Gospodarka 48 godzin

Pretensja do sądu
Jak było do przewidzenia, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że sąd niesłusznie wstrzymał przejęcie prasy lokalnej przez państwowy Orlen. 8 kwietnia sąd ochrony konkurencji i konsumentów wydał decyzję w związku z wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich o wstrzymanie wykonania decyzji prezesa UOKiK wydającej zgodę na przejęcie przez PKN Orlen spółek należących do Polska Press. W postanowieniu sąd uznał, że do czasu rozstrzygnięcia złożonego przez Rzecznika odwołania, trzeba wstrzymać się z wykonaniem zaskarżonej przez RPO decyzji.
Oświadczenie prezesa UOKiK zarzuca, iż sąd wydając postanowienie, nie odnosił się do merytorycznych zagadnień w zakresie tego, czy decyzja została wydana zgodnie z ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów, i w oparciu o przewidziane prawem kryteria. Postanowienie dotyczy wyłącznie kwestii możliwości „zawieszenia” wykonywania decyzji do czasu rozstrzygnięcia wniesionego przez Rzecznika Praw Obywatelskich odwołania. Zdaniem prezesa Tomasza Chróstnego, chronologia zdarzeń wskazuje, że sąd wydając swoje postanowienie, mógł nie zapoznać się ze stanowiskiem prezesa UOKiK oraz z aktami sprawy zgromadzonymi w toku postępowania. „Sąd na etapie wydawania postanowienia o zastosowaniu bardzo poważnego środka tymczasowego nie podjął się oceny merytorycznych przesłanek wstrzymania decyzji, w tym braku potencjalnych skutków dla konkurencji. Podobnie nie zweryfikowano tego, czy zastosowanie środka tymczasowego jest uzasadnione podnoszonymi przez RPO argumentami” – zarzuca prezes UOKiK.
W ocenie prezesa UOKiK, sąd w sposób nieuprawniony przyjął, że złożenie odwołania od decyzji automatycznie powinno skutkować koniecznością jej wstrzymania. Automatyczne wstrzymywanie zgód koncentracyjnych, gdy wątpliwości co do zasadności decyzji nie znajdują solidnych podstaw, jest niepokojącym precedensem, który niewątpliwie może godzić w prawa przedsiębiorców – uważa szef UOKiK. Według niego, taka interpretacja przepisów zwiększa niepewność co do sytuacji prawnej oraz może istotnie opóźniać realizację transakcji gospodarczych, generując szereg ryzyk z tym związanych, w tym w zakresie inwestycji zagranicznych (choć trudno pojąć co mają wspólnego z inwestycjami firm zagranicznych, postanowienia sądu wobec UOKiK). Prezes Chróstny oświadczył, że UOKiK analizuje dalsze kroki prawne, w tym możliwość wzruszenia postanowienia sądu. Prezes UOKiK zapowiedział, że zamierza złożyć do sądu wniosek o przyspieszenie rozstrzygnięcia odwołania RPO od wydanej decyzji. „Uznajemy, że okoliczności wydania środka tymczasowego, w tym brak zapoznania się przez sąd ze stanowiskiem Prezesa UOKiK oraz przekazanym materiałem postępowania, rodzi poważne wątpliwości, czy nie doszło do naruszenia praw przedsiębiorców” – stwierdził szef UOKiK. Chodzi tu oczywiście o prawa państwowego Orlenu.
Prezes Chróstny dziwi się, że odwołanie RPO w głównej mierze podnosiło zarzut nieuwzględnienia przez UOKiK „pozaustawowych przesłanek” wydania zgody, których analiza pozostaje poza kompetencją organu ochrony konkurencji (tą pozaustawową przesłanką była wolność prasy w Polsce). „Tym bardziej zaskakuje wydanie środka tymczasowego tak dalece ingerującego w prawa przedsiębiorców bez nawet pobieżnej analizy prawnej tego zagadnienia” – dodaje Tomasz Chróstny. I podkreśla, że jest przekonany o słuszności wydanej decyzji dotyczącej przejęcia przez PKN Orlen spółek Polska Press.

Gospodarka 48 godzin

Uwaga na kryptowaluty
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podkreśla, że coraz więcej oszukańczych „modeli biznesowych”, do zainwestowania w które namawia się naiwnych, bazuje na wciąż rosnącej i sztucznie napędzanej popularności kryptowalut. Są one wykorzystywane w tworzeniu piramid finansowych i innych nieuczciwych systemów. „Przy inwestowaniu w systemy oparte na kryptoaktywach trzeba się liczyć z możliwością utraty środków z powodu kradzieży wirtualnej, a także z ryzykami związanymi z dużymi, spekulacyjnymi zmianami cen, brakiem powszechnej akceptowalności i wykorzystaniem w działaniach przestępczych, m.in. w procederze prania pieniędzy – ostrzega Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Dlatego UOKiK radzi: Nie wierz w szybki, pewny i wysoki zysk bez ryzyka!. Dokładnie sprawdzaj oferty, szczególnie uważaj na wszelkiego rodzaju „nowości”, zwłaszcza te pochodzące od nieznanych ci osób czy organizacji. Nie ufaj nieznanym ci osobom, które w internecie publikują filmiki z podróży, pokazują w jak wspaniałych domach mieszkają, ujawniają wydruki z kont bankowych wskazując, ile pieniędzy zarobili w prosty sposób i bez ryzyka. To mogą być „naganiacze”, którzy czerpią zyski z namawiania do inwestowania w różnego rodzaju projekty. Nie ufaj reklamom w mediach społecznościowych – czasem są powiązane z odpłatnymi usługami i zapraszaniem znajomych do projektów będących systemami promocyjnymi typu piramida. Pamiętaj – rzetelny sprzedawca podaje na stronie internetowej dane swojej firmy ― jeśli ich tam nie ma, nie ufaj mu. Zwróć uwagę, gdzie firma ma siedzibę. Jeśli jest zarejestrowana poza UE, trudno będzie dochodzić od niej roszczeń. Sprawdź, czy firma nie znajduje się na liście ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. Czytaj wszelkie dokumenty, które podpisujesz. Powinny być sporządzone w języku polskim. Zwracaj uwagę na błędy językowe. Jeśli czegoś nie rozumiesz, nie zawieraj umowy. Nie ulegaj presji dokonania natychmiastowych przelewów, zwłaszcza na nieznane konta. Daj sobie czas na decyzję ― jeśli ktoś każe ci ją podjąć natychmiast, bo okazja się nie powtórzy, najprawdopodobniej chce cię oszukać. Nie udostępniaj swoich danych osobowych ani w żadnym wypadku danych do logowania w banku nieznanym osobom. Nie wgrywaj oprogramowania i nie ściągaj aplikacji pochodzących z nieznanych źródeł – w ten sposób ktoś może przejąć kontrolę nad twoim komputerem lub smartfonem. Jeśli podejrzewasz oszustwo, zgłoś sprawę policji.

Czekanie na wiosnę

W lutym 2021 roku w Polsce zarejestrowano 906 nowych motocykli, czyli o 184 sztuki mniej niż przed rokiem. Początek roku nie sprzyja takim zakupom, na przykład średnia liczba rejestracji w styczniu w latach 2005-2019 to niecałe 490 sztuk. W sumie, od początku 2021 roku (w styczniu i lutym) zarejestrowano 1316 nowych motocykli, czyli o 26 proc. mniej niż przed rokiem

Wzrost ale słaby

Produkcja przemysłowa w lutym 2021 r. wzrosła w Polsce o 2,7 proc. w porównaniu z lutym ubiegłego roku, a w porównaniu ze styczniem 2021 zwiększyła się o 4,3 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. Wynik jest gorszy od szacunków ekspertów.

Zakup prasy lokalnej przez Orlen trafi do sądu

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podkreśla, że nie bierze pod uwagę pluralizmu mediów oraz wolności słowa. Natomiast Rzecznik Praw Obywatelskich stwierdza, iż UOKiK ma uwzględniać wszelkie okoliczności wpływające na chronione dobro konsumenta.
Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, zaskarżył do sądu decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który wyraził zgodę na zakup wydawnictwa Polska Press przez Polski Koncern Naftowy Orlen. To gest w zasadzie symboliczny, bo wiadomo, że każdy niekorzystny dla panowania PiS wyrok sądu zostanie zaskarżony do Sądu Najwyższego, a tam sędziowie posłuszni obecnej władzy wydadzą orzeczenie zgodne z jej oczekiwaniami. Tym niemniej trzeba coś robić – i w miarę możliwości sprzeciwiać się destrukcji demokracji w Polsce.
RPO zarzuca, że UOKiK nie zbadał czy efektem tak ogromnej koncentracji prasy regionalnej i lokalnej oraz mediów elektronicznych i kolportażu nie będzie ograniczenie konkurencji i niedopuszczalne ograniczenie wolności prasy. – UOKiK ma uwzględniać wszelkie okoliczności wpływające na chronione dobro konsumenta, a media kontrolowane przez Skarb Państwa, czyli faktycznie polityków, nie zapewniają obywatelom obiektywnych informacji – stwierdza Adam Bodnar. Przedstawiają obraz jednostronny, korzystny dla aktualnie rządzącej większości.
PKN Orlen kupując za pieniądze podatników 20 regionalnych gazet (w większości wojewódzkich) 150 tygodników lokalnych, kilka periodycznych magazynów, 23 regionalne serwisy informacyjne i 6 drukarni, całość należącą do Polska Press, przejmując Ruch, stanie się koncernem prasowym na wzór RSW Prasa-Książka – Ruch w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Partyjną kontrolę nad koncernem Orlenu, też na wzór peerelowski, sprawować będzie wierny działacz PiS, prezes PKN Orlen Daniel Obajtek.
Prasa regionalna pod partyjną kontrolą zostanie pozbawiona niezależności, wolności słowa a przede wszystkim prawdy. Dziennikarze,jeżeli zostaną w zespołach redakcyjnych, nie będą w stanie spełniać podstawowej misji jaką jest kontrolowanie władzy. Staną się pracownikami aparatu partyjnej propagandy Prawa i Sprawiedliwości, podobnie jak obecnie w telewizji publicznej, a w rzeczywistości, partyjno-rządowej.
Opinia publiczna nie poznała pełnego uzasadnienia UOKiK wyrażającego zgodę na zakup Polska Press przez PKN Orlen. Prezes tego urzędu odmówił ujawnienia dokumentacji. To jawne naruszenie prawa dostępu do informacji publicznej. W takich okolicznościach skierowanie sprawy do sądu jest tym bardziej uzasadnione. W pełni popieramy działania Rzecznika Praw Obywatelskich – stwierdza Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej.
Natomiast Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oznajmił, że z zaskoczeniem przyjmuje działanie Rzecznika Praw Obywatelskich związane ze złożeniem do sądu odwołania od decyzji wyrażającej zgodę na koncentrację Polska Press w rękach PKN Orlen.
UOKiK przypomina, że decyzje w sprawach dotyczących koncentracji mają na celu ocenę transakcji wyłącznie pod kątem zachowania warunków konkurencji, bowiem tylko takie uprawnienia ustawa przyznaje prezesowi Urzędu. Prezes UOKiK nie ma możliwości oceny innych aspektów projektowanej transakcji w tym na przykład oceny wpływu koncentracji na pluralizm mediów czy wolność słowa.
– Wydanie decyzji w sprawie przejęcia Polska Press przez PKN Orlen poprzedziła dokładna analiza skutków, jakie koncentracja może spowodować dla stanu konkurencji na badanych rynkach. To wyłącznie przesłanki merytoryczne dały podstawę do wydania decyzji pozwalającej na koncentrację. Dlatego ostatnie działania RPO kwestionujące decyzję niezależnego organu traktuję jako niezrozumiałe. Nie zgadzam się ze stanowiskiem RPO i nie widzę podstaw do takiego postępowania – stwierdza Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Już w trakcie postępowania w sprawie przejęcia Polska Press przez PKN Orlen do UOKiK wpływały pisma, w tym od Rzecznika Praw Obywatelskich, z wnioskiem o wydanie decyzji zakazującej dokonania tej transakcji ze względu na ograniczenie wolności słowa. Dlatego UOKiK podkreśla, że badając każdą koncentrację, ocenia to, czy przyczyni się ona do istotnego ograniczenia konkurencji. Nie są brane pod uwagę przesłanki wykraczające poza zakres ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, np. wpływ na pluralizm w mediach. – Prezes UOKiK jest niezależnym organem, działającym na podstawie i w granicach prawa. Uwzględnienie w postępowaniu koncentracyjnym, subiektywnych i bliżej niezdefiniowanych w prawie antymonopolowym kryteriów czy przesłanek, stanowiłoby złamanie prawa. Tym trudniej zaakceptować postawę RPO, który nie tylko w toku postępowania sugerował podjęcie działań niezgodnych z prawem, ale również bezpodstawnie kwestionuje decyzję niezależnego organu ochrony konkurencji – mówi prezes UOKiK, który jak widać uważa działania na rzecz wolności prasy za sprzeczne z prawem. Jest to podejście zgodne z duchem sprawowania władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość.
UOKiK przypomina też, że to nie pierwszy raz, gdy RPO skarży decyzję UOKiK do sądu – do tej pory jednak w wyniku takich działań sąd nigdy nie zmienił rozstrzygnięcia wydanego przez prezesa Urzędu. – Decyzja została wydała rzetelnie i na podstawie merytorycznych, ustawowych przesłanek. Jesteśmy gotowi do przedstawienia argumentów sądowi – dodaje Tomasz Chróstny.

Szóstka do ukarania

Przedstawiciele firm jak zwykle od lat wprowadzają klientów w błąd podczas prezentacji wyrobów.

Ponad 3,5 miliona złotych kar nałożył w sumie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na sześć firm, których przedstawiciele, podczas prezentacji różnych wyrobów wprowadzali konsumentów w błąd (a także na prezesa jednej z nich, który utrudniał przeprowadzenie kontroli).
Organizatorzy tych prezentacji wprowadzali swoich klientów w błąd na rozmaite sposoby: ukrywali faktyczny, handlowy cel spotkania, nie spełniali obietnic dotyczących prezentów, wabili fikcyjnymi promocjami i ograniczali prawo do reklamacji lub odstąpienia od umowy.
Podobne naganne praktyki od dziesięcioleci z powodzeniem funkcjonują w Polsce i nikt nie jest w stanie im przeszkodzić. Firmy zwabiają konsumentów, najczęściej seniorów, pod pretekstem np. bezpłatnych badań medycznych czy kusząc drogimi prezentami. Uczestnicy takich spotkań są często manipulowani, wprowadzani w błąd, wmawia się im, że trafili na wyjątkową okazję. W efekcie wychodzą z niepotrzebnymi urządzeniami, kupionymi po wielokrotnie zawyżonych cenach.
Co więcej, organizatorzy pokazów często utrudniają odstąpienie od umowy, a gdy już do niego dochodzi – potrafią zwracać pieniądze ze znacznym opóźnieniem. Te scenariusze działań są znane i niezmienne, ale wciąż realizowane z powodzeniem, a żaden polski urząd nie umie ich wyeliminować, choć łatwo je zauważyć. – Identyfikujemy bardzo wiele nieprawidłowości i nieuczciwych praktyk podczas pokazów handlowych, obejmujących ograniczanie praw konsumentów, wprowadzanie ich w błąd czy wywieranie na nich presji. Jest to tym bardziej naganne, że ofiarami padają najczęściej seniorzy, szczególnie wrażliwa grupa społeczna. Jako konsumenci bądźmy niezwykle czujni na pokazach handlowych, nie ulegajmy emocjom, manipulacjom, perswazji czy oszukańczym technikom sprzedażowym – ostrzega Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Tym razem UOKiK zdołał zauważyć całą serię nielegalnych praktyk. Oto one:
Wprowadzanie w błąd co do celu spotkania (firmy Farma Snu, Kiddy Island, Remeso Life, SMED). W zaproszeniach przedsiębiorcy używali różnych pretekstów, aby zwabić konsumentów na pokazy. Przykładowo, jako główny cel spotkania podawali: bezpłatne badania czy premierę nowości w profilaktyce zdrowotnej, podczas gdy prawdziwym było zaprezentowanie stałej oferty firmy i sprzedaż jej produktów.
Sugerowanie fikcyjnej korzyści cenowej (firmy Rademenes Pro, Remeso Life). Ich przedstawiciele oszukiwali klientów co do faktycznej ceny produktów. Sprzedaż podczas pokazów przedstawiali jako wyjątkową okazję, podczas gdy była to ich standardowa oferta.
Wprowadzanie w błąd co do obiecanych prezentów (firmy Farma Snu, Remeso Life). Konsumenci byli zapewniani, że za sam udział w spotkaniu otrzymają atrakcyjne prezenty np. wielofunkcyjny robot kuchenny, odkurzacz parowy lub voucher na pobyt w hotelu. W rzeczywistości upominki okazywały się skromniejsze od zapowiadanych ( zwykły mikser lub zestaw noży zamiast wielofunkcyjnego robota kuchennego), albo stanowiły element kupowanych zestawów lub wymagały dopłaty (aby skorzystać z vouchera trzeba wykupić wyżywienie w hotelu).
Wprowadzanie w błąd co do organizacji pokazu (Kiddy Island). Firma podawała nieprawdziwe informacje, które miały zbudować jej wiarygodność i wzbudzić zaufanie klientów, zapewniając ich, że dane spotkanie sfinansował nieistniejący „sponsor”. Nierzetelnie były przedstawiane także zasady organizacji losowania.
Ograniczanie prawa do odstąpienia od umowy (firmy Farma Snu, Premium Group, Remeso Life, SMED). Konsument, który zrobił zakupy podczas pokazu, ma prawo odstąpić od umowy sprzedaży w ciągu 14 dni. Ukarane firmy wprowadzały klientów w błąd, aby ich do tego zniechęcić. Przykładowo, kłamliwie twierdzono, że nie można odstąpić od umowy w przypadku towarów z promocji. Stawiano też nieprawdziwy warunek, że jeśli konsument odstępuje od umowy, to musi odesłać otrzymane prezenty i paragon. Jedna z firm ponadto bezprawnie potrącała sobie od klienta 500 zł za rzekome „szkolenie” z obsługi urządzenia do „magnetoterapii”.
Opóźnienie w zwrocie pieniędzy (Premium Group). Zgodnie z przepisami sprzedawca ma obowiązek zwrócić pieniądze niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni od otrzymania oświadczenia o odstąpieniu od umowy, może też się ewentualnie wstrzymać do momentu odesłania przez konsumenta zakupów. Tymczasem aż w 88 przypadkach na 101 firma Premium Group oddawała pieniądze z opóźnieniem, które trwało od kilku dni do nawet roku, a przeważnie ponad miesiąc – pomimo odesłania towaru przez klientów.
Ograniczanie prawa do reklamacji (Premium Group). Zdarzały się próby wprowadzania w błąd co do zasad reklamacji, na przykład zapewniano, że konsument jest zobowiązany zawiadomić sprzedawcę o niezgodności towaru z umową przed upływem dwóch miesięcy od jej stwierdzenia. Tymczasem, zgodnie z przepisami, sprzedawca co do zasady odpowiada z tytułu rękojmi, jeżeli wada fizyczna zostanie stwierdzona przed upływem dwóch lat i w tym czasie nie można ograniczać klientom terminu na zgłoszenie wady.
Na sześć nieuczciwych firm łamiących prawa konsumentów, UOKiK nałożył kary wynoszące od 88 410 zł do aż 1 667 360 zł. Tym rekordzistą została firma Kiddy Island Polska z Poznania.
Ponadto, Piotr Paweł Wesoły, prezes firmy Rademenes Pro (kara dla firmy: 628 208 zł) z Mrowina, dostał dodatkowo grzywnę 50 tys. zł za utrudnianie kontroli. Mimo wielokrotnych wezwań nie dostarczył on żądanych informacji ani dokumentów, zwłaszcza przykładowych umów zawartych z konsumentami oraz dowodów zakupu i fotografii prezentów oferowanych za udział w pokazach
.Ani UOKiK, ani żadne inne urzędy i służby w Polsce nie są w stanie skutecznie zwalczyć zjawiska oszukańczych pokazów. Do osób zapraszanych na takie imprezy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może więc tylko apelować, by nie dali się zwieść, że chodzi jedynie o bezpłatne badania czy wykład. Prezenty przeważnie nie są za darmo, więc warto się zastanowić, czy są warte traconego czasu i narażania się na kosztowne pokusy.
Pewne jest, że nie należy szybko i pochopnie podejmować decyzji o zakupie. Każdy ma prawo do rzetelnej informacji na temat oferowanych produktów. Warto pytać o ich właściwości, porównać ceny. Nie wolno dać sobie wmówić, że najlepiej kupić daną rzecz natychmiast, bo potem nie będzie już takiej okazji.
Szczególnie trzeba uważać przy płatnościach na raty. Konieczne jest dokładne przeczytanie umowy i załączników do niej, zwłaszcza tego, co zostało napisane drobnym drukiem. Chodzi o sprawdzenie, czy w umowie nie ma ukrytych dodatkowych kosztów. Nie należy podpisywać żadnych weksli in blanco.
Sprzedawca zawierający umowy na pokazie musi dać klientowi jeden egzemplarz umowy sprzedaży oraz wszelkie załączniki do niej wraz z regulaminami promocji. Klient ma czas 14 dni od otrzymania towaru, aby odstąpić od umowy. Jeśli jednak sprzedawca „zapomniał” poinformować klienta o tych 14 dniach, to termin rezygnacji z zakupu wydłuża się aż do 12 miesięcy.
No i oczywiście produkt nabyty na pokazie reklamować – i w razie awarii żądać od sprzedawcy naprawy lub wymiany towaru. Sprzedawca odpowiada w ramach rękojmi za wady, które wystąpiły w ciągu dwóch lat od wydania towaru.

Kosztowne budowanie piramid

Takie systemy działają, dopóki wzrasta liczba osób przystępujących do systemu i wpłacających pieniądze. Kiedyś jednak muszą się zawalić, a zyski zgarniają tylko organizatorzy.
Pierwsza kara za naganianie ludzi do piramid finansowych! Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył ją – w wysokości 437 655 zł – Damianowi Żukiewiczowi, który prowadził działalność gospodarczą pod nazwą Investprovider.
Wspomniany pan Żukiewicz, działający we Wrocławiu, to youtuber czerpiący zyski z promowania różnych inwestycji. Na swojej stronie internetowej i na kanale Youtube publikował materiały i nagrania, w których namawiał konsumentów do rejestrowania się na portalu FutureNet, platformie Future AdPro – i przystępowania do sieci NetLeaders.
W ten sposób promował systemy typu piramida obiecujące zyski uzależnione głównie od wprowadzenia do systemu kolejnych osób, a nie od sprzedaży czy konsumpcji produktów. W takich systemach najczęściej są oferowane inwestycje w tokeny, kryptowaluty, pakiety edukacyjne czy językowe, apartamenty itp.
Schemat działania piramid jest z założenia następujący: wpłacasz pieniądze, polecasz inne osoby i za ich wprowadzenie otrzymujesz wynagrodzenie. Pochodzi ono z wpłat osób, które bezpośrednio i pośrednio poleciłeś. W ten sposób to ty, twoi znajomi i znajomi znajomych finansujecie system. Jednak po pewnym czasie system musi upaść, bo wpłacane pieniądze nie są inwestowane w żadne aktywa i nie przynoszą zysków. Pieniądze trafiają do organizatorów i osób zajmujących najwyższą pozycję w łańcuszku.
System działa, dopóki lawinowo wzrasta liczba osób przystępujących do systemu i wpłacających pieniądze. Warunkiem funkcjonowania takiego systemu jest ciągły wzrost wpłacanych pieniędzy, co nie jest możliwe do utrzymania. W efekcie system upada, a twoje pieniądze przepadają. Systemy promocyjne typu piramida maskowane są hasłami „program”, „inwestycje”, „zarabianie w internecie”, „zarabianie w domu”, „platforma reklamowa”. Często uwiarygadniają je celebryci, który uczestniczą w organizowanych przez właścicieli systemów i naganiaczy eventach reklamujących oszukańcze projekty. Niekiedy wykorzystywane są do tego wizerunki znanych osób – aktorów, biznesmenów czy sportowców, wykradzione przez nieuczciwych przedsiębiorców aby promować nielegalne przedsięwzięcie.
Część tego rodzaju przedsięwzięć może mieć również charakter piramidy finansowej, czyli przestępstwa oszustwa (art. 286 Kodeksu karnego) odbywającego się w zorganizowany sposób.
Organizowanie i propagowanie piramid promocyjnych jest prawnie zakazane jako nieuczciwa praktyka rynkowa, zarówno przez prawo polskie, jak i europejskie. Po przeprowadzeniu postępowania UOKiK stwierdził, że poprzez promocję takich systemów Damian Żukiewicz naruszał zbiorowe interesy konsumentów. – Musimy szybko i skutecznie eliminować z rynku piramidy, bowiem na ich działalności swoje oszczędności tracą konsumenci. Istotnym elementem w przypadku takich przedsięwzięć są naganiacze – osoby, które te „projekty” świadomie i odpłatnie propagują, wciągając do nich kolejnych konsumentów. Bez ich działalności systemy promocyjne typu piramida nie miałyby możliwości sprawnego pozyskania nowych uczestników. Naganiacze muszą ponosić odpowiedzialność za swoje działania wprowadzające ludzi w błąd, które skutkują poważnymi stratami finansowymi po stronie konsumentów i mogą prowadzić do tragedii ludzkich. Po przeprowadzeniu postępowania podjąłem decyzję o ukaraniu naganiacza Damiana Żukiewicza karą w wysokości blisko 450 tys. zł., za mamienie ludzi wizją wielkich zysków. To niemal maksymalna, ustawowa sankcja finansowa. Prowadzimy kolejne działania wymierzone w organizatorów i promotorów piramid, informując o naszych podejrzeniach również organy ścigania – oświadczył Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Prowadzący działalność gospodarczą jako Investprowider, Damian Żukiewicz na swojej stronie http://zukiewicz.com i w nagraniach dostępnych na YouTube namawiał do zarejestrowania się na portalu FutureNet i platformie reklamowej FutureAdPro prowadzonych przez firmy Futurnet Ukraine ze Lwowa oraz BCU Trading z Dubaju.
Obiecywały one wynagrodzenie za wprowadzenie nowych osób do systemu, namówienie ich do kupienia pakietów uczestnictwa lub statusów. Korzyści uzależnione były przede wszystkim właśnie od zwerbowania nowych członków. UOKiK ostrzegał przed tymi działaniami już w marcu 2019 r. Śledztwo w sprawie FutureNet i FutureAdPro prowadzi także Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.
Damian Żukiewicz propagował także w internecie sieć NetLeaders. To inicjatywa firmy CL Singapore wprowadzającej na rynek kryptowalutę DasCoin. Spółka oferowała licencje, które kosztowały od 100 euro do 25 tys. euro – i obiecywała zyski za to, że ktoś namówi inne osoby do wpłaty pieniędzy. UOKiK w grudniu 2019 r. wydał decyzję, w której uznał, że był to system promocyjny typu piramida. Czynności w sprawie CL Singapore oraz Netleaders podjęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Aby namówić internautów do rejestrowania się w wymienionych systemach, inwestowania w nie i wprowadzania znajomych, Damian Żukiewicz zamieszczał np. takie wpisy: „Jeśli chcesz zarabiać minimum 5.000 zł miesięcznie przez Internet i odejść na zawsze z pracy, z której nie jesteś zadowolony, to nie zastanawiaj się i nie słuchaj swoich znajomych nieudaczników, tylko zrób to! Zacznij od podstaw czyli zarejestruj się w minimum 5 programach, które będą podstawą twoich przychodów pasywnych. Ani ja, ani żaden inny lider zarabiający dziś minimum 1.000 dol. dziennie w Internecie nie pominął tego kroku”.
Jako dowód mający przekonać konsumentów do tych inwestycji Damian Żukiewicz zamieszczał zdjęcia, które opisywał jako wyciągi ze swojego konta bankowego oraz zeznania podatkowe. Kusił także wycieczkami do egzotycznych krajów. Zachęcał nawet do zaciągania pożyczek, żeby w ten sposób uzyskać pieniądze na wykup kolejnych pakietów, statusów czy licencji.
Decyzja UOKiK jest nieprawomocna. Ukarany ma możliwość odwołać się od niej do sądu – i niemal na pewno to zrobi, bo wszystkie przedstawione tu działania UOKiK mają jedną słabą stronę. Urząd nie wspomina bowiem nawet słowem o tym, czy ktokolwiek poniósł straty finansowe w wyniku przystąpienia do piramid, reklamowanych przez ukaranego. A jeżeli UOKiK o tym nie wspomina, to może to oznaczać, że takich strat w ogóle nie było. Jest to bardzo prawdopodobne, bo Polacy nie są już aż tak naiwni – więc gdy słyszą infantylnie brzmiące, takie same od dziesięcioleci zachęty do udziału w piramidach, wiedzą, że to lipa.
Możliwe więc, że działalność ukaranego przez UOKiK Damiana Żukiewicza była całkowicie bezowocna i nikogo nie udało mu się namówić do uczestnictwa w tych piramidach. To zaś oznaczałoby, że kara nie jest stosowna do przewinienia, a długotrwałe i kosztowne czynności prowadzone przez Urząd posłużyły głównie propagandowemu pokazaniu aktywności UOKiK.

Silna grupa

Pod wezwaniem firmy Benefit zawiązano nielegalne porozumienie ograniczające konkurencję na rynku fitness.
Siłownie i kluby fitness są zamknięte i ponoszą coraz większe straty, ale jakby tego było mało, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył kary w łącznej wysokości ponad 32 mln zł na największe sieci fitness w Polsce. Powód: porozumienie eliminujące konkurencję oraz podział rynku, ograniczający możliwość wyboru sieci, z usług której klienci mogli skorzystać w swojej miejscowości.
Postępowanie antymonopolowe w sprawie niedozwolonych praktyk na rynku fitness zostało wszczęte w 2018 r. Prowadzono je przeciw 16 firmom oraz 6 menadżerom, podejrzewanym o bezpośrednią odpowiedzialność za niedozwolone ustalenia.
Postępowanie wykazało, że niedozwolone porozumienie trwało około 5 lat, w okresie od 2012 do przynajmniej 2017 r. Przedsiębiorcy podzielili rynek, tak aby nie konkurować ze sobą. Kontrolę nad wykonywaniem niedozwolonego porozumienia i rolę koordynatora oraz rozjemcy między interesami klubów pełnił Benefit, który jednocześnie intensywnie budował swoją pozycję rynkową.
Uczestnikom porozumienia zależało na zachowaniu silnej pozycji w miastach, w których rozwijały działalność i osiągały korzyści z uczestnictwa w programie MultiSport, oferowanym przez Benefit. Przykładowo, w Warszawie była to sieć Calypso, w Poznaniu – Fabryka Formy, we Wrocławiu – Fitness Academy, a w Krakowie – Fitness Platinium.
Pierwsze ustalenia podziałowe rozpoczęły się w 2012 r. między Calypso i Fabryką Formy. Najpóźniej w 2013 r. podział rynku został rozszerzony o Fitness Academy, przy czym pośrednikiem w zawarciu ustaleń był Benefit Systems. W podziale rynku zaczęło uczestniczyć również Fitness Platinium oraz Zdrofit, którego działalność kolidowała z działalnością sieci Calypso. Obecnie Fabryka Formy, Fitness Academy oraz Zdrofit prowadzone są przez Benefit Systems, podczas gdy Fitness Platinium i Calypso działają jako odrębni przedsiębiorcy.
W ramach zmowy przedstawiciele firm podejmowali ze sobą kontakty w sprawie podziału rynku: korespondowali, prowadzili rozmowy telefoniczne, spotykali się. Firmy wymieniały się informacjami co do otwierania klubów oraz lokalizacji, którymi były zainteresowane. Jeżeli miały plany dotyczące tego samego rejonu, wówczas uzgadniały, że jedna z nich się z niego wycofa.
Przykładowo, kwestia tego, czy dopuścić do otwarcia jednego klubu Fabryki Formy w Warszawie, a jeżeli tak, to w którym miejscu, poprzedzona została długimi konsultacjami między przedstawicielami sieci i budziła duże kontrowersje – ostatecznie ustalono, że w stolicy zostanie otwarty jeden klub Fabryki Formy, przy Rondzie ONZ. – Dzięki zmowie sieci fitness nie obawiały się konkurencji. Nie musiały walczyć między sobą o klienta zakresem oferty, standardem obsługi czy ceną. Skutki tego nieuczciwego działania i zmowy podziałowej bezpośrednio odczuli konsumenci – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKiK nałożył kary na osiem firm: Bartosz Gibała Platinium, Benefit Systems, Platinium Wellness, Yes to Move (dawniej: Fitness Academy), a także Calypso Fitness i kontrolowane przez nią spółki – Baltic Fitness Center, EFC Fitness oraz Fitness MCG. Urząd uderzył również po kieszeni sześciu menadżerów, nakładając na nich kary finansowe wynoszące od 40,8 tys zł do 302,5 tys zł (w sumie prawie prawie 800 tys. zł.).
Poprzez niedozwolony podział rynku sieci fitness mogły ugruntować swoją pozycję na lokalnych rynkach bez obawy o działania konkurentów uczestniczących w zmowie. Szef UOKiK podkreśla, że branża fitness to jeden z sektorów najbardziej dotkniętych rządowymi obostrzeniami związanym z pandemią COVID-19. W innej sytuacji kary byłyby wyższe.

Gospodarka 48 godzin

Wprowadzali w błąd
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ukarał firmę oferującą usługi komunikacyjne – Telestradę S.A. z Warszawy.Telestrada ma zapłacić ponad 8 mln zł kary pieniężnej, oraz zawiadomić o tej karze klientów, którzy w okresie od 1 stycznia 2018 r. do 30 czerwca 2020 r. zawarli z firmą umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych. Przedstawiciele przedsiębiorstwa pozyskiwali klientów, podszywając się pod ich dotychczasowego operatora. Nie wydawali klientom podpisanych z nimi umów oraz załączników do nich. „Działalności Telestrady przyglądaliśmy się od końca 2019 roku, gdy zaczęły do nas napływać liczne skargi na jej praktyki. Wszczęliśmy wobec spółki postępowanie, które potwierdziło sygnały konsumentów. Absolutnie niedopuszczalne jest podszywanie się pod innych przedsiębiorców i wykorzystywanie tego do wprowadzania konsumentów w błąd. W tym przypadku dużą grupę poszkodowanych stanowili seniorzy, zatem zachowanie przedsiębiorcy należy potępić z jeszcze większą stanowczością” – informuje prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Przedstawiciele Telestrady, po telefonicznym kontakcie pracownika firmy z potencjalnym klientem, zjawiali się w jego domu, aby podpisać umowę. Na celownik wzięli głównie osoby starsze, powyżej 65 roku życia. W jednej ze skarg klienta z Ostródy czytamy: „Zjawił się mężczyzna do mojego domu o przedłużenie umowy na telefon stacjonarny z Orange. Ja pytałem jego czy on jest z Orange. Powiedział, że musieli zmienić z Orange na Telestradę ze względu na podatek. Ja uwierzyłem a to on skłamał, bo przyszły nam rachunki z Orange i Telestrady. Ja mam 89 lat i nie mogę na dwie firmy płacić”. W skardze wnuczki klienta dowiadujemy się zaś, że: „z relacji dziadka wynika, że umowa została dosłownie podpisana na masce samochodu”. Przedstawiciele Telestrady wprowadzali w błąd swoich potencjalnych klientów sugerując, że reprezentują ich dotychczasowego operatora, który oferuje im zmianę warunków na korzystniejsze. Zgodnie z prawem przed podpisaniem umowy powinni oni dostać pełne, jednoznaczne i rzetelne informacje o ofercie i przedsiębiorcy, który ją przedstawia. „Praktyki Telestrady godziły w interesy konsumentów. Spółka miała świadomość, że działania jej przedstawicieli w różnych regionach kraju są niezgodne z prawem. O wątpliwych praktykach swoich pracowników wiedziała nie tylko ze skarg konsumentów, ale również z licznych wystąpień miejskich i powiatowych rzeczników konsumentów czy Urzędu Komunikacji Elektronicznej” – uważa prezes Tomasz Chróstny. Kara jest nieprawomocna, firma najprawdopodobniej odwoła się do sądu. Wprowadzanie konsumentów w błąd to nieuczciwa praktyka rynkowa. Grozi za nią kara do 10 proc. obrotów firmy. W przeszłości UOKiK karał już firmy telekomunikacyjne za podszywanie się pod dotychczasowego operatora, np. Telekomunikację Stacjonarną.

Bezzębny Sanepid
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie ocenił, że rozporządzenie o nakazie zasłaniania nosa i ust zostało wydane w sposób sprzeczny z Konstytucją. Ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych pozwoliła nakazywać to osobom chorym i podejrzanym o zachorowanie. Rządowe rozporządzenie nałożyło zaś obowiązek noszenia maseczek na wszystkich Polaków. Kary nakładane przez Sanepid są zatem bezprawne.

Portugalczyk, jak nóż bezlitosny

Tak wysoka kara oczywiście nie utrzyma się w sądzie, ale Biedronce zapewne nie ujdzie całkiem na sucho.
Starsi Panowie proroczo śpiewali, że Portugalczyk jak nóż bezlitosny: nie uiści, nie uiści. I rzeczywiście, jak było do przewidzenia, portugalska firma Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka nie godzi się z karą 723 mln zł za narzucanie niekorzystnych warunków umów, nałożoną przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W swym oświadczeniu właściciel Biedronki stwierdza między innymi: „Jeronimo Martins Polska stanowczo sprzeciwia się stronniczej, pozbawionej podstaw prawnych i faktycznych decyzji nałożonej przez UOKiK, a tym samym uważa ją za niesprawiedliwą i niezasłużoną /…/ UOKiK podjął tę decyzję nie przestrzegając należytych procedur prawnych, nawet nie wysłuchując dostawców. Największa liczba podmiotów objętych postępowaniem to dostawcy żywności przetworzonej. Wbrew temu, co ogłosił publicznie Prezes UOKiK, dostawcy owoców i warzyw są reprezentowani w tej sprawie w niewielkiej liczbie, a jeśli już – są to głównie importerzy. Decyzja UOKiK świadczy o niezrozumieniu charakteru prowadzenia działalności gospodarczej oraz dynamiki negocjacji. Rabaty, o których mówi publicznie Prezes UOKiK, są w rzeczywistości uzgadniane z góry przez obie strony umowy i mają zastosowanie do obrotu osiągniętego w określonym okresie /…/ Ubolewamy nad tym, że ta niesprawiedliwa decyzja oraz agresywność formy i treści jej ogłoszenia pojawia się w szczególnie trudnym czasie, kiedy Biedronka znajduje się na pierwszej linii wsparcia klientów we wspólnym wysiłku walki z pandemią, jednocześnie przyczyniając się do wzmocnienia polskiej gospodarki. W tym świetle z całą mocą i zaangażowaniem będziemy dochodzić swoich racji w sądzie. Głęboko wierzymy, że polskie sądy zbadają tę sprawę kompleksowo, obiektywnie i bezstronnie oraz, że sprawiedliwości stanie się zadość”.
Wspomniane 723 mln zł UOKiK wymierzył za nieuczciwe rabaty, czyli takie, których sieć handlowa żąda od swych dostawców dopiero po zapoznaniu się z wynikami sprzedaży za określony, miniony okres. Narzucanie takich rabatów prowadzi do nieoczekiwanej dla dostawcy obniżki cen, spadku osiąganych wyników i marż, a także utrudnia jakiekolwiek planowanie działalności gospodarczej.
UOKiK uznał, że Biedronka w arbitralny sposób narzucała niektóre rabaty, głównie dostawcom owoców i warzyw.
Kontrahenci sieci byli informowani o konieczności udzielenia rabatu dopiero na koniec okresu rozliczeniowego, po zrealizowaniu dostaw. Tym samym zawierając umowę nie wiedzieli, ile zarobią, ponieważ w każdej chwili właściciel Biedronki mógł zażądać pomniejszenia wynagrodzenia poprzez przyznanie dodatkowego rabatu w sobie tylko znanej wysokości. W przypadku braku dokonania korekt wcześniejszych faktur z uwzględnieniem tego rabatu dostawcy groziła kara finansowa. Ze względu na siłę rynkową Biedronki dostawcy godzili się na niekorzystne dla nich warunki obawiając się, iż zakończenie współpracy mogłoby oznaczać jeszcze większe straty finansowe.
W ciągu trzech lat, badanych przez UOKiK: 2018, 2019 i 2020, spółka Jeronimo Martins Polska w kontaktach z branżą spożywczą zarobiła na zakwestionowanych praktykach ponad 600 mln zł. Tak więc, kara jakiej żąda UOKiK jest sporo większa od korzyści jakie odniosła portugalska firma.
Gdyby chodziło o firmę z USA czy Niemiec a nawet i z Francji, strona polska zapewne nie byłaby tak odważna w nakładaniu równie wysokiej kary. Tu mamy jednak do czynienia z partnerem, w opinii Polski, mniej znaczącym – więc można mieć nadzieję, że uda się uzyskać od niego więcej, niż gdyby karę miałby ponieść przedsiębiorca niemiecki czy amerykański.

Getin Bank ma coraz trudniej

Kolejne ciosy finansowe spadają na bankowe dziecko Leszka Czarneckiego. Niech światek polskiego biznesu zapamięta, że niedobrze jest zadzierać z prominentami Prawa i Sprawiedliwości.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał trzy decyzje dotyczące Getin Noble Banku. Zakwestionował jednostronną zmianę umów o kredyt hipoteczny, niedozwolone klauzule oraz sposób oferowania obligacji GetBack przez bank.
W pierwszej decyzji prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank, informując klientów o zamiarze doprecyzowania od 2017 roku sposobu wyliczania kursów kupna i sprzedaży walut obcych w umowach kredytów hipotecznych, w istocie jednostronnie zmieniał postanowienia tych umów.
Poza tym Getin Bank zastąpił postanowienia o bankowym tytule egzekucyjnym zapisami o możliwym obowiązku złożenia oświadczenia o poddaniu się egzekucji w trybie art. 777 kodeksu postępowania cywilnego, co mogłoby ułatwić bankowi w przyszłości dochodzenie roszczeń. Wprawdzie bank musiał zrezygnować z bankowego tytułu egzekucyjnego, gdyż Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za niekonstytucyjne, jednak zdaniem UOKiK, nie dawało to bankowi prawa do wpisania do umów innych form zabezpieczeń. Urząd zakazał więc takich działań.
Już z tych informacji UOKiK o przewinieniach Getin Banku wynika, że zarzuty są mocno naciągane. Tym niemniej Tomasz Chróstny, prezes UOKiK uważa, że efektem działania Getin Banku było to, że wiele osób musiało zaakceptować nowe warunki, bo w przeciwnym razie bank wypowiedziałby umowę i wymagałby spłaty całości kredytu.
Szef UOKiK stwierdza: – Umowa o kredyt hipoteczny jest umową zawartą na określony, wieloletni czas. Niedozwolone jest dowolne zmienianie jej istotnych warunków, a takimi są postanowienia o zasadach wyliczania kursów czy innych zabezpieczeniach. Każde nowe rozwiązanie powinno być wynikiem obustronnych uzgodnień. Jeżeli klient nie zgodziłby się na nie, to umowa powinna być wykonywana na dotychczasowych zasadach.
Za naruszanie od początku 2017 roku zbiorowych interesów konsumentów, UOKiK nałożył na Getin Noble Bank karę finansową wynoszącą 7 019 640 zł. Ciekawe, czy byłaby niższa, gdyby UOKiK wcześniej zwrócił uwagę na działania tego banku?
W drugiej decyzji szef UOKiK uznał, że niedozwolone są postanowienia, zawarte we wzorcach umów dotyczących wydawania kart płatniczych, udzielania pożyczek i prowadzenia rachunków Getin Banku, na mocy których bank miał przyznawać sobie prawo do ich modyfikacji gdy zmienią się przepisy, zapadną wyroki sądów, czy nastąpi korekta omyłek pisarskich. Tymczasem prezes UOKiK uznał, że takie zdarzenia nie dają bankowi prawa do modyfikacji klauzul umownych. Czyli, mimo wyroków, zmian prawa bądź korekty błędów, wzory umów powinny pozostawać niezmienne.
Getin Bank uważał również, że z tych powodów, oraz ze względu na nowe stawki cen prądu, taryf pocztowych i telekomunikacyjnych, ma on prawo do zmiany taryfy opłat i prowizji. UOKiK uznał te zapisy za nielegalne i zakazał ich stosowania, stwierdzając, że pod tym pretekstem „bank może wprowadzać dowolne zmiany”.
UOKiK zarzucił, że Getin Bank nie precyzuje, co konkretnie będzie miało wpływ na modyfikację regulaminu i w jakim zakresie to nastąpi. „W efekcie konsument nie jest w stanie przewidzieć jakich zmian może się spodziewać w trakcie trwania umowy” – stwierdził Urząd, uważając widocznie, że to Getin Bank musi z całkowitą pewnością przewidywać, jakie zmiany nastąpią w różnych przepisach i taryfach, oraz jakie będą wyroki sądów w rozmaitych sprawach.
Wreszcie, w trzeciej decyzji, prezes UOKiK uznał, że Getin Noble Bank wprowadzał konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych wyemitowanych przez spółkę GetBack. Getin Bank miał informować, że inwestycja jest bezpieczna, a zysk gwarantowany, podczas gdy tak nie było.
Ponadto: „Bank proponował nabycie tych obligacji osobom, które nie były skłonne do ryzyka, bo były zainteresowane zwykłymi lokatami. Przedsiębiorca oferował więc produkty, które nie odpowiadały potrzebom jego klientów” – stwierdził UOKiK, nie wyjaśniając, dlaczego osoby zainteresowane bezpiecznymi lokatami bankowymi wybierały obligacje korporacyjne i uznając, iż Getin Bank powinien najpierw sprawdzić czy ma do czynienia z osobami skłonnymi do ryzyka, czy może ostrożnymi. – Do UOKiK wpłynęło wiele skarg od konsumentów na doradców Getin Noble Banku, które potwierdziły, że podczas sprzedaży dochodziło do nieprawidłowości. Obligacje korporacyjne nie są bezpieczną inwestycją, ponieważ ich bezpieczeństwo zależy wyłącznie od kondycji finansowej emitenta i jego decyzji biznesowych. Nie są one objęte gwarancjami odpowiednich instytucji. Bank jako instytucja zaufania publicznego powinien był zadbać o to, aby jasno i zrozumiale informować o specyfice produktu, w szczególności o ryzyku, uwzględniając jednocześnie realne potrzeby konsumentów – powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Prezes UOKiK nakazał, aby Getin Noble Bank wypłacił rekompensatę osobom, które nabyły obligacje GetBack za jego pośrednictwem. Wyniesie ona 20 tys. zł. O tym komu należy się rekompensata, bank poinformuje w osobnej korespondencji.
Żadna z wymienionych tu decyzji UOKiK nie jest prawomocna. Jeżeli się uprawomocnią i nie zmieni ich sąd, to staną się wiążącą regulacją, której sądy już nie będą mogły później pomijać. To może ułatwić klientom ewentualne sądowe dochodzenie swych roszczeń.
Z wyjątkiem trzeciej decyzji, dotyczącej obligacji GetBack, te dwie pierwsze wyglądają trochę na włączanie się do państwowej nagonki na właściciela tego banku Leszka Czarneckiego, który od dawna jest na celowniku prominentów PiS.
W sumie UOKiK wydał już siedem decyzji w sprawie oferowania i sprzedaży obligacji GetBack – podkreśla urząd, chcąc zatrzeć wrażenie, iż organy PiS-owskiej władzy patrzyły przez palce na działalność GetBack. W rzeczywistości, nie było żadnego siedmiokrotnego wymierzania kar.
UOKiK zwraca uwagę, że pierwsze kroki, aby chronić osoby poszkodowane wskutek działań spółki GetBack czy podmiotów oferujących jej produkty finansowe, podjął jeszcze zanim wpłynęły skargi od konsumentów. Pod koniec kwietnia 2018 r., po doniesieniach medialnych, Urząd wszczął postępowanie wyjaśniające oraz przeprowadził kontrole, aby ustalić zasady oferowania i sprzedaży obligacji korporacyjnych GetBack. Dodajmy, że nic to nie zmieniło.
Dopiero w lutym ubiegłego roku UOKiK wymierzył około 2 mln zł kary dla Polskiego Domu Maklerskiego za klauzulę niedozwoloną stosowaną przy zapisie na obligacje korporacyjne GetBack, która mogła zniechęcić ich do dochodzenia roszczeń.
Sierpień 2019 r. przyniósł decyzję częściową wobec Idea Banku – stwierdzenie wprowadzania konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji GetBack. Nic z tego nie wynikło.
Dopiero w lutym 2020 r. UOKiK uznał, że Idea Bank stosuje niedozwolone praktyki podczas oferowania obligacji GetBack i nakazał wypłacenie po 10 tys. zł rekompensaty dla poszkodowanych nabywców.
Kwiecień 2020 r.: wreszcie zapadła pierwsza konkretna decyzja UOKiK wobec spółki GetBack – stwierdzenie wprowadzania przez nią konsumentów w błąd podczas oferowania obligacji korporacyjnych. Kary jednak nie było.
Lipiec 2020 r.: stwierdzenie nieuczciwych praktyk podczas oferowania przez Idea Bank certyfikatów inwestycyjnych funduszy Lartiq (dawniej Trigon) gwarantowanych przez spółkę GetBack – i nakaz wypłaty po 38 tys. zł rekompensaty dla konsumentów. Ponadto 7,2 mln zł kary dla spółki Lartiq za wprowadzanie konsumentów w błąd przy oferowaniu funduszy inwestycyjne gwarantowanych przez GetBack.
Jak widać, UOKiK zaktywizował się na dobre dopiero w ubiegłym roku. Czyżby na polityczne zamówienie obecnej ekipy?

Gospodarka 48 godzin

Państwowe banki ukarane
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył dwie kary za nielegalne postanowienia określające zasady ustalania kursów walut. Ukarane zostały banki PKO BP i Pekao, na łączną kwotę około 62 mln zł. UOKiK zakwestionował postanowienia zawarte w aneksach do umów kredytów hipotecznych odnoszących się do walut obcych, oferowanych przez wspomniane banki. Postanowienia te nieuczciwie określają zasady ustalania kursów, w oparciu o które banki przeliczają raty kredytów. W rezultacie banki te mogą dowolnie kształtować kursy walutowe, a kredytobiorcy nie są w stanie przewidzieć wysokości płaconych rat. Podstawą do zajęcia się sprawą były sygnały od konsumentów. – Uznałem, że zarówno PKO BP, jak i Pekao stosują w aneksach do umów postanowienia, które rażąco naruszają zbiorowe interesy konsumentów. W efekcie oba banki mają możliwość jednostronnego wpływania na wysokość kursów a tym samym na wysokość zadłużenia konsumentów. Niedopuszczalne jest przyznawanie sobie przez banki tak daleko idącej swobody w ustalaniu kursu walutowego – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut stosowanych przez wskazane banki. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie. Przykładowo PKO BP zastrzega, że kurs oblicza w oparciu o „średni kurs międzybankowy”, „płynność rynku wymiany walut”, „konkurencyjność kursów”. Z kolei Pekao odsyła konsumentów do „kursów rynkowych”. Jednak ani przepisy, tak jak i postanowienia umowne lub inne obiektywne i dostępne źródła, nie precyzują żadnego z powyższych pojęć. Aby poznać kurs międzybankowy, PKO BP odsyła konsumentów do serwisu Reuters. Pekao wyjaśniło w toku postępowania, że również z tego serwisu bierze swoje kursy. Żaden z tych banków jednak nie określa, o którą dokładnie stronę internetową chodzi. Wątpliwości UOKiK wzbudziła również klauzula dająca PKO BP prawo do zmiany źródła danych, jeśli kursy walutowe w serwisie Reuters przestaną być dostępne – bank nie wskazuje jednak zasad na jakich odbywać będzie taka zmiana. Ponadto, PKO BP przyznaje sobie prawo do jednostronnej zmiany wysokości spreadu, jeżeli zrobią to „przynajmniej 2 z 10 największych pod względem sumy aktywów banków o co najmniej 0,5 proc.” Zarówno PKO BP jak i Pekao odsyłają konsumentów do tabel, które same sporządzają. Jednak nie wskazują kiedy będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę. Istnieje zatem możliwość, że banki narzucą konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów.
Za stosowanie klauzul niedozwolonych prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył następujące kary: PKO BP – 40 741 440 zł, natomiast Pekao – 21 088 642 zł. Po uprawomocnieniu się decyzji banki mają również powiadomić o nich konsumentów i poinformować ich, że zakwestionowane postanowienia jako niedozwolone nie są wiążące dla konsumentów – więc należy je traktować tak, jakby w ogóle ich nie było w aneksie do umowy. Ułatwi to również konsumentom dochodzenie swoich roszczeń. Decyzje w podobnych sprawach prezes UOKiK wydał już wobec: Deutsche Bank Polska (prawie 7 mln zł kary), Getin Noble Bank (prawie 13,5 mln zł), BNP Paribas (26,6 mln zł), Bank Millennium (10,4 mln zł), Santander Bank Polska (23,6 mln zł). Urząd prowadzi także postępowania wobec banku Raiffeisen AG oraz BPH. Jak widać, banki państwowe w Polsce stosują takie same metody, jak banki komercyjne.