Wielkie granie siatkarzy w Spodku

Reprezentacja Polski zainaugurowała swój udział w tegorocznej edycji Ligi Narodów występem w turnieju w Katowicach. Obsada zawodów była piekielnie mocna, bo w katowickim Spodku starli się medaliści ostatnich mistrzostw świata – Polska, Brazylia i USA oraz najsłabsza w tym gronie Australia.

Trener biało-czerwonych Vital Heynen już w poprzedniej edycji Ligi Narodów mocno rotował składem i dawał pograć każdemu zawodnikowi znajdującemu się w 14-osobowej kadrze na poszczególne turnieje. W tym roku swojej strategii nie zmienił i w wyjściowym składzie na mecz z Australia znalazł się Tomasz Fornal, a nie kapitan Michał Kubiak. 22-letni siatkarz w pierwszym secie zdobył trzy punkty atakiem, dorzucił dwa punktowe bloki i jednego asa serwisowego, ale w drugiej partii się zaciął, nie kończąc żadnego z trzech ataków. Poza tym rywale dwa razy zarobili punkty przy jego odbiorze zagrywki, więc przy stanie 16:18 Heynen zastąpił Fornala Aleksandrem Śliwką. Inny przykład rotacji, to wchodzący na podwójne zmiany Bartłomiej Bołądź.

Na pozycji przyjmujących Heynen ma w tej chwili aż ośmiu wysokiej klasy zawodników, licząc oczywiście z Wilfredo Leonem, który będzie mógł już grać w naszej reprezentacji od 24 lipca. Dla połowy z nich miejsca na wielkich turniejach zabraknie, bo czołowe pozycje Leona i Kubiaka w hierarchii są w tej bezdyskusyjne. Na razie belgijski selekcjoner naszej kadry sprawdza w walce z silnymi rywalami dublerów, wspomnianych już Fornala i Śliwkę, ale też Bartosza Kwolka i Artura Szalpuka, ale żaden z tych czterech przyjmujących nie grał na poziomie godnym zespołu aktualnych mistrzów świata.

Biało-czerwoni spotkanie z Australijczykami zaczęli z impetem, potem ich gra posypała się na chwilę w przegranym drugim secie, lecz potem odzyskali przewagę i pewnie wygrali 3:1. Reprezentacja Stanów Zjednoczonych, która gładko przegrała z Brazylią 0:3, ustawiła naszym siatkarzom poprzeczkę znacznie wyżej i przegrała z mistrzami świata dopiero w tie-breaku 2:3. W drugim sobotnim spotkaniu Brazylijczycy niespodziewanie stracili punkt pokonując wspieranych dopingiem przez polskich kibiców Australijczyków 3:2.

Te wyniki o niczym jeszcze nie świadczą, dowodzą jedynie, że najsilniejsze zespoły ubiegłorocznych mistrzostw świata traktują start w Lidze Narodów jako poligon doświadczalny przed najważniejszymi dla całego tercetu sierpniowymi kwalifikacjami do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Co nie oznacza, że nie mają ambicji wygrania Ligi Narodów. Amerykanie już są pewni występu w Final Six, bo będą gospodarzami turnieju, natomiast Polakom i Brazylijczykom, aktualnym mistrzom i wicemistrzom świata, nie wypada się tam nie zakwalifikować. Dlatego w niedzielnym starciu w katowickim Spodku (zakończyło się po zamknięciu wydania) obie drużyny zapowiadały walkę do upadłego.

 

Heynen ćwiczy kadrę w Spale

Reprezentacja Polski siatkarzy przygotowuje się do czekających ją w tym roku nowych wyzwań podczas zgrupowania w Spale. Trener biało-czerwonych Vital Heynen z szerokiej kadry zaprosił do spalskiego ośrodka przygotowań olimpijski 24 zawodników, wśród nich Kubańczyka z polskim paszportem Wilfredo Leona.

Kadrowicze zaczęli zgrupowanie w Warszawie, gdzie w ubiegły czwartek przeszli kompleksowe badania lekarskie i wydolnościowe oraz wypełniali zobowiązania wobec sponsorów i partnerów medialnych Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Od piątku ciężko trenują już w Spale, nawet trzy razy dziennie. Trener Heynen czekał na swoich wybrańców w Spale i jak przyznał, drugi rok pracy z polską kadrą jest dla niego, jako szkoleniowca, dużo łatwiejszy. „To dlatego, że większość z obecnych tu zawodników już zna moje metody pracy. Wiedzą, też jakim jestem człowiekiem i do jakich spraw przywiązuję wagę” – stwierdził na zwyczajowej konferencji prasowej. Ale jeśli chodzi o obciążenia, lżej siatkarze nie mają i mieć nie będą. „Cisnę moich zawodników strasznie, ale robię to w konkretnym celu i oni o tym doskonale wiedzą. W tym roku wszyscy nasi rywale będą stawiać nam wysoko poprzeczkę, w myśl zasady – bij mistrza. Musimy więc być jeszcze lepsi niż byliśmy przed rokiem” – tłumaczył Heynen.

Belg ledwie tydzień przed rozpoczęciem zgrupowania polskiej kadry zakończył sezon w niemieckiej lidze, w której doprowadził VfB Friedrichshafen do wicemistrzostwa kraju. Nie narzeka jednak na zmęczenie. „Teraz jest lepiej, bo miałem dwa i pół dnia przerwy przed przyjazdem na kadrę, a rok temu tylko jedną noc” – stwierdził z uśmiechem selekcjoner.

W Spale trenuje 24 zawodników. Bartosz Kurek, który w połowie kwietnia przeszedł operację kontuzjowanego kręgosłupa, ma swój własny cykl zajęć z fizjoterapeutami. Do gry ma być gotowy trzy miesiące po operacji. Największe emocje wzbudza powołanie Wilfredo Leona. Karencja nałożona przez FIVB na Kubańczyka kończy się 24 lipca tego roku, więc pierwszą imprezą w której będzie mógł po raz pierwszy wystąpić w biało-czerwonych barwach, będzie Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który rozpocznie się 1 sierpnia. Nikt nie wątpi, że ten znakomity siatkarz będzie ogromnym wzmocnieniem i tak przecież silnej kadry Polski w największych dla niej tegorocznych wyzwaniach – turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio oraz mistrzostwach Europy. Leon ma za sobą pierwszy sezon w lidze włoskiej. Jego zespół, Sir Safety Conad Perugia, musiał uznać wyższość ekipy Cucine Lube Civitanova, ale Leon był najlepiej punktującym graczem Serie A – zdobył aż 702 punkty, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji klubowego kolegę Aleksandara Atanasijevicia aż o 87 punktów. Heynen nie robił z przybycia Kubańczyka większych ceregieli. „Traktuję Wilfredo jak każdego innego gracza w kadrze” – zapewniał.

W dniach 25-26 maja nasz reprezentacja zagra dwa mecze towarzyskie z Niemcami. Tydzień później (w Katowicach w dniach 31 maja-2 czerwca) zainauguruje rywalizację w Lidze Narodów. Najważniejszymi startami w tym sezonie będą dla naszej ekipy wspomniany wcześniej kwalifikacje do igrzysk w Gdańsku (9-11 sierpnia) oraz mistrzostwa Europy (12-19 września).

Szeroka kadra Polski:

Bartosz Bednorz (Azimut Modena, Włochy), Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen, Niemcy), Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Bartosz Filipiak (Łuczniczka Bydgoszcz), Jan Firlej (Lindemans Aals, Belgia), Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Jędrzej Gruszczyński (Cuprum Lubin), Paweł Halaba (Hypo Tirol Alpenvolleys Haching, Niemcy), Norbert Huber (Cerrad Czarni Radom), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (PGE Skra Bełchatów), Marcin Komenda (GKS Katowice), Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO Warszawa), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów), Piotr Łukasik (ONICO Warszawa), Maciej Muzaj (ONICO Warszawa), Piotr Nowakowski (Trefl Gdańsk), Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel), Damian Schulz (Asseco Resovia Rzeszów), Michał Szalacha (Łuczniczka Bydgoszcz), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa), Andrzej Wrona (ONICO Warszawa), Paweł Zatorski (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

 

Leon tylko wicemistrzem

Sir Safety Conad Perugia, zespół przyszłego reprezentanta Polski Wilfredo Leona, w piątym spotkaniu finału Serie A prowadził już z Cucine Lube Civitanova 2:0, ale przegrał mecz po tie-breaku 2:3.

Decydujące starcie w finale włoskiej ekstraklasy siatkarzy zapowiadało się pasjonująco, a jego faworytami wydawali się siatkarze z Perugii. Jednakże Lube w trakcie konfrontacji odrodziło się jak feniks z popiołów i sięgnęło po złoty medal. Potyczka rozpoczęła się dla gospodarzy znakomicie, bo wygrali oni dwa pierwsze sety (kolejno do 22 oraz 21) i wydawało się, że zmierzają po pewny triumf w tym meczu.

W trzeciej partii zawodnicy prowadzeni przez doskonale znanego w Polsce trenera Ferdinando De Giorgiego zaczęli jednak grać na luzie, jakby już byli pogodzeni z porażką, ale może dlatego nieoczekiwanie zaczęli uzyskiwać przewagę. Gracze Cucine Lube znaleźli w końcu sposób na zatrzymanie ataków Kubańczyka z polskim paszportem Wilfredo Leona i aż sześciokrotnie go zablokowali, przez co procent skuteczności przyszłego reprezentanta Polski (od 24 lipca tego roku) spadł do ledwie 34 procent. W piątym secie Cwetan Sokołow i spółka poszli za ciosem, zwyciężając 15:10, zaś w całej batalii 3:2. Dzięki temu mogli świętować zdobycie mistrzostwa Italii. Najwięcej punktów dla Cucine Lube Civitanova zdobyli Cwetan Sokołow (19), Osmany Juantorena (16), Robertlandy Simon (16) i Joandry Leal (15), dla ekipy Sir Safety Conad Perugia Wilfredo Leon (20), Aleksandar Atanasijević (14) i Filippo Lanza (10). Na najlepszego zawodnika meczu wybrano Osmany Juantorenę.

Zespół Sir Safety zakończył zatem sezon tylko z jednym trofeum – Pucharem Włoch, ale apetyty w Perugii po przyjściu Leona były znacznie większe.

 

Leon szaleje w Italii

We Włoszech znowu głośno o Wilfredo Leonie. Reprezentant Polski kubańskiego pochodzenia zdobył 26 punktów i w znaczący sposób przyczynił się do obrony przez zespół Sir Safety Conad Perugia Pucharu Włoch.

W rozegranym w Bolonii finałowym spotkaniu zespół z Perugii prowadzony przez Lorenzo Bernardiego przegrywał już z Cucine Lube Civitanova w setach 0:2, by ostatecznie zwyciężyć 3:2. Bohaterem spotkania został Wilfredo Leon, który poderwał zespół do walki i poprowadził do zwycięstwa. Leon zdobył 26 punktów i został uznany za bohatera meczu. Dla niego Puchar Włoch to pierwsze trofeum wywalczone w barwach Sir Safety Conad Perugia.

Trenerem Cucine Lube Civitanova jest były selekcjoner reprezentacji Polski Ferdinando De Giorgi, który przejął zespół pod koniec ubiegłego roku uprzednio zrywając kontrakt z Jastrzębskim Węglem. W finale Coppa Italia jego podopieczni byli bliscy triumfu, bo grali świetnie i pewnie wygrali dwa pierwsze sety, więc mało kto przypuszczał, że ich rywale z Perugii zdołają jeszcze powstać z kolan. W kolejnych trzech setach obraz gry uległ jednak radykalnej zmianie, głównie dzięki fenomenalnej grze 26-letniego Wilfredo Leona, który swoimi atakami poprowadził Sir Safety Conad do zwycięstwa.

Kubańczyk z polskim paszportem, który od 25 lipca będzie mógł po odbyciu karencji występować już w reprezentacji Polski, trafiał raz za razem. W czwartej partii, w której rywale byli bliscy zakończenia spotkania prowadząc 17:19, Leon zaserwował pięć asów z rzędu i doprowadził do tie-breaka, w którym przyćmił swoich dawnych kolegów z reprezentacji Kuby Yoandrę Leala i Simona Robertlandego, Bułgara Cwetana Sokołowa i Brazylijczyka Bruno Rezende. Ciekawe czy tak samo będzie dominował w reprezentacji Polski, gdy wreszcie w niej zadebiutuje.

 

Heynen już powołał Leona

Selekcjoner naszej kadry siatkarzy Vital Heynen ogłosił, że Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon dołączy do biało-czerwonych jak tylko skończy się jego karencja, czyli od 24 lipca tego roku.

Heynen wyjawił swój zamiar w programie „Wilkowicz Sam na Sam”. Trener naszej kadry nie ukrywał, że decyzja w tej sprawie już zapadła. „Zacząłem wprowadzać Wilfredo do drużyny. Rozmawiałem z zawodnikami, oni wiedzą, że go potrzebujemy. Nie ma w zespole nikogo, kto by się w tej kwestii wahał. Oni wiedzą, że Leon im pomoże. On nie zachowuje się jak gwiazda. Był z nami kilka dni i nie tylko ja, ale i cały zespół byliśmy zaskoczeni tym, jak łatwo się dostosował, jak skromnie się zachowywał i ciężko pracował. To były tylko trzy dni, ale one pokazały, jakim jest człowiekiem” – chwalił kubańskiego siatkarza belgijski szkoleniowiec.

W naszym siatkarskim środowisku nie wszystkim jednak podoba się pomysł wcielania do reprezentacji naturalizowanego Kubańczyka. Nie brakuje opinii, że Leon nie jest w drużynie mistrzów świata niezbędny, a jego powołanie może wpłynąć negatywnie na rozwój młodych zawodników.

Heynen przekonuje jednak, że jego decyzja jest dobrze przemyślana i w dłuższej perspektywie przyniesie polskiej siatkówce korzyści. „Być może na początku ktoś przez niego będzie grał mniej, ale już w 2021 roku, gdy nastąpi naturalna po igrzyskach w Tokio zmiana pokoleniowa, może znaleźć się na boisku obok Leona. Moi gracze są bystrzy i wiedzą, że czasami trzeba się poświęcić, żeby później wygrać” – twierdzi Heynen. Termin karencji nałożonej przez FIVB na Leona wygasa 24 lipca, będzie zatem mógł zagrać dla Polski już w sierpniowych kwalifikacjach olimpijskich. Polacy o przepustkę do Tokio powalczą z Francją, Słowenią i Tunezją.

 

Poświęcą pół miliona dolarów

Polski Związek Piłki Siatkowej zabiega o organizację turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio, chociaż za ten przywilej FIVB winszuje sobie pół miliona dolarów. Ale dla siatkarskich działaczy olimpijski awans to w tej chwili priorytet.

 

Siatkarze zagrają o awans do turnieju olimpijskiego w dniach 9-11 sierpnia przyszłego roku. W pierwszej fazie kwalifikacji w turnieju interkontynentalnym trafią do grupy czterozespołowej, z której olimpijskie przepustki otrzyma wyłącznie zwycięzca. Stąd starania PZPS żeby nasz zespół był gospodarzem takiego turnieju, bo przy wsparciu swoich kibiców biało-czerwoni będą mieli większe szanse na zwycięstwo w grupie. Na razie jeszcze nie wiadomo z kim Polacy zagrają o prawo gry w Tokio. Rywali poznają dopiero po ogłoszeniu nowego rankingu FIVB. Z całą pewnością jednak jeden z rywali to będzie zespół z górnej półki. Jeśli nasi siatkarze nie uzyskają awansu za pierwszym podejściem, wówczas w styczniu 2020 roku będą musieli powalczyć o awans na igrzyska w turnieju ostatniej szansy. Miejmy jednak nadzieję, że wzmocnieni genialnym kubańskim siatkarzem Wilfredo Leonem załatwią sprawę już w sierpniu przyszłego roku.

Znacznie gorzej wyglądają perspektywy zakwalifikowania się na igrzyska reprezentacji kobiecej. Słabe wyniki w ostatnich latach doprowadziły do dużego spadku biało-czerwonych w światowym rankingu, przez co może się okazać, że po ogłoszeniu najnowszego notowania rankingu FIVB nasz zespół nie zostanie dopuszczony do pierwszej fazy kwalifikacji olimpijskich. Być może dostaną szansę występu w turnieju ostatniej szansy w styczniu 2020 roku, ale warunkiem jest zajęcie wysokiego miejsca w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. Jeśli jednak Polki uzyskają prawo gry w kwalifikacjach, PZPS także wystąpi o organizację takiego turnieju w Polsce.

 

Wilfredo Leon zagra w kwalifikacjach olimpijskich

Wilfredo Leon będzie mógł wziąć udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio. Wyznaczono już jego termin – odbędzie się w dniach 9 – 11 sierpnia 2019 roku.

 

Panie o prawo gry na igrzyskach olimpijskich w Tokio powalczą od 2 do 4 sierpnia, natomiast panowie tydzień później, w dniach 9-11 sierpnia. A to oznacza, że w naszej reprezentacji będzie mógł już zagrać Kubańczyk Wilfredo Leon, któremu z końcem lipca skończy się okres karencji po zmianie barwa narodowych. To świetna wiadomość, bo ten znakomity siatkarz imponuje fantastyczną formą i jego obecność w polskiej kadrze będzie ogromnym wzmocnieniem. Leon po czterech latach obfitujących w sukcesy występów w rosyjskim Zenicie Kazań latem tego roku zmienił klubowe barwy i przeniósł się do włoskiej Serie A. Jego nowy zespół, Sir Safety Perugia, w którym jest kluczowym graczem, na razie jest niepokonany. W hitowym meczu 7. kolejki Serie A pokonał Azimut Modenę z Bartoszem Bednorzem w składzie 3:1 i umocnił się na prowadzeniu. Leon zdobył 25 punktów, kończąc 69 procent swoich akcji w ofensywie.

Biało-czerwoni na pewno zagrają w sierpniu o kwalifikację, a PZPS na dodatek stara się o rolę gospodarza jednego z sześciu turniejów. Bardziej skomplikowana jest natomiast sytuacja naszej kobiecej reprezentacji, bo podopieczne Jacka Nawrockiego muszą poczekać na ogłoszenie nowego rankingu FIVB. W 2019 roku zostanie rozegranych sześć turniejów interkontynentalnych, w których udział wezmą 24 najlepsze ekipy według rankingu FIVB, którego najnowsze notowanie ukaże się w styczniu 2019 roku. Zostaną one przydzielone do sześciu grup, z których do turnieju olimpijskiego awansują zwycięzcy.
Drugą i ostatnią szansą na wywalczenie przepustki do turnieju w Tokio będą turnieje kontynentalne, które odbędą się w 2020 roku.

 

 

Leon już trenuje z kadrą siatkarzy

Kubański siatkarz Wilfredo Leon, który w lipcu przyszłego roku po zakończeniu karencji dołączy do naszej reprezentacji, wpadł na kilka dni do Zakopanego żeby potrenować z szykującą się do mistrzostw świata kadrą Polski.

 

W niedzielę za pośrednictwem Twittera Polski Związek Piłki Siatkowej pochwalił się zdjęciem Wilfredo Leona rozmawiającego z trenerem Vitalem Heynenem podczas treningu kadry. Kubański gwiazdor, który w miniony wtorek obchodził 25. urodziny, był ubrany tak samo jak wszyscy kadrowicze. Jego obecność na zgrupowaniu reprezentacji Polski nie jest żadną sensacją, bo była zapowiadana już znacznie wcześniej, bo w maju tego roku. „Już po podpisaniu kontraktu z trenerem Heynenem zapytaliśmy go, czy nie przeszkadzałoby mu, gdyby Wilfredo uczestniczył w którymś zgrupowaniu. Bardzo się z tej propozycji ucieszył, a potem już sam nawiązał kontakt z Leonem i wszystko z nim ustalił” – przyznał prezes PZPS Jacek Kasprzyk. Kubańczyk z polskim paszportem jest uznawany za jednego z najlepszych siatkarzy na świecie. W maju w barwach Zenita Kazań po raz czwarty z rzędu triumfował w Lidze Mistrzów. Potem zmienił klubowe barwy i na dwa sezony związał się z włoskim klubem Sir Sicoma Colussi Perugia. W reprezentacji Polski będzie mógł występować od 24 lipca 2019 roku.
W Zakopanem biało-czerwoni będą trenować do 8 sierpnia. Następnie przeniosą się do Spały, a potem rozegrają serię meczów towarzyskich. W Ostrowcu Świętokrzyskim 18 sierpnia zmierzą się z Kamerunem, a 24-26 sierpnia wezmą udział w Memoriale Huberta Wagnera w Krakowie. Przygotowania zakończą dwa mecze towarzyskie z Belgią w Szczecinie (4 i 5 września). Mistrzostwa świata we Włoszech i Bułgarii rozpoczną się 9 września i potrwają do końca miesiąca.

Wilfredo Leon wpadł z wizytą

Nasi siatkarze w Lidze Narodów spisują się znakomicie. Wygrali m. in. z silnymi ekipami Rosji i Francji. Przed kończącym turniej w Łodzi meczu z Niemcami trener Vital Heynen obiecał postawić piwo wszystkim obecnym kibicom, jeśli Polacy znów wygrają.

 

Na mecz z Francuzami Heynen wystawił chyba najsilniejszy skład naszej kadry, o ile w ogóle ktoś jest w stanie ustalić, którzy z siatkarzy kadry tworzą ów „najsilniejszy skład”. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych tak mocno nim rotuje, że śmiało można powiedzieć, że wszyscy powołani kadrowicze zasługują na takie miano. W meczu z Francuzami nasza drużyna szybko objęła prowadzenie i już go w pierwszym secie nie oddała wygrywając 25:19. Podrażnieni rywale ostro zaczęli druga partię, ale biało-czerwoni w końcówce seta zdobyli aż 9 punktów z rzędu i wygrali 25:20. Początek trzeciej partii znów był wyrównany, ale wtedy kapitalnymi akcjami popisał się Jakub Kochanowski i polski zespół odskoczył rywalom na 6:3. Na drugą przerwę techniczną podopieczni trenera Heynena schodzili przy prowadzeniu 16:13 i już tej przewagi nie roztrwonili pewnie wygrywając trzeciego seta i cały mecz 3:0.

Z trybun popisom naszych reprezentantów przyglądał się ich przyszły kolega z kadry Wilfredo Leon. Kubańczy z polskim paszportem dołączy do ekipy biało-czerwonych dopiero w połowie przyszłego roku, ale trener Heynen już powoli oswaja go z kadrą. Leon po meczu został zaproszony do szatni naszego zespołu i został przez selekcjonera oficjalnie przedstawiony. Sądzą po tym jak poprawną polszczyzną umawiał się naszymi siatkarzami na piwo (rozbawił wszystkich pytaniem – a wódki to już się u was nie pije?) Wilfredo nie powinien mieć kłopotów z aklimatyzacja w polskiej kadrze.

„Zawsze lepiej zaczynać rozgrywki od serii zwycięstw niż od serii porażek. To oczywiste i wszyscy o tym wiemy, ale nie możemy już teraz się tym zadowalać. Dziś jestem jednak szczęśliwy, bo pokonaliśmy mocnego rywala, ale przede wszystkim pokazaliśmy tej wspaniałej publiczności, jak możemy grać. Mam wielu fajnych chłopaków i każdemu z nich mówię, jak ważny jest dla zespołu. Wchodzący z ławki dziś Dawid Konarski, Aleksander Śliwka, Fabian Drzyzga zrobili świetną robotę. Kluczem do tej wygranej była dobra gra w obronie. W tym elemencie zagraliśmy bardzo dobrze. Zresztą inaczej nie da się wygrać z taką drużyną jak Francja” – podsumował zwycięstwo trener Heynen.

Przed ostatnim w łódzkim turnieju meczu z Niemcami belgijski szkoleniowiec obiecał postawić wszystkim kibicom obecnym w Atlas Arenie piwo, jeśli biało-czerwoni wygrają. „Słyszałem, że obiecywał piwo kibicom Friedrichsfafen, jeśli ich drużyna wygra z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w Lidze Mistrzów. Ale przegrała i się wykpił, więc mam nadzieję, że my z Niemcami wygramy i mu się nie tym razem nie upiecze” – żartował Artur Szalpuk.