Unia Leszno już finale

W rewanżowym meczu półfinałowym żużlowcy Unii Leszno pokonali Falubaz Zielona Góra 57:33 (w pierwszym meczu wygrali 46:43) i awansowali do finału PGE Ekstraligi. Z powodu fatalnej nawierzchni toru na 4 października przełożono natomiast decydujące spotkanie między Stalą Gorzów i Spartą Wrocław.

Zielonogórzanie, mimo porażki w pierwszym spotkaniu (44:46), przyjechali do Leszna z ambitnymi nadziejami na odrobienie strat. Nie były one aż tak bardzo bezpodstawne, bo w rundzie zasadniczej jako jedyni w ekstralidze postawili się żużlowcom Unii na ich stadionie, gdzie przegrali tylko 43:47. Ale ekipa gospodarzy prowadzona przez Piotra Barona także wyciągnęła wnioski z tamtego spotkania i tym razem nie dała zawodnikom Falubazu zbyt wielu okazji do popisów, wygrywając pewnie mecz 57:33. Tym samy Unia Leszno po raz czwarty z rzędu awansowała do finału rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Polski.
Już od pierwszego biegu leszczynianie dominowali na torze i po czterech wyścigach mieli już 12 punktów przewagi. Jeśli coś mogło gospodarzom popsuć szyki, to tylko deszcz. Zaczęło padać tuż przed szóstym biegiem, ale nie na tyle intensywnie, żeby sędzia Artur Kuśmierz musiał przerwać zawody. Tor nadawał się do jazdy i był bezpieczny, ale dopiero po zakończeniu 12. wyścigu gospodarze zawodów odetchnęli z ulgą, bo w myśl regulaminu PGE Ekstraligi tyle biegów odbytych w spotkaniach play off wystarczy do uznania wyniku meczu w razie jego przerwania (w rundzie zasadniczej wystarczy rozegranie ośmiu wyścigów). A gospodarze już po 10 seriach prowadzili 41:19 i mieli już zwycięstwo w kieszeni.
Drugiego finalisty nie udało się w poniedziałek wyłonić, bo rewanżowy mecz Stali Gorzów ze Spartą Wrocław nie doszedł do skutku. Powodem był fatalny stan toru na gorzowskim Stadionie im. Edwarda Jancarza po trzydniowych opadach deszczu. Gospodarze do ostatniej chwili czynili starania, ale chociaż użyli ciężkiego sprzętu i dosypali suchego materiału, to efekty wciąż były niewystarczające. Sędzia zawodów Piotr Lis najpierw podjął decyzję o przesunięciu pory rozpoczęcia meczu o pół godziny, ostatecznie jednak nie dopuścił nawet do próbnych jazd i odwołał mecz.
Dla PGE Ekstraligi ta decyzja stworzyła poważny problem logistyczny z wyznaczeniem nowego terminu. Wtorek w w kalendarzu był zarezerwowany na mecz towarzyski Polska – Rosja, w który miał startować m.in. gwiazdor gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik, zatem przeniesienie meczu Stali ze Spartą na ten dzień nie wchodziło w grę.
W środę natomiast zaplanowany był finał indywidualnych mistrzostw Danii, w którym mieli startować dwaj zawodnicy Stali – Anders Thomsen i Niels Kristian Iversen. Czwartek to z kolei data półfinału ligi szwedzkiej, zaś piątek i sobota zarezerwowane były na dwa ostatnie turnieje tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix w Toruniu.
W tej sytuacji PGE Ekstraliga zdecydowała, że rewanżowe spotkanie półfinałowe Stali ze Spartą odbędzie się w niedzielę 4 października (początek godz. 19:15), chociaż tego dnia miały zostać rozegrane pierwsze mecze o medale. Zostały one jednak przesunięte na piątek 9 października. Rewanżowe spotkania wyznaczono na niedzielę 11 października i tego też dnia, jeśli rzecz jasna aura dopisze, powinniśmy poznać drużynowego mistrza Polski sezonu 2020, a także zdobywców srebrnych i brązowych medali.

O medale powalczą Unia, Stal, Sparta i Falubaz

Runda zasadnicza w żużlowej Ekstralidze dobiegła końca. W ostatnim meczu 14. kolejki Sparta Wrocław pokonała na wyjeździe ROW Rybnik 51:39 i dzięki tej wygranej zakwalifikowała się do rundy play off na trzeciej pozycji, za liderem Unią Leszno i Stalą Gorzów. Ostatnią, czwartą lokatę w kwartecie, który stoczy teraz walkę o medale, wywalczył zespół Falubazu Zielona Góra.

Rozegrany w poniedziałek w Rybniku mecz ostatniego w tabeli PGE Ekstraligi zespołu PGG ROW Rybnik z Betardem Spartą Wrocław miał duże znaczenie przede wszystkim dla ekipy gości, bo od zwycięstwa, ale też jego rozmiarów, zależał jej awans do czołowej czwórki tegorocznego sezonu. Słabiutko jeżdżący przez cały sezon żużlowcy rybnickiego zespołu w starciu z wrocławianami nieoczekiwanie stawili im zacięty opór. Być może chcieli godnie pożegnać się po ledwie rocznym pobycie z żużlową ekstraklasą, a całkiem niewykluczone, że zostali też po cichu zmotywowani przez zespoły, z którymi drużyna Betardu Sparty rywalizowała o miejsce w rundzie play off. Zaskoczeni oporem najsłabszej w stawce ośmiu zespołów PGE Ekstraligi ekipie rybniczan, która wcześniej wygrała zaledwie jeden ligowy mecz i już od kilku kolejek była de facto ponownie w I lidze (po raz ostatni równie słaby wynik zdegradowany z ligi zespół osiągnął w 2008 roku – była to Unia Tarnów), wrocławianie dopiero po 14. biegu mogli być pewni zwycięstwa i tego, że wywiozą komplet punktów.
Układ tabeli po zwycięstwie Betardu Sparty w Rybniku uległ zmianie, bo wrocławianie ostatecznie zakończyli rundę zasadniczą z 20. punktami na koncie. Tyle samo miała też ekipa Solar Falubazu Zielona Góra, ale ponieważ w bezpośrednich spotkaniach tych zespołów lepsi byli żużlowcy z Wrocławia, oni też awansowali w tabeli na trzecią pozycję. Pierwsze miejsce z dorobkiem 28 punktów wywalczyła broniąca mistrzowskiego tytułu Fogo Unii Leszno, a drugie Moje Bermudy Stal Gorzów. Pozostałe miejsca w tabeli wywalczyły: 5. Eltrox Włókniarz Częstochowa (19 pkt), 6. Motor Lublin (19 pkt), 7. MrGarden GKM Grudziądz(10 plt0, 8. PGG ROW Rybnik (2 pkt).
Warto przypomnieć, że gorzowianie przegrali pierwsze sześć ligowych meczów, ale ostatecznie zdołali wywalczyć 21 punktów. Inna sprawa, że mieli dużo szczęścia, bo gdyby nie decyzja władz Ekstraligi o przyznaniu walkowera na niekorzyść ekipy Włókniarza Częstochowa za złe przygotowanie toru oraz powtórka przerwanego meczu Stali Gorzów na swoim stadionie z powodu pożaru rozdzielni elektrycznej, to prawdopodobnie zamiast nich miejsce w czołowym kwartecie zajęłaby drużyna Eltroxu Włókniarza Częstochowa. Prezes gorzowskiego klubu Marek Grzyb ma w tej kwestii oczywiście odmienne zdanie. „Przecież nie spaliliśmy specjalnie rozdzielni na naszym stadionie, a już na pewno nie my dosypaliśmy glinki na torze w Częstochowie. A mówiąc już całkiem serio, to chociaż wszystko fajnie się dla nas ułożyło, to jednak nie taki scenariusz wydarzeń zakładaliśmy przed rozpoczęciem sezonu. A co do naszej rywalizacji z Włókniarzem, to dwa nasze bezpośrednie spotkania jednak to my wygraliśmy lepszą różnicą punktów” – podkreśla prezes gorzowskiej Stali.
Cztery czołowe zespoły PGE Ekstraligi już w najbliższą niedzielę (20 września) rozpoczną rywalizację w play off. W pierwszej półfinałowej potyczce Solar Faluzbaz Zielona Góra podejmie na swoim torze Fogo Unię Leszno (początek godz. 16:30), a Betrad Sparta Wrocław u siebie zmierzy się ze Stalą Gorzów (godz. 19:15). Rewanże odbędą się 27 września, a mecze rozstrzygające o medalach zaplanowano na 4 i 11 października.
Najskuteczniejszym żużlowcem w rundzie zasadniczej był jeżdżący w barwach Unii Leszno Rosjanin Emil Sajfutdinow, który uzyskał najwyższą średnią punktów na bieg – 2,557. Kolejne miejsca w Top 10 zestawienia zajęli: 2. Artiom Łaguta (Rosja, GKM Grudziądz)) – 2,480; 3. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) – 2,472; 4. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,230; 5. Leon Madsen (Dania, Włókniarz Częstochowa) – 2,206; 6. Martin Vaculik (Słowacja, Falubaz Zielona Góra) – 2,188; 7. Tai Woffinden (W. Brytania, Sparta Wrocław) – 2,162; 8. Grigorij Łaguta (Rosja, Motor Lublin) 2,157; 9. Jack Holder (Australia, Stal Gorzów) – 2,077; 10. Matej Zagar (Słowenia, Włókniarz Częstochowa) – 2,069.

W końcu zaczęli się ścigać

W poniedziałek rozegrano przełożony z piątku z powodu złych warunków atmosferycznych mecz Włókniarza Częstochowa z GKM Grudziądz, wygrany przez gospodarzy 53:37. Wcześniej odbyły się trzy pozostałe spotkania żużlowej PGE Ekstraligi, w których Sparta Wrocław pokonała u siebie Motor Lublin 55:35, beniaminek ligi ROW Rybnik przegrał z Falubazem Zielona Góra 36:53, a aktualny mistrz Polski Unia Leszno zwyciężyła na wyjeździe Stal Gorzów 49:41. Liderem po pierwszej kolejce jest ekipa Sparty Wrocław.

W miniony piątek z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym przez pandemię koronawirusa zainaugurowano nowy sezon w naszej żużlowej ekstraklasie. Pecha mieli organizatorzy meczu we Częstochowie, którym figla spłatała pogoda. Intensywne opady deszczu zamieniły tor na stadionie Włókniarza w grząskie bajoro. Wprawdzie służby techniczne zdołały doprowadzić go do stanu używalności i nawet po godzinie 21:00 udało przeprowadzić się na nim jazdy testowe, ale zawodnicy obu drużyn po gorących dyskusjach odmówili startu w takich warunkach. Sędzia zawodów Paweł Słupski wprawdzie uważał, że takiej nawierzchni można się bezpiecznie ścigać, lecz ostatecznie uznał racje żużlowców i przełożył mecz na poniedziałek. Wszystkie mecze pierwszej kolejki odbyły się bez udziały publiczności, dlatego decyzja o przełożeniu spotkania w Częstochowie nie wywołała większych problemów organizacyjnych. To się jednak zmieni już od następnej kolejki, bo zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 19 czerwca także na mecze żużlowej ligi będą wpuszczani kibice, choć na razie w limitowanej liczbie 25 procent pojemności trybun.
Drugie podejście do meczu w Częstochowie zakończyło się pomyślnie. Tor był równy i znakomicie przygotowany, co zgodnie chwalili żużlowcy obu drużyn, ale zdecydowanie lepiej radzili sbie na nim zawodnicy gospodarzy. W ich ekipie pierwsze skrzypce grał zdobywca 12 punktów Duńczyk Leo Madsen, niewiele gorsi byli Szwed Fredrik Lindgren i Australijczyk Jason Doyle. Pozostali zawodnicy (Paweł Przedpełski, Rune Holta, Mateusz Świdnicki i Jakub Miśkowiak) także punktowali na przyzwoitym poziomie, więc cała drużyna zapracowała solidnie na 53 zdobyte punkty.
Rywale nie mieli tak wyrównanego składu, dlatego wywalczyli tylko 37 punktów, z czego niemal połowa, bo 18, było autorstwa Artioma Łaguty. Rosyjski żużlowiec uchronił zespół GKM Grudziądz od kompromitacji wygrywając wszystkie biegi, w których startował. Dla porównania – także startujący w sześciu wyścigach Duńczyk Nicki Pedersen zdobył tylko osiem punktów. Nie popisał się też jego rodak Kenneth Bjerre, który wywalczył jedynie trzy „oczka”, słabo pojechali też polscy zawodnicy – Krzysztof Buczkowski (4 pkt), Przemysław Pawlicki (2), Marcin Turowski (2) i Damian Lotarski.
Łaguta okazał się najlepszym zawodnikiem w całej 1. kolejce PGE Ekstraligi i objął prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych jeźdźców ze średnią punktową 3,00. Drugą lokatę w tym zestawieniu zajął lider Unii Leszno Piotr Pawlicki (średnia 2,80), który poprowadził swój zespół do zwycięstwa w wyjazdowej potyczce ze Stalą Gorzów. Pawlicki przyćmił w tym meczu nawet gwiazdę ekipy gospodarzy Bartosza Zmarzlika. Aktualny mistrz świata nie miał najlepszego dnia i zdobył jedynie 10 punktów, chociaż brał udział w siedmiu biegach. Pawlicki wywalczył 14 „oczek” w pięciu startach, kolejne 12 dorzucił Rosjanin Emil Sajfutdinow, punktowali też Dominik Kubera (7), Janusz Kołodziej (6), Australijczyk Brady Kurtz (5), Szymon Szlauderbach (3) i Bartosz Smektała (20.
W gorzowskiej ekipie oprócz Zmarzlika punkty zdobywali też Duńczyk Anders Thomsen (10), Krzysztof Kasprzak (9), Szymon Woźniak (8) i Rafał Karczmarz (40), nie popisał się natomiast Duńczyk Niels Kristian Iversen, który nie wywalczył nawet jednego punktu.
Tak więc zespół Unii Leszno po pięciu latach przełamał wreszcie serię bolesnych porażek ponoszonych na stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie i wygrał 49:41, co z pewnością stawia „Byki” w roli faworyta tegorocznego sezonu. Przeszkodzić tej ekipie w obronie mistrzowskiego tytułu będzie piekielnie trudno. Po pierwszej serii spotkań można wnosić, że najpoważniejszymi rywalami Unii będą drużyny Sparty Wrocław, Falubazu Zielona Góra i wspomnianego już wyżej Włókniarza Częstochowa.
Wrocławianie zaczęli od wysokiej wygranej z Motorem Lublin, który po zakontraktowaniu Jarosława Hampela zgłaszał aspiracje do walki o miejsce w ścisłej czołówce. Sparta na swoim torze sprowadziła jednak lublinian na ziemię zwyciężając różnicą aż 20 punktów (55:35). Miejsce w szyku ekipie beniaminka, ROW Rybnik, pokazali też żużlowcy Falubazu Zielona Góra, wygrywając na ich torze 53:36. Siłą zielonogórskiej ekipy jest wyrównany skład. W spotkaniu z ROW Rybnik wszyscy jej zawodnicy solidnie punktowali: Michael Jepsen Jensen (10), Piotr Protasiewicz (10), Patryk Dudek (9), Norbert Krakowiak (8), Antonio Lindbaeck (6), Mateusz Tonder (5), Martin Vaculik (5).
Liderem po pierwszej kolejce jest Sparta, przez Falubazem i Włókniarzem. Ta kolejność jednak już po następnym ligowym weekendzie może ulec zmianie.
Zestaw par 2. kolejki PGE Ekstraligi:
GKM Grudziądz – ROW Rybnik, 19 czerwca, godz. 18:00;
Unia Leszno – Sparta Wrocław, 19 czerwca, godz. 20:30;
Motor Lublin – Stal Gorzów, niedziela, 16:30;
Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa, niedziela, godz. 19:15.

Dopingowa aferka na żużlu

Po wielkim sukcesie propagandowym, jakim było zwycięstwo Bartosza Zmarzlika w plebiscycie na najlepszego sportowca 2019 roku, polski speedway nieoczekiwanie dostał dotkliwego kopa. Bo tylko tak można nazwać dochodzenie Polskiej Agencji Antydopingowej przeciwko żużlowcowi Sparty Wrocław Maksymowi Drabikowi.

Dla jasności – Polska Agencja Antydopingowa (POLADA) nie przyłapała Drabika na stosowaniu niedozwolonych środków dopingowych. Przewinienie 21-letniego żużlowca nie polegało na tym, że zażył jakiś zakazany specyfik. Owszem, nie zaliczył testu antydopingowego przeprowadzonego pod koniec minionego sezonu PGE Ekstraligi, ale jak poinformował w oficjalnym komunikacie wrocławski klub, „w organizmie zawodnika nie wykryto żadnych niedozwolonych substancji. POLADA nie zawiesiła zawodnika, poprosiła jedynie o dodatkowe wyjaśnienia”.
Problem jest to, że Drabik dzień przed pierwszym meczem półfinałowym play off miał problemy żołądkowe i z powodu odwodnienia organizmu czuł się na tyle źle, że poprosił o kroplówkę. Niestety, nie zrobił tego w warunkach ambulatoryjnych, a w kroplówce było więcej niż 100 mililitrów płynu. A to już w myśl przepisów antydopingowych jest złamaniem przepisów. W normalnych warunkach można przyjąć do 100 mililitrów, wszystko, co ponadto jest traktowane jako doping.

Zawodnik wpadł podczas badania antydopingowego przeprowadzonego po drugim meczu finałowym PGE Ekstraligi 22 września 2019 roku. W protokole z kontroli sam przyznał się do przyjęcia infuzji dożylnej kilkukrotnie większej niż dopuszczalne normy (około 500 ml) i dokładnie określił, że dokonał tego na cztery dni przed meczem. Przepisy w przypadku stosowania kroplówek dlatego są takie restrykcyjne, bo sportowcy przy ich pomocy mogą wypłukiwać z organizmu niedozwolonych środków. Inna korzyścią jest to, że kroplówka pomaga w szybszej regeneracji organizmu, co też jest uważane za wspomaganie, a w przypadku Drabika jak najbardziej, bo wziął ją dzień przed meczem. Sytuacji żużlowca nie poprawia nawet fakt, że o naruszeniu przepisów sam poinformował wpisując do formularza informację, że z niej skorzystał. Wprawił tym kontrolerów z POLADA w lekkie w osłupienie, bo zorientowali się błyskawicznie, iż żużlowiec nie miał nawet świadomości, że popełnił dopingowe przestępstwo. Te domysły potwierdziła też jego późniejsza niefrasobliwość, ponieważ ignorował wezwania Agencji do złożenia wyjaśnień. To dlatego przez kolejne miesiące sprawa dojrzewała w ukryciu. Wybuchła dopiero teraz, bo POLADA straciła cierpliwość i tuż przed końcem roku zażądała oficjalnie wyjaśnień. Mleko się wylało…

Nieznajomość prawa nie zwalnia z konsekwencji, a te mogą być dla żużlowca Sparty Wrocław bardzo poważne, bo grozi mu kara nawet czteroletniej dyskwalifikacji. Na jego szczęście badanie pobranej od niego próbki nie wykazało obecności dopingu, bo gdyby coś w niej znaleziono, już dawno byłby zawieszony. A tak póki co został jedynie „poproszony o złożenie wyjaśnień”.

Sęk w tym, że brak niedozwolonej substancji w organizmie nie jest jednoznaczny z odstąpieniem od nałożenia kary dla zawodnika. Dowodzi tego choćby niedawny przypadek trzecioligowych piłkarzy Pogoni Siedlce, którzy również stosowali infuzje dożylne, takie same jaką zastosował żużlowiec Sparty Wrocław. Robili to jednak zbyt często i w zbyt dużych dawkach, dlatego zostali przez POLADA ukarani. Niezbyt surowo, bo siedmiu zawodników dostało po pół roku zawieszenia.

Drabik przyjął kroplówkę za wiedzą lekarza klubowego Sparty. Obaj zapewniają dzisiaj, że nie mieli żadnych złych intencji, a chodziło wyłącznie o wspomniane wcześniej kłopoty żołądkowe. Na zdrowy rozum nie stało się nic takiego, żeby funkcjonariusze POLADA musieli karać obiecującego żużlowca, ale po to są przepisy i procedury, żeby ich przestrzegać. Drabik pewnie jeszcze w styczniu będzie musiał stawić się na przesłuchanie. Jeśli nie wypadnie w swoich zeznaniach przekonująco, zostanie zawieszony do czasu wyjaśnienia sprawy. Co de facto oznacza, że tegoroczny żużlowy sezon będzie mógł spisać na straty.

Drabik został przyłapany 22 września, czyli prawie dwa tygodnie przed finałem indywidualnych mistrzostw świata juniorów w Pardubicach, które zakończyły się jego triumfem. W razie orzeczenia dyskwalifikacji, będzie musiał oddać złoty medal z tej imprezy. Na pomoc ze strony środowiska żużlowego zawodnik Sparty raczej nie ma co liczyć, bo jest skłócony z władzami PZM i działaczami innych klubów ekstraligi. Kibicom spoza Wrocławia podpadł natomiast lekceważeniem obowiązków w reprezentacji Polski, za co trener Marek Cieślak usunął go z kadry.

Ekstraliga zacznie nowy sezon w kwietniu

Inauguracyjna kolejka żużlowej PGE Ekstraligi odbędzie się 3 i 5 kwietnia 2020 roku. Drużynowego mistrza Polski poznamy 27 września. Tytułu bronić będzie Unia Leszno. Podobnie jak w tegorocznym sezonie wszystkie 64 mecze ligowe będą transmitowane na antenach Eleven Sports (piątki) oraz nSport+ (niedziele).

Pierwsze mecze nowego sezonu zostaną rozegrane w piątek 3 kwietnia. Tego dnia Sparta Wrocław podejmie na swoim torze Motor Lublin, a Włókniarz Częstochowa zmierzy się u siebie z GKM Grudziądz. W niedzielnych spotkaniach aktualny mistrz Polski Unia Leszno będzie walczyć o punkty w Gorzowie z tamtejszą Stalą, natomiast beniaminek ROW Rybnik podejmie u siebie Stelmet Falubaz Zielona Góra.

Ta potyczka nie jest jednak jeszcze całkowicie pewna, bo w rybnickim klubie nie dzieje się w ostatnich dniach najlepiej z powodu sporu o pieniądze z urzędem miasta. W przypadku najbardziej niekorzystnego obrotu sytuacji ekipa ROW Rybnik może stracić licencję na występy w PGE Ekstralidze, a na jego miejsce wejdzie inny zespół. Ogromna ochotę na to ma Apator Toruń, który wraz ze spadkiem z ekstraklasy stracił tytularnego sponsora (Get Well) i wrócił do dawnej nazwy.

Druga runda PGE Ekstraligi odbędzie się podczas Świąt Wielkanocnych i wówczas wyjątkowo dwa mecze zostaną rozegrane w sobotę 11 kwietnia (Unia Leszno – Sparta Wrocław oraz GKM Grudziądz – ROW Rybnik), a pozostałe 12 kwietnia w niedzielę (Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa oraz Motor Lublin – Stal Gorzów).

Część zasadnicza sezonu 2020 zakończy się 23 sierpnia, a runda finałowa będzie rozgrywana od 6 do 27 września. Na 19 lipca zaplanowano indywidualne międzynarodowe mistrzostwa PGE Ekstraligi, zaś tradycyjna Gala PGE Ekstraligi odbędzie się w Warszawie 5 października.

Przy układaniu terminarza żużlowej ekstraklasy trzeba było uwzględnić kilka kryteriów, jak obłożenie stadionów zawodami rangi FIM i FIM Europe, a także innymi wydarzeniami organizowanymi na obiektach klubów PGE Ekstraligi, naprzemienność meczów w dwóch pierwszych rundach, nie rozgrywanie więcej niż dwóch meczów przez jedną drużynę z rzędu u siebie lub na wyjeździe oraz nie rozgrywanie meczów derbowych w pierwszych czterech rundach. Bardzo ważnym elementem terminarza było uwzględnienie w nim dat rezerwowych (piątki/niedziele).

 

Unia Leszno nadal na tronie

Żużlowcy Unii Leszno pokonali w rewanżowym meczu finału PGE Ekstraligi Spartę Wrocław 59:31 (pierwszy mecz, we Wrocławiu, wygrali 47:43) i po raz trzeci z rzędu zdobyli mistrzostwo Polski. Brązowe medale wywalczyła ekipa Włókniarza Częstochowa, pokonując w dwumeczu o 3. miejsce Falubaz Zielona Góra.

Zespół prowadzony przez Piotra Barona w obecnym sezonie przegrał tylko jeden mecz w rundzie zasadniczej, a w obu finałowych potyczka nawet przez moment nie musiał obawiać się o zwycięstwo. Wisienką na torcie była rozegrana w miniona niedziele rewanżowa potyczka ze Spartą. Stadion w 60-tysięcznym Lesznie wypełnił się do ostatniego miejsca. Zwycięstwo żużlowców Unii, którzy zdobyli trzeci z rzędu, a 17 w historii mistrzowski tytuł (Unia jest pierwszą drużyną od 24 lat, która po raz trzeci z rzędu została mistrzem Polski, co poprzednio udała się Sparcie Wrocław w latach 1993-1995) oglądało 16 760 widzów. Punkty dla ekipy „Byków” zdobywali: Piotr Pawlicki (12), Janusz Kołodziej (10+2), Bartosz Smektała (10+1), Rosjanin Emil Sajfutdinow (10), Australijczyk Brady Kurtz (8+2), Jarosław Hampel (5+1), Dominik Kubera (4).

Dla Hampela i Kołodzieja to już siódmy mistrzowski tytuł w karierze. W historii polskiego żużla więcej drużynowych trofeów na koncie ma tylko sześciu żużlowców. Najlepszy pod tym względem jest Stanisław Tkocz, który w barwach ROW Rybnik wywalczył 11 tytułów w latach 1956-70. A Unia Leszno jako klub nie ma sobie równych w polskim speedway’u w liczbie zdobytych mistrzostw Polski. Leszczynianie mają ich obecnie w dorobku już 17 i od kolejnego zespołu na liście wszech czasów, ROW Rybnik, mają o pięć złotych medali więcej. W drugiej dekadzie XXI wieku Unia Leszno mistrzowskie tytuły zdobywała w 2010, 2015, 2017, 2018 i 2019 roku.
Brązowy krążki tegorocznych mistrzostw wywalczył zespół Włókniarza Częstochowa, który w dwumeczu o trzecie miejsce okazał się lepszy od Falubazu Zielona Góra (57:33 i 44:45).

Tradycyjnie żużlowy sezon zakończy 7 października wielka gala w ATM Studio w Warszawie, podczas której rozdane zostaną nagrody w pięciu kategoriach. Wśród gości z pewnością brylował będzie świeżo upieczony indywidualny mistrz świata, bo dwa dni wcześniej na Motoarenie w Toruniu odbędą się ostatnie zawody cyklu Grand Prix. Największe szanse na zdobycie tytułu ma żużlowiec Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik, który prowadzi z przewagą 9 punktów nad Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem (Unia Leszno) i 11 pkt nad Duńczykiem Leonem Madsenem (Włókniarz Częstochowa). Cała trójka pewnie zjawi się na gali, bo wszyscy dostali nominacje do nagród za starty w PGE Ekstralidze.

Lista nominowanych:
Kategoria „Niespodzianka Sezonu”: Jakub Jamróg (Sparta Wrocław), Wiktor Lampart, Mikkel Michelsen, Paweł Miesiąc (wszyscy Motor Lublin), Anders Thomsen (Stal Gorzów);
Kategoria „Najlepszy Junior”: Maksym Drabik (Sparta Wrocław), Michał Gruchalski (Włókniarz Częstochowa), Dominik Kubera, Bartosz Smektała (obaj Unia Leszno), Wiktor Lampart (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Trener”: Piotr Baron (Unia Leszno), Marek Cieślak (Włókniarz Częstochowa), Adam Skórnicki (Falubaz Zielona Góra), Dariusz Śledź (Sparta Wrocław), Jacek Ziółkowski (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Zawodnik Zagraniczny”: Jason Doyle (Get Well Toruń), Leon Madsen (Włókniarz), Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra), Emil Sajfutdinov (Unia Leszno), Tai Woffinden (Sparta Wrocław);
Kategoria „Najlepszy Polski Zawodnik”: Maksym Drabik, Maciej Janowski (obaj Sparta Wrocław), Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki (obaj Unia Leszno), Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów).

 

Przerwa wakacyjna żużlowców

Po 10. kolejkach żużlowcy Unii Leszno są już pewni awansu do fazy play off PGE Ekstraligi, a bliska tego celu są Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góra i GKM Grudziądz. Teraz liga ma wakacyjna przerwę do 26 lipca.

Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno nie doznała jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i na cztery kolejki przed końcem fazy zasadniczej mając 22 punkty na koncie zapewniła już sobie udział w play off. W ostatniej przed wakacjami 10. kolejce ekipa „Byków” zdeklasowały piątego w tabeli Włókniarza Częstochowa, pokonując go na własnym torze 57:33. Dla częstochowian ta klęska była podwójnie bolesna, bo zajmujący czwarte miejsce GKM Grudziądz (13 pkt) uciekł im w tabeli na cztery „oczka”.

Zwycięstwo Sparty nad Stalą Gorzów (58:32) umocniło pozycję wrocławian w strefie medalowej, bo 17 pkt to już solidny dorobek. Gorzowianie z siedmioma puntami na koncie w tym sezonie raczej już nie powalczą o miejsce na podium. Honoru klubów z Ziemi Lubuskiej przyjdzie bronić zatem Falubazowi Zielona Góra, który po wygranej w Lublinie z Motorem (49:41) z 13 pkt w dorobku utrzymał trzecią lokatę. Outsiderem ligi jest zespół Get Well Toruń, zamykający tabelę z trzema „oczkami” i jednym tylko zwycięstwem.

Na czele klasyfikacji indywidualnej wciąż pozostaje kontuzjowany obecnie Tai Woffinden ze Sparty ze średnią biegową 2,459. Drugi jest Jason Doyle z Get Well (2,444), trzeci Bartosz Zmarzlik ze Stali (2,418),czwarty Leon Madsen (Włókniarz – 2,400), a piąty Martin Vaculik (Falubaz – 2,353 pkt).

PGE Ekstraliga ma teraz przerwę i żużlowcy wrócą na tory dopiero pod koniec lipca. Do końca rundy zasadniczej pozostały cztery kolejki. W 11. serii meczów 26 lipca Unia zmierzy się z Motorem, a Włókniarz z Get Well, zaś 28 lipca Sparta z GKM Grudziądz, a Falubaz ze Stalą.

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Żużel: Kto zatrzyma Unię Leszno?

W najbliższy weekend wystartują rozgrywki PGE Ekstraligi. Mistrzowskiego tytułu bronią żużlowcy Unii Leszno, a rywalizować będą z ekipami Falubazu Zielona Góra, Get Well Toruń, Włókniarza Częstochowa, Stali Gorzów, Unii Leszno, Sparty Wrocław, Motoru Lublin i GKM Grudziądz.

Nowością w nowym sezonie Ekstraligi będzie to, że dwa mecze będą rozgrywane w piątek, a dwa w niedzielę. Taki wymóg postawiły stacje telewizyjne. Po raz pierwszy kibice czarnego sportu będą mogli obejrzeć wszystkie 64 spotkania ligowe na ekranach telewizorów – w piątki mecze transmitowane będą przez stację Eleven Sports, zaś niedzielne wraz z wieczornym magazynem po ostatnim spotkaniu pokaże nSport+. Formuła rozgrywek nie została zmieniona i rywalizacja o tytuł drużynowego mistrza Polski osiem drużyn stoczy systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Później nastąpi runda play off, w ramach której odbędą się półfinały i finał. Ważną zmiana jest wprowadzenie obowiązku przeprowadzenia badania na obecność alkoholu i środków odurzających w organizmie zawodników. Będzie można je także przeprowadzić w stosunku do osób funkcyjnych.

Inauguracja w Zielonej Górze

Tegoroczny sezon ligowy zainauguruje piątkowe spotkanie Falubazu Zielona Góra z Get Well Toruń (początek godz. 18:00). Dwie godziny później na tor wyjadą żużlowcy Włókniarza Częstochowa i Stali Gorzów. W niedzielę natomiast zmierzą się ekipy Unii Leszno ze Spartą Wrocław i beniaminek Motor Lublin z GKM Grudziądz. Tytułu ponownie bronić będzie Unia Leszno. Mistrzowie Polski zimą nie dokonali żadnych zmian w składzie, więc z choćby z tego powodu są faworytami.

Korektę w składzie dokonali natomiast wielcy przegrani ubiegłorocznego finału. Z kadry Stali Gorzów ubyli Słowak Martin Vaculik, Szwed Linus Sundstroem oraz Grzegorz Walasek. W ich miejsce gorzowianie pozyskali Duńczyka Petera Kildemanda. Zmiany w składach zespołów dokonały też Sparta Wrocław, Włókniarza Częstochowa, Get Well Toruń i GKM Grudziądz. Jako wzmocnienie z pewnością należy uznać zatrudnienie w Grudziądzu Duńczyka Kennetha Bjerre i juniora Partyka Rolnickiego, którzy mają pomóc w wyczekiwanym od kilku sezonów awansie do najlepszej czwórki.

Najwięcej zamieszał w kadrze zespołu Stelmet Falubaz, z którego odeszli Grzegorz Zengota, Kacper Gomólski i Szewd Jacob Thorssell, zaś dołączyli Duńczyk Nicki Pedersen, Słowak Martin Vaculik i junior Norbert Krakowiak. Gdy dodamy do nich Patryka Dudka, Piotra Protasiewicza, Duńczyka Michaela Jepsena Jensena i Niemca Martina Smolińskiego, rysuje się skład zdolny powalczyć nawet o najwyższą lokatę w tabeli.

Beniaminek PGE Ekstraligi Speed Car Motor Lublin nie szalał na transferowym runku i kadrę oparł na zawodnikach, którzy wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, wśród których są Szwed Andreas Jonsson i Brytyjczyk Robert Lambert. Dodano im do towarzystwa Duńczyka Mikkela Michelsena, który świetnie punktował w 1.lidze oraz namówiono do startów w Lublinie pochodzącego z Zielonej Góry Grzegorza Zengotę. Składy zespołów wydają się wyrównane, co zapowiada ciekawy i emocjonujący sezon, na co bardzo liczą kibice Ekstraligi.

Kadry zespołów PGE Ekstraligi
Unia Leszno: Jarosław Hampel (rocznik 1982), Janusz Kołodziej (1984), Brady Kurtz (Australia, 1996), Jaimon Lidsey (Australia, 1999), Piotr Pawlicki (1994), Emil Sajfutdinow (Rosja, 1989); juniorzy – Dominik Kubera (1999), Wiktor Lis (1999), Tymoteusz Picz (2002), Kacper Pludra (2002), Krzysztof Sadurski (2003), Bartosz Smektała (1998), Szymon Szlauderbach (1999). Trener: Piotr Baron.

Stal Gorzów: Bartosz Zmarzlik (1995), Krzysztof Kasprzak (1984), Szymon Woźniak (1993)Adam Ellis (W. Brytania, 1996), Filip Hjelmland (Szwecja, 1998), Peter Kildemand (Dania, 1989), Erik Riss (Niemcy, 1995), Anders Thomsen (Dania, 1994); juniorzy – Mateusz Bartkowiak (2003), Hubert Czerniawski (2000), Bartosz Hassa (1998), Rafał Karczmarz (1999), Kamil Pytlewski (2003), Alan Szczotka (2001). Trener: Stanisław Chomski

Sparta Wrocław: Maciej Janowski (1991), Jakub Jamróg (1991), Tai Woffinden (W. Brytania, 1990), Max Fricke (Australia, 1996), Vaclav Milik (Czechy, 1993), Gleb Czugunow (Rosja, 1999); juniorzy – Maksym Drabik (1998), Wiktoria Garbowska (2001), Przemysław Liszka (2000), Patryk Wojdyło (1999). Trener: Dariusz Śledź

Włókniarz Częstochowa: Adrian Miedziński (1985), Paweł Przedpełski (1995), Bartosz Świącik (1997), Sebastian Ułamek (1975), Damian Dróżdż (1996), Fredrik Lindgren (Szwecja, 1985), Leon Madsen (Dania, 1988), Matej Zagar (Słowenia, 1983), Witalij Kowal (Ukraina, 2001); juniorzy – Michał Gruchalski (1998), Bartłomiej Kowalski (2002), Jakub Miśkowiak (2001), Monika Nietyksza (2001), Mateusz Świdnicki (2001). Trener: Marek Cieślak.

Get Well Toruń: Norbert Kościuch (1984), Kasper Andersen (Dania, 1998), Jason Doyle (Australia, 1985), Chris Holder (Australia, 1987), Jack Holder (Australia, 1996), Rune Holta (1973), Niels Kristian Iversen (Dania, 1982), Mathias Nielsen (Dania, 1999), Tim Soerensen (Dania, 2000); juniorzy: Maksymilian Bogdanowicz (1998), Justin Stolp (2001), Jakub Janik (2000), Filip Nizgorski (2002), Igor Kopeć-Sobczyński (1999), Aleks Rydlewski (2002). Trener: Jacek Frątczak.

GKM Grudziądz: Przemysław Pawlicki (1991), Krzysztof Buczkowski (1986), Kenneth Bjerre (Dania, 1984), Roman Lachbaum (Rosja, 1998), Antonio Lindbaeck (Szwecja, 1985), Artiom Łaguta (Rosja, 1990); juniorzy – Damian Lotarski (2001), Patryk Rolnicki (1998), Marcin Turowski (1999), Kamil Wieczorek (1998), Trener: Robert Kempiński
Falubaz Zielona Góra: Patryk Dudek (1992), Piotr Protasiewicz (1975), Sebastian Niedźwiedź (1997), Michael Jepsen Jensen (Dania, 1992), Nicki Pedersen (Dania, 1977), Martin Smolinski (Niemcy, 1984), Martin Vaculik (Słowacja, 1990); juniorzy – Nikodem Bartoch (2001), Damian Boduch (2000), Sebastian Helwig (2001), Norbert Krakowiak (1999), Jakub Osyczka (2000), Damian Pawliczak (1999), Wojciech Pilarski (1998), Mateusz Tonder (1999), Nile Tufft (2001). Trener: Adam Skórnicki

Motor Lublin: Grzegorz Zengota (1988), Paweł Miesiąc (1985), Dawid Lampart (1990), Andreas Jonsson (1980), Robert Lambert (W. Brytania, 1998), Mikkel Michelsen (Dania, 1994); juniorzy – Kacper Gosik (2002), Maciej Kuromonow (1998), Wiktor Lampart (2001), Wiktor Trofimow (1999). Trener: vacat.

 

Unia Leszno mistrzem Polski na żużlu

Żużlowcy Unii Leszno po raz 16. zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski. W pierwszym meczu finałowym przegrali w Gorzowie ze Stala 44:46, ale w minioną niedzielę w rewanżu na własnym stadionie pokonali gorzowian 50:40. Ekipa Stal po raz trzynasty wywalczyła tytuł wicemistrzowski, ale o swój dziesiąty tytuł mistrz musi powalczyć w kolejnym sezonie.

 

W rewanżowym meczu finału PGE Ekstraligi Fogo Unia Leszno pokonała Cash Broker Stal Gorzów 50:40, w dwumeczu wygrała 94:86 i sięgnęła po drużynowe mistrzostwo Polski w sezonie 2018. Dla klubu z Wielkopolski to już tytuł numer 16, co oznacza, że umocnił się on na prowadzeniu w tabeli medalowej wszech czasów Druzynowcy Mistrzostw Polski. Zmagania ligowe zespół z Leszna wygrywał w sumie 17 razy, ale w 1984 roku tytuł został mu odebrany. Leszczynianie tegoroczny mistrzowski tytuł zapewnili sobie już po 14 wyścigach spotkania rewanżowego. Tym samym Unia jest pierwszym zespołem od 13 lat, któremu udało się obronić mistrzowski tytuł. Po raz ostatni tej sztuki dokonali żużlowcy Unii Tarnów w 2005 roku.

Rewanżowy mecz finału ekstraligi miał sie odbyć 23 września, ale organizatorzy zawodów uwierzyli niekorzystnym prognozom pogody i dzień wcześniej podjęli decyzję o przełożeniu meczu. Jak się okazało, podjęli słuszną decyzję, bo rzeczywiście w poprzednią niedzielę przez całe popołudnie w Lesznie padał rzęsisty deszcz, którzy zamienił nawierzchnię toru w niezbyt nadające się do jazdy bagienko.

Żużlowcy obu ekip otrzymali dzięki temu sześć dodatkowych dni na przygotowanie się do decydującego pojedynku. Ten czas lepiej wykorzystali leszczynianie, którzy już po drugim wyścigu odrobili straty z pierwszego spotkania. Świeżo upieczony mistrz świata juniorów Bartosz Smektała razem z Dominikiem Kuberą podwójnie pokonali młodzieżowy duet Stali Rafał Karczmarz, Alan Szczotka. Po chwili Janusz Kołodziej przełamał swoją niemoc z dwóch ostatnich meczów i wspólnie z Jarosławem Hampelem pokonali 5-1 Krzysztofa Kasprzaka i Szymona Woźniaka. Po trzech biegach było już 13-5 dla podopiecznych Piotra Barona i w zasadzie losy mistrzowskiego tytułu były już przesądzone.

Dla Unii tegoroczny triumf jest 31. w historii, co jest najlepszym wynikiem w polskiej lidze. W historii Ekstraligi (2000-2018) żaden zespół nie wygrywał tak często. W sobotę leszczynianie dokonali tego po raz piąty – poprzednio wygrywali w latach 2007, 2010, 2015 i 2017.Stal natomiast przynajmniej rok musi poczekać na swoje 10. mistrzostwo kraju. Tegoroczne srebro jest natomiast 13. w historii gorzowskiego klubu, który łącznie ma w dorobku 27 medali. Zespół Stali w liczbie ligowych trofeów jest na trzecim miejscu w klasyfikacji wszech czasów – drugi w tym zestawieniu ROW Rybnik, ma na koncie dwanaście zwycięstw.
Brązowy medal zapewniła sobie Sparta Wrocław, która w dwumeczu pokonała Włókniarza Częstochowa. Dla klubu ze stolicy Dolnego Śląska to dziewiąty krążek tego koloru w rywalizacji o mistrzostwo kraju.