PPL ścigają

15 lipca odbyła się pierwsza rozprawa Państwowych Portów Lotniczych w sprawie o naruszenie dóbr osobistych firmy przez dwóch działaczy Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, czyli mnie i Wojciecha Łobodzińskiego. Firma pozywa za tezy zawarte w tym wywiadzie: „Pracownicy jak woda w akwarium (strajk.eu)
PPL pozwał też wydawcę i redaktora naczelnego portalu www.strajk.eu, na którym ukazał się wywiad.
Rozprawa była kompromitacją firmy. 15 lipca zeznawać mieli świadkowie wezwani przez stronę pozywającą. Tymczasem Krzysztof Kasiorek nie przyszedł, bo był na urlopie, PPL wycofał wezwanie byłego szefa Służby Ochrony Lotniska, Roberta Stachurskiego, który kilka tygodni temu bardzo ostro skrytykował politykę firmy (strona pozwana wyraziła wolę, aby Stachurski zeznawał, co będzie miało miejsce na następnym posiedzeniu sądu). Jedynym świadkiem, który zeznawał, był ostatecznie Łukasz Suchecki, zastępca dyrektora Portu Lotniczego im. Fryderyka Chopina i dyrektor biura ochrony, a zarazem pełnomocnik Prawa i Sprawiedliwości w powiecie nowodworskim. Warto przypomnieć niedawny wywiad, którego Suchecki udzielił Gazecie Nowodworskiej. Przedstawiciel kadry kierowniczej Portu otwarcie agituje w nim za PiS-em.
Przyznanie kierowniczych stanowisk nominatom PiS-u pokazuje, jak wygląda polityka kadrowa firmy państwowej. W tym kontekście nie należy się dziwić, że pozew PPL-u dotyczy między innymi nagłośnienia przez pozwanych zwolnień dyscyplinarnych pracowników ochrony lotniska za to, że nie zareagowali, gdy Rafał Trzaskowski zorganizował konferencję prasową na przystanku autobusowym przy lotnisku. Trudno natomiast pojąć, dlaczego prezes Szpikowski poczuł się dotknięty wyrażeniem opinii, zgodnie z którą PPL jest folwarkiem „dobrej zmiany”.
Kolejna rozprawa sądu odbędzie się 26 września. Liczymy, że do tego czasu minister infrastruktury zdymisjonuje prezesa Mariusza Szpikowskiego, a firma wycofa się z kompromitującego dla niej procesu.

Rusza proces

W poniedziałek, 15 lipca o 9.00 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy Al. Solidarności 127 odbędzie się pierwsza rozprawa sądowa dotycząca rzekomego naruszenia dóbr Państwowych Portów Lotniczych przez dwóch działaczy Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, czyli przewodniczącego Piotra Szumlewicza i Wojciecha Łobodzińskiego. Firma pozywa za tezy zawarte w tym wywiadzie: https://strajk.eu/pracownicy-jak-woda-w-akwarium-rozmowa. PPL pozwał też wydawcę i redaktora naczelnego portalu strajk.eu, na którym ukazał się wywiadu.
PPL w ramach zadośćuczynienia domaga się 20 tys. zł na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Na Paluchu” oraz przeprosin przez pięć dni z rzędu w pięciu ogólnopolskich dziennikach na pierwszej stronie. Firma chce też, aby przeprosiny widniały przez dwa tygodnie na portalach pięciu dzienników. PPL w ramach zabezpieczenia pozwu chce też usunięcia z sieci spornego materiału.
PPL nie zgadza się między innymi z zarzutami o złe traktowanie zakładowych związków zawodowych, niekorzystne rozwiązania płacowe, brak dialogu, dużą skalę zwolnień dyscyplinarnych, stosowanie mobbingu i dyskryminacji, jak też uznawania Państwowych Portów Lotniczych za kolejny folwark dobrej zmiany.

Jubileusz – 25 debata SFWM we Wrocławiu

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli.

Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową. Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała.
W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25 imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po… POPiSie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodzaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej Palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangażowanymi.
Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświęconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszomajowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia.
Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” , Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec.
W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka- Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać.
Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM, gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec.
Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku.
Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po POPiS-ie” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za współpracę.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

17 czerwca sąd dyscyplinarny adwokatury zajmie się sprawą seksistowskiego „Bloga dla mężczyzn”, prowadzonego przez dwóch szczecińskich adwokatów. Razem z Aleksandrą Bełdowicz zdemaskowałyśmy skandaliczne treści w ubiegłym roku na łamach portalu Strajk. Powiadomiłyśmy także Szczecińską Izbę Adwokacką.
Sprawą, nagłośnioną najpierw przez nas zainteresowała się lokalna „Gazeta Wyborcza” – nie wspominając zresztą ani słowem, że temat „wyciągnęła” z niszowych mediów. Wówczas i przełożeni mecenasów zmobilizowali się do wyrażenia krytycznych opinii.
Wkrótce po tym, jak sprawa ujrzała światło dzienne, wszczęto postępowanie dyscyplinarne, zaś blog zniknął z sieci.
Jak podał „Głos Szczeciński”, autorzy „tłumaczyli, że to rodzaj intelektualnej prowokacji. Kontrowersyjnymi tekstami chcieli sprowokować czytelników do wyrażania opinii, które staną się podstawą rozprawki na temat wolności słowa i jej granic”.
Nie brzmi to szczególnie przekonująco. Na łamach swojego bloga adwokaci przywoływali pseudobadania na poparcie wygłaszanych przez siebie tez. Twierdzili, iż sama natura tak urządziła ten świat, że kobieta zajmuje w nim podrzędne – zgodnie ze swoimi predyspozycjami – miejsce. Nie było tam grama ironii, wyłącznie paternalizm. Dlatego zaskakuje nas, że tak łatwo autorzy z męczenników prawdy stali się potulnymi barankami odcinającymi się od wygłaszanych wcześniej treści.
Kiepski to męczennik, który przy byle okazji zapiera się swej wiary…
Poniżej prezentujemy fragment oryginalnego tekstu, który ukazał się na łamach portalu strajk 3 października 2018 roku pod tym samym tytułem:

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Przedstawiamy dwóch mecenasów ze Szczecina, zawsze chętnych, aby “pomóc mężczyznom w trudnych sprawach rodzinnych”. Prowadzą stronę, na której objaśniają, dlaczego kobiety to istoty ograniczone instynktem macierzyńskim, cynicznie polujące na bogatych mężczyzn, kompletnie niezdolne do uczuć wyższych. Motto “bloga dla mężczyzn” pisanego przez adwokatów Wojciecha Wojciechowskiego i Marcina Stopę to “czytaj i ucz się”. Poczytajmy więc.
Na Blogu dla mężczyzn nie znajdziemy bezpośredniego adresu kancelarii panów Wojciechowskiego i Stopy. Ale dowiemy się, że kancelaria ta istnieje od 2001 roku i komu pomoc prawna jest dedykowana. Bez trudu znajdziemy również numer kontaktowy i adres email, pod którym można złapać autorów.
I nawet nas korciło, żeby ów numer wykręcić i zapytać adwokatów między innymi:
– dlaczego uważają, że “przeciętny mężczyzna był, jest i będzie inteligentniejszy niż przeciętna kobieta”?
– na jakiej podstawie wnioskują, że “we współczesnej rzeczywistości jest coraz mniej kobiet, które się do czegokolwiek nadają, w tym do tego, żeby je kochać”?
czemu jako ojcowie “pokazaliby drzwi” potencjalnej dziewczynie swojego syna, która “jest współczesną feministką, ma problemy finansowe, ma nierozwiązane problemy emocjonalne z dzieciństwa, zwłaszcza na tle kontaktów z ojcem”?
– dlaczego wreszcie twierdzą, że “kobiety nie kochają mężczyzn i nie są zdolne do tego, aby ich kochać. Ich instynkt nie ciągnie ich w kierunku samych mężczyzn, nie są zainteresowane mężczyznami samymi w sobie, ale tym, co mężczyzna ma albo tym, co może dać”?
Ostatecznie uznałyśmy jednak, że nie media, lecz przełożeni mecenasów Wojciechowskiego i Stopy będą upoważnieni do tego, aby uzyskać od nich odpowiedzi na powyższe pytania. Nam całkowicie wystarczy przedstawione na łamach bloga wyjaśnienie świata zawarte w dziesięciu notkach.
Postanowiłyśmy nie zabierać autorom cennego czasu, który mogliby wykorzystać na pozyskiwanie kolejnych klientów – ofiar bezdusznych modliszek. Bo wiecie, nawet jak baba dostanie wciry, to wcale nie znaczy, że oprawcą w tym układzie jest on. Przeciwnie. Według dwóch prawników, wciąż czynnych zawodowo, również to dowodzi wyższości rodu męskiego nad żeńskim:
“Kobieta jest zainteresowana takim mężczyzną dlatego, że na poziomie podświadomym odbiera złe traktowanie przez mężczyznę jako przejaw tego, że taki mężczyzna jest od niej lepszy”.
(…)
Istoty żeńskie mają mózgi o mniejszej pojemności. Zaprzeczy ktoś? Jasne, że nie. To fakt. Faktem jest również, że słonie czy płetwale mają mózgi jeszcze bardziej pojemne niż homo sapiensy, a jednak nie przekłada się to bynajmniej na rozwój cywilizacji. Nie zawsze rozmiar ma znaczenie.
A jednak panom mecenasom wychodzi, że „większa pojemność mózgu mężczyzny przekłada się na zwiększoną aż o 16 proc. ilość neuronów w korze mózgowej w stosunku do mózgu kobiety.(…) mężczyzna przeciętnie ma większą zdolność uczenia się i rozwiązywania danego zadania, natomiast kobieta powinna z założenia posiadać lepiej rozwinięte umiejętności społeczne (czytaj: mówienie za dużo, zrzędzenie, manipulacja, kłamstwo, lepsze zapamiętywanie słów, lepsze zapamiętywanie twarzy). Mężczyźni i kobiety nie są ani tacy sami ani równi”.
Mamy jednak dla panów złą wiadomość: przeciwnego zdania są sądy powszechne, które zakładają równość obywateli wobec prawa, niezależnie od tego, co ci noszą między udami. O tychże sądach autorzy bloga nie mają jednak najlepszego zdania, ostrzegając czytelników:
„Nie zapominaj, że w sprawie rozwodowej sąd, choć być może trudno to naprawdę zaakceptować, będzie stać po stronie żony”.
(…)
Tylko facet potrafi kochać. To teza śmiała, aczkolwiek niepodważalna, potwierdzona autorytetami. Jakimi? Wojciechowskiego i Stopy.
Nawet nie próbujcie dyskutować. “Kobieta nie kocha mężczyzny tak, jak mężczyzna kocha ją. Jest to zasada nie znająca wyjątków. Może darzyć go uczuciem, ale uczucie to nie będzie miłością w takim sensie, w jakim zna je mężczyzna”.
Bo miłość, moi drodzy, to “poświęcenie”:
„“W przypadku kobiety, słowem – kluczem, umożliwiającym zrozumienie, na czym polega miłość kobiety, nie jest poświęcenie. (…) Gdy kobieta wybiera jakiegoś mężczyznę na partnera, pierwszym tego przejawem jest seks (z wyjątkiem seksu dla sportu, zemsty czy podobnych incydentalnych przypadków). Innym przejawem kobiecej miłości jest dostosowywanie do swoich potrzeb dotychczasowego terytorium mężczyzny. Tzw. gnieżdżenie się kobiety zaczyna się z reguły od pozostawiania szczoteczki do zębów lub pojedynczych części garderoby w domu mężczyzny”.

Niech się święci 1 Maja!

„1 maja to dzień walki z barbarzyńskim systemem odbierającym ludziom pracy godność, godziwą płace, czy dach nad głową!Kapitalizm przynosi korzyści nielicznym kosztem wielu. Władza próbuje nas zantagonizować oraz przyzwala na rasizm i nacjonalizm. Towarzyszy temu niszczenie pamięci o zdobyczach ruchu robotniczego oraz przepisywanie historii pod dyktando prawicy”.

Ulicami Warszawy przeszedł wspólny pochód środowisk lewicowych zorganizowany przez Społeczne Forum Wymiany Myśli, Fundację „Naprzód”, Fundację „Stop Wykluczeniu i Degradację Planety”, Kampanii Historia Czerwona oraz portal Strajk.eu. Demonstracja rozpoczęła się na Rondzie de Gaulle’a, przeszła na Nowy Świat i na ul. Warecką aby złożyć kwiaty pod kamieniem upamiętniającym przedwojenną siedzibę władz naczelnych PPS i redakcję „Robotnika”. Zakończyła się zaś pod kamieniem pamiatkowym przypominającym o pierwszej na ziemiach polskich zbrojne demonstracji robotniczej 1904 r.

Zbiórka na pomoc prawną

Piotr Szumlewicz i Wojciech Łobodziński wraz z redakcją portalu strajk.eu zostali pozwani o naruszenie dóbr osobistych Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze”, którego dyrektorem jest Mariusz Szpikowski. Jego antypracownicze i antyzwiązkowe praktyki zostały ujawnione w wywiadzie Wojciecha Łobodzińskiego przeprowadzonym z Piotrem Szumlewiczem, a opublikowanym na portalu strajk. eu.
PPL domaga się od pozwanych 20 tys. zł kary i pięciokrotnych przeprosin w pięciu największych polskich dziennikach. W ten sposób firma chce zastraszyć krytycznych dziennikarzy i związkowców oraz zniechęcić ich do patrzenia na ręce zarządom państwowych firm. Proces jest więc precedensowy i wyrok w tej sprawie może trwale wpłynąć na kształt polskiego życia publiczne
Dlatego zwracamy się do Państwa o pomoc w zebraniu minimalnej sumy niezbędnej na naszą ochronę prawną w procesie z potężnym molochem kapitałowym, którego stawką jest wolność słowa i przyszłość lewicowego dziennikarstwa oraz postępowego ruchu pracowniczego.
Link do portalu zrzutka.pl:
https://zrzutka.pl/cpc8gj

Porty Lotnicze kontra strajk.eu

Dziennikarze Portalu Strajk odnieśli się na konferencji prasowej do pozwu przeciwko naszemu portalowi, autorstwa prezesa Państwowego Przedsiębiorstwa Porty Lotnicze. Piotr Szumlewicz, który opowiadał o łamaniu praw pracowniczych w tej spółce w wywiadzie będącym powodem pozwu, poinformował, że podtrzymuje każde wypowiedziane słowo.
W środę 13 marca w Warszawie Portal Strajk zwołał konferencję prasową w sprawie pozwu, jaki przeciwko wydawcy i dziennikarzom Strajku skierował prezes Państwowych Portów Lotniczych. Prezes Mariusz Szpikowski zarzuca nam naruszenie dobrego imienia firmy, którego rzekomo dopuściliśmy się w jednym z tekstów krytycznych wobec sytuacji panującej w spółce. Chodzi o wywiad pt. “Pracownicy jak woda w akwarium”, jaki Wojciech Łobodziński przeprowadził z Piotrem Szumlewiczem, przewodniczącym OPZZ Mazowsze. Na podstawie zgromadzonych relacji osób zatrudnionych w PPL związkowiec opowiadał w nim o poniżaniu załogi portów i innych naruszeniach praw pracowników.
Na spotkaniu z mediami redaktor naczelny Maciej Wiśniowski oświadczył, że redakcja w pełni utrzymuje stanowisko wyrażone przez Szumlewicza w spornym tekście. On i jego zastępczyni Małgorzata Kulbaczewska-Figat podkreślali, że publikacja wywiadu stanowiła realizację misji, którą wziął na siebie Portal Strajk jako medium konsekwentnie lewicowe. Jest nią stanie na straży interesu pracowników w konflikcie z kapitałem i piętnowanie nadużyć pracodawców, także wtedy, gdy oznacza to wejście w konflikt z silną państwową spółką.
– Wszystkie wymienione w tym wywiadzie opisy, fakty, sformułowania polegają na prawdzie i jesteśmy w posiadaniu dowodów na to wszystko. Prawem i obowiązkiem medium takiego jak Strajk jest informować o tym, co się dzieje w związkach zawodowych – mówił Maciej Wiśniowski. – Nie jest prawdą to, co zarzuca nam się w pozwie, że ten wywiad i nasze działania były bezprawne, ponieważ obowiązkiem takiego portalu i jego dziennikarzy jest działać w interesie społecznym. (…) Obowiązkiem dziennikarza jest przedstawiać argumenty stron konfliktu tym bardziej, że mainstream nie rozpieszcza ani związkowców ani ludzi pracy w Polsce swoją uwagą. Aktywność Piotra Szumlewicza i związków zawodowych zawsze będzie obiektem naszego zainteresowania. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy zaprzestali tego typu działalności, ani informowania o rzeczach podstawowych, o których inne media nie informują.
Na konferencji obecny był i głos zabrał sam Piotr Szumlewicz.
– W Państwowych Portach Lotniczych od wielu tygodni mamy do czynienia z mnóstwem nieprawidłowości i patologii. Wielokrotnie rozmawiałem ze związkowcami i pracownikami PPL. Zarzuty, które sformułowałem w wywiadzie dotyczą przede wszystkim dyskryminacji organizacji związkowych, mobbingu, dyskryminacji pracowników, których pan prezes nie lubi.

Kuriozalny pozew

Zdaniem firmy poprzez swoje wypowiedzi na portalu naruszyłem renomę, dobre imię i wizerunek rzetelnego i uczciwego przedsiębiorstwa oraz pracodawcy oraz rozpowszechniałem nieprawdziwe informacje dotyczące PPL, działalności firmy, jej relacji ze związkami i pracownikami oraz systemu zatrudniania pracowników. Firma pozywa za tezy zawarte w wywiadzie (publikujemy poniżej jego fragmenty – red. DT)
PPL w ramach zadośćuczynienia domaga się 20 tys. zł na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Na Paluchu” oraz przeprosin przez pięć dni z rzędu w pięciu ogólnopolskich dziennikach na pierwszej stronie (!?). Firma chce też, aby przeprosiny widniały przez dwa tygodnie na portalach pięciu dzienników. PPL w ramach zabezpieczenia pozwu chce też usunięcia z sieci spornego materiału
PPL nie zgadza się między innymi z zarzutami o złe traktowanie zakładowych związków zawodowych, niekorzystne rozwiązania płacowe, brak dialogu, dużą skalę zwolnień dyscyplinarnych, stosowanie mobbingu i dyskryminacji, jak też uznawania Państwowych Portów Lotniczych za kolejny folwark dobrej zmiany.
Zarzuty formułowane przez firmę są kolejnym dowodem na tezy zawarte w wywiadzie. Dyrektor Mariusz Szpikowski traktuje firmę jak prywatny folwark, w którym wolno mu wszystko, a krytyków próbuje zastraszyć pozwami sądowymi. Dlatego Szpikowski powinien możliwie szybko zostać zdymisjonowany tak za swoje podejście wobec pracowników, jak też za psucie wizerunku firmy państwowej.

***

Pracownicy jak woda w akwarium

Z Piotrem Szumlewiczem rozmawia Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

WOJCIECH ŁOBODZIŃSKI (STRAJK.EU): Niedawno wspierałeś strajk pracowników PLL LOT, dziś angażujesz się w sprawie załogi innej państwowej firmy z tej samej branży. Czy jest między tymi sprawami jakiś związek?
PIOTR SZUMLEWICZ: Oczywiście. O sytuacji w Państwowych Portach Lotniczych dowiedziałem się między innymi dzięki Robertowi Zielińskiemu, który jest członkiem prezydium mazowieckich struktur OPZZ, a zarazem przewodniczącym Związku Zawodowego Pracowników Portu Lotniczego im. Chopina. W czasie strajku stewardess i kapitanów z PLL LOT wziął udział w pikiecie poparcia dla nich. Otrzymał z tego powodu maila od władz swojej firmy, w którym grożono mu konsekwencjami dyscyplinarnymi za „narażenie firmy na straty wizerunkowe”. Okazało się, że za udział w legalnej demonstracji związkowiec może ponieść karę, choć prawo do udziału w demonstracji jest prawem konstytucyjnym! Inna nić łącząca Porty Lotnicze i PLL LOT to zapowiedź obniżek rocznych nagród dla pracowników o 300 tys. zł z racji strat, jakie rzekomo firma miała ponieść przez strajk w LOT. Prezes otwarcie zadeklarował ukaranie pracowników PPL za ten protest.

Jaka była reakcja pracowników?
W połowie listopada, gdy nie wypłacono nagród, a zarząd dalej atakował związki zawodowe, Związek Zawodowy Lotnictwa Cywilnego ogłosił wejście z firmą w spór zbiorowy. Gdy spór został ogłoszony, prezes Szpikowski obwieścił, że wypłaci nagrody, które notabene są częścią zakładowego układu zbiorowego, jeśli tylko związki zawodowe przestaną naciskać na władze spółki. Jest to kompletnie bezprawna manipulacja, bo związki mają prawo wchodzić z pracodawcą w spory zbiorowe i nie powinny ich spotykać z tego powodu żadne negatywne konsekwencje. Ale z panem Szpikowskim sytuacja wygląda inaczej. Najpierw groził związkom, że mają zrezygnować ze sporu z pracodawcą, a 30 listopada ogłosił wypowiedzenie układu zbiorowego. Uczynił to bez żadnych konsultacji ze stroną związkową, co pokazuje jego wrogie intencje.

Kierunek antypracowniczy…
Pod koniec 2016 r. doszło do ostrego konfliktu zarządu spółki ze związkowcami, który dotyczył podwyżek płac zasadniczych. Przeprowadzono referendum strajkowe, w trakcie którego większość załogi opowiedziała się za strajkiem. Nie doszło do niego, bo prezes zrezygnował z konfrontacyjnego zachowania. Wkrótce potem okazało się jednak, że był to sygnał do ataku… Ostatnie dwa lata jego działań to dążenie do marginalizacji i zastraszenia zakładowych związków zawodowych tak, aby już nigdy nie pozwoliły sobie na organizację strajku. Masowe zwolnienia dyscyplinarne, które stały się jedną z metod zarządzania firmą. Nastąpił olbrzymi wzrost skali zwolnień, nagan, gróźb postępowań dyscyplinarnych wobec działaczy związkowych. W normalnej firmie pracodawca sięga po zwolnienie dyscyplinarne wyłącznie w wyjątkowych przypadkach. W PPL w ostatnim czasie było wiele przypadków tego typu zwolnień, a większość wiązała się z brakiem subordynacji wobec zwierzchnika. Pracownicy od wielu miesięcy skarżą się na mobbing i dyskryminację, czują się zastraszani i lekceważeni. Prezes korzysta z każdej okazji, aby podjąć wrogie działania wobec pracowników.
Jak to wygląda?
Przykładowo zagroził konsekwencjami dyscyplinarnymi kilku pracownikom, gdy Rafał Trzaskowski, wtedy jeszcze kandydat na prezydenta Warszawy, zorganizował konferencję prasową. Konferencja miała miejsce na pętli autobusowej poza lotniskiem, a mimo to pracownicy ochrony zostali oskarżeni o niedopełnienie obowiązków za brak reakcji. Wielu pracowników firmy jest na skraju wyczerpania psychicznego, co również sprzyja pogorszeniu jakości pracy i oczywiście fatalnie wpływa na relacje między ludźmi w firmie. W takich warunkach nie da się pracować i budować relacji opartych na dialogu. Pracownicy szepczą, dyskutują poza miejscem pracy, boją się o swoją przyszłość. Ci, z którymi mam kontakt, piszą do mnie z anonimowych kont na Facebooku…
Czy takie działania prezesa nie odbijają się negatywnie na funkcjonowaniu lotnisk?
Przygotowanie do pracy na lotnisku jest często drogie i czasochłonne, o czym prezes świetnie wie, bo sam o tym wspomina w wielu pismach. Ale to nie przeszkadzało mu to w rzucaniu takimi bon motami jak: „Wymiana pracowników ma być jak wymiana wody w akwarium. Nie wymienia się od razu całej, tylko najpierw 30 proc. Z czasem wszystko co stare i niedobre eliminuje się”. Prezes ma również wypracowaną inną technikę pozbywania się niewygodnych pracowników. Struktura pracy w portach lotniczych jest bardzo złożona. Na lotniskach istnieje wiele funkcji, komórek, profesji, różne rodzaje pracowników ochrony, oświetlenia, ochrony, załadunku itd. Daje to prezesowi wiele możliwości „reorganizacji” pracy, które często wykorzystuje, by osłabić związki zawodowe.
Jak to się odbywa?
W ostatnich miesiącach bardzo często „reorganizacja” polegała na zwalnianiu niewygodnych pracowników i osłabianiu organizacji związkowych. Zarząd mówi, że likwiduje stanowisko pracy, a tak naprawdę zespół szesnastoosobowy zostaje zastąpiony trzema zespołami po pięć osób. W praktyce oznacza to, że zarząd może pozbyć się połowy osób z tych szesnastu, które są dla zarządu niewygodne, a reszta wkracza do tych trzech nowych zespołów. W tym samym czasie związkowcy zauważyli, że na różnych portalach pośrednictwa pracy pojawiły się oferty współpracy z Portami Lotniczymi ze strony firm zewnętrznych. Zdaniem pracowników oznacza to, że prezes chce pozbyć się dużej części załogi i zastąpić ich outsourcingiem. Zważając na to, że porty lotnicze są jednym ze strategicznych instytucji państwa, taka elastyczność zatrudnienia i uzależnienie od podmiotów zewnętrznych może wiązać się ze spadkiem bezpieczeństwa pracy i pogorszeniem jakości usług. Gdy kilka dni temu w środku dnia ogłoszono alarm na Lotnisku Okęcie, pracownicy nie byli w stanie wyprowadzić ludzi, bo nie działała koordynacja między poszczególnymi komórkami lotniska. Gdyby wybuchł pożar, mogłoby dojść do gigantycznej tragedii.

Czy w związku z tym powiadomione zostaną służby bezpieczeństwa, takie jak ABW? Podobnie sprawy wyglądały w spółce LOT, gdzie doszło do tego, że pasażerowie musieli składać się na części zamiennie, by mógł się odbyć lot z Pekinu do Warszawy. Tam ABW było poinformowane na długo przed strajkiem o pogorszeniu się stanu technicznego samolotów, wywołanego polityką „oszczędnościową”.
Najpewniej wejdziemy na tę drogę. Nie może być tak, że „zarządzanie zasobami ludzkimi” w sposób „elastyczny”, a tak naprawdę antyludzki i antyzwiązkowy ma mieć konsekwencje w poziomie bezpieczeństwa ludzi przebywających na lotnisku. Dobrze, że wspominasz o niedawnych wydarzeniach związanych z LOT-em i jego pasażerami. Porty Lotnicze miały w tym swój udział. Współpraca pana Szpikowskiego z panem Milczarskim jest ogólnie znanym faktem. Należą oni ponoć do tak zwanego „układu radomskiego”, któremu przewodniczy pan poseł Suski, człowiek nie obdarzony wybitnym intelektem, jednak, jak widać, posiadający duże wpływy w co poniektórych spółkach skarbu państwa. O „układzie” tym powstał materiał Superwizjera.

Głos lewicy

Tęczowy pochód na ulicach Poznania

Strajk.eu donosi:
11 sierpnia kolorowy tłum przeszedł ulicami Poznania. Marsz Równości był kulminacyjnym wydarzeniem Poznań Pride Week – cyklu zorganizowanego tradycyjnie przez grupę Stonewall. Imprezę objął patronatem prezydent miasta, który zresztą otworzył marsz uroczystym przemówieniem.
– Nie mamy dostępu do takich instytucji jak małżeństwo czy związki partnerskie. Żądamy ochrony prawnej przed mową nienawiści. A także zaprzestania demontażu polskiej demokracji, bo tylko zdrowy system demokratyczny może zapewnić mniejszościom ochronę. Nie żądamy przywilejów, lecz równych i pełnych praw – postulowali organizatorzy marszu, przedstawiciele grupy Stonewall walczącej o prawa osób LGBT.
Jacek Jaśkowiak apelował w swoim przemówieniu: – Bądźmy otwarci i tolerancyjni, sprzeciwiajmy się wykluczeniom. Zachęcam do udziału w marszach równości. Pozostańmy w Europie!
Nawiązał też do awantury wokół komunikacji miejskiej w Poznaniu – z okazji tygodnia równości tramwaje ozdobiono tęczowymi flagami, lecz szybko zostały one zdjęte – ponoć ze względu na falę hejtu. Jak się okazuje, poszło nie tyle o negatywne komentarze pasażerów, co o postawę części załóg poznańskiego MPK. Niektórzy motorniczy mieli odmawiać wyjazdu z zajezdni tak „wystrojonymi” pojazdami.
– Gdy wczoraj zobaczyłem tęczę nad Poznaniem i chorągiewki na tramwajach, bardzo się ucieszyłem, ale ta radość trwała dość krótko – mówił prezydent miasta. – Prezes MPK poinformował mnie o nastrojach motorniczych, stanowisku związków zawodowych, opiniach mieszkańców. Jeszcze dwa dni temu wydawało mi się, że Poznań jest wyspą otwartości i tolerancji. Decyzja prezesa MPK, by zdjąć chorągiewki, bardzo mnie zasmuciła. To pokazuje, ile jeszcze musimy zrobić w Poznaniu, by wszyscy byli bardziej otwarci i tolerancyjni.
Jednak również wśród pracowników MPK znaleźli się dwaj chętni, aby przemówić.
– Motorniczowie odmawiali prowadzenia tramwajów z tęczową flagą i byli z tego dumni. Jestem tym zażenowany. Tak samo zażenowany jestem postawą MPK, które zgadzając się na tęczowe flagi, wiedziało przecież, na co się pisze – mówił do tłumu Aleksander Gapiński – motorniczy i gej. – W niedzielę wziąłem specjalnie zmianę, by jeździć z tęczową flagą. Zapraszam po godz. 15 na linie numer 10 i 4. Wesprzyjcie mnie, wesprzyjcie nas!
Narodowcy szumnie zapowiadali, że zbojkotują marsz (w ratuszu zgłoszono aż 36 zgromadzeń odbywających się w bezpośrednim pobliżu), ale ostatecznie odbyło się tylko jedno. Trasę przemarszu usiłowały zablokować dwie furgonetki pomalowane w homofobiczne hasła. Ostatecznie policja po półgodzinnych wahaniach otoczyła narodowców kordonem i przeprowadziła tęczową demonstrację obok. To jednak spowodowało prawie godzinne opóźnienie.
– Grzech sodomski to grzechy cielesne tej samej płci albo różnej płci, ale popełniane w sposób przeciwny naturze. W naszym państwie sodomia nie tylko przestała być zabroniona, ale obecnie propaguje się ją na paradach równości, a nawet w szkołach. Na to barbarzyństwo nie możemy być obojętni – przekonywali uczestnicy kontrmanifestacji.
– Klimat był niesamowity, oficjalną liczbę uczestników szacuje się na około 5 tysięcy, ale ja uważam, że było więcej, nawet do 10, prawie dwa razy tyle niż w ubiegłym roku – mówi w rozmowie ze Strajkiem.eu Piotr Moszczeński z grupy Stonewall. – Narodowcy próbowali nas zablokować, ale ostatecznie słabo im to wyszło. Wywieszali bannery z homofobicznymi hasłami, które miały utożsamiać osoby LGBT z pedofilią. Ale w końcu grzecznie się wycofali. Chwyciły mnie za serce przemówienia dwóch motorniczych, którzy opowiadali o tym, jak bardzo byli dumni wieszając na tramwajach tęczowe flagi. Prezydent wytłumaczył się z „afery komunikacyjnej” tym, że decyzja została podjęta na fali oburzenia pracowników MPK. Nie jestem w stanie tego potwierdzić. Na marszu była obecna między innymi Nowoczesna i Partia Razem. Nie zabrakło haseł propracowniczych i prokobiecych. Piękne przemówienie w duchu solidarności z robotnikami z Amazona wygłosił Igor Mencel z poznańskiej Razem.

Dziennikarz uniewinniony

Piotr Nowak z redakcji Strajk.eu, a także Jacek Żakowski (Polityka) i Agnieszka Kublik (Gazeta Wyborcza) nie zniesławili prezesa Business Centre Club Marka Goliszewskiego,opisując w 2014 roku sprawę jego pracy doktorskiej – zadecydował Sąd Okręgowy w Warszawie.

 

Na nic zdała się apelacja. 13 lipca Wydział Karny Sądu Okręgowego w Warszawie potwierdził decyzję sądu pierwszej instancji. Oznacza to, że dziennikarze nie naruszyli dóbr osobistych biznesmena w swoich publikacjach.
Znany lobbysta w 2016 roku wniósł prywatny akt oskarżenia (art.212) przeciwko trójce dziennikarzy oraz redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” Adamowi Michnikowi. Jego zdaniem żurnaliści „działając w porozumieniu” znieważyli jego dobre imię i doprowadzili do utraty zaufania publicznego. Na pierwszej rozprawie Goliszewski wycofał oskarżenie wobec Michnika.
Zdaniem sądu dziennikarze w swoich tekstach dochowali staranności swojego rzemiosła i nie naruszyli standardów etycznych. W uzasadnieniu wyroku pierwszej instancji można przeczytać, że seria publikacji faktycznie doprowadziła do nadszarpnięcia zaufania publicznego Marka Goliszewskiego, jednak nie była to wina autorów. Zdaniem sądu dbałość o przejrzystość stosunków społecznych i jakość prac naukowych była głównym motywem działań trójki oskarżonych. Sędzia wskazała również, że fakt, iż Marek Goliszewski zasiada w Radzie Biznesu Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz bliskie związki biznesmena z promotorem jego rozprawy doktorskiej prof. Andrzejem Zawiślakiem (wówczas posiadaczem legitymacji członkowskiej nr 1 BCC), mogły budzić podejrzenie zaistnienia konfliktu interesu.
Sprawę doktoratu Marka Goliszewskiego jako pierwszy opisał Piotr Nowak, który w czerwcu 2014 roku jako jedyny dziennikarz był świadkiem obrony dysertacji. Swoje wrażenia opisał w tekście na łamach Codziennika Feministycznego. „Czym jest doktorat Goliszewskiego? Łatwiej chyba powiedzieć czym na pewno nie jest. Dzieło prezesa BCC nie nosi nawet znamion pracy naukowej. Liczy sobie niespełna 50 stron eseju niskiej próby plus drugie tyle bezwartościowych »rekomendacji«, zapewne żywcem »zainspirowanych« jakimiś dokumentami z zaleceniami dla rządzących” – pisał Nowak w tekście, który wzbudził poważne poruszenie w świecie nauki i zainteresował tematem dziennikarzy mediów głównego nurtu, w tym m.in. Jacka Żakowskiego i Agnieszkę Kublik. W dniu rozpoczęcia roku akademickiego 2014/15 Piotr Nowak urządził na terenie kampusu Wydziału Zarządzania UW happening polegający na odczytywaniu kompromitujących fragmentów rozprawy biznesmena. Akcja została przerwana po interwencji ochrony.
29 października 2014 roku członkowie Rady Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego nie zgodzili się na nadanie stopnia doktora Markowi Goliszewskiemu. Prezes BCC nigdy nie przyznał, że jego praca jest po prostu kiepskiej jakości. Zamiast tego podjął walkę na drodze sądowej, Jak się okazuje, nie przyniosło to oczekiwanych przez niego skutków.