W końcu zaczęli się ścigać

W poniedziałek rozegrano przełożony z piątku z powodu złych warunków atmosferycznych mecz Włókniarza Częstochowa z GKM Grudziądz, wygrany przez gospodarzy 53:37. Wcześniej odbyły się trzy pozostałe spotkania żużlowej PGE Ekstraligi, w których Sparta Wrocław pokonała u siebie Motor Lublin 55:35, beniaminek ligi ROW Rybnik przegrał z Falubazem Zielona Góra 36:53, a aktualny mistrz Polski Unia Leszno zwyciężyła na wyjeździe Stal Gorzów 49:41. Liderem po pierwszej kolejce jest ekipa Sparty Wrocław.

W miniony piątek z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym przez pandemię koronawirusa zainaugurowano nowy sezon w naszej żużlowej ekstraklasie. Pecha mieli organizatorzy meczu we Częstochowie, którym figla spłatała pogoda. Intensywne opady deszczu zamieniły tor na stadionie Włókniarza w grząskie bajoro. Wprawdzie służby techniczne zdołały doprowadzić go do stanu używalności i nawet po godzinie 21:00 udało przeprowadzić się na nim jazdy testowe, ale zawodnicy obu drużyn po gorących dyskusjach odmówili startu w takich warunkach. Sędzia zawodów Paweł Słupski wprawdzie uważał, że takiej nawierzchni można się bezpiecznie ścigać, lecz ostatecznie uznał racje żużlowców i przełożył mecz na poniedziałek. Wszystkie mecze pierwszej kolejki odbyły się bez udziały publiczności, dlatego decyzja o przełożeniu spotkania w Częstochowie nie wywołała większych problemów organizacyjnych. To się jednak zmieni już od następnej kolejki, bo zgodnie z rządowym rozporządzeniem od 19 czerwca także na mecze żużlowej ligi będą wpuszczani kibice, choć na razie w limitowanej liczbie 25 procent pojemności trybun.
Drugie podejście do meczu w Częstochowie zakończyło się pomyślnie. Tor był równy i znakomicie przygotowany, co zgodnie chwalili żużlowcy obu drużyn, ale zdecydowanie lepiej radzili sbie na nim zawodnicy gospodarzy. W ich ekipie pierwsze skrzypce grał zdobywca 12 punktów Duńczyk Leo Madsen, niewiele gorsi byli Szwed Fredrik Lindgren i Australijczyk Jason Doyle. Pozostali zawodnicy (Paweł Przedpełski, Rune Holta, Mateusz Świdnicki i Jakub Miśkowiak) także punktowali na przyzwoitym poziomie, więc cała drużyna zapracowała solidnie na 53 zdobyte punkty.
Rywale nie mieli tak wyrównanego składu, dlatego wywalczyli tylko 37 punktów, z czego niemal połowa, bo 18, było autorstwa Artioma Łaguty. Rosyjski żużlowiec uchronił zespół GKM Grudziądz od kompromitacji wygrywając wszystkie biegi, w których startował. Dla porównania – także startujący w sześciu wyścigach Duńczyk Nicki Pedersen zdobył tylko osiem punktów. Nie popisał się też jego rodak Kenneth Bjerre, który wywalczył jedynie trzy „oczka”, słabo pojechali też polscy zawodnicy – Krzysztof Buczkowski (4 pkt), Przemysław Pawlicki (2), Marcin Turowski (2) i Damian Lotarski.
Łaguta okazał się najlepszym zawodnikiem w całej 1. kolejce PGE Ekstraligi i objął prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych jeźdźców ze średnią punktową 3,00. Drugą lokatę w tym zestawieniu zajął lider Unii Leszno Piotr Pawlicki (średnia 2,80), który poprowadził swój zespół do zwycięstwa w wyjazdowej potyczce ze Stalą Gorzów. Pawlicki przyćmił w tym meczu nawet gwiazdę ekipy gospodarzy Bartosza Zmarzlika. Aktualny mistrz świata nie miał najlepszego dnia i zdobył jedynie 10 punktów, chociaż brał udział w siedmiu biegach. Pawlicki wywalczył 14 „oczek” w pięciu startach, kolejne 12 dorzucił Rosjanin Emil Sajfutdinow, punktowali też Dominik Kubera (7), Janusz Kołodziej (6), Australijczyk Brady Kurtz (5), Szymon Szlauderbach (3) i Bartosz Smektała (20.
W gorzowskiej ekipie oprócz Zmarzlika punkty zdobywali też Duńczyk Anders Thomsen (10), Krzysztof Kasprzak (9), Szymon Woźniak (8) i Rafał Karczmarz (40), nie popisał się natomiast Duńczyk Niels Kristian Iversen, który nie wywalczył nawet jednego punktu.
Tak więc zespół Unii Leszno po pięciu latach przełamał wreszcie serię bolesnych porażek ponoszonych na stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie i wygrał 49:41, co z pewnością stawia „Byki” w roli faworyta tegorocznego sezonu. Przeszkodzić tej ekipie w obronie mistrzowskiego tytułu będzie piekielnie trudno. Po pierwszej serii spotkań można wnosić, że najpoważniejszymi rywalami Unii będą drużyny Sparty Wrocław, Falubazu Zielona Góra i wspomnianego już wyżej Włókniarza Częstochowa.
Wrocławianie zaczęli od wysokiej wygranej z Motorem Lublin, który po zakontraktowaniu Jarosława Hampela zgłaszał aspiracje do walki o miejsce w ścisłej czołówce. Sparta na swoim torze sprowadziła jednak lublinian na ziemię zwyciężając różnicą aż 20 punktów (55:35). Miejsce w szyku ekipie beniaminka, ROW Rybnik, pokazali też żużlowcy Falubazu Zielona Góra, wygrywając na ich torze 53:36. Siłą zielonogórskiej ekipy jest wyrównany skład. W spotkaniu z ROW Rybnik wszyscy jej zawodnicy solidnie punktowali: Michael Jepsen Jensen (10), Piotr Protasiewicz (10), Patryk Dudek (9), Norbert Krakowiak (8), Antonio Lindbaeck (6), Mateusz Tonder (5), Martin Vaculik (5).
Liderem po pierwszej kolejce jest Sparta, przez Falubazem i Włókniarzem. Ta kolejność jednak już po następnym ligowym weekendzie może ulec zmianie.
Zestaw par 2. kolejki PGE Ekstraligi:
GKM Grudziądz – ROW Rybnik, 19 czerwca, godz. 18:00;
Unia Leszno – Sparta Wrocław, 19 czerwca, godz. 20:30;
Motor Lublin – Stal Gorzów, niedziela, 16:30;
Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa, niedziela, godz. 19:15.

Dla nich 25 procent widowni to za mało

Żużlowa PGE Ekstraliga wystartuje 12 czerwca, ale jeszcze bez kibiców na trybunach. Jednak już w zaplanowanej na 19 czerwca drugiej kolejce będzie liga dostała zgodę na sprzedaż wejściówek na 1/4 miejsc.

Dla klubów naszej żużlowej ekstraklasy ograniczenie liczby widzów na trybunach to kolejne wyzwanie organizacyjne, może nawet trudniejsze niż rozgrywanie meczów przy pustych trybunach. Dochodzi bowiem konieczność dokonywania wyborów przy sprzedaży biletów, co oznacza, że większość fanów odejdzie od kas z kwitkiem i przez to może się zrazić do klubu.
Wyliczając 25 procent pojemności stadionów PGE Ekstraligi ze średnią frekwencją w minionym sezonie, sytuacja w poszczególnych klubach rysuje się następująco: Unia Leszno – średnia frekwencja 11 196 widzów, 25 procent pojemności stadionu to 4175 wejściówek; Sparta Wrocław – średnia frekwencja to 12 833 widzów, a limitowana liczba to 3250 wejściówek; Włókniarz Częstochowa – średnia frekwencja to 13 833 widzów, a limitowana liczba wejściówek 4213; Falubaz Zielona Góra – średnia frekwencja 12 222 widzów, a limitowana liczba wejściówek to 3500; Stal Gorzów – średnia frekwencja 9812, limitowana liczba wejściówek 4256; GKM Grudziądz – średnia frekwencja 6857 widzów, limitowana liczba wejściówek 2000; Motor Lublin – średnia frekwencja 9812, a limitowana liczba wejściówek 2450; ROW Rybnik – średnia frekwencja 9625 widzów, a limitowana liczba wejściówek 2576.
Z tego zestawienia wynika, że w najlepszej sytuacji będą fani Stali Gorzów, bo przy 25-procentowym limicie widzów i tak na trybunach będzie mogła zasiąść połowa kibiców regularnie bywających na stadionie w poprzednich rozgrywkach. Nie wiadomo jeszcze jak kluby będą chciały zaspokoić oczekiwania posiadaczy karnetów.
Większość kibiców zdążyła już się ich zrzec, oddać do klubu lub przełożyć na kolejny sezon. Nagle okazało się jednak, że mogą one odzyskać swoją wartość już w czerwcu. Część klubów oferowała posiadaczom karnetów pierwszeństwo w zakupie biletów, gdyby kibice mogli wrócić na trybuny. Tam, gdzie liczba sprzedanych karnetów nie przekracza 25 procent pojemności stadionu, wydaje się to świetnym rozwiązaniem. Ale nie w Lublinie, bo tam żaden z kibiców Motoru nie zdecydował się na dokonanie zwrotu karnetu, a niemal wszyscy przepisali je na kolejny sezon. Przy takim zainteresowaniu i poziomie lojalności o chętnych na nabycie wyznaczonej puli 2456 biletów lubelski klub nie musi się martwić.
Nie jest jednak pod tym względem żadnym wyjątkiem. W PGE Ekstralidze żaden zespół nie musi obawiać się spadku zainteresowania ze strony swoich fanów. To rodzi natomiast zgoła inny poważny problem związany z narzuconym limitem miejsc na trybunach, bo nikt nie wie jak zachowają się kibice, którzy wejściówek nie dostaną, ale i tak w porze meczu wybiorą się pod stadiony.

48 godzin sport

Dają za Milika 25 milionów
Schalke 04 Gelsenkirchen złożył SSC Napoli oficjalną ofertę transferu Arkadiusza Milika. Niemiecki klub jest gotów zapłacić za reprezentanta Polski 25 mln euro, ale dla właściciela ekipy z Napolu, Aurelio De Laurentiisa, to kwota o 10 mln euro za mała. Pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika zainteresowanych jest więcej klubów. Włoskie media twierdzą, że rozważaj jego transfer m.in. AC Milan, Atletico Madryt i Tottenham Hotspur. Milik ma ważny kontrakt z SSC Napoli do czerwca 2021 roku i nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia umowy. Zespół z Neapolu niedawno kupił Andreę Petagnę, który dołączy do zespołu przed nowym sezonem, aby uzupełnić lukę właśnie po Miliku. Nieoficjalnie mówi się, że do SSC Napoli chce wrócić niechciany w Paris Saint-Germain Urugwajczyk Edinson Cavani.

Nowy trener siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów
Włoch Alberto Giuliani został trenerem siatkarzy Asseco Resovii, którzy w zakończonych przedwcześnie w tym roku rozgrywkach spisali się poniżej oczekiwań. 55-letni szkoleniowiec poprowadzi zespół w sezonie 2020/21. Umowa została podpisana na rok. Giuliani jest także selekcjonerem reprezentacji Słowenii. Prowadził ją w 2019 roku, kiedy w półfinale mistrzostw Europy pokonała Polskę i wywalczyła srebrny medal. Włoch trenował też klubowe zespoły, m.in. Banca Lannutti Cuneo, Cucine Lube Marche Macerata, LPR Piacenza czy Halbank Ankara. Wśród sukcesów może mówić o zwycięstwie w Pucharze CEV, mistrzostwie Włoch i Superpucharze Turcji.

Piłkarze reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z premii
Piłkarze i trener reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z ponad miliona dolarów, które miała im wypłacić rodzima federacja. „Chcemy być przykładem i wykazać się solidarnością” – powiedział kapitan Stephan Lichtsteiner. Z powodu pandemii koronawirusa przełożone na przyszły rok zostały mistrzostwa Europy, na które Szwajcaria awansowała. Odwołano także mecze towarzyskie. To wszystko spowodowało, że piłkarskie federacje muszą sobie radzić ze znacznie zmniejszonymi przychodami. W Szwajcarii stwierdzono prawie 23 tys. zachorowań na COVID-19 i ponad 850 zgonów.

Żużlowcy Stali Gorzów znaleźli nowego sponsora
Żużlowy zespół z Gorzowa Wielkopolskiego w nowym sezonie ligowym wystartuje w PGE Ekstralidze pod nazwą „Moje Bermudy Stal Gorzów”. To efekt popisania przez klub trzyletniej umowy sponsorskiej z firmą deweloperską Emerix Investments. „Moje Bermudy” to budowane przez nią nowe osiedle na obrzeżach miasta. Poprzedni sponsor tytularny Stali, truly.work, zmniejszył swój udział w sponsorowaniu klubu, ale się nie wycofał, dzięki czemu mimo trudnej sytuacji spowodowanej wstrzymaniem rozgrywek ligowych, gorzowski klub ma środki na utrzymanie zespołu.

Zmarł włoski mistrz Europy w biegu na 800 metrów
Włoch Donato Sabia, halowy lekkoatletyczny mistrz Europy z 1984 roku w biegu na 800 metrów, zmarł na skutek koronawirusa. Miał 56 lat. Sabia był także dwukrotnym uczestnikiem igrzysk olimpijskich – w Los Angeles (1984) w finale zajął piąte miejsce, a w Seulu (1988) był siódmy.

Odwołali mistrzostwa koszykarskich reprezentacji młodzieżowych
Międzynarodowa Federacja Koszykówki strefy europejskiej (FIBA Europe) odwołała wszystkie 16 młodzieżowych mistrzostw Europy, które tradycyjnie odbywają się na Starym Kontynencie latem. Powodem decyzji jest pandemia koronawirusa. Państwa, które miały być gospodarzami turniejów 2020 będą miały pierwszeństwo w ubieganiu się o organizację w kolejnej edycji 2021. W Europie w roku 2021 mają się odbyć mistrzostwa koszykarek (w czerwcu, gospodarze to Francja i Hiszpania) oraz koszykarzy (we wrześniu, gospodarze to Czechy, Gruzja, Niemcy, Włochy). Obecnie trwają eliminacje do obydwu imprez. Biorą w nich udział reprezentacje Polski kobiet i mężczyzn. Najbliższe mecze zaplanowano na listopad.

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w 2022 roku
Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Eugene w pierwotnym terminie miały się odbyć w dniach 6-15 sierpnia 2021 roku, lecz po wymuszonym pandemią koronawirusa przełożeniu tegorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio na lipiec przyszłego roku, światowa federacja lekkoatletyczna musiała ustąpić terminu i przełożyła swoją imprezę o 12 miesięcy. Wedle nowego planu mistrzostwa świata odbędą się w dniach 15-24 lipca 2022 roku, w tej samej lokalizacji, czyli w Eugene w amerykańskim stanie Oregon. Tuż po światowym czempionacie rozpoczną się Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham (27 lipca-7 sierpnia), a także mistrzostwa Europy w Monachium (11-21 sierpnia).

Zmarzlik napędza koniunkturę

Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu, dość niespodziewanie wygrał 85. plebiscyt „PS” na najlepszego polskiego sportowca w 2019 roku. Zawodnik Stali Gorzów w pokonanym polu zostawił m. in. Roberta Lewandowskiego oraz Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – czyli przedstawicieli znacznie bardziej popularnych w Polsce dyscyplin sportu.

Zagadka wyjaśniła się szybko. Triumf Zmarzlika to efekt zbiorowego wysiłku całego żużlowego środowiska. Na zdrowy rozum Zmarzlik nie miał prawa wygrać z Lewandowskim. Wystarczy porównać popularność obu sportowców w mediach społecznościowych. Konto kapitana piłkarskiej reprezentacji tylko na Instagramie śledzi aktualnie 16,5 mln internautów, a Zmarzlika jedynie 45 tysięcy. Podobne rzecz się ma na Facebooku, bo na tym portalu konto najlepszego naszego piłkarza obserwuje regularnie 9,1 mln osób, a najlepszego żużlowca 37,8 tysiąca fanów. Pod względem zarobków obu także dzieli przepaść – „Lewy” tylko z tytułu kontraktu w Bayernie zarabia rocznie blisko 100 mln złotych, a Zmarzlik w stali Gorzów ledwie dobija do dwóch milionów. W świecie reklamy i sponsoringu nazwisko Lewandowskiego jest świetne znane, w tej chwili jego wizerunek wykorzystywany jest w globalnych kampaniach, co rzecz jasna wiąże się z niemałymi dodatkowymi dochodami. Zmarzlik w tej dziedzinie zaczął funkcjonować dopiero od niedawna, ale na ogólnoświatowy zasięg nie ma szans, bo żużel nie jest tak popularny jak piłka nożna. Jakim zatem cudem doszło do wygranej Dawida z Goliatem?

Dzisiaj żużel w Polsce podzielony jest na trzy poziomy rozgrywkowe. W ubiegłym roku w rywalizacji uczestniczyły 22 zespoły, w tym jeden zagraniczny. W 2020 roku status quo zostanie zachowane, mimo upadku dwóch klubów, w Pile i Krakowie. W ich miejsce weszły przywrócona do życia po upadku Stal Rzeszów oraz klub z Niemiec.
Motorem napędowym żużlowego biznesu w Polsce jest rzecz jasna najlepsza liga na świecie, czyli PGE Ekstraliga. W 2019 roku po raz pierwszy wszystkie jej mecze były transmitowane w telewizji, a mimo to frekwencja na trybunach była imponująca. Na większości spotkań były komplety widzów.

Nie tylko PGE Ekstraliga mogła poszczycić się znakomitą oglądalnością. Renesans zainteresowania przeżywały też zespoły ścigające się w Nice 1. Lidze Żużlowej, a nawet w 2. Lidze Żużlowej, w której ścigają się dzisiaj zespoły z kiedyś mocnych, a dzisiaj podupadłych ośrodków speedway’a, jak Bydgoszcz. W sumie daje to blisko stutysięczną kibicowską armię, regularnie śledzącą rozgrywki i żyjącą „czarnym sportem”. I znaczna część tej armii odpowiedziała pozytywnie na wezwanie animatorów tego sportu w Polsce, żeby głosować w plebiscycie „PS” na Bartosza Zmarzlika, bo „jego wysoka pozycja w czołowej dziesiątce będzie świetną promocją żużla”. Ale chyba nawet spece od marketingu z PGE Ekstraligi nie spodziewali się, że ich akcja przyniesie taki nieprawdopodobny skutek.

Lewandowski z pewnością był trochę rozczarowany zajęciem dopiero drugiej lokaty, bo ma za sobą kapitalny sezon i z pewnością zasłużył na drugie w karierze zwycięstwo w tym plebiscycie. Nawet przybył na imprezę osobiście, bo w tym roku wyjątkowo miał na to czas z powodu przerwy w treningach po operacji przepukliny pachwinowej. Przyjął jednak nieoczekiwaną porażkę z wielką klasą, bo po niedawnej wizycie na piłkarskiej gali „France Football” w końcu chyba zrozumiał, że czasem krzywdzące werdykty przynoszą większą korzyść niż zwycięstwa. Jemu ta porażka w karierze na pewno nie zaszkodzi, a ewentualna wygrana byłaby dla niego jedynie kolejnym trofeum w kolekcji.

Co innego dla Zmarzlika i całego polskiego żużla. To środowisko potrzebuje takich splendorów choćby po to, żeby zwrócić na siebie uwagę menedżerów wielkich koncernów i spółek skarbu państwa. Pokaz niezwykłej mobilności zaprezentowany podczas plebiscytu na sportowca roku nie poszedł na marne. Efekty już zaczynają być widoczne. Zmarzlik finalizuje indywidualny kontrakt z PKN Orlen, a jego klub, Stal Gorzów, właśnie pochwalił się zawarciem umowy z firmą MAN Polska, należącą do jednego z największych na świecie producentów samochodów ciężarowych. Należący do Volkswagen AG koncern MAN działa w Polsce przez cztery spółki zależne, w tym dwie produkcyjne. Zajmuje się między innymi sprzedażą i serwisem samochodów ciężarowych, a także autobusów miejskich. To część światowego koncernu z siedzibą w Monachium. Zatrudnia na całym świecie ponad 55 tysięcy pracowników w ponad 180 krajach. Umowa została podpisana na razie na rok.

 

Ekstraliga zacznie nowy sezon w kwietniu

Inauguracyjna kolejka żużlowej PGE Ekstraligi odbędzie się 3 i 5 kwietnia 2020 roku. Drużynowego mistrza Polski poznamy 27 września. Tytułu bronić będzie Unia Leszno. Podobnie jak w tegorocznym sezonie wszystkie 64 mecze ligowe będą transmitowane na antenach Eleven Sports (piątki) oraz nSport+ (niedziele).

Pierwsze mecze nowego sezonu zostaną rozegrane w piątek 3 kwietnia. Tego dnia Sparta Wrocław podejmie na swoim torze Motor Lublin, a Włókniarz Częstochowa zmierzy się u siebie z GKM Grudziądz. W niedzielnych spotkaniach aktualny mistrz Polski Unia Leszno będzie walczyć o punkty w Gorzowie z tamtejszą Stalą, natomiast beniaminek ROW Rybnik podejmie u siebie Stelmet Falubaz Zielona Góra.

Ta potyczka nie jest jednak jeszcze całkowicie pewna, bo w rybnickim klubie nie dzieje się w ostatnich dniach najlepiej z powodu sporu o pieniądze z urzędem miasta. W przypadku najbardziej niekorzystnego obrotu sytuacji ekipa ROW Rybnik może stracić licencję na występy w PGE Ekstralidze, a na jego miejsce wejdzie inny zespół. Ogromna ochotę na to ma Apator Toruń, który wraz ze spadkiem z ekstraklasy stracił tytularnego sponsora (Get Well) i wrócił do dawnej nazwy.

Druga runda PGE Ekstraligi odbędzie się podczas Świąt Wielkanocnych i wówczas wyjątkowo dwa mecze zostaną rozegrane w sobotę 11 kwietnia (Unia Leszno – Sparta Wrocław oraz GKM Grudziądz – ROW Rybnik), a pozostałe 12 kwietnia w niedzielę (Falubaz Zielona Góra – Włókniarz Częstochowa oraz Motor Lublin – Stal Gorzów).

Część zasadnicza sezonu 2020 zakończy się 23 sierpnia, a runda finałowa będzie rozgrywana od 6 do 27 września. Na 19 lipca zaplanowano indywidualne międzynarodowe mistrzostwa PGE Ekstraligi, zaś tradycyjna Gala PGE Ekstraligi odbędzie się w Warszawie 5 października.

Przy układaniu terminarza żużlowej ekstraklasy trzeba było uwzględnić kilka kryteriów, jak obłożenie stadionów zawodami rangi FIM i FIM Europe, a także innymi wydarzeniami organizowanymi na obiektach klubów PGE Ekstraligi, naprzemienność meczów w dwóch pierwszych rundach, nie rozgrywanie więcej niż dwóch meczów przez jedną drużynę z rzędu u siebie lub na wyjeździe oraz nie rozgrywanie meczów derbowych w pierwszych czterech rundach. Bardzo ważnym elementem terminarza było uwzględnienie w nim dat rezerwowych (piątki/niedziele).

 

Zmarzlik najlepszy z najlepszych

Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) wygrał rozegraną w miniony piątek w Gdańsku szóstą edycję Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi.

W turnieju wystąpiło 15 żużlowców z najlepszą średnią biegową Ekstraligi. Z czołowych zawodników z powodu kontuzji zabrakło aktualnego mistrza świata Taia Woffindena (Sparta Wrocław) oraz Maksyma Drabika, który także w piątek ścigał się w Manchesterze w drużynowych mistrzostwach świata juniorów i świętował z kolegami (Dominik Kubera, Bartosz Smektała, Wiktor Lampart, Michal Gruchalski) zdobycie szóstego tytułu z rzędu, a dwunastego dla Polski w historii.
W pierwszej części rozgrywanych na gdańskim torze zawodów najlepsi okazali się Martin Vaculik i Zmarzlik, którzy w pięciu startach wywalczyli 12 punktów i zgodnie z regulaminem automatycznie awansowali do finału. Z kolei żużlowcy z miejsc 3-10 rywalizowali w półfinałach, a ich zwycięzcy uzupełnili stawkę decydującego wyścigu. Te biegi zakończyły się sukcesem Jasona Doyle’a i Piotra Pawlickiego. W finałowym starcie najlepszy okazał się Zmarzlik, który w zeszłym roku zajął w tych zawodach siódmą pozycję.

Kolejność IMME 2019:
1. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów), 2. Piotr Pawlicki (Unia Leszno), 3. Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra), 4. Jason Doyle (Get Well Toruń), 5. Leon Madsen (Włókniarz Częstochowa), 6. Patryk Dudek (Falubaz), 7. Emil Sajfutdinow (Unia Leszno), 8. Kenneth Bjerre (GKM Grudziądz), 9. Mikkel Michelsen (Motor Lublin), 10. Maciej Janowski (Sparta Wrocław), 11. Artiom Łaguta (GKM Grudziądz), 12. Fredrik Lindgren (Włókniarz), 13. Grigorij Łaguta (Motor), 14. Nicki Pedersen (Falubaz), 15. Janusz Kołodziej (Unia Leszno), 16. Krzysztof Buczkowski (GKM Grudziądz).

 

Przerwa wakacyjna żużlowców

Po 10. kolejkach żużlowcy Unii Leszno są już pewni awansu do fazy play off PGE Ekstraligi, a bliska tego celu są Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góra i GKM Grudziądz. Teraz liga ma wakacyjna przerwę do 26 lipca.

Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno nie doznała jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i na cztery kolejki przed końcem fazy zasadniczej mając 22 punkty na koncie zapewniła już sobie udział w play off. W ostatniej przed wakacjami 10. kolejce ekipa „Byków” zdeklasowały piątego w tabeli Włókniarza Częstochowa, pokonując go na własnym torze 57:33. Dla częstochowian ta klęska była podwójnie bolesna, bo zajmujący czwarte miejsce GKM Grudziądz (13 pkt) uciekł im w tabeli na cztery „oczka”.

Zwycięstwo Sparty nad Stalą Gorzów (58:32) umocniło pozycję wrocławian w strefie medalowej, bo 17 pkt to już solidny dorobek. Gorzowianie z siedmioma puntami na koncie w tym sezonie raczej już nie powalczą o miejsce na podium. Honoru klubów z Ziemi Lubuskiej przyjdzie bronić zatem Falubazowi Zielona Góra, który po wygranej w Lublinie z Motorem (49:41) z 13 pkt w dorobku utrzymał trzecią lokatę. Outsiderem ligi jest zespół Get Well Toruń, zamykający tabelę z trzema „oczkami” i jednym tylko zwycięstwem.

Na czele klasyfikacji indywidualnej wciąż pozostaje kontuzjowany obecnie Tai Woffinden ze Sparty ze średnią biegową 2,459. Drugi jest Jason Doyle z Get Well (2,444), trzeci Bartosz Zmarzlik ze Stali (2,418),czwarty Leon Madsen (Włókniarz – 2,400), a piąty Martin Vaculik (Falubaz – 2,353 pkt).

PGE Ekstraliga ma teraz przerwę i żużlowcy wrócą na tory dopiero pod koniec lipca. Do końca rundy zasadniczej pozostały cztery kolejki. W 11. serii meczów 26 lipca Unia zmierzy się z Motorem, a Włókniarz z Get Well, zaś 28 lipca Sparta z GKM Grudziądz, a Falubaz ze Stalą.

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Żużel: Kto zatrzyma Unię Leszno?

W najbliższy weekend wystartują rozgrywki PGE Ekstraligi. Mistrzowskiego tytułu bronią żużlowcy Unii Leszno, a rywalizować będą z ekipami Falubazu Zielona Góra, Get Well Toruń, Włókniarza Częstochowa, Stali Gorzów, Unii Leszno, Sparty Wrocław, Motoru Lublin i GKM Grudziądz.

Nowością w nowym sezonie Ekstraligi będzie to, że dwa mecze będą rozgrywane w piątek, a dwa w niedzielę. Taki wymóg postawiły stacje telewizyjne. Po raz pierwszy kibice czarnego sportu będą mogli obejrzeć wszystkie 64 spotkania ligowe na ekranach telewizorów – w piątki mecze transmitowane będą przez stację Eleven Sports, zaś niedzielne wraz z wieczornym magazynem po ostatnim spotkaniu pokaże nSport+. Formuła rozgrywek nie została zmieniona i rywalizacja o tytuł drużynowego mistrza Polski osiem drużyn stoczy systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Później nastąpi runda play off, w ramach której odbędą się półfinały i finał. Ważną zmiana jest wprowadzenie obowiązku przeprowadzenia badania na obecność alkoholu i środków odurzających w organizmie zawodników. Będzie można je także przeprowadzić w stosunku do osób funkcyjnych.

Inauguracja w Zielonej Górze

Tegoroczny sezon ligowy zainauguruje piątkowe spotkanie Falubazu Zielona Góra z Get Well Toruń (początek godz. 18:00). Dwie godziny później na tor wyjadą żużlowcy Włókniarza Częstochowa i Stali Gorzów. W niedzielę natomiast zmierzą się ekipy Unii Leszno ze Spartą Wrocław i beniaminek Motor Lublin z GKM Grudziądz. Tytułu ponownie bronić będzie Unia Leszno. Mistrzowie Polski zimą nie dokonali żadnych zmian w składzie, więc z choćby z tego powodu są faworytami.

Korektę w składzie dokonali natomiast wielcy przegrani ubiegłorocznego finału. Z kadry Stali Gorzów ubyli Słowak Martin Vaculik, Szwed Linus Sundstroem oraz Grzegorz Walasek. W ich miejsce gorzowianie pozyskali Duńczyka Petera Kildemanda. Zmiany w składach zespołów dokonały też Sparta Wrocław, Włókniarza Częstochowa, Get Well Toruń i GKM Grudziądz. Jako wzmocnienie z pewnością należy uznać zatrudnienie w Grudziądzu Duńczyka Kennetha Bjerre i juniora Partyka Rolnickiego, którzy mają pomóc w wyczekiwanym od kilku sezonów awansie do najlepszej czwórki.

Najwięcej zamieszał w kadrze zespołu Stelmet Falubaz, z którego odeszli Grzegorz Zengota, Kacper Gomólski i Szewd Jacob Thorssell, zaś dołączyli Duńczyk Nicki Pedersen, Słowak Martin Vaculik i junior Norbert Krakowiak. Gdy dodamy do nich Patryka Dudka, Piotra Protasiewicza, Duńczyka Michaela Jepsena Jensena i Niemca Martina Smolińskiego, rysuje się skład zdolny powalczyć nawet o najwyższą lokatę w tabeli.

Beniaminek PGE Ekstraligi Speed Car Motor Lublin nie szalał na transferowym runku i kadrę oparł na zawodnikach, którzy wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, wśród których są Szwed Andreas Jonsson i Brytyjczyk Robert Lambert. Dodano im do towarzystwa Duńczyka Mikkela Michelsena, który świetnie punktował w 1.lidze oraz namówiono do startów w Lublinie pochodzącego z Zielonej Góry Grzegorza Zengotę. Składy zespołów wydają się wyrównane, co zapowiada ciekawy i emocjonujący sezon, na co bardzo liczą kibice Ekstraligi.

Kadry zespołów PGE Ekstraligi
Unia Leszno: Jarosław Hampel (rocznik 1982), Janusz Kołodziej (1984), Brady Kurtz (Australia, 1996), Jaimon Lidsey (Australia, 1999), Piotr Pawlicki (1994), Emil Sajfutdinow (Rosja, 1989); juniorzy – Dominik Kubera (1999), Wiktor Lis (1999), Tymoteusz Picz (2002), Kacper Pludra (2002), Krzysztof Sadurski (2003), Bartosz Smektała (1998), Szymon Szlauderbach (1999). Trener: Piotr Baron.

Stal Gorzów: Bartosz Zmarzlik (1995), Krzysztof Kasprzak (1984), Szymon Woźniak (1993)Adam Ellis (W. Brytania, 1996), Filip Hjelmland (Szwecja, 1998), Peter Kildemand (Dania, 1989), Erik Riss (Niemcy, 1995), Anders Thomsen (Dania, 1994); juniorzy – Mateusz Bartkowiak (2003), Hubert Czerniawski (2000), Bartosz Hassa (1998), Rafał Karczmarz (1999), Kamil Pytlewski (2003), Alan Szczotka (2001). Trener: Stanisław Chomski

Sparta Wrocław: Maciej Janowski (1991), Jakub Jamróg (1991), Tai Woffinden (W. Brytania, 1990), Max Fricke (Australia, 1996), Vaclav Milik (Czechy, 1993), Gleb Czugunow (Rosja, 1999); juniorzy – Maksym Drabik (1998), Wiktoria Garbowska (2001), Przemysław Liszka (2000), Patryk Wojdyło (1999). Trener: Dariusz Śledź

Włókniarz Częstochowa: Adrian Miedziński (1985), Paweł Przedpełski (1995), Bartosz Świącik (1997), Sebastian Ułamek (1975), Damian Dróżdż (1996), Fredrik Lindgren (Szwecja, 1985), Leon Madsen (Dania, 1988), Matej Zagar (Słowenia, 1983), Witalij Kowal (Ukraina, 2001); juniorzy – Michał Gruchalski (1998), Bartłomiej Kowalski (2002), Jakub Miśkowiak (2001), Monika Nietyksza (2001), Mateusz Świdnicki (2001). Trener: Marek Cieślak.

Get Well Toruń: Norbert Kościuch (1984), Kasper Andersen (Dania, 1998), Jason Doyle (Australia, 1985), Chris Holder (Australia, 1987), Jack Holder (Australia, 1996), Rune Holta (1973), Niels Kristian Iversen (Dania, 1982), Mathias Nielsen (Dania, 1999), Tim Soerensen (Dania, 2000); juniorzy: Maksymilian Bogdanowicz (1998), Justin Stolp (2001), Jakub Janik (2000), Filip Nizgorski (2002), Igor Kopeć-Sobczyński (1999), Aleks Rydlewski (2002). Trener: Jacek Frątczak.

GKM Grudziądz: Przemysław Pawlicki (1991), Krzysztof Buczkowski (1986), Kenneth Bjerre (Dania, 1984), Roman Lachbaum (Rosja, 1998), Antonio Lindbaeck (Szwecja, 1985), Artiom Łaguta (Rosja, 1990); juniorzy – Damian Lotarski (2001), Patryk Rolnicki (1998), Marcin Turowski (1999), Kamil Wieczorek (1998), Trener: Robert Kempiński
Falubaz Zielona Góra: Patryk Dudek (1992), Piotr Protasiewicz (1975), Sebastian Niedźwiedź (1997), Michael Jepsen Jensen (Dania, 1992), Nicki Pedersen (Dania, 1977), Martin Smolinski (Niemcy, 1984), Martin Vaculik (Słowacja, 1990); juniorzy – Nikodem Bartoch (2001), Damian Boduch (2000), Sebastian Helwig (2001), Norbert Krakowiak (1999), Jakub Osyczka (2000), Damian Pawliczak (1999), Wojciech Pilarski (1998), Mateusz Tonder (1999), Nile Tufft (2001). Trener: Adam Skórnicki

Motor Lublin: Grzegorz Zengota (1988), Paweł Miesiąc (1985), Dawid Lampart (1990), Andreas Jonsson (1980), Robert Lambert (W. Brytania, 1998), Mikkel Michelsen (Dania, 1994); juniorzy – Kacper Gosik (2002), Maciej Kuromonow (1998), Wiktor Lampart (2001), Wiktor Trofimow (1999). Trener: vacat.

 

Memoriał Edwarda Jancarza

W miniony weekend W Gorzowie Wlkp. rozegrano 16. edycję Memoriału Edwarda Jancarza. Wygrał żużlowiec GKM Grudziądz Przemysław Pawlicki, drugie miejsce zajął gwiazdor Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik.

Patron turnieju Edward Jancarz, urodzony w 1946 roku w Gorzowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych polskich żużlowców w historii. Przez całą sportową karierę trwającą od 1965 do 1986 roku był wierny barwom Stali. W latach 1977-1983 łączył starty w gorzowskim klubie z jazdą w angielskim Wimbledonie. W 1968 roku zdobył brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata, był też siedmiokrotnie medalistą w mistrzostwach drużynowych, także złotym (1969) oraz m.in. dwukrotnie indywidualnym mistrzem Polski. Po zakończeniu kariery został trenerem – prowadził Stal Gorzów, KKŻ Krosno i krótko był też selekcjonerem kadry narodowej. Zmarł w styczniu 1992 roku od rany nożem zadanej przez żonę w trakcie kłótni domowej.

W 16. edycji Memoriału Edwarda Jancarza rywalizacja szykujących się do sezonu żużlowców stała na wysokim poziomie. Po 20-biegowej fazie zasadniczej najwyżej sklasyfikowany był Zmarzlik. Lider Stali Gorzów stracił jeden punkt, przegrywając w 5. wyścigu z Woryną. W finałowej ósemce zabrakło m.in. Patryka Dudka, który wygrywał Memoriał w latach 2016 i 17, a przed rokiem był drugi. W decydującym biegu najlepiej wystartował Pawlicki i mimo ataków Zmarzlika nie oddał prowadzenia do mety. Za ich plecami równie ciekawą walkę stoczyli Kacper Woryna (ROW Rybnik) i Szwed Antonio Lindback (GKM Grudziądz). Zawody były pechowe dla rosyjskich żużlowców. Artiom Łaguta doznał kontuzji obojczyka po upadku w swoim pierwszym wyścigu, a w 19. biegu poturbowali się wzajemnie Grigorij Łaguta i Emil Sajfutdinow.