Ja, Jacob Blake

Kenosha, niespełna 100-tysięczne miasto w stanie Wisconsin, znane było dotąd jedynie z produkcji samochodów oraz jako miejsce urodzenia Orsona Wellesa i Marka Ruffalo, gwiazdora filmów z serii „Avengers”. Od kilku dni o tym, co stało się w Kenosha, donoszą wszystkie światowe media, a ulice amerykańskich miast znowu zapłonęły. Fala oburzenia po zamordowaniu George’a Floyda opadła, wznosi się kolejna bo, jak widać, nic się nie zmieniło.

Zdarzenie, do którego doszło o 17.00 w niedzielę 23 sierpnia, zostało zarejestrowane przez świadka, mieszkańca sąsiedniego domu, a film udostępniony w Internecie. Widać na nim czarnoskórego mężczyznę idącego do samochodu. Za nim, z wymierzoną w niego bronią, podążają dwaj policjanci. Mężczyzna podchodzi do samochodu od strony kierowcy. Policjant chwyta jego podkoszulek od tyłu i siedmiokrotnie strzela w plecy.
Gazeta ,,Kenosha News” podała, że mężczyzna próbował wcześniej rozdzielić bójkę pomiędzy dwiema kobietami. Laquisha Booker, partnerka Blake’a, ujawniła, że podczas zdarzenia ona i trójka ich dzieci znajdowali się w samochodzie.
Postrzelony został przewieziony do szpitala w Milwaukee. Żyje, ale po operacji jest w nadal stanie ciężkim, sparaliżowany od pasa w dół. Pociski uszkodziły m.in. jego rdzeń kręgowy, płuco i biodro.
29-letni Jacob Blake wychował się w niedalekim Evanston, w sąsiednim stanie Illinois. Jego rodzina ma długą historię aktywizmu społecznego. Dziadek Blake’a, także Jacob, był pastorem i lokalnym przywódcą ruchu na rzecz praw obywatelskich. Działał na rzecz tanich mieszkań i poprowadził swoją kongregację do wybudowania bloku mieszkalnego. Sam Blake zgłosił się niedawno jako wolontariusz do organizacji charytatywnej Black Urban Recycling, która zbiera aluminiowe puszki i przetwarza je, aby zebrać środki na centrum czarnej społeczności w Chicago.
Gubernator Wisconsin, Demokrata Tony Evers już w niedzielę wydał oświadczenie potępiające strzelanie do Blake’a. „Choć nie mamy jeszcze wszystkich szczegółów, to wiemy na pewno, że nie jest on pierwszym czarnym człowiekiem lub osobą, która została zastrzelona lub ranna, lub bezlitośnie zabita z rąk osób z organów ścigania w naszym stanie lub kraju” – przyznał. Zapowiedział podjęcie kroków mających wyjaśnić okoliczności zajścia. Po gwałtownych zamieszkach wprowadził w całym stanie stan wyjątkowy i wezwał na pomoc Gwardię Narodową.
Tymczasem w nocy z wtorku na środę na płonących ulicach Kenosha grasował 17-letni Kyle Rittenhouse z Antioch, ze śmiercionośnym karabinem półautomatycznym AR-15 w rękach. Jedną z ofiar trafił w brzuch, drugą w głowę. Zamordowane osoby to 26-latek z Silver Lake i 36-latek z Kenosha, zaś ranny w zajściu mężczyzna to 26-latek z West Allis.
Można założyć, że w tak ekstremalnej i jednoznacznej sytuacji amerykańska policja z pewnością użyje broni. Wszyscy zrozumieją, że było to konieczne, nikt nie będzie miał do niej o to żadnych pretensji. Morderca został jednak bez nadmiernej przemocy zatrzymany i znajduje się obecnie w ośrodku karnym dla młodocianych przestępców.
Zaskakujące? Wcale nie. Po prostu był biały.
Tylko tyle.

Rasizm wraca na stadiony

Po spowodowanej epidemią wielotygodniowej przerwie w rozgrywkach piłkarskich z udziałem kibiców na stadiony powróciły rasistowskie hasła i transparenty. Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ odnotowało kolejne zajścia z udziałem pseudokibiców, którzy manifestują poparcie dla Janusza Walusia. To polski emigrant, który za rasistowskie zabójstwo odbywa karę dożywotniego więzienia w Republice Południowej Afryki.

Podczas meczu Ekstraklasy Lechia Gdańsk – Legia Warszawa (15 lipca) gdańscy pseudokibice po raz kolejny bez konsekwencji eksponowali transparent z podobizną Walusia oraz hasłem ‘Nic cię nie złamie, nie jesteś sam!’. W związku z kolejnym przypadkiem manifestowania treści rasistowskich żadnych działań dyscyplinarnych względem klubu nie podjęły krajowe władze piłkarskie. Od konkretnej reakcji uchyliły się także władze miasta (od którego Lechia otrzymuje finansowe wsparcie i wynajmuje obiekt).

W 1993 roku Waluś zamordował Chrisa Haniego, czarnoskórego polityka i działacza społecznego, który walczył o zniesienie systemu segregacji rasowej w RPA. Sprawca zamachu był członkiem rasistowskich organizacji. Skazano go na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie (w 1995 r. w RPA zniesiono karę śmierci). To zorganizowane przez skrajną prawicę zabójstwo miało na celu zatrzymanie negocjacji kończących apartheid i wywołanie wojny domowej. Na liście przyszłych potencjalnych ofiar Walusia znajdował się też Nelson Mandela.

– ‘To zadziwiające, że na polskich stadionach pseudokibice zupełnie bezkarnie wyrażają poparcie dla rasistowskiego zabójcy. Okrzyki i flagi na cześć Walusia pojawiają się na trybunach od kilku lat’ – komentują przedstawiciele Stowarzyszenia ‘NIGDY WIĘCEJ’. – ‘Po krótkiej przerwie letniej rozgrywki zostaną wznowione 22 sierpnia. Miejmy nadzieję, że będzie inaczej’.

Działacze Stowarzyszenia zauważają, że w przeciwieństwie do wielu klubów sportowych na całym świecie, polskie kluby nie wsparły międzynarodowej antyrasistowskiej akcji Black Lives Matter. Wyjątkiem był trzecioligowy klub Polonia Środa Wielkopolska. Jego zawodnicy przyklękli na murawie i uczcili w ten sposób pamięć George’a Floyda, czarnoskórego Amerykanina zabitego przez policjanta. Pod krótką relacją opublikowaną 5 czerwca na profilu Polonii na Twitterze, wraz ze zdjęciem piłkarzy i zaproszeniem do udziału w tej akcji także innych klubów, znalazły się niemal wyłącznie negatywne i wulgarne komentarze, m.in.: ‘Jeb…ijcie się w łeb’, ‘Widzę, że ładnie Was bambry pojeb…ło’, ‘Proszę odznaczyć Legię i nie mieszać w te patologie!’, ‘Lecha Poznań nawet nie próbujcie włączać do tej chorej akcji’, ‘Idźcie całować buty murzynom’, ‘Jesteście pierd…lnięci. Życzę wam żeby wam murzyni zrobili z dup jesień średniowiecza!!’, ‘Ja pierd…le moje miasto się tak zbłaźniło’, ‘Wstyd dla całej Środy Wielkopolskiej i jej mieszkańców’.

‘NIGDY WIĘCEJ’ od połowy lat dziewięćdziesiątych prowadzi kampanię społeczną ‘Wykopmy Rasizm ze Stadionów’. Jej pomysłodawcą był śp. Marcin Kornak (1968-2014), wieloletni prezes stowarzyszenia. Kampania ma na celu przeciwdziałanie rasizmowi i dyskryminacji na stadionach. Jej istotną część stanowi prowadzenie monitoringu treści rasistowskich, a także informowanie o nich opinii publicznej.

W ostatnich latach i miesiącach Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ odnotowało wiele flag wywieszanych podczas meczów, na których widniały wyrazy uznania dla Janusza Walusia. Wywieszali je m.in. pseudokibice Rakowa Częstochowa, Chełmianki Chełm, Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Do prawdziwego skandalu doszło 21 marca 2019 w trakcie meczu eliminacyjnego do Mistrzostw Europy rozgrywanego w Wiedniu pomiędzy reprezentacjami Austrii i Polski. Pseudokibice klubu Wisła Płock (dawniej: Petrochemia) eksponowali tam transparent z hasłem ‘Wolność dla Janusza Walusia’ i fotografią zabójcy. Mecz był rozgrywany w Międzynarodowym Dniu Walki z Dyskryminacją Rasową, ustanowionym przez ONZ dla upamiętnienia ofiar rasistowskiego sytemu apartheidu w RPA.

W Polsce zwolennicy skrajnego nacjonalizmu publicznie popierają Walusia również przy okazji wydarzeń niezwiązanych ze sportem, na przykład demonstracji ulicznych. 1 marca 2020 roku w Bydgoszczy odbył się marsz upamiętniający tzw. ‘żołnierzy wyklętych’, którego uczestnicy nieśli transparent z hasłami ‘Janusz Waluś. Ostatni żołnierz wyklęty’ oraz ‘Śmierć wrogom ojczyzny’ (slogan nawołujący do przemocy motywowanej ideologicznie). Na czele tego marszu szedł radny miejski Jerzy Mickuś, członek zarządu Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza.

Także podczas manifestacji zorganizowanej 18 lipca tego roku w Katowicach jej uczestnicy, m.in. przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego, wykrzykiwali ‘Naszym wzorem Janusz Waluś’, a ponadto ‘Śmierć wrogom ojczyzny’ i ‘Obalimy demokrację’. Eksponowali też transparenty o treści ‘It is ok to stay white’ (Dobrze jest być białym) i ‘Front oczyszczenia narodowego’ wraz z krzyżem celtyckim – znakiem rasistowskim. Manifestanci nieśli też flagę z nazistowskim symbolem tzw. czarnego słońca.

Popularność postaci Walusia przejawia się też w gadżetach sprzedawanych w internecie. Na przykład na portalu ogłoszeniowym OLX oferowane są kibicowskie naklejki z nazwiskiem zabójcy oraz pochwalnym sloganem na jego cześć. OLX to serwis należący do południowoafrykańskiej grupy medialno-technologicznej Naspers. Koncern ten przed laty aktywnie wspierał propagandę na rzecz utrzymania apartheidu i przyczyniał się do usprawiedliwiania aktów rasistowskiej przemocy ze strony państwa. Aukcje z gadżetami pochwalającymi Walusia są za to (dzięki interwencji Stowarzyszenia ‘NIGDY WIĘCEJ’) usuwane z platformy Allegro, której właścicielem w przeszłości również był Naspers.

16 marca 2020 roku minister sprawiedliwości RPA Ronald Lamola podtrzymał decyzję swojego poprzednika i odmówił warunkowego zwolnienia Walusia z więzienia. Waluś nigdy nie wyraził pełnej skruchy z powodu czynu, który popełnił.

O przedterminowe zwolnienie Walusia zabiegali polscy parlamentarzyści powiązani z ugrupowaniami skrajnie nacjonalistycznymi. W maju 2016 roku poseł Robert Winnicki (były lider Młodzieży Wszechpolskiej, prezes Ruchu Narodowego, obecnie poseł Konfederacji) skierował do ministra spraw zagranicznych pismo, w którym domagał się, aby rząd RP podjął ‘stosowne kroki, by wynegocjować niezwłoczne uwolnienie Janusza Walusia’, a także sprowadzić go do Polski. Miesiąc później podobne żądania o interwencję w sprawie Walusia skierowali do ministra sprawiedliwości także inni posłowie związani wówczas z ruchem Kukiz’15: Tomasz Rzymkowski, Bartosz Józwiak i Sylwester Chruszcz.

Ameryka, Ameryka

Tydzień po amerykańskim święcie narodowym, tym razem nie był w Stanach Zjednoczonych okresem tradycyjnej letniej kanikuły.

Mniej parad, fanfar, fajerwerków i grilla – 4 lipca w Stanach Zjednoczonych był skromniejszy niż zwykle. W ogrodzie Białego Domu w Waszyngtonie, otoczonym ściśle przez policję, prezydent Donald Trump ogłosił jednak zwycięstwo:
Trump walczy z marksistami
„Właśnie wygrywamy z radykalną lewicą, z marksistami, anarchistami, wywrotowcami i rabusiami”. Stali oni setki metrów dalej, za kordonem policji.
Wyliczanka Trumpa miała ucieleśniać antyrasistowskich manifestantów, którzy dają o sobie znać na ulicach od policyjnego zaduszenia George’a Floyda w Minneapolis, pod koniec maja. Jego zdaniem, niepokoje są podsycane przez wrogie media Demokratów, które „bezpodstawnie zarzucają rasizm swym opozycjonistom”. Na National Mall w Waszyngtonie byli pro i anty-Trumpowcy. Według transpłciowej zwolenniczki obecnego prezydenta Kristy Pandory Greczowski, obrzuconej głośno obelgami przez anty-Trumpowców, „zamiast zjednoczenia, są podziały jak na wojnie”.
Black Lives Matter Plaza, kawałek ulicy, który stał się epicentrum kontestacji i gdzie zgromadzili się ludzie, komentował przechwałki miliardera. Trump wygrażał Chińczykom, że epidemia to przez nich, że powinni „odpowiedzieć”. Jednocześnie minimalizował problem covid-19: „Poczyniliśmy znaczne postępy, nasza strategia działa. Do końca roku wszystko będzie załatwione, będzie lekarstwo lub szczepionka.” Same triumfy.
Manifestanci mogli potem oglądać „monumentalne” fajerwerki, jakby Ameryka wygrała wojnę. Latały samoloty stare i nowe, duma rozpierała pierwszy rząd widzów w ogrodzie otoczonym przez siły bezpieczeństwa. Joe Biden, konkurent Trumpa, w tym czasie przekonywał, że w USA panuje „systemowy rasizm”, podczas gdy „wszyscy rodzimy się równi”. To on prowadzi w sondażach, na cztery miesiące przed głosowaniem. Ok. 20 organizacji wezwało do manifestacji w stolicy, przed memoriałem Lincolna, skąd w 1963 r. Martin Luther King wygłosił słynne przemówienie „I have a dream”.
Fala morderstw w Nowym Jorku
W czasie weekendu święta narodowego 4 lipca w Nowym Jorku doszło do 45 strzelanin, w których zginęło 11 osób. Normalnie, o tej porze roku występuje średnio ok. 15 wymian ognia na weekend. W czerwcu ich liczba wzrosła o 130 proc. w stosunku do czerwca zeszłego roku. Zdaniem policji winne są ostatnie reformy policji, ograniczające jej budżet.
Terence Monahan, szef nowojorskich policjantów, skrytykował przede wszystkim „szalone” rozporządzenie miasta, które zabrania siedzenia na plecach zatrzymanych. Główną jednak przyczyną wzrostu strzelanin jest jego zdaniem nienawiść do policji wyrażana na antyrasistowskich manifestacjach, co miało fatalnie obniżyć morale „stróżów prawa”. Dodatkowe przyczyny to według niego opróżnianie więzień w czasie epidemii, zawieszenie pracy sądów oraz zmniejszenie budżetu policji.
Burmistrz Nowego Jorku, demokrata Bill de Blasio, widzi to inaczej. Strzelaniny wzrosły głównie dlatego, że sądy były zamknięte, a to przez pandemię: „To są społeczne efekty przebywania miesiącami w zamknięciu, podczas gdy działalność gospodarcza jeszcze nie wróciła do formy” – wyjaśniał. W miniony weekend w Stanach zginęło od kul pięcioro dzieci. 6-letni chłopiec w San Francisco, 7-letnia dziewczynka w Chicago, 8-letni chłopiec w Alabamie, 11-letni w Waszyngtonie. W Minnesocie zastrzelono kobietę zaraz po porodzie.
Prezydent Trump jest po stronie policji. Strzela tweetami z Białego Domu, że to wszystko wina demokratów, burmistrzów wielkich metropolii, którzy zdecydowali się na reformy pod naciskiem manifestacji anty-policyjnych. Jego zdaniem, demokratom chodzi o „chronienie kryminalistów”. Miasto odebrało policji ponad miliard dolarów, który ma przeznaczyć na prace społeczne, pomoc mniejszościom i pokrzywdzonym.
Budżet wojskowy zwiększony o miliardy dolarów
Komisja Przydziałów Budżetowych Kongresu USA, zdominowana przez Demokratów przedstawiał propozycje budżetu wojskowego na przyszły rok. Nie żałują pieniędzy.
Ogólny budżet wojskowy miałby wynieść 694,6 miliarda dolarów czyli, o 1,3 miliarda więcej niż w tym roku. 162,3 miliarda byłoby przeznaczone na osobową część sił zbrojnych, przy jednoczesnym założeniu, że liczba wojskowych zwiększy się o 12 tysięcy ludzi, do 1 351 000 żołnierzy. W rezerwie pozostanie 802 tysiące żołnierzy. 140,1 mld zostałaby przeznaczona na zakup uzbrojenia, w tym na 91 myśliwców najnowszej generacji F-35, 12 najnowocześniejszych samolotów F-15EX i 9 okrętów dla US Navy. Na prace nad nowymi rodzajami broni Kongres chciałby przeznaczyć aż 104 miliardy dolarów.
Nie obyło się bez „pomocy” swoim najwierniejszym sojusznikom: o 25 milionów dolarów miałaby zostać zwiększona pomoc dla armii ukraińskiej – do 275 milionów dolarów. Pieniądze te byłyby przeznaczona przede wszystkim na szkolenia, logistykę, uzbrojenie i przygotowanie służb wywiadowczych i szpiegowskich.
Demokratyczni kongresmeni nie byliby sobą, gdyby nie wprowadzili zakazu budowania za wojskowe pieniądze ściany na granicy z Meksykiem, sztandarowej obietnicy Trumpa z czasów kampanii wyborczej. Zakazuje się także finansowania z tych pieniędzy zagarnięcia pól naftowych w Iraku i Afganistanie i budowania tam baz, a także przeprowadzania prób jądrowych , które „nie są niezbędne”. Zabrania także sprzedawania Turcji myśliwców F-35.
1 milion dolarów przeznaczono na zmianę nazw wojskowych obiektów, dróg i ulic nazwanych na cześć wodzów i oficerów Konfederacji.
Raper Kanye West na prezydenta
Czarny raper i producent muzyczny Kanye West ogłosił, że będzie kandydować w najbliższych wyborach prezydenckich, między republikańskim Trumpem, a demokratą Bidenem. W 2016 r. gwiazdor hip-hopu, mąż Kim Kardashian, wzywał do głosowania na Trumpa. Cztery lata później prezentuje swój program polityczny: „coś między Trumpem a Sandersem”.
West miał przykry wypadek, wykrywacze metali dzwonią na lotniskach, bo szczękę mu załatano stalą. Odtąd stał się bardzo religijny, nagrywał albumy w stylu Jesus is King. Jednocześnie upewnił się, że zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. W jednym z kawałków – Facts (Charlie Heat Version) – prorokuje, że to się stanie w tym roku. Dał dwa miliony dolarów dla czarnych rodzin pokrzywdzonych przez amerykańską policję.
Westa śledzi na Twitterze ok. 30 milionów Amerykanów. Mogli się dowiedzieć, że „Musimy teraz spełnić obietnice Ameryki, ufając Bogu, jednocząc nasze wizje, budując przyszłość”. Po tej propozycji dodał, że jest kandydatem. Miliarder Elon Musk od razu go „w pełni” poparł, choć wcześniej niektóre media zastanawiały się nad zdrowiem psychicznym muzyka.
43-letni Kanye West ma zamiar odebrać Bidenowi jego czarny elektorat, tradycyjnie skierowany na Demokratów. Nie dementuje pogłosek ze swego otoczenia, że Biden jest „prawdziwym zombie”, niebezpiecznym dla ludzi. Kandydat Demokratów wypalił w maju do czarnego dziennikarza, że jeśli nie chce nań głosować, to „nie jest czarny”. Ktoś to przetłumaczył: „Jeśli jesteś czarny, Biden – twój pan, każe ci głosować na siebie. Bez gadania, bo jesteś niewolnikiem.” – były wiceprezydent u Obamy stracił wśród czarnej mniejszości.
West pewnie pomoże Trumpowi i przy okazji wzmocni swój przekaz. Jego ostatni kawałek – Wash Us In the Blood – z mocnymi konotacjami biblijnymi i rodzajem modlitwy do Ducha Świętego, odnosi się do antyrasistowskich manifestacji po śmierci George’a Floyda. Jego program jest na razie mglisty – „celować w gwiazdy, lądować w chmurze, gdy się nie uda”.

Lekkoatleci w kajdankach

Kolejny rasistowski skandal w Wielkiej Brytanii. Patrol policji miejskiej w Londynie zatrzymał i aresztował bez powodu ciemnoskórą lekkoatletkę Biancę Williams oraz jej rodzinę, z którą podróżowała autem.

Według relacji medalistki mistrzostw Europy w sztafecie 4×100 m, funkcjonariusze zachowywali się brutalnie względem niej i jej partnera, portugalskiego biegacza Ricardo dos Santosa, rekordzisty swojego kraju na 400 metrów. Para, która podróżowała autem z trzymiesięcznym dzieckiem, została zatrzymana przez patrol w jednej z londyńskich dzielnic. Policjanci uznali, że kierujący Mercedesem dos Santos jechał niezgodnie z przepisami i nie zareagował od razu na wezwanie do zatrzymania. Zupełnie inaczej zdarzenie opisuje para lekkoatletów. Williams stwierdziła, nie obawiali się wysiąść z samochodu ze względu na agresywną postawę funkcjonariuszy. „Mieli w rękach pałki i paralizatory i to było dla nas przerażające, bo mieliśmy przecież dziecko w samochodzie. Mój partner został brutalnie wywleczony z auta i od razu zakuty w kajdanki. Nie chciałam zostać oddzielona od mojego syna, ale po chwili mnie także skuli kajdankami” – poskarżyła się lekkoatletka przed kamerami BBC.
Williams i dos Santos zgodnie twierdzą, że w ich przekonaniu policjanci potraktowali ich tak wyłącznie ze względu na kolor skóry, zaś portugalski biegacz dodał, że ich agresję mógł spotęgować też fakt, że podróżowali Mercedesem. „Jeżdżę tym autem od trzech lat i odkąd je mam, byłem zatrzymywany bez powodu już kilkanaście razy” – przyznał dos Santos. Nagranie z brutalnego zatrzymania pary lekkoatletów zostało opublikowane w sieci i wywołało natychmiastową reakcję brytyjskiej federacji lekkoatletycznej. Trener Bianki Williams Linford Christi, znakomity przed laty brytyjski sprinter, wręcz stwierdził, że nagranie jest dowodem „zinstytucjonalizowanego rasizmu” szerzącego się w szeregach brytyjskiej policji. Poszkodowani sportowcy rozważają podjęcie kroków prawnych przeciwko funkcjonariuszom patrolu.

Koniec „zony” w Seattle

Trzy tygodnie przetrwała strefa autonomiczna w Seattle – została rozpędzona przez policję na mocy dekretu wykonawczego mer miasta Jenny Durkan.

Zarządczyni miasta najpierw stawiała się Donaldowi Trumpowi, gdy ten żądał spacyfikowania anarchistów i innych „niebezpiecznych bojówkarzy”. Jeszcze 11 czerwca udawała, że jest po stronie uczestników i uczestniczek pokojowego protestu. – Strefa Autonomiczna Wzgórza Kapitolu (Capital Hill Autonomous Zone – CHAZ) nie jest ziemią niczyją, gdzie panuje bezprawie, strefą anarchistycznej insurekcji – jest pokojowym wyrazem zbiorowych bolączek naszej społeczności i jej pragnienia budowy lepszego świata – mówiła.
Ostatecznie jednak polityczka Partii Demokratycznej uznała, że nie może dłużej tolerować takiej formy protestu. Jej organizacja chce, by ludzie zadowolili się przyjmowaniem w poszczególnych miastach uchwał o ograniczeniu budżetu policji, niekiedy zresztą o poważne kwoty, i przekierowaniu tych pieniędzy na budownictwo komunalne czy inne inwestycje społeczne. Uzasadnieniem dla rozpędzenia CHAZ były dwa tragiczne wypadki na granicy strefy: w nocy z niedzieli na poniedziałek nieznani sprawcy ostrzelali samochód znajdujący się w strefie protestu, zabijając dwóch śpiących w nim nastolatków. W podobnie niejasnych okolicznościach zginął 20 czerwca jeszcze jeden protestujący.
Dekret wykonawczy Jenny Durkan został opublikowany we wtorek późnym wieczorem, wszedł w życie w środę o drugiej nad ranem. Trzy godziny później w autonomicznej strefie byli już oficerowie policji z Seattle i sąsiedniego Bellevue oraz agenci FBI. Dla większego efektu funkcjonariusze przybyli w pełnym rynsztunku przeznaczonym do tłumienia zamieszek, były też pojazdy taktyczne. Mundurowi wkraczali do namiotów, w których spali uczestnicy akcji protestacyjnej, dając im osiem minut na wyjście razem ze wszystkimi rzeczami osobistymi. Kto nie zdążył, był zatrzymywany. Aresztowano co najmniej 32 osoby. W ciągu pół godziny protestujący zostali wywiezieni ze strefy, następnie spychacze zrównały z ziemią miasteczko namiotowe.
Kilka godzin po wywiezieniu osób przebywających w CHAZ wokół granic nieistniejącej już „wolnej strefy” zaczęli gromadzić się nowi protestujący. Domagali się, by wpuścić ich ponownie na teren, gdzie odbywało się zgromadzenie. Policja ich nie dopuszczała; doszło do konfrontacji, gdy niektórzy demonstranci zaczęli rzucać w funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku butelkami i innymi przedmiotami.
Ściana pamięci zabitych przez policję, CHAZ, Seattle / fot. Wikimedia Commons
W pierwszym tygodniu istnienia CHAZ była strefą, w której ludzie raczej odpoczywali od przerażających realiów amerykańskiego kapitalizmu niż formułowali precyzyjny projekt polityczny: odbywały się tam wiece i publiczne dyskusje, pokazy filmów, otwarte zajęcia artystyczne i zbiórki żywności dla najbardziej potrzebujących. W parku starano się wspólnymi siłami uprawiać warzywa, urządzono ścianę pamięci ofiar policyjnej przemocy. Złość z jej powodu była głównym przesłaniem płynącym ze strefy.
Pod koniec czerwca liczba stale przebywających w strefie spadła, pozostali w niej głównie najbardziej zaangażowani aktywiści, a także grupa biednych i bezdomnych, dla których CHAZ była najbezpieczniejszym miejscem do życia od bardzo dawna.
Według działaczy współtworzących strefę, obydwie sytuacje, w których zginęli ludzie tam przebywający, były dość typowymi przypadkami ulicznej przemocy, jakie w Seattle zdarzały się na długo przed protestami i zanim komukolwiek przyszło do głowy tworzenie stref bez policji. Jenny Durkan, przemawiając na konferencji prasowej w środę już po policyjnej akcji twierdziła jednak, że sytuacja w CHAZ była szczególnie zła i wymagała natychmiastowej interwencji. Powtórzyła też swoje obietnice zmniejszenia wydatków na policję, zwiększenia – na opiekę społeczną. Protestujących mają też uspokoić zapowiedzi „inwestowania w młodzież i w Czarną społeczność”. Samo zaś Wzgórze Kapitolu ma być przestrzenią wspólną, gdzie polityka jest „przemyśliwana” i „wymyślana na nowo”. Na zasadach dyktowanych przez władze.
Teraz Wzgórze w Seattle będzie strefą ze wzmocnioną obecnością policji – przez 10 dni funkcjonariusze mają pilnować, by nikt nie spróbował odtworzyć miasteczka namiotowego ani organizować plenerowych wydarzeń. Szefowa lokalnej policji Carmen Best zarzeka się, że podczas protestu Black Lives Matter 14 czerwca przeżyła „objawienie” na widok 60 tys. gniewnych ludzi i pod tym wrażeniem postanowiła całkowicie zmienić sposób działania podległej jej służby.

10 filmów, dzięki którym zrozumiesz, co się dzieje w USA

To, co w ostatnich tygodniach ma miejsce w Stanach Zjednoczonych i w większości państw zachodnich coraz bardziej przypomina rewolucję. Płoną komisariaty, burzone są pomniki, a liczba protestujących nie spada. Poniższa lista zawiera filmy, które pozwolą zrozumieć, skąd ten gniew, jakie przerażające wydarzenia i lata dyskryminacji go napędzają.

Część z filmów to dokumenty, opowiadające o tym, co miało miejsce naprawdę. Ale i w obrazach przynależących do sfery fikcji nawet mniej uważny widz dostrzeże analogie do scen, które naprawdę się wydarzyły. Celowo pominięto w tym zestawieniu megaprodukcje, o których trąbił cały przemysł filmowy. Część proponowanych filmów nie doczekała się nawet swojej oficjalnej premiery w Polsce. Dobór jest skoncentrowany na produkcjach amerykańskich, dotyczących sytuacji ludzi czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych i ich walki o godne życie. Jednak podobne akty przemocy mają miejsce na całym świecie.
Hej dzieciaki, niech zapłoną serca! Dwa filmy od Spike’a Lee

Lee uchodzi za niekwestionowanego mistrza czarnego kina naszych czasów. Gdy tworzy filmy o społeczności, z której się wywodzi, bardzo często używa niekonwencjonalnych metod i praktyk. Nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak robi. Może być to po prostu chęć eksperymentowania, a także próba zwrócenia uwagi, jak niejednorodne są społeczności czarnoskórych w USA.
Pierwszym filmem, który polecam wszystkim zobaczyć jest postmodernistyczne Ona się doigra (1986), o którym pisałem już przy okazji poprzedniej, tęczowej listy. Do tego jest dobra wiadomość dla osób, którym jednak lepiej wchodzą seriale niż filmy: Spike Lee w latach 2017-2019 nakręcił również serial na podstawie oryginalnej produkcji filmowej. Jedno i drugie dostępne jest na platformie Netflix.
Z kolei
Rób co należy (1989 )

to film, który wiernie pokazuje na ekranie to, co działo i dzieje się teraz w USA. Widzimy dzielnicę, która ledwo sobie radzi z falą upału, im dłużej film trwa, tym bardziej sytuacja staje się napięta, a atmosfera między czarnoskórymi i białymi gęstnieje z minuty na minutę. Film znajdziecie na dwóch polskich portalach VOD.
Paryż Płonie (1990)
jest jednym z trzech dokumentów w całym zestawieniu. Opowiada on o środowisku osób transpłciowych i homoseksualnych w Harlemie oraz Bronxie. Problemy miłosne i z rodziną nakładają się na konflikty klasowe i chociaż obraz Jennie Livingston powstał 30 lat temu, to nie stracił na aktualności. Tak właśnie żyje czarna społeczność LGBT+ w Stanach Zjednoczonych. Obraz dostępny jest za darmo na portalu YouTube.
Chłopaki z sąsiedztwa (1991)
to z jednej strony dramat rodzinny. Z drugiej – naprawdę porządnie zrobiony film gangsterski, można się też w nim doszukać jeszcze co najmniej kilku innych podgatunków. Nie zdradzam szczegółów fabuły, zalecam natomiast oglądanie w pełnym skupieniu, by poczuć klimat bijący z tego dzieła, zanurzyć się w gorącą atmosferę, podkręcaną oprawą muzyczną. Po seansie, zrozumienie motywacji uczestników amerykańskich protestów naprawdę stanie się prostsze. Aż cztery portale umożliwiają legalne obejrzenie filmu w internecie.
Historyczny film
Czarne Pantery. Awangarda Rewolucji (2015)
zniknął z portalu streamingowego Netflix szybciej niż na niego trafił. Ten, kto chce poznać historię jednej z najważniejszych grup politycznych domagających się równości dla praw osób czarnoskórych, może jednak znaleźć go w zasobach YouTube. Warto: dowiecie się, kim byli członkowie Partii Czarnych Panter, kim są teraz i co udało się im osiągnąć.
Dwa filmy od Jordana Peele,
czyli zupełnie nowe spojrzenie na horror oraz problematykę rasową. Określane mianem posthorroru filmy Uciekaj (2017) i To my (2019) są niepowtarzalnymi seansami. W Polsce ten gatunek nie cieszy się zbytnią popularnością, chociaż podbił serca widzów na całym świecie. Jordan Peele jest niezwykle utalentowanym scenarzystą, który potrafi oddać w filmie to, czego sam był świadkiem, a może nawet i przeżył. Oba filmy pokazują dystopijną, ale silnie inspirowaną teraźniejszością rzeczywistość. Pierwszy film dostępny jest na trzech platformach VOD, To my zaś, można zobaczyć aż w czterech miejscach.
Film
LA 92 z 2017 roku
bardzo często przywoływany jest w kontekście dzisiejszych wydarzeń. Tytuł sugeruje, że dokument ten dotyczy zamieszek, które wybuchły po pobiciu Rodneya Kinga. Jednak aby wytłumaczyć sens tamtych wypadków, obraz na początku zagłębia się w problematykę rasowo-klasową lat 50. i 60. Co to za kraj, w którym jesteśmy w stanie wysłać człowieka na księżyc, a nie potrafimy opanować choroby w naszych miastach – słyszymy w pewnym momencie. Czy te słowa się zdezaktualizowały? Bynajmniej. Choć pierwsze zdjęcia ukazane w filmie i nasze czasy dzieli kilkadziesiąt lat, to łatwo zauważyć, że w kwestii równości nie zmieniło się praktycznie nic. Możecie zobaczyć go w serwisie Netflix.
Nienawiść, którą dajesz (2018).
Film bardzo trudny do oceny, ale na pewno warty obejrzenia. George Tillman Jr. stworzył manifest skierowany przeciwko rasizmowi, państwu i systemowej przemocy wobec jednostki. Polityczna otoczka scenariusza rozwijana jest przy pomocy młodej nastolatki o imieniu Starr. Jej świat wywraca się o 180 stopni, gdy jej przyjaciel zostaje zamordowany przez policjanta. Skojarzenia same cisną się na usta, ale problematyka filmu okazuje się jeszcze trudniejsza: wszystko rozgrywa się w świecie ludzi dopiero wchodzących w dorosłość. Trzy polskie serwisy VOD umożliwiają jego obejrzenie – szykujcie się na niełatwy w odbiorze seans. Niesprawiedliwość bijąca z ekranu powoduje, że chce się wejść na barykady i położyć jej kres.
Przepraszam, że przeszkadzam (2018)
jest filmem o jednym z nowszych wynalazków kapitalizmu – telemarketingu. Scenariusz skupia się bowiem na zdesperowanym mężczyźnie, który nie potrafi odnaleźć się w neoliberalnej rzeczywistości, w jakiej żyje. Zatrudnia się zatem w firmie sprzedającej praktycznie wszystko. Na każdym kroku przekonuje się, jak rasistowski jest kapitalistyczny rynek pracy. Elementy science-fiction przedstawione w produkcji nie służą wcale przeniesieniu akcji poza prawdziwy świat, a właśnie temu, by ukazać go w pełni, takim, jakim jest. Obraz Bootsa Rileya znajdziecie na czterech polskich platformach VOD.
Zamiast zakończenia
Jeśli zaczynaliście seans jednego z tych filmów całkowicie nieprzekonani do idei walki o prawa represjonowanych, mam nadzieję, że wasz pogląd na te sprawy się zmienił. Natomiast, jeśli oburzenia nie wzbudziło w was pobicie Rodney Kinga, jeśli nie nie oburzyło was zabójstwo George’a Floyda, jeśli nadal uważacie, że problem was nie dotyczy, bo dzieje się za oceanem i dotyczy ludzi o innym pochodzeniu niż wy, to ruszcie wasze białe dupy pod najbliższy komisariat policji. Nie musisz od razu wybijać szyb, ani wszczynać zamieszek. 9 czerwca Polskę obiegła wiadomość, że sąd w Poznaniu umorzył śledztwo w sprawie zabójstwa Igora Stachowiaka przez policję. Nie będzie pokoju bez sprawiedliwości. Weź ze sobą znicz, znajomych lub rodzinę i zapal choćby to małe światło dla solidarności z ofiarami systemowej, policyjnej przemocy.

Kościoły powinny zrezygnować z białego Jezusa?

Z takim postulatem wyszedł prymas Kościoła anglikańskiego arcybiskup Justin Welby, podczas wywiadu dla BBC. Jego zdaniem obecna debata na temat rasizmu w Ameryce Północnej i Europie powinna zostać przeniesiona również na teren religijny. Wezwał do „przemyślenia” obecności wizerunków białego Jezusa, jak też do ich ewentualnego usunięcia. Jego słowa nie wszystkim się spodobały.

Głowa Kościoła anglikańskiego wyjaśnił, że w czasie swych zagranicznych podróży widział wiele świątyń chrześcijańskich o bardzo różnych korzeniach kulturowych, gdzie Jezus nie jest przedstawiany jako biały. „Jezus bywa widziany na tyle sposobów ile jest kultur i języków. (…) Nie ma tam białego Jezusa. Zobaczycie czarnego Jezusa, chińskiego lub bliskowschodniego, co jest najbardziej trafne”.
Kilka dni wcześniej abp Canterbury podkreślał, że rasizm pozostaje „plagą na koszmarną skalę” we współczesnych społeczeństwach. Wezwał swój Kościół do „zrobienia porządku we własnym domu” i „uznania własnych błędów i porażek historycznych” w kwestii nierówności rasowych. Kościół Anglii ma ok. 26 milionów wiernych w 165 krajach i jest dużo mniejszy od Kościoła katolickiego. Kościół katolicki jest oficjalnie antyrasistowski, lecz ma to dość ograniczony wpływ na znaczną część wiernych. Watykan na razie nie zareagował na propozycję abp Welby’ego.
Anglikanin poszedł zresztą dalej, pytając, czy obrazy Jezusa, świętych, czy postaci historycznych są „konieczne” w świątyniach chrześcijańskich, lecz przyznał natychmiast, że nie od niego zależy ich ewentualne usunięcie.
Reakcje na propozycje abp Welby’ego są dość kontrastowe. Według jednych, skoro każdy maluje Jezusa na swój obraz, to dlaczego nie miałby być biały dla białych; zdaniem innych, gdyby biali modlili się do niebiałego Jezusa, być może postawy rasistowskie byłyby rzadsze. Dyskusja trwa.

Szczęście czarnej europosłanki

W przerzedzonym Parlamencie Europejskim (PE) minutą ciszy uczczono śmierć Afroamerykanina George’a Floyda. Tę nieco spóźnioną uroczystość zepsuła 71-letnia deputowana Pierrette Herzberger-Fofana, pochodzenia malijsko-senegalskiego, która doktoryzowała się w Niemczech z kobiecej literatury frankofońskiej w Afryce, a we Francji z niemieckiej socjolingwistyki, i w zeszłym roku dostała się do PE reprezentując niemieckich Zielonych. Już wszystko zostało odfajkowane, amerykańska policja potępiona, gdy Herzberger-Fofana zabrała głos.

Opowiedziała, co jej się właśnie przydarzyło pośrodku zachodniej Europy, na Dworcu Północnym w Brukseli.
Zobaczyła, jak dziewięciu policjantów-robocopów wyżywa się na dwóch młodych czarnoskórych, więc wyciągnęła telefon i zrobiła zdjęcie.
Policjanci to zauważyli i choć nie zrobiła niczego nielegalnego ruszyli do niej kupą, by ją gwałtownie rozpłaszczyć na ścianie, tak, że mało nie straciła zębów, rozstawić nogi, przydusić, obmacać i wyrwać jej torebkę. Zanim policjanci zorientowali się, że rzeczywiście jest euro-posłanką, jak próbowała im bezskutecznie uświadomić, została zniewolona, poturbowana i skrajnie upokorzona.
Na koniec swej relacji usiadła i rozpłakała się. Zaskoczeni europosłowie zareagowali w końcu oklaskami, które szybko zgasły, bo zabrzmiały jakby niestosownie. Przewodniczący PE David Sassoli obiecał zaraz, że zwróci się do władz belgijskich o wyjaśnienia. A policja, jak to policja, odpowiedziała dziś, że zbada sprawę, ale już stwierdziła, że „weryfikacja tożsamości” była zgodna z przepisami i „agresji nie było”.
Tak sie składa, że tego samego dnia w Paryżu, pod koniec wielkiej manifestacji personelu medycznego, jeszcze większa kupa policjantów rzuciła się na 51-letnią pielęgniarkę pochodzenia północno-afrykańskiego Faridę C., bo gdy zaczęli gazować tłum, pokazała im podwójnego faka.
Do tego dwa razy próbowała bezskutecznie dorzucić do nich kamykami, nie widząc drugiego oddziału policji szarżującego z tyłu, który zaraz gromadnie rozpłaszczył ją na ziemi. Jest to ceniona, oddana pracownica oddziału geriatrycznego jednego z podparyskich szpitali, która sama przeszła covid-19 i której wyraźnie puściły nerwy.
Ma ledwo trochę ponad półtora metra wzrostu i nie wygląda groźnie, ale z konfrontacji z kupą robocopów wyszła okrwawiona.
Wrzucono ją na dobę do dziury i ma być we wrześniu sądzona za obrazę i rzucanie. Teoretycznie nie powinna iść do więzienia, gdyż policjant sfilmowany w zeszłym roku, jak rzucał w tłum „żółtych kamizelek” kostką brukową (taką dużą, uliczną, więc wyglądało to raczej na pchnięcie kulą), dostał tylko 2 miesiące w zawiasach, bez odnotowania, że karany, by mógł dalej służyć rządowi. Ale różnie może być.
Akurat ów policjant od kostki-kuli stanowi połowę francuskich policjantów ukaranych za bezsensowną i bardzo groźną przemoc w czasie manifestacji „żółtych kamizelek” i innych protestów społecznych od jesieni 2018 r.
Złożono w tym czasie prawie tysiąc udokumentowanych skarg na przemoc policji, z czego „policja policji” (IGPN) przyjęła blisko 400, a z tego do dzisiaj dwóch policjantów zostało ukaranych i nie wygląda, by miało być ich więcej.
Wynika z tego, że pozbawianie manifestantów oczu, rąk lub nóg jest legalne, zupełnie jak duszenie. Co prawda francuski rząd na fali oburzenia losem George’a Floyda zakazał policyjnej techniki duszenia, lecz ta delegalizacja trwała raptem tydzień, gdyż po kilku demonstracjach policjantów domagających się możliwości duszenia, przywrócono je.
Ludzie mogą manifestować latami, by nic nie zyskać, ale policja to co innego.
Co do policyjnego rasizmu: dziś rano oficjalny organ francuski (CNCDH – Państwowa Komisja Konsultatywna Praw Człowieka) złożył premierowi swój raport za ubiegły rok, który był zresztą gotowy już marcu, jeszcze przed głośną sprawą amerykańskiego rasizmu. Raport ów ujawnia pewien paradoks istniejący w innych zachodnich krajach.
Kiedy się mierzy tolerancję ogółu, osoby czarnoskóre wypadają w oczach większości najlepiej ze wszystkich mniejszości, są wręcz lubiane.
A jednocześnie report przedstawia dowody, że na co dzień jest to mniejszość ze wszystkich najbardziej pogardzana, lekceważona, upokarzana i dyskryminowana. I to widać w internecie, na stadionach, w urzędach i na policji, która może dosłownie bić i nawet zabijać całkiem bezkarnie.
Innymi słowy, eurodeputowana Herzberger-Fofana miała szczęście.

Potępiajcie system, nie jego ofiary

Polska obrodziła w samozwańczych moralizatorów i ekspertów, tym razem na temat Stanów Zjednoczonych. Bo jak przedstawia się w naszych mediach i internetowych komentarzach dramatyczny doprawdy zryw, który objął amerykańskie miasta? Doniesienia o brutalności policji kontruje się memami ukazującymi sceny kradzieży wielkopowierzchniowych sklepów celem wykpienia powagi sytuacji.

Treści, które starały się wskazać na źródła takiego przebiegu manifestacji – tak jak przejmujące przemówienie czarnej aktywistki Tamiki Mallory – spotkały się natomiast z zarzutami o “polityczne usprawiedliwianie rabunków”, “uzasadnianie grabieży”, podszytymi fałszywą troską komentarzami o “szkodzeniu szczytnej sprawie”. Cóż, im silniejsza potrzeba dorzucenia swoich trzech groszy do internetowej wrzawy, by poczuć się przenikliwym komentatorem, tym mniej zrozumienia procesów społecznych oraz klasowych, których wydarzenia towarzyszące buntowi w Stanach Zjednoczonych są jedynie nieuchronnym efektem końcowym.
Kapitalistyczno-konsumpcyjne społeczeństwo, w którym żyjemy, od kołyski wmawia nam, że godność i wartość społeczna mierzona jest materialnymi produktami: elektronicznymi gadżetami, metkami, logami, usługami. Wszechobecne reklamy – niosące ładunek ideologiczny – każą aspirować do posiadania coraz większej liczby rzeczy oraz wymieniać je co sezon. Do śmierci mamy być konsumentami, w których zostaliśmy przekształceni z obywateli. Kupujemy poczucie bezpieczeństwa, stabilną przyszłość, wolność od strachu. W dużej mierze mają to poczucie zapewnić produkty, których – choć ich realna wartość społeczna często jest nikła – to dają poczucie zażegnania dyskomfortu funkcjonowania w konsumpcyjnym społeczeństwie. Jeśli masz starego ajfona, to jest to oznaka, że jesteś biedniejszy i gorszy od tego, co ma najnowszego – masz się z tego powodu wstydzić. Jeśli masz najnowszego – świetnie sobie radzisz w życiu, należysz do klasy tych, którym się powodzi, choćby w rzeczywistości było zgoła inaczej. Jednocześnie ten sam kapitalistyczny system całe rzesze ludzi spycha w nędzę i skutecznie w niej utrzymuje. Oni nigdy nie nabędą tych najmodniejszych dóbr, pozostaną skazani na podróbki i poczucie dyskomfortu.
Dostrzegając ten kontekst, który w USA jest jeszcze bardziej wyrazisty niż w Europie, możemy zrozumieć, czemu w trakcie gwałtownych niepokojów społecznych są tacy, którzy korzystają z okazji i kierują się w ogólnym chaosie w stronę markowych sklepów. Wynosząc rzeczy dla siebie w ich odczuciu odzyskują jakieś poczucie godności, społeczną pozycję. Bo wielu z nich pewnie czuje, że zamieszki się skończą, rasistowska przemoc policyjna i ekonomiczna będzie trwać w najlepsze, wciąż będą pracować za najniższą stawkę pozbawieni praw pracowniczych oraz tkwić w nędzy getta, ale za to będą chodzić w najnowszych najkach, rozmawiać przez entą generację ajfona, wrzucać z niego zdjęcia na instagramie, grać na najnowszym plejstejszyn siedząc na bezrobociu albo spędzając czas po pracy za grosze. Choćby przez chwilę nie będą “gorsi od innych”. To jest ta okrutna rzeczywistość, której autorzy moralizatorskich komentarzy nie chcą zauważyć. Widzą drzewa, ale nie widzą lasu.
Jeśli więc naprawdę uważacie, że szlachetny protest został „skalany” i przez to mniej zasługuje na wasze poparcie, skierujcie ostrze swojej krytyki w kapitalistyczny i konsumpcyjny system, który skutecznie niszczy to, co wspólnotowe, zamieniając człowieka w konsumenta napędzającego popyt i podaż. Jako ludzie lewicy zaangażowani w organizacje społeczne, polityczne i związkowe staramy się zmienić tę okrutną rzeczywistość degradującą człowieka. Jesteśmy za politycznym organizowaniem świadomego swoich interesów społeczeństwa i klasy pracującej, która będzie miała poczucie godności dzięki społecznej sprawczości – nie poprzez realizowanie się w roli trybika-konsumenta w rynkowej, prekaryjnej machinie. Jednak służby w Stanach Zjednoczonych od samego początku za cel stawiały sobie niedopuszczenie do politycznej i społecznej samoorganizacji. Rozbijano związki zawodowe, stowarzyszenia i organizacje czarnoskórych. Dziś doskonale już wiemy, jak z premedytacją i chirurgiczną dokładnością służby niszczyły Czarne Pantery i inne organizacje, jak mordowano i kryminalizowano działaczy politycznych, jak fabrykowano zarzuty, jak finansowano handel narkotykami w czarnych dzielnicach biedy, by zdezorganizować działalność polityczną.
Dziś widzimy efekty tego przemocowego pozbawienia ludzi możliwości politycznego wychowania i sprawstwa – mamy do czynienia z rewoltami, które nie mają praktycznie żadnej formy politycznego przywództwa, mającego zdolność wpływać na dynamikę protestów. Takie są owoce działań finansowych i politycznych elit USA, które od zarania dziejów dążą do politycznej dezorganizacji społeczeństwa, które zdolne byłoby zmieniać otaczającą je rzeczywistość i reguły gry. To oni doprowadzili do tego, co teraz widzimy. Do tego, że część demonstrujących zajmuje się ślepym niszczeniem i grabieniem – też. Nie wolno przy tym zapominać, że dyskusja o stosunku do przemocy odbywa się od samego początku powstania masowych ruchów emancypacyjnych czarnych Amerykanów. I to nie tylko teoria. Warto przejrzeć uważnie filmy z amerykańskich demonstracji, by zobaczyć bunt we wszystkich jego odcieniach: gdy jedni rabują, inni próbują ich powstrzymywać przed rzuceniem kamieniem w witryny sklepu. Demolują sklepy i czarni, i biali, czasem czarni upominają białych rabusiów. Są jeszcze i prowokatorzy… Dyskusja o przemocy towarzyszącej wybuchom społecznym nie jest zamknięta.
I jeszcze jeden kontekst: w Stanach Zjednoczonych (i w każdym wielokulturowym społeczeństwie) kwestia rasizmu jest także kwestią klasową – dobitnie widzimy to w czasie epidemii, że to właśnie czarni Amerykanie oraz Latynosi są głównymi ofiarami wirusa Covid-19 oraz obecnego kryzysu ekonomicznego. Brak dostępu do powszechnej służby zdrowia, prekaryjne zatrudnienie, złe warunki mieszkaniowe, brak dostępu do porządnej edukacji i przeludnienie dzielnic ludowych zbierają swoje żniwo. Szansa, że osoba biała zarazi się wirusem, jest kilkunastokrotnie mniejsza, podobnie jak to, że odczuje ona skutki kryzysu. Radykalny skok bezrobocia spycha konkretne grupy społeczne w jeszcze większą nędzę. Tą grupą, która obecnie masowo traci pracę, są m.in. właśnie czarni Amerykanie z klas ludowych. Tymczasem Stany Zjednoczone są “wolnorynkowym rajem”, w którym socjalne zabezpieczenia praktycznie nie istnieją. Człowiek jest tam w pełni “kowalem własnego losu”, jednak pozbawiony narzędzi do jego “wykuwania” radzi sobie jak może, byle utrzymać na powierzchni siebie i swoją rodzinę. Choćby grabiąc, choćby potem sprzedając skradzione towary.
Przy okazji grabieże obnażają nam właśnie to, co skrzętnie ukrywamy jako społeczeństwo i czego staramy się do siebie nie dopuścić – że żyjemy w rzeczywistości, w której pożądanie produktów stało się dzikim instynktem. Można być pewnym, że wielu autorów moralizatorskich komentarzy wyznaje te same konsumpcyjne pragnienia (nikt od nich nie jest zupełnie wolny), tak samo odczuwa poczucie niższości z powodu nieposiadania tych czy innych dóbr albo boi się, że kiedyś przestanie nadążać za oczekiwaniami społeczeństwa. W imię samorealizacji i zachowania prywatnego komfortu są w stanie przemilczeć niesprawiedliwości społeczne i ekonomiczne. Do tego dochodzi jeszcze wiara w “amerykański sen”: skutecznie wszak wpojono nam przekonanie, że jeśli tylko się postarać, to zostaniemy dostatnio żyjącymi przedsiębiorcami. Na takim tle faktycznie łatwiej bardziej przejmować się tym, że zdesperowani ludzie podpalili komuś biznes, niż systemową, wielowiekową przemocą.
Jeśli więc nie będąc częścią masowego buntu antyrasistowskiego oburzasz się na grabieże i akty wandalizmu obecne na marginesie rewolty w USA, ale akceptujesz systemowe uwarunkowania, które do nich doprowadzają i milczysz, gdy dzieją się wokół nas – nie tylko w USA – społeczne i ekonomiczne niesprawiedliwości, to zamilknij i tym razem. Na koniec dedykuję autorom tych nic niewnoszących komentarzy, fragment wiersza Juliana Tuwima pt. “Straszni mieszczanie” z nadzieją, że zaczną dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe:

[…]
I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie
Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…
Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford… że kino…
Że Bóg… że Rosja… radio, sport, wojna…
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
[…]
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.
Potem się modlą: „od nagłej śmierci…
…od wojny… głodu… odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.

Solidarni z protestującymi w USA

Kilka tysięcy osób zgromadziło się w sobotę pod warszawską ambasadą Stanów Zjednoczonych, by wyrazić gniew z powodu policyjnej przemocy oraz solidarność z ludźmi, którzy demonstrują na ulicach amerykańskich miast.

Protest, zorganizowany przez Koalicję Przeciw Rasizmowi, zgromadził nadspodziewane tłumy, w większości młodych ludzi. Ambasada, zamknięta na głucho, z podniesionymi zabezpieczeniami przed wtargnięciem pojazdów na teren przedstawicielstwa, była ochraniana przez dość rzadki łańcuch policjantów i policjantki ubranych w zwykłe mundury. Wzdłuż ogrodzenia ambasady protestujący składali kwiaty, zapalili znicze, postawili kartonowe plakaty z fotografiami m.in. Malcolma X i innych działaczy na rzecz praw człowieka w USA, napisami ku pamięci George’a Floyda, fragmentami wierszy, przemówień i hasłami wyrażającymi sprzeciw wobec rasizmu.

Sam protest, choć przebiegał pokojowo, był bardzo dynamiczny. Protestujący nieśli mnóstwo samodzielnie wykonanych plakatów i tablic z napisami: „Black lives matter”, „No justice, no peace” (nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju), „Nie ma kapitalizmu bez rasizmu”, „Silence = Violence” (cisza = przemoc), i z ostatnimi słowami George’a Floyda, które nabrały podczas demonstracji uniwersalnego znaczenia:„I can’t breathe”, czyli „nie mogę oddychać”.

W jednym z ważniejszych przemówień Justyna Samolińska, działaczka Inicjatywy Pracowniczej oznajmiła, iż na naszych oczach Stany Zjednoczone stają się otwarcie faszystowskim i totalitarnym państwem i będzie to miało wpływ na nas wszystkich na całym świecie.

Samolińska odniosła się również do przypadków dyskryminacji na tle narodowościowym, jakie zdarzają się w Polsce. Wspomniała o ukraińskim robotniku Wasylu Czorneju, którego pracodawczyni nie wezwała pogotowia, gdy mężczyzna zasłabł w pracy. Następnie wywiozła jego ciało do lasu i usiłowała zatuszować całą sytuację. Jak oceniła działaczka, gdyby Czornej był Polakiem, nie spotkałby go taki los.

Główne wątki przemówienia dotyczyły jednak brutalnych amerykańskich realiów. Chociaż piętnowane przez nią nierówności i wykluczenie to domena nie tylko kapitalizmu za oceanem.

– Przemoc wobec czarnych Amerykanów, wobec mniejszości w Stanach Zjednoczonych ma nie tylko wymiar policyjny, ma też wymiar ekonomiczny. Mamy do czynienia z wielowiekowym wyzyskiem, z wielowiekową dyskryminacją – podsumowała Samolińska.

Protesty w ten weekend odbyły się również m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Wszędzie przypominano, że Amerykanie walczą o równość we wszystkich wymiarach: w dostępie do edukacji, do mieszkań w lepszej okolicy, do opieki zdrowotnej.

Na razie polityka rządu USA systemowo im tego dostępu nie gwarantuje. Tego samego rządu USA, który jest idolem obecnych władz Polski.