Zasłużona kara

Maltretowali zwierzęta w rzeźni, odpowiedzą przed sądem.

Trzech pracowników oskarżonych o znęcanie się nad zwierzętami! To ciąg dalszy bulwersującej sprawy rzeźni w Przechlewie, którą odkryli aktywiści Fundacji Viva! i Inistatywy Basta! w ramach kampanii Stopklatka.
Pierwsze nagrania ze śledztwa pochodzą z 13 czerwca, ostatnie z początku sierpnia 2017. Dokumentują przemoc, którego dopuszczali się pracownicy na terenie rzeźni – kopali zwierzęta w głowę, zrzucali je z windy, ciągnęli za uszy. Te drastyczne sceny udało się udokumentować podczas rozładunku zwierząt. Materiał, który zebrali aktywiści pokazuje, że kupowanie mięsa łączy się z finansowaniem okrutnych praktyk.
Prokuratura Rejonowa w Lęborku po odtworzeniu nagrań nie miała wątpliwości: przesłała do Sądu Rejonowego w Człuchowie akt oskarżenia przeciwko trzem osobom. Pracownicy ubojni oskarżeni są o popełnienie przestępstwa z art.35 ust. 1a oraz z art. 6 ust. 2 pkt 4 i 6 ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 o ochronie zwierząt. Grozi im kara do trzech lat pozbawienia wolności.
– Oskarżonym zarzuca się popełnienie przestępstwa związanego ze znęcaniem się nad zwierzętami, z punktu mówiącego o biciu zwierząt przedmiotami twardymi i ostrymi, biciu po głowie i dolnej części brzucha. Jeden pracownik jest dodatkowo oskarżony o przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres. – informuje Łukasz Musiał, koordynator kampanii Stopklatka.
Zdarzenia miały miejsce na terenie rzeźni Prime Food (Axzon Group) w Przechlewie (woj. pomorskie). Zwierzęta – bite, kopane, dźgane i zrzucane z windy – transportowane były do rzeźni m. in. przez siostrzaną firmę Poldanor SA. W oparciu o nagrania wideo zebrane w czasie śledztwa Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! już we wrześniu 2017 przygotowała i złożyła zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
To już kolejna sprawa, związana z rozładunkiem świń w rzeźni i znęcaniem się nad zwierzętami, która będzie miała swój ciąg dalszy w sądzie. Nasze śledztwa w trzech ubojniach – w Szczecinie, Przechlewie i Witkowie – ujawniły, że pracownicy nagminnie stosują przemoc wobec zwierząt i łamią ustawy o ochronie, transporcie i uboju zwierząt. Nie ma wątpliwości, że obecny nadzór w tego typu zakładach jest niewystarczający. Dlatego Fundacja Viva! stworzyła petycję na rzecz wprowadzenia obowiązku instalowania monitoringu wideo w ubojniach. Pod petycją podpisało się już ponad 22 tysiące osób.

Damy i zwierzęta

W programie „Projekt Lady” TVN w nieetyczny sposób wykorzystano żywe zwierzęta. Pojawiły się również zarzuty, że jedno z nich zmarło na planie podczas kręcenia rozrywkowego show.

W 7 odcinku 4 sezonu programu, którego akcja umieszczona została w zabytkowym zamku, kandydatki na „damy” miały zmierzyć się z własnym lękiem i uprzedzeniami. W tym celu prowadząca kazała im wkładać ręce do kilku zamkniętych, ustawionych w rzędzie pudełek. Tylko widzowie mogli zobaczyć, co znajduje się w środku. Młode kobiety musiały rozpoznać zawartość pudełek na tak zwanego czuja, dotykiem.

Trudno stwierdzić, kto był bardziej przerażony – dziewczyny, czy zwierzęta.

Takie przynajmniej odczucia miałam podczas oglądania kontrowersyjnego odcinka.
Żaba Rozamunda i świnka morska Albert kuliły się pod ścianami, będąc narażone na dotyk obcych rąk. W pozostałych pudełkach znajdowały się różne przedmioty nieożywione – takie jak mięso z kurczaka czy szczotka do włosów. Cała konkurencja miała dostarczyć widzom uciechy, że oto młode dziewczyny panikują, dotykając kolców wystających ze szczotki i piszczą przy tym wniebogłosy. Szczerze mówiąc postawiona w podobnej sytuacji rozważyłabym skargę na naruszenie mojej nietykalności cielesnej. Bo dotyk ten był ewidentnie niechciany.
Uczestniczki zresztą pod koniec zadania opowiadały przed kamerą, jak bardzo było ono dla nich stresujące i niekomfortowe. Zwierzęta, jak wiadomo, głosu nie mają, więc go nie zabrały. Ale zaraz, zaraz…

Po programie w internecie zawrzało.

W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze sugerujące, że świnka morska użyta w programie zmarła z wyziębienia, z powodu zbyt mocno rozkręconej na planie klimatyzacji. Według tego, co piszą internauci na Facebooku i Instagramie, miała potwierdzić to anonimowa osoba z ekipy, obecna przy kręceniu odcinka.
TVN nie skomentowała sprawy, głos zabrała za to prowadząca Tatiana Mindewicz-Puacz, która zapewniła, że nad zwierzętami na planie czuwa zawsze sztab specjalistów i „często mają lepszą opiekę niż ludzie”. Nie odniosła się jednak do sprawy Alberta. Stacja, pragnąc oddalić oskarżenia i oczyścić się z zarzutu dręczenia zwierząt, powinna pokazać go widzom i zapewnić, że ma się dobrze.

Zwierzę nie jest rzeczą!!!

Wykorzystywanie zwierząt dla rozrywki – czy to na cyrkowej arenie, czy na planie popularnego programu, uważam za nieetyczne. Niezależnie od tego, co naprawdę wydarzyło się przy kręceniu siódmego odcinka czwartej serii, scenarzyści powinni wytłumaczyć się widzom oraz organizacjom prozwierzęcym z samego pomysłu zamknięcia żywych istot w pudelkach i zmuszania do niechcianego dotyku. Komuś ewidentnie zabrakło wyobraźni. Co by się stało, gdyby zwierzę zaatakowało dłoń którejś z uczestniczek? Co by się stało, gdyby doznało urazu, na przykład ostrym paznokciem?
Mój kochany pieseczek
Zarówno Tatiana Mindewicz-Puacz, jak i prowadząca Małgorzata Rozenek-Majdan mają w swoich mediach społecznościowych zdjęcia ze swoimi psimi ulubieńcami. Powinny więc rozumieć, że nie da się zostać „damą”, kiedy darzymy szacunkiem kanapowego pieska, ale żabę czy świnkę traktujemy jak zabawkę na antenie.
Jeśli scenarzyści wymyślili sobie, że będą „oswajać” młode kobiety z lękiem z pomocą zwierząt, mogli w tym celu zaprosić specjalnie do tego szkolone psy, konie, koty – które pomagają zrozumieć świat niepełnosprawnym, czy osobom z autyzmem.

Damą być

Dama, jak wiadomo, je przez bibułkę wszystko, co trzeba. Nie kruszy, nie mlaska, rozróżnia kieliszki do wina białego, czerwonego i prosecco. Taka jest skubaniutka.
Ale najwyraźniej nie trzeba uczyć jej szacunku do żyjących stworzeń, o ile nie są kochanym rasowym pieskiem na złotym łańcuszku zamiast smyczy albo poczciwym łajzą ze schroniska, który generuje setki lajków na Facebooku i Instagramie – i świadczy o wielkim sercu właścicielki.
Często mają lepszą opiekę niż ludzie
Żyjemy w kraju, w którym zwierzęta praktycznie nie mają praw. Traktowane są jak zasób. Świadomość społeczna zmienia się powoli i z trudem.
I nagle wchodzi na ekrany program, propagujący świetną zabawę w postaci „macania” żaby ukrytej w skrzynce. Nikomu nie przyszło do głowy, że to się kłóci?
Tematem na osobny tekst jest poddawanie presji i wymuszanie różnych zachowań na uczestnikach programów takich jak „Projekt Lady”. Oby konwencja „wiemy, lepiej, co dla was dobre” przeszła jak najszybciej do historii popkultury, zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i do zwierząt.

Zachciało mu się tygrysów. Stanie przed sądem

19 zarzutów, w tym znęcania się nad zwierzętami, nielegalnego posiadania zwierząt chronionych, fałszowania dokumentów i sprowadzenia niebezpieczeństwa utraty życia lub zdrowia ludzi usłyszał w poniedziałek, 17 czerwca, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu Macieja M., hodowca zwierząt egzotycznych spod Śremu. Proces w tej głośnej sprawie to wynik interwencji, jaką w 2017 roku przeprowadziła w hodowli wielkopolska policja przy pomocy Fundacji Viva!

Kiedy latem 2017 roku policja wraz z innymi służbami i przedstawicielami organizacji ochrony zwierząt wchodziła na teren hodowli zwierząt egzotycznych w miejscowości Pysząca pod Śremem – nikt nie podejrzewał, że będzie to największa tego typu interwencja nie tylko w Polsce, ale prawdopodobnie w całej Europie. Na niewielkiej działce właściciel przetrzymywał 6 tygrysów, 5 lampartów, 2 pumy, 2 karakale, 2 rysie, 2 oceloty, kilkadziesiąt antylop, osły pustynne, jeżozwierze, świnie rzeczne, makaki i wiele gatunków ptaków. Łącznie prawie 300 zwierząt ponad 80 gatunków, w większości chronionych przepisami międzynarodowymi.
– Trudno jednym tchem wymienić wszystkie nieprawidłowości, które stwierdziliśmy na miejscu – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! – Zwierzęta były przetrzymywane w zbyt małych pomieszczeniach, niektóre bez dostępu do wybiegów zewnętrznych. Wszędzie panowały skandaliczne warunki sanitarne, wybiegi nie były sprzątane od wielu tygodni, pomieszczenia wewnętrzne śmierdziały tak, że nie sposób było do nich wejść. Dodatkowo miejsca, w których przetrzymywano zwierzęta niebezpieczne nie były odpowiednio zabezpieczone – tłumaczy. W przypadku 2 tygrysów, które przetrzymywano na wybiegu o wielkości niespełna 40m2, w ogrodzeniu stwierdzono dziurę, którą zwierzęta systematycznie powiększały. Zaledwie dni dzieliły je od ucieczki, która mogłaby skończyć się ogromną tragedią.
Po oględzinach zapadła decyzja o odebraniu właścicielowi wszystkich zwierząt ze względu na zagrożenie ich zdrowia lub życia oraz wątpliwości dotyczące legalności ich pochodzenia i posiadania.
– Opinia biegłego sądowego w zakresie nielegalnego posiadania, handlu i transportu zwierząt chronionych przez Macieja M. liczy 400 stron – mówi adwokat Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Viva! – Prokuratura postawiła Maciejowi M. zarzut naruszenia unijnych przepisów dotyczących gatunków chronionych w przypadku aż 427 zwierząt. Wielu z nich w dniu interwencji nie było już w ośrodku. Waga tej sprawy jest ogromna, bo jej przedmiotem są żywe, czujące istoty objęte wyjątkową ochroną i często krytycznie zagrożone wyginięciem. Musimy pamiętać, że nielegalny handel zwierzętami chronionymi to trzeci największy czarny rynek na świecie, zaraz po handlu bronią i narkotykami – tłumaczy.
W poniedziałek, 17 czerwca o 10:15 rano prokurator Prokuratury Okręgowej w Poznaniu odczytał przed Sądem Okręgowym w Poznaniu Maciejowi M. akt oskarżenia obejmujący aż 19 zarzutów, w tym:
– złamania przepisów rozporządzenia Rady (WE) 338/97 w przypadku 427 zwierząt;
– znęcania się nad kilkuset zwierzętami poprzez utrzymanie ich w niewłaściwych warunkach bytowania w tym w warunkach rażącego niedbalstwa i niechlujstwa, niezapewnienie im minimalnych warunków umożliwiających realizację naturalnych potrzeb gatunkowych,
– przywłaszczenia kapibary, wypożyczonej mu kilka lat temu przez Ogród Zoologiczny w Poznaniu;
– nielegalnego posiadania leków;
– sprowadzenia zagrożenia utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez przetrzymywanie zwierząt niebezpiecznych w miejscach niezabezpieczonych zgodnie z przepisami;
– łamania prawa pracy w stosunku do pracowników i niezapewnienie pracownikom bezpieczeństwa podczas wykonywania czynności zawodowych;
– podrobienia szeregu dokumentów potwierdzających legalne pochodzenie zwierząt.
Zabezpieczone podczas interwencji zwierzęta zostały przewiezione do Ogrodów Zoologicznych w Poznaniu, Warszawie, Bydgoszczy oraz do ośrodków organizacji pozarządowych w Holandii czy Słowacji.
Fundacja Viva! będzie pełniła w tej sprawie rolę oskarżyciela posiłkowego. Reprezentować ją będzie mecenas Katarzyna Topczewska.
Równolegle w Sądzie Rejonowym w Śremie toczą się dwa procesy w sprawach o wykroczenia, w tym o nielegalne posiadanie zwierząt niebezpiecznych. Fundacja Viva również w tych sprawach jest oskarżycielem posiłkowym.

Robert Makłowicz popiera zakaz hodowli zwierząt w klatkach

Robert Makłowicz po raz kolejny zabiera głos w sprawie chowu klatkowego zwierząt. W najnowszym spocie Stowarzyszenia Otwarte Klatki zachęca do podpisania Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej “Koniec Epoki Klatkowej”, której celem jest wprowadzenie zakazu stosowania klatek w hodowli zwierząt gospodarskich w całej Unii Europejskiej.
“Koniec Epoki Klatkowej” to projekt złożony we wrześniu ub. roku w Parlamencie Europejskim, wsparty dotychczas przez ponad 160 organizacji prozwierzęcych z Unii Europejskiej. Jego autorem jest międzynarodowa organizacja Compassion in World Farming razem ze swoim polskim oddziałem – Compassion Polska. Celem inicjatywy jest wprowadzenie zakazu stosowania wszystkich klatek w hodowli zwierząt gospodarskich: kur niosek, królików, brojlerów hodowlanych, przepiórek, kaczek i gęsi, a także stosowania kojców porodowych i inseminacyjnych dla macior oraz indywidualnych zagród dla cieląt. Warunkiem wymaganym, by Komisja Europejska i Parlament Europejski rozważyły implementację prawną założeń projektu, jest zebranie miliona podpisów obywateli Unii Europejskiej. Każdy podpis musi przejść proces weryfikacji. Te, które zawierały będą literówki, czy błędne dane, zostaną odrzucone, dlatego mimo przekroczenia miliona podpisów organizatorzy kontynuują ich zbieranie. Inicjatywę “Koniec Epoki Klatkowej” zdecydował się wesprzeć również Robert Makłowicz. W spocie Stowarzyszenia Otwarte Klatki wyraża swoje poparcie dla założeń akcji: Nie możemy traktować zwierząt jako maszyn do produkcji mięsa czy jajek. Chodzi o to, by zabronić chowu klatkowego w ogóle, pod czym jako świadomy konsument gorąco się podpisuję.
– 300 milionów zwierząt w całej Europie spędza życie w ciasnych klatkach. Odbiera to im możliwość wyrażenia swoich naturalnych zachowań, takich jak dla królików – skakanie, dla kur – grzebanie w ziemi, czy dla ciężarnych świń – zwykła możliwość swobodnego poruszania się – mówi Maria Madej ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Cieszymy się, że Robert Makłowicz wspiera walkę o poprawę dobrostanu zwierząt. To już czas, by okrutne praktyki hodowli klatkowej przeszły do historii – dodaje.
To nie pierwszy raz, gdy Robert Makłowicz wspiera działania organizacji prozwierzęcych. 3 lata temu wystąpił w spocie kampanii “Jak One To Znoszą”, mówiąc o okrucieństwie chowu klatkowego kur niosek i zachęcając konsumentów do wyboru jajek innych niż te oznaczone numerem “3” . Od tego czasu świadomość Polaków na temat chowu klatkowego znacząco wzrosła – obecnie aż 82,4% społeczeństwa uważa, że taka hodowla nie zapewnia zwierzętom odpowiednich warunków.
W odpowiedzi na oczekiwania konsumentów niemal 130 sieci handlowych, producentów żywności, restauracji i hoteli zobowiązało się wycofać jaja “3” najpóźniej do 2025 roku.

Chcemy Rzecznika

Stowarzyszenie Otwarte Klatki, walczące o poprawę warunków życia zwierząt hodowlanych, rozpoczęło właśnie nową kampanię. Aktywiści będą dążyli do powołania w Polsce urzędu Rzecznika Ochrony Zwierząt, który stałby na straży przestrzegania przepisów Ustawy o ochronie zwierząt.

Według opublikowanych w 2016 r. wyników Eurobarometru Attitudes of Europeans towards Animal Welfare aż 86 proc. Polaków uważa, że ochrona dobrostanu zwierząt gospodarskich jest ważną kwestią, a 72 proc. jest zdania, że zwierzęta te powinny być lepiej chronione przez prawo niż obecnie. Od uchwalenia w 1997 r. Ustawy o ochronie zwierząt zaszły pewne pozytywne zmiany, takie jak np. zakaz produkcji foie gras w Polsce, jednak przemiany te zachodzą zbyt wolno.
Istnieje także problem ze skuteczną egzekucją praw zawartych w Ustawie. Według danych z raportu Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami?, przygotowanego przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż, w latach 2012-2014 jedynie 19 proc. spraw o przestępstwa przeciwko zwierzętom zakończyło się wniesieniem do sądu aktu oskarżenia, a nawet wtedy najczęściej zasądzoną karą było pozbawienie wolności w zawieszeniu.
– Problemem jest brak instytucji, która stałaby na straży praw ochrony zwierząt – mówi Paweł Rawicki, wiceprezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Wobec tego niezbędny jest dodatkowy głos w sprawie ochrony zwierząt, by zapewnić jej skuteczność – tym głosem ma być właśnie Rzecznik Ochrony Zwierząt – dodaje.
Rola i kompetencje Rzecznika Ochrony Zwierząt mają być podobne do funkcji pełnionych m. in. przez Rzecznika Praw dziecka czy Rzecznika Praw Konsumenta. Do jego zadań miałoby należeć m. in. inicjowanie i opiniowanie zmian prawnych związanych z ochroną zwierząt, kontrolowanie działania obecnych przepisów i współpraca z organizacjami pozarządowymi, których cele statutowe związane są z ochroną zwierząt.
Obecnie przy Polskim Towarzystwie Etycznym funkcjonuje stanowisko Rzecznika do spraw ochrony zwierząt, a rzeczniczką jest adw. Karolina Kuszlewicz. Zadaniem osoby pełniącej tę funkcję jest upowszechnianie w debacie publicznej wartości szacunku i troski wobec zwierząt, a także podnoszenie świadomości prawnej w zakresie ochrony zwierząt, co jest bardzo istotną działalnością, nie zapewnia jednak instytucjonalnej kontroli nad zmienianiem i egzekwowaniem prawa dotyczącego ochrony zwierząt.
Instytucja Rzecznika Zwierząt od ponad 20 lat występuje w Austrii. Osoba zajmująca ten urząd ma reprezentować interes publiczny ochrony zwierząt w sądzie. Jak przekonują aktywiści Stowarzyszenia Otwarte Klatki, wprowadzenie podobnego urzędu w Polsce jest konieczne dla skutecznej ochrony zwierząt.

Nie chcemy cierpienia

93 procent Polaków chce poprawy warunków życia kurczaków

W tym roku odbyło się pierwsze w historii badanie wiedzy Europejczyków na temat przemysłowego chowu kurczaków na mięso oraz ich stosunku do tego rodzaju hodowli. Respondentami byli m.in. mieszkańcy krajów przodujących w produkcji mięsa drobiowego w Europie, w tym Polski, która zajmuje na tej liście pozycję lidera. Jak się okazuje, zdecydowana większość Polaków chce lepszej ochrony kurczaków i wprowadzenia oznaczeń dotyczących rodzaju chowu, z jakiego pochodzi mięso.
Jak wskazują autorzy badania, Unia Europejska jest jednym z największych producentów drobiu na świecie – co roku hodowanych na mięso jest tutaj ponad 6 miliardów kurczaków, z czego aż ⅙ w Polsce. 90 proc. z nich to brojlery – stworzona w wyniku selekcji genetycznej rasa kurczaka, która charakteryzuje się nienaturalnie szybkim wzrostem. Brojlery są gotowe do uboju już po 6 tygodniach życia – ważą wtedy tak dużo, że gdyby porównać to do rozwoju człowieka, 5-letnie dziecko ważyłoby 150 kg. Zbyt gwałtowny wzrost jest powodem wielu chorób i schorzeń – zwierzęta często mają problemy z układem oddechowym, cierpią na choroby serca, a nogi załamują się pod ciężarem ich ciał, przez co nie mogą się swobodnie (lub wcale) poruszać.
Badanie zrealizowane przez ComRes w styczniu tego roku wykazało, że problemy te nie są powszechnie znane – 64% Polaków przyznało, że wie na temat współczesnej hodowli kurczaków niewiele lub nic. Ponad połowa (54%) myśli, że kurczaki hodowane na mięso mają przynajmniej w małym stopniu styczność ze światem zewnętrznym. W rzeczywistości zdecydowana większość z nich spędza całe życie w hangarach, bez dostępu do świeżego powietrza.
Jednocześnie aż 93 proc. społeczeństwa twierdzi, że dobro brojlerów powinno być chronione lepiej, niż jest obecnie. Może to wynikać z wyobrażeń, jakie mają o hodowli przemysłowej: 90% Polaków wierzy, że kurczaki żyją czasem w ścisku, a 87% uważa, że zwierzęta mogą cierpieć z powodu zbyt szybkiego rozwoju. Zdecydowana większość (93%) ankietowanych twierdzi przy tym, że kurczaki hodowane na mięso powinny mieć dostęp do czystego środowiska oraz być w stanie realizować naturalne potrzeby, takie jak rozprostowanie skrzydeł, dostęp do paszy, czy świeżego powietrza i naturalnego światła. Polacy są też w większości (86 proc.) przekonani, że kurczaki odczuwają ból, a 89 proc. uważa, że brojlery powinny być zabijane w sposób humanitarny.
W badaniu zostały również zawarte pytania odnośnie znakowania produktów i ich pochodzenia. Aż 93 proc. Polaków chciałaby, aby kurczaki sprzedawane na terenie UE były oznakowane pod kątem kraju pochodzenia, a dla 90 proc. ankietowanych chciałoby także oznaczenia mówiącego o warunkach, w jakich były hodowane kurczaki.

Prada rezygnuje z futer

Włoski dom mody Prada Group, do którego należą tak znane i luksusowe marki jak Prada, Miu Miu, Church’s czy Car Shoe, oficjalnie poinformował dzisiaj o rezygnacji z używania futer zwierzęcych we wszystkich swoich kolekcjach. Deklaracja jest wynikiem współpracy z koalicją Fur Free Alliance, reprezentowaną w Polsce przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Decyzja zacznie obowiązywać od sezonu wiosna – lato 2020 roku. Odzież i dodatki z futrem wyprodukowane w poprzednich latach będą wyprzedawane aż do wyczerpania zapasów. Wszystkie marki wchodzące w skład koncernu przystępują tym samym do międzynarodowego programu Sklepy Wolne Od Futer (ang. Fur Free Retailer) i dołączają do długiej listy firm, które zdecydowały się odciąć od przemysłu futrzarskiego w imię współczucia dla zwierząt. Znajdują się na niej tacy giganci jak Chanel, Gucci, Versace, Burberry, Armani, Hugo Boss czy Michael Kors.
– Dom mody Prada Group w swoich działaniach opowiada się po stronie innowacji i odpowiedzialności społecznej, a przyjęta właśnie polityka fur-free jest potwierdzeniem tego zaangażowania. Zwrócenie się w kierunku nowatorskich materiałów pozwoli nam przekraczać kolejne granice kreatywnej mody przy jednoczesnym oferowaniu etycznych produktów, których oczekują konsumenci – komentuje Miuccia Prada.
Przełomowa decyzja Prada Group wpisuje się w trend etycznej mody i jest efektem współpracy z koalicją Fur Free Alliance zrzeszającą około 50 organizacji ochrony praw zwierząt w ponad 40 krajach na całym świecie. Prowadzony przez koalicję program Sklepy Wolne Od Futer ma na celu przekonywanie firm odzieżowych do wycofania ubrań i dodatków z prawdziwym futrem oraz dostarczanie konsumentom rzetelnej informacji na temat polityki poszczególnych marek w tej kwestii, aby mogli podejmować świadome i etyczne decyzje zakupowe. Od 2013 r. program jest prowadzony również w Polsce – jego koordynatorem jest Stowarzyszenie Otwarte Klatki.
– Każda decyzja o rezygnacji z futer przez tak duży i uznany dom mody jak Prada daje nadzieję, że niedługo cała branża odzieżowa opowie się po stronie etycznych rozwiązań. To właśnie najwięksi gracze wskazują trendy, za którymi podążają mniejsze marki – mówi Marta Jarosiewicz, koordynatorka kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Chcielibyśmy, aby w tym gronie było coraz więcej firm i projektantów z Polski. Niestety część dużych krajowych sieci z odzieżą i obuwiem nadal wykorzystuje prawdziwe futra, zupełnie nie zauważając tej pozytywnej dla zwierząt zmiany, jaka właśnie następuje na rynku – dodaje.
Dotychczas do programu Sklepy Wolne Od Futer przystąpiło ponad 1000 marek odzieżowych z całego świata. Ich pełna lista znajduje się na międzynarodowej stronie programu https://furfreeretailer.com/. Polską branżę reprezentują najwięksi gracze rynkowi, a także popularne marki streetwearowe oraz uznani projektanci.
Więcej informacji o polskiej odsłonie programu można przeczytać na stronie https://www.otwarteklatki.pl/sklepy-wolne-od-futer/.

Uwrażliwiamy się

W tym roku odbyło się pierwsze w historii badanie wiedzy Europejczyków na temat przemysłowego chowu kurczaków na mięso oraz ich stosunku do tego rodzaju hodowli. Respondentami byli m.in. mieszkańcy krajów przodujących w produkcji mięsa drobiowego w Europie, w tym Polski, która zajmuje na tej liście pozycję lidera. Jak się okazuje, zdecydowana większość Polaków chce lepszej ochrony kurczaków i wprowadzenia oznaczeń dotyczących rodzaju chowu, z jakiego pochodzi mięso.
Badanie zrealizowane przez ComRes w styczniu tego roku wykazało, że problemy te nie są powszechnie znane – 64 proc. Polaków przyznało, że wie na temat współczesnej hodowli kurczaków niewiele lub nic. W badaniu zostały również zawarte pytania odnośnie znakowania produktów i ich pochodzenia. Aż 93 proc. Polaków chciałaby, aby kurczaki sprzedawane na terenie UE były oznakowane pod kątem kraju pochodzenia, a dla 90 proc. ankietowanych chciałoby także oznaczenia mówiącego o warunkach, w jakich były hodowane kurczaki.
– Polacy coraz częściej zwracają uwagę na pochodzenie produktów, które spożywają. Według raportu Eurogroup już blisko 2/3 Polaków potwierdza, że woli kupować mięso pozyskiwane w bardziej etyczny sposób – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka ds. kampanii biznesowych Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W zeszłym roku rozpoczęliśmy kampanię “Frankenkurczak”, której celem jest poprawa dobrostanu brojlerów. Mamy nadzieję, że firmy, z którymi będziemy rozmawiać, dołożą wszelkich starań, by oferowane przez nie mięso spełniało oczekiwania Polaków. Konsumenci niejednokrotnie są w szoku, gdy dowiadują się, że kurczaki dożywają zaledwie 6 tygodni i że w samej Polsce zabija się ich ponad miliard rocznie. Warunki życia zwierząt są dla nich ważne – dodaje.

Zaczynamy tydzień wege

Wydarzenie odbywa się w ramach imprezy XIII Ogólnopolski Tydzień Wege / Warszawa, objętej honorowym patronatem Prezydenta m.st. Warszawy.
24 maja o godz. 17:30 w eleganckim lokalu MYSIA 3 odbędzie się super impreza z Magazyn VEGE.
Naszymi gośćmi będą znane osoby, z którymi mogliście przeczytać wywiady w magazynie „Vege”. Spotkanie poprowadzi Maciej Weryński, redaktor naczelny miesięcznika.
W spotkaniu wezmą udział:
KALINA, piosenkarka, instrumentalistka, kompozytorka, a do tego aktorka i scenarzystka. Jej utwór „Biuro rzeczy znalezionych” odsłuchano już na Youtubie ponad 200 tys. razy! Po rozmowie Kalina zaśpiewa dla Was akustycznie wybrane przez siebie utwory.
Anna Matysiak, aktorka, która przygodę ze sceną rozpoczęła w balecie. Na swoim koncie ma już liczne występy w serialach, filmach i sztukach teatralnych.
Adam Kuncicki kulturysta, weganin, trener. Udowadnia, że na diecie roślinnej można odnosić sukcesy w sporcie. Tego samego dnia po spotkaniu jedzie na zawody do Czech!
Po rozmowie z naszymi gośćmi odbędzie się wręczenie Grand Prix „Vege” i krótki koncert Kaliny.
Nie wyjdziecie od nas głodni i spragnieni. Na wszystkich będzie czekał pyszny tort od WypasAnie i wino od Cote.
W dodatku każdy, kto kupi bilet, dostanie od nas pakiet wegańskich upominków, m.in. kosmetyki od Bielenda, napoje SOTI Natural. Zielona herbata zaparzona lepiej., produkty od Primavika oraz łakocie od Super Krówka.
Podsumowując: spotkanie ze znanymi osobami promującymi dietę wege, koncert, poczęstunek i torba z upominkami za jedyne 10 zł. Będzie inspirująco i pyszne. Mamy nadzieję, że do zobaczenia!

Etyczne jajka na święta

Najnowszy raport opublikowany w ramach kampanii „Jak one to znoszą?”, to pierwsze tego rodzaju opracowanie w Polsce. Prezentuje on w sposób przekrojowy zmiany, jakie zaszły w ostatnich kilku latach na krajowym rynku jajecznym w obszarach m.in. produkcji, spożycia i eksportu różnych typów jaj oraz świadomości konsumenckiej. Omówione w nim także zostały wyniki zakończonego w styczniu br. badania firm, które zadeklarowały wycofanie z oferty jaj „trójek”. Autorzy raportu stawiają na samym początku mocną tezę: „Polacy nie tylko są świadomi, jak kury znoszące jaja w systemie klatkowym spędzają życie, ale wyrażają wobec ich losu swój sprzeciw”. Przytaczane przez nich badania wydają się ją jednak potwierdzać: według badań IBRiS z lutego 2018 r. ponad 80 proc. społeczeństwa jest zdania, że hodowla klatkowa nie zapewnia tym zwierzętom odpowiednich warunków, a prawie 60 proc. uważa, że producenci żywności, restauracje i sieci handlowe powinny całkowicie zrezygnować z jajek z chowu klatkowego. Na ten moment ponad 120 firm w Polsce i ponad 1,5 tysiąca na świecie zdecydowało się na taki krok i zadeklarowało wycofanie jaj „trójek” ze sprzedaży lub produkcji, a część z nich wprowadziło już zobowiązanie w życie. Również badania Eurobarometru z 2016 r. wskazują na podobne postawy: dla 86 proc. Polaków istotna jest ochrona dobrostanu zwierząt hodowlanych, 72 proc. uważa, że dobrostan zwierząt hodowlanych powinien być lepiej w Polsce chroniony, a 59 proc. Polaków chciałoby więcej informacji na temat warunków, w jakich hoduje się zwierzęta (wzrost o 6 proc. w porównaniu z Eurobarometrem z 2006 r.). Z kolei według najnowszych badań CBOS najważniejszym czynnikiem podczas zakupu jaj jest nie (jak jeszcze niedawno) ich cena, a rodzaj chowu z jakiego pochodzą.
– Ponad 40 tysięcy osób zadeklarowało na naszej stronie, że nie będzie kupować jaj oznaczonych numerem „3”. W ślad za ich oczekiwaniami tylko do końca 2018 r. aż 114 firm podjęło decyzję o całkowitym wycofaniu jaj z chowu klatkowego – mówi Marta Jarosiewicz, Koordynatorka Kampanii Biznesowych ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Równolegle zauważyć można już teraz zmiany strukturalne na rynku, które wydają się być niezależne od decyzji firm, z których większość wejdzie w życie dopiero w ciągu kilku lat – dodaje.
Chodzi m.in. o zmiany w zakresie spożycia i eksportu jaj, a także udziału poszczególnych typów chowu w ogólnej produkcji. Pomimo że w Polsce wciąż rośnie liczba hodowanych kur, od 2014 roku do stycznia 2019 roku zauważalny jest bardzo znaczny wzrost liczby kur niosek hodowanych w systemie ekologicznym (o 284 proc.), wolnowybiegowym (96 proc.) i ściółkowym (42 proc.), a w ciągu kilku lat udział chowu klatkowego w podaży jaj konsumpcyjnych w Polsce obniżył się o 2 punkty procentowe. Sugeruje to, że czynione są inwestycje mające na celu zaspokoić rosnący popyt na jaja z chowów alternatywnych. Jednocześnie jak podkreślają autorzy raportu, samo spożycie jaj w Polsce stale maleje. W 2010 r. na jednego mieszkańca Polski przypadły 202 jajka rocznie. W 2016 r. wartość ta wynosiła 145 sztuk, a w 2017 – już 139. Polska w dalszym ciągu znaczną część jaj eksportuje, jednak udział eksportu w krajowej produkcji w przeciągu ostatniego roku zmalał – według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej udział sprzedaży jaj za granicę spadł z 47,6 proc. w roku 2017 do 39,3 proc. w 2018 r. Najbardziej znaczący spadek eksportu odnotowano u dwóch największych importerów polskich jaj, czyli Niemiec (o blisko 45 proc.) i Holandii (o blisko 25 proc.). Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że w obydwu tych krajach prowadzone są intensywne kampanie na rzecz wycofania jaj z chowu klatkowego, a dominującym systemem hodowli jest chów ściółkowy, w którym hodowanych jest przeszło 60 proc. kur.
– Eksport do zaledwie sześciu największych odbiorców zagranicznych polskich jaj, czyli do Niemiec, Holandii, Włoch, Czech, Belgii oraz Francji, stanowi ¾ całego polskiego eksportu tego surowca. Jednocześnie bardzo silne jest tam poparcie dla działań organizacji prozwierzęcych. Według Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz struktura produkcji jaj w Polsce w ciągu najbliższych ośmiu lat zbliży się do tej w Unii Europejskiej. Polscy producenci znacznie zyskają więc na wcześniejszym przygotowaniu się do wciąż rosnącego popytu na jaja z chowu alternatywnego – komentuje Jarosiewicz. W raporcie przedstawione też zostały wyniki badania zrealizowanego w grudniu 2018 i styczniu 2019 r. wśród wszystkich firm, które do końca roku 2018 ogłosiły wycofanie jaj klatkowych, czyli 40 producentów żywności, 31 sklepów i sieci handlowych, 32 sieci restauracyjnych, kawiarni i cateringów oraz 11 sieci hotelarskich. Jak się okazało, głównym problemem przy wycofywaniu „trójek” jest dla firm zbyt duża opieszałość producentów we wdrażaniu zmian w systemach chowu, która prowadzi do niewystarczającej ilości jaj z chowów alternatywnych na rynku oraz ich wysokiej ceny.