Pożegnalne loty w Planicy

Stefan Horngacher w czwartek przed kwalifikacjami do piątkowego konkursu na mamuciej skoczni w Planicy oświadczył, że w niedzielę w końcu poinformuje, czy pozostanie na stanowisku trenera polskiej kadry.

Horngacher wyjaśnił, że nie chce swoimi sprawami rozpraszać kadrowiczów i dlatego ogłoszenie decyzji odłożył do niedzieli. W Planicy do żelaznej w tym sezonie piątki reprezentantów, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego i Stefana Huli, dołączył niespodziewanie „odstrzelony” z kadry przed mistrzostwami świata w Seefeld Maciej Kot. Biało-czerwoni na słoweńskiej skoczni nie mają wiele do zdobycia. Rywalizacja w Pucharze Świata została już rozstrzygnięta i wygrał już w cuglach Japończyk Ryoyu Kobayashi, a Kamil Stoch co najwyżej może się jeszcze pościgać z Austriakiem Stefanem Kraftem o drugie miejsce, które stracił na jego rzecz po nieudanym starcie w norweskim cyklu Raw Air.

Wprawdzie na mamuciej skoczni w Planicy zawodnicy też rywalizować będą w miniturnieju „Planica Seven”, w którym rok temu triumfował Stoch, lecz nasz trzykrotny mistrz olimpijski na koniec sezonu nie jest w formie dającej nadzieję na obronę tytułu. Nawiasem mówiąc w żadnej jego części w takiej formie nie był, bo przecież nie obronił tytułu w Turnieju Czterech Skoczni i Raw Air.

Faworytem do wygrania serialu siedmiu skoków ma mamuciej skoczni jest Ryoyu Kobayashi, który skokiem na odległość 248 m w cuglach wygrał czwartkowe kwalifikacje do piątkowego konkursu i został pierwszym liderem cyklu „Planica 7”. Z naszych skoczków najdalej poszybował Piotr Żyła, który uzyskał 247,5 m i ustanowił swój nowy życiowy rekord. Niestety, przy lądowaniu miał podpórkę i dostał słabe noty, przez co zajął dopiero 10. lokatę.

Drugie miejsce w kwalifikacjach zajął Niemiec Markus Eisenbichler, któremu, podobnie jak Kobayashiemu, udało się ustać lot na 248 m. Trzeci był Słoweniec Timi Zajc (239 m), czwarty Austriak Stefan Kraft (232 m), a piąty Słoweniec Domen Prevc (228 m). Dwie kolejne lokaty zajęli Stoch (224 m) i Kubacki (229 m). Z biało-czerwonych do piątkowego konkursu awansowali też Jakub Wolny (18. miejsce, 209 m) i przywrócony do kadry A Maciej Kot (31. miejsce, 215 m). Nie zakwalifikował się jedynie Stefan Hula, który zaliczył tylko 178,5 m i zajął 64. miejsce.

Stoch ma jeszcze szansę na zdobycie małej „Kryształowej Kuli” w klasyfikacji lotów narciarskich, zaś nasza reprezentacja jest o krok od triumfu w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni mają zatem o co walczyć w Planicy.

 

Ryoyu Kobayashi pierwszy przy kasie

Najwięcej w tym sezonie zarobił triumfator Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi – 228 733 franków szwajcarskich. Kamil Stoch na liście płac FIS z kwotą 144 600 franków jest trzeci.

Za turniej w Norwegii, który odbywał się na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund (cztery konkursy indywidualne i dwa drużynowe), Japończyk otrzymał nagrodę dodatkową w postaci 60 tysięcy euro. Wcześniej dodatkowym bonusem został nagrodzony za triumf w Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich). W rywalizacji PŚ zarobił ponadto 228 733 franków (około 869 tys. złotych). Drugie miejsce na liście płac zajmuje Austriak Stefan Kraft (177 800 franków). Kamil Stoch w 34 konkursach zarobił 144 600 franków (ok. 549 500 zł). Za nim na liście płac plasują się dwaj Polacy – Piotr Żyła (124 350 franków) i Dawid Kubacki (116 300 franków). Czołowa czwórka najlepiej zarabiających zawodników to także najlepsi skoczkowie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Pozostali skoczkowie kadry Stefana Horngachera zarobili już znacznie mniej – Jakub Wolny zainkasował 43 400 franków premii (ok. 165 000 zł), Maciej Kot 6950 franków (ok. 26 500 zł), Stefan Hula 6900 franków (ok. 26 000), a Paweł Wąsek zaledwie 400 franków (ok. 1500 zł).

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym wypłaca premię w wysokości 10 tys. franków szwajcarskich, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej FIS wycenia na 100 franków. Triumf w drużynie to 7500 franków. Nie są to wygórowane stawki w porównaniu choćby z narciarstwem alpejskim. Za każde zwycięstwo na stoku FIS płaci 45 tys. franków szwajcarskich.

 

Raw Air nie dla Polaków

Rozegrany w minioną sobotę w ramach Raw Air konkurs drużynowy z powodu silnego wiatru został zakończony po pierwszej serii. Polski zespół stracił prowadzenie w ostatnim skoku, gdy Kamil Stoch awaryjnie wylądował na 112. metrze i ostatecznie zajął czwarte miejsce. Wygrała Norwegia, przed Japonią i Austrią. W niedzielnym konkursie indywidualnym Polacy wypadli jeszcze gorzej.

W zgodnej opinii ekspertów konkurs drużynowy nie powinien się odbyć. I na podparcie swojej opinii wskazują kolosalne różnice w odległości między rekordowym skokiem Roberta Johanssona na odległość 144 metrów i uzyskanie chwilę później przez Kamila Stocha ledwie 112 metrów. Warunki zmieniły się błyskawicznie i odebrały zwycięstwo polskiej drużynie dając je nieoczekiwane Norwegii. Ale ponieważ tydzień wcześniej Dawid Kubacki i Stoch w mistrzostwach świata w Seefeld zdobyli medale na normalnej skoczni, w naszej ekipie nikt nie kruszył z tego powodu kopii. Stoch winę za fatalny skok wziął na siebie i nie szukał usprawiedliwienia w podmuchach wiatru, chociaż dla niego była to podwójna „wtopa”, bo zawalił nie tylko konkurs drużynowy, ale też spadł na dalsze miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu Raw Air, a w tej rywalizacji broni tytułu wywalczonego przed rokiem.

Wiatr, który pomógł Norwegom

Konkurs drużynowy zaczął się zgodnie z planem, ale od początku zapowiadało się, że zakończy się po pierwszej serii. Wiatr dyktował warunki. Jako pierwszy jego skutki odczuł skaczący w pierwszej grupie Karl Geiger. Reprezentant Niemiec jakimś cudem uniknął upadku i zdołał bezpiecznie wylądować, ale wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Drugą lokatę zajęli Polacy po dobrym skoku Piotra Żyła na odległość 122,5 m. Dużego pecha miał skaczący w drugiej grupie Jakub Wolny. Przed jego skokiem podmuchy wiatru ponownie się wzmogły i nasz zawodnik aż czterokrotnie był ściągany z belki startowej. W międzyczasie, ze względu na przedłużającą się przerwę, postanowiono, że tory najazdowe zostaną przetarte przez przedskoczka. Wolny ostatecznie otrzymał szansę dopiero za piątym razem. Skoczył 125 metrów, ale odjęto mu ponad 16 punktów za wiatr pod narty, przez co biało-czerwoni spadli na czwartą pozycję.

Upadkiem zakończyła się próba Mariusa Lindvika. Norweg dostał mocny podmuch pod narty i poszybował na odległość 135,5 metra, ale nie zdołał dobrze wylądować. Na szczęście wyszedł z upadku bez szwanku i szybko wstał o własnych siłach. Znacznie groźniej wyglądał upadek skaczącego zaledwie kilka minut później Stephana Leyhe. Niemiec spadł ze sporej wysokości i z dużą siłą uderzył o zeskok, wskutek czego rozbił sobie nos. Ta sytuacja nie wytrąciły z równowagi Dawida Kubackiego. Świeżo upieczony mistrz świata ze skoczni normalnej skoczył 133 metry, otrzymał wysokie noty za styl i wyprowadził polski zespół na prowadzenie z przewagą wynoszącą 15 punktów.

Przed startem ostatniej, czwartej grupy zawodników wiatr ponownie się wzmógł. Dobre warunki wykorzystał Robert Johansson, któremu podwiało pod narty i poniosło go na niebotyczną odległość 144 metrów. Norweg o trzy metry poprawił dotychczasowy rekord skoczni należący do Andreasa Koflera. Daleko skoczyli także Ryoyu Kobayashi (138,5 m) oraz Markus Eisenbichler (135 m). Kiedy na górze pozostał już tylko Kamil Stoch podmuchy ponownie zelżały i reprezentant Polski wylądował na 112. metrze, przez co biało-czerwoni ponownie spadli na czwarte miejsce. Na półmetku rywalizacji prowadzili Norwegowie, przed Japończykami oraz Austriakami i taka kolejność już nie uległa zmianie, bowiem jury podjęło decyzję o odwołaniu drugiej serii. Tak więc nasi skoczkowie w setnym konkursie drużynowym w historii Pucharu Świata zajęli ostatecznie czwartą lokatę, a za nimi uplasowali się Niemcy.

Na potknięciu polskiego trzykrotnego mistrza olimpijskiego skorzystał Johansson. Norweg po fenomenalnym skoku w drużynówce umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Raw Air (w cyklu sumuje się wyniki wszystkich skoków, także kwalifikacji). Z naszych zawodników daleki skok na 133 m zapewnił awans Dawidowi Kubackiemu na piąte miejsce. Stoch natomiast spadł na 11. miejsce, „oczko” niżej od niego był Jakub Wolny, a Piotr Żyła po drużynówce zajmował 18. lokatę. Ta czwórka wystąpiła w biało-czerwonych barwach w sobotnich zawodach drużynowych z udziałem 10 zespołów.

Indywidualnie też im nie wyszło

Polscy kibice mieli nadzieje, że nasi skoczkowie odkują się w niedzielnym konkursie indywidualnym. W niedzielę na Holmenkollbakken panowały lepsze warunki do skakania niż dzień wcześniej, ale nie idealne. W pierwszej serii najlepiej z Polaków poradził sobie Kamil Stoch, który uzyskał 125,5 m i na półmetku konkursu zajmował szóste miejsce. Kubacki zaliczył 123 m i zajmował 14. lokatę, a Żyła po skoku na odległość 124 m był 16., a Jakub Wolny tuz za nim (124 m). Liderem na półmetku zawodów był Stefan Kraft, który skoczył 134 m i przed finałową kolejką o 6,9 punktu wyprzedzał Roberta Johanssona (127 m). Trzeci był Austriak Daniel Huber (132 m), a czwarty Japończyk Ryoyu Kobayashi (strata 0,1 pkt do Hubera). Stocha i Kobayashiego przedzielał Słoweniec Domen Prevc. W drugiej serii tylko Wolny skoczył przyzwoicie (124 m), ale dało mu to tylko 19. miejsce. Pozostali nasi zawodnicy zawiedli – Stoch zaliczył 117 m (13. miejsce), Kubacki 115 m (24. lokata), a Żyła ledwie 113,5 m (26. pozycja).

Ryoyu Kobayashi zajął piąte miejsce, ale zdobył wystarczająco dużo punktów, żeby przyklepać swój triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W klasyfikacji Raw Air na czele jest Johansson, a najlepszy z Polaków, Kamil Stoch, zajmuje 11. lokatę.

 

Stoch oszczędzał siły w Willingen

Nasi skoczkowie w Willingen po raz piąty w historii wygrali konkurs drużynowy w Pucharze Świata. Sukces jest tym bardziej cenny, że były to ostatnie takie zawody przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w Seefeld. Trener Stefan Horngacher wystawił do walki kwartet w składzie: Piotr Żyła, Jakub Wolny, Dawid Kubacki oraz Kamil Stoch. Polacy wygrali rywalizację w spektakularnym stylu.

Dość powiedzieć, że trzy pierwsze miejsca w nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej zajęli nasi zawodnicy. Dla polskich kibiców sensacją była postawa Jakuba Wolnego, który w poprzednim konkursie drużynowym, w Lahti, był najsłabszym ogniwem drużyny, a w Willingen okazał się najlepszy. Najmłodszy skoczek w polskiej kadrze oddał dwa dalekie skoki, lądując w obu seriach poza granicą 140 metra – w pierwszej uzyskał odległość 140,5 m, a w drugiej 141,5 m, co w sumie dało mu 256,3 pkt. W nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej o 8,6 pkt wyprzedził drugiego Piotra Żyłę (247,7 pkt), który z kolei mógł pochwalić się najdłuższym skokiem w tych zawodach, szybując w pierwszej serii na odległość aż 146 metrów.

W drugiej zaprezentował się nieco słabiej (129 m), ale w sumie okazał się nieznacznie lepszy od trzeciego w naszej ekipie i całej nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej Kamila Stocha (132 i 133 m, 247,3 pkt). Najsłabszy w polskim kwartecie Dawid Kubacki został sklasyfikowany na dziesiątym miejscu (120,5 m i 135 m, 228 pkt). Te wyniki złożyły się rzecz jasna na miażdżące zwycięstwo biało-czerwonych w „drużynówce” – podopieczni Stefana Horngachera wyprzedzili drugich w klasyfikacji Niemców aż o 79,2 pkt. Trzecie miejsce drużynowo zajęli Słoweńcy.

Walka o triumf w Willingen Five

Po „drużynówce” skoczkowie od razu przystąpili do kwalifikacji do sobotniego konkursu indywidualnego. Tej rywalizacji nikt nie odpuszczał, bo wyniki kwalifikacji zaliczane były do końcowej punktacji Willingen Five, w której na zwycięzcę czekała premia specjalna w wysokości 25 tys. euro. Kwalifikacje wygrał Niemiec Markus Eisenbichler (146 m) i to on został pierwszym liderem Willingen Five. Najdłuższy skok oddał jednak Piotr Żyła (147 m), co dało mu drugie miejsce. Maciej Kot, który nie startował w konkursie drużynowym, nie zdołał nawet dolecieć do punktu K, który na Muehlenkopfschanze wynosi 130 m, lądując osiem metrów bliżej, ale tyle na szczęście wystarczyło, aby zakwalifikować się do konkursu. Znacznie dalej poleciał Stefan Hula, który przebił Kota o 13 metrów, co dało mu 28. pozycję po zakończeniu kwalifikacji. Kot został sklasyfikowany 15 lokat niżej. Jakub Wolny po świetnym konkursie drużynowym zaliczył odległość 138 m i po swojej próbie prowadził z wysoka notą 144,2 pkt. Wolny ostatecznie uplasował się na 11. miejscu. Dawid Kubacki znów nie zachwycił, podobnie jak w konkursie drużynowym, w którym nieco odstawał od swoich kolegów z reprezentacji. Skoczył tylko 128,5 metra i został sklasyfikowany na 17. miejscu. Chwilę później szybował Piotr Żyła, ale chociaż skoczył najdalej ze wszystkich, to dostał 3,4 pkt mniej od Eisenbichlera zajął druga lokatę. Trzecie miejsce wywalczył Stefan Kraft (145 m). Kamil Stoch zaliczył 135 m i zajął dopiero 9. pozycję. Ale już w sobotę nasz trzykrotny mistrz olimpijski dał pokaz mocy.

W pierwszej próbie zaliczył 144,5 m i objął prowadzenie wyprzedzając Ryoyu Kobayashiego, tyle samo przy gorszych warunkach uzyskał też w drugiej serii. Na zwycięstwo punktów nie starczyło, bo szczęście i pogoda były tego dnia po stronie Niemca Karla Geigera, któremu w finale tak powiało, że poszybował na odległość 150,5 metra.

Polacy kontra Ryoyu Kobayashi

Stoch musiał zatem zadowolić się drugą lokatą, ale mógł być zadowolony, bo w takich samych warunkach jak on skakał też Ryoyu Kobayashi i przegrał, zajmując trzecie miejsce. Dwie kolejne lokaty zajeli Polacy – czwarty był Piotr Żyła, a piąty Dawid Kubacki. Zawiódł Jakub Wolny, który nie poradził sobie z mocnym wiatrem w plecy i doleciał tylko do do 126. metra, co starczyło na zajęcie 33. miejsca i oznaczało brak miejsce w drugiej serii. Jego los podzielił też lider Willingen Five Markus Eisenbichler. Niemiec uzyskał tylko 125 metrów i zajął dopiero 36. miejsce, tuż przed Maciejem Kotem, który był 37. z wynikiem 125 metrów. Obaj oczywiście nie zakwalifikowali sie, ale niemiecki skoczek stracvił szanse na zdobycie 25 tys. euro.
Po trzech z pięciu skoków w 2. edycji Willingen Five liderem nowym liderem został Karl Geiger. Niemiec o 1,9 punktu wyprzedzał Japończyka Ryoyu Kobayashiego oraz o 6,4 pkt trzeciego w zestawieniu Piotra Żyłę. Kamil Stoch ze stratą 10,1 pkt do lidera był czwarty. Ale przed skoczkami były jeszcze dwa skoki w niedzielnym konkursie indywidualnym.

Zaczęło się znakomicie, bo po pierwszej serii mieliśmy w pierwszej trójce dwóch naszych skoczków, a Kubacki był czwarty. Piotr Żyła zajmował drugie miejsce, Kamil Stoch był trzeci, a Dawid Kubacki czwarty. Biało-czerwonych wyprzedził jedynie lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi, który oddał najdłuższy skok – 146 m.

W drugiej serii do rywalizacji polsko-japońskiej wtrącili się Niemcy. Czołowa szóstka na koniec prezentowała się tak: Kobayashi, Eisenbichler, Żyła, Freitag, Kubacki, Geiger, Stoch. Willingen Five i 25 tys. euro wygrał Kobayashi. Teraz czas na rewanż w mistrzostwach świata.

 

 

Stoch goni Kobayashiego

Do mistrzostwa świata coraz bliżej, a rywalizacja skoczków narciarskich w Pucharze Świata nie zwalnia tempa. Po konkursie w Lahti, wygranym drużynowo przez Austriaków, a indywidualnie przez Kamila Stocha, wszystkie ekipy zjadą w najbliższy weekend do niemieckiego Willingen.

Zawody w Willingen będą ostatnim sprawdzianem formy przed rozpoczynającymi się 20 lutego mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym w austriackim Seefeld. Skoczków czeka w Willingen sporo pracy, bo zostaną tam rozegrane dwa konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy. Trener naszej kadry Stefan Horngacher po zawodach w Lahti dokonał jednej zmiany, powołując ponownie Stefana Hulę na miejsce Pawła Wąska. Hula nie startował w Lahti, bo ten doświadczony zawodnik w tym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań i dostał trochę czasu na spokojne potrenowanie w kraju. Po konkursie drużynowym w Lahiti, w którym nasz zespół zajął dopiero czwarte miejsce głównie z winy słabo skaczącego Jakuba Wolnego, Horgacher szuka teraz „czwartego do brydża”. Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła są pewniakami i na nich można liczyć, ale żeby nasz zespół był w stanie powalczyć o miejsce na podium, potrzebny jest czwarty zawodnik skaczący na zbliżonym poziomie.

Austriacki selekcjoner biało-czerwonych będzie musiał postawić na któregoś z trójki Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny.
W Finlandii w niedzielnym konkursie indywidualnym znakomicie spisał się Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wygrał zawody Pucharu Świata po raz drugi z rzędu, a to dobrze wróży przed mistrzostwami w Seefeld. Medale światowego czempionatu to w tej chwili główny cel sportowy Stocha. Na prześcignięcie Ryoyu Kobayashiego w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata ma niewielkie szanse, chociaż zmniejszył do niego stratę punktową. Japończyk prowadzi z dorobkiem 1460 punktów, a drugi w zestawieniu Polak ma na koncie 1029 pkt, czyli o 431 pkt mniej. Teoretycznie przewaga Kobayashiego jest możliwa do odrobienia, bo do końca cyklu zostało jeszcze 12 konkursów, lecz Japończyka musiałby dopaść jakiś totalny kryzys formy. Na razie na to się nie zanosi, chociaż ostatnio już tak nie dominuje na skoczniach jak na początku sezonu. W Lahti przegrał ze Stochem wyraźnie.

W czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata znajdują się trzej polscy skoczkowie. Oprócz drugiego Kamila Stocha jeszcze zajmujący 4. lokatę Piotr Żyła (852 pkt) i 5. w zestawieniu Dawid Kubacki (744 pkt). Trójkę naszych zawodników przedziela trzeci w klasyfikacji Austriak Stefan Kraft (967 pkt), a kolejne miejsca za piątym Kubackim okupują Norweg Robert Johansson (677 pkt), Niemiec Stephan Leyhe (619 pkt), Norweg Johann Andre Forfang (618 pkt), Słoweniec Timi Zajc (603 pkt) i Niemiec Markus Eisenbichler (581 pkt). Z pozostałych polskich skoczków najwyżej jest Jakub Wolny (23), Stefan Hula jest 38., Maciej Kot 45., a Paweł Wąsek 65. W Pucharze Narodów nasza reprezentacja od początku sezonu zajmuje pierwszą lokatę. Po 23 konkursach biało-czerwoni zgromadzili łącznie 3834 pkt. Druga w klasyfikacji ekipa Niemiec ma 3456 pkt, trzecia Japonia 2879 pkt.

 

Rośnie forma skoczków na mistrzostwa

Postawa biało-czerwonych na mamuciej skoczni w Oberstdorfie pozwala z nadzieją oczekiwać na ich start w zbliżających się mistrzostwach świata w Seefeld. Nasi skoczkowie błysnęli szczególnie w niedzielnym konkursie, który wygrał Kamil Stoch, trzeci był Dawid Kubacki, czwarty Piotr Żyła, a szóste miejsce zajął Jakub Wolny.

Polacy byli w czołówce każdego z trzech konkursów, ale najlepiej wypadli w ostatnim, niedzielnym. Nasza ekipa prowadzona przez trenera Stefana Horngachera jako jedyna w stawce wprowadziła do czołowej dziesiątki aż czterech zawodników. Pozostałe sześć miejsc zajęło dwóch Norwegów (Daniel Andre Tande był piąty, a Johann Andre Forfang ósmy) oraz po jednym zawodniku z Rosji, Japonii, Austrii i Niemiec. Nasi skoczkowie w niedzielnych zawodach zdobyli łącznie 250 punktów do klasyfikacji generalnej. Więcej reprezentanci Polski uzyskali w jednym konkursie tylko sześć lat temu w Engelbergu, gdzie pierwszy był Jan Ziobro, drugi Kamil Stoch, szósty Piotr Żyła, siódmy Klemens Murańka, siedemnasty Dawid Kubacki, a 21. Maciej Kot. Dało im to łącznie 280 punktów.

Stoch goni legendy skoków

Po konkursach w Oberstdorfie biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów, powiększając przewagę nad drugą w zestawieniu reprezentacją Niemiec do 414 punktów. Ich drugie w historii zwycięstwo w rywalizacji drużynowej jest już na wyciągnięcie dłoni. Na trzecim miejscu pozostają Japończycy, których starają się gonić Austriacy.
Cieszy jednak najbardziej indywidualne zwycięstwo Stocha, bo jest on pierwszym polskim skoczkiem, który zwyciężył na mamuciej skoczni w Oberstdorfie. Lider naszej kadry od początku sezonu prezentował wysoką formę, ale zawsze coś mu przeszkadzało w odniesieniu triumfu. Wreszcie w niedzielnym konkursie wszystko wyszło mu niemal idealnie i trzykrotny mistrz olimpijski wreszcie w tym sezonie stanął na najwyższym stopniu podium.

Punkty zdobyte przez Stocha w trzech konkursach w Oberstdorfie zapewniły mu awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej w lotach narciarskich. A niedzielna wygrana była jego 32. w Pucharze Świata i w liczbie zwycięstw nasz zawodnik w klasyfikacji wszech czasów jest już tylko o jeden trium gorszy od legendarnego niemieckiego skoczka Jensa Weissfloga, który ma na koncie 33 wygrane konkursy. Niedzielne zwycięstwo było także 64. pucharowym podium dla Stocha i w zestawieniu uwzględniającym zawodników z największą liczbą miejsc w czołowej trójce zawodów PŚ Polak wyprzedził Austriaka Andreasa Goldbergera oraz Japończyka Noriakiego Kasai. Przed niedzielną rywalizacją cała trójka miała po 63 miejsca na podium, teraz Stoch ma o jedno więcej i w klasyfikacji wszech czasów awansował z dziewiątej na ósmą pozycję.

W tym tygodniu wszystkie ekipy przenoszą się z Niemiec do Finlandii, gdzie w najbliższy weekend odbędą się dwa konkursy w Lahti – w sobotę skoczkowie rywalizować będą w konkursie drużynowym, a w niedzielę w indywidualnym. Trener Horngacher dokonał jednej zmiany w składzie naszej kadry. Odesłał do Polski Stefana Hulę, a w jego miejsce powołał zesłanego wcześniej do kraju na indywidualne treningi Macieja Kota.

Dobra praca się opłaca

W klasyfikacji najlepiej zarabiających skoczków nasi zawodnicy też znajdują się w czołówce. Krezusem w towarzystwie w tym sezonie jest rzecz jasna Japończyk Ryoyu Kobayashi, który po 21 rozegranych konkurach na 35 zaplanowanych w kalendarzu zarobił na premiach 158 233 franków szwajcarskich (ok. 601 tys. złotych). Druga lokatę zajmuje Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 116 300 franków szwajcarskich, a trzecią Kamil Stoch, który zarobił do tej pory 104 900 franków (ok. 398 500 zł). Niewiele gorszy od niego jest Piotr Żyła, na którego konto FIS przelał już 97 450 franków. czyli ponad 370 000 złotych. Piąty w zestawieniu jest kolejny Polak, Dawid Kubacki, któremu w tym sezonie przybyło w portfelu 91 700 franków (ok. 348 500 zł). Pozostali nasi skoczkowie też zarobili: Jakub Wolny wywalczył na skoczni 23 400 franków (ok. 89 000 zł), Maciej Kot 6850 (ok. 26 000 zł), a Stefan Hula ok. 20 000 zł).

 

Stoch przeskoczył Okurayamę

Austriak Stefan Kraft wygrał oba konkursy Pucharu Świata w Sapporo i w klasyfikacji generalnej awansował na drugą pozycję, za Japończykiem Ryoyu Kobayashim, spychając na trzecie miejsce Kamila Stocha. Ale dwie kolejne lokaty zajmują także Polacy – czwarty jest Piotr Żyła, a piąty Dawid Kubacki.

W sobotnim konkursie zwycięstwo Stefana Krafta przyćmił swoim fenomenalnym skokiem w drugiej serii Kamil Stoch, który mimo problemów zdrowotnych związanych z przeziębieniem poszybował na niewiarygodną odległość 148,5 m, poprawiając należący m.in. do Macieja Kota rekord skoczni Okurayama aż o 4,5 m. Ten wyczyn nie zapewnił jednak trzykrotnemu mistrzowi olimpijskiemu zwycięstwa, chociaż w pierwszej próbie zaliczył 133 m. Zdobytych punktów starczyło na zajęcie drugiej lokaty, za Kraftem, który wykonał dwa dalekie skoki, 135 m i 137 m. Na najniższym stopniu podium stanął Norweg Robert Johansson, który był liderem po pierwszej serii, ale w drugiej próbie nie wytrzymał presji i zaliczył tylko 127 m. W sobotę punkty do klasyfikacji generalnej zdobyło w sumie czterech reprezentantów Polski – oprócz Stocha jeszcze Piotr Żyła (zajął 11. miejsce), Dawid Kubacki (był 15.) i Stefan Hula (27.). Do drugiej serii nie zakwalifikowali się natomiast Jakub Wolny (zajął 35. lokatę) i Maciej Kot, który po raz kolejny zawiódł oczekiwania i zajął ostatnie miejsce w stawce 55 skoczków.

Drugie miejsce Stocha było zarazem dziesiątą lokatą polskiego skoczka na podium w konkursach na Okurayamie. W przeszłości trzykrotnie triumfował tu Adam Małysz, w 1997 oraz dwukrotnie w 2001 roku. Czterokrotny medalista olimpijski stanął także na najniższym stopniu podium w zawodach rozegranych 15 stycznia 2001 roku. Małysz ma swoim koncie również złoty medal mistrzostw świata, wywalczony na średnim obiekcie Miyanomori w Sapporo w 2007 roku. Kolejne miejsce na podium wywalczył 11 lutego 2017 roku Maciej Kot, dla którego był to pierwszy triumf w zawodach Pucharu Świata, na dodatek okraszony rekordem skoczni (ustanowiony na spółkę z Peterem Prevcem). Dzień po sukcesie Kota, najlepszy na Okurayamie był Kamil Stoch. Przed sobotnimi zawodami, trzykrotny mistrz olimpijski dwukrotnie zajmował także drugą pozycję (29 stycznia 2012, 25 stycznia 2015), a podczas jednego z konkursów był trzeci (28 stycznia 2012).

Kwalifikacje do niedzielnego konkursu wygrał lider PŚ Ryoyu Kobayashi (136 m), ale to był jedyny zwycięski japoński akcent w tej rywalizacji. Z polskich skoczków awans wywalczyła cała szóstka, a najdalej skoczył Kamil Stoch (128 m). W pierwszej dziesiątce uplasował się też Dawid Kubacki (125 m). W pierwszej serii znów błysnął Stefan Kraft, który sokiem na odległość 135 m objął prowadzenie, chociaż dalej od niego skoczyli drugi w klasyfikacji Słoweniec Timi Zajc (138,5m) i trzeci na półmetku Piotr Żyła (139,5 m). Stoch po pierwszej serii był 11. (126,5 m), Kubacki 19., (127,5 m), Kot 20. (125 m), Hula 21. (124 m), a Wolny 30. (119 m). Kraft w drugiej serii obronił prowadzenie i wygrał trzecie zawody PŚ z rzędu, dzięki czemu awansował w klasyfikacji generalnej na druga pozycję. Drugi był Zajc, a trzecia lokatę zajął Ryoyu Kobayashi (129,5 m), który o pół punktu wyprzedził czwartego Piotra Żyłę. Osłabiony choroba Stoch zajął szóste miejsce, Kubacki 12., Kot 21., Hula 25., a Wolny 30.

W klasyfikacji Pucharu Świata prowadzi Kobayashi (1233 pkt), przed Kraftem (781), Stochem (744), Żyłą (677) i Kubackim (592). W Pucharze Narodów na czele jest reprezentacja Polski z dorobkiem 2892 pkt, drugie miejsce zajmują Niemcy (2747), trzecie Japonia (2228), a czwarte Austria (2042).

 

Najazd skoczków na Sapporo

Kadra polskich skoczków na dwa konkursy w Sapporo wyruszyła w najmocniejszym składzie. Nasi skoczkowie po niezbyt udanym występie w Zakopanem muszą teraz w Japonii powalczyć o utrzymanie wysokich pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Biało-czerwoni po słabym występie na Wielkiej Krokwi w Zakopanem muszą odrabiać straty i do Japonii polecieli w najmocniejszym składzie. Na pokład czarterowego samolotu wsiedli zatem Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. Ostatnie konkursy w Japonii były bardzo udane dla Polaków. W 2017 roku zakończyły się podwójnym zwycięstwem Polaków – pierwszego dnia zwyciężył Maciej Kot ma spółkę ze Słoweńcem Peterem Prevcem, a drugiego najlepszy w stawce był Kamil Stoch. W ubiegłym roku zawodów Pucharu Świata w Sapporo nie organizowano.
W tym roku gwiazdą zawodów w Kraju Kwitnącej Wiśni będzie rzecz jasna idol japońskich kibiców, lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi. W Zakopanem Japończyk co prawda sprawiał wrażenie, jakby złapał zadyszkę, ale drugim skokiem w niedzielnym konkursie indywidualnym dał sygnał, że nadal może daleko skakać.

Na swoim terenie japoński skoczek na pewno będzie chciał pokazać, że jego przewaga z pierwszej części sezonu nie była dziełem przypadku. Tak więc Kamil Stoch raczej w Sapporo nie zniweluje ogromnej różnicy punktowej (504 pkt) jaka dzieli go w „generalce od Kobayashiego. Ale celem naszej ekipy jest utrzymanie stanu posiadania – trzeciego miejsca Piotra Żyły i piątej lokaty Dawida Kubackiego.

W Sapporo nie wystartuje Norweg Daniel Tande. Trzeci zawodnik ubiegłego sezonu zdobył do tej pory zaledwie 17 punktów. Trener Alexander Stoeckl nie zabrał go do Predazzo i Zakopanego, teraz także do Sapporo. Niemcy z kolei są niemile zaskoczeni kiepską formą Andreasa Wellingera. Złoty i srebrny medalista olimpijski z Pjongczangu zaczął sezon od drugiego miejsca w Kuusamo, potem popadł w przeciętność. Kryzys dopadł też Petera Prevca. Słoweniec, który trzy sezony temu wygrał 15 konkursów, jest cieniem samego siebie. Do Sapporo nie przyjedzie też rewelacyjny jeszcze kilka tygodni temu Rosjanin Jewgienij Klimow.

Zmagania w Sapporo rozpoczną się w piątek 25 stycznia od serii treningowej (początek godz. 8:00 czasu polskiego), a o godz. 10:00 rozpoczną się kwalifikacje do sobotniego konkursu. Początek sobotnich zawodów zaplanowano na godz. 8:00, do których seria próbna zacznie się godzinę wcześniej. Wyzwaniem dla fanów skoków narciarskich w Polsce będzie konkurs niedzielny, do którego kwalifikacje rozpoczną się godzinę po północy polskiego czasu, a o 2:00 zacznie się konkurs indywidualny.

 

To nie kryzys, tylko wpadka?

W miniony weekend polscy kibice nie doczekali się sukcesu naszych skoczków narciarskich na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, ale w niedzielnym indywidualnym najlepszy z Polaków Dawid Kubacki był dopiero dwunasty.

To był najgorszy konkurs indywidualny w Zakopanem w wykonaniu polskich skoczków od dziesięciu lat. Zawiedli oczekiwania właściwie wszyscy, także Kubacki, który przecież dzień wcześniej ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi, ale najbardziej rozczarował swoją postawą lider naszej kadry Kamil Stoch. Trzykrotny złoty medalista olimpijski nie zakwalifikował się nawet do drugiej serii, skacząc ledwie 122,5 metra i po raz pierwszy w obecnym sezonie nie wywalczył punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Zawody przebiegły pod dyktando Stefana Krafta. Austriak w pierwszej serii skoczył 133 metry i miał punkt przewagi nad Japończykiem Yukiyą Sato, który lądował dokładnie w tym samym miejscu. W finałowej rundzie Kraft uzyskał 132,5 m i wygrał pierwszy konkurs PŚ w tym sezonie. Powtórzy tym samym sukces z 2016 roku, kiedy również triumfował na Wielkiej Krokwi. Drugie miejsce zajął Norweg Robert Johansson, a trzeci był Sato. Na siódmej pozycji sklasyfikowany został lider klasyfikacji generalnej Ryoyu Kobayashi, który na półmetku był dopiero 23.

Najlepszy z biało-czerwonych był Kubacki, który w drugiej serii skoczył 130 m i awansował z 16. na 12. pozycję. Siedemnastą lokatę zajął Stefan Hula, 19. Piotr Żyła, 22. Jakub Wolny, 27. Paweł Wąsek, a 30. Maciej Kot. Był to najgorszy występ Polaków w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem od 17 stycznia 2009 roku, kiedy to dwunaste miejsce zajął Adam Małysz, a czternasty był Stoch.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner nie robi jednak z tego problemu. Jego zdaniem ten słabszy występ to nie jest efekt jakiegoś kryzysu formy, tylko ogromnej presji jakiej ulegają w Zakopanem nasi zawodnicy. Tak bardzo chcą nie zawieść oczekiwań fanów, że tracą na skoczni luz i pewność siebie. Tajner uważa, że w kolejnych konkursach, już poza Polską, znów zaczną skakać na swoim normalnym, czyli wysokim poziomie. Podobnego zdania jest Adam Małysz, pewny formy swoich podopiecznych jest też austriacki trener naszej kadry Stefan Horngacher.

Jak jest naprawdę, przekonamy się już wkrótce. Do rozpoczynających się 19 lutego w austriackim Seefeld mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym czasu coraz mniej. Przypomnijmy, że nasi skoczkowie będą tam bronić złotego medalu w drużynówce wywalczonego dwa lata temu w Lahti, zaś Piotr Żyła trzeciego miejsca w konkursie indywidualnym na dużej skoczni.
Słaby występ w Zakopanem nie zachwiał też pozycjami Polaków w klasyfikacji generalnej PŚ. Prowadzi Ryoyu Kobayashi przed Kamilem Stochem i Piotrem Żyłą, czwarty jest Stefan Kraft, a piąty Dawid Kubacki. W Pucharze Narodów biało-czerwoni są na czele z przewagą 30 punktów na Niemcami i 638 na Japończykami.

 

Kubacki rekordzistą Wielkiej Krokwi

Turnieje w Zakopanem potwierdziły, że w tej chwili liderem naszej kadry skoczków jest Dawid Kubacki. To głównie dzięki jego rekordowemu skokowi biało-czerwoni zajęli w sobotę trzecie miejsce w konkursie drużynowym.

Przed zawodami w Zakopanem w obecnej edycji Pucharu Świata w skokach narciarskich odbył się tylko jeden konkurs drużynowy, rozegrano go podczas inauguracji sezonu w Wiśle. Na skoczni im. Adama Małysza wygrali Polacy, a że w Zakopanem triumfowali przed rokiem, licznie przybyli pod Wielka Krokiew kibice liczyli na kontynuację znakomitej passy. Tym razem rywalizacja odbywała się w wyjątkowych warunkach, w ciszy i bez muzyki, bo w naszym kraju obowiązywała w sobotę żałoba narodowa po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W konkursie nie brakowało emocji. Nasza drużyna startująca w sprawdzonym składzie – Piotr Żyła, Maciej Kot, Kamil Stoch i Dawid Kubacki, tym razem nie zdołała nawiązać wyrównanej walki z ekipami Niemiec i Austrii, ale podtrzymała świetną passę i wywalczyła trzecie miejsce (od czterech lat nasi skoczkowie w każdym konkursie drużynowym stają na podium). Trzeba jednak uczciwie p[rzyznać, że w dużej mierze stało się tak za sprawą dyskwalifikacji Johanna Andre Forfanga, który miał nieprzepisowy kombinezon. To z tego powodu mająca realne szanse na wyprzedzenie biało-czerwonych ekipa Norwegii ostatecznie wylądowała na ósmym miejscu. Nasi skoczkowie musieli jednak do końca walczyć o trzecią lokatę ze Słoweńcami, a sukces drużynie Stefana Horngachera zapewnił genialnym skokiem Dawid Kubacki, który poszybował na odległość 143,5 metra i odzyskał dla Polaków rekord Wielkiej Krokwi, który chwile wcześniej odebrał Kamilowi Stochowi Markus Eisenbichler uzyskując 143 m.

Nie obyło się niestety bez dramatu. Groźny upadek zaliczył Niemiec David Siegel, który nie ustał skoku i z poważnymi obrażeniami kolana wylądował w szpitalu. Niemieckie media ostro skrytykowały jury konkursu, że pozwoliły mu skakać w trudnych warunkach z nieodpowiedniej belki. Przed ostatnią serią zawodów Polacy mieli tylko 2,3 punktu zapasu nad czwartą Słowenią, a na czele zawodów Austriacy walczyli o triumf z Niemcami, którzy już byli pewni swego, ale po upadku Davida Siegela stracili całą przewagę. Jako pierwszy skakał w tym gronie Słoweniec Timi Zajc, który skoczył 135 metrów. Dawid Kubacki odpowiedział mu w sposób nieprawdopodobny – skoczył 143,5 metra i odebrał Eisenbichlerowi rekord skoczni! Polacy odetchnęli, podium zostało obronione. W walce o triumf Austriak Stefan Kraft uzyskał 141 metrów, a Niemiec Stephan Leyhe 137 metrów. Niemcy obronili przewagę i wygraną o włos, dokładnie 0,1 punktu. Licząc indywidualne osiągnięcia najlepszy w sobotniej drużynówce okazał się Austriak Stefan Kraft (308,6 pkt), przed Czechem Romanem Koudelką (304 pkt) i Dawidem Kubackim (303,8 pkt). Pozostali nasi zawodnicy zajęli odległe lokaty – Kamil Stoch był 12. (284,1 pkt), Maciej Kot 22. (267,5 pkt), a Piotr Żyła 24. (261,8 pkt).

Dzięki wygranej Niemcy dopisali do swojego dorobku w Pucharze Narodów 400 punktów. Polacy za trzecie miejsce otrzymali 300 pkt, wobec czego ich przewaga nad niemiecka ekipą zmniejszyła się do 38 punktów. Biało-czerwoni przed niedzielnym konkursem indywidualnym mieli na koncie 2577 pkt, Niemcy 2539 pkt, trzecia w zestawieniu Japonia 1905 pkt, czwarta Austria 1570, piąta Norwegia 1329, szósta Słowenia 1049, siódma Szwajcaria 614, a ósme Czechy 566 pkt.
Po takim otwarciu kibice z niecierpliwością czekali na niedzielny konkurs indywidualny. Apetyty na sukces były spore, bo w serii próbnej triumfował Dawid Kubacki (133,5 metra) przed Kamilem Stochem (131 metrów), a lider Pucharu Świata Japończyk Ryoyu Kobayashi skoczył tylko 127 metrów.

Turniej nie ułożył się jednak po myśli biało-czerwonych. Zawody wygrał Austriak Stefan Kraft , drugie miejsce zajął Norweg Robert Johansson, a trzecie Japończyk Yukiya Sato. Sensacyjnie już po pierwszej serii z zawodami pożegnał się Kamil Stoch, a lider Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi zajął dopiero 23. miejsce, lecz w drugiej serii skoczył wystarczająco daleko, żeby awansować na siódmą pozycję. Najlepszy z Polaków znów był Dawid Kubacki, ale zajął zaledwie dwunastą lokatę.