Bigos tygodniowy

Ponad miesiąc temu odbyły się wybory prezydenckie, jednak ich skutki trwają. I nie chodzi tylko o to, że wygrał je Duda, a raczej o to co spowodował swoją nienawistną kampanią przeciwko ’’ideologii’’ LGBT. W minionych tygodniach miały miejsce ataki na osoby wyglądające inaczej. Najpierw w okolicach Poznania została zaatakowana dziewczyna o różowych włosach, następnie w Poznaniu został pobity chłopak z kolczykiem w nosie, a ostatnio na warszawskiej Pradze został pobity przez dwóch osiłków aktywista LGBT –Linus. Z kolei w Gdańsku w autobusie miejskim nr 148 została zaatakowana dziewczyna. Jej przewiną było tylko to, że z plecaka, który miała przy sobie, wystawały dwie papierowe chorągiewki w kolorach tęczy. Nie tylko została znieważona, ale także grożono jej np. wybiciem zębów. Czy to przypadek? Nie sądzę, moim zdaniem to efekt odczłowieczenia LGBT, stworzenie przekonania, że to ludzie groźni, wrogowie społeczeństwa, wyjęci spod prawa banici. Zatem każdy może ich bezkarnie pobić, znieważyć, zastraszyć… Brawo Dudo, to także twoja zasługa. Wstyd.


W minionym tygodniu zebrał się Senat, przedmiotem obrad były sute podwyżki uposażeń, jakie przyznali m.in. sobie i innym posłowie PiS, Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej. Od początku było wiadomo, że część senatorów opozycji ustawy w tym kształcie nie poprze. Wynik głosowania nie pozostawił żadnych wątpliwości, Senat odrzucił ustawę, uznając że mamy zły czas na dawanie wybrańcom narodu podwyżek. Konsekwencją głosowania jest – co ogłosił Ryszard Terlecki tuż po głosowaniu senatorów – zakończenie prac nad ustawą. Niestety, niesmak pozostał, przedstawiciele opozycji bezrefleksyjnie poparli rozwiązania ustawy, a późniejsze próby ratowania twarzy należy ocenić jako nieporadne. Tak na marginesie, Bigos tygodniowy jest zdania, że rzeczywiście wynagrodzenia np: posłów i senatorów, ministrów i wiceministrów powinny być wyższe, ale czy aż tak wysokie jak w proponowanych przepisach i czy powinny być wprowadzone w okresie kryzysowym, bez żadnej debaty?


W kancelarii Dudy podwyżki i to w dobie kryzysu niemałe, bo 6 proc. . Minister Dera z kancelarii dudowej, w jednej z komercyjnych stacji TV stwierdził, że podwyżki współpracownikom Dudy się należą, bo tak stanowi ustawa budżetowa. Czyli można, okazuje się, że jak się chce to można. Tylko skąd ten pośpiech, po wtopie z wynagrodzeniami m.in. prezydenta, żony prezydenta, posłów i senatorów? Wróble na mieście ćwierkają, że wczesną jesienią będzie nowelizacja tej właśnie ustawy budżetowej i może to jest właśnie przyczyna tego pośpiechu. Po nowelizacji ustawy może się okazać, że podwyżek dudowych nie można byłoby wypłacić.


W miniony wtorek do dymisji podał się Łukasz Szumowski. Dziękował wszystkim i długo, jakby Oskara dostał. Dziennikarzy obecnych na konferencji chyba całkowicie tym zgłuszył, bo publika w tym Bigos tygodniowy niczego się nie dowiedziała o faktycznych przyczynach dymisji, a jedynie tyle, że ten milusiński kawaler maltański nadal pragnie służyć Ojczyźnie, a tak w ogóle to jest zadowolony ze swoich dokonań. Ciekawe co na to pacjenci, nie mogący się dostać do lekarza i załatwiani teleporadą? Ciekawe co na to pacjenci poradni specjalistycznych, którzy się właśnie dowiedzieli, że albo ich wyczekiwana, czasem latami, wizyta nie dojdzie do skutku albo poradnia specjalistyczna tak w ogóle się zwija? Czy podzielają ten radosny szczebiot ex-ministra? Nie wspomnę obszernie o innych sprawach, równie bolesnych dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów, mianowicie zakupionych/niezakupionych maseczkach, testach i respiratorach, pieniądzach przelanych na konta firmy A&K, bo tym zajmują się z sukcesem posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński i podobno ziobrowa prokuratura, CBA i banasiowy NIK. Jedyna dobra informacja, jest taka że ex minister zadeklarował, że wraca do wykonywania zawodu lekarza kardiologa (bardzo, ale to bardzo pożądana specjalizacja).


Ziobro wspiera homofobiczne gminy czyli te, które podjęły uchwały o strefach wolnych od LGBT. Zaczął z ministerialnego Funduszu Sprawiedliwości przekazywać pieniądze, tym które utraciły szanse na fundusze europejskie przyznawane w ramach programu „Partnerstwo Miast”. Pierwszym miastem obdarzonym kasą w kwocie 250.000 złotych za ustanowienie strefy wolnej od LGBT jest Tuchów w Małopolsce. Państwo PiS finansuje homofobię.


Właśnie Eurostat podał poziom inflacji w krajach europejskich, jesteśmy na czele tabeli z 3,7 proc. . Prawie na czele, bo wyprzedzają nas Węgry z 3,9 proc. , pozostali daleko w tyle np: Francja 0,9 proc. . Inaczej nasze pieniądze płoną, spada ich siła nabywcza, przy planowanych zwolnieniach, zamrożeniu wynagrodzeń oznacza to biedę znaczącej części społeczeństwa. Najbardziej wzrosły ceny utrzymania mieszkania, wywozu śmieci i żywności. Czekam na komentarz Mateo albo ministra finansów, pewnie coś fajnego nam powiedzą.


Na Białorusi protesty, obywatele nadal wychodzą na ulicę, na razie przy werbalnym wsparciu Unii Europejskiej.


Wyznaczenie na ministra spraw zagranicznych fanatycznego obskuranta, radykalnego reakcjonisty Zbigniewa Rau, który wypisywał publicznie nienawistne brednie o LGBT, o „cywilizacji śmierci”, o „ekologii jako kanibaliźmie”, to typowy pisowski, ostentacyjny gest wrogości wobec Unii Europejskiej i wartości europejskich, pokazanie Europie gestu wała z okrzykiem: „Nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie?”

Flaczki tygodnia

Jeszcze 7 sierpnia w rozmowie z Radiem RMF FM pan minister Łukasz Szumowski zdecydowanie zaprzeczał plotkom o swej dymisji: „Nigdzie się nie wybieram. W takiej sytuacji, jaką mamy, nie można w ogóle rozmawiać o opuszczeniu okrętu. Jestem żeglarzem i sternikiem, wiem, że takich rzeczy się nie robi”. Dziesięć dni tylko minęło i pan minister ogłosił, że jednak odchodzi.

Dlaczego tak szybko zmienił zdanie? Najprościej można by rzec, że 7 sierpnia pan minister kłamał. Nie pierwszy raz i może nie ostatni. Kłamał, bo mógł. Bo jego szef – pan premier Mateusz Morawiecki jest uważany za notorycznego kłamcę. Bo cała polityką PiS polega na potędze zakłamanych obietnic. Zwykle nie spełnianych. Poza obietnicami rozdawania nam naszych pieniędzy. Tych pochodzących z naszych podatków.

Ale wiewiórki w Warszawie ćwierkają, że pan minister Szumowski prysnął jak szczur z rządowego „okrętu” za strachu. Bo prokuratorzy pana ministra Ziobry, zwanego „Zbyszkiem Mściwym”, posiadają już zeznania jednoznacznie dowodzące udziału pana ministra, i jego zastępcy pana Janusza Cieszyńskiego też, w gigantycznych, wielo milionowych przekrętach finansowych. Zakupach wadliwych maseczek i nieistniejących respiratorów.
Dlatego „Zbyszko Mściwy” złożył ponoć panu ministrowi od przekrętów propozycję „nie do odrzucenia”. Albo dostanie oficjalne zarzuty prokuratorskie albo ogłosi swą dymisję. Dlatego też obaj podejrzani o finansowe przekręty „żeglarze i sternicy” dali w przysłowiową długą.

Po co panu prokuratorowi generalnemu i ministrowi sprawiedliwości w jednym Zbigniewie Ziobrze była taka zagrywka? Zawodowi PiSolodzy uważają, że wyeliminowanie obu ministrów osłabiło pozycję polityczną pana premiera Morawickiego. Osobistego wroga i konkurenta politycznego „Zbyszka Mściwego”.

Ale nie płaczcie po szczurzych ucieczkach panów ministrów. Bo choć jaśniepan prezes Kaczyński kiedyś deklarował, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, to zapewne kłamał on, jak jego pan premier i jego ministrowie. Niepełne zwykle oświadczenia majątkowe prominentów PiS dowodzą, że każdy z nich zdążył już uzbierać sobie na przyszłość przysłowiową „poduszkę finansową”. Niejedną nierzadko, bo niejeden zaopatrzył w nią swe kolejne żony, mężów i posiadane potomstwo. Przodował w tym procederze pan minister Szumowski. On zapewnił sobie zapewne nie tylko skromną poduszkę, lecz ciepłą „pierzynę finansową”. Teraz może pod nią bezpiecznie spać aż do końca swego żywota.

Teraz stać go na to, żeby nie być już ministrem w rządzie jaśniepana prezesa.

Następcą „złotego chłopaka” PiS, czyli pana ministra Szumowskiego został nieznany do tej pory dyrektor oddziału NSZ. Ponieważ w Polsce ministrowie zdrowia zmieniają się szybko, to nie podajemy teraz jego nazwiska. Po co je zapamiętywać, skoro niebawem mogą kazać je zapomnieć.

Wielki sukces zawodowy odniósł pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Po wielu tygodniach przypominania, że bardzo chce się podać do dymisji wreszcie skutecznie opuścił ten rząd. Decyzja o dymisji to najlepsza ze wszystkich jakie podjął w czasie swego urzędowania. Od początku był uważany za „eksperyment” jaśniepana prezesa, czyli osobę tymczasową na tym stanowisku. Nie miał wiele tam do powiedzenia i roboty. Bo służalczymi relacjami z USA zajmują się panowie ministrowie Szczerski i Błaszczak, a obrażaniem Unii Europejskiej pan Konrad Szymański, osobisty minister pana premiera.
Dlatego kierowany przez pana ministra Czaputowicza resort stał się przede wszystkim „biurem obsługi ambasad”. Zresztą czym mógłby się więcej zajmować skoro rządzące elity PiS skłóciły Polskę ze wszystkimi potencjalnymi partnerami. Poza orbanowskimi Węgrami i amerykańskim Suwerenem.

Następcą pana ministra Czaputowicza został pan poseł Zbigniew Rau. Były senator RP, były wojewoda łódzki. Profesor, prawnik. Obecny szef sejmowej komisji spraw zagranicznych i delegacji Sejmu RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Nowy minister już na wstępie został obsobaczony przez opozycję liberalną, i lewicową też, za niedawne ultra konserwatywne wypowiedzi. Krytykujące liberalną Unię Europejską.„Flaczki” mają jednak słabość do pana profesora Raua, bo w latach 2005-2007 były wraz z nim w delegacji Sejmu RP do ZP Rady Europy. I pamiętają go jako fascynującego rozmówcę, wielce interesującego partnera wielu inspirujących dyskusji.
Dlatego „Flaczki” będą teraz życzliwie obserwować działalność nowego ministra. Pamiętając, że posiada on odznakę „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”, co może pomoc mu w gaszeniu przyszłych, politycznych pożarów. Współczując mu kierowania resortem, który przez wielu prominentów PiS uważany jest za drugorzędny. Bo przecież tam o uzbieraniu sobie na pierzynkę finansową trudno liczyć.

Zmarł niestety Andrzej Walicki. Mądry historyk idei, znawca relacji polsko-rosyjskich. Nowy minister spraw zagranicznych zna zapewne książki profesora Walickiego, zwłaszcza „O Rosji inaczej”. Dobrze by się stało gdyby konserwatywny liberał Rau znalazł wspólny język z konserwatywnymi liberałami rządzącymi obecnie Rosją i choć trochę poprawił relacje polsko- rosyjskie.