Szare drogi powiatu

Tam, gdzie chodzi o to, by na własnym terenie łatwiej się dało dojechać, samorządy potrafią działać dość sprawne i skutecznie.

 

Mamy w Polsce około 400 tys kilometrów dróg (utwardzonych, nie polnych). Tylko niewielka ich część to autostrady i dwupasmówki.
O jakości transportu samochodowego w Polsce decydują samorządy. One bowiem zarządzają całą, olbrzymią resztą dróg, obejmującą ponad 370 tys km.
I są to, jak śpiewała Maryla Rodowicz, głównie „szare drogi powiatu”. A także, dodajmy, i gmin. Najczęściej takimi właśnie drogami poruszają się mieszkańcy naszego kraju. Poruszają się, z roku na rok coraz sprawniej. Zapoczątkowany przez rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego narodowy program przebudowy dróg lokalnych, okazał się sukcesem.

 

Asfalt rządzi

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, z tych ponad 370 tys km dróg publicznych zarządzanych przez gminy i powiaty, prawie dwie trzecie ma obecnie nawierzchnie określane fachowo jako ulepszone: czyli głównie bitumiczne (a mówiąc po ludzku asfaltowe), betonowe lub z kostki brukowej.
Pozostałe miały nawierzchnie brukowcową (kocie łby) i tłuczniową – w sumie ok. 6 proc.), oraz gruntową (ubitą ziemię) – 34 proc.
W 2001 r. tych dróg gruntowych oraz z brukowcami i tłuczniem było więcej, bo jeszcze w sumie ponad 50 proc. Systematyczne kierowanie środków na rozwój lokalnej infrastruktury drogowej umożliwiło zmniejszenie ich odsetka do niespełna 40 proc. na koniec 2016 r.
Tak więc, większość dróg gminnych i powiatowych jest już na przejezdnym poziomie.
Nadal jednak wymagają one wielkich inwestycji – bo nie powinno być tak, żeby w XXI wieku w Europie aż co trzecia polska droga lokalna miała zwykłą nawierzchnię gruntową. Odsetek długości dróg gminnych o nawierzchni gruntowej wynosi blisko 47 proc., a powiatowych – ponad 8 proc.

 

Samorządy pomagają państwu

Obecny, PiS-owski „Program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej na lata 2016-2019” jest prostą kontynuacją realizowanego za czasów PO i PSL narodowego programu przebudowy dróg lokalnych.
Zgodnie z jego założeniami, przewiduje się udzielanie samorządom dotacji z budżetu państwa na dofinansowanie budowy oraz remontów dróg powiatowych i gminnych.
W perspektywie czterech lat (2016-2019) zaplanowano przeznaczenie na ten cel 3,5 mld zł (pierwotnie 4 mld zł).
W dwóch pierwszych latach realizacji programu, ze środków budżetu państwa wydano 1,6 mld zł, co przy jednoczesnym zaangażowaniu środków samorządowych w wysokości 1,7 mld zł, umożliwiło remonty i budowę na odcinkach dróg liczących blisko 3,5 tys. km.
Jak widać, bez pomocy samorządów, PiS-owski program drogowy byłby skazany na niepowodzenie.
Za fundusze, które przez pierwsze trzy lata programu wykorzystano prawie w całości, zbudowano albo zmodernizowano tysiące kilometrów dróg. Poprawił się zatem stan techniczny lokalnej sieci transportowej.
Koszula jest bliska ciału, więc władze samorządowe na ogół przykładały się do budowy tego, co ma im służyć.
Generalnie, dobrze sformułowały one wnioski, prawidłowo przygotowały oraz realizowały inwestycje drogowe. Zapewniły też, we współpracy z wojewodami, terminowość prac, dzięki czemu kwotę przeznaczoną na realizację programu wykorzystano w ponad 99 proc. W sumie, budowano porządnie, rzeczywiście poprawiając parametry techniczne dróg i poziom bezpieczeństwa uczestników ruchu.

 

Potrzebne drogowe przyśpieszenie

Według raportów Światowego Forum Ekonomicznego, w 2012 r. Polska zajmowała 122 miejsce pod względem jakości sieci drogowej. Ostatnie, 140 miejsce przypadło Mołdawii, zaś liderem była Francja.
W 2017 r. Polska przesunęła się już na 72 miejsce. Tym razem pierwsze miejsce zajęły Zjednoczone Emiraty Arabskie, zaś stawkę zamyka Madagaskar. Nasz postęp jest więc wyraźny – z ogona, do środka tabeli. Żeby jeszcze polscy drogowcy nauczyli się prawidłowo znakować drogi, bo na razie ich drogowskazy bardzo często zawierają mylne komunikaty, które wprowadzają kierowców w błąd i powodują, że wybierają oni błędną drogę.
Powyżej 70 miejsca w tym rankingu jakości dróg, trudno będzie jednak się przesunąć. Rzecz bowiem w tym, że potrzeby inwestycyjne samorządów lokalnych, w opinii ekspertów szacowane są na ok. 100 mld zł. Same samorządy nie wygospodarują odpowiedniej ilości pieniędzy na modernizację lokalnej infrastruktury drogowej. Rząd PiS mówi o kilku miliardach, co w praktyce oznacza nakłady wynoszące średnio najwyżej 1 mld zł rocznie.
Za takie pieniądze modernizacja tylko dróg gruntowych potrwa ponad 50 lat. Inne drogi lokalne, w tym czasie nieremontowane, popadną w ruinę. Należałoby więc wydać na drogi dużo więcej.

Smog atakuje, rząd obiecuje

Niestety, od samych słów i obietnic, poziom zanieczyszczenia powietrza w Polsce jakoś nie chce spaść.

 

Program „Czyste powietrze” formalnie ruszył 19 września, co oznacza, że od tej daty można składać wnioski o dofinansowanie termomodernizacji czy wymiany dotychczasowej instalacji grzewczej.
Może tu chodzić o docieplenie ścian budynku, wymianę okien, drzwi, podłóg i dachu, montaż lub modernizację instalacji centralnego ogrzewania i ciepłej wody, założenie kolektorów słonecznych czy urządzeń fotowoltaicznych, albo wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła.

 

Program istniejący teoretycznie

Możliwości jest więc na pozór dużo, zaś dofinansowanie może objąć od 40 do 90 proc kosztów wymiany pieca czy termomodernizacji domu – co faktycznie oznacza kwoty od 53 tys zł, do 7 tys zł, zależnie od dochodów w gospodarstwie domowym (im wyższe, tym dofinansowanie mniejsze).
Na rzeczywiste zasilenie kasą z programu liczyć mogą jednak tylko nieliczni – a z własnej kieszeni trzeba wydać sporo.
Poza tym, przy dochodach ponad 1600 zł miesięcznie na osobę, dotacji już nie ma. Wtedy można otrzymać jedynie ulgę podatkową, sięgającą do 30 proc kosztów wymiany pieca czy termomodernizacji.
Granicę 1600 zł na osobę bardzo łatwo przekroczyć, zaś ci, którzy jej nie osiągną, i tak będą musieli wydać od kilku do kilkunastu tysięcy z własnych zasobów.
Dla uboższych Polaków, palących w piecach byle czym (i byle taniej) to poważny wydatek. Pamiętać też trzeba, że nowe piece będą wymagać spalania lepszego gatunku węgla – a więc ogrzewanie stanie się długofalowo bardziej kosztowne niż dotychczas.
Należy się zatem obawiać, że rządowy program dofinansowania nie przyniesie większych rezultatów – choć nie ma co krakać, bo na razie i tak funkcjonuje on tylko teoretycznie. A póki co, nasz kraj kompletnie nie radzi sobie ze smogiem, stanowiąc nie zieloną, ale ciemnoszarą plamę na mapie Europy.

 

Nie radzimy sobie

Takie właśnie pytanie: „Jak Polacy radzą sobie ze smogiem?” – w marcu tego roku na terenie całej Polski zadali badacze Centrum Badania Opinii Społecznej. Wyniki nie napawają optymizmem, bo jesteśmy jednym z państw, które w Europie wlecze się w ogonie działań pro ekologicznych.
Polskie miasta znajdują się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych, a odpowiadają za to w głównej mierze gospodarstwa domowe oraz samochody.
Jak wynika z tego badania, tylko 44 proc. pytanych Polaków uważa, że smog jest poważnym problemem – natomiast większość respondentów, bo aż 59 proc. deklaruje, że do ogrzewania domów wykorzystuje przestarzałe piece i kotły węglowe.
Jednocześnie, z niechęcią patrzymy na rosnące rachunki za energię, a alarmy smogowe w całej Polsce nie dają zapomnieć o przekroczonych normach zawartości pyłów, spalin i innych zanieczyszczeń.

 

Na początku jest audyt

Termomodernizacja nie jest prosta i nie można jej sprowadzać do obłożenia ścian domów dodatkową izolacją. Wymaga doświadczonej ekipy, o którą dziś niełatwo. Przede wszystkim należy ocenić stan techniczny budynku i wykonać tzw. audyt energetyczny.
– Audyt energetyczny obejmuje wszystkie elementy, które mogą przyczynić się do utraty energii cieplnej. Najczęściej spotykamy się z nieszczelną stolarką okien i drzwi, niedokładnie wykończonymi ścianami, dachami i stropami, czy naprędce wykonanymi instalacjami wentylacji, klimatyzacji lub systemami ciepłej wody. Właśnie tam tworzą się mostki cieplne, przez które wychładzają się nasze domy. Dopiero po audycie, wiedząc, z jakim problemem ma się do czynienia, można kompleksowo podejść do każdej inwestycji – począwszy od nowego budownictwa, do wielopokoleniowych budynków, gdzie konstrukcja często nadszarpnięta jest zębem czasu. Tylko wtedy ma się pewność, że projekt modernizacji instalacji grzewczej będzie efektywny i ograniczy emisję szkodliwych gazów czy pyłów – mówi ekspert Jarosław Hrehorowicz.
Przeprowadzenie takiej analizy energetycznej warto zlecić certyfikowanemu doradcy, który poza oceną stanu technicznego budynku oszacuje korzyści związane z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii.
To przydatny dokument, za który, gdy ktoś ubiega się o dofinansowanie, może uzyskać do 1000 zł zwrotu kosztów (co oczywiście nigdy nie obejmie całej ceny tej analizy).

 

Nikt im tego nie zabroni

Termomodernizacja może obejmować cały dom lub tylko kilka elementów, w zależności od naszych potrzeb i możliwości finansowych. Dla ekip przeprowadzających prace termomodernizacyjne najtrudniejsze są starsze budynki, bo wymagają więcej uwagi niż te niedawno powstałe.
Badania Polskiej Izby Ekologii pokazały, że emisja pyłów z kotła węglowego, czy z kominka ręcznie zasilanego drewnem, to od 40 do nawet 800 miligramów na metr sześcienny szkodliwych dla naszego zdrowia związków PM2.5 czy PM10. Zestawienie tych wyników z zerową emisyjnością pomp ciepła, pokazuje, z jaką skalą nieefektywnych systemów ogrzewania domów mamy do czynienia – no ale przecież Polacy nie zrezygnują z palenia drewnem w kominkach. Zwłaszcza, że w naszym kraju nie funkcjonuje egzekwowanie zakazów spalania byle czego.

Czyste powietrze dobrem narodowym

Moje wystąpienie na konwencji programowej Krajowego Komitetu Wyborczego Rafała Dutkiewicza z Sojuszu dla Wrocławia.

 

Zimą, kiedy wyglądam przez okno z mojego bloku na Kozanowie, widzę bury obłok dymów z malutkiego osiedla obok. Rura ciepłownicza jest 100 metrów dalej.
Wychowałem się na Pogórzu Izerskim. W latach siedemdziesiątych Góry Izerskie były stale zasnute smogiem z elektrowni w worku turoszowskim. Dzisiaj powietrze tam jest czyste, gołym okiem widzę drzewa zasadzone po katastrofie ekologicznej. Postęp jest. We Wrocławiu także, ale ciągle jesteśmy w ariergardzie rankingu jego czystości w Europie.
W naszym programie napisano, że mamy we Wrocławiu jeszcze 23 tys. pieców węglowych. W latach dziewięćdziesiątych było ich 90 tys. Jak zejdziemy do 10 tys. pieców węglowych, powietrze w mieście zacznie być przyzwoite. Likwidacja pieców węglowych, a także przyłączanie domów do miejskiej sieci ciepłowniczej to pozornie dość proste cele, ale za każdym piecem stoi jego właściciel, którego trzeba przekonać, zachęcić i wspomóc finansowo w tej operacji. Na tę pomoc miasto do 2023 roku przeznaczy 16,5 miliona złotych. Zarazem rząd musi zakazać sprzedaży i spalania najgorszych paliw, gmina o tym nie decyduje, a brudne powietrze napływa także do nas z całej aglomeracji.
W tak dużym mieście jak Wrocław znaczna część zanieczyszczeń pochodzi ze spalin samochodowych. Na 1000 mieszkańców przypadają 632 samochody. Jeszcze kilkanaście lat temu do miasta dziennie wjeżdżało 40 tys. samochodów, obecnie 240 tys. Nasze samochody mają średnio po około 16-17 lat i niestety nie emitują tlenu.
Czyste powietrze to także dobra, tania i ekologiczna komunikacja zbiorowa i ograniczenie ruchu aut w mieście. Staliśmy się społeczeństwem, gdzie samochód często jest wyznacznikiem statusu materialnego. Nie nacieszyliśmy się jeszcze naszymi autami, a już trzeba z nich rezygnować, bo od nadmiaru spalin zaczynamy się dusić.
Walka o czyste powietrze to także edukacja ekologiczna. Jest taki smutny dowcip, że śmieci segreguje się na te, które można spalić w dzień i te palone nocą. To nie jest tylko dowcip. W lasku pilczyckim, który często odwiedzam, co i rusz widzę świeże kupy śmieci, za duże by spalić albo wrzucić do kubła.
Czyste powietrze powinno stać się dobrem narodowym. Moi przyjaciele i ja, we Wrocławiu, od 20 lat, sadzimy co roku ponad 1000 drzewek. Drzewka dostarcza Zarząd Zieleni Miejskiej, my sadzimy. Zasadziliśmy już około 20 hektarów lasu na obrzeżach miasta. W przyszłych latach też będziemy sadzić. Bo drzewa dają nam czyste powietrze.
Jak wynika z tego krótkiego wywodu czyste powietrze to złożony, ważny i dość kosztowny problem i kosztowny, ale damy radę.

Deklaracja programowa PPS na wybory samorządowe 2018

PPS bierze udział w wyborach samorządowych w koalicji wyborczej SLD – Lewica Razem. Uważamy, że jedność lewicy w tych wyborach jest warunkiem przełamania neoliberalnego duopolu POPiS i jednocześnie walki o demokratyczną i przyjazną obywatelom Polskę. Członkowie i sympatycy PPS startując na listach koalicji zachowują swoją tożsamość ideową i będą walczyć w samorządach o realizację tych idei.

 

Nasza Polska

Chcemy Polski w której:
• zaspakajanie potrzeb społeczeństwa jest nadrzędne nad doraźnym zyskiem,
• dba się o godność obywatela i obowiązuje równość praw w każdej sferze zarówno politycznej, społecznej i gospodarczej – niezależnie od posiadanego majątku, pochodzenia, przynależności partyjnej, wyznawanej religii czy preferencji osobistych,
• nie ma ludzi wykluczonych z pełnego udziału w życiu społeczeństwa z uwagi na bezrobocie, bezdomność , niesprawność czy bezradność,
• religia jest sprawą prywatną obywateli i obowiązuje całkowite oddzielenie Państwa i Kościoła we wszystkich sferach w tym edukacji młodzieży i gospodarce.

Chcemy państwa które:
• zadba jednakowo o zdrowie każdego obywatela
• zapewni dobre i jednakowe warunki do nauki i wypoczynku dla każdego dziecka,
• zagwarantuje każdemu młodemu jednakowe warunki startu życiowego, a każdemu seniorowi możliwość godnego życia,
• zapewni rodzicom pomoc w wychowaniu dzieci z jednoczesną możliwością kontynuacji kariery zawodowej
• w którym przestrzegana będzie zasada: każdemu według zasług i od każdego według jego możliwości,
• w którym polityka historyczna służyć będzie prawdzie, a nie podziałom.

Chcemy Polski obywatelskiej i samorządnej, w której samorządy, wybrane demokratycznie, reprezentują w pierwszej mierze interesy swoich wyborców, a nie władzy centralnej czy partii, które ich desygnowały.
Jakie działania obiecują nasi kandydaci startujący w wyborach samorządowych.
Realizując nasze idee społeczeństwa obywatelskiego:
• stworzymy mechanizmy partycypacyjne umożliwiające prawdziwy udział mieszkańców w zarzadzaniu poprzez m.in. poprzez
• konsultacje społeczne i wysłuchania publiczne dotyczące podstawowych decyzji, w tym planów zagospodarowania, planów inwestycyjnych i priorytetów budżetu miasta, dzielnicy, gminy, powiatu,
• dążyć będziemy do podniesienia podmiotowości samorządów w zakresie dysponowania budżetem i decyzji dotyczących bezpośrednio obywateli,
• zadbamy o zrównoważony rozwój miast, gmin i powiatów, tak aby wszyscy mieszkańcy korzystali z ich rozwoju,
• rozszerzymy możliwości integracji sąsiedzkiej tworząc Kluby Osiedlowe w zasobach komunalnych i współpracując w tym zakresie z Samorządami Spółdzielni Mieszkaniowych, organizować będziemy imprezy integracyjne dla mieszkańców,
• postawimy na fachowość i nowoczesność w obsłudze mieszkańców przez Urząd i podległe placówki zwiększając zakres spraw załatwianych przez internet oraz zwracając uwagę na bezstronność, uczciwość i podnoszenie kwalifikacji urzędników,
• nie zgodzimy się na przekształcanie przedsiębiorstw komunalnych w spółki prawa handlowego – ich zadaniem jest obsługa mieszkańców, a nie generowanie zysku.

Dbając o godny poziom życia mieszkańców będziemy wspierać:

rodziców i osoby samotnie wychowujące dzieci poprzez:
• dodatki samorządowe dla pierwszego dziecka
• bezpłatne żłobki i przedszkola
• opiekę nad dziećmi poprzez tworzenie nowych żłobków i przedszkoli, a do czasu Ich powstania wspierać opiekę nad najmłodszymi w formie klubów dziecięcych i dziennych opiekunów, – uczniów zapewniając:
• darmowe przejazdy do szkoły dla wszystkich uczniów
• bon w wysokości 500 zł dla dzieci rozpoczynających naukę w I klasie szkoły podstawowej,
• drugie śniadanie dla malucha w klasach 1-3
• wsparcie dla szkolnictwa zawodowego tworząc atrakcyjne kierunki kształcenia,
• dofinansowując nowoczesne wyposażenie szkół zawodowych oraz tworząc nowoczesne doradztwo zawodowe; wykorzystując w tym celu regionalne programy operacyjne i współpracując w tym zakresie z przedsiębiorcami,
• darmowe korepetycje i zajęcia pozalekcyjne, szczególnie dla uczniów pochodzących z rodzin niezamożnych,
• lekcje etyki w każdej szkole,
• dofinansowanie dla bibliotek szkolnych i młodzieżowych oraz dostępu do Internetu,

emerytów poprzez m.in.:
• dopłaty do energii (elektryczność. ogrzewanie , gaz),
• dodatkowe formy aktywności np. tworząc nowoczesne Domy i Kluby Seniora oraz wspierając woluntariat pomocowy,
• przeciwdziałanie wykluczeniu informatycznym ułatwiając dostęp do komputerów i prowadząc szkolenia;

Osób ubogich poprzez:
• rozszerzenie programów pomocy społecznej i programów integracji sąsiedzkiej na rzecz rozwoju społeczności i pomocy słabszym oraz programy wychodzenia z bezdomności,
• budowę mieszkań komunalnych i socjalnych o odpowiednim standardzie,
• budowę komunalnych schronisk dla bezdomnych i bezpłatne korzystanie przez nich z łaźni miejskich.

W celu polepszenia opieki medycznej w ramach możliwości prawnych i kompetencji jednostek terytorialnych podejmiemy następujące przedsięwzięcia:
• bezpłatne badania i szczepienia, a w szczególności:
– badania wad postawy u dzieci
– badania w celu wczesnego wykrycia chorób kobiecych i męskich,
– szczepienia przeciwko grypie,
• zapewnimy opiekę dentystyczną w każdej szkole,
• finansowanie zabiegów „in vitro”
• edukację seksualną w ramach gminnych programów zdrowotnych,
• darmowe poradnictwo dotyczące sposobów zapobiegania ciąży, chorób przenoszonych droga płciową, włączając w to recepty na środki antykoncepcyjne
• wsparcie dla podmiotów leczniczych, w których zgodnie z obowiązującym prawem przeprowadza się w uzasadnionych przypadkach zabieg przerywania ciąży.
Przeciwstawiamy się przekształcaniu publicznych placówek ochrony zdrowia w spółki Prawa handlowego.

Dbając o powszechny dostęp do dóbr kultury, nie obarczony preferencjami ideologicznymi i religijnymi będziemy organizować:
• bezpłatne pokazy filmów w plenerze latem a w pozostałych okresach w Domach Kultury,
• pokazy filmów z czasów PRL i starych filmów dokumentalnych, połączone z dyskusją w intencji odkłamywania historii,
• konkursy filmowe, fotograficzne, rysunkowe dla dzieci dotyczące spraw i wydarzeń lokalnych (np. historia dzielnicy, szkoły, ulicy itp.),
• spotkania z ciekawymi ludźmi – mieszkańcami jednostki samorządowej
Obiecujemy wrażliwość na bieżące potrzeby i postulaty obywateli.

Mirosław Nizielski

Przewodniczący Centralnego
Komitetu Wykonawczego PPS
Kandydat do Rady Warszawy z Ursynowa 3 miejsce na liście SLD – Lewica razem

Cudze dokonania – to nasze sukcesy

Rząd PiS chwali się oddaniem do użytku drogi, która została zaprojektowana i w głównej mierze zbudowana za czasów rządu PO.

 

Z wielką pompą i udziałem ministra inwestycji i rozwoju Jerzego Kwiecińskiego odbyło się oddanie do użytku drogi łączącej lotnisko w podrzeszowskiej Jasionce z siecią dróg szybkiego ruchu w kierunku Lublina i Warszawy oraz Krakowa.
Z tej okazji minister oświadczył, że: „Na infrastrukturę drogową w makroregionie przeznaczyliśmy ponad 2 mld zł z Programu Polska Wschodnia”.
Rzecz w tym, że i ta droga, licząca zresztą zaledwie 7,8 km, i cały Program Polska Wschodnia to dzieło rządu Platformy Obywatelskiej. Wtedy bowiem powstał ów program, a w jego ramach także projekt wspomnianej drogi.
Drogę do lotniska w Jasionce zaczęto budować w 2014 r.
Rok później były jednak wybory, władzę objęło Prawo i Sprawiedliwość – zaś ugrupowanie to, delikatnie mówiąc, nie ma dobrej ręki do szybkiej budowy dróg.
W rezultacie prace zaczęły się ślimaczyć, koszty sięgnęły 80 mln zł, a niespełna ośmiokilometrowy odcinek drogi (która zresztą na odcinku ponad 5,5 km nie była budowana od zera lecz tylko poszerzana) został ukończony dopiero w sierpniu bieżącego roku.
Co jednak nie przeszkadza, by rządowa propaganda przedstawiła to jako kolejny wielki sukces obecnej ekipy rządzącej.

Kto nie chce, niech nie wierzy

Czy doczekamy się, że Prawo i Sprawiedliwość złoży wreszcie jakieś bardziej realne obietnice mieszkaniowe?

 

Wśród licznych obietnic, płynących nieustannie ze strony ugrupowania rządzącego, swoim rozmachem wyróżniają się zapowiedzi przyśpieszenia w budownictwie. Liderzy PiS już od kilkunastu lat opowiadają, że wywołają wielki boom mieszkaniowy w naszym kraju – i robią to z powodzeniem.
To znaczy, z powodzeniem o tym opowiadają, bo obiecywane mieszkania wprawdzie nie powstają w zapowiadanej ilości – ale wszystkie te opowieści są dobrze przyjmowane przez obywateli i wpływają pozytywnie na poparcie dla PiS.
Przykładem takich „mieszkaniowych opowieści” może być uroczyste oddanie do użytku we wsi Siedlemin pod Jarocinem 96 nowych mieszkań, pod koniec kwietnia tego roku,.
Według oficjalnej propagandy, było to pierwsze osiedle zbudowane w ramach rządowego programu Mieszkanie Plus, polegającego na wynajmowaniu lokatorom lokali po obniżonych stawkach czynszu.
W rzeczywistości, gmina Jarocin planowała budowę tego osiedla zanim jeszcze PiS doszedł do władzy w 2015 r, a budowę rozpoczęła wtedy, gdy nikomu się nie śniło o programie Mieszkanie Plus. Rząd postanowił jednak „podczepić się” pod jarocińską inicjatywę budowlaną – i po prostu włączył samorządowe osiedle, z którego budową nie miał nic wspólnego, do własnego progamu mieszkaniowego.

 

Cuda, cuda ogłaszają

Poprzeczka mieszkaniowych obietnic została bardzo wysoko zawieszona przez PiS już dawno bo w 2006. Wtedy liderzy tego ugrupowania, po wygranych wyborach, powtórzyli swą wcześniejszą obietnicę, iż w ciągu ośmiu lat zbudują 3 mln mieszkań.
PiS rządziło jak wiadomo tylko dwa lata, a w tym czasie oddano do użytku w Polsce zaledwie 248 tys mieszkań. Prawo i Sprawiedliwość miało oczywiście praktycznie żaden wpływ na ich powstanie, ale ponieważ u nas tradycyjnie wyniki gospodarki zalicza się na konto ugrupowania, które w danym okresie sprawowało władzę, więc i w tym przypadku można uznać, że budowę tych mieszkań firmowało PiS. Tyle, że w porównaniu do swych zapowiedzi, ugrupowanie rządzące osiągnęło nader znikomy sukces.
Żeby bowiem dotrzymać obietnicy postawienia 3 mln mieszkań w ciągu ośmiu lat, trzeba by ich budować po 375 tys. rocznie, co oczywiście było wówczas – i jest nadal – zadaniem zupełnie w Polsce nierealnym.

 

Już trochę bliżej

Po zwycięstwie wyborczym w 2015 r. liderzy Prawa i Sprawiedliwości czynili już nieco ostrożniejsze obietnice mieszkaniowe. Tym razem obiecali, w 2016 r., że doprowadzą do zbudowania 2,8 mln mieszkań w ciągu 14 lat – czyli równo po 200 tys. rocznie. Jak widać, wyraźnie więc spuścili z tonu w porównaniu z zapowiedziami wcześniejszymi o dziesięć lat.
Jednak i za obecnej kadencji PiS te obietnice zostają na papierze. W 2016 r. w naszym kraju oddano do użytku 162 tys. nowych mieszkań. W ubiegłym – 178 tys.
Postęp jest więc wprawdzie zauważalny i są to niezłe wyniki – ale sporo jeszcze zostaje do stawiania ponad 200 tys mieszkań rocznie. Inaczej nie da się zaś osiągnąć wspomnianego 1 mln 400 tys w ciągu 14 lat.
Widać zatem, że i aktualne obietnice mieszkaniowe PiS nie mają niestety szans, aby się ziscić.

Milczenie jest złotem

Czy Platforma Obywatelska rzeczywiście nie ma nic do powiedzenia?

 

Prawicowe media i publicyści „dobrej zmiany” ostatnio przeprowadzają kolejny atak na Platformę Obywatelską – tym razem pod hasłem „oni nie mają nic do powiedzenia”. I rzeczywiście – coś jest na rzeczy. Polityce Platformy „żeby mieć stale ciepłą wodę w kranie” Prawo i Sprawiedliwość przeciwstawiło politykę szybkich i radykalnych działań od legislacji i administracji poczynając, poprzez fiskalizm i sprawy zagraniczne, na demografii i budownictwie kończąc. Oczywiście podziwiając tempo i dynamikę działań PiS nie należy popadać w zbytni entuzjazm, bo czasem zrobią kilka sensownych rzeczy, a zaraz potem uchwalą coś tak głupiego, że szybko muszą to zmieniać żeby się nie wpakować w jeszcze większe szambo – jak np. w sprawach Instytutu Pamięci Narodowej i sądownictwa. Co ciekawe, niektóre błędy w ramach deklarowanej polityki „wstawania z kolan” naprawiają praktycznie pod cudze dyktando…

 

Aktywny PiS i pasywna Platforma

W każdym razie PiS zrealizował czy też realizuje dużą część swojego programu wyborczego z 2015 roku, a na odbytej 16 kwietnia br. konwencji Zjednoczonej Prawicy dołożył kolejny pakiet obietnic typu „dla każdego coś miłego” – czyli „piątkę Morawieckiego”.
A Platforma rzeczywiście obecnie nie ma wiele do zaoferowania. W PO do klęski wyborczej obowiązywała narracja jeszcze w 2010 roku narzucona przez Donalda Tuska: „Nie ma z kim przegrać tych wyborów. Nie ma innej siły, której Polacy mogliby spokojnie powierzyć rządy. Mamy PiS, formację silniejszą niż SLD, więc groźniejszą. I jednocześnie zupełnie bez pomysłu co zrobić żeby Polakom było lepiej”. Po przegranych w 2015 roku wyborach politycy Platformy stworzyli nową narrację: „Tylko my możemy odsunąć PiS od władzy”. Oczywiście jedno i drugie jest w takim samym stopniu nieprawdziwe, natomiast doskonale pokazuje jak bardzo zadufani w sobie są liderzy PO i z jak wielką pogardą oceniają polską scenę polityczną – co zresztą stało się przyczyną ich klęski.
Ciągłe ataki Platformy Obywatelskiej na Prawo i Sprawiedliwość, bez pokazywania własnych propozycji programowych są w zasadzie w chwili obecnej jedyną możliwą strategią funkcjonowania dla tej partii. Platforma jest przecież ugrupowaniem liberalnym, a prezentowanie w tej chwili programu konsekwentnie liberalnego byłoby samobójstwem politycznym. PiS po objęciu rządów w 2015 roku, jako pierwsza partia polityczna bardzo stanowczo zerwała z liberalną polityką prowadzoną przez kolejne rządy od 1989 roku, zarówno w sferze gospodarczej, jak i społecznej, co ewidentnie uzyskało poparcie społeczne.. Odejście od ideologicznej reprywatyzacji i prywatyzacji, a nawet renacjonalizacja (określana przez PiS jako polonizacja) majątku narodowego, interwencjonizm w sferze gospodarczej, a zwłaszcza redystrybucja dochodu narodowego (program Rodzina 500+, nie ma charakteru socjalnego, tylko pronatalistyczny) inne programy społeczne Mieszkanie+, Dostępność+ pokazały, że możliwa jest inna polityka niż liberalna. Można założyć, że powrót do polityki liberalnej kreowanej przez PO w czasie poprzednich ośmiu lat ich rządów, wywołał by społeczny protest.

 

Kto stoi za PO?

Należy pamiętać, że tzw. twardy elektorat Platformy Obywatelskiej ma dosyć ograniczony zasięg ludzki. Z różnego typu badań opinii publicznej przeprowadzanych od powstania partii w 2001 roku wynika, że są to przede wszystkim mieszkańcy dużych miast, z lekką przewagą kobiet, większość deklaruje poglądy prawicowe, choć z niektórych badań wynika, że 20 procent określa swoje poglądy jako lewicowe – cokolwiek by to obecnie znaczyło, choć w wypadku PO najprawdopodobniej chodzi o tzw. lewicę obyczajową. Wyborcy PO deklarują się jako ludzie wierzący, choć można by powiedzieć, że są to „wierzący nieortodoksyjnie” – z uczestnictwem w mszach od kilku razy w roku do kilku razy w miesiącu. Do powyższych cech wyróżniających wyborców PO należy dodać jeszcze jedną – status majątkowy. Nie było w tej sprawie badań, również bardzo spłaszczona skala podatkowa nie daje jakiegoś szerszego rozeznania. Jednak biorąc pod uwagę polityczne priorytety PO można śmiało założyć, że wyborcy Platformy w znakomitej większości należą do grupy 5 – 15 procent najlepiej sytuowanych Polaków.
Za taką tezą mogą świadczyć działania i stanowiska Platformy – oczywiście zakładając, że działa ona w interesie swoich członków i wyborców. W chwili kryzysu budżetu państwa Platforma wbrew swoim obietnicom wyborczym podniosła podatki. Ale przecież podniosła tylko podatki pośrednie – VAT, które biorąc pod uwagę strukturę wydatków w gospodarstwach domowych, uderzyły przede wszystkim w rodziny średnio i mało zarabiające – to one poniosły ekonomiczne skutki naprawy finansów państwa. W tym sensie Donald Tusk dotrzymał obietnicy wyborczej. Ludzie bogaci praktycznie nie ponieśli kosztów ratowania budżetu.
Krytyczny stosunek Platformy do programu 500+ to kolejny dowód na prowadzenie przez PO liberalnej polityki w interesie grup uprzywilejowanych finansowo. Pomijając oczywiście ten moment kiedy PO w ramach „walki totalnej” z PiS zaczęła przez chwilę stosować wręcz populistyczną argumentację polityczną, całkowicie sprzeczną z całą wcześniejszą i obecną linią polityczną PO.
Podobnie władze PO zareagowały na propozycję premiera Morawieckiego „daniny” od najbogatszych na rzecz osób niepełnosprawnych. Ta inicjatywa de facto wprowadza dla grupy najbogatszych Polaków kolejną stawkę podatkową i do tego – co jest pewnym ewenementem – na ściśle określone potrzeby również ściśle określonej grupy społecznej. Czyli mamy tu do czynienia, podobnie jak przypadku programu 500+, z klasyczną redystrybucją dochodu narodowego, tak niemiłą środowiskom liberalnym.

 

Polska-Niemcy. Zdumiewające wyniki

Platforma Obywatelska, jako partia liberalna, w kolejnych wyborach uzyskuje nadreprezentację polityczną w parlamencie. W 2001 – 12,7 proc., 2005 – 24,14 proc., 2007 – 41,51 proc., 2011 – 39,18 proc., 2015 – 24,09 procent. Za naszą zachodnią granicą, w Niemczech, również liberalna Wolna Partia Demokratyczne (FDP) uzyskała w 2013 – 4,8 proc., w 2017 – 10,7 procent.
Wyniki FDP w Niemczech moim zdaniem oddają rzeczywiste wpływy klasycznej partii liberalnej – w tym sensie wyniki wyborcze Platformy od 2005 roku to polityczna nadreprezentacja, co najprawdopodobniej wynika ze strachu wyborców przed PiS-em i rozczarowania polityką SLD.
W Niemczech (CDU/CSU) i w Polsce (PiS) chrześcijańska demokracja uzyskuje podobne wyniki i miejsce na scenie politycznej. Za to w centrum i po lewej stronie sceny politycznej wszystko jest odwrotnie. W Polsce socjaldemokraci (SLD) mają tak nikłe wpływy polityczne jak liberałowie (FDP) w Niemczech. Za to polscy liberałowie (PO) mają wpływy polityczne jak niemieccy socjaldemokraci (SPD)…

 

Wojna o inteligencję – lemingi i wykształciuchy

Natomiast wojna z PiS-em dała Platformie dodatkową grupę wyborców, o różnym statusie majątkowym, tzw. wykształciuchów. Część z nich to być może jeszcze spadek po dawnej Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności (to może być te 20 procent wyborców deklarujących lewicowe poglądy). To również dawni wyborcy SLD, którzy uwierzyli w większą skuteczność Platformy w walce z PiS. Wykształciuchy to inteligencja humanistyczna i techniczna, pracownicy mediów, pracownicy państwowi i samorządowi, studenci, ale też – co prestiżowe – znani aktorzy i artyści. Wykształciuchy są szczególnie uczuleni na wszelkie przejawy naruszania zasad demokracji zarówno w polityce, jak i kulturze, ochronie zdrowia. Wykształciuchy walczą o równe prawa wszelkiego typu mniejszości – narodowych, językowych czy seksualnych.
Odwrotnością wykształciuchów, inteligencji od kilku pokoleń, są lemingi. Niezwykle barwna grupa zwolenników Platformy. Pojęcie „lemingi” było szczególnie modne około roku 2012. Lemingi to młodzi, ofensywni, doskonale wykształceni ludzie, najczęściej z mniejszych miast, brutalnie walczący o każdy stopień korporacyjnej kariery w wielkich aglomeracjach.. Co prawda znany politolog Norbert Maliszewski odtrąbił koniec lemingów już w 2015 roku, kiedy to w wyborach parlamentarnych Platforma Obywatelska straciła na rzecz PiS-u przewagę w grupie wyborców w wieku 18-25 lat. Interpretacja tego jest taka, że jedne lemingi się zestarzały, a Platforma nie była w stanie odpowiedzieć na potrzeby kolejnej generacji młodej ofensywnej inteligencji, zwłaszcza w zakresie tworzenia nowych miejsc pracy.

 

Politycal Fistion czyli co może powiedzieć Platforma

Wyobraźmy sobie, że media i dziennikarze swoimi ciągłymi opowiadaniami o tym, że „PO nie ma nic do powiedzenia” zmusiły szefa Platformy do przedstawienia swojego politycznego programu. Oczyma duszy już widzę jak gdzieś w Polsce w wielkiej sali konferencyjno-kongresowej na trybunę wychodzi szef partii Grzegorz Schetyna i wygłasza polityczne credo Platformy:
„Drogie Koleżanki i Koledzy!
Powiedzmy sobie szczerze – pogłoski o naszej śmierci są przedwczesne. Jesteśmy największą opozycyjną partią polityczną w Polsce. Tylko my możemy odsunąć od władzy populistyczne rządy pisowców i zablokować powrót do władzy postkomunistów.
Przecież to my reprezentujemy 15 procent najbogatszych, najbardziej twórczych Polaków. To my tworzymy Polskę i to nam należą się szczególne prawa w tym kraju. To nie może być tak, że 15 procent najbardziej twórczych ludzi ma się poddać dyktaturze całej reszcie, która nie ma ani naszych pieniędzy, ani naszego wykształcenia, ani doświadczenia.
Dość powiedzieć, że ci ludzie bez naszych pieniędzy nie byli by w stanie nawet wychować własnych dzieci. W programie 500+ i kolejnym 300+jesteśmy ograbiani z naszych pieniędzy. Tylko po to żeby utrzymywać dzieci nieudaczników i bezrobotnych. To skandaliczne marnowanie naszych pieniędzy, które przepychane przez budżet państwa trafiają do najgorszych grup społecznych..
Musimy nauczyć naszych współobywateli, ale niestety nieudaczników, że każdy musi sam zapewnić sobie swój los bez pomocy państwa, a tym bardziej bez pomocy roszczeniowych, czy niemal bandyckich ugrupowań jak związki zawodowe czy ostatnio organizacje niepełnosprawnych.
Dlatego budżet państwa musi być jak najmniejszy – dzięki temu podatki od dochodów osobistych będą jak najniższe. Budżet ma finansować przede wszystkim tylko państwową administrację centralną, wojsko i policję. Zwłaszcza policję, żeby zapobiec wszelkim działaniom antypaństwowym. Większy budżet i wyższe podatki nie są nam potrzebne.
Przecież my – tu obecni na tej sali – przedstawiciele 15 procent narodu polskiego – doskonale wiemy. `że jesteśmy w stanie zapewnić sobie i naszym rodzinom dostęp do oświaty, nauki, kultury, ochrony zdrowia, wypoczynku.
Każdy jest wolny! Jeśli Polak pracuje i zarabia to może iść do dowolnego lekarza, szkoły czy teatru. Dlaczego mamy płacić za innych – niech każdy płaci za siebie.
Dlaczego reszta Polaków nie robi tak jak my? Przecież to my dajemy im pracę, a oni i tak jadą do Holandii czy Irlandii. Gdyby spełnić ich wygórowane, roszczeniowe postulaty, to my – pracodawcy byśmy stracili dochody, a polska gospodarka straciła by konkurencyjność.
Dla nas jest oczywiste – tylko niskie koszty pracy, krótkie umowy, brak osłon socjalnych tworzą konkurencję na rynku pracy – niskie pensje, co w sumie daje akumulację kapitału w naszych rękach. Podobnie jest z emerytami – przecież obniżenie wieku emerytalnego to wzrost konkurencji na rynku pracy i możliwość obniżenia płac – a to przecież da dopływ kapitału dla naszych 15 procent.
I oczywiście – żeby widać rządy Platformy – musi być ciepła woda w kranach – jak ktoś stale płaci.
Tak musimy budować bogatą Polskę.”

 

Dlaczego PO nic nie mówi?

I myślę, że gdyby Platforma Obywatelska miała dzisiaj coś powiedzieć, to powiedziała by coś takiego, jak powyższe polical fiction. Może to nie jest sympatyczne dla PO, ale przecież prawdziwe! Bo przecież oparte na programach, publicznych wypowiedziach i działaniach polityków Platformy Obywatelskiej.
W Polsce jest miejsce na partię liberalną z poparciem 10-15 procent i tylko tyle. I może rzeczywiście trudno więcej wymagać. „Mówienie jest srebrem – milczenie jest złotem”. W przypadku Platformy jest to niezwykle słuszne.

Inni zbudowali, my się chwalimy

Rząd PiS, niezgodnie z prawdą, podczepia się pod budowlany sukces gminy Jarocin. Trzeba to jednak zrozumieć, bo sam nie bardzo potrafi cokolwiek zbudować.

Już od prawie dwóch miesięcy rząd PiS chwali się osiedlem złożonym z 96 mieszkań, zbudowanym pod Jarocinem, przedstawiając je jako sukces rządowego programu Mieszkanie Plus.
To oczywiście zwykła lipa, bo wspomniane osiedle to inicjatywa samorządowa, nie mająca absolutnie nic wspólnego z Mieszkaniem Plus. Najważniejsze zaś, że to osiedle zaczęto budować w listopadzie 2015 r., kiedy PiS w ogóle jeszcze nie zaczęło rządzić.

Pomogli poprzednicy

Jeżeli zaś jakieś działania rządowe przyczyniły się do sukcesu Jarocina, to na pewno były to poczynania Platformy Obywatelskiej, nie PiS. To bowiem za jej rządów w państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego wymyślono Fundusz Municypalny, który udzielił wsparcia na budowę osiedla pod Jarocinem.
O tym wszystkim oczywiście dokładnie milczą PiS-owskie media publiczne, prezentując w kółko zupełnie inną wersję – wedle starej zasady, że ludzie w końcu uwierzą w kłamstwo, powtarzane odpowiednio często.
„To historyczny dzień. Program Mieszkanie Plus to wielowymiarowe przedsięwzięcia pozwalające zlikwidować deficyt mieszkaniowy w Polsce” – mówił w Jarocinie minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk. Na majową uroczystość oddania tych pierwszych 96 mieszkań zjechała cała masa dygnitarzy PiS-owskich, którzy nie mieli oczywiście najmniejszego udziału w powstaniu tego osiedla – ale chętnie prężyli piersi przed kamerami rządowych publicznych mediów.
Oprócz ministra, do Jarocina przybyli więc także wicepremier Jarosław Gowin i wojewoda wielkopolski, zaś prezes Jarosław Kaczyński nie mógł przyjechać, lecz wystosował specjalny list, odczytany podczas uroczystości. I w ten oto sposób inicjatywa gminy Jarocin została przywłaszczona przez rząd PiS, który nawet palcem nie kiwnął, by to osiedle powstało.

PiS nawet palcem nie kiwnął

Może zdumiewać taki spęd partyjnych dygnitarzy na przecięciu wstęgi w niewielkim wiejskim osiedlu (postawionym we wsi Siedlemin, kilka kilometrów od Jarocina). Rząd PiS nie ma jednak żadnych sukcesów w wspieraniu budownictwa mieszkaniowego – więc postanowił zawłaszczyć i wykorzystać propagandowo cudzy sukces.
A było to ewidentny sukces samorządowców z Jarocina, bo udało im się tanio zbudować mieszkania – i tanio je wynajmować. Czynsz nie przekracza 11 zł za metr kwadratowy, więc na te 96 mieszkań chętnych było ponad 600 rodzin. Powtórzmy, że ekipa z PiS nawet palcem nie kiwnęła w celu budowy osiedla w Siedleminie.
Fakty są zaś takie, że gmina Jarocin już w 2015 r postanowiła zbudować prawie 400 mieszkań. W listopadzie 2015 r zaczęła budowę pierwszego osiedla w Siedleminie. PiS nawet wtedy nie rządziło!
W kwietniu 2016 gmina podpisała zaś porozumienie o wsparciu dla budowy z Funduszem Municypalnym należącym do banku BGK. Mimo to, dziś PiS-owskie media publiczne trąbią, że mieszkania te powstają „ w ramach programu Mieszkanie Plus”. Akurat!
W pierwszej połowie 2016 r., gdy gmina Jarocin zawarła porozumienie z BGK, jeszcze nikomu w rządzie nie śniło się o programie Mieszkanie Plus (dopiero pod koniec września 2016 r została przyjęta uchwała Rady Ministrów, mówiąca, że taki program powstanie w przyszłości).

Program, którego nie ma

Program Mieszkanie Plus teoretycznie ruszył w ubiegłym roku, a praktycznie nie ruszył w ogóle.
Pierwsze akty prawne mogące mieć realne znaczenie dla uruchomienia programu Mieszkanie Plus weszły w życie dopiero w bieżącym roku. Na razie program Mieszkanie Plus nie działa i nikt nie wie, kiedy zacznie przynosić jakieś efekty.
Ponadto, rząd PiS zlikwidował program Mieszkanie dla Młodych, wymyślony przez PO.
W rezultacie, ubiegły rok był pierwszym od dziesięcioleci, gdy w Polsce nie funkcjonował żaden program wsparcia dla osób pragnących uzyskać swoje pierwsze mieszkanie. I nie funkcjonuje również w tym roku. Jednocześnie, w życie weszły przepisy, zobowiązujące banki do żądania większego wkładu własnego przy udzielaniu kredytów mieszkaniowych.
Efekty już widać, bo za sprawą działań i zaniechań PiS, w Polsce rośnie głód mieszkaniowy. Wprawdzie firmy deweloperskie oddają coraz więcej mieszkań, ale kupują je przede wszystkim ludzie zamożniejsi, często jako swoje drugie, albo i trzecie mieszkanie, niejednokrotnie przeznaczane na wynajem.
Ci biedniejsi, nie mający zdolności kredytowej, nadal nie mają także mieszkań.

Obiecanki cacanki

Szczególnie zaś brakuje mieszkań na wynajem. Szacunki mówią o tym, że dla pełnego zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych potrzeba od 1 do nawet 3 mln mieszkań. Jeszcze trzy – cztery lata temu, ten niedobór szacowano na 0,5 – 1 mln.
Teoretycznie, program Mieszkanie Plus ma wspierać osoby, które chcą wynająć mieszkanie a z rożnych powodów nie mogą lub nie chcą zaciągać na ten cel kredytu hipotecznego. Na razie jednak nie wspiera. Podobno wciąż brak odpowiednich przepisów (no i pieniędzy).
Wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń obiecał, że wkrótce zostanie przyjęta specjalna ustawa, mające wesprzeć budownictwo mieszkaniowe dla mniej zamożnych. Przygotowywane przez ministerstwo projekty specjalnej ustawy mieszkaniowej i ustawy o dopłatach do czynszu, powinny być gotowe do przyjęcia przez rząd na przełomie maja i czerwca br.
Czy i kiedy wejdą w życie, reanimując program Mieszkanie Plus? Nikt tego nie wie – tak jak i nie wiadomo, czy kiedykolwiek zniknie niedobór mieszkań w naszym kraju.