Koniec laby, pora zagrać na serio

Rozgrywane obecnie w czterech krajach mistrzostwa Europy siatkarzy w fazie grupowej nie grzeszą wysokim poziomem sportowym. Wpływ na to ma niewątpliwie zwiększenie liczby uczestników do 24 zespołów, przez co w stawce znalazły się drużyny mocno odbiegające umiejętnościami od czołówki. Dla polskiej drużyny prawdziwe granie zacznie się więc dopiero od ćwierćfinału, a może nawet półfinału.

Po rozegranych w środę meczach poznaliśmy już większość par 1/8 finału. Turniejowa drabinka mogła jeszcze ulec zmianie w przypadku jakiś przetasowań w grupie D, gdzie w czwartek Polska grała z Ukrainą, a Czechy z Czarnogórą (oba mecze zakończyły się po zamknięciu wydania). Ukraińcy w środę pokonali Estończyków 3:0 i tym zwycięstwem zapewnili sobie awans do następnej rundy. Do rozstrzygnięcia pozostawał kolejność zespołów w grupie. W drugim środowym spotkaniu Holendrzy niespodziewanie przegrali po tie-breaku z Czechami 2:3, ale ponieważ była to już ich ostatnia potyczka w grupie D, nie mogli być pewni utrzymania drugiej lokaty. Co prawda plasujący się na trzeciej pozycji Ukraińcy musieliby dokonać cudu i wygrać z niepokonaną wcześniej polską drużyną, ale teoretycznie mieli jeszcze szanse na zdobycie trzech punktów i przeskoczenie Holendrów w tabeli. Dla Czechów wygrana z Holendrami miała znaczenie o tyle, że musieli o ostatnia premiowana awansem czwartą lokatę bić się do samego końca z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Ostatecznie i tak w czwartek w bezpośrednim starciu te drużyny ustaliły, która z nich zagra w 1/8 finału z najlepszym zespołem z grupy B, a która dołączy do Estonii i uzupełni grono 8 najsłabszych ekip turnieju.

Polscy siatkarze mieli w środę dzień odpoczynku, ale chociaż nie grali, ich przeciwnicy sami przyklepali im pozycję lidera grupy i awans z pierwszego miejsca bez względu na wynik czwartkowego spotkania z Ukraińcami. Podobnie jak miało to miejsce w niedawnych mistrzostwach Europy siatkarek, także rozgrywanych w czterech krajach, europejska federacja zrobiła w regulaminie ukłon pod adresem gospodarzy czterech grup, żeby nie trafili na siebie w II rundzie turnieju.

W środę zakończyła się natomiast rywalizacja w grupach A i C, z których stworzyły się pary 1/8 finału. W grupie A pierwsze miejsca zajęła Francja z kompletem zwycięstw i stratą zaledwie jednego seta, drugą lokatę wywalczyli Włosi, trzecią Bułgarzy, a czwartą Grecy (odpadły ekipy Portugalii i Rumunii). W grupie C najlepsza okazała się drużyna Rosji, która wygrała wszystkie pięć spotkań tracąc jedynie dwa sety, za nią uplasowały się reprezentacje Słowenii, Finlandii i Macedonii Północnej (odpadły zespoły Turcji i Białorusi).

Z gry naszych siatkarzy w Holandii możemy być, jak na razie, w pełni zadowoleni. Tegoroczne mistrzostwa Europy to piąty turniej z udziałem naszej reprezentacji prowadzonej przez Vitala Heynena. Belgijski szkoleniowiec do perfekcji doprowadził swój autorski system rotowania składem i także w teraz wykorzystuje wszystkich 14 graczy jakich ma do dyspozycji w kadrze. Nie jest żadną tajemnicą, że dla niego celem głównym są przyszłoroczne igrzyska w Tokio, bo obejmując reprezentację Polski zapowiedział, że chce tam wywalczyć medal, najchętniej złoty. Ale rzecz jasna nie odpuszcza też innych turniejów mistrzowskich. Ma już na koncie zdobyte w ubiegłym roku z biało-czerwonymi mistrzostwo świata, a teraz chciałby do kolekcji dorzucić też tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu.

Z przebiegu rywalizacji w fazie grupowej można wnioskować, że przeszkodzić w tym naszym siatkarzom mogą pałający chęcią rewanżu za przegrane w Gdańsku kwalifikacje olimpijskie Francuzi, którzy na dodatek będą gospodarzami spotkań o medale, a oprócz nich jeszcze chyba tylko Rosjanie, chociaż nie można tez lekceważyć zespołów Włoch, Serbii i Bułgarii. W tej chwili te reprezentacje wraz z naszą tworzą europejską siatkarską ekstraklasę.

Gwoli przypomnienia: do 1/8 finału awansują po 4 najlepsze zespoły z wszystkich grup. Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.

 

Zagrają w Tokio

Polscy siatkarze wygrali w Gdańsku turniej kwalifikacyjny i wywalczyli awans do igrzysk w Tokio. Biało-czerwoni pokonali Tunezję 3:0, Francję 3:0 i Słowenię 3:1. Najważniejszy cel w tej części sezonu został osiągnięty i teraz mogą spokojnie szykować formę na wrześniowe mistrzostwa Europy. Styl w jakim wygrali imprezę w Ergo Arenie daje podstawy do twierdzenia, że mogą też zwyciężyć w europejskim czempionacie.

W piątkowych spotkaniach Francja pokonała Słowenię 3:0 (26:24, 25:20, 25:23), a Polska także 3:0 (25:15, 25:19, 25:19) wygrała z Tunezją. Te wyniki potwierdziły wcześniejsze przewidywania, że losy olimpijskiego awansu rozstrzygną się w bezpośrednim starciu biało-czerwonych z trójkolorowymi. „Francja to bez wątpienia drużyna ze światowej elity, ale jeśli zagramy na swoim poziomie, to jesteśmy w stanie z nią wygrać. Francuzi dobrze spisują się w przyjęciu, bardzo dobrze bronią, ale jeśli odrzucimy ich od siatki, nasze szanse wzrosną, bo mamy większy potencjał w ataku. W konfrontacji dwóch wyrównanych zespołów często decyduje dyspozycja dnia i mam nadzieję, że to my będziemy mieli lepszy dzień” – mówili przed meczem polscy siatkarze.
Szkoleniowiec francuskiego zespołu Laurent Tillie zrewanżował się pełną respektu oceną naszej reprezentacji. „Polska ma wielu młodych i nowych zawodników, ma też od niedawna Wilfredo Leona, który, co ważne, bardzo dobrze wkomponował się w styl gry polskich siatkarzy. Oni wszyscy są świetnie przygotowani fizycznie i dlatego są takim trudnym przeciwnikiem” – komplementował Polaków trener reprezentacji Francji.

Mała wojna dwóch gwiazd

O rywalizacji obu siatkarzy zrobiło się głośno za sprawą wywiadu, którego Earvin N’Gapeth udzielił w marcu na łamach „PS”. „Leon jest Kubańczykiem. Urodził się na Kubie, występował w reprezentacji tego kraju podczas ważnych turniejów i teraz nagle ma grać dla innego kraju? Nie rozumiem tego i myślę, że podobnie myśli zdecydowana większość osób” – powiedział Francuz i jego słowa odbiły się szerokim echem w całym siatkarskim świecie. Potem gwiazdor reprezentacji Polski próbował złagodzić tę wypowiedź. „Trochę źle zinterpretowano moje słowa. Nie krytykowałem Leona, tylko przepis, który pozwala na reprezentowanie dwóch państw w seniorskich turniejach”– wyjaśniał. Ale chyba było już za późno, bo Kubańczyk wszelkie pytania dotyczące wypowiedzi francuskiego siatkarza ucinał krótkim zdaniem: Nie będę komentował wypowiedzi tego człowieka. Postaram mu odpowiedzieć na boisku”.

I właśnie w sobotnie popołudnie Wilfredo Leon otrzymał taką możliwość, bo trener polskiej reprezentacji Vital Heynen wystawił go w spotkaniu z Francuzami w podstawowym składzie. Nie było to ich pierwsze bezpośrednie starcie, wcześniej jednak konkurowali ze sobą w meczach zespołów klubowych. W półfinale Ligi Mistrzów Sir Colussi Sicoma Perugia, której zawodnikiem obecnie jest Leon, zmierzyła się z jego byłą drużyną Zenitem Kazań, w której teraz pierwsze skrzypce gra właśnie N’Gapeth. Mecz w hali Pala Barton był jednym z najlepszych siatkarskich spektakli w ostatnich latach. Francuz przyćmił Leona, bo chociaż obaj mieli identyczną skuteczność w ataku (57 procent), to N’Gapeth dodał do tego dwa bloki i cztery asy serwisowe, podczas gdy Kubańczyk z polskim paszportem nie zagrał ani jednego asa, zaś popsuł aż osiem zagrywek. W rewanżu też górą był rosyjski klub i Perugia nie wygrała Ligi Mistrzów, a w takim celu przecież zatrudniała kubańskiego siatkarza, który wcześniej przez cztery sezony w barwach Zenita zwyciężał w tych elitarnych rozgrywkach.

Bilans potyczek N’Gapetha z Leonem przed meczem Polska – Francja wynosił zatem 2:0 na korzyść Francuza, ale w Ergo Arenie Kubańczyk wziął pełny odwet za wcześniejsze klęski. Grał fantastycznie, podobnie jak pozostali polscy siatkarze. Wspólnie rozbili słynącą z żelaznej obrony francuską drużynę 3:0 i w tym momencie było już jasne, że to Polacy wywalczą awans i za rok zagrają w Tokio o olimpijskie medale. Trójkolorowi będą musieli o to powalczyć w turnieju kontynentalnym, lecz nawet oni sami smętnie oceniają swoje szanse.

Ta nieznośna Słowenia

Po zwycięstwach z Tunezją i Francją biało-czerwonym w ostatnim ich meczu w turnieju, ze Słowenią, do szczęścia wystarczało im wygrać jednego seta, albo zdobyć co najmniej 59 małych punktów. Jeszcze przed starciem ze Słoweńcami nawet matematyczne szanse stracili Francuzi, bo w spotkaniu z najsłabszą w stawce ekipą Tunezji niespodziewanie stracili seta. Wygrali wprawdzie mecz 3:1, ale w walce o awans na placu boju pozostali już tylko Polacy i Słoweńcy. W lepszej sytuacji byli biało-czerwoni, którym awans na igrzyska zapewniał jeden wygrany set, ale ostatnio nasz zespół nie miał najlepszych wspomnień z potyczek z reprezentacją Słowenii. Nie tak dawno przecież, bo dwa lata temu wyeliminowała biało-czerwonych z mistrzostw Europy.

Słoweńcy chyba na serio uwierzyli, że mają jakiś patent na polski zespół i są w stanie ograć go 3:0 i jeszcze nie dać mu zdobyć 59 punktów. Gdyby tego dokonali, to oni pojechaliby do Tokio. Po pierwszym secie wygranym przez nich 25:21 w polskiej ekipie zrobiło się trochę nerwowo, ale drugą partię nasi siatkarze wygrali 25:23 i przerwali sen rywali o olimpijskiej przygodzie. Potem wygrali też trzeciego seta 25:21, a trener Vital Heynen przeprowadzał te swoje słynne rotacje w składzie, żeby wszyscy zawodnicy kadry mieli udział w wywalczeniu awansu.

 

Brazylijskie ostrzeżenie

Memoriał Huberta Jerzego Wagnera wygrała reprezentacja Brazylii. Canarinhos pokonali Finlandię i Serbię po 3:0, a z Polską stracili jednego seta (3:1). Biało-czerwoni zajęli w turnieju drugą lokatę po zwycięstwach 3:1 z Serbią i 3:0 z Finlandią. Ale formą nie zachwycili.

Był to drugi występ Brazylijczyków w Memoriale Wagnera i drugi triumf. Wcześniej wygrali ten turniej w 2010 roku (drugie miejsce zajęła wtedy Bułgaria, a trzecie Polska). Nasi siatkarze zwyciężali w dwóch ostatnich edycje, ale w tegorocznej edycji nie pierwsze miejsce było głównym celem. Dla aktualnych mistrzów świata był to ostatni sprawdzian formy przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich, który zostanie rozegrany w Gdańsku w najbliższy weekend.
Wielkich powodów do zadowolenia z występu biało-czerwonych w krakowskiej Tauron Arenie raczej nie ma. Nasz zespół grał nierówno – w spotkaniu z Serbam i lepiej spisywał się w ataku niż w obronie, natomiast w meczu z Brazylią było odwrotnie. Potyczka z Finlandią to już osobna kategoria do oceny, bo trener Vital Heynen posłał do ostatniego boju w turnieju zawodników, którzy w poprzednich dwóch występach grali najmniej, jak choćby Grzegorz Łomacz, Aleksander Śliwka czy Artur Szalpuk.

Na ławce wylądowali natomiast Wilfredo Leon i Michał Kubiak, czyli dwaj gracze, którzy w Krakowie zawiedli oczekiwania. Kibice nie musieli być rozczarowani ich nieobecnością, bo jakoś tak się ostatnio składa, że tzw. „drugi garnitur” naszej kadry notuje lepsze wyniki od tego uważanego za pierwszy.
Finowie do tuzów europejskiej siatkówki nie należą, ale lekceważyć ich nie można, o czym przekonali się w piątek Serbowie, a Polacy na początku drugiej partii. Poważnie zagrozić potentatom nie są jednak w stanie i zasłużenie zajęli w Krakowie ostatnie miejsce.
Nasz atak w meczu z Brazylią nie był tak dobry, jak w wygranym spotkaniu z Serbią. Graliśmy nieźle w bloku i obronie, ale tymi elementami meczu nie można było wygrać. Jeszcze do tego dochodzi zagrywka, która też nie wychodziła nam najlepiej. Z Serbią inne elementy były lepsze, z Brazylią inne, ale naszym zadaniem jest, żeby za tydzień w Gdańsku wszystkie te elementy funkcjonowały u nas na najwyższym poziomie” – przyznał trener Heynen.

Ocenę belgijskiego selekcjonera biało-czerwonych potwierdzają pomeczowe statystyki – skuteczność w ataku naszych siatkarzy wynosiła 43, a rywali 52 procent. Nasi zawodnicy lepsi byli jedynie w bloku – np. z Brazylijczykami tym elementem gry zdobyli 14 punktów, a ich rywale jedynie pięć. Martwi nieskuteczność Michała Kubiaka, który na sześć ataków w spotkaniu z Brazylijczykami żadnego nie zakończył zdobyciem punktu. Chyba też znacznie więcej spodziewaliśmy się po Wilfredo Leonie. Kubańczyk wyraźnie nie jest jeszcze w swojej optymalnej formie.

Tymczasem najgroźniejsi konkurenci Polaków do olimpijskiego awansu, Francuzi, w miniony weekend sprawdzili formę przed turniejem w Gdańsku grając dwa mecze z reprezentacją USA. W czwartek pokonali Amerykanów 3:1, a w piątek 3:0. „Cały nasz zespół zagrał po prostu fenomenalnie. To pierwsze mecze, gdy jesteśmy wszyscy razem w najsilniejszym składzie. Mamy tydzień do turnieju, więc schodzimy z obciążeń. Nigdy nie miałem takich ciężkich przygotowań, ale one były nam potrzebne, żeby wejść na najwyższy poziom” – powiedział w rozmowie z „L’Equipe” atakujący trójkolorowych Stephen Boyer. Ta łatwość z jaką ograli znakomity zespół USA powinna uruchomić w polskiej kadrze wszystkie alarmy. Turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio odbędzie się w dniach 9-11 sierpnia w Gdańsku. Zagrają w nim Polacy, Francuzi, Słoweńcy i Tunezyjczycy.

 

Kadra bez Bednorza i Kochanowskiego

Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen ogłosił skład kadry na XVII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który w najbliższy weekend odbędzie się w Krakowie. Prawdopodobnie wybrani zawodnicy zagrają też tydzień później w Gdańsku, w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio.

Belgijski szkoleniowiec na turniej w krakowskiej Tauron Arenie z 16 siatkarzy, którzy trenowali ostatnio na zgrupowaniu w Zakopanem, nie powołał Jakuba Kochanowskiego i Bartosza Bednorza. Trudno na razie przesądzać, że ci dwaj utalentowani zawodnicy już ostatecznie wypadli ze składu szykowanego na olimpijskie kwalifikacje w Gdańsku, bo zwłaszcza Kochanowski nie bez powodu uważany jest przecież za najzdolniejszego siatkarza młodego pokolenia.

W Memoriale Wagnera biało-czerwoni w pierwszym meczu zmierzą się z Serbią (1 sierpnia), dzień później zagrają z Brazylią, a na zakończenie w sobotę 3 sierpnia z Finlandią. Przypomnijmy, że tydzień później w Gdańsku nasi siatkarze o olimpijski paszporty rywalizować będą z Tunezją (9 sierpnia), Francją (10 sierpnia) i Słowenią (11 sierpnia). Do olimpijskiego turnieju w Tokio zakwalifikuje się tylko zwycięska drużyna.

Kadra Polski
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa). Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Grzegorz Łomacz (PGE Skra). Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Gazprom-Jugra Surgut, Rosja). Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra), Aleksander Śliwka (ZAKSA). Libero: Damian Wojtaszek (ONICO), Paweł Zatorski (ZAKSA).

 

 

Udany debiut Leona

W sobotę 27 lipca w reprezentacji Polski zadebiutował Wilfredo Leon. W sensie sportowym i medialnym było to wydarzenie porównywalne, na przykład, z włączeniem do piłkarskiej kadry Jerzego Brzęczka Leo Messiego. W meczu z Holendrami Kubańczyk z polskim paszportem nie pokazał jeszcze pełni swoich umiejętności, ale jego debiut można uznać za udany.

Przed oficjalnym debiutem Leona w wirtualnym świecie ktoś próbował wywołać przeciwko niemu falę hejtu. Ponieważ każdy dziennikarz, który rozbił z nim wywiad w ostatnim czasie, pytał go jak sobie radzi z tymi objawami niechęci ze strony kibiców, którzy nie chcą go w reprezentacji Polski, Kubańczyk w końcu nie zdzierżył i palnął w jednej z wypowiedzi, że „jeśli ktoś nie chce go oglądać jak reprezentuje Polskę, to przecież zawsze może wyłączyć telewizor”. Leon ewidentnie dał się podpuścić, co chyba zrozumiał jednak dopiero w hali sportowej w Opolu, gdy wychodząc jako ostatni na prezentację, bo tak postanowili jego koledzy z kadry, został przywitany jak żaden z polskich zawodników burzą oklasków. Ale teraz już wie, że w realnym świecie dla kibiców reprezentacji Polski jego kolor skóry i miejsce urodzenia nie mają większego znaczenia, podobnie jak to, czy będzie śpiewał polski hymn, czy też nie.

W tej kwestii Leon miał do udowodnienia coś zupełnie innego, to mianowicie, czy mimo prezentowanej klasy sportowej pasuje do polskiej drużyny i czy może podnieść jakość jej gry.

Nie od rzeczy jest w tym miejscu przypomnieć, że Kubańczyk na arenie międzynarodowej ma w dorobku jedynie zdobyte dziewięć lat temu z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, a teraz wchodzi do ekipy, która w 2014 i 2018 roku wywalczyła mistrzostwo globu. Belgijski trener biało-czerwonych Vital Heynen ma w szerokiej kadrze, licząc już z Leonem, 27 zawodników światowej klasy, a do Opola przywiózł ze zgrupowania w Zakopanem 16 z nich. I ma straszliwy ból głowy, bo do gry w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio może wystawić tylko 14 graczy, co oznacza, że dwóch wybitnych siatkarzy będzie musiał „odstrzelić”. Leon nie ma w tym względzie żadnej taryfy ulgowej, nie będzie więc jakoś specjalnie traktowany. Musi walczyć o miejsce w składzie jak wszyscy inni i jeśli je wywalczy, my, kibice, oglądając jego występy, ocenimy czy zasłużył na grę w zespole mistrzów świata.

W swoim sobotnim debiucie w Opolu Leon w spotkaniu z Holandią zagrał w dwóch pierwszych setach, bo dla trenera Heynena był to sparing, w którym zamierzał sprawdzić formę wszystkich szesnastu zawodników – Fabiana Drzyzgi, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Aleksandra Śliwki, Piotra Nowakowskiego, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Dawida Konarskiego, Grzegorza Łomacza, Bartosza Kwolka, Bartosza Bednorza, Jakuba Kochanowskiego, Mateusza Bieńka, Damiana Wojtaszka (libero). Dlatego umówił się z Holendrami na rozegranie czterech partii. Nasi siatkarze wygrali je 25:20, 25:19, 25:22 i dodatkową 25:21. Wilfredo był chyba trochę stremowany, bo zepsuł wszystkie trzy serwisy, a w kilku sytuacjach podejmował błędne decyzje lub pakował piłkę w siatkę albo na aut. W sumie jednak ten jego pierwszy występ można było uznać za udany (niedzielny mecz z Holandią zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Leon już może grać

W środę 24 lipca upłynęła dwuletnia karencja nałożona przez FIVB na kubańskiego siatkarza Wilfredo Leona po zmianie przez niego barw narodowych. Jeden z najlepszych obecnie siatkarzy na świecie ma już teraz prawo występować w reprezentacji Polski. Zadebiutuje w niej w najbliższy weekend w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu.

Leon wystąpił o polskie obywatelstwo w połowie 2015 roku, trzy lata po tym jak zrezygnował z gry w reprezentacji Kuby i pozostał w Europie. Oficjalny wniosek o zmianę przez niego barw narodowych i zgodę na występy w reprezentacji Polski działacze PZPS złożyli w 2017 roku. Po wyrażeniu zgody przez kubańską federacje siatkarską, FIVB na podstawie swoich przepisów ustalił dwuletni okres karencji, który zakończył się 24 lipca tego roku.

„Oto dzień, od kiedy mogę oficjalnie reprezentować Polskę. Wielkie podziękowania dla wszystkich ludzi, którzy mi to umożliwili. Bardzo cieszą mnie wszelkie pozytywne reakcje, które do mnie dotarły od osób, które czekały na ten dzień tak samo, jak ja. Mogę wam obiecać, że zostawię całe swoje serce na boisku, grając dla kraju, w którym znalazłem swój nowy dom” – napisał na swoim profilu na Facebooku 25-letni przyjmujący.

Oficjalny debiut Leona w reprezentacji Polski zaplanowano w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu (w sobotę i w niedzielę, początek godz. 16:30).

„Oczywiście, że mam tremę, bo to będzie mój pierwszy występ w zespole narodowy po długiej przerwie. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań kibiców, ale przede wszystkim moich kolegów. Wciąż pracuję nad tym, żeby jak najlepiej dostosować moją grę do gry siatkarzy, którzy w kadrze Polski są od wielu lat i stanowią o jej sile” – zapewniał Leon w licznych wywiadach udzielanych podczas zgrupowania reprezentacji z Zakopanem.

Siatkarski talent czystej wody

Umiejętności urodzonego 31 lipca 1993 roku w Santiago de Cuba Wilfredo szybko został zauważony. W reprezentacji Kuby zadebiutował już w wieku 14 lat, a w 2010 roku został nawet jej kapitanem. Dziewięć lat temu wywalczył z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, dwa razy triumfował w mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (2009, 2011), a w 2012 roku zajął trzecie miejsce w Lidze Światowej. I właśnie występ w Lidze Światowej był, jak się później okazało, jego pożegnaniem z kubańską reprezentacją, gdyż nieco wcześniej wraz z kolegami zaliczył nieudany występ w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Londynie.

Mierzący 201 cm zawodnik dostawał wiele atrakcyjnych ofert z czołowych klubów w Europie. Skorzystania z którejś z nich zabraniały mu jednak obowiązujące na Kubie przepisy. Zrezygnował więc z dalszego reprezentowania ojczyzny. Do Polski przyjechał za ukochaną, Małgorzatą Gronkowską, która została potem jego żoną. Mają dwuletnią córkę Natalię i zbudowali dom w Rzeszowie.

Żadnego polskiego klubu nie było stać na jego zatrudnienie, bo Leon już pięć lat temu miał opinię jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Kubańczyka pozyskał ostatecznie rosyjski potentat, Zenit Kazań, który zaoferował mu ponoć zarobki na rzadko spotykanym w siatkówce poziomie półtora miliona euro rocznie. Występując w tej ekipie w latach 2014-2018 w każdym sezonie potwierdzał, że wart jest tych pieniędzy.

W barwach zespołu z Kazania cztery razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów i tyle samo razy zdobył mistrzostwo Rosji. Dwa lata temu jego zespół triumfował w klubowych mistrzostwach świata, a w latach 2015 i 2016 zajął w tej imprezie drugie miejsce. W okresie gry w kubańskiej kadrze i drużynie z Kazania zdobył wiele nagród indywidualnych. Między innymi uznano go dwukrotnie za najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Ligi Mistrzów i czterokrotnie za najlepszego przyjmującego tych rozgrywek.
Po wypełnieniu czteroletniego kontraktu w Zenicie latem ubiegłego roku Leon przeniósł się do włoskiego klubu Sir Sicoma Colussi Perugia. W pierwszym roku występów w tej ekipie wywalczył Puchar Włoch i wicemistrzostwo Italii. Od jesieni trenerem tego zespołu ma być belgijski selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen, o ile na przeszkodzie nie staną przeszkody natury formalnej (władze włoskiej ligi kwestionują uprawnienia Belga do prowadzenia zespołów w tym kraju) .

Kubańska wartość dodana

Z reprezentacją Polski Leon jest już de facto od roku, bo ubiegłego lata Heynen zaprosił go na zgrupowanie. Pojawił się wówczas na kilka dni w Zakopanem, a później mentalnie wspierał przyszłych kolegów z kadry podczas ich marszu po drugie z rzędu mistrzostwo świata.

„Jako drużyna mamy utworzoną grupę na WhatsAppie, do której należy także Wilfredo. Kilka godzin przed meczem z Serbami w drugiej rundzie grupowej napisał bardzo długą wiadomość skierowaną do całego zespołu. Nie zdradzę co w niej było, bo to nasza wewnętrzna tajemnica, ale to była bardzo długa, pełna wsparcia i mobilizująca wiadomość. Już wtedy pokazał, że czuje się częścią naszego zespołu” – wyjawił w jednym z wywiadów trener Heynen. A gdy biało-czerwoni odbierali złote medale, Leon w mediach społecznościowych napisał: „Jestem dumny, że mogę być częścią tej drużyny. Choć jeszcze nie na boisku, to przez cały turniej byłem sercem z chłopakami”.

Leon udziela już wywiadów po polsku, więc ostatnią niewiadomą jest to, co pokaże na parkiecie jako zawodnik mistrzowskiej drużyny biało-czerwonych.

 

 

Trudne wybory Heynena

Dla reprezentacji Polski siatkarzy zbliża się czas kolejnej wielkiej próby. Za niespełna trzy tygodnie biało-czerwoni zagrają w Gdańsku w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio z zespołami Francji, Słowenii i Tunezji. Trener Vital Heynen ma więc już niewiele czasu na podjęcie ostatecznych decyzji kadrowych.

W turniejach kwalifikacyjnych, czyli także tym z udziałem biało-czerwonych, drużyny zagrają w systemie „każdy z każdym”, zaś o miejscu w grupie decydować będą zwycięstwa, punkty, ratio setów, punktów i dopiero na samym końcu wynik bezpośredniego starcia. Olimpijskie paszporty do Tokio uzyskają jedynie zwycięzcy sześciu grup, którzy dołączą do gospodarzy igrzysk, Japończyków. O pozostałe do obsadzenie pięć miejsc w styczniu przyszłego roku odbędzie się dogrywka w turniejach kontynentalnych.

W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich trenerzy mogą wystawić 14-osobowe kadry. Trener biało-czerwonych Vital Heynen w Lidze Narodów wykorzystał aż 26 zawodników i mimo ciągłych rotacji wywalczył w tych rozgrywkach trzecie miejsce. Znakomita postawa naszej drużyny w Final Six w Chicago była ogromnym zaskoczeniem dla rywali, bo przecież doskonale wiedzieli, że belgijski szkoleniowiec nie wysłał do USA aż 12 czołowych polskich siatkarzy, aktualnych przecież mistrzów świata. Z ekipy tak dzielnie walczącej w Final Six do Zakopanego, gdzie owa dwunastka asów spokojnie trenowała, zaprosił pięciu graczy. Tym samym zawęził szeroką kadrę biało-czerwonych z 26 do 17 zawodników. Trzech z nich w Gdańsku nie zagra, ale naprawdę nie jest łatwo ich wytypować.

Wśród rozgrywających pewniakiem wydaje się być Fabian Drzyzga, który poprowadził kadrę do ubiegłorocznego sukcesu w mistrzostwach świata. W Lidze Narodów grał krótko, a znacznie więcej szans dostał Grzegorz Łomacz. Mimo to siatkarz PGE Skry Bełchatów prawdopodobnie będzie dublerem Drzyzgi. Marcin Komenda, który dobrze wypadł w Final Six Ligi Narodów, raczej nie wygryzie ze składu żadnego z tych dwóch tuzów naszej siatkówki.
Wśród atakujących numerem 1 jest bez wątpienia rutynowany Dawid Konarski, a o rolę jego zmiennika rywalizują Maciej Muzaj i Łukasz Kaczmarek. Obaj w Lidze Narodów dostawali sporo szans w turniejach interkontynentalnych oraz w Final Six w Chicago. Chyba nieco lepiej prezentował się Muzaj, ale pewnie trener Heynen podejmie decyzję w ostatniej chwili. W razie czego będzie mógł na tę pozycję przesunąć któregoś z przyjmujących.

Na pozycji środowego o udział w kwalifikacjach olimpijskich rywalizuje czterech siatkarzy. Piotr Nowakowski miał najwięcej wolnego i jego aktualna dyspozycja jest największą niewiadomą, natomiast Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski grali dobrze w fazie interkontynentalnej Ligi Narodów, zaś Karol Kłos brylował w Final Six. Trudno wskazać najsłabszego z tej czwórki, ale może co się wyjaśni po najbliższych meczach towarzyskich.

Ból głowy Heynen ma też przy wyborze zawodników na pozycji przyjmującego. Pewni występu wydają się być Wilfredo Leon (ma zadebiutować podczas meczów towarzyskich z Holandią) oraz Michał Kubiak. Ponadto w przygotowaniach wciąż uczestniczą Artur Szalpuk, Aleksander Śliwka, Bartosz Bednorz i Bartosz Kwolek. Teoretycznie zatem dwóch z nich powinno wypaść z kadry, chociaż selekcjoner może poświęcić tylko jednego z nich. Niewiadomą jest forma Artura Szalpuka, który z powodów zdrowotnych nie zdążył dojść do wysokiej dyspozycji podczas Ligi Narodów. Aleksander Śliwka świetnie się prezentował w fazie interkontynentalnej, a Bartosz Bednorz oraz Bartosz Kwolek byli filarami zespołu, który zdobył brąz w Final Six. Tu wybór jest naprawdę trudny.

Za to na pozycji libero sytuacja wydaje się klarowna. Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek są raczej nie do zastąpienia i dobrze prezentujący się w Lidze Narodów Jakub Popiwczak raczej nie odbierze żadnemu z nich miejsca.

 

 

W kadrze Polski wszystko wróciło do normy

Medialna burza po opuszczeniu przez trenera Vitala Heynena kadry siatkarzy walczącej o brązowy medal Ligi Narodów, została wyciszona i wszystko wróciło do normy.

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk spotkał się co prawda z selekcjonerem podczas wizyty na zgrupowaniu reprezentacji w Zakopanem, ale obaj panowie zapewniają, że o tym incydencie już nie rozmawiali. Kasprzak twierdzi, że głównym tematem jego spotkania z Heynenem były sprawy związane z kolejnym startem biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Sternik polskiej siatkówki przekonywał w mediach, że całe zamieszanie to efekt jakiegoś przekłamania na łączach. „Zrobiło się z tego większe zamieszania niż powinno, bo Heynen dostał zgodę na powrót od sekretarza generalnego związku Tomasza Karasińskiego, czyli przez kompetentną osobę” – przyznał Kasprzak.

Wygląda na to, że burza definitywnie ucichła i teraz wszyscy ponownie skupili się na przygotowaniach do kolejnych imprez. Od początku lipca podstawowi kadrowicze trenują w Zakopanem. Tam 12 zawodników przygotowuje się do najważniejszych imprez, a po Final Six w Chicago dołączyli do nich jeszcze Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj i Karol Kłos. Pierwszym sprawdzianem formy tej grupy będą mecze towarzyskie z Holandią w Opolu, które odbędą się w dniach 27-28 lipca. W nich ma zadebiutować w barwach reprezentacji Polski naturalizowany Kubańczyk Wilfredo Leon, któremu karencja po zamianie drużyny narodowej kończy się 24 lipca. Potem mistrzowie świata wystąpią w Memoriale Huberta Wagnera w Krakowie.

Będzie to ich ostatni sprawdzian przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, który Heynen od dawna wskazuje jako najważniejszą imprezę w tym roku. W Gdańsku Polacy zmierzą się kolejno z Tunezją, Francją i Słowenią. Drugim ważnym startem naszych zawodników w tym roku będą wrześniowe mistrzostwa Europy, których gospodarzami będą cztery kraje – Francja, Belgia, Słowenia i Holandia. W fazie grupowej europejskiego czempionatu biało-czerwoni zmierzą się w Rotterdamie i Amsterdamie z Holandią, Czechami, Estonią, Ukrainą i Czarnogórą.

Dwa dni po zakończeniu mistrzostw naszego kontynentu rozpocznie się w Japonii (w Fukuoce, Nagano i Hiroszimie) Puchar Świata, w którym nasza reprezentacja wystąpi jako mistrz globu.