Ku przestrodze

Na Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem, ustanowiony w rocznicę Nocy Kryształowej, Stowarzyszenie Nigdy Więcej opublikowało kolejną edycję Brunatnej Księgi czyli monitoringu zdarzeń na tle rasistowskim i ksenofobicznym.

Noc Kryształowa to określenie pogromu ludności żydowskiej w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku w Niemczech. Naziści zamordowali wówczas kilkudziesięciu Żydów, tysiące zesłali do obozów koncentracyjnych, zdemolowali i spalili setki synagog oraz tysiące żydowskich sklepów i mieszkań.

– Pamięć o tragicznej przeszłości zobowiązuje nas do odpowiedzialności za słowo, szczególnie w dobie internetu i jego nieograniczonego zasięgu – powiedziała dr Anna Tatar ze Stowarzyszenia Nigdy Więcej, główna autorka Brunatnej Księgi.

W Brunatnej Księdze w ostatnich miesiącach zostało odnotowanych wiele aktów przemocy wobec mniejszości seksualnych. Pogarda względem nich przejawia się w wypowiedziach polityków, dziennikarzy, a także duchownych. Do Sejmu dostali się pod szyldem Konfederacji skrajnie prawicowi działacze, którzy żądają „batożenia” jako kary za homoseksualizm (Grzegorz Braun), zapowiadają „wykopanie LGBT z polskiej przestrzeni publicznej” (Robert Winnicki) czy przewidują „wyrżnięcie elit, które popierają zboczenia” (Janusz Korwin-Mikke).

Odnotowano również pobicia, dewastacje cmentarzy i pomników poświęconych mniejszościom narodowym, skrajnie nacjonalistyczne manifestacje, rasistowskie i homofobiczne wyzwiska, przypadki mowy nienawiści w mediach, akty dyskryminacji wobec grup mniejszościowych. Przykłady zdarzeń (spośród wielu innych):

Grupa napastników obrzuciła ksenofobicznymi wyzwiskami i pobiła obywatela Ukrainy, pracownika firmy przewozowej. Zażądali od niego, by przełączył muzykę na disco polo. Gdy odmówił, stwierdzili, że ‘nie szanuje kraju, do którego przyjechał’, i wyzywali go ‘Jeb…ny Ukraińcu, wracaj do siebie’ (Warszawa, w nocy z 8 na 9 marca).

Nieznani sprawcy zdewastowali tablicę upamiętniającą Żydów zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Namalowali na kamiennej płycie dwie swastyki (Otwock, 6 kwietnia).
Mężczyzna zaatakował kobietę w hidżabie i jej trzymiesięczne dziecko. Krzyczał do niej ‘Wypier…cie stąd, brudasy’, wykonał również gest faszystowskiego pozdrowienia ‘Heil Hitler’ i zawołał ‘White power!’ (Rzeszów, 2 sierpnia).

Czterech napastników pobiło i obrzuciło wyzwiskami pracownika baru z kebabem – obywatela Bangladeszu (Łódź, w nocy z 21 na 22 września).

Inicjatorem i wieloletnim twórcą ‘Brunatnej Księgi’ był śp. Marcin Kornak, założyciel Stowarzyszenia Nigdy Więcej. Prowadzony nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat monitoring zyskał międzynarodowe uznanie jako najbardziej rzetelne i niezależne opracowanie informacji dotyczących przemocy ksenofobicznej w Polsce.

Polska drugą Kanadą Ważny tunajt

W czasie gdy młodzież z całego świata, w tym i nasza, protestuje na ulicach w związku katastrofą klimatyczną, którą niechybnie sprowadzimy sobie na głowy, Polska przed wyborami emocjonuje się tym, czy jeden i drugi aktor celowo obrażali niepełnosprawnych umysłowo, a jeśli tak, to kto im za to zapłacił. Z kolei w Kanadzie, którą też czekają niebawem wybory, premier tłumaczy się, dlaczego za młodu przerabiał się szuwaksem na Murzyna. Przypadek?

Wybory w Polsce odbędą się 13 października. Wybory w Kanadzie-21 października. Polską rządzi premier z ojca opozycjonisty-nominat naczelnika państwa. Kanadą-premier z ojca premiera-ekscentryka, który nawet brytyjskiej Królowej się nie kłaniał. Polski premier podkreśla swoje przywiązanie do tradycyjnego modelu wszystkiego-od rodziny po gospodarkę, choć w patrzeniu na tą ostatnią, w nieoficjalnych rozmowach, dał się był poznać jako ortodoksyjny liberał. Premier Kanady jest liberałem-deklaratywnym i faktycznym; tworzy jedną z bardziej progresywnych polityk na globie, która z kolei buduje takież same społeczeństwo. Premier Polski, nagrany w knajpie parę lat temu, wciąż jest premierem. W Kanadzie po czymś podobnym mógłby co najwyżej startować na wójta. Coś ich jednak łączy. Justin Trudeau też dał się nagrać.
Premier Kanady ma kłopot, bo wyciągnięto mu w kampanii, że dawno temu, kiedy był nauczycielem, a jeszcze wcześniej, studentem, pomalował sobie twarz i kończyny na czarno, żeby udawać Murzyna. Taka idiotyczna zabawa dla dzieciaków, jak za czasów przedinternetowych, kiedy czarnoskórzy nie mogli występować np. w teatrze czy telewizji i ich role odgrywali biali pomalowani na czarno. Kiedyś nikogo to specjalnie nie ruszało, bo pamiętano, że czasy się zmieniają, i to co śmieszyło kiedyś, dziś może być odgrzewanym kotletem-patrz Jan Pietrzak i jego kabaret. W społeczeństwach takich jak kanadyjskie, gdzie doprowadzono, m.in. za sprawą polityki Trudeau, poprawność polityczną do granic absurdu, taka wpadka z czasów młodości może kosztować obecnego premiera premierostwo, zważywszy na to, że sondaże dają niewielką przewagę konserwatystom. Innymi słowy, Trudeau, który wspiera multikulturowe, wielonarodowe idee, który ma rządzie trzech czy czterech Sikhów, może polec sam od swojej tęczowej broni, co osobiście uważam za chichot historii, bo to facet, który jest dla mnie jednym z mądrzejszych mężów stanu w tym stuleciu.
W Polsce, w XXI wieku, nie ma na szczęście aż tak rozbuchanej i rozkręconej histerii na temat tzw. poprawności politycznej. Piszę na szczęście, bo choć sam ruguję skąd się da nienawistny język i hejt, to nie uważam, że słowo Żyd, Murzyn czy Arab jest w jakikolwiek sposób obraźliwe i oceniające, co już w Kanadzie nie byłoby takie oczywiste. Podobnie jak nie uważam, że hasło: „Nie świruj, idź na wybory”, oraz kampania internetowa z nim powiązana, miała na celu obrażanie ludzi chorych umysłowo bądź niepełnosprawnych. Mogła-to inna rzecz, choć i to bardzo, jak dla mnie, naciągane. Nikt jednak przy, nomen omen, zdrowych zmysłach, nie zaryzykowałby grania na tak cienkiej i fałszywie brzmiącej strunie.
Mnie ta kampania w ogóle się nie podoba. Ani znane twarze mnie nie przekonują, ani ich zachęty, ani sposób podania. Ale być może kogoś jednak przekonają. Człowiek pójdzie na wybory. Odda głos. I dobrze. Choćby dla jednego sprawiedliwego-było warto. Może akurat jego Wojciech Pszoniak z twarzą w gargantuicznym grymasie bawi. Mnie, na ten przykład, śmieszy Kisiel z Miłoszem w gombrowiczowskim pojedynku na miny, który urządzili sobie w Sztokholmie po odebraniu przez tego drugiego Nagrody Nobla. Śmieszy mnie Monty Python i ich skecz z biegiem dla ludzi nietrzymających moczu albo dla ludzi z zachwianiem błędnika. Czyż nie jest to jawna prowokacja i policzek w twarz niepełnosprawnego? Bez wątpienia. Według dzisiejszych, kanadyjskich standardów. I choć żałuję, że nie możemy się zamienić z Kanadą za premierów, to za standardy, co już jest w polityce obraźliwe a co nie jest, zamieniać się nie chcę. U nas, mimo wszystko, pod tym względem, panuje jeszcze jako taka wolność i normalność. Obrusza się za to pan premier i pan prezydent. Obrusza się telewizja rządowa. Nawet opozycja wzywa już do wygaszenia akcji, bo może rzeczywiście jednak trochę głupio wyszło. O dziwo, milczy pan prezes. Słyszałem od wtajemniczonych, że prócz pokazów rodeo, swego czasu lubował się był Jarosław Kaczyński w angielskim humorze, ale może to tylko gadanie złośliwych…
Jarek Ważny
Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Przeciw rasizmowi

Pięćdziesiąt lat po tym, jak 14 czarnoskórych zawodników drużyny futbolu University of Wyoming zostało wykluczonych za chęć wyrażenia sprzeciwu wobec dyskryminacji rasowej, ośmiu z nich ponownie pojawiło się na kampusie w mieście Laramie, aby uczcić rocznicę tamtych wydarzeń i uczestniczyć w odsłonięciu tablicy na cześć bohaterów walki z nierównością.

Przy obecności przedstawicieli władz uniwersytetu, hrabstwa Albany i stanu Wyoming na murze War Memorial Stadium pojawiła się dziś tablica upamiętniającą tak zwaną Czarną 14. To już drugi symbol poświęcony wydarzeniom sprzed pół wieku. W 2018 roku w centrum miasta Laramie został odsłonięty mural, przedstawiający czarnoskórych zawodników University of Wyoming z 1969 roku.
Futboliści z Wyoming w historii walki z rasizmem w sporcie za oceanem są postaciami ikonicznymi. Jest to panteon, na którym stoją również bokserzy Muhammad Ali, Jack Johnson, Joe Louis, a także lekkoatleci Tommie Smith i John Carlos, którzy podnieśli pięści na medalowym podium olimpijskim w 1968 roku, aby zaprotestować przeciwko rasizmowi i niesprawiedliwości.
Co wydarzyło się w Laramie 17 października 1969? Trener miejscowej drużyny futbolu amerykańskiego, Lloyd Eaton, zwolnił 14 czarnych piłkarzy, po czym zawnioskował o odebranie im stypendiów, po tym, jak pojawili się na treningu z czarnymi opaskami na ramionach i zapowiedzieli, że zamierzają takie symbole zaprezentował podczas zbliżającego się meczu z Brigham Young University.
Piłkarze chcieli zaprotestować przeciwko rasizmowi, którego niektórzy z nich doświadczyli w poprzednich meczach. Tłem wydarzenia było również wykluczenie Afroamerykanów z kapłaństwa w miejscowym kościele mormonów. Eaton nie zgodził się na taką demonstracje, a zastosowane przez niego represje znalazły akceptacje i zarząd uniwersytetu i gubernatora Stan Hathaway. Trener miał również wypomnieć zawodnikom, że pochodzą z rodzin pozbawionych ojca, co może wpłynąć na ich problem ze znalezieniem innej uczelni w razie relegacji.

Jądro kapitalizmu

W lipcu minie 130 lat, odkąd John Boyd Dunlop założył w Belfaście spółkę Pneumatic Tyre and Booth Cycle Agency, która dała początek masowej produkcji nadmuchiwanych powietrzem opon – co oznaczało oszałamiający wzrost zapotrzebowania na kauczuk. Surowiec ten w ówczesnym czasie pozyskiwano przede wszystkim na obszarach dorzecza rzeki Kongo, na prywatnym folwarku arcykatolickiego króla Belgów. To właśnie pod wrażeniem wizyty w tym miejscu Joseph Conrad napisał „Jądro ciemności”. Zawijając do kolejnych zagubionych w dżungli portów, był świadkiem okrucieństw niebywałych. To też historia Europy, chociaż zachodni Europejczycy nie chcą o niej pamiętać.

W 1890 r. 31-letni Conrad zaokrętował się na należący do belgijskiej kompanii handlowej parowiec pływający po rzece Kongo. Podróżując po rzece, był świadkiem nieustających aktów korupcji i niesprawiedliwości, mordowania i okaleczania miejscowych mieszkańców. Widząc, jak firmy zachodnioeuropejskie i amerykańskie, a także belgijscy urzędnicy, zachęceni do pracy w Afryce sowitymi apanażami i możliwością decydowania o życiu i śmierci „podludzi”, rozwiały jego iluzje dotyczące kolonializmu, zachodnich wartości i istoty europejskiej kultury.
Podział zdobyczy
Konferencja berlińska, zwana także konferencją kongijską, zwołana na przełomie lat 1884–1885, poświęcona była ustaleniu podziału kolonialnego Afryki pomiędzy europejskie państwa. Do tej pory przebiegała on chaotycznie, często dochodziło do konfliktów. W konferencji uczestniczyły Wielka Brytania, Francja, Włochy, Niemcy, Portugalia i Belgia. Bodajże najważniejszym postanowieniem zgromadzenia było faktyczne podarowanie na własność dorzecza rzeki Kongo królowi Leopoldowi II. Belgijski monarcha obiecał zagwarantować wolny od jakiegokolwiek protekcjonizmu handel, a także zwalczać niewolnictwo i przeciwdziałać sprzedawaniu ludzi.
Leopold II jako prywatny właściciel tych ogromnych terytoriów przejął wszelkie formy działalności gospodarczej, a tym samym i zyski z niej płynące. Pozostawiając tubylcom formalną wolność, ale odzierając jednocześnie ich z ziemi, uczynił z nich w istocie niewolników. W innej tylko formie, niż praktykowano w epoce legalnego handlu ludźmi. Do 1890 r. monarchia zainwestowała w Kongu ponad 10 mln franków belgijskich. Przewidywane i reklamowane w przyszłości zyski (przede wszystkim chodziło o wspomniany na wstępie kauczuk, jak również kość słoniową) wzbudziły wśród elit bankowych i przemysłowych swoistą „kongofilię”.
Podczas berlińskiej konferencji ustalono także, iż dwustronne konsultacje pomiędzy europejskimi państwami będą się odbywać permanentnie celem bieżącego wyjaśniania sporów terytorialnych. Tym samym ustanowiono granice wewnątrz kontynentu afrykańskiego, które nijak nie miały się do miejscowych tradycji, kulturowych i ekonomicznych powiązań, geografii ludności i demografii. Liczył się tylko interes zachodniego kapitału i zyski, które miano osiągnąć z podziału tej części globu.
Życie mniej warte niż kauczuk
Istnienie Wolnego Państwa Kongo, czyli hacjendy króla Leopolda, w nieco ponad 20 lat (1885 – 1908) pochłonęło ok. 8-10 mln ofiar. Ostrożnie licząc. Liczba ofiar rosła lawinowo w miarę popytu na kauczuk i kość słoniową. Gdy wiosce polecano dostarczenie odpowiedniej ilości kauczuku, mężczyźni musieli udać się do dżungli na wielodniowe poszukiwania pnączy. W tym czasie ich żony, dzieci oraz starcy stawali się zakładnikami gwarantującymi wykonanie przez każdego zbieracza narzuconego planu. By zapobiec ucieczkom, kobiety były skuwane, także te brzemienne lub karmiące. W większych miejscowościach władze kolonii wybudowały specjalne ogrodzone osiedla z barakami dla zakładników, gdzie internowani tubylcy byli przetrzymywani w tragicznych warunkach aż do powrotu mężczyzn. Niedostarczenie odpowiedniej ilości kauczuku albo ucieczka do dżungli oznaczało śmierć członków rodziny. Żołnierze pilnujący zakładników dopuszczali się gwałtów i innych aktów okrucieństwa. Taka praktyka mająca na celu przymuszenia do pracy była zalecana oficjalnie nawet w podręczniku dla urzędników kolonialnych.
Jednym z atrybutów władzy Europejczyków w folwarku króla Leopolda było chicotte. Był to bat wykonany z wysuszonej skóry hipopotama, wygięty w formie długiej, ostro zakończonej, spirali. Co do sposobu wymierzania kary zbyt mało wydajnym „wolnym ludziom” istniała odpowiednia instrukcja: nie można było za jednym razem wymierzyć więcej niż 50 batów,w dwóch seriach po 25 uderzeń, bić należało w pośladki. W praktyce powszechną praktyką było chłostanie po brzuchu, lędźwiach i genitaliach , a zachowane dokumenty świadczą, że Kongijczykom wymierzano nawet 300-400 uderzeń batem. Mocne uderzenie taką szpicrutą przecinało skórę i mięśnie do gołej kości, a dłuższe biczowanie z przywiązaniem po tej czynności do pala i wystawienie ofiary na działania równikowego słońca sprowadzało niechybną śmierć. Innym narzędziem bicia – i tu jakiekolwiek ograniczenia ilościowe nie obowiązywały – była trzcinowa rózga tzw. nkelele, powodująca płytkie, ale liczne i niezwykle trudno gojące się rany.
Kolejną metodą kolonialnej administracji i podległych jej służb było obcinanie kończyn (zaczynało się od prawej dłoni lub ręki w stawie łokciowym) członkom tych rodzin, których mężczyzna nie wykonał narzuconej normy w zebranej ilości kauczuku. Fotografie robione przez członków belgijskiej administracji ukazują suszące się na słońcu, zatknięte na palisadach, dłonie i ręce. Uznawano je za kolonialne trofea, na równi z odciętymi głowami upolowanych afrykańskich ssaków. Potem zdobiły one liczne domy i apartamenty dżentelmenów powracających do kulturalnego świata po ciężkiej pracy dla pomnażania dobrostanu europejskiej cywilizacji.
Atrakcja: obca cywilizacja
To właśnie w czasach Wolnego Państwa Kongo, na kanwie medialnych fantasmagorii na temat życia w tropikach, rozpowszechniła się w Europie moda na tzw. wystawy etnograficzne. Dla nieznających świata Europejczyków, zazdrośnie patrzących na podróżników i osadników kolonialnych, atrakcją nie lada było obejrzenie „kongijskiej wioski” z żywymi ludźmi albo przyglądanie się „żywym Murzynom” w cyrku lub wesołym miasteczku. Pożądanym trendem w sferach arystokracji i bogatego mieszczaństwa stało się posiadanie czarnoskórych służących. Było to coś podobnego do modnych obecnie wycieczek poza euroatlantycki krąg kulturowy i „poznawania innych cywilizacji” z poziomu kurortów w Tajlandii czy nad Morzem Czerwonym w Egipcie.
W 1908 król Leopold odsprzedał Kongo swojemu własnemu państwu za cenę 50 mln franków. Stało się ono oficjalnie kolonią belgijską pod nazwą Kongo Belgijskie. Zmusiło go do tego zarówno bankructwo, jak i opinia publiczna oburzona informacjami docierającymi z centralnej Afryki. Los mieszkańców kolonii po transakcji uległ pewnej poprawie.
Jądro kapitalizmu
W Polsce od 30 lat różni neoliberalni mędrcy nauczają, jak to prywatny właściciel i kapitał zawsze się troszczą o dobra ruchome, nieruchomości, do pewnego stopnia nawet pracowników, gdyż to dzięki nim mogą w ogóle zarabiać. Tymczasem Wolne Państwo Kongo jest klasycznym przykładem tego, do czego może prowadzić pozostawiona bez jakiegokolwiek wędzidła (w postaci stanowionego prawa, państwowego i społecznego nadzoru) własność prywatna oraz tzw. wolna przedsiębiorczość, dla której jedyną wartością jest zysk. I nie ma znaczenia, że od masowych mordów na Kongijczykach minął ponad wiek. Dość przypomnieć Bangladesz i zawalenie się Rana Plaza (ponad 1100 ofiar śmiertelnych) czy Indie i Bhopal (katastrofa w fabryce chemicznej, ponad 3300 ofiar). Logika wydarzeń była ta sama. Nadal w mocy pozostają mechanizmy bogacenia się Zachodu kosztem innych obszarów świata. Dzisiejsza epoka po latach rządów Reagana i Thatcher, będąca apoteozą ideologii bezwzględnego wolnego rynku, jest de facto dalszą kontynuacją, tego co w najbardziej drastycznej formie działo się w Wolnym Państwie Kongo.
Kolonializm i wyzysk, przechodzący w skrajnych okolicznościach w systemowe ludobójstwo, to istota rynkowej eksploatacji siły roboczej – najemnej lub zniewolonej. Kapitał dostosowuje się tylko do aktualnych potrzeb, czasu, szerokości geograficznej, lokalnej kultury. By uzasadnić swoje działania, posługuje się usłużnymi mediami i związanymi z kapitałem instytucjami religijnymi. Leopold II chętnie określał się królem arcykatolickim, Kongo chrystianizowali od 1886 r. wyłącznie funkcjonariusze Kościoła rzymskiego, oczywiście mając całkowitą wiedzę na temat tego, co działo się wokół nich.
***
Leopold II doczekał się w Brukseli pomnika. Stoi przed samym Europarlamentem, stanowi nie lada atrakcję turystyczną. Tłumy zwiedzających stolicę Belgii, unijni technokraci, Brukselczycy uważają go za godny admiracji symbol historii swojego kraju. Aż chce się zapytać – czego jest to symbol w rzeczywistości? Jaka pamięć powinna się z nim wiązać?
I jak to się dzieje, że figura Leopolda II nie razi unijnych demokratów i promotorów wolności, w tym weteranów wojen z pomnikami, którzy przybywają do Brukseli z Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier? Dlaczego nie odezwał się choćby przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, tak czuły na symbolikę totalitarną w swojej ojczyźnie?

Muzyka przeciwko rasizmowi

Jak mówią przyjaciele Marcina Kornaka, właśnie w ten sposób pragną złożyć hołd jego przesłaniu.

Marcin Kornak (ur. 1968 – zm. 2014) zainicjował akcje „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” i „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”. Jako redaktor naczelny magazynu „NIGDY WIĘCEJ” prowadził monitoring przestępstw i incydentów na tle rasistowskim i neofaszystowskim pt. „Brunatna Księga”. Publikacja ta stała się podstawowym źródłem informacji na temat skali takich zdarzeń w Polsce, a także przyczyniła się do uwzględnienia tego problemu w debacie publicznej. Za swoją działalność społeczną Marcin Kornak został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał też tytuł „Człowieka bez Barier” przyznawany przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji (po wypadku w 15. roku życia był osobą niepełnosprawną ruchowo).
Na płycie (EP) pod tytułem „Wiem, że dobrze idę” znalazły się zadedykowane Marcinowi Kornakowi utwory dwóch zespołów zaangażowanych w działania antyrasistowskie Stowarzyszenia „NIGDY WIĘCEJ”: Qulturki z Piły oraz Skowytu z Warszawy. Ich teksty podejmują problematykę ksenofobii, przemocy i ulegania ideologiom nacjonalistycznym.
Wokalistka Qulturki Joanna Naranowicz wspomina w wywiadzie udzielonym z okazji wydania płyty: „«M.K.» to jest piosenka w pełni poświęcona Marcinowi. Tekst powstał w dniu, w którym dowiedzieliśmy się, że Marcin nie żyje. To był bardzo ciężki dzień”. Słowa jednej ze strof tego utworu brzmią: „Dałeś drogowskazy / Nimi się kieruję / Choć czasem po grudzie / Choć czasem pod górę / Już się nie zatrzymam / Bo dałeś mi siłę / Chociaż już bez Ciebie / Wiem, że dobrze idę”.
Liderka Qulturki mówi też o społecznym oddziaływaniu kampanii „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”: „Okazało się, że muzyka może być taką siłą, ludzie będą się jednoczyć bez nienawiści. Dzięki słuchaniu muzyki będą pozytywni. Będę starać się tłumaczyć innym, że rasizm, nietolerancja – to jest bez sensu, to nie jest ta droga. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy z nas jest inny”.
Także gitarzysta Skowytu, Arkadiusz „Aretzky” Ślesicki, zwraca uwagę na szczególny kontekst, w jakim powstała jedna z piosenek znajdujących się na EP-ce: „«Tylko na tyle cię stać» to utwór antyrasistowski. Swego czasu zaprzyjaźniłem się z Marcinem Kornakiem, prezesem Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ. Marcina już nie ma z nami, ale ten numer zadedykowany jest właśnie jemu” (wypowiedź cytowana w 21. numerze magazynu „NIGDY WIĘCEJ”).
Z kolei tytuł drugiego (instrumentalnego) utworu Skowytu, czyli „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”, wprost nawiązuje do kampanii prowadzonej od wielu lat przez „NIGDY WIĘCEJ”. Jak stwierdza autor kompozycji Janek Zasztowt: „Z hasłem «Muzyka przeciwko rasizmowi» utożsamiam się od zawsze” (wypowiedź na łamach magazynu „Perkusista”).
Marcin Kornak, który był również poetą, autorem tekstów utworów muzycznych i współtwórcą sceny niezależnej w Polsce, zainicjował kampanię „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” w 1996 r. Do akcji prowadzonej przez Stowarzyszenie „NIGDY WIĘCEJ” przyłączyli się wykonawcy reprezentujący rozmaite nurty i style muzyczne, by wspólnie wyrazić sprzeciw wobec podszytej ksenofobią agresji. Stowarzyszenie wydało serię płyt składankowych pod hasłem „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”, wśród nich kompilacje z muzyką hip-hopową, elektroniczną, metalową oraz reggae. Pod szyldem akcji odbyło się jak dotąd ponad 1400 koncertów i festiwali, a ponad 300 wykonawców zamieściło na swoich albumach jej logo – charakterystyczną otwartą biało-czarną dłoń, będącą symbolem takich wartości jak pokój, przyjaźń i różnorodność.
Autorem okładki płyty „Wiem, że dobrze idę” jest Witold Popiel, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Płytę wydano we współpracy z firmą Jimmy Jazz Records ze Szczecina, specjalizującą się w promocji muzyki alternatywnej. Wydawnictwo ma charakter pamiątkowy i nie jest przeznaczone do sprzedaży komercyjnej.
Qulturka to punkrockowy zespół, który został założony w 1995 r. w Pile. Od wielu lat prowadzi antyrasistowskie działania we współpracy ze Stowarzyszeniem „NIGDY WIĘCEJ”. W 2010 r. w ramach akcji „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” ukazała się płyta zespołu pt. „Biały, żółty, czerwony, czarny”.
Skowyt wydał debiutancki album pt. „Achtung, Polen!” (2011 r.) pod patronatem kampanii „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”. Nazwa zespołu nawiązuje do głośnego poematu Allena Ginsberga z 1956 r., który zawierał krytykę dehumanizującego konformizmu i zapoczątkował awangardowy ruch literacko-kulturowy znany jako Beat Generation.
Stowarzyszenie „NIGDY WIĘCEJ” jest powstałą w 1996 roku niezależną, apolityczną organizacją, która monitoruje incydenty na tle ksenofobicznym. Prowadzi kampanie społeczne, m.in. „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” i „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”.‎ Od wielu lat współpracuje z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy w ramach akcji edukacyjnych prowadzonych w trakcie festiwalu Przystanek Woodstock.

Faszyzm zbrodnią, nie opinią

Dość rasizmu i faszyzmu! Ten okrzyk zabrzmiał dziś na ulicach kilku polskich miast – gdzie odbywają się 16 marca z uwagi na Międzynarodowy Dzień Walki z Rasizmem. Kilkadziesiąt godzin po zamachu na meczety w Nowej Zelandii hasło zabrzmiało wyjątkowo aktualnie.
– Jesteśmy tu, by wyrazić swój sprzeciw, sprzeciw wobec tego, co się dzieje na całym świecie, sprzeciw wobec poniżania ludzi – takich, którzy mają jeszcze trudniej, uchodźców, imigrantów, tych, którym tak naprawdę najtrudniej odnaleźć się w nowym państwie, a podlegają dodatkowej presji ze strony rasistów – tak Filip Ilkowski z Pracowniczej Demokracji tłumaczył cel zgromadzenia, które ruszyło w Warszawie pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. Oprócz tej lewicowej organizacji wśród organizatorów przemarszu były partia Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Zieloni, Inicjatywa Dom Otwarty czy Stowarzyszenie Wygra Warszawa, wszyscy zrzeszeni w koalicji Zjednoczeni Przeciw Rasizmowi. Na ich apel z Krakowskiego Przedmieścia pod Sejm przeszło kilkaset osób.
Zebrani sprzeciwiali się przyzwalaniu na funkcjonowanie faszystowskich i faszyzujących stowarzyszeń – w Polsce i innych państwach liberalnej demokracji. „Faszyzm zbrodnią, nie opinią”, „Solidarność naszą bronią, a rasiści niech się gonią” – skandowali. Uczcili pamięć zamordowanych w Nowej Zelandii muzułmanów, paląc znicze przed ambasadą tego państwa. Filip Ilkowski podkreślił, że atak na meczety nie był neutralną politycznie, bandycką strzelaniną, ale efektem umacniania się postaw ksenofobicznych i islamofobicznych, cynicznie nakręcanych przez prawicowych polityków. Warto przypomnieć, że w czasie, gdy uczestnicy demonstracji solidaryzowali się z bliskimi zabitych, na polskich nacjonalistycznych facebookowych profilach w najlepsze wychwalano mordercę z Christchurch i zachęcano do lektury jego manifestu.
– Polska być może nie jest Nową Zelandią, ale wiemy, że w Polsce nienawiść jest ogromna. Jeżeli nie uda nam się jej powstrzymać, to nie wiemy do czego może ona doprowadzić! – takie słowa z kolei padły na analogicznej demonstracji w Poznaniu. Tam na wezwanie partii Razem oraz partii Wiosna, Grupy Stonewall, Fundacji Republika Różnorodności, Poznania Wolnego od Nienawiści i Otwartej Rzeczypospolitej zgromadziło się ok. 200 osób.
Na koniec marszu demonstrujący w Warszawie symbolicznie rozerwali przed ambasadą USA transparent w formie muru, pokazując, że nie godzą się na politykę odgradzania się i budowania murów lansowaną przez Donalda Trumpa. W Krakowie kilkudziesięcioosobowy pochód otwierał transparent z napisem „Każda inna, wszystkie równe” i postaciami o różnym kolorze skóry i pochodzeniu. W Szczecinie, oprócz wielkiego hasła „Dość rasizmu i faszyzmu”, uczestnicy przynieśli na protest plansze przypominające o atakach na tle ksenofobicznym i rasistowskim, jakie miały miejsce w Polsce.

Eskalacja zbrodni

Od czasu, gdy Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych, poziom przestępczości na tle nienawiści rasowej, narodowościowej i religijnej nieustannie rośnie. To nie tylko spektakularne zamachy, ale przede wszystkim codzienne napaści i pogróżki.

 

Głośnych w ostatnich latach aktów terroru z udziałem białych suprematystów w USA nie należy traktować jako przypadków izolowanych od innych przemian społecznych. Najnowszy raport FBI dowodzi, że Ameryka jest zalewana falą przestępstw z nienawiści, która wzbiera cały czas od momentu objęcia funkcji prezydenta przez Donalda Trumpa.

W latach 2013-2015 liczba przestępstw z nienawiści na terenie Stanów Zjednoczonych oscylowała wokół wartości 5500. Dzień po wyborze Trumpa na prezydenta, 9 listopada 2016 r., policja odnotowała wzrost liczby przestępstw na tle pochodzenia i tle rasowym z 10 (poprzedniego dnia) do 26 i rosła dalej przez kolejne 10 dni. Od tamtego czasu roczny poziom nienawistnej aktywności ciągle wzrasta, mimo że ogólny poziom przestępczości w USA nieznacznie spadł.

Tegoroczny raport FBI podaje, że liczba odnotowanych karalnych aktów nienawiści wyniosła w 2017 r. już 7106. Około 60 proc. spośród nich dotyczyło rasy lub pochodzenia osób poszkodowanych. Kolejne 20 proc. miało podłoże religijne. Wśród poszkodowanych znalazło się ponad 2000 Afroamerykanów i ponad 900 amerykańskich Żydów. W ponad 4000 przypadków ofiarom grożono śmiercią lub napaścią fizyczną, a w ponad 3000 – zniszczeniem mienia, w tym podpaleniami.

Wnioski FBI skomentowali przedstawiciele mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych. Maya Berry z Amerykańskiego Instytutu Arabskiego jednoznacznie obwinia obecny rząd: – To jasne, że administracja Trumpa w dużej mierze przestała przywiązywać wagę do urzędowego obowiązku walki z przemocą opartą na uprzedzeniach, a retoryka samego prezydenta w wielu przypadkach stanowiła wyraźny wkład w jej szerzenie”. Wyraziła poza tym przekonanie, że stosowany przez policję system zgłoszeń jest wadliwy i nie odpowiada rzeczywistym potrzebom ochrony mniejszości przez nienawiścią.

Spot do prokuratury

Adam Bodnar wystąpił do prokuratury o wszczęcie śledztwa dotyczącego spotu wyborczego PiS mającego „jednoznacznie antyuchodźczy i antymuzułmański charakter”. Rzecznik twierdzi, że spot spełnia przesłanki „nawoływania do nienawiści na tle rasowym”.

 

„W ocenie RPO film ten, zgodnie z zamierzeniem autorów, miał przedstawić społeczność migrantów, a przede wszystkim uchodźców pochodzących z krajów arabskich i wyznających religię muzułmańską w negatywnym świetle i zmierzał do wywołania u odbiorców lęku oraz niechęci wobec tej społeczności” – poinformował rzecznik na swojej stronie internetowej. Dlatego też „RPO wystąpił do Prokuratora Okręgowego w Warszawie o wszczęcie z urzędu postępowania w kierunku ustalenia, czy spot nie miał na celu wzbudzenia wśród odbiorców nienawiści lub innych silnych negatywnych emocji wobec migrantów, uchodźców, osób pochodzenia arabskiego i wyznawców islamu, a tym samym czy nie doszło do popełnienia przestępstwa publicznego nawoływania do nienawiści ze względu na pochodzenie narodowe, etniczne lub wyznanie”.
W swoim zawiadomieniu Bodnar podkreślił, że z roku na rok wzrasta liczba przestępstw motywowanych nienawiścią, w związku z tym przekaz zawarty w spocie wyborczym PiS jest szkodliwy i może spełniać przesłanki art. 256 par. 1 Kodeksu karnego („kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”).
Jest już oczywiście reakcja rządzących. Beata Mazurek stwierdziła: – To już zaczyna być nudne, głównym zajęciem Rzecznika Praw Obywatelskich jest tylko walka z PiS. Zarzuty RPO są nieprawdziwe i mało poważne, spot PiS dotyczący uchodźców zawierał prawdę i mówił o planach PO w kwestii sprowadzenia imigrantów.

Barça karze za rasizm

Legendarny klub piłkarski zdecydował się ograniczyć funkcje reprezentacyjne pełnione przez słynnego Ronaldinho, byłego gracza Barçy. To kara za poparcie, jakiego Brazylijczyk udzielił Jairowi Bolsonaro w wyborach prezydenckich w swoim kraju. Rasizm, mizoginia i uwielbienie dla prawicowych dyktatur, z jakimi obnosi się Bolsonaro stoi w sprzeczności z wartościami, które chce reprezentować klub z Katalonii.

 

Katalońska gazeta Sport poinformowała we wtorek, że szefostwo FC Barcelona odcina się od Ronaldinho i Rivaldo, swoich byłych piłkarzy z Brazylii, którzy spędzili lata grając w barwach klubu z Camp Nou. Kierownictwo Barcelony oświadczyło, że poglądy Bolsonaro, z którym od jakiegoś czasu identyfikują się Ronaldinho i Rivaldo, są dla klubu “nie do zaakceptowania”. Barça stara się kreślić swój wizerunek jako klubu opierającego się na zasadach szeroko pojętej równości i szerzyć idee wzajemnego szacunku. Świadectwem tego było m.in. symboliczne wręczenie koszulki klubu młodej Palestynce Ahed Tamini, która stała się symbolem walki o sprawiedliwość dla swojego narodu pod izraelską okupacją.

Nie dziwi stosunek szefostwa Barcelony do Bolsonaro. Polityk ten, który przewodzi obecnie w sondażach poparcia dla kandydatów na urząd prezydenta Brazylii, od dawna budował swą karierę na nienawistnych wypowiedziach o kobietach, osobach nieheteronormatywnych, czarnoskórych obywatelach i lewicowych aktywistach. Reprezentuje on zupełnie inną, elitarystyczna wizję świata, opartą na podziałach i pogardzie.

28 października w Brazylii odbędą się wybory prezydenckie. Startujący w nich Bolsonaro chwalił dyktaturę wojskową, która władała krajem w przeszłości, o działaczach przeciwko dyskryminacji rasowej mówił, że “powinni wracać do zoo”, aktywistki praw kobiet nazwał “szmatami”, a o jednej ze swoich przeciwniczek politycznych powiedział, że nie zgwałciłby jej, bo “na to nie zasługuje”. Pozwolił sobie również na uwagę, że chłopcy stają się gejami, kiedy ojciec ich odpowiednio nie bije. Jego zwolennicy coraz częściej stosują otwartą przemoc wobec grup, nienawiść do których sieje ich idol: wobec działaczek kobiecych, osób homoseksualnych i aktywistów lewicowych.

Ronaldinho już od początku tego roku “trzymał” z Bolsonaro, regularnie dając do zrozumienia, że popiera go w wyścigu o prezydenturę. Zagadką pozostaje, jak słynny piłkarz, sam będąc osobą czarnoskórą, wychowaną w dzielnicy nędzy, może pałać polityczną sympatią do białego bogacza, przedstawiciela uprzywilejowanej elity.

Wydaje się, że o decyzji Barcelony przesądził wpis jej byłego piłkarza na facebooku, gdzie zdjęcie przedstawiające go w barwach Canarinhos opatrzył komentarzem “Dla lepszej Brazylii, chcę pokoju, bezpieczeństwa i kogoś, kto daje nam radość”. Uznano to za jednoznaczne poparcie dla polityki Bolsonaro i zawieszono udział Ronaldinho w imprezach klubowych.
Ronaldinho, grając w składzie Barçy zdobył puchar Ligi Mistrzów w 2006 r.

Po odejściu z klubu, do dziś pełnił pewne czynności reprezentacyjne, podobnie jak jego rodak Rivaldo. Po ogłoszeniu zawieszenia ich w tej funkcji, ich rola pozostaje niejasna.

 

Nierówni lekarze

„The Guardian” donosi o najnowszych badaniach różnic w zarobkach ze względu na pochodzenie lekarzy w Wielkiej Brytanii. NHS Digital, czyli urząd statystyczny funkcjonujący przy tamtejszej służbie zdrowia zebrał dane o 750 tysiącach pracowników. Okazuje się, że zarobki ciemnoskórych lekarzy są niższe od zarobków białych o 10 tys. funtów rocznie, zaś różnica pomiędzy zarobkami pielęgniarek to 2,7 tys. funtów.

 

Eksperci cytowani przez „Guardiana” podkreślają, że to badanie o największym zasięgu w historii brytyjskiej służby zdrowia. Jego wyniki dają do myślenia: okazuje się, że nie tylko lekarze, pielęgniarki i położne są dyskryminowane ze względu na kolor skóry. Np. menedżerowie szpitali i klinik również zarabiają mniej jeśli są czarnoskórzy: to różnica rzędu prawie 6 tys. funtów rocznie.
Poza tym częściej wobec nich wszczynane są postępowania dyscyplinarne. A jeśli już postępowanie faktycznie kończy się karą, to jest ona niestety surowsza. Czarnoskórzy pracownicy częściej również doświadczają innych form dyskryminacji – np. są częściej kontrolowani. Podobnie rzecz ma się z Hindusami oraz pracownikami arabskiego pochodzenia.

Chaand Nagpaul, szef Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego skomentował nierówności: – Ciemnoskórzy lekarze nadal podlegają dyskryminacji, której nie wolno akceptować. To niebywałe, że w Wielkiej Brytanii, w XXI w. istnieje tak wielka przepaść między białymi i czarnymi lekarzami, chociaż, bez względu na pochodzenie, opiekują się pacjentami na tym samym poziomie. Nikogo te dane nie oburzają tak jak mnie – czarnoskórej kobiety, która całe życie przepracowała w brytyjskiej służbie zdrowia jako pielęgniarka – dodała Donna Kinnair, szefowa Królewskiego Instytutu Pielęgniarstwa.