Bigos tygodniowy

W aferze Srebrnej pojawił się wątek jak z sarmackiej komedii: postać chciwego plebana. My tu, nad Wisłą, żarłoczną chciwość kleru dobrze znamy, nie od dziś, wiemy że to jego kardynalna cecha, ale dla Austriaka doświadczenie tego na własnej kieszeni, to musiało być doświadczenie nie lada. Nawiasem mówiąc, chciwy pleban (już ex-pleban) gdzieś się ulotnił. A poza tym, jak stwierdził w prokuraturze Austriak, oberszef całego srebrnego interesu, prezes PiS osobiście trzymał w ręku kopertę z łapówą dla plebana. Bez przesłuchania prezesa się nie może się obejść. Tym bardziej jeśli prawdą jest, że Birgfellnera nakłaniano w prokuraturze do odwołania tego zeznania. Pytanie tylko, czy do przesłuchania dojdzie w tej kadencji.

Mecenas Jacek Dubois reprezentujący Geralda Birgfellnera, feralnego powinowatego Jarosława Kaczyńskiego i niedoszłego budowniczego srebrnych wież powiedział, że przeraził go fakt, iż wkrótce po tym, gdy złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa przez prezesa PiS, „na Nowogródzkiej odbywa się spotkanie, na które przyjeżdżają wszystkie najważniejsze osoby w państwie. Do osoby potencjalnie podejrzanej stawiają się osoby z administracji państwowej, które wspólnie przygotowują stanowisko w tej sprawie”. Sugestywnie to mecenas ujął. Toż to scena jakby rodem z „Ojca chrzestnego IV. Epizod warszawski”. Szkoda, że Marlon Brando już by tego nie zagrał.

Mecenas Dubois powiedział po przesłuchaniach Birgfellnera w prokuraturze: „Byliśmy przekonani, że nie toczy się postępowanie w sprawie, tylko postępowanie, które ma na celu działanie na rzecz partii politycznej i które ma ustalić, jakie są plany i zagrożenia ze strony naszego klienta”. To o sposobie prowadzenia przesłuchania przez prokurator Renatę Śpiewak, która odmówiła też pełnomocnikowi Birgfellnera zapewnienia, że protokoły przesłuchania nie zostaną przekazane prokuratorowi generalnemu.

Podobno wiceprezydent USA Mike Pence, który w zeszłym tygodniu nawiedził Polskę, z obcymi kobietami nigdy nie rozmawia na osobności, nigdy w cztery oczy, a jedynie w obecności osoby trzeciej. Motywuje go imperatyw cnoty chrześcijańskiej. Mike Pence jest cnotliwym chrześcijaninem, a zarazem chrześcijańskim realistą, który ostrożnie nie do końca ufa źródłom swej cnoty. A może to nie aż tak, a tylko lekcja Billa Clintona i Moniki Lewinsky?

Pal jednak licho Pence’a. Prawdziwe nieszczęście to nowa odsłona, niemal równo po roku, zimnej wojny nacjonalizmów polskiego i izraelskiego. Zbyt to skomplikowana i drażliwa materia by zwekslować ją w kilku zdaniach. Jednego można być pewnym: ta wojna nie skończy się dopóki PiS nie utraci władzy.

„Doceniamy również wagę rozwiązywania nierozstrzygniętych kwestii z przeszłości i wzywam/namawiam moich polskich kolegów, aby poczynili postępy w zakresie kompleksowego ustawodawstwa dotyczącego restytucji mienia prywatnego dla osób, które utraciły nieruchomości w dobie Holocaustu” – powiedział w Polsce drugi Mike, czyli sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Tak to jest, gdy się nadgorliwie nastawia tylnej części państwowego ciała, jak rząd PiS robiąc nieszczęsną konferencje bliskowschodnią.

Sojusz Lewicy Demokratycznej przystąpił do Koalicji Europejskiej na majowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Wszystko na to wskazuje, że słusznie…

Leszek Miller wyznał, że już niedługo po wysunięciu Ogórkowej na SLD-owską kandydatkę do prezydentury, miał jej dość powyżej uszu i ledwo się powstrzymał od posłania jej do diabla. Nigdy więcej ogórkopodobnych na lewicy.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar przypomniał, że jest za zniesieniem art. 212 kodeksu karnego, na mocy którego na grzywnę skazany został dziennikarz tygodnika „Sieci” i portalu w polityce.pl Wojciech Biedroń. Szanowny Panie Rzeczniku, jesteśmy „za” pod warunkiem, że jednocześnie podejmie Pan działania w celu zniesienia artykułu 196 kk, przewidującego represje za „naruszanie uczuć religijnych”.

„Kłamstwo organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni solidarnie, w ramach prawa, przeciw temu kłamstwu protestować” – te słowa warto ponownie przypomnieć po tym, jak bezprawnie ujawnione przez TVPiS wizerunki osób protestujących pod jej siedzibą wywołały falę hejtu i szykan w stosunku do nich. Dwie z nich nawet wyrzucono z pracy. TVPiS jest szkodliwa nie tylko przez przekaz, ale i skutki uboczne.

Klerykałowie wrzeszczą, że umieszczenie lekcji religii w szkole na pierwszej i na ostatniej pozycji cyklu lekcyjnego, to walka z religią i Kościołem. Oni niedługo uznają, że brak krzyży na dachach szaletów publicznych, to też walka z religią.

„Wiem, że jeśli w tym roku w wyborach wygra „opcja proeuropejska”, to Polska jaka znamy, zniknie w ciągu jednego pokolenia” – napisał w sakiewiczowej „Gazecie Polskiej” Robert Tekieli. I daj Panie Boże. Im mniej takiej Polski w Polsce, tym lepiej dla wszystkich, w pierwszym rzędzie dla Polaków.

Przy okazji pochówku (z hałasem) „kryształowego człowieka” i „wielkiego autorytetu” Jana Olszewskiego wydało się, że ten „szlachetny, szanujący każdego człowieka” pogardliwie zwykł określać swoich przeciwników jako „małpy”. Chciałoby się rzec: dżentelmen odchodzi popuszczając wokoło.

A afera Srebrnej sączy się, sączy, sączy… Stosunki na ulicy Srebrnej i stosunki jerozolimskie, to dwa najgłówniejsze stosunki uprawiane dziś w polityce w Polsce.

Kolejne tasmy Prezesa

Jeśli ktoś miał wątpliwości co do roli Jarosława Kaczyńskiego w kierowaniu spółką Srebrna, to po kolejnej publikacji „Wyborczej” mieć już ich nie może. Z nowych taśm wynika, że to prezes PiS osobiście sterował biznesem, a do współpracy zaangażował na pewnym etapie również Marcina Dubienieckiego, ówczesnego męża swojej bratanicy.

Czy Marcin Dubieniecki był kimś w rodzaju Jareda Kushnera dla Jarosława Kaczyńskiego? Z publikacji „GW” wynika, że porównanie do męża córki Donalda Trumpa nie wydaje się bezzasadne. O zaangażowaniu w inwestycje w Srebrnej mówił Kazimierz Kujda, szef Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, jeden z głównych doradców biznesowych Jarosława Kaczyńskiego. To właśnie on jest bohaterem najnowszych nagrań. Rozmowy toczą się pomiędzy Kujdą, a austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem. Związek Kazimierza Kujdy ze spółką Srebrna jest jasny. Jego żona jest jej prezesem.
Co zawiera dzisiejsza demaskacja? „Nowe taśmy zaprzeczają twierdzeniom Jarosława Kaczyńskiego, że między nim a biznesem Srebrnej jest mur. Stawiają też pod znakiem zapytania deklaracje majątkowe prezesa, który twierdzi, że nie prowadzi działalności gospodarczej” – pisze wtorkowa „Gazeta Wyborcza”.
Nagrania to zapis rozmowy, która odbyła się czerwcu 2018 r. w siedzibie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Mężczyźni rozmawiają jeszcze przed decyzją o rezygnacji z inwestycji. Jak donosi „GW” Birgfellner wyczuwał, że wokół projektu zaczyna się dziać coś złego, dlatego w nagranej rozmowie prosi Kujdę o pomoc w negocjacjach z zarządem Srebrnej. Co Kazimierz Kujda ma wspólnego ze spółką? W przeszłości przez 11 lat pełnił w niej funkcję prezesa zarządu, potem na tym stanowisku zastąpiła go żona.”GW” zwraca uwagę, że ten manewr powtarza się od lat: gdy PiS jest w opozycji, Kazimierz Kujda szefuje w Srebrnej, a gdy partia Jarosława Kaczyńskiego jest u władzy, Kujda trafia do kierownictwa Funduszu Ochrony Środowiska. Podczas rozmowy Kujda nie miał formalnie nic wspólnego ze Srebrną, mimo to wypowiadał się w imieniu tego podmiotu – obiecywał wsparcie i powoływał się na małżonkę.
Czego jeszcze dowiadujemy się z taśmy? Ze słów Kujdy wynika, że w projekt K-Towers wcześniej zaangażowany był ówczesny mąż Marty Kaczyńskiej, Marcin Dubieniecki. „Był rodzaj quasi-negocjacji z panem Dubienieckim. Ale wszystko za zgodą pana Kaczyńskiego, i to nie były moje negocjacje. (Kaczyński?) powiedział, że trzeba mieć z nim niewielki kontrakt, ale później byłem wzywany w tej sprawie do prokuratury. Tam było coś nie w porządku…” – mówi Kujda na ujawnionej taśmie. O tej sprawie częściowo pisał „Newsweek”. Tygodnik twierdził, że Dubieniecki był „cichym wspólnikiem” spółki Srebrna Warsaw Tower (SWT), która też miała zbudować wieżowiec na działce przy Srebrnej 16. Jedynym udziałowcem była cypryjska firma Madujamo Group. W 2015 r. Dubienieckiego aresztowano, wyszedł na wolność w 2016 r., ale jest oskarżony o wielomilionowe nadużycia w PFRON.
Warto zauważyć, że Kujda zapewnia również, że cały projekt jest niezwykle patriotyczny. „To jest bardzo ważne dla Polski, dla naszej historii, dla wszystkiego” – mówi na taśmie.

Wojna partyjnych dewelopreów

Zdaje się, że dwie główne siły polityczne w Polsce tj. PO i PiS uczyniły sobie z Warszawy pole bitwy o swoje partyjne wpływy ekonomiczne.
Mam wrażenie, iż Platforma Obywatelska robi to na sposób liberalny, a Prawo i Sprawiedliwość na sposób etatystyczny.

PO – wariant liberalny

Jeśli chodzi o finanse PO to można spróbować mentalnie połączyć dwie sprawy.
Pierwsza zupełnie oczywista, realna i sprawdzalna, to fakt iż PO (wcześniej inne formacje liberalne) od lat rządzi Warszawą i to tak „od góry do dołu”. Ileż tysięcy partyjnych kolegów i koleżanek można upchnąć na etatach warszawskiego magistratu i spółek miejskich!??
Druga sprawa nie jest już tak oczywista i sprawdzalna. Jest „legendą miejską” na pograniczu bezpodstawnych pomówień ale i ludzkich opowieści – bo nikt nikogo nie złapał za rękę, a przecież wszyscy mówią, że w Warszawie można załatwić co się tylko chce, jest tylko kwestia wysokości łapówki. Czyli łącząc te dwa fakty – jeden jak najbardziej realny, z „legendą miejską”, no to już wiemy z czego wynika siła ekonomiczna Platformy Obywatelskiej – wspaniałe, w stylu amerykańskim kampanie wyborcze. Ale Platforma nie ma nic, żadnego majątku – jej majątkiem są wpływy, układy, ludzie we „właściwych” miejscach i we właściwym czasie.

Kaczyński, czyli kasa na wierzchu

Natomiast Prawo i Sprawiedliwość działa w wariancie etatystycznym. Partie w Polsce nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, więc kilku najbardziej zaufanych członków partii powołuje fundację pod szczytnym imieniem (nieżyjącego prezydenta RP), która dostaje aktywa przejęte przez Kaczyńskich trzydzieści lat wcześniej i rozpoczyna działalność gospodarczą na dużą skalę. Na dużą skalę – bo wybudowanie dwóch biurowców po 190 metrów w centrum Warszawy to nie jest niskobudżetowa inwestycja. Oczywiście rodzi się pytanie skąd reszta pieniędzy na sfinansowanie tej inwestycji. Bo wkład w postaci działki w centrum Warszawy to wielkie pieniądze, ale budowa dwóch wieżowców po 190 metrów, to też wielka inwestycja finansowa, a potem dochody.
Ale zrobienie przez PiS takiego interesu w samym gnieździe PO, w Warszawie, od lat rządzonej przez liberałów, nie mogło się udać. I tak prezes Kaczyński został z „gołą d…” – czyli z zezwoleniem na budowę trzydziestometrowego baraku. zamiast dwóch blisko dwustumetrowych wieżowców z biurami, apartamentami, hotelami i gastronomią.

Zabetonują rzeczywistość

Tak oto na naszych oczach tworzą się i walczą z sobą partyjne imperia. Jesteśmy świadkami budowania nowego – dwupartyjnego systemu politycznego w Polsce. Systemu, który być może będzie rządził naszym życiem, życiem naszych dzieci, a może i wnuków.
Zapewne dochody z wieżowców na Srebrnej pozwoliłyby sfinansować PiS-owi niejedną kampanię wyborczą, jakąś kolejną wielką akcję polityczną. Jest więc zrozumiałe, że platformersi „dmuchają na zimne” i niszczą zaplecze finansowe PiS zanim jeszcze ono powstało. A my – szare myszki możemy sobie popatrzeć, jak możni tego świata walczą o rządzenie naszym życiem przez najbliższe dzisięciolecia.