Opalenica już czeka na kadrę Polski

Trener naszej piłkarskiej reprezentacji Paulo Sousa ma w poniedziałek 17 maja ogłosić szeroką kadrę na mistrzostwa Europy, a już tydzień później powołani przez niego piłkarze zbiorą się w Opalenicy na zgrupowaniu, na którym do 8 czerwca będą szlifować formę przez Euro 2021.

Ostateczny skład biało-czerwonych na Euro 2021 portugalski szkoleniowiec musi podać do 1 czerwca. UEFA z powodu pandemii koronawirusa rozluźniła surowe zwykle rygory przy ustalaniu składów. W tegorocznych mistrzostwach naszego kontynentu kadry zespołów mają liczyć nie 23, lecz 26 zawodników, a na dodatek do pierwszego spotkania w turnieju trenerzy będą mogli w przypadku zakażeń koronawirusem lub kontuzji wymieniać graczy. Turniej oficjalnie rozpocznie się 11 czerwca, a Polacy swoje spotkania fazy grupowej rozegrają 14 czerwca ze Słowacją (w Petersburgu), 19 czerwca z Hiszpanią (w Sewilli) oraz 23 czerwca ze Szwecją (ponownie w Petersburgu). Wykreślenie przez UEFA Dublina i Bilbao z grona miast-gospodarzy Euro 2021 zmusiło PZPN do zmiany planów. Władze naszej piłkarskiej federacji związku postanowiły zrezygnować z wcześniej zarezerwowanego centrum pobytowego w Portmarnock pod Dublinem i na nową bazę dla reprezentacji na czas turnieju Euro 2021 wybrały hotel Marriott Resort&Spa w Sopocie.
Zanim jednak kadra Paulo Sousy przeniesie się do Trójmiasta (trenować będzie na stadionie w Gdańsku), do startu w mistrzostwach Europy szykować formę będzie w Opalenicy. Przez moment rozważano wariant wykorzystania ośrodka Remes także jako bazy pobytowej, lecz dla urozmaicenia zdecydowano się jednak na oddzielenie zgrupowania przygotowawczego. Dla piłkarzy kilka tygodni w jednym miejscu mogłoby być nużące.
Ale na szlifowanie formy ośrodek piłkarki w Opalenicy jest idealnym miejscem. Kadrowicze zjawią się w hotelu Remes 24 maja. Ośrodek, który podczas Euro 2012 służył jako baza pobytowa reprezentacji Portugalii, jest już gotowy na przyjęcie reprezentacji Polski. Trener Paulo Sousa obejrzał już hotel i jego sportową infrastrukturę. Zrobił to podczas pierwszego pobytu w Polsce i widać uznał, że opinia jaką wydali mu jego rodacy, którzy dziewięć lat temu dotarli do półfinału rozgrywanych na Ukrainie i w Polsce mistrzostw Starego Kontynentu, nie była przesadzona. Nawiasem mówiąc ośrodek w Opalenicy wybrał poprzednik Sousy Jerzy Brzęczek, co jak widać nie miało żadnego znaczenia.
Dyrektor hotelu Remes Jakub Wrobiński w wypowiedziach dla mediów podkreślał, że dla reprezentantów Polski zaskoczeniem mogą być wprowadzone przez portugalskiego szkoleniowca zmiany w menu. „Trener Sousa chce trochę zmienić nawyki żywieniowe. W sztabie szkoleniowym reprezentacji jest spora grupa wegan i to pewnie pod ich wpływem w jadłospisie pojawi się więcej potraw wegańskich. Sam jestem bardzo ciekawy, co dołożą, a z czego zrezygnują, bo gościmy wiele zespołów piłkarskich i sporo wiemy o kuchni sportowej. Polska kadra ma swojego kucharza, który tu na miejscu będzie współpracował z naszym szefem kuchni. Nie jest to dla nas jakieś wielkie wyzwanie. W ubiegłym roku gościliśmy drużynę AS Monaco, dla któej szykowaliśmy zróżnicowany bufet i na stołach stało czasem nawet 20 podgrzewaczy do portaw” – zapewniał Wrobiński.
Dla Opalenicy możliwość goszczenia reprezentacji Polski będzie największym wydarzeniem od Euro 2012, gdy gościła tu reprezentacja Portugalii. Cały hotel i kompleks treningowy biało-czerwoni będą mieli tylko dla siebie, a na teren ośrodka będzie można wejść tylko po uprzednim uzyskaniu akredytacji. Nikt postronny się tu nie dostanie, o co ma zadbać wzmocniona na czas pobytu polskiej kadry ochrona. W hotelu Remes znajdzie się miejsce na centrum prasowe, ale na razie nie wiadomo czy jakieś treningi biało-czerwonych zostaną otwarte dla kibiców. Portugalczycy podczas Euro 2012 zorganizowali kilka takich ogólnie dostępnych sesji treningowych, głównie dla lokalnej społeczności. Cieszyły się one ogromnym zainteresowaniem, na stadion za darmo na podstawie zaproszeń mogło wejść około tysiąca osób. W czasach pandemii koronawirusa takie sytuacje mogą być kłopotliwe do zorganizowania. Decyzja w tej kwestii nie leży do końca w gestii PZPN, bo regulacje także w takich sprawach UEFA może wprowadzić obligatoryjnie dla wszystkich uczestników mistrzostw Europy.
W trakcie zgrupowania nasza reprezentacja rozegra dwa spotkania towarzyskie – 1 czerwca we Wrocławiu zagra z Rosją, a tydzień później w Poznaniu zmierzy się z Islandią. Tuż po tym meczu kadra pożegna się z hotelem Remes oraz Opalenicą i przeniesie się do bazy pobytowej w Sopocie.
Na razie wielką niewiadoma jest liczba zawodników powołanych do kadry. Z różnych nieformalnych przecieków docierają dwie sprzeczne koncepcje – jedna zakłada, że Paulo Sousa zaprosi na zgrupowanie grupę 35-36 zawodników, z których wybierze 26. Taki pomysł ujawnił w jednej z medialnych wypowiedzi sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki. Ostatnio jednak w przestrzeni medialnej pojawiły się pogłoski, że portugalski szkoleniowiec zamierza powołać na zgrupowanie w Opalenicy od razu 26 piłkarzy, żeby uniknąć niepotrzebnych „kwasów” w ekipie. Na jaki wariant ostatecznie się zdecyduje, przekonamy się 17 maja, gdy ogłosi powołania do kadry.
Sousa już w marcowych meczach eliminacji mistrzostw świata 2022 z Węgrami, Andorą i Anglią pokazał, że nie boi się odważnych decyzji personalnych. Dowodziły tego choćby powołania dla 20-letniego obrońcy Rakowa Częstochowa Kamila Piątkowskiego czy 17-letniego pomocnika Pogoni Szczecin Kacpra Kozłowskiego, a także zaproszenie na kadrę Kamila Grosickiego, który od miesięcy nie gra w zespole West Bromwich Albion. Trzon kadry pozostanie zapewne bez zmian – tworzą go Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Kamil Glik i Jan Bednarek. Większym problemem dla selekcjonera będzie dobranie zawodników drugiego planu, a na wielkich turniejach to właśnie jakość zmienników często decyduje o wyniku.

48 godzin sport

Fabiański najlepszy w Londynie
Łukasz Fabiański (na zdjęciu) został wyróżniony przez London Football Awards nagrodą dla bramkarza roku. Polski golkiper pokonał silną konkurencję, bo w londyńskich zespołach grają m.in. Edouarda Mendy i Kepa w Chelsea, Bernd Leno z Arsenalu czy Hugo Lloris w Tottenhamie. Ale West Ham w dużej mierze dzięki Fabiańskiemu i jego pewnym interwencjom zajmuje piąte miejsce w Premier League i wciąż liczy się w grze o awans do Ligi Mistrzów. Przed „Młotami” jednak trudne zadanie, bowiem na pięć kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają na koncie 55 punktów i tracą do czwartej w tabeli Chelsea trzy „oczka”, a tuż za plecami mają FC Liverpool (54 pkt), Tottenham (53 pkt) i Everton (52 pkt). Fabiański już trzeci sezon jest podstawowym bramkarzem londyńskiego zespołu. W obecnym sezonie wystąpił w 33 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, 10-krotnie zachowując czyste konto.

Sparingi naszych siatkarskich reprezentacji przed Ligą Narodów
Reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn rozpoczęła przygotowania do startu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Przebywająca na zgrupowaniu w spale kadra biało-czerwonych 13 i 14 maja rozegra w Łodzi dwa mecze towarzyskie z drużyną Belgii. Będą to jej ostatnie sprawdziany przed występem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Także w Łodzi dwa sparingowe spotkania w dniach 15 i 16 maja rozegra nasza kadra siatkarek, dla której będą to również ostatnie testy przed startem w Lidze Narodów. Wszystkie cztery mecze pokaże Polsat Sport.

Fin nowym kontrolerem sprzętu skoczków narciarskich
Pod koniec marca ogłoszono, że kontrolujący od lat sprzęt skoczków narciarskich podczas zawodów Pucharu Świata Austriak Sepp Gratzer przechodzi na emeryturę. W minioną środę Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) podała nazwisko jego następcy. Od nowego sezonu postrachem ewentualnych oszustów sprzętowych będzie pochodzący z Lahti 57-letni Fin Mika Jukkara, były skoczek narciarski, który od 2007 roku był m.in. delegatem technicznym FIS.

Paulo Sousa 1 czerwca ogłosi kadrę na Euro 2021
Selekcjoner kadry Polski Paulo Sousa skorzysta z decyzji UEFA i powoła na rozpoczynające się 11 czerwca mistrzostwa Europy kadrę złożoną z 26 zawodników. Jej skład ogłosi 1 czerwca.

Poważna kontuzja Bartosza Białka podczas treningu „Wilków”
Występujący od tego sezonu w barwach VfL Wolsfburg Bartosz Białek podczas treningu doznał zerwania więzadeł krzyżowych w lewym kolanie. Dla 19-letniego napastnika oznacza to rozbrat z futbolem do końca tego roku. Białek w tym sezonie był zmiennikiem gwiazdy zespołu „Wilków” Holendra Wouta Weghorsta. W sumie utalentowany polski piłkarza wystąpił w 19 meczach i strzelił dwa gole.

Polski piłkarz szaleje za oceanem w Lidze Mistrzów CONCACAF
Kacper Przybyłko strzelił dwa gole dla Philadelphii Union i dodatkowo zaliczył asystę w ćwierćfinale Ligi Mistrzów strefy CONCACAF wygranym na wyjeździe 3:0 meczu z Atlanta United. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w Chester w nocy z 4 na 5 maja polskiego czasu. 28-letni Przybyłko ma już na koncie w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów CONCACAF cztery trafienia i jest liderem klasyfikacji strzelców. Zwycięzca w tej parze w półfinale rozgrywek (10-12 sierpnia i 14-16 września) zmierzy się z lepszym z pary Portland Timbers (USA) – Club America (Meksyk). Urodzony w Niemczech w rodzinie polskich migrantów Przybyłko to były młodzieżowy reprezentant Polski. Jego ojciec, Mariusz, był piłkarzem, a mama Wioletta lekkoatletką. Jego starszy brat Mateusz jest reprezentantem Niemiec w skoku wzwyż, zaś brat bliźniak Jakub także uprawia piłkę nożną.

Euro 2021: UEFA narobiła bałaganu

UEFA w minionym tygodniu odebrała Bilbao i Dublinowi rolę gospodarzy turnieju Euro 2021. Akurat w tych dwóch miastach swoje mecze miała rozegrać reprezentacja Polski – w Bilbao biało-czerwoni mieli zmierzyć się z Hiszpanią, a w Dublinie ze Szwecją i Słowacją. Wiadomo już, że z Hiszpanami nasza drużyna zagra w Sewilli, a ze Szwedami i Słowakami w Petersburgu.

W piątek przed południem prezes PZPN Zbigniew Boniek puścił w świat informację, że władze UEFA już oficjalnie przeniosły mecze grupowe Polaków w mistrzostwach Europy. Zamiast w Dublinie i Bilbao nasza reprezentacja zagra w Sewillii i Petersburgu. Bilbao i Dublin straciły status gospodarzy Euro 2021 dlatego, że nie były w stanie zagwarantować wpuszczenia na trybuny ograniczonej liczby widzów – na co najmniej 25 procent miejsc. W związku z tą zmianą PZPN zrewidował też swoje wcześniejsze postanowienia związane z wyborem bazy dla reprezentacji Polski i odwołał rezerwację dokonaną w hotelu Portmarnock Hotel & Golf Links pod Dublinem. „Teraz, gdy już wiemy gdzie zagramy, na pewno zmienimy bazę i nie będzie to Irlandia. Na stole są różne scenariusze. Gdy już będą oficjalne decyzje, o wszystkim poinformujemy” – na gorąco informował media rzecznik związku i reprezentacji Jakub Kwiatkowski.
Ale spekulacji to nie ucięło. Wedle nieoficjalnych jak na razie informacji pracownicy PZPN dokonali już rezerwacji hotelu Radisson Blu w Sopocie, w którym drużyna mieszkała podczas zgrupowania w październiku ub. roku przed meczami z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Kadra ma mieszkać w Sopocie, ale trenować będzie na stadionie Lechii Gdańsk, na którym w maju zostanie położona nowa murawa, bo obiekt ten będzie jak wiadomo areną finałowego meczu Ligi Europy. Natomiast na mecze w mistrzostwach Europy w Petersburgu i Sewilli biało-czerwoni latać będą z lotniska w Gdańsku. Miejmy nadzieję, że gdański port lotniczy będą wykorzystywać do podróży także na spotkania w kolejnych fazach turnieju.
Wcześniej jednak kadra Polski ma spotkać się w Opalenicy. To tamtejszym ośrodku 24 maja rozpocznie się zgrupowanie biało-czerwonych, w trakcie którego rozegrają dwa spotkania towarzyskie – z Rosją we Wrocławiu (1 czerwca) oraz z Islandią w Poznaniu (8 czerwca). Pierwszy mecz grupowy w turnieju Euro 2021 nasza reprezentacja rozegra 14 czerwca w Petersburgu ze Słowacją, potem czeka ją wyprawa do Sewilli na mecz z Hiszpanią (19 czerwca), a na koniec grupowych zmagań zmierzy się ponownie w Petersburgu ze Szwecja (23 czerwca).
Na razie jednak nic na sto procent nie jest przesądzone, a będzie dopiero po oficjalnym komunikacie ogłoszonym przez Polski Związek Piłki Nożnej. Chociaż wybór Gdańska na założenie bazy wypadowej na Euro 2021 po zamianie gospodarzy meczów z udziałem naszej drużyny trudno zakwestionować. Rzut oka na mapę Europy wystarczy by dostrzec, że chociaż Sewillę i Petersburg dzieli ponad cztery tysiące kilometrów, to akurat Gdańsk leży mniej więcej pośrodku drogi między tymi miastami, zatem trudno wybrać sensowniejsze usytuowanie bazy dla zespołu, który będzie musiał najpierw zagrać w Petersburgu, potem w Sewilli, a następnie znów w Petersburgu.
Ale trzeba pamiętać, że na pewno swoje trzy grosze co do wyboru miejsca na bazę będzie chciał wtrącić portugalski selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa, a pewnie i prezes PZPN Zbigniew Boniek zechce mieć w tej kwestii ostatnie słowo. Decyzja musi jednak zapaść względnie szybko i pewnie zapadnie, bo w czym jak w czym, ale w takich organizacyjnych sprawach nasza federacja za rządów Bońka nie prowadziła żadnych społecznych konsultacji.
Dla przypomnienia: tegoroczne mistrzostwa Europy są imprezą przełożoną z powodu pandemii z poprzedniego roku. W turnieju organizowanym w 12 europejskich miastach rywalizować będą 24 drużyny podzielone na sześć czterozespołowych grup. Biało-czerwoni trafili do grupy z zespołami Hiszpanii, Szwecji i Słowacji. Najbardziej utytułowaną w mistrzostwach Europy ekipę w tym towarzystwie mają Hiszpanie, którzy triumfowali w kontynentalnym czempionacie trzykrotnie (1964, 2008, 2012), a raz zdobyli tytuł wicemistrzowski (1984). Szwedzi mają w dorobku półfinał osiągnięty w 1992 roku, a Słowacy w 2016 roku zakończyli rywalizację w 1/8 finału. Najlepszy wynik naszej reprezentacji to awans do ćwierćfinału w turnieju Euro 2016, w którym w rzutach karnych przegrała Portugalczykami, późniejszymi triumfatorami imprezy rozgrywanej na francuskich stadionach.
Warto też zauważyć, że występ biało-czerwonych w obecnych finałach mistrzostw Europy jest czwartym z rzędu w tej imprezie. Jak nie szło naszym piłkarzom, to nie szło do pierwszych 12 turniejów się nie zakwalifikowali. Ale potem awansowali na Euro 2008, gościli Euro 2012 i pięknie zagrali na Euro 2016. Pora teraz wywalczyć w końcu jakiś medal.

Gdyby się nie bali, to by z Anglią wygrali

Biało-czerwoni znowu nie wygrali z Anglikami na Wembley, ale byli naprawdę bliscy powtórzenia legendarnego remisu z 1973 roku. Trener Paulo Sousa w krótkim czasie wiele poprawił z grze polskiej reprezentacji, nie zdołał tylko wykorzenić tkwiącej głęboko w mentalności naszych piłkarzy niewiary w swoje możliwości. I tylko dlatego angielski zespół zgarnął komplet punktów.

W meczu z Anglią na Wembley przed naszą piłkarską reprezentacją stanęły dwa wyzwania. Zanim zaczęli grę musieli wybrać postawę wobec ruchu Black Lives Matter, czyli zdecydować czy uklękną razem z piłkarzami angielskiej drużyny, czy wzorem Czechów stać wskazując tylko ręką na promowane przez UEFA i FIFA na koszulkach zespołów reprezentacyjnych hasło „Respect”, które ma przypominać o wzajemnym szacunku i tolerancji bez względu na płeć, kolor skóry, wiek czy umiejętności sportowe. Prezes PZPN Zbigniew Boniek jeszcze przed meczem dawał do zrozumienia, że jest zwolennikiem tego drugiego rozwiązania. Widać jego osąd przesądził, bo nasi piłkarze nie klęczeli razem z Anglikami, co brytyjskie media rzecz jasna natychmiast wychwyciły i skomentowały. PZPN dzień po meczu na Wembley puścił więc w świat taki oto komunikat: „Piłkarze reprezentacji Polski przed meczem z Anglią na Wembley zajęli neutralne i apolityczne stanowisko wobec inicjatywy Black Lives Matter. Jednocześnie podkreślamy, że wszyscy reprezentanci Polski są solidarnie przeciwni wszelkim przejawom rasizmu i nietolerancji. PZPN w swoich statutowych działaniach i powinnościach zawsze kierował się otwartością, przestrzeganiem zasad równości, tolerancji i równouprawnienia wobec wszystkich ludzi, niezależnie od ich miejsca zamieszkanie, koloru skóry, wyznania oraz poglądów politycznych. Aby wyrazić swój sprzeciw, reprezentanci Polski przed pierwszym gwizdkiem meczu z Anglią wskazali na zamieszczony na lewym rękawie koszulki napis UEFA Respect, który nawiązuje do prowadzonej przez europejską federację kampanii przeciwko rasizmowi, ksenofobii i nietolerancji” – napisano. Tą światopoglądową potyczkę biało-czerwoni zakończyli wynikiem remisowym, czyli w równym stopniu narazili się zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom akcji Black Lives Matter.
Na boisku w starciu z reprezentacją Anglii też byli bliscy osiągnięcia wyniku remisowego, chociaż do przerwy zapowiadało się, że znowu wyjadą z Wembley boleśnie pobici. Polska drużyna jeszcze nigdy nie pokonała „Synów Albionu” na ich terenie, co samo w sobie wywołuje u naszych piłkarzy poczucie niższości do tego stopnia, że wychodząc na murawę stadionu Wembley nawet nie myślą, żeby z Anglikami wygrać, tylko żeby kompromitująco nie przegrać. Ale Paulo Sousa właśnie chce z nich taki sposób myślenia wykorzenić i zastąpić „mentalnością zwycięzców”. I w środę właśnie dokonał takiego pierwszego przeszczepu, wystawiając do gry trzech obrońców i dwóch napastników. Co prawda jeśli odrzucimy piłkarską nowomowę i grających na flankach linii defensywnej Macieja Rybusa i Bartosza Bereszyńskiego zamiast traktować jako tzw. wahadłowych uznamy po prostu za bocznych obrońców, to liczba graczy defensywnych de facto urasta nam do pięciu, a doliczając dwójkę defensywnych pomocników, czyli Grzegorza Krychowiaka i Jakuba Modera, nawet do siedmiu. Inna sprawa, że takie ustawienie preferuje też trener rywali Gareth Southgate. Ale jak słusznie podkreślił Portugalczyk na pomeczowej konferencji, jego angielski kolega po fachu prowadzi już swój zespół od ponad pięciu lat. „My dopiero zaczynamy grać w nowym ustawieniu i jeszcze nie wszystko nam dobrze wychodzi, ale moi zawodnicy wierzą w ten pomysł. Musimy pamiętać, że to dopiero nasz trzeci mecz. Wydaje mi się, ze w pierwszej połowie zabrakło równowagi. Wahadłowi, czyli Bereszyński i Rybus, a zwłaszcza Rybus, byli nieco za nisko, by lepiej zakładać pressing. W drugiej połowie było z tym lepiej, dzięki pressingowi zdobyliśmy bramkę. W tamtym momencie byliśmy dominującą drużyną. Wówczas myślałem, że możemy ten mecz wygrać” – stwierdził Sousa. Nie był w tym myśleniu odosobniony. Po wejściu Kamila Jóźwiaka i Arkadiusza Milika, a co za tym idzie zmianie ustawienia, nasz zespół nie tylko doprowadził do wyrównania, ale aż do 85. minuty rzeczywiście sprawiał wrażenie, że może wpakować Anglikom jeszcze jednego gola i wreszcie zwyciężyć na Wembley. Ale we wrześniu nasz zespół będzie miał za sobą tygodnie wspólnych treningów przed i w trakcie Euro 2021, więc wrześniowy rewanż w Polsce, oby już z Robertem Lewandowskim, może być dla Anglików bolesną przygodą. Bo jeśli myślą, że już mają awans z grupy I w kieszeni, to są niepoprawnymi bufonami.

Z Anglią zagramy bez Lewandowskiego

W dwóch marcowych meczach eliminacyjnych nasza reprezentacja zdobyła cztery punkty, strzelając sześć goli. Połowę z nich zdobył Robert Lewandowski, którego jednak z powodu kontuzji odniesionej w meczu z Andorą zabraknie w kończącym marcową serię gier spotkaniu z Anglią na Wembley.

Lewandowski miał ogromnego pecha, bo kontuzji w meczu z Andorą doznał na minutę przed zaplanowaną zmianą. Z relacji lekarza kadry Polski Jacka Jaroszewskiego wynika, że gdy „Lewy” zszedł z boiska i opisał swoje dolegliwości, od razu pojawiły się obawy, że może to być uraz więzadła pobocznego kolana. „Miałem nadzieję, że zostało tylko naciągnięte, ale taką kontuzję można realnie ocenić dopiero po 5-10 godzinach” – opowiadał Jaroszewski. Lewandowski w poniedziałek rano nadal czuł jednak ból w nadwyrężonym prawym kolanie. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało, że więzadło zostało naciągnięte na granicy naderwania. „To nie był jeszcze wielki problem, bo więzadła regenerują się najszybciej i można je dobrze zabezpieczyć. Dlatego gdyby mecz z Anglią był rozgrywany w najbliższy weekend, to pewnie zdołalibyśmy doprowadzić Lewandowski do pełni sił i mógłby zagrać. Ale mecz na Wembley gramy w środę, a dwa dni po urazie to zdecydowanie za mało, bo byłoby ryzyko pogłębienia urazu. Przez pierwsze dwie-trzy doby o kontuzji nie można grać” – przekonywał doktor Jaroszewski. I zapewniał, że Lewandowskiemu jest teraz potrzebne szybkie, kompleksowe leczenie, dlatego od razu wraca do Bayernu. „Realne jest, że zagra 7 kwietnia w Lidze Mistrzów z Paris Saint-Germain, a może nawet będzie gotowy do gry już w najbliższą sobotę w hicie Bundesligi z RB Lipsk” – zapewniał Jaroszewski.
W Niemczech kontuzja Lewandowskiego natychmiast stała się gorącym tematem. Dziennik „Bild” od razu poddał w wątpliwość optymistyczne prognozy sztabu medycznego polskiej reprezentacji i uznał, że występ polskiego snajpera Bayernu w sobotnim starciu z RB Lipsk jest wykluczony, a w środowym meczu Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain wielce wątpliwy. I od razu zaczął spekulować, co zrobi trener Hansi Flick. Nie dał się wmanewrować w ten tok rozumowania dyrektor sportowy RB Lipsk, Markus Kroesche. „Generalnie nikomu nie życzymy kontuzji. Skupiamy się na sobie. Ale wiemy też, że nawet bez Lewandowskiego Bayern wystawi przeciwko nam potężną drużynę” – stwierdził w rozmowie z „Bildem”.
Na Wyspach Brytyjskich absencja kapitana reprezentacji Polski w meczu z Anglią także była szeroko komentowana w mediach. „To ogromny cios dla polskiej drużyny i jej nadziei na uzyskanie znaczącego wyniku w spotkaniu z ekipą Trzech Lwów, która jest największą przeszkodą na drodze do zakwalifikowania się do mistrzostw świata 2022 w Katarze” – napisał „Daily Mail”. W redakcyjnym komentarzu wyrażono opinię, że Lewandowski, jeden z najgroźniejszych napastników w światowym futbolu, pokazał, jak bardzo jest ważny dla Polski i jej nadziei na dobry występ w tegorocznych mistrzostwach Europy, strzelając dwa gole w niedzielnym meczu z Andorą. I podkreślono, iż kibice w obu krajach z niecierpliwością czekali na starcie dwóch kapitanów i liderów w swoich zespołach – Lewandowskiego z Harrym Kane’em. „Szkoda, że nie zobaczymy w bezpośrednim starciu dwóch najlepszych obecnie napastników na świecie i nie przekonamy się, który z nich ma przewagę na arenie reprezentacyjnej” – podsumował „Daily Mail”. Dziennik „The Sun” skupił się bardziej na podkreślaniu dokonań Lewandowskiego, żeby tym bardziej uzmysłowić swoim czytelnikom wagę osłabienia reprezentacji Polski. „Lewandowski zdobył 47 bramek w 42 meczach w tym sezonie dla klubu i reprezentacji, w tym 16 w ostatnich 10 występach. Jego nieobecność zwiększa szanse Anglii na zwycięstwo, które dopełniłoby hat-tricka eliminacyjnych wygranych i umocniłoby ją na pierwszym miejscu w grupie”. A „Daily Telegraph” przypomniał, że Lewandowski był wskazywany przez trenera reprezentacji Anglii Garetha Southgate’a jako największe zagrożenie. „Nie bez powodu, bo 32-letni napastnik Bayernu Monachium jest rekordzistą reprezentacji Polski pod względem liczby strzelonych goli – w 118 meczach zdobył ich 66”.
W Polsce natomiast kontuzja „Lewego” spowodowała lawinę pretensji pod adresem selekcjonera reprezentacji Paulo Sousy. Zarzucano mu, że popełnił gruby błąd wystawiając najlepszego gracza na mecz z Andorą, rywala znacznie słabszego od Węgrów, z którym polska drużyna powinna uporać się nawet bez swojego lidera. Z tymi opiniami polemizował głównie prezes PZPN Zbigniew Boniek, który po meczu z Andorą mocno uaktywnił się nie tylko w mediach społecznościowych, ale chętnie wypowiadał się też na łamach gazet i portali internetowych oraz przez telewizyjnymi kamerami. Na ogół trzymał emocje na wodzy i rzeczowo wypowiadał się na temat czekającej biało-czerwonych środowej potyczki z Anglikami na Wembley. W rozmowie z Pawłem Wilkowiczem z portalu sport.pl tak przewidywał taktykę jaką przyjmie nasz zespół: „Na pewno nie będziemy grali aż tak wysokim pressingiem, jak w innych meczach. Ranga przeciwnika zmusza do zachowania ostrożności. Będziemy starali się dobrze pokryć i zabezpieczyć naszą połowę boiska i wychodzić z kontratakami, starając się zdobyć piłkę w środkowej strefie. Ale zobaczymy jak to wszystko się ułoży” – stwierdził Boniek, dla którego potyczka z Anglią będzie ostatnią w eliminacjach MŚ 2022 w roli prezesa PZPN. „Jeśli nawet przegramy z Anglią, to nic się nie stanie. To jest mój ostatni mecz o punkty jako prezesa PZPN, 33. od czasu, kiedy układałem sobie reprezentację po swojemu. W 32 meczach wygrała 23 razy, sześć razy zremisowała i tylko trzy razy doznała porażek. To nie jest wynik drużyny słabej, to jest wynik dobrej drużyny. I prawdę mówiąc to serce mnie boli, że nie będę z nią do końca eliminacji” – przyznał prezes Boniek.
Koronawirus coraz mocniej miesza szyki trenerowi Sousie, bo do już wcześniej zarażonych Covid-19 Mateusza Klicha i Łukasza Skorupskiego we wtorek dołączyli Kamil Piątkowski i Grzegorz Krychowiak, więc nie wiadomo w jakim składzie i jakim ustawieniu biało-czerwoni zagrają przeciwko Anglikom. W wygranych 5:0 meczu z San Marino w drużynie „Synów Albionu” zagrali: Nick Pope – Reece James (46. Kieran Trippier), Conor Coady, John Stones (46. Tyrone Mings), Ben Chilwell – Jesse Lingard, Kalvin Phillips, James Ward-Prowse, Mason Mount (46. Jude Bellingham), Raheem Sterling (46. Phil Foden) – Dominic Calvert-Lewin (63. Ollie Watkins), natomiast w wygranym 2:0 wyjazdowym spotkaniu z Albanią trener Southgate wystawił taki skład: Nick Pope – Kyle Walker, John Stones, Harry Maguire, Luke Shaw – Raheem Sterling, Kalvin Phillips (71. James Ward-Prowse), Declan Rice, Mason Mount, Phil Foden (81. Jesse Lingard) – Harry Kane.

Dopiero mecz z Anglikami pokaże, ile Paulo Sousa jest wart jako trener kadry Polski

Paulo Sosusa przechodzi przyspieszony kurs polskiego futbolu i jak każdy początkujący popełnia błędy. W Budapeszcie zdołał skorygować swoje pomyłki i biało-czerwoni wyszarpali remis 3:3, lecz w spotkaniu z Andorą na stratę kolejnych punktów już nie mógł sobie pozwolić. Ten mecz musiał wygrać.

Nawet pobieżna lektura komentarzy i opinii po meczu Węgry – Polska rozwiała złudzenia, że może chociaż Paulo Sousa będzie w naszym rodzimym piłkarskim światku uczciwie oceniany. Portugalski selekcjoner biało-czerwonych został przez liczne grono różnych futbolowych ekspertów mocno skrytykowany – za niewłaściwą ich zdaniem taktykę i zły wybór piłkarzy na niektóre pozycje. Co ciekawe, najbardziej radykalni w osądach byli na ogół ci, którzy w przeszłości jako piłkarze czy trenerzy sami w różnych okresach byli w reprezentacji Polski pomyłką.
Dla przypomnienia – Sousa w meczu z Węgrami wystawił taki oto skład: Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Michał Helik (58. Kamil Glik), Jan Bednarek, Arkadiusz Reca (79. Maciej Rybus) – Sebastian Szymański (59. Kamil Jóźwiak), Jakub Moder (59. Krzysztof Piątek), Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński – – Arkadiusz Milik (84. Kamil Grosicki), Robert Lewandowski. Niewątpliwą niespodzianką z jego strony było posadzenie na ławie Glika, a wystawienie zamiast niego debiutanta w kadrze Helika. Na pewno nie był to jednak błąd, bo Helik zagrał przyzwoicie i to nie on zawalił przy straconych bramkach, a został zmieniony głównie dlatego, że został ukarany żółtą kartką i potem w kilku sytuacjach był przez cwanych Madziarów wręcz prowokowany do ostrych starć, po których niemiecki sędzia Felix Brych zaczął go ostrzegać przed konsekwencjami i druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dosłownie wisiała już w powietrzu. Glik wcale nie zagrał lepiej, czego najlepszym dowodem jest to, że już z nim na boisku biało-czerwoni w 78. minucie dali sobie strzelić frajerską bramkę.
Tak naprawdę to pomyłką Sousy było wystawienie do gry Arkadiusza Recy, bo nie jest to niestety piłkarz na poziomie reprezentacyjnym i raczej nigdy na ten poziom się nie wdrapie. Wielce dyskusyjna była też zastosowana przez portugalskiego trenera skomplikowana taktyka, wymagająca co najmniej solidnego przećwiczenia na kilkunastu treningach i w kilku meczach, żeby mogła być z powodzeniem przez nasz zespół stosowana. Węgrzy zagrali w niemal identycznym ustawieniu, lecz oni taką taktykę stosują już od dłuższego czasu i to im dało przewagę. Inna sprawa, że dwa pierwsze gole strzelili po żenujących błędach polskiej defensywy.
Na plus trzeba Sousie zapisać to, że zdołał w odpowiednim momencie właściwie zdiagnozować przyczynę słabej gry zespołu i wprowadził do gry zawodników potrafiących dodać zespołowi jakości – mowa o Kamilu Jóźwiaku i Krzysztofie Piątku, zdobywcach bramek wyrównujących stan meczu na 2:2. Po meczu Portugalczyk przyznał szczerze, że gdyby jeszcze raz mógł wybrać skład na ten mecz, dokonałby w nim kilku korekt. Nazwisk graczy, którzy zawiedli jego oczekiwania nie podał, ale można być pewnym, że w szatni w dyplomację raczej się nie bawił. Na ile mu to pomogło w ustawieniu odpowiednich relacji z zespołem, przekonamy się jednak tak naprawdę dopiero w środę, podczas meczu z Anglią, bo to będzie najbardziej wiarygodny miernik zmian jakościowych w grze polskiej reprezentacji po nieoczekiwanej zmianie selekcjonera. Nic nie ujmując węgierskiej drużynie, pewnie gdyby biało-czerwoni zagrali z nimi raz jeszcze, choćby w niedzielę zamiast z Andorą, już raczej trzech goli by sobie wbić nie dali. A tylko świadomość błędów może sprawić, że nie popełni się ich ponownie. I pewnie dlatego Paulo Sousa przed spotkaniem z Andorą, 151. reprezentacją w rankingu FIFA (Polska jest w nim sklasyfikowana na 19. miejscu) zapowiedział, że wystawi do gry najsilniejszy skład, bo kadra to nie laboratorium i nie jest miejscem nieustannych eksperymentów. „Rozpoczęliśmy proces wprowadzania do zespołu nowych pomysłów w meczu z Węgrami, więc nie mogę teraz przerwać ciągłości w stosowaniu tej strategii. Chcemy w ramach procesu doskonalenia zespołu utrzymać stabilność kadrową, jednocześnie wpuszczając do gry nowych zawodników, na pewno jednak nie jedenastu” – stwierdził przed meczem z Andorą selekcjoner biało-czerwonych.
Niedzielni rywale biało-czerwonych nie przyjechali do Warszawy z ambicjami na dobry wynik. „Jeśli będziemy w stanie przejąć piłkę, to spróbujemy zaatakować. Wiemy jednak, że to będzie trudne i z pewnością będziemy musieli skupić się na obronie” – przyznał selekcjoner reprezentacji Andory Koldo Alvarez, który prowadzi ten zespół od 2010 roku, a pierwsze zwycięstwo pod jego wodzą drużyna wywalczyła dopiero po siedmiu latach, pokonując u siebie 9 czerwca 2017 roku reprezentację… Węgier 1:0 w eliminacjach do mundialu w Rosji. „Chcemy stać się drużyną rozpoznawalną głównie dzięki żelaznej defensywie, która nie daje rywalom wielkich szans na strzelenie gola. Mam nadzieję, że pokażemy to już w Warszawie, chociaż Polska to obecnie jeden z najlepszych zespołów w Europie i ma w składzie najlepszego piłkarza na świecie, Roberta Lewandowskiego. On jest niesamowity nie tylko ze względu na umiejętności strzeleckie, lecz także nieustanne zagrożenie, jakie generuje wokół siebie. Osobiście uwielbiam też grę Kamila Grosickiego” – ocenił biało-czerwonych trener Andory przed niedzielnym spotkaniem z Polską na stadionie Legii w Warszawie .
A w reprezentacji Polski w sobotę potwierdzono drugi przypadek zakażenia koronawirusem. Po Mateuszu Klichu, który z tego powodu wypadł z kadry na mecz z Węgrami, na kwarantannę odesłany został też bramkarz Łukasz Skorupski. Wszyscy kadrowicze po powrocie z Budapesztu przeszli kolejne testy PCR na obecność koronawirusa. Tylko w przypadku Skorupskiego był wynik pozytywny. W jego miejsce trener Paulo Sousa w trybie awaryjnym powołał 21-letniego bramkarza Cracovii Karola Niemczyckiego. PZPN w takich sytuacjach działa zgodnie z przygotowanym przez FIFA i UEFA „Protokołem Powrotu do Gry”. Według niego, gdy jeden z członków reprezentacji jest zakażony, pozostali przebywający na zgrupowaniu są powtórnie badani. Nie ma potrzeby odizolowania całej drużyny. „Stosujemy się do zasad wypracowanych przez UEFA i FIFA, a one stanowią, że dopóki w zespole jest 14 zdolnych do gry piłkarzy, w tym bramkarz, dopóty może grać” – przypomina sekretarze generalny PZPN Maciej Sawicki. A trener Sousa ma w kadrze w tej chwili 26 zawodników, tak więc mecz z Andorą nie był zagrożony, ani też czekające biało-czerwonych w środę spotkanie z Anglią.

Rozegrany w niedzielę wieczorem na stadionie Legii mecz z Andorą nie był ciekawym piłkarskim widowiskiem. Biało-czerwoni potrzebowali aż pół godziny żeby strzelić rywalom pierwszego gola. Zrobił to niezawodny Robert Lewandowski, on też 10 minut po przerwie podwyższył prowadzenie na 2:0 i w 63. minucie zszedł z boiska, zmieniony przez debiutującego w kadrze Karola Świderskiego. Zmiennik „Lewego” spisał się jak trzeba i w 88. minucie ustalił wynik na 3:0. Z tego piłkarza może być większy pożytek w kadrze niż choćby z Arkadiusza Milika, który był jeszcze mniej produktywny niż w spotkaniu z Węgrami. Warto odnotować debiut 17-letniego Kacpra Kozłowskiego. Pomocnik Pogoni Szczecin zaliczył niespełna 20-minutowy występ, ale tyle wystarczyło żeby rozwiał wątpliwości co do sensu jego obecności w kadrze Polski. To duży talent i warto w niego inwestować, bo może z niego wyrosnąć playmaker jakiego polska reprezentacja nie miała od pół wieku. Natomiast co się tyczy oceny występu całej naszej drużyny, to z jakimiś wnioskami trzeba się wstrzymać do środowego meczu z Anglią.

Polska – Andora 3:0
Gole: Robert Lewandowski (30, 55), Karol Świderski (88).
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 18. Bartosz Bereszyński (60, 4. Paweł Dawidowicz), 2. Kamil Piątkowski, 15. Kamil Glik, 13. Maciej Rybus (60, 11. Kamil Grosicki) – 21. Kamil Jóźwiak, 10. Grzegorz Krychowiak, 20. Piotr Zieliński (73, 8. Kacper Kozłowski), 7. Arkadiusz Milik (60, 17. Przemysław Płacheta), 9. Robert Lewandowski (63, 14. Karol Świderski) – 23. Krzysztof Piątek.
Andora: 12. Iker Alvarez – 15. Moises San Nicolas, 22. Christian Garcia, 5. Emili Garcia, 6. Albert Alavedra, 21. Marc Garcia (58, 17. Joan Cervos) – 2. Cristian Martinez (74, 16. Alex Martinez), 4. Marc Rebes (87, 8. Marcio Vieira), 3. Marc Vales, 7. Marc Pujol (58, 10. Jordi Alaez) – 9. Aaron Sanchez (87, 14. Luigi San Nicolas).
Żółte kartki: Ch. Garcia, Alaez.
Sędziował: Erik Lambrechts (Belgia).
Mecz bez publiczności.

  1. Anglia 2 6 7:0
  2. Polska 2 4 6:3
  3. Węgry 2 4 6:3
  4. Albania 2 3 1:2
  5. Andora 2 0 0:4
  6. San Marino 2 0 0:8

Debiut Sousy pod presją koronawirusa

Tuż przed wylotem kadry Polski do Budapesztu na mecz z Węgrami wybuchło potężne zamieszanie z powodu pozytywnego wyniku testu na obecność Covid-19 u Mateusza Klicha. To zrodziło obawy, że grający na co dzień w angielskim Leeds United piłkarz mógł zakazić koronawirusem innych kadrowiczów.

Pierwsze informacje o wykrytym przypadku zakażenia w kadrze biało-czerwonych pojawiły się we wtorek wieczorem, ale dopiero w środę przed południem z PZPN wyciekła informacja, że graczem, który miał pozytywny wynik testu na Covid-19 był Mateusz Klich. Oprócz niego koronawirusa wykryto też u asystenta kucharza oraz dwóch pracowników technicznych kadry. PZPN działa zgodnie z przygotowanym przez FIFA i UEFA „Protokołem Powrotu do Gry”. Według niego, gdy jeden z członków reprezentacji jest zakażony, pozostali przebywający na zgrupowaniu są powtórnie badani. Nie ma potrzeby odizolowania całej drużyny. Procedura jest już znana polskiej kadrze po tym, jak podczas październikowego zgrupowania koronawirusem zakaził się Maciej Rybus. „Mateusz czuje się dobrze i nie ma żadnych objawów. Jego izolacja będzie trwać zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami. Zrobiliśmy mu dzisiaj kolejny test i czekamy na jego wynik. Z resztą reprezentacji Mateusz miał kontakt tylko na boisku, a jak wiemy wszystkie badania pokazują, że na boisku jest bardzo trudno się zakazić, bo ten kontakt jest zbyt krótki. Poza tym wszyscy mieszkamy w pokojach jednoosobowych, cały czas wszędzie przemieszczamy się w maseczkach i utrzymujemy dystans” – zapewniał rzecznik prasowy reprezentacji Jakub Kwiatkowski. Jego słowa potwierdził też sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki. „Stosujemy się do zasad wypracowanych przez UEFA i FIFA, wedle których dopóki mamy 14 zdolnych do gry piłkarzy, w tym bramkarza, dopóty gramy. Oczywiście w tym przypadku tak sytuacja ma miejsce, więc lecimy do Budapesztu. Nie ma chyba częściej badanej grupy zawodowej niż piłkarze. Testy są robione praktycznie codziennie, dlatego tak szybko wychwytujemy ewentualne zachorowania” – twierdzi Sawicki.

Zmienne wyniki testów Klicha
Te wypowiedzi nie zatamowały jednak rosnącej fali spekulacji, inspirowanej głównie rewelacjami zamieszczanymi w mediach społecznościowych, szczególnie na Twitterze, który w naszej przestrzeni medialnej od kilku lat jest areną rywalizacji między dziennikarzami. Wedle najnowszego trendu na szczycie panującej w tym medium hierarchii plasują się dostawcy informacji, rzecz jasna głównie ze świata futbolu, a że mamy teraz czas na reprezentację, w wyścigu dominują wieści z pierwszego zgrupowania biało-czerwonych pod wodzą Paulo Sousy. Ludzie z obecnie rządzącej w PZPN ekipy wedle sprawdzonej już metody sprytnie je reglamentują i dostępem nagradzają żurnalistów sobie przychylnych, a pozostałych albo trzymają w poczekalni, albo wręcz wprowadzają w błąd sprzecznymi przekazami. Tak było i z przypadkiem wykrycia zakażenia Covid-19 u Klicha, wokół którego narosło mnóstwo plotek i nerwowych spekulacji mnożących liczbę zarażonych. Medialny zgiełk wokół tej sprawy próbował uciszyć Kwiatkowski. „Widzę, że moja rola zaczyna ograniczać się do dementowania plotek. Szczególnie tych, które pojawiają się na Twitterze. Nie ma koronawirusa w sztabie szkoleniowym, pozytywny wynik testu otrzymał tylko piłkarz Mateusz Klich” – zapewniał już na warszawskim lotnisku rzecznik PZPN. Ale potwierdził, że u Klicha wykryto brytyjską odmianę Covid-19.
Pomocnik Leeds United pozostał w Warszawie, lecz jeszcze w środę wieczorem gruchnęła wieść, iż powtórzony u niego test dał wynik negatywny. Wedle oficjalnego stanowiska PZPN przypadek Klicha wygląda tak: piłkarz Leeds United przeszedł w ostatnim czasie kilka testów. Tylko jeden wynik był pozytywny. W poprzedni czwartek miał szczegółowy test PCR w swoim klubie, w Anglii. Wynik był negatywny. W niedzielę przeszedł test na przeciwciała, który także był negatywny. We wtorek, już w Polsce, ponownie miał szczegółowy test PCR, którego wynik okazał się pozytywny, co wykluczyło go z udziału w meczu z Węgrami w Budapeszcie. Ale przeprowadzony u niego kolejny test na obecność przeciwciał znów był negatywny. Kluczowy w jego przypadku będzie więc kolejny test, który przejdzie wraz z resztą kadrowiczów i sztabu szkoleniowego w piątek, po powrocie z Budapesztu. Jeśli Klich ponownie uzyska wynik negatywny, będzie mógł wrócić do zajęć z drużyną i zagrać w kolejnych meczach – z Andorą w niedzielę i Anglią w środę.
Istotne jest jednak to, że wtorkowe negatywne testy na przeciwciała dają nadzieję, że Klich nie zakażał innych, co minimalizuje ryzyko wystąpienia Covid-19 u innych kadrowiczów, a wbrew zapewnieniom rzecznika Kwiatkowskiego, kontakt z Klichem mieli praktycznie wszyscy, co widać choćby w relacjach wideo ze zgrupowania kolportowanych oficjalnie przez służby prasowe PZPN. Tak na marginesie, podobne perypetie przydarzyły się piłkarzowi Lecha Poznań Michałowi Skórasiowi podczas zgrupowania kadry młodzieżowej. On też miał pozytywny wynik testu wykonany po ostatnim meczu w ekstraklasie. Nie poleciał więc z młodzieżową kadrą na zgrupowanie, ale potem trzy kolejne testy wykonane w Lechu Poznań dzień po dniu dały wyniki negatywne.

Rewolucyjne pomysły Paulo Sousy
Rozegrany w czwartek w Budapeszcie mecz z Węgrami (zakończył się po zamknięciu wydania) był pierwszym występem biało-czerwonych pod wodzą Paulo Sousy. Wszystko, co do momentu ogłoszenia składu robił w kadrze portugalski szkoleniowiec było owiane mgłą tajemnicy i przez do jedną wielką zagadką. Wiadomo było w zasadzie tylko tyle, że występu na Puskas Arena w ekipie biało-czerwonych na sto procent mogli być pewni w zasadzie tylko Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny oraz w trochę mniejszym stopniu Piotr Zieliński. W pierwszej relacji wideo ze zgrupowania kadry opublikowanej przez PZPN zarejestrowano odprawę Sousy z kadrowiczami. Na tablicy za plecami selekcjonera widoczny był naszkicowany schemat ustawienia taktycznego. I na tej podstawie w polskich mediach przyjęto jako pewnik, że Portugalczyk będzie chciał grać z Węgrami trzema obrońcami, czwórką pomocników oraz trójką graczy w linii ofensywnej. Niewiadomą były jednak nazwiska graczy, których w ten schemat wtłoczy. Nic zatem dziwnego, że w medialnych spekulacjach przewidywane składy reprezentacji Polski rzadko się pokrywały. Oto dwa przykłady zaczerpnięte z dwóch wiodących portali internetowych. Wersja 1: Szczęsny – Bereszyński, Glik, Bednarek – Jóźwiak, Krychowiak, Moder, Rybus – Zieliński, Milik – Lewandowski. Wersja 2: Szczęsny – Dawidowicz, Bednarek, Bereszyński – Szymański, Krychowiak, Moder, Reca – Zieliński, Milik, Lewandowski.
Generalnie jednak panowało przekonanie, że to Polacy są faworytem czwartkowej potyczki w Węgrami i wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością na pierwszy występ biało-czerwonych pod wodzą Paulo Sousy. Z nadzieją na korzystny wynik, ale też z lekką obawą, bo rozegrane w środę pierwsze mecze eliminacyjne pokazały, że murowani faworyci są jedynie na papierze. Mistrzowie świata Francuzi tylko zremisowali u siebie 1:1 z Ukrainą, wicemistrzowie świata Chorwaci przegrali ze Słowenia 0:1, a mistrzowie Europy Portugalczycy z trudem pokonali u siebie Azerbejdżan 1:0. Ale prawdziwą sensację sprawili Turcy pokonując u siebie Holandię 4:2.

Szalony mecz na Puskas Arenie

Sousie nie udało się przełamać swoistej klątwy – w XXI wieku żadnemu selekcjonerowi reprezentacji Polski nie udało sie jeszcze wygrać w debiucie. Portugalski szkoleniowiec miał przy tym trochę szczęścia, bo biało-czerwoni do 60. minuty przegrywali 0:2. Wtedy Paulo Sousa dokonał trzech zmian, wprowadzając na boisko Kamila Jóźwiaka, Krzysztofa Piątka i Kamila Glika. Najpierw, w 60. minucie Jóźwiak dośrodkował z prawej strony boiska w pole karne. Nieczysto w piłkę trafił Krychowiak, jednak całą akcję wykończył Piątek. Napastnik Herthy z bliska wpakował piłkę do węgierskiej bramki. Niespełna minutę później było już 2:2, gdy Zieliński dostrzegł niepilnowanego w polu karnym Jóźwiaka. Wprowadzony na boisko dwie minuty wcześniej skrzydłowy Derby County z zimną krwią zamienił na wuyrównującą bramkę sytuację sam na sam z golkiperem Madziarów Peterem Gulacsim. W 78. minucie Węgrzy ponownie wyszli jednak na prowadzenie po golu Williego Orbana, który przy biernej postawie Arkadiusza Recy skierował piłkę kolanem do polskiej bramki obok Wojciecha Szczęsnego.
Biało-czerwoni na szczęście nie podłamali się tym niepowodzeniem i po czterech minutach ponownie doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła przez Bereszyńskiego Robert Lewandowski przyjął piłkę w polu karnym i kapitalnym strzełem pod poprzeczke doprowadził do remisu 3:3. Mimo przewagi nasz zespół więcej goli już nie strzelił, a Węgrzy w końcówce oddychali już rękawami i brzydko faulowali polskich graczy, szczególnie Lewandowskiego.

Węgry – Polska 3:3
Gole: Roland Sallai (6), Adam Szalai (52), Willi Orban (78) – Krzysztof Piątek (60), Kamil Jóźwiak (61), Robert Lewandowski (82).
Węgry: 1. Péter Gulácsi – 14. Gergő Lovrencsics (66, 7. Loïc Négo), 5. Attila Fiola, 6. Willi Orbán, 4. Attila Szalai, 3. Szilveszter Hangya (66, 2. Ádám Lang) – 15. László Kleinheisler, 8. Ádám Nagy, 13. Zsolt Kalmár (81, 18. Dávid Sigér) – 20. Roland Sallai (72, 11. Kevin Varga), 9. Ádám Szalai.
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 18. Bartosz Bereszyński, 8. Michał Helik (58, 15. Kamil Glik), 5. Jan Bednarek, 3. Arkadiusz Reca (79, 13. Maciej Rybus) – 19. Sebastian Szymański (59, 21. Kamil Jóźwiak), 16. Jakub Moder (59, 23. Krzysztof Piątek), 10. Grzegorz Krychowiak, 7. Arkadiusz Milik (84, 11. Kamil Grosicki), 20. Piotr Zieliński – 9. Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Fiola, Lang, Nagy, Attila Szalai – Helik, Bereszyński.
Czerwona kartka: Attila Fiola (90. minuta, Węgry, za drugą żółtą).
Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez publiczności.

W pozostałych meczach grupy I Anglia wygrała u siebie z San Marino 5:0, a Andora przegrał u siebie z Albanią 0:1.

  1. Anglia 1 3 5:0
  2. Albania 1 3 1:0
  3. Polska 1 1 3:3
  4. Węgry 1 1 3:3
  5. Andora 1 0 0:1
  6. San Marino 1 0 0:5

Z Węgrami Polacy zagrają po portugalsku?

Powołani przez Paulo Sousę piłkarze stawili się na zgrupowaniu w Warszawie w komplecie i odbyli wspólnie cztery treningi. To była jednak najłatwiejsza część zadania, jakie w marcu ma do wykonania nowy selekcjoner biało-czerwonych. Prawdziwy sprawdzian czeka go dopiero w czwartek w meczu z Węgrami.

Zbliża się pora na weryfikację wielkiego personalnego eksperymentu, na jaki w schyłku swojej drugiej kadencji szarpnął się prezes PZPN Zbigniew Boniek. Bez wątpienia zmiana na stanowisku tenera reprezentacji na kilka tygodni przed ważnymi meczami w eliminacjach mistrzostw świata oraz na niespełna cztery miesiące przed startem w finałach mistrzostw Europy, to było iście pokerowe zagranie, ale póki co największy problem sprawiło włoskiemu selekcjonerowi reprezentacji Węgier Marco Rossiemu. Po zastąpieniu Jerzego Brzęczka przez Paulo Sousę cała praca analityczna jaką wykonał na bazie materiału zebranego po ubiegłorocznych meczach polskiej drużyny zdały się psu na budę. Rossi co prawda miał okazję poznać trochę trenerski warsztat Portugalczyka, gdy obaj na początku minionej dekady pracowali z węgierskimi zespołami klubowymi, lecz teraz nie ma kompletnie pojęcia co jego kolega po fachu zdoła wycisnąć z polskich piłkarzy.
Węgrzy doceniają biało-czerwonych
Na wszelki wypadek w ostatnich medialnych wypowiedziach włoski selekcjoner węgierskiej kadry podkreślał siłę biało-czerwonych. W wywiadzie udzielonym portalowi sportowefakty.pl powiedział: (…) „Dla mnie to nie była dobra informacja, bo znam Paulo Sousę choćby z czasów jego pracy na Węgrzech. To dobry, bardzo poukładany trener, wiedzący czego chce, jak ma grać jego zespół. Dlatego jego nominacja na trenera Polaków mnie zasmuciła, bo wiem, że nie będziemy mieli łatwego zadania. Choć powiem coś, co może w Polsce jest niepopularne: patrząc z boku, z zewnątrz, doceniałem też pracę byłego selekcjonera, Jerzego Brzęczka. Liczba zdobytych punktów, pewny awans na EURO. Zrobiło to na mnie wrażenie”. A w dalszej części przyznał: „Uważam, że na papierze faworytem na pewno są Polacy. Spójrzmy choćby na ranking FIFA – Węgry są na 40. miejscu, a Polska na 19. To spora różnica. Myślę, że różnica między Węgrami a Albanią jest mniejsza na naszą korzyść niż między Anglią, Polską a Węgrami. Wy i Anglicy jesteście zdecydowanymi faworytami tej grupy. Na szczęście to tylko papier. Każdy mecz jest inny. Na pewno mamy dużą ochotę, aby sprawić niespodziankę, zaskoczyć Polaków w pierwszym meczu. Łatwo jednak nie będzie, bo choć mamy dobrych piłkarzy, to jednak liczba zawodników w bardzo dobrych klubach jest po stronie polskiej drużyny”. Ciekawie też Rossi wypowiedział się o Robercie Lewandowskim: „Czy mamy jakiś plan, jak go powstrzymać? Mówimy o najlepszym piłkarzu na świecie w poprzednim sezonie, który od pewnego czasu strzela też najwięcej goli. Gdybym powiedział: tak, mamy plan, wiemy, jak zatrzymać Lewandowskiego i to zrobimy, byłbym skończonym idiotą. Jego praktycznie zatrzymać się nie da, ostatnio ma więcej strzelonych goli niż rozegranych meczów. Natomiast oczywiście, podejmiemy próbę. Jeśli moi piłkarze zagrają na maksimum możliwości, to może się uda, ale żadnych gwarancji tu dać nie mogę”.
Włoski selekcjoner kadry Węgier na mecz z Polską nie mógł powołać najlepszego gracza ekipa Madziarów Dominika Szoboszlaia z RB Lipsk, a tuż przed spotkaniem wypadł mu ze składu z powodu kontuzji pleców Filip Holender, zawodnika Partizana Belgrad, aktualnie grającego na wypożyczeniu w FC Lugano. W tym sezonie ten piłkarz wystąpił w 21 meczach szwajcarskiej drużyny, zdobywając siedem bramek i zaliczając cztery asysty. Był w świetnej formie i jego nieobecność to spore osłabienie węgierskiego zespołu.
Reprezentacja Polski to boski zespół
Na co stać biało-czerwonych pod wodzą Paulo Sousy przekonamy się już w czwartek wieczorem. Na razie jest to, jak zwykł mawiać Jan Tomaszewski, „boski zespół, bo tylko Bóg wie jak zagra”. Podczas otwartego dla mediów poniedziałkowego treningu na stadionie Legii Warszawa było widać, że portugalski szkoleniowiec zamierza ustawić polski zespół w ustawieniu z trzema obrońcami. Trzy lata temu próbował tej taktycznej nowinki, wtedy dopiero zyskującej uznanie w oczach trenerów, ale chyba sam nie do końca pojmował jej niuanse, albo nie potrafił klarownie wyjaśnić jej zasad piłkarzom, bo zamiast nowej jakości w grze biało-czerwonych byliśmy świadkami nędznych występów, po których Nawałka wrócił do ustawienia z czwórką obrońców. Jerzy Brzęczek już nawet nie próbował eksperymentować z tercetem defensorów, chociaż miał w kadrze graczy grających z powodzeniem w tym ustawieniu w swoich klubowych zespołach. Wypada mieć tylko nadzieję, że w czwartek nasza reprezentacyjna drużyna nie pogubi się w tym nowym ustawieniu i nie odwali kabaretowego występu.

Kadra Polski:
Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham United FC, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC 1909, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus FC, Włochy);
Obrońcy: Kamil Glik (Benevento, Włochy), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Werona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa);
Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg, Rosja), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).

Kadra Węgier:
Bramkarze: Denes Dibusz (Ferencvarosi), Peter Gulacsi (RB Lipsk, Niemcy), Balazs Toth (Puskas Akademia FC); Obrońcy: Endre Botka (Ferencvarosi TC), Attila Fiola (FC Fehervar), Szilveszter Hangya (FC Fehervar), Akos Kecskes (FC Lugano, Szwajcaria), Adam Lang (Omonia Lefkossias, Cypr), Gergo Lovrencsics (Ferencvarosi TC), Willi Orban (RB Lipsk, Niemcy), Attila Szalai (Fenerbahce Stambuł, Turcja);
Pomocnicy: Tamas Cseri (Mezokovesd-Zsory), Daniel Gazdag (Honved Budapeszt), Zsolt Kalmar (DAC Dunajska Streda, Słowacja), Laszlo Kleinheisler (NK Osijek, Chorwacja), Adam Nagy (Bristol City, Anglia), Loic Nego (FC Fehervar), Andras Schaefer (DAC Dunajska Streda, Słowacja), David Siger (Ferencvarosi TC).
Napastnicy: Krisztian Geresi (Puskas Akademia FC), Nemanja Nikolić (FC Fehervar), Roland Sallai (SC Freiburg, Niemcy), Adam Szalai (FSV Mainz, Niemcy), Kevin Varga (Kasimpasa SK, Turcja), Roland Varga (MTK Budapeszt).

Polacy zagrają z Anglią na Wembley w pełnym składzie

W poniedziałek rozpoczyna się pierwsze pod wodzą trenera Paulo Sousy zgrupowanie reprezentacji Polski. Portugalski szkoleniowiec może witać swoich wybrańców w dobrym nastroju, bo w sobotę ostatecznie wyjaśniło się, że także w meczu z Anglią będzie miał do dyspozycji Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika.

Do końca ubiegłego tygodnia ważyły się losy występu trójki naszych najlepszych napastników w spotkaniu z Amglia na Wembley. W myśl obowiązujących w Niemczech i Francji przepisów sanitarnych wprowadzonych z powodu gwałtownego wzrostu zakażeń Covid-19 tzw. brytyjską odmianą wirusa, w tych krajach wprowadzono obowiązkową dwutygodniową kwarantannę dla wszystkich osób przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii. Dyrektor sportowy Bayernu Monachium Hasan Salihamidzić w miniony piątek postawił sprawę jasno: „Jeśli przepisy nie ulegną zmianie, a piłkarze wracający z Anglii będą musieli być poddani kwarantannie, nie pozwolimy Lewandowskiemu na występ w reprezentacji Polski przeciwko Anglii”. Takie samo stanowisko zajęły władze Herthy Berlin (Krzysztof Piątek), zaś w Olympique Marsylia (Arkadiusz Milik) czekano na rozwój sytuacji. W przypadku utrzymanie obowiązku kwarantanny ta trójka piłkarzy znalazłaby się w paskudnym położeniu, bo każdy z nich musiałby podjąć samodzielnie decyzję, a żadne rozwiązanie nie byłoby dla nich dobre. Zostając naruszyliby interes swoich klubów, które są ich głównymi pracodawcami, a odmawiając wyjazdu do Anglii zostaliby przez kibiców i media zlinczowani.
Na szczęście dla Lewandowskiego, Piątka i Milika w miniony piątek Instytut Roberta Kocha, który w Niemczech aktualizuje informacje o obowiązujących w tym kraju restrykcjach sanitarnych, podał w komunikacie, iż Wielka Brytania nie jest już na liście najbardziej niebezpiecznych pandemicznie krajów. Ta zmiana to był ukłon niemieckich władz pod adresem swojej federacji piłkarskiej, bo dzięki złagodzeniu obostrzeń selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew mógł w marcowych meczach eliminacji MŚ 2022 powołać graczy występujących na co dzień w angielskich klubach. Ale przy okazji skorzystała też na tym PZPN, bo biało-czerwoni będą mogli 31 marca zagrać na Wembley z Lewandowskim w składzie, mając też w odwodzie Piątka i Milika.

Milik nie zagra z Anglią?

Władze francuskiej Ligue 1 i Ligue 2 podjęły decyzję zakazującą piłkarzom klubów występujących w tych ligach wyjazdów na mecze reprezentacji poza obszar UE. A to oznacza absencję Arkadiusza Milika w meczu z Anglią.

Decyzja o zakazaniu piłkarzom grającym w Ligue 1 i Ligue 2 wyjazdu na mecze poza Unią Europejską zapadła po konsultacjach władz francuskich lig profesjonalnych (LFP). Oznacza to, że żaden zagraniczny zawodnik grający w zawodowych ligach we Francji nie będzie mógł w takcie marcowej przerwy na mecze reprezentacji narodowych wystąpić w spotkania z przeciwnikami spoza Unii Europejskiej, a takim jest obecnie także Wielka Brytania. Milik będzie jednak mógł zagrać z Węgrami i Andorą.
Z tego samego powodu mogą też nie zagrać z Anglią Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, bo w Niemczech nawet krótka wizyta na Wyspach Brytyjskich wiąże się z obowiązkiem odbycia po powrocie dwutygodniowej kwarantanny, a na to nie zamierzają wyrazić zgody Bayern Monachium i Hertha Berlin. W czwartek prezes PZPN Zbigniew Boniek zapewnił jednak, że Milik z Anglią na pewno wystąpi.