Popisy polskich piłkarzy w Serie A

Wojciech Szczęsny zachował czyste konto w wygranym przez Juventus 1:0 meczu z Interem, a Arkadiusz Milik i Potr Zieliński strzelali gole dla Napoli w starciu z Frosinone.

 

W 15. kolejce Serie A Juventus pokonał na własnym stadionie Inter Mediolan 1:0. Ekipa „Starej Damy” zrobiła kolejny krok w obronie mistrzostwa Włoch. Gospodarze potrafili wykorzystać jedną okazję w 66. minucie, którą na zwycięską bramkę zamienił Mario Mandzukic. To pierwszy gol chorwackiego napastnika w historii jego występów przeciwko Interowi. Wojciech Szczęsny zachował czyste konto po raz szósty w tym ligowym sezonie. Juventus po 15 kolejkach ma na koncie 43 punkty i pewnie prowadzi w tabeli, utrzymując przewagę 11 punktów nad drugim Napoli.
Neapolitańczycy grali u siebie z Frosinone, przedostatnią drużyną w Serie A. Trener Carlo Ancelotti wystawił do gry w tym spotkaniu obu polskich piłkarzy i mógł sobie potem pogratulować wyczucia. Jako pierwszy z naszych reprezentantów błysnął Piotr Zieliński, który zdobył bramkę już w 7. minucie spotkania. Po zmianie stron Ancelotti aż do 73. minuty nie dokonywał żadnych zmian, a gdy w końcu zdecydował się na dokonanie trzech roszad, nie odesłał do szatni żadnego z reprezentantów Polski. Nie miał powodów, bo w drugiej połowie Zieliński nadal grał koncertowo, a do kolegi dostroił się też Milik, który najpierw w 68., a potem jeszcze w 84. minucie zaliczył dwa trafienia. Napoli wygrało 4:0 i utrzymało pozycję wicelidera.
Jeszcze więcej, bo trzech polskich piłkarzy pojawiło się w składzie Sampdorii Genua w wyjazdowym spotkaniu z Lazio Rzym (2:2). Bartosz Bereszyński w końcówce został ukarany czerwoną kartką, Karol Linetty rozegrał całe spotkanie, a Dawid Kownacki wszedł w 66. minucie i zdążył zaliczy asystę przy drugiej bramce dla Sampdorii. Był to udany weekend naszych piłkarzy w Serie A.

 

Cień kalabryjskiej mafii nad Juventusem

W programie „Report” na RAI Sport 3 ujawniono powiązania Juventusu z mafią kalabryjską, która wykorzystuje klub do swoich machinacji.

 

Niedawno minęło dwanaście lat od ostatniej afery z udziałem Juventusu. Przeszła ona do historii pod nazwą Calciopoli. W konsekwencji turyńskiemu potentatowi odebrano tytuł mistrzowski za sezon 2005-2006 i zdegradowano do Serie B, w której rozgrywkach ekipa „Starej Damy” musiała na dodatek wystartować z bagażem ośmiu ujemnych punktów. Mimo to Juventus na koniec sezonu wywalczył pierwsze miejsce i zapewnił sobie awans do Serie A. Wydawało się, że po tych szkodliwych dla wizerunku klubu doświadczeniach nigdy więcej podobne historie się w nim nie zdarzą. Rewelacje ujawnione w programie RAI Sport 3 burzą jednak tę pewność i mnożą znaki zapytania.

Kryształowo czysty wizerunek odnowionego Juventusu, który odciął się od korupcyjnej przeszłości, zarysował mocno Sigfrido Ranucci, uznany włoski dziennikarz śledczy, który w swoim cotygodniowym programie „Report” przedstawił szereg podejrzanych interesów turyńskiego klubu z ’Ndranghetą – mafią kalabryjską, która ma powiązania z kibolskimi organizacjami umiejscowionymi w społeczności fanów „Starej Damy”. Ranucci ujawnił, że władze Juventusu w zamian za spokój na trybunach oferował ultrasom darmowe bilety i tańsze karnety, które później trafiały na czarny rynek. Szacuje się, że na ten cel z kasy klubu mogło wypłynąć około pół miliona euro.

Problem w tym, ze każda grupa kibicowska Juventusu ma przywódcę, który należy do ’Ndrangheta. Jednak kontakty z grupami przestępczymi to tylko wierzchołek góry lodowej. Ranucci ujawnił kulisy śmierci Raffaele Bucciego, jednego z przywódców kibiców Juventusu, o której wiedział dyrektor generalny turyńskiego klubu Giuseppe Marotta. Dziennikarskie dochodzenie wykazało, że działacz, który pracuje Juventusie od 2010 roku, miał w swoim telefonie listę „koników”, którzy rozprowadzali przekazywane pokątnie przez klubu wejściówki i karnety. Na razie jeszcze nie wiadomo, czy z rewelacji ujawnionych przez RAI Sport 3 wykluje się jaka poważniejsza w skutkach afera. Wygląda jednak na to, że z Juventusem raczej na pewno pożegna się Marotta. Już we wrześniu wprawdzie zapowiedział, że odejdzie w z końcem października, ale teraz będzie to musiał zrobić w cieniu skandalu.

 

Cristiano Ronaldo dał lekcję Piątkowi

W 9. kolejce Serie A doszło do bezpośredniego pojedynku najskuteczniejszego strzelca rozgrywek Krzysztof Piątka z największą gwiazdą włoskiej ligi Cristiano Ronaldo. Z tego snajperskiego pojedynku zwycięsko wyszedł Portugalczyk.

 

Tym spotkaniem Italia żyła przez cały miniony tydzień. Włoskie media podkręcały jeszcze to zainteresowanie strasząc turyńczyków porażką, choć to aktualni mistrzowie kraju i liderzy obecnych rozgrywek, a Genoa to ligowy średniak bez szans na miejsce w czołówce. Ale genueńczycy latem pozyskali z Cracovii za cztery miliony euro 23-letniego polskiego napastnika, który okazał się prawdziwą rewelacją początku sezonu, bo po ośmiu kolejkach z dziewięcioma trafieniami prowadził w klasyfikacji strzelców. Piątka coraz częściej porównywano do Roberta Lewandowskiego i wróżono mu równie wspaniałą karierę.

 

Stratosferyczne zainteresowanie

Prezes Genoi Enrico Preziosi przyznał, że zainteresowanie polskim napastnikiem ze strony silniejszych klubów jest „stratosferyczne”. I już nie zapewniał, jak jeszcze tydzień czy dwa wcześniej, że Piątek na razie nie jest na sprzedaż. „Długo jestem w futbolu i dlatego wiem, że nam go zabiorą, ale wszyscy na tym zarobimy. Jeszcze nie wiem, ile, bo to zależy kto będzie chciał ze mną rozmawiać, nie wykluczam jednak i tego, że odejdzie za kwotę dziesięć razy wiekszą niż my na niego wydaliśmy. Jesteśmy bombardowani telefonami, z Włoch i Europy, ale nie padła jeszcze żadna formalna oferta” – zapewniał Preziosi w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”, a jego słowa potwierdził agent polskiego piłkarza Szymon Pacanowski. Na konkretne oferty dla Piątka jest jeszcze za wcześnie, bo potencjalni kupcy wolą poczekać jak Polak spisze się w najbliższych tygodniach, bowiem w tym czasie Genoa rozegra serię spotkań z ligową czołówką. Mecz z Juventusem był otwarciem serialu i wszyscy zainteresowani z ciekawością czekali na wynik snajperskiego pojedynku Piątka z Cristiano Ronaldo.

Portugalski gwiazdor nie ma teraz najlepszego czasu w swojej karierze, bo jego spokój mącą docierające zza oceanu groźby ekstradycji w sprawie posądzenia o gwałt do jakiego miał sie dopuścić osiem lat temu w Los Angeles, a na boisku wciąż jeszcze nie osiągnął formy jaką imponował w barwach Realu Madryt. W 18. minucie meczu z Genoą to jednak on zdobył bramkę dla „Starej Damy”, posyłając na dodatek piłkę między nogami próbującego zablokować jego strzał Piątka. Nie było to na pewno zamierzone z jego strony, ale chcąc nie chcąc słynny CR7 pokazał, że to on wciąż jest królem, a tak fetowany w mediach polski „Bombardier” na razie co najwyżej giermkiem.

 

Koszulka na pocieszenie

Piątek przyjął lekcję od mistrza z pokorą, a zaraz po meczu poleciał do niego wymienić się koszulkami, na co Portugalczyk bez zbędnych ceregieli przystał, ale pewnie nawet nie wiedział, że spełnia w ten sposób jedno z największych marzeń polskiego piłkarza. Dla Piątek portugalski wirtuoz od dziecka był idolem, dlatego na swoim profilu na Instagramie zamieścił zdjęcie trykotu CR7 i oddał mu należny hołd podpisem: „Dziękuję, królu”.
Tak skończyła się nadmuchana przez media wielka konfrontacja starego mistrza z młodym, choć z cała pewnością jest to określenie jeszcze mocno na wyrost. Oczywiście wyłącznie w odniesieniu do polskiego napastnika, któremu do klasy CR7 jeszcze bardzo daleko.

Prawdę mówiąc na tym etapie kariery nie da się jeszcze stwierdzić, czy Piątek kiedykolwiek choćby zbliży się do niego poziomem piłkarskich umiejętności. Juventusowi gola jednak nie strzelił, chociaż nie było to zadanie niewykonalne dla graczy Genoi, skoro zremisowali 1:1. Ale to niepowodzenie nie przekreśla szans Piątka na lukratywny transfer do silnego klubu. Musi tylko w kolejnych meczach znów strzelać gole, a kupcy się pojawią. Może nie z Barcelony, Chelsea czy Juventusu, ale też gotowych zapłacić grubo więcej, niż Genoa zapłaciła Cracovii.

 

Milik oferowany w rozliczeniu?

Wielki zgiełk wokół Piątka dotarł też do Neapolu, bo jeśli wierzyć doniesieniom tamtejszych mediów, szefowie SSC Napoli także zapragnęli pozyskać kolejnego Polaka do swojej drużyny. Pojawiły się nawet plotki, że są ponoć są nawet gotowi w ramach rozliczeń oddać do Genui Arkadiusza Milika.

Ile w tym prawdy, nie wiadomo, a póki co obaj reprezentanci Polski występujący obecnie w klubie z Neapolu, czyli Zieliński i Milik, wyszli w podstawowym składzie na sobotni wyjazdowym mecz z Udinese. Na ławce w ekipie gospodarzy zasiadł natomiast Łukasz Teodorczyk, który w Serie A póki co sobie nie radzi i pewnie coraz bardziej żałuje przeprowadzki z Anderlechtu Bruksela, gdzie mimo różnych wyskoków grał w miarę regularnie i strzelał sporo goli. W Udinese grzeje ławę i w najlepszym przypadku wchodzi na zmiany w końcówkach spotkań. W meczu z SSC Napoli trener nie dał mu szansy, bo jego zespół został stłamszony i musiał rozpaczliwie bronić się przed pogromem. Skończyło się na 0:3, ale do bramkowego dorobku gości nie dorzucił się żadne z naszych piłkarzy.

Milik został zmieniony w 74. minucie, a Zieliński jedenaście minut później. Dzięki wygranej Napoli zmniejszyło stratę do Juventusu do czterech punktów i utrzymało dystans nad ścigającymi ten tandem ekipami Interu Mediolan, Lazio Rzym i Sampdorii Genua, w której występują Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Dawid Kownacki.

 

 

W Juventusie wszyscy grają jak z nut

Juventus jeszcze nie stracił punktów w tym sezonie Serie A. W meczu 8. kolejki mistrzowie Włoch z Wojciechem Szczęsnym w bramce wygrali z Udinese 2:0.

 

Juventus dominował przez cały mecz, czego najlepszym dowodem jest to to, że Udinese nie oddało ani jednego celnego strzału na bramkę Szczęsnego. W 33. minucie turyńczycy przeprowadzili szybką akcję, w której z prawej strony dośrodkował w pole karne Joao Cancelo, a Bentancur posłał piłkę do siatki po strzale głową z niedużej odległości. Stracona bramka podłamała ekipę gospodarzy, a cztery minuty później było już po meczu, gdy znajdujący się w polu karnym Mario Mandżukić wycofał piłkę do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk potężnym strzałem wpakował ją z 13 metrów do siatki.

Po zmianie stron Juventus oszczędzał siły i umiejętnie zwalniał grę, utrzymując się przy piłce przez 62 procent czasu gry. Szczęsny do końca jednak zachowywał czujność pamiętając o życzeniu trenera Massimiliano Allegriego, że oczekuje od niego jak najwięcej występów bez straty gola. W 75. minucie na boisku pojawił się w barwach Udinese Łukasz Teodorczyk, ale on też nie zdołał nawet zagrozić Szczęsnemu. Juventus umocnił się na szczycie tabeli Serie A.

 

CR7 w cieniu Piątka

Hiszpańskie media wciąż nie mogą darować Cristiano Ronaldo odejścia z Realu Madryt i nie odpuszczają żadnej okazji, żeby wbić mu szpilę. Teraz dokuczają mu opiniami, że w Serie A został przyćmiony przez nieznanego polskiego napastnika kupionego za pięć milionów euro.

 

Latem Genoa wykupiła Krzysztofa Piątka z Cracovii za pięć milionów euro i ten transfer przeszedł we Włoszech praktycznie bez echa. Inaczej było w przypadku Cristiano Ronaldo, który przeszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn za 110 milionów euro. Portugalczyk rzecz jasna z miejsca stał się największą gwiazdą w Serie A, natomiast młodszy od niego prawie o dekadę Piątek zyskuje dopiero większy rozgłos swoimi niezwykłymi strzeleckimi wyczynami.

W rozegranych do tej pory sześciu meczach ligowych Polak zdobył aż osiem bramek, co jest najlepszym osiągnięciem w Serie A od 70 lat i zarazem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w obecnym sezonie. Piątek we wszystkich występach w barwach Genoi, licząc z towarzyskimi i pucharowymi, strzelił już 22 gole. Dokonał tego w ciągu zaledwie 80 dni. Natomiast Cristiano Ronaldo w siedmiu meczach Serie A strzelił trzy gole i zanotował pięć asyst. „Nieznany polski piłkarz przyćmił wielkiego Cristiano Ronaldo, który miał być największą gwiazdą Serie A. Przed rozpoczęciem sezonu pisano, że Portugalczyk będzie bił we Włoszech strzeleckie rekordy, tymczasem jest gorszy od napastnika, który kosztował Genoę niespełna pięć milionów euro” – drwią redaktorzy madryckiego dziennika „ABC”.

Na szczęście sam Piątek też wzbudza zainteresowanie jako piłkarz, a nie tylko „szpila” do drażnienia CR7. We Włoszech o polskim napastniku robi się coraz głośniej, a na meczach zespołu Genoa pojawia się coraz więcej wysłanników mocnych klubów. Zdaniem tamtejszych mediów niezwykła skuteczność Piątka zainteresowała nawet największe futbolowe potęgi Starego Kontynentu. W ocenach 23-letniego polskiego piłkarza podkreśla się, że choć nie dysponuje dużą szybkością, to potrafi znaleźć się w polu karnym we właściwym miejscu, dobrze gra w powietrzu i zachowuje zimną krew w strzeleckich sytuacjach. „W ostatnich latach polska piłka miała w ataku jako największą gwiazdę Roberta Lewandowskiego, teraz pod jego bokiem niespodziewanie eksplodował kolejny wielki talent, który latem przybył do Włoch za pięć milionów euro, a już zdążył olśnić swoim dokonaniami” – pisze wydawany w Barcelonie dziennik „La Vanguardia”. Jego zainteresowanie Polakiem nie jest przypadkowe, bo „Duma Katalonii” też posłała do Genui swojego człowieka na obserwację.

Sam Piątek póki co zachowuje zimną głowę. Jego zespół nie grał jeszcze w Serie A z Juventusem Turyn i SSC Napoli, a dopiero mecze z tymi zespołami zweryfikują jego prawdziwą wartość.

 

Popis Zielińskiego w Serie A

W 2. kolejce włoskiej Serie A znakomita formą błysnął rozgrywający SSC Napoli Piotr Zieliński. Reprezentant Polski w meczu z AC Milan przy stanie 0:2 poderwał swój zespół do walki strzelając dwa gole. Ostatecznie ekipa z Neapolu wygrała 3:2.

 

Tuż przed meczem z AC Milan we włoskich mediach pojawiła się informacja, że Zieliński otrzymał od SSC Napoli propozycję nowego kontraktu, w którym zagwarantowano mu znaczącą podwyżkę zarobków, ale też zwiększono tzw. klauzulę odstępnego do kwoty 100 mln euro. Reprezentant Polski już w starciu z mediolańskim zespołem pokazał, że jest wart takich splendorów. Do przerwy wprawdzie nie błyszczał, zresztą jak cała drużyna Napoli, ale w szatni trener Carlo Ancelotti pobudził swoich podopiecznych do działania i po zmianie stron obraz gry zmienił się na korzyść gospodarzy, wśród których wyróżniało się dwóch polskich graczy – oprócz Zielińskiego także Arkadiusz Milik. Tym razem jednak gole strzelał ten pierwszy. W 53. minucie strzelił kontaktowego gola, a niespełna kwadrans potem doprowadził do remisu. Milik w tym spotkaniu do bramki nie trafił, ale miał udział przy zwycięskiej bramce zdobytej przez Belga Driesa Mertensa.

Zieliński po raz pierwszy we Włoszech zdobył w dwie bramki w jednym meczu. Mecz z AC Milan był jego 156. występem w Serie A, co oznacza, że wyrównał rekord występów polskiego piłkarza we włoskiej ekstraklasie należący od 30 lat do Zbigniewa Bońka. 24-letni Zieliński gra na Półwyspie Apenińskim od siedmiu lat. Trafił tu z Zagłębia Lubin jako nastolatek i tajniki calcio zaczął zgłębiać w Udinese. W Serie A zadebiutował 2 grudnia 2012 roku, wszedł wtedy na boisko z ławki w wygranym 4:1 meczu z Cagliari. Potem został wypożyczony do Empoli, gdzie grał pod okiem trenera Maurizio Sarriego, który po przejściu do Napoli ściągnął go do tego klubu. Gdy Carlo Ancelotti latem przejął po nim zespół z Neapolu, poprosił szefów klubu, żeby zatrzymali młodego polskiego pomocnika za wszelką cenę.

Prośba była jak najbardziej uzasadniona, bo Zielińskiego bardzo chciał mieć w u siebie w Liverpoolu Juergen Klopp. Po meczu z AC Milan Zieliński otrzymał znakomite noty, chociaż trener Ancelotti zdjął go z boiska w 72. minucie. „Zieliński jest bardzo dobry, ale mam w zespole wielu świetnych zawodników. Zmieniłem go, bo jego problemem, z którym muszę sobie poradzić jako trener, jest nieśmiałość. On musi uwierzyć w siebie i w to, że może nawet sam pociągnąć zespół do zwycięstwa. Na razie tej pewności w nim nie ma, przez co po dobrym okresie gry potrafi stać się na boisku niewidoczny” – wyjaśnił swoja decyzję Ancelotti.

SSC Napoli po dwóch kolejkach jest wiceliderem Serie A z takim samym dorobkiem jak prowadzący Juventus Turyn, który z Wojciechem Szczęsnym w bramce w 2. kolejce pokonał Lazio Rzym 2:0.

 

Dużo Polaków w Serie A

W miniony weekend rozpoczęła rozgrywki Serie A. Występuje w niej aż 16 polskich piłkarzy. Pod względem liczebności gracze z naszego kraju we włoskiej ekstraklasie stanowią szóstą siłę – po Brazylii (32 zawodników), Argentynie (26), Francji (21), Chorwacji (20) i Serbii (19).

 

Polską piłkarska kolonię na Półwyspie Apenińskim tworzą: Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Paweł Jaroszyński i Mariusz Stępiński (Chievo Werona), Michał Marcjanik (Empoli), Bartłomiej Drągowski (Fiorentina), Bartosz Salamon (Frosinone), Krzysztof Piątek (Genoa), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli), Bartosz Bereszyński, Karoli Linetty i Dawid Kownacki (Sampdoria Genua), Thiago Cionek (SPAL 2013) i Łukasz Teodorczyk (Udinese Calcio). Jeśli do tej grupy dodamy jeszcze zawodników występujących w klubach Serie B: Przemysława Szymińskiego i Radosława Murawskiego (Palermo), Pawła Dawidowicza (HellasVerona), Przemysława Bargiela (Spezia Calcio) i Tomasza Kupisza (Ascoli) oraz wypożyczonego z Udinese Calcio do Górnika Zabrze Pawła Bochniewicza, to liczba polskich piłkarzy zatrudnionych we włoskich zespołach robi się pokaźna.

Skąd wziął się ten boom na Polaków? Do 2010 roku poważne piłkarskie kariery we Włoszech zrobiło tak naprawdę tylko trzech Polaków – największą Zbigniew Boniek, a ponadto Władysław Żmuda i Marek Koźmiński. Pierwszy z wymienionych grał w Serie A w latach 1982-1989 (Juventus i AS Roma), Żmuda występowała w w latach 1982-1987 w Hellas Weronie i Cremonese), zaś Koźmiński w latach 1992-2002 w Udinese, Bresci i Anconie. Na kolejnych polskich piłkarzy zdolnych odgrywać znaczącą rolę trzeba było poczekać do 2010 roku, bo wtedy do zespołu Fiorentiny dołączył Artur Boruc, a w Palermo pojawił się Kamil Glik, który potem przeszedł do Bari, a następnie do AC Torino, gdzie stał się kluczowym graczem i jako pierwszy cudzoziemiec został wybrany na kapitana drużyny.

Tak naprawdę to punktem zwrotnym był przełom roku 2012-2013, bo wtedy władzę w PZPN przejął Boniek, a jego najbliższym współpracownikiem w randze wiceprezesa został Koźmiński. Może to tylko zbieg okoliczności, ale już w sezonie 2014-2015 w Serie A występowało sześciu polskich piłkarzy, a w kolejnych ich liczba nieustanie rosła (8-9-16). Z tej nowej fali jako pierwszy pojawił Piotr Zieliński, którego transferową wartość szacuje się obecnie na kwotę 32 mln euro. Jako ostatni w tegorocznym letnim oknie transferowym do Serie A trafili Arkadiusz Reca (za 4 mln euro z Wisły Płock), Krzysztof Piątek (za 5 mln euro z Cracovii), Michał Marcjanik (za darmo po wygaśnięciu kontraktu z Arką Gdynia) oraz Łukasz Teodorczyk (za 7 mln euro z Anderlechtu Bruksela). Ciekawe ilu z tych piłkarzy powoła nowy selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek?

 

Anglicy szastają forsą na transfery

W tegorocznym letnim oknie transferowym znów najbardziej rozrzutne był kluby angielskiej Premier League, które na zakup nowych piłkarzy wydały ponad miliard euro. Na drugim miejscu uplasowała się włoska Serie A.

 

Największe wydarzenie transferowego tego lata w Europie było niewątpliwie przejście Cristiano Ronaldo z Realu Madryt do Juventusu Turyn. 33-letni portugalski gwiazdor nie pobił rekordu Brazylijczyka Neymara, za którego rok temu Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro. Nie przebił też kwoty transferowej zapłaconej AS Monaco przez paryski klub za wschodzącą gwiazdę światowego futbolu Kyliana Mbeppe (180 mln euro). Juventus pozyskał Cristiano Ronaldo „tylko” za 112 mln euro, co jednak jest rekordem włoskiej ligi. Ale nie tylko turyński klub szalał na transferowym rynku, inne kluby Serie A też nie szczędziły pieniędzy i w sumie wydały na nowych graczy równy miliard euro, czyli tylko sto milionów euro mniej od krezusów z angielskiej Premier League.

Trzecie miejsce w tym zestawieniu przypadło klubom z hiszpańskiej Primera Division, które tego lata wydały w sumie na transfery 690 mln euro. W gronie potentatów najbiedniejsza okazała się niemiecka Bundesliga, bo jej kluby na nowych zawodników wydały w sumie 446 mln euro, a najgłośniejszym transferem okazało się jak na razie przejście Belga Axela Witsela z chińskiego zespołu do Borussii Dortmund za 20 mln euro.

Działacze niemieckich klubów narzekaj, że maja do dyspozycji takich pieniędzy, jak ich konkurenci w Anglii, Włoszech i Hiszpanii. Lada moment mogą też spaść na piąte miejsce w tym zestawieniu, bo coraz większe sumy pojawiaj się w ofertach francuskich klubów. Europejska hierarchia futbolowych potentatów nie jest ustalona raz na zawsze.

 

Kosztowny żart piłkarza AC Parma

Afera w lidze włoskiej. Przez wygłup piłkarza AC Parma może wrócić do Serie B. Przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża piłkarza tego klubu o próbę korupcji. Zawodnik zapewnia, że tylko żartował.

 

W maju tego roku piłkarze AC Parma świętowali awans do Serie A. Klub wrócił do włoskiej elity po latach nieobecności spowodowanej bankructwem. Na miesiąc przed startem rozgrywek nie jest jednak takie pewne, że drużyna z Parmy zagra w gronie najlepszych. Jak donoszą włoskie media przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża zawodnika Parmy, Emanuele Calaio, że przed ostatnim meczem poprzedniego sezonu ze Spezią wysłał do kolegi wiadomość za pomocą WhatsApp z pytaniem, czy przeciwnicy nie chcieliby „odpuścić” spotkania. Rywalom Parmy nie groził spadek i nie mieli też szans na awans i przegrali 0:2, ale ponieważ Calaio występował w barwach Spezii do 2016 roku, a odbiorcą jego „oferty” był dawny kolega z tego zespołu, Filippo De Col, ujawnienie tej korespondencji zaintrygowało wymiar sprawiedliwości. Calaio wielokrotnie zapewniał, że to był tylko żart, ale decyzja sądu jest wielką niewiadomą. Konsekwencje wyroku skazującego będą opłakane zarówno dla piłkarza, jak i klubu. Prokurator domaga się ukaranie Calaio czteroletnią dyskwalifikacją i grzywną w wysokości 50 tys. euro.

Parmie grozi natomiast anulowanie wyniku meczu ze Spezią, co w efekcie oznaczałoby utratę miejsca w lidze zapewniającego awans do Serie A. W takim przypadku miejsce Parmy zajęłoby Palermo, które przegrało walkę o awans w barażach. Ale nawet jeśli włoska federacja piłkarska zostawi Parmę w najwyższej klasie rozgrywkowej, to i tak w przypadku skazania Calaio zespół zostanie ukarany odebraniem sześciu punktów.

 

Guilherme znowu kręci

Były zawodnik Legii Guilherme znów na siłę chce zmienić pracodawcę. 27-letni brazylijski piłkarz nie wrócił po urlopie do swojego klubu Benevento, bo otrzymał ofertę z klubu Serie A i chce wymusić zgodę na transfer.

 

Brazylijski skrzydłowy przeszedł do Benevento zimą tego roku z Legii Warszawa. Beniaminek Serie A był po rundzie jesiennej na ostatnim miejscu w tabeli i było wiadomo, że nic już go nie uratuje przed spadkiem. Guilherme miał tego świadomość, ale liczył, że swoją dobrą grą w rundzie rewanżowej zwróci na siebie uwagę innych klubów w Serie A i latem przeniesie się do silniejszego zespołu. Trzeba przyznać, że ambitnie pracował na kolejny transfer i w każdym swoim występie należał do wyróżniających się graczy Benevento. W dorobku miał dwa gole i dwie asysty, ale jego zespół i tak spadł z ligi. Po wakacjach Brazylijczyk nie wrócił do Benevento, bo dostał ofertę z klubu Serie A Sassuolo i teraz w nim chce grać, zamiast w drugiej lidze. I pewnie dopnie swego.