Indie: Rząd wyklucza muzułmanów

Indyjski parlament przyjął rządową ustawę o ułatwieniach w nadawaniu obywatelstwa uchodźcom z Afganistanu, Bangladeszu i Pakistanu, lecz pod jednym warunkiem: że nie są muzułmanami.

Do pierwszych manifestacji protestu doszło w północno-zachodniej części kraju, gdzie zginęło co najmniej sześć osób, by wczoraj objąć stolicę New Delhi. Policja biła manifestantów bez względu na wyznanie.
Nacjonalistyczna polityka premiera Narendy Modiego powoduje kolejne napięcia społeczne i ofiary. Jej celem jest marginalizacja społeczności muzułmańskiej w imię „tożsamości hinduskiej”, choć w Indiach od czasów niepodległości mieszka duża mniejszość wyznawców islamu – dziś to ok. 200 milionów osób (na ok. 1,3 miliarda ogółu populacji). Rząd Modiego odizolował już i wprowadził stan wojenny w muzułmańskim Kaszmirze, co stało się obiektem pełzającego konfliktu z sąsiednim Pakistanem. Tym razem zbuntowali się przede wszystkim muzułmanie ze stanu Assam, gdzie policja przystąpiła do krwawych represji.
Do protestów dołączyły ośrodki uniwersyteckie w całym kraju. W New Delhi, doszło do gwałtownych szarż policji na manifestantów: co najmniej setkę studentów odwieziono do szpitali. Na filmach widać zakrwawionych pracowników naukowych i studentów, sale zadymione gazem łzawiącym, ataki policji na kampusie i wokół.
Zdaniem ONZ, ustawa przyjęta przez nacjonalistyczny parlament jest „fundamentalnie dyskryminacyjna”. W północnych stanach władze wyłączyły internet i zakazały manifestacji. Premier Modi oskarżył opozycję o organizację zamieszek, a minister spraw wewnętrznych Amit Shah zapewniał w telewizji, że „kultura, języki, tożsamość i prawa polityczne naszych braci i sióstr z północnego wschodu pozostaną nienaruszone”, jednak znaczna część populacji muzułmańskiej jest poważnie zaniepokojona.
Przeciw ustawie manifestują też hinduiści, lecz z innego powodu: obawiają się, że wywoła ona falę emigracji do Indii hinduistów z Bangladeszu, którzy „odbiorą pracę”. Ich ustawowe uprzywilejowanie (jak i Sikhów) miałoby pogorszyć już i tak niewysoki poziom życia na północnym wschodzie kraju. Rząd zastanawia się nad wprowadzeniem stanu wyjątkowego w kilku stanach tej części subkontynentu.

Spot do prokuratury

Adam Bodnar wystąpił do prokuratury o wszczęcie śledztwa dotyczącego spotu wyborczego PiS mającego „jednoznacznie antyuchodźczy i antymuzułmański charakter”. Rzecznik twierdzi, że spot spełnia przesłanki „nawoływania do nienawiści na tle rasowym”.

 

„W ocenie RPO film ten, zgodnie z zamierzeniem autorów, miał przedstawić społeczność migrantów, a przede wszystkim uchodźców pochodzących z krajów arabskich i wyznających religię muzułmańską w negatywnym świetle i zmierzał do wywołania u odbiorców lęku oraz niechęci wobec tej społeczności” – poinformował rzecznik na swojej stronie internetowej. Dlatego też „RPO wystąpił do Prokuratora Okręgowego w Warszawie o wszczęcie z urzędu postępowania w kierunku ustalenia, czy spot nie miał na celu wzbudzenia wśród odbiorców nienawiści lub innych silnych negatywnych emocji wobec migrantów, uchodźców, osób pochodzenia arabskiego i wyznawców islamu, a tym samym czy nie doszło do popełnienia przestępstwa publicznego nawoływania do nienawiści ze względu na pochodzenie narodowe, etniczne lub wyznanie”.
W swoim zawiadomieniu Bodnar podkreślił, że z roku na rok wzrasta liczba przestępstw motywowanych nienawiścią, w związku z tym przekaz zawarty w spocie wyborczym PiS jest szkodliwy i może spełniać przesłanki art. 256 par. 1 Kodeksu karnego („kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”).
Jest już oczywiście reakcja rządzących. Beata Mazurek stwierdziła: – To już zaczyna być nudne, głównym zajęciem Rzecznika Praw Obywatelskich jest tylko walka z PiS. Zarzuty RPO są nieprawdziwe i mało poważne, spot PiS dotyczący uchodźców zawierał prawdę i mówił o planach PO w kwestii sprowadzenia imigrantów.

Pęka zmowa milczenia

Zaczyna pękać panująca w Niemczech niepisana zmowa milczenia polityków, służb oraz środków masywnego przykazu głównego nurtu na temat przestępstw popełnianych przez tzw. uchodźców. Wobec ujawnienia, że policja w Kolonii nic nie robiła, gdy setki imigrantów muzułmańskich napastowały w noc sylwestrową kobiety bawiące się na placu przed Katerdą Kolońską, biły je okradały, rozbierały, obmacywały, a co najmniej dwie zgwałciły, głos zabrała kanclerka Angela Merkel mówiąc niejasno o potrzenie zmiany prawa, aby móc wydalać takich “uchodźców”.

Obecnie, osoba zabiegająca w Niemczech o azyl może być wydalona, jeśli zostanie skazana na co najmniej 3 lata więzienia – i pod warunkiem, że w kraju, z którego przybyła, jej życie nie będzie zagrożone. W praktyce oznacza to, że wszyscy kieszonkowcy, uliczni handlarze narkotyków, i inni nie tacy znowu drobni przestępcy (3 lata więzienia!), mogą mieć uzasadnione przeświadczenie, że wydaleni nie zostaną.

W minionym roku do Niemiec przybyło na zaproszenie Angeli Merkel ponad milion imigrantów, głównie muzułmanów. Byli wpuszczani bez żadnej kontroli tożsamości, sanitarnej i wszelakiej innej. Obecnie odkryto, że setki tysięcy spośród nich nie ma paszportów, a to oznacza, że nikt ich nie wydali, bowiem nie wiadomo dokąd.

Ta sama policja kolońska, która ani drgnęła, by pomóc poniewieranym Niemkom i cudzoziemkom, okazała się w sobotę bardzo sprawna, gdy przyszło rozpędzić demonstrację przeciwników masowej imigracji muzułmanów do Europy. Nie działała już z polecenia dotychczasowego komendanta, Wolfganga Albersa, którego posłano na “czasowy urlop”, lecz jego zastępców. Albers najbardziej wsławił się tym, że w raporcie o nocy sylwestrowej ogłosił, że przebiegła spokojnie.

W nowym komunikacie policja kolońska podała, że poszkodowanych kobiet jest 379, z tego – 40 proc. doznało napaści seksualnych, czyli blisko 160. Policjanci znaleźli karteczki z tłumaczeniem najpotrzebniejszych zwrotów z arabskiego na niemiecki m. in: zabiję cię, chcę cię pieprzyć, duże cycki,

Wstrząsająca była relacja pewnego Niemca, który z tygodniowym opóźnieniem mógł opowiedzieć w telewizji, zaświadczając to własną twarzą i nazwiskiem, jak napastnicy obeszli się z pewnym mężczyzną, który bronił swoich kobiet. Już leżącego kopali w głowę parę metrów od policjantów, którzy palcem nie ruszyli.

Zmowa milczenia pękła tylko dlatego, że nie wytrzymało najpotężniejsze źródło informacji dla ludu, czyli Bild Zeitung, który w Nowy Rok po południu doniósł – jeszcze oględnie – o tym, co stało się w Kolonii. Wiadomo już, że to samo, na mniejszą skalę, zdarzyło się w Hamburgu, Stuttgarcie, Duesseldorfie. A potem parę zaczęły z ust puszczać tak samo poszkodowane kobiety w austriackim Salzburgu, szwajcarskim Zurychu, w Helsinkach, w Szwecji.

Z kompromitacji państwa niemieckiego z finezyjną złośliwością skorzystał minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, który w liście do swojego odpowiednika niemieckiego, Franka-Waltera Steinmeiera zwrócił się z prośbą o ustalenie, czy w noc sylwestrową poszkodowane zostały również Polki. Niemiec, robiąc dobrą minę do złej gry, odpowiedział, śmiertelnie poważnie, że nie. Żaden inny minister spraw zagranicznych do Niemca w tej sprawie nie pisał.

Podobnie zareagowali polscy kibice siatkówki. Podczas meczu kwalifikacyjnego z Niemcami przed Olimpiadą wywiesili na trybunach w Berlinie ogromny transparent z hasłem „Protect your women not our democracy!” („Chrońcie swoje kobiety nie naszą demokrację!”). Być może dlatego niemieccy siatkarze zebrali się w sobie i wygrali 3:2.

Z okoliczności skorzystał premier Słowacji, Robert Fico, głośny przeciwnik zaludniania Europy muzułmanami. Wezwał do zwołania nadzwyczajnego szczytu Unii Europejskiej poświęconego kwestii migracji, a wniosek uzasadnił tym, co spotkało kobiety miastach w niemieckich. Fico wskazał jeszcze, że widzi związek między kryzysem migracyjnym i terroryzmem. UE nie może czekać, aż do Europy dotrą dalsze miliony uchodźców i dlatego konieczne jest przyspieszenie utworzenia europejskiej straży granicznej i przybrzeżnej – ostrzegał.

Sposób na poprawne zachowanie imigrantów muzułmańskich wymyślił belgijski minister ds. polityki azylowej i imigracji, Theo Francken: w ośrodkach przyjęć migrantów będzie się prowadzić kursy „szacunku dla kobiet”.Chodzi o „wyjaśnienie, że u nas mężczyźni i kobiety są równi”, dodał. Będzie to tłumaczył ludziom, którzy mają głębokie przeświadczenie o wyższości swojej religii nad wierzeniami niewiernych. A swoja religia mówi im, że kobiety niewiernych mogą być niewolnicami, zaś taką, która jest niegodnie ubrana można zgwałcić. Mówi im też, że kobieta może pojawić się w przestrzeni publicznej tylko w towarzystwie opiekuna, czyli ojca, męża lub starszego brata, a te – z placu w Kolonii pijące szampana – to gatunek prostytutki, którą można poniewierać.

ROMST

Kolejny męczennik

Po 8 dniach służby izraelskie wytropiły i zastrzeliły Naszata Milhema, który na głównej ulicy Tel Awiwu zastrzelił dwóch przypadkowych mężczyzn i ranił 7 osób, w tym 2 ciężko. Znaleziono go w … starym domu rodzinnym we wsi Arara na północy Izraela, w którym się wychował.

Osaczony, zaczął się ostrzeliwać z tego samego pistoletu maszynowego uzi, który ukradł ojcu i z którego zastrzelił jeszcze taksówkarza Ajmana Szaabana – też Araba izraelskiego, jak on sam – któremu zabrał samochód i uciekł z Tel Awiwu. Nie przeszkodziło to krewnym i mieszkańcom wsi rodzinnej wspomagać mordercę. Policja przesłuchuje kilka osób. Trzy przebywają w areszcie. Istnieje podejrzenie, że Milhem działał w powiązaniu z Państwem Islamskim. Dlatego policja chciała ująć go żywego, ale nie miała wyjścia, gdy zaczął strzelać.

Z kolei w arabskiej części Jerozolimie odbyła się demonstracja setek zamaskowanych i uzbrojonych popleczników Hamasu z okazji pogrzebu innego z terrorystów, zastrzelonego przez zaatakowanych żołnierzy izraelskich. Jej uczestnicy skandowali na cześć Milhema: „O męczenniku, nasze dusze, naszą krew, nasze życie poświęcimy dla ciebie”. Zebrani strzelali w powietrze i demonstrowali posiadanie noży, tasaków i maczet.

Izraelska opinia publiczna została wstrząśnięta: Jerozolima wschodnia to z punktu widzenia prawa izraelskiego część stolicy, zaanektowana przed 35 laty, a nie Zachodni Brzeg, czy Strefa Gazy. Miejsce pogrzebu znajdowało się w pobliżu Uniwersytetu Hebrajskiego i sto metrów od dzielnicy żydowskiej nazywanej Wzgórzem Francuskim.

 

{loadposition social}
{loadposition zobacz_takze}