Kobiece bariery do kariery

Panie na kierowniczych stanowiskach w Polsce mają duże ambicje i na ogół potrafią je realizować. Jeżeli jednak trafiały na przeszkody, to częściej dlatego, że to kobiety kobietom zgotowały ten los.

Tylko jedna czwarta kobiet na menedżerskich stanowiskach czuje się niedoceniana w miejscu pracy. Biorąc pod uwagę polską skłonność do narzekania – także na zarobki przypisane do kierowniczych foteli – to całkiem dobry wynik. Tym niemniej, mimo tych wysokich stanowisk, sporych pieniędzy i pełnienia odpowiedzialnej funkcji, 61 proc. badanych kobiet postrzega swoją rolę w firmie jako wspierającą a nie przywódczą, zaś 40 proc. uważa własne osiągnięcia za przeciętne (aczkolwiek nie można wykluczyć, że słusznie).
Takie między innymi wyniki przynosi przeprowadzone w styczniu tego roku ogólnopolskie badanie na zlecenie Clue PR pt. „Bariery do kariery”, które próbuje odpowiedzieć na pytanie, z jakimi przeszkodami na drodze do rozwoju zawodowego kobiety muszą się mierzyć najczęściej? Badanie objęło grupę ponad 450 kobiet na kierowniczych stanowiskach. Jego celem było ukazanie różnych aspektów osiągnięć, wyzwań i przeszkód, jakie są udziałem tych kobiet w Polsce, które wysoko zaszły na swojej drodze zawodowej.
Autorki badania, dr Marta Bierca i Alicja Wysocka-Świtała zapytały także kobiety zarówno o systemowe ograniczenia, jak i ewentualne stereotypy, z którymi muszą się stykać na co dzień. Wydaje się, że to badanie miało założoną z góry tezę. Jego celem było bowiem pokazanie mapy całej siatki ograniczeń, jaka może sprawiać, że kobiety, mimo równościowych haseł zawartych w regulaminach i statutach firm mają nieco bardziej utrudnioną drogę do awansów, niż mężczyźni.
Autorki badania wzięły również pod lupę całe spectrum sposobów zachowania wobec pań podczas spotkań czy zebrań, które w zachodnim modelu cywilizacyjnym są obecnie uważane za opresyjne. Chodzi na przykład o ironiczne uśmiechy, pomijanie wypowiedzi kobiet, prowadzenie rozmów z innymi mężczyznami bez dopuszczania kobiet, jak również o nagminne podobno przerywanie kobietom ich wypowiedzi. Badanie zostało zatem przeprowadzone po to, aby pokazać z jakimi przeszkodami muszą się mierzyć na co dzień kobiety, które zajmują stanowiska kierownicze i jak wiele sufitów na co dzień muszą przebić, żeby móc zajmować stanowiska równie eksponowane, co ich koledzy. Okazuje się jednak, że tych sufitów jest mniej niż to się powszechnie wydaje.
Po pierwsze, kobiety dostrzegają różnice w traktowaniu płci przy decydowaniu przez zarządy firm o awansach i podwyżkach – ale widzi to tylko drobna część badanych pań na wysokich stanowiskach. Tak więc, zaledwie 1 na 5 kobiet uważa, że płeć ma znaczenie przy decyzji o awansie pracownika i również tylko 1 na 5 kobiet sądzi, że zarobki na tych samych stanowiskach różnią się pomiędzy płciami. Kobiety patrzą zatem racjonalnie na polską rzeczywistość, bo choć zostało wprawdzie udowodnione w wielu badaniach o różnicach płacowych, że panie u nas zarabiają nieco mniej (głównie ze względu na to, że więcej czasu niż mężczyźni poświęcają na opiekę nad dziećmi), to te różnice stopniowo się zmniejszają.
Dlatego właśnie to nierównoprawne traktowanie obu płci jest zauważalne nie tyle w twardych faktach, co w ocenach i emocjach. Jak wskazuje wspomniane badanie, najbardziej zaskakujące i niepokojące różnice leżą jednak w postrzeganiu samych siebie i swojej roli przez kobiety na kierowniczych stanowiskach. Jak podano na wstępie artykułu, większość kobiet uważa swoją funkcję w organizacji za wspierającą – a przecież badane były kobiety, które pełnią role zarządcze w firmie, czyli wynika z tego, że kobiety nie postrzegają samych siebie jako przywódczyń. Okazuje się zatem, że ograniczenia tkwią bardziej we własnym myśleniu o sobie i w stosowanej terminologii, niż w samej rzeczywistości. 37 proc. badanych kobiet postrzega siebie jako „pomocnicę”, a 25 proc. jako „opiekunkę”. Jako liderkę – mimo, że w rzeczywistości są to właśnie liderki w swoich środowiskach pracy – widzi siebie jedynie 27 proc. badanych kobiet. Jak widać, te liczby nie składają się na 100 proc. – ale raport z badania nie podaje, jaką rolę przypisuje sobie pozostałe 11 proc. pań na kierowniczych stanowiskach.
Kobiety chcą się rozwijać i zdobywać nowe kompetencje – 53 proc. badanych kobiet deklaruje, że chce zajść dalej i wyżej, a 59 proc. jest pewne siebie i uważa, że podejmowanie decyzji nie przychodzi im z trudnością. Zarazem jednak aż 40 proc. kobiet uważa swoje osiągnięcia za przeciętne, czyli tym samym je pomniejsza. To dobrze świadczy o ich planach i ambicjach, bo wiadomo, że ważnym motorem kariery zawodowej jest własne przeświadczenie, że jeszcze wiele rzeczy można zrobić lepiej i osiągnąć więcej.
Otoczenie zawodowe w naszym kraju na ogół niestety nie wspiera wysokich ambicji pań. Wprawdzie 75 proc. kobiet czuje się w pracy należycie doceniana, ale jednocześnie mniej niż połowa badanych kobiet (tylko 45 proc.) uważa, że firma wspiera ich rozwój zawodowy.
Nieco bardziej optymistyczny jest wskaźnik, który pokazuje, że kobiety są porównywane z mężczyznami – a wynik tych porównań jest raczej pozytywny dla pań. Jedynie 29 proc. kobiet uważa, że musi się starać bardziej niż ich koledzy, żeby osiągnąć to samo, co mężczyźni.
Tak więc, wiele kobiet deklaruje chęć zwiększania zakresu odpowiedzialności w pracy, a na co dzień coraz wyraźniej komunikuje swoją siłę i osiągnięcia. Niestety, nieco gorzej jest z reakcjami otoczenia, które niekiedy deprecjonuje i czasami dosłownie ucisza kobiety, również te zajmujące eksponowane stanowiska w firmach i zarządach. 34 proc. badanych kobiet deklaruje, że zabieranie głosu przychodzi im z trudnością. To wprawdzie mniejszość – ale też zbyt duża.
Ponadto, staranie się o awans jest zawsze wyzwaniem dla niemal połowy respondentek, niezależnie od tego, czy przełożonym jest kobieta czy mężczyzna – dla 44 proc. staranie się o awans u kobiety dyrektorki, a dla 48 proc. u mężczyzny dyrektora jest określane jako „trudne”. Nie wiadomo, czy taki sam wynik dałoby podobne badanie pokazujące odczucia mężczyzn zabiegających o awans, ale optymistyczne jest to, że jednak większości kobiet w Polsce raczej łatwo przychodzi staranie się o awans.
Panie raczej nie mają problemów ze sprzeciwianiem się przełożonym. Zaledwie niewiele ponad 30 proc. kobiet nie lubi się sprzeciwiać przełożonemu, nawet gdy to one mają rację. Ciekawe, że 34 proc. nie chce się sprzeciwiać przełożonej kobiecie, a tylko 31 proc. mężczyźnie. Ten wynik potwierdza to, co wielokrotnie zauważano w Polsce – że kobietom częściej utrudniają karierę inne kobiety.
Niebagatelny wpływ na samoocenę kobiet i ich przebojowość mają te wszystkie sposoby zachowania, które dość systematycznie – chociaż często w ukrytej i niejawnej formie – wtłaczają kobiety w role posłusznych i cichych pracownic na pozycjach wspierających – a nie menedżerek decyzyjnych w kluczowych obszarach. I nierzadko właśnie, takie opresyjne zachowania są również udziałem kobiet ze strony kobiet.
Dosyć częste wobec badanych kobiet są pytania o ich życie prywatne. Jedynie 23 proc. kobiet doświadcza tego ze strony mężczyzn, a 26 proc. – od innych kobiet. Co ciekawe, również komentowanie wyglądu pań jest nieco częstsze w przypadku przedstawicielek tej samej płci (21 proc. ze strony mężczyzn, 22 proc. ze strony kobiet). Kobiety częściej niż mężczyźni przerywają wypowiedzi innych kobiet (robi tak 19 proc. mężczyzn i aż 23 proc. kobiet), częściej traktują je z góry, z wyższością (19 proc. mężczyzn, 20 proc. kobiet). Tylko 14 proc. badanych kobiet ma wrażenie, że mężczyźni podważają ich kompetencje, a 16 proc. – że robią to inne kobiety.
Jednym słowem, kobiety realizujące się w strukturach firm nierzadko mają do czynienia z całym arsenałem opresyjnych sposobów zachowania ze strony innych pań. Ten wynik potwierdza powszechnie znaną w Polsce prawdę, że kobietom łatwiej zrobić karierę zawodową wśród mężczyzn, niż wśród kobiet. Jedynie jedna na cztery badane kobiety wskazuje, że nie doświadczyła żadnego z powyższych opresyjnych zachowań w swym środowisku pracy.
Dość istotnym czynnikiem wpływającym na ograniczanie rozwoju i potencjału zawodowego kobiet jest ich zaangażowanie w sprawy domowe. Tylko 17 proc. kobiet zdecydowanie się zgadza ze stwierdzeniem, że aby osiągnąć obecny sukces nie musiało poświęcić życia osobistego, a zarazem 39 proc. uważa, że aby osiągnąć większy sukces musiałoby poświęcić życie rodzinne i skupić się na pracy. Niestety, nie wiadomo jaki wynik przyniosłoby postawienie tych samych pytań mężczyznom na wysokich stanowiskach. Nie można wykluczyć, że odpowiedzi byłyby podobne, bo karierę zwykle robi się poniekąd kosztem życia osobistego.
Źródło obciążeń kobiet leży również w podziale obowiązków w domu, którego fundamentem od lat jest wyraźna dysproporcja. 61 proc. pań deklaruje, że ma więcej obowiązków domowych niż partnerzy, a prawie jedna czwarta kobiet (23 proc.) ma wyrzuty sumienia, że zaniedbuje życie osobiste kosztem kariery. Wynika z tego, że do umożliwienia jeszcze szybszego rozwoju zawodowego kobiet w Polsce potrzebne są zarówno zmiany systemowe, zdejmujące z pań część obowiązków rodzinnych, jak i zmiany w świadomości społecznej.

Gospodarka 48 godzin

Na podium śmierci
Polska znalazła się niestety na strasznej „medalowej pozycji” pod względem liczby zgonów na COVID-19 w Europie. Takie są tragiczne skutki bierności i nieudolności ekipy rządzącej. Nie w takiej klasyfikacji chcielibyśmy zajmować czołowe miejsca w Europie – ale obserwując zaniedbania rządu PiS można się było spodziewać tej fatalnej wiadomości: tylko w dwóch państwach naszego kontynentu, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, koronawirus zabija więcej ludzi niż w Polsce. Ale oba te kraje są znacznie ludniejsze od nas, a liczba zgonów w nich spada – podczas gdy u nas rośnie. Porażające dla Polaków są dane z 14 października, ostatniego terminu, z jakiego zebrano informacje dotyczące wszystkich państw Europy: u nas zmarło 116 osób, w Wielkiej Brytanii 137, a w Hiszpanii 209. W ponurej statystyce pandemicznej śmierci wyprzedziliśmy już Francję (104 zgony), Włochy (43) i Niemcy (także 43) oraz Ukrainę (73). A przecież w każdym z tych państw mieszka o wiele milionów więcej ludzi, niż u nas. PiS-owska propaganda w rządowych mediach „publicznych” kłamliwie wmawia, że wszędzie mamy do czynienia z narastającą drugą falą pandemii. Ale za sprawą nieudolności rządzących ta druga fala jest szczególnie śmiercionośna jedynie dla Polski. Przypomnijmy, że wiosną we Francji umierało nawet 1400 osób dziennie, w Wielkiej Brytanii 1100, we Włoszech i w Hiszpanii po 900 – co dawało PiS-owskiej ekipie pretekst do puszenia się, jak to skutecznie umieją oni walczyć z pandemią. Guzik umieją! Nawet się nie starają! Tamte państwa okazały się być mądre po szkodzie – a polski rząd, jak to już pisał Kochanowski, i przed szkodą, i po szkodzie pozostał głupi. W Szwecji, prezentowanej przez polską propagandę rządową jako przykład nieskutecznej walki z pandemią, nawet w najgorszych dniach umierało mniej ludzi, niż zmarło 14 października w Polsce. Teraz Szwedzi osiągnęli to, że na COVID–19 umiera tam najwyżej jedna, dwie osoby dziennie albo nikt. W sąsiadującej z nami Słowacji, w wspomnianym dniu zmarło 5 osób. Nawet Rumunia, często radząca sobie z pandemią jeszcze gorzej niż Polska, teraz zredukowała liczbę zgonów do 66. A co mówić o Japonii, gdzie zmarły 4 (słownie cztery) osoby, Australii (5 osób) czy Chorwacji (4). Rządy państw w całym cywilizowanym świecie umiały radykalnie zmniejszyć liczbę zgonów na koronawirusa. Tylko polski rząd nie umie, choć miał wszelkie możliwości działania.

Pycha i bezczelność
Z wypowiedzi Wojciecha Andrusiewicza rzecznika Ministra Zdrowia wynika, że wynagrodzenia ministrom, wiceministrom, dyrektorom departamentu, w tym i jemu, należą się tylko z tytułu zajmowanego stanowiska nie zaś wykonywanych obowiązków. Natomiast, jeżeli wykonują jakiekolwiek czynności wynikające z ich zakresu obowiązków to już tylko w ramach premii – zauważa Unia Pracy. W związku z tym UP zgłasza propozycję. By sytuacja była klarowna i społeczeństwo nie zgłaszało pretensji, to wymienione powyżej stanowiska powinny być obejmowane w ramach wolontariatu, a wywiązywanie się z obowiązków wynikających z zakresów czynności ustalonych dla tych stanowisk opłacane będzie premiami. A już serio UP zadaje pytanie: czy ludziom tej władzy puściły już wszelkie hamulce i naprawdę jest im tak trudno okiełznać swoją pychę i bezczelność?! Odpowiedź brzmi: im nie tyle jest trudno okiełznać pychę i bezczelność, co nie chcą tego czynić. Nie muszą, bo uważają, że wszystko im się należy.

Pod dywanem znowu wojna?

„Od dwóch lat nie jestem premierem, nie zabiegam o żadne stanowisko, a jestem coraz bardziej, bezpardonowo atakowana”… Pochlipuje pani Beata Szydło – dla koleżanek „Becia”, do niedawna pierwsza premier „dobrej zmiany” i polski szaniec przeciwko „szaleństwom brukselskich elit”. Dodajmy – także przeciwko szaleństwom miejscowych, „uprzywilejowanych elit”.

Pani „Becia” nie rozumie, że tym samym z przytupem weszła do panteonu wybitnych Polaków i już nigdy stamtąd nie wyjdzie.
Nie skłoniły jej bynajmniej do tych płaczliwych wynurzeń słodkie jak melasa reportaże z wyświęcenia syna na księdza, tylko fragment reportażu o gdańskich elitach bandyckich znanych jako „Bad Company”. Na kawałku filmu widać, jak pani premier, w towarzystwie ministra wojny i ministra od ochrony (za przeproszeniem) środowiska, wita się miło z bandytami – każdy ze sto kilo mięśni i po kilka litrów tuszu na skórze.
Normalny człowiek na ich widok zwiewałby na dziesiątą ulicę, a ona nie, ona niczym pogromczyni lwów spokojna, uśmiechnięta, opanowana. Spotkali się w 2017 roku w zdruzgotanym przez wichurę Rytlu, która pochłonęła pięć ofiar, w tym dwie harcerki. Przez długie godziny miejscowa ludność była bez żadnej opieki i pomocy.
Dopiero, gdy media rozdarły się na całą Polskę, rząd pani premier i ona osobiście sięgnęła po środki z gatunku „władza zatroskane nieszczęściem obywateli” i nawiedziła nawiedzone tereny osobą własną. W takich okolicznościach bandyci z grupy „Bad Company” odgrywali jasełka o tym, jak dobrzy ludzie spontanicznie pomagają doświadczonym przez zły los.
To oczywiście nie świadczy o żadnej winie pani „Beci”. Każdy polityk ma wpisane w zawód tysiące spotkań i fotografii z kompletnie nieznanymi ludźmi. Nie można na ich podstawie mówić o jakiejkolwiek intencji, czy zamiarze. Jednak to, co stało się w Rytlu całkowicie i kompletnie kompromituje służby państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo najważniejszych polityków państwa.
Taka grupa jak „Bad Company” „z urzędu” musi być kontrolowana przez policję 24 godziny na dobę. Także służby specjalne powinny mieć ich w stałym rozdzielniku zadań. Z tysiąca powodów – kryminalnych, co oczywiste i terrorystycznych, co niewykluczone. Niezależnie więc kiedy wpadli na pomysł, żeby pomachać przed panią premier siekierkami przy usuwaniu wiatrołomów, to w tym dniu do Rytla w ogóle nie powinni dojechać…
Ale dojechali, spotkali się – „przypadkowo” oczywiście, porobili zdjęcia, sfilmowali się z „Becią”, a jakże. No i po latach, dziennikarze telewizyjni wykonując swą benedyktyńską pracę, podążając za różnymi tropami, robiąc reportaż o tej „Bad Company”, przypadkiem całkowitym znaleźli trzeba trafu akurat ten film. W bieliźniarce, w garażu jakimś, może w porzuconym samochodzie?
A może dał go im jakiś koleś, który postanowił, że już nie będzie „bad”?…
Służby policyjne nieustannie trzeba trzymać krótko przy uździe. Bezpieka i policja zawsze mają wielką władzę, bo mają zgodę, w imię bezpieczeństwa państwa, na działanie na pograniczu prawa. „Na pograniczu”, czyli zdarza się, że poza prawem. Często ryzykują życie, ale też niestety, wcale nie rzadko, chcą sobie to państwo umeblować po swojemu. Co bardziej ambitnym – a takich nigdy nie brakuje – wydaje się nawet, że mogą sobie dobierać władzę, której chcą służyć. Dlatego, choć są niezbędni, są bardzo groźni.
W ustroju demokratycznym jedynym sposobem kontrolowania ich są procedury demokratyczne. Sejmowa komisja do spraw służb specjalnych, lub sejmowa komisja spraw wewnętrznych, to jest to miejsce, gdzie szefowie służb winni zdawać sprawę ze swoich działań.
Premier, poprzez swoich przedstawicieli – ministra do spraw służb specjalnych na przykład – też musi mieć wgląd do ich wnętrza. Nie powinien oczywiście znać szczegółów poszczególnych operacji, ale powinien się orientować, „co w trawie piszczy”. Dobrą metodą na kontrolowanie służb jest skrupulatne, doroczne rozliczanie przyznanego im budżetu. Idź za pieniędzmi – zobaczysz, dokąd idą służby…
Jednak rygorystyczne trwanie przy demokratycznych metodach sprawowania władzy, rozliczanie z zadań, demokratyczna kontrola w parlamencie – daje jedynie jakąś szansę na poskromienie politycznych ambicji służb, które nie opuszczają ich nigdy. W polskiej rzeczywistości po 1989 roku ta sztuka nie udała się nikomu.
Wcześniej, czy później służby skorumpowały każdą władzę. Nie pieniędzmi oczywiście! „Braterstwem”, „miłością do ojczyzny”, „porozumieniem bez słów”, „w pół słowa”, „męską przyjaźnią na dobre i złe”, „Polską, dla Polski, w imię Polski”…
W swych szafach mają tysiące podobnych kostiumów – przyjaciół NATO i wrogów NATO, przyjaciół Rosji i wrogów Rosji, demokratów i autokratów, wiernych i przekupnych, niedostępnych i takich, z którymi można pogadać, państwowców i zawiedzonych państwowców – co, kto chce i co jest akurat potrzebne. Służby nie mają wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, wieczny jest tylko jeden cel – władza.
SLD naiwnie liczył, że przyjaźnie z PRL przetrwają rok 1989. W rezultacie, gdy minister Milczanowski grał im w willi MSW na Zawrat na fortepianie, najbardziej zaufani oficerowie PRL-owscy w tym samym czasie kręcili sznur na Oleksego. Tusk w ogóle nie chciał sobie tym zawracać głowy, to mu cały partyjny establishment nagrali „u Sowy”…
Kaczyński, pomny swych własnych przygód, doszedł do wniosku, że trzeba to towarzystwo wyczyścić do spodu i zbudować „swoje” służby. Po pierwsze więc płaci niewyobrażalne pieniądze ignorantom, po drugie przekonuje się właśnie, że jakiś głowy hydrze znowu odrosły.
Znowu dociekliwi dziennikarze docierają do zadziwiających, tajnych informacji, materiałów. A taki dziennikarz to bardzo niebezpieczny jest – wystarczy dać mu koniuszek niteczki – a zaraz Watergate wypichci, o rozmowie prezydenta mocarstwa z prezydentem–komikiem coś wyniucha, albo „Paola” znajdzie, czy schowany głęboko pod piernatami filmik z panią „Becią” i bandytami.
Wygląda na to, że teraz pan Kaczyński będzie miał pod górkę…

Aspirują i awansują

Panie w Polsce tak skutecznie przebiły szklany sufit, że w zasadzie już go prawie nie ma.

Za kilka dni panie będą miały swoje coroczne święto. Ale, czy pod względem zawodowym, mają co celebrować? Ścieżka rozwoju zawodowego bywa wyboista, jednak jest coraz lepiej.
Statystycznie to panie w Polsce są lepiej wykształcone, ale wciąż w wielu firmach i urzędach najwyższe pozycje zajmują mężczyźni, a tylko nielicznym kobietom udaje się wejść do zarządów lub zająć wysokie stanowiska dyrektorskie.
To zrozumiałe, bo kobiety, z racji tego, że nikt ich nie zastąpi w pierwszych latach zajmowania się dziećmi, mają mniej czasu na zdobycie najwyższych funkcji – ale i tu następują zmiany.

Pną się do góry

Na podstawie raportu Hays, opublikowanego pod koniec 2017 roku, można oszacować, że jedynie 15 proc. dyrektorów zarządzających i prezesów firm działających w Polsce to kobiety. Nieco lepiej jest w firmach państwowych, jeszcze lepiej w urzędach, gdzie ten odsetek przekracza 30 proc.
W zarządach przedsiębiorstw prywatnych brakuje pań, ale aż 42 proc. z nich aspiruje do objęcia stanowiska dyrektorskiego lub roli prezesa firmy – więc zapewne wkrótce będzie ich znacznie więcej.

Otoczenie już nie przeszkadza

Wspomniane badania pokazują, że kierownictwa firm generalnie chętnie promują awanse pań na wysokie stanowiska.
Tylko 25 proc. pytanych kobiet jest zdania, że ich obecny pracodawca nie pomaga realizować im planu kariery zawodowej. Jednak w przypadku mężczyzn ten odsetek jest jeszcze mniejszy i wynosi jedynie 18 proc.
Te wskaźniki będą zmieniać się dość powoli. Niezaprzeczalnie jednym z najistotniejszych jest konieczność pogodzenia życia zawodowego z obowiązkami rodzicielskimi – a te obowiązki, siłą rzeczy ciążą w większym stopniu na kobietach, zwłaszcza gdy dzieci są bardzo małe.
W rezultacie aż 65 proc. kobiet i tylko 38 proc. mężczyzn zadeklarowało, że w swoich miejscach pracy napotkali na przeszkody w pogodzeniu obowiązków zawodowych z wychowywaniem dzieci.

Coraz mniejsze różnice

Istotnym, choć jednak stale się zmniejszającym, problemem na polskim rynku pracy jest nadal spora różnica w zarobkach kobiet i mężczyzn. W raporcie „Czas na kobiety” opracowanym w 2018 roku i przygotowanym przez Kongres Kobiet, wykazano, że w Warszawie sekretarka zarabia średnio 700 zł mniej niż mężczyzna na tym samym stanowisku, główna księgowa prawie 2000 zł mniej od głównego księgowego, podobnie projektantki systemów internetowych, gdzie różnica wynosi ok. 2700 zł.
Podane przykłady, choć operują wartościami średnimi, dotyczą akurat tych stanowisk, gdzie zróżnicowanie zarobków między kobietami i mężczyznami jest szczególnie duże. Generalnie jednak, w skali całej populacji, te różnice między płacami kobiet i mężczyzn na identycznych stanowiskach są coraz mniejsze i wynoszą niespełna 10 proc. Są to zresztą często różnice uzasadnione, bo przecież oczywiste jest, że główny księgowy jakiejś firmy mający duże doświadczenie zawodowe otrzyma wyższą pensję niż główna księgowa, która z racji wychowywania dzieci miała mniej czasu na zdobycie doświadczenia.
Zdarza się też, że w części przedsiębiorstw system płac jest różny w zależności od sytuacji rodzinnej pracownika. Zdarza się, że żonaci mężczyźni zarabiają więcej niż single. Mężatki mogą się spotkać z odwrotną sytuacją – proponowana im płaca może być niższa niż singielek, zwłaszcza bezdzietnych.

Pójść na swoje

Znaczącą tendencją w Polsce jest to, że kobiety często decydują się na założenie własnej działalności gospodarczej. Prowadzenie własnego biznesu jest szansą na odnalezienie się w realiach zawodowych, ale i na realizację rozmaitych planów. Wymaga to dużego zaangażowania i poświęcenia większej ilości czasu niż na etacie. Zdecydowanie nie jest to praca „od – do”. Jednak daje też możliwość takiego zarządzania czasem, aby pogodzić rozwój firmy z życiem rodzinnym.
Na pewno w dobrej organizacji pomocne są narzędzia, które znacznie upraszczają prowadzenie firmy, szczególnie w zakresie działań związanych z fakturami, obiegiem dokumentów, podpisywaniem umów. Największą pomocą będzie jednak mąż lub partner życiowy, wspierający kobietę „realizującą się” w biznesie.