Unia Leszno już finale

W rewanżowym meczu półfinałowym żużlowcy Unii Leszno pokonali Falubaz Zielona Góra 57:33 (w pierwszym meczu wygrali 46:43) i awansowali do finału PGE Ekstraligi. Z powodu fatalnej nawierzchni toru na 4 października przełożono natomiast decydujące spotkanie między Stalą Gorzów i Spartą Wrocław.

Zielonogórzanie, mimo porażki w pierwszym spotkaniu (44:46), przyjechali do Leszna z ambitnymi nadziejami na odrobienie strat. Nie były one aż tak bardzo bezpodstawne, bo w rundzie zasadniczej jako jedyni w ekstralidze postawili się żużlowcom Unii na ich stadionie, gdzie przegrali tylko 43:47. Ale ekipa gospodarzy prowadzona przez Piotra Barona także wyciągnęła wnioski z tamtego spotkania i tym razem nie dała zawodnikom Falubazu zbyt wielu okazji do popisów, wygrywając pewnie mecz 57:33. Tym samy Unia Leszno po raz czwarty z rzędu awansowała do finału rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Polski.
Już od pierwszego biegu leszczynianie dominowali na torze i po czterech wyścigach mieli już 12 punktów przewagi. Jeśli coś mogło gospodarzom popsuć szyki, to tylko deszcz. Zaczęło padać tuż przed szóstym biegiem, ale nie na tyle intensywnie, żeby sędzia Artur Kuśmierz musiał przerwać zawody. Tor nadawał się do jazdy i był bezpieczny, ale dopiero po zakończeniu 12. wyścigu gospodarze zawodów odetchnęli z ulgą, bo w myśl regulaminu PGE Ekstraligi tyle biegów odbytych w spotkaniach play off wystarczy do uznania wyniku meczu w razie jego przerwania (w rundzie zasadniczej wystarczy rozegranie ośmiu wyścigów). A gospodarze już po 10 seriach prowadzili 41:19 i mieli już zwycięstwo w kieszeni.
Drugiego finalisty nie udało się w poniedziałek wyłonić, bo rewanżowy mecz Stali Gorzów ze Spartą Wrocław nie doszedł do skutku. Powodem był fatalny stan toru na gorzowskim Stadionie im. Edwarda Jancarza po trzydniowych opadach deszczu. Gospodarze do ostatniej chwili czynili starania, ale chociaż użyli ciężkiego sprzętu i dosypali suchego materiału, to efekty wciąż były niewystarczające. Sędzia zawodów Piotr Lis najpierw podjął decyzję o przesunięciu pory rozpoczęcia meczu o pół godziny, ostatecznie jednak nie dopuścił nawet do próbnych jazd i odwołał mecz.
Dla PGE Ekstraligi ta decyzja stworzyła poważny problem logistyczny z wyznaczeniem nowego terminu. Wtorek w w kalendarzu był zarezerwowany na mecz towarzyski Polska – Rosja, w który miał startować m.in. gwiazdor gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik, zatem przeniesienie meczu Stali ze Spartą na ten dzień nie wchodziło w grę.
W środę natomiast zaplanowany był finał indywidualnych mistrzostw Danii, w którym mieli startować dwaj zawodnicy Stali – Anders Thomsen i Niels Kristian Iversen. Czwartek to z kolei data półfinału ligi szwedzkiej, zaś piątek i sobota zarezerwowane były na dwa ostatnie turnieje tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix w Toruniu.
W tej sytuacji PGE Ekstraliga zdecydowała, że rewanżowe spotkanie półfinałowe Stali ze Spartą odbędzie się w niedzielę 4 października (początek godz. 19:15), chociaż tego dnia miały zostać rozegrane pierwsze mecze o medale. Zostały one jednak przesunięte na piątek 9 października. Rewanżowe spotkania wyznaczono na niedzielę 11 października i tego też dnia, jeśli rzecz jasna aura dopisze, powinniśmy poznać drużynowego mistrza Polski sezonu 2020, a także zdobywców srebrnych i brązowych medali.

O medale powalczą Unia, Stal, Sparta i Falubaz

Runda zasadnicza w żużlowej Ekstralidze dobiegła końca. W ostatnim meczu 14. kolejki Sparta Wrocław pokonała na wyjeździe ROW Rybnik 51:39 i dzięki tej wygranej zakwalifikowała się do rundy play off na trzeciej pozycji, za liderem Unią Leszno i Stalą Gorzów. Ostatnią, czwartą lokatę w kwartecie, który stoczy teraz walkę o medale, wywalczył zespół Falubazu Zielona Góra.

Rozegrany w poniedziałek w Rybniku mecz ostatniego w tabeli PGE Ekstraligi zespołu PGG ROW Rybnik z Betardem Spartą Wrocław miał duże znaczenie przede wszystkim dla ekipy gości, bo od zwycięstwa, ale też jego rozmiarów, zależał jej awans do czołowej czwórki tegorocznego sezonu. Słabiutko jeżdżący przez cały sezon żużlowcy rybnickiego zespołu w starciu z wrocławianami nieoczekiwanie stawili im zacięty opór. Być może chcieli godnie pożegnać się po ledwie rocznym pobycie z żużlową ekstraklasą, a całkiem niewykluczone, że zostali też po cichu zmotywowani przez zespoły, z którymi drużyna Betardu Sparty rywalizowała o miejsce w rundzie play off. Zaskoczeni oporem najsłabszej w stawce ośmiu zespołów PGE Ekstraligi ekipie rybniczan, która wcześniej wygrała zaledwie jeden ligowy mecz i już od kilku kolejek była de facto ponownie w I lidze (po raz ostatni równie słaby wynik zdegradowany z ligi zespół osiągnął w 2008 roku – była to Unia Tarnów), wrocławianie dopiero po 14. biegu mogli być pewni zwycięstwa i tego, że wywiozą komplet punktów.
Układ tabeli po zwycięstwie Betardu Sparty w Rybniku uległ zmianie, bo wrocławianie ostatecznie zakończyli rundę zasadniczą z 20. punktami na koncie. Tyle samo miała też ekipa Solar Falubazu Zielona Góra, ale ponieważ w bezpośrednich spotkaniach tych zespołów lepsi byli żużlowcy z Wrocławia, oni też awansowali w tabeli na trzecią pozycję. Pierwsze miejsce z dorobkiem 28 punktów wywalczyła broniąca mistrzowskiego tytułu Fogo Unii Leszno, a drugie Moje Bermudy Stal Gorzów. Pozostałe miejsca w tabeli wywalczyły: 5. Eltrox Włókniarz Częstochowa (19 pkt), 6. Motor Lublin (19 pkt), 7. MrGarden GKM Grudziądz(10 plt0, 8. PGG ROW Rybnik (2 pkt).
Warto przypomnieć, że gorzowianie przegrali pierwsze sześć ligowych meczów, ale ostatecznie zdołali wywalczyć 21 punktów. Inna sprawa, że mieli dużo szczęścia, bo gdyby nie decyzja władz Ekstraligi o przyznaniu walkowera na niekorzyść ekipy Włókniarza Częstochowa za złe przygotowanie toru oraz powtórka przerwanego meczu Stali Gorzów na swoim stadionie z powodu pożaru rozdzielni elektrycznej, to prawdopodobnie zamiast nich miejsce w czołowym kwartecie zajęłaby drużyna Eltroxu Włókniarza Częstochowa. Prezes gorzowskiego klubu Marek Grzyb ma w tej kwestii oczywiście odmienne zdanie. „Przecież nie spaliliśmy specjalnie rozdzielni na naszym stadionie, a już na pewno nie my dosypaliśmy glinki na torze w Częstochowie. A mówiąc już całkiem serio, to chociaż wszystko fajnie się dla nas ułożyło, to jednak nie taki scenariusz wydarzeń zakładaliśmy przed rozpoczęciem sezonu. A co do naszej rywalizacji z Włókniarzem, to dwa nasze bezpośrednie spotkania jednak to my wygraliśmy lepszą różnicą punktów” – podkreśla prezes gorzowskiej Stali.
Cztery czołowe zespoły PGE Ekstraligi już w najbliższą niedzielę (20 września) rozpoczną rywalizację w play off. W pierwszej półfinałowej potyczce Solar Faluzbaz Zielona Góra podejmie na swoim torze Fogo Unię Leszno (początek godz. 16:30), a Betrad Sparta Wrocław u siebie zmierzy się ze Stalą Gorzów (godz. 19:15). Rewanże odbędą się 27 września, a mecze rozstrzygające o medalach zaplanowano na 4 i 11 października.
Najskuteczniejszym żużlowcem w rundzie zasadniczej był jeżdżący w barwach Unii Leszno Rosjanin Emil Sajfutdinow, który uzyskał najwyższą średnią punktów na bieg – 2,557. Kolejne miejsca w Top 10 zestawienia zajęli: 2. Artiom Łaguta (Rosja, GKM Grudziądz)) – 2,480; 3. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) – 2,472; 4. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,230; 5. Leon Madsen (Dania, Włókniarz Częstochowa) – 2,206; 6. Martin Vaculik (Słowacja, Falubaz Zielona Góra) – 2,188; 7. Tai Woffinden (W. Brytania, Sparta Wrocław) – 2,162; 8. Grigorij Łaguta (Rosja, Motor Lublin) 2,157; 9. Jack Holder (Australia, Stal Gorzów) – 2,077; 10. Matej Zagar (Słowenia, Włókniarz Częstochowa) – 2,069.

48 godzin sport

Nasze piłkarki tropem Lewego
Zespół piłkarek nożnych VfL Wolfsburg, w barwach którego występują dwie reprezentantki Polski, Ewa Pajor (na zdjęciu) i Katarzyna Kiedrzynek, zakwalifikował się do finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń UEFA. We wtorek niemiecka drużyna pokonała w San Sebastian Barcelonę 1:0. Zwycięską bramkę w 58. minucie zdobyła Szwedka Fridolina Rolfoe, dobijając piłkę po efektownym strzale Pajor z tzw. przewrotki. W drugim spotkaniu półfinałowym zmierzyły się dwie francuskie drużyny – Paris Saint-Germain (występuje w niej inna z reprezentantek Polski, Paulina Dudek) przegrał z Olympique Lyon 0:1. Wielki finał odbędzie się w najbliższą niedzielę. Dla piłkarek z Wolfsburga to piąty finał Ligi Mistrzyń. Mają na koncie dwa triumfy w tych rozgrywkach, ale faworytkami finału będą jednak zawodniczki Olympique Lyon. Ten zespół wygrał cztery ostatnie edycje Ligi Mistrzyń, a w sumie ma na koncie pięć triumfów.

Krychowiak znowu strzela w Rosji, a Szymański asystuje
W piątej kolejce rosyjskiej ekstraklasy piłkarskiej Lokomotiw Moskwa przegrał z Achmatem Groznym 2:3. Drugą z bramek dla zespołu ze stolicy Rosji zdobył Grzegorz Krychowiak, który rozegrał całe spotkanie. Inny z reprezentantów Polski występujących w tym zespole, Maciej Rybus tym razem cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Lokomotiw zajmuje w tabeli siódme miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Wydarzeniem 5. kolejki było zwycięstwo Dynama Moskwa z aktualnym mistrzem Rosji Zenitem Petersburg 1:0. Asystę przy golu dla stołecznej drużyny zanotował Sebastian Szymański, trzeci z reprezentantów Polski w rosyjskiej ekstraklasie.

Kolejne zmiany w tegorocznym kalendarzu Formuły 1
W kalendarzu tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1 wprowadzono kolejne zmiany i obecnie znajduje się w nim 17 rund. Z powodu pandemii koronawirusa odwołano Grand Prix Chin, ale dołączono wyścig w Turcji (15 listopada) i dodano drugi w Bahrajnie (odbędą się 29 listopada i 6 grudnia). To trzeci przypadek w tym roku, by na jednym torze rywalizowano dwukrotnie. Wcześniej miało to miejsce w Austrii i Wielkiej Brytanii. Sezon ma zostać zakończony 13 grudnia w Abu Zabi. Wszystkie z sześciu dotychczas rozegranych rund MŚ odbyły się w Europie i bez udziału publiczności. Pierwszym wyścigiem z udziałem kibiców ma być GP Rosji w Soczi, które zaplanowane jest na 27 września. Kalendarz ogłoszony jeszcze przed pandemią był rozpisany na 22 wyścigi.

Walkower dla Stali Gorzów karą dla Włókniarza Częstochowa
Komisja Orzekająca Ligi wydała werdykt w sprawie nierozegranego z powodu fatalnego stanu toru meczu Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Wynik został zweryfikowany jako walkower na korzyść gorzowian, którzy tym samym otrzymali dwa duże punkty meczowe oraz punkt bonusowy. Dzięki tej zdobyczy ekipa Stali z 15 punktami zdobytymi w 12 meczach awansowała w ligowej tabeli na czwarte miejsce. Pierwsze trzy lokaty zajmują Unia Leszno (22 pkt), Falubaz Zielona Góra (17) i Motor Lublin (16), a za plecami gorzowskiego zespołu plasują się Sparta Wrocław (14) i Włókniarz (13), ale mają rozegrane po 11 meczów.

Nasi tenisiści nie popisali się w Nowym Jorku
Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo przegrali z reprezentantami gospodarzy Stevem Johnsonem i Austinem Krajickiem 3:6, 6:7 (4-7) w 2. rundzie debla turnieju ATP rangi Masters1000 na kortach twardych w Nowym Jorku. Nowojorska impreza jest pierwszą w cyklu ATP od momentu wznowienia zmagań w cyklu. W tym turnieju w grze pojedynczej wystartowali Kamil Majchrzak (nie przeszedł kwalifikacji) orazx Hubert Hurkacz, który już w 1. rundzie przegrał z Amerykaninem Johnem Isnerem. Turniej Western&Southern Open z pulą nagród 4,2 mln dolarów, zwykle odbywa się w Cincinnati, ale tegoroczna edycja z powodu koronawirusa została przeniesiona go do Nowego Jorku, gdzie od 31 sierpnia rozpocznie się US Open.

Cieślak odszedł z Włókniarza

W miniony piątek nie doszedł do skutku ligowy mecz Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Spotkanie zostało odwołane z powodu fatalnego stanu toru na częstochowskim stadionie. Goście z Gorzowa mieli uzasadnione podejrzenia, że nawierzchnia została spreparowana albo że przy jej przygotowaniu popełniono rażące błędy.

Pośrednio przyznał im rację trener Włókniarza Marek Cieślak, który w dniu niedoszłego meczu ze Stalą ostentacyjnie zrezygnował z posady. A top jest w polskim żużlu postać nietuzinkowa i zrobiło si z tego wydarzenie. 70-letni obecnie szkoleniowiec jako zawodnik cała karierę spędził we Włókniarzu Częstochowa (1968-1986), w tym też klubie zadebiutował w 1993 roku w roli trenera, a trzy lata później wywalczył z nim drużynowe mistrzostwo Polski. Potem ekipa rozsypała się i spadła do niższej ligi, a Cieślak rozpoczął trwającą dwadzieścia lat wędrówkę po innych polskich klubach, zanim w 2018 roku znów został trenerem zespołu Włókniarza. Przez te dwie dekady ze zmiennym powodzeniem prowadził ekipy Van Pur Stali Rzeszów, Polonii Piła, Atlasu Wrocław, Falubazu Zielona Góra, Unii Tarnów, Ostrovii Ostrów Wielkopolski i ponownie Falubazu. Ma na koncie cztery tytuły drużynowego mistrza Polski – do zdobytego z Włókniarzem w 1996 roku dorzucił jeszcze triumfy z Atlasem Wrocław w 2006, Falubazem Zielona Góra w 2011 i Unią Tarnów w 2012 roku. Przez ostatnie 20 lat pracę z zespołami klubowymi z powodzeniem godził z obowiązkami selekcjonera kadry Polski. Pod jego wodzą nasi żużlowcy ośmiokrotnie triumfowali w Drużynowym Pucharze Świata i są pod tym względem rekordzistami wszech czasów.
Warto też dodać, że Cieślak cieszy się zasłużoną opinią jednego z najlepszych specjalistów od przygotowania torów w Polsce, a może nawet i na świecie. Tak doświadczony fachowiec doskonale wiedział, że zarządzone przez prezesa Włókniarza Michała Świącika na cztery dni przed najważniejszym meczem sezonu prac na torze to błąd, który w przypadku załamania pogody musi zakończyć się katastrofą. I tak też się stało, bo we wtorek przez Częstochowę przeszła nawałnica. Ulewa zamieniła tor w grzęzawisko, które jeszcze w piątek, w dniu meczu ze Stala Gorzów, nie nadawało się do jazdy. Cieślak, który przez cały poprzedni tydzień nie miał nic wspólnego z prowadzonymi na torze pracami, nie chciał być w żaden sposób z nimi wiązany, więc w piątek rano złożył dymisję z funkcji trenera Włókniarza.
W mediach tak tłumaczył powody swojej decyzji. „Od poniedziałku to nie ja przygotowywałem tor, tylko toromistrz i prezes (Michał Świącik – przyp. jtk), który chwalił się zresztą ogromem prac w mediach społecznościowych. Ubolewam nad tym co się stało, bo Włókniarz to mój klub, z którym związany jestem od 16. roku życia. Chce mi się wyć, bo być może teraz znów będę musiał pracować na obczyźnie lub w ogóle rzucić pracę trenera. Wypowiedzenie złożyłem w piątek o ósmej rano, bo nie mogłem brać odpowiedzialności za tor, którego nie przygotowywałem. To była przemyślana decyzja, a niektórzy wiedzieli o niej już w czwartek. Boli mnie, że przez Włókniarz byliśmy świadkami antyreklamy żużla”.
Spotkanie Włókniarza ze Stalą zostało na godzinę przed rozpoczęciem odwołane właśnie z powodu fatalnego stanu toru, chociaż w Częstochowie od wtorku już nie padało. Działacze częstochowskiego klubu przekonywali jednak, że wtorkowa nawałnica była tak silna, że jej efektów nie dało się usunąć do piątku. Odmiennego zdania byli gorzowianie, którzy twierdzą, że podczas przygotowania nawierzchni gospodarze popełnili kardynalny błąd bronując tor tuż przed ulewą, przez co tak mocno nasiąkł wodą, że w piątek wciąż był grząski, chociaż dookoła wszędzie było już sucho. W tej sprawie werdykt miała wydać Komisja Orzekającą Ligi i powszechnie spodziewano się, że przyzna walkower na korzyść Stali.
Wracając do konfliktu prezesa Włókniarza z byłym już trenerem drużyny, to jego powodem były słabe ostatnio wyniki. Po serii porażek na własnym stadionie Michał Świącik uznał, że doszło do nich głównie z winy sprzyjającego zawodnikom gości toru i dlatego przed spotkaniem z gorzowskim zespołem, z którym Włókniarz rywalizuje bezpośrednio o miejsce gwarantujące walkę o medale w fazie play off, zarządził gruntowną rekonstrukcję nawierzchni toru ignorując sprzeciw Cieślaka w tej sprawie. Zasłużony trener w wypowiedziach dla mediów stwierdził: „Prezes Świącik, zamiast mnie oczerniać i obwiniać, powinien powiedzieć przepraszam i przyznać uczciwie, że ktoś mu źle podpowiedział. Wierzę, że chciał dobrze, że chciał poprawić tor wbrew opinii trenera, ale nic dobrego z tego nie wyszło. Ja mu powiedziałem, że jak mi nie ufa, to niech mnie zwolni. Nie zrobił tego, więc musiałem sam się zwolnić, żeby się nie podpisywać w protokole meczowym i nie brać odpowiedzialności za stan toru” – zapewniał Cieślak.

W końcu zaczęli się ścigać

W poniedziałek rozegrano przełożony z piątku z powodu złych warunków atmosferycznych mecz Włókniarza Częstochowa z GKM Grudziądz, wygrany przez gospodarzy 53:37. Wcześniej odbyły się trzy pozostałe spotkania żużlowej PGE Ekstraligi, w których Sparta Wrocław pokonała u siebie Motor Lublin 55:35, beniaminek ligi ROW Rybnik przegrał z Falubazem Zielona Góra 36:53, a aktualny mistrz Polski Unia Leszno zwyciężyła na wyjeździe Stal Gorzów 49:41. Liderem po pierwszej kolejce jest ekipa Sparty Wrocław.

W miniony piątek z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym przez pandemię koronawirusa zainaugurowano nowy sezon w naszej żużlowej ekstraklasie. Pecha mieli organizatorzy meczu we Częstochowie, którym figla spłatała pogoda. Intensywne opady deszczu zamieniły tor na stadionie Włókniarza w grząskie bajoro. Wprawdzie służby techniczne zdołały doprowadzić go do stanu używalności i nawet po godzinie 21:00 udało przeprowadzić się na nim jazdy testowe, ale zawodnicy obu drużyn po gorących dyskusjach odmówili startu w takich warunkach. Sędzia zawodów Paweł Słupski wprawdzie uważał, że takiej nawierzchni można się bezpiecznie ścigać, lecz ostatecznie uznał racje żużlowców i przełożył mecz na poniedziałek. Wszystkie mecze pierwszej kolejki odbyły się bez udziały publiczności, dlatego decyzja o przełożeniu spotkania w Częstochowie nie wywołała większych problemów organizacyjnych. To się jednak zmieni już od następnej kolejki, bo zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 19 czerwca także na mecze żużlowej ligi będą wpuszczani kibice, choć na razie w limitowanej liczbie 25 procent pojemności trybun.
Drugie podejście do meczu w Częstochowie zakończyło się pomyślnie. Tor był równy i znakomicie przygotowany, co zgodnie chwalili żużlowcy obu drużyn, ale zdecydowanie lepiej radzili sbie na nim zawodnicy gospodarzy. W ich ekipie pierwsze skrzypce grał zdobywca 12 punktów Duńczyk Leo Madsen, niewiele gorsi byli Szwed Fredrik Lindgren i Australijczyk Jason Doyle. Pozostali zawodnicy (Paweł Przedpełski, Rune Holta, Mateusz Świdnicki i Jakub Miśkowiak) także punktowali na przyzwoitym poziomie, więc cała drużyna zapracowała solidnie na 53 zdobyte punkty.
Rywale nie mieli tak wyrównanego składu, dlatego wywalczyli tylko 37 punktów, z czego niemal połowa, bo 18, było autorstwa Artioma Łaguty. Rosyjski żużlowiec uchronił zespół GKM Grudziądz od kompromitacji wygrywając wszystkie biegi, w których startował. Dla porównania – także startujący w sześciu wyścigach Duńczyk Nicki Pedersen zdobył tylko osiem punktów. Nie popisał się też jego rodak Kenneth Bjerre, który wywalczył jedynie trzy „oczka”, słabo pojechali też polscy zawodnicy – Krzysztof Buczkowski (4 pkt), Przemysław Pawlicki (2), Marcin Turowski (2) i Damian Lotarski.
Łaguta okazał się najlepszym zawodnikiem w całej 1. kolejce PGE Ekstraligi i objął prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych jeźdźców ze średnią punktową 3,00. Drugą lokatę w tym zestawieniu zajął lider Unii Leszno Piotr Pawlicki (średnia 2,80), który poprowadził swój zespół do zwycięstwa w wyjazdowej potyczce ze Stalą Gorzów. Pawlicki przyćmił w tym meczu nawet gwiazdę ekipy gospodarzy Bartosza Zmarzlika. Aktualny mistrz świata nie miał najlepszego dnia i zdobył jedynie 10 punktów, chociaż brał udział w siedmiu biegach. Pawlicki wywalczył 14 „oczek” w pięciu startach, kolejne 12 dorzucił Rosjanin Emil Sajfutdinow, punktowali też Dominik Kubera (7), Janusz Kołodziej (6), Australijczyk Brady Kurtz (5), Szymon Szlauderbach (3) i Bartosz Smektała (20.
W gorzowskiej ekipie oprócz Zmarzlika punkty zdobywali też Duńczyk Anders Thomsen (10), Krzysztof Kasprzak (9), Szymon Woźniak (8) i Rafał Karczmarz (40), nie popisał się natomiast Duńczyk Niels Kristian Iversen, który nie wywalczył nawet jednego punktu.
Tak więc zespół Unii Leszno po pięciu latach przełamał wreszcie serię bolesnych porażek ponoszonych na stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie i wygrał 49:41, co z pewnością stawia „Byki” w roli faworyta tegorocznego sezonu. Przeszkodzić tej ekipie w obronie mistrzowskiego tytułu będzie piekielnie trudno. Po pierwszej serii spotkań można wnosić, że najpoważniejszymi rywalami Unii będą drużyny Sparty Wrocław, Falubazu Zielona Góra i wspomnianego już wyżej Włókniarza Częstochowa.
Wrocławianie zaczęli od wysokiej wygranej z Motorem Lublin, który po zakontraktowaniu Jarosława Hampela zgłaszał aspiracje do walki o miejsce w ścisłej czołówce. Sparta na swoim torze sprowadziła jednak lublinian na ziemię zwyciężając różnicą aż 20 punktów (55:35). Miejsce w szyku ekipie beniaminka, ROW Rybnik, pokazali też żużlowcy Falubazu Zielona Góra, wygrywając na ich torze 53:36. Siłą zielonogórskiej ekipy jest wyrównany skład. W spotkaniu z ROW Rybnik wszyscy jej zawodnicy solidnie punktowali: Michael Jepsen Jensen (10), Piotr Protasiewicz (10), Patryk Dudek (9), Norbert Krakowiak (8), Antonio Lindbaeck (6), Mateusz Tonder (5), Martin Vaculik (5).
Liderem po pierwszej kolejce jest Sparta, przez Falubazem i Włókniarzem. Ta kolejność jednak już po następnym ligowym weekendzie może ulec zmianie.
Zestaw par 2. kolejki PGE Ekstraligi:
GKM Grudziądz – ROW Rybnik, 19 czerwca, godz. 18:00;
Unia Leszno – Sparta Wrocław, 19 czerwca, godz. 20:30;
Motor Lublin – Stal Gorzów, niedziela, 16:30;
Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa, niedziela, godz. 19:15.

Dla nich 25 procent widowni to za mało

Żużlowa PGE Ekstraliga wystartuje 12 czerwca, ale jeszcze bez kibiców na trybunach. Jednak już w zaplanowanej na 19 czerwca drugiej kolejce będzie liga dostała zgodę na sprzedaż wejściówek na 1/4 miejsc.

Dla klubów naszej żużlowej ekstraklasy ograniczenie liczby widzów na trybunach to kolejne wyzwanie organizacyjne, może nawet trudniejsze niż rozgrywanie meczów przy pustych trybunach. Dochodzi bowiem konieczność dokonywania wyborów przy sprzedaży biletów, co oznacza, że większość fanów odejdzie od kas z kwitkiem i przez to może się zrazić do klubu.
Wyliczając 25 procent pojemności stadionów PGE Ekstraligi ze średnią frekwencją w minionym sezonie, sytuacja w poszczególnych klubach rysuje się następująco: Unia Leszno – średnia frekwencja 11 196 widzów, 25 procent pojemności stadionu to 4175 wejściówek; Sparta Wrocław – średnia frekwencja to 12 833 widzów, a limitowana liczba to 3250 wejściówek; Włókniarz Częstochowa – średnia frekwencja to 13 833 widzów, a limitowana liczba wejściówek 4213; Falubaz Zielona Góra – średnia frekwencja 12 222 widzów, a limitowana liczba wejściówek to 3500; Stal Gorzów – średnia frekwencja 9812, limitowana liczba wejściówek 4256; GKM Grudziądz – średnia frekwencja 6857 widzów, limitowana liczba wejściówek 2000; Motor Lublin – średnia frekwencja 9812, a limitowana liczba wejściówek 2450; ROW Rybnik – średnia frekwencja 9625 widzów, a limitowana liczba wejściówek 2576.
Z tego zestawienia wynika, że w najlepszej sytuacji będą fani Stali Gorzów, bo przy 25-procentowym limicie widzów i tak na trybunach będzie mogła zasiąść połowa kibiców regularnie bywających na stadionie w poprzednich rozgrywkach. Nie wiadomo jeszcze jak kluby będą chciały zaspokoić oczekiwania posiadaczy karnetów.
Większość kibiców zdążyła już się ich zrzec, oddać do klubu lub przełożyć na kolejny sezon. Nagle okazało się jednak, że mogą one odzyskać swoją wartość już w czerwcu. Część klubów oferowała posiadaczom karnetów pierwszeństwo w zakupie biletów, gdyby kibice mogli wrócić na trybuny. Tam, gdzie liczba sprzedanych karnetów nie przekracza 25 procent pojemności stadionu, wydaje się to świetnym rozwiązaniem. Ale nie w Lublinie, bo tam żaden z kibiców Motoru nie zdecydował się na dokonanie zwrotu karnetu, a niemal wszyscy przepisali je na kolejny sezon. Przy takim zainteresowaniu i poziomie lojalności o chętnych na nabycie wyznaczonej puli 2456 biletów lubelski klub nie musi się martwić.
Nie jest jednak pod tym względem żadnym wyjątkiem. W PGE Ekstralidze żaden zespół nie musi obawiać się spadku zainteresowania ze strony swoich fanów. To rodzi natomiast zgoła inny poważny problem związany z narzuconym limitem miejsc na trybunach, bo nikt nie wie jak zachowają się kibice, którzy wejściówek nie dostaną, ale i tak w porze meczu wybiorą się pod stadiony.

48 godzin sport

Dają za Milika 25 milionów
Schalke 04 Gelsenkirchen złożył SSC Napoli oficjalną ofertę transferu Arkadiusza Milika. Niemiecki klub jest gotów zapłacić za reprezentanta Polski 25 mln euro, ale dla właściciela ekipy z Napolu, Aurelio De Laurentiisa, to kwota o 10 mln euro za mała. Pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika zainteresowanych jest więcej klubów. Włoskie media twierdzą, że rozważaj jego transfer m.in. AC Milan, Atletico Madryt i Tottenham Hotspur. Milik ma ważny kontrakt z SSC Napoli do czerwca 2021 roku i nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia umowy. Zespół z Neapolu niedawno kupił Andreę Petagnę, który dołączy do zespołu przed nowym sezonem, aby uzupełnić lukę właśnie po Miliku. Nieoficjalnie mówi się, że do SSC Napoli chce wrócić niechciany w Paris Saint-Germain Urugwajczyk Edinson Cavani.

Nowy trener siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów
Włoch Alberto Giuliani został trenerem siatkarzy Asseco Resovii, którzy w zakończonych przedwcześnie w tym roku rozgrywkach spisali się poniżej oczekiwań. 55-letni szkoleniowiec poprowadzi zespół w sezonie 2020/21. Umowa została podpisana na rok. Giuliani jest także selekcjonerem reprezentacji Słowenii. Prowadził ją w 2019 roku, kiedy w półfinale mistrzostw Europy pokonała Polskę i wywalczyła srebrny medal. Włoch trenował też klubowe zespoły, m.in. Banca Lannutti Cuneo, Cucine Lube Marche Macerata, LPR Piacenza czy Halbank Ankara. Wśród sukcesów może mówić o zwycięstwie w Pucharze CEV, mistrzostwie Włoch i Superpucharze Turcji.

Piłkarze reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z premii
Piłkarze i trener reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z ponad miliona dolarów, które miała im wypłacić rodzima federacja. „Chcemy być przykładem i wykazać się solidarnością” – powiedział kapitan Stephan Lichtsteiner. Z powodu pandemii koronawirusa przełożone na przyszły rok zostały mistrzostwa Europy, na które Szwajcaria awansowała. Odwołano także mecze towarzyskie. To wszystko spowodowało, że piłkarskie federacje muszą sobie radzić ze znacznie zmniejszonymi przychodami. W Szwajcarii stwierdzono prawie 23 tys. zachorowań na COVID-19 i ponad 850 zgonów.

Żużlowcy Stali Gorzów znaleźli nowego sponsora
Żużlowy zespół z Gorzowa Wielkopolskiego w nowym sezonie ligowym wystartuje w PGE Ekstralidze pod nazwą „Moje Bermudy Stal Gorzów”. To efekt popisania przez klub trzyletniej umowy sponsorskiej z firmą deweloperską Emerix Investments. „Moje Bermudy” to budowane przez nią nowe osiedle na obrzeżach miasta. Poprzedni sponsor tytularny Stali, truly.work, zmniejszył swój udział w sponsorowaniu klubu, ale się nie wycofał, dzięki czemu mimo trudnej sytuacji spowodowanej wstrzymaniem rozgrywek ligowych, gorzowski klub ma środki na utrzymanie zespołu.

Zmarł włoski mistrz Europy w biegu na 800 metrów
Włoch Donato Sabia, halowy lekkoatletyczny mistrz Europy z 1984 roku w biegu na 800 metrów, zmarł na skutek koronawirusa. Miał 56 lat. Sabia był także dwukrotnym uczestnikiem igrzysk olimpijskich – w Los Angeles (1984) w finale zajął piąte miejsce, a w Seulu (1988) był siódmy.

Odwołali mistrzostwa koszykarskich reprezentacji młodzieżowych
Międzynarodowa Federacja Koszykówki strefy europejskiej (FIBA Europe) odwołała wszystkie 16 młodzieżowych mistrzostw Europy, które tradycyjnie odbywają się na Starym Kontynencie latem. Powodem decyzji jest pandemia koronawirusa. Państwa, które miały być gospodarzami turniejów 2020 będą miały pierwszeństwo w ubieganiu się o organizację w kolejnej edycji 2021. W Europie w roku 2021 mają się odbyć mistrzostwa koszykarek (w czerwcu, gospodarze to Francja i Hiszpania) oraz koszykarzy (we wrześniu, gospodarze to Czechy, Gruzja, Niemcy, Włochy). Obecnie trwają eliminacje do obydwu imprez. Biorą w nich udział reprezentacje Polski kobiet i mężczyzn. Najbliższe mecze zaplanowano na listopad.

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w 2022 roku
Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Eugene w pierwotnym terminie miały się odbyć w dniach 6-15 sierpnia 2021 roku, lecz po wymuszonym pandemią koronawirusa przełożeniu tegorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio na lipiec przyszłego roku, światowa federacja lekkoatletyczna musiała ustąpić terminu i przełożyła swoją imprezę o 12 miesięcy. Wedle nowego planu mistrzostwa świata odbędą się w dniach 15-24 lipca 2022 roku, w tej samej lokalizacji, czyli w Eugene w amerykańskim stanie Oregon. Tuż po światowym czempionacie rozpoczną się Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham (27 lipca-7 sierpnia), a także mistrzostwa Europy w Monachium (11-21 sierpnia).

Zmarzlik napędza koniunkturę

Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu, dość niespodziewanie wygrał 85. plebiscyt „PS” na najlepszego polskiego sportowca w 2019 roku. Zawodnik Stali Gorzów w pokonanym polu zostawił m. in. Roberta Lewandowskiego oraz Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – czyli przedstawicieli znacznie bardziej popularnych w Polsce dyscyplin sportu.

Zagadka wyjaśniła się szybko. Triumf Zmarzlika to efekt zbiorowego wysiłku całego żużlowego środowiska. Na zdrowy rozum Zmarzlik nie miał prawa wygrać z Lewandowskim. Wystarczy porównać popularność obu sportowców w mediach społecznościowych. Konto kapitana piłkarskiej reprezentacji tylko na Instagramie śledzi aktualnie 16,5 mln internautów, a Zmarzlika jedynie 45 tysięcy. Podobne rzecz się ma na Facebooku, bo na tym portalu konto najlepszego naszego piłkarza obserwuje regularnie 9,1 mln osób, a najlepszego żużlowca 37,8 tysiąca fanów. Pod względem zarobków obu także dzieli przepaść – „Lewy” tylko z tytułu kontraktu w Bayernie zarabia rocznie blisko 100 mln złotych, a Zmarzlik w stali Gorzów ledwie dobija do dwóch milionów. W świecie reklamy i sponsoringu nazwisko Lewandowskiego jest świetne znane, w tej chwili jego wizerunek wykorzystywany jest w globalnych kampaniach, co rzecz jasna wiąże się z niemałymi dodatkowymi dochodami. Zmarzlik w tej dziedzinie zaczął funkcjonować dopiero od niedawna, ale na ogólnoświatowy zasięg nie ma szans, bo żużel nie jest tak popularny jak piłka nożna. Jakim zatem cudem doszło do wygranej Dawida z Goliatem?

Dzisiaj żużel w Polsce podzielony jest na trzy poziomy rozgrywkowe. W ubiegłym roku w rywalizacji uczestniczyły 22 zespoły, w tym jeden zagraniczny. W 2020 roku status quo zostanie zachowane, mimo upadku dwóch klubów, w Pile i Krakowie. W ich miejsce weszły przywrócona do życia po upadku Stal Rzeszów oraz klub z Niemiec.
Motorem napędowym żużlowego biznesu w Polsce jest rzecz jasna najlepsza liga na świecie, czyli PGE Ekstraliga. W 2019 roku po raz pierwszy wszystkie jej mecze były transmitowane w telewizji, a mimo to frekwencja na trybunach była imponująca. Na większości spotkań były komplety widzów.

Nie tylko PGE Ekstraliga mogła poszczycić się znakomitą oglądalnością. Renesans zainteresowania przeżywały też zespoły ścigające się w Nice 1. Lidze Żużlowej, a nawet w 2. Lidze Żużlowej, w której ścigają się dzisiaj zespoły z kiedyś mocnych, a dzisiaj podupadłych ośrodków speedway’a, jak Bydgoszcz. W sumie daje to blisko stutysięczną kibicowską armię, regularnie śledzącą rozgrywki i żyjącą „czarnym sportem”. I znaczna część tej armii odpowiedziała pozytywnie na wezwanie animatorów tego sportu w Polsce, żeby głosować w plebiscycie „PS” na Bartosza Zmarzlika, bo „jego wysoka pozycja w czołowej dziesiątce będzie świetną promocją żużla”. Ale chyba nawet spece od marketingu z PGE Ekstraligi nie spodziewali się, że ich akcja przyniesie taki nieprawdopodobny skutek.

Lewandowski z pewnością był trochę rozczarowany zajęciem dopiero drugiej lokaty, bo ma za sobą kapitalny sezon i z pewnością zasłużył na drugie w karierze zwycięstwo w tym plebiscycie. Nawet przybył na imprezę osobiście, bo w tym roku wyjątkowo miał na to czas z powodu przerwy w treningach po operacji przepukliny pachwinowej. Przyjął jednak nieoczekiwaną porażkę z wielką klasą, bo po niedawnej wizycie na piłkarskiej gali „France Football” w końcu chyba zrozumiał, że czasem krzywdzące werdykty przynoszą większą korzyść niż zwycięstwa. Jemu ta porażka w karierze na pewno nie zaszkodzi, a ewentualna wygrana byłaby dla niego jedynie kolejnym trofeum w kolekcji.

Co innego dla Zmarzlika i całego polskiego żużla. To środowisko potrzebuje takich splendorów choćby po to, żeby zwrócić na siebie uwagę menedżerów wielkich koncernów i spółek skarbu państwa. Pokaz niezwykłej mobilności zaprezentowany podczas plebiscytu na sportowca roku nie poszedł na marne. Efekty już zaczynają być widoczne. Zmarzlik finalizuje indywidualny kontrakt z PKN Orlen, a jego klub, Stal Gorzów, właśnie pochwalił się zawarciem umowy z firmą MAN Polska, należącą do jednego z największych na świecie producentów samochodów ciężarowych. Należący do Volkswagen AG koncern MAN działa w Polsce przez cztery spółki zależne, w tym dwie produkcyjne. Zajmuje się między innymi sprzedażą i serwisem samochodów ciężarowych, a także autobusów miejskich. To część światowego koncernu z siedzibą w Monachium. Zatrudnia na całym świecie ponad 55 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach. Umowa została podpisana na razie na rok.

 

Ekstraliga zacznie nowy sezon w kwietniu

Inauguracyjna kolejka żużlowej PGE Ekstraligi odbędzie się 3 i 5 kwietnia 2020 roku. Drużynowego mistrza Polski poznamy 27 września. Tytułu bronić będzie Unia Leszno. Podobnie jak w tegorocznym sezonie wszystkie 64 mecze ligowe będą transmitowane na antenach Eleven Sports (piątki) oraz nSport+ (niedziele).

Pierwsze mecze nowego sezonu zostaną rozegrane w piątek 3 kwietnia. Tego dnia Sparta Wrocław podejmie na swoim torze Motor Lublin, a Włókniarz Częstochowa zmierzy się u siebie z GKM Grudziądz. W niedzielnych spotkaniach aktualny mistrz Polski Unia Leszno będzie walczyć o punkty w Gorzowie z tamtejszą Stalą, natomiast beniaminek ROW Rybnik podejmie u siebie Stelmet Falubaz Zielona Góra.

Ta potyczka nie jest jednak jeszcze całkowicie pewna, bo w rybnickim klubie nie dzieje się w ostatnich dniach najlepiej z powodu sporu o pieniądze z urzędem miasta. W przypadku najbardziej niekorzystnego obrotu sytuacji ekipa ROW Rybnik może stracić licencję na występy w PGE Ekstralidze, a na jego miejsce wejdzie inny zespół. Ogromna ochotę na to ma Apator Toruń, który wraz ze spadkiem z ekstraklasy stracił tytularnego sponsora (Get Well) i wrócił do dawnej nazwy.

Druga runda PGE Ekstraligi odbędzie się podczas Świąt Wielkanocnych i wówczas wyjątkowo dwa mecze zostaną rozegrane w sobotę 11 kwietnia (Unia Leszno – Sparta Wrocław oraz GKM Grudziądz – ROW Rybnik), a pozostałe 12 kwietnia w niedzielę (Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa oraz Motor Lublin – Stal Gorzów).

Część zasadnicza sezonu 2020 zakończy się 23 sierpnia, a runda finałowa będzie rozgrywana od 6 do 27 września. Na 19 lipca zaplanowano indywidualne międzynarodowe mistrzostwa PGE Ekstraligi, zaś tradycyjna Gala PGE Ekstraligi odbędzie się w Warszawie 5 października.

Przy układaniu terminarza żużlowej ekstraklasy trzeba było uwzględnić kilka kryteriów, jak obłożenie stadionów zawodami rangi FIM i FIM Europe, a także innymi wydarzeniami organizowanymi na obiektach klubów PGE Ekstraligi, naprzemienność meczów w dwóch pierwszych rundach, nie rozgrywanie więcej niż dwóch meczów przez jedną drużynę z rzędu u siebie lub na wyjeździe oraz nie rozgrywanie meczów derbowych w pierwszych czterech rundach. Bardzo ważnym elementem terminarza było uwzględnienie w nim dat rezerwowych (piątki/niedziele).

 

Zmarzlik najlepszy z najlepszych

Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) wygrał rozegraną w miniony piątek w Gdańsku szóstą edycję Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi.

W turnieju wystąpiło 15 żużlowców z najlepszą średnią biegową Ekstraligi. Z czołowych zawodników z powodu kontuzji zabrakło aktualnego mistrza świata Taia Woffindena (Sparta Wrocław) oraz Maksyma Drabika, który także w piątek ścigał się w Manchesterze w drużynowych mistrzostwach świata juniorów i świętował z kolegami (Dominik Kubera, Bartosz Smektała, Wiktor Lampart, Michal Gruchalski) zdobycie szóstego tytułu z rzędu, a dwunastego dla Polski w historii.
W pierwszej części rozgrywanych na gdańskim torze zawodów najlepsi okazali się Martin Vaculik i Zmarzlik, którzy w pięciu startach wywalczyli 12 punktów i zgodnie z regulaminem automatycznie awansowali do finału. Z kolei żużlowcy z miejsc 3-10 rywalizowali w półfinałach, a ich zwycięzcy uzupełnili stawkę decydującego wyścigu. Te biegi zakończyły się sukcesem Jasona Doyle’a i Piotra Pawlickiego. W finałowym starcie najlepszy okazał się Zmarzlik, który w zeszłym roku zajął w tych zawodach siódmą pozycję.

Kolejność IMME 2019:
1. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów), 2. Piotr Pawlicki (Unia Leszno), 3. Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra), 4. Jason Doyle (Get Well Toruń), 5. Leon Madsen (Włókniarz Częstochowa), 6. Patryk Dudek (Falubaz), 7. Emil Sajfutdinow (Unia Leszno), 8. Kenneth Bjerre (GKM Grudziądz), 9. Mikkel Michelsen (Motor Lublin), 10. Maciej Janowski (Sparta Wrocław), 11. Artiom Łaguta (GKM Grudziądz), 12. Fredrik Lindgren (Włókniarz), 13. Grigorij Łaguta (Motor), 14. Nicki Pedersen (Falubaz), 15. Janusz Kołodziej (Unia Leszno), 16. Krzysztof Buczkowski (GKM Grudziądz).