Liga Narodów: Polscy siatkarze szykują formę na Brazylię

Na półmetku rozgrywek w tegorocznej Lidze Narodów reprezentacja Polski z dorobkiem 18 punktów prowadziła w stawce 16 drużyn, przed Brazylią (18 pkt) i Francją (17 pkt). W trzeciej serii gier biało-czerwoni mieli za przeciwników Bułgarów (3:0), Holendrów (3:0) oraz Brazylijczyków, z którymi zmierzą się w piątek w hicie 9. kolejki spotkań.

Poza wpadką w przegranym 1:3 meczu ze Słowenią (w tabeli na półmetku zajęła 4. lokatę z dorobkiem 15 pkt) biało-czerwoni w pozostałych spotkaniach zmiatali przeciwników z parkietu, w tym także zespoły siatkarskich potęg – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Potyczki ze słabymi zespołami Bułgarii i Holandii były tylko przystawką do dania głównego w trzeciej serii gier, czyli piątkowego starcia z kolejnym z potentatów – Brazylią. Chociaż trener Vital Heynen powtarza, że wynik w tegorocznej edycji Ligi Narodów nie ma dla niego znaczeni, bo miesiąc spędzony przez jego ekipę w Rimini ma mu pomóc w dokonaniu właściwego wyboru 12-osobowej kadry olimpijskiej, ale ponieważ każdy z 19 siatkarzy powołanych przez niego na turniej Ligi Narodów chce zagrać w Tokio i nie czuje się gorszy od kolegów, toteż obojętnie jaką szóstkę Belg wystawi do gry, to – pomijając niefortunny występ przeciwko Słoweńcom – leje ona rywali bez litości. Dlatego biało-czerwoni są liderem i mają szansę na zakwalifikowanie się do Final Four. Ale mecz z Brazylijczykami będzie dla nich początkiem serii starć z silnymi drużynami, bo w czwartej i piątej serii gier nasi siatkarze zmierzą się z Francją, Iranem, Japonią, Niemcami, Kanadą i Argentyną.
Rywalizacja w naszej ekipie jest ogromna, a żadna inna nie ma tak wyrównanej grupy graczy. Trener Heynen nie będzie więc musiał w tych ostatnich sześciu meczach nadmiernie eksploatować wąskiej grupy kadrowiczów, bo ma komfort kłopotu bogactwa, którego zazdroszczą mu szkoleniowcy wszystkich bez wyjątku ekip rywalizujących w Rimini.
Jakim potencjałem dysponuje dzisiaj reprezentacja Polski, boleśnie przekonali się w środę Bułgarzy, którzy w swojej kadrze dokonują pod wodzą włoskiego trenera Silvano Prandiego przebudowę pokoleniową. Po raz ostatni Polacy grali z nimi we wrześniu 2018 roku, w pierwszej rundzie mistrzostw świata. W Warnie, przy dopingu pięciu tysięcy swoich fanów, Bułgaria przegrała z Polską 1:3. Już wtedy środowi przeciwnicy naszej drużyny byli na wylocie ze ścisłej światowej czołówki, a dzisiaj już bez wątpienia do niej nie należą. W zespole prowadzonym przez 73-letniego włoskiego szkoleniowca Silvano Prandiego jedynym graczem światowej klasy jest Cwetan Sokołow. Atakujący Dynama Moskwa jest czwartym najlepiej punktującym zawodnikiem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Ale jego dobra gra to za mało, by przechodząca zmianę warty bułgarska reprezentacja była w stanie przeciwstawić się aktualnym mistrzom świata. Tym bardziej, że ze słabszymi przeciwnikami Bułgarzy też sobie nie radzą, bo w Rimini z sześciu wcześniej rozegranych spotkań wygrali tylko jedno i zajmują dopiero 14. miejsce. Przegrali z Francją (0:3), Niemcami (2:3), Włochami (2:3), Kanadą (0:3) i Iranem (0:3), a pokonali tylko Australię (3:0).
Vital Heynen posłał do boju z nimi inną szóstkę graczy w porównaniu z poprzednimi meczami. Na parkiet wyszli: Fabian Drzyzga, Łukasz Kaczmarek, Wilfredo Leon, Bartosz Bednorz, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Damian Wojtaszek. Wielu trenerów chciałoby mieć taką szóstkę pod swoja komendą, a na pewno Silvano Prandi, bo jego podopieczni stawili czoło polskiej drużynie tylko na początku pierwszego seta, ale tylko do stanu 10:10 Potem biało-czerwoni odjechali im na siedem punktów i do końca kontrolując przebieg gry zwyciężyli w tej partii 25:19.
W drugim secie Polacy zagrali jeszcze lepiej, na co Bułgarzy nie byli już w stanie odpowiedzieć i już do końca mecz z nimi bardziej przypominał sparing, niż grę o stawkę w poważnym turnieju. Drzyzga swobodnie uruchamiał wszystkie opcje w ataku, a Bednorz, Leon i Kochanowski bezlitośnie je wykorzystywali. Drugą partię polski zespół zakończył rezultatem 25:15, a w trzecie odsłonie meczu wręcz roznieśli bułgarski zespół wygrywając 25:12. Heynen przez większość meczu uśmiechał się zadowolony z gry swojej drużyny.
Dla biało-czerwonych starcie z Bułgarami, podobnie jak czwartkowy mecz z przedostatnią w stawce drużyną Holandii, również wygrany przez Polaków 3:0 (25:14, 25:17, 25:16), miały być w założeniu tylko rozgrzewką przed prestiżowym starciem z Brazylią, która w środę pokonała Holendrów 3:0 (25:19, 25:22, 27:25). Siatkarski klasy z udziałem biało-czerwonych i canarinhos odbędzie się w piątek. Początek godz. 21:00.

Reprezentacja Polski na czele Ligi Narodów

Porażka ze Słowenią chyba podrażniła mocno ambicję naszych reprezentacyjnych siatkarzy, bo w drugiej serii spotkań biało-czerwoni zagrali fenomenalnie gromiąc Australię 3:0, USA 3:0 i Rosję 3:1. Po sześciu rozegranych w Rimini meczach Ligi Narodów Polacy objęli prowadzenie w stawce 16 drużyn.

Nasi siatkarze zaczęli zmagania w Rimini od łatwej wygranej 3:0 z grającymi w rezerwowym składzie gospodarzami turnieju Włochami, następnie pewnie pokonali Serbię 3:1, lecz ostatnim spotkaniu tej serii, ze Słowenią, przegrali nadspodziewanie łatwo 1:3. Na zawodników, których trener Vital Heynen wystawił do gry w tym spotkaniu, spadła fala krytyki, a najmocniej oberwało się kapitanowi drużyny Michałowi Kubiakowi. Ale ta porażka w żaden sposób nie zmieniła personalnych planów belgijskiego szkoleniowca i na kolejne spotkanie, z Australią, wystawił skład, jaki rozpisał na długo przed rozpoczęciem turnieju w Rimini. Posłał na parkiet m.in. oszczędzanego do tej pory Piotra Nowakowskiego. Obok niego pojawili się po raz drugi w tej imprezie Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Łukasz Kaczmarek, a wyjściową szóstkę uzupełnili pewniacy w olimpijskiej kadrze Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Australijczycy nie stawili aktualnym mistrzom świata wielkiego oporu i przegrali 0:3 w trzech krótkich setach (16:25, 10:25, 12:25). To była siatkarska demolka, a w drugim secie biało-czerwoni wyrównali nawet rekordowe osiągnięcie w Lidze Narodów ekipy Niemiec, która w edycji 2019 pokonała Portugalię także wynikiem 25:10. Reprezentacja Polski ma jednak w dorobku jeszcze lepsze osiągnięcia. W 2011 roku w Pucharze Świata w wygranym 3:2 meczu z Iranem nasi siatkarze jeden z setów wygrali 25:8. A z Australijczykami w październiku 2019 roku w Pucharze Świata wygrali 25:9. W czwartkowej potyczce trener Vital Heynen wystawił do gry Drzyzgę, Kaczmarka, Semeniuka, Fornala, Nowakowskiego, Hubera, Zatorskiego (libero) oraz Kochanowskiego. Mistrzowie świata wrócili zatem na zwycięską ścieżkę. „W każdy meczu gramy tak, by go wygrać, ale głównym celem naszego występu w Lidze Narodów jest doprowadzenie wszystkich kadrowiczów do jak najlepszej formy. Dzięki temu będziemy mieli lepszy wybór przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji” – podkreśla belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Ale w drugiej serii spotkań po meczu z Australią nasz zespół czekały dwie „siatkarskie wojny” – najpierw z ekipą Stanów Zjednoczonych, a potem z Rosją. Rywalizacja Polaków z Amerykanami od lat ekscytuje kibiców. Nasi siatkarze pokonali ich m.in. w finale Ligi Światowej w 2012 w Sofii (3:0) i w pamiętnym półfinale MŚ 2018 w Turynie (3:2), amerykański zespół był za to górą chociażby w drugiej fazie grupowej MŚ 2014 (3:1), a była to jedyna porażka polskiej drużyny w tym zwycięskim dla niej turnieju. Po raz ostatni przed potyczką w Rimini obie drużyny zmierzyły się w październiku 2019 roku w Pucharze Świata. Amerykanie wygrali wtedy 3:1. W Lidze Narodów ekipy Polski i USA rywalizowały wcześniej trzykrotnie. W 2018 roku Amerykanie wygrali 3:0 (Hoffman Estates, faza grupowa) i 3:0 (Lille, turniej Final Six), a Polacy zwyciężyli w 2019 roku pokonując ich w Katowicach w fazie grupowej 3:2.
Na mecz w Rimini trener Heynen do walki z Amerykanami posłał Łomacza, Kurka, Kochanowskiego, Bieńka, Śliwkę, Bednorza, Wojtaszka (libero) oraz Muzaja, Semeniuka i Drzyzgę. Trener ekipy USA John Speraw po przegranym dzień wcześniej meczu z Rosją wystawił inny skład, z wracającym do wielkiej formy Matthew Andersonem, ale z pewnością nie była to reprezentacja USA w jej najlepszym wydaniu. Nasza zresztą także nie, lecz w tym zestawieniu zagrała na poziomie niedostępnym dla rywali, którzy tylko w drugim secie zdołali nawiązać wyrównaną walkę, zaś w dwóch pozostałych byli tylko bladym tłem dla świetnie grających Polaków, którzy wygrali mecz 3:0 (25:17, 28:26, 25:17).
W sobotę biało-czerwoni zmierzyli się z Rosją, przeciwnikiem wyjątkowym. Historia potyczek obu zespołów jest długa i pełna spektakularnych triumfów i bolesnych porażek. Rosjanie triumfowali w obu dotychczasowych edycjach Ligi Narodów, a w tegorocznej po pięciu kolejkach z 13 punktami na koncie byli liderami. Przed meczem z Polakami przegrali tylko z Japonią, ale z ekipą USA pewnie wygrali 3:1. Biało-czerwoni z czterema zwycięstwami i jedną porażka na koncie zajmowali drugą lokatę w stawce. Żeby wyjść na prowadzenie, musieli pokonać „Sborną” za trzy punkty.
Vital Heynen posłał do walki z rosyjskim zespołem Drzyzgę, Kubiaka, Bieńka, Muzaja, Leona, Kłosa oraz Zatorskiego (libero), Nowakowskiego, Kaczmarka i Łomacza, zaś fiński trener reprezentacji Rosji Tuomas Sammelvuo postawił na Pankowa, Kliuka, Wolwicza, Michajłowa, Wołkowa, Muserskiego oraz Gołubiewa (libero), Polietajewa, Senyszewa, Kobzara i Bogdana. Rosjanie byli bliscy porażki już w pierwszym secie, bo przegrywali już 17:20, ale uratował ich serią fenomenalnych serwisów Maksim Michajłow i dzięki temu wygrali pierwszą partię 25:21. Naszych siatkarzy to niepowodzenie jednak nie zdeprymowało i w trzech kolejnych setach mistrzowie świata zafundowali Rosjanom bolesną lekcję nowoczesnej siatkówki, wygrywając 25:19, 25:19 i 25:14.
Heynen konsekwentnie rotuje składem, ale akurat na spotkanie z rosyjską drużyną wystawił zaprawionych w bojach graczy. Taki skład mógłby spokojnie zagrać nawet o olimpijskie złoto, a jeśli kogoś w nim brakowało, to chyba tylko Bartosza Kurka. On miał jednak w sobotę wolne i dopingował kolegów z trybun.
W czwartym secie rozbici kompletnie Rosjanie stracili ochotę do walki i przegrali w upokarzającym dla nich stylu 14:25. Polacy rozbili rywali ich własną bronią. W zagrywce było (11:6), w bloku (11:4). Biało-czerwoni z bilansem 5–1 i 15 punktami na koncie objęli prowadzenie w tabeli Ligi Narodów, a w następnej serii spotkań zmierzą się z Bułgarią (środa), Holandią (czwartek) i Brazylią (piątek). Po sześciu kolejkach w stawce 16 zespołów nie ma już niepokonanych ekip.

Liga Narodów FIVB: Zmienna forma biało-czerwonych

W pierwszych trzech meczach w Lidze Narodów reprezentacja Polski odniosła dwa zwycięstwa (3:0 z Włochami i 3:1 z Serbią) oraz poniosła porażkę 1:3 ze Słowenią. Vital Heynen podkreśla jednak, że dla niego liczy się przede wszystkim postawa zawodników, bo przecież turniej w Rimini ma mu pomóc w wyborze kadry olimpijskiej.

Analizując występy naszych siatkarzy pod kątem statystyk można postawić tezę, że na początku turnieju w Rimini najlepsze wrażenie swoją grą zrobił Wilfredo Leon, a poza nim dobrze wypadli też Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga i Bartosz Kurek. A tak wyglądają podstawowe statystyki graczy ekipy Vitala Heynena.
Wilfredo Leon: 25 punktów, 13 asów serwisowych, 39 procent skuteczności przyjęcia przy 33 piłkach, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Wyróżniał się perfekcją przy serwisach. Siłą nadrabiał punkty, które rywali mogli zdobywać w zagrywkach i atakach skierowanych prosto w niego. Przy nich i tak prezentował się lepiej niż można było oczekiwać. Michał Kubiak: 8 punktów, 35 procent skuteczności przyjęcia, 30 procent skuteczności ataku. Trener Heynen już na rok przed igrzyskami zapewniał, że tylko Kubiak może być pewny wyjazdu do Tokio, ale jak na razie kapitan biało-czerwonych zawodzi zarówno w przyjęciu, jak i ataku. Kamil Semeniuk: 15 punktów, 58 procent skuteczności przyjęcia, 39 procent skuteczności ataku, 4 bloki. Zaliczył udany debiut w reprezentacji w meczu o punkty. Grał odważnie, a jeśli ma coś do poprawy, to tylko zagrywkę. Aleksander Śliwka: 14 punktów, 1 as serwisowy, 38 procent skuteczności przyjęcia, 41 procent skuteczności ataku. Dużo kiwał, za to za rzadko kończył akcje silnymi atakami. Nie do końca rozumiał się z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem. Jego występ był rozczarowaniem, bo więcej oczekiwaliśmy. Tomasz Fornal: 10 punktów, 1 as serwisowy, 65 procent skuteczności przyjęcia, 60 procent skuteczności ataku. Mistrz Polski z Jastrzębskim Węglem na starcie przygotowań miał najmniejsze szanse na wyjazd do Tokio, ale jego akcje idą w górę. Z Włochami był solidny w przyjęciu i w ataku.
Bartosz Bednorz: 7 punktów, 3 asy serwisowe, 64 procent skuteczności przyjęcia, 17 procent skuteczności ataku, 1 blok). Bronił nieźle i tworzył zagrożenie zagrywką, ale przy tak niskim procencie ataku trudno mu wystawić dobre noty za występ przeciwko ekipie Italii. To chyba największy przegrany po pierwszej serii meczów Ligi Narodów. Heynen miał do niego wiele cierpliwości, bo postanowił, że pozostawi go na boisku do końca meczu, choć na lewym skrzydle nie tworzył praktycznie żadnego zagrożenia. Paweł Zatorski (libero): 62 procent przyjęcia przy 16 piłkach w meczu z Serbami. Pewność w przyjęciu i dobra asekuracja kolegów, poparta solidną i ofiarną grą w obronie – to był Zatorski jak za swoich najlepszych lat. Damian Wojtaszek (libero): 78 procent skuteczności przyjęcia przy 9 piłkach z Włochami, 47 procent skuteczności przyjęcia przy 23 piłkach ze Słowenią). Nie miał takiej pewności w grze jak Zatorski i w tej chwili na pozycji libero jest jednak numerem 2.
Mateusz Bieniek: 28 punktów, 4 asy serwisowe, 53 procent skuteczności ataku, 7 bloków). Wilfredo Leon jest w tej chwili w polskiej ekipie poza wszelką konkurencją, ale Bieniek przynajmniej próbuje za bardzo od niego nie odstawać. W spotkaniu ze Słowenią walczył, gdy inni już chowali głowy, nie bał się podejmować ryzyka. To dzięki niemu biało-czerwoni nie przegrali do zera. Jakub Kochanowski: 13 punktów, 1 as serwisowy, 62 procent skuteczności ataku, 4 bloki). Końcówki setów były w jego wykonaniu popisowe. Jakość jaką pokazał w spotkaniu z Serbią napawa optymizmem. Karol Kłos: 19 punktów, 72 procent skuteczności ataku, 5 bloków. Walka środkowych o miejsce w olimpijskiej kadrze będzie bardzo wyrównana. Kłos był świetny w ataku, ale imponował także grą na siatce. Czy był na poziomie Bieńka? Pewnie jeszcze nie, ale z Kochanowskim po tak dobrym występie z Włochami można go było porównywać. Norbert Huber: 8 punktów, 1 as serwisowy, 56 procent skuteczności ataku, 2 bloki). Nie miał wybitnych akcji, ale potrafił zrobić użytek z mocnej zagrywki, wykorzystać dograną mu piłkę i spełniał zadania, które wyznaczył mu trener Heynen. Przed turniejem w Rimini selekcjoner twierdził, że Huber ma dwa procent szans na wyjazd do Tokio.
Bartosz Kurek: 12 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Zagrał tylko z Serbią i zagrał solidnie. W tym meczu na skrzydłach większe wrażenie robili Leon i Semeniuk, ale do Kurka nie można było mieć pretensji. Łukasz Kaczmarek: 17 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. W statystykach jego występ nie wygląda wybitnie, ale też w meczu ze Słowenią chyba oczekiwania wobec niego go przerosły. Maciej Muzaj: 14 punktów, 3 asy serwisowe, 44 procent skuteczności ataku. Zyskał najwięcej z atakujących. Kurka w ogólnym rozrachunku przeskoczyć będzie trudno, ale przy nieco gorszej postawie Kaczmarka, solidna gra Muzaja w meczu z Włochami wysunęła go w rankingu przed konkurentów.
Fabian Drzyzga: 1 punkt, 1 as serwisowy. Drzyzga potwierdził, że w tej chwili jest numerem jeden na pozycji rozgrywającego. Musi tylko popracować nad lepszą współpracą zwłaszcza z lewym skrzydłem. Cieszy natomiast to, że coraz lepiej dogaduje się z przyjmującym.
Grzegorz Łomacz: 2 punkty, 1 as serwisowy, 100 procent skuteczności ataku po jednym zagraniu). Wielu ekspertów obarcza go winą za słabą grę naszej drużyny przeciwko Słowenii. Faktem jest, że Łomacz nie zagrał w tym meczu dobrze, ale polskim zespole nic nie funkcjonowało dobrze, więc trudno wszystkie grzechy zrzucać na rozgrywającego.
Kolejne mecze Ligi Narodów Polacy zagrają od czwartku. Tego dnia o 18:00 zagrają z Australią, w piątek z USA (18:00), a w sobotę zmierzą się z Rosją (początek godz. 16:00). Od poniedziałku do środy w Rimini grają natomiast siatkarki. Polki w tej serii gier zmierzyły się z Koreą Południową (3:0), Belgią (2:3) i Dominikaną.

Liga Narodów FIVB: Ludzie Heynena biją rywali

Reprezentacja Polski siatkarzy z impetem rozpoczęła walkę w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Na początek biało-czerwoni łatwo pokonali 3:0 grających w rezerwowym składzie gospodarzy turnieju w Rimini Włochów, a w sobotę zwyciężyli 3:1 aktualnych mistrzów Europy Serbów. W niedzielę ekipa trenera Vitala Heynena zmierzyła się ze Słowenią.

W tym roku celem głównym dla naszej siatkarskiej reprezentacji jest zdobycie medalu olimpijskiego, na który fani siatkówki w Polsce czekają już 45 lat. Oczywiście biało-czerwoni zamierzają przywieźć z Tokio krążek z najcenniejszego kruszcu. Drugim pod względem ważności celem jest sukces we wrześniowych mistrzostwach Europy, których Poilski Związek Piłki Siatkowej jest współgospodarzem. W poprzednim europejskim czempionacie nasi siatkarze zdobyli brązowe medale, więc powtórzenie tego wyniku to plan minimum, ale wiadomo, że Vital Heynen i jego ekipa zamierzają powalczyć o tytuł. Rozgrywana w turniejowej bańce epidemicznej w Rimini Liga Narodów nie znajduje się na liście najważniejszych celów w tym sezonie i jest jedynie pierwszym etapem przygotowań do olimpijskiego występu.
W pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzyli się z gospodarzami turnieju, Włochami. Nie był to zbyt wymagający przeciwnik, bo Włosi jako jedyna drużyna ze światowej czołówki w przygotowaniach do igrzysk odpuściła Ligę Narodów i w Rimini wystawiła do gry rezerwy, w których dominują debiutujący w kadrze młodzi zawodnicy. Nie prowadzi ich w meczach nawet selekcjoner reprezentacji Italii Gianlorenzo Blenginiego (w jego zastępstwie drużynę w Lidze Narodów prowadzi Antonio Valentini). Trener Heynen nie posłał zatem w piątek do gry naszych najlepszych graczy, ale Muzaj, Kłos, Bednorz, Łomacz, Bieniek, Fornal, Wojtaszek (libero) oraz Huber dali sobie radę i rozbili włoską drużynę 3:0 (25:19, 25:20, 25:18).
Był to pierwszy mecz o stawkę naszej reprezentacji od 15 października 2019 roku. Wówczas na zakończenie zmagań w Pucharze Świata biało-czerwoni gładko pokonali drużynę Iranu 3:0. W Rimini obie ekipy mieszkają w hotelu obok siebie, co było ze strony gospodarzy imprezy decyzją mocno ryzykowną, bo przecież w przeszłości w relacjach między siatkarzami polskimi, zwłaszcza Michałem Kubiakiem, a irańskimi mocno iskrzyło. Na razie nie słychać o nowych konfliktach, ale przed meczem Polska – Iran, a zwłaszcza po meczu, tłumiona niechęć może eksplodować po obu stronach. Trener Heynen w pierwszych meczach Ligi Narodów postanowił dać pograć wszystkim 19 kadrowiczom, z którymi przyjechał do Rimini. Paweł Woicki, nasz znakomity jeszcze do niedawna siatkarz, a dzisiaj jeden z asystentów belgijskiego szkoleniowca, zdradził w wypowiedzi dla Polsatu Sport, że selekcjoner biało-czerwonych ma precyzyjnie ustalone składy na pierwszych dziewięć kolejek i każdy z zawodników już wie, w których meczach dostanie okazję do wykazania się. W piątek Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Fabian Drzyzga przyglądali się popisom kolegów z perspektywy trybun, ale następnego dnia role się odwróciły, bo do meczu z aktualnymi mistrzami Europy Serbami (w pierwszym spotkaniu turnieju pokonali Słowenię 3:1) Heynen posłał na boisko zupełnie inna drużynę. Zagrali w niej: Kurek, Leon, Drzyzga, Kochanowski, Semeniuk, Huber, Zatorski (libero) oraz Kaczmarek, Śliwka i Wojtaszek. Selekcjoner serbskiej kadry Slobodan Kovac rotował trochę mniej, ale w podstawowym składzie nie wystawił dwóch najlepszych zawodników ze spotkania ze Słowenią – Urosa Kovacevicia i Drażena Luburicia.
W meczu z Serbią w polskiej drużynie pierwsze skrzypce gra Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem zdobył w tym spotkaniu w sumie 26 punktów, połowę z nich wywalczając serwisem. Te 13 „oczek” to nowy rekord Ligi Narodów. Pokaz swoich umiejętności w tym elemencie gry dał dopiero w drugiej odsłonie spotkania, doprowadzając serwisami wynik od stanu 16:12 do 20:12. Biało-czerwoni wygrali tego seta ostatecznie 25:19, ale Leon już nie zwolnił ręki przy zagrywce do końca spotkania. Chyba jednak tymi swoimi wyczynami trochę zdekoncentrował kolegów, bo nasz zespół przegrał trzecią partię 21:25, ale w czwartej rozbił Serbów 25:15.
Wilfredo Leon poprawił najlepszy dotąd wynik, uzyskany przez Japończyka Yuji Nishidę w 2019 roku w spotkaniu z Bułgarią(3:2), o sześć asów. Warto też odnotować, że punkty z zagrywki w meczu z Serbami zdobyli też inni nasi gracze – Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Aleksander Śliwka. W sumie nasi siatkarze wywalczyli tym zagraniem aż 17 punktów, co również jest nowym rekord Ligi Narodów. Poprzedni należał do Włochów, którzy w 2018 roku posłali 14 asów w wygranym 3:2 spotkaniu z Brazylią.

Leon i Anioły w Toruniu

Gwiazdor siatkarskiej reprezentacji Polski Wilfredo Leon został jednym z głównych udziałowców klubu Anioły UMK Toruń. Jego drużyna zacznie w drugiej lidze, ale jej właściciel ma znacznie większe aspiracje.

Do tej pory można było sądzić, że w Polsce Leon jest bardziej związany z Rzeszowem i Warszawą, dlatego wiadomość, że postanowił stworzyć swój klub akurat w Toruniu była pewnym zaskoczeniem. Siatkarz szybko jednak wyjaśnił powody. „Wybrałem Toruń, bo to miasto przyjazne sportowi i lubiane przez sportowców. Działają tu bardzo dobre kluby – żużlowy i koszykarski, ale brakowało tu męskiej siatkówki na wysokim poziomie. Warunki są sprzyjające, bo w mieście powstały nowoczesne obiekty sportowe, a wśród lokalnych przedsiębiorców jest duże zainteresowanie sponsoringiem. Nie bez znaczenia przy wyborze były też względy rodzinne, bo w Toruniu mieszka rodzina mojej żony” – wyjawił Leon w wypowiedzi udzielonej portalowi WP SportoweFakty.Zespół Anioły UMK Toruń w sezonie 2021/2022 będą występować w drugiej lidze, a swoje domowe mecze rozgrywać w hali Szkoły Podstawowej numer 28 w dzielnicy Rubinkowo.
Klub będzie współpracował z toruńskim Uniwersytetem Mikołaja Kopernika. Leon jako główny udziałowiec ma zagwarantowany wpływ na każdy aspekt funkcjonowania klubu, m.in. na wybór trenera i zawodników. Ponieważ jednak w tej chwili najważniejsza jest dla niego jest jego własna siatkarska kariera, zarządzanie toruńskim klubem powierzy zaufanym osobom.
Prezesem Aniołów został toruński biznesmen Karol Lejman, do tej pory znany z działalności w żużlu (jest współwłaścicielem firmy One Sport, która organizuje m.in. cykl Speedway Euro Championship). Wiceprezesem nowego klubu będzie żona siatkarza Małgorzata Leon. Gwiazdor reprezentacji Polski nie ukrywa aspiracji i chce aby jego drużyna jak najszybciej awansowała do PlusLigi. Otwiera te w Toruniu i Warszawie siatkarską akademię.

Leon bez mistrzostwa Italii

Zespół Sir Safety Conad Perugia, którego zawodnikami są reprezentanci Polski Wilfredo Leon i Maciej Muzaj, w czwartym meczu finałowym Serie A przegrał 1:3 z Cucine Lube Civitanova i nie został mistrzem Włoch.

Mimo porażki u siebie w trzecim spotkaniu finałowym, drużyna z Perugii liczyła, że w sobotę uda jej się zwyciężyć i doprowadzić do piątego, decydującego starcia, ale tego celu nie zdołała zrealizować. Siatkarze Cucine Lube w czwartym spotkaniu finałowej serii „do trzech zwycięstw” znów zagrali na najwyższym poziomie i dokończyli dzieła, wygrywając na swoim boisku 3:1. Tym samym ekipa Cucine Lube Cvitanova w finałowej konfrontacji z Sir Safety Conad Perugia zwyciężyła 3-1 (3:1, 2:3, 3:0 i 3:1). To szósty w historii mistrzowski tytuł wywalczony przez ekipę Cucine Lube Civitanova. Wcześniej triumfowała w latach 2006, 2012, 2014, 2017 i 2019. W obecnym sezonie drużynę prowadziło dwóch trenerów: najpierw Ferdinando De Giorgi, a od 25 lutego tego roku obecny selekcjoner reprezentacji Włoch Gianlorenzo Blengini. Do zmiany szkoleniowca doszło również w zespole z Perugii, której właściciel po pierwszym meczu finału zastąpił Vitala Heynena jego asystentem Carmino Fontaną.
Gwiazdą zespołu Perugii jest lider ekipy biało-czerwonych Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem był najlepszy w swoim zespole, ale w zwycięskiej ekipie też grali wybitni siatkarze – Osmany Juantorena , Kamil Rychlicki, Joandry Leal i Simone Anzani. Warto jednak podkreślić, że żaden z dwóch zespołów rywalizujących w finale Serie A nie zdołał zakwalifikować się do finałowej rozgrywki w Lidze Mistrzów CEV. 1 maja przeciwnikiem Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle będzie ekipa Itasu Trentino.
W wielkim finale kobiecej Serie A zwyciężyła drużyna Joanny Wołosz, Imoco Volley Conegliano, która w dwóch meczach pokonała 3:2 i 3:1 ekipę Igor Gorgonzola Novara z Malwiną Smarzek-Godek w składzie. Siatkarki Imoco Volley Conegliano wcześniej zdobyły też Puchar Superpuchar Włoch, a przed nimi jeszcze 1 maja walka w finale Ligi Mistrzyń z VakıfBankiem Stambuł.

48 godzin sport

Leon zagrał dla Heynena
Kapitalny występ zanotował Wilfredo Leona w drugim meczu finałowym włoskiej Serie A. Siatkarz reprezentacji Polski zdobył 38 punktów, a jego zespół, Sir Safety Conad Perugia, pokonała na wyjeździe Cucine Lube Civitanova 3:2 i wyrównał stan rywalizacji „do trzech zwycięstw” na 1-1 (wcześniej, w poprzednią środę, zespół z Perugii przegrał u siebie z Cucine Lube 1:3, a dzień później władze klubu zwolniły trenera Vitala Heynen, którego miejsce zajął jego asystent Carmine Fontana).

Mourinho stracił posadę
Tottenham Hotspur potwierdził medialne doniesienia o zmianie trenera. „Klub może dziś ogłosić, że Jose Mourinho i jego sztab trenerski – Joao Sacramento, Nuno Santos, Carlos Lalin i Giovanni Cerra zostali zwolnieni ze swoich obowiązków” – podano w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnym profilu Tottenhamu na Twitterze. Do końca obecnych rozgrywek zespół „Kogutów” poprowadzi duet Ryan Mason – Chris Powell. Kontrakt Portugalczyka z Totttenhamem wygasał dopiero z końcem czerwca 2023 roku, ale właściciel londyńskiego klubu Daniel Levy zdecydował o przedwczesnym zakończeniu współpracy z 58-letnim Mourinho. Słynny „The Special One” przejął ekipę Tottenhamu w listopadzie 2019 roku, zastępując na stanowisku menadżera Mauricio Pochettino (obecnie prowadzi Paris Saint-Germain). W tym sezonie po 32 kolejkach „Spurs” zajmują dopiero 7. miejsce.

Zaczną sezon w Niżnym Tagile
Podczas narady komisji skoków narciarskich FIS ustalono kalendarz na przyszły sezon Pucharu Świata, w którym odbędą się także igrzyska olimpijskie w Pekinie oraz mistrzostwa świata w lotach na mamuciej skoczni w Vikersund. Zmagania w Letniej Grand Prix rozpoczną się 17 lipca w Wiśle, a finał zaplanowano na początku października na dużej skoczni w Klingenthal. Inauguracja zmagań w zimowym Pucharze Świata ma odbyć się w przedostatni weekend listopada w Niżnym Tagile. Tym samym po raz pierwszy od czterech lat skoczkowie nie zaczną sezonu w Wiśle. Na skoczni im. Adama Małysza zawody odbędą się w dniach 4-5 grudnia, natomiast konkursy w Zakopanem zaplanowano w dniach 15-16 stycznia 2022 roku. Od 4 lutego zacznie się walka o medale olimpijskie w Pekinie, która zakończy się 20 lutego.

Polka mistrzynią Europy w judo
Beata Pacut zdobyła złoty medal w kategorii do 78 kg podczas rozgrywanych w Lizbonie mistrzostw Europy w judo. 25-letnia zawodniczka jest piątą Polką, która wywalczyła indywidualne mistrzostwo naszego kontynentu, a pierwszą od 2002 roku, gdy po złoty medal sięgnęła Adriana Dadci. A przed nią mistrzowskie tytuły zdobywały: Bogusława Olechnowicz (1985, 1987, 1992), Beata Maksymow (1986, 1991, 1997) i Ewa Krause (1994).

Triumf koszykarek Arki
Koszykarki VBW Arki Gdynia zdobyły mistrzostwo Polski pokonując w piątym meczu finału CCC Polkowice 97:69. To 13. w historii triumf tej drużyny w ligowych rozgrywkach.

Boniek ponownie wybrany do władz UEFA

Podczas odbywającego się w tym tygodniu Kongresu UEFA w Montreux prezes PZPN Zbigniew Boniek otrzymał 47 głosów i został ponownie wybrany na czteroletnią kadencję do komitetu wykonawczego. Oprócz niego wybrani zostali też: Gabriele Gravina (Włochy) – 53 głosy, Karl-Erik Nilsson (Szwecja) – 52 głosy, Aleksandr Diukow (Rosja) – 50 głosów, David Gill (Anglia) – 48 głosów, Rainer Koch (Niemcy) – 47 głosów, Servet Yardımcı (Turcja) – 47 głosów i Just Spee (Holandia) – 41 głosów.

Heynen może się teraz skupić na pracy w Polsce

Nasilające się od wielu tygodni plotki o złych relacjach prezesa klubu Sir Safety Conad Perugia Gino Sirci z trenerem zespołu Vitalem Heynenem okazały się prawdą. W miniony czwartek szef włoskiego klubu nie czekając na zakończenie rywalizacji w finale Serie A ogłosił rozwiązanie kontraktu z belgijskim szkoleniowcem.

Heynen tak opowiedział w mediach o swoich ostatnich chwilach w Sir Safety Conad Perugia. „W czwartek po wieczornym treningu przyszedł do mnie prezes klubu Gino Sirci i powiedział: „chcę to zakończyć”. Zawodników nie było już w hali, rozmawialiśmy sami. Prawdę mówiąc, po środowej porażce z Lube, cały następny dzień czekałem na telefon od prezesa, bo czułem, że to mógł być mój ostatni mecz. Wiedziałem, że jeśli przestaniemy wygrywać, to stracę robotę. A mowę pożegnalną do drużyny wygłosiłem już trzy tygodnie temu. Zrobiłem to przed drugim meczem półfinałowym z Monzą (pierwszy Perugia wygrała 3:2, a w drugim przegrała 1:3 – przyp. red). Powiedziałem chłopakom, z czego jestem zadowolony w tym sezonie, a z czego nie. Dlatego, kiedy po zwolnieniu przyszedłem się pożegnać, powiedział im tylko, że nie będę się powtarzał, bo wszystko co miałem im w tej kwestii do powiedzenia, powiedziałem już wcześniej. Plotki dotyczące mojego odejścia z Perugii zaczęły się nasilać mniej więcej od miesiąca, bo właśnie miesiąc temu spotkałem się z prezesem i kilkoma osobami z zarządu klubu, by porozmawiać z nimi o planach na przyszłość. Prezes Sirci myślał o przedłużeniu ze mną kontraktu, ale gdy mu powiedziałem, że w następnym sezonie chcę sobie zrobić przerwę od pracy szkoleniowej, od tego momentu nasze relacje zaczęły się pogarszać. Gino już taki jest, że lubi jak ludzie zgadzają się z jego pomysłami, a jeśli tego nie robią, zaczyna w nich dostrzegać tylko złe rzeczy. A ja w każdej spornej sprawie mówiłem mu, że jeśli ma jakieś wątpliwości, to niech porozmawia z zawodnikami. Jeśli oni nie chcieliby dalej ze mną pracować, natychmiast bym odszedł” – twierdzi belgijski szkoleniowiec.
Nie sprostał oczekiwaniom prezesa
W tym sezonie zespół Sir Safety Conad Perugia zdobył Superpuchar Włoch, ale przegrał w finale Pucharu Włoch i odpadł w półfinale Ligi Mistrzów z Itas Trentino. Uratować sezon mógł tylko triumf w wielkim finale Serie A z Cucine Lube Civitanova, ale drużyna Heynena zaczęła rywalizację do trzech zwycięstw fatalnie, bo od porażki na własnym boisku 1:3.
Nie tego szefowie Sir Sicoma Monini Perugia oczekiwali od trenera aktualnych mistrzów świata, bo zatrudnili go właśnie po to, by poprowadził ich zespół do triumfu w Lidze Mistrzów CEV i Serie A. Gino Sirci szczerze przyznał w przed kamerami TVP Sport, że po porażce w Cucine Lube zaczął mieć poważne obawy, że także kolejny cel nie zostanie zrealizowany i zdecydował się na zwolnienie belgijskiego szkoleniowca przed kolejnymi spotkaniami finałowymi. „Heynen dał nam bardzo wiele na początku, ale na końcu nie wiem co się z nim stało. Gra i boisko pokazywały to, co działo się wewnątrz zespołu. Odpowiedź na wybory szkoleniowca płynęła właśnie stamtąd. Jeśli coś nie szło po naszej myśli, zmiana była konieczna. Moment na takie zmiany nie jest najlepszy, ale to była przemyślana decyzja. Już dwa miesiące temu było widać, że gra drużyny nie jest najlepsza, że ma problemy nawet z teoretycznie słabszymi rywalami, jak Milan czy Monza. Itas Trentino nie jest lepszym zespołem od Perugii, dlatego ubolewam, że to właśnie ta drużyna, a nie nasza, której liderem jest Wilfredo Leon, zagra w finale Ligi Mistrzów z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle” – narzekał prezes Sir Safety Conad Perugia. Wspomniany przez Sirciego Wilfredo Leon zachował się lojalnie wobec Heynena. Pożegnał go w mediach społecznościowych wpisem: „Wiele się od ciebie nauczyłem. Słyszałem od niektórych, że może być trudno spędzać tyle czasu razem i po długim sezonie kadrowym, pracować również w klubie, ale póki co wszyscy żyją, więc chyba nie było tak źle. Do zobaczenia w Spale. Mam nadzieję, że razem wygramy w tym sezonie jeszcze więcej”.
Heynen nie omieszkał w publicznych wypowiedziach pochwalić kubańskiego gwiazdora z polskim paszportem. „Zanim przyszedłem do Perugii, Wilfredo znał mnie tylko z kilku miesięcy pracy w kadrze Polski. Dziś mamy znacznie lepszy kontakt, rozumiem go dużo lepiej prywatnie, ale też jako zawodnika. Na początku mojej pracy we Włoszech był tym, który ogromie mi pomagał w kontakcie z drużyną i tak było do tej pory. Opinia prezesa, że wewnątrz drużyny nie działo się dobrze, nie jest prawdziwa. W trudnych sytuacjach wszyscy się wspierali i każdy z graczy wierzył, że kolejne mecze z Lube wygramy. Zresztą, mam nadzieję, że wstrząs wywołany zmianą trenera podziała na zawodników Sir Safety pozytywnie i zdobędą tytuł, bo na pewno zasłużyli na taki sukces” – przekonuje trener Heynen. Jego następcą w Sir Safety Perugia został Carmine Fontana.
Ma więcej czasu dla Polski
Belgijski szkoleniowiec przyznał jednak szczerze, że jedynym dla niego plusem tej niemiłej sytuacji jest to, iż będzie miał teraz trochę więcej czasu na odpoczynek w gronie rodziny, po którym z nową energię będzie mógł skupić się już wyłącznie na pracy z reprezentacją Polski. Kilku kadrowiczów przyjedzie do Spały już 19 kwietnia, ale oficjalne rozpoczęcie zgrupowania nastąpi tydzień później. Zależnie od tego, jak potoczą się mecze o medale w PlusLidze, 26 kwietnia na zgrupowaniu będzie maksymalnie 15 zawodników. Do 6 maja dołączą do nich zawodnicy ZAKSY, których 1 maja czeka finał Ligi Mistrzów. Najpóźniej dołączy do kadry dwójka zawodników z klubów japońskich, czyli Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Oni za dwa tygodnie zagrają jeszcze w Kurowashiki Cup.
Pierwszym sprawdzianem mocy biało-czerwonych będzie start w Lidze Narodów. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej zmieniła zdanie i przepis, który miał obowiązywać podczas tegorocznych rozgrywek Ligi Narodów. Po gruntownej analizie sytuacji wspólnie z uczestnikami turniejów i przy zgodzie medycznej Grupy Roboczej podjęto decyzję o umożliwieniu reprezentacjom wymiany do sześciu zawodników w trakcie rozgrywek. Wcześniej ustalono przepis zakazujący zmian w zgłoszonych wcześniej składach. Ze względu na szczególne warunki rozgrywania turnieju zmiana została obwarowana szczegółowymi przepisami. Dokonać jej będzie można tylko raz i to określonego dnia – 12 czerwca. Jednocześnie „bańkę” musi opuścić co najmniej taka sama liczba członków delegacji, a planowane zmiany mają zostać zgłoszone już dwa tygodnie przed startem zawodów. Turniej Ligi Narodów zostanie rozegrany w „bańce” we włoskim Rimini od 28 maja do 27 czerwca.

48 godzin sport

Świątek dostała lanie w Dubaju
Iga Świątek (na zdjęciu) przegrała w pojedynku o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Dubaju z 28-letnią Hiszpanką Garbine Muguruzą. W starciu dwóch mistrzyń French Open (Muguruza triumfowała w Paryżu w 2016 roku, a Świątek w 2020) zdecydowanie lepsza był hiszpańska tenisistka, która wygrała 0:6, 4:6. Wcześniej Polka pokonała w 2. rundzie (w pierwszej podobnie jak Hiszpanka miała wolny los) Japonkę Misaki Doi 6:2, 6:4, natomiast Muguruza Amerykankę Amandę Anisimovą 6:4, 6:2. Świątek zajmuje obecnie 15. miejsce w rankingu WTA, a Hiszpanka 16. Dla Świątek porażka w Dubaju oznacza koniec serii sześciu zwycięstw z rzędu (przed przyjazdem do Dubaju wygrała turniej w Adelajdzie), w których nie straciła seta. Teraz nasza najlepsza tenisistka przenosi się do USA, gdzie od 23 marca rywalizować będzie w turnieju Miami Open.

Fabiański przedłużył umowę z West Hamem
Łukasz Fabiański przedłużył umowę z West Ham United na kolejny sezon. Bramkarz reprezentacji Polski, do końca czerwca 2022 roku. 35-letni piłkarz związany jest z londyńskim klubem od 2018 roku. W obecnym sezonie Premier League wystąpił w 25 spotkaniach, a w sumie ma na koncie 90 występów w zespole londyńskiego klubu. W 22 zachował czyste konto.

Kubica w tym roku będzie się ścigał na torze w Le Mans
Robert Kubica wystartuje w legendarnym wyścigu samochodowym 24h Le Mans, debiutując w wieku 36 lat w tych elitarnych zawodach. W miniony wtorek organizatorzy tej imprezy opublikowali listę startową. W gronie startujących ekip znalazł się belgijski WRT, w którego barwach wystartuje Kubica. Polski kierowca niedawno zdradził chęć startu w tym prestiżowym wyścigu, ale oficjalna decyzja o jego udziale została potwierdzona dopiero we wtorek przez organizującą 24h Le Mans firmę ASO. Kubica wystartuje z numerem 41 i usiądzie za kierownicą prototypowego auta Oreca 07-Gibson, a jego partnerami w ekipie będą Louis Deletraz i Yifei Ye. Ten tercet będzie też tworzył zespół WRT w tegorocznego cyklu wyścigów European Le Mans Series.

W ten weekend gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 21. kolejki. Piątek: Cracovia – Śląsk Wrocław, godz. 18:00, sędziuje Łukasz Szczech (Warszawa); Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin, godz. 20:30, sędziuje Damian Sylwestrzak (Wrocław). Sobota: Wisła Płock – Raków Częstochowa, godz. 15:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Lechia Gdańsk – Wisła Kraków, godz. 17:30, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork); Legia Warszawa – Warta Poznań, godz. 20:00, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom). Niedziela: Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin, godz. 15:00, sędziuje Wojciech Myć (Lublin); Lech Poznań – Piast Gliwice, godz. 17:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Poniedziałek: Stal Mielec – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 18:00, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Zespół Vitala Heynena znalazł się w poważnych tarapatach
Po ponad miesiącu przerwy od zakończenia fazy zasadniczej Serie A do rywalizacji o mistrzostwo Włoch wrócili Wilfredo Leon i Maciej Muzaj, których Sir Safety Conad Perugia podejmował w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Allianz Milano. Było to równocześnie szczególne spotkanie dla szkoleniowców obu zespołów, bowiem trener polskiej kadry Vital Heynen i były trener PGE Skry Bełchatów Roberto Piazza pracowali przed kilkoma laty razem w reprezentacji Niemiec. Zespół z Perugii był zdecydowanym faworytem środowego starcia z Allianz Milano, ale chociaż wygrał dwa pierwsze sety, to ostatecznie sensacyjnie przegrał 2:3 ( (25:18, 25:21, 25:27, 31:33, 17:19). Leon zdobył 31 punktów, drugi z reprezentantów Polski Maciej Muzaj 15, lecz to okazało się zbyt mało. Rewanż w Mediolanie zapowiada się emocjonująco.

VERVA Kubiaka i Leona

Dwaj kluczowi siatkarze reprezentacji Polski, Michał Kubiak i Wilfredo Leon, prowadzą negocjacje w sprawie przejęcie klubu VERVA Warszawa Orlen Paliwa. Jeśli nic nie przeszkodzi, jeszcze w lutym staną się jego właścicielami.

Problemy warszawskiego klubu zaczęły się w 2019 roku, gdy firma ONICO, sponsor tytularny popadł w tarapaty finansowe i z tego powodu przestał wspierać siatkarską drużynę. Pomocną dłoń wyciągnął wtedy Bertrand Jasiński, pod wodzą którego ONICO Warszawa przekształciło się w „Projekt Warszawa”, a następnie po uzyskaniu wsparcia ze strony PKN Orlen w VERVĘ Warszawa Orlen Paliwa. Nowy sponsor uchronił klub od upadku, lecz nie rozwiązał wszystkich jego problemów.
Jak podaje „Puls Biznesu” misji jej ratowania chcą się podjąć dwaj reprezentanci Polski – Michał Kubiak i Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem, który zapuścił korzenie w Warszawie, już w listopadzie ub. roku pożyczył VERVIE milion złotych, a teraz jest w grupie inwestorów, którzy negocjują warunki przejęcia klubu. Jeśli nic im nie przeszkodzi, Kubiak i Leon jeszcze w lutym staną się współwłaścicielami VERVY.