Wielki Szlem na ziemnym korcie

W niedzielę 27 września na ziemnych kortach paryskiego kompleksu im. Rolanda Garrosa rozpocznie się przełożony z powodu pandemii koronawirusa wielkoszlemowy turniej tenisowy French Open. Planowo powinien odbyć się w dniach 24 maja – 7 czerwca. Do obrony mistrzowskiego tytułu w singlu mężczyzn stanie Hiszpan Rafael Nadal, natomiast Australijka Ashleigh Barty zrezygnowała z przyjazdu do Paryża.

Rafael Nadal na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jest hegemonem. W piętnastu występach w tym wielkoszlemowym turnieju triumfował aż 12 razy i wygrał 93 z 95 rozegranych pojedynków. W tegorocznej edycji French Open także jest uważany za murowanego faworyta, chociaż po półrocznej przerwie w startach nie prezentuje jeszcze najwyższej formy. W jedynym turnieju w jakim wystąpił przed imprezą w Paryżu, w ATP Masters 1000 w Rzymie, w której w przeszłości triumfował pięciokrotnie, niespodziewanie przegrał w ćwierćfinale z Argentyńczykiem Diego Schwartzmanem 2:6, 5:7. Była to sensacja, bo we wcześniejszych dziewięciu pojedynkach z tym tenisistą Hiszpan stracił zaledwie dwa sety. „To nie była moja noc. Diego zagrał bardzo dobrze, a ja nie. Zagrałem kiepski mecz przeciwko świetnemu rywalowi, a kiedy tak się dzieje, to się przegrywa. Ale wiem, co muszę poprawić. I wiem też, jak to zrobić. Będę trenował z odpowiednim nastawieniem, żeby znowu dobrze wypaść w Paryżu” – zapewniał wicelider rankingu ATP po porażce ze Schwartzmanem.
Słynny przed laty niemiecki tenisista Boris Becker, sześciokrotny mistrz wielkoszlemowy i były lider rankingu ATP, w wypowiedzi dla hiszpańskiego dziennika „Mundo Deportivo” stwierdził: „Moim zdaniem tegoroczny French Open będzie szczególnie trudny dla Nadala. On jest także moim faworytem numerem jeden, ale zauważam też, że różnica w dyspozycji między nim a innymi zawodnikami z czołówki jest dużo mniejsza niż w minionych latach. Przypuszczam, że to przez brak rytmu meczowego, bo Rafa zwykle przystępował do gry w Paryżu po czterech na ogół świetnych turniejach na kortach ziemnych”.
Tegoroczny French Open będzie wyjątkowy nie tylko z powodu nietypowego terminu imprezy. Zawody te zaczynały się zwykle w czwartą niedzielę maja i kończyły na początku czerwca i w kalendarzu tenisowym były drugim w kolejności imprezą Wielkiego Szlema – jedyną na kortach ziemnych, drugą po styczniowym Australian Open, a zawsze poprzedzała rozgrywany na kortach trawiastych Wimbledon. Ze względu na trwającą pandemię Francuska Federacja Tenisowa przesunęła początek French Open najpierw na 20 września, by ostatecznie wyznaczyć datę startu na 27 września, zaledwie dwa tygodnie po zakończonym zgodnie z terminarzem wielkoszlemowym US Open. Po raz pierwszy od 1947 roku paryska impreza nie odbędzie się więc w tradycyjnym terminie, a po raz pierwszy od wprowadzenia tzw. Ery Otwartej w tenisie duży turniej został przesunięty na inny termin, nie zaś całkowicie odwołany.
Po raz pierwszy w 124-letniej historii turnieju będzie można w jego trakcie rozgrywać mecze podczas padającego deszczu, bo od końca 2019 roku na korcie im. Phillipe’a Chatriera funkcjonuje rozsuwany dach. Podobną konstrukcję zarządzający kompleksem tenisowym im. Rolanda Garrosa planują zainstalować także na korcie im. Suzanne Lenglen, ale jej ukończenie planowane jest dopiero w 2023 roku. Inną nowinką paryskiego turnieju jest zainstalowanie oświetlenia na czterech głównych kortach.
Organizatorzy French Open w powodu pandemii zdecydowali się rozegrać kwalifikacje do głównej drabinki turniejowej bez udziału publiczności, a rosnące zagrożenie epidemiczne we Francji spowodowało, że władze zgodziły się na ograniczoną liczbę widzów tylko na trzech największych obiektach kompleksu Rolanda Garrosa – na korach Philippe Chatrier, Court Suzanne Lenglen oraz Simonne Mathieu.
W tegorocznym French Open polski tenis w grze pojedynczej reprezentować będzie czwórka graczy – Magda Linette i Iga Świątek w rywalizacji pań, a Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak w zmaganiach mężczyzn.
W kwalifikacjach uczestniczyły dwie kolejne nasze zawodniczki. Magdalena Fręch odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z Argentynką Nadią Podoroską 2:6, 2:6, natomiast Katarzyna Kawa powodu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa została wycofana. Po powrocie do Polski zawodniczka wykonała jednak dwa kolejne testy i w obu przypadkach wynik był negatywny. Z jednej strony to dobrze, że jest zdrowa, lecz tenisistka nie może odżałować zmarnowanej przez czyjeś niedopatrzenie szansy na zakwalifikowanie się po raz pierwszy w karierze do gównej drabinki wielkoszlemowego French Open.

48 godzin sport

Drugie trafienie Klicha
Mateusz Klich strzelił gola dla Leeds United w wygranym przez jego zespół 4:3 meczu 2. kolejki angielskiej Premier League z Fulham. Była to drugie ligowe trafienie 30-letniego reprezentanta Polski w tym sezonie. Klich zaliczył także asystę przy trzeciej bramce dla ekipy Leeds, która z trzema punktami na koncie zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli.

Nadal przegra w Rzymie
Argentyńczyk Diego Schwartzman, który w 1/8 finału turnieju ATP w Ryzmie wyeliminował najlepszego polskiego tenisistę Huberta Hurkacza, w ćwierćfinale pokonał też (6:2, 7:5) broniącego tytułu Hiszpana Rafaela Nadala, rozstawionego w tegorocznym turnieju z numerem drugim. Porażka wicelider rankingu ATP w imprezie na kortach Foro Italico jest niespodzianką, bo Nadal wcześniej triumfował tu dziewięć razy.

Grała siatkarska PlusLiga
Wyniki 2. kolejki: Cuprum Lubin – VERVA Warszawa Orlen Paliwa 2:3; Jastrzębski Węgiel – Asseco Resovia Rzeszów 3:0; Indykpol AZS Olsztyn – MKS Ślepsk Malow Suwałki 0:3, Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – MKS Będzin 3:0. Niedzielne mecze PGE Skry Bełchatów z Aluronem CMC Wartą Zawiercie oraz Cerradu Enei Czarnych Radom z Treflem Gdańsku wydania. Spotkanie GKS Katowice ze Stalą Nysa odbędzie się w poniedziałek. W tabeli prowadzi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przed Jastrzębskim Węglem i VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa, a stawkę zamyka Stal Nysa.

Ważny gol Płachety
W 2. kolejce Championship Norwich zremisował z Preston North End 2:2. Gola dającego remis ekipie gospodarzy w samej końcówce meczu zdobył młodzieżowy reprezentant Polski Przemysław Płacheta, który tego lata do angielskiej drużyny przeszedł ze Śląska Wrocław.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 4. kolejki: Widzew Łódź – Stomil Olsztyn 2:0, Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź 1:2, Sandecja Nowy Sącz – Odra Opole 1:2, GKS Bełchatów – GKS Tychy 1:1, Arka Gdynia – Miedź Legnica 4:0, Chrobry Głogów – GKS Jastrzębie 1:0, Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Resovia 2:0, Korona Kielce – Górnik Łęczna 0:2. Mecz Radomiaka Radom z Puszczą Niepołomice odwołano z powodu zagrożenia epidemicznego. W tabeli prowadzi ŁKS przed Bruk-Betem (oba zespoły mają po 12 pkt), stawkę zamyka GKS Jastrzębie, które jeszcze nie zdobyło punktów.

Kubica z awarią
W kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu DTM na torze w Nurburgring Robert Kubica (Orlen Team ART) zajął najlepszą w tym sezonie siódmą lokatę. Niestety, w oficjalnym wyścigu w jego samochodzie doszło do awarii skrzyni biegów i ostatecznie krakowianin nie dojechał do mety niedzielnego wyścigu. W momencie wystąpienia awarii znajdował się na szóstym miejscu w stawce. W sobotę wyścig ukończył na 13. miejscu.

Remis polskich piłkarek
Prowadzona przez trenera Miłosza Stępińskiego reprezentacja Polski kobiet w piłce nożnej bezbramkowo zremisowała z Czechami w meczu grupy D eliminacji mistrzostw Europy. Biało-czerwone po czterech rozegranych spotkaniach prowadzą w grupie z dorobkiem 8 punktów, przed Hiszpankami (3 mecze, 7 pkt) i Czeszkami (4 mecze, 7 pkt) oraz Mołdawią (3 pkt) i Azerbejdżanem (zero punktów). We wtorek 22 września w Bielsku-Białej Polki rozegraną mecz rewanżowy z drużyną Czech.

Kara dla Cecha z Cracovii
Obrońca Cracovii David Jablonsky został zawieszony za udział w korupcji do końca 2021 roku. Kara ma rygor natychmiastowej wykonalności. Czech w 2012 roku brał udział w ustawieniu pięciu meczów FK Teplice. Dwa z nich miały odbyły się w lidze młodzieżowej. Kolejne dwa w III lidze, a jeden w Pucharze Czech. Za ten czyn Jablonsky został ukarany dyskwalifikacją do końca 2021 roku. Kara ma rygor natychmiastowej wykonalności. Piłkarz może się od niej odwoływać, ale ryzykuje wydłużenie zawieszenia. Zdarzało się już bowiem tak, że zawodnicy za podobne przewinienia karani byli dożywotnim zakazem gry. 28-letni Jablonsky występuje w Cracovii od lipca 2019 roku. W poprzednim sezonie był podstawowym obrońcą „Pasów”.

Awansowały bez gry
Siatkarki ŁKS Commercecon awansowały bez gry do 2. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzyń. Z powodu zakażenia koronawirusem w drużynie Hapoel Kfar Saba nie dojdzie bowiem do zaplanowanych na przyszły tydzień spotkań z izraelskim zespołem w 1. rundzie eliminacji. O decyzji Europejskiej Konfederacja Siatkówki (CEV) klub z Łodzi poinformował w sobotę. Oba mecze miały zostać rozegrane w Łodzi we wtorek i czwartek. W 2. rundzie eliminacji łodzianki zagrają ze zwycięzcą pary Calcit Kamnik – Mladost Zagrzeb. W eliminacjach uczestniczy dwanaście zespołów. Trzy z nich uzyskają prawo gry w grupowej fazie LM.

Sukces Niewiadomej
Startująca w barwach niemieckiej grupy kolarskiej Canyon-SRAM Katarzyna Niewiadoma odniosła wielki sukces zajmując drugie miejsce w kobiecym wyścigu Giro d’Italia, jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów etapowych w rywalizacji kobiet. Polkę wyprzedziła tylko mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro Holenderka Anna van der Breggen (Boels-Dolmans), a trzecie miejsca na podium wywalczyła Włoszka Elisa Longo Borghini (Trek-Segafredo).

Gol Niezgody w MLS
Zespół Portland Timbers wygrał na wyjeździe z San Jose Earthquakes 6:1. Jedną z bramek dla zwycięzców zdobył były napastnik Legii Warszawa Jarosław Niezgoda. Było to jego czwarte trafienie w obecnych rozgrywkach Major Ligue Soccer. Portland Timbers po 12 kolejkach spotkań ma na koncie 18 punktów i zajmuje piąte miejsce w Konferencji Zachodniej.

Austriak wygrał US Open 2020

Dominic Thiem wygrał w finale US Open z Niemcem Alexandrem Zverevem 2:6, 4:6, 6:4, 6:3, 7:6(6). 27-letni austriacki tenisista jest pierwszym mistrzem turniejów Wielkiego Szlema urodzonym w latach 90. Dzięki triumfowi w Nowym Jorku w najnowszym rankingu ATP Thiem ma do prowadzącego w zestawieniu Serba Novaka Djokovicia 1735 punktów straty, a do drugiego na liście Hiszpana Rafaela Nadala 725.

Po tym jak z udziału w tegorocznym US Open zrezygnowali Szwajcar Roger Federer oraz Rafale Nadal, a Novak Djoković został zdyskwalifikowany w 4. rundzie za uderzenie piłką sędzię liniową, stało się jasne, że w tej nietypowej z powodu pandemii Covid-19 edycji nowojorskiego turnieju triumfuje tenisista, dla którego będzie to pierwszy tytuł jeśli nie wielkim Szlemie, to na pewno w US Open. W finale spotkali się dwaj zawodnicy, o który od lat mówi się, że są najpoważniejszymi kandydatami do przejęcia schedy po tercecie wielkich mistrzów – 39-letnim Federerze, 34-letnim Nadalu i 33-letnim Djokoviciu. Niemiec Alexander Zverev, obecnie sklasyfikowany na siódmym miejscu rankingu ATP, ma dopiero 23 lata, ale na koncie już 11 turniejowych tytułów w głównym cyklu.
Do tej pory zawodził jednak oczekiwania w Wielkim Szlemie. Wcześniej najdalej zaszedł w tegorocznym Australian Open, docierając do półfinału, w którym zresztą przegrał z Thiemem, lecz w poprzednich startach w US Open ani razu nie przebrnął czwartej rundy.
Z tego też powodu faworytem niedzielnego finału był Thiem, który miał już za sobą trzy wcześniejsze występy w spotkaniach o taką stawkę. Dotarł do finału dwóch poprzednich edycji French Open (w obu przegrał z Nadalem), a na początku tego roku doszedł do finału Australian Open, w którym uległ Djokoviciovi . Dodatkowo rozstrzygnął na swoją korzyść siedem z dziewięciu wcześniejszych pojedynków ze Zverevem, z których ostatnim był wspomniana wcześniej ich półfinałowa potyczka w Melbourne Park, wygrana przez Austriaka 3:6, 6:4, 7:6(3), 7:6(4).
Thiem do tej pory uważany był za specjalistę od gry na nawierzchni ziemnej, co potwierdzały jego wyniki osiągane w turnieju French Open na kortach paryskiego kompleksu im. Rolanda Garrosa. W ostatnich miesiącach austriacki tenisista znacznie jednak urozmaicił swoja grę w tym roku triumfował przecież na twardych kortach w US Open i doszedł do finału w Australian Open, ale ma też na koncie finał zeszłorocznego Turnieju Mistrzów w Londynie, w którym w fazie grupowej pokonał Djokovicia i Federera.
Początek finałowego starcia w US Open zaskoczył jednak tenisowych ekspertów, bo na korcie dominował Zverev, który bił piłki mocniej, dokładniej i na dodatek z wielkim szczęściem. Thiem sprawiał wrażenie kompletnie pogubionego i wyzutego z wiary we własne możliwości, przegrał więc pierwszą partię nadspodziewanie łatwo 2:6. W drugim secie sytuacja nie uległa znaczącej poprawie, nadal górą był potężnie serwujący Zverev i on też wygrał 6:4.
W trzeciej partii Niemiec prowadził już 2:1 z przełamaniem i chyba zaczął już myśleć co powie na ceremonii wręczania nagród, bo zaczął popełniać nawet błędy serwisowe. Gra powoli zaczęła się wyrównywać, chociaż Thiem nie grał jakoś znacząco lepiej niż wcześniej. Przy stanie 4:5 Zverev popełnił kilka błędów przy własnym podaniu i przegrał seta 4:6.
Od tego momentu Thiem zaczął grać jak natchniony – świetnie serwował, miał dużo wygranych wymian, a jakość jego gry rosła z minuty na minutę. Zverev z kolei przestał być tak powtarzalny i skuteczny, więc przegrał 3:6 i w tym momencie w meczu remis.
O zwycięstwie miał zatem rozstrzygnąć piąty set. Zverev zaczął go fatalnie, bo od straty podania, ale szybko to odrobił przełamując rywala. Przy stanie 4:3 niemiecki tenisista ponownie wygrał gema przy podaniu Austriaka i prowadząc 5:3 potrzebował już tylko jednego gema aby wygrać US Open. Nie wytrzymał jednak presji, pozwolił przeciwnikowi wyrównać na 5:5, potem obaj wygrali gemy przełamując się nawzajem i przy stanie 6:6 o losach pojedynku musiał rozstrzygnąć tie-break. A w nim najpierw Zverev prowadził 2:0, a potem Thiem miał 6:4 i dwie piłki meczowe. Ostatecznie Austriak wygrał 8:6 i po raz pierwszy w karierze zdobył mistrzostwo US Open oraz wielkoszlemowy tytuł.
Thiem jest pierwszym mistrzem wielkoszlemowym spoza tercetu Federer – Nada – Djoković od 2014 roku, kiedy to Chorwat Marin Cilić, także w Nowym Jorku, w finale wygrał z Japończykiem Keiem Nishikorim. Thiem został także pierwszym triumfatorem Wielkiego Szlema w singlu urodzonym w latach 90. XX wieku. Przerwał serię zwycięstw zawodników urodzonych w latach 80., która trwała w aż 63 turniejach wielkoszlemowych.

Djoković wyrzucony z US Open

Novak Djoković zachował się skandalicznie podczas pojedynku 4. rundy US Open z Hiszpanem Pablo Carreno. Pod koniec pierwszego seta po nieudanym zagraniu ze złością wybił piłkę w kierunku sędziny liniowej trafiając ją w krtań. Został za to wywalony karnie z turnieju bez premii i punktów za awans do 1/8 finału.

Ostatnie miesiące są dla serbskiego tenisisty, lidera rankingu ATP i murowanego faworyta tegorocznego US Open, pasmem wizerunkowych wpadek. Rok zaczął z przytupem, od triumfu w wielkoszlemowym Australian Open i do przerwy w rozgrywkach spowodowanej pandemią był niepokonany. Ale podczas przymusowej bezczynności zaczął wypowiadać się publicznie na kontrowersyjne tematy (kwestionowanie zasadności używania szczepionek, promowanie pseudonaukowych teorii, m.in. o tym, że za pomocą emocji można zmienić strukturę wody), czym zraził do siebie wielu swoich sympatyków. Największa wpadkę wizerunkową zaliczył jednak organizując pokazowy turniej w Belgradzie, podczas którego ostentacyjnie zlekceważył restrykcje wprowadzone na czas pandemii, przez co zaraziło się koronawirusem kilku uczestników jego imprezy. W końcu także sam Djoković, który wykpiwał wcześniej zagrożenie Covid-19, sam zakaził się wirusem.
Gdy już skandal wokół tego wydarzenia przycichł, serbski mistrz kortu znowu zbulwersował tenisowy światek ogłaszając założenie nowego związku zawodowego tenisistów, co mocno skrytykowali jego najwięksi rywale, Hiszpan Rafael Nadal i Szwajcar Roger Federer. A teraz jeszcze pogrążył się nieodpowiedzialnym zachowaniem w meczu 1/8 finału US Open, po którym został zdyskwalifikowany i wyrzucony z turnieju. Dla niego to cios podwójnie bolesny, bo pod nieobecność broniącego tytułu Nadala oraz leczącego kontuzję Federera, właśnie Djoković był najpoważniejszym kandydatem do zwycięstwa w nowojorskiej imprezie. Serbski tenisista ma w dorobku 17 tytułów wielkoszlemowych, o dwa mniej od Nadala i o trzy od Federera, a jego wielkim marzeniem jest zdystansować w liczbie tych trofeów nie tylko obu tych wielkich graczy, ale także rekordzistkę wszech czasów Australijkę Margaret Court, która ma na koncie 24 wielkoszlemowe tytuły.
Novak Djoković jest piątym singlistą wyrzuconym z Wielkiego Szlema w tzw. erze otwartej, ale pierwszym w tym gronie liderem światowego rankingu i drugą wielką gwiazdą po Amerykaninie Johnie McEnroe, którego wyrzucono w 1990 roku z Australian Open za brak szacunku do sędziny liniowej oraz za rzucenie rakiety i obrazę sędziego głównego. Trzej pozostali banici to Amerykanin Jeff Tarango (w 1995 roku w Wimbledonie został zdyskwalifikowany za samowolne zejście z kortu i obrazę arbitra), Austriak Stefan Koubek (wyrzucony z French Open w 2000 roku za rzucenie rakietą w chłopca do podawania piłek) i Niemiec Carsten Arriens (wyrzucony z French Open w 1995 roku za trafienie sędziego rakietą w nogę).
Incydent w meczu Djokovicia z Carreno Bustą miał miejsce w szczególnym momencie. Serb chwilę wcześniej zmarnował trzy piłki setowe, potem upadł i miał problem z barkiem. Nie było jasne, czy w ogóle będzie mógł kontynuować mecz. Gdy wrócił do gry, rozzłoszczony chciał pozbyć się piłki. Tak niefortunnie, że trafił sędzię. Miał pecha, na pewno nie zrobił tego celowo. Ale już wcześniej ze złości celował w bandy, więc powinien pomyśleć, jak to może się skończyć. A igrał z losem od dawna. Cztery lata temu w spotkaniu z Tomaszem Berdychem podczas French Open rzucił rakietą za siebie i o mały włos a trafiłby ni w liniowego. W Londynie rok temu w hali O2 wybił piłkę w trybuny, na szczęście trafił w puste miejsce na widowni. W niedzielnym pojedynku na Arthur Ashe Stadium znowu wybił piłkę na oślep, lecz tym razem miał pecha, bo trafił w arbitra, czyli osobę na korcie dla zawodników nietykalną pod żadnym względem. Regulamin rozgrywek w Wielkim Szlemie, ale też w innych zawodowych turniejach, nie pozostawia w tym względzie żadnych niedomówień. Nie ma znaczenia, czy jesteś liderem rankingu, czy tenisistą z drugiej setki – kara jest surowa, bo piłka uderzona rakietą osiąga prędkość nawet 200 km/h i można nią zrobić krzywdę.
Djoković nie miał odwagi stawić się na obowiązkowej konferencjo prasowej, za co został ukarany grzywną 20 tys. dolarów. Do zdarzenia na Arthur Ashe Stadium odniósł się dopiero po jakimś czasie w mediach społecznościowych. „Cała ta sytuacja sprawia, że jestem smutny i pusty. Sprawdziłem, co z arbiter, i organizatorzy powiedzieli mi, że dzięki Bogu czuje się dobrze. Bardzo mi przykro, że sprawiłem jej taki stres. To było niezamierzone. Bardzo złe. Nie ujawniam jej imienia, aby uszanować jej prywatność. Jeśli chodzi o dyskwalifikację, muszę uznać to kolejny etap mojej ewolucji jako gracza i człowieka. Przepraszam turniej US Open i wszystkich za moje zachowanie. Jestem bardzo wdzięczny mojemu zespołowi i rodzinie za to, że są dla mnie mocnym wsparciem, oraz moim fanom, że zawsze są za mną. Dziękuję i przepraszam” – napisał na Instagramie.
Ale tylko w ojczystej Serbii media i kibice stoją po jego stronie.

Gwiazdy rezygnują z US Open

Ubiegłoroczny triumfator US Open Rafael Nadal zrezygnował z obrony tytułu w tegorocznej edycji tego wielkoszlemowego turnieju. Tym samym hiszpański tenisista, aktualnie wicelider rankingu ATP, powiększył rosnące z każdym dniem grono zawodniczek i zawodników rezygnujących z powodu pandemii koronawirusa z występu na kortach Flushing Meadows.

W Stanach Zjednoczonych do tej pory odnotowano najwięcej przypadków zakażeń koronawirusem na świecie. Obecność Covid-19 wykryto w tym kraju już u blisko pięciu milionów osób, z których ponad 160 tysięcy zmarło. Mimo to organizatorzy wielkoszlemowego US Open nie rezygnują z przeprowadzenia w dniach 31 sierpnia – 13 września tenisowych zmagań i zapewniają, że otwarte mistrzostwa USA odbędą się z zachowaniem szczególnych zasad bezpieczeństwa. Poligonem doświadczalnym ma być zaplanowany w dniach 21-28 sierpnia, także w Nowym Jorku, turniej Western&Southern Open. Obie imprezy zostaną przeprowadzone przy zachowaniu ostrego reżimu sanitarnego obejmującym m.in izolację tenisistów w hotelu oraz regularne ich testowanie ich na obecność koronawirusa.
Amerykańska federacja tenisowa (USTA) próbuje jeszcze przeforsować karę dyskwalifikacji dla zawodników, u których obecność Covid-19 zostanie wykryta w trakcie turnieju lub nawet u kogoś z członków ich zespołu. Na takie rozwiązanie nie zgadza się jednak ATP. Stowarzyszenie Zawodowych Tenisistów stanęło w obronie graczy i poinformowało USTA, że jeśli przepis o dyskwalifikacji zostanie wprowadzony, nie przyzna w odwecie punktów rankingowych za oba nowojorskie turnieje.
Na to z kolei nie godzą się stacje telewizje, które nabyły prawa medialne do tych imprez i grożą, że obniżą opłatę za prawa do relacjonowania turnieju, a to byłaby duża strata finansowa dla organizatora turnieju, czyli USTA. I tak koło wzajemnych zależności się zamyka, przez co jak na razie panuje w tej kwestii status quo.
Nie wszystkim jednak tenisistkom i tenisistom uśmiecha się udział w wielkoszlemowej imprezie w Nowym Jorku. Obaw o zarażenie koronawirusem nie zdołała przełamać liderka rankingu WTA Australijka Ashleigh Barty i po długich wahaniach ostatecznie ogłosiła, że jednak na kortach Flushing Meadows w tym roku się nie pojawi. W minioną środę w jej ślady poszła Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa. Jej rezygnacja ma nawet mocniejszą wymowę niż Barty, bo Paluczenkowa poczynając od turnieju French Open 2008 na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu nie opuściła żadnej imprezy Wielkiego Szlema i zagrała w 48 kolejnych turniejach tego najbardziej prestiżowego tenisowego cyklu. Sześć razy dochodziła w nich do ćwierćfinałów, ostatnio w tegorocznym Australian Open, lecz chociaż nigdy nie zdołała awansować wyżej, zawsze była ważną postacią kobiecych zmagań.
Odpuszczając udział w US Open 29-letnia Pawluczenkowa być może straciła okazję do uzyskania życiowego osiągnięcia w wielkoszlemowych zmaganiach, bo znajduje się w wysokiej formie. W minioną niedzielę wygrała drugą edycję pokazowego turnieju Ultimate Tennis Showdown (UTS). „Dużo o tym myślałam i ostatecznie postanowiłam nie grać w tym roku w US Open. Nie było to łatwe, ponieważ w całej karierze nie przegapiłam żadnego turnieju Wielkiego Szlema. Głównym powodem mojej rezygnacji jest brak bezpieczeństwa, bo US Open nie daje żadnych gwarancji. W takich okolicznościach nie czuję się komfortowo podróżując do USA. Dziękuję WTA i USTA, które stworzyły nam możliwość rywalizacji, ale każdy gracz decyduje sam o swoim starcie. A ja i mój zespół postanowiliśmy, że najlepiej dla nas będzie zrezygnować z tegorocznego startu” – poinformowała na portalu społecznościowym rosyjska tenisistka, aktualnie sklasyfikowana na 30. miejscu światowego rankingu
Z zawodniczek znajdujących się w Top 30 rankingu WTA ostatnio rezygnację z występu w US Open zapowiedziała też zajmująca 29. lokatę Chinka Qiang Wang. Niewykluczone, że lista zawodniczek odpuszczających starty w Nowym Jorku jeszcze się wydłuży.
Z czołowych tenisistów najszybciej gry w US Open zrezygnował Szwajcar Roger Federer, który już w maju postanowił wykorzystać przerwę w rozgrywkach spowodowaną wybuchem pandemii koronawirusa na porządne wleczenie trapiących go kontuzji i ogłosił zakończenie startów w tegorocznym sezonie.
W miniony wtorek z udziału w US Open wycofał się sklasyfikowany w rankingu ATP na drugim miejscu Hiszpan Rafael Nadal. W jego przypadku jest to spore wyrzeczenie, bowiem jest obrońcą tytułu. Za pośrednictwem Twittera hiszpański tenisista tłumaczył się, że bardzo chciał zagrać w Nowym Jorku, ale ze względu na pandemię woli ograniczyć swoje podróże do minimum. Przed nim z udziału w nowojorskiej imprezie zrezygnował Australijczyk Nick Kyrgios, zajmujący obecnie 40. miejsce w rankingu ATP. W US Open zamierza natomiast zagrać lider rankingu ATP Novak Djoković, szykuje się też do tego najlepszy z Polaków, Hubert Hurkacz. Na liście zgłoszeń znaleźli się również Kamil Majchrzak, Magda Linetty, Iga Świątek i Katarzyna Kawa.
W środę organizatorzy ogłosili, że ze względu na brak kibiców na trybunach oraz inne straty związane z pandemią, muszą obniżyć nagrody finansowe. W zeszłym roku pula nagród wyniosła 57,2 mln dolarów, tym razem będzie do podziału 53,4 mln. Najbardziej „stratni” będą triumfatorzy, którzy zarobić o 850 tys. dol. mniej niż w zeszłym sezonie. Tylko ci, co odpadną w pierwszej rundzie turnieju mogą liczyć na… podwyżkę. Bo ich udział wyceniono na 61 tys. dolarów (poprzednio 58 tys.). Za udział w drugiej rundzie i trzeciej rundzie tenisiści dostaną takie same nagrody – odpowiednio 100 tys. i 163 tys. dolarów, lecz w kolejnych wysokość nagród maleje. Mocniej cięcia w budżecie odczują debliści. Zwycięzcy otrzymają do podziału 400 tys. dolarów, czyli o 46 procent mniej niż w ubiegłym roku.

US Open 2020 bez wielkiej trójki?

Wielkoszlemowy US Open ma się rozpocząć 24 sierpnia, ale jego organizatorzy wciąż zastanawiają się w jakiej formule rozegrać turniej, a nawet rozważają jego odwołanie. Pandemia koronawirusa w USA zaczyna co prawda słabnąć, ale dzisiaj nie można jeszcze przewidzieć, czy w sierpniu życie w Nowym Jorku wróci do dawnego rytmu.

Początek US Open zaplanowano na 24 sierpnia, a zakończenie turnieju na 13 września, ale ostateczna decyzja ma zapaść w poniedziałek 15 czerwca. Dla tuzów światowego tenisa udział w tej imprezie to spory dylemat, bo pandemia koronawirusa zburzyła tenisowy kalendarz. W efekcie rozgrywany na kortach ziemnych French Open przeniesiony został na koniec września, więc jeśli Francuzi nie wycofają się z tego zamiaru, a na razie nic tego nie zapowiada, w tym roku tenisiści tuż po zakończeniu zmagań w US Open na twardych kortach Flushing Meadows musieliby niemal z marszu przenieść się ma ziemne korty im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Roger Federer już nie musi się zastanawiać, czy podoła takiemu wyzwaniu, bo niedawno poddał się operacji i w tym roku już nie zagra. Natomiast jego wielcy konkurenci, Serb Novak Djoković i Hiszpan Rafael Nadal, dają do zrozumienia, że nie wystąpią w obu wielkoszlemowych turniejach rozgrywanych w tak krótkim odstępie czasu. Nadal skłania się do startu w Paryżu, bo tu wygrywał już 12 razy, natomiast Djoković chciałby w US Open, ale przyznał, że dla niego turniej bez publiczności będzie trudny do zaakceptowania.
Brak tych trzech gwiazdorów byłby ciosem dla US Open. Djoković, Federer i Nadal od 2017 roku między sobą dzielą trofea w Wielkim Szlemie. Ostatnim zwycięzcą spoza tej trójki był Szwajcar Stan Wawrinka, który wygrał US Open w 2016 roku. Licząc od 2004 roku na 65 rozegranych finałów „wielka trójka” wygrała aż 55.

Kubot górą w Meksyku

Łukasz Kubot i Marcelo Melo wygrali debla w turnieju rangi ATP Tour 500 na kortach twardych w Acapulco (z pulą nagród 1,9 mln dolarów). W finale pokonali kolumbijski duet Juan Sebastian Cabal – Robert Farah.

Finał gry podwójnej otwartych mistrzostw Meksyku był interesującym widowiskiem, bowiem na korcie zmierzyły się dwa najwyżej rozstawione w turnieju duety – z numerem 1 grali w Acapulco Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, zaś z „dwójką” Łukasz Kubot i jego brazylijski partner Marcelo Melo. Z siedmiu wcześniejszych potyczek tych dwóch znakomitych par deblowych aż pięć wygrali Cabal i Farah. Kolumbijscy tenisiści w Acapulco musieli jednak posmakować goryczy porażki i nie zdobyli swojego wspólnego 17. turniejowego trofeum. Po trwającym dwie godziny i 32 minuty meczu lepsi tym razem okazali się Kubot i Melo, wygrywając spotkanie 7:6(6), 6:7(4), 11-9. „Jesteśmy rzecz jasna bardzo zadowoleni z tego zwycięstwa. Ten tytuł wiele dla nas znaczy. Byliśmy w stanie dać z siebie wszystko co najlepsze. Mecz był bardzo trudny, a o jego rozstrzygnięciu zadecydowały niuanse” – przyznał po meczu Melo, który w 2015 roku wygrał debla w Acapulco w parze z Chorwatem Ivanem Dodigiem. Kubot miał natomiast na koncie dwa wcześniejsze triumfy w tym turnieju. Zwyciężał tu w 2010 roku grając w parze z Austriakiem Oliverem Marachem oraz trzy lata później w parze z Hiszpanem Davidem Marrero Santaną.
Dla Kubota i Melo sobotnia wygrana w Acapulco była już 14. wspólnie zdobytym tytułem w turniejach ATP. Polski tenisista ma już w dorobku 26 deblowe triumfy w imprezach głównego cyklu, zaś jego brazylijski partner 34. Zwycięstwo w mistrzostwach Meksyku było ich pierwszym w tym roku. Otrzymają za to po 500 punktów do rankingu ATP deblistów oraz do podziału finansową premię w wysokości 119 tys. dolarów amerykańskich. Dla porównania: turniej singla w Acapulco wygrał Hiszpan Rafael Nadal, który pokonał Amerykanina Taylora Fritza 6:3, 6:2. On także dostał 500 punków rankingowych, ale znacznie wyższą premię finansową – 372 tys. dolarów.

Roszady w rankingach

Jak zawsze po zakończeniu wielkoszlemowego turnieju, w światowych rankingach doszło do sporych przetasowań. Wśród pań pozycję liderki utrzymała Australijka Ashleigh Barty, ale wśród panów doszło do zmiany na tronie, bo zasiadł na nim triumfator tegorocznego Australian Open Novak Djoković.

Djoković ma teraz w rankingu 9720 punktów i o 325 wyprzedza zepchniętego na drugie miejsce Hiszpana Rafaela Nadala (9395). Dla serbskiego tenisisty będzie to 276. tydzień w roli lidera rankingu ATP i jeśli utrzyma obecną formę do końca sezonu, ma szansę jeszcze w tym roku pobić rekord Rogera Federera w liczbie tygodni spędzonych na czele światowej listy. A skoro o szwajcarskim weteranie mowa, to w najnowszym notowaniu utrzymał trzecią lokatę z dorobkiem 7130 pkt. Tuż za jego plecami ulokował się finalista tegorocznego Australian Open Dominic Thiem. Austriak ma teraz na koncie 7045 pkt, a awansował na czwarte miejsce kosztem Rosjanina Daniła Miedwiediewa (5960). Kolejne miejsca w Top 10 rankingu ATP zajmują: 6. Stefanos Tsitsipas (Grecja) – 4745 pkt, 7. Alexander Zverev (Niemcy) – 3885, 8. Matteo Berrettini (Włochy) – 2905, 9. Gael Monfils (Francja) – 2700 i 10. David Goffin (Belgia) – 2555.
Z polskich tenisistów najwyżej w zestawieniu jest Hubert Hurkacz, który zajmuje obecnie najwyższa w karierze 28. lokatę (1433 pkt). Drugą rakietą wśród naszych graczy jest sklasyfikowany na 105. miejscu Kamil Majchrzak (526), a trzecią zajmujący 403. lokatę Kacper Żuk (83 pkt).
Do roszad doszło również w rankingu deblistów. Samodzielnym liderem jest od poniedziałku tymczasowo zawieszony za stosowanie dopingu Kolumbijczyk Robert Farah, który wyprzedza swojego rodaka Juana Sebastiana Cabala tylko mniejszą liczbą rozegranych turniejów. Najlepszy z Polaków, Łukasz Kubot, spadł na dziewiątą pozycję. Top 10 zamyka jego brazylijski partner Marcelo Melo.
W rankingu tenisistek pierwsze miejsce utrzymała Australijka Ashleigh Barty (8367 pkt), na drugie miejsce awansowała Rumunka Simona Halep (6101), która zepchnęła na trzecie miejsce Czeszkę Karolinę Pliskovą (5290. Największe straty zanotowała Japonka Naomi Osaka, która w Australian Open nie obroniła tytułu ni z czwartej pozycji spadła na dziesiątą. Do Top 10 z impetem awansowała natomiast triumfatorka tegorocznych zmagań na kortach w Melbourne Park Amerykanka Sofia Kenin, która z dorobkiem 4495pkt uplasowała się na siódmej pozycji. Finalistka tegorocznego Australian Open Hiszpanka Garbine Muguruza awansowała o 16 miejsc i zajmuje obecnie 16. lokatę.
Pozostałe miejsca w Top 10 rankingu WTA zajmują: 4. Ukrainka Elina Switolina (4775 pkt), 5. Szwajcarka Belinda Bencić (4675), 6. Kanadyjka Bianca Andreescu (4665), 8. Holenderka Kiki Bertens (3965), a 9. najstarsza w tym gronie 38-letnia amerykańska gwiazda Serena Williams (3915 pkt). Z czołowej dziesiątki zestawienia wypadłą natomiast Czeszka Petra Kvitova, która zajmuje obecnie 11. miejsce (3466).
Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana jest Magda Linette, która z dorobkiem 1212 pkt zajmuje 42. miejsce. O sześć lokat niżej znajduje się Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansowała z 56. na 48. pozycję. Trzecią rakietą w naszym kobiecym tenisie jest zajmująca 127. miejsce Katarzyna Kawa (485 pkt), a w Top 200 jest jeszcze 163. w zestawieniu Magdalena Fręch (362 pkt.).

Sensacyjna wygrana rosyjskiej Amerykanki

W pierwszym tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema w grze pojedynczej kobiet triumfowała po raz pierwszy w karierze 21-letnia reprezentantka USA rosyjskiego pochodzenia Sofia Kenin, natomiast w rywalizacji mężczyzn po raz ósmy triumfował na kortach Melbourne Park Serb Novak Djoković.

Po raz pierwszy w Erze Otwartej w finale Australian Open zmierzyły się dwie tenisistki spoza Top 10 rankingu WTA. We wszystkich wielkoszlemowych imprezach był to dopiero szósty taki mecz o tytuł w XXI wieku. Ostatni miał miejsce w US Open 2018, gdy Naomi Osaka pokonała Serenę Williams. Japonka była wtedy notowana na 19., a Amerykanka na 26. miejscu światowej listy. 21-letnia Kenin została najmłodszą triumfatorką Australian Open od 2008 roku, gdy w starciu 20-latek Rosjanka Maria Szarapowa pokonała Serbkę Anę Ivanović. W ubiegłym sezonie Kenin wygrała trzy turnieje rangi international (Hobart, Majorka, Kanton), a na początku stycznia 2019 znajdowała się na 56. miejscu światowego rankingu. Po triumfie na kortach Melbourne Park w najnowszym notowaniu zadebiutuje w Top 10 (będzie siódma).
Przed finałem większe szanse na zwycięstwo przyznawano rywalce Kenin, bo 26-letnia Garbine Muguruza, chociaż w tegorocznym Australian Open startowała z pozycji zawodniczki nierozstawionej, górowała nad amerykańską tenisistką o rosyjskich korzeniach (jej historia jest bliźniaczo podobna do przypadku Marii Szarapowej, z tą różnicą, że rodzina Kenin i ona sama postanowili zamerykanizować się całkowicie i zerwali więź ze starym krajem) doświadczenie i dokonaniami. 26-letnia Hiszpanka w wielkoszlemowym finale występowała po raz czwarty, a dwa z nich wygrała – French Open w 2016 i Wimbledon w 2017 roku. Młodsza o pięć lat Kenin wcześniej w Wielkim Szlemie najdalej dobrnęła do czwartej rundy. W rankingu WTA zajmowała co prawda wyższe miejsce od Muguruzy (była 15., a jej rywalka 33.), lecz na korcie ranking przecież nie gra, a Hiszpanka, odkąd jej trenerką ponownie jest jej słynna rodaczka Conchita Martinez, błyskawicznie wraca do tenisowej elity, z której wypadła po z powodu kontuzji i regresu formy. Amerykanka też jednak przyjechała do Melbourne w rewelacyjnej formie. W drodze do finału w sześciu pojedynkach straciła tylko jednego seta, w starciu z 16-letnią Cori Gauff, która rundę wcześniej wyeliminowała broniącą tytuły Japonkę Naomi Osakę. W finale Kenin pokonała Muguruzę 4:6, 6:2, 6:2. „Miejcie marzenia. I odwagę, by je spełniać” – powiedziała do widowni po trwającym 123 minuty meczu.
W zmaganiach mężczyzn do decydującego pojedynku stanął siedmiokrotny triumfator Australian Open 32-letni Novak Djoković oraz młodszy od niego o sześć lat Austriak Dominic Thiem. Serbski tenisista przegrywał już w setach 1:2 i musiał na dodatek przezwyciężyć kryzys fizyczny, ale przełamał słabość i po trwającym cztery godziny morderczym pojedynku pokonał Thiema 6:4, 4:6, 2:6, 6:3, 6:4 i po raz ósmy w karierze zwyciężył w Australian Open. W sumie Djoković ma już na koncie 17 wielkoszlemowych triumfów i jest pod tym względem coraz bliżej dokonań Hiszpana Rafaela Nadala (19 zwycięstw) i Szwajcara Rogera Federera, który ma na koncie 20 wygranych turniejów.
Ta trójka graczy w ostatnich latach zdominowała rywalizację w Wielkim Szlemie. Po raz ostatni pozwolili wygrać graczowi spoza ich grona w 2016 roku – wtedy w US Open triumfował Szwajcar Stan Wawrinka, zresztą po finałowym zwycięstwie nad Djokoviciem. Po tegorocznym triumfie w Australian Open serbski tenisista wróci na pozycję lidera rankingu ATP. W tym roku nie przegrał jeszcze żadnego pojedynku. Thiem natomiast przegrał swój trzeci wielkoszlemowy finał. Wcześniej dwukrotnie zmarnował szansę w French Open, za każdym razem ulegając Rafaelowi Nadalowi.
W deblu wśród mężczyzn triumfowali Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury, wśród pań Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenovic, natomiast w grze mieszanej zwyciężyli Czeszka Barbora Krejcikova i Chorwat Nikola Mektić.

Pogoda utrudnia grę w Australian Open

Mimo problemów z niekorzystną aurą, bo przez ulewne deszcze trzeba było przełożyć wiele pojedynków, rywalizacja w tegorocznym Australian Open ruszyła pełną parą. I jak w każdym wielkoszlemowym turnieju już w pierwszej rundzie sypnęło niespodziankami.

Hubert Hurkacz do tegorocznego Australian Open po raz pierwszy w turniejach Wielkiego Szlema jako zawodnik rozstawiony (z numerem 31) i z takim też, najwyższym w karierze, miejscem w rankingu ATP. 23-letni wrocławianin awans na światowej liście zawdzięczał udanemu występowi w turnieju w Auckland, w którym dotarł do półfinału. W pierwszej rundzie zmagań na kortach Melbourne Park nasz najlepszy obecnie tenisista trafił na niżej notowanego Austriaka Dennisa Novaka (ATP 99), którego miał okazję oglądać z bliska w akcji w rozegranym na początku stycznia tego roku drużynowego turnieju ATP Cup. W meczu Polska – Austria, wygranym przez biało-czerwonych 2-1, Hurkacz walczył z czwartą rakietą na świecie Dominikiem Thiemem, którego pokonał, natomiast Novak przegrał wtedy z drugą rakietą w naszej ekipie, notowanym w czwartej setce światowego zestawienia Kacprem Żukiem. Nikt zatem nie dawał Novakowi większych szans w starciu z Polakiem, któremu wielu ekspertów wróży awans do Top 10 jeszcze w tym sezonie.
Tymczasem wrocławianin nieoczekiwanie przegrał dwa pierwsze sety 6:7(4) i 1:6, ale w trzeciej partii opanował skołatane niepowodzeniem nerwy i zaczął grać już na swoim poziomie. A to w zupełności wystarczyło na pewne wygrane 6:2, 6:3, 6:4 w kolejnych trzech setach i zwycięstwo w meczu 3:2. Tak oto Hurkacz po raz pierwszy w karierze zakończył zwycięsko pięciosetowy pojedynek, co z pewnością okaże się cennym doświadczeniem na przyszłość. Nie zmienia to jednak opinii, że przeciwko Novakowi, którego do występu w Melbourne przygotował znakomity przed laty austriacki tenisista Thomas Muster, zaliczył chyba swój najgorszy występ w tym roku.
Australijczyk na drodze
W drugiej rundzie Hurkacz trafił na reprezentanta gospodarzy Johna Millmana (ATP 47), który awansował po raczej niespodziewanym zwycięstwie nad Francuzem Ugo Humbertem (ATP 43) 7:6(3), 6:3, 1:6, 7:5. Humbert tuż przed Australian Open wygrał turniej ATP w Auckland, ten sam, w którym Hurkacz doszedł do półfinału, dlatego uważano go za faworyta w starciu z Millmanem. Ale 30-letni australijski weteran, który w swoim najlepszym jak dotąd występie na kortach Melbourne Park, w 2018 roku, dotarł do trzeciej rundy, ale ma też na koncie ćwierćfinał US Open, walczył z Francuzem zawzięcie o każdą piłkę. I zapewne z nie mniejszą ambicją zagra też w środę rano polskiego czasu na Melbourne Arena, trzecim co do wielkości korcie w kompleksie Melbourne Park, przeciwko Hurkaczowi. W środę swój mecz rozegra też Iga Świątek, która zmierzy się z Węgierka Timeą Babos. O ile rzecz jasna pogoda znów nie pokrzyżuje szyków organizatorom, jak miało to miejsce w poniedziałek, gdy z powodu obfitych opadów deszczu trzeba było przenieść część meczów na następny dzień.
Przymusowa zwłoka z powodów atmosferycznych nie przysłużyła się niestety naszej najlepszej obecnie tenisistce Magdzie Linette, bo klasyfikowana obecnie na 43. pozycji w rankingu WTA poznanianka we wtorek przegrała nieoczekiwanie ze znacznie niżej notowaną Holenderką Arantxą Rus (WTA 93) 6:1, 3:6, 4:6. Polka grała z tą rywalką po raz pierwszy, ale Rus nie jest nowicjuszką. Linette w wielkoszlemowych turniejach najdalej dotarła do III rundy (w French Open 2017, Australian Open 2018 i Wimbledonie 2019). Rus do II rundy Australian Open awansowała po raz drugi (wcześniej udało jej się to w 2011 roku), a jej najlepszy wielkoszlemowy występ to awans do 1/8 finału French Open. W ubiegłym sezonie Holenderka wygrała 10 turniejów rangi ITF i dzięki temu wróciła do Top 100 rankingu WTA. Jej kolejną rywalką będzie Amerykanka Madison Keys.
Linette towarzyszką Szarapowej
Porażka Magdy Linette jest niespodzianką, ale na pewno nie sensacja. Do tej kategorii z pewnością zaliczają się jednak przegrane potyczki w pierwszej rundzie dwóch wielkich mistrzyń – Amerykanki Venus Williams (ATP 55) z niespełna 16-letnią rodaczką Cori Gauff (ATP 66) oraz Rosjanki Marii Szarapowej (ATP 145), która do głównej drabinki turniejowej dostała się dzięki tzw. dzikiej karcie, ale już w pierwszym pojedynku 33-letnia rosyjska gwiazda „poległa” w starciu z młodszą o 10 lat Chorwatką Donną Vekić 3:6, 4:6. Dla Szarapowej, triumfatorki Australian Open z 2008 roku, był to już 16. występ w tym turnieju i trzecia porażka w I rundzie (wcześniej odpadała tak wcześnie w 2003 i 2010 roku). Rosyjska tenisistka przez tą porażkę wpadnie w rankingowe tarapaty, bo nie obroni punktów za 1/8 finału sprzed roku i w najnowszym notowaniu światowej listy wypadnie Top 300.
Tytułów w singlu bronią Japonka Naomi Osaka, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Czeszkę Marię Bouzkovą 6:2, 6:4, natomiast wśród panów Novak Djoković. Serbski tenisista w swoim pierwszym meczu pokonał Niemc Jana-Lennarda Struffa 7:6(5), 6:2, 2:6, 6:1 i było to jego 900. turniejowe zwycięstwo w karierze. Djoković jest szóstym tenisistą w historii, który osiągnął granicę dziewięciuset wygranych pojedynków w cyklu ATP. Inny z tuzów męskiego tenisa, rozstawiony z numerem 3 Szwajcar Roger Federer, który ma na koncie już sześć turniejowych triumfów na kortach Melbourne Park, tegoroczna edycję zaczął od pokonania Amerykanina Steve’a Johnsona 6:3, 6:2, 6:2. 38-letni „Il Maestro” startuje w Australian Open już po raz 21. Takim osiągnięciem nie może się pochwalić żaden inny singlista. Świetnie zaczął turniej też lider rankingu ATP Rafael Nadal. Hiszpan łatwo ograł Boliwijczyka 26-letniego Hugo Delliena 6:2, 6:3, 6:0.