Rejterada Estończyków

Zaplanowane na niedzielę i poniedziałek towarzyskie mecze reprezentacji siatkarzy z Estonią w Łodzi zostały odwołane. Rywale w ostatniej chwili zrezygnowali na wieść, że w Polsce wzrosła liczba zakażonych koronawuirusem.

Nagła decyzja zastała polską ekipę już w Łodzi. O całkowitej rezygnacji z gry nie było mowy, bo PZPS musiał wywiązać się ze zobowiązań wobec sponsorów i nadawców telewizyjnych. W tej sytuacji sztab trenerski naszej reprezentacji zdecydował, że kadrowicze w niedzielę (godz. 20:00) oraz poniedziałek (18:00) rozegrają mecze sparingowe do trzech setów, bez względu na wynik. Spotkania odbędą się w Sport Arena Łódź im. Józefa Żylińskiego.
Trener naszej reprezentacji Vital Heynen nie krył oburzenia na zachowanie ekipy Estonii. „Ich decyzję, a zwłaszcza moment jej ogłoszenia, uważam co najmniej za dziwne. Szacunek wobec nas nakazywałby poinformowanie o odwołaniu przyjazdu wcześniej niż jeden dzień przed pierwszym spotkaniem” – grzmiał belgijski szkoleniowiec. Ostatecznie nasi siatkarze rozwiązali problem dzieląc kadrę na dwie ekipy. Liderem jednego zespołu został wyznaczony Michał Kubiak, a jego trenerem został Sebastian Pawlik, natomiast na lidera drugiej drużyny wybrano Fabiana Drzyzgę, a w roli szkoleniowca wystąpił Michał Gogol, drugi z asystentów Vitala Henena. Grający na pozycji przyjmującego Kubiak do swojej ekipy zaprosił: rozgrywających Marcina Komendę i Grzegorza Łomacza, atakujących Dawida Konarskiego i Macieja Muzaja, środkowych Karola Kłosa i Piotra Nowakowskiego, przyjmujących Tomasza Fornala i Bartosza Kwolka oraz libero Pawła Zatorskiego.
Natomiast w drużynie rozgrywającego naszej reprezentacji, Fabiana Drzyzgi, znaleźli się: atakujący Bartosz Kurek, środkowi Norbert Huber i Jan Nowakowski, przyjmujący Bartosz Bednorz, Wilfredo Leon, Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka oraz libero Damian Wojtaszek.
Wcześniej, w środę i czwartek, biało-czerwoni zmierzyli się towarzysko w Zielonej Górze z zespołem Niemiec wygrywając je 3:2 i 3:1.

Kurek przenosi się do Japonii

Bartosz Kurek w najbliższym sezonie będzie grał w Japonii. Siatkarz reprezentacji Polski, mistrz świata z 2018 roku, podpisał kontrakt z zespołem Wolfdogs Nagoja. Pierwszy o transferze poinformował japoński klub. Nasz reprezentacyjny siatkarz podawał tylko, że w nowym sezonie zamierza grać w Azji.

W poprzednim sezonie Kurek był zawodnikiem włoskiego zespołu Vero Volley Monza, do którego trafił latem ubiegłego roku z ONICO Warszawa (obecnie klub działa pod nazwą VERVA Warszawa Orlen Paliwa). Teraz zdecydował się na występy w Japonii, w barwach klubu Wolfdogs Nagoja. Ten zespół od kilku lat należy do najlepszych w Kraju Kwitnącej Wiśni – w 2015 roku zdobył Puchar Cesarza, w 2016 roku wywalczył mistrzostwo Japonii, a w dwóch kolejnych kończył rozgrywki na drugiej pozycji. W minionym sezonie zajął jednak dopiero piątą lokatę i władze klubu postanowiły solidnie wzmocnić kadrę.
Kurek grał już w kilku zagranicznych zespołach, oprócz Vero Volley także w Dynamo Moskwa, Cucine Lube Civitanova i Ziraat Bankasi. W Japonii będzie rywalizował m.in. z Michałem Kubiakiem, który od 2016 roku występuje w zespole Panasonic Panthers.

Kadra Polski trenuje w Spale

Kadra Polski siatkarzy od poniedziałku przebywa w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Trener Vital Heynen powołał na zgrupowanie 19 siatkarzy, którym towarzyszy 11 osób ze sztabu szkoleniowego. Cała grupa musiała najpierw zrobić testy na obecność koronawirusa i zapoznać się z surowym regulaminem ośrodka.

Nie spodziewano się żadnych problemów, bo w ciągu ostatnich dwóch tygodni zawodnicy i trenerzy stosowali się do zaleceń Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej. Unikali tłumów, niepotrzebnych wyjść z domu, do minimum ograniczali kontakty z ludźmi, z którymi nie mieszkają. Lekarz kadry doktor Jan Sokal codziennie sporządzał raport o stanie samopoczucia wszystkich zaproszonych na zgrupowanie osób. Ale reżim epidemiczny ma swoje prawa i dopóki nie było absolutnej pewność, że wszyscy przybyli do Spały członkowie siatkarskiej ekipy są zdrowi, dopóty trener Vital Heynen nie mógł zacząć treningów.
Każdy z uczestników grupowania ma do dyspozycji osobny pokój w hotelu i będą w nich mieszkać do końca dwutygodniowego zgrupowania, chociaż trenować będą mogli jednocześnie całą grupą. Wspólnie też będą jadać posiłki i spędzać czas wolny. W hotelu na terenie COS w Spale na potrzeby siatkarskiej kadry przeznaczono całe piętro oraz jedną ze stołówek. Unikanie kontaktu z innymi sportowcami przebywającymi na terenie ośrodka nie powinno stanowić problemu, a unikać trzeba będzie, bo do tego siatkarze zobowiązali się podpisując regulamin pobytu.
Nie mają natomiast ograniczeń w kontaktach między sobą i mogą przebywać w grupie, zatem główny cel tego zgrupowania jaki wyznaczył trener Heynen, czyli integracja i budowanie „team spirit”, da się zrealizować bez większych przeszkód, choć oczywiście nie zwalnia to z zachowania rozsądku i przestrzegania obowiązujących w COS Spała przepisów związanych w pandemią koronawirusa. Po terenie ośrodka kadrowicze mają poruszać się w maseczkach.
Pierwszy w ośrodku w Spale zjawił się Vital Heynen, który przyjechał z Belgii samochodem już w sobotę. „Na granicy pokazałem zaświadczenie z Polskiego Związku Piłki Siatkowej, że jadę do pracy i mogłem wjechać. Nie musiałem przechodzić kwarantanny” – przyznał belgijski szkoleniowiec.
Dla selekcjonera biało-czerwonych te zgrupowanie będzie zupełnie nowym doświadczeniem. „Mam mnóstwo pomysłów na organizowanie treningów, ale wiele będzie zależało od tego, w jakiej formie zaczną zgrupowanie moi siatkarze. A mogą być duże różnice, dlatego na początku będzie trzeba dla każdego stworzyć indywidualny program treningowy. Widziałem statystyki z niemieckiej piłki nożnej, z których wynika, że ryzyko kontuzji jest teraz dwukrotnie większe niż normalnie. My też musimy wziąć to pod uwagę i w pierwszej kolejności popracować nad przygotowaniem fizycznym. Zaczniemy ostrożnie” – zapewniał trener Heynen.
Jeżeli nasza reprezentacja zagra latem jakieś mecze (prowadzone są przede wszystkim rozmowy z Rosjanami, ale sondowana jest także możliwość ściągnięcia do Polski reprezentacji Serbii), to najwcześniej odbędą się one po zakończeniu drugiej części zgrupowania, czyli w drugiej połowie lipca. „Wtedy moi gracze powinni być już gotowi do gry” – twierdzi belgijski selekcjoner ekipy biało-czerwonych.
Szkoleniowiec zamierza trzymać się ustaleń poczynionych wcześniej w rozmowach z zawodnikami i da im dużą swobodę w ustalaniu obciążeń treningowych. Poza dyskusją, jak podkreśla żartobliwie, jest tylko obowiązkowa obecność na grillu, który zobowiązał się urządzić dla całej kadry, gdy przedłużył kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Siatkarzy nie będzie musiał jednak do tego zmuszać, wręcz odwrotnie – wszyscy teraz żartują, że trenera nie da rady się wywinąć z obietnicy, bo ośrodek jest zamknięty i nigdzie sie przed nimi tam nie schowa.
Dobra atmosfera w kadrze zawsze była jej mocną stroną, nie inaczej jest i teraz. Tym bardziej, że po kilku miesiącach izolacji wszyscy kadrowicze są spragnieni kontaktów i rywalizacji, nawet jeśli przyjdzie im toczyć ją na boisku do piłki plażowej czy do koszykówki. „Fajnie będzie zobaczyć chłopaków po tak długiej przerwie, po całej tej izolacji, i razem się trochę pośmiać. Atmosferę w zespole mamy bardzo dobrą, ale trener chce żeby była jeszcze lepsza. To da się zrobić, bo my wszyscy się lubimy i dobrze ze sobą dogadujemy. Poza tym zgrupowanie zawsze daje dodatkową mobilizację do treningu. Dla mnie to będzie przedsmak tego, co nas czeka przez cały kolejny rok, aż do igrzysk olimpijskich. Wiemy już, że z dziewiętnastki, która przyjedzie do Spały, trener wybierze dwunastu na przyszłoroczne igrzyska” – wyjawił w jednej z wypowiedzi dla mediów zawodnik VERVY Warszawa Bartosz Kwolek.

Wlazły najlepszy w PLS

Z okazji jubileuszu 20-lecia istnienia Polskiej Ligi Siatkówki, zorganizowano plebiscyt na najlepszego zawodnika męskiej ligi. Wygrał go mistrz świata z 2014 roku i wieloletni filar Skry Bełchatów Mariusz Wlazły. Kibice dokonali też wyboru najlepszej drużyny 20-lecia oraz najlepszego trenera.

Najwięcej głosów w wyborach na najlepszego gracza dwudziestolecia Polskiej Ligi Siatkówki otrzymał Mariusz Wlazły, na którego wskazało aż 44 procent uczestników plebiscytu. Drugi w tej klasyfikacji Michał Winiarski dostał tylko siedem procent głosów, trzeci Paweł Zagumny sześć procent, a czwarty Sebastian Świderski pięć procent. „Minęło 20 lat funkcjonowania ligi zawodowej w Polsce, więc chcieliśmy przypomnieć sobie najlepszych zawodników, którzy występowali w naszych klubach i wybrać tych najbardziej wybitnych. Dość powiedzieć, że choć do każdego miejsca w drużynie dwudziestolecia kandydowało po pięciu graczy, to już sam wybór kandydatów był bardzo trudny. To pokazało nam, jak wyśmienitych graczy mieliśmy szansę podziwiać na boiskach PlusLigi” – stwierdził Paweł Zagumny, jeden z laureatów plebiscytu, dzisiaj jednak występujący w roli prezesa Polskiej Ligi Siatkówki S.A.
Trudno nie przyznać mu racji. PlusLiga w XXI wieku jest przecież rozgrywkami w kraju dwukrotnych mistrzów świata (2014 i 2019) oraz mistrzów Europy z 2009 roku. Ale oprócz tych najwyższych laurów, nasi siatkarze wywalczyli też w 2006 roku wicemistrzostwo świata, brązowy medal ME 2011, wygrali w 2012 roku Ligę Światową, zdobywali też srebrne i brązowe medale w Pucharze Świata.
Nasze klubowe zespoły także odnosiły sukcesy w europejskich pucharach, zdobywając wiele medali w rozgrywkach organizowanych w XXI wieku. Miarą znaczenie PlusLigi w Europie jest choćby to, że w nowym sezonie Ligi Mistrzów będzie mogła ponownie wystawić do gry trzy zespoły.
Wlazły został też oczywiście uznany za najlepszego atakującego 20-lecia PLS. Byłego już gracza PGE Skry Bełchatów w najlepszej drużynie widziało aż 85 procent głosujących. Najlepszym rozgrywającym został Paweł Zagumny (75 procent), najlepszym libero Paweł Zatorski (73 procent), najlepszym środkowym Piotr Nowakowski (67 procent), a najlepszym przyjmującym Michał Winiarski (76 procent). Ponadto w drużynie marzeń znaleźli się rozgrywający Benjamin Toniutti, atakujący Gyorgy Grozer, libero Krzysztof Ignaczak, środkowi Srecko Lisinac, Karol Kłos i Arkadiusz Gołaś oraz przyjmujący Michał Kubiak, Bartosz Kurek i Stephane Antiga. Tu trzeba wyjaśnić, że choć Kurek w ostatnich latach występuje jako atakujący, to w plebiscycie kandydował jako przyjmujący, bo większość lat w PlusLidze grał właśnie na tej pozycji. Do drużyny 20-lecia kandydowało po 10 atakujących, rozgrywających i libero oraz po 20 przyjmujących i środkowych. MVP wybierano spośród wszystkich kandydatów. Na liście trenerów znalazło się 10 nazwisk, a zwyciężył Andrea Anastasi. Włoch obecnie prowadzi Vervę Warszawa Orlen Paliwa, a wcześniej był szkoleniowcem Trefla Gdańsk (2014–2019) i reprezentacji Polski (2011–2013).
Wyniki głosowania na MVP 20-lecia Polskiej Ligi Siatkówki: 1. Mariusz Wlazły – 44 procent, 2. Michał Winiarski – 7 procent, 3. Paweł Zagumny – 6 procent, 4. Sebastian Świderski – 5 procent.
Wyniki głosowania na „drużynę marzeń 20-lecia PLS.
Rozgrywający (10 kandydatów, dwa miejsca): 1. Paweł Zagumny – 75 procent, 2. Benjamin Toniutti (Francja) – 40 procent, 3. Miguel Angel Falasca (Argentyna) – 27 procent, 4. Fabian Drzyzga – 21 procent.
Atakujący (10 kandydatów, dwa miejsca): 1. Mariusz Wlazły – 85 procent, 2. Gyorgy Grozer (Niemcy) – 46 procent, 3. Paweł Papke – 21 procent, 4. Dawid Konarski – 12 procent.
Libero (10 kandydatów, dwa miejsca): 1. Paweł Zatorski – 73 procent, 2. Krzysztof Ignaczak – 72 procent, 3. Piotr Gacek – 26 procent, 4. Damian Wojtaszek – 9 procent.
Środkowi (20 kandydatów, cztery miejsca): 1. Piotr Nowakowski – 67 procent, 2. Srecko Lisinac (Serbia) – 53 procent, 3. Karol Kłos – 44 procent, 4. Arkadiusz Gołaś – 39 procent, 5. Daniel Pliński – 38 procent, 6. Marcin Możdżonek – 27 procent, 7. Mateusz Bieniek – 27 procent, 8. Łukasz Kadziewicz – 25 procent.
Przyjmujący (20 kandydatów, 4 miejsca): 1. Michał Winiarski – 76 procent, 2. Michał Kubiak – 49 procent, 3. Bartosz Kurek – 47 procent, 4. Stephane Antiga (Francja) – 45 procent, 5. Sebastian Świderski – 41 procent, 6. Dawid Murek – 28 procent, 7. Piotr Gruszka – 20 procent, 8. Facundo Conte (Argentyna) – 20 procent.
Trener (10 kandydatów, jedno miejsce): 1. Andrea Anastasi (Włochy) – 36 procent, 2. Waldemar Wspaniały – 13 procent, 3. Andrzej Kowal – 12 procent, 4. Daniel Castellani (Argentyna) – 11 procent.

48 godzin sport

Dyskwalifikacja mistrzyni z Rio
Urodzona w Kenii reprezentantka Bahrajnu Ruth Jebet, która w 2016 roku zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w biegu na 3000 m z przeszkodami, została ukarana czteroletnią dyskwalifikacją w związku ze złamaniem przepisów antydopingowych. Informację podał w środę Athletics Integrity Unit (AIU), czyli organ odpowiedzialny za zwalczanie dopingu w tej dyscyplinie. W organizmie Jebet wykryto poprawiający wydolność hormon o symbolu r-EPO. 23-letnia lekkoatletka jest zawieszona od lutego 2018 roku, a jej sprawa trafiła do trybunału dyscyplinarnego. W końcu przyznała się jednak do winy i w październiku 2019 zrzekła się badania próbki B tłumacząc, że nie stać jej na nie. Wszystkie wyniki od 1 grudnia 2017 roku zostały anulowane.

Nie powalczą o igrzyska
Turniej kwalifikacyjny koszykarzy 3×3 do igrzysk olimpijskich w Tokio, który miał się odbyć w dniach 18-22 marca w indyjskim Bengaluru, został odwołany ze względu na epidemię koronawirusa. Nowy termin imprezy, w której miała wystąpić m.in. reprezentacja Polski, nie jest znany. W Indiach miało rywalizować po 20 zespołów męskich i kobiecych, z których po trzy uzyskałyby kwalifikację do igrzysk. Biało-czerwoni w pierwszej fazie trafili do grupy A z Mongolią, Brazylią, Turcją i Hiszpanią.

Dziewiąte trafienie Kądziora
Czterokrotny reprezentant Polski Damian Kądzior strzelił gola dla Dinama Zagrzeb w wygranym na wyjeździe 2:0 meczu z Hajdukiem Split w 25. kolejce chorwackiej ekstraklasy. Była to jego dziewiąta bramka w obecnym sezonie. Dinamo z dorobkiem 62 punktów jest liderem rozgrywek. Trenerem tej drużyny jest znany w Polsce z pracy w Lechu Poznań Nenad Bjelica.

Kubiak pogra teraz w Italii
Występujący w japońskim klubie Panasonic Panthers Michał Kubiak zakończył już rozgrywki ligowe, w których jego zespół wywalczył wicemistrzostwo kraju. Dla naszego reprezentacyjnego siatkarza nie jest to komfortowa sytuacja, bo przygotowania kadry Polski do igrzysk olimpijskich zaczną się dopiero w połowie maja. Do tego czasu Kubiak próżnować nie chciał i związał się trzymiesięcznym kontraktem z włoskim Leo Shoes Modena, aktualnie trzecim zespołem siatkarskiej Serie A, którego graczem jest już Bartosz Bednorz.

Niemiecki trener kadry Rosji
Na miesiąc przed kwalifikacjami do przyszłorocznych mistrzostw świata piłkarzy ręcznych nowym trenerem reprezentacji Rosji został Velimir Petković. 63-letni niemiecki szkoleniowiec podpisał z rosyjską federacją czteroletni kontrakt, a zadebiutuje w roli selekcjonera „Sbornej” w kwietniu w meczach z Turcją. Zadaniem Petkovicia jest przywrócenie dołującej ostatnio rosyjskiej reprezentacji dawnego blasku, co nie udało się jego poprzednikom, m.in. Olegowi Kuleszowi i Dmitrijowi Torgowanowowi.

Dobre drugie miejsce

Brazylijczycy z kompletem 11 zwycięstw wygrali siatkarski Puchar Świata. We wtorek reprezentacja Polski rozgromiła Iran 3:0 i zapewniła sobie drugą lokatę w turnieju. Trzecie miejsce wywalczyli Amerykanie. Te trzy zespoły stały na podium także rok temu w mistrzostwach świata, ale wtedy Polacy byli pierwsi przed Brazylią.

Reprezentacja Polski w swoim ostatnim występie w Pucharze Świata rozgromiła Iran 3:0 (25:18, 25:18, 25:16). Historia spotkań tych drużyn zapowiadała niełatwe starcie dla biało-czerwonych. Także dlatego, że oprócz emocji sportowych nie brakowało w nich słownych potyczek i prowokacji pod siatką. Zastanawiano się czy nie dojdzie do nich również we wtorkowym meczu Pucharu Świata. Stawka dla Polaków była wysoka, bo zwycięstwo zapewniało im drugie miejsce w turnieju, a musieli wygrać, bo w swoim ostatnim meczu Amerykanie też wygrali. Nie było więc mowy o eksperymentach, zaskakiwaniu przeciwników wyjściowym składem. Trener Vital Heynen rzucił do walki sprawdzony skład, jedynie bez nieobecnego Bartosza Kurka. Na boisku zobaczyliśmy zatem w akcji Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Fabiana Drzyzgę, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Jakuba Kochanowskiego, Łukasza Kaczmarka, Artura Szalpuka, Marcina Komendę, Aleksandra Śliwkę i Bartłomieja Kwolka.

Łatwa wygrana z Iranem

Nasi reprezentanci mieli już po dziurki w nosie tego turnieju, ale choć znużenie dawało im się we znaki, na ostatnie starcie w imprezie wykrzesali maksimum ambicji i energii. Każdy z graczy był skupiony na grze i w żadnym z trzech setów nasza drużyna nie pozwoliła sobie na dłuższe momenty dekoncentracji. W trzeciej partii dominacja biało-czerwonych była już miażdżąca. Drzyzga i Komenda w rozgrywaniu akcji mogli sobie pozwolić absolutnie na wszystko, bo cały zespół „chodził jak szwajcarski zegarek”. Irańczycy nie mieli żadnych argumentów, a mecz zakończyli psując swoją zagrywkę. Nasi gracze nie reagowali na żadne zaczepki rywali i po raz pierwszy od dawna w meczu nie doszło do żadnych nerwowych spięć pod siatką, chociaż w polskim zespole grał Michał Kubiak, autor kilku bulwersujących wypowiedzi o zawodnikach irańskiej drużyny.

Podopieczni Vitala Heynena tym zwycięstwem przypieczętowali drugie miejsce w klasyfikacji końcowej turnieju. Przypomnijmy, że w jego tegorocznej edycji rywalizowało 12 zespołów – Japonia gra jako gospodarz, Polska jako aktualny mistrz świata, a Brazylia, USA, Rosja, Włochy, Kanada, Argentyna, Australia, Iran, Tunezja i Egipt znalazły się w stawce na podstawie miejsc zajmowanych w rankingu FIVB z uwzględnieniem podziału kontynentalnego. W ciągu 15 dni każda z drużyn musiała rozegrać 11 meczów, bo rywalizacja toczyła się systemem „każdy z każdym”.

Polacy w tej imprezie jeszcze nie wygrali, a drugą lokatę zdobywała wcześniej dwukrotnie – w 1965 i 2011 roku. W poprzedniej edycji, cztery lata temu zajęli trzecie miejsce, a zatem zdobyta teraz druga lokata to postęp, lecz w porównaniu z ubiegłorocznymi mistrzostwami świata trudno ten wynik uznać za sukces. Gwoli przypomnienia, w światowym czempionacie biało-czerwoni pokonali w półfinale zespół USA, a w finale odprawili w trzech setach Brazylię. Teraz w Japonii nasi siatkarze wygrali dziewięć z jedenastu meczów, ale dwie porażki ponieśli właśnie z tymi drużynami (z Amerykanami 1:3, z Brazylijczykami 2:3). Miejmy nadzieję, że za rok podczas igrzysk olimpijskich w Tokio role się odwrócą.

Skromne premie w nagrodę

Nagrodą dla polskiej ekipy za drugie miejsce w Pucharze Świata jest 80 punktów do rankingu FIVB oraz premia finansowa w wysokości 300 tysięcy dolarów do podziału na zawodników i 15 tysięcy dolarów dla PZPS. Triumfatorzy turnieju, Brazylijczycy, otrzymają 600 tys. dolarów do podziału dla drużyny i 30 tys. dolarów dla federacji oraz 100 punktów do rankingu FIVB, które zapewnią im pozycję lidera tego zestawienia aż do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Polska reprezentacja uplasuje się na trzeciej pozycji, a wyprzedzą ją jeszcze Amerykanie, którym do utrzymania drugiej lokaty w rankingu wystarczyło trzecie miejsce i dopisane im za to 70 punktów. Ta hierarchia ma znaczenie o tyle, że na jej podstawie zostanie ustalony skład grup w olimpijskim turnieju. Jak wiadomo, zagra w nim dwanaście reprezentacji, podzielonych na dwie grupy po sześć zespołów. Zostaną one rozstawiane w imprezie z numerami od 1 do 12. Numer jeden przypisano już z góry gospodarzom, czyli reprezentacji Japonii. Kolejne miejsca przypisane zostaną drużynom zgodnie z miejscami, które zajmowały w zestawieniu na zakończenie 2019 roku.

Trener Heynen może zatem do listy swoich trofeów dopisać medal w kolejnej imprezie – po złotym krążku mistrzostw świata, potem jego wybrańcy zdobyli brązowe medale w Lidze Narodów i mistrzostwach Europy, a teraz dorzucili do tego srebro w Pucharze Świata. Te medale z mniej cennych kruszców są jednak tylko punktami orientacyjnymi na drodze do najważniejszego celu, jaki ma do osiągnięcia belgijski trener naszej siatkarskiej kadry – olimpijskiego złota. W sierpniu nasz zespół uzyskał kwalifikacje do igrzysk w Tokio i za rok znów zagra w Japonii.

 

Brazylia była lepsza

Nasza reprezentacja siatkarzy w niedzielę zmierzyła się z jedyną niepokonaną w tegorocznym turnieju Pucharu Świata drużyną Brazylii. Niestety, biało-czerwoni przegrali 2:3, co oznacza, że tego turnieju już na pewno nie wygrają. Mogą jednak zając drugą lokatę, jeśli wygrają dwie ostatnie potyczki – w poniedziałek z Kanadą, a we wtorek z Iranem.

Mecz Polska – Brazylia to było starcie dwóch światowych potęg w męskiej siatkówce – Polacy są przecież aktualnymi mistrzami, a Brazylijczycy wicemistrzami świata. I chociaż oba zespoły odmiennie potraktowały tegoroczną edycję Pucharu Świata, w bezpośrednim starciu rzuciły na szalę cały swój aktualnie największy kadrowy potencjał, chociaż w przededniu niedzielnego spotkania okazało się, że jednak Bartosz Kurek w nim nie będzie mógł wystąpić. Najlepszego siatkarza ubiegłorocznych mistrzostw globu wezwał do siebie jego nowy włoski klub – Vero Volley Monza. Wielka szkoda, bo moglibyśmy wreszcie zobaczyć jednocześnie w akcji Leona, Kubiaka i Kurka. Trener Vital Heynen miał jednak w odwodzie innych znakomitych graczy i wystawił do gry Fabiana Drzyzgę, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Łukasza Kaczmarka, Marcina Komendę, Damiana Wojtaszka (libero), Aleksandra Śliwkę i Artura Szalpuka. Przed spotkaniem i tak w lepszej sytuacji byli Brazylijczycy, którzy wcześniej wygrali wszystkie swoje mecze, w tym 3:0 z Amerykanami, jedynymi pogromcami Polaków w japońskim turnieju. Porażka 1:3 z ekipą USA sprawiała, że drużyna Vitala Heynena myśląc o końcowym triumfie musiała pokonać „Canarinhos” 3:0 lub 3:1.

W tym roku naszym siatkarzom udało się to raz w czterech spotkaniach – w meczu o trzecie miejsce Ligi Narodów pokonali ekipę trenera Renana Dal Zotto w trzech setach. Do tego dołożyli jeszcze jedno zwycięstwo 3:2 (Final Six Ligi Narodów), ale dwa mecze przegrali po 1:3 (w fazie grupowej Ligi Narodów i w Memoriale Huberta Wagnera).

Nic dziwnego, że nawet trener Heynen nie podgrzewał atmosfery i szczerze przyznawał, że tegoroczny Puchar Świata wygrają Brazylijczycy, bo będzie trudno ich wyprzedzić. Ale ta opinia nie oznaczała, że biało-czerwoni nie odpuszczą niedzielne starcie. Wręcz przeciwnie, od pierwszego zagrania było widać, że nasi siatkarze będą w meczu z liderami turnieju walczyć z maksymalnym zaangażowaniem. I walczyli do ostatniej piłki, przegrywając dopiero w tie-breaku 2:3. Porażka w pięciu setach oznacza, że nasz zespół już Pucharu Świata 2019 nie wygra, bo Brazylia musiałaby przegrać dwa ostatnie mecze – z Włochami i Japonią, co jest mało prawdopodobne. Natomiast na dobre drugie miejsce biało-czerwoni wciąż mają duże szanse – jeśli za trzy punkty pokonają Kanadę i Iran, zakończą japoński turniej na drugiej pozycji.

 

Rosja pokonana, czas na Brazylię

Po krótkiej przerwie nasi siatkarze w środę wznowili rywalizację w Pucharze Świata biało-czerwoni najpierw pokonali Rosję 3:1, a w czwartek ograli 3:0 Egipt. Najważniejszy mecz czeka ich jednak w niedzielę, z niepokonaną w turnieju z Brazylią.

Środowym mecz biało-czerwonych z Rosją był historyczny z jednego powodu – w naszym zespole po raz pierwszy zagrali razem Wilfredo Leon, Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Najlepszy gracz na świecie bez podziału na pozycje, największy wojownik i najlepszy przywódca zespołu w międzynarodowej siatkówce oraz najlepszy siatkarz ostatnich mistrzostw świata – który trener nie chciałby mieć w swojej drużynie takiego doborowego tercetu. Ale przywilej ten przypadł belgijskiemu selekcjonerowi reprezentacji Polski Vitalowi Heynenowi. I to jego głowa w tym, żeby ta trójka wybitnych zawodników za niespełna rok stała się motorem napędowym w walce o olimpijskie złoto.

Na środowy mecz z Rosją Heynen miał wreszcie do dyspozycji całą trójkę, ale Kubiaka zostawił w odwodzie. Kapitan biało-czerwonych był świeżo po długiej podróży z Polski do Japonii i nie czuł się jeszcze na siłach do rozegrania meczu w normalnych dla niego ramach czasowych. Leon i Kurek walczyli natomiast w wyjściowej szóstce i obaj pokazali moc, ale lepiej wypadł Kubańczyk, bo Kurek wciąż jeszcze nie doszedł do optymalnej formy.

Biało-czerwoni byli w starciu z rosyjska drużyną w lepszej sytuacji, bo w kadrze „Sbornej” na Puchar Świata zabrakło kilku kluczowych graczy. I nasi siatkarze bezlitośnie tę przewagę wykorzystali. Jeszcze w pierwszym secie Rosjanie mieli farta, bo w końcówce zdołali odrobić kilka punktów straty i rzutem na taśmę rozstrzygnęli tę partię na swoją korzyść. W trzech kolejnych nie mieli już jednak wiele do powiedzenia. „Rozegraliśmy dobry mecz. Patrząc na wszystkie drużyny, z jakimi rywalizowaliśmy, myślę, że Argentyna i Rosja grają bardzo dobrą siatkówkę. Wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny mecz. Sądzę, że największą zmianą, jaką widać w postawie Rosjan pod wodzą nowego trenera jest to, że grają sprytnie. Musieliśmy bardzo ciężko pracować, aby zdobyć punkty. Mieliśmy szansę wygrać pierwszego seta, ale tego nie zrobiliśmy. Taki zespół jak nasz powinien jednak sobie poradzić” – podsumował wygraną 3:1 swojej drużyny trener Heynen. Z opinią belgijskiego szkoleniowca na pomeczowej konferencji prasowej zgodził się rozgrywający reprezentacji Rosji Siergiej Grankin. „Myślę, że to był interesujący i widowiskowy mecz. Polacy wywierali na nas sporą presję, co sprawiło, że bardzo się męczyliśmy, bo nie mogliśmy grać takiej siatkówki, jaką lubimy. Dodatkowo popełniliśmy wiele błędów serwisowych, co moim zdaniem było decydującym czynnikiem, który zaważył na końcowym wyniku” – przyznał doświadczony rosyjski siatkarz.

W czwartek polski zespół zmierzył się z rewelacyjnie spisującą się w tym turnieju ekipą Egiptu. Trener Heynen nie uznał jednak Egipcjan za groźnych przeciwników, bo wystawił przeciwko nim eksperymentalny skład. Norbert Huber, który kilka ostatnich meczów Pucharu Świata spędził na trybunach, tym razem wskoczył do szóstki wyjściowej. Pojawili się w niej też Artur Szalpuk, Michał Kubiak i Marcin Komenda. Na pozycji atakującego znalazł się za to Łukasz Kaczmarek. Biało-czerwoni w takim ustawieniu rozbili drużyn Egiptu 3:0. W piątek kolejnym przeciwnikiem naszego zespołu będzie Australia, z którą też raczej zagramy w nie najmocniejszym składzie, bo to jeden z outsiderów tego turnieju.

Wszystkie siły nasza ekipa szykuje natomiast na niedzielę, bo tego dnia biało-czerwoni zmierzą się z niepokonaną jeszcze w tegorocznej edycji Pucharu Świata Brazylią. Canarinhos w czwartek sprawdzili formę w starciu z wiceliderem tabeli ekipą Stanów Zjednoczonych. Amerykanie, z którym nasz zespół przegrał 1:3, nie mieli wiele do powiedzenia w starciu z Brazylijczykami i przegrali 0:3, spadając w tabeli za trzecią lokatę. Prowadzi rzecz jasna Brazylia z kompletem punktów, druga jest Polska, a na czwartej pozycji umocniła się Japonia, która niespodziewanie pokonała Rosję 3:1.

 

Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Teraz powalczą o Puchar Świata

Nasi siatkarze nie narzekają na brak zajęcia. Ledwie skończyli w Paryżu mistrzostwa Europy, a już zaczęli zmagania w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Na szczęście trener Vital Heynen ma do dyspozycji 24 zawodników wysokiej klasy, dlatego w pierwszym meczu turnieju biało-czerwoni bez brązowych medalistów EuroVolley 2019 wygrali z Tunezją 3:0.

Reprezentacja polskich siatkarzy trzy dni po wywalczeniu brązowego medalu w mistrzostwach Europy przystąpiła do rywalizacji w kolejnym morderczym pod względem liczby meczów turnieju. W europejskim czempionacie biało-czerwoni w Holandii, Słowenii i Francji rozegrali w sumie dziewięć meczów w ciągu 16 dni, teraz w Japonii podopiecznych Vitala Heynena czeka kolejna potężna dawka 11 spotkań w 15 dni. Nie wszyscy z naszych kluczowych graczy znaleźli w sobie dość samozaparcia, żeby to wytrzymać. „Mam dość, tęsknię już za rodziną, za dzieckiem, za najbliższymi. Jesteśmy cały rok poza domem, już podczas ME było mi ciężko. Nie wytrzymałbym turnieju w Japonii” – przyznał Piotr Nowakowski, który jeszcze przed mistrzostwami Europy wyjawił trenerowi, że w japońskim turnieju nie zagra. Z podobnego powodu z udziału w kończącej reprezentacyjny sezon imprezie zrezygnował Dawid Konarski, a Michał Kubiak obiecał, że jak już przyjedzie z rodziną na stałe do Japonii (gra na co dzień w lidze w tym kraju), to wpadnie odwiedzić kadrę, a jak będzie akurat potrzebny, to może ewentualnie pomóc.
Działacze FIVB niespecjalnie jednak przejmują się krytyką i upychają kalendarz gier kolejnymi rozbuchanymi ponad miarę imprezami. Bo każdy turniej przynosi im gigantyczne zyski, a Puchar Świata w Japonii to już dla nich prawdziwa żyła złota. Wieloletnia umowa gwarantuje Międzynarodowej Federacji Siatkówki milionowe wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych i od sponsorów.

Eksploatacja ponad siły

W poprzednich edycjach Pucharu Świata można było przynajmniej wywalczyć kwalifikację olimpijską, w tym roku pod względem sportowym jedynym zyskiem z udziału w japońskiej imprezie są punkty do rankingu, bo FIVB zorganizowała w sierpniu kwalifikacje olimpijskie, gdzie do zdobycia było sześć miejsc. Ale że umowa na Puchar Świata w Japonii podpisana została już w 2013 roku, zaś jej zerwanie groziło ogromnymi karami, światowa federacja zachowała się jak na dyktatora przystało i wymusiła start mimo absurdalnego zderzenia terminów dwóch wielkich imprez.

To jeden z powodów rezygnacji ze startu w Japonii wielu czołowych graczy – w Kraju Kwitnącej Wiśni zabraknie takich siatkarskich tuzów, jak Wallace, Osmany Juantorena, Iwan Zajcew, Dmitrij Muserski, Maksim Michajłow, Simone Giannelli, Taylor Sander czy wspomnianych już naszych graczy. Stawką imprezy, oprócz punktów do rankingu FIVB, są pokaźne nagrody pieniężne.
Trener Heynen wraz z częścią kadry brązowych medalistów EuroVolley 2019 wyruszył do Tokio w niedzielę, dołączając na miejscu do przebywającej tam już od kilku dni drugiej części szerokiej kadry pod wodzą trenera Jakuba Bednaruka. Belgijski szkoleniowiec w pierwszym meczu turnieju, z Tunezją, wystawił skład podpowiedziany przez jego asystenta. Niczym nie ryzykował, bo mistrz Afryki to nie jest przeciwnik, przed którym nasi siatkarze mogą czuć respekt.

Z tunezyjskim zespołem nasza reprezentacja jeszcze nigdy nie przegrała. Przed wtorkową potyczką w Japonii grała z nim ośmiokrotnie i w tych spotkaniach oddała jedynie dwa sety. Tunezja sukcesy odnosi głównie w turniejach kontynentalnych. W 2017 roku została mistrzem Afryki po raz dziewiąty w historii. W imprezie międzynarodowej tylko raz dostała się do najlepszej dziesiątki, a miało to miejsce w 1984 roku na igrzyskach w Los Angeles. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata, tak udanych dla biało-czerwonych, Tunezyjczycy przegrali wszystkie mecze, a jedynymi osiągnięciami było urwanie po secie Serbii i Australii. Pozwoliło im to zająć przedostatnie, 23. miejsce w światowym czempionacie. W sierpniu tego roku w Gdańsku nasza drużyna w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio pokonała Tunezję 3:0.

Wygrali w eksperymentalnym składzie

Przez niespełna dwa miesiące siła obu drużyn nie mogła się radykalnie zmienić i nawet trzeci skład biało-czerwonych, który na dodatek zagrał we wtorek po raz pierwszy w takim składzie (Łomacz, Kaczmarek, Huber, Lemański, Szymura, Kwolek, Popiwczak oraz Janusz, Łukasik, Fornal, Szalacha), wygrał bez trudu w trzech setach. W środę 2 października kolejnym rywalem naszej ekipy będą gospodarze Pucharu Świata, Japończycy.

W kolejnych spotkaniach biało-czerwoni zmierzą się jeszcze ze Stanami Zjednoczonymi, Argentyną, Włochami, Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia, 2 października, godz. 12:20; Polska – USA, 4 października, godz. 8:00; Polska – Argentyna, 5 października, godz. 5:30; Polska – Włochy, 6 października, godz. 5:30; Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00; Polska – Egipt, 10 października, godz. 5:30; Polska – Australia, 11 października, godz. 5:30; Polska – Brazylia,13 października, godz. 8:00; Polska – Kanada, 14 października, godz. 5:30; Polska – Iran, 15 października, godz. 5.30.

Kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.