Muszą ciąć kontrakty

Szefowie klubów żużlowych coraz głośniej mówią, że z powodu epidemii koronawirusa nie będą w stanie płacić zawodnikom tyle, ile mają zagwarantowane w kontraktach na ten sezon. I żądają obniżki o 30 procent.

Wątpliwe by żużlowcy dobrowolnie zgodzili się na tak znaczne cięcia w wynagrodzeniach, stąd sugestia szefów klubów, żeby odgórnie takie rozwiązanie narzucił PZMot i władze PGE Ekstraligi. Jeśli zawodnicy nie pójdą na kompromis, to połowa klubów upadnie i polski speedway czeka wieloletni regres. Tak przynajmniej wieszczą żużlowi eksperci. Na razie z p[owodu epidemii koronawirusa odwoływane są jedynie mecze sparingowe i treningów, ale GKSŻ przełożyła już pierwszą kolejkę ligową. Zawodnicy reagują różnie. Jedni dostosowują się do sytuacji i nawet za pośrednictwem mediów społecznościowych apelują do kibiców, by stosowali się do zaleceń ministra zdrowia, ale są i tacy, którzy już liczą swoje finansowe straty i wprost mówią, że to nie ich problem, bo liga powinna wystartować w kwietniu, oni są gotowi jeździć, więc kluby mają im płacić pełną stawkę.
Takie podejście na dłuższą metę doprowadzi do napięć w środowisku, szkodliwych w momencie, gdy wspólny interes wymaga współdziałania i czasem nawet pójścia na niewygodne kompromisy. Znawcy żużlowych realiów zwracają uwagę oczywisty fakt, że umowy sponsorskie były zawierane jeszcze przed wybuchem pandemii, w zupełnie innych warunkach ekonomicznych. Wiele branż już teraz odczuwa skutki koronawirusa, więc jeśli ze sponsorów stanie przed wyborem – zwalniać pracowników czy wycofać się ze sponsoringu sportowego, raczej na pewno wybierze to drugie rozwiązanie.
Zawodnicy nie mogą oczekiwać, że kluby cały ciężar nieuchronnego finansowego kryzysu wezmą na swoje barki. Przecież nawet po obniżce wynagrodzeń nie zaczną dokładać do interesu. Po prostu mniej zarobią, ale i tak będą w znacznie lepszej sytuacji, niż większość obywateli naszego państwa.

Bez kibiców kluby szybko zbankrutują

Rywalizujące w PGE Ekstralidze kluby mają budżety napięte jak postronki, a ich znaczącą częścią są wpływy z biletów. Dlatego żaden z nich nie chce meczów bez udziału publiczności, bo to oznacza nieuchronne bankructwo.

Prezesi żużlowych klubów w rozmowach z ministerstwem sportu czy GKSŻ nie owijają w bawełnę, tylko swoje racje tłumaczą przy pomocy liczb. Z prostych nawet rachunków jasno wynika, iż zamknięcie stadionów dla kibiców choćby tylko na jedną ligową kolejkę spowoduje finansową katastrofę w większości klubów, których budżety składają się na ogół z czterech składowych: wpływów ze sprzedaży wejściówek, dotacji od władz samorządowych, dochodów ze sprzedaży praw telewizyjnych i wpłat od sponsorów. A tylko jeden mecz w PGE Ekstralidze bez kibiców oznacza stratę na poziomie nawet 400 tysięcy złotych. I tyle wystarczy, by w budżecie klubu zrobiła się praktycznie niemożliwa do załatania wyrwa. W niższych ligach problem jest jeszcze większy, zwłaszcza w klubach pozbawionych znaczących dotacji z budżetów samorządowych.
Puste trybuny mogą też zniechęcić do współpracy sponsorów, zwłaszcza tych drobniejszych, którzy dają swoje pieniądze w zamian za reklamy na stadionie kierowane pod żużlową publiczność. Niby w umowach z nimi nie ma zapisów stawiających frekwencyjne warunki, lecz w biznesie trudno znaleźć altruistów. Puste trybuny to wystarczający powód jeśli nie do zerwania, to przynajmniej do zawieszenia współpracy, czyli wstrzymania przelewów. Nieuchronny odpływ sponsorów to kolejna odsłona czarnego scenariusza, jaki uruchomi podporządkowanie się decyzji o zakazie organizowania imprez masowych.
Polski Związek Motorowy już odwołał mistrzostwa świata w SuperEnduro w Łodzi i mistrzostwa Europy na lodzie w Tomaszowie Mazowieckim, zrezygnowano też z rozegrania żużlowego meczu towarzyskiego Polska – Australia. Zaplanowane w kwietniu kolejki PGE Ekstraligi na pewno się nie odbędą, jeśli rząd utrzyma do tego czasu zakaz organizacji imprez masowych. Działacze żużlowej ekstraklasy już oswoili się z myślą, że trzeba je będzie być może przenieść na późniejszy termin. W rozmowach z prezesami klubów już otwarcie rozpatruje się też wariant rozpoczęcia rozgrywek dopiero w czerwcu.
PZMot nawet nie rozpatruje natomiast wariantu przeprowadzenia inaugurującego cykl Grand Prix majowego turnieju na Stadionie Narodowym w Warszawie bez widzów. Zorganizowanie tej impreza kosztuje kilka milionów złotych, a motorowego związku, chociaż należy do zamożnych, nie stać na taki hojny gest, a bez wpływów z biletów musiałby pokryć z własnego budżetu milionowe straty. „Gdyby na Narodowym był stały tor, to może od biedy moglibyśmy na coś takiego się szarpnąć, ale wobec konieczności zbudowania sztucznego toru koszty nas zwyczajnie przerastają. W najgorszym razie przełożymy zawody na inny termin” – twierdzi prezes PZMot Michał Sikora.

Zmarzlik napędza koniunkturę

Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu, dość niespodziewanie wygrał 85. plebiscyt „PS” na najlepszego polskiego sportowca w 2019 roku. Zawodnik Stali Gorzów w pokonanym polu zostawił m. in. Roberta Lewandowskiego oraz Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – czyli przedstawicieli znacznie bardziej popularnych w Polsce dyscyplin sportu.

Zagadka wyjaśniła się szybko. Triumf Zmarzlika to efekt zbiorowego wysiłku całego żużlowego środowiska. Na zdrowy rozum Zmarzlik nie miał prawa wygrać z Lewandowskim. Wystarczy porównać popularność obu sportowców w mediach społecznościowych. Konto kapitana piłkarskiej reprezentacji tylko na Instagramie śledzi aktualnie 16,5 mln internautów, a Zmarzlika jedynie 45 tysięcy. Podobne rzecz się ma na Facebooku, bo na tym portalu konto najlepszego naszego piłkarza obserwuje regularnie 9,1 mln osób, a najlepszego żużlowca 37,8 tysiąca fanów. Pod względem zarobków obu także dzieli przepaść – „Lewy” tylko z tytułu kontraktu w Bayernie zarabia rocznie blisko 100 mln złotych, a Zmarzlik w stali Gorzów ledwie dobija do dwóch milionów. W świecie reklamy i sponsoringu nazwisko Lewandowskiego jest świetne znane, w tej chwili jego wizerunek wykorzystywany jest w globalnych kampaniach, co rzecz jasna wiąże się z niemałymi dodatkowymi dochodami. Zmarzlik w tej dziedzinie zaczął funkcjonować dopiero od niedawna, ale na ogólnoświatowy zasięg nie ma szans, bo żużel nie jest tak popularny jak piłka nożna. Jakim zatem cudem doszło do wygranej Dawida z Goliatem?

Dzisiaj żużel w Polsce podzielony jest na trzy poziomy rozgrywkowe. W ubiegłym roku w rywalizacji uczestniczyły 22 zespoły, w tym jeden zagraniczny. W 2020 roku status quo zostanie zachowane, mimo upadku dwóch klubów, w Pile i Krakowie. W ich miejsce weszły przywrócona do życia po upadku Stal Rzeszów oraz klub z Niemiec.
Motorem napędowym żużlowego biznesu w Polsce jest rzecz jasna najlepsza liga na świecie, czyli PGE Ekstraliga. W 2019 roku po raz pierwszy wszystkie jej mecze były transmitowane w telewizji, a mimo to frekwencja na trybunach była imponująca. Na większości spotkań były komplety widzów.

Nie tylko PGE Ekstraliga mogła poszczycić się znakomitą oglądalnością. Renesans zainteresowania przeżywały też zespoły ścigające się w Nice 1. Lidze Żużlowej, a nawet w 2. Lidze Żużlowej, w której ścigają się dzisiaj zespoły z kiedyś mocnych, a dzisiaj podupadłych ośrodków speedway’a, jak Bydgoszcz. W sumie daje to blisko stutysięczną kibicowską armię, regularnie śledzącą rozgrywki i żyjącą „czarnym sportem”. I znaczna część tej armii odpowiedziała pozytywnie na wezwanie animatorów tego sportu w Polsce, żeby głosować w plebiscycie „PS” na Bartosza Zmarzlika, bo „jego wysoka pozycja w czołowej dziesiątce będzie świetną promocją żużla”. Ale chyba nawet spece od marketingu z PGE Ekstraligi nie spodziewali się, że ich akcja przyniesie taki nieprawdopodobny skutek.

Lewandowski z pewnością był trochę rozczarowany zajęciem dopiero drugiej lokaty, bo ma za sobą kapitalny sezon i z pewnością zasłużył na drugie w karierze zwycięstwo w tym plebiscycie. Nawet przybył na imprezę osobiście, bo w tym roku wyjątkowo miał na to czas z powodu przerwy w treningach po operacji przepukliny pachwinowej. Przyjął jednak nieoczekiwaną porażkę z wielką klasą, bo po niedawnej wizycie na piłkarskiej gali „France Football” w końcu chyba zrozumiał, że czasem krzywdzące werdykty przynoszą większą korzyść niż zwycięstwa. Jemu ta porażka w karierze na pewno nie zaszkodzi, a ewentualna wygrana byłaby dla niego jedynie kolejnym trofeum w kolekcji.

Co innego dla Zmarzlika i całego polskiego żużla. To środowisko potrzebuje takich splendorów choćby po to, żeby zwrócić na siebie uwagę menedżerów wielkich koncernów i spółek skarbu państwa. Pokaz niezwykłej mobilności zaprezentowany podczas plebiscytu na sportowca roku nie poszedł na marne. Efekty już zaczynają być widoczne. Zmarzlik finalizuje indywidualny kontrakt z PKN Orlen, a jego klub, Stal Gorzów, właśnie pochwalił się zawarciem umowy z firmą MAN Polska, należącą do jednego z największych na świecie producentów samochodów ciężarowych. Należący do Volkswagen AG koncern MAN działa w Polsce przez cztery spółki zależne, w tym dwie produkcyjne. Zajmuje się między innymi sprzedażą i serwisem samochodów ciężarowych, a także autobusów miejskich. To część światowego koncernu z siedzibą w Monachium. Zatrudnia na całym świecie ponad 55 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach. Umowa została podpisana na razie na rok.

 

Ekstraliga zacznie nowy sezon w kwietniu

Inauguracyjna kolejka żużlowej PGE Ekstraligi odbędzie się 3 i 5 kwietnia 2020 roku. Drużynowego mistrza Polski poznamy 27 września. Tytułu bronić będzie Unia Leszno. Podobnie jak w tegorocznym sezonie wszystkie 64 mecze ligowe będą transmitowane na antenach Eleven Sports (piątki) oraz nSport+ (niedziele).

Pierwsze mecze nowego sezonu zostaną rozegrane w piątek 3 kwietnia. Tego dnia Sparta Wrocław podejmie na swoim torze Motor Lublin, a Włókniarz Częstochowa zmierzy się u siebie z GKM Grudziądz. W niedzielnych spotkaniach aktualny mistrz Polski Unia Leszno będzie walczyć o punkty w Gorzowie z tamtejszą Stalą, natomiast beniaminek ROW Rybnik podejmie u siebie Stelmet Falubaz Zielona Góra.

Ta potyczka nie jest jednak jeszcze całkowicie pewna, bo w rybnickim klubie nie dzieje się w ostatnich dniach najlepiej z powodu sporu o pieniądze z urzędem miasta. W przypadku najbardziej niekorzystnego obrotu sytuacji ekipa ROW Rybnik może stracić licencję na występy w PGE Ekstralidze, a na jego miejsce wejdzie inny zespół. Ogromna ochotę na to ma Apator Toruń, który wraz ze spadkiem z ekstraklasy stracił tytularnego sponsora (Get Well) i wrócił do dawnej nazwy.

Druga runda PGE Ekstraligi odbędzie się podczas Świąt Wielkanocnych i wówczas wyjątkowo dwa mecze zostaną rozegrane w sobotę 11 kwietnia (Unia Leszno – Sparta Wrocław oraz GKM Grudziądz – ROW Rybnik), a pozostałe 12 kwietnia w niedzielę (Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa oraz Motor Lublin – Stal Gorzów).

Część zasadnicza sezonu 2020 zakończy się 23 sierpnia, a runda finałowa będzie rozgrywana od 6 do 27 września. Na 19 lipca zaplanowano indywidualne międzynarodowe mistrzostwa PGE Ekstraligi, zaś tradycyjna Gala PGE Ekstraligi odbędzie się w Warszawie 5 października.

Przy układaniu terminarza żużlowej ekstraklasy trzeba było uwzględnić kilka kryteriów, jak obłożenie stadionów zawodami rangi FIM i FIM Europe, a także innymi wydarzeniami organizowanymi na obiektach klubów PGE Ekstraligi, naprzemienność meczów w dwóch pierwszych rundach, nie rozgrywanie więcej niż dwóch meczów przez jedną drużynę z rzędu u siebie lub na wyjeździe oraz nie rozgrywanie meczów derbowych w pierwszych czterech rundach. Bardzo ważnym elementem terminarza było uwzględnienie w nim dat rezerwowych (piątki/niedziele).

 

Podsumowali sezon

Bartosz Zmarzlik został uznany za najlepszego polskiego zawodnika PGE Ekstraligi w tegorocznym sezonie. Żużlowiec Stali Gorzów, świeżo upieczony mistrz świata, odebrał nagrodę podczas gali w Warszawie.

Po raz kolejny uroczysta gala podsumowała sezon PGE Ekstraligi. Podczas ceremonii, która odbyła się w ATM Studio w Warszawie, po raz czwarty z rzędu najlepszym polskim zawodnikiem wybrany został Bartosz Zmarzlik. Laureat wcześniej odebrał też nagrodę specjalną sfinansowaną przez PZM – był to wyraz uznania za zdobycie tytułu mistrza świata. Niespodzianką był wybór Martina Vaculika w kategorii „najlepszy zawodnik zagraniczny sezonu”. Słowak był w tym sezonie liderem Falubazu Zielona Góra, ale wydaje się, że faworytem do zwycięstwa był Leon Madsen. Duńczyk nie tylko został najskuteczniejszym żużlowcem PGE Ekstraligi sezonu, ale zdobył też tytuł wicemistrza świata.

Za najlepszą drużynę sezonu uznano Unię Leszno, zdobywcę tytułu Drużynowego Mistrza Polski. Warto podkreślić, że leszczynianie w roku 2019 wygrali ligę po raz trzeci z rzędu. Trener „Byków” Piotr Baron został wybrany na najlepszego menedżera sezonu. Niespodzianką sezonu uznano Mikkela Michelsena z ekipy Motoru Lublin, najlepszym juniorem Maksyma Drabika (Sparta Wrocław). W kategorii „Wyścig sezonu” wyróżnienie otrzymał Emil Sajfutdinow (12. wyścig w meczu Włókniarz Częstochowa – Unia Leszno, zaś nagrodę specjalną od PGE Ekstraligi kibice Motoru Lublin.

W trakcie imprezy potwierdzono też wiadomość, że PZM przedłużył o rok kontrakt z trenerem kadry Polski Markiem Cieślakiem. Ale dał mu na asystenta Rafała Dobruckiego, który ma przejąć samodzielne poprowadzenie reprezentacji od sezonu 2021.

 

Unia Leszno nadal na tronie

Żużlowcy Unii Leszno pokonali w rewanżowym meczu finału PGE Ekstraligi Spartę Wrocław 59:31 (pierwszy mecz, we Wrocławiu, wygrali 47:43) i po raz trzeci z rzędu zdobyli mistrzostwo Polski. Brązowe medale wywalczyła ekipa Włókniarza Częstochowa, pokonując w dwumeczu o 3. miejsce Falubaz Zielona Góra.

Zespół prowadzony przez Piotra Barona w obecnym sezonie przegrał tylko jeden mecz w rundzie zasadniczej, a w obu finałowych potyczka nawet przez moment nie musiał obawiać się o zwycięstwo. Wisienką na torcie była rozegrana w miniona niedziele rewanżowa potyczka ze Spartą. Stadion w 60-tysięcznym Lesznie wypełnił się do ostatniego miejsca. Zwycięstwo żużlowców Unii, którzy zdobyli trzeci z rzędu, a 17 w historii mistrzowski tytuł (Unia jest pierwszą drużyną od 24 lat, która po raz trzeci z rzędu została mistrzem Polski, co poprzednio udała się Sparcie Wrocław w latach 1993-1995) oglądało 16 760 widzów. Punkty dla ekipy „Byków” zdobywali: Piotr Pawlicki (12), Janusz Kołodziej (10+2), Bartosz Smektała (10+1), Rosjanin Emil Sajfutdinow (10), Australijczyk Brady Kurtz (8+2), Jarosław Hampel (5+1), Dominik Kubera (4).

Dla Hampela i Kołodzieja to już siódmy mistrzowski tytuł w karierze. W historii polskiego żużla więcej drużynowych trofeów na koncie ma tylko sześciu żużlowców. Najlepszy pod tym względem jest Stanisław Tkocz, który w barwach ROW Rybnik wywalczył 11 tytułów w latach 1956-70. A Unia Leszno jako klub nie ma sobie równych w polskim speedway’u w liczbie zdobytych mistrzostw Polski. Leszczynianie mają ich obecnie w dorobku już 17 i od kolejnego zespołu na liście wszech czasów, ROW Rybnik, mają o pięć złotych medali więcej. W drugiej dekadzie XXI wieku Unia Leszno mistrzowskie tytuły zdobywała w 2010, 2015, 2017, 2018 i 2019 roku.
Brązowy krążki tegorocznych mistrzostw wywalczył zespół Włókniarza Częstochowa, który w dwumeczu o trzecie miejsce okazał się lepszy od Falubazu Zielona Góra (57:33 i 44:45).

Tradycyjnie żużlowy sezon zakończy 7 października wielka gala w ATM Studio w Warszawie, podczas której rozdane zostaną nagrody w pięciu kategoriach. Wśród gości z pewnością brylował będzie świeżo upieczony indywidualny mistrz świata, bo dwa dni wcześniej na Motoarenie w Toruniu odbędą się ostatnie zawody cyklu Grand Prix. Największe szanse na zdobycie tytułu ma żużlowiec Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik, który prowadzi z przewagą 9 punktów nad Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem (Unia Leszno) i 11 pkt nad Duńczykiem Leonem Madsenem (Włókniarz Częstochowa). Cała trójka pewnie zjawi się na gali, bo wszyscy dostali nominacje do nagród za starty w PGE Ekstralidze.

Lista nominowanych:
Kategoria „Niespodzianka Sezonu”: Jakub Jamróg (Sparta Wrocław), Wiktor Lampart, Mikkel Michelsen, Paweł Miesiąc (wszyscy Motor Lublin), Anders Thomsen (Stal Gorzów);
Kategoria „Najlepszy Junior”: Maksym Drabik (Sparta Wrocław), Michał Gruchalski (Włókniarz Częstochowa), Dominik Kubera, Bartosz Smektała (obaj Unia Leszno), Wiktor Lampart (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Trener”: Piotr Baron (Unia Leszno), Marek Cieślak (Włókniarz Częstochowa), Adam Skórnicki (Falubaz Zielona Góra), Dariusz Śledź (Sparta Wrocław), Jacek Ziółkowski (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Zawodnik Zagraniczny”: Jason Doyle (Get Well Toruń), Leon Madsen (Włókniarz), Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra), Emil Sajfutdinov (Unia Leszno), Tai Woffinden (Sparta Wrocław);
Kategoria „Najlepszy Polski Zawodnik”: Maksym Drabik, Maciej Janowski (obaj Sparta Wrocław), Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki (obaj Unia Leszno), Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów).

 

Koniec rundy zasadniczej

Runda zasadnicza w żużlowej PGE Ekstralidze zakończyła się zwycięstwem Unii Leszno. Najlepiej punktującym zawodnikiem sezonu został Bartosz Zmarzlik, który zdobył 183 punkty.

Pierwsze mecze rundy finałowej odbędą się 1 i 8 września. Unia Leszno (1), która w rundzie zasadniczej przegrała tylko jeden mecz, a jeden zremisowała, w półfinale rywalizować będzie z Włókniarzem Częstochowa (4), zaś Sparta Wrocław (2) zmierzy się z Falubazem Zielona Góra (3). Kolejne miejsca w PGE Ekstralidze po rundzie zasadniczej zajęły: 5. GKM Grudziądz, 6. Motor Lublin, 7. Stal Gorzów i 8. Get Well Toruń. Najlepszą frekwencję w rundzie zasadniczej zanotował Włókniarz Częstochowa, którego mecze średnio oglądało na SGP Arenie 13 929 widzów. Średnia frekwencja w PGE Ekstralidze wyniosła 10 555 widzów. Rekord frekwencji w obecnym sezonie ustanowiono 19 maja w meczu Włókniarza z Unią Leszno. Potyczkę obejrzało 16 500 kibiców.

Osiem klubów rywalizujących w PGE Ekstralidze w fazie zasadniczej rozgrywek wystawiły do walki 57 żużlowców. W tym gronie zdecydowanie najlepszy okazał się zawodnik Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik. Nasz reprezentacyjny żużlowiec ze średnią biegową 2,410 pkt był najskuteczniejszym jeźdźcem w ogóle i najlepszym wśród Polaków. Kolejny z naszych, Piotr Pawlicki z Unii, ze średnią 1,186, był w całej stawce dopiero ósmy. Wśród obcokrajowców najlepszą średnią miał Słowak Martin Vaculik z Falubazu Zielona Góra (2,389 pkt), za nim uplasowali się Duńczyk Leon Madsen z Włokniarza (2,373), Brytyjczyk Tai Woffinden ze Sparty (2,321). Najlepszym juniorem okazał się Maksym Drabik ze Sparty Wrocław (2,074 pkt). Wspomniany Zmarzlik zdobył w sumie 183 punkty wygrywając 42 z 78 wyścigów.

 

Przerwa wakacyjna żużlowców

Po 10. kolejkach żużlowcy Unii Leszno są już pewni awansu do fazy play off PGE Ekstraligi, a bliska tego celu są Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góra i GKM Grudziądz. Teraz liga ma wakacyjna przerwę do 26 lipca.

Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno nie doznała jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i na cztery kolejki przed końcem fazy zasadniczej mając 22 punkty na koncie zapewniła już sobie udział w play off. W ostatniej przed wakacjami 10. kolejce ekipa „Byków” zdeklasowały piątego w tabeli Włókniarza Częstochowa, pokonując go na własnym torze 57:33. Dla częstochowian ta klęska była podwójnie bolesna, bo zajmujący czwarte miejsce GKM Grudziądz (13 pkt) uciekł im w tabeli na cztery „oczka”.

Zwycięstwo Sparty nad Stalą Gorzów (58:32) umocniło pozycję wrocławian w strefie medalowej, bo 17 pkt to już solidny dorobek. Gorzowianie z siedmioma puntami na koncie w tym sezonie raczej już nie powalczą o miejsce na podium. Honoru klubów z Ziemi Lubuskiej przyjdzie bronić zatem Falubazowi Zielona Góra, który po wygranej w Lublinie z Motorem (49:41) z 13 pkt w dorobku utrzymał trzecią lokatę. Outsiderem ligi jest zespół Get Well Toruń, zamykający tabelę z trzema „oczkami” i jednym tylko zwycięstwem.

Na czele klasyfikacji indywidualnej wciąż pozostaje kontuzjowany obecnie Tai Woffinden ze Sparty ze średnią biegową 2,459. Drugi jest Jason Doyle z Get Well (2,444), trzeci Bartosz Zmarzlik ze Stali (2,418),czwarty Leon Madsen (Włókniarz – 2,400), a piąty Martin Vaculik (Falubaz – 2,353 pkt).

PGE Ekstraliga ma teraz przerwę i żużlowcy wrócą na tory dopiero pod koniec lipca. Do końca rundy zasadniczej pozostały cztery kolejki. W 11. serii meczów 26 lipca Unia zmierzy się z Motorem, a Włókniarz z Get Well, zaś 28 lipca Sparta z GKM Grudziądz, a Falubaz ze Stalą.

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Żużel: Kto zatrzyma Unię Leszno?

W najbliższy weekend wystartują rozgrywki PGE Ekstraligi. Mistrzowskiego tytułu bronią żużlowcy Unii Leszno, a rywalizować będą z ekipami Falubazu Zielona Góra, Get Well Toruń, Włókniarza Częstochowa, Stali Gorzów, Unii Leszno, Sparty Wrocław, Motoru Lublin i GKM Grudziądz.

Nowością w nowym sezonie Ekstraligi będzie to, że dwa mecze będą rozgrywane w piątek, a dwa w niedzielę. Taki wymóg postawiły stacje telewizyjne. Po raz pierwszy kibice czarnego sportu będą mogli obejrzeć wszystkie 64 spotkania ligowe na ekranach telewizorów – w piątki mecze transmitowane będą przez stację Eleven Sports, zaś niedzielne wraz z wieczornym magazynem po ostatnim spotkaniu pokaże nSport+. Formuła rozgrywek nie została zmieniona i rywalizacja o tytuł drużynowego mistrza Polski osiem drużyn stoczy systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Później nastąpi runda play off, w ramach której odbędą się półfinały i finał. Ważną zmiana jest wprowadzenie obowiązku przeprowadzenia badania na obecność alkoholu i środków odurzających w organizmie zawodników. Będzie można je także przeprowadzić w stosunku do osób funkcyjnych.

Inauguracja w Zielonej Górze

Tegoroczny sezon ligowy zainauguruje piątkowe spotkanie Falubazu Zielona Góra z Get Well Toruń (początek godz. 18:00). Dwie godziny później na tor wyjadą żużlowcy Włókniarza Częstochowa i Stali Gorzów. W niedzielę natomiast zmierzą się ekipy Unii Leszno ze Spartą Wrocław i beniaminek Motor Lublin z GKM Grudziądz. Tytułu ponownie bronić będzie Unia Leszno. Mistrzowie Polski zimą nie dokonali żadnych zmian w składzie, więc z choćby z tego powodu są faworytami.

Korektę w składzie dokonali natomiast wielcy przegrani ubiegłorocznego finału. Z kadry Stali Gorzów ubyli Słowak Martin Vaculik, Szwed Linus Sundstroem oraz Grzegorz Walasek. W ich miejsce gorzowianie pozyskali Duńczyka Petera Kildemanda. Zmiany w składach zespołów dokonały też Sparta Wrocław, Włókniarza Częstochowa, Get Well Toruń i GKM Grudziądz. Jako wzmocnienie z pewnością należy uznać zatrudnienie w Grudziądzu Duńczyka Kennetha Bjerre i juniora Partyka Rolnickiego, którzy mają pomóc w wyczekiwanym od kilku sezonów awansie do najlepszej czwórki.

Najwięcej zamieszał w kadrze zespołu Stelmet Falubaz, z którego odeszli Grzegorz Zengota, Kacper Gomólski i Szewd Jacob Thorssell, zaś dołączyli Duńczyk Nicki Pedersen, Słowak Martin Vaculik i junior Norbert Krakowiak. Gdy dodamy do nich Patryka Dudka, Piotra Protasiewicza, Duńczyka Michaela Jepsena Jensena i Niemca Martina Smolińskiego, rysuje się skład zdolny powalczyć nawet o najwyższą lokatę w tabeli.

Beniaminek PGE Ekstraligi Speed Car Motor Lublin nie szalał na transferowym runku i kadrę oparł na zawodnikach, którzy wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, wśród których są Szwed Andreas Jonsson i Brytyjczyk Robert Lambert. Dodano im do towarzystwa Duńczyka Mikkela Michelsena, który świetnie punktował w 1.lidze oraz namówiono do startów w Lublinie pochodzącego z Zielonej Góry Grzegorza Zengotę. Składy zespołów wydają się wyrównane, co zapowiada ciekawy i emocjonujący sezon, na co bardzo liczą kibice Ekstraligi.

Kadry zespołów PGE Ekstraligi
Unia Leszno: Jarosław Hampel (rocznik 1982), Janusz Kołodziej (1984), Brady Kurtz (Australia, 1996), Jaimon Lidsey (Australia, 1999), Piotr Pawlicki (1994), Emil Sajfutdinow (Rosja, 1989); juniorzy – Dominik Kubera (1999), Wiktor Lis (1999), Tymoteusz Picz (2002), Kacper Pludra (2002), Krzysztof Sadurski (2003), Bartosz Smektała (1998), Szymon Szlauderbach (1999). Trener: Piotr Baron.

Stal Gorzów: Bartosz Zmarzlik (1995), Krzysztof Kasprzak (1984), Szymon Woźniak (1993)Adam Ellis (W. Brytania, 1996), Filip Hjelmland (Szwecja, 1998), Peter Kildemand (Dania, 1989), Erik Riss (Niemcy, 1995), Anders Thomsen (Dania, 1994); juniorzy – Mateusz Bartkowiak (2003), Hubert Czerniawski (2000), Bartosz Hassa (1998), Rafał Karczmarz (1999), Kamil Pytlewski (2003), Alan Szczotka (2001). Trener: Stanisław Chomski

Sparta Wrocław: Maciej Janowski (1991), Jakub Jamróg (1991), Tai Woffinden (W. Brytania, 1990), Max Fricke (Australia, 1996), Vaclav Milik (Czechy, 1993), Gleb Czugunow (Rosja, 1999); juniorzy – Maksym Drabik (1998), Wiktoria Garbowska (2001), Przemysław Liszka (2000), Patryk Wojdyło (1999). Trener: Dariusz Śledź

Włókniarz Częstochowa: Adrian Miedziński (1985), Paweł Przedpełski (1995), Bartosz Świącik (1997), Sebastian Ułamek (1975), Damian Dróżdż (1996), Fredrik Lindgren (Szwecja, 1985), Leon Madsen (Dania, 1988), Matej Zagar (Słowenia, 1983), Witalij Kowal (Ukraina, 2001); juniorzy – Michał Gruchalski (1998), Bartłomiej Kowalski (2002), Jakub Miśkowiak (2001), Monika Nietyksza (2001), Mateusz Świdnicki (2001). Trener: Marek Cieślak.

Get Well Toruń: Norbert Kościuch (1984), Kasper Andersen (Dania, 1998), Jason Doyle (Australia, 1985), Chris Holder (Australia, 1987), Jack Holder (Australia, 1996), Rune Holta (1973), Niels Kristian Iversen (Dania, 1982), Mathias Nielsen (Dania, 1999), Tim Soerensen (Dania, 2000); juniorzy: Maksymilian Bogdanowicz (1998), Justin Stolp (2001), Jakub Janik (2000), Filip Nizgorski (2002), Igor Kopeć-Sobczyński (1999), Aleks Rydlewski (2002). Trener: Jacek Frątczak.

GKM Grudziądz: Przemysław Pawlicki (1991), Krzysztof Buczkowski (1986), Kenneth Bjerre (Dania, 1984), Roman Lachbaum (Rosja, 1998), Antonio Lindbaeck (Szwecja, 1985), Artiom Łaguta (Rosja, 1990); juniorzy – Damian Lotarski (2001), Patryk Rolnicki (1998), Marcin Turowski (1999), Kamil Wieczorek (1998), Trener: Robert Kempiński
Falubaz Zielona Góra: Patryk Dudek (1992), Piotr Protasiewicz (1975), Sebastian Niedźwiedź (1997), Michael Jepsen Jensen (Dania, 1992), Nicki Pedersen (Dania, 1977), Martin Smolinski (Niemcy, 1984), Martin Vaculik (Słowacja, 1990); juniorzy – Nikodem Bartoch (2001), Damian Boduch (2000), Sebastian Helwig (2001), Norbert Krakowiak (1999), Jakub Osyczka (2000), Damian Pawliczak (1999), Wojciech Pilarski (1998), Mateusz Tonder (1999), Nile Tufft (2001). Trener: Adam Skórnicki

Motor Lublin: Grzegorz Zengota (1988), Paweł Miesiąc (1985), Dawid Lampart (1990), Andreas Jonsson (1980), Robert Lambert (W. Brytania, 1998), Mikkel Michelsen (Dania, 1994); juniorzy – Kacper Gosik (2002), Maciej Kuromonow (1998), Wiktor Lampart (2001), Wiktor Trofimow (1999). Trener: vacat.