Cięcie kasy w Stali

W ekipie Stali Gorzów, aktualnych wicemistrzów Polski w jeździe na żużlu, znów zrobiło się nerwowo. Miejskie władze przyznały klubowi roczną dotację w wysokości 2,3 mln złotych. To o 1,7 mln zł mniej niż wnioskował klub.

Pod koniec lutego atmosfera wokół Stali Gorzów zgęstniała z powodu kolportowanych w internecie wieści o rzekomo niestosownym zachowaniu działaczy klubu, w tym prezesa Marka Grzyba, w trakcie pobytu na przedsezonowym zgrupowaniu zespołu w Hiszpanii. Za nagłośnieniem tej sprawy stał ponoć gorzowski radny Jerzy Synowiec, w przeszłości prezes Stali, a dzisiaj największy oponent obecnego szefa klubu.
Co naprawdę zdarzyło się w hiszpańskim hotelu trudno jednoznacznie stwierdzić, bo jedna strona mówi, że działacze Stali ostro tam balowali, a prezes Grzyb stanowczo temu przeczy i grozi pozwami do sądu za publikowanie nieprawdziwych według niego informacji w tej sprawie. Ale fali oburzenia jaka wezbrała wśród mieszkańców Gorzowa powstrzymać nie zdołał, a to odbiło się natychmiast na decyzji radnych w dyskutowanej akurat w tym czasie debacie o wysokości tegorocznej dotacji dla Stali z budżetu miasta przyznawanego z puli środków na promocję Gorzowa. Żużlowy klub, który jest dumą i wizytówką tego miasta, złożył wniosek o przyznanie dofinansowania w wysokości czterech milionów złotych.
Rozkolportowane opowieści o imprezach w hiszpańskim hotelu raczej nie wpłynęły na decyzję rady miasta i prezydenta Jacka Wójcickiego o obcięciu dotacji dla Stali o 1,7 mln złotych. I bez tego zostałaby zmniejszona, bo miejski budżet ma poważniejsze wydatki związane z pandemią, ale może nie aż tyle. „Szanuję decyzję prezydenta i komisji sportu. Nasz wniosek opiewał na wyższą kwotę, a dostaliśmy mniejszą. Rozumiemy, że to z powodu trudnej sytuacji gospodarczej w okresie pandemii. Przyjmujemy decyzję do wiadomości i działamy dalej” – skomentował decyzję prezes Grzyb. Teraz musi jednak znaleźć te 1,7 mln złotych, bo przecie sam Bartosz Zmarzlik ma kontrakt w wysokości 3 mln zł.

PGE Ekstraliga: Nie oszczędzają na transferach

Sezon transferowy w naszej żużlowej PGE Ekstralidze rozpocznie się 1 listopada, ale z grubsza już wiadomo, jakie zmiany zajdą w poszczególnych zespołach. Mimo strat finansowych spowodowanych przez pandemię koronawirusa kluby nie oszczędzają na apanażach dla kluczowych zawodników, głównie polskich.

Najlepiej opłacanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze w nowym sezonie będzie bez dwóch zdań dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Szefowie Stali Gorzów zapewniają w medialnych wypowiedziach, że doszli już do porozumienia ze swoim wychowankiem i są absolutnie pewni, że 25-letni żużlowiec, jedyny Polak który ma w dorobku dwa tytuły indywidualnego mistrza świata, na dodatek zdobyte rok po roku, mimo licznych intratnych ofert nie zmieni barw klubowych. Rzecz jasna nie zrobi tego za darmo. Jeśli wierzyć nieoficjalnym przechwałkom działaczy gorzowskiego klubu, Zmarzlik może liczyć na zarobki porównywalne z tymi, jakie w 2011 roku miał w tym klubie świeżo upieczony mistrz świata Tomasz Gollob. A to oznacza, że gaża lidera Stali w nowym sezonie PGE Ekstraligi osiągnie pułap trzech milionów złotych. Poza tym Zmarzlik ma indywidualny kontrakt z PKN Orlen wart kolejny milion złotych, kilka mniejszych umów sponsorskich oraz niemal gwarantowane dodatkowe zarobki za starty w cyklu Speadway Grand Prix, a także w zagranicznych ligach – szwedzkiej i duńskiej. Żużlowi eksperci szacują, że w sumie gorzowianin w najbliższym sezonie może zgarnąć ponad pięć milionów złotych. Inni zawodnicy nie mogą liczyć na takie gwiazdorskie apanaże. Tylko kilku żużlowców może liczyć na zarobki powyżej dwóch milionów złotych za sezon.
Nowością tegorocznego okresu transferowego jest to, że na lukratywne oferty mogą liczyć w zasadzie wyłącznie polscy żużlowcy. Nie ma wśród nich wielu mogących zagwarantować wysoki poziom sportowy, ale z powodu niedostatku wartościowych jeźdźców w kategorii wiekowej do 24 lat, to właśnie Polacy, których każdy zespół musi zatrudnić w obowiązkowej liczbie, będą decydować o wynikach zespołów. I to dlatego szefowie naszych żużlowych klubów oferują najlepszym z nich naprawdę wielkie pieniądze, byle tylko zgodzili się ścigać w ich drużynach. Dobrym przykładem jest tu 22-letni zawodnik Unii Leszno Bartosz Smektała, który przymierza się do zmiany barw klubowych. O jego pozyskanie zabiega mocno Włókniarz Częstochowa, oferując mu za sam podpis na nowym kontrakcie ponad 700 tysięcy złotych, zaś za każdy zdobyty ligowy punkt jest gotów płacić siedem tysięcy złotych. Łatwo policzyć, że jeśli Smektała w nowym sezonie utrzyma skuteczność z tegorocznego, przy takich stawkach będzie mógł tylko w zespole Włókniarza zarobić w 2021 w sumie 1,7 mln złotych. Na niewiele mniejsze pieniądze w Motorze Lublin może też liczyć rówieśnik Smektały, Dominik Kubera.
Z płacowymi żądaniami nie zaszaleją natomiast obcokrajowcy. Powód ich pasywnej postawy jest oczywisty – cudzoziemców chętnych do ścigania się w najlepszej i najlepiej płacącej lidze żużlowej na świecie jest więcej niż miejsc przyznanych im w PGE Ekstralidze. Dlatego szefowie klubów wykorzystują tę sytuację przy negocjacjach, chociaż z drugiej strony, patrząc na planowane budżety i wydatki, chyba nie ma w PGE Ekstralidze lęku przed finansowymi skutkami pandemii koronawirusa. W większości klubów oferowane zawodnikom stawki punktowe wróciły do poziomu wynegocjowanego przez zawodników w 2019 roku.

Przymiarki kadrowe w ekstralidze
Unia Leszno: zostają – Emil Sajfutdinow, Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki, Jaimon Lidsey, Kacper Pludra; przychodzą – Jason Doyle, Krzysztof Sadurski, Damian Ratajczak; odchodzą – Bartosz Smektała (Włókniarz), Dominik Kubera (Motor), Szymon Szlauderbach (szuka klubu).
Stal Gorzów: zostają – Bartosz Zmarzlik, Anders Thomsen, Szymon Woźniak, Rafał Karczmarz, Mateusz Bartkowiak, Wiktor Jasiński; przychodzą – Martin Vaculik, Marcus Birkemose, Kamil Nowacki: odchodzą – Krzysztof Kasprzak (GKM), Niels-Kristian Iversen (szuka klubu).
Sparta Wrocław: zostają – Tai Woffinden, Maciej Janowski, Gleb Czugunow, Daniel Bewley, Michał Curzytek, Przemysław Liszka, Maksym Drabik (ale nie na 100 procent); przychodzi – Artiom Łaguta, odchodzi – Max Fricke (szuka klubu).
Falubaz Zielona Góra: zostają – Patryk Dudek, Piotr Protasiewicz, Michael Jepsen Jensen), Jan Kvech; Matej Zagar, Rohan Tungate; odchodzą – Martin Vaculik (Stal), Norbert Krakowiak (GKM), Antonio Lindbeck, Mateusz Tonder, Damian Pawliczak (szukają klubu).
Włókniarz Częstochowa: zostają – Leon Madsen, Fredrik Lindgren, Jakub Miśkowiak, Mateusz Świdnicki, Bartłomiej Kowalski; przychodzą – Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen; odchodzą – Jason Doyle (Unia), Rune Holta (ROW), Paweł Przedpełski (Apator).
Motor Lublin: zostają – Grigorij Łaguta, Mikkel Michelsen, Jarosław Hampel, Wiktor Lampart, Wiktor Firmuga; przychodzą – Dominik Kubera, Krzysztof Buczkowski; odchodzą – Matej Zagar (Falubaz), Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Wiktor Trofimow, Oskar Bober (szukają klubu).
GKM Grudziądz: zostają – Nicki Pedersen, Kenneth Bjerre, Przemysław Pawlicki, Roman Lachbaum, Danis Zieliński, Kacper Łobodziński, Damian Lotarski; przychodzą – Krzysztof Kasprzak, Norbert Krakowiak; odchodzą – Artiom Łaguta (Sparta), Krzysztof Buczkowski (Motor), Marcin Turowski (szuka klubu).
Apator Toruń: zostają – Jack Holder, Chris Holder, Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Kamil Marciniec, Aleks Rydlewski, Justin Stolp; przychodzą – Robert Lambert, Paweł Przedpełski, Karol Żupiński; odchodzą – Wiktor Kułakow, Igor Kopeć-Sobczyński (szukają klubu).

Unia Leszno znów najlepsza

W miniony weekend zakończyła się rywalizacja w żużlowej PGE Ekstralidze. Tytuł mistrzowski po raz czwarty z rzędu wywalczyła Unia Leszno, która w dwumeczu pokonała Stal Gorzów 103:76 (44:46 i 59:30). Brązowy medal wywalczyła Sparta Wrocław, wygrywając z Falubazem Zielona Góra 87:72 (32:37 i 50:40).

Żużlowcy Stali Gorzów zaczęli ten sezon fatalnie, od sześciu porażek, ale potem jeździli już jak w transie i ostatecznie to oni stanęli do walki z Unią Leszno o mistrzowski tytuł. Na swoim torze dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w piątek poprowadził swoją drużynę do skromnego wprawdzie, ale jednak zwycięstwa 46:44, lecz dwa dni później na stadionu im. Alfreda Smoczyka w Lesznie był już tylko tłem dla zawodników gospodarzy, których zwycięstwo nawet przez moment nie było zagrożone i którzy ostatecznie zwyciężyli w rewanżu 59:30. Tym samym prowadzony przez trenera Piotra Barona zespół Unii wywalczył po raz czwarty z rzędu mistrzostwo Polski. Po raz ostatni taką zwycięską serię zanotowała pokonana w tegorocznym finale gorzowska Stal, która triumfowała w latach 1975, 1976, 1977 i 1978 roku. W historii żużlowej Ekstraligi, datowanej od 2000 roku, żaden zespół nikt nie wygrywał tak często, jak drużyna z Leszna. Zdobyty w miniony weekend tytuł był siódmym wywalczonym przez nią w ostatnich dwóch dekadach – poprzednio w latach 2007, 2010, 2015, 2017, 2018 i 2019. Wypada też przypomnieć, że Unia ma na koncie 33 medale mistrzostw Polski, co jest najlepszym osiągnięciem w drużynowej klasyfikacji wszech czasów. W tym medalowym dorobku aż 18 medali ma kolor złoty. To też jest najlepszy wynik w całej naszej żużlowej lidze.
Pokonani w wielkim finale gorzowianie są natomiast rekordzistami w liczbie srebrnych medali. Ten wywalczony w miniony weekend jest już 14. w ich bogatej kolekcji trofeów, która liczy w sumie 28 medali drużynowych mistrzostw Polski, co daje ekipie Stali drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów, za Unią. Ale po raz ostatni gorzowski zespół triumfował w PGE Ekstralidze w 2016 roku, czyli zanim zaczęła się obecna złota era leszczyńskich „Byków”.
Brązowy medal w tym roku wywalczyła Sparta Wrocław, dla której jest to 10 krążek tego koloru i 24 w ogóle. Od wrocławian częściej na najniższym stopniu podium DMP stawali tylko żużlowcy Polonia Bydgoszcz (11 razy). Przegrana w rywalizacji o trzecie miejsce ekipa Falubazu Zielona Góra od czterech lat nie może wywalczyć miejsca na podium.
Ostateczna kolejność w tabeli PGE Ekstraligi w sezonie 2020 wygląda tak: 1. Unia Leszno (złoto), 2. Stal Gorzów (srebro), 3. Sparta Wrocław (brąz), 4. Falubaz Zielona Góra, 5. Włókniarz Częstochowa, 6. Motor Lublin, 7. GKM Grudziądz, 8. ROW Rybnik (spadek z ekstraligi). Na miejsce ekipy z Rybnika z I ligi awansował zespół Apatora Toruń.
Tradycyjnie po zakończeniu sezonu PGE Ekstraliga ogłosiła laureatów indywidualnych i zespołowych wyróżnień. Drużyną roku została rzecz jasna ekipa Unii Leszno. Za najlepszego zawodnika sezonu 2020 uznano Bartosza Zmarzlika (Stal Gorzów), który otrzymał 54,70 procent głosów. W piątce nominowanych do tej nagrody znaleźli się też Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 20,52 procent głosów; Piotr Pawlicki (Unia Leszno) – 11,94 procent; Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra) – 7,74 procent; Bartosz Smektała (Unia Leszno) – 5,10 procent.
Na najlepszy juniora sezonu wybrano Dominika Kubera z Unii Leszno, na którego oddano 50,37 procent głosów. Kolejne miejsca w zestawieniu zajeli: Rosjanin Gleb Czugunow (Sparta Wrocław) – 15,72 procent; Rafał Karczmarz (Stal Gorzów) – 13,74 procent; Norbert Krakowiak (Falubaz) – 10,98 procent i Jakub Miśkowiak (Włókniarz Częstochowa) – 9,19 procent.
Tytuł „Trenera Sezonu” przyznano Piotrowi Baronowi z Unii Leszno – 34,93 procent głosów, który minimalnie wygrał ze Stanisławem Chomskim (Stal Gorzów) – 31,22 procent.
W zestawieniu najskuteczniejszych zawodników pierwszą lokatę zajął Emil Sajfutdinow z Fogo Unii, których w 18 meczach uzyskał średnią punktów na jeden bieg 2,523. Zdumiewające jest to, że Rosjanin jest jedynym przedstawicielem zespołu z Leszna w czołowej dziesiątce tej klasyfikacji. Drugie miejsce zajął w niej Artiom Łaguta z GKM Grudziądz (2,480 pokt), a trzecie lider Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik (2,430). Pozostałe miejsca w Top 10 rankingu najskuteczniejszych żużlowców zajeęi: 4. Leon Madsen (Włókniarz Częstochowa) – 2,206; 5. Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra) – 2,202; 6. Tai Woffinden (Sparta Wrocław) – 2,169; 7. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,160; 8. Grigorij Łaguta (Motor Lublin) – 2,157; 9. Matej Zagar (Motor Lublin) – 2,069; 10. Nicki Pedersen (GKM Grudziądz) – 2,057. Najskuteczniejszym juniorem okazał się Dominik Kubera z Fogo Unii ze średnią 1,890, która w ligowej klasyfikacji zapewniła mu jednak dopiero 17. miejsce.
Teraz kluby przygotowują się okresu transferowego. Oficjalnie nowe kontrakty będzie można podpisywać między 1 a 14 listopada tego roku.

Unia Leszno już finale

W rewanżowym meczu półfinałowym żużlowcy Unii Leszno pokonali Falubaz Zielona Góra 57:33 (w pierwszym meczu wygrali 46:43) i awansowali do finału PGE Ekstraligi. Z powodu fatalnej nawierzchni toru na 4 października przełożono natomiast decydujące spotkanie między Stalą Gorzów i Spartą Wrocław.

Zielonogórzanie, mimo porażki w pierwszym spotkaniu (44:46), przyjechali do Leszna z ambitnymi nadziejami na odrobienie strat. Nie były one aż tak bardzo bezpodstawne, bo w rundzie zasadniczej jako jedyni w ekstralidze postawili się żużlowcom Unii na ich stadionie, gdzie przegrali tylko 43:47. Ale ekipa gospodarzy prowadzona przez Piotra Barona także wyciągnęła wnioski z tamtego spotkania i tym razem nie dała zawodnikom Falubazu zbyt wielu okazji do popisów, wygrywając pewnie mecz 57:33. Tym samy Unia Leszno po raz czwarty z rzędu awansowała do finału rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Polski.
Już od pierwszego biegu leszczynianie dominowali na torze i po czterech wyścigach mieli już 12 punktów przewagi. Jeśli coś mogło gospodarzom popsuć szyki, to tylko deszcz. Zaczęło padać tuż przed szóstym biegiem, ale nie na tyle intensywnie, żeby sędzia Artur Kuśmierz musiał przerwać zawody. Tor nadawał się do jazdy i był bezpieczny, ale dopiero po zakończeniu 12. wyścigu gospodarze zawodów odetchnęli z ulgą, bo w myśl regulaminu PGE Ekstraligi tyle biegów odbytych w spotkaniach play off wystarczy do uznania wyniku meczu w razie jego przerwania (w rundzie zasadniczej wystarczy rozegranie ośmiu wyścigów). A gospodarze już po 10 seriach prowadzili 41:19 i mieli już zwycięstwo w kieszeni.
Drugiego finalisty nie udało się w poniedziałek wyłonić, bo rewanżowy mecz Stali Gorzów ze Spartą Wrocław nie doszedł do skutku. Powodem był fatalny stan toru na gorzowskim Stadionie im. Edwarda Jancarza po trzydniowych opadach deszczu. Gospodarze do ostatniej chwili czynili starania, ale chociaż użyli ciężkiego sprzętu i dosypali suchego materiału, to efekty wciąż były niewystarczające. Sędzia zawodów Piotr Lis najpierw podjął decyzję o przesunięciu pory rozpoczęcia meczu o pół godziny, ostatecznie jednak nie dopuścił nawet do próbnych jazd i odwołał mecz.
Dla PGE Ekstraligi ta decyzja stworzyła poważny problem logistyczny z wyznaczeniem nowego terminu. Wtorek w w kalendarzu był zarezerwowany na mecz towarzyski Polska – Rosja, w który miał startować m.in. gwiazdor gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik, zatem przeniesienie meczu Stali ze Spartą na ten dzień nie wchodziło w grę.
W środę natomiast zaplanowany był finał indywidualnych mistrzostw Danii, w którym mieli startować dwaj zawodnicy Stali – Anders Thomsen i Niels Kristian Iversen. Czwartek to z kolei data półfinału ligi szwedzkiej, zaś piątek i sobota zarezerwowane były na dwa ostatnie turnieje tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix w Toruniu.
W tej sytuacji PGE Ekstraliga zdecydowała, że rewanżowe spotkanie półfinałowe Stali ze Spartą odbędzie się w niedzielę 4 października (początek godz. 19:15), chociaż tego dnia miały zostać rozegrane pierwsze mecze o medale. Zostały one jednak przesunięte na piątek 9 października. Rewanżowe spotkania wyznaczono na niedzielę 11 października i tego też dnia, jeśli rzecz jasna aura dopisze, powinniśmy poznać drużynowego mistrza Polski sezonu 2020, a także zdobywców srebrnych i brązowych medali.

O medale powalczą Unia, Stal, Sparta i Falubaz

Runda zasadnicza w żużlowej Ekstralidze dobiegła końca. W ostatnim meczu 14. kolejki Sparta Wrocław pokonała na wyjeździe ROW Rybnik 51:39 i dzięki tej wygranej zakwalifikowała się do rundy play off na trzeciej pozycji, za liderem Unią Leszno i Stalą Gorzów. Ostatnią, czwartą lokatę w kwartecie, który stoczy teraz walkę o medale, wywalczył zespół Falubazu Zielona Góra.

Rozegrany w poniedziałek w Rybniku mecz ostatniego w tabeli PGE Ekstraligi zespołu PGG ROW Rybnik z Betardem Spartą Wrocław miał duże znaczenie przede wszystkim dla ekipy gości, bo od zwycięstwa, ale też jego rozmiarów, zależał jej awans do czołowej czwórki tegorocznego sezonu. Słabiutko jeżdżący przez cały sezon żużlowcy rybnickiego zespołu w starciu z wrocławianami nieoczekiwanie stawili im zacięty opór. Być może chcieli godnie pożegnać się po ledwie rocznym pobycie z żużlową ekstraklasą, a całkiem niewykluczone, że zostali też po cichu zmotywowani przez zespoły, z którymi drużyna Betardu Sparty rywalizowała o miejsce w rundzie play off. Zaskoczeni oporem najsłabszej w stawce ośmiu zespołów PGE Ekstraligi ekipie rybniczan, która wcześniej wygrała zaledwie jeden ligowy mecz i już od kilku kolejek była de facto ponownie w I lidze (po raz ostatni równie słaby wynik zdegradowany z ligi zespół osiągnął w 2008 roku – była to Unia Tarnów), wrocławianie dopiero po 14. biegu mogli być pewni zwycięstwa i tego, że wywiozą komplet punktów.
Układ tabeli po zwycięstwie Betardu Sparty w Rybniku uległ zmianie, bo wrocławianie ostatecznie zakończyli rundę zasadniczą z 20. punktami na koncie. Tyle samo miała też ekipa Solar Falubazu Zielona Góra, ale ponieważ w bezpośrednich spotkaniach tych zespołów lepsi byli żużlowcy z Wrocławia, oni też awansowali w tabeli na trzecią pozycję. Pierwsze miejsce z dorobkiem 28 punktów wywalczyła broniąca mistrzowskiego tytułu Fogo Unii Leszno, a drugie Moje Bermudy Stal Gorzów. Pozostałe miejsca w tabeli wywalczyły: 5. Eltrox Włókniarz Częstochowa (19 pkt), 6. Motor Lublin (19 pkt), 7. MrGarden GKM Grudziądz(10 plt0, 8. PGG ROW Rybnik (2 pkt).
Warto przypomnieć, że gorzowianie przegrali pierwsze sześć ligowych meczów, ale ostatecznie zdołali wywalczyć 21 punktów. Inna sprawa, że mieli dużo szczęścia, bo gdyby nie decyzja władz Ekstraligi o przyznaniu walkowera na niekorzyść ekipy Włókniarza Częstochowa za złe przygotowanie toru oraz powtórka przerwanego meczu Stali Gorzów na swoim stadionie z powodu pożaru rozdzielni elektrycznej, to prawdopodobnie zamiast nich miejsce w czołowym kwartecie zajęłaby drużyna Eltroxu Włókniarza Częstochowa. Prezes gorzowskiego klubu Marek Grzyb ma w tej kwestii oczywiście odmienne zdanie. „Przecież nie spaliliśmy specjalnie rozdzielni na naszym stadionie, a już na pewno nie my dosypaliśmy glinki na torze w Częstochowie. A mówiąc już całkiem serio, to chociaż wszystko fajnie się dla nas ułożyło, to jednak nie taki scenariusz wydarzeń zakładaliśmy przed rozpoczęciem sezonu. A co do naszej rywalizacji z Włókniarzem, to dwa nasze bezpośrednie spotkania jednak to my wygraliśmy lepszą różnicą punktów” – podkreśla prezes gorzowskiej Stali.
Cztery czołowe zespoły PGE Ekstraligi już w najbliższą niedzielę (20 września) rozpoczną rywalizację w play off. W pierwszej półfinałowej potyczce Solar Faluzbaz Zielona Góra podejmie na swoim torze Fogo Unię Leszno (początek godz. 16:30), a Betrad Sparta Wrocław u siebie zmierzy się ze Stalą Gorzów (godz. 19:15). Rewanże odbędą się 27 września, a mecze rozstrzygające o medalach zaplanowano na 4 i 11 października.
Najskuteczniejszym żużlowcem w rundzie zasadniczej był jeżdżący w barwach Unii Leszno Rosjanin Emil Sajfutdinow, który uzyskał najwyższą średnią punktów na bieg – 2,557. Kolejne miejsca w Top 10 zestawienia zajęli: 2. Artiom Łaguta (Rosja, GKM Grudziądz)) – 2,480; 3. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) – 2,472; 4. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,230; 5. Leon Madsen (Dania, Włókniarz Częstochowa) – 2,206; 6. Martin Vaculik (Słowacja, Falubaz Zielona Góra) – 2,188; 7. Tai Woffinden (W. Brytania, Sparta Wrocław) – 2,162; 8. Grigorij Łaguta (Rosja, Motor Lublin) 2,157; 9. Jack Holder (Australia, Stal Gorzów) – 2,077; 10. Matej Zagar (Słowenia, Włókniarz Częstochowa) – 2,069.

48 godzin sport

Nasze piłkarki tropem Lewego
Zespół piłkarek nożnych VfL Wolfsburg, w barwach którego występują dwie reprezentantki Polski, Ewa Pajor (na zdjęciu) i Katarzyna Kiedrzynek, zakwalifikował się do finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń UEFA. We wtorek niemiecka drużyna pokonała w San Sebastian Barcelonę 1:0. Zwycięską bramkę w 58. minucie zdobyła Szwedka Fridolina Rolfoe, dobijając piłkę po efektownym strzale Pajor z tzw. przewrotki. W drugim spotkaniu półfinałowym zmierzyły się dwie francuskie drużyny – Paris Saint-Germain (występuje w niej inna z reprezentantek Polski, Paulina Dudek) przegrał z Olympique Lyon 0:1. Wielki finał odbędzie się w najbliższą niedzielę. Dla piłkarek z Wolfsburga to piąty finał Ligi Mistrzyń. Mają na koncie dwa triumfy w tych rozgrywkach, ale faworytkami finału będą jednak zawodniczki Olympique Lyon. Ten zespół wygrał cztery ostatnie edycje Ligi Mistrzyń, a w sumie ma na koncie pięć triumfów.

Krychowiak znowu strzela w Rosji, a Szymański asystuje
W piątej kolejce rosyjskiej ekstraklasy piłkarskiej Lokomotiw Moskwa przegrał z Achmatem Groznym 2:3. Drugą z bramek dla zespołu ze stolicy Rosji zdobył Grzegorz Krychowiak, który rozegrał całe spotkanie. Inny z reprezentantów Polski występujących w tym zespole, Maciej Rybus tym razem cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Lokomotiw zajmuje w tabeli siódme miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Wydarzeniem 5. kolejki było zwycięstwo Dynama Moskwa z aktualnym mistrzem Rosji Zenitem Petersburg 1:0. Asystę przy golu dla stołecznej drużyny zanotował Sebastian Szymański, trzeci z reprezentantów Polski w rosyjskiej ekstraklasie.

Kolejne zmiany w tegorocznym kalendarzu Formuły 1
W kalendarzu tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1 wprowadzono kolejne zmiany i obecnie znajduje się w nim 17 rund. Z powodu pandemii koronawirusa odwołano Grand Prix Chin, ale dołączono wyścig w Turcji (15 listopada) i dodano drugi w Bahrajnie (odbędą się 29 listopada i 6 grudnia). To trzeci przypadek w tym roku, by na jednym torze rywalizowano dwukrotnie. Wcześniej miało to miejsce w Austrii i Wielkiej Brytanii. Sezon ma zostać zakończony 13 grudnia w Abu Zabi. Wszystkie z sześciu dotychczas rozegranych rund MŚ odbyły się w Europie i bez udziału publiczności. Pierwszym wyścigiem z udziałem kibiców ma być GP Rosji w Soczi, które zaplanowane jest na 27 września. Kalendarz ogłoszony jeszcze przed pandemią był rozpisany na 22 wyścigi.

Walkower dla Stali Gorzów karą dla Włókniarza Częstochowa
Komisja Orzekająca Ligi wydała werdykt w sprawie nierozegranego z powodu fatalnego stanu toru meczu Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Wynik został zweryfikowany jako walkower na korzyść gorzowian, którzy tym samym otrzymali dwa duże punkty meczowe oraz punkt bonusowy. Dzięki tej zdobyczy ekipa Stali z 15 punktami zdobytymi w 12 meczach awansowała w ligowej tabeli na czwarte miejsce. Pierwsze trzy lokaty zajmują Unia Leszno (22 pkt), Falubaz Zielona Góra (17) i Motor Lublin (16), a za plecami gorzowskiego zespołu plasują się Sparta Wrocław (14) i Włókniarz (13), ale mają rozegrane po 11 meczów.

Nasi tenisiści nie popisali się w Nowym Jorku
Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo przegrali z reprezentantami gospodarzy Stevem Johnsonem i Austinem Krajickiem 3:6, 6:7 (4-7) w 2. rundzie debla turnieju ATP rangi Masters1000 na kortach twardych w Nowym Jorku. Nowojorska impreza jest pierwszą w cyklu ATP od momentu wznowienia zmagań w cyklu. W tym turnieju w grze pojedynczej wystartowali Kamil Majchrzak (nie przeszedł kwalifikacji) orazx Hubert Hurkacz, który już w 1. rundzie przegrał z Amerykaninem Johnem Isnerem. Turniej Western&Southern Open z pulą nagród 4,2 mln dolarów, zwykle odbywa się w Cincinnati, ale tegoroczna edycja z powodu koronawirusa została przeniesiona go do Nowego Jorku, gdzie od 31 sierpnia rozpocznie się US Open.

Cieślak odszedł z Włókniarza

W miniony piątek nie doszedł do skutku ligowy mecz Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Spotkanie zostało odwołane z powodu fatalnego stanu toru na częstochowskim stadionie. Goście z Gorzowa mieli uzasadnione podejrzenia, że nawierzchnia została spreparowana albo że przy jej przygotowaniu popełniono rażące błędy.

Pośrednio przyznał im rację trener Włókniarza Marek Cieślak, który w dniu niedoszłego meczu ze Stalą ostentacyjnie zrezygnował z posady. A top jest w polskim żużlu postać nietuzinkowa i zrobiło si z tego wydarzenie. 70-letni obecnie szkoleniowiec jako zawodnik cała karierę spędził we Włókniarzu Częstochowa (1968-1986), w tym też klubie zadebiutował w 1993 roku w roli trenera, a trzy lata później wywalczył z nim drużynowe mistrzostwo Polski. Potem ekipa rozsypała się i spadła do niższej ligi, a Cieślak rozpoczął trwającą dwadzieścia lat wędrówkę po innych polskich klubach, zanim w 2018 roku znów został trenerem zespołu Włókniarza. Przez te dwie dekady ze zmiennym powodzeniem prowadził ekipy Van Pur Stali Rzeszów, Polonii Piła, Atlasu Wrocław, Falubazu Zielona Góra, Unii Tarnów, Ostrovii Ostrów Wielkopolski i ponownie Falubazu. Ma na koncie cztery tytuły drużynowego mistrza Polski – do zdobytego z Włókniarzem w 1996 roku dorzucił jeszcze triumfy z Atlasem Wrocław w 2006, Falubazem Zielona Góra w 2011 i Unią Tarnów w 2012 roku. Przez ostatnie 20 lat pracę z zespołami klubowymi z powodzeniem godził z obowiązkami selekcjonera kadry Polski. Pod jego wodzą nasi żużlowcy ośmiokrotnie triumfowali w Drużynowym Pucharze Świata i są pod tym względem rekordzistami wszech czasów.
Warto też dodać, że Cieślak cieszy się zasłużoną opinią jednego z najlepszych specjalistów od przygotowania torów w Polsce, a może nawet i na świecie. Tak doświadczony fachowiec doskonale wiedział, że zarządzone przez prezesa Włókniarza Michała Świącika na cztery dni przed najważniejszym meczem sezonu prac na torze to błąd, który w przypadku załamania pogody musi zakończyć się katastrofą. I tak też się stało, bo we wtorek przez Częstochowę przeszła nawałnica. Ulewa zamieniła tor w grzęzawisko, które jeszcze w piątek, w dniu meczu ze Stala Gorzów, nie nadawało się do jazdy. Cieślak, który przez cały poprzedni tydzień nie miał nic wspólnego z prowadzonymi na torze pracami, nie chciał być w żaden sposób z nimi wiązany, więc w piątek rano złożył dymisję z funkcji trenera Włókniarza.
W mediach tak tłumaczył powody swojej decyzji. „Od poniedziałku to nie ja przygotowywałem tor, tylko toromistrz i prezes (Michał Świącik – przyp. jtk), który chwalił się zresztą ogromem prac w mediach społecznościowych. Ubolewam nad tym co się stało, bo Włókniarz to mój klub, z którym związany jestem od 16. roku życia. Chce mi się wyć, bo być może teraz znów będę musiał pracować na obczyźnie lub w ogóle rzucić pracę trenera. Wypowiedzenie złożyłem w piątek o ósmej rano, bo nie mogłem brać odpowiedzialności za tor, którego nie przygotowywałem. To była przemyślana decyzja, a niektórzy wiedzieli o niej już w czwartek. Boli mnie, że przez Włókniarz byliśmy świadkami antyreklamy żużla”.
Spotkanie Włókniarza ze Stalą zostało na godzinę przed rozpoczęciem odwołane właśnie z powodu fatalnego stanu toru, chociaż w Częstochowie od wtorku już nie padało. Działacze częstochowskiego klubu przekonywali jednak, że wtorkowa nawałnica była tak silna, że jej efektów nie dało się usunąć do piątku. Odmiennego zdania byli gorzowianie, którzy twierdzą, że podczas przygotowania nawierzchni gospodarze popełnili kardynalny błąd bronując tor tuż przed ulewą, przez co tak mocno nasiąkł wodą, że w piątek wciąż był grząski, chociaż dookoła wszędzie było już sucho. W tej sprawie werdykt miała wydać Komisja Orzekającą Ligi i powszechnie spodziewano się, że przyzna walkower na korzyść Stali.
Wracając do konfliktu prezesa Włókniarza z byłym już trenerem drużyny, to jego powodem były słabe ostatnio wyniki. Po serii porażek na własnym stadionie Michał Świącik uznał, że doszło do nich głównie z winy sprzyjającego zawodnikom gości toru i dlatego przed spotkaniem z gorzowskim zespołem, z którym Włókniarz rywalizuje bezpośrednio o miejsce gwarantujące walkę o medale w fazie play off, zarządził gruntowną rekonstrukcję nawierzchni toru ignorując sprzeciw Cieślaka w tej sprawie. Zasłużony trener w wypowiedziach dla mediów stwierdził: „Prezes Świącik, zamiast mnie oczerniać i obwiniać, powinien powiedzieć przepraszam i przyznać uczciwie, że ktoś mu źle podpowiedział. Wierzę, że chciał dobrze, że chciał poprawić tor wbrew opinii trenera, ale nic dobrego z tego nie wyszło. Ja mu powiedziałem, że jak mi nie ufa, to niech mnie zwolni. Nie zrobił tego, więc musiałem sam się zwolnić, żeby się nie podpisywać w protokole meczowym i nie brać odpowiedzialności za stan toru” – zapewniał Cieślak.

W końcu zaczęli się ścigać

W poniedziałek rozegrano przełożony z piątku z powodu złych warunków atmosferycznych mecz Włókniarza Częstochowa z GKM Grudziądz, wygrany przez gospodarzy 53:37. Wcześniej odbyły się trzy pozostałe spotkania żużlowej PGE Ekstraligi, w których Sparta Wrocław pokonała u siebie Motor Lublin 55:35, beniaminek ligi ROW Rybnik przegrał z Falubazem Zielona Góra 36:53, a aktualny mistrz Polski Unia Leszno zwyciężyła na wyjeździe Stal Gorzów 49:41. Liderem po pierwszej kolejce jest ekipa Sparty Wrocław.

W miniony piątek z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym przez pandemię koronawirusa zainaugurowano nowy sezon w naszej żużlowej ekstraklasie. Pecha mieli organizatorzy meczu we Częstochowie, którym figla spłatała pogoda. Intensywne opady deszczu zamieniły tor na stadionie Włókniarza w grząskie bajoro. Wprawdzie służby techniczne zdołały doprowadzić go do stanu używalności i nawet po godzinie 21:00 udało przeprowadzić się na nim jazdy testowe, ale zawodnicy obu drużyn po gorących dyskusjach odmówili startu w takich warunkach. Sędzia zawodów Paweł Słupski wprawdzie uważał, że takiej nawierzchni można się bezpiecznie ścigać, lecz ostatecznie uznał racje żużlowców i przełożył mecz na poniedziałek. Wszystkie mecze pierwszej kolejki odbyły się bez udziały publiczności, dlatego decyzja o przełożeniu spotkania w Częstochowie nie wywołała większych problemów organizacyjnych. To się jednak zmieni już od następnej kolejki, bo zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 19 czerwca także na mecze żużlowej ligi będą wpuszczani kibice, choć na razie w limitowanej liczbie 25 procent pojemności trybun.
Drugie podejście do meczu w Częstochowie zakończyło się pomyślnie. Tor był równy i znakomicie przygotowany, co zgodnie chwalili żużlowcy obu drużyn, ale zdecydowanie lepiej radzili sbie na nim zawodnicy gospodarzy. W ich ekipie pierwsze skrzypce grał zdobywca 12 punktów Duńczyk Leo Madsen, niewiele gorsi byli Szwed Fredrik Lindgren i Australijczyk Jason Doyle. Pozostali zawodnicy (Paweł Przedpełski, Rune Holta, Mateusz Świdnicki i Jakub Miśkowiak) także punktowali na przyzwoitym poziomie, więc cała drużyna zapracowała solidnie na 53 zdobyte punkty.
Rywale nie mieli tak wyrównanego składu, dlatego wywalczyli tylko 37 punktów, z czego niemal połowa, bo 18, było autorstwa Artioma Łaguty. Rosyjski żużlowiec uchronił zespół GKM Grudziądz od kompromitacji wygrywając wszystkie biegi, w których startował. Dla porównania – także startujący w sześciu wyścigach Duńczyk Nicki Pedersen zdobył tylko osiem punktów. Nie popisał się też jego rodak Kenneth Bjerre, który wywalczył jedynie trzy „oczka”, słabo pojechali też polscy zawodnicy – Krzysztof Buczkowski (4 pkt), Przemysław Pawlicki (2), Marcin Turowski (2) i Damian Lotarski.
Łaguta okazał się najlepszym zawodnikiem w całej 1. kolejce PGE Ekstraligi i objął prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych jeźdźców ze średnią punktową 3,00. Drugą lokatę w tym zestawieniu zajął lider Unii Leszno Piotr Pawlicki (średnia 2,80), który poprowadził swój zespół do zwycięstwa w wyjazdowej potyczce ze Stalą Gorzów. Pawlicki przyćmił w tym meczu nawet gwiazdę ekipy gospodarzy Bartosza Zmarzlika. Aktualny mistrz świata nie miał najlepszego dnia i zdobył jedynie 10 punktów, chociaż brał udział w siedmiu biegach. Pawlicki wywalczył 14 „oczek” w pięciu startach, kolejne 12 dorzucił Rosjanin Emil Sajfutdinow, punktowali też Dominik Kubera (7), Janusz Kołodziej (6), Australijczyk Brady Kurtz (5), Szymon Szlauderbach (3) i Bartosz Smektała (20.
W gorzowskiej ekipie oprócz Zmarzlika punkty zdobywali też Duńczyk Anders Thomsen (10), Krzysztof Kasprzak (9), Szymon Woźniak (8) i Rafał Karczmarz (40), nie popisał się natomiast Duńczyk Niels Kristian Iversen, który nie wywalczył nawet jednego punktu.
Tak więc zespół Unii Leszno po pięciu latach przełamał wreszcie serię bolesnych porażek ponoszonych na stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie i wygrał 49:41, co z pewnością stawia „Byki” w roli faworyta tegorocznego sezonu. Przeszkodzić tej ekipie w obronie mistrzowskiego tytułu będzie piekielnie trudno. Po pierwszej serii spotkań można wnosić, że najpoważniejszymi rywalami Unii będą drużyny Sparty Wrocław, Falubazu Zielona Góra i wspomnianego już wyżej Włókniarza Częstochowa.
Wrocławianie zaczęli od wysokiej wygranej z Motorem Lublin, który po zakontraktowaniu Jarosława Hampela zgłaszał aspiracje do walki o miejsce w ścisłej czołówce. Sparta na swoim torze sprowadziła jednak lublinian na ziemię zwyciężając różnicą aż 20 punktów (55:35). Miejsce w szyku ekipie beniaminka, ROW Rybnik, pokazali też żużlowcy Falubazu Zielona Góra, wygrywając na ich torze 53:36. Siłą zielonogórskiej ekipy jest wyrównany skład. W spotkaniu z ROW Rybnik wszyscy jej zawodnicy solidnie punktowali: Michael Jepsen Jensen (10), Piotr Protasiewicz (10), Patryk Dudek (9), Norbert Krakowiak (8), Antonio Lindbaeck (6), Mateusz Tonder (5), Martin Vaculik (5).
Liderem po pierwszej kolejce jest Sparta, przez Falubazem i Włókniarzem. Ta kolejność jednak już po następnym ligowym weekendzie może ulec zmianie.
Zestaw par 2. kolejki PGE Ekstraligi:
GKM Grudziądz – ROW Rybnik, 19 czerwca, godz. 18:00;
Unia Leszno – Sparta Wrocław, 19 czerwca, godz. 20:30;
Motor Lublin – Stal Gorzów, niedziela, 16:30;
Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa, niedziela, godz. 19:15.

Dla nich 25 procent widowni to za mało

Żużlowa PGE Ekstraliga wystartuje 12 czerwca, ale jeszcze bez kibiców na trybunach. Jednak już w zaplanowanej na 19 czerwca drugiej kolejce będzie liga dostała zgodę na sprzedaż wejściówek na 1/4 miejsc.

Dla klubów naszej żużlowej ekstraklasy ograniczenie liczby widzów na trybunach to kolejne wyzwanie organizacyjne, może nawet trudniejsze niż rozgrywanie meczów przy pustych trybunach. Dochodzi bowiem konieczność dokonywania wyborów przy sprzedaży biletów, co oznacza, że większość fanów odejdzie od kas z kwitkiem i przez to może się zrazić do klubu.
Wyliczając 25 procent pojemności stadionów PGE Ekstraligi ze średnią frekwencją w minionym sezonie, sytuacja w poszczególnych klubach rysuje się następująco: Unia Leszno – średnia frekwencja 11 196 widzów, 25 procent pojemności stadionu to 4175 wejściówek; Sparta Wrocław – średnia frekwencja to 12 833 widzów, a limitowana liczba to 3250 wejściówek; Włókniarz Częstochowa – średnia frekwencja to 13 833 widzów, a limitowana liczba wejściówek 4213; Falubaz Zielona Góra – średnia frekwencja 12 222 widzów, a limitowana liczba wejściówek to 3500; Stal Gorzów – średnia frekwencja 9812, limitowana liczba wejściówek 4256; GKM Grudziądz – średnia frekwencja 6857 widzów, limitowana liczba wejściówek 2000; Motor Lublin – średnia frekwencja 9812, a limitowana liczba wejściówek 2450; ROW Rybnik – średnia frekwencja 9625 widzów, a limitowana liczba wejściówek 2576.
Z tego zestawienia wynika, że w najlepszej sytuacji będą fani Stali Gorzów, bo przy 25-procentowym limicie widzów i tak na trybunach będzie mogła zasiąść połowa kibiców regularnie bywających na stadionie w poprzednich rozgrywkach. Nie wiadomo jeszcze jak kluby będą chciały zaspokoić oczekiwania posiadaczy karnetów.
Większość kibiców zdążyła już się ich zrzec, oddać do klubu lub przełożyć na kolejny sezon. Nagle okazało się jednak, że mogą one odzyskać swoją wartość już w czerwcu. Część klubów oferowała posiadaczom karnetów pierwszeństwo w zakupie biletów, gdyby kibice mogli wrócić na trybuny. Tam, gdzie liczba sprzedanych karnetów nie przekracza 25 procent pojemności stadionu, wydaje się to świetnym rozwiązaniem. Ale nie w Lublinie, bo tam żaden z kibiców Motoru nie zdecydował się na dokonanie zwrotu karnetu, a niemal wszyscy przepisali je na kolejny sezon. Przy takim zainteresowaniu i poziomie lojalności o chętnych na nabycie wyznaczonej puli 2456 biletów lubelski klub nie musi się martwić.
Nie jest jednak pod tym względem żadnym wyjątkiem. W PGE Ekstralidze żaden zespół nie musi obawiać się spadku zainteresowania ze strony swoich fanów. To rodzi natomiast zgoła inny poważny problem związany z narzuconym limitem miejsc na trybunach, bo nikt nie wie jak zachowają się kibice, którzy wejściówek nie dostaną, ale i tak w porze meczu wybiorą się pod stadiony.

48 godzin sport

Dają za Milika 25 milionów
Schalke 04 Gelsenkirchen złożył SSC Napoli oficjalną ofertę transferu Arkadiusza Milika. Niemiecki klub jest gotów zapłacić za reprezentanta Polski 25 mln euro, ale dla właściciela ekipy z Napolu, Aurelio De Laurentiisa, to kwota o 10 mln euro za mała. Pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika zainteresowanych jest więcej klubów. Włoskie media twierdzą, że rozważaj jego transfer m.in. AC Milan, Atletico Madryt i Tottenham Hotspur. Milik ma ważny kontrakt z SSC Napoli do czerwca 2021 roku i nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia umowy. Zespół z Neapolu niedawno kupił Andreę Petagnę, który dołączy do zespołu przed nowym sezonem, aby uzupełnić lukę właśnie po Miliku. Nieoficjalnie mówi się, że do SSC Napoli chce wrócić niechciany w Paris Saint-Germain Urugwajczyk Edinson Cavani.

Nowy trener siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów
Włoch Alberto Giuliani został trenerem siatkarzy Asseco Resovii, którzy w zakończonych przedwcześnie w tym roku rozgrywkach spisali się poniżej oczekiwań. 55-letni szkoleniowiec poprowadzi zespół w sezonie 2020/21. Umowa została podpisana na rok. Giuliani jest także selekcjonerem reprezentacji Słowenii. Prowadził ją w 2019 roku, kiedy w półfinale mistrzostw Europy pokonała Polskę i wywalczyła srebrny medal. Włoch trenował też klubowe zespoły, m.in. Banca Lannutti Cuneo, Cucine Lube Marche Macerata, LPR Piacenza czy Halbank Ankara. Wśród sukcesów może mówić o zwycięstwie w Pucharze CEV, mistrzostwie Włoch i Superpucharze Turcji.

Piłkarze reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z premii
Piłkarze i trener reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z ponad miliona dolarów, które miała im wypłacić rodzima federacja. „Chcemy być przykładem i wykazać się solidarnością” – powiedział kapitan Stephan Lichtsteiner. Z powodu pandemii koronawirusa przełożone na przyszły rok zostały mistrzostwa Europy, na które Szwajcaria awansowała. Odwołano także mecze towarzyskie. To wszystko spowodowało, że piłkarskie federacje muszą sobie radzić ze znacznie zmniejszonymi przychodami. W Szwajcarii stwierdzono prawie 23 tys. zachorowań na COVID-19 i ponad 850 zgonów.

Żużlowcy Stali Gorzów znaleźli nowego sponsora
Żużlowy zespół z Gorzowa Wielkopolskiego w nowym sezonie ligowym wystartuje w PGE Ekstralidze pod nazwą „Moje Bermudy Stal Gorzów”. To efekt popisania przez klub trzyletniej umowy sponsorskiej z firmą deweloperską Emerix Investments. „Moje Bermudy” to budowane przez nią nowe osiedle na obrzeżach miasta. Poprzedni sponsor tytularny Stali, truly.work, zmniejszył swój udział w sponsorowaniu klubu, ale się nie wycofał, dzięki czemu mimo trudnej sytuacji spowodowanej wstrzymaniem rozgrywek ligowych, gorzowski klub ma środki na utrzymanie zespołu.

Zmarł włoski mistrz Europy w biegu na 800 metrów
Włoch Donato Sabia, halowy lekkoatletyczny mistrz Europy z 1984 roku w biegu na 800 metrów, zmarł na skutek koronawirusa. Miał 56 lat. Sabia był także dwukrotnym uczestnikiem igrzysk olimpijskich – w Los Angeles (1984) w finale zajął piąte miejsce, a w Seulu (1988) był siódmy.

Odwołali mistrzostwa koszykarskich reprezentacji młodzieżowych
Międzynarodowa Federacja Koszykówki strefy europejskiej (FIBA Europe) odwołała wszystkie 16 młodzieżowych mistrzostw Europy, które tradycyjnie odbywają się na Starym Kontynencie latem. Powodem decyzji jest pandemia koronawirusa. Państwa, które miały być gospodarzami turniejów 2020 będą miały pierwszeństwo w ubieganiu się o organizację w kolejnej edycji 2021. W Europie w roku 2021 mają się odbyć mistrzostwa koszykarek (w czerwcu, gospodarze to Francja i Hiszpania) oraz koszykarzy (we wrześniu, gospodarze to Czechy, Gruzja, Niemcy, Włochy). Obecnie trwają eliminacje do obydwu imprez. Biorą w nich udział reprezentacje Polski kobiet i mężczyzn. Najbliższe mecze zaplanowano na listopad.

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w 2022 roku
Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Eugene w pierwotnym terminie miały się odbyć w dniach 6-15 sierpnia 2021 roku, lecz po wymuszonym pandemią koronawirusa przełożeniu tegorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio na lipiec przyszłego roku, światowa federacja lekkoatletyczna musiała ustąpić terminu i przełożyła swoją imprezę o 12 miesięcy. Wedle nowego planu mistrzostwa świata odbędą się w dniach 15-24 lipca 2022 roku, w tej samej lokalizacji, czyli w Eugene w amerykańskim stanie Oregon. Tuż po światowym czempionacie rozpoczną się Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham (27 lipca-7 sierpnia), a także mistrzostwa Europy w Monachium (11-21 sierpnia).