10 filmów, dzięki którym zrozumiesz, co się dzieje w USA

To, co w ostatnich tygodniach ma miejsce w Stanach Zjednoczonych i w większości państw zachodnich coraz bardziej przypomina rewolucję. Płoną komisariaty, burzone są pomniki, a liczba protestujących nie spada. Poniższa lista zawiera filmy, które pozwolą zrozumieć, skąd ten gniew, jakie przerażające wydarzenia i lata dyskryminacji go napędzają.

Część z filmów to dokumenty, opowiadające o tym, co miało miejsce naprawdę. Ale i w obrazach przynależących do sfery fikcji nawet mniej uważny widz dostrzeże analogie do scen, które naprawdę się wydarzyły. Celowo pominięto w tym zestawieniu megaprodukcje, o których trąbił cały przemysł filmowy. Część proponowanych filmów nie doczekała się nawet swojej oficjalnej premiery w Polsce. Dobór jest skoncentrowany na produkcjach amerykańskich, dotyczących sytuacji ludzi czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych i ich walki o godne życie. Jednak podobne akty przemocy mają miejsce na całym świecie.
Hej dzieciaki, niech zapłoną serca! Dwa filmy od Spike’a Lee

Lee uchodzi za niekwestionowanego mistrza czarnego kina naszych czasów. Gdy tworzy filmy o społeczności, z której się wywodzi, bardzo często używa niekonwencjonalnych metod i praktyk. Nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak robi. Może być to po prostu chęć eksperymentowania, a także próba zwrócenia uwagi, jak niejednorodne są społeczności czarnoskórych w USA.
Pierwszym filmem, który polecam wszystkim zobaczyć jest postmodernistyczne Ona się doigra (1986), o którym pisałem już przy okazji poprzedniej, tęczowej listy. Do tego jest dobra wiadomość dla osób, którym jednak lepiej wchodzą seriale niż filmy: Spike Lee w latach 2017-2019 nakręcił również serial na podstawie oryginalnej produkcji filmowej. Jedno i drugie dostępne jest na platformie Netflix.
Z kolei
Rób co należy (1989 )

to film, który wiernie pokazuje na ekranie to, co działo i dzieje się teraz w USA. Widzimy dzielnicę, która ledwo sobie radzi z falą upału, im dłużej film trwa, tym bardziej sytuacja staje się napięta, a atmosfera między czarnoskórymi i białymi gęstnieje z minuty na minutę. Film znajdziecie na dwóch polskich portalach VOD.
Paryż Płonie (1990)
jest jednym z trzech dokumentów w całym zestawieniu. Opowiada on o środowisku osób transpłciowych i homoseksualnych w Harlemie oraz Bronxie. Problemy miłosne i z rodziną nakładają się na konflikty klasowe i chociaż obraz Jennie Livingston powstał 30 lat temu, to nie stracił na aktualności. Tak właśnie żyje czarna społeczność LGBT+ w Stanach Zjednoczonych. Obraz dostępny jest za darmo na portalu YouTube.
Chłopaki z sąsiedztwa (1991)
to z jednej strony dramat rodzinny. Z drugiej – naprawdę porządnie zrobiony film gangsterski, można się też w nim doszukać jeszcze co najmniej kilku innych podgatunków. Nie zdradzam szczegółów fabuły, zalecam natomiast oglądanie w pełnym skupieniu, by poczuć klimat bijący z tego dzieła, zanurzyć się w gorącą atmosferę, podkręcaną oprawą muzyczną. Po seansie, zrozumienie motywacji uczestników amerykańskich protestów naprawdę stanie się prostsze. Aż cztery portale umożliwiają legalne obejrzenie filmu w internecie.
Historyczny film
Czarne Pantery. Awangarda Rewolucji (2015)
zniknął z portalu streamingowego Netflix szybciej niż na niego trafił. Ten, kto chce poznać historię jednej z najważniejszych grup politycznych domagających się równości dla praw osób czarnoskórych, może jednak znaleźć go w zasobach YouTube. Warto: dowiecie się, kim byli członkowie Partii Czarnych Panter, kim są teraz i co udało się im osiągnąć.
Dwa filmy od Jordana Peele,
czyli zupełnie nowe spojrzenie na horror oraz problematykę rasową. Określane mianem posthorroru filmy Uciekaj (2017) i To my (2019) są niepowtarzalnymi seansami. W Polsce ten gatunek nie cieszy się zbytnią popularnością, chociaż podbił serca widzów na całym świecie. Jordan Peele jest niezwykle utalentowanym scenarzystą, który potrafi oddać w filmie to, czego sam był świadkiem, a może nawet i przeżył. Oba filmy pokazują dystopijną, ale silnie inspirowaną teraźniejszością rzeczywistość. Pierwszy film dostępny jest na trzech platformach VOD, To my zaś, można zobaczyć aż w czterech miejscach.
Film
LA 92 z 2017 roku
bardzo często przywoływany jest w kontekście dzisiejszych wydarzeń. Tytuł sugeruje, że dokument ten dotyczy zamieszek, które wybuchły po pobiciu Rodneya Kinga. Jednak aby wytłumaczyć sens tamtych wypadków, obraz na początku zagłębia się w problematykę rasowo-klasową lat 50. i 60. Co to za kraj, w którym jesteśmy w stanie wysłać człowieka na księżyc, a nie potrafimy opanować choroby w naszych miastach – słyszymy w pewnym momencie. Czy te słowa się zdezaktualizowały? Bynajmniej. Choć pierwsze zdjęcia ukazane w filmie i nasze czasy dzieli kilkadziesiąt lat, to łatwo zauważyć, że w kwestii równości nie zmieniło się praktycznie nic. Możecie zobaczyć go w serwisie Netflix.
Nienawiść, którą dajesz (2018).
Film bardzo trudny do oceny, ale na pewno warty obejrzenia. George Tillman Jr. stworzył manifest skierowany przeciwko rasizmowi, państwu i systemowej przemocy wobec jednostki. Polityczna otoczka scenariusza rozwijana jest przy pomocy młodej nastolatki o imieniu Starr. Jej świat wywraca się o 180 stopni, gdy jej przyjaciel zostaje zamordowany przez policjanta. Skojarzenia same cisną się na usta, ale problematyka filmu okazuje się jeszcze trudniejsza: wszystko rozgrywa się w świecie ludzi dopiero wchodzących w dorosłość. Trzy polskie serwisy VOD umożliwiają jego obejrzenie – szykujcie się na niełatwy w odbiorze seans. Niesprawiedliwość bijąca z ekranu powoduje, że chce się wejść na barykady i położyć jej kres.
Przepraszam, że przeszkadzam (2018)
jest filmem o jednym z nowszych wynalazków kapitalizmu – telemarketingu. Scenariusz skupia się bowiem na zdesperowanym mężczyźnie, który nie potrafi odnaleźć się w neoliberalnej rzeczywistości, w jakiej żyje. Zatrudnia się zatem w firmie sprzedającej praktycznie wszystko. Na każdym kroku przekonuje się, jak rasistowski jest kapitalistyczny rynek pracy. Elementy science-fiction przedstawione w produkcji nie służą wcale przeniesieniu akcji poza prawdziwy świat, a właśnie temu, by ukazać go w pełni, takim, jakim jest. Obraz Bootsa Rileya znajdziecie na czterech polskich platformach VOD.
Zamiast zakończenia
Jeśli zaczynaliście seans jednego z tych filmów całkowicie nieprzekonani do idei walki o prawa represjonowanych, mam nadzieję, że wasz pogląd na te sprawy się zmienił. Natomiast, jeśli oburzenia nie wzbudziło w was pobicie Rodney Kinga, jeśli nie nie oburzyło was zabójstwo George’a Floyda, jeśli nadal uważacie, że problem was nie dotyczy, bo dzieje się za oceanem i dotyczy ludzi o innym pochodzeniu niż wy, to ruszcie wasze białe dupy pod najbliższy komisariat policji. Nie musisz od razu wybijać szyb, ani wszczynać zamieszek. 9 czerwca Polskę obiegła wiadomość, że sąd w Poznaniu umorzył śledztwo w sprawie zabójstwa Igora Stachowiaka przez policję. Nie będzie pokoju bez sprawiedliwości. Weź ze sobą znicz, znajomych lub rodzinę i zapal choćby to małe światło dla solidarności z ofiarami systemowej, policyjnej przemocy.

Kościoły powinny zrezygnować z białego Jezusa?

Z takim postulatem wyszedł prymas Kościoła anglikańskiego arcybiskup Justin Welby, podczas wywiadu dla BBC. Jego zdaniem obecna debata na temat rasizmu w Ameryce Północnej i Europie powinna zostać przeniesiona również na teren religijny. Wezwał do „przemyślenia” obecności wizerunków białego Jezusa, jak też do ich ewentualnego usunięcia. Jego słowa nie wszystkim się spodobały.

Głowa Kościoła anglikańskiego wyjaśnił, że w czasie swych zagranicznych podróży widział wiele świątyń chrześcijańskich o bardzo różnych korzeniach kulturowych, gdzie Jezus nie jest przedstawiany jako biały. „Jezus bywa widziany na tyle sposobów ile jest kultur i języków. (…) Nie ma tam białego Jezusa. Zobaczycie czarnego Jezusa, chińskiego lub bliskowschodniego, co jest najbardziej trafne”.
Kilka dni wcześniej abp Canterbury podkreślał, że rasizm pozostaje „plagą na koszmarną skalę” we współczesnych społeczeństwach. Wezwał swój Kościół do „zrobienia porządku we własnym domu” i „uznania własnych błędów i porażek historycznych” w kwestii nierówności rasowych. Kościół Anglii ma ok. 26 milionów wiernych w 165 krajach i jest dużo mniejszy od Kościoła katolickiego. Kościół katolicki jest oficjalnie antyrasistowski, lecz ma to dość ograniczony wpływ na znaczną część wiernych. Watykan na razie nie zareagował na propozycję abp Welby’ego.
Anglikanin poszedł zresztą dalej, pytając, czy obrazy Jezusa, świętych, czy postaci historycznych są „konieczne” w świątyniach chrześcijańskich, lecz przyznał natychmiast, że nie od niego zależy ich ewentualne usunięcie.
Reakcje na propozycje abp Welby’ego są dość kontrastowe. Według jednych, skoro każdy maluje Jezusa na swój obraz, to dlaczego nie miałby być biały dla białych; zdaniem innych, gdyby biali modlili się do niebiałego Jezusa, być może postawy rasistowskie byłyby rzadsze. Dyskusja trwa.

Szczęście czarnej europosłanki

W przerzedzonym Parlamencie Europejskim (PE) minutą ciszy uczczono śmierć Afroamerykanina George’a Floyda. Tę nieco spóźnioną uroczystość zepsuła 71-letnia deputowana Pierrette Herzberger-Fofana, pochodzenia malijsko-senegalskiego, która doktoryzowała się w Niemczech z kobiecej literatury frankofońskiej w Afryce, a we Francji z niemieckiej socjolingwistyki, i w zeszłym roku dostała się do PE reprezentując niemieckich Zielonych. Już wszystko zostało odfajkowane, amerykańska policja potępiona, gdy Herzberger-Fofana zabrała głos.

Opowiedziała, co jej się właśnie przydarzyło pośrodku zachodniej Europy, na Dworcu Północnym w Brukseli.
Zobaczyła, jak dziewięciu policjantów-robocopów wyżywa się na dwóch młodych czarnoskórych, więc wyciągnęła telefon i zrobiła zdjęcie.
Policjanci to zauważyli i choć nie zrobiła niczego nielegalnego ruszyli do niej kupą, by ją gwałtownie rozpłaszczyć na ścianie, tak, że mało nie straciła zębów, rozstawić nogi, przydusić, obmacać i wyrwać jej torebkę. Zanim policjanci zorientowali się, że rzeczywiście jest euro-posłanką, jak próbowała im bezskutecznie uświadomić, została zniewolona, poturbowana i skrajnie upokorzona.
Na koniec swej relacji usiadła i rozpłakała się. Zaskoczeni europosłowie zareagowali w końcu oklaskami, które szybko zgasły, bo zabrzmiały jakby niestosownie. Przewodniczący PE David Sassoli obiecał zaraz, że zwróci się do władz belgijskich o wyjaśnienia. A policja, jak to policja, odpowiedziała dziś, że zbada sprawę, ale już stwierdziła, że „weryfikacja tożsamości” była zgodna z przepisami i „agresji nie było”.
Tak sie składa, że tego samego dnia w Paryżu, pod koniec wielkiej manifestacji personelu medycznego, jeszcze większa kupa policjantów rzuciła się na 51-letnią pielęgniarkę pochodzenia północno-afrykańskiego Faridę C., bo gdy zaczęli gazować tłum, pokazała im podwójnego faka.
Do tego dwa razy próbowała bezskutecznie dorzucić do nich kamykami, nie widząc drugiego oddziału policji szarżującego z tyłu, który zaraz gromadnie rozpłaszczył ją na ziemi. Jest to ceniona, oddana pracownica oddziału geriatrycznego jednego z podparyskich szpitali, która sama przeszła covid-19 i której wyraźnie puściły nerwy.
Ma ledwo trochę ponad półtora metra wzrostu i nie wygląda groźnie, ale z konfrontacji z kupą robocopów wyszła okrwawiona.
Wrzucono ją na dobę do dziury i ma być we wrześniu sądzona za obrazę i rzucanie. Teoretycznie nie powinna iść do więzienia, gdyż policjant sfilmowany w zeszłym roku, jak rzucał w tłum „żółtych kamizelek” kostką brukową (taką dużą, uliczną, więc wyglądało to raczej na pchnięcie kulą), dostał tylko 2 miesiące w zawiasach, bez odnotowania, że karany, by mógł dalej służyć rządowi. Ale różnie może być.
Akurat ów policjant od kostki-kuli stanowi połowę francuskich policjantów ukaranych za bezsensowną i bardzo groźną przemoc w czasie manifestacji „żółtych kamizelek” i innych protestów społecznych od jesieni 2018 r.
Złożono w tym czasie prawie tysiąc udokumentowanych skarg na przemoc policji, z czego „policja policji” (IGPN) przyjęła blisko 400, a z tego do dzisiaj dwóch policjantów zostało ukaranych i nie wygląda, by miało być ich więcej.
Wynika z tego, że pozbawianie manifestantów oczu, rąk lub nóg jest legalne, zupełnie jak duszenie. Co prawda francuski rząd na fali oburzenia losem George’a Floyda zakazał policyjnej techniki duszenia, lecz ta delegalizacja trwała raptem tydzień, gdyż po kilku demonstracjach policjantów domagających się możliwości duszenia, przywrócono je.
Ludzie mogą manifestować latami, by nic nie zyskać, ale policja to co innego.
Co do policyjnego rasizmu: dziś rano oficjalny organ francuski (CNCDH – Państwowa Komisja Konsultatywna Praw Człowieka) złożył premierowi swój raport za ubiegły rok, który był zresztą gotowy już marcu, jeszcze przed głośną sprawą amerykańskiego rasizmu. Raport ów ujawnia pewien paradoks istniejący w innych zachodnich krajach.
Kiedy się mierzy tolerancję ogółu, osoby czarnoskóre wypadają w oczach większości najlepiej ze wszystkich mniejszości, są wręcz lubiane.
A jednocześnie report przedstawia dowody, że na co dzień jest to mniejszość ze wszystkich najbardziej pogardzana, lekceważona, upokarzana i dyskryminowana. I to widać w internecie, na stadionach, w urzędach i na policji, która może dosłownie bić i nawet zabijać całkiem bezkarnie.
Innymi słowy, eurodeputowana Herzberger-Fofana miała szczęście.

Potępiajcie system, nie jego ofiary

Polska obrodziła w samozwańczych moralizatorów i ekspertów, tym razem na temat Stanów Zjednoczonych. Bo jak przedstawia się w naszych mediach i internetowych komentarzach dramatyczny doprawdy zryw, który objął amerykańskie miasta? Doniesienia o brutalności policji kontruje się memami ukazującymi sceny kradzieży wielkopowierzchniowych sklepów celem wykpienia powagi sytuacji.

Treści, które starały się wskazać na źródła takiego przebiegu manifestacji – tak jak przejmujące przemówienie czarnej aktywistki Tamiki Mallory – spotkały się natomiast z zarzutami o “polityczne usprawiedliwianie rabunków”, “uzasadnianie grabieży”, podszytymi fałszywą troską komentarzami o “szkodzeniu szczytnej sprawie”. Cóż, im silniejsza potrzeba dorzucenia swoich trzech groszy do internetowej wrzawy, by poczuć się przenikliwym komentatorem, tym mniej zrozumienia procesów społecznych oraz klasowych, których wydarzenia towarzyszące buntowi w Stanach Zjednoczonych są jedynie nieuchronnym efektem końcowym.
Kapitalistyczno-konsumpcyjne społeczeństwo, w którym żyjemy, od kołyski wmawia nam, że godność i wartość społeczna mierzona jest materialnymi produktami: elektronicznymi gadżetami, metkami, logami, usługami. Wszechobecne reklamy – niosące ładunek ideologiczny – każą aspirować do posiadania coraz większej liczby rzeczy oraz wymieniać je co sezon. Do śmierci mamy być konsumentami, w których zostaliśmy przekształceni z obywateli. Kupujemy poczucie bezpieczeństwa, stabilną przyszłość, wolność od strachu. W dużej mierze mają to poczucie zapewnić produkty, których – choć ich realna wartość społeczna często jest nikła – to dają poczucie zażegnania dyskomfortu funkcjonowania w konsumpcyjnym społeczeństwie. Jeśli masz starego ajfona, to jest to oznaka, że jesteś biedniejszy i gorszy od tego, co ma najnowszego – masz się z tego powodu wstydzić. Jeśli masz najnowszego – świetnie sobie radzisz w życiu, należysz do klasy tych, którym się powodzi, choćby w rzeczywistości było zgoła inaczej. Jednocześnie ten sam kapitalistyczny system całe rzesze ludzi spycha w nędzę i skutecznie w niej utrzymuje. Oni nigdy nie nabędą tych najmodniejszych dóbr, pozostaną skazani na podróbki i poczucie dyskomfortu.
Dostrzegając ten kontekst, który w USA jest jeszcze bardziej wyrazisty niż w Europie, możemy zrozumieć, czemu w trakcie gwałtownych niepokojów społecznych są tacy, którzy korzystają z okazji i kierują się w ogólnym chaosie w stronę markowych sklepów. Wynosząc rzeczy dla siebie w ich odczuciu odzyskują jakieś poczucie godności, społeczną pozycję. Bo wielu z nich pewnie czuje, że zamieszki się skończą, rasistowska przemoc policyjna i ekonomiczna będzie trwać w najlepsze, wciąż będą pracować za najniższą stawkę pozbawieni praw pracowniczych oraz tkwić w nędzy getta, ale za to będą chodzić w najnowszych najkach, rozmawiać przez entą generację ajfona, wrzucać z niego zdjęcia na instagramie, grać na najnowszym plejstejszyn siedząc na bezrobociu albo spędzając czas po pracy za grosze. Choćby przez chwilę nie będą “gorsi od innych”. To jest ta okrutna rzeczywistość, której autorzy moralizatorskich komentarzy nie chcą zauważyć. Widzą drzewa, ale nie widzą lasu.
Jeśli więc naprawdę uważacie, że szlachetny protest został „skalany” i przez to mniej zasługuje na wasze poparcie, skierujcie ostrze swojej krytyki w kapitalistyczny i konsumpcyjny system, który skutecznie niszczy to, co wspólnotowe, zamieniając człowieka w konsumenta napędzającego popyt i podaż. Jako ludzie lewicy zaangażowani w organizacje społeczne, polityczne i związkowe staramy się zmienić tę okrutną rzeczywistość degradującą człowieka. Jesteśmy za politycznym organizowaniem świadomego swoich interesów społeczeństwa i klasy pracującej, która będzie miała poczucie godności dzięki społecznej sprawczości – nie poprzez realizowanie się w roli trybika-konsumenta w rynkowej, prekaryjnej machinie. Jednak służby w Stanach Zjednoczonych od samego początku za cel stawiały sobie niedopuszczenie do politycznej i społecznej samoorganizacji. Rozbijano związki zawodowe, stowarzyszenia i organizacje czarnoskórych. Dziś doskonale już wiemy, jak z premedytacją i chirurgiczną dokładnością służby niszczyły Czarne Pantery i inne organizacje, jak mordowano i kryminalizowano działaczy politycznych, jak fabrykowano zarzuty, jak finansowano handel narkotykami w czarnych dzielnicach biedy, by zdezorganizować działalność polityczną.
Dziś widzimy efekty tego przemocowego pozbawienia ludzi możliwości politycznego wychowania i sprawstwa – mamy do czynienia z rewoltami, które nie mają praktycznie żadnej formy politycznego przywództwa, mającego zdolność wpływać na dynamikę protestów. Takie są owoce działań finansowych i politycznych elit USA, które od zarania dziejów dążą do politycznej dezorganizacji społeczeństwa, które zdolne byłoby zmieniać otaczającą je rzeczywistość i reguły gry. To oni doprowadzili do tego, co teraz widzimy. Do tego, że część demonstrujących zajmuje się ślepym niszczeniem i grabieniem – też. Nie wolno przy tym zapominać, że dyskusja o stosunku do przemocy odbywa się od samego początku powstania masowych ruchów emancypacyjnych czarnych Amerykanów. I to nie tylko teoria. Warto przejrzeć uważnie filmy z amerykańskich demonstracji, by zobaczyć bunt we wszystkich jego odcieniach: gdy jedni rabują, inni próbują ich powstrzymywać przed rzuceniem kamieniem w witryny sklepu. Demolują sklepy i czarni, i biali, czasem czarni upominają białych rabusiów. Są jeszcze i prowokatorzy… Dyskusja o przemocy towarzyszącej wybuchom społecznym nie jest zamknięta.
I jeszcze jeden kontekst: w Stanach Zjednoczonych (i w każdym wielokulturowym społeczeństwie) kwestia rasizmu jest także kwestią klasową – dobitnie widzimy to w czasie epidemii, że to właśnie czarni Amerykanie oraz Latynosi są głównymi ofiarami wirusa Covid-19 oraz obecnego kryzysu ekonomicznego. Brak dostępu do powszechnej służby zdrowia, prekaryjne zatrudnienie, złe warunki mieszkaniowe, brak dostępu do porządnej edukacji i przeludnienie dzielnic ludowych zbierają swoje żniwo. Szansa, że osoba biała zarazi się wirusem, jest kilkunastokrotnie mniejsza, podobnie jak to, że odczuje ona skutki kryzysu. Radykalny skok bezrobocia spycha konkretne grupy społeczne w jeszcze większą nędzę. Tą grupą, która obecnie masowo traci pracę, są m.in. właśnie czarni Amerykanie z klas ludowych. Tymczasem Stany Zjednoczone są “wolnorynkowym rajem”, w którym socjalne zabezpieczenia praktycznie nie istnieją. Człowiek jest tam w pełni “kowalem własnego losu”, jednak pozbawiony narzędzi do jego “wykuwania” radzi sobie jak może, byle utrzymać na powierzchni siebie i swoją rodzinę. Choćby grabiąc, choćby potem sprzedając skradzione towary.
Przy okazji grabieże obnażają nam właśnie to, co skrzętnie ukrywamy jako społeczeństwo i czego staramy się do siebie nie dopuścić – że żyjemy w rzeczywistości, w której pożądanie produktów stało się dzikim instynktem. Można być pewnym, że wielu autorów moralizatorskich komentarzy wyznaje te same konsumpcyjne pragnienia (nikt od nich nie jest zupełnie wolny), tak samo odczuwa poczucie niższości z powodu nieposiadania tych czy innych dóbr albo boi się, że kiedyś przestanie nadążać za oczekiwaniami społeczeństwa. W imię samorealizacji i zachowania prywatnego komfortu są w stanie przemilczeć niesprawiedliwości społeczne i ekonomiczne. Do tego dochodzi jeszcze wiara w “amerykański sen”: skutecznie wszak wpojono nam przekonanie, że jeśli tylko się postarać, to zostaniemy dostatnio żyjącymi przedsiębiorcami. Na takim tle faktycznie łatwiej bardziej przejmować się tym, że zdesperowani ludzie podpalili komuś biznes, niż systemową, wielowiekową przemocą.
Jeśli więc nie będąc częścią masowego buntu antyrasistowskiego oburzasz się na grabieże i akty wandalizmu obecne na marginesie rewolty w USA, ale akceptujesz systemowe uwarunkowania, które do nich doprowadzają i milczysz, gdy dzieją się wokół nas – nie tylko w USA – społeczne i ekonomiczne niesprawiedliwości, to zamilknij i tym razem. Na koniec dedykuję autorom tych nic niewnoszących komentarzy, fragment wiersza Juliana Tuwima pt. “Straszni mieszczanie” z nadzieją, że zaczną dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe:

[…]
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie
Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford… że kino…
Że Bóg… że Rosja… radio, sport, wojna…
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
[…]
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „od nagłej śmierci…
…od wojny… głodu… odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.

Solidarni z protestującymi w USA

Kilka tysięcy osób zgromadziło się w sobotę pod warszawską ambasadą Stanów Zjednoczonych, by wyrazić gniew z powodu policyjnej przemocy oraz solidarność z ludźmi, którzy demonstrują na ulicach amerykańskich miast.

Protest, zorganizowany przez Koalicję Przeciw Rasizmowi, zgromadził nadspodziewane tłumy, w większości młodych ludzi. Ambasada, zamknięta na głucho, z podniesionymi zabezpieczeniami przed wtargnięciem pojazdów na teren przedstawicielstwa, była ochraniana przez dość rzadki łańcuch policjantów i policjantki ubranych w zwykłe mundury. Wzdłuż ogrodzenia ambasady protestujący składali kwiaty, zapalili znicze, postawili kartonowe plakaty z fotografiami m.in. Malcolma X i innych działaczy na rzecz praw człowieka w USA, napisami ku pamięci George’a Floyda, fragmentami wierszy, przemówień i hasłami wyrażającymi sprzeciw wobec rasizmu.

Sam protest, choć przebiegał pokojowo, był bardzo dynamiczny. Protestujący nieśli mnóstwo samodzielnie wykonanych plakatów i tablic z napisami: „Black lives matter”, „No justice, no peace” (nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju), „Nie ma kapitalizmu bez rasizmu”, „Silence = Violence” (cisza = przemoc), i z ostatnimi słowami George’a Floyda, które nabrały podczas demonstracji uniwersalnego znaczenia:„I can’t breathe”, czyli „nie mogę oddychać”.

W jednym z ważniejszych przemówień Justyna Samolińska, działaczka Inicjatywy Pracowniczej oznajmiła, iż na naszych oczach Stany Zjednoczone stają się otwarcie faszystowskim i totalitarnym państwem i będzie to miało wpływ na nas wszystkich na całym świecie.

Samolińska odniosła się również do przypadków dyskryminacji na tle narodowościowym, jakie zdarzają się w Polsce. Wspomniała o ukraińskim robotniku Wasylu Czorneju, którego pracodawczyni nie wezwała pogotowia, gdy mężczyzna zasłabł w pracy. Następnie wywiozła jego ciało do lasu i usiłowała zatuszować całą sytuację. Jak oceniła działaczka, gdyby Czornej był Polakiem, nie spotkałby go taki los.

Główne wątki przemówienia dotyczyły jednak brutalnych amerykańskich realiów. Chociaż piętnowane przez nią nierówności i wykluczenie to domena nie tylko kapitalizmu za oceanem.

– Przemoc wobec czarnych Amerykanów, wobec mniejszości w Stanach Zjednoczonych ma nie tylko wymiar policyjny, ma też wymiar ekonomiczny. Mamy do czynienia z wielowiekowym wyzyskiem, z wielowiekową dyskryminacją – podsumowała Samolińska.

Protesty w ten weekend odbyły się również m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Wszędzie przypominano, że Amerykanie walczą o równość we wszystkich wymiarach: w dostępie do edukacji, do mieszkań w lepszej okolicy, do opieki zdrowotnej.

Na razie polityka rządu USA systemowo im tego dostępu nie gwarantuje. Tego samego rządu USA, który jest idolem obecnych władz Polski.

Solidarni

Burzliwe demonstracje i protesty jakie przelewają się przez Stany Zjednoczone po tym jak z rąk białego policjanta w Minneapolis zginął czarnoskóry mieszkaniec miasta George Floyd, odbiły się szerokim echem w Europie.
W kilku brytyjskich miastach zorganizowano wiece solidarnościowe, które łącznie zgromadziły kilkanaście tysięcy osób. Protesty zwołali działacze miejscowego ruchu Black Lives Matter i organizacji antyrasistowskich i lewicowych.
Kilka tysięcy ludzi uczestniczyło w marszu w Londynie. Demonstranci nieśli transparenty i plakaty z hasłami przeciwko rasizmowi, domagając się sprawiedliwości dla George Floyda.
W stolicy Walii, Cardiff w wiecu w centrum miasta uczestniczyło blisko tysiąc osób. Na transparentach widniały hasła „Black Lives Matter” czy „I can’t breathe” (Nie mogę oddychać), będące mottem obecnej fali protestów w USA. Podobna demonstracja odbyła się też w Manchesterze.

Minneapolis w ogniu

Z policją mam pewien zgrzyt; z jednej strony, moje środowisko, zwłaszcza to skrajnie lewicowe i antyfaszystowskie otwarcie nią pogardza i widzi w niej wroga numer jeden. Pal go sześć, że większość tych deklaracji jest czysto wizerunkowa, bo to fajnie wygląda na plakatach i napisach na murach. Z drugiej strony, mam wśród policjantów sporo znajomych i złego słowa na żadnego nie powiem. Choć grzeczne chłopaki to zazwyczaj nie są.

Śledzę uważnie doniesienia amerykańskich mediów o zamieszkach w USA, po śmierci George’a Floyda. Człowiek zginął, uduszony nogą policjanta, przyciśnięty do trotuaru, w trakcie zatrzymania. Po, co tu kryć, zabójstwie Floyda, amerykańskie miasta, głównie Minneapolis, zapłonęły żywym ogniem w świętej sprawie. Floyd był czarny. Zginął z rąk białego. Nic więcej, zwłaszcza w kryzysie, robić nie było trzeba. Chaos i anarchia przyszły same.

Branża muzyczna ze Stanów, którą śledzę w mediach społecznościowych równie uważnie, zrazu wydała wyrok. Floyd jest ofiarą, a katem policja, napędzona rasistowskim katalizatorem. Artyści stają po stronie tych, którzy wołają o sprawiedliwość. Ja też się tam sytuuję. Zawsze. Po stronie wolności i sprawiedliwości. Jednakowoż często nie wystarcza mi sama deklaratywność, bo lubię wiedzieć, o co się biję. A gdy się zajrzy do sprawy Floyda, to już nie jest tylko czysty, biały rasizm, ale coś więcej, co nie ugina się przed prostą dychotomią: dobry czarny i zły biały.

Floyd zginął wskutek bezbrzeżnej brutalności funkcjonariusza. Fakt. Funkcjonariusz czeka w areszcie na proces. Fakt drugi. Wnioski ulicy: wszyscy biali policjanci ciemiężą czarnych obywateli. Darujcie Państwo tę łopatologię, ale tak to trochę tam wygląda. Kto był w Stanach, ten doskonale wie, że władza policjanta jest tam nieporównywalnie większa niż moce naszych stróżów prawa. Nie trzeba jednak jechać aż do Stanów, żeby przekonać się, jak poczynają sobie z obywatelami policjanci, np. w cywilizowanej Francji. Po ostatnich protestach żółtych kamizelek, filmików w sieci jest aż nadto. Żadne działania człowieka, prócz realnego zagrożenia życia lub zdrowia funkcjonariusza, nie usprawiedliwia policyjnej agresji. Podobnie jest jednak w przypadku tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Żadna rzecz nie usprawiedliwia zbrodni i występku, jeśli chce się walczyć o prawdę.

Gdzieniegdzie da się przeczytać, że Floyd został zatrzymany z fałszywymi banknotami, którymi chciał zapłacić w sklepie. Ochrona wezwała policję. Podczas zatrzymania, Floyd miał stawiać opór, miał być pod wpływem narkotyków etc. Tych informacji w polskich mediach trudno się doszukać. Być może są to klasyczne fejkniusy. Dla mnie jednak wystarczą, żeby zapalić żółte, ostrzegawcze światło, że skoro coś podobnego się pojawia, to może jednak nie było z zatrzymaniem Floyda do końca tak, jak tego chce ulica. Że zabił go policjant, tylko dlatego, że Floyd był czarny.

Nie usprawiedliwiam przemocy, ani małej, ani wielkiej. Przemocy czynionej przez bandziora, ani przez policjanta. Każda jest taka sama. Podobnie jak kradzież. Czy złodziejem jest państwo, czy rabuś w kominiarce. Kradną jednakowo. Pamiętam, jak czytałem w „Przerwanej dekadzie” E. Gierka jego opinie o strajkach radomskich i ich tłumieniu w 1976 r. J. Rolicki pytał Gierka, czy radomskie ścieżki zdrowia i masowe aresztowania były potrzebne. E. Gierek powiedział wówczas, że sam zorganizował jako górnik we Francji i Belgii kilkanaście strajków i protestów, i nikomu nawet frank nie zginął wtedy z kieszeni, a rabunek sklepów w Radomiu przy okazji protestów politycznych był faktem, który dziś próbuje się zrównać z działaniami korowskiej opozycji. Dlatego właśnie należy oddzielić działanie polityczne od zwykłego bandytyzmu, który bardzo często chowa się za flagami i transparentami, bo łatwiej się w ich anturażu wmieszać w tłum, żeby kraść.

Trzeba krzyczeć, jeśli widać, że przemoc mierzona w obywatela zabija bez powodów. Trzeba iść na ulice. Ale nie trzeba od razu podpalać komitetów, tylko raczej próbować zakładać własne. Nie wolno też dawać się nabierać na plewy: kiedy ktoś wybija witrynę w sklepie i wynosi z niego telewizor, nie broni demokracji i praw człowieka tylko kradnie. Nazywa się go wtedy złodziejem, a nie manifestantem. Podobnie, gdy rzuca kamieniami w samochody TVN-u, z twarzą pomalowaną w narodowe barwy. To żaden patriota, tylko wandal i przestępca. I żaden relatywizm tego nie odwróci.

Nienawiść kwitnie

Raport Stowarzyszenia Nigdy Więcej przeraża, pokazując skalę nienawiści, która obejmuje całą Polskę w czasach pandemii.

Monotonnie wyliczane w raporcie przypadki nietolerancji, nienawistnych wypowiedzi i aktów bezpośredniej agresji z zagrożeniem zdrowia i życia pokazują, jak bardzo zdemolowana jest świadomość części polskich obywateli. Ostatnie wydarzenia związane z pandemią koronawirusa zaostrzyły niechęć do osób z Azji. Do ataku werbalnego lub fizycznego wystarczy spostrzeżenie, że ofiara ma skośne oczy.

I tak w warszawskim sklepie odzieżowym odmówiono obsługi dwóch Indonezyjek, ponieważ ekspedientki uznały, że skoro sa z Azji, to stanowią potencjalne zagrożenie. Co gorsza właściciel sklepu poparł swoich pracowników. Kierowca Ubera oznajmił Wietnamkom, że jeżeli są z Chin, to nie mogą wsiąść do jego samochodu, wybito szyby w mieszkaniu Filipińczyka, skatowano do nieprzytomności mieszkającego od lat w Polsce chińskiego kucharza, pasażerowie pociągu dalekobieżnego wezwali policję(!), bo jeden z pasażerów miał azjatyckie rysy. Zaatakowano wyzwiskami i groźbami pracownicę naukową Uniwersytetu Śląskiego, w serwisach społecznościowych roi się od gróźb pozbawienia życia Chińczyków, którzy mieszkają i pracują w Polsce.

Stowarzyszenie zwraca uwagę na niepokojący fakt, że tej fali nienawiści nie tylko nie przeciwstawiają się ważne społecznie struktury w Polsce, takie jak telewizja publiczna, jak i Kościół, a wręcz przeciwnie – z ust ich przedstawicieli płynie niemal taki sam hejt, jak z ust środowisk skrajnie rasistowskich i ksenofobicznych.

– Koronawirus stanowi raczej pretekst niż przyczynę nienawistnych zachowań – to zapalnik uaktywniający istniejące już wcześniej uprzedzenia i stereotypy. (…), mówił współautor Raportu, prof. Rafał Pankowski. – W ostatnich tygodniach, gdy zostaliśmy zamknięci w domach, agresja i nienawiść przeniosły się głównie do internetu. (…) Rosną zasięgi skrajnie prawicowych stron, które dla wielu ludzi stają się teraz głównym źródłem informacji o koronawirusie. Nikt na to nie reaguje – mówił naukowiec.

Konieczne jest wyeliminowanie rasizmu w czasie pandemii

W globalnej walce z chorobą wywołaną przez nowego koronawirusa (COVID-19) każdy z nas powinien wziąć na siebie odpowiedzialność, ponieważ zaostrzająca się pandemia już wystawiła ludzką cywilizację na próbę.

COVID-19 rozprzestrzenia się po całym świecie, ludzkość przeżywa krytyczny moment historii, gdy solidarność jest jedynym kluczem do pokonania wirusa.
Chociaż dla wszystkich jasne jest, że wspólne wysiłki są przesłanką zwycięstwa, głęboko zakorzeniony rasizm wielokrotnie wprowadzał negatywną energię do globalnych działań antypandemicznych .
Emmanuel Lechypre, dziennikarz francuskiej telewizji BFM, 4 kwietnia wygłosił dyskryminujące słowa podczas transmisji żałobnej ofiar COVID-19 w Wuhan. Jego wypowiedź spotkała się z falą krytyki internautów, którzy zarzucili mu rasistowski ton, a nie „niewłaściwy” dobór słów, jak tłumaczył się sam Lechypre. Chociaż zarówno Lechypre, jak i BFM TV publicznie przeprosili, wyrządzonej szkody nie można zignorować.
Od wybuchu COVID-19 absurdalne teorie przywołane w krajach zachodnich ukazały, jak rasizm podsyca konwencjonalne myślenie. Pojawiały się rasistowski próby etykietowania wirusa i pandemii. Koronawirusa nazwano problemem „tylko dla rasy żółtej”. Twierdzono też, że nowy koronawirus atakuje tylko układ odpornościowy Azjatów.
Takie niewrażliwe komentarze, w pełni ujawniając arogancję, uprzedzenia, ignorancję i pychę, podżegały do rasistowskich akcji i ksenofobii i stanowiąc zagrożenie publiczne w skali świata.
Sprzeciw wobec etykietowania wirusów pod kątem geograficznym, narodowym i rasowym to konsensus społeczności międzynarodowej, a także zasada, której świat powinien zawsze przestrzegać.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) powtórzyła, że wirusy nie uznają granic i nie dbają o pochodzenie etniczne, kolor skóry czy majątek. 15 lutego na 56 Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium (MSC) Dyrektor Generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział, że największym wrogiem nie jest sam wirus, ale piętno, które „obraca nas przeciwko sobie”.
Ponadto, Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres wielokrotnie apelował o unikanie dyskryminacji, łamania praw człowieka i piętnowania niewinnych ludzi z powodu ich pochodzenia etnicznego.
Jednak niektórzy zachodni politycy i media, ignorując ten apel, raz za razem depczą podstawy cywilizacji, wywołując konflikty rasowe.
Społeczność międzynarodowa musi być nieustannie czujna, surowo potępiać i zdecydowanie sprzeciwiać się jawnie nieodpowiedzialnym i niemoralnym czynom.
Historia dowodzi, że nastroje rasistowskie i ksenofobia wywołana przez poważne choroby zakaźne nie rozwiązują problemów, ale stwarzają większe wyzwania. Rasistowskie uprzedzenia powodują jedynie bariery i szkody, a rasistowskie wypowiedzi podsycają napięcia i konflikty. Przeszłe cierpienia nigdy nie powinny się powtórzyć.
Społeczność międzynarodowa musi zachować czujność. Podczas rozprzestrzenia się pandemii na całym świecie bezmyślna stygmatyzacja i przemyślane działania powodowane ukrytymi motywami doprowadziły do wzrostu zastraszania, dyskryminacji i przemocy wobec Chińczyków i innych Azjatów. Taka powtórka z historii jest niezwykle niebezpieczna i nigdy nie powinna być tolerowana.
W obliczu epidemii, wnikliwi obserwatorzy z całego świata wiele razy wzywali do solidarności i sprzeciwiali się dyskryminacji i działaniom separatystycznym, kładąc nacisk na życzliwość i sprawiedliwość.
Alan Macfarlane, emerytowany profesor Wydziału Antropologii Społecznej Uniwersytetu Cambridge, powiedział, że jako badacz historii i antropolog, głęboko wierzy, że jednym z najlepszych sposobów na uzyskanie dogłębnej wiedzy na temat społeczeństwa i jego cywilizacji jest dostrzeżenie jego postawy w obliczu trudności. Jego wypowiedź skłania do refleksji.
Podczas wideokonferencji z nadzwyczajnego szczytu przywódców G20, w dniu 26 marca, Przewodniczący Chin Xi Jinping powiedział: „Poważna choroba zakaźna jest wrogiem wszystkich. (…) Obecnie społeczność międzynarodowa musi budować zaufanie, podejmować wspólnie solidarne działania, kompleksowo zacieśniać współpracę międzynarodową, aby ludzkość mogła wygrać walkę z tak poważną chorobą zakaźną.”
Trzeba zrozumieć, że w tej globalnej bitwie przeciwko COVID-19 samotnie nie może sprostać epidemii.

Ku przestrodze

Na Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem, ustanowiony w rocznicę Nocy Kryształowej, Stowarzyszenie Nigdy Więcej opublikowało kolejną edycję Brunatnej Księgi czyli monitoringu zdarzeń na tle rasistowskim i ksenofobicznym.

Noc Kryształowa to określenie pogromu ludności żydowskiej w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku w Niemczech. Naziści zamordowali wówczas kilkudziesięciu Żydów, tysiące zesłali do obozów koncentracyjnych, zdemolowali i spalili setki synagog oraz tysiące żydowskich sklepów i mieszkań.

– Pamięć o tragicznej przeszłości zobowiązuje nas do odpowiedzialności za słowo, szczególnie w dobie internetu i jego nieograniczonego zasięgu – powiedziała dr Anna Tatar ze Stowarzyszenia Nigdy Więcej, główna autorka Brunatnej Księgi.

W Brunatnej Księdze w ostatnich miesiącach zostało odnotowanych wiele aktów przemocy wobec mniejszości seksualnych. Pogarda względem nich przejawia się w wypowiedziach polityków, dziennikarzy, a także duchownych. Do Sejmu dostali się pod szyldem Konfederacji skrajnie prawicowi działacze, którzy żądają „batożenia” jako kary za homoseksualizm (Grzegorz Braun), zapowiadają „wykopanie LGBT z polskiej przestrzeni publicznej” (Robert Winnicki) czy przewidują „wyrżnięcie elit, które popierają zboczenia” (Janusz Korwin-Mikke).

Odnotowano również pobicia, dewastacje cmentarzy i pomników poświęconych mniejszościom narodowym, skrajnie nacjonalistyczne manifestacje, rasistowskie i homofobiczne wyzwiska, przypadki mowy nienawiści w mediach, akty dyskryminacji wobec grup mniejszościowych. Przykłady zdarzeń (spośród wielu innych):

Grupa napastników obrzuciła ksenofobicznymi wyzwiskami i pobiła obywatela Ukrainy, pracownika firmy przewozowej. Zażądali od niego, by przełączył muzykę na disco polo. Gdy odmówił, stwierdzili, że ‘nie szanuje kraju, do którego przyjechał’, i wyzywali go ‘Jeb…ny Ukraińcu, wracaj do siebie’ (Warszawa, w nocy z 8 na 9 marca).

Nieznani sprawcy zdewastowali tablicę upamiętniającą Żydów zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Namalowali na kamiennej płycie dwie swastyki (Otwock, 6 kwietnia).
Mężczyzna zaatakował kobietę w hidżabie i jej trzymiesięczne dziecko. Krzyczał do niej ‘Wypier…cie stąd, brudasy’, wykonał również gest faszystowskiego pozdrowienia ‘Heil Hitler’ i zawołał ‘White power!’ (Rzeszów, 2 sierpnia).

Czterech napastników pobiło i obrzuciło wyzwiskami pracownika baru z kebabem – obywatela Bangladeszu (Łódź, w nocy z 21 na 22 września).

Inicjatorem i wieloletnim twórcą ‘Brunatnej Księgi’ był śp. Marcin Kornak, założyciel Stowarzyszenia Nigdy Więcej. Prowadzony nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat monitoring zyskał międzynarodowe uznanie jako najbardziej rzetelne i niezależne opracowanie informacji dotyczących przemocy ksenofobicznej w Polsce.