Mury miały runąć, a ciągle rosną

Słynna pieśń Jacka Kaczmarskiego ze słowami „A mury runą runą” staje się coraz bardziej nieaktualna. Litwa co prawda nie postawiła muru, ale zaczęła instalowanie zasieków z drutu kolczastego na granicy z Białorusią po to, by zapobiec przybywaniu stamtąd imigrantów.

Tym samym – jak zauważa szewc Fabisiak – sojusznicze wobec USA państwo postępuje wręcz odwrotnie niż Stany Zjednoczone, gdzie prezydent Joe Biden nakazał wstrzymanie budowy muru na granicy z Meksykiem ponieważ, jak oświadczył prezydencki rzecznik, nowa administracja odziedziczyła po swoich poprzednikach „niehumanitarny system imigracyjny”. Tak więc Stany Zjednoczone znoszą bariery graniczne mimo tego, że na ich teren przedostało się tylko w maju bieżącego roku ponad 180 tys. emigrantów. Tymczasem na Litwę z terenu Białorusi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przeszło około 1 500 osób, czyli w skali miesięcznej ponad 200 razy mniej. Jednak w Wilnie już biją na alarm, wygłaszając pompatyczne mowy, jakoby ów napływ imigrantów, ilościowo nieporównywalny z liczbą uchodźców przybywających choćby do Grecji o goszczących miliony uchodźców Turcji i Libanie nie wspominając, miałby oznaczać atak na całą Unię Europejską.

Koszt budowy zasieków ma wynieść 41 mln euro, przy czym przegrody mają zostać umieszczone na odcinku 550 km, co stanowi większą część liczącej 680 km granicy z Białorusią. Jak można łatwo wyliczyć jeden kilometr zasieków będzie kosztować ok. 74,5 tys. euro Nawet odliczając koszty towarzyszące, które prawdopodobnie obejmą także wycinkę drzew na gęsto zalesionych terenach przygranicznych, to i tak wychodzi na to że, cena pęczka drutu jest na Litwie niebotycznie wysoka. – dochodzi do wniosku Szewc Fabisiak. Widocznie jednak państwo litewskie jest na tyle bogate, że stać je na odrutowanie granicy.

Władze w Wilnie tłumaczą, iż działania Mińska polegające na sprowadzaniu – głównie z Iraku, lecz także z kilku innych krajów arabskich i Afganistanu – emigrantów a następnie umożliwianie im przechodzenie na stronę litewską są odwetem na unijne sankcje skierowane przeciwko Białorusi. Są to prawidłowe wnioski. Jednakże – jak zauważa szewc Fabisiak – w polityce podobnie jak w fizyce prawidłowością jest to, że akcja wywołuje reakcję. Oczywiście na reakcję można się zżymać, tym niemniej należy ją brać pod uwagę podejmując jakąś akcję.

Białoruś bynajmniej nie wypiera się tego, że organizuje przerzut emigrantów na Litwę. Łukaszenka tłumaczy to swoisty sposób. Stwierdził mianowicie, że emigranci nie chcą przybywać do Białorusi, lecz do „ oświeconej, ciepłej i przytulnej Europy” i tym samym – jak wnioskuje szewc Fabisiak – należy im w tym pomóc. Abstrahując od intencji, jakimi kierował się Łukaszenka, to z jego argumentacją trudno jest się nie zgodzić. Wszak to do Europy, a nie w odwrotnym kierunku zmierzają tysiące emigrantów i uchodźców, którzy chcą poprawy swojego losu, jak również chronią się przed działaniami zbrojnymi i represjami.

W tym kontekście blokada litewsko-białoruskiej granicy nabiera nieco innego wymiaru. Stawiając graniczne zasieki Litwa nie tylko znacznie utrudnia, lecz wręcz uniemożliwia jej przekraczanie nie tylko emigrantom z Bliskiego Wschodu, lecz także obywatelom Białorusi pragnącym opuścić swój kraj w obawie przed represjami ze strony tamtejszej władzy. Zwraca na to uwagę bynajmniej nie probiałoruskie, lecz jak najbardziej państwowe Litewskie Narodowe Radio i Telewizja. Przypomina, że w sytuacji, gdy Białoruś zamknęła granice z Polską i Ukrainą. to właśnie granica z Litwą stwarzała do tej pory jedyną możliwość wydostania się z Białorusi. Oczywiście pozostaje jeszcze otwarta granica z Rosja, jednak – jak zauważa szewc Fabisiak – nie jest to kierunek preferowany przez niechętnych władzy Białorusinów.

Wspomniane wyżej litewskie źródło cytuje wypowiedzi dwóch osób, które z powodów politycznych wyemigrowały z Białorusi przedzierając się przez granicę z Litwą. Jedna z nich – Olga Pawłowa pełniła rolę jednej z koordynatorek kampanii wyborczej Swietłany Cichanouskiej. Druga osoba to Andriej Szarenda, który był trzymany w areszcie a po jego opuszczeniu jest ścigany listem gończym za niestawienie się na rozprawie sądowej. Obydwie te osoby podkreślają, że blokując granicę z Białorusią litewskie władze praktycznie uniemożliwiły politycznym opozycjonistom wydostanie się na zewnątrz. Takie są jednak skutki, gdy uprawia się politykę na zasadzie: najpierw zrób a później pomyśl – podsumowuje szewc Fabisiak.

Biedroń znowu w trasie

Jeden z „trzech tenorów” Lewicy znowu ruszył w Polskę na bezpośrednie spotkania z wyborcami. Zaczął od Dolnego Śląska.

– Odwiedzimy wsie, miasta i miasteczka w całej Polsce. Będziemy na piknikach, ulicach i w parkach rozmawiać o tym jak dobrze urządzić Polskę po pandemii – zapowiedział europoseł we Wrocławiu. Jeszcze przed spotkaniem na rynku pojawił się na odsłonięciu muralu wyrażającego solidarność z białoruską opozycją. i spotkał się tam z jej liderką – Swiatłaną Cichanouską.

Jednak to nie sprawy międzynarodowe są najważniejsze podczas tej trasy. Biedroń, jak zwykle uśmiechnięty, znowu wychodzi do ludzi i przybliża lewicowe rozwiązania na czas odbudowy i powrotu do normalności.
W Opolu mówił o dostępności służby zdrowia, łatwiejszym znajdowaniu pracy przez młodych ludzi oraz o lepszej, nowoczesnej edukacji. To rozwinięcie wątków z ostatniej lewicowej konwencji. W Jeleniej Górze – o dostępności mieszkań dla młodych par i rodzin, o ułatwieniach w poszukiwaniu zatrudnienia oraz o mądrym wspieraniu niepełnosprawnych. Biedroń oraz towarzyszący mu posłowie Lewicy spotykali się z ludźmi bezpośrednio – w formule piknikowej, w sam raz na gorący początek czerwca.

Na pierwszej krótkiej trasie jest jeszcze Sieradz, tam jednak polityk dotrze już po zamknięciu tego numeru „Dziennika Trybuna”.

Zdanie odrębne

Szewc Fabisiak stara się obserwować rzeczywistość i wyciągać wnioski również wtedy, gdy nie są one zgodne z powszechnie wyrażaną opinią. Dlatego też ma swoje własne odrębne zdanie wobec sytuacji na Białorusi a zwłaszcza wobec reakcji na tę sytuację ze strony polskich polityków.

Obserwując ich podejście do Białorusi oraz zachowanie wobec rządowej polityki w tym zakresie szewc Fabisiak dochodzi do wniosku, iż poprzez swoją infantylność i brak wiedzy nie wyrośli oni ponad intelektualno-poznawczy poziom początkowych klas szkoły podstawowej. Nasza rodzima tzw. klasa polityczna rywalizuje na arenie międzynarodowej o to kto bardziej przymili się białoruskiej opozycji. Przypomina to trochę przepychanki między uczniami podstawówki. Wprawdzie ty masz ładniejsze adidasy ale za to mój smartfon jest lepszej jakości. Słychać już było utyskiwania na to, że Swiatłana Cichanouskaja (tak prawidłowo według transkrypcji białoruskiej powinno się pisać i wymawiać jej nazwisko) znalazła się na emigracji na Litwie a nie w Polsce rojącej sobie przecież prawo do roli forpoczty białoruskich protestów.

Trwa też rywalizacja wewnątrzpolska. Kiedy Donald Tusk zaproponował aby Unia Europejska nominowała Cichanouską i jej męża Siarhieja do Pokojowej Nagrody Nobla, to już następnego dnia wszystkie kluby parlamentarne zgodnie zaapelowały aby Parlament Europejski przyznał Cichanouskiej, jednak już bez męża uwięzionego po tym jak ogłosił zamiar startu w wyborach prezydenckich, coroczną nagrodę imienia Sacharowa, ponieważ, jak to argumentował europoseł Andrzej Halicki, uosabia ona obudzone społeczeństwo białoruskie. Tymczasem dwa dni wcześniej europarlamentarna frakcja Socjaliści i Demokraci poszła o krok dalej zgłaszając do tej nagrody zarówno Cichanouską, jak też żonę wyeliminowanego z wyborów Waliera Capkały oraz Maryję Kaliesnikawą – współpracownicę uwięzionego niedoszłego kandydata Wiktara Babaryki.

Wiceszefowa frakcji Kati Piri stwierdziła, że tegoroczna nagroda należy się tym trzem „odważnym kobietom Białorusi”. Szewc Fabisiak ma jednak wątpliwości czy można mówić o odwadze w odniesieniu do dwóch pierwszych z wymienionych wyżej pań. Natychmiast po wyborach, kiedy zaczęły się masowe protesty, Swiatłana Cichanouskaja wyjechała na Litwę a Wieranika Capkała wraz z mężem do Polski. Szewc Fabisiak rozumie ich motywacje uważając, że każdy ma prawo do ochrony siebie i swojej rodziny. Uważa jednak za przesadę nazywanie tego bohaterstwem. Jedyną osobą z tej trójki, która wykazała się odwagą i determinacją jest natomiast Maryja Kaliesnikawa. To ona wezwana na przesłuchanie odmówiła składania zeznań przeciwko sobie. To ona spotykała się ze strajkującymi robotnikami stołecznych zakładów, kiedy te strajki jeszcze trwały. To ona nie dała się wywieźć na Ukrainę i na granicy podarła swój paszport na drobne kawałki mając zapewne świadomość tego, że zostanie osadzona w areszcie co też i nastąpiło. To wreszcie na jej cześć zorganizowano w Mińsku w ostatnią sobotę marsz bohaterów. To jej zdrobniałe imię Masza skandowano na wiecach a nie Swieta czy tym bardziej Wieranika. W Polsce jednak liczy się tylko Cichanouskaja natomiast Kaliesnikawa pozostaje poza polem publicznego zainteresowania, co można tłumaczyć chyba tym, że uwielbianej w naszym kraju Cichanouskiej nie podoba się to, że Kaliesnikawa była współzałożycielką nowej partii opozycyjnej i ma odmienne poglądy co do strategii walki – domniemywa szewc Fabisiak.

Polskie elity parlamentarne jednostronnie postrzegające sytuację na Białorusi zgodnym chórkiem pieją z zachwytu nad tym, że mówią jednym głosem. Natomiast szewc Fabisiak jest zwolennikiem pluralizmu poglądów a nie dominacji jednego słusznego punktu widzenia, co, jego zdaniem, jest oznaką politycznej dojrzałości. Szewca Fabisiaka nie dziwi odtrąbianie sukcesu jednomyślności w wykonaniu przedstawicieli formacji rządzącej, jednak jako człowieka lewicy wnerwiają go podobne prorządowe enuncjacje ze strony lewicowych parlamentarzystów. Zwłaszcza gdy ich argumentacja nie wychodzi poza ramy rządowej propagandy. Na przykład posłanka Magdalena Biejat twierdzi, iż Polska powinna być ambasadorką Białorusi na arenie międzynarodowej, choć nikt na Białorusi naszego kraju do tego nie upoważnił. Wręcz przeciwnie. Nie kto inny jak sama Cichanouskaja mówiła podczas konferencji w Karpaczu, że to co się dzieje na Białorusi jest wewnętrzną sprawą jej kraju i oni sami powinni rozwiązywać swoje problemy zaznaczając, że inne kraje zostaną poproszone o mediację jedynie wówczas gdyby nie udało się rozwiązać problemów własnymi siłami. Natomiast, jak twierdzi szewc Fabisiak, uzurpowanie sobie prawa do reprezentowania społeczeństwa białoruskiego jest wyrazem wielkomocarstwowych kompleksów którym hołduje polska prawica a w które lewica daje daje się wpuścić.

Szewc Fabisiak zauważa też, że sytuację na Białorusi nie powinno się w sposób prymitywny postrzegać jedynie w czarno-białych barwach. Prawdą jest, że w białoruskiej stolicy i w kilku większych miastach regularnie mają miejsce antyprezydenckie demonstracje. Jednak swoje wiece organizują też zwolennicy Łukaszenki. Co prawda ich manifestacje są o wiele mniej liczebne ale są i gromadzą one nie tylko zależnych od władz państwowych urzędników, lecz także niezależnych od nikogo emerytów pamiętających to, że za obecnych rządów zaczęto regularnie wypłacać im emerytalne świadczenia. Pozostaje też bierna politycznie większość co do której nie do końca wiadomo na kogo głosowała w sierpniowych wyborach. Jednak tych niuansów nie dostrzegają polscy politycy i dlatego nie stać ich na obiektywne i szanujące naszych wschodnich sąsiadów podejście. Na tym tle wyróżnia się opublikowane ostatnio w Trybunie Stanowisko Stowarzyszenia Polska-Białoruś w którym wyrażana jest wątpliwość czy bezpośrednia ingerencja w wewnętrzne rozgrywki polityczne na Białorusi przyczyni się do rozwoju swobód obywatelskich natomiast Polska zupełnie niepotrzebnie stała się stroną konfliktu. Drugim przykładem wyważonego podejścia do Białorusi jest postawa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

Mimo tego, że ugrupowanie to wchodzi w skład koalicji rządzącej, to jego deputowani nie wzięli udziału w głosowaniu w którym litewski parlament przyjął rezolucję uznającą Swiatłanę Cichanouską za jedynego legalnego przedstawicielem narodu białoruskiego. Przewodniczący Akcji Waldemar Tomaszewski uzasadniał to tym, że tego typu rezolucje prowadzą do nieuzasadnionych napięć pomiędzy sąsiednimi państwami. Te dwa wspomniane wyżej głosy rozsądku nikną jednak w powodzi prymitywnej propagandy, co niestety staje się już polską normą – konkluduje z pesymizmem szewc Fabisiak.