Silna grupa

Pod wezwaniem firmy Benefit zawiązano nielegalne porozumienie ograniczające konkurencję na rynku fitness.
Siłownie i kluby fitness są zamknięte i ponoszą coraz większe straty, ale jakby tego było mało, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył kary w łącznej wysokości ponad 32 mln zł na największe sieci fitness w Polsce. Powód: porozumienie eliminujące konkurencję oraz podział rynku, ograniczający możliwość wyboru sieci, z usług której klienci mogli skorzystać w swojej miejscowości.
Postępowanie antymonopolowe w sprawie niedozwolonych praktyk na rynku fitness zostało wszczęte w 2018 r. Prowadzono je przeciw 16 firmom oraz 6 menadżerom, podejrzewanym o bezpośrednią odpowiedzialność za niedozwolone ustalenia.
Postępowanie wykazało, że niedozwolone porozumienie trwało około 5 lat, w okresie od 2012 do przynajmniej 2017 r. Przedsiębiorcy podzielili rynek, tak aby nie konkurować ze sobą. Kontrolę nad wykonywaniem niedozwolonego porozumienia i rolę koordynatora oraz rozjemcy między interesami klubów pełnił Benefit, który jednocześnie intensywnie budował swoją pozycję rynkową.
Uczestnikom porozumienia zależało na zachowaniu silnej pozycji w miastach, w których rozwijały działalność i osiągały korzyści z uczestnictwa w programie MultiSport, oferowanym przez Benefit. Przykładowo, w Warszawie była to sieć Calypso, w Poznaniu – Fabryka Formy, we Wrocławiu – Fitness Academy, a w Krakowie – Fitness Platinium.
Pierwsze ustalenia podziałowe rozpoczęły się w 2012 r. między Calypso i Fabryką Formy. Najpóźniej w 2013 r. podział rynku został rozszerzony o Fitness Academy, przy czym pośrednikiem w zawarciu ustaleń był Benefit Systems. W podziale rynku zaczęło uczestniczyć również Fitness Platinium oraz Zdrofit, którego działalność kolidowała z działalnością sieci Calypso. Obecnie Fabryka Formy, Fitness Academy oraz Zdrofit prowadzone są przez Benefit Systems, podczas gdy Fitness Platinium i Calypso działają jako odrębni przedsiębiorcy.
W ramach zmowy przedstawiciele firm podejmowali ze sobą kontakty w sprawie podziału rynku: korespondowali, prowadzili rozmowy telefoniczne, spotykali się. Firmy wymieniały się informacjami co do otwierania klubów oraz lokalizacji, którymi były zainteresowane. Jeżeli miały plany dotyczące tego samego rejonu, wówczas uzgadniały, że jedna z nich się z niego wycofa.
Przykładowo, kwestia tego, czy dopuścić do otwarcia jednego klubu Fabryki Formy w Warszawie, a jeżeli tak, to w którym miejscu, poprzedzona została długimi konsultacjami między przedstawicielami sieci i budziła duże kontrowersje – ostatecznie ustalono, że w stolicy zostanie otwarty jeden klub Fabryki Formy, przy Rondzie ONZ. – Dzięki zmowie sieci fitness nie obawiały się konkurencji. Nie musiały walczyć między sobą o klienta zakresem oferty, standardem obsługi czy ceną. Skutki tego nieuczciwego działania i zmowy podziałowej bezpośrednio odczuli konsumenci – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKiK nałożył kary na osiem firm: Bartosz Gibała Platinium, Benefit Systems, Platinium Wellness, Yes to Move (dawniej: Fitness Academy), a także Calypso Fitness i kontrolowane przez nią spółki – Baltic Fitness Center, EFC Fitness oraz Fitness MCG. Urząd uderzył również po kieszeni sześciu menadżerów, nakładając na nich kary finansowe wynoszące od 40,8 tys zł do 302,5 tys zł (w sumie prawie prawie 800 tys. zł.).
Poprzez niedozwolony podział rynku sieci fitness mogły ugruntować swoją pozycję na lokalnych rynkach bez obawy o działania konkurentów uczestniczących w zmowie. Szef UOKiK podkreśla, że branża fitness to jeden z sektorów najbardziej dotkniętych rządowymi obostrzeniami związanym z pandemią COVID-19. W innej sytuacji kary byłyby wyższe.

Gospodarka 48 godzin

Wprowadzali w błąd
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ukarał firmę oferującą usługi komunikacyjne – Telestradę S.A. z Warszawy.Telestrada ma zapłacić ponad 8 mln zł kary pieniężnej, oraz zawiadomić o tej karze klientów, którzy w okresie od 1 stycznia 2018 r. do 30 czerwca 2020 r. zawarli z firmą umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych. Przedstawiciele przedsiębiorstwa pozyskiwali klientów, podszywając się pod ich dotychczasowego operatora. Nie wydawali klientom podpisanych z nimi umów oraz załączników do nich. „Działalności Telestrady przyglądaliśmy się od końca 2019 roku, gdy zaczęły do nas napływać liczne skargi na jej praktyki. Wszczęliśmy wobec spółki postępowanie, które potwierdziło sygnały konsumentów. Absolutnie niedopuszczalne jest podszywanie się pod innych przedsiębiorców i wykorzystywanie tego do wprowadzania konsumentów w błąd. W tym przypadku dużą grupę poszkodowanych stanowili seniorzy, zatem zachowanie przedsiębiorcy należy potępić z jeszcze większą stanowczością” – informuje prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Przedstawiciele Telestrady, po telefonicznym kontakcie pracownika firmy z potencjalnym klientem, zjawiali się w jego domu, aby podpisać umowę. Na celownik wzięli głównie osoby starsze, powyżej 65 roku życia. W jednej ze skarg klienta z Ostródy czytamy: „Zjawił się mężczyzna do mojego domu o przedłużenie umowy na telefon stacjonarny z Orange. Ja pytałem jego czy on jest z Orange. Powiedział, że musieli zmienić z Orange na Telestradę ze względu na podatek. Ja uwierzyłem a to on skłamał, bo przyszły nam rachunki z Orange i Telestrady. Ja mam 89 lat i nie mogę na dwie firmy płacić”. W skardze wnuczki klienta dowiadujemy się zaś, że: „z relacji dziadka wynika, że umowa została dosłownie podpisana na masce samochodu”. Przedstawiciele Telestrady wprowadzali w błąd swoich potencjalnych klientów sugerując, że reprezentują ich dotychczasowego operatora, który oferuje im zmianę warunków na korzystniejsze. Zgodnie z prawem przed podpisaniem umowy powinni oni dostać pełne, jednoznaczne i rzetelne informacje o ofercie i przedsiębiorcy, który ją przedstawia. „Praktyki Telestrady godziły w interesy konsumentów. Spółka miała świadomość, że działania jej przedstawicieli w różnych regionach kraju są niezgodne z prawem. O wątpliwych praktykach swoich pracowników wiedziała nie tylko ze skarg konsumentów, ale również z licznych wystąpień miejskich i powiatowych rzeczników konsumentów czy Urzędu Komunikacji Elektronicznej” – uważa prezes Tomasz Chróstny. Kara jest nieprawomocna, firma najprawdopodobniej odwoła się do sądu. Wprowadzanie konsumentów w błąd to nieuczciwa praktyka rynkowa. Grozi za nią kara do 10 proc. obrotów firmy. W przeszłości UOKiK karał już firmy telekomunikacyjne za podszywanie się pod dotychczasowego operatora, np. Telekomunikację Stacjonarną.

Bezzębny Sanepid
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie ocenił, że rozporządzenie o nakazie zasłaniania nosa i ust zostało wydane w sposób sprzeczny z Konstytucją. Ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych pozwoliła nakazywać to osobom chorym i podejrzanym o zachorowanie. Rządowe rozporządzenie nałożyło zaś obowiązek noszenia maseczek na wszystkich Polaków. Kary nakładane przez Sanepid są zatem bezprawne.

Portugalczyk, jak nóż bezlitosny

Tak wysoka kara oczywiście nie utrzyma się w sądzie, ale Biedronce zapewne nie ujdzie całkiem na sucho.
Starsi Panowie proroczo śpiewali, że Portugalczyk jak nóż bezlitosny: nie uiści, nie uiści. I rzeczywiście, jak było do przewidzenia, portugalska firma Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka nie godzi się z karą 723 mln zł za narzucanie niekorzystnych warunków umów, nałożoną przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W swym oświadczeniu właściciel Biedronki stwierdza między innymi: „Jeronimo Martins Polska stanowczo sprzeciwia się stronniczej, pozbawionej podstaw prawnych i faktycznych decyzji nałożonej przez UOKiK, a tym samym uważa ją za niesprawiedliwą i niezasłużoną /…/ UOKiK podjął tę decyzję nie przestrzegając należytych procedur prawnych, nawet nie wysłuchując dostawców. Największa liczba podmiotów objętych postępowaniem to dostawcy żywności przetworzonej. Wbrew temu, co ogłosił publicznie Prezes UOKiK, dostawcy owoców i warzyw są reprezentowani w tej sprawie w niewielkiej liczbie, a jeśli już – są to głównie importerzy. Decyzja UOKiK świadczy o niezrozumieniu charakteru prowadzenia działalności gospodarczej oraz dynamiki negocjacji. Rabaty, o których mówi publicznie Prezes UOKiK, są w rzeczywistości uzgadniane z góry przez obie strony umowy i mają zastosowanie do obrotu osiągniętego w określonym okresie /…/ Ubolewamy nad tym, że ta niesprawiedliwa decyzja oraz agresywność formy i treści jej ogłoszenia pojawia się w szczególnie trudnym czasie, kiedy Biedronka znajduje się na pierwszej linii wsparcia klientów we wspólnym wysiłku walki z pandemią, jednocześnie przyczyniając się do wzmocnienia polskiej gospodarki. W tym świetle z całą mocą i zaangażowaniem będziemy dochodzić swoich racji w sądzie. Głęboko wierzymy, że polskie sądy zbadają tę sprawę kompleksowo, obiektywnie i bezstronnie oraz, że sprawiedliwości stanie się zadość”.
Wspomniane 723 mln zł UOKiK wymierzył za nieuczciwe rabaty, czyli takie, których sieć handlowa żąda od swych dostawców dopiero po zapoznaniu się z wynikami sprzedaży za określony, miniony okres. Narzucanie takich rabatów prowadzi do nieoczekiwanej dla dostawcy obniżki cen, spadku osiąganych wyników i marż, a także utrudnia jakiekolwiek planowanie działalności gospodarczej.
UOKiK uznał, że Biedronka w arbitralny sposób narzucała niektóre rabaty, głównie dostawcom owoców i warzyw.
Kontrahenci sieci byli informowani o konieczności udzielenia rabatu dopiero na koniec okresu rozliczeniowego, po zrealizowaniu dostaw. Tym samym zawierając umowę nie wiedzieli, ile zarobią, ponieważ w każdej chwili właściciel Biedronki mógł zażądać pomniejszenia wynagrodzenia poprzez przyznanie dodatkowego rabatu w sobie tylko znanej wysokości. W przypadku braku dokonania korekt wcześniejszych faktur z uwzględnieniem tego rabatu dostawcy groziła kara finansowa. Ze względu na siłę rynkową Biedronki dostawcy godzili się na niekorzystne dla nich warunki obawiając się, iż zakończenie współpracy mogłoby oznaczać jeszcze większe straty finansowe.
W ciągu trzech lat, badanych przez UOKiK: 2018, 2019 i 2020, spółka Jeronimo Martins Polska w kontaktach z branżą spożywczą zarobiła na zakwestionowanych praktykach ponad 600 mln zł. Tak więc, kara jakiej żąda UOKiK jest sporo większa od korzyści jakie odniosła portugalska firma.
Gdyby chodziło o firmę z USA czy Niemiec a nawet i z Francji, strona polska zapewne nie byłaby tak odważna w nakładaniu równie wysokiej kary. Tu mamy jednak do czynienia z partnerem, w opinii Polski, mniej znaczącym – więc można mieć nadzieję, że uda się uzyskać od niego więcej, niż gdyby karę miałby ponieść przedsiębiorca niemiecki czy amerykański.

Getin Bank ma coraz trudniej

Kolejne ciosy finansowe spadają na bankowe dziecko Leszka Czarneckiego. Niech światek polskiego biznesu zapamięta, że niedobrze jest zadzierać z prominentami Prawa i Sprawiedliwości.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał trzy decyzje dotyczące Getin Noble Banku. Zakwestionował jednostronną zmianę umów o kredyt hipoteczny, niedozwolone klauzule oraz sposób oferowania obligacji GetBack przez bank.
W pierwszej decyzji prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank, informując klientów o zamiarze doprecyzowania od 2017 roku sposobu wyliczania kursów kupna i sprzedaży walut obcych w umowach kredytów hipotecznych, w istocie jednostronnie zmieniał postanowienia tych umów.
Poza tym Getin Bank zastąpił postanowienia o bankowym tytule egzekucyjnym zapisami o możliwym obowiązku złożenia oświadczenia o poddaniu się egzekucji w trybie art. 777 kodeksu postępowania cywilnego, co mogłoby ułatwić bankowi w przyszłości dochodzenie roszczeń. Wprawdzie bank musiał zrezygnować z bankowego tytułu egzekucyjnego, gdyż Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za niekonstytucyjne, jednak zdaniem UOKiK, nie dawało to bankowi prawa do wpisania do umów innych form zabezpieczeń. Urząd zakazał więc takich działań.
Już z tych informacji UOKiK o przewinieniach Getin Banku wynika, że zarzuty są mocno naciągane. Tym niemniej Tomasz Chróstny, prezes UOKiK uważa, że efektem działania Getin Banku było to, że wiele osób musiało zaakceptować nowe warunki, bo w przeciwnym razie bank wypowiedziałby umowę i wymagałby spłaty całości kredytu.
Szef UOKiK stwierdza: – Umowa o kredyt hipoteczny jest umową zawartą na określony, wieloletni czas. Niedozwolone jest dowolne zmienianie jej istotnych warunków, a takimi są postanowienia o zasadach wyliczania kursów czy innych zabezpieczeniach. Każde nowe rozwiązanie powinno być wynikiem obustronnych uzgodnień. Jeżeli klient nie zgodziłby się na nie, to umowa powinna być wykonywana na dotychczasowych zasadach.
Za naruszanie od początku 2017 roku zbiorowych interesów konsumentów, UOKiK nałożył na Getin Noble Bank karę finansową wynoszącą 7 019 640 zł. Ciekawe, czy byłaby niższa, gdyby UOKiK wcześniej zwrócił uwagę na działania tego banku?
W drugiej decyzji szef UOKiK uznał, że niedozwolone są postanowienia, zawarte we wzorcach umów dotyczących wydawania kart płatniczych, udzielania pożyczek i prowadzenia rachunków Getin Banku, na mocy których bank miał przyznawać sobie prawo do ich modyfikacji gdy zmienią się przepisy, zapadną wyroki sądów, czy nastąpi korekta omyłek pisarskich. Tymczasem prezes UOKiK uznał, że takie zdarzenia nie dają bankowi prawa do modyfikacji klauzul umownych. Czyli, mimo wyroków, zmian prawa bądź korekty błędów, wzory umów powinny pozostawać niezmienne.
Getin Bank uważał również, że z tych powodów, oraz ze względu na nowe stawki cen prądu, taryf pocztowych i telekomunikacyjnych, ma on prawo do zmiany taryfy opłat i prowizji. UOKiK uznał te zapisy za nielegalne i zakazał ich stosowania, stwierdzając, że pod tym pretekstem „bank może wprowadzać dowolne zmiany”.
UOKiK zarzucił, że Getin Bank nie precyzuje, co konkretnie będzie miało wpływ na modyfikację regulaminu i w jakim zakresie to nastąpi. „W efekcie konsument nie jest w stanie przewidzieć jakich zmian może się spodziewać w trakcie trwania umowy” – stwierdził Urząd, uważając widocznie, że to Getin Bank musi z całkowitą pewnością przewidywać, jakie zmiany nastąpią w różnych przepisach i taryfach, oraz jakie będą wyroki sądów w rozmaitych sprawach.
Wreszcie, w trzeciej decyzji, prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank wprowadzał konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych wyemitowanych przez spółkę GetBack. Getin Bank miał informować, że inwestycja jest bezpieczna, a zysk gwarantowany, podczas gdy tak nie było.
Ponadto: „Bank proponował nabycie tych obligacji osobom, które nie były skłonne do ryzyka, bo były zainteresowane zwykłymi lokatami. Przedsiębiorca oferował więc produkty, które nie odpowiadały potrzebom jego klientów” – stwierdził UOKiK, nie wyjaśniając, dlaczego osoby zainteresowane bezpiecznymi lokatami bankowymi wybierały obligacje korporacyjne i uznając, iż Getin Bank powinien najpierw sprawdzić czy ma do czynienia z osobami skłonnymi do ryzyka, czy może ostrożnymi. – Do UOKiK wpłynęło wiele skarg od konsumentów na doradców Getin Noble Banku, które potwierdziły, że podczas sprzedaży dochodziło do nieprawidłowości. Obligacje korporacyjne nie są bezpieczną inwestycją, ponieważ ich bezpieczeństwo zależy wyłącznie od kondycji finansowej emitenta i jego decyzji biznesowych. Nie są one objęte gwarancjami odpowiednich instytucji. Bank jako instytucja zaufania publicznego powinien był zadbać o to, aby jasno i zrozumiale informować o specyfice produktu, w szczególności o ryzyku, uwzględniając jednocześnie realne potrzeby konsumentów – powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Prezes UOKiK nakazał, aby Getin Noble Bank wypłacił rekompensatę osobom, które nabyły obligacje GetBack za jego pośrednictwem. Wyniesie ona 20 tys. zł. O tym komu należy się rekompensata, bank poinformuje w osobnej korespondencji.
Żadna z wymienionych tu decyzji UOKiK nie jest prawomocna. Jeżeli się uprawomocnią i nie zmieni ich sąd, to staną się wiążącą regulacją, której sądy już nie będą mogły później pomijać. To może ułatwić klientom ewentualne sądowe dochodzenie swych roszczeń.
Z wyjątkiem trzeciej decyzji, dotyczącej obligacji GetBack, te dwie pierwsze wyglądają trochę na włączanie się do państwowej nagonki na właściciela tego banku Leszka Czarneckiego, który od dawna jest na celowniku prominentów PiS.
W sumie UOKiK wydał już siedem decyzji w sprawie oferowania i sprzedaży obligacji GetBack – podkreśla urząd, chcąc zatrzeć wrażenie, iż organy PiS-owskiej władzy patrzyły przez palce na działalność GetBack. W rzeczywistości, nie było żadnego siedmiokrotnego wymierzania kar.
UOKiK zwraca uwagę, że pierwsze kroki, aby chronić osoby poszkodowane wskutek działań spółki GetBack czy podmiotów oferujących jej produkty finansowe, podjął jeszcze zanim wpłynęły skargi od konsumentów. Pod koniec kwietnia 2018 r., po doniesieniach medialnych, Urząd wszczął postępowanie wyjaśniające oraz przeprowadził kontrole, aby ustalić zasady oferowania i sprzedaży obligacji korporacyjnych GetBack. Dodajmy, że nic to nie zmieniło.
Dopiero w lutym ubiegłego roku UOKiK wymierzył około 2 mln zł kary dla Polskiego Domu Maklerskiego za klauzulę niedozwoloną stosowaną przy zapisie na obligacje korporacyjne GetBack, która mogła zniechęcić ich do dochodzenia roszczeń.
Sierpień 2019 r. przyniósł decyzję częściową wobec Idea Banku – stwierdzenie wprowadzania konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji GetBack. Nic z tego nie wynikło.
Dopiero w lutym 2020 r. UOKiK uznał, że Idea Bank stosuje niedozwolone praktyki podczas oferowania obligacji GetBack i nakazał wypłacenie po 10 tys. zł rekompensaty dla poszkodowanych nabywców.
Kwiecień 2020 r.: wreszcie zapadła pierwsza konkretna decyzja UOKiK wobec spółki GetBack – stwierdzenie wprowadzania przez nią konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych. Kary jednak nie było.
Lipiec 2020 r.: stwierdzenie nieuczciwych praktyk podczas oferowania przez Idea Bank certyfikatów inwestycyjnych funduszy Lartiq (dawniej Trigon) gwarantowanych przez spółkę GetBack – i nakaz wypłaty po 38 tys. zł rekompensaty dla konsumentów. Ponadto 7,2 mln zł kary dla spółki Lartiq za wprowadzanie konsumentów w błąd przy oferowaniu funduszy inwestycyjne gwarantowanych przez GetBack.
Jak widać, UOKiK zaktywizował się na dobre dopiero w ubiegłym roku. Czyżby na polityczne zamówienie obecnej ekipy?

Gospodarka 48 godzin

Państwowe banki ukarane
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył dwie kary za nielegalne postanowienia określające zasady ustalania kursów walut. Ukarane zostały banki PKO BP i Pekao, na łączną kwotę około 62 mln zł. UOKiK zakwestionował postanowienia zawarte w aneksach do umów kredytów hipotecznych odnoszących się do walut obcych, oferowanych przez wspomniane banki. Postanowienia te nieuczciwie określają zasady ustalania kursów, w oparciu o które banki przeliczają raty kredytów. W rezultacie banki te mogą dowolnie kształtować kursy walutowe, a kredytobiorcy nie są w stanie przewidzieć wysokości płaconych rat. Podstawą do zajęcia się sprawą były sygnały od konsumentów. – Uznałem, że zarówno PKO BP, jak i Pekao stosują w aneksach do umów postanowienia, które rażąco naruszają zbiorowe interesy konsumentów. W efekcie oba banki mają możliwość jednostronnego wpływania na wysokość kursów a tym samym na wysokość zadłużenia konsumentów. Niedopuszczalne jest przyznawanie sobie przez banki tak daleko idącej swobody w ustalaniu kursu walutowego – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut stosowanych przez wskazane banki. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie. Przykładowo PKO BP zastrzega, że kurs oblicza w oparciu o „średni kurs międzybankowy”, „płynność rynku wymiany walut”, „konkurencyjność kursów”. Z kolei Pekao odsyła konsumentów do „kursów rynkowych”. Jednak ani przepisy, tak jak i postanowienia umowne lub inne obiektywne i dostępne źródła, nie precyzują żadnego z powyższych pojęć. Aby poznać kurs międzybankowy, PKO BP odsyła konsumentów do serwisu Reuters. Pekao wyjaśniło w toku postępowania, że również z tego serwisu bierze swoje kursy. Żaden z tych banków jednak nie określa, o którą dokładnie stronę internetową chodzi. Wątpliwości UOKiK wzbudziła również klauzula dająca PKO BP prawo do zmiany źródła danych, jeśli kursy walutowe w serwisie Reuters przestaną być dostępne – bank nie wskazuje jednak zasad na jakich odbywać będzie taka zmiana. Ponadto, PKO BP przyznaje sobie prawo do jednostronnej zmiany wysokości spreadu, jeżeli zrobią to „przynajmniej 2 z 10 największych pod względem sumy aktywów banków o co najmniej 0,5 proc.” Zarówno PKO BP jak i Pekao odsyłają konsumentów do tabel, które same sporządzają. Jednak nie wskazują kiedy będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę. Istnieje zatem możliwość, że banki narzucą konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów.
Za stosowanie klauzul niedozwolonych prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył następujące kary: PKO BP – 40 741 440 zł, natomiast Pekao – 21 088 642 zł. Po uprawomocnieniu się decyzji banki mają również powiadomić o nich konsumentów i poinformować ich, że zakwestionowane postanowienia jako niedozwolone nie są wiążące dla konsumentów – więc należy je traktować tak, jakby w ogóle ich nie było w aneksie do umowy. Ułatwi to również konsumentom dochodzenie swoich roszczeń. Decyzje w podobnych sprawach prezes UOKiK wydał już wobec: Deutsche Bank Polska (prawie 7 mln zł kary), Getin Noble Bank (prawie 13,5 mln zł), BNP Paribas (26,6 mln zł), Bank Millennium (10,4 mln zł), Santander Bank Polska (23,6 mln zł). Urząd prowadzi także postępowania wobec banku Raiffeisen AG oraz BPH. Jak widać, banki państwowe w Polsce stosują takie same metody, jak banki komercyjne.

Gospodarka 48 godzin

Nieuzasadnione opłaty
Urząd Ochrony Konkurencji I Konsumentów sprawdza praktyki firmy Eurocash wobec dostawców produktów rolnych i spożywczych. Zarzuty dotyczą nieuzasadnionego pobierania dodatkowych opłat. Głównym przedmiotem działalności Eurocash jest hurtowa i detaliczna sprzedaż artykułów spożywczych i codziennego użytku. Firma, również poprzez spółki zależne, jest właścicielem największej w Polsce sieci hurtowni i organizatorem licznych sieci sklepów, m.in.: ABC, Delikatesy Centrum, Lewiatan, Gama, Groszek i Euro Sklep. Zastrzeżenia UOKiK wzbudziły umowy zawierane z dostawcami produktów do tych sklepów. Są oni zobowiązani do ponoszenia szeregu dodatkowych opłat za usługi, które według umowy powinien świadczyć dla nich Eurocash. “Spółka Eurocash, pomimo naszego wezwania, nie przedstawiła żadnych rozliczeń i raportów dotyczących realizacji szeregu usług, za które pobierała pieniądze. Co więcej, część z nich może w ogóle nie być wykonywana. Dotyczy to np. organizowania przez Eurocash szkoleń dla sklepów” – wskazuje prezes UOKiK Tomasz Chróstny. W innych zakwestionowanych przypadkach, nawet jeśli usługa określona w umowie jest wykonywana, Eurocash nie przedstawia dostawcom żadnych informacji o jej kosztach i rezultatach. To oznacza, że kontrahenci spółki nie wiedzą, czy usługi, za które płacą, są realizowane rzetelnie i ile w rzeczywistości kosztują. Przykładem są opłaty za edukowanie franczyzobiorców o produktach z oferty dostawcy. Ponadto część tych odpłatnych działań i tak byłaby realizowana przez Eurocash ze względu na interes gospodarczy tego przedsiębiorcy. Tak jest m.in. ze sprawowaniem nadzoru nad zamówieniami przez sklepy wchodzące w skład danej sieci handlowej. “Jeden z głównych celów ustawy o przewadze kontraktowej to walka z opłatami półkowymi, czyli nieuzasadnionymi opłatami pobieranymi od dostawców przez sieci handlowe. Mamy podejrzenie, że tak właśnie jest w przypadku Eurocash. Wiele usług może być tylko pozornie świadczona na korzyść dostawców, a ich prawdziwym celem jest obniżenie wynagrodzenia kontrahentów. To niedopuszczalne działanie. Za nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej grozi jej kara do 3 proc. rocznego obrotu” – dodaje Tomasz Chróstny. UOKiK apeluje, by przedsiębiorca czy rolnik, który działa w branży rolno-spożywczej i widzi jak duży kontrahent wykorzystuje swoja przewagę narzucając niekorzystne warunki współpracy, zawiadamiał Urząd o nieprawidłowościach.

Niech rząd nie kłamie
NSZZ Solidarność podejrzewa, że rząd PiS nie mówi prawdy (czyli kłamie) na temat faktycznych ustaleń z Unią Europejską, dotyczących transformacji energetycznej polskiej gospodarki. Jak stwierdza stanowisko związku, wszystko wskazuje na to, że jesteśmy przez polski rząd błędnie informowani, jakoby Polska wynegocjowała własną drogę sprawiedliwej transformacji energetycznej. Nie wiemy też, co polski rząd zadeklarował w ramach negocjacji nowego unijnego budżetu, który zakłada realizację unijnej polityki „Sprawiedliwej transformacji” opartej o „Zielony ład”. Związek, ustami przewodniczącego Piotra Dudy, oczekuje więc od rządu podjęcia pilnych i rzeczywistych rozmów na ten temat.

Polska kolejowa afera podkładowa

Trzy ważne służby państwowe od wielu lat zajmują się sprawą jednego przekrętu przy dostawach do PKP. I zajmować się będą jeszcze długo.
W wielu krajach zdarzały się w przeszłości przekręty związane z dostawami podkładów kolejowych i nasz kraj raczej nie jest tu wyjątkiem. Niedawno prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył łącznie prawie 13,5 mln zł kary na sześciu producentów drewnianych podkładów kolejowych.
Ukarani przedsiębiorcy w przeszłości zawarli, zdaniem UOKiK, zmowę przetargową na dostawę tych produktów dla państwowej firmy PKP Polskie Linie Kolejowe. Chodziło o niemałe kwoty, bo wartość dostarczanych podkładów miała wynieść około 120 mln złotych. Miała – ale zmowa w praktyce nie doszła do skutku, gdyż szefowie PKP PLK na wieść o podejrzeniach dotyczących nieprawidłowości w przetargu, unieważnili go.
Warto dodać, że ani PKP PLK, ani tym bardziej UOKiK nie musiały się wykazywać specjalnymi talentami detektywistycznymi, aby dojść do wniosku, że z tym przetargiem na dostawy podkładów może być coś nie tak. Sprawą od dawna zajmowała się bowiem Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która już w 2014 r. poinformowała, iż w wyniku prowadzonych działań zatrzymano dziewięciu podejrzanych pod zarzutem zmowy przetargowej. Czyn zarzucany im polegał na „działaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” w związku z ogłoszeniem przez PKP PLK przetargu na dostawę w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych.
ABW przekazała zebrane przez siebie dowody Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, która wszczęła śledztwo i potwierdziła ustalenia ABW, uznając, że producenci drewnianych podkładów kolejowych przystępujący do przetargu nieograniczonego mieli się porozumieć w sprawie wysokości ofert – tak aby wygrała z góry ustalona firma. Polegało to na eliminowaniu konkurencji oraz jednoczesnym podwyższaniu cen oferowanych produktów.
Przetargi organizowane w Polsce generalnie nie są zbyt uczciwe, ale nie wiadomo, czy sprawa tych podkładów nie jest jednak dęta. Minęło bowiem ponad sześć lat, a o jakimkolwiek wyroku sądowym głucho.
W każdym razie, pracownicy UOKiK nie mieli zbyt trudnego zadania do wykonania, bo jeśli chodzi o wspomnianą podkładową zmowę przetargową, to w praktyce powtórzyli ustalenia ABW, korzystając z zebranych już dowodów. Ciekawe, dlaczego zajęło im to aż sześć lat? Jak widać, młyny konkurencyjności i sprawiedliwości mielą u nas wyjątkowo powoli.
Wreszcie jednak, po sześciu latach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił, jak konkretnie miała wyglądać zmowa. Otóż, wedle materiałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wzięły w niej udział następujące firmy: Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów wraz ze spółkami zależnymi – Trade-Port i Nasycalnią Podkładów w Czeremsze, a także ThyssenKrupp GFT Polska, Track Tec oraz Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim.
Wszystkie te przedsiębiorstwa uczestniczyły we wspomnianym przetargu organizowanym przez PKP PLK na dostawy w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych. Byli to jedyni w Polsce przedsiębiorcy, którzy mogli dostarczyć ten nieskomplikowany produkt zamawiającemu. Przetarg podzielony był na dwa zadania, na których rozstrzygnięcia usiłowali wpłynąć uczestnicy zmowy.
Nieuczciwi przedsiębiorcy jakoby ustalili, że firmy ThyssenKrupp i Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów utworzą konsorcjum i razem z Track Tec złożą oferty na obydwa zadania. Pozostali przedsiębiorcy mieli nie brać udziału w przetargu, ponieważ udział większej liczby oferentów oznaczałby konieczność rywalizacji w aukcji elektronicznej. Pierwsze zadanie wygrać miał Track Tec, a drugie konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Łączna liczba podkładów dostarczanych w obu tych zadaniach miała zostać podzielona w stosunku: 45 proc. dla Track Tec i 55 proc. dla konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Ponadto ceny podkładów w składanych ofertach miały wzrosnąć w stosunku do cen z 2013 r. o 3 proc. dla dostaw w roku 2014 i o 5 proc. w 2015 r.
Podmioty, które nie wystartowały w przetargu miały uczestniczyć w realizacji zamówienia. W ramach zadania drugiego faktyczne dostawy miały być wykonywane w równych częściach przez Nasycalnię w Koźminie i Nasycalnię w Czeremsze. Dostawy wyposażenia i dodatkowych akcesoriów do podkładów (głównie śrub i nakrętek) dla obu zadań miały być realizowane przy udziale Trade-Port.
Ustalenia były dokonywane w latach 2013-2014 w trakcie spotkań w hotelach i restauracjach w Katowicach, Krakowie i Warszawie oraz rozmów telefonicznych. Inicjatorami zmowy byli Track Tec i KZN Bieżanów. Początkowo porozumienie dotyczyło tylko tych podmiotów, potem nakłonili oni do udziału innych przedsiębiorców. – W materiałach zebranych w czasie naszego postępowania doskonale widać mechanizm niedozwolonego porozumienia. Przedsiębiorcy uzgodnili pomiędzy sobą, którzy z nich wezmą udział w poszczególnych zadaniach w ramach przetargu oraz kto jaką kwotę zaproponuje. Ustalono zatem w ramach porozumienia nie tylko warunki finansowe dostaw, ale także podział prac – bowiem podmioty niewyłonione w przetargu miały następnie realizować projekt razem z tymi, którym przypadło zamówienie. W zmowie wzięli udział wszyscy przedsiębiorcy, którzy byli wówczas w stanie złożyć ofertę, co oznacza, że zamawiający nie miał możliwości uczciwego wyboru wykonawcy – uważa prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jak widać, mówiąc o „materiałach zebranych w czasie naszego postępowania” szef UOKiK nie zechciał zauważyć, że jego urząd miał sprawę podkładów podaną na widelcu przez ABW i Prokuraturę Apelacyjną.
Celem wspomnianej zmowy było uniknięcie rywalizacji o zamówienie oraz zapewnienie wyższej ceny za realizację zamówienia. Plan ten jak wiemy się nie powiódł bo firma PKP PLK unieważniła przetarg gdy doszły do niej słuchy o podejrzeniu zmowy.
Prezes Tomasz Chróstny wymierzył następujące kary uczestnikom zmowy przetargowej: Track Tec z Warszawy – 7 579 902,27 zł, Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów – 2 948 654,16 zł, Nasycalnia Podkładów w Czeremsze – 1 543 545,62 zł, Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim – 1 312 465,85 zł, ThyssenKrupp GFT Polska – 83 269,76 zł, Trade-Port z Katowic – tylko 4 484,25 zł.
Decyzja nie jest prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do sądu – które z pewnością nastąpi, bo ukarani przedsiębiorcy zapewniają, iż nie można mówić o żadnej zmowie mającej naruszać warunki konkurencji. Nie wiadomo zatem, jakim wynikiem i za ile lat w rzeczywistości zakończy się ta sprawa.

W gospodarce potrzeba konkurencji

Przedsiębiorcy zamiast prowadzić uczciwą rywalizację, często ustalają, że nie będą konkurowali – i dzielą miedzy siebie terytorium, towary lub grupy klientów.
Umowy ograniczające konkurencję – co jest sprzeczne z prawem – mają w Polsce miejsce na każdym polu. Tym razem zaistniały na polu w sensie niemal dosłownym, bo porozumienia ograniczające konkurencję zawarli dwaj znaczący producenci pasz dla zwierząt hodowlanych: Polmass i Ekoplon.Podzielili miedzy sobą rynek, ograniczając odbiorcom swobodny wybór produktów.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył na nich za to przewinienie kary finansowe w łącznej wysokości ponad 17 mln zł.
Podział rynku to jedna z najważniejszych praktyk ograniczających konkurencję. Oznacza on, że przedsiębiorcy zamiast prowadzić uczciwą rywalizację ustalają, że na danym obszarze nie będą konkurowali – i dzielą miedzy siebie terytorium, towary lub grupy klientów. W efekcie ich potencjalni kontrahenci tracą możliwość kupna produktów od wybranych sprzedawców. Tak było właśnie w przypadku producentów pasz dla zwierząt – firm Polmass i Ekoplon.
Z ustaleń UOKiK wynika, że przedsiębiorcy zawarli porozumienia dzielące polski rynek, w myśl których nie sprzedawali swoich produktów do klientów drugiego uczestnika zmowy, nawet jeśli potencjalny kontrahent sam się do nich zgłosił.
Porozumienia dotyczyły dwóch grup produktów paszowych stosowanych przy hodowli bydła – preparatów mlekozastępczych oraz mieszanek mineralno-witaminowych – i trwały w latach 2008-2016. Jak widać, trzeba było czterech lat, aby UOKiK zdołał zakończyć swoje dochodzenie.

-Zmowa pomiędzy Polmassem i Ekoplonem spowodowała, że hodowcy bydła czy sprzedawcy pasz nie mieli możliwości swobodnego wyboru produktów. Jeżeli byli wcześniej klientami jednej firmy, nie mogli kupić wyrobów drugiej. W efekcie doszło do zawężenia oferty rynkowej dla rolników i hodowców bydła oraz sprzedawców pasz – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Urząd zdobył wiele dowodów na nieuczciwy podział rynku podczas przeszukania w siedzibach obu przedsiębiorstw. Z zebranych materiałów wynika, że ustalenia były dokonywane przede wszystkim pocztą elektroniczną. Przykładem jest wiadomość jednego z pracowników Polmassu, który potwierdza, że przedsiębiorcy uzgodnili, iż nie będą podejmowali współpracy, jeśli zgłosi się do nich kontrahent drugiego uczestnika zmowy. Oto jej treść: „Przy okazji nadmienię że pomimo chęci podjęcia współpracy przez niektóre wyżej wymienione firmy, nie złożyłem oferty i nie nawiązałem współpracy bo obligowały mnie zobowiązania partnerskie z Ekoplonem. W wyżej opisanej sytuacji bardzo proszę o zajęcie stanowiska przez firmę Ekoplon”.
Zasady współpracy i wspomnianych „zobowiązań partnerskich” obu przedsiębiorstw ustalany był również podczas regularnych spotkań, zarówno kierownictwa, jak i pracowników zmawiających się firm. Przedsiębiorcy wymienili się również listą klientów – była to dla nich informacja z kim nie zawierać umów.

-Porozumienie trwało wiele lat, przyniosło straty hodowcom i sprzedawcom pasz dla zwierząt. Stąd w decyzji nałożyłem wysokie kary dla przedsiębiorców – dodaje prezes Tomasz Chróstny.
Sankcje pieniężne dla obu przedsiębiorców wyniosły dokładnie: 12 445 185 zł dla Ekoplonu i 4 704 596 zł dla Polmassu. Obie kary są nieprawomocne, przedsiębiorstwa niemal na pewno odwołają się od nich do sądu. Ostateczny finał jest więc na razie niepewny.
To jeszcze nie koniec działań w tej sprawie. Jednocześnie trwa kolejne postępowanie, w którym UOKiK podejrzewa inny podział rynku przez Polmass – w tym przypadku dokonany razem ze spółką Agro-Netzwerk Polska.
UOKiK przy okazji informuje, że skruszeni przedsiębiorcy mogą uniknąć mocnego uderzenia po kieszeni za zmowę, dzięki programowi łagodzenia kar. Daje on przedsiębiorcy, a także menadżerom uczestniczącym w nielegalnym porozumieniu, szansę zyskania statusu nieco zbliżonego do świadka koronnego.
Z programu można skorzystać pod warunkiem współpracy z UOKiK – doniesienia na innych uczestników zmowy oraz dostarczenia dowodów lub informacji dotyczących niedozwolonego porozumienia. A niezależnie od kar wymierzonych przez UOKiK, każdy kto poniósł szkodę wskutek naruszenia prawa konkurencji może złożyć do sądu cywilnego pozew przeciwko wszelkim podmiotom, które złamały te przepisy.

Kara dla Jakubasów

Wyjątkowo dziwny brak spostrzegawczości ze strony organizatorów przetargów.

Przedsiębiorcy zajmujący się dowozem uczniów w niedozwolony sposób wpływali na wyniki zamówień publicznych – jeśli ich propozycje były najkorzystniejsze, wówczas zwycięzca rezygnował z zamówienia, tak aby została wybrana druga, droższa oferta podmiotu biorącego udział w zmowie. Dodatkowym zyskiem dzielili się pospołu. Taką to właśnie zmowę wykrył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na uczestników tego niedozwolonego porozumienia kary w łącznej wysokości około 200 tys. zł. A uczestnicy zmowy to przedsiębiorcy o skądinąd znanych nazwiskach: Firma Transportowo Turystyczna „Jakubas” Krystyna Jakubas, Firma Transportowo Usługowa Magdalena Jakubas oraz Euro Bus Marek Jakubas.
Z informacji zgromadzonych przez urząd wynika, że wspólnie usiłowali wpłynąć na wynik 10 zamówień publicznych, z czego w sześciu przypadkach osiągnęli swój cel. Zamawiającymi były małopolskie gminy: Łapanów, Nowy Wiśnicz, Łapsze Niżne i Wojnicz, a także placówki edukacyjne: Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Zespół Szkół im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Woli Dębińskiej, gimnazjum im. Komisji Edukacji Narodowej w Zaborzu.
Stosowany przez ukarane firmy mechanizm rozstawiania i wycofywania ofert polegał na tym, że zwycięzca przetargu rezygnował z podpisania umowy w ten sposób, że nie dostarczał brakujących dokumentów, np. licencji przewoźnika czy zaświadczenia z ewidencji gospodarczej. Chodziło o to, żeby ostatecznie wybrano drugą, droższą propozycję innego uczestnika zmowy. – Mechanizm rozstawiania i wycofywania ofert to najczęstsza forma zmowy przetargowej. Jest to działanie niezgodne z prawem i zagrożone sankcją finansową w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu, Apeluję do organizatorów przetargów o zwracanie uwagi na tego typu sytuacje – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Ten apel wydaje się konieczny, bo rzeczywiście, dość dziwne jest , że organizatorzy przetargów nie zwrócili uwagę na trzy firmy mające w nazwie to same nazwisko, działające w ten sposób, ze jedni rezygnowali na rzecz drugich. Decyzja o ukaraniu nie jest prawomocna. Przysługuje od niej odwołanie do sądu, które pewnie nastąpi.

Ile można stracić?

Klienci banków nie mają w Polsce łatwego życia. Zawsze mogą zostać nabrani na rozmaite “bezpieczne produkty”.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na Idea Bank kary w łącznej wysokości ponad 17,2 mln zł oraz nakazał wypłacić po 38 tys. zł rekompensaty konsumentom, którzy nabyli certyfikaty inwestycyjne emitowane przez fundusz Lartiq. To jeden z banków należących do Leszka Czarneckiego, a cała sprawa dotyczy minionych lat i jest pokłosiem dużo wcześniejszych działań Komisji Nadzoru Finansowego, która już w ubiegłym roku ukarała wspomniany fundusz inwestycyjny.
W sumie prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał 4 decyzje wobec Idea Bank. Trzy z nich dotyczą naruszania praw konsumentów przy oferowaniu im skomplikowanych produktów finansowych: certyfikatów inwestycyjnych, lokat strukturyzowanych oraz ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. W czwartej decyzji UOKiK stwierdził stosowanie przez bank postanowień niedozwolonych w umowach bankowych w zakresie tzw. klauzul modyfikacyjnych. -To nie pierwszy raz, kiedy mamy bardzo poważne zastrzeżenia wobec Idea Banku. Już wcześniej stwierdziliśmy, że spółka naruszała prawa konsumentów przy sprzedaży obligacji korporacyjnych GetBack – wprowadzała ich w błąd i oferowała im produkty niedostosowane do ich potrzeb, czyli stosowała tzw. misselling. Tym razem zarzuty dotyczyły innych produktów finansowych. Bank przekazywał klientom nieprawdziwe informacje m.in. o ryzyku i zyskach, a także stosował misselling. Oferowanie produktów wysokiego ryzyka osobom, które preferują bezpieczne inwestycje, a także wprowadzanie ich w błąd i zatajanie ważnych informacji jest absolutnie niedopuszczalne – mówi prezes Tomasz Chróstny.
Pierwsza decyzja dotyczy oferowania przez Idea Bank certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez fundusz Lartiq (dawniej Trigon). To produkt wysokiego ryzyka, tymczasem Idea Bank proponował go osobom, którym zależało na bezpieczeństwie swoich oszczędności lub co najwyżej były gotowe zaakceptować tylko niewielkie straty. Byli to głównie dotychczasowi klienci banku korzystający z tradycyjnych lokat, rachunków oszczędnościowych, lokat strukturyzowanych czy ubezpieczeń na życie z funduszem kapitałowym.
Idea Bank wprowadzał ich w błąd co do ryzyka inwestycji. Rozpowszechniał bowiem nieprawdziwe informacje o gwarancjach, które rzekomo miały dawać pewność osiągnięcia zysku. Tymczasem fundusze Trigon Profit NSFIZ zawarły umowy gwarancyjne ze spółką GetBack (obecnie w restrukturyzacji), która miała ogromne kłopoty finansowe. Afera GetBack to jedna z nawiększych afer finansowych z czasów rządów PiS.

Nie było mowy o wyjątkowo ryzykownym charakterze tego produktu, o czym dowiedziałem się dopiero teraz, gdy okazało się, że wartość jednostki to ok. 50 proc. ceny nominalnej, a gwarancje nie są realizowane. Nigdy nie było mowy o możliwości utraty choćby niewielkiej części kapitału – napisał w skardze do Urzędu jeden z naiwnych konsumentów.
Prezes UOKiK nakazał Idea Bank wypłatę rekompensat wszystkim konsumentom, którzy nabyli certyfikaty inwestycyjne emitowane przez Lartiq (dawniej Trigon). Każdy z nich otrzyma 38 tys. zł. Łącznie banki ma wypłacić konsumentom kilkanaście milionów złotych. Idea Bank musi zawiadomić poszkodowanych konsumentów o możliwości wystąpienia o rekompensatę. Ma także zamieścić na swojej stronie internetowej informację o decyzji prezesa UOKiK wraz ze wskazaniem, że nie zamyka ona konsumentom drogi do indywidualnego dochodzenia roszczeń.
W kolejnej decyzji wobec Idea Banku szef UOKiK stwierdził nierzetelne informowanie konsumentów o innym bardzo ryzykownym produkcie finansowym. Chodzi o możliwość przystąpienia do ubezpieczeń na życie z funduszem kapitałowym. Bank w sposób nierzetelny przekazywał konsumentom informacje o ryzyku związanym z taką inwestycją, które polega na możliwości utraty całości lub części pieniędzy, opóźnień w realizacji wykupu, a także nieosiągnięcia zysku. Jak wynika z reklamacji, pracownicy banku mieli zapewniać klientów, że to bezpieczna inwestycja, na której nie można stracić.
Prezes UOKiK nałożył w sumie na Idea Bank ponad 11,5 mln zł (11 511 449 zł) kary. Ponadto spółka musi poinformować o tej decyzji na swojej stronie internetowej.
Do naruszania zbiorowych interesów konsumentów dochodziło też przy oferowaniu przez Idea Bank tzw. lokat strukturyzowanych. W tym przypadku również konsumenci byli wprowadzani w błąd, np. W dokumencie „Warunki Lokaty Strukturyzowanej” wyeksponowane były informacje o możliwości osiągnięcia zysku w postaci odsetek, kosztem jasnych i czytelnych danych o ryzyku – czyli okolicznościach, w których inwestycja może nie przynieść dochodu, a nawet wygenerować straty.
Dokument ten był tak zredagowany, że konsumenci mogli odnieść wrażenie, że zawarte w nim parametry umowy są wiążące – podczas gdy jej ostateczne warunki mogą być inne.
Idea Bank zapewniał też, że „kwota lokaty”, czyli zainwestowane pieniądze bez odsetek, jest objęta ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W rzeczywistości gwarancje BFG dotyczą jednak wyłącznie „kwoty wykupu”, która może być niższa. Za te nieuczciwe praktyki UOKiK wymierzył Idea Bankowi karę ponad 5,7 mln zł (5 750 545 zł). Bank także musi zamieścić na swojej stronie informację o decyzji.
Ostatnia decyzja dotyczy niedozwolonych postanowień we wzorcach umów kredytów konsumenckich, rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych oraz kart debetowych i kredytowych. Chodzi o wspomniane klauzule modyfikacyjne, w których spółka wymienia przyczyny uprawniające ją do zmiany regulaminu lub tabeli opłat i prowizji. Są wśród nich m.in. zmiana przepisów, wyroki sądów, wprowadzenie przez bank nowych usług czy konieczność poprawek redakcyjnych.
Kwestionowane klauzule modyfikacyjne znalazły się m.in w umowach na czas określony np. o kredyt konsumencki czy kartę kredytową, w których dochodzi do zadłużenia klienta. Zdaniem UOKiK takie umowy powinny cechować się trwałością i co do zasady nie mogą być zmieniane. Wątpliwości UOKiK wzbudziły też klauzule modyfikacyjne w umowach na czas nieokreślony. Są one co prawda dopuszczalne, ale przesłanki do wprowadzania przez Idea Bank zmian zostały sformułowane zbyt ogólnie i pozostawiają spółce dużą swobodę interpretacji.
UOKiK zakazał wykorzystywania zakwestionowanych postanowień umownych we wzorcach umownych. Idea Bank ma obowiązek poinformować o tym wszystkich konsumentów, którzy mają takie klauzule w swoich umowach z bankiem oraz zamieścić oświadczenie o decyzji UOKiK i jej skutkach na stronie internetowej.
Wszystkie te decyzje są nieprawomocne. Idea Bank może się od nich odwołać, co zapewne uczyni.