„Przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami”

Tylko Polska społecznie stabilna, gospodarczo zdrowa, politycznie przewidywalna będzie cenionym i realnie chronionym ogniwem ładu i bezpieczeństwa europejskiego.

gen. Wojciech Jaruzelski

Stało się! Doszło do rozlewu polskiej krwi. Z woli władzy- imiennie, jej najwyższych przedstawicieli, na ulicach Warszawy 11 Listopada 2020 r. polała się krew. Polska krew. Tak, z woli władzy podkreślam – polską, bratobójczą krwią uczczono 102 rocznicę powrotu Polski na mapę Europy. Rocznicę odzyskania Niepodległości, po 123 latach życia Polaków pod zaborami. Można postawić nie jedno pytanie, choćby takie- dlaczego władza chciała, życzyła sobie właśnie krwią czcić to Narodowe Święto? Dlaczego świadomie dopuściła do uhonorowania tej rocznicy przez osobników rządnych krwi? Dlaczego nie posłuchała ostrzeżeń tysięcy światłych Polaków, wypowiadających się publicznie, na środowiskowych i rodzinnych spotkaniach. Dlaczego „Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku”, nie skłonił do chwili refleksji, zastanowienia. Czyżby czytano go pobieżnie i nie zauważono, że „czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi”? Państwo zapewne mają własne tego wyjaśnienie („Apel” załączam).

„Tania krew”

Najpierwsze i podstawowe wyjaśnienie – brzmi: bo Historia Polski, dzieje jako Państwa i Narodu z tysiącletnią tradycją są zapisane krwią. Orężną walką o byt niepodległy, właśnie Państwa i Narodu, położonego geograficznie na „ polityczno-wojennym przeciągu” Wschód- Zachód. Co więcej- tę Walkę i Historię, po 1990 r. upamiętniamy ulicznymi burdami, bijatykami. Było, co oczywiste-składanie wieńców i odegranie hymnu narodowego. Ale to uchodzi po dziś dzień jako „rzecz naturalna”, liczyły się wrzaski i bijatyki. Media miały co pisać, czym epatować widzów i zagranicę. Proszę, by Państwo podali w którym roku przez te 30 lat obyło się bez bratobójczych, chuligańskich bójek? Albo toczyły się między uczestnikami, którzy tu szukali „wrogów” – w Imię Boga i Ojczyzny. Albo „właściwym obiektem” była Policja. Ani organizatorzy, ani decydenci nie chcieli, nie umieli „doczytać” się w „Apelu”, żeby„nie atakować policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami”. Ale co poradzić, u nas bez wroga ani rusz, musi być! i to pod przysłowiową ręką. To ewidentne pomieszanie powagi, szacunku wobec bojowych dokonań naszych Dziadów i Ojców wynika- tak sądzę-z pomieszania pojęć w głoszonej i uprawianej „polityce historycznej”, gdzie „wróg” jest na pierwszym planie. Wczoraj na ulicy ostrzegł mnie przyjaciel – będziesz miał co „prostować” w Trybunie. Już MEN zaczął pisać kolejną, czarną historię- będzie pełno wrogów i nienawiści.

Nie możemy obejść się bez kropli krwi na ulicy podczas narodowych świąt. Po prostu jest tania jak przysłowiowy barszcz. Także obecna władza nie potrafi, nie umie rządzić inaczej jak tylko przy użyciu kłamstwa i obłudy, prowadzących do przemocy i właśnie rozlewu krwi. O tym, że może dojść do „chuligańskiego rozlewu krwi” (nie mam tu na myśli policjantów), wiedziano, domyślam się, że byli we władzy i tacy, co liczyli na taki przebieg manifestacji. I to jest nie tylko smutne, ale może prowadzić wręcz-jak czytam w „Apelu” do „tragicznych konsekwencji”. Każdy z Państwa to pojęcie może interpretować na swój sposób i będzie miał rację. Ciśnie się pytanie- co lub kto uchroni Polaków przed „tragicznymi konsekwencjami” tak postępującej władzy? W tym kontekście „Apel” Panów Generałów i Admirałów odczytuję jako „wstępny”. Bądźcie Panowie gotowi – do decyzji w „stanie wyższej konieczności”- oby nie nadszedł, oby…

Odpowiedzialność

Powagę takiej „konieczności” odczytałem w wypowiedzi Pana gen. Stanisława Kozieja. Nie mam żadnych wątpliwości, że wieloletnie doświadczenie na ministerialnych stanowiskach- MON, BBN- skłoniło do oceny- że „wkraczamy w bardzo niebezpieczny moment konfliktu, którego skutki mogą być bardzo poważne. Z niepokojem obserwuję, że rządzący zamiast łagodzić nastroje jeszcze bardziej je podgrzewają”.
Grozę i powagę sytuacji podkreśla Pan gen. Krzysztof Bondaryk mówiąc-„głos generałów przy tak napiętej sytuacji społecznej jest konieczny”, by służyć „tonowaniu nastrojów i zapędów władzy”. Dla osiągnięcia tych – na chwilę obecną – podstawowych celów, zdaniem Pana gen. Dariusza Łuczaka- „w tak niespokojnym czasie wszystkim nam jest potrzebny spokój i rozsądek”

Co może władza?

Cytowane słowa Panów Generałów, wszystkich sygnatariuszy „Apelu” zwracają uwagę na „coś szczególnego”. Jest nim obawa, wprost strach przed własną władzą! Bez żadnego cienia złośliwości pytam Państwa- czy pamiętacie okres i czas, by poważna część społeczeństwa bała się swojej, zaledwie przed rokiem wybranej władzy, rządu? Proszę nie szukać tu podtekstu- kogo wybraliście-macie! Staje przed nami, wszystkimi Polakami- bez względu na wyznawane wartości i przekonania dylemat- co uczynić, by zapobiec rozlewowi krwi? W demokratycznym państwie taką receptą jest kartka wyborcza. Kalendarz wskazuje, iż będzie to możliwe za 3 lata. Czy do tego momentu doczołgamy się bezpiecznie – oby. A jeśli nie, to co?
Panowie Generałowie doskonale wiedzą, że ich byli podwładni i wychowankowie mogą być zmuszeni decyzją władzy podjąć siłowe działania przeciwko własnemu Narodowi. Pan gen. Ryszard Grosset, w udzielonym wywiadzie przypomina, żołnierzom i funkcjonariuszom, że „Ślubowaliśmy wszyscy wierność Narodowi i tej wierności wobec wyrażanej ostatnio codziennie i powszechnie woli Narodu mamy obowiązek i wolę dochować”. To eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że wolą służb mundurowych jest dochowanie wierności Narodowi! A władzy- ciśnie się kolejne pytanie? Swoim postępowaniem od dłuższego czasu sama wyobcowuje się ze społeczeństwa, który ją wybrał. Staje się na organizmie Narodu coraz bardziej dokuczliwym wyrzutem, bolejącym ropieniem. Czy da się go usunąć bezboleśnie przez użycie dostępnych środków, tzw. przeciwciał wygenerowanych przez organizm? Mówiąc jasno -władza może sama unieważnić ustawę, mocą której wyprowadziła Panie- Kobiety na ulice. To niezbywalne minimum. Dopiero po tej decyzji możliwa będzie rozmowa z władzą przy stole. To także jasno wynika z ogłoszonego apelu komitetu protestacyjnego Pań. Wprost nie wypada pisać, że Panie na żadne „kosmetyczne poprawki”, łagodzące treść aborcyjnej ustawy nie pójdą. Mają gorzką świadomość obłudy władzy- tak w słowach jak i w czynach. Taka jest gorzka prawda!

Szczególny bukiet kwiatów

„Apel” Panów Generałów odczytuję jako swoisty, szczególny bukiet kwiatów dla Pań – tych protestujących i tych wykonujących zadania porządkowo-ochronne na ulicach. Wprawdzie są przykłady – mówiąc językiem Pana gen. Ryszarda Grosseta, niezbyt przyzwoitego zachowania się na służbie. Ale poprzestańmy na tym. Przyjmijmy, że Panie funkcjonariuszki, że wszyscy żołnierze i funkcjonariusze wykonujący zadania będą pamiętać, że „nie zajęcie stanowiska wobec tego co dzieje się w Polsce byłoby utratą przyzwoitości”. To znów eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że służby mundurowe będą po stronie Pań -oczywiście tej przytłaczającej większości, która nie zaaprobowała i stanowczo odrzuca ustawę aborcyjną. Gdy zaczynam pisać, że władza może podjąć tzw. rozłamowe działania wśród żołnierzy, choćby na swój sposób interpretując słowa przysięgi i ślubowania, wsparte obietnicami finansowymi- odczuwam drżenie ręki. Żywię nie płonną nadzieję, że Panowie Generałowie stosownie napomną władzę przed takim krokiem. A żołnierze i służby mundurowe zachowają zwartość szeregów.

Panowie- sygnatariusze „Apelu” mają powód do satysfakcji. Także usatysfakcjonowani są wszyscy publicyści Trybuny, mediów i organów opiniodawczych. Szanowne Panie świadomie „odstąpiły” ulice poplecznikom władzy, a ci po chuligańsku „zagospodarowali” je 11 Listopada. Wyrazy najwyższego szacunku i poważania wszystkim Paniom. Choć na chwilę- „zwyciężyło dobro”. Władza kolejny raz „dostała czas” na podjęcie konkretnie oczekiwanych przez Panie decyzji. Nie było żadnej pilności, by ustawowy bubel wbrew logice i rozsądkowi czynić skrajnie restrykcyjnym prawem. Wyrok Trybunału- lekceważąc powagę prawa i medycznej wiedzy stanął po stronie ortodoksów. Społeczny sprzeciw był publicznie zapowiadany długo przed terminem. Władza z plakatów protestujących Pań oraz internetowych głosów poznała dosadną ocenę tego hańbiącego człowieczeństwo wyroku. Poznała też społeczną ocenę własnej wartości. Wstyd pisać, że zamiast wszystkie dostępne środki skierować na przeciwdziałanie pandemii, chroniąc społeczeństwo przed jej „śmiertelnym żniwem”, władza wykorzystuje narastający stan zagrożenia zdrowia i życia na upokarzające decyzje, tak dla Pań osobiście, jak i ich małżonków.

Co dalej?

To zrozumiałe- decyzja należy do władzy. Punktem wyjścia – powtórzę – unieważnienie ustawy aborcyjnej, czyli przyjęcie jej za „nie byłą”, przywrócenie w tym względzie stanu sprzed 22 października. Niewątpliwie obniżyłoby to poziom istniejącego napięcia, nienawiści oraz skłócenia społeczeństwa. Jednocześnie byłoby szansą na przywrócenie „stabilności społecznej i politycznej przewidywalności Polski”, których znaczenie wskazuje gen. Wojciech Jaruzelski w cytowanej na wstępie sentencji.
Proszę Panów Generałów, o przyjęcie poniższego wywodu tylko jako „głośne myślenie”. Napisałem wyżej, że „Apel” Panów odczytuję jako swoisty „wstęp” do dalszego działania. Do czego może doprowadzić władza?…Bądźcie Panowie czujni… Emerytura nie zawsze oznacza stan spoczynku – historia zna takie przypadki.

„Apel”, mimo upublicznienia z właściwą wykładnią i sugestią uznania Klubu Generałów za kompetentnego do rozmowy, mógłby trafić bezpośrednio do rąk Prezydenta RP oraz Premiera, marszałków Sejmu i Senatu. Nie wykluczam- poza Senatem – odrzucenia i wyśmiania gotowości Panów do poszukiwania sposobów złagodzenia powstałych napięć. Nie wykluczam ordynarnego nawet-wskazania Panom „miejsca w szyku”. Mam świadomość, iż taki krok może spotkać się z kąśliwymi i prześmiewczymi opiniami, a sam pomysł jako dziecinna naiwność. Jednakże uznanie społeczne Panów rozwagi i skierowania wysiłku nas wszystkich na przezwyciężenie pandemii i przejścia w możliwie „ubezpieczonej formie” kryzysu, który już zaczyna dawać znać – powinno, musi zwyciężyć dla dobra ogółu, nas wszystkich!

Panowie Generałowie, przez zawodowe i życiowe doświadczenie wskazali „Apelem” na poczucie odpowiedzialności za wymykający się z rąk władzy, kierunek biegu zdarzeń w Kraju. Troskę o wytonowanie emocji, przywrócenie czołowej roli rozsądkowi, uczynili Panowie jedną z wiodących myśli „Apelu”. Serdecznie, po żołniersku gratuluję takiego stanowiska i dziękuję – jest bardzo na czasie! Władzy dla opamiętania, Polakom dla otuchy i rozważnego działania.

Referendum…

W imię poczucia odpowiedzialności za Ojczyznę, chyba nadchodzi czas i potrzeba, by zastanowić się nad ogólnokrajowym referendum. Sytuacja nabiera „szczególnego znaczenia dla państwa”, czym wypełnia znamiona art.125 Konstytucji. Władza, co prawdopodobne z tym się nie zgodzi. Mimo to, wstępnie należałoby rozważyć, nie kryjąc przed władzą, ani tym bardziej przed społeczeństwem-dwa podstawowe pytania. Pierwsze- czy jest Pani, Pan za uchyleniem ustawy aborcyjnej (mieć będzie rację, jeśli tego nie uczyni wcześniej władza). I drugie- czy jest Pani, Pan za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych (do Sejmu i Senatu), już wiosną 2021 r.

Wspomniany art.125 stanowi, że referendum „ma prawo zarządzić Sejm, bezwzględną większością głosów”. Aktualny skład Sejmu nie pozwala mieć nikłej nadziei. Konstytucja na taką decyzję, pozwala uczynić to Prezydentowi RP za zgodą Senatu. Zwrócenie się Panów Generałów do tych organów władzy – szczególnie Prezydenta RP, będzie warunkować dalsze postępowanie.

Licząc na dozę wyczucia powagi sytuacji, Prezydent nie powinien odmówić. Postawiłoby to ważność referendum pod znakiem zapytania. Dla Sądu Najwyższego byłoby podstawą jego unieważnienia, gdyby zostało przeprowadzone z „ usilnej woli” społeczeństwa w I kwartale, najpóźniej do połowy 2021 r.

Można się spodziewać, że rozmowy i działania Panów Generałów- obok społecznej, zyskają także aprobatę opozycyjnych partii politycznych. Tym bardziej, że byłyby prowadzone oficjalnie, przy pełniej informacji dla obywateli. Rozsądna postawa społeczeństwa, uznająca jako ostateczność- podkreślam- manifestacje i protesty, byłaby kolejny raz czynnikiem skłaniającym do odpowiedzialnego postępowania. Mimo zasłużenie krytycznych ocen władzy, nie wykluczam jej postrzegania Polski, jako „ogniwa ładu i bezpieczeństwa europejskiego”, co też akcentuje Generał w sentencji.

Można chyba zakładać, że szefowie partii opozycyjnych, pomni swoich błędów, głównie wobec SLD i Lewicy, popełnionych przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 r., utworzyliby jeden obywatelski blok wyborczy (pisałem, tekst „Czarny scenariusz” 4-5. 11.br.).

Na zakończenie

Nie trudno zauważyć, że prowadzony w tej publikacji wywód, zmierza do zachęcenia Państwa Czytelników do zastanowienia się i uzyskania odpowiedzi na pytanie-jaka (może czyja?) ma być przyszła Polska, już w III dekadzie XXI wieku. Wewnętrzne rozchwianie, zbliżający się kryzys gospodarczy, pandemia, itp. czyni to pytanie platformą narodowej debaty, wszystkich partii politycznych. Zarys wiążących odpowiedzi na szczegółowe kwestie mieszczące się w tym pytaniu należałoby wypracować, „wydyskutować” równolegle z ewentualnym referendum, nie później niż do połowy 2021 r. W tej dziedzinie doświadczenie i wiedza Panów Generałów będą cenną pomocą. Raz jeszcze gratuluję „Apelu” i dziękuję za obywatelską postawę. Szczególne słowa szacunku i wdzięczności kieruję do Panów Generałów osobiście mi znanych i cenionych za żołnierska i obywatelską postawę.

Licząc na dalszą wyrozumiałość Redakcji Trybuny, przemyślenia o „przyszłej Polsce” przedstawię na łamach w niezbyt odległym czasie.

Gabriel Zmarzliński

Za Onet.pl dołączam Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku.

„Dalsza eskalacja doprowadzi do tragicznych konsekwencji”

My, generałowie i admirałowie Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej, służb specjalnych wyrażamy głęboki niepokój w związku z rozwojem sytuacji w Kraju. W czasie rozwijającej się pandemii, groźby niewydolności służby zdrowia i kryzysu gospodarczego wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne. Dalsza eskalacja działań, podsycanie i nieodpowiedzialne zachowania polityków doprowadzi do tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji. Czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi.

Obawiamy się sytuacji, w której ponownie na ulicach polskich miast może dojść do użycia siły i niepotrzebnych ofiar. Mamy prawo, aby przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami, gdyż nie chcemy aby taka sytuacja powtórzyła się kiedykolwiek w Polsce.

Apelujemy:

-do rządzących, posłów i senatorów, aby uwzględnili wolę większości społeczeństwa i doprowadzili do zmiany nieakceptowanych rozwiązań;

– do policjantek, policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, aby działali zawsze zgodnie z prawem, pamiętając, że służą społeczeństwu. Niech słowa przysięgi żołnierskiej i rot ślubowań, które składaliśmy – „ślubuję służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia” towarzyszą we wszelkich Waszych działaniach,

-do organizatorów i uczestników protestów o powstrzymanie się od wszelkich aktów przemocy, w tym niszczenia mienia, zabytków i obiektów kultu religijnego. Nie atakujcie policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami. Nie prowokujcie i nie dajcie się sprowokować a dobro zawsze zwycięża;

– do autorytetów politycznych, moralnych i społecznych o odważną obronę wartości nadrzędnych i przekonywanie decydentów, aby niezwłocznie przystąpili do rozmów ze wszystkimi stronami konfliktu i do wypracowania kompromisu, który uspokoi nastroje społeczne.

Należy przyjąć rozwiązania akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, chroniąc je przed dramatyzmem pandemii.

Poniżej lista generałów i admirałów popierających apel:

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE WOJSKA POLSKIEGO
wiceadm. w st. spocz. Marian Ambroziak
gen. dyw. w st. spocz. Tadeusz Bałachowicz
gen. dyw. w st. spocz. Zbigniew Bielewicz
gen. dyw. w st. spocz. Jarosław Bielecki
gen. w st. spocz. Mieczysław Bieniek
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Bronowicz
gen. broni w st. spocz. Józef Buczyński
gen. dyw. w st. spocz. Leszek Chyła
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Chruściński
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Danielewski
gen. bryg. w st. spocz. Marian Daniluk
wiceadm.. w st. spocz. Ryszard Demczuk
gen. bryg. pilot rez. Tomasz Drewniak
gen. bryg. rez. Adam Duda
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Marek Dukaczewski
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Jan Dziedzic
gen. broni w st. spocz. pilot Sławomir Dygnatowski
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Ferenz
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Filipiak
gen. broni w st. spocz. Józef Flis
kadm.. w st. spocz. Kazimierz Głowacki
gen. bryg. w st. spocz. Tadeusz Grabowski
gen. broni w st. spocz. Zdzisław Goral
gen. bryg. rez. Dariusz Górniak
gen. dyw. w st. spocz. Zdzisław Graczyk
gen. bryg. w st. spocz. pilot Roman Harmoza
gen. bryg. w st. spocz. Brunon Herrmann
gen. bryg. w st. spocz. Michał Jackiewicz
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Jakubowski
gen. bryg. w st. spocz. Roman Kloc
gen. bryg. rez. Artur Kołosowski
gen. bryg. w st. spocz. January Komański
gen. broni w st. spocz. Lech Konopka
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Koziej
adm. floty w st. spocz. Roman Krzyżelewski
gen. bryg. w st. spocz. Alfons Kupis
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Lalka
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Lewandowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Lewitowicz
gen. bryg. rez. Krzysztof Magiera
gen. broni w st. spocz. pilot Lech Majewski
kadm. w st. spocz. Michał Michalski
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Mika
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Modrzewski
kadm.. w st. spocz. Mirosław Mordel
gen. bryg. w st. spocz. Marek Ojrzanowski
gen. bryg. w st. spocz. Marek Oleksiak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Paczkowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Paszkowski
gen. dyw. w st. spocz. Aleksander Poniewierka
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Porajski
wiceadm.. w st. spocz. Marian Prudzienica
gen. dyw. w st. spocz. Franciszek Puchała
gen. bryg. w st. spocz. Roman Pusiak
gen. bryg. pilot rez. Jan Rajchel
gen. dyw. w st. spocz. Marian Robełek
gen. rez. Mirosław Różański
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Saczonek
gen. dyw. w st. spocz. Marek Samarcew
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Skrzypek
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Słowiński
wiceadm.. w st. spocz. Henryk Sołkiewicz
gen. bryg. rez. Jarosław Stróżyk
gen. bryg. rez. Sławomir Szczepaniak
gen. bryg. w st. spocz. Witold Szymański
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Świtalski
wiceadm.. w st. spocz. Marek Toczek
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Trybusz
gen. bryg. w st. spocz. Leszek Ulandowski
wiceadm. w st. spocz. Maciej Węglewski
gen. bryg. w st. spocz. Zdzisław Wijas
gen. bryg. w st. spocz. Marek Witczak
gen. broni w st. spocz. Anatol Wojtan
kadm. w st. spocz. Jarosław Zygmunt
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Górecki

GENERAŁOWIE POLICJI
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Banachowicz
nadinsp. w st. spocz. Stanisław Białas
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Biel
nadinsp. w st. spocz. Janusz Bieńkowski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Budzik
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Centkowski
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Chwaliński
nadinsp. w st. spocz. Mariusz Dąbek
nadinsp. w st. spocz. Michał Domaradzki
nadinsp. w st. spocz. Irena Doroszkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Działo
gen. insp. w st. spocz. Marek Działoszyński
gen. insp. w st. spocz. Krzysztof Gajewski
nadinsp. w st. spocz. Józef Gdański
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Gorgiel
nadinsp. w st. spocz. Marek Hebda
nadinsp. w st. spocz. Waldemar Jarczewski
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Jarosz
nadinsp. w st. spocz. Józef Jedynak
gen. insp. w st. spocz. Antoni Kowalczyk
nadinsp. w st. spocz. Leszek Lamparski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Ławniczak
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Maciejewski
nadinsp. w st. spocz. Adam Maruszczak
nadinsp. w st. spocz. Leszek Marzec
gen. insp. w st. spocz. Andrzej Matejuk
gen. insp. w st. spocz. Jan Michna
nadinsp. w st. spocz. Sławomir Mierzwa
nadinsp. w st. spocz. Adam Mularz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Nagański
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Olbryś
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Ołdyński
nadinsp. w st. spocz. Michał Otrębski
nadinsp. w st. spocz. Władysław Padło
nadinsp. w st. spocz. Igor Parfieniuk
nadinsp. w st. spocz. Arkadiusz Pawełczyk
nadinsp. w st. spocz. Edward Pietkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Tomasz Połeć
nadinsp. w st. spocz. Cezary Popławski
nadinsp. w st. spocz. Adam Rapacki
nadinsp. w st. spocz. Jarosław Sawicki
nadinsp. w st. spocz. Mirosław Schossler
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Siewierski
nadinsp. w st. spocz. Ferdynand Skiba
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Sobczak
nadinsp. w st. spocz. Wiesław Stach
nadinsp. w st. spocz. Jacek Staniecki
nadinsp. w st. spocz. Jerzy Stańczyk
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Starańczak
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Stopczyk
nadinsp. w st. spocz. Bogusław Strzelecki
nadinsp. w st. spocz. Eugeniusz Szczerbak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Szkotnicki
gen. insp. w st. spocz. Leszek Szreder
nadinsp. w st. spocz. Kazimierz Szwajcowski
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tokarski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Trela
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tusiński
nadinsp. w st. spocz. Ireneusz Wachowski
nadinsp. w st. spocz. Janusz Wikariak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Wiśniewski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Woźniak
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Zgłobicki

GENERAŁOWIE PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ
nadbryg. w st. spocz. Piotr Buk
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Dąbrowa
nadbryg. w st. spocz. Seweryn Dyja
nadbryg. w st. spocz. Józef Galica
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Grosset
gen. bryg. w st. spocz. Teofil Jankowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Jasiński
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Kamiński
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Karcz
nadbryg. w st. spocz.. Roman Kaźmierczak
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Korzeniowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Kowalski
nadbryg. w st. spocz. Bogdan Kuliga
nadbryg. w st. spocz. Piotr Kwiatkowski
gen. bryg. w st. spocz. Wiesław Leśniakiewicz
nadbryg. w st. spocz. Wojciech Mendelak
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Meres
nadbryg. w st. spocz. Gustaw Mikołajczyk
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Milewski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Mróz
nadbryg. w st. spocz. Zbigniew Muszczak
nadbryg. w st. spocz. Zygmunt Politowski
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Psujek
nadbryg. w st. spocz. Marek Rączka
nadbryg. w st. spocz. Maciej Schroeder
nadbryg. w st. spocz. Janusz Skulich
nadbryg. w st. spocz. Jacek Staśkiewicz
nadbryg. w st. spocz. Karol Stępień
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Szcześniak
nadbryg. w st. spocz. Aleksander Szymański
nadbryg. w st. spocz. Ignacy Ścibiorek
nadbryg. w st. spocz. Piotr Świeczkowski
nadbryg. w st. spocz. Stanisław Węsierski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Witkowski
nadbryg. w st. spocz. Jerzy Wolanin

GENERAŁOWIE BIURA OCHRONY RZĄDU
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Bielawny
gen. bryg. w st. spocz. Mirosław Gawor
gen. bryg. w st. spocz. Andzrej Gawryś
gen. dyw. w st. spocz. Marian Janicki
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Klimek
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Matusik
gen. dyw. w st. spocz. Grzegorz Mozgawa

GENERAŁOWIE SŁUŻB SPECJALNYCH
gen. bryg w st. spocz. Krzysztof Bondaryk
gen. bryg. w st. spocz. Gromosław Czempiński
gen. bryg. w st. spocz. Wiktor Fonfara
gen. bryg. w st. spocz. Maciej Hunia
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Jasik
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Kapkowski
gen. bryg. w st. spocz. Radosław Kujawa
gen. bryg. w st. spocz. Dariusz Łuczak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Nosek
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Pruszyński

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE STRAŻY GRANICZNEJ
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Anklewicz
gen. bryg. SG w st. spocz. Jacek Bogdan
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Borkowski
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Dominiak
gen. bryg. SG w st. spocz. Leszek Elas
gen. bryg. SG w st. spocz. Jarosław Frączyk
gen. bryg. SG w st. spocz. Tadeusz Frydrych
gen. bryg. SG w st. spocz. Włodzimierz Gryc
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Kamiński
gen. bryg. SG w st. spocz. Marian Kasiński
gen. dyw. SG w st. spocz. Józef Klimowicz
kadm.. SG w st. spocz. Stanisław Lisak
gen. bryg. SG w st. spocz. Henryk Majchrzak
gen. bryg. SG w st. spocz. Zygmunt Staniszewski
gen. dyw. SG w st. spocz. Dominik Tracz
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Wasiuk

GENERAŁOWIE SŁUŻBY WIĘZIENNEJ
gen. SW w st. spocz. Włodzimierz Markiewicz
gen. SW w st. spocz. Jacek Pomiankiewicz
gen. SW w st. spocz. Andrzej Popiołek
gen. SW w st. spocz. Jan Pyrcak
gen. SW w st. spocz. Marek Szostek
gen. SW w st. spocz. Jacek Włodarski

Flaczki tygodnia

Ciekawe jak skończą dwie instytucje pisane przez „ka” ? Polski kościół kat. i pan prezes Jarosław Kaczyński. Obie dziś należące do grona „dziadersów”.

Zaraza moralna ujawniona w polskim kościele kat. okazała się tak „porażająca”, że w mediach przykryła nawet zarazę wywołaną koronawirusem. Też pisanym przez „ka”. Choć koronawirus zbiera coraz większe ofiary.

W minionym tygodniu liczba oficjalnie zmarłych na koronawirusa, od początku pandemii, przekroczyła już dziesięć tysięcy osób. Pod koniec minionego tygodnia codziennie umierało ponad trzysta osób.
Pomimo takiego stanu prorządowe media, jak tygodnik „Sieci” i „Gazeta Polska”, nadal obficie sponsorowane przez spółki skarbu państwa, cynicznie dawkowały propagandę świrusów uważających pandemię za spisek lewacko- liberalnych elit, sponsorowanych przez zagraniczne, czyli „żydowskie” koncerny farmaceutyczne.

Pan premier Morawiecki już na początku tygodnia zagroził społeczeństw polskiemu powszechnym zamknięciem go. Jeśli dzienna ilość potwierdzony zarażeń przekroczy liczbę 27 tysięcy. Po kilku dniach ogłosił triumfalnie kolejne wielkie zwycięstwo tego rządu w III wojnie światowej, jaką wypowiedział koronawirusowi. Bo dzienna ilość potwierdzonych zarażeń nie przekraczała już znacząco 25 tysięcy dziennie.
Ten notoryczny kłamca nie dodał rzecz jasna, że w końcówce minionego tygodnia ilość wykonywanych testów zredukowano o połowę.
Nie wspomniał też, że przez kilka dni z rzędu wzrastała śmiertelność zarażonych osiągając pół tysiąca dziennie.

Pisany również przez „ka”, kardynał Stasiek Dziwisz, książę polskiego kościoła kat., został publicznie i oficjalnie oskarżony o ukrywanie pedofilów w polskim i światowym kościele. A także o branie łapówek od kościelnych bandytów.

O pedofilię jeszcze nie został oskarżony. Być może nie jest on pedofilem, jedynie tylko ukrytym homoseksualistą. A homoseksualizm nie jest jeszcze w Polsce karany.

Na szczęście dla kardynałów Dziwisza i Gulbinowicza, licznych biskupów i arcybiskupów oraz setek tysięcy księży katolickich. A także licznych i aktywnych w wojnach kulturowych polityków polskiej prawicy. Pisanych przez różne litery. Przez „Be”, i „Ka”, i „Wu”, i „Zet”. I „Gie” też.

Liczni Czytelnicy zadają „Flaczkom” dziecinne pytanie: „Kiedy kardynałowie Gulbinowicz i Dziwisz odpowiedzą przed polskim wymiarem sprawiedliwości za zarzucane im czyny?”
Odpowiedź jest równie dziecinnie prosta. Dopóki państwem polskim zarządzać będą politycy PiS, Konfederacji, PSL -Kukiz oraz dziadersi z PO, to kardynałowie – przestępcy dalej pozostaną bezkarni. Bo w naszym kraju jedynie Lewica i lewe skrzydło KO to konsekwentni zwolennicy świeckiego państwa.

Topnieje nam „Przywództwo Naczelnika Polski”, czyli jaśnie pana Jarosława Kaczyńskiego. I jego Autorytet „Genialnego Stratega Politycznego” też.

Ten Autorytet stopniał tak bardzo, że nawet pan prezydent Duda podczas wirtualnego zjazdu Klubów „Gazety Polskiej”, takiego politycznego „Komsomołu” PiS, zadeklarował, że zawetuje ustawę zwaną „piątką Kaczyńskiego”. Wielce ważną dla ocalenia twarzy jaśniepana prezesa.
Zawetuje, bo chyba zachciało mu się wejść do „Gry o tron” po umierającym politycznie „Naczelniku Polski”. Bo, jak krążące wokół Nowogrodzkiej plotki głoszą, poszkodowani przez „Piątkę Kaczyńskiego” hodowcy bydła i futerkowy zorganizowali zrzutkę „argumentów” na weto i przekazali je przez zaufane osoby do Dużego Pałacu. Co skrzętnie odnotować miały spec służby jeszcze lojalne wobec pana prezesa, wicepremiera.

Istne bóle głowy mają teraz służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w naszym kraju. Nie wiedzą biedactwa pod kogo mają się podczepiać i pod kogo się ustawiać. Kserują zatem wszystko co mogą, na wszelki wypadek. Zwłaszcza po tych obchodach Święta Niepodległości.

W dniu Święta Niepodległości wspomniane służby zaobserwowały najazd na stolicę i defiladę zwartych kolumn samochodów niemieckich marek. Tyle pojazdów niemieckiej produkcji nie było w centrum Warszawy od czasu hitlerowskiej okupacji!
Ale tym razem niemieckich samochodów używali polscy narodowcy w zbożnym celu świętowania odzyskania niepodległości. Czemu na polskie święto nie przyjechali polskimi samochodami?
Przecież pan premier Morawiecki obiecał im przynajmniej milion polskich samochodów elektrycznych.

W dniu tego narodowego, radosnego święta zaobserwowano również jak wezwana do obrony polskiego kościała kat. milicja obywatelska pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego napierdalała się z policją państwową wezwaną do obrony porządku publicznego i nadzorowaną przez pana wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
Ponieważ pion partyjny pana prezesa przegrał napierdalankę ze strukturami państwa, to służby bezpieczeństwa zaczęły rozglądać się za nowym panem prezesem zapewniającym jedność polityczno- moralną Partii i państwa.
A ten stary pan prezes, ten przez strajkujące kobiety „Liliputinem” zwany, teraz odejść już powinien.

PS. W 1877-78 podczas wojny rosyjsko- tureckiej w polskich cukierniach w rosyjskim zaborze pojawiły się wypieki reklamowane jako „tureckie specjały”. Aluzyjne symbole polskich tradycji niepodległościowych. W 2020 roku w „zaborze PiS” pojawiły się w patriotycznych cukierniach takie „Ciastka Kobiet”. Bo to polskie kobiety, nie kardynałowie i biskupi, arką przymierza między dawnymi i młodszymi laty są.

Historia wzywa!

Dynamika protestu lekko hamuje. Czas już najwyższy wzmocnić go o siłę związkowców i iść w stronę organizacji regularnych strajków. To jedyna droga do wymuszenia ustępstw.

Uczmy się od Żółtych Kamizelek i z całej historii wystąpień i walk robotniczych, wspólna walka to jedyne skuteczne rozwiązanie. Postulaty Strajku Kobiet są głęboko socjalne, postępowe, a moment wybitnie sprzyja walce strajkowej o te postulaty, o wspólną sprawę. W swoich trzynastu obszarach tematycznych, w ramach których mają być formułowane dalsze postulaty, Strajk Kobiet umieścił uzdrowienie rynku pracy, likwidację śmieciówek, a w ramach ultimatum żąda 10 proc. PKB na zdrowie!

To o 2,8 proc więcej niż proponowała Lewica i dokładnie tyle ile powinny wynosić wydatki na zdrowie w sytuacji, kiedy jest kryzys i trzeba ratować życia. Jest też i postulat zaprzestania finansowania kościoła z budżetu…

Jako socjalista powiem szczerze, że jest to znacznie więcej niż się spodziewałem po tak szerokim ruchu. Daję pełne wsparcie i każda przytomna osoba też powinna. To wyraźny skręt w stronę feminizmu socjalistycznego. W składzie jest też większość kobiet, a weźmy też pod uwagę, że organizacja pewnie jeszcze się rozwinie. Powodów do defetyzmu nie ma. W programach OPZZ, czy też np. Inicjatywy Pracowniczej są bliźniaczo podobne postulaty, a ZNP też pragnie dymisji ministra Czarnka. To niepowtarzalny moment – i pozostanie taki, jeśli wszyscy odłożą na bok spory o personalia, pretensje osobiste i niepotrzebne podziały.

Część komentatorów i działaczy na lewicy jest składem rady rozczarowana, zaczęło się wyliczanie, kogo – personalnie lub organizacyjnie brakuje, przewidywanie, że liberałowie nakryją socjalne akcenty w ruchu czapkami. Ale bez walki przeciwko państwu wyznaniowemu nie będzie ewolucji Polski, a żadne średniowiecze z klerem u steru nigdy nie zrodziło ruchów już stanowczo i radykalnie socjalistycznych.

To też czas na robotę u podstaw, którą w większości wzorowo wykonują lewicowe posłanki i posłowie oraz działaczki. Bo postulaty radykalnej walki o wolność ciała i o prawa kobiet to też od zawsze jest lewica, lewicowa tożsamość i podstawowy cel. Ale zdobądźmy wreszcie to oświecenie. Bo już troszkę się spóźniamy… A ten „liberalizm” tych protestów daje im niezbędną teraz szerokość, by dało się je w końcu wywalczyć.

Związkowi eksperci do rad strajku, okrągły stół strajkowy i PiS zaczyna się trząść ze strachu.

Niekończąca się historia

Na naszych oczach „Polonia semper fidelis” zesrała się na rzadko pod działaniem społecznej rycyny. Pokolenie religii w szkołach odrzuca instytucję Kościoła katolickiego – pozwólmy sobie na tę generalizację, bo uprawniają do niej procesy odnotowywane w badaniach nie od dziś – jako bezdyskusyjny autorytet, bo widzi w niej podstawowe źródło opresji i zagrożenia dla wolności, a przy tym doskonale wie o takich jej nierozliczonych grzechach, jak choćby kościelna pedofilia.

Do niej dochodzi drenaż finansów państwa, walka z LGBT czy bezgraniczna pycha. Młode pokolenie wszystko to bardzo uważnie obserwuje i wyciąga krytyczne wnioski. Jego znacząca część odrzuca także zblatowaną z Kościołem władzę PiS. Masowe demonstracje młodych ludzi przeciw całkowitemu zakazowi aborcji mają cechy rewolucji pokoleniowej. Cele tej rewolucji nie spełnią się szybko, ale tzw. efekt demonstracji już się dokonał. Po raz pierwszy w trzydziesto już letniej historii sporu wokół kwestii prawa do aborcji znalazła się ona w tak bardzo szerokim kontekście. Choć kwestia ta stanowi punkt wyjścia i jądro protestu, to przecież nie tylko o nią chodzi. To protest dużej części młodego pokolenia przeciwko narastającemu duchowi katolicko-nacjonalistycznego rygoryzmu, który władza pospołu z Kościołem chce narzucić całemu społeczeństwu, protest przeciwko zaduchowi, który się wokół zagęszcza i który coraz bardziej, niczym pętla, zaciska się na gardłach. A młode pokolenie, między innymi dzięki internetowi i mediom społecznościowym uformowało się (niezależnie od bezpośrednich warunków życia) w warunkach stworzonych przez owe media, czyli w klimacie naturalnej swobody i indywidualnej wolności, także obyczajowej. Odrzucają represyjny rygoryzm narzucany im przez władzę należącą do pokolenia „dziadersów” i sterowaną przez „dziadersa wszystkich dziadersów”. Nie spełniły się obawy Barbary Stanosz ze stycznia 1993 roku, gdy tuż po uchwaleniu zakazu aborcji, snuła skrajnie czarną wizję pogodzenia się przez kolejne pokolenia z petryfikacją dusznego, rygorystycznego katolickiego porządku życia. Pokolenie urodzone w okolicach 1990 roku i później, jako pierwsze dało tak silne świadectwo sprzeciwu.

Zanim, w ramach puenty, wypadnie sformułować kilka uwag, wniosków i hipotez, warto przypomnieć – w niezbędnym skrócie – najważniejsze sekwencje tej „niekończącej się historii”. Najgorsze myśli i słowa cisną się na myśl, gdy sobie uzmysłowimy, że jednym z pierwszych aktów politycznych w „wolnej Polsce”, jeszcze u schyłku historycznego, przełomowego roku 1989, było otwarcie drogi ku ograniczeniu praw i wolności kobiet. Brzmi to jak ponury historyczny paradoks, ale działania te podjęła część tego obozu politycznego, którego przedstawiciele skandowali jeszcze w PRL, na ulicznych demonstracjach, hasło: „Nie ma wolności bez „Solidarności”.

Pierwsze zapowiedzi inicjatyw na rzecz zakazu aborcji pojawiły się po Okrągłym Stole, w okresie zarówno przed jak i po wyborach czerwca 1989. Inicjatywę ustawodawczą na rzecz zakazu aborcji, jako jedną z pierwszych podjął jesienią tego roku Senat, opanowany prawie w całości przez przedstawicieli Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego czyli ruchu „Solidarności”. Projektowi temu nadano nazwę „O ochronie prawnej dziecka poczętego”. Jeszcze jesienią 1989 inicjatywę w forsowaniu projektu przejęła świeżo wyłoniona radykalna partia nacjonalistyczno-klerykalna, Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Odtąd, do stycznia 1993 roku, toczyła się burzliwa dyskusja społeczna, w której po obu stronach użyto chyba wszystkich możliwych argumentów. Przez te mniej więcej dwa i pół roku emocje wielokrotnie sięgały zenitu. Przeciwnicy zakazu przedstawiali wszystkie możliwe zagrożenia, jakie będzie nieść budowany przez solidarnościową prawicę, krok po kroku, projekt całkowitego zakazu aborcji. W pierwszych przymiarkach pojawiały się maksymalnie przerażające warianty ostatecznego kształtu ustawy, włącznie z zakazem rozpowszechniania środków antykoncepcyjnych, wprowadzenia policji ginekologicznej czy karania za poddanie się aborcji więzieniem nie tylko lekarzy, ale także kobiet. W 1992 roku z inicjatywy Zbigniewa Bujaka powstał ogólnopolski ruch na rzecz referendum w sprawie karalnoścci za przerywanie ciąży. Jednak zdominowany przez prawicę Sejm zlekceważył ponad milion podpisów zebranych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum i odrzucił go. Szczególnie silny sprzeciw wobec propozycji referendum zademonstrowała hierarchia i kler Kościoła katolickiego, którego agresywna walka z liberalnym prawem do aborcji, ciągle jeszcze w tym okresie obowiązującym na podstawie ustawy z kwietnia 1956 roku nadawała ton ogólnej atmosferze ostrego sporu, choć oczywiście uczestniczyli w niej politycy, publicyści i działacze społeczni ze wszystkich stron politycznej sceny. W którymś momencie toczącej się walki, osławiony projekt senacki , zwany często „lex Piotrowski”, od nazwiska senatora będącego głównym patronem inicjatywy, zabuksował i został odłożony na półkę. Nawet dla części zwolenników zakazu aborcji bezkompromisowy fundamentalizm tego projektu był trudny do przyjęcia. Inicjatywę przejęła sejmowa prawica, która przygotowała nowy projekt, w dużym stopniu pokrywający się z projektem senackim, ale nieco w stosunku do niego złagodzony. Projektowi nadano mniej ideologiczną, a bardziej rzeczową nazwę „O ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, choć kolokwialnie zazwyczaj nazywano ją antyaborcyjną i wokół tego projektu burzliwa debata rozpętała się niejako na nowo. W tamtym czasie toczyła się głównie w mediach, bo jednym z jej charakterystycznych rysów był raczej marginalny charakter demonstracji i manifestacji o charakterze ulicznym. Projekt, zwyczajowo zwany od tego czasu „kompromisem” (choć w istocie nie był żadnym kompromisem, lecz najbardziej restrykcyjną w Europie ustawą dotyczącą aborcji), zawierającym trzy powszechnie znane przesłanki zezwalające na aborcję, został ostatecznie przyjęty 7 stycznia 1993 roku. Spór wokół ustawy trwał nadal, ale jej wejście w życie, po zatwierdzeniu przez Senat i podpisaniu przez urzędującego prezydenta Lecha Wałęsę sprawił, że debata nie przybrała już później ani wcześniejszego zasięgu, ani temperatury. W 1996 roku, rządząca od trzech lat większość parlamentarna zdominowana przez Sojusz Lewicy Demokratycznej dokonała liberalizacji ustawy, wprowadzając przepis umożliwiający aborcję ze wskazań społecznych. Nowelę podpisał urzędujący od roku prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jednak rok później Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Andrzeja Zolla orzekł o niekonstytucyjności wprowadzonej zmiany. Prawo aborcyjne powróciło więc do swojego kształtu nadanego mu w styczniu 1993 roku. Od tamtego czasu temat aborcji ciągle nawracał w dyskusjach medialnych, ale temperatura sporu nie sięgała już poziomu z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, poza epizodycznymi okolicznościami jak ta z 2003 roku, kiedy na polskie wody Bałtyku wpłynął tzw. „aborcyjny statek”, holenderski Langenort, należący do organizacji Kobiety na Falach, którego załoga stworzyła potrzebującym Polkom m.in. możliwość skorzystania z aborcji farmakologicznej. W żadnej z kolejnych kadencji parlamentu nie uformowała się większość, stwarzająca szansę na liberalizację ustawy. Taka szansa nie zaistniała nawet podczas drugich rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej w latach 2001-2005. Przez wiele lat środowiska lewicowe i kobiece podejmowały kwestię prawa do aborcji, ale nie było okazji politycznej do wielkiej debaty na ten temat, a w przestrzeni publicznej ukształtowało się określenie „kompromis” aborcyjny, termin fałszywy, mający sugerować, że obowiązująca ustawa jest rezultatem realnego konsensusu zawartego między środowiskami społecznymi. Treść rzekomego „kompromisu” zawierała się w generalnym zakazie przerywania ciąży, przy zachowaniu trzech wyjątków zezwalających na aborcję w trzech przypadkach – trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu, stwarzanego przez ciążę zagrożenia dla zdrowia i życia kobiety oraz w sytuacji, gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego. Publikowane od tamtego czasu oficjalne statystyki legalnie przerywanych ciąż są niskie, ale specjalistyczne raporty stale wskazują na wysoką statystykę aborcji nielegalnych, dokonywanych przez Polki zarówno w podziemiu aborcyjnym, jak i za granicą. Wraz z postępem farmakologii do pakietu metod przerywania ciąży doszły tzw. tabletki poronne. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że choć od czasu do czasu ponawiane były różne próby zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji, a zarówno Kościół katolicki, jak i katolicko-prawicowi publicyści nie rezygnowali z nawracania do tej kwestii, to do jesieni 2016 roku ani razu nie uległa zaognieniu, ani tym bardziej nie stanęła na ostrzu noża. Z kolei strona lewicowo-liberalna zasadniczo pogodziła się z ustawowym stanem rzeczy, sygnalizując co najwyżej szeroko odnotowywane zjawisko trudności piętrzonych na różnych poziomach przed kobietami podejmującymi próby skorzystania z prawa do aborcji w legalnych przypadkach. Jedną z przyczyn tych trudności była m.in. wprowadzona do prawa tzw. klauzula sumienia, pozwalająca lekarzom na odmawianie świadczenia usługi medycznej w postaci aborcji. Z kolei ani PiS w pierwszym, dwuletnim okresie swoich rządów (2005-2007), ani Platforma Obywatelska w swoim ośmioleciu (2007-2015) nie podjęły próby dokonywania zmian w ustawie, ani w stronę zaostrzenia, ani – tym bardziej – liberalizacji. PO i związane z nią media oficjalnie afirmowała tzw. „kompromis”. Z kolei w PiS co prawda zawsze istniała liczna grupa osób kierowanych silnym imperatywem doprowadzenia do całkowitego zakazu aborcji, ale przyjęła się opinia, że przywódca tej partii Jarosław Kaczyński jest temu przeciwny, o czym świadczył jego sprzeciw wobec forsowanego przez Marka Jurka próby wprowadzenia zakazu aborcji wprost do Konstytucji. Przez lata panowała opinia, że z jednej strony powoduje nim wzgląd pragmatyczny – obawa przed konfliktogennym charakterem tej kwestii, z drugiej – panowało też przekonanie, że Kaczyński nie jest do zakazu przekonany osobiście.

Czasami przywoływano jego słowa z lat dziewięćdziesiątych, z czasów aktywności ZChN, partii najusilniej dążącej do zakazu aborcji, że „droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZChN”. Co prawda od czasu do czasu podejmowane były inicjatywy na rzecz całkowitego zakazu aborcji, np. „Stop Aborcji” fanatycznej aktywistki Kai Godek, ale nie przyniosły one skutków. Do krytycznego zwrotu doszło jesienią 2016 roku, gdy po odrzuceniu lewicowego projektu liberalizacji prawa do aborcji zdominowany przez PiS Sejm przyjął do procedowania projekt ustawy skrajnie fundamentalistycznej katolickiej organizacji Ordo Iuris, całkowicie zakazującej aborcji. Projekt ten przewidywał nawet karanie kobiet za poddanie się aborcji, czego nie wprowadzono do ustawy z 1993 roku. Ofensywa Ordo Iuris i wyraźnie sprzyjająca jej postawa PiS wywołała potężny i rozległy protest społeczny, nazwany Czarnym Protestem lub protestem Czarnych Parasolek. W ciągu kilku pierwszych dni października doszło do masowych manifestacji i marszów w całej Polsce, głównie kobiet, ale także wspierających je mężczyzn. Ta niespodziewana erupcja społecznego gniewu i protestu objawiła się jako jedna z najpotężniejszych w najnowszej historii Polski, a na pewno po 1989 roku. 5 października 2016 roku, w dniu procedowania projektu Ordo Iuris, na trybunę sejmową wszedł prezes PiS i swoim wezwaniem spowodował, że inicjatywa ta została zablokowana i odrzucona. Koronnym argumentem, jakiego użył, był ten, że ustawa ta może doprowadzić w konsekwencji do skutków odwrotnych od oczekiwanych przez autorów projektu. Na cztery lata temat uległ względnemu uspokojeniu i można było mieć wrażenie, że nauczony doświadczeniem Czarnego Protestu Kaczyński wraz z większością środowiska PiS na trwałe już zadowolą się tzw. „kompromisem”, czyli ustawą antyaborcyjną w obecnym kształcie. Co prawda od pewnego już czasu czekało na rozpatrzenie przez tzw. Trybunał Konstytucyjny podpisane przez grupę posłów, głównie posłów PiS, zapytanie o konstytucyjność tzw. embriopatologicznej przesłanki pozwalającej na dokonanie aborcji, jednak przez kilka lat nie było ono rozpatrywane, co przypisywano woli samego prezesa PiS. Niektórzy uważali, że Kaczyński kieruje się wyłącznie względami pragmatycznymi, związanymi z sekwencją wyborczą, z kolei inni uważali, że nauczony niebezpiecznym doświadczeniem października 2016 nie przyzwoli już na próby zmiany ustawy. Jednak 22 października 2020 roku tzw. Trybunał Konstytucyjny pod kierownictwem silnie związanej politycznie z Kaczyńskim Julii Przyłębskiej orzekł, że przesłanka embriopatologiczna, zezwalająca na przerwanie ciąży z uwagi na nieodwracalne wady i choroby płodu jest niezgodna z Konstytucją. Wywołało to wspomniany, potężny protest społeczny o niespotykanym dotąd zasięgu.

Nie sposób przewidzieć jaki będzie dalszy przebieg i czas protestów, o ich skutkach w bliższej perspektywie nie wspominając. Już dziś można jednak sformułować garść wniosków.

Po pierwsze, znacząca część młodego pokolenia, a wśród protestujących dominują, z grubsza biorąc, młodzi ludzie urodzeni między rokiem 1990 a 2002, zakwestionowała symboliczne władztwo Kościoła katolickiego i tzw. tradycyjnych polskich wartości. Uczynili to na demonstracjach w formie werbalnej i ikonograficznej przesyconej przekazem ostrym, często czerpiącym z zasobu słownika wulgaryzmów, ale także pełnym dowcipu, sarkazmu, szyderstwa, ironii, świadczącym o zupełnie niezłym wyrobieniu kulturowym. Liczne hasła i happeningowe akty na protestach pokazują, że ta młodzież zna symboliczny zasób oficjalnych, kościelnych „świętości” i potrafi je okrutnie wykpić. Tak się stało n.p. w przypadku parodii ikonicznej sceny z patriotyczno – kościelno -„solidarnościowego” zasobu -zabitego „Janka Wiśniewskiego”, którego w grudniu 1970 w Gdyni demonstranci „na drzwiach ponieśli Świętojańską” – protestujący zastąpili kukłą kobiety.
Po drugie, skala i zasięg protestu przewyższyły skalę i zasięg Czarnego Protestu z października 2016, który przecież uznany został za masowy. Sceną demonstracji i marszów są zarówno duże i średnie miasta, jak i (co było novum) także wiele małych miasteczek.

Po trzecie, protest – obok ostrza antypisowskiego, czy antyprawicowego, przybrał także wyraźnie antyklerykalny, antykościelny, a fragmentami nawet antyreligijny charakter i koloryt. Doszło także do ataków na budynki kościelne i kilku przypadków wtargnięcia do nich. Można by rzec że w realu, na polskich ulicach potwierdziło się to, o czym mówi się o kilka lat i co potwierdzają badania socjologiczne – obecne pokolenie polskiej młodzieży jest pierwszym w historii Polski, które w tym stopniu, in gremio wzięło rozbrat z tradycyjną religijnością i obyczajowością, dzięki internetowi i mediom społecznościowym, w klimacie naturalnego poczucia wolności.

Wydaje się, że odwieczne hasło „Polonia semper fidelis” mające oznaczać splecenie polskości z katolicyzmem zaczyna przechodzić do historii. Polska młodzież trafnie dostrzegła właśnie we władztwie Kościoła katolickiego i zblatowanej z nią prawicy przyczynę deficytu wolności, którego pokolenie to po raz pierwszy tak boleśnie poczuło na własnej skórze. Trudno dziś przewidzieć dalszy przebieg i bezpośrednie skutki tego masowego protestu, ale jego wpływ na bieg spraw w Polsce w dłuższym dystansie czasowym będzie niewątpliwie niebagatelny.

Państwo abdykowało

– Kaczyński wezwał do walk ulicznych, a przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie dynamika tych starć. One mogą skończyć się śmiercią ludzi i wicepremier będzie za to odpowiedzialny. To koniec państwa, które miało wstawać z kolan – mówi Marek Migalski, politolog, w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: W Warszawie wielki marsz protestujących, już kolejny dzień, podobnie jak i w innych miastach, w tle prezydent kieruje projekt do Sejmu, który wprowadza przesłanki, które przewidują możliwość aborcji przy wadach letalnych. To sukces strajkujących czy mydlenie oczu?

MAREK MIGALSKI: To już oczywiście jest sukces, dlatego że przecież Andrzej Duda pogratulował jako pierwszy pani Przyłębskiej tego orzeczenia i był usatysfakcjonowany. Dziś okazuje się, że pod wpływem przecież nie refleksji czy namysłu, tylko tego, co dzieje się na ulicach polskich miast, podjął decyzję o zrobieniu pół kroku w tył. Ta kompromisowa, umiarkowana propozycja prezydenta w moim przekonaniu nie znajdzie dzisiaj poparcia ani wśród rządzących, którzy chyba idą na zwarcie, ani tym bardziej u protestujących.

Po co zatem ten ruch prezydentowi?

Podejrzewam, że został do tego zmuszony, że musi coś zrobić, a tego typu propozycja wydawała mu się najlepsza, bo uważał, że w ten sposób zyska sympatię i jednych, i drugich. Oczywiście w przypadku tego wybitnego męża stanu będzie zupełnie odwrotnie. Zarówno Jarosław Kaczyński jest na niego wściekły i wszyscy ci, którzy przyjęli twardą pozycję w rządzie. Tak samo protestujący, bo dla większości z nich ten kompromis jest nie do zaakceptowania. To pokazuje, że jest on zagubiony w rzeczywistości politycznej, a jednocześnie czuje, że musi coś zrobić. Mam wrażenie, że pogubiony jest także wicepremier Kaczyński, którego modus operandi jest skłócić i skonfliktować, ale teraz sam chyba się zakiwał? Jeżeli weźmie się jeszcze pod uwagę wprowadzanie i wycofywanie „Piątki dla zwierząt”, to wygląda na to, że to się kompletnie wymknęło się spod kontroli. Nad trwaniem tego kryzysu wewnątrz obozu władz nikt już chyba nie panuje.
Poważniejszą sprawą jest jednak co innego. Mam wrażenie, że nasz Breżniew się odkleił od rzeczywistości i może to mieć przyczyny bardziej niż polityczne. Skłaniają mnie do takiego twierdzenia dwie rzeczy. Po pierwsze przemówienie „z bunkra”, gdzie główną rolę grały jego dłonie, a on sam wyglądał jakby wprowadzał stan wojenny. Wiadomo, że PiS ma mnóstwo pieniędzy na takie rzeczy, a to było takiej jakości, jakby kręcono telefonem komórkowym z pozycji stołu.

Po drugie świadczy o tym fakt, jak się „odpalił”, mówiąc kolokwialnie, podczas 3-minutowego przemówienia w Sejmie. Wszedł na mównicę z wyraźnym chłodnym i spokojnym komunikatem, ale wystarczył jeden krzyk Sławomira Nitrasa, kiedy nagle się zmienił i zaczął krzyczeć do opozycji, że są przestępcami. Dodatkową sprawą jest to, co do mnie spływa z obozu PiS-u o tym, że duża część polityków tej partii jest przerażona tym, jak tracą kontakt z Kaczyńskim i jak on nie rozumie tego, co się dzieje, i emocji z tym związanych.

Drugą koncepcją, kompletnie sprzeczną, jest teoria, że to, co się dzieje, to świadomy plan wprowadzenia stanu wyjątkowego. Ponieważ władza nie radzi sobie z COVID, to Kaczyński wymyślił, że lepiej wprowadzić stan wyjątkowy pod pretekstem walki z anarchią szalejącą na ulicach, niż z powodu nieradzenia sobie rządu. Dlatego też wszedł do rządu jako wicepremier od spraw bezpieczeństwa, dlatego polecił Przyłębskiej wydać orzeczenie i dlatego zaapelował do bojówek faszystowskich, by wyszły na ulice, aby mieć pretekst, aby wprowadzić stan wyjątkowy, ale pod pretekstem ochrony przez zamieszkami i warcholstwem, a nie z powodu pandemii.

To są dwie sprzeczne teorie i mówiąc szczerze, nie jestem przekonany, która jest właściwa.Testem na to, która jest właściwa, będzie to, jak Kaczyński będzie reagował na protesty. Kaczyński w dobrej formie, cyniczny, wyrachowany pozwoliłby się tym protestom rozejść, a potem wprowadziłby stan wyjątkowy. Kaczyński, który stracił kontakt z rzeczywistością, pójdzie na twardo.

Strajk Kobiet zapowiada już dziś, że protesty się nie kończą. Mówi się nawet o ogólnym strajku całego kraju, czyli rozumiem, że ma to być coś na kształt tego, co dzieje się na Białorusi po ultimatum Cichanouskiej.

Pyta pani o przyszłość i przyznam, że ciężko ją przewidywać. Natomiast jestem już tak stary i cyniczny, że rozumiem, że w Strajku Kobiet już w tej chwili są napięcia wewnętrzne, bo taka jest natura polityki. Im dłużej protesty będą trwały, tym bardziej te konflikty będą narastać. Za chwilę ma zostać powołana rada konsultacyjna, w której także będą napięcia, bo każdy będzie grał własną grę. To skłania mnie do tezy, że jeżeli Kaczyński jest racjonalny, to pozwoli im wszystkim się pokłócić.

Natomiast może być tak, że ja się kompletnie mylę, a faza buntu dopiero się rozpoczyna, o co paradoksalnie dba bardzo rząd ogłaszając w piątek wieczorem, że od północy nikt nie będzie mógł wejść na cmentarze przez najbliższe trzy dni. To oczywiście musiało bardzo wkurzyć, a na pewno zaskoczyć miliony Polaków, którzy chcieli pójść na groby. Co oni mają teraz zrobić z wieńcami i świecami? Proponuję, aby 1 i 2 listopada złożyć wieńce i zapalić świeczki pod biurami PiS-u.

Po drugie, ten protest im bardziej będzie radykalny, tym bardziej będzie marginalny. Wchodzenie na msze, przerywanie nabożeństw, jakieś ocierające się o przemoc werbalną i fizyczną ataki na księży będą ciężkie do zaakceptowania dla większości, a przypominam, że to milcząca większość rozstrzygnie, czy ten protest ma szanse na sukces, czy nie. Zatem im bardziej będzie umiarkowany, ludyczny, śmieszny, tym bardziej będzie powszechny i jego siła będzie większa. Nie mam niestety przekonania, że liderki o tym wiedzą.

Czy bez zmiany postawy Kościoła da się pokonać PiS? I jak zmienić sam Kościół?

Do wypchnięcia Kościoła z życia politycznego potrzeba przejęcia władzy, bo nie można wynieść religii ze szkół, księży z uroczystości państwowych, dać odpór Rydzykowi, nie mając władzy. To oznacza, że walczenie z PiS-em i Kościołem naraz jest przeciwskuteczne, tego się nie da zrobić. To musi być stopniowalne i najpierw trzeba pokonać PiS, a potem realizować ideowe postulaty, które de facto leżą u podstaw tego protestu. Również nie mam poczucia, że organizatorzy protestów o tym wiedzą. Mówiąc krótko: podstawowym przeciwnikiem powinien być PiS, a żeby obalić pis, mam nadzieję w sposób demokratyczny, spowodować pęknięcie wewnątrz obozu władzy, doprowadzić do przedterminowych wyborów, potrzebna jest zgoda części kościoła, a przynajmniej część katolików.

Jakie znaczenie ma to, że dziś głównie protestują młodzi? Sam pan pisał jeszcze rok, dwa lata temu sarkastycznie, że młodzi wyjdą na ulice, jak zabierze się im caffè latte na sojowym mleku i Netflix.

No i w jakimś sensie to się właśnie stało. Przez 5 lat bajdurzenie takich zgredów jak ja o TK, o trójpodziale władzy było przez dużą część młodych traktowane jako opowieści z mchu i paproci i nagle się okazało, że pani Przyłębska dotknęła ich do żywego. To jeden z podstawowych powodów, bo oni zrozumieli, że państwo PiS dotyka ich osobiście, ogranicza ich wolności i prawa. Oczywiście, że elementem podstawowym jest też pewna ludyczność protestów, to że są popkulturowe, tam jest mnóstwo fantastycznych memów. Paradoksalnie epidemia sprzyja również temu, żeby młodzi wychodzili, bo przez wiele miesięcy byli pozamykani, teraz ponownie ogranicza się im możliwość spotkań. Absolutnie nie obniżam rangi tego wydarzenia, ale jeżeli szukamy przyczyn, dlaczego młodzi wyszli, to są to właśnie one.

Jarosław Kaczyński wzywał bojówki do działania, szef Falangi mówił, że jest ich w stolicy 10 tys., doszło też do pierwszych starć, musiała interweniować policja. Wzywanie bojówek to przypomnienie najczarniejszych kart przedwojennej historii. Jak pan to ocenia?

Przedwojennej, ale i powojennej, bo to też przecież Gomułka, który wzywał aktyw robotniczy ORMO do bicia studentów. Oprócz tego, o czym rozmawialiśmy już, czyli że to część planu anarchizacji państwa, aby mieć pretekst, aby wprowadzić stan nadzwyczajny, to jako politolog oceniam to z punktu widzenia trwałości państwa jako jego dezercję. Wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo państwa, m.in. obiektów sakralnych, wzywa bojówki do tego, aby one to robiły. Jeden z wysokich urzędników państwowych, a szczerze, to najważniejszy człowiek w państwie mówi, że państwo sobie z tym nie radzi, czyli policja, wojsko, żandarmeria, i wzywa do obrony wiary, narodu i Boga powszechne powstanie czarnych sił w Polsce. Państwo abdykowało.

Koncepcja weberowska zakłada, że to państwo ma monopol na przemoc, a tu wyzbywa się tego i mówi „bierzcie sprawy w swoje ręce”; jest to tak haniebne i straszne, że aż strach pomyśleć. To jest wezwanie do walk ulicznych, a przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie dynamika tych starć. To mogą być siniaki i otarcia, ale też może się skończyć śmiercią ludzi i za to wszystko będzie odpowiedzialny wicepremier Kaczyński. To koniec państwa, a przecież miało ono wstawać z kolan i dokonać przezwyciężenia imposybilizmu i miało być silne wobec silnych i słabe wobec słabych. Abdykowało i powiedziało: bijcie się.
Ostatni sondaż pokazuje drastyczny spadek poparcia dla koalicji rządzącej – do 26 proc., ale trend spadkowy utrzymuje się od wyborów prezydenckich.

Zaczął się koniec PiS-u?

Jestem tu ostrożny, bo wahania były już wcześniej, choć to rzeczywiście duży spadek. Nie wiem, czy to początek końca rządu PiS-u, ale na pewno najpoważniejszy kryzys, jaki PiS sobie zafundowało w ciągu ostatnich 5 lat. Co więcej, nie wygląda na to, aby to zostało rozwiązane i niezależnie, jaki scenariusz zostanie wybrany, czy na ostro, czy rozmiękczania protestów, to nie sądzę, aby przyniosło to poprawę notowań PiS-u, zwłaszcza że jesteśmy w środku drugiej fali epidemii. W tym sondażu wyraźnie wzrosło poparcie dla Hołowni, co oznacza, że prawicowi wyborcy, którzy byli przy PiS-ie, bo realizował ich ideały, próbują szukać sobie kogoś innego.

Jak ocenia pan działania opozycji?

Ona robi mniej więcej to, co powinna, czyli nie wychodzi na ulicę, bo duża część demonstrantów mogłaby także przeciwko nim wykrzykiwać hasła. W najlepszej sytuacji jest lewica, bo to są ich postulaty i aż dziw bierze, że na tym proteście nie zyskuje, co świadczy o tym, że ta lewica ma duże problemy z popularnością społeczną. Największy problem ma PSL i KO, która jest wewnętrznie popękana. Tam inne poglądy ma Katarzyna Lubnauer, a inne Paweł Poncyliusz czy Paweł Kowal, czyli konserwatywne skrzydło. Oni nie mogą poprzeć tych postulatów wprost, bo w ich programie było zachowanie kompromisu aborcyjnego.

Bardzo dobrze, że trzymają się z daleka od protestów, angażując się w pomoc dla demonstrantów, wyciągając ich z aresztów, plus wnoszą sprawę na forum Sejmu, co pozwala zaliczać kolejne wpadki rządzącym. PSL jako konserwatywna partia ma trudności z przyłączeniem się do protestów, bo to nie jest ich agenda i gdyby zapytać PSL-owców, to oni nie zgadzają się z postulatami protestujących.

Czarny scenariusz… cień szansy!

Myśleć odważnie, działać rozważnie, oceniać poważnie.

gen. Wojciech Jaruzelski

Po raz pierwszy zdarza mi się – w kilkuletniej publicystyce- pisać tekst drżącą ręką. To skutek obserwacji i oceny sytuacji jaka toczy się w Polsce po parlamentarnych wyborach. Jej bieg od 22 października w szybkim tempie zmierza… ku czemu, kto wiarygodnie przewidzi? Obawiam się przewidywania czarnowidztwa, obawiam się wypowiedzenia słów, myśli, które pragnę-jak dziecko-z całych sił aby się nie spełniły, obróciły w niwecz. Boję się rozlewu polskiej krwi, boję się bratobójczej walki domowej, boję się – obalenia tą drogą- władzy, która prowadzi Polaków ku morzu bólu, łez i cierpienia. Bardzo pragnę być w błędzie, ale realia zbliżają nas ku temu. Taką „wizję łez i krwi”- kto pamięta?- rysował przed Anglikami Winston Churchill, gdy obejmował urząd premiera w 1940 roku. Skalę hitlerowskiej napaści ograniczono do Londynu.

Kto winien?

Od 22 października, po haniebnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, media kilka razy każdego dnia stawiają to pytanie. Z łatwością też udzielają odpowiedzi, wskazując na rząd, na partię władzy, publicznie podają nazwiska jej znanych od kilku lat przedstawicieli i decydentów. Trybunał dosłownie posłuszny politykom, przestał być niezawisły, odpowiadają za to imiennie członkowie- sędziowie, po części z politycznego wyboru. Nikt nie ośmiela się temu zaprzeczyć. Każdy widzi co u nas jest, każdy ocenia według własnych kryteriów – co może się stać. Nie mam zamiaru ani obalać powszechnie znanych ocen, ani z nimi polemizować. Zgadzam się i myślę jak, czym ustrzec przed hekatombą „bratniej krwi”.

Moja perspektywa oceny jest inna. Za to jaka dziś, w październiku 2020 r. jest Polska, jej społeczeństwo, czym żyje- realnie odpowiadają dwie publicznie znane osoby- Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak- Kamysz. Wstrząsnęło Państwem zdumienie, nie zgadzacie się? Proszę sięgnąć pamięcią rok wstecz, do kampanii parlamentarnej. Kto pamięta rozmowy szefów partii prowadzące do zbudowania jednego bloku opozycyjnego wobec partii rządzącej? Dlaczego nie doszło do powstania Koalicji Obywatelskiej tych wszystkich sił? Gdy już wydawało się, że lada moment taki blok powstanie, wówczas ci Panowie ogłosili, że owszem, może powstać, ale bez Lewicy, konkretnie SLD, Razem, Wiosny i innych. Nie wykluczam tu „dobrych rad”. W tym momencie swoim najbliższym powiedziałem, że rządzący już wygrali wybory. Dlaczego-przed rokiem pisałem, że szefowie PO oraz PSL mieli do szkoły „pod górkę”. Powinni wiedzieć, że od 2011 r. obowiązuje większościowa metoda liczenia głosów wyborczych, gdzie zwycięzca faktycznie zabiera głosy partii poniżej progu wyborczego, tzw. metoda d’Hondta. Miliony Polaków nie muszą wiedzieć, ale oni powinni. Gdy w różnych środowiskach dzieliłem się spostrzeżeniami, niektórzy, w tym panowie profesorowie (pominę nazwiska) kręcili głowami, próbowali ich bronić. Wyjaśnienie jest krótkie i bolesne- szefowie opozycji w szczególności powinni przewidywać, wyobrażać sobie rozwój sytuacji w kraju, głównie niezbyt pomyślnej dla obywateli. O tym nie trzeba publicznie mówić, ale myśleć i przewidywać- podkreślam. Czy było to takie trudne? Przecież od 2015 r. wiadomo było co partia rządząca „robi”, jakie ma priorytety, co jest krytykowane właśnie przez opozycję. Że za podstawę sprawowania władzy przyjęła od Średniowiecza znaną zasadę- „dziel i rządź”, więc jak może tak skłóca różne środowiska, choćby „komuniści i złodzieje”, gorszy sort, hołubi swoich. Trzeba je przypominać- nauczyciele, lekarze, sędziowie, emeryci, ich różne protesty. Czy dla szefów partii opozycyjnych było tak trudne uświadomienie sobie, że metoda skłócania, budzenia i rozniecania środowiskowych waśni i nienawiści będzie dalej praktykowana? Przecież jeden blok opozycyjny pozbawiłby partię rządzącą większości w Sejmie! Stąd uchwalania tak kompromitujących rozum ustaw, wywołując wściekłość- ostatnio kobiet i rolników, po prostu by nie było. Sprzeciw trzeźwo myślącej części Polaków wobec zaostrzania kryteriów aborcji jest znany od 30 lat. Podobnie z rolnikami. Liczono więc, że jesienna słota i pandemia „zamknie” ulice dla protestów? Wstyd mi krytycznie pisać…

A tak, po 4 latach rządzenia PiS uzyskał więcej głosów niż miał! Dlaczego ma kierować się w rządzeniu krytyką opozycji? A rozważnie i poważnie nie potrafi. Postępuje jak słoń w składzie porcelany, co widać i słychać na każdym kroku. Sprawdziło się -„przed szkodą i po szkodzie Polak”… Cóż z tego, że teraz niektórzy członkowie partii rządzącej objawiają ostrożne niezadowolenie ze swoich szefów. Cieszą się „maluczcy z opozycji”.
Za obecny stan biegu naszych spraw ponoszą odpowiedzialność także kandydaci na urząd prezydenta RP, poza obecnie urzędującym i Panem Rafałem Trzaskowskim. Dlaczego- zamiast w II-ej turze wyborów jednoznacznie i stanowczo poprzeć prezydenta Warszawy, który miał szansę wygrać, zachowano się „wolnościowo”, mówiąc dosadnie-pokrętnie. Przegrani kandydaci głosili, że każdy wybiera według swej woli i sumienia. Większość wyborców przyjęła za „kulturalny” sprzeciw. Finał wiadomy. Inny prezydent mógłby na etapie sejmowych prac korygować i blokować różne idiotyzmy nawiedzonych, ubrane w „liturgiczne słowa”.

Czy jest wyjście?

Tak, jest- powrót do sytuacji prawnej sprzed 22 października. Może to uczynić wbrew prawu- sam Trybunał Konstytucyjny. To chyba marzenie ściętej głowy. Wstyd pisać, że organ ten nie tylko z etycznego punktu widzenia nie podlegający krytyce, po prostu ośmieszył siebie, powagę niezawisłości prawa oraz nauki. Nie wierzę, że z „politycznego polecenia” werdykt ten uzna za „nie były”. Oczywiście, będą „majstrować” przy ustawie, „grając na zmęczenie” Pań i wykazując przy tym „dobrą wolę”, nawet współczucie rodzinom wychowującym dzieci z wadą genetyczną. Ta władza przed „motłochem” się nie cofnie! Szykuje różne bojówki do ochrony kościołów, różne kontrakcje! Episkopat niby przywołuje do opamiętania…niby, faktycznie jest przeciw kobietom. Mnożą się różne pogróżki, głosów rozsądku i różnych przestróg decydenci nie słuchają. Proszę sięgnąć choćby do Trybuny z 30 pażdziernika-1 listopada. Są teksty- prof. Jerzego Wiatra, Andrzeja Ziemskiego, Mieczysława Woronieckiego, Sławomira Sadowskiego, Stanowisko PPS. Myślący-proszę nie obrażać się za słowo- odczytają je jako przestrogę przed rozlewem krwi. Decydenci ostrzeżenia zlekceważą-oby tym razem NIE. Mam jak najgorsze przeczucia-„gdy rozum śpi, budzą się upiory”. U władzy chyba już zaczęły przecierać oczy… Stajemy nad przepaścią… pozostał… Czy władza, Episkopat rozumie nie tylko to, do czego doprowadzili, ale jak tragiczny może być finał- kto dziś zna z Państwa odpowiedź?

Krew… co dalej?

Jest oczywiste, że protesty kobiet, wspartych przez rolników, z czasem także przez inne środowiska zawodowe, w tym Lewicy, będą trwać. Rozważne doradztwo podjęli prawnicy, za kobietami jest garstka księży i policjantów. Czy myślących wśród nich zacznie przybywać – oby jak najszybciej. Może skłoni do ostrożności decydentów. Już słyszę, że apel Prymasa, by Kościół był „przestrzenią pojednania, zgody i wzajemnego „szacunku” może przynieść odwrotny skutek. Na co ma być „zgoda” kobiet? Na jaki „szacunek” władzy mogą liczyć? Władza- ma „argument pandemii”. Będzie w „imię prawa i bezpieczeństwa” go egzekwować, prowadząc do siłowego, a nie rozumnego rozwiązania. Faktycznie broniąc siebie przed nienawiścią i złością, jaką sama rozsiała. Policja używa siły-na razie fizycznej i gazów wobec Pań. Wstyd. Czy policjantom wystarczy rozwagi i odwagi by na tym poprzestać? Stawiani są przed dylematem-wykonać rozkaz czy opowiedzieć się po stronie protestujących kobiet. Już wyprowadzono na ulice Żandarmerię Wojskową. Mundur może przywołać silnych, niezbyt rozważnych do honoru i rozwagi wobec Pań. Czy powstrzyma przed ofiarami? Niektórzy publicyści wzywają do rozsądku i przywołują przykład roku 1926- doszło do rozłamu w armii, żołnierz strzelał do żołnierza, ale i do cywila, także do kobiet. Czy znów miałoby odżyć znane hasło- przecież wszystkich nas nie zabiją. Władza zostanie obalona nienawiścią obywateli, zamiast kartką wyborczą. Morze krwi, rozpaczy i bólu, podzieli nas na kilka pokoleń, zamiast żyć i wspólnie dalej budować ojczysty dom. Czy nie będzie żądań pokrzywdzonych, by na czas określony przywrócić karę śmierci i tak zadośćuczynić ludzkiemu tragizmowi i sprawiedliwości? Mamy się czego, po ludzku bać!

Apel- działać rozważnie.

Różne bojówki o zabarwieniu faszystowskim, pod hasłami obrony wiary, już za cichym przyzwoleniem władzy użyto do ochrony kościołów. O skali ich rzekomego „zagrożenia” pisze Redaktor Piotr Gadzinowski. Biskupom do mądrości Prymasa Tysiąclecia – bardzo daleko! Jak mawiał ks. prof. Józef Tischner, przyjaciel Jana Pawła II-„Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi”.

Apeluję więc do rozsądku Pań- organizatorek protestów, do wszystkich wspierających ich doradców o powstrzymanie się od ulicznych wystąpień w dniach 11-15 listopada.

Święto narodowe 11 listopada, uczcijcie Szanowne Panie w domu, z rodzinami. Niech taki będzie wyraz szacunku dla Historii, której okoliczności właśnie dziś nakazują rozwagę, troskę o życie własne i najbliższych. Życie to najcenniejszy skarb, jest jedno i nikt nigdy nie ma prawa o tym zapomnieć. Wszelkie rady by nie „oddawać pola”, czy „nie cofać się przed złem”, odłóżcie na inny czas. Nie ulegajcie spodziewanym opiniom rządowej TVP, że kobiety „zrozumiały”, że „władza chce dobrze” dla Pań, polskich rodzin. Jak szczere i wartościowe jest jej „chciejstwo”- pokazał werdykt Trybunału i przypominana „pomoc” osobom niepełnosprawnym. Bądźcie Panie „PONAD TO”! Uszanujcie własną godność.

Pozostając w domu, udzielając wywiadów mediom- dajcie władzy właśnie „czas szansy” na oprzytomnienie, na przemyślenie adresowanych haseł i wezwań! Czas ten może odczytać – co bardzo prawdopodobne jako swój „sukces”, wskazując i propagując wrzaski bojówek, które już widać i słychać. Bądźcie Panie „PONAD TO”! Uszanujcie własną godność.

Przyłączam się do wszystkich osób, nie tylko Polaków, które okazują Paniom życzliwość. Jestem głęboko przekonany, że po 15 listopada – mając wsparcie milionów Polaków, rozwagą prezentowania swoich humanitarnych racji i praw, osiągną Panie nie tylko osobiste, słuszne cele.

Niegodziwość najwyższej próby

To jest tak, że nieszczęścia chodzą parami, a przysłowia są mądrością narodów. O gustach się nie dyskutuje, chociaż każdy to robi. Bywa też czasem tak, że działa prawo serii. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi i do reszty nie pasuje, to w Polsce ma zastosowanie. Tak jak rząd, który ma zastosowanie, ale nikt nie wie do czego.

Lubuję się ostatnio w czytaniu napisów na transparentach z marszów i manifestacji, które nawiedzają Polskę, a przy okazji moją najbliższą okolicę. Najbardziej spodobał mi się ten o Bosaku, który ogląda porno do końca, bo myśli, że na końcu będzie ślub. W ogóle, co hasło, to kolejny uśmiech na mojej zmęczonej buzi. Tyle mam radości z życia, w tym smutnym, jak wiadomo co, kraju.

Bardzo lubię cmentarze. Zwłaszcza wczesną jesienią. Mieszkam nieopodal wojskowych Powązek. Naprzeciwko Powązek jest też przedszkole, do którego posyłam swoją córkę. Rok temu, we wrześniu, w ciepłe popołudnia, nie było tygodnia, żebyśmy nie zachodzili po przedszkolu na groby. Z jednej strony trasa szybkiego ruchu, z drugiej-ruchliwa ulica w środku miasta, a na Powązkach, cicho i spokojnie. Żywej duszy, oprócz dwóch naszych i stróża. Czasami zaplątał się jakiś emeryt albo szkolna wycieczka, ale to od wielkiego dzwonu. Zazwyczaj byliśmy na tej wielkiej nekropolii sami. Z wiewiórkami, które wcale nie łasiły się ani na migdały, ani na orzeszki ziemne, ani na nic, tak je to miasto zepsute rozpuściło. Raz, kiedy zaszliśmy na kwaterę, na której są pochowani żołnierze z bitwy warszawskiej 1920 r., córka moja zaczęła gonić wiewiórkę między mogiłami, a czasami i po nich. Zwróciłem jej uwagę, żeby nie skakała nieboszczykom po głowach, bo to w większości młode chłopaki, które chcą sobie spokojnie pospać.

Przysłuchiwał się naszej wymianie zdań pewien jegomość, skryty za krzyżem. Podszedł w pewnym momencie do mnie i zagadnął: no, widzi Pan, najlepsi z najlepszych tu leżą. Nooo, odparłem nieśmiało, same młode chłopaki. Rzeczywiście, większość z poległych nie miała 20 lat. No tak, odparł mój rozmówca. Jak ojczyzna wzywa to trzeba krwi, tej młodej, co się w żyłach gotuje, bo bez niej nic dobrego się w tej ziemi nie urodzi. A potem zaczął gadać różne patriotyczne dyrdymały, więc grzecznie się odmeldowałem i poszedłem dalej gonić wiewiórki.

Rząd zadecydował w piątek, że od soboty, tj. w przeddzień Zaduszek, cmentarze w całym kraju pozostaną zamknięte. Choć od miesiąca naród zastanawiał się, czy będzie mógł we Wszystkich Świętych pójść na groby, rząd tak długo nad tym myślał, że wymyślił wyjście dopiero w wigilię Święta Zmarłych. Mógł oczywiście wymyślić to w sobotę, po 18-tej, ale dał ludziom cały, długi dzień, żeby się z postanowieniem rządowym oswoili. Kiedy o tym usłyszałem w piątek po południu, pomyślałem sobie, że albo mam do czynienia z dyletantami najwyższej próby, albo panuje w rządzie niesłychana wręcz panika, że zabiera się on za sprawy za pięć dwunasta, albo najpewniej jedno i drugie. Ileż trzeba w sobie mieć złej woli i jak mało pomyślunku, żeby wpaść na taki pomysł, to może wiedzieć chyba tylko Marek Suski. Ale tak to jest, myślałem dalej, z tymi nieszczęściami, o których bajdurzyłem we wstępie. Że chodzą parami. Albo raczej trójkami, czwórkami i całymi hordami. Jak domino, jak prawo Murphyego, jak paciorki różańca-jedno z drugim. Jak jest dobrze, to jest i należy się z tego cieszyć, a jak zacznie się psuć, to jak ruski telewizor, co najmniej raz w miesiącu. Tak jest teraz z tym rządem i ich Polską. Poszło od piątki dla zwierząt, później Trybunał, a na deser jeszcze to; doprawdy, ślepy by zauważył, że robiąc takie coś, lud zirytuje się jeszcze bardziej, o ile jeszcze bardziej się da. Nawet twardy elektorat nie bardzo już wie, jak tłumaczyć się z tych ślepaków, którymi Morawiecki z Kaczyńskim walą do obywateli jak do…kaczek. W normalnych okolicznościach, odkorkowałbym koniak, usmażył krewetki w tempurze i czekałbym przed teleodbiornikiem, żeby zobaczyć, w jakie guano rząd wdepnie tym razem. Zaprosiłbym też kumpli, bo nie lubię jeść i pić w samotności, to byśmy się przy okazji wszyscy, wspólnie troszkę pośmiali.

Morawiecki i spółka nie bawią za swoje, tylko za nasze i to mnie najbardziej przeraża. Że przetupują państwową kasę i przez swoją nadzwyczajną bezmyślność skazują kolejne branże na głodową śmierć. Dziś to badylarze i floryści, którym skasowano pieniądze na cały rok. W samej Warszawie koszta zmiany w ruchu miejskim, wytyczenie alternatywnych tras, rozkłady, które trzeba wydrukować, pasy, które trzeba wymalować na jezdniach itp. to milion z miejskiego budżetu wyrzucone w błoto. Ale czy to Morawiecki płaci ze swojej kieszeni? Kto bogatemu zabroni. Kolesie od zniczy i chryzantem nie mają chleba-niech żrą parafinę i doniczki. Rząd się wyżywi.

Dzień gniewu kobiet

Takiej demonstracji Warszawa nie widziała od czasu Polskiego Października 1956 r. A przecież demonstrowano 31 października nie tylko w stolicy.

100 tysięcy w Warszawie, tyleż we Wrocławiu, wielotysięczne pochody w innych dużych miastach, a także w mniejszych, w których po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat zanotowano protesty tak liczebne. Kobiety wysłały rządowi jasny sygnał – nie ustąpimy, musicie się z nami liczyć.

Piątek 30 października miał być decydującym starciem – dniem, w którym miało się okazać, czy fala gniewu może wznieść się jeszcze wyżej. Rząd robił wszystko, by złamać morale protestujących. Jarosław Kaczyński w telewizyjnym przemówieniu wezwał swoich zwolenników do ulicznej konfrontacji. Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski powtarzał, że organizatorkom protestów grozi nawet do 8 lat więzienia. TVP puszczała fake newsy o nadjeżdżającej niemieckiej antifie, niszczeniu kościołów, chmurze wirusów unoszącej się nad demonstracją czy nawet kanibalistycznych (!) zamiarach uczestników protestów.

I wszystko to na nic. Centra polskich miast zostały sparaliżowane przez ciągnące się kilometrami kolumny protestacyjne. W Warszawie celem był dom prezesa Kaczyńskiego na Żoliborzu, gdzie demonstranci dotarli w ramach różnych marszy. Każdy z nich liczył ponad 30 tysięcy osób. W całym mieście przed, podczas i po demonstracji rozlegały się spontaniczne okrzyki „jebać PiS”, „trzeba było nas nie wkurwiać”, „Norymberga dla Kaczora” czy „myślę, czuję, decyduję”. Mimo że sprawa jest poważna – w końcu mamy do czynienia z zamachem na wolność podstawową – prawo do decydowania o własnym ciele, na proteście panowała fiesta – tańce, śpiewy, zagadywanie nieznajomych osób, wspólne wymyślanie przyśpiewek, których głównymi bohaterami byli dygnitarze władzy – Kaczyński, Ziobro, Czarnek czy Morawiecki. Mocne słowa padały również w kierunku ideologicznych sojuszników – fanatyków z Ordo Iuris, Kai Godek, Krzysztofa Bosaka czy nacjonalistów, bezlitośnie obśmiewanych.

Nie zabrakło też socjalnych akcentów: socjalistki i związkowcy wystawili w marszu swoją kolumnę z czerwonymi sztandarami.

Nacjonaliści i kibole, pochowani w bramach, nie tak liczni, jak zapowiadano (w mediach społecznościowych odgrażali się, że będzie ich 10 tysięcy), przeżywali w piątek trudne chwile. Wprawdzie w kilku miastach udało im się pobić kilka kobiet, jednak najbardziej wymowną ilustracją ich bezradności była scena z Ronda de Gaulle’a w Warszawie, gdzie grupa ekstremistów próbowała zaatakować marsz, jednak napotkawszy na opór kobiet i antyfaszystów, uciekali w popłochu.

Agresywni mężczyźni rzucali gdzieniegdzie w tłum racami, jednym z poszkodowanych był działacz społeczny Jan Śpiewak, a także poseł Koalicji Obywatelskiej, były szef MSWiA, Bartłomiej Sienkiewicz, który dostał gazem w twarz, kiedy próbował przeciwstawić się bandytom.

– Właśnie zostałem potraktowany gazem przy próbie interwencji poselskiej – grupa faszystów zaatakowała ludzi przy próbie oddzielenia faszystów oberwałem (…) Podobno pokazała się informacja że dostałem gazem od policjantów. Stanowczo dementuję. Zostałem zaatakowany przez bojówki Kaczyńskiego, zwykłych nazioli kiedy im zastąpiłem drogę przy ich ataku” – napisał polityk na Twitterze.

Warszawska policja zatrzymała 37 osób. 35 z nich to członkowie kibolskich bojówek, jak wynika z oficjalnych informacji komendy. – Przy zatrzymanych policjanci zabezpieczyli różnego rodzaju pałki, w tym teleskopowe, gazy obezwładniające, dużo wyrobów pirotechnicznych. Zdecydowane działania pododdziałów prewencji i policjantów po cywilnemu pozwoliły na skuteczne zapewnienie bezpieczeństwa w centrum miasta”– czytamy w oficjalnym komunikacie.

O socjalny strajk kobiet

Po sześciu dniach protestu i Strajku Kobiet coraz częściej słyszy się w liberalnych mediach utyskiwania na „radykalizację nastrojów”. Na to, że niepokoje społeczne odbiją się na kondycji gospodarki, a także, że niosą one dodatkowe zagrożenie epidemiczne.

Opozycyjne elity próbują wykreować liderki ruchu kobiecego, które właśnie opublikowały swoje rekomendowane postulaty, wśród których dominuje bełkot w obronie systemu sądowniczego, zdemolowanego – wg ich opinii – przez PiS. Być może. W istocie rzeczy system ten nigdy nie był sprawiedliwy, bezstronny i politycznie neutralny. Zwłaszcza dla kobiet.

Zawsze wspierał solidarnościowe elity władzy i liberalny konsensus ekonomiczny za cenę wielkich społecznych nierówności. Popierał też tzw. konsensus aborcyjny, pomimo głośnych żądań liberalizacji przepisów.
Liberałowie zapomnieli, dlaczego stracili władzę. Stracili ją, ponieważ wiele grup społecznych miało dość ekonomicznego statusu ludzi drugiej kategorii. Zdominowany przez liberałów sejm śmiał się, kiedy mówiono w nim o głodujących w Polsce dzieciach. Był obojętny na postulaty dotyczące wyższych i równych płac. Wykazał się kompletną arogancją, wyrzucając do kosza dwa miliony podpisów w sprawie referendum dotyczącego skrócenia wieku emerytalnego. Wcześniej bez pytania podniósł wiek emerytalny kobiet o 7 lat. Liberalna władza likwidowała szkoły i żłobki oraz doprowadziła do całkowitej niewydolności służbę zdrowia.

To wszystko otworzyło prawicy i PiSowi drogę do władzy w 2015 roku. I wtedy nagle okazało się, że dochód narodowy można jednak podzielić inaczej, że można wydać miliardy złotych na program 500 plus, który nie tylko dociera do najuboższych grup społecznych, ale w większości także prosto do rąk kobiet; że można podnieść wynagrodzenia minimalne i obniżyć wiek emerytalny. To wszystko jest z ekonomicznego punktu widzenia istotniejsze nawet dla kobiet niż mężczyzn. Bo to kobiety ekonomicznie i politycznie są w Polsce upośledzone, są traktowane jako grupa gorszego sortu.

Na ulicach wrze. W zdecydowanej większości protestują właśnie kobiety. Jeżeli rząd w 95 proc. składa się z mężczyzn, sejm t w 72 proc. mężczyźni, Trybunał Konstytucyjny w 86 proc., a episkopat oczywiście w 100 proc. ; jeżeli kobiety zarabiają przeciętnie 20-30 proc. mniej od mężczyzn, to chyba nie ma wątpliwości, że ten system nie wymaga poprawy, naprawy czy jakiegoś delikatnego liftingu. On w całości jest do „wyjebania”. „Jebać PiS”? Owszem, ale także „jebać nierówności społeczne”, „jebać demokrację parlamentarną mężczyzn”, „jebać wyzysk pracy kobiet i niskie zarobki”!
„Jebać kapitalizm”!

Kinga Krzysztofiak
Stanisław Krastowicz
Joanna Malinowska

Świat sportu też wspiera protest

W całej Polsce trwają protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis zezwalający na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Do społeczny sprzeciwu po tej decyzji TK dołączyli też licznie przedstawiciele różnych środowisk sportowych.

Przeciwko kontrowersyjnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego najmocniej protestują kobiety, także w środowisku sportowym. Wiele znanych polskich sportsmenek na różne sposoby, chociaż najczęściej za pośrednictwem portali społecznościowych, także wyraziło swój sprzeciw. „Witamy w piekle” – napisała sprinterka Ewa Swoboda. Anna Werblińska, była reprezentantka Polski w siatkówce, zamieściła grafikę obnażającą hipokryzję zwolenników całkowitej aborcji, którzy nie kwapią się do pomocy matkom niepełnosprawnych dzieci. Jej dawna koleżanka z kadry Polski, Katarzyna Skorupa, zamieściła grafikę z podobizną Jarosława Kaczyńskiego i podpisała ją wymownym zdaniem: „W sprawie rodzenia nie macie nic do powiedzenia”. Z kolei koszykarka Angelika Stankiewicz, aktualna reprezentantka Polski, zamieściła grafikę obrazującą twarz kobiety z ustami zasłoniętymi dłonią w barwach polskiej flagi narodowej. A zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk napisała wprost: „Wstyd mi za taką władzę”. W podobnym tonie wypowiedziały też swoje zdanie nasza znakomita biegaczka średniodystansowa Joanna Jóźwik, młociarka Malwina Kopron, biathlonistka Weronika Nowakowska, narciarka alpejska Karolina Riemen-Żerebecka.
We wpisie na profilu innej z naszych gwiazd mieszanych sztuk walki, Karoliny Kowalkiewicz, aż kipi od emocji: „Jestem kobietą. Do walki zawsze wychodziłam z flagą na ramionach dumnie reprezentując Polskę. Kocham swoją ojczyznę i nie umiem poradzić sobie z tym co się dzieje. Targa mną wiele różnych emocji, złość, żal, bezsilność, rozczarowanie, wstyd… od kilku dni chce mi się wyć!” – pisała zawodniczka MMA
Mocno swój sprzeciw zaakcentowały też polskie tenisistki. „Decyzja Trybunału uderza mocno w wolność wyboru, a właśnie mieć wybór jest tutaj kluczowe. Aktualnie jestem w Stanach Zjednoczonych i niewiele mogę tutaj zdziałać oprócz wrzutek w social mediach, ale gdybym teraz była w Polsce, na pewno byłoby mnie widać na protestach w Warszawie lub w Sosnowcu. Sercem jestem ze wszystkimi protestującymi, walczącymi o nasze prawa” – napisała Paula Kania. Inna z naszych tenisistek, Katarzyna Kawa, wyraziła natomiast taką opinię: „Decyzja Trybunału wywołała u mnie smutek i sprzeciw. Na studiach fizjoterapii miałam praktyki w ośrodkach rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych. Widziałam, z czym wiąże się opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem. Dla mnie jest to bohaterstwo, którego nie można wymagać od każdego. Przebywam poza Polską, więc mogę tylko zdalnie wyrażać swoje opinie.
Nawet siostry Agnieszka i Urszula Radwańska, które kiedyś były ulubienicami polskich środowisk prawicowych, opowiedziały się po stronie strajkujących kobiet, publikując na swoich profilach na Instastory grafikę z czerwonymi błyskawicami – a jest to jeden z popularniejszych symboli protestu przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Podobne grafiki zamieściły też inne znane polskie tenisistki – Marta Domachowska i Klaudia Jans-Ignacik. „Jak można skazać kobietę na urodzenie dziecka, które umrze niedługo po narodzinach? Jak można skazywać rodzinę na utrzymywanie przy życiu istoty, dla której medycyna nie daje żadnej nadziei prócz wegetacji?” – skomentowała z kolei na łamach sport.pl Justyna Kowalczyk, która rzecz jasna również opowiedziała się po stronie protestu kobiet.
Podczas meczu kobiecej reprezentacji Polski w piłce nożnej z Mołdawią w eliminacjach mistrzostw Europy (3:0) zawodniczki Joanna Wróblewska i Paulina Dudek demonstracyjnie prezentowały przy każdej okazji „błyskawice” wymalowane na noszonych przez nie na rękach opaskach. A skoro już jesteśmy przy piłce nożnej, to trudno pominąć milczeniem reakcję środowisk kibolskich, na których wsparcie chyba liczył szef PiS Jarosław Kaczyński. „Nie przeciw kobietom, ani na zlecenie reżimu pisowskiego, stajemy w obronie tradycji i niszczonego dziedzictwa narodowego” – napisali w swoim internetowym przesłaniu fani Śląska Wrocław. Jeszcze bardziej dosadnie swoje stanowisko sformułowali kibole Miedzi Legnica: „Szanujcie tradycje, walczcie o swoje! Niech Nas nie dzielą pisowskie gnoje! Wspieramy kobiety!”.