IO Tokio 2020/21: Polscy siatkarze są o krok od 1/4 finału

Nasza siatkarska reprezentacja zaczęła rywalizację o olimpijskie medale od porażki z Iranem 2:3, lecz dwa kolejne spotkania grupowe pewnie wygrała: z Włochami 3:0 i Wenezuelą 3:1, dzięki czemu po trzech seriach gier jest liderem grupy A. Natomiast w grupie B pierwsze skrzypce gra zespół Rosji.

Biało-czerwoni szybko otrząsnęli się po niespodziewanej porażce z Iranem. Już w drugiej serii gier rozgromili 3:0 zespół Włoch, a w trzeciej pokonali najsłabszą w stawce 12 drużyn Wenezuelę 3:1 i z dorobkiem siedmiu punktów wyszli na prowadzenie w grupie A. Było to możliwe jednak tylko dlatego, że liderujący po dwóch kolejkach Irańczycy przegrali nieoczekiwanie z Kanadyjczykami 0:3, a zajmująca drugą lokatę ekipa Japonii uległa Włochom 1:3. Strata seta w starciu z Wenezuelczykami naszym siatkarzom chluby Jednak nie przynosi, zwłaszcza że przegrali tę partię wysoko – 18:28. Terminarz gier w turnieju olimpijskim został tak skonstruowany, że Polacy z najgroźniejszymi rywalami w grupie A, czyli Iranem i Włochami, zmierzyli się na samym początku imprezy. W piątek podopiecznych trenera Vitala Heynena czeka potyczka z ekipa gospodarzy igrzysk, Japończykami, a na koniec grupowych zmagań zagrają w niedzielę z drużyną Kanady.
Powrót Kubiaka w cieniu Semeniuka
W spotkaniu z Wenezuelą od początku w wyjściowym składzie znalazł się kapitan biało-czerwonych Michał Kubiak, który z powodu problemów z plecami nie zagrał z Iranem, a w spotkaniu z Włochami wszedł na kilka minut w końcówce trzeciego seta. Nikt w polskiej ekipie nie przewidywał kłopotów w starciu z Wenezuelą i Heynen w dwóch pierwszych setach nie brał przerw technicznych. Siatkarze z Ameryki Południowej wcześniej nie byli w stanie urwać seta w potyczkach z Japonią i Iranem i po dwóch wysoko przegranych partiach w meczu z Polską także nic nie zapowiadało, że będą w stanie zrobić aktualnym mistrzom świata jakiegoś psikusa.
W trzecim secie nasi siatkarze stracili koncentrację i nagle zaczęli tracić punkty na korzyść rywali, którzy widząc słabość utytułowanych rywali zwarli szeregi i chwycili wiatr w żagle. Porażka do 18 była bolesna i nawet Heynen uznał, że sytuacja zrobiła się niebezpieczna, bo wziął czas i posłał do walki Bartosza Kurka. Uratować wygranej w trzeciej partii się nie udało, ale mobilizacja poskutkowała, bo w czwartej odsłonie spotkania sytuacja wróciła do normy i biało-czerwoni znów dyktowali na boisku warunki. Znakomite spotkanie rozegrał Kamil Semeniuk, obiecująco zaprezentował się też wracający do drużyny po wyleczeniu urazu pleców Michał Kubiak.
W innych meczach w grupie A doszło do sensacji, bo Iran przegrał z Kanadą 0:3 (16:25, 20:25, 22:25). Także w trzecim spotkaniu wynik był korzystny dla biało-czerwonych. Japończycy ulegając Włochom 1:3 (20:25, 17:25, 25:23, 21:25) stracili szansę na objęcie prowadzenia, a to dało polskiej drużynie awans na pierwszą lokatę. Nasi siatkarze muszą teraz ja tylko utrzymać, do czego niezbędne będą zwycięstwa w potyczkach z Japonią i Kanadą, a w ćwierćfinale zagrają z najsłabszym zespołem z czołowej czwórki z grupy B.
Francuzi w poważnych tarapatach
Po trzech kolejkach gier na czwartej pozycji jest reprezentacja Francji, która jednak w Tokio gra jak na razie w kratkę. Trójkolorowi na otwarcie turnieju gładko przegrali z ekipą USA 0:3, potem wygrali 3:0 z najsłabszą w grupie Tunezją, by w trzeciej serii gier nieoczekiwanie ulec niżej notowanej Argentynie 1:3. Francuzów czeka teraz piekielnie trudne zadanie, bo w dwóch ostatnich meczach przyjdzie im zmierzyć się z najmocniejszymi w grupie zespołami Rosji i Brazylii, natomiast Argentyńczycy zagrają z Tunezją i USA. Tak więc nie można wykluczyć, że w grupie czterech zespołów awansujących z grupy B do ćwierćfinału nie będzie reprezentacji Francji, co z pewnością zostanie uznane za gigantyczną sensację.
Trzech ćwierćfinalistów z tej grupy już de facto znamy – z pierwszego miejsca raczej na pewno awansują Rosjanie, którzy pokonali Amerykanów i Brazylijczyków, a także ekipę Argentyny, więc czekają ich już tylko potyczki z Tunezją oraz właśnie z Francją. Dwie kolejne pozycje zajmują zespoły USA i Brazylii, a czwartą, wszystko na to wskazuje, prawdopodobnie przypadnie Argentyńczykom. I to z nimi biało-czerwoni, o ile wygrają z Japonią i Kanadą, mogą zmierzyć się w ćwierćfinale.
Polacy nie chcą grać z Argentyną
Wbrew pozorom możliwość trafienia na ten południowoamerykański zespół wcale nie cieszy naszych siatkarzy. „Argentyna, jeśli awansuje, nie będzie miłym przeciwnikiem dla nikogo. Widziałem ją w dwóch setach z Brazylią i Brazylia nie miała nic do powiedzenia. Nie wiem też, jakim cudem Francja doprowadziła w meczu z nimi do tie-breaka.
Jeśli to Argentyńczycy ostatecznie zakwalifikują się do ćwierćfinału, będzie to dla nich wielki sukces i w walce o półfinał zagrają bez żadnej presji. Dlatego będą bardzo groźni dla każdego przeciwnika, także dla nas” – stwierdził rozgrywający polskiej drużyny Fabian Drzyzga. W ekipie prowadzonej przez trenera Marcelo Mendeza prym wiodą Christian Poglajen, Bruno Lima, nowy nabytek Aluronu CMC Warty Zawiercie Facundo Conte oraz wymieniany w gronie najlepszych rozgrywających na świecie Luciano De Cecco.
Zawodzą natomiast oczekiwania główni faworyci do złotego medalu, Brazylijczycy, którzy w tym roku wygrali Ligę Narodów, pokonując w finale Polskę 3:1. W tym turnieju canarinhos doznali jednej tylko porażki, ulegając w fazie grupowej Rosji. I z Rosjanami przegrali też na igrzyskach, więc może to właśnie oni będą w Tokio najgroźniejszy nych w walce o złoto. Sytuacja w tej kwestii powinna wyjaśnić się już w piątek, po czwartej serii gier, bo w niej w grupie A Polska zagra z Japonią, Włochy z Iranem, a Kanada z Wenezuelą, zaś w grupie B Brazylia zmierzy się z USA, Włochy z Iranem, a Rosja z Francja.
Siatkarze potęgą w grach zespołowych
Warto podkreślić, że nasza reprezentacja siatkarze w Tokio startuje w olimpijskim turnieju po raz piąty z rzędu i w grach zespołowych jest to unikatowe osiągnięcie. Czterema startami z rzędu mogą pochwalić się koszykarze (1960, 1964, 1968 i 1972), trzema piłkarze ręczni (1972, 1976, 1980), a dwoma piłkarze (1972 i 1976) i siatkarki (1964 i 1968). Kilka występów mieli hokeiści na trawie, ale nieregularnie – w 1960, 1972, 1980 i 2000 roku.
W Tokio siatkarze celują w złote medale, a jeśli uda im się je zdobyć, także w tej klasyfikacji wyjdą na samodzielne prowadzenie w grach zespołowych, bo obecnie mają tylko złoto wywalczone w Montrealu w 1976 roku i pierwszą lokatę dzielą z piłkarzami, którzy olimpijskie mistrzostwo zdobyli w 1972 roku w Monachium, a ponadto mają na koncie dwa srebrne krążki wywalczone w 1976 w Montrealu i 1992 w Barcelonie. Medalami mogą pochwalić się jeszcze tylko siatkarki (brąz w 1964 roku w Tokio i 1968 roku) oraz piłkarze ręczni (brąz w 1976 roku w Montrealu).

Olimpijski falstart polskich siatkarzy

Reprezentacja Polski siatkarzy nieoczekiwanie przegrała swój pierwszy mecz na igrzyskach. Porażka z Iranem 2:3 (25:18, 22:25, 22:25, 25:22, 21:23) to niemiła niespodzianka, bo chyba nikt się jej nie spodziewał. To najgorszy start naszej siatkarskiej drużyny w turnieju olimpijskim od 25 lat.

Tuż przed igrzyskami Polska zmierzyła się z Iranem w Lidze Narodów i wygrała 3:0 w takim stylu, że rosyjski trener Irańczyków Władimir Alekno podczas przerw niemal wrzeszczał na swoich podopiecznych i nie szczędził im kąśliwych uwag. Ale po meczu zapewniał, że w Tokio jego zespół zagra dużo lepiej. Brzmiało to jak ostrzeżenie, zwłaszcza pod adresem reprezentacji Polski, z którą Irańczycy drą koty od lat i w każdym meczu z biało-czerwonymi rzucają na szalę wszystko, bez kalkulowania i myślenia, co będzie później. Niewykluczone zatem, że po ciężkim pięciosetowym boju z Polską już tak dobrze nie zagrają z żadnym innym grupowym rywalem. Nas jednak bardziej interesuje co się takiego wydarzyło przez ostatni miesiąc w polskim zespole, że pobici przez nich bez trudu w Rimini Irańczycy zdołali przez cztery tygodnie wznieść się na wyższy od nich poziom sportowy. W sobotę na boisku nie pojawił się kapitan drużyny Michał Kubiak, którego w wyjściowej szóstce zastąpił Aleksander Śliwka. Powód absencji Kubiaka jest tajemniczy, bo wedle jednych boryka się z kontuzją, a wedle innych został odsunięty, żeby nie prowokować kolejnych zadrażnień z Irańczykami.
Porażka naszych siatkarzy dramatem jeszcze nie jest, bo Polacy nie są jedyną drużyną, która zmagania olimpijskie zaczęła niemrawo. Najbliżsi rywale biało-czerwonych, Włosi, przegrali w miernym stylu z Kanadyjczykami dwa pierwsze sety i pokonali ekipę trenera Glenna Hoaga dopiero po ciężkiej batalii w tie-breaku. Ale powodem do niepokoju jeśli chodzi o polski zespół jest to, iż w miarę na dobrym poziomie zagrał on tylko w pierwszym secie, wygranym do 18.
Irańczycy byli bardzo blisko pokonania Polaków za trzy punkty, bo w całym meczu prowadzili już 2:1, ale nasi zawodnicy zmobilizowali się w końcówce. Mateusz Bieniek zagrał asa serwisowego (17:15), a później mistrzowie świata, chociaż nie bez trudu, to jakoś powiększali przewagę. Tie-breaka zaczęli od kilku błędów, lecz walka toczyła się punkt za punkt. Żadna z drużyn nie ustrzegła się błędów, lecz po autowym ataku Kurka to Persowie mieli pierwszą piłkę meczową (13:14). Polacy obronili ją i pięć kolejnych. Siódmej już nie zdołali, choć sami mieli dwa meczbole.
Drugi raz z rzędu Polacy trafili w igrzyskach do grupy z Iranem i znów wynik meczu rozstrzygnął się w tie-breaku po walce na przewagi. Z tą różnicą, że pięć lat temu w Rio de Janeiro to Polacy byli o krok od zgarnięcia kompletu punktów, prowadzili już 2:0, ale potem dopadła ich niewytłumaczalna zapaść i doszło do piątego seta.
Trener biało-czerwonych Vital Heynen nie krył rozczarowania porażką. „Musimy uczciwie przyznać, że Iran był od nas lepszy i zasłużył na wygraną. Rywale lepiej atakowali i lepiej bronili. Może nieznacznie, ale jednak. Najważniejsza dla mnie była jednak różnica w ataku. To oczywiste, że w tym elemencie powinniśmy być od nich lepsi, bo w siatkówce jeśli przegrywasz w ataku, to zawsze masz problem. Najbardziej jestem jednak rozczarowany tym, że nie udało się nam wyrwać im zwycięstwa, że nie wykorzystaliśmy szans, które mieliśmy. Jeśli mierzy się wysoko, jak my, to trzeba swoje szanse bezwzględnie wykorzystywać. Pozytywy też jednak dostrzegłem. Dobrze przyjmowaliśmy no i udało nam się wrócić z wyniku 1:2. Nie poddaliśmy się, walczyliśmy dalej i wyrównaliśmy. W tie-breaku długo biliśmy się o zwycięstwo. Zobaczyłem, że zespół jest gotowy do walki, ale musimy grać dużo lepiej, niż w tym pierwszym spotkaniu. Zaczęliśmy z niskiego pułapu, więc teraz musimy zacząć wspinaczkę” – podsumował naszych siatkarzy belgijski szkoleniowiec.
W poniedziałek reprezentacja Polski zmierzy się z Włochami.
Dla przypomnienia – zmagania siatkarzy odbywają się w Ariake Arena w Tokio, która może pomieścić 15 tysięcy widzów. Ze względu na pandemię koronawirusa wszystkie mecze są rozgrywane bez udziału publiczności. W turnieju rywalizuje 12 zespołów podzielonych na dwie sześciozespołowe grupy. W grupie A Polska gra z Włochami, Japonią, Kanadą, Iranem i Wenezuelą, zaś w grupie B grają Brazylia, Rosja, USA, Francja, Argentyna i Tunezja. Z każdej z grupy awansują po cztery najlepsze zespoły. O kolejności w tabeli decydują – większa liczba wygranych meczów, następnie liczba zdobytych punktów, wyższy stosunek setów, wyższy stosunek małych punktów, mecze bezpośrednie.

Wyniki meczów:
Grupa A: Polska – Iran 2:3, Włochy – Kanada 3:2, Japonia – Wenezuela 3:0;
Grupa B: Brazylia – Tunezja 3:0, Rosja – Argentyna 3:1, USA – Francja 3:0.

Siatkówka: Lanie od Brazylijczyków nie zdołowało Polaków

Nasza siatkarska reprezentacja wróciła do Polski ze srebrnymi medalami za drugie miejsce w Lidze Narodów. Władze PZPS wyraziły zadowolenie z wyniku uzyskanego w Rimini, ale kibice są niespokojni po deklasacji biało-czerwonych przez Brazylijczyków w dwóch ostatnich setach finałowego meczu Ligi Narodów.

Szesnaście siatkarskich zespołów uczestniczących w rozgrywkach tegorocznej edycji Ligi Narodów zaliczyło być może najtrudniejszy turniej w karierze. Reprezentacja Polski, podobnie jak pozostałe trzy drużyny, które zakwalifikowały się do Final Four imprezy w Rimini, rozegrali w ciągu ponad miesiąca 17 meczów, przebywając przez cały czas w ścisłej epidemicznej izolacji. Kapitan biało-czerwonych Michał Kubiak tak po powrocie opisał warunki, w jakich przebywała kadra: „35 dni w małych pokojach, często jedząc codziennie to samo i niekiedy spędzając trzy godziny w autobusie dowożących nas na treningi i mecze. Nie było to komfortowe, ale cieszymy się, że mamy to już za sobą” – stwierdził Kubiak, który w finałowym spotkaniu z Brazylią należał do najsłabszych w naszym zespole. Ale drugą lokatę w turnieju uznał za sukces. „Dla nas to był tylko kolejny etap przygotowań do igrzysk i najważniejsze, że wszyscy w zdrowiu dotrwaliśmy do końca. Cieszymy się z drugiego miejsca, ale mam nadzieję, że za kilka tygodni to my będziemy się świętować zwycięstwo w finale w Tokio” – zakończył optymistycznie kapitan biało-czerwonych.
Prezes PZPS Jacek Kasprzyk też wyraził zadowolenie z wyniku naszej reprezentacji w Rimini. Witając wracającą do kraju ekipę siatkarzy powiedział: „Panowie, dzięki serdeczne za to, co zrobiliście i co osiągnęliście. Wykonaliście ogromną pracę i cieszę się, że wróciliście w zdrowiu i dobrej formie psychicznej, bo my tu wszyscy obawialiśmy się, jak wytrzymacie tyle czasu
w zamknięciu”.
Siatkarze nie dostali zbyt wiele czasu na odpoczynek w gronie najbliższych, bo trener Heynen dał im tylko cztery dni wolnego. W najbliższy weekend kadrowicze znów spotkają się na zgrupowaniu w Spale. Przed igrzyskami czeka ich jeszcze występ w Memoriale Huberta Wagnera, a potem już wyruszą w podróż do Japonii.
Mimo dotkliwej porażki z Brazylijczykami w finale Ligi Narodów olimpijski cel polskiej ekipy nie uległ zmianie. Nasi siatkarze niezmiennie deklarują zamiar walki o najwyższe trofeum. Ale w Brazylii media, zachwycone efektowną wygraną z Polakami, już dzisiaj złote krążki w ciemno przyznają swoim siatkarzom. „Brazylia pokonała Polskę 3:1 i sięgnęła po pierwsze zwycięstwo w Lidze Narodów. W największym teście przed igrzyskami olimpijskimi nasz zespół uplasował się na szczycie i dzisiaj jest faworytem do zdobycia kolejnego olimpijskiego złota” – ocenił dziennik „Globo”.
„Brazylijczycy przyjadą na igrzyska w Tokio z dużą pewnością siebie. Przyjazd do Tokio z wysokimi morale jest ważny dla drużyny, która trafiła do mocnej grupy razem z Rosją, Argentyną, Francją i USA. Stawkę uzupełnia Tunezja. Pierwsze zwycięstwo w Lidze Narodów pokazuje siłę brazylijskiej siatkówki, która była również widoczna w czterech ostatnich finałach igrzysk z dwoma złotymi medalami” – przypomina z kolei branżowy portal bol.uol.com.br. I dodaje: „Mamy z Polską w ostatnich latach wspólną historię, z przewagą Polaków w decydujących meczach. Wygrali ostatnie dwa tytuły mistrza świata po finałach z Brazylią. Dodatkowo, zepchnęli Brazylię z podium Ligi Narodów w 2019 roku w meczu o trzecie miejsce. Z drugiej strony Brazylia wygrała igrzyska w 2016 roku, ale bez pojedynku z Polską. To, co wyglądało na kolejny epizod polskiej dominacji nad Brazylią, zakończyło się pokazem siły zespołu. Brazylia pokazała dobrą siatkówkę nie dając szans przeciwnikom”.

Drużyna marzeń Ligi Narodów 2021:
Rozgrywający – Bruno Rezende (Brazylia), atakujący – Wallace De Souza (Brazylia), środkowi – Marko Podrascanin (Serbia), Mateusz Bieniek (Polska), przyjmujący – Yoandry Leal (Brazylia), Wilfredo Leon (Polska), libero – Jani Kovacić (Słowenia).
Ławka rezerwowych: Fabian Drzyzga (Polska), Bartosz Kurek (Polska), Mauricio Souza (Brazylia), Alen Pajenk (Słowenia), Ricardo Lucarelli (Brazylia), Klemen Cebulj (Słowenia), Jenia Grebennikov (Francja).

Siatkówka: Polacy dostali lanie od Brazylii

Trener Vital Heynen nie potraktował meczu z Brazylią wyjątkowo i nie wystawił do gry przeciwko canarinhos najsilniejszego składu. A że rywale postąpili dokładnie odwrotnie, skutek był dla biało-czerwonych opłakany – przegrali gładko 0:3 (17:25, 26:28, 19:25) i stracili pozycję lidera rozgrywanego w Rimini turnieju Ligi Narodów.

To nie był zły występ naszych siatkarzy, a na pewno dużo lepszy niż w również przegranym meczu ze Słowenią, ale na świetnie w piątkowy wieczór usposobionych Brazylijczyków trzeba było rzucić na szalę zdecydowanie więcej. Heynen z sobie tylko wiadomego powodu tego nie zrobił i na parkiecie nie zobaczyliśmy ani Bartosza Kurka, ani Wilfredo Leona, którego selekcjoner posłał do walki tylko na kilka chwil w końcówce drugiego seta. Takie niefrasobliwe podejście trochę dziwi, bo co najmniej od dekady potyczki polsko-brazylijskie są uważane za hitowe. Siatkarze Polski i Brazylii stawali naprzeciw siebie w trzech z czterech ostatnich finałów mistrzostw świata.
Spotkanie w fazie grupowej tegorocznej Ligi Narodów miało pokazać, w jakim miejscu są oba zespoły na niespełna dwa miesiące przed olimpijskim turnieje w Tokio, w którym wystąpią w roli faworytów. Brazylijczycy wyszli na ten mecz w najsilniejszym składzie, z Bruno, Wallace’em, Lucarellim i Lealem, natomiast Polacy zagrali w składzie ustalonym przez trenera Heynena jeszcze przed wejściem do „bańki” w Rimini. Z jedną korektą – za Bartosza Kurka (ponoć miał kłopoty zdrowotne) w wyjściowym składzie pojawił się Łukasz Kaczmarek. A oprócz niego na boisko wyszli Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Damian Wojtaszek (libero) i Kamil Semeniuk, dla którego był to pierwszy w karierze mecz w biało-czerwonych barwach przeciwko tak renomowanemu przeciwnikowi. Gracz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wytrzymał presję i był najlepszym graczem w naszym zespole. Dzielni walczący Semeniuk to było za mało, żeby pokonać Brazylijczyków. Po zwycięstwie nad Polakami ekipa canarinhos z dorobkiem 24 punktów awansowała na pozycję lidera Ligi Narodów. Nasza reprezentacja z 21 punktami zajmuje ex aequo z Francją drugą lokatę, na czwartej pozycji z 19. punktami są ekipy Słowenii i Serbii. We wtorek Polacy w 10. kolejce gier zmierza się z Kanadą, następnie w środę zagrają z Japonią, a w czwartek z Niemcami.

Liga Narodów FIVB: Zmienna forma biało-czerwonych

W pierwszych trzech meczach w Lidze Narodów reprezentacja Polski odniosła dwa zwycięstwa (3:0 z Włochami i 3:1 z Serbią) oraz poniosła porażkę 1:3 ze Słowenią. Vital Heynen podkreśla jednak, że dla niego liczy się przede wszystkim postawa zawodników, bo przecież turniej w Rimini ma mu pomóc w wyborze kadry olimpijskiej.

Analizując występy naszych siatkarzy pod kątem statystyk można postawić tezę, że na początku turnieju w Rimini najlepsze wrażenie swoją grą zrobił Wilfredo Leon, a poza nim dobrze wypadli też Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga i Bartosz Kurek. A tak wyglądają podstawowe statystyki graczy ekipy Vitala Heynena.
Wilfredo Leon: 25 punktów, 13 asów serwisowych, 39 procent skuteczności przyjęcia przy 33 piłkach, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Wyróżniał się perfekcją przy serwisach. Siłą nadrabiał punkty, które rywali mogli zdobywać w zagrywkach i atakach skierowanych prosto w niego. Przy nich i tak prezentował się lepiej niż można było oczekiwać. Michał Kubiak: 8 punktów, 35 procent skuteczności przyjęcia, 30 procent skuteczności ataku. Trener Heynen już na rok przed igrzyskami zapewniał, że tylko Kubiak może być pewny wyjazdu do Tokio, ale jak na razie kapitan biało-czerwonych zawodzi zarówno w przyjęciu, jak i ataku. Kamil Semeniuk: 15 punktów, 58 procent skuteczności przyjęcia, 39 procent skuteczności ataku, 4 bloki. Zaliczył udany debiut w reprezentacji w meczu o punkty. Grał odważnie, a jeśli ma coś do poprawy, to tylko zagrywkę. Aleksander Śliwka: 14 punktów, 1 as serwisowy, 38 procent skuteczności przyjęcia, 41 procent skuteczności ataku. Dużo kiwał, za to za rzadko kończył akcje silnymi atakami. Nie do końca rozumiał się z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem. Jego występ był rozczarowaniem, bo więcej oczekiwaliśmy. Tomasz Fornal: 10 punktów, 1 as serwisowy, 65 procent skuteczności przyjęcia, 60 procent skuteczności ataku. Mistrz Polski z Jastrzębskim Węglem na starcie przygotowań miał najmniejsze szanse na wyjazd do Tokio, ale jego akcje idą w górę. Z Włochami był solidny w przyjęciu i w ataku.
Bartosz Bednorz: 7 punktów, 3 asy serwisowe, 64 procent skuteczności przyjęcia, 17 procent skuteczności ataku, 1 blok). Bronił nieźle i tworzył zagrożenie zagrywką, ale przy tak niskim procencie ataku trudno mu wystawić dobre noty za występ przeciwko ekipie Italii. To chyba największy przegrany po pierwszej serii meczów Ligi Narodów. Heynen miał do niego wiele cierpliwości, bo postanowił, że pozostawi go na boisku do końca meczu, choć na lewym skrzydle nie tworzył praktycznie żadnego zagrożenia. Paweł Zatorski (libero): 62 procent przyjęcia przy 16 piłkach w meczu z Serbami. Pewność w przyjęciu i dobra asekuracja kolegów, poparta solidną i ofiarną grą w obronie – to był Zatorski jak za swoich najlepszych lat. Damian Wojtaszek (libero): 78 procent skuteczności przyjęcia przy 9 piłkach z Włochami, 47 procent skuteczności przyjęcia przy 23 piłkach ze Słowenią). Nie miał takiej pewności w grze jak Zatorski i w tej chwili na pozycji libero jest jednak numerem 2.
Mateusz Bieniek: 28 punktów, 4 asy serwisowe, 53 procent skuteczności ataku, 7 bloków). Wilfredo Leon jest w tej chwili w polskiej ekipie poza wszelką konkurencją, ale Bieniek przynajmniej próbuje za bardzo od niego nie odstawać. W spotkaniu ze Słowenią walczył, gdy inni już chowali głowy, nie bał się podejmować ryzyka. To dzięki niemu biało-czerwoni nie przegrali do zera. Jakub Kochanowski: 13 punktów, 1 as serwisowy, 62 procent skuteczności ataku, 4 bloki). Końcówki setów były w jego wykonaniu popisowe. Jakość jaką pokazał w spotkaniu z Serbią napawa optymizmem. Karol Kłos: 19 punktów, 72 procent skuteczności ataku, 5 bloków. Walka środkowych o miejsce w olimpijskiej kadrze będzie bardzo wyrównana. Kłos był świetny w ataku, ale imponował także grą na siatce. Czy był na poziomie Bieńka? Pewnie jeszcze nie, ale z Kochanowskim po tak dobrym występie z Włochami można go było porównywać. Norbert Huber: 8 punktów, 1 as serwisowy, 56 procent skuteczności ataku, 2 bloki). Nie miał wybitnych akcji, ale potrafił zrobić użytek z mocnej zagrywki, wykorzystać dograną mu piłkę i spełniał zadania, które wyznaczył mu trener Heynen. Przed turniejem w Rimini selekcjoner twierdził, że Huber ma dwa procent szans na wyjazd do Tokio.
Bartosz Kurek: 12 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Zagrał tylko z Serbią i zagrał solidnie. W tym meczu na skrzydłach większe wrażenie robili Leon i Semeniuk, ale do Kurka nie można było mieć pretensji. Łukasz Kaczmarek: 17 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. W statystykach jego występ nie wygląda wybitnie, ale też w meczu ze Słowenią chyba oczekiwania wobec niego go przerosły. Maciej Muzaj: 14 punktów, 3 asy serwisowe, 44 procent skuteczności ataku. Zyskał najwięcej z atakujących. Kurka w ogólnym rozrachunku przeskoczyć będzie trudno, ale przy nieco gorszej postawie Kaczmarka, solidna gra Muzaja w meczu z Włochami wysunęła go w rankingu przed konkurentów.
Fabian Drzyzga: 1 punkt, 1 as serwisowy. Drzyzga potwierdził, że w tej chwili jest numerem jeden na pozycji rozgrywającego. Musi tylko popracować nad lepszą współpracą zwłaszcza z lewym skrzydłem. Cieszy natomiast to, że coraz lepiej dogaduje się z przyjmującym.
Grzegorz Łomacz: 2 punkty, 1 as serwisowy, 100 procent skuteczności ataku po jednym zagraniu). Wielu ekspertów obarcza go winą za słabą grę naszej drużyny przeciwko Słowenii. Faktem jest, że Łomacz nie zagrał w tym meczu dobrze, ale polskim zespole nic nie funkcjonowało dobrze, więc trudno wszystkie grzechy zrzucać na rozgrywającego.
Kolejne mecze Ligi Narodów Polacy zagrają od czwartku. Tego dnia o 18:00 zagrają z Australią, w piątek z USA (18:00), a w sobotę zmierzą się z Rosją (początek godz. 16:00). Od poniedziałku do środy w Rimini grają natomiast siatkarki. Polki w tej serii gier zmierzyły się z Koreą Południową (3:0), Belgią (2:3) i Dominikaną.

Kurek bije się z Kubiakiem w Japonii

Dwóch reprezentantów Polski występujących obecnie w japońskiej ekstraklasie siatkarzy, Bartosz Kurek i Michał Kubiak, w miniony weekend zagrali przeciwko sobie. I niewykluczone, że czeka ich wkrótce kolejne starcie.

Rozegrane w sobotę i niedzielę dwa mecze siatkarskiej J-League między zespołami Panasonic Panthers i Nagoya Wolfdogs miały mocne polskie akcenty. Na parkiecie postarali się o to Michał Kubiak, który był kluczowym graczem w ekipie Panasonic Panthers oraz Bartosz Kurek, który brylował w drużynie Wolfdogs Nagoya. W sobotę zespół Kubiaka wygrał z zespołem Kurka 3:1 (22:25, 25:22, 25:23, 27:25), ale w niedzielę przegrał z nim 0:3 (21:25, 24:26, 23:25). Największym sportowym wydarzeniem tych dwóch potyczek była fenomenalne osiągnięcie Kurka w sobotnim spotkaniu, w którym sam zdobył dla swojej ekipy aż 51 punktów. Niewykluczone, że to nowy rekord wśród polskich siatkarzy.
W lidze japońskiej rywalizacja w fazie zasadniczej toczy się dwumeczami rozgrywanymi najczęściej w weekendy – dlatego drużyny Kubiaka i Kurka grały w sobotę i niedzielę. Chcąc uhonorować swoich najlepszych graczy Japończycy urządzili „polski dzień” – przed halą można było posmakować polskich potraw, a w środku paradowali wolontariusze w polskich strojach ludowych i wszędzie widoczne były nasze narodowe flagi. Kurek mi Kubiak mogli więc czuć się prawie jak w domu. Na parkiecie rywalizowali jednak bez sentymentów, ale dwumecz zakończył się remisowo – w sobotę wygrał Kubiak i jego Panasonic Panthers, zaś w niedzielę lepszy okazał się Kurek i Wolfdogs wygrywając gładko 3:0.
W walce o medale mistrzostw Japonii w lepszej sytuacji znajduje się drużyna Kubiaka, która już zapewniła sobie awans do półfinału play off i teraz spokojnie czeka na przeciwnika. A może nim być… zespół Wolfdogs, jeśli wygra ostatni dwumecz fazy zasadniczej sezonu z FC Tokio. Zdobyć mistrzostwo naszym siatkarzom będzie jednak niezmiernie trudno, bo w finale już czeka na rywala najlepsza drużyna w Japonii, Suntory Sunbirds.

48 godzin sport

Estonia – Czechy w Lublinie
Mecz 1. kolejki grupy E eliminacji mistrzostw świata, w którym Estonia zmierzy się z Czechami, zostanie rozegrany w Lublinie. Spotkanie zostanie rozegrane 24 marca o godz. 18:00 i odbędzie się bez udziału publiczności. Pierwotnie mecz miał się odbyć w stolicy Estonii Tallinie, ale z powodu rygorystycznych przepisów sanitarnych wprowadzonych przez Estonię został przeniesiony na neutralny teren. Niezbyt fortunnie, bo w miniony weekend drugoligowym mecz Motoru Lublin ze Skrą Częstochowa został odwołany z powodu dużej liczby zakażeń koronawirusem w lubelskiej drużynie.

Bayern płaci najlepiej
Robert Lewandowski wedle francuskiego dziennika „L’Equipe” zarabia w Bayernie Monachium miesięcznie brutto 1,7 mln euro. Identyczną pensję ma również jego klubowy kolega, bramkarz Manuel Neuer. Obaj są najlepiej opłacanymi graczami w Bundeslidze. W przeliczeniu na złotówki „Lewy” zarabia więc rocznie około 96 mln złotych. Na liście krezusów w Bundeslidze trzecie miejsce również zajmuje piłkarz Bayernu, Leroy Sane, który miesięcznie dostaje 1,5 mln euro. Także kolejne lokaty okupują zawodnicy bawarskiego potentata – czwartą zajmuje Thomas Mueller (1,3 mln euro), a piątą obrońca Lucas Hernandez (1,1 mln euro). Wśród trenerów pracujących w Bundeslidze największe wynagrodzenie otrzymuje trener Bayernu Hansi Flick – 580 tys. euro miesięcznie.

Igrzyska tylko dla Japończyków
Zagraniczni kibice nie wezmą udziału w tegorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio – ogłosili w sobotę oficjalnie Komitet Organizacyjny japońskiej imprezy, potwierdzając tym samym wcześniejsze medialne spekulacje na ten temat. Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz Paraolimpijski zaakceptowały decyzję organizatorów. Sprzeciw wyraziły natomiast przedstawiciele branży turystycznej, dla których oznacza to milionowe straty. Dotychczas zagranicznym kibicom sprzedano ok. 600 tysięcy biletów na igrzyska oraz ok. 30 tysięcy na paraolimpiadę. Z kolei Japończycy zakupili w sumie ok. 4,5 mln wejściówek. Nie wiadomo jednak na razie, czy ktokolwiek będzie mógł zasiąść na trybunach. Ostateczna decyzja ma zapaść do końca kwietnia.

Finisz rywalizacji na stokach
Aktualni mistrzyni świata w slalomie, Austriaczka Katharina Liensberger, wygrała slalom w ostatnich zawodach alpejskiego Pucharu Świata w Lenzerheide. Drugą pozycję zajęła Amerykanka Mikaela Shiffrin, a trzecią Szwajcarka Michelle Gisin. Austriaczka odniosła drugie zwycięstwo w sezonie. Triumf w Lenzerheide zapewnił jej także małą „Kryształową kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji w slalomach, bowiem mająca nad nią 22 punkty przewagi przed tymi zawodami Petra Vlhova zajęła dopiero 7. miejsce. Słowacka alpejka zapewniła jednak sobie triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata obecnego sezonu. W rozegranym w niedzielę slalomie gigancie dobre 10. miejsce zajęła Polka Maryna Gąsienica-Daniel. Wygrała Nowozelandka Alice Robinson.

Kubiak wygrał z Kurkiem
Bartosz Kurek i Michał Kubiak stanęli po przeciwnej stronie barykady w meczu 33. kolejki japońskiej ligi siatkarzy. Pierwszy zagrała w barwach Wolfdogs Nagoya, a drugi w barwach Panasonic Panthers. Lepsza okazała się drużyna Kubiaka, która wygrała 3:1 (22:25, 25:22, 25:23, 27:25). Indywidualnie lepiej wypadł jednak Kurek, który w tym spotkaniu zdobył aż 51 punktów. To jego najlepszy wynik uzyskany na parkietach w Japonii. Kubiak dla swojej drużyny wywalczył 18 punktów i był pod względem skuteczności drugim graczem w ekipie Panasonic Panthers.

Pierwsze trofeum Karcewa
Rewelacja tegorocznego wielkoszlemowego Australian Open Asłan Karacew (27-letni Rosjanin w debiucie w Wielkim Szlemie doszedł do finału) wygrał turniej ATP 500 w Dubaju (pula nagród 1,9 mln dolarów). W decydującym o tytule pojedynku rosyjski tenisista pokonał zawodnika z RPA Lloyda Harrisa 6:3, 6:2. Karacew musiał przebijać się do turnieju w kwalifikacjach i jest to jego pierwszy tytuł w cyklu ATP w karierze. W finale gry podwójnej najwyżej rozstawieni Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah pokonali 7:6(0), 7:6(4) rozstawiony z numerem drugim chorwacki debel Nikola Mektić/Mate Pavić. Dla zwycięzców był to 17. wspólnie wywalczony tytuł w cyklu ATP.

Zmarł Peter Lorimer
W minioną sobotę w wieku 74 lat zmarł Peter Lorimer, najlepszy strzelec w historii Leeds United. W barwach tego klubu szkocki piłkarz w latach 1962-1979 oraz 1983-85 rozegrał 705 meczów strzelając 238 goli. Zdobył z Leeds United dwa tytuły mistrza Anglii (1969, 1974) oraz Puchar Anglii w 1972 roku. W reprezentacji Szkocji rozegrał 21 meczów i strzelił cztery gole, w tym jednego w spotkaniu z Zairem (2:0) MŚ 1974. Po zakończeniu kariery w 1986 roku został członkiem władz Leeds United, był komentatorem radiowym i prasowym.

Głowacki znokautowany
Polski pięściarz Krzysztof Głowacki przegrał przez nokaut w szóstej rundzie walkę z Brytyjczykiem Lawrencem Okolie o pas mistrza świata wagi junior ciężkiej federacji WBO.

VERVA Kubiaka i Leona

Dwaj kluczowi siatkarze reprezentacji Polski, Michał Kubiak i Wilfredo Leon, prowadzą negocjacje w sprawie przejęcie klubu VERVA Warszawa Orlen Paliwa. Jeśli nic nie przeszkodzi, jeszcze w lutym staną się jego właścicielami.

Problemy warszawskiego klubu zaczęły się w 2019 roku, gdy firma ONICO, sponsor tytularny popadł w tarapaty finansowe i z tego powodu przestał wspierać siatkarską drużynę. Pomocną dłoń wyciągnął wtedy Bertrand Jasiński, pod wodzą którego ONICO Warszawa przekształciło się w „Projekt Warszawa”, a następnie po uzyskaniu wsparcia ze strony PKN Orlen w VERVĘ Warszawa Orlen Paliwa. Nowy sponsor uchronił klub od upadku, lecz nie rozwiązał wszystkich jego problemów.
Jak podaje „Puls Biznesu” misji jej ratowania chcą się podjąć dwaj reprezentanci Polski – Michał Kubiak i Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem, który zapuścił korzenie w Warszawie, już w listopadzie ub. roku pożyczył VERVIE milion złotych, a teraz jest w grupie inwestorów, którzy negocjują warunki przejęcia klubu. Jeśli nic im nie przeszkodzi, Kubiak i Leon jeszcze w lutym staną się współwłaścicielami VERVY.

Kurek w wielkiej formie

Bartosz Kurek imponuje formą w japońskiej lidze. Polski siatkarz w miniony weekend w dwóch meczach z ekipą JT Thunders zdobył dla drużyny lidera rozgrywek Wolfdogs Nagoya łącznie 72 punkty.

Zespół Wolfdogs Nagoya po 22 kolejkach spotkań prowadzi w japońskiej ekstraklasie siatkarzy z dorobkiem 51 punków, ale wicelider rozgrywek, Suntory Sunbirds ma tylko jeden punkt mniej, a ma dwa zaległe mecze do rozegrania. W walce o mistrzowski tytuł liczy się jeszcze trzeci w tabeli zespół Michała Kubiaka Panasonic Panthers, który po 22 spotkaniach ma na koncie 47 pkt. Kolejna ekipa w zestawieniu, JTEKT Stings, zgromadziła w 22 występach 39 pkt i raczej nie ma już szans na włączenie się do walki o miejsca na podium.
Mimo fantastycznej postawy Bartosza Kurka, który w pierwszym meczu z JT Thunders w pojedynkę zdobył dla swojej drużyny aż 40 punktów (dokonał teju sztuki po raz drugi w tym sezonie), Wolfsdog przegrali po tie-breaku 2:3 25:22, 19:25, 26:24, 22:25, 8:15). W rozegranym dzień później spotkaniu rewanżowym rywale nie mieli już nic do powiedzenia i ekipa naszego reprezentacyjnego siatkarza rozgromiła ich 3:0 (25:22, 25:23, 25:23).
Kurek w drugim spotkaniu zdobył 32 punkty, co dało mu najlepszy weekendowy urobek w tych rozgrywkach – 72 pkt. Jego wcześniejszy najlepszy wynik wynosił 65 „oczek”. Kurek z łącznym dorobkiem 587 pkt jest najlepiej punktującym zawodnikiem w J-League. Drugi w zestawieniu Japończyk Yuji Nishida ma na koncie o 59 pkt mniej.
Potknięcia ekipy Wolfdogs w pierwszym spotkaniu z JT Thunders nie wykorzystała ekipa Panasonic Panthers z Michałem Kubiakiem w podstawowym składzie, bo w sobotę przegrała z Toray Arrows 1:3 (17:25, 25:22, 22:25, 21:25), zaś w niedzielę wygrała 3:0 (25:18, 25:14, 25:20). Kapitan naszej siatkarskiej reprezentacji zdobył 22 punkty w obu spotkaniach, ale wyróżniał się skuteczności w przyjęciu – odbierał zagrania przeciwników ze skutecznością na poziomie 67 procent.

Kurek szaleje w japońskiej lidze

Od tego sezonu Bartosz Kurek występuje w zespole Wolfdogs Nagoya. W miniony weekend w meczach 3. i 4. kolejki japońskiej V.League ekipa naszego reprezentacyjnego siatkarza dwukrotnie pokonała Toray Arrows (3:0 i 3:1). W pierwszym spotkaniu najlepszy siatkarz MŚ 2018 zdobył 22, a w drugim aż 37 punktów.

Znakomitą formę w japońskiej ekstraklasie prezentuje też grający w barwach Panasonic Panthers kapitan naszej siatkarskiej reprezentacji Michał Kubiak. Jego zespół, Panasonic Panthers, w miniony weekend także odniósł dwa zwycięstwa, wygrywając u siebie z ekipą Oita Miyoshi 3:0 i 3:1. Kapitan naszej reprezentacji niedzielnej potyczce zdobył 17 punktów, w tym cztery z serwisu. Panasonic Panthers po czterech kolejkach jest wiceliderem, za ekipą JT Thunders, której ustępuje gorszym bilansem setów.
Natomiast zespół Wolfdogs Nagoya, który przegrał w dwóch pierwszych seriach gier (japońska liga rozpoczęła nowy sezon 17 października), dzięki podwójnej wygranej z Toray Arrows przesunął się w tabeli na 6. pozycję. Kurek w niedzielnym spotkaniu atakował ze skutecznością 54 procent, a do 33 punktów wywalczonych atakiem dorzucił jeden zdobyty blokiem i trzy po asach serwisowych.