (Interes Flamandzki), Holandii (Partia Wolności), Danii (Duńska Partia Ludowa), Finlandii (Prawdziwi Finowie), Niemiec (Alternatywa dla Niemiec), Austrii (Wolnościowa Partia Austrii), Francji (Zjednoczenie Narodowe). Gwiazdami byli oczywiście Matteo Salvini, Marine Le Pen, Jörg Meuthen, Geert Wilders.
Na wiecu w Mediolanie zabrakło Viktora Orbán, który nie chce dołączyć do ugrupowania ENF (Europa Narodów i Wolności) w europejskim parlamencie, ale woli pozostać w EPP (Europejskiej Partii Ludowej). To duże rozczarowanie dla Matteo Salviniego. Nie było też Nigela Farage’u i jego Partii Brexitu, ale jego miejsce przy stole nacjonalistów nie jest przesądzone.
Przede wszystkim jednak na wiecu Salviniego nie było przedstawicieli żadnej polskiej partii. Pomimo wizyty lidera włoskiej Ligi w Polsce i dużego zainteresowania okazanego mu przez Kaczyńskiego, nie wygląda na to, aby PiS chciał się przyłączyć do „pokojowej rewolucji” Marine Le Pen.

Gotowy oddać życie za Włochy

Matteo Salvini w swoim porywającym przemówieniu przyrzekł, że jest gotowy oddać życie za Włochy. Retoryka i hasła, które padły na wiecu w Mediolanie – brzmią dla nas znajomo, gdyż słyszymy je już od kilku lat. „Kto zaprzecza żydowsko-chrześcijańskim korzeniom Europy, jest zdrajcą”, „Tylko Europa oparta na wartościach chrześcijańskich i rodzinnych”. „To jest ważny moment historyczny, aby wyzwolić Europę spod nielegalnej okupacji Brukseli, panującej przez wiele lat. Kto zdradził Europę, marzenie jej ojców założycieli, de Gaulle’a i De Gasperiego? Merkel, Macron, Soros, Junckers zbudowali Europę banków i niekontrolowanej imigracji”.
„Wybory europejskie są referendum między życiem a śmiercią, między przeszłością a przyszłością, wolną Europą a państwem islamskim opartym na strachu” – mówił na wiecu Salvini i obiecywał, że będzie prowadził bezwzględną walkę z imigracją i jego partia zrobi to w Parlamencie Europejskim po wyborach. Obiecał również, że obniży we Włoszech podatki do 15 proc. i podniesie kraj gospodarczo oraz moralnie, tak aby Włosi mogli być znowu dumni.
„My nie jesteśmy ekstremistami, ale prowadzimy politykę zdrowego rozsądku” – mówił sekretarz Ligi – „Ekstremiści to ci, którzy rządzili Europą przez ostatnie dwadzieścia lat”.

Atak na papieża Franciszka

Salvini przeciwstawił się również otwarcie Franciszkowi, podając najpierw jako pozytywne przykłady Jana Pawła II i Benedykta XVI: „Dzięki działaniom rządu odpowiedziałem faktami, a nie słowami. Mówię to również do papieża Franciszka, który powiedział dzisiaj: „musimy zapobiegać śmierci na Morzu Śródziemnym”. Rząd wyeliminował już prawie całkowicie zgony na Morzu Śródziemnym dzięki zamkniętym portom”. Tym słowom towarzyszyły aplauzy dla lidera Ligi i gwizdy pod adresem Bergoglia.
„Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” – tak lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – kończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, podczas wiecu „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Później wyjął różaniec i całując go dodał: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Marine Le Pen przemawiając w Mediolanie powiedziała: „Chcemy żyć w naszych krajach takimi, jakimi jesteśmy. We Francji jako Francuzi, we Włoszech jako Włosi… Dzisiaj podpisujemy akt założycielski europejskiej pokojowej rewolucji… 26 maja oddamy władzę ludziom. Nasz projekt to współpraca w Europie między wolnymi suwerennymi narodami, w Europie, która szanuje państwa… Naszym zadaniem jest teraz określić przyszłość Europy razem. Będzie to rewolucja zdrowego rozsądku w Europie”.
Manifestacja zakończyła się wspólnym selfie Salviniego i Le Pen.

Reakcja Watykanu i włoskiego Kościoła

Watykan i oficjalny włoski Kościół zareagował jednogłośnie. Salviniego skrytykowały katolickie media: Civiltà Cattolica, Famiglia Cristiana, Avvenire.
„Nie wzywaj imienia Pana Boga nadaremnie” – ostrzegł Antonio Spadaro, dyrektor Civiltà Cattolica w swoim poście na Facebooku – „Różańce i krucyfiksy są wykorzystywane jako symbole polityczne, ale w odwrotny sposób w porównaniu z przeszłością: dawniej było wskazane oddać Bogu to, co należało do Cezara. Teraz Cezar zabiera i dzierży w rękach to, co należy do Boga”. Famiglia Cristiana nie przebierała w słowach: „Podczas gdy Matteo Salvini pokazywał Ewangelię jak amulet i oddawał się Niepokalanemu Sercu Maryi, kolejny statek z rozbitkami dostał zakaz wpłynięcia do portu w Lampedusie, a ONZ potępiło nas za łamanie praw człowieka. Sekretarz Ligi używa symboli religijnych jak fetyszy. Czego jeszcze trzeba aby wzbudzić oburzenie chrześcijan. Najbardziej twarde stanowisko zabrał Watykan, poprzez usta kardynała sekretarza stanu Pietro Parolina: „Wierzę, że polityka partyjna dzieli, ale Bóg należy do wszystkich” – szef dyplomacji watykańskiej ostrzegł: „Przywłaszczanie sobie Boga jest zawsze bardzo niebezpieczne”. Biskup Mazzara del Vallo „skomunikował” Salviniego: „Kto mówi takie rzeczy, nie może uważać się za chrześcijanina”.
Reakcja Kościoła nie zrobiła na Salvinim żadnego wrażenia – „Piszą do mnie z UE, piszą z ONZ, że łamię prawa człowieka, piszą też jacyś kardynałowie… Ja mówię jedno i grzecznie: bez mojego pozwolenia nikt do Włoch nie wchodzi”.

Salvini nadal ma przewagę

Nie tylko Kościół protestuje przeciwko Salviniemu. Już od pewnego czasu na jego wiecach, oprócz zwolenników zaczęli pojawiać się również kontestatorzy. Najpierw zapanowała moda na fałszywych wielbicieli, którzy udając, że chcą sobie zrobić z nim selfie, żartowali z niego. Później przeciwnicy lidera Ligi zaczęli wywieszać z balkonów prześcieradła z kontestującymi hasłami. Niektóre z nich były tak niewybredne i obraźliwe, że kosztowały autorów oskarżenie o zniesławienie. Podczas manifestacji nacjonalistów w Mediolanie, na jednym z balkonów wychodzących na plac pojawił się nagle człowiek przebrany za Zorro i wywiesił ponad pięciometrowy baner z napisem po włosku i angielsku: „Bądźmy ludzcy”. Akcja trwała kila minut, gdyż interweniowała policja.
Ze względu na wielotygodniowe kłótnie przedwyborcze pomiędzy koalicjantami rządowymi, Ligą i Ruchem Pięciu Gwiazd, obie partie straciły na tym. Liga prawie 6 punktów.
Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Liga i jej lider nadal cieszą się zaufaniem większości Włochów. Ostatnie przedwyborcze sondaże wyglądały następująco: Liga 32,4 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 22,3 proc., Partia Demokratyczna 21,1 proc., Naprzód Włochy – 9,2 proc, Bracia Włoscy – 5 procent..

Salvini walczy z imigracją

Minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini ogłosił projekt nowego „dekretu bezpieczeństwa”, który chce pilnie wprowadzić w życie. Zanim projekt został przedstawiony Radzie Ministrów, wzbudził wiele krytycznych reakcji. „Matteo stracił zmysły” – skomentował Luigi Di Maio, drugi wicepremier rządu z Ruchu Pięciu Gwiazd.

Jednym z pierwszych posunięć ministra spraw wewnętrznym Matteo Salviniego był „Dekret bezpieczeństwa” ogłoszony w listopadzie 2018 roku. Zawierał normy, które miały ograniczyć nielegalną imigrację, walczyć z przestępczością i z nielegalnością. Jednym z głównych punktów dekretu jest usuwanie nielegalnych mieszkańców z budynków zajmowanych przez nich. We Włoszech, a zwłaszcza w Rzymie to poważny problem – chodzi o obozowiska cyganów lub nielegalnych imigrantów, a także budynki „okupowane” przez zorganizowane kolektywy (zarówno lewicowe, jak i prawicowe), w których mieszkają zarówno obcokrajowcy, jak i Włosi.
Drugim filarem dekretu była walka z nielegalną imigracją. Nowe normy Salviniego odwołały protekcję humanitarną, ograniczyły surowo przypadki, w których przyznaje się azyl, wprowadziły możliwość odebrania obywatelstwa za poważne przestępstwa, a przede wszystkim zmieniały całkowicie system przyjmowania i wydalania uchodźców z Włoch (pisaliśmy już o tym w nr. 18). Na ten ostatni cel zostało przeznaczonych 1,5 mln euro w 2019 r. Dekret bezpieczeństwa wprowadzał również nowe normy dotyczące walki z mafią i z terroryzmem.
Ustawa była wielkim sukcesem ministra spraw wewnętrznych, który triumfalnie wsiadał na spychacze, aby dać symboliczne pchnięcie „barakowiskom” lub szczycił się zrównaniem z ziemią posiadłości mafijnego klanu Casamonica. Przyniosła Salviniemu również olbrzymi wzrost popularności, a poparcie dla Ligi przekroczyło próg 40 procent.
W marcu br., minister Salvini ogłosił triumfalnie nowe dane włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Od 1 stycznia do 15 marca 2019 r., drogą morską do Włoch przybyło 335 migrantów. To w porównaniu z 5945 osób przybyłych w tym samym okresie w 2018 r. – oznacza prawie 95 proc. mniej. Szef włoskiego MSW był również dumny z sukcesów osiągniętych w repatriacji: odbyło się ich 1354, z czego 1248 przymusowych i 106 dobrowolnych.
Za sukces uznał fakt, że w pierwszym kwartale 2019 r., na Morzu Śródziemnym odnotowano śmierć tylko jednej ofiary przepraw morskich, że wyraźnie spadła ilość łodzi próbujących odpłynąć z libijskich brzegów, a przede wszystkim, że została ograniczona prawie do zera działalność statków organizacji pozarządowych, które pływały po morzu ratowały imigrantów od czasów operacji „Mare nostrum”, prowadzonej przez rząd Matteo Renziego w 2014 r.
Polityka zamkniętych portów
Polityka zamkniętych portów, którą Salvini prowadzi z dużą srogością jest we Włoszech kontrowersyjna. Większość Włochów popiera go za to. Wielu potępia. Za zatrzymanie statku „Diciotti” ministrowi groził proces sądowy (pisaliśmy już o tym w nr. 28), gdzie oskarżeniem było bezprawne przetrzymywanie osób i nadużycie władzy. Włoski Parlament nie zgodził się jednak na postawienie go przed sądem, przegłosowując linię obronną „działanie dla dobra państwa”. Salviniego uratował przede wszystkim jego koalicjant Ruch Pięciu Gwiazd, który jednak od tamtego momentu zaczął tracić poparcie wyborców – z których część nie zgadza się ze stanowiskiem szefa MSW, a część uważa, że jeżeli chodzi o procesy polityków nie może być żadnych wyjątków.
W krótkim czasie drugim problemem stały się kompetencje ministerialne. Decyzje o zamknięciu portów może podejmować minister infrastruktur i transportu Danilo Toninelli, a władzę nad marynarką wojenną ma minister obrony narodowej Elisabetta Trenta – obydwoje z Ruchu Pięciu Gwiazd. Na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do poważnych zatargów pomiędzy dwoma włoskimi koalicjantami, co do kwestii kto, kiedy i przed kim może zamykać włoskie porty. Salvini chce zamknąć je dla wszystkich, nawet dla okrętów włoskiej floty wojennej, które zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym uratowały na morzu rozbitków i muszą ich wysadzić w bezpiecznym porcie. Minister Trenta się na to nie zgadza. To Salviniemu związuje ręce.
Dekret bezpieczeństwa 2
Celem drugiego dekretu bezpieczeństwa ma być całkowite i bezwzględne rozprawienie się z fenomenem imigracji płynącej do Włoch przez Morze Śródziemne. Przewiduje on karę od 3500 do 5500 euro za każdego uratowanego na morzu i przywiezionego do Włoch cudzoziemca oraz zawieszenie lub cofnięcie licencji dla statków pływających pod włoską banderą. Przeniesienie kompetencji dotyczących ograniczenia lub zakazu tranzytu na włoskich wodach terytorialnych, a także możliwości zamykania portów z Ministerstwa Infrastruktur i Transportu do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przydzielenie prokuratorom okręgowym zadania prowadzenia dochodzeń w zakresie faworyzowania nielegalnej imigracji – co dotyczyłoby wszystkich jednostek morskich organizacji pozarządowych, które od 2014 r., prowadziły akcje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. W projekcie dekretu jest również mowa o przeznaczeniu 3 mln euro na finansowanie tajnej policji innych krajów mającej wspomóc walkę z nielegalną imigracją.
Ponadto projekt dekretu zawiera inne punkty dotyczące bezpieczeństwa i porządku publicznego: zaostrzenie sankcji w przypadku dewastacji, grabieży i szkód popełnionych podczas spotkań publicznych; wprowadzenie nowych rodzajów przestępstw aby karać tych, którzy sprzeciwiają się przedstawicielom policji i organów ścigania; zaostrzenie kar za stawianie oporu wobec niniejszych i zniewagę funkcjonariuszy. Gdyby dekret wszedł w życie, również kontestacje polityczne stałyby się trudniejsze.
Dla krytyków nowej propozycji ministra Salviniego jest to kolejne posunięcie propagandowe w kampanii przedwyborczej Ligi. Jest raczej mało prawdopodobne, aby na wprowadzenie dekretu w takiej formie zgodził się Ruch Pięciu Gwiazd, gdyż odbiera on kompetencje aż dwóm ministrom tej partii w rządzie koalicyjnym: ministrowi infrastruktur i transportu oraz ministrowi obrony narodowej, przyznając je Salviniemu.
Dekret wzbudził również wiele wątpliwości prawnych. Stowarzyszenia zajmujące się problem imigracji zajęły negatywnie stanowisko na temat projektu, twierdząc, że jest to kolejne zniekształcenie zasad prawa międzynarodowego, gdyż przewiduje sankcje dla tych, którzy wypełniają etyczny, prawny i społeczny obowiązek, ratując życie na morzu.

Koniec humanitaryzmu

Jak Salvini rozprawia się z nielegalną imigracją.

– Patrząc na te dzieci, które wysiadały ze szkolnego autobusu po raz ostatni mogę powiedzieć, co przeżyłem jako ojciec: bezimienną złość, uczucie przygnębienia, przytłaczającą świadomość apokaliptycznej porażki.

Moje dzieci, kiedy wraz z żoną rozmawialiśmy w nocy o tej sprawie, żądały wyjaśnień i patrzyły na nas jak na Marsjan. „Muszę ostrzec Justina, zabierają go, a on jest moim najlepszym przyjacielem, dlaczego?” – krzyczał mój syn. „Nie, uspokój się, Justin jest w Rzymie, rodzice są legalni, nie ma ryzyka”. – tłumaczyłem. „Ale dlaczego zabierają te dzieci? Co one zrobiły?” – krzyczały moje dzieci, a potem nie chciały, żebyśmy cokolwiek więcej mówili, bo były przerażone. – tak komentował likwidację CARA w Castelnuovo di Porto, pod Rzymem włoski tata Maurizio Cassi.

Tak zwane CARA to Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl (Centri di Accoglienza per Richiedenti Asilo). Zostały utworzone w 2002 r., pod nazwą Ośrodki Identyfikacyjne (CDI), a na mocy dekretów ustawodawczych z 2004 i 2008 roku zmieniły swoją nazwę na obecną. Przyjęły również charakter otwarty. Przebywający w nich imigranci nielegalni, oczekujący na rozpatrzenie wniosku azylowego, mogli opuszczać je w dzień udając się do pracy, a także oddalać się na krótkie okresy czasu bez zgody Prefekta. Kto uciekał z ośrodka, tracił prawo do pomocy humanitarnej.

Teoretycznie, nielegalni imigranci mieli w nich przebywać do 35 dni, a następnie otrzymywać „pozwolenie na pobyt” na 3 miesiące, odnawialne do czasu rozpatrzenia wniosku azylowego. W praktyce, ze względu na biurokrację i jej przestoje, uzyskanie dokumentów pobytowych przedłużało się i CARA stawał się domem dla nielegalnych.

Na terenie Włoch do tej pory znajdowało się 10 Ośrodków dla osób ubiegających się o azyl, posiadających 4079 miejsc. Od 2008 roku przeszło przez nie 65850 ludzi.

Ustawa o bezpieczeństwie 113/2018 – tzw. „Decreto di sicurezza”, która weszła w życie z końcem ubiegłego roku, z woli wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego, znosi „pozwolenie na pobyt w celach humanitarnych” i w związku z tym likwiduje CARA.

Zwijam interes

Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl, zwłaszcza te na południu Włoch były wielokrotnie przedmiotem skandali. Mafia dokonywała tam infiltracji, robiła brudne interesy, szerzyła się prostytucja i współczesne niewolnictwo.

CARA w Castelnuovo di Porto pod Rzymem był jednak przykładem pozytywnej integracji. Wielu z przebywających tu imigrantów znalazło pracę, dzieci chodziły do przedszkola i szkoły, rodziny uczęszczały do kościoła. Ponadto ośrodek dawał pracę 120 mieszkańcom okolicy, zatrudnionym w spółdzielni Auxilium, która zajmowała się jego utrzymaniem.

To właśnie CARA w Castelnuovo di Porto papież Franciszek wybrał, aby w Wielki Piątek w 2016 roku, umyć imigrantom symbolicznie nogi.

Najwięcej wątpliwości wzbudziła metoda jaką Salvini wybrał by zamknąć to CARA. Informacja o likwidacji przyszła praktycznie z dnia na dzień, przeniesieniem imigrantów zajęło się wojsko. Z 535 osób znajdujących się w ośrodku, 305 zostało przeniesionych bez podania konkretnego miejsca do CAS – nowych struktur Ośrodków Pobytu Nadzwyczajnego. Kilku imigrantów uciekło a ci, którzy posiadali już pozwolenie na legalny pobyt, ale nie mięli środków do życia, z dnia na dzień znaleźli się na ulicy.

„Pokazówka” Salviniego wzbudziła wiele krytyki wśród Włochów. W przeddzień likwidacji CARA, która nastąpiła 23 stycznia 2019 r., blisko 500 mieszkańców wraz z burmistrzem i proboszczem odbyło cichy protest w podrzymskim miasteczku. Niektórzy rodzice zareagowali jak Maurizio Cassi, pisząc rozpaczliwe i wstrząsające posty na Facebooku.

Minister Salvini, którego ulubioną formą są transmisje na żywo na Facebooku: odpowiedział, że zwija interes, bo państwo nie będzie płaciło na utrzymanie imigrantów 6 milionów rocznie, skoro te pieniądze może dać Włochom. Italiani first!

Inicjatywa Środkowoeuropejska

Europa Środkowa integruje się.

Polityczna definicja Europy Środkowej to obszar między Rosją, Niemcami, Włochami i Turcją. Zdarza się, że do tego obszaru włączana jest ostatnio także Skandynawia Dotąd pisałem i publikowałem artykuły o Grupie Wyszehradzkiej zrzeszającej 4 państwa, o Trójmorzu (12 państw), a także o chińskiej inicjatywie o nazwie 16+1. Tym razem, w związku z niedawną wizytą w Polsce 9 stycznia wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych, szefa współrządzącej Włochami Ligi Północnej Matteo Salviniego – należałoby bardzo krótko przypomnieć o powołanej przez Włochy Inicjatywie Środkowoeuropejskiej, która właściwie idealnym przykładem integracji środkowoeuropejskiej nie jest, bo Włochy po prostu w Europie Środkowej nie leżą.

O samej wizycie wiemy niewiele. Z mediów dowiadujemy się, że jednym z ważniejszych tematów rozmów była sprawa imigracji do Unii Europejskiej i budowa w Unii antyimigranckiego frontu. Hasło takiego frontu pada w naszym regionie na bardzo podatny grunt, niezależnie od tego czy poszczególne państwa środkowoeuropejskie i ich przywódcy sympatyzują z Rosją i prezydentem Putinem, czy nie oraz czy podzielają poglądy prezydenta Trumpa dotyczące Unii Europejskiej i problematyki imigracji. Zresztą Salvini podkreślał wielokrotnie, że jego kraj prezentuje atlantycką orientację i posiada bliskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Tym bliskim relacjom sprzyjać może fakt, że Prezydent Donald Trump ma poglądy na imigrację i Unię Europejską niezwykle zbliżone do poglądów Salviniego.

Celem Salviniego jest montowanie w Europarlamencie koalicji równoważącej oś Berlin – Paryż, stąd mowa o osi Rzym – Warszawa. W skład takiego porozumienia miałaby wejść francuska partia nacjonalistki Marine Le Pen. Jak informowała prasa Salvini namawiał do dołączenia do tego porozumienia premiera Węgier oraz prawicowe partie z Austrii, Holandii, Danii, Estonii i Cypru. Powstaje pytanie czy aktualnie rządzący Włochami politycy mogą wykorzystać Inicjatywę Środkowoeuropejską do propagowania w naszym regionie postaw antyimigranckich i antyunijnych.

Z góry muszę zastrzec, że brak na razie danych na udzielenie na to pytanie pełnej odpowiedzi, choć samo pytanie wydaje się być zasadne.

Inicjatorem powstania Inicjatywy Środkowoeuropejskiej – Central European Initiative (IŚE – CEI) były Włochy, a współpraca w Środkowej Europie, po upadku bloku socjalistycznego, miała zapobiec ewentualnej hegemonii Niemiec w regionie, a równocześnie przybliżyć region do Zachodu. Sytuacja o tyle niezwyczajna, że kilkadziesiąt lat wcześniej to obok Niemiec właśnie Włochy były w tym regionie agresorem.

Nie ulega wątpliwości, że gdyby to Niemcy wystąpiły wtedy w roli czynnika integrującego Europę Środkową, to spotkałyby się z zarzutem, że jest to próba nawiązania do skompromitowanej idei Mitteleuropy. Włochom to „uszło na sucho”. Europa Środkowa znajdowała się wówczas w chaosie, a trudna do objęcia dla ludzi Zachodu liczba małych państw środkowoeuropejskich zmuszała Zachód do prób zorganizowania regionu w jedną całość. Tym bardziej, że Zachód planował wkrótce dalszą multiplikację państw w regionie poprzez wsparcie dla tendencji odśrodkowych w federacji jugosłowiańskiej oraz rozbicie federacji czechosłowackiej, gdzie siły odśrodkowe były minimalne.

Początkowo powołano inicjatywę czterostronną – Quadragonale (11 listopada 1989 roku), przez Austrię, Jugosławię, Węgry i Włochy. W roku 1990 do inicjatywy dołączyła Czechosłowacja (Pentagonale), a w roku 1992 Polska (Hexagonale). Po przystąpieniu Polski, na wniosek Austrii, organizacja przyjęła nazwę Inicjatywy Środkowoeuropejskiej. Do Inicjatywy Środkowoeuropejskiej, w miarę jej poszerzania, wstępowały państwa z rozbitej w sposób krwawy Jugosławii i „aksamitnie rozwiedzionej” Czechosłowacji.

Inicjatywa posiada zinstytucjonalizowane formy współpracy. Jej głównymi organami są coroczne spotkania szefów rządów oraz spotkania ministrów spraw zagranicznych. We Włoszech, w Trieście, mieści się Stały Sekretariat Wykonawczy. Ostatnie spotkanie na szczeblu szefów rządów miało miejsce w Zagrzebiu (Chorwacja) 14 grudnia 2018 roku. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki, co oznaczać może, że Polska nie wysyłając do Zagrzebia polityka w randze chociażby wicepremiera, czy nawet ministra, nie przywiązuje zbytniej wagi do działalności Inicjatywy.

Jak wiadomo Polska, i słusznie, wspiera przede wszystkim te możliwości integracyjne w naszym regionie, które wiążą się z funkcjonowaniem Grupy Wyszehradzkiej i Trójmorza. (Jeżeli chodzi o chińską inicjatywę 16+1 to w rezultacie spodziewanego ochłodzenia relacji polsko-chińskich, korzyści z integracji środkowoeuropejskiej w tym formacie (chodzi przede wszystkim o inwestycje) trzeba będzie prawdopodobnie odłożyć na bliżej niezdefiniowaną przyszłość).

W skład Inicjatywy Środkowoeuropejskiej wchodzi obecnie 17 państw (Albania, Białoruś, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Czarnogóra, Chorwacja, Czechy, Republika Macedonii Północnej, Mołdawia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowenia, Słowacja, Ukraina, Węgry i Włochy). Austria, będąc członkiem założycielem organizacji, nie figuruje aktualnie w spisie państw Inicjatywy. Rzuca się też w oczy brak w tej organizacji państw bałtyckich – Litwy, Estonii i Łotwy. Nie zmienia to faktu, że jest to w Środkowej Europie największa organizacja regionalna, co nie przekłada się jednak ani na spójność poglądów jej członków, ani na stopień ich integracji.

Minister Cichocki potępił na spotkaniu agresywne działania Rosji na wodach międzynarodowych w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej, wyraził poparcie Polski dla integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy. Sądząc po składzie organizacji, niektóre państwa otwarcie lub skrycie sympatyzują w tym konflikcie z Rosją, a poglądy polskiego ministra nie zyskałyby w przypadku głosowania jednomyślnej akceptacji uczestników spotkania.

Podczas szczytu w Zagrzebiu przekazano roczne przewodnictwo Włochom, które od 1 stycznia 2019 roku kierują pracami IŚE. Z dniem 1 stycznia 2019 Włoch Alberto Antonione objął stanowisko sekretarza generalnego Sekretariatu Wykonawczego IŚE w Trieście. Inicjatywa Środkowoeuropejska finansowana jest m.in. z własnego funduszu, jego wkład tworzą państwa członkowskie. IŚE pozostaje forum konsultacyjnym, koordynując współdziałanie w zakresie ochrony środowiska, kultury, nauki, transportu telekomunikacji, średnich i małych przedsiębiorstw.

Z racji różnorodności swych członków i celów jakie sobie stawia, Inicjatywa Środkowoeuropejska nie jest w stanie podejmować istotnych decyzji politycznych, może co najwyżej być miejscem, w którym prezentowane są polityczne opinie, bez oczekiwania na merytoryczną dyskusję, (podobnie, jak miało to miejsce w przypadku wystąpienia ministra Cichockiego). Niemniej jednak może służyć rządowi włoskiemu, jako forum dla przedstawiania i zdobywania poparcia dla jego polityki.

Czy tak się stanie, już w maju pokażą to częściowo wyniki do Parlamentu Europejskiego, w tym skalę ewentualnego poparcia wyborców środkowoeuropejskich dla propozycji populistycznych. Zaznaczyć przy tym warto, że o ile włoska Inicjatywa Środkowoeuropejska zyskała w momencie narodzin placet Zachodu i Środkowej Europy, to obecna polityka Włoch nie cieszy się już takim poparciem. Można też wyrazić nadzieję, że spodziewane zwiększenie mandatów partii populistycznych w parlamencie europejskim nie spowoduje całkowitego paraliżu Unii.

Z ziemi włoskiej…

„Gospodarz” Polski spotka się z enfant terrible włoskiej polityki.

 

Nie tak dawno temu premier Morawiecki na jednym ze spotkań z mieszkańcami, wychwalając dokonania PiS w ciągu 3 lat rządów (zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego i program 500+) mówił m.in.tak: widzicie Państwo ile można osiągnąć „gdy kraj ma dobrego gospodarza”.
Ta fraza pozostała niezauważona, a przecież PMM-jako wciąż młody polityk-może nie pamiętać, iż tego określenia ostatni bodaj raz używano w odniesieniu do Edwarda Gierka na początku lat 70. Ówczesny I sekretarz KC PZPR.,który (za zachodnie kredyty) modernizował Polskę
i otwierał ją szerzej na świat, był bardzo popularny przez pierwsze lata swoich rządów. Później sformułowanie to zniknęło z naszego słownika politycznego,gdyż w jakimś sensie przywodziło na myśl mini-kult jednostki,a nie
byliśmy przecież ani nie jesteśmy Rumunią czy Bułgarią.
O kim myślał obecny premier-jako że tego oficjalnie nie wyjawił? Jako osoba skromna-z pewnością nie o sobie, ponieważ,poza wszystkim,zna swe miejsce w szyku Zjednoczonej Prawicy.Nie przeszłoby to mu nawet przez usta.W nietypowym obecnym systemie politycznym naszego państwa (tylko nieco podobnym do aktualnego rumuńskiego) prawdziwym Gospodarzem i Decydentem jest oczywiście prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie pełniący żadnych znaczących funkcji (sprawuje jedynie mandat poselski). Ta sytuacja częściowo przypomina w pewnym okresie rolę Józefa Piłsudskiego.
PJK nie pasjonuje się polityką zagraniczną, rzadko wyjeżdża z Polski, choć niekiedy spotyka się nad Wisłą ze znaczącymi politykami odwiedzającymi nasz kraj.Dlatego też szczególne zainteresowanie budzi, zapowiedziana ze sporym wyprzedzeniem, rozmowa w Warszawie z liderem włoskiej Ligi (dawnej Ligi Północnej),obecnym szefem MSW i wicepremierem Matteo Salvinim (45 l.). To dziś najbardziej wyrazisty polityk Italii i symbol koalicyjnego dwupartyjnego rządu- z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd.Trochę przypomina Berlusconiego, choć nie ze względu na bunga-bunga (nota bene to pojęcie pochodzi z języka malajskiego i oznacza po prostu „kwiaty”).
Salvini nie skończył studiów,ale ma już spory dorobek parlamentarny (także w Parlamencie Europejskim). Jest dobrym mówcą,zaś znaczną popularność zawdzięcza radykalnym poglądom.Chodzi zwłaszcza o jednoznaczne podejście antyimigranckie.W ostatnich latach do Włoch przybywało średnio rocznie ponad 100 tys. migrantów, głównie z Afryki Północnej i z regionu Sahelu,ale nie odnotowano tam żadnego zamachu terrorystycznego.
Mimo to Salvini zakazał przyjmowania w portach włoskich jakichkolwiek jednostek pływających mających na pokładzie migrantów czy uchodźców.Tak stało się wcześniej z „Aquariusem” i obecnie dzieje się z małym statkiem „Sea Watch”. To wprost nieludzkie podejście zważywszy,iż według najnowszych danych UNHCR (Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców) w roku 2018 w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2300 takich osób. O naruszaniu Konwencji Genewskiej z 1951r. ws. uchodźców już nie wspominam.Ją narusza również rząd PiS i nie zmienia tego faktu mydlenie oczu, jakim jest (skądinąd także potrzebna), niewielka w sumie, pomoc dla uchodźców, zwłaszcza z Syrii,przebywających w Turcji, Jordanii, czy Libanie.
Obu Panów będzie więc sporo łączyć. Dodajmy do tego – eurosceptycyzm, luźne podejście do traktatów unijnych, wyraźny nacjonalizm oraz zamiar przemeblowania sceny politycznej naszego kontynentu.Trudno dziś ocenić,czy może jest to próba wypromowania ruchu alternatywnego wobec tradycyjnych ugrupowań-socjaldemokracji, chadecji,liberałów, itd.? I jakie są na to szanse?
Warto w tych okolicznościach przytoczyć stare rosyjskie przysłowie:”Rybak rybaka widzi z daleka”. Tym bardziej, że sam Salvini i jego formacja są prorosyjscy.

Lewica a imigracja

Statek „Aquarius”, który od lutego 2016 r. ratował uchodźców na Morzu Śródziemnym, właśnie zakończył swoją misję.  Dla prawicy stał się kozłem ofiarnym, którego obwiniano o potęgowanie kryzysu. Z kolei dla lewicy był listkiem figowym, przykrywającym jej indolencję i brak własnej wizji polityki imigracyjnej.

 

„Aquarius” od dwóch miesięcy stał w porcie w Marsylii, gdzie oczekiwał na odnowienie wszystkich potrzebnych dokumentów rejestracyjnych. W przypadku komercyjnych jednostek jest to zwykła formalność, nietrwająca dłużej niż kilkanaście dni. Tym razem jednak morscy urzędnicy okazali się niezwykle skrupulatni, wynajdując kolejne braki formalne, które należało uzupełnić. W konsekwencji, organizacje prowadzące statek, czyli Lekarze bez Granic i SOS Mediterranee, podjęły decyzje o zakończeniu jego misji.
„Powtarzające się ataki przeciwko ratującym życie organizacjom, w połączniu z kryminalnym lekceważeniem przez państwa UE swoich powinności, wynikających z prawa morskiego i międzynarodowych umów, doprowadziły do niebotycznego wzrostu zagrożenia. ‘Aquarius’ pomagał wypełnić pustkę na Morzu Śródziemnym, lecz niekończące się ataki wymusiły wstrzymanie jego misji. W tej chwili pomoc ratująca życie na Morzu Śródziemnym niemal nie istnieje, co dowodzi porażki całej Europy” – stwierdziła w oświadczeniu Verena Papke, dyrektorka SOS Mediteranee Germany.
Od wielu miesięcy załoga statku musiała mierzyć się nie tylko z kampanią nienawiści, prowadzoną m.in. przez prawicowy włoski rząd, ale i zarzutami karnymi. W czerwcu „Aquarius” z ponad 620 uchodźcami na pokładzie nie otrzymał zezwolenia na wpłynięcie do włoskich portów. Podobną decyzję podjęły inne państwa w regionie. Dopiero zgoda władz hiszpańskich pozwoliła zakończyć tę dramatyczną epopeję. Jak przypomniały media, to wszystko działo się niemal równo 80 lat po tym, jak statek „St. Louis” z niemal tysiącem żydowskich uciekinierów nie został wpuszczony do USA i Kuby i musiał powrócić do Europy. W konsekwencji, większość jego pasażerów została zamordowana podczas Holokaustu.
Miesiąc temu włoska prokuratura oskarżyła załogę i właścicieli statku o „przemyt i nielegalne posiadanie odpadów”. Zarzuty wynikały z odmowy działaczy, aby ubrania uchodźców klasyfikować jako „toksyczne odpady”, czego domagały się włoskie władze, a co spowodowałoby automatyczne zamknięcie włoskich portów przed uchodźcami. Ta otwarta wojna prawicowego rządu Matteo Salviniego z organizacjami pomagającymi uchodźcom spotkała się z cichym wsparciem ze strony pozostałych państw Unii Europejskiej. W efekcie migranci, którzy próbują przedostać się do Europy przez Morze Śródziemne zostali pozbawieni jakiejkolwiek bieżącej pomocy.
Tymczasem od początku tzw. kryzysu uchodźczego, czyli od połowy 2015 r., Morze Śródziemne pochłonęło niemal 15 tys. istnień ludzkich – mężczyzn, kobiet i dzieci. Jak stwierdza ONZ, akwen oddzielający Libię od Włoch stał się obecnie najniebezpieczniejszym szlakiem migracyjnym na świecie. Chociaż zatem odsetek desperatów wybierających ten kierunek maleje z każdym rokiem, liczba utonięć pozostaje na podobnym poziomie. W 2015 r., kiedy przez Morze Śródziemne dotarło do Europy ponad milion osób, podróży nie przeżyło 3,7 tys. Niewiele mniej utonięć, bo prawie 3,2 tys., odnotowano rok temu, przy ogólnej liczbie 173 tys. migrantów. Z kolei zaledwie w pierwszej połowie tego roku spośród niemal 69 tys. migrantów, na morzu już zginęło ponad 2 tys. osób.
Wielu lewicowych polityków traktowało „Aquarius” jak listek figowy, pozwalający zachować twarz przy bierności poszczególnych członków Unii Europejskiej i jej instytucji. Jednak sama desperacka misja statku – z dramatycznym, jak się teraz okazuje, zakończeniem – dowodziła przede wszystkim indolencji europejskiej lewicy. Od początku kryzysu uchodźczego ramy debaty publicznej na ten temat wyznacza prawica, która w dodatku coraz bardziej się radykalizuje. Paradoksalnie więc, chociaż uwaga europejskich mediów skupia się na rasistowskich wypowiedziach przedstawicieli Polski i Węgier, to prawica zachodnioeuropejska wciela ich słowa w życie.
W ubiegłym tygodniu władze Danii ogłosiły, że będą izolować „niechcianych” migrantów na jednej ze swoich niezamieszkanych wysp. Jak przyznała tamtejsza minister ds. imigracji, niektórzy przyjezdni „są niechciani i powinni to odczuć”. Jeśli zatem duński parlament wyrazi na to zgodę, migranci zostaną zamknięci na wyspie Lindholm, leżącej ok. czterech km od lądu, gdzie przez lata trzymano poważnie chore zwierzęta. Innymi słowy, w samym centrum Europy planuje się budowę obozu koncentracyjnego.
Wspomniany już włoski premier Salvini podpisał właśnie ustawę, która wyklucza migrantów z możliwości korzystania z pomocy społecznej. Warto przypomnieć, że w tej chwili we Włoszech przebywa ok. 180 tys. uchodźców oczekujących na przyznaniu azylu, oraz niemal pół miliona nielegalnych imigrantów. Nowa ustawa zrównuje obie te grupy, odmawiając im prawa do jakiejkolwiek pomocy. Jak przekonują eksperci, ograniczenie wsparcia dla migrantów nie poprawi znacząco finansów państwa, a jedynie doprowadzi do zupełnego wykluczenia setek tysięcy osób, pozostawiając je na łasce organizacji mafijnych zajmujących się handlem ludźmi.
Jak na to wszystko reaguje europejska lewica? Bądź nie reaguje wcale, bądź robi to tak cicho, że nikt tego nie zauważa. Na swojej stronie internetowej „Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów” (S&D), czyli socjaldemokratyczna reprezentacja w Parlamencie Europejskim zapowiada, że „musimy działać już teraz, aby ocalić życie, ocalić Schengen, ocalić Europę!” W odpowiedzi na kryzys uchodźczy i wzrost migracji, lewicowi politycy zaproponowali realizację pięciu punktów. Pierwszy z nich mówi o solidarnej pomocy humanitarnej w Europie, zwłaszcza dla tych państw, które jak Grecja stanowią dla migrantów bramę do UE. Punkt drugi głosi potrzebę finansowego wsparcia najbardziej potrzebujących krajów, skąd przybywa najwięcej migrantów. Z kolei zgodnie z trzecim punktem, państwa członkowskie powinny wypełnić swoje zobowiązania dotyczące relokacji uchodźców. W punkcie czwartym zwrócono uwagę na konieczność zachowania bezpieczeństwa Strefy Schengen, jako podstawy funkcjonowania Unii Europejskiej. W końcu punkt piąty zapowiada renegocjację konwencji dublińskiej, zgodnie z którą uchodźcy muszą złożyć wniosek o azyl w pierwszym kraju UE, do którego przybędą.
Wszystkie powyższe cele nie budzą zastrzeżeń, za wyjątkiem jednego – w obecnych warunkach nie mają szansy na realizację. Mowa tu nie tylko o systemie relokacji uchodźców, który od dawna jest martwy i to nie tylko ze względu na sprzeciw Polski. Za wyjątkiem utrzymania Strefy Schengen, za którą opowiadają się wszystkie państwa członkowskie, pozostałe cele pozostaną wyłącznie na papierze. Jeśli kiedykolwiek mogły one zostać wdrożone, to jedynie na początku kryzysu w 2015 r., kiedy społeczeństwa europejskie nie były tak zradykalizowane, a w ślad z nimi ich politycy. Obecnie trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek rząd państwa członkowskiego UE, łącznie z Niemcami, odważył się na podjęcie takiego wyzwania, tym bardziej, że coraz częściej są to rządy skrajnie prawicowe.
Co zatem robić? Być może rację ma Hillary Clinton, która niedawno powiedziała, że jedynym sposobem na zatrzymanie prawicowych populistów jest ograniczenie imigracji. Zwracając się do europejskich polityków wyraziła uznanie za humanitarną politykę otwartych drzwi w 2015 r., jednak ostrzegła, że każda pomoc powinna mieć swoje granice. Była kandydatka na prezydenta USA wie co mówi, bo dwa lata temu przegrała wyścig o Biały Dom, m.in. dlatego, że nie potrafiła znaleźć skutecznej odpowiedzi na nakręconą przez prawicę antyimigracyjną kampanię.
Lewica ma szansę odzyskać społeczne zaufanie wówczas, gdy stworzy realną alternatywę dla obecnej polityki migracyjnej. Musi zaprezentować się nie tylko jako siła zdolna nieść pomoc humanitarną, ale także jako siła, która potrafi panować nad kryzysami i zapewnić bezpieczeństwo swoim wyborcom. Nie poprzez straszenie chorobami, budowanie obozów koncentracyjnych czy odbieranie migrantom resztek ludzkiej godności, jak robią to obecne prawicowe rządy. Ale też nie poprzez głoszenie wyidealizowanej wizji imigracji, która w społeczeństwie jedynie wzmacnia przekonanie o oderwaniu lewicy od rzeczywistości.
Nie będzie to łatwe, ale też nie niemożliwe. Kierunek działania wyznaczają organizacje pozarządowe i lokalne grupy, które w dużych i całkiem małych miejscowościach realizują warsztaty integracyjne dla ukraińskich pracowników czy uświadamiają polskich mieszkańców o skali tragedii w Syrii. Są to działania przynoszące wymierne korzyści. Jednak tak samo, jak misja „Aquariusa” nie rozwiązywała problemu, a jedynie zapobiegała jeszcze większej katastrofie, tak wszelkie działania lokalne nie zastąpią konkretnego programu politycznego. Od tego czy taki program uda się stworzyć i wdrożyć w życie zależy nie tylko przyszłość tysięcy osób przemierzających Morze Śródziemne, ale także los europejskiej lewicy i całej Unii Europejskiej.

Policji nie uchodźcom

Szef resortu spraw wewnętrznych Włoch stwierdził, że jego ministerstwo planuje zaoszczędzić około pół miliarda euro na wydatkach przeznaczonych do tej pory przyjmowanie migrantów. Woli przekazać tę sumę policji.

 

– Jeśli chodzi o moje ministerstwo liczę na to, że oszczędzę co najmniej pół miliarda euro w bieżących wydatkach na przyjmowanie migrantów i imigrację – powiedział dziennikarzom po zakończeniu wieczornego posiedzenia rządu w Rzymie. – Z tego pół miliarda euro około 380 milionów euro pójdzie na zatrudnienie nowych pracowników w siłach porządkowych.

Poczynienie takich oszczędności jest możliwe dzięki temu, że w 2018 do Włoch przybyło aż o 80 proc. mniej migrantów niż w ubiegłym roku. Włoskie porty, między innymi na Sycylii i Kalabrii, nadal pozostają zamknięte dla statków organizacji pozarządowych, które zabierały z pontonów i łódek tysiące uchodźców.

Tymczasem Salvini zaproszony jest na zjazd ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich UE, który odbędzie się w Luksemburgu w najbliższy piątek i będzie dotyczyć nowej propozycji „obowiązkowej solidarności” w sprawie przyjmowania migrantów. Tym razem nie chodzi jednak o kwoty przyjętych: teraz stolice państw członkowskich wspólnoty będą mieć możliwość „wykupienia się” z rozdzielnika poprzez realizowanie „innych działań”, które miałyby ulżyć najbardziej obciążonym krajom. Będą mieć do wyboru: relokacja, wpłata pieniędzy, wysłanie pograniczników lub sprzętu, czasowe przyjmowanie migrantów i przekazywanie ich dalej do innych krajów UE po kilku miesiącach. Taką koncepcję rozważano już w 2016 roku, jednak jednym z największych jej przeciwników były m.in. Włochy. Dziś ów stary pomysł odgrzewa prezydencja austriacka w UE, domagając się jednak przy tym poszerzenia mandatu od głów poszczególnych państw i rządów. Czyli w praktyce może okazać się fikcją.

Jak Włochy pokochały pajaca

„Najpierw Włosi!” i „Zdrowy rozum w rządzie” – te dwa wielkie napisy królowały na scenie, gdy tydzień temu 45-letni Matteo Salvini, włoski wicepremier i minister spraw wewnętrznych, krzyczał z niej do 50-tysięcznego tłumu fanów swej partii, Ligi.

 

Wołał: „Co za nieopisane wzruszenie! Oto krzyk miłości rozlega się z Pontidy!”. Chodzi oczywiście o miłość ojczyzny. W jej imię zwolennicy „Il Capitano”, jak go nazywają, występowali w koszulkach z napisem „To mega-koniec dolce vita”, w ślad za swoim idolem, który powtarzał: „to koniec słodkiego życia dla nielegalnych imigrantów!”. Dzięki takiej właśnie retoryce wypłynął.
Pontida to mała miejscowość w Lombardii, na samej północy kraju, gdzie od lat obywały się zjazdy skrajnie prawicowej Ligi Północnej. Dziś to po prostu Liga, gdyż Salvini chcąc wygrać wybory porzucił ideologiczny regionalizm. Ba, do parlamentu wybrano go z Południa, z Kalabrii, o której mówił kiedyś, że „śmierdzi” i jest zamieszkana przez ludzi „leniwych”, którzy nie zasługują nawet na miano Włochów. Ale zmieniła się też sama symbolika historyczna Pontidy. To tu w 1167 r. zawiązano Ligę Lombardzką. Kiedyś miało to być odniesienie do marzenia o niezależności bogatej, przemysłowej Północy. Dziś to przede wszystkim nawiązanie do sprzeciwu średniowiecznej Ligi wobec zakusów Fryderyka I Rudobrodego, cesarza niemieckiego, jako uosobienia dzisiejszej Unii Europejskiej „pod niemiecką władzą”.
Jeszcze pięć lat temu Liga Północna mogła liczyć najwyżej na 4 proc. głosów. Odkąd jednak jej poprzedni wódz Umberto Bossi przegrał z Salvinim, popularność partii rośnie jak na drożdżach. „Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by w ciągu czterech miesięcy od wyborów jakaś siła polityczna prawie podwoiła swój wynik, przechodząc z trzeciego na pierwsze miejsce w kraju” – pisała skonsternowana „Corriere della Sera” obserwując partyjny zjazd.
Czwartego marca, w czasie wyborów, Liga zdobyła 17 proc. głosów, a dziś sondaże wskazują jej już 31,2 proc. intencji wyborczych, więcej od Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) Luigiego Di Maio, który ostatnie wybory wygrał, a teraz spadł na drugie miejsce. 59 proc. Włochów popiera Ligę w kwestii polityki imigracyjnej. „Nasza partia nigdy nie była tak silna, tak dobrze zorganizowana!” – obwieszczał z dumą Salvini w Pontidzie i nikt nie był w stanie temu zaprzeczyć.

 

Walec neoliberalizmu

Według danych z innego zjazdu – zjazdu światowej oligarchii w szwajcarskim Davos – 30 lat neoliberalizmu doprowadził0 Włochy do „prawidłowego” podziału bogactw: 20 proc. najlepiej uposażonych dysponuje 69 proc. bogactwa kraju, 20 proc. kolejnych ma 18 proc., a 60 proc. reszty obywateli musi zadowolić się pozostałymi 13 proc. dochodów. 10 lokalnych miliarderów, w tym dzisiejszy sojusznik Salviniego, „nieśmiertelny” Silvio Berlusconi, mają na kontach 86 miliardów euro, czyli ekwiwalent tego, co posiada pięć milionów włoskich rodzin robotniczych. Naturalnie propaganda neoliberalna unika pojęcia „nierówności społecznych”. Podobno jest przestarzałe.
Dzieła neoliberalnej prekaryzacji pracy dopełnił we Włoszech poprzedni rząd „centro-centro-centro-lewicy”, jak go nazywał z przekąsem znany reżyser Nanni Moretti. To on wprowadził ustawę ochrzczoną z angielska „Jobs Act” (by było „nowocześnie”), która dała właścicielom pełną wolność zwalniania z pracy. Oczywiście pod propagandowym pretekstem zwiększenia zatrudnienia, na który nabrano już wiele krajów. Wprost przeciwnie, redukcja ochrony pracowników nie ma żadnego związku statystycznego ze wzrostem zatrudnienia, lecz, jak każda prekaryzacja, wyłącznie ze wzrostem nierówności społecznych i po prostu wzrostem biedy, generalizacją życiowej niepewności. Na takim społeczno-gospodarczym tle wyrosły idee Salviniego. Idee bardzo proste – jest źle, bo do Włoch przybyli imigranci.

 

Mafia nie taka zła

„Reformy” neoliberalne prowadzone od czasów Berlusconiego najgorzej odbiły się na tak pogardzanym przez Salviniego Południu. Południowcom, jako „ofiarom nielegalnej imigracji” szef Ligi obiecywał więc przed wyborami powstrzymanie tejże i olbrzymie dofinasowania. Zachwycił więc, choć i wkurzył wielu ludzi. Roberto Saviano, autor światowego bestsellera „Gomorra”, krytykował rasizm jego języka, więc Salvini obiecał też oszczędności, mianowicie odebranie Saviano, od 12 lat zagrożonemu śmiercią ze strony mafijnych „rodzin”, państwowej ochrony policyjnej. Odtąd pisarz nie przestaje nazywać wicepremiera „pajacem” i uparcie przypominać pewne fakty.
Krótko przed wyborami w kalabryjskim Rosarno, skąd Salvini kandydował, na mityngu wyborczym 17 marca pierwsze rzędy zajmowali ludzie najsilniejszej włoskiej mafii ‘Ndranghety, przedstawiciele potężnych klanów Bellocco i Pesce. Saviano pisał: „A co powiedział Salvini? – Z czego słynie Rosarno? Ze swoich slumsów. Nie chcę niewolników. – Otóż całość slumsów Rosarno jest pod kontrolą ‘Ndranghety. Minister spraw wewnętrznych powinien to wiedzieć, chyba, że to pajac”. Liga dokonała gigantycznego oszustwa finansowego (na ok. 50 milionów euro) w związku z państwowymi zwrotami funduszy wyborczych. Dziś jej konta są zajęte przez komorników, więc by przyjmować pieniądze, stworzyła we współpracy z ‘Ngranghetą sieć fikcyjnych spółek i stowarzyszeń… „Il Capitano” polubił Południe nie bez powodu.

 

Polityczne wzorce

To przede wszystkim miliarder Donald Trump i skrajny nacjonalista Benjamin Netaniahu. W warstwie sloganów i zachowania jest wyznawcą pełnej „trumpologii”, jako metody na stałe przebywanie z przodu sceny publicznej. Jego tyrady, nieustanna obecność na Twitterze, „zadziorność” wobec mediów i przeciwników politycznych, wyrażanie opinii na wszystkie tematy, usunęły w cień zarówno jego koalicyjnego partnera Luigiego Di Maio z M5S, jak i premiera Conte, powiązanego raczej z tą drugą siłą polityczną. Spektakularna odmowa przyjmowania statków z rozbitkami, migrantami płynącymi z Libii, ma być odpowiednikiem „muru Trumpa” na granicy meksykańskiej.
W tym samym rejestrze imponuje mu postawa rządu izraelskiego, którego, jak wiele innych ugrupowań skrajnej prawicy w Europie, nie przestaje „uwielbiać” za konsekwentny nacjonalizm i przede wszystkim pomysł wyrzucenia „wszystkich” afrykańskich imigrantów. Już w czasie kampanii wyborczej, gdy obiecywał „deportować wszystkich” (jest ich ok. 600 tys.) powoływał się na „rozwiązanie izraelskie”, które nota bene jest w zasadzie niemożliwe do przeprowadzenia. Prezydenta Rosji Władimira Putina też „uwielbia”, by zagrać na nosie europejskiej polityce sankcji, na której Włochy dużo straciły.

 

Logika wymierania

Ledwo zaczął rządzić, już ma ambicje kontynentalne. W Pontidzie ogłosił „wielki europejski projekt”, stworzenia „Ligi Lig w Europie”, która „zjednoczy wolnościowe ruchy polityczne pragnące bronić swoich granic [przed imigracją] i dobrobytu swych dzieci”. Widzi tu m.in. francuskie Zgromadzenie Narodowe (RN – to nowa nazwa Frontu Narodowego Marine Le Pen), koalicję prawicy ze skrajną prawicą w Austrii i wschodnioeuropejską Grupę Wyszehradzką, przeciwną wszelkiej imigracji.
Nie wytrzymał Tito Boeri, bardzo szanowany szef INPS (włoskiego ZUSu). Mówił w parlamencie, że redukując imigrację Włochy będą tracić swoją populację w tempie co najmniej 700 tys. osób poniżej 34 roku życia co pięć lat, ze względu na prawdziwy upadek demograficzny, który kraj przeżywa na skutek „reform” neoliberalnych. Po prostu systematyczne pozbawianie ludzi bezpieczeństwa pracy prowadzi do zmniejszania się rozrodczości. Inaczej mówiąc, nie będzie kto miał zarabiać na emerytury, tym bardziej, że rząd Ligi/M5S chce ułatwić wcześniejsze przechodzenie w stan spoczynku. Salvini odpowiedział, że Boeri „chyba żyje na Marsie”. Ale jak długo potrwa jego optymizm?
Znany włoski socjolog Domenico De Masi narobił dużo zamieszania utrzymując, że optymizm Salviniego jednak potrwa. Nazajutrz po marcowych wyborach ogłosił, że „Salvini to prawica, która zje M5S, choć nie jest on z lewicy. Sytuacja jest alarmująca, przypomina czasy Marszu na Rzym [Mussoliniego, w 1922 r.]. Żaden z obu liderów nie ma poważnej kultury politycznej, ale szef Ligi jest bardziej przebiegły i nie ma hamulców”. Dla De Masiego Ruch Pięciu Gwiazd to „piasek” złożony głównie z „ignorantów”, podczas gdy Liga to twarda, faszystowska „cegła”, solidna, odporna. Jego zdaniem, sytuacja jest nawet gorsza niż w 1922: „Stany Zjednoczone jako jeden ze zwycięzców wojny, jawiły się w Europie jako kraj wyzwolicielski. Dziś jest na odwrót – USA są złym przykładem do naśladowania.”

 

Powrót do przeszłości

Poza tym, według jego analizy, Włochy, kraj, w którym wynaleziono uniwersytety, niszczy tę tradycję, mianując na ministerialne stanowiska ludzi ledwo z maturą (jak Salvini), a jedna trzecia posłów w ogóle nie ma żadnego dyplomu. Wreszcie w 1922 r. Włochy nie miały za sobą doświadczenia berlusconizmu, który regularnie ciągnął kraj w dół. Berlusconi przez 20 lat zajmował się tylko dbałością o swe przedsiębiorstwa i doprowadził do „mutacji antropologicznej” Włochów. Salvini natomiast doprowadzi do „mutacji politycznej”, i również w kierunku dołu. „Włosi nie są rasistami” – mówi De Masi, ale „mutacja antropologiczna” wyzwoliła ksenofobię, która każe widzieć obcego jako zagrożenie, szczególnie w momencie kryzysu gospodarczego. Salvini wywołał i uprawomocnił to pierwotne uczucie tak, że „mało kto wstydzi się dzisiaj określać jako rasista”.
Liga zawsze będzie potrzebowała wrogów, by rządzić. Ten trend rozlewa się po naszym kontynencie, społeczne „mutacje” znamy zresztą w Polsce. Włosi zapewniają sobie miraż ekskluzywnego „dolce vita” w podkutych butach, które słychać coraz dalej i dalej.