Głos lewicy

Cenzura?

 

Skarży się na nią Piotr Szumlewicz z OPZZ:

Trwa sprawa sądowa Polskich Linii Lotniczych LOT przeciwko mnie i portalowi interia.pl. Okazuje się, że nie tylko Narodowy Bank Polski, ale też PLL LOT dąży do cenzury i zamknięcia ust krytykom. Spółka skarbu państwa, podobnie jak NBP, chce też usunięcia materiału medialnego, w którym krytykuję firmę.
15 października odebrałem pozew od PLL LOT o ochronę dóbr osobistych, w którym firma domaga się ode mnie i portalu interia.pl kwoty 200 tys. zł. PLL LOT pozwał mnie za to, że od wielu tygodni nagłaśniam patologie mające miejsce w spółce związane przede wszystkim z łamaniem praw pracowniczych, zwolnieniem dyscyplinarnym liderki związkowej, spadkiem bezpieczeństwa lotów, wzrostem skali opóźnień. Sąd okręgowy odrzucił wniosek prawników PLL LOT, w którym domagali się oni zabezpieczenia pozwu w postaci usunięcia z sieci mojego nagrania. Firma się odwołuje. Wniosła zażalenie, a 4 grudnia do sądu wpłynęło kolejne pismo w tej sprawie, w którym prawnicy PLL LOT ponownie domagają się usunięcia spornego materiału w ramach zażalenia, kwestionując argumenty pozwanych dotyczące m.in wolności słowa i prawa do krytyki.
Oczywistym celem działań PLL LOT jest zamknięcie ust krytykom tak, aby każdy, kto krytykuje działania narodowego przewoźnika lotniczego, bał się procesu. Dzieje się tak w czasie, gdy wyszło na jaw wiele patologii w funkcjonowaniu firmy, a głosy krytyczne zostały potwierdzone między innymi wnioskami Państwowej Inspekcji Pracy. Kilka dni temu sąd okręgowy nakazał też zapłacić firmie 25 tys. za bezprawne zwolnienie Moniki Żelazik. Trwa postępowanie związane z funkcjonowaniem spółek córek PLL LOT – LOT CREW i LOT CABIN CREW, które zdaniem PIP są niezarejestrowanymi agencjami zatrudnienia. Zamiast pozywać krytyków, PLL LOT powinny zadbać o wyższą jakość usług i przestrzeganie praw pracowniczych.

 

 

„Trójki” precz!

 

Otwarte Klatki naciskają na hotele, by nie wspierały chowu klatkowego:

Marriott, który jest obecnie największą na świecie firmą hotelarską, wydał w 2013 roku oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku. Niestety pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej deklaracji. Setki firm na całym świecie odcinają się od hodowli klatkowej, a konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na podejście danej firmy do kwestii dobrostanu zwierząt przy podejmowaniu codziennych wyborów zakupowych.

Relacja z pola bitwy

Sobota, 20 października: upływa 3. dzień strajku pracowników LOT  o swoje permanentnie naruszane prawa. Mimo bezpardonowego sprzeciwu i brutalnych metod stosowanych przez władze LOT, determinacja strajkujących nie maleje. Byłem tam, chłonąłem ducha walki.

 

Przed biurowcem LOT stało około 70 osób. Protest wygląda na dobrze zorganizowany. Jest jedzenie, ciepłe napoje, stoły z przekąskami. Humory strajkującym dopisują, zresztą w proteście uczestniczą całymi rodzinami. Na transparentach stojących obok miejsca demonstracji możemy przeczytać: „Prawo do strajku prawem konstytucyjnym” i różnymi czcionkami samo słowo „strajk”.
Jak na razie zarząd robi dobrą minę do złej gry, zapewniając media, że strajkujący to zaledwie drobna część pracujących w spółce i żadne loty nie zostały odwołane. Zarząd zakazał protestującym wchodzenia do biurowca LOT i m.in. korzystania z toalet. Zakazano także rozkładania ochrony przed zimnym deszczem na placyku przed biurowcem.
Według strajkujących niezagrożony grafik połączeń to nieprawda. Dziś przed południem odwołano 4 loty. Kapitanowie Dreamlinerów przystąpią do strajku w najbliższych dniach. Według strajkujących, zarząd, by uniknąć odwoływania kolejnych lotów, ucieka się do łamania przepisów, poprzez zastępowanie np. szefowych pokładu pracownicami, które nie maja do tego niezbędnych kwalifikacji i szkoleń. Albo kierując do pracy ludzi bez umundurowania, co jest poważnym naruszeniem obowiązujących w europejskim i światowym lotnictwie przepisów, jak to miało miejsce podczas szkolenia dla młodszych stewardess. Inspektora w trybie nagłym wezwano do pracy. Strajkujący są w posiadaniu dowodów na naruszenie przepisów bezpieczeństwa. Obiecują, że zgłoszą to do odpowiednich władz.
Część ludzi, którzy zastępują strajkujących pod naciskiem zarządu, zgadza się na to po prostu ze strachu przed utratą pracy.
Na pytanie, jakie będą ostateczne efekty strajku, protestujący nie maja wątpliwości: zarząd LOT-u musi ustąpić. Już w tej chwili wynajmuje pilotów, załogi i samoloty z innych linii, co ma kosztować miliony złotych. Te same miliony, podkreślają, których nie chce zapłacić protestującym. Jednocześnie mówią, że nie widzą najmniejszej nawet woli porozumienia ze strony władz spółki. Skłaniają się ku poglądowi, by dalsze rozmowy, przy takiej postawie prezesa, toczyć z przedstawicielem właściciela czyli państwa: ministrem lub premierem Morawieckim.

LOT strajkuje

18 października o godz. 5:00 rozpoczął się strajk personelu pokładowego oraz pilotów pracujących dla PLL LOT S.A. Jego skutki będą odczuwalne w ciągu najbliższych dni.  Na razie przewoźnikowi udaje się kompletować załogi złożone z osób, które nie mogą uczestniczyć w strajku, gdyż są zatrudnione na umowach śmieciowych.

 

Ten strajk jest demokratycznym wyrazem niezgody na degradacje standardów zatrudnienia, brak szacunku dla pracowników i represje wobec działaczy związkowych. Ale niewiele brakowało, by do niego nie doszło. Sąd Okręgowy w Warszawie dwukrotnie uznawał za zasadny wniosek o zabezpieczenie powództwa, czyli de facto zakaz przeprowadzenia akcji strajkowej złożony przez zarząd firmy. Ostatecznie, w środę Sad Apelacyjny uchylił wyrok niższej instancji i związkowcy mogli rozpocząć strajk.
Mimo to niech zarząd spółki wciąż zarzuca media komunikatami, w których informuje, że strajk jest nielegalny. Na Lotnisku im. Fryderyka Chopina pojawiły się również plakaty propagandowe, rozwieszone przez ludzi prezesa Rafała Milczarskiego.
Warto również podkreślić, że zarząd LOT stosował również inne środki mające na celu osłabienie bojowego ducha i morale załogi. O praktykach noszących znamiona mobbingu mówiły zarówno stewardesy, jak i piloci. Przedstawiciele kierownictwa przeprowadzali również „pedagogiczne” rozmowy z pracownikami, sugerując, że strajk osłabi ich pozycje w przedsiębiorstwie. Przewodniczący związku pilotów Adam Rzeszot przyznawał, że był zastraszany przez „nieznanych sprawców”. Przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego Monika Żelazik została nielegalnie zwolniona z pracy, a media obiegła informacja, że prokuratura wszczęła wobec niej postępowania w związku z doniesieniem o prowadzeniu działalności terrorystycznej. Działania represyjne objęły również szefa mazowieckiego OPZZ Piotra Szumlewicza, od którego zarząd LOT domaga się w pozwie 200 tysięcy zł zadośćuczynienia.
Część pilotów pracujących w LOT jest zatrudnionych na podstawie samozatrudnienia. Na umowach śmieciowych zatrudniane są również stewardesy. Mimo, że po kryzysie gospodarczym z 2008 roku pozostały już tylko wspomnienia, a sytuacja finansowa spółki jest dobra, zarząd nadal wynagradza pracowników w trybie kryzysowym. Regulamin wynagrodzeń, zawieszony w 2013 roku, wciąż nie został przywrócony, mimo wielu wniosków i żądań ze strony pracowników.
Państwowa Inspekcja Pracy wydała opinię, w której określa zatrudnianie pilotów na umowach biznes-biznes jako nieprawidłowe. Mimo to, przedstawiciele zarządu wciąż twierdzą, że wszystko jest w porządku.”Nie zgadzamy się z decyzją PIP, choć jej opinia nas nie dziwi, bo to instytucja powołana do promowania stosunku pracy. Pomija natomiast, że warunki pracy personelu lotniczego reguluje prawo lotnicze. Pilot nie ma przełożonego: sam decyduje, ile zabierze paliwa, na jakim pułapie będzie leciał, czy będzie leciał szybko, czy wolno. Nie ma mowy o kierownictwie i stosunku pracy, stosowanie kontraktów B2B jest więc jak najbardziej na miejscu. Nikogo siłą nie przenosimy z etatów na samozatrudnienie. Owszem, nowi pracownicy otrzymują wyłącznie taką propozycję, ale są tego świadomi od początku i umowę podpisują dobrowolnie” – to wypowiedź Adriana Kubickiego, rzecznika LOT, którą przytoczyła dziennikarka „Gazety Wyborczej” Adriana Rozwadowska.
Strajk jak na razie nie spowodował znaczących zmian w harmonogramie lotów. Z planu wypadło kilka lotów, z czego część z przyczyn usterek technicznych. Zarządowi udaje się kompletować załogi, korzystając z pracowników, którzy nie mogą strajkować. W kolejnych dniach, kiedy obecnie świadczący pracę będą odpoczywać, firma będzie musiała się zmierzyć z niedoborami.

Bezprawie na rynku pracy

W Polsce trwa debata na temat łamania praworządności przez rząd. Opozycja słusznie zwraca uwagę na rozmontowywanie fundamentów państwa prawa. Zarazem mało kto zwraca uwagę, że od lat polski rynek pracy opiera się na masowym łamaniu prawa pracy i ani koalicja PO-PSL, ani ekipa PiS-owska nie robią wiele, aby ograniczyć skalę patologii.
Polska stoi umowami śmieciowymi, które powinny być etatami. Państwowa Inspekcja Pracy co roku wskazuje, że 15-25 proc. umów zleceń zgodnie z przepisami prawa powinno być standardowymi umowami. Dziesiątki tysięcy niestabilnych, nieetatowych miejsc pracy w gastronomii, handlu, ochronie to kpina z prawa pracy i brutalny wyraz przyzwolenia władzy na bezprawie. Nielegalne śmieciówki od niedawna przenikły też nawet do takich branż jak górnictwo, transport czy służba zdrowia, gdzie brak limitów czasu pracy i przepisów BHP może być groźny dla pracowników i odbiorców usług. Niestety kolejne rządy nie robią praktycznie nic, aby przeciwdziałać olbrzymiej skali patologii, a brutalnym przykładem bezprawia za obecnej władzy jest to, co się dzieje w PLL LOT, gdzie piloci i stewardessy są przyjmowani do pracy już wyłącznie w ramach samozatrudnienia.
Również skala nieprzestrzegania przepisów o płacy minimalnej jest gigantyczna. Według niedawnych badań PIP blisko 30 proc. firm łamie przepisy o minimalnym wynagrodzeniu, a rząd zamiast podjąć walkę z bezprawiem, przyjął ustawę o zatrudnieniu sezonowym, która pozwala legalnie płacić 2 zł za godzinę pracy.
Tysiące pracodawców nie wypłaca pensji na czas, a PIP jedynie odnotowuje gigantyczną skalę patologii. Nawet nie podaje informacji o liczbie firm, które wypłacają odsetki za opóźnienia w wypłacie wynagrodzenia, bo w Polsce nikt ich nie płaci.
Szara strefa? Eksperci się spierają co do jej zasięgu, ale wiadomo, że dotyczy ona co najmniej kilkuset tysięcy pracowników. Wielu zatrudnionych w handlu, ochronie czy gastronomii zarabia w ramach umowy głodowe stawki, a część wynagrodzenia otrzymuje pod stołem. Oczywiście w ten sposób pracownik jest zdany na łaskę i niełaskę pracodawcy, często nie dostając żadnego wynagrodzenia albo otrzymując tylko część umówionej kwoty.
Również skala mobbingu na polskim rynku pracy jest gigantyczna. Według niedawnego sondażu panelu Ariadna aż 28 proc. pracowników uważa, że jest mobbingowanych, a tymczasem w procesach o mobbing co roku wygrywa zaledwie… kilkadziesiąt osób. Niestety w Polsce zwycięstwo w sprawie o mobbing graniczy z cudem, a PIP nawet nie monitoruje zjawiska, nie mówiąc o zwalczaniu go. Trudno się temu dziwić, skoro Kodeks Pracy nie daje praktycznie żadnych instrumentów w walce z mobbingującymi pracodawcami.
Najwyższy czas, aby zająć się w Polsce przywracaniem praworządności – tak odnośnie sądownictwa, jak też rynku pracy.

LOT za friko

PLL LOT, który chwali się swoją dobrą kondycją finansową, proponuje darmowe praktyki dla studentów. Oczekuje od studentów dyspozycyjności, skrupulatności, znajomości angielskiego oraz pracy w wymiarze co najmniej 24 godzin tygodniowo.

 

Tylko w ubiegłym roku zarząd firmy otrzymał 2,5 mln zł premii, a mimo to oferuje pracę za darmo. Czy kolejną decyzją prezesa będzie 24 godziny tygodniowo bez wynagrodzenia dla stewardess i pilotów? Już teraz władze PLL LOT na masową skalę łamią prawo, zastępując umowy o pracę samozatrudnieniem, a na dodatek czynią to poprzez niezarejestrowaną agencję zatrudnienia.
OPZZ Mazowsze niezmiennie domaga się dymisji prezesa PLL LOT, Rafała Milczarskiego, wskazując, że nie ma on elementarnych kompetencji do prowadzenia firmy. Mimo to oferujemy całemu zarządowi PLL LOT bezpłatne szkolenia z prawa pracy. Znajomość angielskiego nie jest wymagana, a czasowo dostosujemy się do oczekiwań władz firmy.

 

***

Ogłoszenie pojawiło się na portalu pracuj.pl. LOT poszukuje potencjalnych praktykantów do sześciu różnych działów, od zarządzania obsługą techniczną po finanse i rachunkowość, a także do kancelarii. Oczekuje dobrej znajomości języka angielskiego oraz pakietu Office, skrupulatności i samodzielności, dyspozycyjności przynajmniej przez 24 godziny w tygodniu – a przede wszystkim gotowości do pracy za dziękuję, czy, jak kto woli, „za wpis do portfolio”. Zapewne włodarze LOT uważają, że samo „poznanie struktury firmy, kultury organizacyjnej oraz specyfiki branży lotniczej” jest dostateczną atrakcją, by pracować za darmo.
Obecny rząd nie przestaje chwalić się swoim prospołecznym obliczem. Cała historia LOT-u jest jednak jego totalnym zaprzeczeniem. Hołubione przez premiera Morawieckiego władze spółki mają już na koncie zwolnienie Moniki Żelazik, przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, wbrew obowiązującym przepisom, a także próbę zastraszenia organizacji pracowniczych poprzez wystosowanie pod ich adresem żądania zapłacenia 1,7 mln złotych za strajk. Blisko miesiąc temu działacze związkowi przedstawili sytuację w spółce na posiedzeniu mazowieckiej Rady Dialogu Społecznego.
Kuriozalne ogłoszenie celnie skomentowano na facebookowym profilu mazowieckiej organizacji OPZZ, która od początku monitoruje sytuację w LOT. – Tylko w ubiegłym roku zarząd firmy otrzymał 2,5 mln zł premii, a mimo to oferuje pracę za darmo. Czy kolejną decyzją prezesa będzie 24 godziny tygodniowo bez wynagrodzenia dla stewardess i pilotów? – pytają związkowcy.
Z kolei podczas konferencji prasowej poprzedzającej wielką demonstrację OPZZ Piotr Szumlewicz, przewodniczący mazowieckich struktur OPZZ, zasugerował, że los obecnego zarządu LOT z prezesem Rafałem Milczarskim na czele może być już przesądzony. Niekoniecznie jednak dlatego, by rząd w końcu postanowił stanąć po stronie pracowników. Prezes, który nie dba o bezpieczeństwo i daje nieustanne popisy arogancji, jest już krytykowany nawet w organizacjach…. pracodawców.

MKF (strajk.eu)

PLL TOT: czas decyzji

Na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego z dnia 27 sierpnia, została podjęta decyzja o przekazaniu stenogramów posiedzenia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i premiera polskiego rządu, Mateusza Morawieckiego. Przyczyną tej decyzji były udokumentowane patologie w PLL LOT, które w swoich skutkach mogą być katastrofalne dla pracowników spółki i pasażerów. O pogarszającym się bezpieczeństwie lotów na posiedzeniu WRDS mówił między innymi przewodniczący Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych, Adam Rzeszot. Jego relacja była tak wstrząsająca, że uczestnicy posiedzenia wyrazili niepokój o bezpieczeństwo lotów samolotami LOT-u. Stąd też wniosek do postępowanie ABW i premiera. Stenogramy trafiły do ABW i premiera 4 września bieżącego roku. Od tamtego czasu minęły blisko 2 tygodnie i niestety wciąż nie ma reakcji służb i rządu. Dzieje się tak, chociaż kondycja PLL LOT jest coraz gorsza, awarii i usterek w samolotach jest coraz więcej, utrzymuje się wysoka skala opóźnionych i odwołanych lotów. Jednocześnie trwa brutalny mobbing wobec wielu pracowników PLL LOT, a tamtejsze związki zawodowe są zastraszane i regularnie atakowane przez zarząd. Na dodatek zarząd PLL LOT uparcie lekceważy rekomendacje Państwowej Inspekcji Pracy, która już kilka tygodni temu wskazała, że zarząd PLL LOT złamał prawo zwalniając dyscyplinarnie działaczkę związkową i masowo zatrudniając pracowników w ramach samozatrudnienia. W tej sytuacji ponownie apelujemy do premiera polskiego rządu: proszę ratować Polskie Linie Lotnicze LOT przed ich zarządem! PLL LOT zmierza ku katastrofie, a władza wciąż nie podejmuje żadnych działań naprawczych. Nasza Rada stanowczo domaga się interwencji i podkreśla, że odpowiedzialność za nielegalne i niebezpieczne działania firmy ponosi rząd.

Przywróć Monikę!

Przywrócić Monikę, wyrzucić Milczarskiego! – skandowało około dwustu osób przed siedzibą zarządu PLL LOT na warszawskim Okęciu. Pracownicy, związkowcy, lewicowi działacze i działaczki piętnowali łamanie praw pracowniczych w spółce i wskazywali, że w ślepej pogoni za zyskiem zarząd naraża na niebezpieczeństwo także pasażerów.
Monika, główna bohaterka demonstracji, to oczywiście Monika Żelazik – przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, wbrew przepisom wyrzucona z pracy w PLL LOT, faktycznie za działalność związkową i mobilizowanie zatrudnionych w firmie do walki ze śmieciowym zatrudnieniem. Uczestnicy protestu nie szczędzili jej słów uznania za odwagę i determinację. Pod adresem LOT-u i jego zarządu komplementy już nie padały. Przewodniczący OPZZ Mazowsze Piotr Szumlewicz przypomniał, że bezprawne zwolnienie Żelazik nie jest pierwszym przypadkiem represjonowania działaczki związkowej w linii lotniczej, można raczej mówić o kontynuowaniu skandalicznej tradycji. Przywołując odpowiednie przepisy dowiódł, że powszechne w spółce zatrudnianie na umowach śmieciowych czy w oparciu o umowy business-to-business (drugi „business” to np. pilot) to łamanie prawa. Podkreślał również, że tworząc warunki, w których pracownicy wykonują swoje obowiązki chorzy lub przemęczeni, zarząd LOT stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów. Równie bezlitosny dla prezesa LOT-u Rafała Milczarskiego był lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotr Ikonowicz. Obecni na proteście reprezentanci i reprezentantki Inicjatywy Pracowniczej, warszawskiego okręgu partii Razem, Inicjatywy Polskiej i Pracowniczej Demokracji wzywali do solidarnego występowania w obronie praw pracowniczych i reagowania na ich łamanie. Podkreślano, że w dniu, gdy odbywa się demonstracja, w siedzibie LOT ma miejsce wystawna gala, na której zarząd spółki chwali się wynikami finansowymi spółki. Oczywiście nie ma tam mowy ani o śmieciowym zatrudnieniu, ani o tym, na co również zwracali uwagę mówcy – LOT działa jak piramida finansowa, szybko mnożąc liczbę połączeń i kierunków, by nowe mogły finansować starsze.

Brońmy zwolnionej działaczki związkowej!

Rada OPZZ województwa mazowieckiego i Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego zapraszają na pikietę, która odbędzie się w środę, 13 czerwca o 16.30 przy ul. 17 Stycznia 49.

 

Podczas demonstracji wspólnie wyrazimy sprzeciw wobec dyscyplinarnego zwolnienia przewodniczącej ZZPPiL, Moniki Żelazik przez zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT. Uważamy, że zarzuty wobec Żelazik są bezpodstawne i stanowią część nagonki na związki zawodowe, która od wielu tygodni trwa w PLL LOT. Prezes spółki, Rafał Milczarski zarzuca Żelazik działania na niekorzyść spółki, psucie jej wizerunku, jak też stwarzanie niebezpieczeństwa dla pasażerów. Za wskazywanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu firmy, walkę o wyższe standardy bezpieczeństwa i lepsze warunki pracy nie powinno się karać, a raczej nagradzać. Narodowy przewoźnik powinien szczególnie dbać o standardy bezpieczeństwa i jakość pracy pracowników. Ponadto prawo pracy nie przewiduje kar dla pracowników za informowanie opinii publicznej o tym, że są oni niezadowoleni z warunków pracy, zaś groźby i szykany wobec związków zawodowych są sprzeczne z Konstytucją RP i ustawą o związkach zawodowych. Zarząd PLL LOT nie tylko nie dba o godne warunki pracy, ale też łamie podstawowe prawa pracownicze i dąży do zastraszenia związków zawodowych, których działanie stanowi ważny element demokratycznego państwa prawa. Dlatego apelujemy o natychmiastowe przywrócenie do pracy zwolnionej dyscyplinarnie działaczki. Wspólnie pokażemy, że nie godzimy się na prześladowania związkowców!
(…) W imieniu Rady OPZZ województwa mazowieckiego zdecydowanie popieram działania związkowców PLL LOT. Celem akcji związków zawodowych jest dobra zmiana w transporcie lotniczym. Rozwiązania przyjęte przez zarząd PLL LOT są szkodliwe dla pracowników i niebezpieczne dla pasażerów. Personel lotniczy obciążany jest coraz większą liczbą obowiązków, których nie powinny wykonywać stewardessy czy kapitanowie. Związkowcy protestują przeciwko umowom śmieciowym w branży i oszczędnościom dokonywanym kosztem bezpieczeństwa pasażerów.

Związkowiec = terrorysta

„Jesteśmy najbardziej prospołecznym rządem ostatnich trzydziestu lat” – powiedział Mateusz Morawiecki, dodając jeszcze, że „Prawo i Sprawiedliwość tworzy i organizuje na nowo rzeczywistość gospodarczą i społeczną”. Najwyraźniej samopoczucie mu dopisuje, a samoocena szybuje gdzieś wysoko w przestworzach.

Szkoda tylko, że pan premier nie wspomniał, jak wygląda budowa wspomnianej nowej rzeczywistości w skali mikro. Na przykład w pewnej spółce kontrolowanej przez rząd. W 2016 roku, kiedy obecny szef rządu był jeszcze ministrem rozwoju, ze związkowcami z tej spółki spotkał się Mikołaj Wild – wówczas podsekretarz stanu w ministerstwie skarbu państwa. Przedstawiciele pracowników usłyszeli, że ważny pan nie zamierza liczyć się z ich zdaniem, bo jest blisko zaprzyjaźniony z Morawieckim. Właściwie to minister Wild doprecyzował, gdzie dokładnie ma związkowców. Wszystko zostało zaprotokołowane.

Spółka ta nazywa się Polskie Linie Lotnicze LOT.

Mikołaj Wild nie rzucał słów na wiatr. W czwartek władze spółki poinformowały, że Monika Żelazik – przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego zostanie zwolniona dyscyplinarnie. Powód? Ciężkie naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, a dokładnie działalność terrorystyczna. Brzmi jak żart? Tak, to brzmi jak cholernie nieudany żart, ale niestety to rzeczywistość roku 2018 roku w Polsce. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował, że 15 maja zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podejrzenia podjęcia przez Monikę Żelazik „działań zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób”. Chodzi o wiadomość, którą związkowczyni wysłała do innych członków związku dzień przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. „My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało oraz butlę z benzyną” – to treść maila, przechwyconego i rozesłanego do mediów przez ludzi prezesa.

Monika Żelazik przez ostatnie miesiące walczyła o normalne warunki pracy dla pracowników publicznego przewoźnika lotniczego. Jest przewodniczącą Międzyzwiązkowego Komitetu Strajkowego. Dla władz spółki – wrogiem numer jeden. Przeciwnikiem, którego należy zniszczyć.

Kiedy rozmawiałem z nią podczas protestu pod siedzibą LOT 1 maja, mówiła: „zwolnią nas wszystkich, jesteśmy na wojnie, to są bezwzględni ludzie”. Opowiadała też o stewardesach, którym nikt nie płaci za wielogodzinne postoje samolotów i które za przynależność do związku zawodowego są poddawane upokarzającym kontrolom przez straż graniczną, jako podejrzane o przemyt. Jej kolega, przewodniczący związku pilotów mówił o prowadzeniu maszyn z kilkuset pasażerami na pokładzie podczas grypy czy ostrego przeziębienia. Bo piloci są firmami, z którymi LOT zawiera umowy business to business. Próbowali to zmienić, chcieli zastrajkować, jednak Sąd Okręgowy w Warszawie im tego zakazał, zanim jeszcze przeprowadzili referendum strajkowe. Ponoć strajk zagraża interesom spółki. Pilot z gorączką za sterami zagrożeniem nie jest.

Mikołaj Wild jest obecnie sekretarzem stanu w ministerstwie infrastruktury. Odpowiada za lotnictwo i lotniska. To właśnie on 5 maja na antenie Radia Zet stwierdził, że pracownicy odpowiedzialni za nawoływanie do strajku powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za straty, które poniosła spółka w związku z tym, że pasażerowie rezygnowali z przelotów, obawiając się strajku podczas majówki. Przedstawiciel rządu otwarcie nawołujący do działań z zakresu union busting – tego nie było nawet za rządów neoliberałów. A przecież mamy władzę, która podobno stoi po stronie pracowników.

Prezes Rafał Milczarski został w ten sposób poinformowany, że ze związkowcami nie musi się patyczkować, zważać na Kodeks pracy czy jakiekolwiek prawo. Otrzymał wolną rękę w tej rozgrywce. Stąd też brutalność działań. Monika Żelazik zwraca uwagę, że nie chodzi tylko o nią. To również sygnał dla wielu młodych pracowników – członków związków zawodowych. To przekaz: „możecie skończyć tak jak ona” – na zielonej trawce z oskarżeniem o terroryzm i prokuratorem na karku. Na zwolnienie przewodniczącej Żelazik nie wyraziły zgody związki zawodowe. Sprawa trafi do sądu. LOT przegra ten proces i będzie musiał wypłacić odszkodowanie. Ale sygnał wysłany: „buntujesz się? masz przejebane”. A wszystko z namaszczeniem „najbardziej prospołecznego rządu” ostatnich trzech dekad.

To moment, w którym związki zawodowe – wszystkie, bez wyjątku – powinny solidarnie stanąć w obronie Moniki Żelazik. Podobno szef OPZZ Jan Guz był przeciwko strajkowi w LOT. Panie przewodniczący, to chyba moment, aby te słowa o wsparciu z 1 maja, kiedy paradował Pan przez kwadrans w związkowym szaliku na proteście pracowników spółki, nabrały nieco realności. To również chwila, w której posłuszeństwo powinien wypowiedzieć Piotr Duda, przewodniczący związku, który z solidarnością miał ostatnio największy problem. Do Inicjatywy Pracowniczej apelować nie muszę. To jedyny związek, który zawsze potrafi się zachować. Ale musi być nas więcej.

Znaleźliśmy się w momencie, w którym bonzowie ze szklanego biurowca, zlokalizowanego, o ironio, przy ulicy Komitetu Obrony Robotników, działając w koordynacji z sądem, prokuraturą i rządem oskarżają o terroryzm przywódczynię strajku. To jawna przemoc i deptanie podstawowych praw. Ta bezczelność musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją.

 

Ukryty strajk w LOT

Kolejna odsłona sporu w polu PLL LOT. Represjonowani przez zarząd spółki związkowcy nie dają za wygraną. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zadecydował o rozpoczęciu strajku włoskiego, polegającego na „skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa”. Akcja ma trwać tak długo, aż uchylone zostanie skandaliczne orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie, którzy tuż przed majówką zakazał związkowcom przeprowadzenia strajku.

„Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy PLL LOT, upoważniony przez Nadzwyczajne Walne Zebranie członków dwóch reprezentatywnych związków zawodowych, ZZPK PLL LOT S.A. i ZZPPiL (posiadających ok. 759 członków, podjął decyzję o prowadzeniu dalszej akcji protestacyjnej, polegającej na skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa obowiązujących w przewozie lotniczym” – czytamy w komunikacie rozesłanym do mediów przez koalicję bojowych związków zawodowych, która od wielu miesięcy wytrwale walczy o normalizację standardów zatrudnienia u publicznego przewoźnika.
Akcja rozpoczęła się dziś rano. Według relacji pasażerów można zauważyć już teraz pewne opóźnienia w wykonywaniu operacji na lotniskach. Nie mają one jeszcze większego wpływu na harmonogram odpraw i odlotów. To jednak dopiero początek strajku włoskiego – jedynej dostępnej pracownikom LOT formy protestu. Przypomnijmy, że 6 kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku zarządu spółki, uchylając prawo do przeprowadzenia strajku przez związki zawodowe. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że orzeczenie to zostało wydane jeszcze przed przeprowadzeniem referendum strajkowego wśród załogi. Pismo z sądu zostało dostarczone związkowcom dopiero 26 kwietnia, a więc kilka dni przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. W międzyczasie 90 proc. pracowników LOT, przy frekwencji wynoszącej 60 proc., opowiedziało się za strajkiem. Kluczowe pytanie brzmi – dlaczego sąd zakazał strajku jeszcze przed decyzją o jego przeprowadzeniu?
Co jest główną osią sporu na linii zarząd – pracownicy? „Kilka lat temu w firmie wypowiedziano układ zbiorowy, obniżono pensje, a dużą część pracowników przeniesiono na samozatrudnienie” – tłumaczy Piotr Szumlewicz z OPZZ. „Pomimo dobrych wyników finansowych spółki, regulamin wynagrodzeń wciąż nie został przywrócony, a pracownicy mają znacznie niższe płace niż kilka lat temu. Zarazem zarząd niechętnie podchodzi do doświadczonej kadry, a nowo zatrudnionym oferuje nieetatowe kontrakty, które nie gwarantują podstawowych praw pracowniczych. Wszystkie te działania są tłumaczone potrzebą oszczędności, a w tym samym czasie członkowie zarządu firmy otrzymują kilkusettysięczne dodatki. To patologiczna sytuacja, która nie tylko fatalnie wpływa na sytuację pracowników, ale może negatywnie odbić się na bezpieczeństwie pasażerów” – dodaje szef Mazowieckiej Rady OPZZ.
Związkowcy planowali pierwotnie przeprowadzenie akcji strajkowej 1 maja, zgodnie z planem, pomimo orzeczenie sądowego, które ich zdaniem jest nieprawomocne. Zarządowi udało się jednak rozbić jedność organizacji pracowniczych. Prawdopodobnie pod wpływem nacisków kierownictwa spółki, dzień przed strajkiem trzy związki zawodowe poinformowały o odstąpieniu od protestu. Były to Związek Zawodowy Pracowników PLL LOT S.A, Związek Zawodowy Pracowników LOT IKAR oraz NSZZ „Solidarność” Region Mazowsza Organizacja Międzyzakładowa nr 205. Ostatecznie zamiast strajku odbyła się pikieta pod siedzibą LOT, której przebieg opisywaliśmy na łamach naszego portalu.