PO z kobietami, ale nie do końca

Wydawałoby się, że Polki dały już do zrozumienia opozycji, jakich propozycji w zakresie praw kobiet od nich oczekują. Lewica na te oczekiwania odpowiada. I na razie tylko ona.

Platformie Obywatelskiej próba sformułowania oferty dla obywatelek, chociaż to potencjalnie wielki antypisowski elektorat, idzie jak po grudzie. A to poseł Raś rzuci, że jednak nie jest za prawem do przerywania ciąży, a to wypowie się ktoś z teoretycznie liberalnego skrzydła partii, pokazując, że jednak tak samo jak zdanie kobiet ważne jest dla „europejskiej” i „liberalnej” Platformy zdanie Kościoła.

Ostatnio z takich właśnie „liberalnych” pozycji wypowiedział się Rafał Grupiński – od lat niepodzielny liderem wielkopolskich struktur PO, współtwórca partyjnych strategii w skali krajowej. Rozmawiając z „Głosem Wielkopolskim” wytłumaczył, e generalnie popiera dostęp do bezpłatnego zabiegu przerwania ciąży do 12 tygodnia, ale…

– Sam jestem za liberalizacją prawa w tym zakresie i przyjęciem jedynie dodatkowego przepisu, dzięki któremu przed podjęciem tej zawsze trudnej decyzji, kobieta czy rodzina będzie mogła liczyć na rozmowę z psychologiem, a jeśli jest osobą wierzącą, z duchownym swojego wyznania – oznajmił. Jakby nie wiedział, że w polskich realiach z „będzie mogła liczyć” za chwilę zrobi się „obowiązkowo będzie musiała przejść” – i nie rozmowę, a zwyczajną, w przypadku księdza, próbę nacisków.

Jeszcze ciekawiej brzmiały tłumaczenia Grupińskiego, dlaczego problem dostępności aborcji pozostał w Polsce nierozwiązany, chociaż PO rządziła przez osiem lat. Poseł niejako przyznał, że jego partii odpowiadał tzw. kompromis. Ale podobno dlatego, że PO wychodziła z założenia, że jeśli ruszyć ustawę w jedną stronę, to później nastąpi przechył w drugą. Innymi słowy: gdyby rząd Tuska przepchnął ustawę liberalizacyjną, a potem przegrał wybory, kolejny gabinet zaserwowałby Polkom drakońskie prawo antyaborcyjne. Logika PO jak widać poległa, a prawica katolicka postanowiła zmusić Polki do rodzenia niezależnie od tego, co kombinowała polityczna konkurencja. A może właśnie dlatego, że wiedziała dobrze, że dla konkurencji sprawy kobiet to „tematy zastępcze”.

Grupiński przyznał przynajmniej, że kompromis i tak był fikcją, a zamiast zdrowia i życia kobiet na pierwszym miejscu stawiano wrażliwe sumienia katolickich lekarzy. Szkoda, że przy okazji nie przyznał, że aborcje były i będą, a ich legalizacja pozwoli, by były przynajmniej bezpieczne.

Polityczny szczękościsk prawicowej władzy w Polsce

Czyli upadek rozumu i porażka człowieczeństwa.

Ulice polskich miast kipią od tłumnych protestów kobiet – także wspierających je mężczyzn – okazujących energiczną i głośną niezgodę na ogłoszone nie dawano przez tzw. Trybunał Konstytucyjny uzasadnienie do wcześniejszego wyroku zakazującego aborcji w przypadku tzw. wady letalnej płodu. Oznacza to w praktyce, że możemy poszczycić się najbardziej drakońskim w Europie – poza państwem Watykan – prawem dot. usuwania ciąży. Prawo zastało tu dramatycznie zindoktrynowane – zawężone – a sama aborcja, z niewielkim wyjątkiem, podlega penalizacji; grozi więzieniem lekarzowi i matce, która z poważnych powodów zdrowotnych i społecznych zdecyduje się na usunięcie płodu. Władzy, łącznie z Kościołem, który skrywa się za restrykcją, pomyliły się epoki. Średniowiecze, i inne ciemne czasy Europa ma już za sobą. Szanuję i podziwiam matki, które decydują się na donoszenie i urodzenie chorego już w łonie dziecka, lecz jednocześnie nie potrafię potępiać tych matek, które zechcą taki płód usunąć, gdyż to kobieta, z ważnych i rozsądnie skodyfikowanych powodów winna mieć prawo decydować, co uczynić z takim mniej czy bardziej rozwiniętym, chorym zalążkiem życia w swoim łonie. Ewentualna aborcja jest również ogromnym dramatem i cierpieniem kobiety, przeżywanym za przyczyną poważnego przymusu zdrowotnego.

Przymuszanie kobiet do heroizmu rodzenia dzieci obciążonych poważnym defektami zdrowotnymi jest okrutnym kuglarstwem prawnym oraz nadużyciem etycznym, klepniętym konstytucyjnie przez organ nieuprawniony, powołany do sądzenia – wedle poważnych opinii – w sposób prawnie wadliwy. Całość ta dowodzi sfanatyzowania rządzących, mocujących coś takiego w prawie, przy tym kalkulujących to prawo na zimno. Ogromna część Polaków zauważa, że to paranoja. Ja również. Lecz należy pamiętać, że wcale nie wszyscy podzielają poglądy protestujących. Co z tego, że tłumy wyszły na ulice ?! Władza przywykła do protestów, wpisała je w koszty swojego rządzenia wedle zasady: psy szczekają, karawana jedzie dalej. PiS ma przed sobą jeszcze trzy lata rządów i cieszy się poparciem wcale pokaźnego elektoratu, który w nosie ma – nie ogarnia – przekrętów partii Kaczyńskiego; te go ani nie interesują ani obchodzą, więc płynie nurtem jej zideologizowanego programu. Popierający PiS czują się w większości zwolnionymi od myślenia. Zatracili empatię w wielu sprawach, że dodatkowo wspomnę tu ustawę zwaną, nie wiedzieć dlaczego, „Dezubekizacyjną” z grudnia 2016 roku. Należy przypomnieć, ze wpędziła ona w biedę tysiące mundurowych emerytów i rencistów, razem z rodzinami – rzekomych „ubeków”. Szczuto na tą grupę od dawna, nawet w kościołach. Brakuje w języku polskim słów mogących trafnie ważyć głębie nikczemności tego wyroku władzy. W Polsce, gdzie jedno ludzkie nieszczęście potrafi burzyć tłumy, zadbano o to, aby nieszczęście tysięcy wepchnąć do piekła obojętności i zapomnienia. I nazwać je przewrotnie rzekomym spełnieniem oczekiwanej przez naród sprawiedliwości. Temat nie cieszy się wzięciem gwiazd medialnych – wszak, kto będzie bronić .. „ubeków – komunistycznych oprawców” ?! W tej akurat sprawie nie tylko PiS, ale równie polskie elity szeroko pojęte nie zdały egzaminu z człowieczeństwa; albo uwierzyły w dekomunizacyjną sprawiedliwość Ustawy nie bacząc, że klecąc ją łamano z hukiem kluczowe zasady Prawa Rzymskiego, lub wolały schować uszy po sobie, trzymając się maniery i salonowej koniunktury. Prawo i Sprawiedliwość – Zjednoczona Prawica – posiadło moc sprawczą forsowania swoich władczych pomysłów, także urojeń. Wyrosło na mistrza stawiania narodu pod ścianą faktów dokonanych. Kuglarstwo paragrafami towarzystwo to opanowało do perfekcji, przecząc moralności, jeśli moralność w polityce znaczy cokolwiek. Jarosław Kaczyński, jako polityk, przepoczwarzył się i wyrósł na polskie wcielenie Niccolo Machavelli’ego. Nie ulega wątpliwości, że PiS zgarnęło władzę demokratycznie, przy tym wcale nie bezwzględną wyborczą przewagą nad resztą politycznie podzielonej konkurencji, lecz „D’Hondtem”. Wydawałoby się, że takie rozstrzygnięcie winno motywować zwycięzców do jakiegoś umiaru. Antony Beevor, brytyjski historyk – mój rówieśnik – autor paru bardzo ciekawych książek historycznych (patrz np., „Stalingrad” czy „Berlin 1945”) jest autorem dzieła, „Walka o Hiszpanię 1936 – 1939”, opatrzonego podtytułem „Pierwsze starcie totalitaryzmów”.

To mądra i wyważona w sądach książka, rozsądnie rozdzielająca po latach winy obojga stron nieszczęścia, które dotknęło to iberyjskie państwo w tym samym czasie, kiedy nad Europą zbierały się burzowe chmury nadciągającej wojny światowej. Aspirujący do władzy Front Ludowy zdobył w nich niewielką przewagę – poniżej dwóch procent. .Beevor, konstatując wyniki parlamentarnej elekcji Hiszpanów, odnosi je do tryumfującej w wyborach Lewicy. Pisze dalej: „Lewica, lekceważąc skromność swego zwycięstwa, zaczęła się zachowywać tak, jakby otrzymała powszechny mandat do wprowadzenia rewolucyjnych zmian” (sic!). Rzecz historycznie odległa w czasie oraz w geografii nasuwa cząstkę analogii do tego, co aktualnie dzieje się w Polsce, tyle, że słowo „Lewica” należałoby tu zastąpić zwrotem „Prawica” do tego „Zjednoczona”. Hiszpański przykład tamtego czasu, opisany piórem wrażliwego pisarza i historyka, mającego wyczucie niebezpieczeństw niepohamowania zapędów – „rewolucyjnych zmian” – władzy zdobytej akurat niewielką przewagą elekcyjną – także tu i teraz polskim „D’ontem” – zdaje się być ostrzeżeniem przed jej nadużywaniem. W Polsce, sumarycznie po stronie przeciwnej, była jednak większość tych, którzy głosowali na inne od PiS partie, co w jakiś cywilizowany sposób winno być uszanowane i motywować rządzących od powściągnięcia we wdrażaniu rozwiązań budzących skrajne kontrowersje, wtłoczonych do praktyki w sposób prawnie wątpliwy. I tak być powinno. I chociaż nie ma ku temu żadnej, zapisanej w prawie obligacji, owa powściągliwość winna wpisać się w polityczny obyczaj – stanowić żywą część demokratycznego myślenia elit władzy o państwie jako cywilizowanej, delikatnej tkance rozwiązań i instytucji, mającej na celu łączenie, a nie dzielenie i szczucie na siebie obywateli. Warto przywołać tutaj słowa utrwalone przez Cypriana Kamila Norwida w liście słanym przez poetę w 1862 roku do Michaliny z Dziekońskich Zalewskiej: „Jesteśmy żadnym SPOŁECZEŃSTWEM. Jesteśmy wielkim SZTANDAREM NARODOWYM”. Mało co nam tak dobrze, wspólnie i zbiorowo wychodzi, jak wymachiwanie sztandarami i gromkie śpiewanie hymnu – dwóch zwrotek obowiązkowo. A nawet trzech. Po nasyceniu łopotem i śpiewem poczucia bycia patriotami, wzbiera w nas chęć skoczenia sobie do gardeł. Zjednoczona Prawica skłonność tą podsyca i konserwuje. Nasi wyborczy zwycięzcy po coś w końcu zassali do swojej polityki Trybunał Konstytucyjny, resorty siłowe – w tym sądy i prokuraturę – oraz komplet mediów publicznych. Teraz zasysają prasę, rzecz jasna dla dobra Polaków. W TVP 1, we wiadomościach, pojawia się twierdzenie, że w Polsce panoszą się siły neoliberalne i neokomunistyczne, chcące zniszczyć jej fundament .. polską rodzinę. Na ulicach panoszy się wściekły alians liberałów i komunistów, uprzykrzających życie prezesa w jego samotni na Żoliborzu, dający niepotrzebne zatrudnienie policji, która miast tropić zbójów jest przymuszana do pałowania i gazowania burzycieli porządku i spokoju polskiego domu. Minister Czarnek, arcyprawicowy fanatyk kierujący resortem Edukacji Nauki, rekomenduje utworzenie nowej dziedziny nauki: o rodzinie. Rzecz jasna, wedle jedynie słusznego modelu i wyobrażeń pisowskich akuszerów pomysłu. I będzie można z tego robić .. doktoraty; pewnie i na przykład na toruńskiej uczelni Rydzyka. Podlana bogoojczyźnianym sosem żenada władzy ?! Jasne, że tak. Lecz nie dla wszystkich. Z pewnością nie dla żarliwych oglądaczy i słuchaczy – wielbicieli mediów publicznych, i tych toruńskich. Także całego multum obojętnych na cokolwiek. I ten cały cyrk ma się ciągle dobrze i trzyma publikę. Jakkolwiek, o czym wiem, moje pisanie jest pisaniem na Berdyczów – wielu pisze podobnie – powstrzymać się nie potrafię, aby nie wylać na papier wieloźródłową gorycz niezrozumienia, jak coś takiego możliwym jest w dwudziestym pierwszym wieku w rzekomo cywilizowanym państwie Europy. Władza w Polsce wylądowała w łapach prawicowych, sfanatyzowanych pseudomyślicieli i mściwców z politycznym i historycznym szczękościskiem na gardłach urojonych liberałów i komunistów. I kogo tam jeszcze. To ogromnie smutne i dołujące. Niech to szlag trafi.

Bigos tygodniowy

Kolejny brutalny akt ze strony coraz bardziej terrorystycznych – opartych na jawnej i gołej jak święty turecki przemocy – rządów PiS. Bo one takimi już są, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. 27 stycznia tuż przed północą ogłoszono uzasadnienie i tzw. wyrok tzw. Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej, radykalnie zawężający już bardzo ograniczone prawo do aborcji, poprzez zakwestionowanie tzw. przesłanki embriopatologicznej (ciężka i nieuleczalna wada płodu). Na ulice polskich miast wróciły demonstracje Strajku Kobiet i tych, którzy go wspierają. Doszło do licznych zatrzymań i brutalnego traktowania przez policję zatrzymanych, których (m.in. jedną z liderek, Klementynę Suchanow) wywożono poza Warszawę, a następnie wiele godzin, także w nocy, przetrzymywano. Tu już nie ma miejsca na żaden relatywizm – ten reżim ma jak najgorsze intencje i rządzi już otwarcie za pomocą nagiej siły. Od białoruskich czy rosyjskich standardów znaleźliśmy się już naprawdę tylko o krok i wcale nie ma gwarancji, że nie zostanie on wykonany, a granica nie zostanie przekroczona. Macie pewność, że oni nie posuną się dalej? Bo ja nie mam takiej pewności. A przecież gdy 1 maja 2004 roku, uczestniczyłem pod Zamkiem Królewskim w uroczystym pikniku z okazji inauguracji wejścia Polski do Unii Europejskiej, z udziałem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, nawet w najczarniejszych wyobrażeniach nie mogłem sobie wyobrazić, że to co dzieje się dziś w Polsce, może się zdarzyć w kraju członkowskim europejskiej wspólnoty – a stało się. Mimo to, co pewien czas szczypię się w ramię, by sprawdzić, czy nie śnię koszmarnego snu.


Różne pięknoduchy po stronie opozycji i niektórzy komentatorzy basują pisiorom w oburzaniu się na Strajk Kobiet i osobiście Martę Lempart za „wulgarny język”. Po pierwsze, to oburzenie jest śmieszne w kraju, w którym słów „kurwa”, „wypierdalać” czy „chuj” używa się w mowie powszechnie, w roli przecinków, a mówią tak nawet przedszkolaki. Po drugie uważam, że tylko takimi słowami można adekwatnie oddać sytuację w Polsce i działania tego coraz bardziej barbaryzującego się reżymu.


Nie ma powrotu do kompromisu aborcyjnego, determinacja młodych kobiet i wspierających je młodych mężczyzn, protestujących na ulicach polskich miast i miasteczek, wyrażających swój sprzeciw wobec opublikowania tzw. wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego świadczy, że jedyną drogą jest liberalizacja przepisów dotyczących praw reprodukcyjnych. Niestety, taka możliwość powstanie dopiero po odsunięciu pisowców od władzy, a złożone przez Lewicę projekty ustaw dotyczące tej sprawy, jeszcze sobie w tym Sejmie poleżakują, bo szans na podjęcie jakiejkolwiek dyskusji brak.


Od czerwca 2006 do grudnia 2020, przez 14 lat, partia Orbana Viktora Fidesz prowadziła w sondażach i wygrywała wybory na Węgrzech. Kaczorowi tak bardzo to imponowało, że publicznie snuł marzenia o „Budapeszcie w Warszawie”. W ostatnich rankingach coś się jednak zmieniło. Obozowi Orbana wyrósł niespodziewanie groźny przeciwnik. 20 grudnia wszystkie partie opozycyjne zawarły porozumienie ogłaszając wspólny start w wyborach 2022 roku i wystawienie jednego kandydata na premiera. I po raz pierwszy od czternastu lat pojawiły się sondaże, w których partia Orbana znalazła się na drugim miejscu, wobec perspektywy ewentualnej porażki. Węgierska opozycja okazała mądrość, przy czym warto dodać, że nowa koalicja nazywana jest „tęczową”, co nie ma związku z LGBT, ale odnosi się do jej różnorodności politycznej, a to tym bardziej skłania do podziwu dla jej sygnatariuszy. Czy rozczłonkowana i słaba polska opozycja pójdzie w jej ślady, czy też wygra w niej egoizm, sobkowstwo z głupotą pospołu i PiS utrzyma się przy władzy na kolejne lata?


„Nie powinna na tej samej sali przebywać kobieta, która ma wiedzę, że jej dziecko urodzi się z wadą śmiertelną, czasem kilka minut, czasem kilka godzin leżeć koło radosnej matki, która wie, że urodzi się dziecko zdrowe – to jest dodatkowe obciążenie psychiczne dla tej kobiety, nie możemy na to pozwolić” – to słowa Wójcika Michała, byłego wiceziobry z Ministerstwa Sprawiedliwości, nawiązujące do ziobrystowskiego projektu ustawy o hospicjach dla kobiet w ciąży z chorymi płodami. Jakim trzeba być człowiekiem, by cienkim tenorkiem wygłaszać takie cyniczne deklaracje? Czy mówiąc o „sali” Wójcik miał na myśli salę tortur?


Kaczor zapowiada, że po „zwalczeniu pandemii” PiS wystąpi z „ambitną ofensywą”, która będzie się nazywać Nowy Ład Polski. Z przecieków wynika, że będą to m.in. ustawy skierowane przeciw samorządom, mediom oraz nowe korupcyjne ustawy „socjalne” skierowane do wybranych targetów, już nie tylko osłabiające złotego, ale mogące mieć zabójczy dla przyszłości gospodarki.


Kaczor, jako wicepremier i przewodniczący komitetu ds. bezpieczeństwa narodowego i spraw obronnych, wydał oświadczenie w sprawie zakupu respiratorów w kwietniu 2020 roku przez Ministerstwo Zdrowia od handlarza bronią. Stwierdził, że działania służb specjalnych nie wykazały żadnych przesłanek wskazujących na możliwość nadużyć, działań korupcyjnych lub innych czynów zabronionych przy ich zakupie. Tym samym Kaczor uwolnił organy ścigania od prowadzenia żmudnego śledztwa, a sądy od prowadzenia rozpraw, uniewinnił też kierownictwo Ministerstwa Zdrowia od ewentualnej winy i kary. Szybko i sprawnie, bez zbędnej zwłoki, załatwił sprawę wartą grube miliony publicznego grosza. Można? Można, wystarczy chcieć. Tylko po co te prokuratury, po co te sądy i trybunały, po co te wszystkie reformy wymiaru sprawiedliwości nad którymi od lat biedzi się Zioberek z kolegami? Wystarczy sam jeden Kaczor – właściwy człowiek na właściwym stanowisku.


„Stawiając na przestarzałe rozwiązania węglowe Polska skazuje się na regres i zapóźnienia gospodarcze wobec Europy. Najgorsze jest jednak to, że negując zmiany klimatyczne polski rząd działa przeciwko własnym obywatelom” – powiedział w wywiadzie dla Onetu specjalny sprawozdawca ONZ ds. skrajnego ubóstwa Philip Alston. Zarzutów stawia rządowi PiS więcej, n.p. lekceważenie zbliżającej się katastrofy klimatycznej, której Polska będzie jedną z najdotkliwiej dotkniętych ofiar, a początek najgorszego okresu sytuuje już około 2030 roku. „W ten sposób pański kraj – mówi do dziennikarza Alston – stanie się całkowicie niekonkurencyjny i zostanie w tyle za innymi krajami, które będą korzystać z energii odnawialnej. Z czasem Polska zacznie odstawać na tyle, że będzie jej trudno handlować z tymi krajami. Najbardziej zadziwiający jest jednak fakt, że Polska po prostu nie dba o własne środowisko, a tym samym o własnych obywateli”. To nie jedyny wątek poświęcony Polsce w tym generalnie przerażającym swą wymową wywiadzie.

Gniew kobiet

Czy rząd liczył na to, że nieoczekiwanie opublikuje uzasadnienie wyroku pseudotrybunału i uniknie protestów, bo wszyscy są już zajęci czym innym? A może wolał wkurzyć obywatelki, by nie mówiono o klapie programu szczepień?

Pewne jest jedno – kiedy tylko uzasadnienie wyroku, słusznie nazywanego wyrokiem na kobiety, zostało podane do wiadomości publicznej, obywatelki zaczęły w sieci skrzykiwać się na demonstracje. Nie tylko w Warszawie i nie tylko w wielkich miastach. Spacerowano również w mniejszych miejsco-
wościach, znowu zabrzmiało „wypierdalać” i „nigdy nie będziesz szła sama”.

– Po miesiącach zawieszenia, rząd zdecydował o naszym losie. O życiu wielu kobiet, tak wielu osób. O przyszłości tylu rodzin. Zabierając tak wielu z nas koło ratunkowe skazał na cierpienie i śmierć – skomentowała wyrok w internecie posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek. – Nie zgadzam się z wyrokiem. Nie zgadzam się na zabieranie nam naszych praw. Na terror. Na cierpienie. Te słowa doskonale oddają strach i gniew tysięcy kobiet w całym kraju.

Aborcje dla bogatych

W stolicy początkowo gromadzono się przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Tam głos zabrała m.in. posłanka Lewicy Magdalena Biejat, zapowiadając, iż jej ugrupowanie zacznie wkrótce zbiórkę podpisów pod
obywatelskim projektem ustawy liberalizującej dostęp do aborcji
i apelując, by już teraz wdrożyć w Sejmie prace nad inną ustawą złożoną przez socjaldemokratów – depenalizującą pomoc w przerywaniu ciąży. –

Aborcja prawem

osób z macicami! Trzeba było nas nie wkurwiać! – skandowali zgromadzeni. – Zakaz aborcji nie sprawia, że nie ma aborcji. Aborcje są wtedy dozwolone, ale tylko dla osób bogatych – przemawiała przez megafon Marta Lempart, jednak z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.
Chociaż manifestacja byłacałkowicie spontaniczna, pod Trybunał przyszło kilka tysięcy osób. Znowu, jak w październiku, spod budynku, w którym zapadł pseudowyrok, przeniesiono sipod siedzibę Prawa i Sprawie-
dliwości, szczelnie obstawionąprzez policję. Tym razem jednak
funkcjonariusze nie próbowali rozbijać demonstracji. Nawet komunikat o tym, że „nie zgłoszono żadnego zgromadzenia” był emitowany tylko przez krótki czas.

Nie było gazu ani kotłów. Uczestniczki demonstracji zauważyły, że dzięki temu protest był wyjątkowo bezpieczny. Liderka OSK zdecydowała, by pozostać w centrum Warszawy, nie iść pod dom Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego protestujący zakończyli zgromadzenie tam, gdzie się ono zaczęło – pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Aktywistki zapowiada ją powtórkę z protestów w czwartek 28 stycznia i piątek 29 wieczorem. Tego dnia Ogólnopolski Strajk Kobiet wzywa wszystkich i wszystkie do Warszawy. Niech znowu wyjdzie na ulice 100 tys. ludzi, a może jeszcze więcej. Mamy rząd do obalenia Nie tylko Warszawa będzie tego dnia protestować. Kontynuację protestów w czwartkowy wieczór zapowiadają również aktywistki z Wrocławia, gdzie w środę protest również zgromadził kilka tysięcy oburzonych. Przeszli przez historyczne centrum miasta, skandując „Przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia”. Przed biurami PiS zbierano się w Łodzi, Gdańsku, Białymstoku. W stolicy Podlasia co prawda udało się zgromadzić jedynie kilkadziesiąt osób, ale ich gniew był szczególnie gorzki. W rozmowie z mediami zwracali uwagę na fakt, że teraz odmówiono im prawa do aborcji, a już wcześniej region był faktycznie wykluczony, jeśli chodzi o opiekę gineko- logiczną dla kobiet z mniejszych miejscowości.

Zajmijcie się narodzonymi…

Podczas demonstracji w Łodzi przypomniano niedawną tragedię z Bytomia, gdzie 15-latek zabił swoją 13-letnią dziewczynę, która była w ciąży. Zgromadzeni nie mieli wątpliwości: gdyby w Polsce normalnie podchodzono do spraseksualności i antykoncepcji, podobne dramaty by się nie zdarzały. Prawica woli jednak zmuszać wszystkich do zaakceptowania
fundamentalistycznie katolickich„wartości” i swojej koncepcji „życia poczętego”. Również w Radomiu przed biurem PiS zachęcano rządzących, by zajęli się raczej ludźmi, którzy już się urodzili. Obok zniczy ustawiono ulepione ze śniegu kaczuszki.

… i pandemią

Podczas kilku protestów w Trójmieście powracał natomiast wątek zaniedbanej walki z koronawirusem. – Rząd znowu zmusza nas do wyjścia na ulice i znowu naraża nasze zdrowie. Trybunał Konstytucyjny publikuje uzasadnienie wyroku w czasie, gdy Narodowy Program Szczepień nie daje sobie rady z obecną sytuacją.

W systemie rejestracyjnym panuje chaos, a szczepionek, które są naszą jedyną nadzieją na zakończenie pandemii, brakuje.

Mamy w Polsce pilniejsze sprawy, którymi rząd powinien się zająć. Zajmijcie się pandemią, a prawo wyboru zostawcie kobietom – mówiła jedna z działaczek, które zabrały głos podczas spontanicznego, ok. stuosobowego zgromadzenia na Targu Drzewnym w Gdańsku.

– Żadna władza nie trwa wiecznie! Zapłacą za to, co zrobili kobietom – mówił do zebranych w Gdy-  ni poseł Lewicy Marek Rutka. Oby miał rację! I to jak najprędzej.

Wrócił Strajk Kobiet…

… a razem z nim policja, która zakuwa i rzuca na ziemię pokojowych demonstrantów. W środę wieczorem zatrzymano ponad 20 osób, a dwójka reporterów została spryskana gazem.

Protesty, wymierzone w zasadzie przeciwko całokształtowi polityki PiS, rozpoczęły się w stolicy (i kilku innych miastach) wieczorem. Protestowały kobiety, przedsiębiorcy domagający się zakończenia lockdownu oraz antyfaszyści. Ci ostatni zgromadzili się pod hasłem sprzeciwu wobec odbierania możliwości nieprzyjęcia mandatów, ostrzegając, że jeśli projekt ten nie spotka się z odporem, to za chwilę w Polsce nie będzie już żadnych demonstracji.

Demonstrantkom udało się na pewien czas zablokować rondo Dmowskiego i rondo de Gaulle’a w ścisłym centrum Warszawy. Otaczali policję, która nie odpuściła. Doszło do co najmniej czterech zatrzymań.

Następnie zgromadzeni ruszyli pod Sejm, gdzie tym bardziej nikt nie zamierzał z nimi rozmawiać. Policja użyła gazu. 21 stycznia rano przekonywała, że stało się tak w odpowiedzi na podobny akt agresji z tłumu protestujących. Ci przyznają się co najwyżej do rzucania w kierunku funkcjonariuszy śnieżkami. Według relacji obecnych na miejscu policjanci nie tylko używali gazu, ale też rzucali zatrzymanych na topniejący śnieg i wykręcali im ręce.

Do godzin nocnych kilkadziesiąt osób protestowało pod komisariatem przy ulicy Wilczej, domagając się wypuszczenia zatrzymanych uczestników protestów. W rozmowach i przemówieniach wybrzmiewały gniew i frustracja. Padały oskarżenia w stronę policji. – Cała ta formacja jest oparta na założeniu, że kara jest metodą wychowawczą – mówiła jedna z kobiet.
Na miejscu były posłanki: reprezentantka Lewicy Monika Falej oraz wybrana z list Koalicji Obywatelskiej Klaudia Jachira. Próbowały negocjować, nie zapobiegło to jednak użyciu siły przez mundurowych, którzy wyciągali z demonstracji kolejne osoby. Jakimś pocieszeniem jest fakt, że sam przebieg przesłuchań na komisariacie obył się prawdopodobnie bez dodatkowych szykan – jak wiemy, w przeszłości bywało różnie. Ostatni zatrzymani opuścili komendy po drugiej nad ranem.

Zarzuty za strajk kobiet

Kolejny lokalny działacz lewicowy z powodu zaangażowania w protesty kobiet usłyszał zarzuty na komisariacie.

Kamil Mitera jest koordynatorem Młodej Lewicy w Tarnowie. Demonstracje przeciwko wyrokowi pseudotrybunału współorganizował na przełomie października i listopada. Gromadziło się na nich po kilkaset obywatelek i obywateli.

Jak relacjonuje lewicowy aktywista, demonstracje były organizowane z zachowaniem wymogów bezpieczeństwa w czasach pandemii. Uczestniczki zachęcano do chodzenia w pięcioosobowych grupach i trzymania dystansu między nimi. Obowiązkowe były maseczki.

Obywatelki protestowały m.in. z transparentami „Rząd nie ciąża, da się usunąć”, „Urodzę wam lewaka”, „Myślę, czuję, decyduję” i wieloma innymi, często kreatywnymi i mocnymi hasłami wymierzonymi w prawicowe władze. Kamil Mitera, który podczas protestów ostrzegał przed powrotem do średniowiecza, został uznany przez policję za organizatora zgromadzenia i spisany przez policję już pierwszego dnia. Jeszcze mniej ciekawie, jak relacjonuje działacz, było na kolejnej demonstracji.
– Ludzi przyszło zdecydowanie więcej (około 200) niż dzień wcześniej. Reakcją policji były przypadkowe legitymowania, straszenie mnie kajdankami oraz zatrzymaniem dwóch osób. Jeden z zarzutów dotyczy sytuacji z tego dnia – mówił nam Mitera. – Następnego dnia zrobił się delikatny szum wokół zatrzymań i policja zaczęła zachowywać się w całkiem inny sposób. Nawet odśpiewaliśmy im krótką piosenkę kilka dni później i podziękowaliśmy za ochronę. Ten stan utrzymywał się przez długi czas, jednak w połowie listopada znów zaczęły się masowe legitymowania uczestników.

Czy to z centrali przyszły polecenia, by policja nie była już wyrozumiała dla manifestujących? Kamil Mitera jest przekonany, że tak musiało być. Dlatego krótko przed świętami otrzymał wezwanie na przesłuchanie, zaś 5 stycznia usłyszał pięć zarzutów. W tym – o nierespektowanie obowiązku zasłaniania nosa i ust, co, jak podkreśla, zawsze na demonstracjach robił.

– Zważywszy na obowiązujące prawo, spacerowanie po miejscach publicznych nie jest zabronione. Dlatego uważam, że nie zrobiłem nic złego. Z wszystkimi postanowionymi zarzutami się nie zgadzam, ponieważ rozporządzenie jest aktem niższym niż konstytucja bądź ustawa – mówi działacz Młodej Lewicy.

Na łamach „Dziennika Trybuna” pisaliśmy już o wzywanych na komisariat demonstrantkach z woj. kujawsko-pomorskiego oraz o Annie Sikorze z Sieradza, której wlepiono grzywnę w wysokości 400 zł za przyklejenie na drzwiach biura poselskiego kartki papieru z protestacyjnym hasłem. Wnioski, czemu to służy, można wyciągnąć samodzielnie.

Biedroń: nie podważać immunitetu poselskiego!

Robert Biedroń wysłał do Juana Fernando Lópeza Aguilara, szefa komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w Parlamencie Europejskim, list dotyczący sprawy immunitetu posłanki Joanny Scheuring-Wielgus. Jak pisaliśmy na łamach „Trybuny”, Zbigniew Ziobro chce posłance immunitet odebrać.

Minister sprawiedliwości chciałby, aby parlamentarzystka Lewicy odpowiedziała za „złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego” oraz za „obrażanie uczuć religijnych”. Miało do tego dojść 25 października, gdy posłanka wraz z mężem weszli do kościoła św. Jakuba w Toruniu z transparentami o treści „Kobieto, sama umiesz decydować” i „Kobiety powinny mieć prawo do decydowania czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką”. Pozostali w głównej nawie, stojąc w milczeniu, przez moment – być może nie dłużej niż minutę. Msza niedzielna odbywała się według zwykłego porządku.

Za„złośliwe przeszkadzanie” może grozić kara do dwóch lat więzienia.

Rękojmia wolności

Robert Biedroń w swoim liście przypomina, że immunitet parlamentarny ma długą historię i jest jednym z narzędzi gwarantujących demokratycznie wybranym przedstawicielom społeczeństwa możliwość swobodnego działania. Zaakcentował również rolę parlamentu i parlamentarzystów w kraju, gdzie wolność wymiaru sprawiedliwości budzi obawy.

Robert Biedroń przekonuje w swoim liście, dlaczego odebranie immunitetu posłance Lewicy w ogóle nie powinno być rozważane: polskie prawo gwarantuje parlamentarzystom nietykalność podczas wykonywania swojej pracy w Sejmie lub Senacie oraz innych czynności nierozerwalnie związanych ze sprawowaniem mandatu. Czy przyłączenie się do protestu obywatelek, w tym głosujących na Lewicę, nie było nierozerwalnie związane z pracą w Sejmie? Lewicowy europoseł nie ma wątpliwości, że tak. Przypomina również, że to policja potrafiła podczas kobiecych demonstracji pogwałcić immunitet poselski, np. w odniesieniu do Magdaleny Biejat, Macieja Kopca czy Anity Kucharskiej-Dziedzic z Lewicy. Żadne z nich nie było agresywne ani nie demonstrowało na terenie kościoła. A jednak Kopca przemocą zaciągnięto do radiowozu, a Biejat oberwała z bliskiej odległości gazem.

Zwołać komisję

Czego domaga się Biedroń? Niestety polskie obywatelki przekonały się już, że wyrazy solidarności z Europarlamentu nie wystarczą, by skłonić polskich prawicowych rządzących do zmiany sposobu rządzenia i traktowania kobiet. Lewicowy polityk jest jednak przekonany, że nie wolno rezygnować z nagłaśniania ekscesów Prawa i Sprawiedliwości. Stąd apel o zwołanie posiedzenia komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych i przyjrzenie się casusowi Scheuring-Wielgus.

Powód do dumy

Sama posłanka deklaruje w mediach, że nie boi się Ziobry. – Raz chciano mi odebrać immunitet, gdy wzięłam udział w proteście „Baby Shoes remember”, gdy wieszałyśmy symboliczne buciki na bramach kościołów, w obronie ofiar księży pedofilów. I co? I nic. Drugi raz, gdy podczas votum nieufności dla Ziobry przypomniałam aferę hejterską w Ministerstwie sprawiedliwości. I co? I nic – powiedziała Scheuring-Wielgus Portalowi Strajk. Dodała, że z takiego traktowania przez ministra sprawiedliwości jest wręcz dumna.

Posłanka Scheuring-Wielgus straci immunitet?

Zbigniew Ziobro chce, by posłanka Lewicy została pociągnięta do odpowiedzialności za udział w Strajku Kobiet, a konkretnie za akcję, którą przeprowadziła z mężem w Toruniu w kościele św. Jakuba 25 października.

Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro skierował wniosek o uchylenie immunitetu posłance Joannie Scheuring-Wielgus z Lewicy. Zarzuty mają dotyczyć wydarzeń z pamiętnej niedzieli, gdy uczestniczki i uczestnicy protestów w obronie praw kobiet ruszyli pod kościoły, a w kilku przypadkach – do kościołów. Protestowano wtedy m.in. pod warszawską kurią archidiecezjalną i w katedrze poznańskiej. Z kolei toruńska posłanka Lewicy pokazała w jednej ze świątyń w mieście transparenty z hasłami „Kobieto, sama umiesz decydować” i „Kobiety powinny mieć prawo do decydowania czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką”.

Posłanka z mężem stali w głównej nawie świątyni, w milczeniu, twarzami do wiernych w ławkach. Nie przerywali kapłanom sprawowania obrzędów. Mimo to prokuratura sugeruje, że mogło mieć miejsce przestępstwo „złośliwego przeszkadzania publicznemu wykonywaniu aktu religijnego oraz obrażanie uczuć religijnych”, co zagrożone jest karą do dwóch lat więzienia.

Solidarność z posłanką Scheuring-Wielgus wyrazili jej koledzy i koleżanki z klubu parlamentarnego oraz lewicowe młodzieżówki. Klub Lewicy przeprowadził w tej sprawie konferencję prasową.

– Polityczna prokuratura stawia polityczne zarzuty oponentom politycznym. Tak można w skrócie powiedzieć o tym co robi Zbigniew Ziobro. Kilka dni przed świętami w atmosferze strachu przysyła do Sejmu wniosek, który ma stawiać zarzuty posłance za wykonywanie jej mandatu poselskiego. Stawia zarzuty nie informując posłanki o tym, że jakiekolwiek zarzuty będą. Różne osoby, które z nami współpracują od kilku miesięcy informowały nas, że Zbigniew Ziobro będzie próbował polować na polityków – powiedział poseł Krzysztof Gawkowski. Pytał, czy skoro PiS nie umie poradzić sobie z opozycją w parlamencie, to czy zamierza sięgnąć po metody prokuratorskie?

– Joanna Scheuring-Wielgus stała się obiektem mrocznych prześladowań pana ministra Ziobri, który chce jej uchylić immunitet w absurdalnej sprawie, naruszenia uczuć religijnych. W sytuacji, w której pani posłanka po prostu sprawowała swój mandat. Rozpoczynamy akcję #MuremZaJSW! Będziemy bronili naszej koleżanki, bo nie uważamy, żeby zrobiła cokolwiek złego – zadeklarowała posłanka Anna-Maria Żukowska.

Podczas konferencji prasowej Lewicy poinformowano również o złożeniu wniosku do Prezesa Rady Ministrów w sprawie informacji o objęciu niektórych opozycyjnych posłów specjalnym nadzorem po wybuchu kobiecych protestów.

– Czy prawdą jest, że Zbigniew Ziobro wydał zarządzenie dotyczące konieczności objęcia nadzorem operacyjnym, podsłuchowym posłów i posłanek opozycji. Czy jedną z posłanek, która została objęta podsłuchami jest Joanna Scheuring-Wielgus? – pytał Gawkowski.

Ludzie przestaną ufać policji

– Jeśli są przesłanki do postawienia policjantom zarzutów po akcji 18 listopada, to je postawmy. Wtedy nie ucierpi cała jednostka, tylko ktoś, kto zrobił błąd, Jeśli to nie zostanie przeprowadzone i będzie eskalować, to gwarantuję, że kiedy się zmieni władza, to ktoś tę jednostkę zlikwiduje – mówi insp. Wojciech Majer, były szef Biura Operacji Antyterrorystycznych, w rozmowie z Maciejem Wiśniowskim i Piotrem Nowakiem (Strajk.eu).

Wstyd być dziś policjantem?

Nie. To nie jest misja związana tylko i wyłącznie z neutralizacją tłumu. Policjanci wykonują wiele pożytecznych rzeczy: ci z prewencji, z którymi się zazwyczaj tłum konfrontuje (albo oni się konfrontują z tłumem) tak naprawdę chodzą tylko i wyłącznie w służbach patrolowych, wspomagają społeczeństwo w normalnych sytuacjach, w normalnym życiu. Ludzie ich bardzo potrzebują.

Zapewne, ale przyzna Pan, że na odbiór społeczny policji ostatnie wydarzenia, na dodatek mocno eksponowane w mediach, mają ogromny wpływ. Niemal każdy ma znajomego, który chodzi na strajk kobiet, każdy więc sobie łatwo wyobraża, że to jego bliska osoba mogła zostać zdzielona pałką teleskopową przez głowę zupełnie za nic. W tym kontekście hasło, które miało się znaleźć na radiowozach “pomagamy i chronimy” w tej chwili brzmi jak ponury żart, nie sądzi Pan?

Jasne, teraz ono straciło na wiarygodności. Ale warto podkreślić, że my cały czas mówimy o emocjach. Racjonalne myślenie, zarówno po stronie społeczeństwa, jak i policjantów w tych sytuacjach o wysokim poziomie stresu, jest osłabione. A emocje, które teraz dominują przenoszą się nie tylko na to, co się dzieje w trakcie tych zdarzeń, ale wychodzą poza te ramy. Ja to nawet rozumiem. Ale jej ofiarą padają ludzie, którzy na to nie zasłużyli. Mówię tu o Darku Ziębie.

Jest pan o nim dobrego zdania?

Bardzo. W tej sytuacji, o której rozmawiamy, a przy której jego nazwisko jest wykorzystywane jako synonim wszystkiego złego, co tam się stało, jest całkowicie niewinny.

Mało tego, uważam, że gdyby on był 18 listopada na miejscu dowodzenia tymi zespołami taktycznymi, to do tej sytuacji by nie doszło.

Po co w ogóle tam była wasza jednostka? Kompletnie bez sensu…

Nieprawda. Tego typu sytuacje zabezpieczaliśmy od lat. Już po 11 listopada 2011 roku, kiedy był ten pierwszy bardzo intensywny marsz narodowców było wiadomo, że jesteśmy i będziemy potrzebni. Od 2012 nasze zespoły działały w tłumie.

Ale jakoś wtedy nie biliście przypadkowych uczestników metalowymi pałkami…

Zespoły te miały wówczas i za każdym razem postawione bardzo precyzyjne zadania, były bardzo dobrze odprawiane, były koordynowane z dobrym systemem łączności, byliśmy nawet potem monitorowani tzw. pinezkami. Każdy zespół był widoczny na GPS-ie, dowódcą był liniowy funkcjonalny dowódca naszej jednostki, czyli albo ja jako zastępca do spraw bojowych, albo dowódca, który ogarniał całość. Mówiąc krótko, byliśmy świetnie przygotowani do służby.

Proszę powiedzieć, jak w teorii powinno wyglądać przygotowanie takiej jednostki jak wasza, do działania po cywilnemu w tłumie?

Tego typu jednostka nigdy nie działa samodzielnie. Zawsze jest powiązana z innymi ogniwami policyjnych struktur, ma jakieś otoczenie. Otoczenie to np. komórki organizacyjne policji, które zajmują się rozpoznaniem, rekonesansem – czyli obserwują tłum, widzą, jakie jest zagrożenie i punkty zapalne, wskazują, gdzie pojawia się potrzeba ingerencji policji prewencyjnej, działań medycznych, a także, gdzie i kiedy muszą wkroczyć antyterroryści. Nikt przecież nie zagwarantuje, że w tłumie nie pojawi się nagle człowiek z maczetą. Konfrontacja z takim człowiekiem bez użycia specjalnych środków nic nie da, a może prowadzić do tragedii. Wtedy właśnie potrzebny jest zespół taktyczny, który taką sytuację zgasi. To samo dotyczy człowieka z granatem czy samobójcy. I wtedy trzeba oddziałów specjalnych używać.

Zespół kontrterrorystyczny jest przygotowany do takich działań. Sytuacja z 18 listopada była jednak inna.

Dlaczego?

BOA (to nieprecyzyjna nazwa, ale używajmy jej dla jasności wywodu), został na tę akcję przeniesiony do dyspozycji komendy stołecznej policji, ale bez swojego elementu dowodzenia. Mówiąc inaczej, zostali oddani pod kuratelę zupełnie innej strukturze organizacyjnej.

Według naszych źródeł, dowodził szef stołecznej SPAT (Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji w Warszawie – red.) i to on stawiał zadania funkcjonariuszom BOA. Czy 18 listopada były przesłanki do bezpośredniej interwencji w tłumie?

Zarzewiem całego konfliktu było pojawienie się nieumundurowanego policjanta. Nieidentyfikowalnego na dodatek. Ów policjant podjął takie a nie inne działania, które przyniosły fatalny skutek. Jeśli człowiek odwrócony plecami do tłumu wyciąga przedmiot przypominający pałkę teleskopową, to może wzbudzić niepokój wśród ludzi. Policjant w momencie interwencji musi być rozpoznawalny jako funkcjonariusz.

Czyli ten gość, który wyciągnął pałkę nie będąc oznaczonym, postąpił według pana nieprofesjonalnie?

W ocenie obserwatora, uczestnika takiego marszu ten człowiek nie był policjantem. Wyjmując tę pałkę odbył najpierw taki taniec godowy – przeszedł przez tłum, rozejrzał się, odwrócił się do tego tłumu tyłem i wyjął pałkę, więc nawet inni policjanci powinni odebrać go jako zagrożenie. Tego zachowania nie da obronić.

Podkreślam jednak jeszcze raz, że ten incydent nie powinien przełożyć się na oceny całej jednostki i nie powinien posłużyć jako pretekst do zniszczenia człowieka, który jest tej jednostki dowódcą.

Powiedział pan, że on tutaj nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Pojawiły się w mediach sugestie, że ci funkcjonariusze BOA, którzy pojawili się w Warszawie 18.11, przejawiali szczególną niechęć do kobiecych protestów.

To są manipulacje.

Dziennikarskie?

Myślę, że nie. Manipulacje przedstawione przez informatorów. Dziennikarze mają swoje źródła mniej lub bardziej rzetelne – które nie tyle chcą przekazać informację, a ją ukierunkować. W ten sposób wyrządzają ludziom krzywdę. Oddelegowanie funkcjonariuszy z poszczególnych zespołów polega na tym, że oddelegowuje się wydziały, a nie konkretnych ludzi. Ich poglądy nie są tu żadnym kryterium.

Więc skąd się pojawiają takie sytuacje? To był jednostkowy wypadek, czy to jest rezultat obniżania standardów? Efekt klimatu politycznego?

Do tej pory wydawało mi się, że jednostka, nawet taką refleksję miałem przed tymi zdarzeniami, że jednostka jest całe szczęście odsunięta od tych zdarzeń, że ci policjanci mieszkają blisko rodzin, tam funkcjonują i wszyscy myślą, że to jest dla nich sprawa prestiżowa, jeżdżenie do Warszawy i realizacji tych zadań w ramach oddziału prewencji. Nie, oni przed rodzinami muszą się tłumaczyć z tego, co się dzieje, te rodziny też mają swoje poglądy na sprawy kobiet, oni też nie są w komfortowej sytuacji. Do tej pory omijało to BOA, bo oni mieli te zadania prestiżowe. Nie ma co kwestionować, że w tych zasobach zadań jest też neutralizacja bojówek kibolskich, bo ktoś musi się z nimi zmierzyć, oni są bardziej mobilni i dynamiczni, są to cechy które powodują że mogą te zadania lepiej zrealizować niż normalnie przygotowani funkcjonariusze. Tyle, że tutaj to się załamało. Skuteczność BOA i jego dowódcy Darka, została w poprzednim okresie udowodniona, ktoś więc być może pomyślał, że warto wykorzystać tę skuteczność, ale już bez dowódcy, żeby splendor spłynął na kogoś innego. Takie są moje odczucia. I wyszło, jak wyszło.

Jak się podejmuje interwencję, to są do niej podstawy, przesłanki, zatrzymane osoby, cały proces, skierowanie aktu do sądu itd. itd. Też można się spytać, czy takie elementy zostały podjęte, czy została udzielona pomoc osobom poszkodowanym w wyniku interwencji policyjnej, kto im pomógł – to są rzeczy, które należy wyjaśnić. Nie po to, żeby tą jednostkę czy policję zdyskredytować, tylko żeby oczyścić atmosferę. Nie wolno od trudnych sytuacji uciekać, trzeba je po prostu wyjaśnić.

A teraz obserwujemy ucieczkę od prób wyjaśnienia?

W dniach następujących po wydarzeniach na Placu Powstańców ewidentnie tak.

Pokazywane są twarze policjantów. Imiona, nazwiska, często adresy. Jak pan to ocenia?

Jestem w stanie zrozumieć emocje. Sam dostałem kilkadziesiąt informacji ze zdjęciem Darka Zięby, choć przecież jego tam nie było. Policjant, który został zdekonspirowany gdzieś przecież mieszka, funkcjonuje w jakiejś mikrospołeczności. Niemożliwe, żeby to na nim nie robiło wrażenia. A jednocześnie minister sprawiedliwości mówi, że będzie wyciągać konsekwencje z ujawniania danych policjantów biorących udział w akcji 18 listopada. Teraz się obudzili?

To ja się pytam: gdzie był minister i jego poprzednicy z tej ekipy, jak ujawniali akta IPN policjantów, którzy pracowali w operacjach specjalnych, realizowali głęboko zakonspirowane zadania, kiedy ujawniano nasze dane? Gdzie oni byli? Gdzie byli, kiedy ujawniono całą agenturę WSI?

Ma pan cały czas przyjaciół w jednostce. Czy oni czują dyskomfort związany z praca pod presją polityczną? Ona istnieje, przecież jednostka jest używana w celach politycznych. Pacyfikacja takiej demonstracji to jednak jest cel polityczny…

To nie tak. To była ochrona manifestacji. Nielegalnej czy legalnej, nie będę w to wchodził – do tej pory żaden sąd nie uznał, że uczestnicy nielegalnej manifestacji są winni. Ale teraz jest tak, że do dwóch swoich stałych wrogów: środowisk przestępczych i kiboli doszła trzecia grupa: ludzie, którzy mają prawo od policji oczekiwać wsparcia, czuć się przy niej bezpiecznie. A oni policję postrzegają jako niebezpieczeństwo i zagrożenie.

Dziwi im się pan?

Nie dziwię, tylko mówię o tym, że policja w pewnym momencie zostanie pozostawiona sama sobie. Władza umyła ręce i to nie jest dalekokowzroczne.

Nie ma podziałów politycznych wewnątrz jednostki?

Tak się nie da. Ludzie mają 7, 15 lat stażu pracy, albo i 3. Poglądy naprawdę nie mają znaczenia.

Jakie generalne wnioski wyciągniecie z wydarzeń 18 listopada?

Nastroje w jednostce są złe. Dopóki się tego nie wyświetli, nie przepracuje, tak jak po Magdalence, to zostanie zadra. Jeśli zostały popełnione błędy, to trzeba je wyświetlić. Jeśli jest potrzeba wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych, to trzeba to zrobić. Jeśli są przesłanki do postawienia zarzutów, to je postawmy. Wtedy nie ucierpi cała jednostka, tylko ktoś, kto zrobił błąd, Jeśli to nie zostanie przeprowadzone i będzie eskalować, to gwarantuję, że kiedy się zmieni władza, to ktoś tę jednostkę zlikwiduje.

Chcielibyśmy podzielać Pański optymizm, że znajdzie się wola do wyjaśnienia tej sytuacji, ale przychodzi nam to z trudem. Dziękujemy za rozmowę.

„Przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami”

Tylko Polska społecznie stabilna, gospodarczo zdrowa, politycznie przewidywalna będzie cenionym i realnie chronionym ogniwem ładu i bezpieczeństwa europejskiego.

gen. Wojciech Jaruzelski

Stało się! Doszło do rozlewu polskiej krwi. Z woli władzy- imiennie, jej najwyższych przedstawicieli, na ulicach Warszawy 11 Listopada 2020 r. polała się krew. Polska krew. Tak, z woli władzy podkreślam – polską, bratobójczą krwią uczczono 102 rocznicę powrotu Polski na mapę Europy. Rocznicę odzyskania Niepodległości, po 123 latach życia Polaków pod zaborami. Można postawić nie jedno pytanie, choćby takie- dlaczego władza chciała, życzyła sobie właśnie krwią czcić to Narodowe Święto? Dlaczego świadomie dopuściła do uhonorowania tej rocznicy przez osobników rządnych krwi? Dlaczego nie posłuchała ostrzeżeń tysięcy światłych Polaków, wypowiadających się publicznie, na środowiskowych i rodzinnych spotkaniach. Dlaczego „Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku”, nie skłonił do chwili refleksji, zastanowienia. Czyżby czytano go pobieżnie i nie zauważono, że „czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi”? Państwo zapewne mają własne tego wyjaśnienie („Apel” załączam).

„Tania krew”

Najpierwsze i podstawowe wyjaśnienie – brzmi: bo Historia Polski, dzieje jako Państwa i Narodu z tysiącletnią tradycją są zapisane krwią. Orężną walką o byt niepodległy, właśnie Państwa i Narodu, położonego geograficznie na „ polityczno-wojennym przeciągu” Wschód- Zachód. Co więcej- tę Walkę i Historię, po 1990 r. upamiętniamy ulicznymi burdami, bijatykami. Było, co oczywiste-składanie wieńców i odegranie hymnu narodowego. Ale to uchodzi po dziś dzień jako „rzecz naturalna”, liczyły się wrzaski i bijatyki. Media miały co pisać, czym epatować widzów i zagranicę. Proszę, by Państwo podali w którym roku przez te 30 lat obyło się bez bratobójczych, chuligańskich bójek? Albo toczyły się między uczestnikami, którzy tu szukali „wrogów” – w Imię Boga i Ojczyzny. Albo „właściwym obiektem” była Policja. Ani organizatorzy, ani decydenci nie chcieli, nie umieli „doczytać” się w „Apelu”, żeby„nie atakować policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami”. Ale co poradzić, u nas bez wroga ani rusz, musi być! i to pod przysłowiową ręką. To ewidentne pomieszanie powagi, szacunku wobec bojowych dokonań naszych Dziadów i Ojców wynika- tak sądzę-z pomieszania pojęć w głoszonej i uprawianej „polityce historycznej”, gdzie „wróg” jest na pierwszym planie. Wczoraj na ulicy ostrzegł mnie przyjaciel – będziesz miał co „prostować” w Trybunie. Już MEN zaczął pisać kolejną, czarną historię- będzie pełno wrogów i nienawiści.

Nie możemy obejść się bez kropli krwi na ulicy podczas narodowych świąt. Po prostu jest tania jak przysłowiowy barszcz. Także obecna władza nie potrafi, nie umie rządzić inaczej jak tylko przy użyciu kłamstwa i obłudy, prowadzących do przemocy i właśnie rozlewu krwi. O tym, że może dojść do „chuligańskiego rozlewu krwi” (nie mam tu na myśli policjantów), wiedziano, domyślam się, że byli we władzy i tacy, co liczyli na taki przebieg manifestacji. I to jest nie tylko smutne, ale może prowadzić wręcz-jak czytam w „Apelu” do „tragicznych konsekwencji”. Każdy z Państwa to pojęcie może interpretować na swój sposób i będzie miał rację. Ciśnie się pytanie- co lub kto uchroni Polaków przed „tragicznymi konsekwencjami” tak postępującej władzy? W tym kontekście „Apel” Panów Generałów i Admirałów odczytuję jako „wstępny”. Bądźcie Panowie gotowi – do decyzji w „stanie wyższej konieczności”- oby nie nadszedł, oby…

Odpowiedzialność

Powagę takiej „konieczności” odczytałem w wypowiedzi Pana gen. Stanisława Kozieja. Nie mam żadnych wątpliwości, że wieloletnie doświadczenie na ministerialnych stanowiskach- MON, BBN- skłoniło do oceny- że „wkraczamy w bardzo niebezpieczny moment konfliktu, którego skutki mogą być bardzo poważne. Z niepokojem obserwuję, że rządzący zamiast łagodzić nastroje jeszcze bardziej je podgrzewają”.
Grozę i powagę sytuacji podkreśla Pan gen. Krzysztof Bondaryk mówiąc-„głos generałów przy tak napiętej sytuacji społecznej jest konieczny”, by służyć „tonowaniu nastrojów i zapędów władzy”. Dla osiągnięcia tych – na chwilę obecną – podstawowych celów, zdaniem Pana gen. Dariusza Łuczaka- „w tak niespokojnym czasie wszystkim nam jest potrzebny spokój i rozsądek”

Co może władza?

Cytowane słowa Panów Generałów, wszystkich sygnatariuszy „Apelu” zwracają uwagę na „coś szczególnego”. Jest nim obawa, wprost strach przed własną władzą! Bez żadnego cienia złośliwości pytam Państwa- czy pamiętacie okres i czas, by poważna część społeczeństwa bała się swojej, zaledwie przed rokiem wybranej władzy, rządu? Proszę nie szukać tu podtekstu- kogo wybraliście-macie! Staje przed nami, wszystkimi Polakami- bez względu na wyznawane wartości i przekonania dylemat- co uczynić, by zapobiec rozlewowi krwi? W demokratycznym państwie taką receptą jest kartka wyborcza. Kalendarz wskazuje, iż będzie to możliwe za 3 lata. Czy do tego momentu doczołgamy się bezpiecznie – oby. A jeśli nie, to co?
Panowie Generałowie doskonale wiedzą, że ich byli podwładni i wychowankowie mogą być zmuszeni decyzją władzy podjąć siłowe działania przeciwko własnemu Narodowi. Pan gen. Ryszard Grosset, w udzielonym wywiadzie przypomina, żołnierzom i funkcjonariuszom, że „Ślubowaliśmy wszyscy wierność Narodowi i tej wierności wobec wyrażanej ostatnio codziennie i powszechnie woli Narodu mamy obowiązek i wolę dochować”. To eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że wolą służb mundurowych jest dochowanie wierności Narodowi! A władzy- ciśnie się kolejne pytanie? Swoim postępowaniem od dłuższego czasu sama wyobcowuje się ze społeczeństwa, który ją wybrał. Staje się na organizmie Narodu coraz bardziej dokuczliwym wyrzutem, bolejącym ropieniem. Czy da się go usunąć bezboleśnie przez użycie dostępnych środków, tzw. przeciwciał wygenerowanych przez organizm? Mówiąc jasno -władza może sama unieważnić ustawę, mocą której wyprowadziła Panie- Kobiety na ulice. To niezbywalne minimum. Dopiero po tej decyzji możliwa będzie rozmowa z władzą przy stole. To także jasno wynika z ogłoszonego apelu komitetu protestacyjnego Pań. Wprost nie wypada pisać, że Panie na żadne „kosmetyczne poprawki”, łagodzące treść aborcyjnej ustawy nie pójdą. Mają gorzką świadomość obłudy władzy- tak w słowach jak i w czynach. Taka jest gorzka prawda!

Szczególny bukiet kwiatów

„Apel” Panów Generałów odczytuję jako swoisty, szczególny bukiet kwiatów dla Pań – tych protestujących i tych wykonujących zadania porządkowo-ochronne na ulicach. Wprawdzie są przykłady – mówiąc językiem Pana gen. Ryszarda Grosseta, niezbyt przyzwoitego zachowania się na służbie. Ale poprzestańmy na tym. Przyjmijmy, że Panie funkcjonariuszki, że wszyscy żołnierze i funkcjonariusze wykonujący zadania będą pamiętać, że „nie zajęcie stanowiska wobec tego co dzieje się w Polsce byłoby utratą przyzwoitości”. To znów eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że służby mundurowe będą po stronie Pań -oczywiście tej przytłaczającej większości, która nie zaaprobowała i stanowczo odrzuca ustawę aborcyjną. Gdy zaczynam pisać, że władza może podjąć tzw. rozłamowe działania wśród żołnierzy, choćby na swój sposób interpretując słowa przysięgi i ślubowania, wsparte obietnicami finansowymi- odczuwam drżenie ręki. Żywię nie płonną nadzieję, że Panowie Generałowie stosownie napomną władzę przed takim krokiem. A żołnierze i służby mundurowe zachowają zwartość szeregów.

Panowie- sygnatariusze „Apelu” mają powód do satysfakcji. Także usatysfakcjonowani są wszyscy publicyści Trybuny, mediów i organów opiniodawczych. Szanowne Panie świadomie „odstąpiły” ulice poplecznikom władzy, a ci po chuligańsku „zagospodarowali” je 11 Listopada. Wyrazy najwyższego szacunku i poważania wszystkim Paniom. Choć na chwilę- „zwyciężyło dobro”. Władza kolejny raz „dostała czas” na podjęcie konkretnie oczekiwanych przez Panie decyzji. Nie było żadnej pilności, by ustawowy bubel wbrew logice i rozsądkowi czynić skrajnie restrykcyjnym prawem. Wyrok Trybunału- lekceważąc powagę prawa i medycznej wiedzy stanął po stronie ortodoksów. Społeczny sprzeciw był publicznie zapowiadany długo przed terminem. Władza z plakatów protestujących Pań oraz internetowych głosów poznała dosadną ocenę tego hańbiącego człowieczeństwo wyroku. Poznała też społeczną ocenę własnej wartości. Wstyd pisać, że zamiast wszystkie dostępne środki skierować na przeciwdziałanie pandemii, chroniąc społeczeństwo przed jej „śmiertelnym żniwem”, władza wykorzystuje narastający stan zagrożenia zdrowia i życia na upokarzające decyzje, tak dla Pań osobiście, jak i ich małżonków.

Co dalej?

To zrozumiałe- decyzja należy do władzy. Punktem wyjścia – powtórzę – unieważnienie ustawy aborcyjnej, czyli przyjęcie jej za „nie byłą”, przywrócenie w tym względzie stanu sprzed 22 października. Niewątpliwie obniżyłoby to poziom istniejącego napięcia, nienawiści oraz skłócenia społeczeństwa. Jednocześnie byłoby szansą na przywrócenie „stabilności społecznej i politycznej przewidywalności Polski”, których znaczenie wskazuje gen. Wojciech Jaruzelski w cytowanej na wstępie sentencji.
Proszę Panów Generałów, o przyjęcie poniższego wywodu tylko jako „głośne myślenie”. Napisałem wyżej, że „Apel” Panów odczytuję jako swoisty „wstęp” do dalszego działania. Do czego może doprowadzić władza?…Bądźcie Panowie czujni… Emerytura nie zawsze oznacza stan spoczynku – historia zna takie przypadki.

„Apel”, mimo upublicznienia z właściwą wykładnią i sugestią uznania Klubu Generałów za kompetentnego do rozmowy, mógłby trafić bezpośrednio do rąk Prezydenta RP oraz Premiera, marszałków Sejmu i Senatu. Nie wykluczam- poza Senatem – odrzucenia i wyśmiania gotowości Panów do poszukiwania sposobów złagodzenia powstałych napięć. Nie wykluczam ordynarnego nawet-wskazania Panom „miejsca w szyku”. Mam świadomość, iż taki krok może spotkać się z kąśliwymi i prześmiewczymi opiniami, a sam pomysł jako dziecinna naiwność. Jednakże uznanie społeczne Panów rozwagi i skierowania wysiłku nas wszystkich na przezwyciężenie pandemii i przejścia w możliwie „ubezpieczonej formie” kryzysu, który już zaczyna dawać znać – powinno, musi zwyciężyć dla dobra ogółu, nas wszystkich!

Panowie Generałowie, przez zawodowe i życiowe doświadczenie wskazali „Apelem” na poczucie odpowiedzialności za wymykający się z rąk władzy, kierunek biegu zdarzeń w Kraju. Troskę o wytonowanie emocji, przywrócenie czołowej roli rozsądkowi, uczynili Panowie jedną z wiodących myśli „Apelu”. Serdecznie, po żołniersku gratuluję takiego stanowiska i dziękuję – jest bardzo na czasie! Władzy dla opamiętania, Polakom dla otuchy i rozważnego działania.

Referendum…

W imię poczucia odpowiedzialności za Ojczyznę, chyba nadchodzi czas i potrzeba, by zastanowić się nad ogólnokrajowym referendum. Sytuacja nabiera „szczególnego znaczenia dla państwa”, czym wypełnia znamiona art.125 Konstytucji. Władza, co prawdopodobne z tym się nie zgodzi. Mimo to, wstępnie należałoby rozważyć, nie kryjąc przed władzą, ani tym bardziej przed społeczeństwem-dwa podstawowe pytania. Pierwsze- czy jest Pani, Pan za uchyleniem ustawy aborcyjnej (mieć będzie rację, jeśli tego nie uczyni wcześniej władza). I drugie- czy jest Pani, Pan za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych (do Sejmu i Senatu), już wiosną 2021 r.

Wspomniany art.125 stanowi, że referendum „ma prawo zarządzić Sejm, bezwzględną większością głosów”. Aktualny skład Sejmu nie pozwala mieć nikłej nadziei. Konstytucja na taką decyzję, pozwala uczynić to Prezydentowi RP za zgodą Senatu. Zwrócenie się Panów Generałów do tych organów władzy – szczególnie Prezydenta RP, będzie warunkować dalsze postępowanie.

Licząc na dozę wyczucia powagi sytuacji, Prezydent nie powinien odmówić. Postawiłoby to ważność referendum pod znakiem zapytania. Dla Sądu Najwyższego byłoby podstawą jego unieważnienia, gdyby zostało przeprowadzone z „ usilnej woli” społeczeństwa w I kwartale, najpóźniej do połowy 2021 r.

Można się spodziewać, że rozmowy i działania Panów Generałów- obok społecznej, zyskają także aprobatę opozycyjnych partii politycznych. Tym bardziej, że byłyby prowadzone oficjalnie, przy pełniej informacji dla obywateli. Rozsądna postawa społeczeństwa, uznająca jako ostateczność- podkreślam- manifestacje i protesty, byłaby kolejny raz czynnikiem skłaniającym do odpowiedzialnego postępowania. Mimo zasłużenie krytycznych ocen władzy, nie wykluczam jej postrzegania Polski, jako „ogniwa ładu i bezpieczeństwa europejskiego”, co też akcentuje Generał w sentencji.

Można chyba zakładać, że szefowie partii opozycyjnych, pomni swoich błędów, głównie wobec SLD i Lewicy, popełnionych przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 r., utworzyliby jeden obywatelski blok wyborczy (pisałem, tekst „Czarny scenariusz” 4-5. 11.br.).

Na zakończenie

Nie trudno zauważyć, że prowadzony w tej publikacji wywód, zmierza do zachęcenia Państwa Czytelników do zastanowienia się i uzyskania odpowiedzi na pytanie-jaka (może czyja?) ma być przyszła Polska, już w III dekadzie XXI wieku. Wewnętrzne rozchwianie, zbliżający się kryzys gospodarczy, pandemia, itp. czyni to pytanie platformą narodowej debaty, wszystkich partii politycznych. Zarys wiążących odpowiedzi na szczegółowe kwestie mieszczące się w tym pytaniu należałoby wypracować, „wydyskutować” równolegle z ewentualnym referendum, nie później niż do połowy 2021 r. W tej dziedzinie doświadczenie i wiedza Panów Generałów będą cenną pomocą. Raz jeszcze gratuluję „Apelu” i dziękuję za obywatelską postawę. Szczególne słowa szacunku i wdzięczności kieruję do Panów Generałów osobiście mi znanych i cenionych za żołnierska i obywatelską postawę.

Licząc na dalszą wyrozumiałość Redakcji Trybuny, przemyślenia o „przyszłej Polsce” przedstawię na łamach w niezbyt odległym czasie.

Gabriel Zmarzliński

Za Onet.pl dołączam Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku.

„Dalsza eskalacja doprowadzi do tragicznych konsekwencji”

My, generałowie i admirałowie Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej, służb specjalnych wyrażamy głęboki niepokój w związku z rozwojem sytuacji w Kraju. W czasie rozwijającej się pandemii, groźby niewydolności służby zdrowia i kryzysu gospodarczego wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne. Dalsza eskalacja działań, podsycanie i nieodpowiedzialne zachowania polityków doprowadzi do tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji. Czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi.

Obawiamy się sytuacji, w której ponownie na ulicach polskich miast może dojść do użycia siły i niepotrzebnych ofiar. Mamy prawo, aby przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami, gdyż nie chcemy aby taka sytuacja powtórzyła się kiedykolwiek w Polsce.

Apelujemy:

-do rządzących, posłów i senatorów, aby uwzględnili wolę większości społeczeństwa i doprowadzili do zmiany nieakceptowanych rozwiązań;

– do policjantek, policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, aby działali zawsze zgodnie z prawem, pamiętając, że służą społeczeństwu. Niech słowa przysięgi żołnierskiej i rot ślubowań, które składaliśmy – „ślubuję służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia” towarzyszą we wszelkich Waszych działaniach,

-do organizatorów i uczestników protestów o powstrzymanie się od wszelkich aktów przemocy, w tym niszczenia mienia, zabytków i obiektów kultu religijnego. Nie atakujcie policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami. Nie prowokujcie i nie dajcie się sprowokować a dobro zawsze zwycięża;

– do autorytetów politycznych, moralnych i społecznych o odważną obronę wartości nadrzędnych i przekonywanie decydentów, aby niezwłocznie przystąpili do rozmów ze wszystkimi stronami konfliktu i do wypracowania kompromisu, który uspokoi nastroje społeczne.

Należy przyjąć rozwiązania akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, chroniąc je przed dramatyzmem pandemii.

Poniżej lista generałów i admirałów popierających apel:

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE WOJSKA POLSKIEGO
wiceadm. w st. spocz. Marian Ambroziak
gen. dyw. w st. spocz. Tadeusz Bałachowicz
gen. dyw. w st. spocz. Zbigniew Bielewicz
gen. dyw. w st. spocz. Jarosław Bielecki
gen. w st. spocz. Mieczysław Bieniek
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Bronowicz
gen. broni w st. spocz. Józef Buczyński
gen. dyw. w st. spocz. Leszek Chyła
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Chruściński
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Danielewski
gen. bryg. w st. spocz. Marian Daniluk
wiceadm.. w st. spocz. Ryszard Demczuk
gen. bryg. pilot rez. Tomasz Drewniak
gen. bryg. rez. Adam Duda
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Marek Dukaczewski
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Jan Dziedzic
gen. broni w st. spocz. pilot Sławomir Dygnatowski
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Ferenz
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Filipiak
gen. broni w st. spocz. Józef Flis
kadm.. w st. spocz. Kazimierz Głowacki
gen. bryg. w st. spocz. Tadeusz Grabowski
gen. broni w st. spocz. Zdzisław Goral
gen. bryg. rez. Dariusz Górniak
gen. dyw. w st. spocz. Zdzisław Graczyk
gen. bryg. w st. spocz. pilot Roman Harmoza
gen. bryg. w st. spocz. Brunon Herrmann
gen. bryg. w st. spocz. Michał Jackiewicz
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Jakubowski
gen. bryg. w st. spocz. Roman Kloc
gen. bryg. rez. Artur Kołosowski
gen. bryg. w st. spocz. January Komański
gen. broni w st. spocz. Lech Konopka
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Koziej
adm. floty w st. spocz. Roman Krzyżelewski
gen. bryg. w st. spocz. Alfons Kupis
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Lalka
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Lewandowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Lewitowicz
gen. bryg. rez. Krzysztof Magiera
gen. broni w st. spocz. pilot Lech Majewski
kadm. w st. spocz. Michał Michalski
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Mika
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Modrzewski
kadm.. w st. spocz. Mirosław Mordel
gen. bryg. w st. spocz. Marek Ojrzanowski
gen. bryg. w st. spocz. Marek Oleksiak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Paczkowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Paszkowski
gen. dyw. w st. spocz. Aleksander Poniewierka
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Porajski
wiceadm.. w st. spocz. Marian Prudzienica
gen. dyw. w st. spocz. Franciszek Puchała
gen. bryg. w st. spocz. Roman Pusiak
gen. bryg. pilot rez. Jan Rajchel
gen. dyw. w st. spocz. Marian Robełek
gen. rez. Mirosław Różański
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Saczonek
gen. dyw. w st. spocz. Marek Samarcew
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Skrzypek
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Słowiński
wiceadm.. w st. spocz. Henryk Sołkiewicz
gen. bryg. rez. Jarosław Stróżyk
gen. bryg. rez. Sławomir Szczepaniak
gen. bryg. w st. spocz. Witold Szymański
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Świtalski
wiceadm.. w st. spocz. Marek Toczek
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Trybusz
gen. bryg. w st. spocz. Leszek Ulandowski
wiceadm. w st. spocz. Maciej Węglewski
gen. bryg. w st. spocz. Zdzisław Wijas
gen. bryg. w st. spocz. Marek Witczak
gen. broni w st. spocz. Anatol Wojtan
kadm. w st. spocz. Jarosław Zygmunt
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Górecki

GENERAŁOWIE POLICJI
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Banachowicz
nadinsp. w st. spocz. Stanisław Białas
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Biel
nadinsp. w st. spocz. Janusz Bieńkowski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Budzik
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Centkowski
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Chwaliński
nadinsp. w st. spocz. Mariusz Dąbek
nadinsp. w st. spocz. Michał Domaradzki
nadinsp. w st. spocz. Irena Doroszkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Działo
gen. insp. w st. spocz. Marek Działoszyński
gen. insp. w st. spocz. Krzysztof Gajewski
nadinsp. w st. spocz. Józef Gdański
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Gorgiel
nadinsp. w st. spocz. Marek Hebda
nadinsp. w st. spocz. Waldemar Jarczewski
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Jarosz
nadinsp. w st. spocz. Józef Jedynak
gen. insp. w st. spocz. Antoni Kowalczyk
nadinsp. w st. spocz. Leszek Lamparski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Ławniczak
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Maciejewski
nadinsp. w st. spocz. Adam Maruszczak
nadinsp. w st. spocz. Leszek Marzec
gen. insp. w st. spocz. Andrzej Matejuk
gen. insp. w st. spocz. Jan Michna
nadinsp. w st. spocz. Sławomir Mierzwa
nadinsp. w st. spocz. Adam Mularz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Nagański
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Olbryś
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Ołdyński
nadinsp. w st. spocz. Michał Otrębski
nadinsp. w st. spocz. Władysław Padło
nadinsp. w st. spocz. Igor Parfieniuk
nadinsp. w st. spocz. Arkadiusz Pawełczyk
nadinsp. w st. spocz. Edward Pietkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Tomasz Połeć
nadinsp. w st. spocz. Cezary Popławski
nadinsp. w st. spocz. Adam Rapacki
nadinsp. w st. spocz. Jarosław Sawicki
nadinsp. w st. spocz. Mirosław Schossler
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Siewierski
nadinsp. w st. spocz. Ferdynand Skiba
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Sobczak
nadinsp. w st. spocz. Wiesław Stach
nadinsp. w st. spocz. Jacek Staniecki
nadinsp. w st. spocz. Jerzy Stańczyk
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Starańczak
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Stopczyk
nadinsp. w st. spocz. Bogusław Strzelecki
nadinsp. w st. spocz. Eugeniusz Szczerbak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Szkotnicki
gen. insp. w st. spocz. Leszek Szreder
nadinsp. w st. spocz. Kazimierz Szwajcowski
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tokarski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Trela
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tusiński
nadinsp. w st. spocz. Ireneusz Wachowski
nadinsp. w st. spocz. Janusz Wikariak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Wiśniewski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Woźniak
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Zgłobicki

GENERAŁOWIE PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ
nadbryg. w st. spocz. Piotr Buk
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Dąbrowa
nadbryg. w st. spocz. Seweryn Dyja
nadbryg. w st. spocz. Józef Galica
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Grosset
gen. bryg. w st. spocz. Teofil Jankowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Jasiński
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Kamiński
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Karcz
nadbryg. w st. spocz.. Roman Kaźmierczak
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Korzeniowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Kowalski
nadbryg. w st. spocz. Bogdan Kuliga
nadbryg. w st. spocz. Piotr Kwiatkowski
gen. bryg. w st. spocz. Wiesław Leśniakiewicz
nadbryg. w st. spocz. Wojciech Mendelak
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Meres
nadbryg. w st. spocz. Gustaw Mikołajczyk
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Milewski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Mróz
nadbryg. w st. spocz. Zbigniew Muszczak
nadbryg. w st. spocz. Zygmunt Politowski
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Psujek
nadbryg. w st. spocz. Marek Rączka
nadbryg. w st. spocz. Maciej Schroeder
nadbryg. w st. spocz. Janusz Skulich
nadbryg. w st. spocz. Jacek Staśkiewicz
nadbryg. w st. spocz. Karol Stępień
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Szcześniak
nadbryg. w st. spocz. Aleksander Szymański
nadbryg. w st. spocz. Ignacy Ścibiorek
nadbryg. w st. spocz. Piotr Świeczkowski
nadbryg. w st. spocz. Stanisław Węsierski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Witkowski
nadbryg. w st. spocz. Jerzy Wolanin

GENERAŁOWIE BIURA OCHRONY RZĄDU
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Bielawny
gen. bryg. w st. spocz. Mirosław Gawor
gen. bryg. w st. spocz. Andzrej Gawryś
gen. dyw. w st. spocz. Marian Janicki
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Klimek
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Matusik
gen. dyw. w st. spocz. Grzegorz Mozgawa

GENERAŁOWIE SŁUŻB SPECJALNYCH
gen. bryg w st. spocz. Krzysztof Bondaryk
gen. bryg. w st. spocz. Gromosław Czempiński
gen. bryg. w st. spocz. Wiktor Fonfara
gen. bryg. w st. spocz. Maciej Hunia
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Jasik
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Kapkowski
gen. bryg. w st. spocz. Radosław Kujawa
gen. bryg. w st. spocz. Dariusz Łuczak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Nosek
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Pruszyński

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE STRAŻY GRANICZNEJ
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Anklewicz
gen. bryg. SG w st. spocz. Jacek Bogdan
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Borkowski
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Dominiak
gen. bryg. SG w st. spocz. Leszek Elas
gen. bryg. SG w st. spocz. Jarosław Frączyk
gen. bryg. SG w st. spocz. Tadeusz Frydrych
gen. bryg. SG w st. spocz. Włodzimierz Gryc
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Kamiński
gen. bryg. SG w st. spocz. Marian Kasiński
gen. dyw. SG w st. spocz. Józef Klimowicz
kadm.. SG w st. spocz. Stanisław Lisak
gen. bryg. SG w st. spocz. Henryk Majchrzak
gen. bryg. SG w st. spocz. Zygmunt Staniszewski
gen. dyw. SG w st. spocz. Dominik Tracz
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Wasiuk

GENERAŁOWIE SŁUŻBY WIĘZIENNEJ
gen. SW w st. spocz. Włodzimierz Markiewicz
gen. SW w st. spocz. Jacek Pomiankiewicz
gen. SW w st. spocz. Andrzej Popiołek
gen. SW w st. spocz. Jan Pyrcak
gen. SW w st. spocz. Marek Szostek
gen. SW w st. spocz. Jacek Włodarski