Hurkacz postawił się Federerowi

W ćwierćfinale turnieju ATP Masters 1000 w Indian Wells Hubert Hurkacz zmierzył się z żywą legendą światowego tenisa Rogerem Federerem. 22-letni wrocławianin nie sprostał 37-letniemu Szwajcarowi, ale przegrał po wyrównanej walce 4:6, 4:6.

Ćwierćfinałowy pojedynek z Federerem to szczytowe jak na razie osiągnięcie w karierze Hurkacza. Nigdy wcześniej nasz 22-letni tenisista nie grał na takim szczeblu w turnieju tej rangi, na dodatek z zawodnikiem tak utytułowanym i tak wysoko sklasyfikowanym w ranking. Był to też dla niego pierwsze starcie ze starszym o 16 lat Szwajcarem, jednym z najlepszych tenisistów w historii. Przed startem w Indian Wells Federer wygrał turniej w Dubaju i był to jego setny triumf w cyklu ATP. W kalifornijskim kurorcie „Il Maestro” stanął przed szansą na 101. zwycięstwo.

Po wyeliminowaniu Hurkacza Federer w półfinale miał zmierzyć się ze znacznie groźniejszym rywalem, aktualnym wiceliderem światowej listy Rafaelem Nadalem, ale Hiszpan w wygranym 7:6, 7:6 spotkaniu ćwierćfinałowym z Rosjaninem Karenem Chacznowem nabawił się urazu kolana i półfinał oddał walkowerem. W niedzielnym finale turnieju w Indian Wells szwajcarski tenisista zmierzył się z Austriakiem Dominikiem Thiemem, który w 1/2 finału wyeliminował Kanadyjczyka Milosa Raonica 7:6, 6:7, 6:4 (ich pojedynek zakończył się po zamknięciu wydania). Warto odnotować, że w finale debla Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo przegrali z chorwacko-argentyńskim duetem Nikola Mektic – Horacio Zeballos.

O triumfie Federera w potyczce z Hurkaczem przesądziły dwa przełamania, po jednym w każdym z setów. Cały mecz trwał niewiele ponad godzinę, ale Federer docenił umiejętności rywala. „To był dla mnie naprawdę trudny mecz. Teraz już wiem dlaczego sprawiał tak wiele problemów innym tenisistom” – komplementował młodego Polaka „Il Maestro”. Dla Hurkacza dobry występ w Indian Wells może być punktem przełomowym w karierze. Zdobył 180 punktów do rankingu i dzięki nim w najnowszym notowaniu światowej listy awansuje w okolice 50. miejsca. Będzie teraz bez większych problemów zgłaszać się do kolejnych turniejów najwyższej rangi i walczyć w nich o kolejne punkty. A także większe pieniądze. Za ćwierćfinał w Indian Wells Hurkacz otrzymał 182 tys. dolarów, co jest kwota pokaźną w na tle jego wszystkich dotychczasowych zarobków na zawodowych kortach (700 tys. dolarów).

Najbliższą okazję do poprawienia tych osiągnięć nasz najlepszy w tej chwili tenisista będzie miał już wkrótce, bo wystartuje w rozpoczynającym się od poniedziałku turnieju ATP 1000 w Miami.

 

Przetasowania w tenisowych rankingach

Po Australian Open doszło do zmian w tenisowych rankingach. Wśród pań nową liderką została Japonka Naomi Osaka, a na drugie miejsce awansowała pokonana przez nią w finale Czeszka Petra Kvitova. Wśród panów nie doszło do zmian na szczycie – liderem pozostał zwycięzca turnieju Serb Novak Djoković, a wiceliderem pokonany przez niego Hiszpan Rafael Nadal.

Osaka jest pierwszą japońską tenisistką na czele światowej listy, a 26. w historii tego prestiżowego zestawienia. 21-letnia zawodniczka zmieniła na prowadzeniu Rumunkę Simonę Halep, która prowadziła niemal nieprzerwanie od 9 października 2017 roku (między 29 stycznia a 19 lutego ubiegłego roku na moment wyprzedzała ją Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka). Japonka jest najmłodszą liderką rankingu WTA od 2010 roku. Wtedy pierwszą rakietą świata wśród kobiet została 20-letnia wówczas Woźniacka. Wyniki australijskiej lewy Wielkiego Szlema ustawiły na nowo hierarchię w Top 10 światowej listy. Z czołowej dziesiątki wypadła Rosjanka Daria Kastkina, a w jej miejsce awansowała Białorusinka Aryna Sabalenka (3485 pkt). Dziewiątą lokatę zajmuje Karolina Woźniacka (3566), triumfatorka ubiegłorocznej edycji Australian Open, która tym razem odpadła już w 3. rundzie, za co zapłaciła spadkiem w rankingu aż o sześć miejsce.

Ósma jest Holenderka Kiki Bertens (4430 pkt, awans o jedną pozycję), siódma Ukrainka Jelina Switolina (4940 pkt, pozycja bez zmian), szósta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4965 pkt i spadek z pozycji wiceliderki). Na piąte miejsce awansowała półfinalistka tegorocznej edycji Czeszka Karolina Pliskova (5100 pkt, skok o trzy pozycje), na czwarte Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt, poprzednio piąta). Niedawna liderka Simona Halep jest trzecia (5582 pkt), Kvitova z 6290 pkt jest druga. Osaka prowadzi z dorobkiem 7030 pkt. Wśród polskich tenisistek numerem 1 nadal jest Magda Linette, ale poznanianka spadła w rankingu aż o 18 miejsc i zajmuje obecnie 98. lokatę. Nasza rakietą numer 2 została 17-letnia Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansował o 37 miejsc na 140 pozycję.

Wśród panów nie doszło do tylu zmian. Novak Djoković po Australian Open umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP z dorobkiem 10955 pkt. Drugą lokatę utrzymał pokonany w finale Rafael Nadal (8320 pkt), ale z trzeciego miejsca spadł aż na szóste broniący tytułu Szwajcar Roger Federer (4600 pkt). Jego miejsce zajął Niemiec Alexander Zverev (6475 pkt). Na czwartą pozycję awansował Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (5060 pkt), na piątą reprezentant RPA Kevin Anderson (4845 pkt), siódmy jest Japończyk Kei Nishikori (4110 pkt), ósmy Austriak Dominic Thiem (3960), dziewiąty Amerykanin John Isner (3155), a Top 10 zamyka Chorwat Marin Cilić (3140). Najlepszy z polskich tenisistów, Hubert Hurkacz, awansował o trzy lokaty i zajmuje obecnie 73. miejsce, najwyższe w jego karierze. Drugą rakietą jest Kamil Majchrzak, który w najnowszym notowaniu został sklasyfikowany na 156. pozycji, również najlepszej w karierze. W rankingu deblistów prowadzi Amerykanin Mike Bryan, a najlepszy z Polaków Łukasz Kubot a jest dziewiąty.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.

 

Australian Open: Greckie objawienie

Do ćwierćfinału Australian Open nie przebili się broniący tytułów Karolina Woźniacka i Roger Federer. Sensacją turnieju są półfinałowe awanse debiutującej w Melbourne Park 25-letnieju Amerykanki Danielle Collins i 20-letniego Greka Stefanosa Tsitsipasa.

W tegorocznej edycji zmagań na kortach Melbourne Park tytułów bronili Karolina Woźniacka i Roger Federer. Dunka polskiego pochodzenia odpadła szybko, bo już w 1/16 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 3:6 z triumfatorką Australian Open z 2008 roku Marią Szarapową. Ta porażka będzie Woźniacką słono kosztować, bo straci mnóstwo punktów rankingowych i w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistek spadnie z trzeciego miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki. Swoich pozycji nie utrzyma też też druga z polskich tenisistek w obcych barwach, Angelique Kerber. Rosyjska gwiazda też wiele się nie nawojowała, bo po wyeliminowaniu Woźniackiej już w następnej rundzie sama została wyeliminowana przez reprezentantkę gospodarzy Ashleigh Barty.

Opłaca się wygrywać

Reprezentantka Niemiec, która wygrała Australian Open w 2016 roku, w ubiegłym roku doszła do półfinału, a w tym odpadła w kompromitującym stylu już w 1/8 finału, przegrywając z niżej notowaną Danielle Collins (WTA 35) 0:6, 2:6. 25-letnia Amerykanka z Florydy, która dopiero od niedawna na serio zaczęła grać w tenisa, bo wcześniej ważniejsze były dla niej studia biznesowo-medialne i tytuł magistra, w Melbourne Park rozbiła dwukrotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema w 59 minut. Collins to obecnie czwarta rakieta w USA wśród kobiet – przed nią są tylko Sloane Stephens, Serena Williams i Madison Keys, a z nią legendarna Venus Williams. Sroce spod ogona więc nie wypadła i chociaż w Australian Open gra po raz pierwszy, jej obecność w najlepszej ósemce nie jest aż taką sensacją, bo ta mierząca 178 cm tenisistka potrafi naprawdę znakomicie grać, o czym przekonała się także Rosjanka Anastasia Pawljuczenkowa, która w 1/4 finału przegrała z Collins 6:2, 5:7, 1:6.

Tegoroczny turniej na kortach Melbourne Park nie jest jakoś specjalnie przełomowy, bo młodzież oraz mniej znani gracze odważnie atakują pozycje uznanych mistrzów już od kilku sezonów, odkąd premie za sam start w Wielkim Szlemie zaczęły przewyższać premie za zwycięstwa w turniejach niskiej rangi. Nasza utalentowana juniorka Iga Świątek za awans do II rundy zarobiła 75 tys. dolarów, czyli więcej niż zarobiła w sumie za wszystkie wygrane przez siebie turnieje klasy ITF.

Numery w rankingu nie grają

Mistrzowie trzymają się jednak mocno i nie oddają bez walki zdobytych pozycji. W ósemce ćwierćfinalistek z młodego pokolenia znalazły się tylko 21-letnia Japonka Naomi Osaka (WTA 4), triumfatorka ubiegłorocznego US Open oraz 22-letnia Australijka Ashleigh Barty (WTA 15). Pozostała szóstka to zaprawione w wieloletnich bojach weteranki światowych kortów – Czeszki Petra Kvitova (28 lat, WTA 6) i Karolina Pliskova (26, WTA 8), Ukrainka Elina Switolina (24, WTA 7), Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (27, WTA 44) i najbardziej utytułowana z nich 37-letnia Serena Williams (WTA 16). Zdobywczyni 23 wielkoszlemowych tytułów bardzo chce pobić rekord wszech czasów w liczbie tych trofeów. W pierwszych trzech rundach zmiatała młodsze rywalki z kortu jak odkurzacz, bez straty seta. Dopiero w 1/8 finału starsza z sióstr Williams natrafiła na silniejszy opór, ale to nic dziwnego, bo jej przeciwniczką była liderka rankingu Rumunka Simona Halep. Wygrała jednak 6:1, 4:6, 6:4.

Tsitsipas bije swojego idola

Wśród mężczyzn sensacją jest nieobecność w ćwierćfinale broniącego tytułu Rogera Federera. 37-letni Szwajcar przegrał z 20-letnim Grekiem Stefanosem Tsitsipasem 7:6(11), 6:7(3), 5:7, 6:7(5). Legendarny „Maestro” jeszcze nigdy w karierze nie miał tak słabych statystyk wykorzystywania breakpointów. Do tej pory najgorsze, gdy nie wygrał żadnego, miał w finale Igrzysk olimpijskich w Londynie z Andy’m Murray’em. „Nie wiem, jak mogłem przegrać drugiego seta, gdy wypracowałem sobie tyle szans. A rywal? Do niego należy przyszłość. Będzie na szczycie bardzo, bardzo długo” – komplementował swojego pogromcę Federer, któremu grozi teraz ostry zjazd w rankingu ATP, dlatego zapowiedział, że w tym sezonie nie zrezygnuje ze startów na kortach ziemnych, na czym niewątpliwie zyska wielkoszlemowy French Open w Paryżu.

Dla Tsitsipasa Federer jest idolem i wzorcem do naśladowania. Gra w stylu Szwajcara, nosi podobną przepaskę na włosach, ale jest o 17 lat młodszy i to jemu eksperci lepiej wróżą na przyszłość, a szwajcarskiemu mistrzowi przepowiadają rychłe zejście ze sceny. Przoduje w tym szczególnie znany z kontrowersyjnych opinii John McEnroe. Federer skomentował opinię Amerykanina w swoim stylu: „Uwielbiam Johna, ale słyszę te jego przepowiednie od dziesięciu lat”. Tsistsipas jest teraz flagowym przedstawicielem pokolenia młodych graczy. Zastąpił w tej roli Alexandra Zvereva, bo Niemiec zawodzi w turniejach Wielkiego Szlema. W tegorocznej edycji odpadł w 1/8 finału po porażce z Milosem Raonicem. Był tym tak sfrustrowany, że połamał rakietę. A Tsitsipas pokonał w 1/4 finału Bautistę i awansował do półfinału. W najlepszej ósemce męskiego turnieju oprócz niego, Bautisty i Raonica znaleźli się jeszcze Novak Djoković, Rafael Nadal, Lucas Pouille, Kei Nishikori i Frances Tiafoe.

 

Zverev wygrał turniej mistrzów

Fot. Aleksander Zverev jest trzecim niemieckim tenisistą, który wygrał turniej mistrzów

 

 

Zakończony w minioną niedzielę turniej ATP World Tour Finals w Londynie wygrał 21-letni Alexander Zverev, który w finale pokonał lidera światowego rankingu 31-letniego Novaka Djokovicia 6:4, 6:3. Niemiecki tenisista wcześniej w półfinale wyeliminował Rogera Federera.

 

Wcześniej Djoković i Zverev zmierzyli się w fazie grupowej londyńskiego turnieju mistrzów i w tym pojedynku zdecydowanie lepszy był Serb, który wygrał pewnie 6:4, 6:1. Dlatego faworytem niedzielnego finału był Djoković, zwłaszcza że w tym sezonie imponował formą. Zdobył dwa tytuły wielkoszlemowe, wygrywając Wimbledon i US Open oraz zwyciężył w dwóch prestiżowych imprezach serii Masters 1000. W ATP Finals w trzech spotkaniach grupowych oraz w półfinale z Afrykanerem Kevinem Andersonem serbski tenisista nie stracił nawet seta.

W finałowym starciu ze Zverevem lider światowego rankingu nie był jednak w swojej optymalnej dyspozycji. Zaczęły łapać go skurcze, nie serwował z taka morderczą dokładnością jak w poprzednich pojedynkach, zdarzyły mu się nawet podwójne błędy. W ostatniej akcji pojedynku młody Niemiec popisał się efektownym bekhendowym minięciem i już po chwili mógł świętować swój największy sukces w karierze. Z jego rodaków w turnieju mistrzów triumfowali przed nim jedynie Michael Stich (wygrał w 1993 roku) oraz legendarny Boris Becker (wygrywał w latach 1998, 1992 i 1995).
W rozegranym kilka godzin wcześniej finale debla Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock pokonali Francuzów Pierre-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta 5:7, 6:1, 13-11. Uczestniczący w imprezie Łukasz Kubot, który grał w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, zakończył rywalizacje na fazie grupowej.

Djoković był niepocieszony po porażce, bo chociaż ma już na koncie pięć zwycięstw w ATP World Tour Finals, to jego celem było dorównanie Rogerowi Federerowi, który ma o jeden trium więcej i jest rekordzistą pod tym względem. Ósemka najlepszy tenisistów sezonu walczyła jednak nie tylko o splendory, lecz także pokaźną gotówkę. Zverev za wygranie turnieju skasował 2,5 mln dolarów oraz 1300 punktów rankingowych, dzięki którym w najnowszym notowaniu rankingu ATP z łącznym dorobkiem 6385 pkt awansował na czwartą pozycję. Przed nim są już tylko Djoković (9045 pkt), nieobecny w Londynie z powodu kontuzji Hiszpan Rafael Nadal (7480) oraz Federer (6420). Za niemieckim tenisistą w Top 10 światowej listy plasują się: 5. Juan Martin del Potro (Argentyna) – 5300 pkt, 6. Kevin Anderson (RPA) – 4710, 7. Marin Cilić (Chorwacja) – 4250, 8. Dominic Thiem (Austria) – 4095, 9. Kei Nishikori (Japonia) – 3590 i na 10. John Isner (USA) – 3155.

Z Polaków najwyżej sklasyfikowany jest Hubert Hurkacz, zajmujący aktualnie 87. lokatę z dorobkiem 658 pkt. Kolejny z naszych tenisistów na światowej liście, Kamil Majchrzak, awansował z 221. na 184. miejsce.

 

Janowicz zniknął z listy

W Top 500 rankingu ATP mamy w tej chwili tylko dwóch tenisistów – sklasyfikowanego na 82. miejscu Huberta Hurkacza i 221. Kamila Majchrzaka. Z zestawienia wykreślono natomiast Jerzego Janowicza.

 

Janowicz był klasyfikowany w rankingu ATP nieprzerwanie od 27 sierpnia 2007 roku. W ostatnim czasie nie grał jednak w tenisa z powodu problemów zdrowotnych. W poniedziałek odliczono mu punkty za zeszłoroczny start w Bratysławie i tym samym nazwisko byłego 14. singlisty na świecie zostało wykreślone z zestawienia. Na 82. miejsce w rankingu ATP awansował natomiast Hubert Hurkacz, chociaż ostatnio nie wywalczył żadnych punktów, bo startował w mediolańskich Finals Next Gen ATP.

Z Top 200 wypadł natomiast Kamil Majchrzak, który bez powodzenia walczył o punkty w challengerze w Knoxville.
Liderem rankingu pozostanie Djoković, bez względu na wynik jaki osiągnie w rozgrywanym w tym tygodniu turnieju mistrzów w Londynie. Serb ma bezpieczną przewagę nad drugim w zestawieniu Hiszpanem Rafaelem Nadalem, a po niedzielnej porażce Szwajcara Rogera Federera z Japończykiem Keiem Nishikorim w fazie grupowej londyńskiego ATP Finals jest już pewne, że szwajcarskim tenisista nie przeskoczy w rankingu prowadzącej dwójki, a może jeszcze stracić trzecią lokatę na rzec Niemca Alexandra Zvereva.

W londyńskim ATP Finals mamy swojego przedstawiciela – w grze podwójnej występuje tam Łukasz Kubot w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Niestety, w pierwszym meczu polsko-brazylijski debel przegrał z Amerykanami Mikiem Bryanem i Jackiem Sockiem 3:6, 6:7(5). W grupie grają jeszcze Austriak Oliver Marach i Chorwat Mate Pavić, którzy na otwarcie pokonali Francuzów Pierre’a-Hugues’a Herberta i Nicolas Mahuta 6:4, 7:6(3).

 

Hurkacz idzie w górę w rankingu ATP

W najnowszych notowaniach rankingu WTA i ATP nadal najwyżej z reprezentantów Polski sklasyfikowana jest Agnieszka Radwańska, ale Hubert Hurkacz jest od niej gorszy już tylko o 10 miejsc.

 

Hurkacz awansował o pięć pozycji i zajmuje obecnie 88. lokatę w rankingu ATP, najwyższą w dotychczasowej karierze. W czołowej setce światowej listy 21-letni tenisista jest jedynym Polakiem, ale wyżej od niego w Top 100 są sklasyfikowane dwie nasze zawodniczki – Agnieszka Radwańska po kolejnym spadku zajmuje obecnie 78. pozycję, a Magda Linette jest na 83. miejscu. Czwartą lokatę wśród naszych reprezentantów zajmuje Magdalena Fręch, plasująca się na 138. miejscu, a piątą 17-letnia Iga Świątek, klasyfikowana obecnie na 176. pozycji. Szósty w tym zestawieniu,a zarazem ostatni z biało-czerwonych w Top 200, jest Kamil Majchrzak (ATP 192).

Wypada odnotować, że kolejną lokatę wśród panów, 395. zajmuje Jerzy Janowicz, ale ponieważ z powodu kontuzji nie bierze udziału w turniejach, w październiku wypadnie całkowicie z rankingu ATP i niewykluczone, że zakończy w ogóle karierę. Podobnie niepewna jest przyszłość Agnieszki Radwańskiej, a zatem możliwe jest, że w przyszłym roku nasi reprezentanci będą rywalizować na marginesie wielkiego tenisa. Hurkacz w nowym sezonie stawia sobie za cel osiągnięcie miejsca w okolicach 50. lokaty, a tenisowi eksperci prognozują, że tak wysoko może zajść także Iga Świątek.

Tymczasem do światowej czołówce na koniec roku zawitała rewelacyjna 20-letnia Japonka Naomi Osaka, która w najnowszym notowaniu uplasowała się na czwartej pozycji. Przed nią są już tylko Simona Halep, Karolina Woźniacka i Andżelika Kerber. U panów prowadzi Rafael Nadal, przed Novakiem Djokoviciem i Rogerem Federerem.

 

W US Open ranking nie ma znaczenia

Na kortach Flushing Meadows tuzy męskiego tenisa trzymają się mocno, ale w rywalizacji pań zawodniczki z czołówki padają jak muchy. Już w pierwszym tygodniu US Open odpadła większość zawodniczek z Top 10 rankingu WTA: Simona Halep (1), Karolina Woźniacka (2), Angelique Kerber (4), Petra Kvitova (5), Caroline Garcia (6), Julia Goerges (9) i Jelena Ostapenko (10).

 

Wydarzeniem III rundy tegorocznego US Open był pojedynek sióstr Williams. Była to ich 30. konfrontacja w zawodowej karierze. Przed meczem starsza Venus, sklasyfikowana obecnie na 16. miejscu światowej listy, zażartowała z młodszej o rok Sereny (WTA 26), że ich potyczka na kortach Flushing Meadows będzie uczciwa, bo w 29., rozegranej w styczniu 2017 roku podczas wielkoszlemowego Australian Open, jej siostra była już w ciąży. „Nie miałam wtedy szans, bo one grały dwie na jedną” – stwierdziła z uśmiechem Venus. Ale na korcie żartów już nie było, bo młodsza z sióstr rozprawiła się ze starszą w 72 minuty, wygrywając 6:1, 6:2. W Nowym Jorku zmierzyły się ze sobą po raz pierwszy od 2015 roku. Wtedy w ćwierćfinale Serena zwyciężyła w trzech setach. Bilans ich wszystkich starć to 18-12 dla młodszej, w tym 11-5 w wielkoszlemowych imprezach (4-2 w US Open).

Wobec trwającego od pierwszej rundy pogromu najwyżej rozstawionych w turnieju tenisistek Serena Williams wyrasta na faworytkę nowojorskiej imprezy, którą wygrywała już w przeszłości sześciokrotnie (1999, 2002, 2008, 2012, 2013 i 2014). W IV rundzie na drodze Sereny stanie Estonka Kaia Kanepi (WTA 44), która pierwszego dnia turnieju sprawiła sensację eliminując numer 1 rankingu WTA Rumunkę Simone Halep. Kanepi grała z młodszą z sióstr Williams czterokrotnie i w żadnym z tych pojedynków nie ugrała nawet seta. Ich ostatnia konfrontacja miała miejsce w IV rundzie US Open 2014. Amerykanka zwyciężyła wówczas 6:3, 6:3.

W III rundzie US Open doszło do starcia triumfatorek Rolanda Garrosa, Marii Szarapowej (WTA 22) z Jeleną Ostapenko (WTA 10). Rosjanka w Paryżu zwyciężyła w 2012 i 2014 roku, a Łotyszka tytuł wywalczyła w ubiegłym sezonie. W Nowym Jorku była liderka rankingu wygrała 6:3, 6:2. Obie tenisistki spotkały się po raz drugi. Kilka miesięcy temu w Rzymie Szarapowa była górą po trzysetowej batalii. Rosjanka tym zwycięstwem potwierdziła wysoką formę, ale nie ją się uważa za najpoważniejszą rywalkę Sereny Williams. W tym gronie wymienia się najczęściej młodsze rodaczki amerykańskiej gwiazdy – Sloane Stephens i Madison Keys, 20-letnią Białorusinkę Arynę Sabalenkę, która o ćwierćfinał zagra ze swoją rówieśniczką Japonką Naomi Osaką. W grze o tytuł wysokie notowania przyznawano też po III rundzie Czeszca Karolinie Pliskovej, Ukraince Elinie Svitolinie.

Wśród mężczyzn z tuzów światowego tenisa pierwszego tygodnia turnieju nie przetrwał jedynie Brytyjczyk Andy Murray. W grze pozostawali natomiast Rafael Nadal, Roger Federer, Novak Djoković, Juan Martin Del Potro, Kei Nishikori i pogromca naszego Huberta Hurkacza Marin Cilić.

 

Rekordowe premie w US Open

W najbliższy poniedziałek na nowojorskich kortach kompleksu Flushing Meadows rozpocznie się US Open – ostatni w tym roku tenisowy turniej Wielkiego Szlema. Organizatorzy w puli nagród przygotowali 53 mln dolarów.

 

W porównaniu do US Open 2017 pula nagród wzrośnie o pięć procent, z 50,4 mln do 53 mln dolarów. Tradycyjnie najwięcej, bo aż 3,8 mln dolarów, zarobią zwycięzcy turnieju singla kobiet i mężczyzn. W 2017 roku mistrzowie otrzymali o 100 tys. dolarów mniej. Ale występ na kortach Flushing Meadows opłaca się wszystkim uczestnikom, nawet tym z kwalifikacji, bo dla nich na premie przygotowano trzy miliony dolarów. Tenisiści, którzy odpadną już w I rundzie turnieju otrzymają na pocieszenie po 54 tys. dolarów. W kolejnych rundach nagrody są pokaźniejsze. Dojście do II fazy rozgrywek (1/32 finału) gwarantuje premię w wysokości 93 tys. dolarów, osiągnięcie trzeciej rundy (1/16 finału) wyceniono na 156 000 dolarów, czwartej (1/8 finału) na 266 000, ćwierćfinał na 475 000, a półfinał na 925 000 dolarów. Przegrany w finale zainkasuje dwa razy tyle – 1 850 000.
Opłaca się zatem startować w US Open, bo nawet w grze podwójnej premie są tam pokaźne. Za zdobycie tytułu zwycięski debel dostanie do podziału 700 000 dolarów, finaliści 350 000, półfinał wyceniono na 164 000, ćwierćfinał na 82 275, trzecią rundę na 46 500, drugą na 27 875, a pierwszą na 16 500 dolarów.

Dlatego z miejsca na liście startowej nowojorskiego turnieju nikt bez istotnego powodu nie rezygnuje, co potwierdzają choćby tegoroczne zestawienie 32 zawodniczek i 32 zawodników rozstawionych w imprezie. Podstawą rozstawienia w turnieju kobiet był ranking WTA z 20 sierpnia, ale organizatorzy dokonali jednej, za to dość istotnej zmiany. Zajmującej 26. miejsce w światowym rankingu Serenie Williams przyznano numer 17. Decyzję uzasadniono tym, że 23-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema, w tym sześciokrotna triumfatorka US Open, zasługuje na tego rodzaju wsparcie, bo straciła znaczną część poprzedniego sezonu z powodu ciąży i macierzyństwa. Apelowała o ten gest Amerykańska Federacja Tenisowa.

Najwyżej rozstawiona w turnieju singla pań będzie jednak aktualna liderka światowego rankingu oraz mistrzyni French Open Rumunka Simona Halep. Z „dwójką” wystąpi triumfatorka z Melbourne Dunka Karolina Woźniacka, zaś z „trójką” obrończyni tytułu Amerykanka Sloane Stephens. Wśród panów z numerem 1 zagra lider rankingu ATP Hiszpan Rafael Nadal, z „2” Szwajcar Roger Federer, a z „3” Argentyńczyk Juan Martin del Potro.

W tym roku wśród rozstawionych w US Open graczy zabraknie polskiego nazwiska, bo po raz pierwszy od 11 lat w tym elitarnym gronie w turnieju wielkoszlemowym nie znalazła się Agnieszka Radwańska. Polka w poniedziałkowym notowaniu, decydującym o tegorocznym rozstawieniu w US Open, zajmowała 39. lokatę.

 

 

Rekord Novaka Djokovicia

Novak Djoković pokonał Rogera Federera 6:4, 6:4 w finale turnieju w Cincinnati. Tytuł ten ma dla niego wyjątkowe znaczenie. Serbski tenisista został pierwszym graczem, który wygrał wszystkie imprezy rangi Masters 1000.

 

Z 30 tytułami na koncie Novak Djoković był drugim najlepszym zawodnikiem po Rafaelu Nadalu pod względem liczby zwycięstw w turniejach rangi Masters 1000. Ze wszystkich dziewięciu prestiżowych imprez w każdej triumfował przynajmniej dwukrotnie. Z wyjątkiem Cincinnati, gdzie nie wygrał ani razu. Turniej w Ohio był więc zadrą na jego sportowej dumie, bo aż pięciokrotnie dochodził tam do finału i za każdym razem przegrywał – dwa razy z Andy’m Murray’em i trzykrotnie z Rogerem Federerem.

W tegorocznej edycji w finale znów na drodze serbskiego tenisisty stanął Szwajcar. „Il Maestro” to siedmiokrotny triumfator turnieju w Cincinnati, a w tym roku stawał do walki z Serbem po raz czwarty, lecz w ciągu ostatnich kilkunastu lat ci tytani kortów mierzyli się ze sobą łącznie 45 razy. Lepszy bilans, 23:22, ma w tych starciach Djoković, ale mimo to nie uważano go za faworyta w pojedynku na korcie centralnym w Cincinnati. Na tej arenie Federer jeszcze nigdy nie doznał porażki w finałowym starciu i sądzono, że tym razem także zwycięży.

Te rachuby okazały się nietrafione. Przewaga Djokovicia była wyraźna i wygrał zasłużenie potwierdzając swoją markę wybitnego specjalisty od turniejów rangi Masters 1000. Z dziewięciu imprez z tego cyklu zdołał wygrać wszystkie i jest pierwszym tenisistą, który tego dokonał. W sumie Serb ma w dorobku 70 tytułów w imprezach ATP, w tym 13 wielkoszlemowych i 31 rangi Masters 1000. W Cincinnati zdobył 1000 punktów do rankingu i w rozpoczynającym się 27 sierpnia US Open będzie rozstawiony z numerem 6.