Sto lat temu w Oklahomie

Tulsa to drugie co do wielkości miasto w Stanie Oklahoma. W ciągu osiemnastu godzin 31maja – 1 czerwca 1921 stało się ono widownią krwawej masakry dokonanej przez rozjuszony tłum białych mieszkańców na ich czarnych współobywatelach.

Biden pojawił się w Tulsie jako pierwszy prezydent upamiętniający tragiczne wydarzenia-jak dotychczas – wstydliwie przemilczane.
Dzięki wysiłkom Oklahoma Historical Society zgromadzone zostały liczne informacje o tym , co się stało sto lat temu.
Na początku 1921 roku Tulsa była nowoczesnym i dobrze prosperującym miastem liczącym ponad sto tysięcy mieszkańców. Około dziesięć tysięcy stanowiła ludność afro-amerykańska mieszkająca w dzielnicy Greenwood District. Wychodziły tam dwie gazety. Funkcjonowała filia biblioteki miejskiej. Przy ulicy Black Wall Street znajdowały się przedsiębiorstwa i sklepy cieszące się powodzeniem. Wśród ich właścicieli byli posiadacze samochodów zwracający uwagę otoczenia eleganckimi garniturami.
W społeczeństwie narastało napięcie związane z powstaniem i ilościowym wzrostem tzw. drugiego Ku-Klux-Klanu, którego członkowie byli zwolennikami uproszczonego, zbrodniczego sposobu wymierzania sprawiedliwości. Bywało , że osoba oskarżona o dokonanie morderstwa nie stawała przed sądem, lecz była wyprowadzana przez uzbrojony tłum i linczowana. Z drugiej strony wśród mieszkańców Greenwood District byli weterani z czasów I Wojny Światowej, którzy sądzili , że linczowaniu należy się czynnie przeciwstawić.
Czarnoskóry 19-letni pucybut Dick Roland wchodząc do windy nadepnął na stopę obsługującej windę 17-letniej Sarah Page. Biała dziewczyna krzyknęła z bólu. Incydent ten opisała Tulsa Tribune jako usiłowanie gwałtu. Gazeta wzywała do zlinczowania Rolanda. Został on aresztowany przez policję. Następnego dnia od rana areszt otoczyły setki białych mężczyzn domagających się wydania im pucybuta. W dwie godziny później 25 uzbrojonych weteranów zaproponowało szeryfowi ochronę aresztu. Szeryf nie zgodził się i weterani powrócili do Greenwood District. Grupa rozwścieczonych białych mężczyzn usiłowała włamać się do magazynu broni Gwardii Narodowej. Zostali powstrzymani przez miejscowych strażników. Po godzinie w Greenwood pojawiła się informacja, że biali szturmują gmach sądu. Tym razem 75 osobowa grupa weteranów przyszła z propozycją ochrony tego gmachu. Zostali odesłani do domu. W drodze powrotnej biały mężczyzna usiłował rozbroić weterana. Padły strzały. Po godzinie tłum białych wściekłych z powodu niemożności zlinczowania Rolanda zaatakował obsługę linii kolejowej, która to obsługa zdołała ich powstrzymać. Wkrótce budynki znajdujące się na obrzeżu Greenwood District zostały podpalone. Policja udostępniała broń i zachęcała do „zrobienia porządku z czarnuchami”. Gwardia Narodowa otoczyła dzielnice w których mieszkała biała ludność. W dzielnicach tych pracowała czarnoskóra służba. Uzbrojone bandy rasistów chodziły od domu do domu domagając się wydania im służących, które ich zdanie powinny być w areszcie. Kiedy biali gospodarze nie zgadzali się na to – narażali się na obelgi, pobicie i dewastację mieszkań. Setki białych mężczyzn wtargnęły do Greenwood District paląc, rabując i strzelając. Używano karabinów maszynowych. Nad dzielnicą pojawiały się prywatne samoloty z których strzelano i wyrzucano szmaty nasycone płynami łatwopalnymi.
Znany i ceniony w tej dzielnicy chirurg A.C. Jackson poddał się grupie uzbrojonych napastników, po czy został rozstrzelany. Liczba ofiar śmiertelnych oceniana była na 50 do 300. Ustalenie dokładnej liczby nie było możliwe gdyż wiele ofiar wrzucono do pośpiesznie wykopanych dołów, które nie wszystkie został wykryte. Spłonęło ponad tysiąc domów i budynków gospodarczych. Niektóre z nich wkrótce odbudowano. Jednakże zimę 1921-1922 tysiące ludzi spędziło w namiotach.
Za morderstwa i podpalenia nikt z białych nie został ukarany.
Dick Roland został przez sąd oczyszczony z zarzutów i uniewinniony.

Dr Andrzej Wilk jest honorowym obywatelem Stanu Oklahoma

Murzyn musi odejść?

O Murzyna kłócę się z córka od przynajmniej piętnastu lat. Wtedy to postanowiła, że będzie zbawiać ten świat.

Aby zbawienie było pełne, ruszyła zmieniać go, gdzie zmiany powinny być najszybsze. Do Afryki. Spędziła kilka lat w Tanzanii i Ghanie pracując wolontariacko w ośrodkach dla dzieci niepełnosprawnych i dzieci odrzuconych przez rodziców.

Przy okazji odwiedziła przynajmniej dziesięć innych państw afrykańskich. Nauczył się tam języka suahili, a także twi i akan. A przede wszystkim afrykańskiego stylu życia. Bo poznając Ghanę, Tanzanię mieszka tam jak Afrykanka .

Nie była białą panienką „obruni”. Chronioną klimatyzowanym, dezynfekowanym apartamentem albo podziwiającą uroki kontynentu w luksusowych resortach. Zza przyciemnionych szyb komfortowych terenowców.

Dzięki niej żyłem tam podobnie. Ponad miesiąc mieszkałem tam w domach bez elektrycznej klimatyzacji, podróżowałem busikami TroTro . Takimi tamtejszymi „marszrutkami”. Żywiąc się przeważnie w ulicznych jadłodajniach.

I wtedy też o Murzyna spierałem się z córką. O pożegnanie z nim, wyrzucenie słowa „Murzyn” z języka polskiego.

Bo według córki, i etymologii też niestety, polskie określenie czarnoskórego wywodzi się ze staropolskiego słowa „murzyć”. Czyli brudzić, plamić.

Ale ja uważałem, że to nie tylko ten brud. Że nawet to słowo może mieć różne, także pozytywne znaczenia.

Czas mijał i dodawał argumentów córce. Pamiętacie reakcję Dyrektora Rydzyka, ojca chrzestnego mafijnego układu w polskim kościele kat.? On to widząc czarnoskórego księdza katolickiego podczas spotkania na częstochowskiej Jasnej Górze, swojsko zażartował. Zapytał ciemnoskórego dlaczego się nie umył?

Dlaczego jest taki „umorzony”?

Pomimo tego, dalej spierałem się o wyrzucenie słowa „Murzyn” . Ściślej, ze współczesnego polskiego języka. Nie wymażemy przecież „Murzyna” z naszej kultury. Nie zastąpimy „Murzynka Bambo” poprawnym obecnie „Afrykańczykiem Bambo”. Tradycyjnego ciasta „murzynkiem” zwanego, „afrykańskim”. Warszawskiej kamienicy Pod Murzynkiem”, i podobnej w Gdańsku, domami „Pod Afrykańczykiem”. Nie zastąpimy „Murzyn zrobił swoje – Murzyn może odejść” poprawnie brzmiącymi „ Afrykańczyk zrobił ”.

Bo jeśli kiedyś ów „Murzyn zrobił swoje”, to może i wtedy można było go gdzieś odesłać. Dzisiaj nie da się już zmarginalizować Afryki i roli Afrykańczyków w naszym codziennym życiu.

Pustka Pustyni i Puszczy

Mój spór o „Murzyna” powrócił właśnie przy okazji sporu o zasadność utrzymania powieści „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza w kanonie lektur szkolnych. Poseł Lewicy Maciej Gdula przypomniał, że jest to powieść rasistowska. Nie pasująca do kanonów współczesności. Recz jasna od razu odpowiedzieli narodowo- katoliccy ministrowie edukacji. W wojennym tonie zadeklarowali, że nie wykreślą dzieła naszego Noblisty i klasyki polskiego patriotyzmu „na którym wychowały się miliony polskich patriotów”.

I historycznie mieli swe racje. Bo Staś Tarkowski odmawiający Mahdiemu wyrzeczenia się katolickiej wiary, czyli wtedy polskości, był w czasie zaborów pożądanym wzorcem osobowy dla polskiej młodzieży. Dodatkowo krzepił uciśnione polskie serca. Jako ten „Polak potrafi”. Reprezentant uciśnionego narodu ze wschodniej Europy, niesłusznie pozbawionego i zasługującego na własne państwo, który ratuje z opresji reprezentującą zachodnią cywilizacje Nell przed licznymi afrykańskimi dzikusami.

Nieokrzesanymi, ale poczciwymi, nadającymi się do ucywilizowania Murzynami. I szczególnie podłymi, okrutnymi islamskimi Arabami. Bez szans na reedukację.

Mea Mea, mea culpa

Dziś dzielni Polacy mają już swe państwo. Dzisiaj katolicka wiara nie jest już synonimem polskości. Ala młodych Polaków bardziej narzuconej, obyczajowej okupacji. Totalnego, mentalnego obciachu.

Dzisiaj młodzi czytelnicy zwracają uwagę na inne akcenty. Zauważają, że podarowana Nell, jak piesek czy kotek, młoda Murzynka nie jest pytana o swoje zdanie, o swoje imię nawet . Bo jej imię jej nowa pani nada jej jak swemu pieskowi czy papużce. Żywej zabawce.

Ponieważ nadanie imienia wiązało się wtedy również z ochrzczeniem dzikuski, czyli przyjęciem jej do najwyższej ówczesnej cywilizacji. to rezolutny Staś Tarkowski zaproponował odwołanie się do łaciny. Tak kiedyś popularnej w Polsce sarmackiej.

Dzięki temu młoda Afrykanka zostaje nazwana pięknym imieniem „Mea”. Co po łacinie znaczy „Moja”. Tak ceremonie chrztu i przejścia afrykańskiej dziewczyny do cywilizacji białego Zachodu staje się też przejściem do unormowanego stanu niewolnictwa. Czy takich wartości „cywilizacji białego człowieka” chce bronić pan minister Czarnek

Powieść „ W pustyni i w puszczy” ,i wiele innych Henryka Sienkiewicza, krzepiło patriotyczne serce podczas zaborów. Wtedy ich rasizm mieściła się w ówczesnych normach cywilizacyjnych i politycznych. Nie raził, podobnie jak słowo „Murzynek” w pogodnym wierszyku Juliana Tuwima.

Dzisiaj tezy o prymacie wyższości cywilizacji białego człowieka nad innymi są fałszywe i głupie. Dla miliardów ludzi na naszym globie chamskie i obraźliwe. Dzisiaj Afrykańczycy zdobywają nie tylko medale olimpijskie, także Nagrody Nobla. Są w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie naszymi szefami, kooperantami, klientami, szwagrami. Braćmi we wspólnych wiarach.

Dzisiaj problemem Polski jest niewolnictwo umysłowe rządzących. Elit PiS tkwiących mentalnie i kulturowo w XIX wieku. Przeciwstawiających współczesnej globalizacji swoją wersję Sarmacji. Powrotu do utopii lat minionych. Wyidealizowanych i w rzeczywistości niebyłych.

A słowo „Murzyn” już wystarczająco zrobiło w naszej polskiej mowie. Może zatem odejść.

Kogo obraża Murzyn?

Niedawna śmierć Grzegorza Walińskiego, wybitnego afrykanisty, wieloletniego ambasadora w Nigerii, a w ostatnich tygodniach obserwatora wyborów w Republice Środkowoafrykańskiej, skłania do pochylenia się nad statusem osób czarnoskórych w Polsce, w tym także nazw, określeń, synonimów – dotyczących ich karnacji i pochodzenia– w języku polskim. Ostatnia dyrektywa Rady Języka Polskiego odradza używania słowa „Murzyn”, szczególnie w sferze publicznej.

Zalecenie RJP wywołało kontrowersje, a w kręgach raczej prawicowych nawet oburzenie. Czy faktycznie słowo murzyn, (tak, można je też pisać małą literą), obraża? Wciąż jeszcze wiele osób mainstreamu używa go z lubością, przekonując, że jest słowem o znaczeniu neutralnym.

Słownik Języka Polskiego podaje jako jego pierwszą definicję:
1. Człowiek anonimowo wykonujący pracę za kogoś (czytaj dający się wykorzystywać).

Mamy też wiele innych powiedzeń związanych z murzynami:
– robić za murzyna
– sto lat za Murzynami
– śmierdzi jak w murzyńskiej chacie
–ciemno jak u Murzyna w dupie..

Często ludzie używający słowa Murzyn (tu wielką literą, jako określenie człowieka czarnoskórego) twierdzą, że nie robią niczego złego, ponieważ w ich intencji nie leży obrażanie kogokolwiek. Powołują się nawet na niewinny w ich przekonaniu wierszyk „Murzynek Bambo”.

A gdyby tak spróbować tę dziecięcą rymowankę trochę zmienić?

Polska językoznawczyni profesorka Katarzyna Kłosowska zaproponowała eksperyment myślowy, by głównego bohatera przekształcić np. na Polaczka Brajanka, uciekającego przed mamą, która goni go z kakao; on sam zaś obawia się sczernienia po wypiciu napoju. Nadal sympatyczny wierszyk dla pierwszoklasistów? Być może, ale Brajanek jest już w naszej świadomości dzieckiem z jakimś defektem umysłowym.

Wracając do słowa Murzyn, chyba najlepiej do tzw. intencji nadawcy komunikatu odniosła się pewna dziewczyna o afrykańskich korzeniach, w swej internetowej relacji; gdy ktoś jej powiedział, że przecież ,,to” słowo nie obraża, nastolatka dziarsko skwitowała – ja chyba lepiej wiem, co mnie obraża.

Dobrze spuentował takie dywagacje Piotr Jastrzębski, felietonista i reporter, również na łamach „Dziennika Trybuna” relacjonujący ostanie wybory w Republice Środkowoafrykańskiej, stwierdzając, że kiedy ktoś mówi: nie jestem rasistą, ale,.. to można tę wypowiedź skrócić usuwając partykułę ,,nie” i spójnik „ale”, a treść komunikatu pozostałaby ta sama.

Język nieustannie podlega ewolucji, niejednokrotnie służącej uwzględnianiu osób wykluczonych. Ta jakościowa zmiana inkluzywnie włącza (tworzy bezpieczną przestrzeń), dla osób będących do tej pory, na pewnym marginesie. Język ma potężną moc już dawno rozpracowali to kognitywiści – jak mówimy, tak myślimy, nie tylko Wittgenstein pojął, że granice naszego języka, są granicami naszego świata. Inaczej konotuje Murzyn, a inaczej osoba o ciemnym kolorze skóry.

Oczywiście zawsze mogą pojawić się głosy – hola, hola a ekonomia językowa? Po co mam się wysilać, skoro mogę użyć jednego słowa na M i po kłopocie? Niby tak, wszak kiedyś dziecko (osobę) z zespołem Downa (obecnie częściej używane – trisomią) nazywano krótko – mongoł, (dziś to słowo obrażałoby również osoby narodowości mongolskiej), a wyrazy: kaleka i ułomny, a nawet debil funkcjonowały również w książkach medycznych. Znaczenie odgrywa tu także pewna wrażliwość, empatia – czy naprawdę te dwie sylaby więcej w słowach: czarnoskóry czy Afropolak nas tak strudzą?

Mówiąc: osoba o ciemnym kolorze skóry – skupiamy się, przede wszystkim, na osobie (podmiocie), a nie na cechach go określających. Dlatego także słowo niepełnosprawny wychodzi z użytku, zastępowane zwrotem osoba z niepełnosprawnościami. Czy to się rodakom podoba czy nie, coraz więcej osób różnej narodowości będzie przyjeżdżać do Polski, tego trendu nie zatrzymają nawet panowie z celtykami, leżący Rejtanem na granicy, a „różnobarwnych” dzieci rodzić się będzie coraz więcej. Za 50 lat mówiąc ,,ten Murzyn” naprawdę nie będzie wiadomo, o kogo chodzi, liczba ciemnoskórych osób znacząco wzrośnie.

Pracujmy nad swoim językiem: nauczycielki nad językiem dzieci (celowo użyłam damskiej końcówki, w oświacie stanowimy znaczącą większość), aby (niech zabrzmi to górnolotnie) łączyć, nie dzielić społeczeństwo.

Nagła dymisja szefa FA

Prezydent angielskiej federacji piłkarskiej Greg Clarke zrezygnował ze stanowiska po tym, jak w parlamencie nazwał czarnoskórych zawodników „kolorowymi piłkarzami”. 63-letni działacz jest także wiceprezydent FIFA.

Jego obowiązki tymczasowo przejął Peter McCormick, a zarząd związku w najbliższych dniach rozpocznie proces wyboru nowego sternika angielskiego futbolu. „Te słowa są nie do zaakceptowania, były krzywdzące i nigdy nie powinny były paść. Są ze szkodą nie tylko dla tych osób, ale i dla całego futbolu – tych, co oglądają piłkę nożną, w nią grają, sędziują i zarządzają nią. Jeszcze raz przepraszam. Uważam, że moja dymisja jest jedynym właściwym rozwiązaniem” – napisał w pożegnalnym oświadczeniu Clarke.
To nie jedyne obraźliwe słowa, jakie padły z ust byłego już prezesa The Football Association. Wcześniej podpadł opinii publicznej w Wielkiej Brytanii wypowiadanymi podczas posiedzeń parlamentarnych niepochlebnymi wypowiedziami o osobach homoseksualnych czy kobietach uprawiających piłkę nożną. Przepraszał za nie niechętnie i zazwyczaj dopiero pod naciskiem innych deputowanych.

Ja, Jacob Blake

Kenosha, niespełna 100-tysięczne miasto w stanie Wisconsin, znane było dotąd jedynie z produkcji samochodów oraz jako miejsce urodzenia Orsona Wellesa i Marka Ruffalo, gwiazdora filmów z serii „Avengers”. Od kilku dni o tym, co stało się w Kenosha, donoszą wszystkie światowe media, a ulice amerykańskich miast znowu zapłonęły. Fala oburzenia po zamordowaniu George’a Floyda opadła, wznosi się kolejna bo, jak widać, nic się nie zmieniło.

Zdarzenie, do którego doszło o 17.00 w niedzielę 23 sierpnia, zostało zarejestrowane przez świadka, mieszkańca sąsiedniego domu, a film udostępniony w Internecie. Widać na nim czarnoskórego mężczyznę idącego do samochodu. Za nim, z wymierzoną w niego bronią, podążają dwaj policjanci. Mężczyzna podchodzi do samochodu od strony kierowcy. Policjant chwyta jego podkoszulek od tyłu i siedmiokrotnie strzela w plecy.
Gazeta ,,Kenosha News” podała, że mężczyzna próbował wcześniej rozdzielić bójkę pomiędzy dwiema kobietami. Laquisha Booker, partnerka Blake’a, ujawniła, że podczas zdarzenia ona i trójka ich dzieci znajdowali się w samochodzie.
Postrzelony został przewieziony do szpitala w Milwaukee. Żyje, ale po operacji jest w nadal stanie ciężkim, sparaliżowany od pasa w dół. Pociski uszkodziły m.in. jego rdzeń kręgowy, płuco i biodro.
29-letni Jacob Blake wychował się w niedalekim Evanston, w sąsiednim stanie Illinois. Jego rodzina ma długą historię aktywizmu społecznego. Dziadek Blake’a, także Jacob, był pastorem i lokalnym przywódcą ruchu na rzecz praw obywatelskich. Działał na rzecz tanich mieszkań i poprowadził swoją kongregację do wybudowania bloku mieszkalnego. Sam Blake zgłosił się niedawno jako wolontariusz do organizacji charytatywnej Black Urban Recycling, która zbiera aluminiowe puszki i przetwarza je, aby zebrać środki na centrum czarnej społeczności w Chicago.
Gubernator Wisconsin, Demokrata Tony Evers już w niedzielę wydał oświadczenie potępiające strzelanie do Blake’a. „Choć nie mamy jeszcze wszystkich szczegółów, to wiemy na pewno, że nie jest on pierwszym czarnym człowiekiem lub osobą, która została zastrzelona lub ranna, lub bezlitośnie zabita z rąk osób z organów ścigania w naszym stanie lub kraju” – przyznał. Zapowiedział podjęcie kroków mających wyjaśnić okoliczności zajścia. Po gwałtownych zamieszkach wprowadził w całym stanie stan wyjątkowy i wezwał na pomoc Gwardię Narodową.
Tymczasem w nocy z wtorku na środę na płonących ulicach Kenosha grasował 17-letni Kyle Rittenhouse z Antioch, ze śmiercionośnym karabinem półautomatycznym AR-15 w rękach. Jedną z ofiar trafił w brzuch, drugą w głowę. Zamordowane osoby to 26-latek z Silver Lake i 36-latek z Kenosha, zaś ranny w zajściu mężczyzna to 26-latek z West Allis.
Można założyć, że w tak ekstremalnej i jednoznacznej sytuacji amerykańska policja z pewnością użyje broni. Wszyscy zrozumieją, że było to konieczne, nikt nie będzie miał do niej o to żadnych pretensji. Morderca został jednak bez nadmiernej przemocy zatrzymany i znajduje się obecnie w ośrodku karnym dla młodocianych przestępców.
Zaskakujące? Wcale nie. Po prostu był biały.
Tylko tyle.

Rasizm wraca na stadiony

Po spowodowanej epidemią wielotygodniowej przerwie w rozgrywkach piłkarskich z udziałem kibiców na stadiony powróciły rasistowskie hasła i transparenty. Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ odnotowało kolejne zajścia z udziałem pseudokibiców, którzy manifestują poparcie dla Janusza Walusia. To polski emigrant, który za rasistowskie zabójstwo odbywa karę dożywotniego więzienia w Republice Południowej Afryki.

Podczas meczu Ekstraklasy Lechia Gdańsk – Legia Warszawa (15 lipca) gdańscy pseudokibice po raz kolejny bez konsekwencji eksponowali transparent z podobizną Walusia oraz hasłem ‘Nic cię nie złamie, nie jesteś sam!’. W związku z kolejnym przypadkiem manifestowania treści rasistowskich żadnych działań dyscyplinarnych względem klubu nie podjęły krajowe władze piłkarskie. Od konkretnej reakcji uchyliły się także władze miasta (od którego Lechia otrzymuje finansowe wsparcie i wynajmuje obiekt).

W 1993 roku Waluś zamordował Chrisa Haniego, czarnoskórego polityka i działacza społecznego, który walczył o zniesienie systemu segregacji rasowej w RPA. Sprawca zamachu był członkiem rasistowskich organizacji. Skazano go na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie (w 1995 r. w RPA zniesiono karę śmierci). To zorganizowane przez skrajną prawicę zabójstwo miało na celu zatrzymanie negocjacji kończących apartheid i wywołanie wojny domowej. Na liście przyszłych potencjalnych ofiar Walusia znajdował się też Nelson Mandela.

– ‘To zadziwiające, że na polskich stadionach pseudokibice zupełnie bezkarnie wyrażają poparcie dla rasistowskiego zabójcy. Okrzyki i flagi na cześć Walusia pojawiają się na trybunach od kilku lat’ – komentują przedstawiciele Stowarzyszenia ‘NIGDY WIĘCEJ’. – ‘Po krótkiej przerwie letniej rozgrywki zostaną wznowione 22 sierpnia. Miejmy nadzieję, że będzie inaczej’.

Działacze Stowarzyszenia zauważają, że w przeciwieństwie do wielu klubów sportowych na całym świecie, polskie kluby nie wsparły międzynarodowej antyrasistowskiej akcji Black Lives Matter. Wyjątkiem był trzecioligowy klub Polonia Środa Wielkopolska. Jego zawodnicy przyklękli na murawie i uczcili w ten sposób pamięć George’a Floyda, czarnoskórego Amerykanina zabitego przez policjanta. Pod krótką relacją opublikowaną 5 czerwca na profilu Polonii na Twitterze, wraz ze zdjęciem piłkarzy i zaproszeniem do udziału w tej akcji także innych klubów, znalazły się niemal wyłącznie negatywne i wulgarne komentarze, m.in.: ‘Jeb…ijcie się w łeb’, ‘Widzę, że ładnie Was bambry pojeb…ło’, ‘Proszę odznaczyć Legię i nie mieszać w te patologie!’, ‘Lecha Poznań nawet nie próbujcie włączać do tej chorej akcji’, ‘Idźcie całować buty murzynom’, ‘Jesteście pierd…lnięci. Życzę wam żeby wam murzyni zrobili z dup jesień średniowiecza!!’, ‘Ja pierd…le moje miasto się tak zbłaźniło’, ‘Wstyd dla całej Środy Wielkopolskiej i jej mieszkańców’.

‘NIGDY WIĘCEJ’ od połowy lat dziewięćdziesiątych prowadzi kampanię społeczną ‘Wykopmy Rasizm ze Stadionów’. Jej pomysłodawcą był śp. Marcin Kornak (1968-2014), wieloletni prezes stowarzyszenia. Kampania ma na celu przeciwdziałanie rasizmowi i dyskryminacji na stadionach. Jej istotną część stanowi prowadzenie monitoringu treści rasistowskich, a także informowanie o nich opinii publicznej.

W ostatnich latach i miesiącach Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ odnotowało wiele flag wywieszanych podczas meczów, na których widniały wyrazy uznania dla Janusza Walusia. Wywieszali je m.in. pseudokibice Rakowa Częstochowa, Chełmianki Chełm, Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Do prawdziwego skandalu doszło 21 marca 2019 w trakcie meczu eliminacyjnego do Mistrzostw Europy rozgrywanego w Wiedniu pomiędzy reprezentacjami Austrii i Polski. Pseudokibice klubu Wisła Płock (dawniej: Petrochemia) eksponowali tam transparent z hasłem ‘Wolność dla Janusza Walusia’ i fotografią zabójcy. Mecz był rozgrywany w Międzynarodowym Dniu Walki z Dyskryminacją Rasową, ustanowionym przez ONZ dla upamiętnienia ofiar rasistowskiego sytemu apartheidu w RPA.

W Polsce zwolennicy skrajnego nacjonalizmu publicznie popierają Walusia również przy okazji wydarzeń niezwiązanych ze sportem, na przykład demonstracji ulicznych. 1 marca 2020 roku w Bydgoszczy odbył się marsz upamiętniający tzw. ‘żołnierzy wyklętych’, którego uczestnicy nieśli transparent z hasłami ‘Janusz Waluś. Ostatni żołnierz wyklęty’ oraz ‘Śmierć wrogom ojczyzny’ (slogan nawołujący do przemocy motywowanej ideologicznie). Na czele tego marszu szedł radny miejski Jerzy Mickuś, członek zarządu Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza.

Także podczas manifestacji zorganizowanej 18 lipca tego roku w Katowicach jej uczestnicy, m.in. przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego, wykrzykiwali ‘Naszym wzorem Janusz Waluś’, a ponadto ‘Śmierć wrogom ojczyzny’ i ‘Obalimy demokrację’. Eksponowali też transparenty o treści ‘It is ok to stay white’ (Dobrze jest być białym) i ‘Front oczyszczenia narodowego’ wraz z krzyżem celtyckim – znakiem rasistowskim. Manifestanci nieśli też flagę z nazistowskim symbolem tzw. czarnego słońca.

Popularność postaci Walusia przejawia się też w gadżetach sprzedawanych w internecie. Na przykład na portalu ogłoszeniowym OLX oferowane są kibicowskie naklejki z nazwiskiem zabójcy oraz pochwalnym sloganem na jego cześć. OLX to serwis należący do południowoafrykańskiej grupy medialno-technologicznej Naspers. Koncern ten przed laty aktywnie wspierał propagandę na rzecz utrzymania apartheidu i przyczyniał się do usprawiedliwiania aktów rasistowskiej przemocy ze strony państwa. Aukcje z gadżetami pochwalającymi Walusia są za to (dzięki interwencji Stowarzyszenia ‘NIGDY WIĘCEJ’) usuwane z platformy Allegro, której właścicielem w przeszłości również był Naspers.

16 marca 2020 roku minister sprawiedliwości RPA Ronald Lamola podtrzymał decyzję swojego poprzednika i odmówił warunkowego zwolnienia Walusia z więzienia. Waluś nigdy nie wyraził pełnej skruchy z powodu czynu, który popełnił.

O przedterminowe zwolnienie Walusia zabiegali polscy parlamentarzyści powiązani z ugrupowaniami skrajnie nacjonalistycznymi. W maju 2016 roku poseł Robert Winnicki (były lider Młodzieży Wszechpolskiej, prezes Ruchu Narodowego, obecnie poseł Konfederacji) skierował do ministra spraw zagranicznych pismo, w którym domagał się, aby rząd RP podjął ‘stosowne kroki, by wynegocjować niezwłoczne uwolnienie Janusza Walusia’, a także sprowadzić go do Polski. Miesiąc później podobne żądania o interwencję w sprawie Walusia skierowali do ministra sprawiedliwości także inni posłowie związani wówczas z ruchem Kukiz’15: Tomasz Rzymkowski, Bartosz Józwiak i Sylwester Chruszcz.

Ameryka, Ameryka

Tydzień po amerykańskim święcie narodowym, tym razem nie był w Stanach Zjednoczonych okresem tradycyjnej letniej kanikuły.

Mniej parad, fanfar, fajerwerków i grilla – 4 lipca w Stanach Zjednoczonych był skromniejszy niż zwykle. W ogrodzie Białego Domu w Waszyngtonie, otoczonym ściśle przez policję, prezydent Donald Trump ogłosił jednak zwycięstwo:
Trump walczy z marksistami
„Właśnie wygrywamy z radykalną lewicą, z marksistami, anarchistami, wywrotowcami i rabusiami”. Stali oni setki metrów dalej, za kordonem policji.
Wyliczanka Trumpa miała ucieleśniać antyrasistowskich manifestantów, którzy dają o sobie znać na ulicach od policyjnego zaduszenia George’a Floyda w Minneapolis, pod koniec maja. Jego zdaniem, niepokoje są podsycane przez wrogie media Demokratów, które „bezpodstawnie zarzucają rasizm swym opozycjonistom”. Na National Mall w Waszyngtonie byli pro i anty-Trumpowcy. Według transpłciowej zwolenniczki obecnego prezydenta Kristy Pandory Greczowski, obrzuconej głośno obelgami przez anty-Trumpowców, „zamiast zjednoczenia, są podziały jak na wojnie”.
Black Lives Matter Plaza, kawałek ulicy, który stał się epicentrum kontestacji i gdzie zgromadzili się ludzie, komentował przechwałki miliardera. Trump wygrażał Chińczykom, że epidemia to przez nich, że powinni „odpowiedzieć”. Jednocześnie minimalizował problem covid-19: „Poczyniliśmy znaczne postępy, nasza strategia działa. Do końca roku wszystko będzie załatwione, będzie lekarstwo lub szczepionka.” Same triumfy.
Manifestanci mogli potem oglądać „monumentalne” fajerwerki, jakby Ameryka wygrała wojnę. Latały samoloty stare i nowe, duma rozpierała pierwszy rząd widzów w ogrodzie otoczonym przez siły bezpieczeństwa. Joe Biden, konkurent Trumpa, w tym czasie przekonywał, że w USA panuje „systemowy rasizm”, podczas gdy „wszyscy rodzimy się równi”. To on prowadzi w sondażach, na cztery miesiące przed głosowaniem. Ok. 20 organizacji wezwało do manifestacji w stolicy, przed memoriałem Lincolna, skąd w 1963 r. Martin Luther King wygłosił słynne przemówienie „I have a dream”.
Fala morderstw w Nowym Jorku
W czasie weekendu święta narodowego 4 lipca w Nowym Jorku doszło do 45 strzelanin, w których zginęło 11 osób. Normalnie, o tej porze roku występuje średnio ok. 15 wymian ognia na weekend. W czerwcu ich liczba wzrosła o 130 proc. w stosunku do czerwca zeszłego roku. Zdaniem policji winne są ostatnie reformy policji, ograniczające jej budżet.
Terence Monahan, szef nowojorskich policjantów, skrytykował przede wszystkim „szalone” rozporządzenie miasta, które zabrania siedzenia na plecach zatrzymanych. Główną jednak przyczyną wzrostu strzelanin jest jego zdaniem nienawiść do policji wyrażana na antyrasistowskich manifestacjach, co miało fatalnie obniżyć morale „stróżów prawa”. Dodatkowe przyczyny to według niego opróżnianie więzień w czasie epidemii, zawieszenie pracy sądów oraz zmniejszenie budżetu policji.
Burmistrz Nowego Jorku, demokrata Bill de Blasio, widzi to inaczej. Strzelaniny wzrosły głównie dlatego, że sądy były zamknięte, a to przez pandemię: „To są społeczne efekty przebywania miesiącami w zamknięciu, podczas gdy działalność gospodarcza jeszcze nie wróciła do formy” – wyjaśniał. W miniony weekend w Stanach zginęło od kul pięcioro dzieci. 6-letni chłopiec w San Francisco, 7-letnia dziewczynka w Chicago, 8-letni chłopiec w Alabamie, 11-letni w Waszyngtonie. W Minnesocie zastrzelono kobietę zaraz po porodzie.
Prezydent Trump jest po stronie policji. Strzela tweetami z Białego Domu, że to wszystko wina demokratów, burmistrzów wielkich metropolii, którzy zdecydowali się na reformy pod naciskiem manifestacji anty-policyjnych. Jego zdaniem, demokratom chodzi o „chronienie kryminalistów”. Miasto odebrało policji ponad miliard dolarów, który ma przeznaczyć na prace społeczne, pomoc mniejszościom i pokrzywdzonym.
Budżet wojskowy zwiększony o miliardy dolarów
Komisja Przydziałów Budżetowych Kongresu USA, zdominowana przez Demokratów przedstawiał propozycje budżetu wojskowego na przyszły rok. Nie żałują pieniędzy.
Ogólny budżet wojskowy miałby wynieść 694,6 miliarda dolarów czyli, o 1,3 miliarda więcej niż w tym roku. 162,3 miliarda byłoby przeznaczone na osobową część sił zbrojnych, przy jednoczesnym założeniu, że liczba wojskowych zwiększy się o 12 tysięcy ludzi, do 1 351 000 żołnierzy. W rezerwie pozostanie 802 tysiące żołnierzy. 140,1 mld zostałaby przeznaczona na zakup uzbrojenia, w tym na 91 myśliwców najnowszej generacji F-35, 12 najnowocześniejszych samolotów F-15EX i 9 okrętów dla US Navy. Na prace nad nowymi rodzajami broni Kongres chciałby przeznaczyć aż 104 miliardy dolarów.
Nie obyło się bez „pomocy” swoim najwierniejszym sojusznikom: o 25 milionów dolarów miałaby zostać zwiększona pomoc dla armii ukraińskiej – do 275 milionów dolarów. Pieniądze te byłyby przeznaczona przede wszystkim na szkolenia, logistykę, uzbrojenie i przygotowanie służb wywiadowczych i szpiegowskich.
Demokratyczni kongresmeni nie byliby sobą, gdyby nie wprowadzili zakazu budowania za wojskowe pieniądze ściany na granicy z Meksykiem, sztandarowej obietnicy Trumpa z czasów kampanii wyborczej. Zakazuje się także finansowania z tych pieniędzy zagarnięcia pól naftowych w Iraku i Afganistanie i budowania tam baz, a także przeprowadzania prób jądrowych , które „nie są niezbędne”. Zabrania także sprzedawania Turcji myśliwców F-35.
1 milion dolarów przeznaczono na zmianę nazw wojskowych obiektów, dróg i ulic nazwanych na cześć wodzów i oficerów Konfederacji.
Raper Kanye West na prezydenta
Czarny raper i producent muzyczny Kanye West ogłosił, że będzie kandydować w najbliższych wyborach prezydenckich, między republikańskim Trumpem, a demokratą Bidenem. W 2016 r. gwiazdor hip-hopu, mąż Kim Kardashian, wzywał do głosowania na Trumpa. Cztery lata później prezentuje swój program polityczny: „coś między Trumpem a Sandersem”.
West miał przykry wypadek, wykrywacze metali dzwonią na lotniskach, bo szczękę mu załatano stalą. Odtąd stał się bardzo religijny, nagrywał albumy w stylu Jesus is King. Jednocześnie upewnił się, że zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. W jednym z kawałków – Facts (Charlie Heat Version) – prorokuje, że to się stanie w tym roku. Dał dwa miliony dolarów dla czarnych rodzin pokrzywdzonych przez amerykańską policję.
Westa śledzi na Twitterze ok. 30 milionów Amerykanów. Mogli się dowiedzieć, że „Musimy teraz spełnić obietnice Ameryki, ufając Bogu, jednocząc nasze wizje, budując przyszłość”. Po tej propozycji dodał, że jest kandydatem. Miliarder Elon Musk od razu go „w pełni” poparł, choć wcześniej niektóre media zastanawiały się nad zdrowiem psychicznym muzyka.
43-letni Kanye West ma zamiar odebrać Bidenowi jego czarny elektorat, tradycyjnie skierowany na Demokratów. Nie dementuje pogłosek ze swego otoczenia, że Biden jest „prawdziwym zombie”, niebezpiecznym dla ludzi. Kandydat Demokratów wypalił w maju do czarnego dziennikarza, że jeśli nie chce nań głosować, to „nie jest czarny”. Ktoś to przetłumaczył: „Jeśli jesteś czarny, Biden – twój pan, każe ci głosować na siebie. Bez gadania, bo jesteś niewolnikiem.” – były wiceprezydent u Obamy stracił wśród czarnej mniejszości.
West pewnie pomoże Trumpowi i przy okazji wzmocni swój przekaz. Jego ostatni kawałek – Wash Us In the Blood – z mocnymi konotacjami biblijnymi i rodzajem modlitwy do Ducha Świętego, odnosi się do antyrasistowskich manifestacji po śmierci George’a Floyda. Jego program jest na razie mglisty – „celować w gwiazdy, lądować w chmurze, gdy się nie uda”.

Lekkoatleci w kajdankach

Kolejny rasistowski skandal w Wielkiej Brytanii. Patrol policji miejskiej w Londynie zatrzymał i aresztował bez powodu ciemnoskórą lekkoatletkę Biancę Williams oraz jej rodzinę, z którą podróżowała autem.

Według relacji medalistki mistrzostw Europy w sztafecie 4×100 m, funkcjonariusze zachowywali się brutalnie względem niej i jej partnera, portugalskiego biegacza Ricardo dos Santosa, rekordzisty swojego kraju na 400 metrów. Para, która podróżowała autem z trzymiesięcznym dzieckiem, została zatrzymana przez patrol w jednej z londyńskich dzielnic. Policjanci uznali, że kierujący Mercedesem dos Santos jechał niezgodnie z przepisami i nie zareagował od razu na wezwanie do zatrzymania. Zupełnie inaczej zdarzenie opisuje para lekkoatletów. Williams stwierdziła, nie obawiali się wysiąść z samochodu ze względu na agresywną postawę funkcjonariuszy. „Mieli w rękach pałki i paralizatory i to było dla nas przerażające, bo mieliśmy przecież dziecko w samochodzie. Mój partner został brutalnie wywleczony z auta i od razu zakuty w kajdanki. Nie chciałam zostać oddzielona od mojego syna, ale po chwili mnie także skuli kajdankami” – poskarżyła się lekkoatletka przed kamerami BBC.
Williams i dos Santos zgodnie twierdzą, że w ich przekonaniu policjanci potraktowali ich tak wyłącznie ze względu na kolor skóry, zaś portugalski biegacz dodał, że ich agresję mógł spotęgować też fakt, że podróżowali Mercedesem. „Jeżdżę tym autem od trzech lat i odkąd je mam, byłem zatrzymywany bez powodu już kilkanaście razy” – przyznał dos Santos. Nagranie z brutalnego zatrzymania pary lekkoatletów zostało opublikowane w sieci i wywołało natychmiastową reakcję brytyjskiej federacji lekkoatletycznej. Trener Bianki Williams Linford Christi, znakomity przed laty brytyjski sprinter, wręcz stwierdził, że nagranie jest dowodem „zinstytucjonalizowanego rasizmu” szerzącego się w szeregach brytyjskiej policji. Poszkodowani sportowcy rozważają podjęcie kroków prawnych przeciwko funkcjonariuszom patrolu.

Koniec „zony” w Seattle

Trzy tygodnie przetrwała strefa autonomiczna w Seattle – została rozpędzona przez policję na mocy dekretu wykonawczego mer miasta Jenny Durkan.

Zarządczyni miasta najpierw stawiała się Donaldowi Trumpowi, gdy ten żądał spacyfikowania anarchistów i innych „niebezpiecznych bojówkarzy”. Jeszcze 11 czerwca udawała, że jest po stronie uczestników i uczestniczek pokojowego protestu. – Strefa Autonomiczna Wzgórza Kapitolu (Capital Hill Autonomous Zone – CHAZ) nie jest ziemią niczyją, gdzie panuje bezprawie, strefą anarchistycznej insurekcji – jest pokojowym wyrazem zbiorowych bolączek naszej społeczności i jej pragnienia budowy lepszego świata – mówiła.
Ostatecznie jednak polityczka Partii Demokratycznej uznała, że nie może dłużej tolerować takiej formy protestu. Jej organizacja chce, by ludzie zadowolili się przyjmowaniem w poszczególnych miastach uchwał o ograniczeniu budżetu policji, niekiedy zresztą o poważne kwoty, i przekierowaniu tych pieniędzy na budownictwo komunalne czy inne inwestycje społeczne. Uzasadnieniem dla rozpędzenia CHAZ były dwa tragiczne wypadki na granicy strefy: w nocy z niedzieli na poniedziałek nieznani sprawcy ostrzelali samochód znajdujący się w strefie protestu, zabijając dwóch śpiących w nim nastolatków. W podobnie niejasnych okolicznościach zginął 20 czerwca jeszcze jeden protestujący.
Dekret wykonawczy Jenny Durkan został opublikowany we wtorek późnym wieczorem, wszedł w życie w środę o drugiej nad ranem. Trzy godziny później w autonomicznej strefie byli już oficerowie policji z Seattle i sąsiedniego Bellevue oraz agenci FBI. Dla większego efektu funkcjonariusze przybyli w pełnym rynsztunku przeznaczonym do tłumienia zamieszek, były też pojazdy taktyczne. Mundurowi wkraczali do namiotów, w których spali uczestnicy akcji protestacyjnej, dając im osiem minut na wyjście razem ze wszystkimi rzeczami osobistymi. Kto nie zdążył, był zatrzymywany. Aresztowano co najmniej 32 osoby. W ciągu pół godziny protestujący zostali wywiezieni ze strefy, następnie spychacze zrównały z ziemią miasteczko namiotowe.
Kilka godzin po wywiezieniu osób przebywających w CHAZ wokół granic nieistniejącej już „wolnej strefy” zaczęli gromadzić się nowi protestujący. Domagali się, by wpuścić ich ponownie na teren, gdzie odbywało się zgromadzenie. Policja ich nie dopuszczała; doszło do konfrontacji, gdy niektórzy demonstranci zaczęli rzucać w funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku butelkami i innymi przedmiotami.
Ściana pamięci zabitych przez policję, CHAZ, Seattle / fot. Wikimedia Commons
W pierwszym tygodniu istnienia CHAZ była strefą, w której ludzie raczej odpoczywali od przerażających realiów amerykańskiego kapitalizmu niż formułowali precyzyjny projekt polityczny: odbywały się tam wiece i publiczne dyskusje, pokazy filmów, otwarte zajęcia artystyczne i zbiórki żywności dla najbardziej potrzebujących. W parku starano się wspólnymi siłami uprawiać warzywa, urządzono ścianę pamięci ofiar policyjnej przemocy. Złość z jej powodu była głównym przesłaniem płynącym ze strefy.
Pod koniec czerwca liczba stale przebywających w strefie spadła, pozostali w niej głównie najbardziej zaangażowani aktywiści, a także grupa biednych i bezdomnych, dla których CHAZ była najbezpieczniejszym miejscem do życia od bardzo dawna.
Według działaczy współtworzących strefę, obydwie sytuacje, w których zginęli ludzie tam przebywający, były dość typowymi przypadkami ulicznej przemocy, jakie w Seattle zdarzały się na długo przed protestami i zanim komukolwiek przyszło do głowy tworzenie stref bez policji. Jenny Durkan, przemawiając na konferencji prasowej w środę już po policyjnej akcji twierdziła jednak, że sytuacja w CHAZ była szczególnie zła i wymagała natychmiastowej interwencji. Powtórzyła też swoje obietnice zmniejszenia wydatków na policję, zwiększenia – na opiekę społeczną. Protestujących mają też uspokoić zapowiedzi „inwestowania w młodzież i w Czarną społeczność”. Samo zaś Wzgórze Kapitolu ma być przestrzenią wspólną, gdzie polityka jest „przemyśliwana” i „wymyślana na nowo”. Na zasadach dyktowanych przez władze.
Teraz Wzgórze w Seattle będzie strefą ze wzmocnioną obecnością policji – przez 10 dni funkcjonariusze mają pilnować, by nikt nie spróbował odtworzyć miasteczka namiotowego ani organizować plenerowych wydarzeń. Szefowa lokalnej policji Carmen Best zarzeka się, że podczas protestu Black Lives Matter 14 czerwca przeżyła „objawienie” na widok 60 tys. gniewnych ludzi i pod tym wrażeniem postanowiła całkowicie zmienić sposób działania podległej jej służby.