Zamęt w Wiśle

Sytuacja Wisły Kraków jest dramatyczna. PZPN zawiesił klubowi licencję, policzone pobieżnie zadłużenie przekracza 40 mln złotych, sytuacja prawna jest niejasna, bo nie wiadomo gdzie są akcje przekazane niedoszłemu inwestorowi z Kambodży.

 

Z tymi problemami muszą się zmierzyć nowo wybrane władze „Białej Gwiazdy”. Na nowego prezesa Wisły Kraków wybrano 32-letniego Rafała Wisłockiego. Wcześniej trenował w tym klubie drużyny młodzieżowe, był dyrektorem zarządzającym Akademii Piłkarskiej, a także koordynatorem ds. szkolenia. Od 27 czerwca 2018 roku był członkiem zarządu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Przewodniczącym nowej rady nadzorczej został Łukasz Przegon, a jego zastępcami Piotr Pątko i Kazimierz Lenczowski.

Nowi włodarze na specjalnie zwołanej w miniony piątek konferencji prasowej z rozbrajającą szczerością przyznali, że klub faktycznie ma ponad 40 mln złotych długu i że część zawodników złożyła w klubie wezwania do zapłaty zaległości. W przypadku sześciu z nich terminy zostały już przekroczone – są to Zoran Arsenić, Tibor Halilović, Marko Kolar, Jakub Bartkowski, Dawid Kort i Vullnet Basha. Pozostali, Martin Kostal, Jakub Bartosz, Rafał Pietrzak, Maciej Sadlok, Mateusz Lis, Rafał Boguski, Marcin Grabowski i Michał Buchalik, za niespełna dwa tygodnie także będą mogli rozwiązać kontrakty z winy klubu.
Nowy prezes wyjawił, że nie ma żadnego kontaktu z pełniącą przed nim tę funkcję Marzeną Sarapatą, nie omieszkał też ujawnić, iż pani była prezes wraz z dwoma członkami poprzedniego zarządu z klubowej kasy wypłacili sobie ponad 900 tys. złotych tytułem wynagrodzenia. Dla siebie jak się okazuje potrafili znaleźć w kasie pieniądze, a na pensje dla piłkarzy i trenerów jakoś nie.

I to jest największa zagadka w całej tej smutnej historii, bo nie bardzo w tej chwili wiadomo, kto tu kogo oszukał. Aż nie chce się wierzyć, żeby dwóch biznesowych cwaniaków zdecydowało się przejąć akcje klubu, którego jedynym majątkiem są piłkarze, a następnie nie zrobili nic, żeby ten majątek im nie przepadł. Do tego nie trzeba było nawet owych mitycznych już dzisiaj 12,2 mln złotych na pokrycie tzw. długu licencyjnego. Wystarczyło zaspokoić roszczenia zawodników i sztabu szkoleniowego.
Przyszłość Wisły rysuje się w czarnych kolorach. Licencja klubu raczej nie zostanie odwieszona, zespół przegra więc trzy mecze walkowerem i zostanie karnie przesunięty na ostatnie miejsce w tabeli, a potem zdegradowany o dwie klasy rozgrywkowe. Ale ponieważ te sankcje nie niwelują ciążących na klubie długów, możliwy jest jeszcze bardziej radykalny w skutkach scenariusz – wycofanie drużyny z rozgrywek i zawiązanie nowego tworu oraz próba wystartowania w rozgrywkach najniższego szczebla, czyli powtórka rozwiązań zastosowanych ostatnio w Widzewie i Polonii Warszawa.

 

Handlowanie Wisłą

Fot. Wisła Kraków upadnie, jeśli jej nowi właściciele nie spełnią finansowych obietnic

 

 

Wydarzeniem ostatnich dni jest zmiana właścicielska w Wiśle Kraków. Sto procent akcji upadającego klubu kupiły dwie zagraniczne firmy, ale transakcja dojdzie do skutku, jeśli do 28 grudnia przeleją na konto Wisły 12,2 mln złotych na spłatę najpilniejszych długów.

 

Do tego czasu Wisła Kraków nadal jest własnością Towarzystwa Sportowego Wisła i rządzą nią prezes Marzena Sarapata, wiceprezes Szymon Michlowicz i członek zarządu Rafał Wisłocki. Pod ich rządami klub znalazł się na krawędzi przepaści, bo ciąży na nim blisko 40-milionowe zadłużenie i perspektywa nieuchronnego upadku, jeśli nowi właściciele okażą się niewiarygodni i niewypłacalni. Na razie wiadomo, że akcje krakowskiego klubu kupiły dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne – Alalega i Noble Capital Partners, płacąc za nie symbolicznie jedno euro, ale podejmując się spłaty całego zadłużenia.

Transakcje zostanie sfinalizowana w momencie, gdy nabywcy przeleją na konto krakowskiego klubu pierwszą transzę – 12,2 mln złotych tzw. długu licencyjnego. Maja na to czas do 28 grudnia tego roku. Potem muszą jeszcze spłacić pozostałe wierzytelności, szacowane na 27-28 mln złotych, a w ciągu 2019 roku mają zainwestować w „Białą Gwiazdę” kolejne 130 mln złotych. Te kwoty wyglądają imponująco i jeśli rzeczywiście Wisła te pieniądze otrzyma, będzie to jedna z największych, o ile nie największa inwestycja zagranicznego kapitału w polskim sporcie.

 

Tajemnicze interesy nabywców

W imieniu nowych właścicieli na łamach polskich mediów wypowiedział się na razie tylko ich polski wspólnik, Adam Pietrowski, mieszkający na stałe w Berlinie agent piłkarski. „Zapraszam wszystkich na piątkowy mecz Wisły z Lechem Poznań. Wspólnie z fanami chcemy odbudować potęgę Wisły, aby jak dawniej rywalizowała z takimi firmami, jak Barcelona czy Real” – powiedział Pietrowski, który w nowych władzach ma objąć funkcję dyrektora sportowego. Zapewnił, że nowi właścicieli klubu pojawią się w piątek na konferencji prasowej i potwierdzą, że jeszcze w zimowym okienku transferowym przeprowadzą cztery duże transfery. Pietrowski liczy też na powrót na Reymonta Jakuba Błaszczykowskiego, który zadeklarował to dwa tygodnie temu i niedawno potwierdził gotowość przejścia już w przerwie zimowej. „Kibice mogą być spokojni o przyszłość Wisły” – zapewnia Pietrowski.

W polskich mediach od środy pojawiło się jednak mnóstwo mało optymistycznych informacji o nowych właścicielach „Białej Gwiazdy”. Zdobycie informacji o obu firmach jest bardzo trudne, a te dostępne raczej nie powinny skłaniać fanów Wisły do mrożenia szampanów. Przejąć akcje krakowskiego klubu chcą 59-letni Szwed Mats Uno Hartling i 53-letni obywatel Francji kambodżańskiego pochodzenia Vanna Ly . Pierwszy reprezentuje fundusz inwestycyjny Noble Capital Partners Ltd. W 2017 roku aktywa spółki były wycenione na 338 tys. funtów, a to raczej nie jest to kapitał gwarantujący środki na spłatę zadłużenia Wisły. Hartlinga próżno szukać na publikowanej rokrocznie liście 180 najbogatszych Szwedów, na której dolna granica majątku to miliard koron (ok. 417 mln złotych). Nazwisko Hartlinga pojawia się też w innych zarejestrowanych w Anglii spółkach, których działalność polega na skupowaniu akcji i udzielaniu pożyczek. To z nim powiązany jest biznesowo Pietrowski, licencjonowany agent FIFA, prowadzący zarejestrowaną w Berlinie agencję ABP Sports Management zajmującą się transferowaniem do Niemiec młodych polskich piłkarzy.

Drugi z nabywców, nawiasem mówiąc większościowy, bo kontrolowany przez Vanna Ly fundusz Alelega ma przejąć 60 procent udziałów, został zarejestrowany w 2013 roku w Luksemburgu. Mający też francuskie obywatelstwo Ly powiązany jest również z francuskimi firmami Media Spirit, Vauban 1 i Axell Informatique, które są zarejestrowane w Lyonie i Montesson, prowadzi też jakieś interesy w Rumunii i Szwajcarii. Według włoskich mediów na przełomie 2017 i 2018 roku Ly prowadził wstępne rozmowy w sprawie przejęcia klubu Genoa, ale do transakcji ostatecznie nie doszło. Dziennik „La Repubblica” opisał go wówczas jako biznesmena prowadzącego interesy w Luksemburgu i Dubaju.

 

Obietnice są obiecujące

Wokół krakowskiej Wisły zapanowała atmosfera nerwowego wyczekiwania. Na pojawienie się nowych właścicieli czekają piłkarze, którym klub zalega z wypłatami za pół roku. Obietnica uregulowania zaległych płatności jeszcze w tym roku nie zmieniła jednak decyzji najskuteczniejszego napastnika Zdenka Ondraszka o odejściu z końcem roku. Czterech innych graczy „Białej Gwiazdy” postanowiło jednak złożyć wezwanie do zapłaty, co w razie niewywiązania się da im prawo rozwiązania kontraktów z winy klubu. Na nowych włodarzy wiślaków czekają też władze Krakowa z prezydentem Jackiem Majchrowskim na czele. Do rozwiązania jest przecież sprawa umowy wynajmu stadionu i zaległych płatności z tego tytułu wynoszących sześć milionów złotych. Działaczy, których na czele nowych władz postawią panowie Hartling i Ly czeka też wyprawa do siedziby PZPN w Warszawie, gdzie przyjdzie im stoczyć walkę z Komisją Licencyjną. Jak widać gdzie tylko przyjdzie im się pojawić, wszędzie będą musieli mieć ze sobą worek z pieniędzmi. I musi być w nim co najmniej 40 milionów złotych. Taniej się nie da.