Dobre drugie miejsce

Brazylijczycy z kompletem 11 zwycięstw wygrali siatkarski Puchar Świata. We wtorek reprezentacja Polski rozgromiła Iran 3:0 i zapewniła sobie drugą lokatę w turnieju. Trzecie miejsce wywalczyli Amerykanie. Te trzy zespoły stały na podium także rok temu w mistrzostwach świata, ale wtedy Polacy byli pierwsi przed Brazylią.

Reprezentacja Polski w swoim ostatnim występie w Pucharze Świata rozgromiła Iran 3:0 (25:18, 25:18, 25:16). Historia spotkań tych drużyn zapowiadała niełatwe starcie dla biało-czerwonych. Także dlatego, że oprócz emocji sportowych nie brakowało w nich słownych potyczek i prowokacji pod siatką. Zastanawiano się czy nie dojdzie do nich również we wtorkowym meczu Pucharu Świata. Stawka dla Polaków była wysoka, bo zwycięstwo zapewniało im drugie miejsce w turnieju, a musieli wygrać, bo w swoim ostatnim meczu Amerykanie też wygrali. Nie było więc mowy o eksperymentach, zaskakiwaniu przeciwników wyjściowym składem. Trener Vital Heynen rzucił do walki sprawdzony skład, jedynie bez nieobecnego Bartosza Kurka. Na boisku zobaczyliśmy zatem w akcji Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Fabiana Drzyzgę, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Jakuba Kochanowskiego, Łukasza Kaczmarka, Artura Szalpuka, Marcina Komendę, Aleksandra Śliwkę i Bartłomieja Kwolka.

Łatwa wygrana z Iranem

Nasi reprezentanci mieli już po dziurki w nosie tego turnieju, ale choć znużenie dawało im się we znaki, na ostatnie starcie w imprezie wykrzesali maksimum ambicji i energii. Każdy z graczy był skupiony na grze i w żadnym z trzech setów nasza drużyna nie pozwoliła sobie na dłuższe momenty dekoncentracji. W trzeciej partii dominacja biało-czerwonych była już miażdżąca. Drzyzga i Komenda w rozgrywaniu akcji mogli sobie pozwolić absolutnie na wszystko, bo cały zespół „chodził jak szwajcarski zegarek”. Irańczycy nie mieli żadnych argumentów, a mecz zakończyli psując swoją zagrywkę. Nasi gracze nie reagowali na żadne zaczepki rywali i po raz pierwszy od dawna w meczu nie doszło do żadnych nerwowych spięć pod siatką, chociaż w polskim zespole grał Michał Kubiak, autor kilku bulwersujących wypowiedzi o zawodnikach irańskiej drużyny.

Podopieczni Vitala Heynena tym zwycięstwem przypieczętowali drugie miejsce w klasyfikacji końcowej turnieju. Przypomnijmy, że w jego tegorocznej edycji rywalizowało 12 zespołów – Japonia gra jako gospodarz, Polska jako aktualny mistrz świata, a Brazylia, USA, Rosja, Włochy, Kanada, Argentyna, Australia, Iran, Tunezja i Egipt znalazły się w stawce na podstawie miejsc zajmowanych w rankingu FIVB z uwzględnieniem podziału kontynentalnego. W ciągu 15 dni każda z drużyn musiała rozegrać 11 meczów, bo rywalizacja toczyła się systemem „każdy z każdym”.

Polacy w tej imprezie jeszcze nie wygrali, a drugą lokatę zdobywała wcześniej dwukrotnie – w 1965 i 2011 roku. W poprzedniej edycji, cztery lata temu zajęli trzecie miejsce, a zatem zdobyta teraz druga lokata to postęp, lecz w porównaniu z ubiegłorocznymi mistrzostwami świata trudno ten wynik uznać za sukces. Gwoli przypomnienia, w światowym czempionacie biało-czerwoni pokonali w półfinale zespół USA, a w finale odprawili w trzech setach Brazylię. Teraz w Japonii nasi siatkarze wygrali dziewięć z jedenastu meczów, ale dwie porażki ponieśli właśnie z tymi drużynami (z Amerykanami 1:3, z Brazylijczykami 2:3). Miejmy nadzieję, że za rok podczas igrzysk olimpijskich w Tokio role się odwrócą.

Skromne premie w nagrodę

Nagrodą dla polskiej ekipy za drugie miejsce w Pucharze Świata jest 80 punktów do rankingu FIVB oraz premia finansowa w wysokości 300 tysięcy dolarów do podziału na zawodników i 15 tysięcy dolarów dla PZPS. Triumfatorzy turnieju, Brazylijczycy, otrzymają 600 tys. dolarów do podziału dla drużyny i 30 tys. dolarów dla federacji oraz 100 punktów do rankingu FIVB, które zapewnią im pozycję lidera tego zestawienia aż do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Polska reprezentacja uplasuje się na trzeciej pozycji, a wyprzedzą ją jeszcze Amerykanie, którym do utrzymania drugiej lokaty w rankingu wystarczyło trzecie miejsce i dopisane im za to 70 punktów. Ta hierarchia ma znaczenie o tyle, że na jej podstawie zostanie ustalony skład grup w olimpijskim turnieju. Jak wiadomo, zagra w nim dwanaście reprezentacji, podzielonych na dwie grupy po sześć zespołów. Zostaną one rozstawiane w imprezie z numerami od 1 do 12. Numer jeden przypisano już z góry gospodarzom, czyli reprezentacji Japonii. Kolejne miejsca przypisane zostaną drużynom zgodnie z miejscami, które zajmowały w zestawieniu na zakończenie 2019 roku.

Trener Heynen może zatem do listy swoich trofeów dopisać medal w kolejnej imprezie – po złotym krążku mistrzostw świata, potem jego wybrańcy zdobyli brązowe medale w Lidze Narodów i mistrzostwach Europy, a teraz dorzucili do tego srebro w Pucharze Świata. Te medale z mniej cennych kruszców są jednak tylko punktami orientacyjnymi na drodze do najważniejszego celu, jaki ma do osiągnięcia belgijski trener naszej siatkarskiej kadry – olimpijskiego złota. W sierpniu nasz zespół uzyskał kwalifikacje do igrzysk w Tokio i za rok znów zagra w Japonii.

 

Brazylia była lepsza

Nasza reprezentacja siatkarzy w niedzielę zmierzyła się z jedyną niepokonaną w tegorocznym turnieju Pucharu Świata drużyną Brazylii. Niestety, biało-czerwoni przegrali 2:3, co oznacza, że tego turnieju już na pewno nie wygrają. Mogą jednak zając drugą lokatę, jeśli wygrają dwie ostatnie potyczki – w poniedziałek z Kanadą, a we wtorek z Iranem.

Mecz Polska – Brazylia to było starcie dwóch światowych potęg w męskiej siatkówce – Polacy są przecież aktualnymi mistrzami, a Brazylijczycy wicemistrzami świata. I chociaż oba zespoły odmiennie potraktowały tegoroczną edycję Pucharu Świata, w bezpośrednim starciu rzuciły na szalę cały swój aktualnie największy kadrowy potencjał, chociaż w przededniu niedzielnego spotkania okazało się, że jednak Bartosz Kurek w nim nie będzie mógł wystąpić. Najlepszego siatkarza ubiegłorocznych mistrzostw globu wezwał do siebie jego nowy włoski klub – Vero Volley Monza. Wielka szkoda, bo moglibyśmy wreszcie zobaczyć jednocześnie w akcji Leona, Kubiaka i Kurka. Trener Vital Heynen miał jednak w odwodzie innych znakomitych graczy i wystawił do gry Fabiana Drzyzgę, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Łukasza Kaczmarka, Marcina Komendę, Damiana Wojtaszka (libero), Aleksandra Śliwkę i Artura Szalpuka. Przed spotkaniem i tak w lepszej sytuacji byli Brazylijczycy, którzy wcześniej wygrali wszystkie swoje mecze, w tym 3:0 z Amerykanami, jedynymi pogromcami Polaków w japońskim turnieju. Porażka 1:3 z ekipą USA sprawiała, że drużyna Vitala Heynena myśląc o końcowym triumfie musiała pokonać „Canarinhos” 3:0 lub 3:1.

W tym roku naszym siatkarzom udało się to raz w czterech spotkaniach – w meczu o trzecie miejsce Ligi Narodów pokonali ekipę trenera Renana Dal Zotto w trzech setach. Do tego dołożyli jeszcze jedno zwycięstwo 3:2 (Final Six Ligi Narodów), ale dwa mecze przegrali po 1:3 (w fazie grupowej Ligi Narodów i w Memoriale Huberta Wagnera).

Nic dziwnego, że nawet trener Heynen nie podgrzewał atmosfery i szczerze przyznawał, że tegoroczny Puchar Świata wygrają Brazylijczycy, bo będzie trudno ich wyprzedzić. Ale ta opinia nie oznaczała, że biało-czerwoni nie odpuszczą niedzielne starcie. Wręcz przeciwnie, od pierwszego zagrania było widać, że nasi siatkarze będą w meczu z liderami turnieju walczyć z maksymalnym zaangażowaniem. I walczyli do ostatniej piłki, przegrywając dopiero w tie-breaku 2:3. Porażka w pięciu setach oznacza, że nasz zespół już Pucharu Świata 2019 nie wygra, bo Brazylia musiałaby przegrać dwa ostatnie mecze – z Włochami i Japonią, co jest mało prawdopodobne. Natomiast na dobre drugie miejsce biało-czerwoni wciąż mają duże szanse – jeśli za trzy punkty pokonają Kanadę i Iran, zakończą japoński turniej na drugiej pozycji.

 

Rosja pokonana, czas na Brazylię

Po krótkiej przerwie nasi siatkarze w środę wznowili rywalizację w Pucharze Świata biało-czerwoni najpierw pokonali Rosję 3:1, a w czwartek ograli 3:0 Egipt. Najważniejszy mecz czeka ich jednak w niedzielę, z niepokonaną w turnieju z Brazylią.

Środowym mecz biało-czerwonych z Rosją był historyczny z jednego powodu – w naszym zespole po raz pierwszy zagrali razem Wilfredo Leon, Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Najlepszy gracz na świecie bez podziału na pozycje, największy wojownik i najlepszy przywódca zespołu w międzynarodowej siatkówce oraz najlepszy siatkarz ostatnich mistrzostw świata – który trener nie chciałby mieć w swojej drużynie takiego doborowego tercetu. Ale przywilej ten przypadł belgijskiemu selekcjonerowi reprezentacji Polski Vitalowi Heynenowi. I to jego głowa w tym, żeby ta trójka wybitnych zawodników za niespełna rok stała się motorem napędowym w walce o olimpijskie złoto.

Na środowy mecz z Rosją Heynen miał wreszcie do dyspozycji całą trójkę, ale Kubiaka zostawił w odwodzie. Kapitan biało-czerwonych był świeżo po długiej podróży z Polski do Japonii i nie czuł się jeszcze na siłach do rozegrania meczu w normalnych dla niego ramach czasowych. Leon i Kurek walczyli natomiast w wyjściowej szóstce i obaj pokazali moc, ale lepiej wypadł Kubańczyk, bo Kurek wciąż jeszcze nie doszedł do optymalnej formy.

Biało-czerwoni byli w starciu z rosyjska drużyną w lepszej sytuacji, bo w kadrze „Sbornej” na Puchar Świata zabrakło kilku kluczowych graczy. I nasi siatkarze bezlitośnie tę przewagę wykorzystali. Jeszcze w pierwszym secie Rosjanie mieli farta, bo w końcówce zdołali odrobić kilka punktów straty i rzutem na taśmę rozstrzygnęli tę partię na swoją korzyść. W trzech kolejnych nie mieli już jednak wiele do powiedzenia. „Rozegraliśmy dobry mecz. Patrząc na wszystkie drużyny, z jakimi rywalizowaliśmy, myślę, że Argentyna i Rosja grają bardzo dobrą siatkówkę. Wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny mecz. Sądzę, że największą zmianą, jaką widać w postawie Rosjan pod wodzą nowego trenera jest to, że grają sprytnie. Musieliśmy bardzo ciężko pracować, aby zdobyć punkty. Mieliśmy szansę wygrać pierwszego seta, ale tego nie zrobiliśmy. Taki zespół jak nasz powinien jednak sobie poradzić” – podsumował wygraną 3:1 swojej drużyny trener Heynen. Z opinią belgijskiego szkoleniowca na pomeczowej konferencji prasowej zgodził się rozgrywający reprezentacji Rosji Siergiej Grankin. „Myślę, że to był interesujący i widowiskowy mecz. Polacy wywierali na nas sporą presję, co sprawiło, że bardzo się męczyliśmy, bo nie mogliśmy grać takiej siatkówki, jaką lubimy. Dodatkowo popełniliśmy wiele błędów serwisowych, co moim zdaniem było decydującym czynnikiem, który zaważył na końcowym wyniku” – przyznał doświadczony rosyjski siatkarz.

W czwartek polski zespół zmierzył się z rewelacyjnie spisującą się w tym turnieju ekipą Egiptu. Trener Heynen nie uznał jednak Egipcjan za groźnych przeciwników, bo wystawił przeciwko nim eksperymentalny skład. Norbert Huber, który kilka ostatnich meczów Pucharu Świata spędził na trybunach, tym razem wskoczył do szóstki wyjściowej. Pojawili się w niej też Artur Szalpuk, Michał Kubiak i Marcin Komenda. Na pozycji atakującego znalazł się za to Łukasz Kaczmarek. Biało-czerwoni w takim ustawieniu rozbili drużyn Egiptu 3:0. W piątek kolejnym przeciwnikiem naszego zespołu będzie Australia, z którą też raczej zagramy w nie najmocniejszym składzie, bo to jeden z outsiderów tego turnieju.

Wszystkie siły nasza ekipa szykuje natomiast na niedzielę, bo tego dnia biało-czerwoni zmierzą się z niepokonaną jeszcze w tegorocznej edycji Pucharu Świata Brazylią. Canarinhos w czwartek sprawdzili formę w starciu z wiceliderem tabeli ekipą Stanów Zjednoczonych. Amerykanie, z którym nasz zespół przegrał 1:3, nie mieli wiele do powiedzenia w starciu z Brazylijczykami i przegrali 0:3, spadając w tabeli za trzecią lokatę. Prowadzi rzecz jasna Brazylia z kompletem punktów, druga jest Polska, a na czwartej pozycji umocniła się Japonia, która niespodziewanie pokonała Rosję 3:1.

 

Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Teraz powalczą o Puchar Świata

Nasi siatkarze nie narzekają na brak zajęcia. Ledwie skończyli w Paryżu mistrzostwa Europy, a już zaczęli zmagania w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Na szczęście trener Vital Heynen ma do dyspozycji 24 zawodników wysokiej klasy, dlatego w pierwszym meczu turnieju biało-czerwoni bez brązowych medalistów EuroVolley 2019 wygrali z Tunezją 3:0.

Reprezentacja polskich siatkarzy trzy dni po wywalczeniu brązowego medalu w mistrzostwach Europy przystąpiła do rywalizacji w kolejnym morderczym pod względem liczby meczów turnieju. W europejskim czempionacie biało-czerwoni w Holandii, Słowenii i Francji rozegrali w sumie dziewięć meczów w ciągu 16 dni, teraz w Japonii podopiecznych Vitala Heynena czeka kolejna potężna dawka 11 spotkań w 15 dni. Nie wszyscy z naszych kluczowych graczy znaleźli w sobie dość samozaparcia, żeby to wytrzymać. „Mam dość, tęsknię już za rodziną, za dzieckiem, za najbliższymi. Jesteśmy cały rok poza domem, już podczas ME było mi ciężko. Nie wytrzymałbym turnieju w Japonii” – przyznał Piotr Nowakowski, który jeszcze przed mistrzostwami Europy wyjawił trenerowi, że w japońskim turnieju nie zagra. Z podobnego powodu z udziału w kończącej reprezentacyjny sezon imprezie zrezygnował Dawid Konarski, a Michał Kubiak obiecał, że jak już przyjedzie z rodziną na stałe do Japonii (gra na co dzień w lidze w tym kraju), to wpadnie odwiedzić kadrę, a jak będzie akurat potrzebny, to może ewentualnie pomóc.
Działacze FIVB niespecjalnie jednak przejmują się krytyką i upychają kalendarz gier kolejnymi rozbuchanymi ponad miarę imprezami. Bo każdy turniej przynosi im gigantyczne zyski, a Puchar Świata w Japonii to już dla nich prawdziwa żyła złota. Wieloletnia umowa gwarantuje Międzynarodowej Federacji Siatkówki milionowe wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych i od sponsorów.

Eksploatacja ponad siły

W poprzednich edycjach Pucharu Świata można było przynajmniej wywalczyć kwalifikację olimpijską, w tym roku pod względem sportowym jedynym zyskiem z udziału w japońskiej imprezie są punkty do rankingu, bo FIVB zorganizowała w sierpniu kwalifikacje olimpijskie, gdzie do zdobycia było sześć miejsc. Ale że umowa na Puchar Świata w Japonii podpisana została już w 2013 roku, zaś jej zerwanie groziło ogromnymi karami, światowa federacja zachowała się jak na dyktatora przystało i wymusiła start mimo absurdalnego zderzenia terminów dwóch wielkich imprez.

To jeden z powodów rezygnacji ze startu w Japonii wielu czołowych graczy – w Kraju Kwitnącej Wiśni zabraknie takich siatkarskich tuzów, jak Wallace, Osmany Juantorena, Iwan Zajcew, Dmitrij Muserski, Maksim Michajłow, Simone Giannelli, Taylor Sander czy wspomnianych już naszych graczy. Stawką imprezy, oprócz punktów do rankingu FIVB, są pokaźne nagrody pieniężne.
Trener Heynen wraz z częścią kadry brązowych medalistów EuroVolley 2019 wyruszył do Tokio w niedzielę, dołączając na miejscu do przebywającej tam już od kilku dni drugiej części szerokiej kadry pod wodzą trenera Jakuba Bednaruka. Belgijski szkoleniowiec w pierwszym meczu turnieju, z Tunezją, wystawił skład podpowiedziany przez jego asystenta. Niczym nie ryzykował, bo mistrz Afryki to nie jest przeciwnik, przed którym nasi siatkarze mogą czuć respekt.

Z tunezyjskim zespołem nasza reprezentacja jeszcze nigdy nie przegrała. Przed wtorkową potyczką w Japonii grała z nim ośmiokrotnie i w tych spotkaniach oddała jedynie dwa sety. Tunezja sukcesy odnosi głównie w turniejach kontynentalnych. W 2017 roku została mistrzem Afryki po raz dziewiąty w historii. W imprezie międzynarodowej tylko raz dostała się do najlepszej dziesiątki, a miało to miejsce w 1984 roku na igrzyskach w Los Angeles. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata, tak udanych dla biało-czerwonych, Tunezyjczycy przegrali wszystkie mecze, a jedynymi osiągnięciami było urwanie po secie Serbii i Australii. Pozwoliło im to zająć przedostatnie, 23. miejsce w światowym czempionacie. W sierpniu tego roku w Gdańsku nasza drużyna w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio pokonała Tunezję 3:0.

Wygrali w eksperymentalnym składzie

Przez niespełna dwa miesiące siła obu drużyn nie mogła się radykalnie zmienić i nawet trzeci skład biało-czerwonych, który na dodatek zagrał we wtorek po raz pierwszy w takim składzie (Łomacz, Kaczmarek, Huber, Lemański, Szymura, Kwolek, Popiwczak oraz Janusz, Łukasik, Fornal, Szalacha), wygrał bez trudu w trzech setach. W środę 2 października kolejnym rywalem naszej ekipy będą gospodarze Pucharu Świata, Japończycy.

W kolejnych spotkaniach biało-czerwoni zmierzą się jeszcze ze Stanami Zjednoczonymi, Argentyną, Włochami, Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia, 2 października, godz. 12:20; Polska – USA, 4 października, godz. 8:00; Polska – Argentyna, 5 października, godz. 5:30; Polska – Włochy, 6 października, godz. 5:30; Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00; Polska – Egipt, 10 października, godz. 5:30; Polska – Australia, 11 października, godz. 5:30; Polska – Brazylia,13 października, godz. 8:00; Polska – Kanada, 14 października, godz. 5:30; Polska – Iran, 15 października, godz. 5.30.

Kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.

 

Z Niemcami o półfinał

Polscy siatkarze przez fazę grupową mistrzostw Europy przeszli jak burza. Tylko z Estonią wygrali 3:1, a potem wszystkie kolejne meczów kończyli wynikami 3:0. Nie inaczej było też w spotkaniu 1/8 finału z Hiszpanią, które biało-czerwoni także wygrali 3:0. W poniedziałek w ćwierćfinale zmierzą się z Niemcami.

Reprezentacja Polki była murowanym faworytem w starciu z Hiszpanami. Co prawda ich rywale to mistrzowie Europy z 2007 roku, ale obecne pokolenie siatkarzy z Półwyspu Iberyjskiego nie prezentuje najwyższego poziomu. W światowym rankingu Hiszpania zajmuje dopiero 35. miejsce. Poza tym polscy siatkarze znów mieli za sobą wsparcie kibiców, którzy praktycznie w całości wypełnili trybuny niewielkiej hali sportowej w Apeldoorn.

Rosjanie i Polacy bija równo

Biało-czerwoni zdominowali przeciwników od pierwszej akcji i w trzech setach pozwolili im zdobyć w sumie tylko 47 punktów (25:18, 25:13, 25:16. Tyle samo „oczek” oddali rywalom jeszcze tylko Rosjanie, którzy rozgromili Grecję 3:0 w setach do 16, 15 i 16. A wszystko wskazuje, że półfinałowy bój ekipie Vitala Heynena przyjdzie stoczyć właśnie ze „Sborną”. Co prawda po drodze oba zespoły czekają jeszcze spotkania ćwierćfinałowe (Polacy zmierzą się z Niemcami, a Rosjanie ze Słowenią), ale forma jaka prezentują w tych mistrzostwach ekipy aktualnych mistrzów świata (Polska) i aktualnych mistrzów Europy (Rosja) nie daje podstaw do snucia pesymistycznych prognoz co do wyników ich ćwierćfinałowych potyczek.

Rywale biało-czerwonych, Niemcy, choć to aktualni wicemistrzowie Europy, zajmują obecnie w światowym rankingu dopiero 27. miejsce, a na tegorocznych mistrzostwach naszego kontynentu nie prezentowali jak dotąd wysokiej formy. W fazie grupowej przegrali aż trzy mecze – 0:3 z Serbią, 2:3 z Belgią i 1:3 z Hiszpanią, a wygrali tylko po 3:0 z najsłabszymi w grupie Austrią i Słowacją. Z Holendrami w 1/8 finału zagrali już co prawda zdecydowanie lepiej i wygrali 3:1, mimo wszystko jednak w starciu z Polakami na zwycięstwo mogą liczyć jedynie przy wsparciu jakiegoś kataklizmu, który dopadłyby ekipę przeciwników. Jeśli coś może naszym siatkarzom przeszkodzić, to fundowane im przez organizatorów turnieju częste zmiany miejsc.

Apeldoorn to najmniejsze z miast organizujących turniej. Reprezentacja Polski, która w fazie grupowej grała w Rotterdamie, a potem w Amsterdamie, miała miłą odmianę po zakwaterowaniu w hotelu Van der Valk, który dzieli z ekipami Holandii, Niemiec i Hiszpanii. Hotel w Apeldoorn otoczony jest piękną zielenią i znajduje się z dala od miejskiego zgiełku. Sęk w tym, że po meczu z Niemcami, w przypadku wygranej, biało-czerwoni będą musieli na mecz z Rosją przenieść się do Lublany, a potem do Paryża, gdzie rozegrane zostaną mecze o 3. miejsce i finał turnieju.

Przeważył rachunek ekonomiczny

A gospodarze mistrzostw robią wszystko, żeby pomóc swoim drużynom. Holendrzy, którzy liczyli na wygranie z Niemcami, przed ewentualnym meczem z Polską w ćwierćfinale nie chcieli powtórki z pierwszej potyczki w Rotterdamie, kiedy to w hali mogącej pomieścić 11 tysięcy widzów aż siedem tysięcy miejsca zajęli fani polskiego zespołu. Ostatecznie jednak zrezygnowali z manipulacji przy sprzedaży wejściówek, ale nie dlatego, że zwyciężył w nich duch fair play. Do zmiany decyzji skłonił ich rachunek zysków i strat, bo póki co to polscy kibice ratują wskaźniki frekwencyjne holenderskiej części turnieju.

Kończący zmagania w grupie B mecz zespołów Niemiec i Hiszpanii obejrzało na trybunach… 50 widzów. I nie był to przypadek, bo w mogącej pomieścić 6 tysięcy osób hali w Apeldoorn na mecz Holendrów z Niemcami w 1/8 finału sprzedano niespełna połowę wejściówek. Dla porównania, na mecz Polski z Hiszpanią sprzedano ich ponad pięć tysięcy, a większość wykupili Polacy. Holendrzy przegrali walkę o ćwierćfinał i ich kibice stracili całkowicie zainteresowanie imprezą, więc w poniedziałek 23 września w hali Apeldoorn, poza starciem czysto sportowym, dojdzie też do prestiżowego pojedynku frekwencyjnego.

W tegorocznej edycji mistrzostw Europy hale świeciły pustkami w większości rozegranych spotkaniach. W blisko połowie meczów fazy grupowej (27 z 60) na trybunach zasiadało mniej niż 1000 widzów.

Wyniki i terminarz gier
Mecze 1/8 finału:
Nantes: Francja – Finlandia 3:0 (25:16, 25:23, 25:21); Włochy – Turcja mecz zakończył si po zamknięciu wydania)). Antwerpia: Serbia – Czechy 3:0 (31:29, 25:21, 25:18); Belgia – Ukraina 2:3 (22:25, 25:21, 25:14, 18:25, 10:15). Lublana: Rosja – Grecja 3:0 (25:16, 25:15, 25:16); Słowenia – Bułgaria 3:1 (25:27, 25:17, 25:16, 25:17). Apeldoorn: Holandia – Niemcy 1:3 (17:25, 22:25, 32:30, 23:25); Polska – Hiszpania 3:0 (25:18, 25:13, 25:16).

Terminy meczów 1/4 finału:
Rosja – Słowenia; Lublana, 23 września, godz. 20:30; Polska – Niemcy; Apeldoorn, 23 września, godz. 20:00; Serbia – Ukraina; Antwerpia, 24 września, godz. 20:30; Francja – Włochy/Turcja; Nantes, 24 września, godz. 20:45.

Terminy meczów 1/2 finału:
Lublana, 26 września:
Rosja/Słowenia – Polska/Niemcy
Paryż, 27 września:
Francja – Włochy/Turcja – Serbia/Ukraina

Mecz o 3. miejsce
Paryż, 28 września, godz. 18:00

Finał, Paryż, 29 września, godz. 17:30.

 

Koniec laby, pora zagrać na serio

Rozgrywane obecnie w czterech krajach mistrzostwa Europy siatkarzy w fazie grupowej nie grzeszą wysokim poziomem sportowym. Wpływ na to ma niewątpliwie zwiększenie liczby uczestników do 24 zespołów, przez co w stawce znalazły się drużyny mocno odbiegające umiejętnościami od czołówki. Dla polskiej drużyny prawdziwe granie zacznie się więc dopiero od ćwierćfinału, a może nawet półfinału.

Po rozegranych w środę meczach poznaliśmy już większość par 1/8 finału. Turniejowa drabinka mogła jeszcze ulec zmianie w przypadku jakiś przetasowań w grupie D, gdzie w czwartek Polska grała z Ukrainą, a Czechy z Czarnogórą (oba mecze zakończyły się po zamknięciu wydania). Ukraińcy w środę pokonali Estończyków 3:0 i tym zwycięstwem zapewnili sobie awans do następnej rundy. Do rozstrzygnięcia pozostawał kolejność zespołów w grupie. W drugim środowym spotkaniu Holendrzy niespodziewanie przegrali po tie-breaku z Czechami 2:3, ale ponieważ była to już ich ostatnia potyczka w grupie D, nie mogli być pewni utrzymania drugiej lokaty. Co prawda plasujący się na trzeciej pozycji Ukraińcy musieliby dokonać cudu i wygrać z niepokonaną wcześniej polską drużyną, ale teoretycznie mieli jeszcze szanse na zdobycie trzech punktów i przeskoczenie Holendrów w tabeli. Dla Czechów wygrana z Holendrami miała znaczenie o tyle, że musieli o ostatnia premiowana awansem czwartą lokatę bić się do samego końca z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Ostatecznie i tak w czwartek w bezpośrednim starciu te drużyny ustaliły, która z nich zagra w 1/8 finału z najlepszym zespołem z grupy B, a która dołączy do Estonii i uzupełni grono 8 najsłabszych ekip turnieju.

Polscy siatkarze mieli w środę dzień odpoczynku, ale chociaż nie grali, ich przeciwnicy sami przyklepali im pozycję lidera grupy i awans z pierwszego miejsca bez względu na wynik czwartkowego spotkania z Ukraińcami. Podobnie jak miało to miejsce w niedawnych mistrzostwach Europy siatkarek, także rozgrywanych w czterech krajach, europejska federacja zrobiła w regulaminie ukłon pod adresem gospodarzy czterech grup, żeby nie trafili na siebie w II rundzie turnieju.

W środę zakończyła się natomiast rywalizacja w grupach A i C, z których stworzyły się pary 1/8 finału. W grupie A pierwsze miejsca zajęła Francja z kompletem zwycięstw i stratą zaledwie jednego seta, drugą lokatę wywalczyli Włosi, trzecią Bułgarzy, a czwartą Grecy (odpadły ekipy Portugalii i Rumunii). W grupie C najlepsza okazała się drużyna Rosji, która wygrała wszystkie pięć spotkań tracąc jedynie dwa sety, za nią uplasowały się reprezentacje Słowenii, Finlandii i Macedonii Północnej (odpadły zespoły Turcji i Białorusi).

Z gry naszych siatkarzy w Holandii możemy być, jak na razie, w pełni zadowoleni. Tegoroczne mistrzostwa Europy to piąty turniej z udziałem naszej reprezentacji prowadzonej przez Vitala Heynena. Belgijski szkoleniowiec do perfekcji doprowadził swój autorski system rotowania składem i także w teraz wykorzystuje wszystkich 14 graczy jakich ma do dyspozycji w kadrze. Nie jest żadną tajemnicą, że dla niego celem głównym są przyszłoroczne igrzyska w Tokio, bo obejmując reprezentację Polski zapowiedział, że chce tam wywalczyć medal, najchętniej złoty. Ale rzecz jasna nie odpuszcza też innych turniejów mistrzowskich. Ma już na koncie zdobyte w ubiegłym roku z biało-czerwonymi mistrzostwo świata, a teraz chciałby do kolekcji dorzucić też tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu.

Z przebiegu rywalizacji w fazie grupowej można wnioskować, że przeszkodzić w tym naszym siatkarzom mogą pałający chęcią rewanżu za przegrane w Gdańsku kwalifikacje olimpijskie Francuzi, którzy na dodatek będą gospodarzami spotkań o medale, a oprócz nich jeszcze chyba tylko Rosjanie, chociaż nie można tez lekceważyć zespołów Włoch, Serbii i Bułgarii. W tej chwili te reprezentacje wraz z naszą tworzą europejską siatkarską ekstraklasę.

Gwoli przypomnienia: do 1/8 finału awansują po 4 najlepsze zespoły z wszystkich grup. Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Teraz powalczą o prymat w Europie

W piątek 13 września reprezentacja Polski siatkarzy rozpocznie swój udział w mistrzostwach Europy. Na początek imprezy rozgrywanej we Francji, Belgii, Holandii i Słowenii biało-czerwoni zagrają z Estonią. Trener Vital Heynen nie znalazł w kadrze miejsca dla wracającego po kontuzji Bartosza Kurka.

Tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce siatkowej mężczyzn będą już 31. edycją tej imprezy. Gospodarzami są cztery kraje – Francja, Belgia, Holandia i Słowenia. W tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu rywalizować będą 24 zespoły. W pierwszej fazie zostały one podzielone na cztery grupy po sześć drużyn.

W grupie A (Montpellier) zagrają: Francja, Włochy, Bułgaria, Portugalia, Grecja i Rumunia; w grupie B (Bruksela, Antwerpia): Serbia, Niemcy, Belgia, Austria, Słowacja i Hiszpania; w grupie C (Lublana): Rosja, Słowenia, Turcja, Białoruś, Macedonia Północna i Finlandia; zaś w grupie D (Rotterdam, Amsterdam) reprezentacja Polski walczyć będzie z Holandią, Estonia, Ukrainą, Czechami i Czarnogórą.

Biało-czerwoni, aktualni mistrzowie świata, są rzecz jasna zaliczani do wąskiego grona faworytów turnieju. Oprócz Polaków szanse na medale przyznaje się ekipom broniącej tytułu Rosji, Francji (mistrz Europy z 2015), Włoch, Serbii, Niemiec i Belgii.
Podopieczni trenera Vitala Heynena rozpoczną mistrzostwa w piątek 13 września od meczu z Estonią, następnie w niedzielę 15 września zmierzą się z Holandią, w poniedziałek z Czechami, we wtorek z Czarnogórą, a w czwartek 19 września z Ukraina. Polacy trzy pierwsze mecze rozegrają w Rotterdamie, dwa ostatnie w Amsterdamie. Do kolejne rundy awansują po cztery zespoły z każdej grupy. W 1/8 finału drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylkow Paryżu) w dniach 26-29 września.

Polacy rozpoczną udział w mistrzostwach Europy w piątek meczem z reprezentacją Estonii. W fazie grupowej zagrają także z Czechami, Holandią, Czarnogórą i Ukrainą. Pierwsze trzy spotkania biao-czerwoni rozegrają w Rotterdamie, kolejne dwa w Amsterdamie, a na ewentualne mecze 1//8 i 1/4 finału pojadą prawdopodobnie do Apeldoorn. Półfinały ME 2019 odbędą się w słoweńskiej Lublanie oraz w Paryżu, a mecze o medale już tylko w stolicy Francji.

Z 16-osobowej kadry zawodników, którą trener Heynen powołał na ostatnie przez mistrzostwami zgrupowanie w Arłamowie, wypadło dwóch graczy – Bartosz Kurek, bo nie zdążył osiągnąć optymalnej formy po operacji kręgosłupa, którą przeszedł w kwietniu tego roku oraz jego klubowy kolega z ONICO Warszawa Bartosz Kwolek. Kurek, najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata, od początku miał niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w składzie, natomiast co do Kwolka, to tym razem ten 22-letni przyjmujący przegrał rywalizację z Arturem Szalpukiem i Aleksandrem Śliwką, bo Michał Kubiak i Wilfredo Leon byli na tej pozycji pewniakami. Przypomnijmy, że w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskie w Gdańsku Heynen postawił na pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, przez co z kadry wypadł Jakub Kochanowski. Tym razem to siatkarz PGE Skry Bełchatów znalazł się w składzie jako czwarty środkowy, obok Mateusza Bieńka, Piotra Nowakowskiego (jedyny z zawodników obecnej kadry, który w 2010 roku zdobył mistrzostwo Europy) oraz Karola Kłosa.

Kadra Polski:
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów).
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Jurga Surgut, Rosja).
Środkowi: Mateusz Bieniek (Cucine Lube Civitanova, Włochy), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa).
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Wlochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).

 

Biało-czerwoni grają o igrzyska

W piątek 9 sierpnia reprezentacja Polski siatkarzy stanie w gdańskiej Ergo Arenie do walki z zespołem Tunezji. Będzie to pierwszy mecz biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

W gdańskim turnieju oprócz Polaków i Tunezyjczyków o olimpijskie paszporty rywalizować będą jeszcze zespoły Francji i Słowenii. Od piątku do niedzieli podobne turnieje interkontynentalne zostaną rozegrane jeszcze w pięciu innych miastach: w Warnie (rywalizować tam będą Bułgaria, Brazylia, Egipt i Portoryko), w Rotterdamie (Holandia, Belgia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone), w Bari (Włochy, Australia, Kamerun, Serbia), w Petersburgu (Rosja, Iran, Kuba, Meksyk) oraz w Ningbo (Chiny, Argentyna, Finlandia, Kanada). Awans do Tokio zapewnią sobie tylko zwycięzcy.

Grupy podzielono na podstawie rankingu FIVB. Tę, do której trafili Polacy, zdecydowanie można nazwać grupą śmierci. Zajmujący czwarte miejsce w klasyfikacji zespół Vitala Heynena w gdańskiej Ergo Arenie będzie rywalizował m.in. z Francuzami. Mistrzowie Europy z 2015 roku powinni być najgroźniejszym konkurentem w walce o kwalifikację olimpijską. Skreślać nie należy też Słoweńców, którzy ostatnio mieli patent na Polaków. W 2015 roku wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale mistrzostw Europy, a dwa lata później w turnieju tej samej rangi ograli ich na etapie 1/8 finału. Drużyna Alberto Giulianiego bardzo dobrze spisywała się w pierwszej części sezonu. Triumfowała w Challenger Cup, kwalifikując się w ten sposób do Ligi Narodów, a w sparingach potrafiła pokonać Włochów.

Polacy walkę o wyjazd do Tokio rozpoczną jednak od starcia z teoretycznie najłatwiejszym rywalem – Tunezją. Tunezyjczycy na arenie międzynarodowej nie odnosili do tej pory większych sukcesów, choć często kwalifikują się do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Na tę drugą imprezę w ostatnim czasie kwalifikują się raz na osiem lat (1988, 1996, 2004, 2012). Tym razem o olimpijski awans powalczą jednak raczej w turnieju kontynentalnym.

Najtrudniejszym rywalem biało-czerwonych będą bez wątpienia Francuzi, z którymi nasi siatkarze zmierzą się w sobotę. Taki układ terminarza nie spodobał się trenerowi trójkolorowych Laurent owi Tille, który uznał go za „wybitnie niesportowy, bo ułożony w interesie polskiego zespołu”. Szkoleniowcowi francuskiej drużyny w swoim stylu odpowiedział kapitan polskiej drużyny Michał Kubiak. „Nasza federacja zapłaciła porządne pieniądze, żeby móc zorganizować ten turniej, a co za tym idzie, wybrać też najlepsze dla nas terminy gier. Jeżeli inni chcieliby mieć taki przywilej, mogli przecież zgłosić akces i zapłacić tyle, co nasz związek. FIVB przyzwala na takie praktyki, więc nie rozumiem pretensji. Jako gospodarz turnieju mamy prawo zorganizować turniej pod siebie” – powiedział Kubiak w wypowiedziach dla polskich mediów.

Nie ulega jednak kwestii, że losy awansu rozstrzygną się na parkiecie Ergo Areny. Po ostatnim sprawdzianie formy biało-czerwonych w Memoriale Huberta Wagnera wśród polskich kibiców panuje umiarkowany optymizm. Podopieczni trenera Vitala Heynena pokonali w Krakowie Serbię 3:1 i Finlandię 3:0, ale przegrali z Brazylią 1:3. „Mimo porażki ten mecz dużo nam dał. Oni byli w świetnej formie i zdecydowanie lepiej od nas zgrani. Mieliśmy w tym spotkaniu swoje problemy, ale w wielu fragmentach spisywaliśmy się bardzo dobrze. Na podstawie tej konfrontacji oraz wygranych potyczek z Serbią i Finlandią możemy z dużym optymizmem podejść do czekających nas trzech meczów w Ergo Arenie” – zapewnia rozgrywający naszej reprezentacji Fabian Drzyzga.

W zgodnej opinii ekspertów kluczowe znaczenie dla zwycięstwa w tej imprezie będzie miała sobotnia konfrontacja dwóch najsilniejszych zespołów, czyli Polski i Francji. Ekipa trójkolorowych znana jest z bardzo dobrej obrony i to jest jej najmocniejszym atutem od lat. Ale nasi siatkarze też mają argumenty, którymi są w stanie zdewastować grę każdego przeciwnika.

Wszystkie mecze turnieju będą transmitowane przez TVP1, TVP Sport, TVPSPORT.PL, Polsat Sport i IPLA TV.