Żużel: Stal Gorzów górą w lubuskich derbach

Pierwsze w tym sezonie starcie dwóch lubuskich drużyn, ale już 101. w historii, odbyło się na stadionie w Zielonej Górze. Gorzowianie przyjechali do lokalnych rywali w glorii lidera PGE Ekstraligi i jedynej niepokonanej ekipy w żużlowej ekstralidze. Zaczęli mecz fatalnie i po czterech wyścigach przegrywali 10:20, lecz ostatecznie zwyciężyli 50:40.

Na wstępie wypada wspomnieć, że zaplanowane na miniony piątek mecze PGE Ekstraligi, Motor Lublin – Apator Toruń oraz GKM Grudziądz – Unia Leszno, ze względu na złe prognozy pogody zostały przełożone na 21 maja. Oba niedzielne spotkania, Falubazu Zielona Góra ze Stalą Gorzów i Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław odbyły się bez przeszkód. Znakomicie w zespole Falubazu jeździł w niedzielny wieczór Partyk Dudek, na początku dotrzymywał mu jeszcze kroku Max Fricke, ale prawdziwą furorę zrobił młodzieżowiec Nile Tufft, który w spotkaniu ze Stala zadebiutował w PGE Ekstralidze. Najpierw do spółki z Fabianem Ragusem wywalczył podwójną wygraną, a w wyścigu czwartym zdobył kolejne dwa punkty. Do prawdziwej sensacji doszło jednak w piątym biegu, do którego zaskoczony wynikiem trener gorzowskiej ekipy Stanisław Chomski wystawił Bartosza Zmarzlika jako rezerwę taktyczną za Karczmarza. Dwukrotny mistrz świata jechał w parze z pozyskanym przed tym sezonem z Falubazu Słowakiem Martinem Vaculikiem, zapowiadało się więc, że Stal wygra co najmniej 4:2. Tymczasem jadący w barwach zielonogórskiej drużyny Dudek nieoczekiwanie minął metę na pierwszej pozycji, a partnerujący mu w tym biegu Damian Pawliczak wyprzedził Vaculika i to Falubaz wygrał wyścig 4-2. W tym momencie Falubaz prowadził 20:10 i zapachniało sensacją. Ale tylko na moment, bo gorzowianie opanowali nerwy i w kolejnych sześciu biegach aż czterokrotnie ich para mijała metę na dwóch czołowych pozycjach. Znakomicie w tym okresie spisywali się Anders Thomsen i Szymon Woźniak, skutecznie zaczął ścigać się też Martin Vaculik, a Bartosz Zmarzlik, poza jednym słabszym występem w piątej gonitwie, w pięciu pozostałych w jakich w niedzielny wieczór wystartował był nieosiągalny dla rywali i skończył zmagania z dorobkiem 17 punktów.
Najlepszy w zielonogórskiej ekipie Patryk Dudek także pojechał w sześciu wyścigach i był od Zamrzlika tylko o jeden punkt gorszy (zdobył ich w sumie 16), ale sam jeden nie był w stanie przeważyć szali. Max Fricke gasł z każdym kolejnym biegiem i w całym meczu zdobył zaledwie 7 punktów. Nie istniał na torze Piotr Protasiewicz, który wywalczył tylko jeden punkt w czterech startach. Nic dziwnego, że rozczarowani jego postawą kibice Falubazu po meczu znów w mediach społecznościowych równali go z ziemią, a w najłagodniejszych ocenach wysyłali na emeryturę. Na domiar złego najsłabszy mecz w sezonie zaliczył Słoweniec Matej Zagar (3+1 pkt w czterech wyścigach).
Piotr Żyto, trener Falubazu, szacował, że Stal będzie do ugryzienia, jeśli dobrze spiszą się juniorzy i Pawliczak. Te rachuby okazały się chybione, bo w meczu ze Stalą zawiedli seniorzy. Przewaga Falubazu po piątym biegu zaczęła szybko topnieć, a po dziewiątym wyścigu Stal objęła prowadzenie, którego nie oddała już do końca zawodów zwyciężając ostatecznie 50:40. Gorzowianie z dorobkiem 8 punktów umocnili się na prowadzeniu w PGE Ekstralidze. Drugą lokatę zajmuje Motor Lublin, a trzecią
Sparta Wrocław.
W 5. kolejce udało się rozegrać tylko dwa mecze. Poza derbami Ziemi Lubuskiej do skutku doszło drugie niedzielne spotkanie, Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław. Był to już 120. ligowa potyczka żużlowców tych drużyn w historii. Tym razem jednak częstochowianie na własnym torze mocno rozczarowali swoich fanów doznając drugiej porażki w obecnym sezonie. Z wrocławskim zespołem ekipa Włókniarza przegrała 38:52 i nawet przez moment nie była równorzędnym przeciwnikiem. Sparta przyjechała do Częstochowy jeszcze bez swojego asa Taia Woffindena, bo Brytyjczyk wciąż nie wrócił do pełni sił po kontuzji, lecz w niedzielę pierwsze skrzypce we wrocławskiej ekipie grali Artiom Łaguta i Maciej Janowski zdobyli po 17 pkt), którym dzielnie sekundowali Gleb Czugunow (10 pkt) i Daniel Bewley (8). W zespole częstochowskich „Lwów” najwięcej punktów zdobyli Jakub Miśkowiak (11), Duńczyk Leon Madsen (7) i Bartosz Smektała (5).
Druga w tym sezonie porażka na własnym torze oznacza, że szanse Włókniarza na wysokie miejsce w fazie play-off stają się coraz bardziej teoretyczne. Dość powiedzieć, że na dziewięć ostatnich domowych meczów, Włókniarz wygrał tylko dwa. To miażdżąca statystyka.
A wrocławianie wracali wreszcie do domu w dobrych humorach, bo nie dopuścili do trzeciej porażki z rzędu i awansowali z ostatniego ósmego miejsca w tabeli PGE Ekstraligi na trzecie. Do zespołu ma wkrótce wrócić Woffinden, akurat na trudne mecze ze Stalą Gorzów (16 maja) i Unią Leszno (23 maja).
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi wciąż prowadzi Bartosz Zmarzlik, który notuje niebywale wręcz wysoką średnią biegową – 2,905 pkt. Za nim plasują się Maciej Janowski (2,500) i Martin Vaculik (2,450).

Program 6. kolejki:
Sobota 15 maja:
Unia Leszno – Falubaz Zielona Góra, godz. 16:00;
GKM Grudziądz – Motor Lublin, godz. 21:00.
Niedziela 16 maja:
Apator Toruń – Włókniarz Częstochowa, godz. 16:30;
Sparta Wrocław – Stal Gorzów, godz. 19:15.