48 godzin sport

Zmarł filar Górnika Zabrze
Stefan Floreński, 11-krotny reprezentant Polski i legendarny obrońca Górnika Zabrze, zmarł w poniedziałek 24 lutego w wieku 86 lat. Urodzony 17 grudnia 1933 roku w Gliwicach piłkarz karierę zaczął w klubie Orzeł (później Górnik) Sośnica, z którego przeszedł do Górnika Zabrze. W barwach zabrzańskiego klubu w latach 1957-71 zanotował 258 występów w ekstraklasie, w których zdobył dwie bramki. Z Górnikiem wywalczył dziewięć tytułów mistrza Polski i pięć razy zdobył z nim Puchar Polski. Zagrał też w 1970 roku finale Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko Manchesterowi City. Przez 15 lat tworzył ze Stanisławem Oślizło najlepszą parę stoperów w polskiej lidze. Na zakończenie bogatej kariery do 1973 roku występował jeszcze w Górniku Wesoła, który po fuzji przekształcił się w GKS Tychy. W latach 1957-1968 rozegrał 11 meczów w reprezentacji Polski. Floreński był w reprezentacji olimpijskiej na igrzyska 1960 roku w Rzymie, ale nie wystąpił w żadnym meczu.

Fabiański pomógł Liverpoolowi
W kończącym 27. kolejkę Premier League poniedziałkowym meczu FC Liverpool pokonał na swoim stadionie West Ham United 3:2. Tym zwycięstwem ekipa „The Reds” nie tylko umocniła się na prowadzeniu, lecz także wyrównała rekord 18 zwycięstw z rzędu w angielskiej ekstraklasie, ustanowiony w sezonie 2017/2018 przez Manchester City. W bramce West Hamu tym razem nie popisał się Łukasz Fabiański, który popełnił błędy przy golach Georginio Wijnalduma i Mohameda Salaha, za co angielskie media obarczyły go całą winą za porażkę „Młotów”. West Ham zjechał w tabeli do strefy spadkowej, ale ma jednak tylko jeden punkt straty do zajmującego pierwszą bezpieczną lokatę zespołu Aston Villi.

Przypomniał o sobie Kądzior
Damian Kądzior strzelił gola dla Dinama Zagrzeb w wygranym 3:2 meczu 23. kolejki chorwackiej ekstraklasy z Interem Zapresić. Była to jego siódma ligowa bramka w tym sezonie. Kądzior rozegrał całe spotkanie. 27-letni pomocnik przeszedł do ekipy z Zagrzebia latem 2018 roku z Górnika Zabrze. Ma na koncie cztery występy w reprezentacji Polski i jedną zdobytą bramkę.

Wyróżnienie dla gracza Vive
Obrotowy PGE Vive Kielce Artiom Karalek został wybrany do najlepszej siódemki 13. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Białorusin był najskuteczniejszym zawodnikiem polskiej drużyny w meczu z Motorem Zaporoże (33:26). To już ósme tego typu wyróżnienie dla zawodnika kieleckiego zespołu w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Cztery razy do najlepszej siódemki kolejki wybierany był już niemiecki bramkarz Andreas Wolff, dwukrotnie hiszpański rozgrywający Alex Dujshebaev, a raz chorwacki rozgrywający Igor Karacić. Oprócz Karaleka w najlepszej siódemce 5. kolejki znaleźli się: bramkarz Arpad Sterbik (Telekom Veszprem), lewoskrzydłowy Andrej Jurynok (Mieszkow Brześć), lewy rozgrywający Ante Kuduz (Dinamo Bukareszt), środkowy rozgrywający Ante Gadza (PPD Zagrzeb), prawy rozgrywający Jure Dolenec (FC Barcelona Lassa), prawoskrzydłowy Nikita Waliupow (Mieszkow).

Wyróżnili Lewego po raz siódmy
Robert Lewandowski po raz siódmy w tym sezonie znalazł się w najlepszej drużynie kolejki Bundesligi, wybieranej przez magazyn „Kicker”. Polak został wyróżniony za piątkowy występ w meczu z Paderborn (3:2), w którym strzelił dwa gole. Dostał za swój występ notę „1,5”(„1” oznacza klasę światową). Na drugim biegunie znalazł się grający w Herthcie Berlin Krzysztof Piątek, któremu przyznano najgorszą z możliwych notę „6”. A tak prezentuje się najlepsza „11” kolejki: Oliver Baumann (TSG Hoffenheim) – Matthias Ginter (Borussia Moenchengladbach), Andre Hoffmann (Fortuna Duesseldorf), Dan-Axel Zagadou (Borussia Dortmund) – Nadiem Amiri (Bayer Leverkusen), Elvis Rexhbecaj (FC Koeln), Florian Kainz (FC Koeln), Renato Steffen (VfL Wolfsburg), Christopher Nkunku (RB Lipsk) – Robert Lewandowski (Bayern), Jhon Cordoba (FC Koeln).

Porażka ekipy Heynena i Leona
Zespół Vitala Heynena i Wilfredo Leona Sir Safety Perugia przegrał w finale Pucharu Włoch 2:3 z Cucine Lube Civitanova. W półfinale klubowi podopieczni belgijskiego selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena pokonali zespół Bartosza Bednorza Leo Shoes Modena 3:0. Natomiast Cucine Lube, którego barw broni Mateusz Bieniek, wygrało z Itasem Trentino 3:2. Finał był starciem dwóch najlepszych obecnie siatkarskich zespołów w Italii. Obie ekipy są naszpikowane gwiazdami światowej siatkówki. W Perugii bryluje duet Wilfredo Leon – Aleksandar Atanasijević, w Cucine Lube Osmany Juantorena i Yoandy Leal. Na parkiecie brylował Leon, który zdobył 31 punktów. W zespole zwycięzców najlepiej punktowali Osmany Juantorena (27) i Leal (23), zaś Bieniek wchodził tylko na zmiany.

Nadgorliwość USADA
Amerykański sztangista Robert Strange został zdyskwalifikowany na rok za stosowanie niedozwolonych środków – poinformowała Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA). W organizmie zawodnika podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata wykryto obecność dehydroepiandrosteronu. Kara jest humorystyczna, albowiem Strange ma 83 lata, startuje w zawodach weteranów, jest po operacji zastawki serca, a steryd anaboliczny przepisał mu lekarz.

Agent prał brudne pieniądze?
Piłkarski agent Fali Ramadani, reprezentujący m.in. grającego obecnie w Manchesterze City reprezentanta Niemiec Leroy’a Sane’a, ma poważne problemy z prawem. Hiszpańscy śledczy oskarżają go o pranie brudnych pieniędzy, a także o unikania płacenia podatków. Niemieckie media już spekulują, jak to wpłynie na rozmowy Bayernu Monachium w sprawie transferu Sane. Ramadani latem ub. roku przeprowadził transferem Luki Jović do Realu Madryt, a jego klientami są także Jerome Boateng, Miralem Pjanić i Kalidou Koulibaly.

Hurkacz 30. w rankingu ATP
Serb Novak Djoković wciąż prowadzi w rankingu tenisistów ATP, zaś Hubert Hurkacz, który przegrał w 1/8 finału turnieju w Marsylii, a w miniony wtorek w I rundzie imprezy w Dubaju, spadł z 29. na 30. miejsce. Kamil Majchrzak także stracił w rankingu i zajmuje obecnie 107. lokatę.

Mamy dwie ekipy w ćwierćfinale

Najefektowniej z trzech naszych siatkarskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizujący w grupie E kędzierzynianie w środę podtrzymali zwycięską passę i wygrali z VfB Friedrichshafen 3:0, kończąc zmagania z kompletem punktów i bez straty seta. Są pierwszym polskim zespołem w historii, który dokonał takiego wyczynu na tym etapie rozgrywek.

Ekipa ZAKSY przed ostatnim meczem grupowym, z VfB Friedrichshafen, miała już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, lecz mimo tej komfortowej sytuacji rywale nie mieli co liczyć na ulgowe potraktowanie. Trener Nikola Grbić zapowiadał, że jego podopieczni będą chcieli na swoim boisku wygrać z dwóch powodów – dla poprawienia nastroju po niedzielnej porażce 2:3 z PGE Skrą Bełchatów w krajowej lidze oraz żeby zakończyć zmagania w grupie E w glorii niepokonanej drużyny. Ta motywacja w zupełności wystarczyła, żeby pokonać niemiecki zespół 3:0 (25:21), 25:21, 25:23). ZAKSA jako jedyna w stawce 20 uczestników fazy grupowej wygrała wszystkie spotkania po 3:0. W grupie E rywalizowały jeszcze belgijski Knack Roeselare oraz serbska Vojvodina NS Seme Nowy Sad. W meczu tych drużyn wygrali Belgowi i dzięki temu zapewnili sobie awans do ćwierćfinału z drugiego miejsca.
Ostatnia kolejka zmagań w naszej siatkarskiej ekstraklasie była nieudana także dla ekip Jastrzębskiego Węgla oraz VERVY Warszawa. Jastrzębianie przegrali z Aluronem Virtu CMC Zawiercie 2:3, zaś warszawianie z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 1:3. W Lidze Mistrzów w zdecydowanie lepszej sytuacji była jednak ekipa z Jastrzębia-Zdroju, bo przed ostatnią kolejką spotkań była z kompletem zwycięstw liderem grupy C i miała już zapewniony awans. W ostatnim meczu jastrzębianie zagrali na wyjeździe z belgijskim Greenyard Maaseik. U siebie pokonali ten zespół 3:0, więc pewnie przy maksymalnej mobilizacji daliby radę zwyciężyć i w rewanżu, ale chyba im na tym specjalnie nie zależało, bo chociaż po zaciętej walce, to jednak ulegli 2:3. Ta porażka pogrążyła rosyjskiego potentata, Zenit Kazań, który po latach sukcesów w Lidze Mistrzów (pięć triumfów, raz drugie i raz trzecie miejsce), w tym sezonie sensacyjnie nie zdołał nawet wyjść z grupy. Siatkarze z Kazania sami sobie są winni, bo grali słabo i przegrali nie tylko oba spotkania z Jastrzębskim Węglem, ale też z Greenyard Maaseik, więc ich wygrana w szóstej kolejce z Halkbankiem Ankara (3:1) miałaby znaczenie tylko wówczas, gdyby polski zespół pokonał Belgów, a jeszcze swoje mecze przegrały rywalizujące w innych grupach drużyny Trentino i Knack Roeselare. Nic takiego się nie zdarzyło i w konsekwencji występujący w Zenicie Kazań Earvin Ngapeth, Cwetan Sokołow, Maksim Michajłow, Aleksander Butko czy Artiom Wolwicz będą oglądać dalsze zmagania w Lidze Mistrzów już tylko w roli widzów.
Równie matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału jak Zenit miała też ekipa VERVY Warszawa. Zajmowała co prawda drugą lokatę w grupie D, ale do kolejnej fazy rozgrywek z drugich miejsc przechodzą tylko trzy zespoły z najlepszym bilansem. A ekipa VERVY w miała najsłabszy dorobek w tym gronie – tylko dwa wygrane mecze i sześć punktów. Na dodatek w ostatnim spotkaniu fazy grupowej warszawianie grali na wyjeździe z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski zespół miał już awans w kieszeni, więc trener Heynen wystawił do gry rezerwowy skład, dając odpocząć m.in. Leonowi, a mimo to ekipa VERVY przegrała spotkanie 1:3 (17:25, 27:25, 16:25, 19:25) i pożegnała się w tym sezonie z marzeniami o podboju europejskich parkietów.
W czwartek dokonano losowania par 1/4 finału: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trafiła na rosyjski Kuzbass Kemerowo, a Jastrzębski Węgiel na włoski Trentino Itas. Pozostałe pary: Knack Roeselare (Belgia) – Cucine Lube Civitanova (gra w nim Mateusz Bieniek), Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia. Pierwsze mecze 3-5 marca, rewanże 10-12 marca. Liga włoska ma trzy zespoły, polska i rosyjska po dwa, a belgijska jeden.
W rywalizacji siatkarek w Lidze Mistrzyń także zakończyła się faza grupowa. Uczestniczące w niej dwie polskie drużyny – ŁKS Commercecon Łódź i Grot Budowlane Łódź, zakończyły zmagania na trzecich miejscach w swoich grupach i nie wywalczyły awansu do ćwierćfinału. Do tego etapu rozgrywek awansowały natomiast zespoły: Eczacibasi VitrA Stambuł, VakifBank Stambuł, Fenerbahce Opet Stambuł, Igor Gorgonzola Novara (Zuzanna Górecka), Savino Del Bene Scandicci (Agnieszka Kąkolewska i Magdalena Stysiak), Imoco Volley Conegliano (Joanna Wołosz), Dynamo Moskwa i Allianz MTV Stuttgart.

48 godzin sport

PZPN zostaje przy Narodowym
Polski Związek Piłki Nożnej przedłużył ze spółką PL.2012+ umowę na wynajem stadionu PGE Narodowego. Na jej mocy piłkarska reprezentacja Polski swoje mecze eliminacji mistrzostw Europy i mistrzostw świata aż do 2024 roku będzie rozgrywać w Warszawie. Na PGE Narodowym rozgrywane będą w tym okresie również finały piłkarskiego Pucharu Polski. PGE Narodowy jest szczęśliwym miejscem dla polskiej reprezentacji, która na murawie tego stadionu trzykrotnie wywalczyła sobie awans do międzynarodowych turniejów. Od rozegranego w marcu 2014 roku meczu ze Szkocją biało-czerwoni nie przegrali tu żadnego spotkania..

Lewy ponownie doceniony
Robert Lewandowski po raz szósty w tym sezonie znalazł się w jedenastce kolejki niemieckiej ekstraklasy według magazynu „Kicker”. Lewandowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Bayern Monachium 5:0 meczu z Schalke. Za swój występ otrzymał notę 1,5 (w skali od 1-6, przy czym 1 oznacza klasę światową). Dla kapitana reprezentacji Polski to szóste tego rodzaju wyróżnienie w tym sezonie i pod tym względem jest najlepszy w Bundeslidze. Po pięć nominacji do „11” kolejki mają Martin Hinteregger (Eintracht Frankfurt), Marco Reus (Borussia Dortmund) i Timo Werner (RB Lipsk).

Leon polubił grę w Italii
Wilfredo Leon podjął decyzję odnośnie kolejnego sezonu. Jeden z najlepszych przyjmujących świata zdecydował się pozostać w Serie A. Reprezentant Polski przedłużył kontrakt z Sir Safety Conad Perugia o kolejne dwa lata, co oznacza, że odrzucił korzystniejsze finansowo oferty z dwóch rosyjskich klubów – Zenia Kazań i Zenita Petersburg. Z drużyną z Perugii Kubańczyk z polskim paszportem wywalczył Puchar i Superpuchar Włoch. Przez półtora sezonu zapisał na swoim koncie 1052 punkty, ponad 800 skutecznych ataków i 186 asów serwisowych.

Białkowski zostaje w Millwall
Były bramkarz reprezentacji Polski Bartosz Białkowski, uczestnik mundialu w Rosji, grający obecnie na zasadzie wypożyczenia z Ipswich Town w drugoligowym angielskim Millwall, został przez ten klub wykupiony i podpisał z nim nowy kontrakt. 32-letni golkiper w obecnym sezonie Championship rozegrał w zespole Millwall 30 meczów, w których puścił 34 bramki, ale w dziewięciu zachowywał czyste konto. Jego klub zajmuje 8. miejsce w The Championship i ma realne szanse na awans na miejsce dające prawo do gry w barażach o awans do Premier League.

Darowali doping Kanadyjce
Laurence Vincent-Lapointe, 11-krotna mistrzyni świata w kajakarstwie w konkurencji kanadyjek, została w poniedziałek oczyszczona z dopingowych zarzutów. Komisja uznała, że zakazana substancja znalazła się w organizmie 27-letniej reprezentantki Kanady z winy jej ówczesnego partnera. Lapointe groziła czteroletnia dyskwalifikacja, która wykluczyłaby ją także z udziału w igrzyskach w Tokio.

Heynen podwójnie zadowolony

W środku tego tygodnia grała siatkarska Liga Mistrzów. Z polskich drużyn pierwsza do walki przystąpiła VERVA Warszawa, która w hali stołecznego Torwaru przegrała 1:3 z drużyną Sir Sicoma Monini Perugia. Trenerem włoskiej ekipy jest selekcjoner kadry Polski Vital Heynen, a asem atutowym Kubańczyk Wilfredo Leon.

Heynen znalazł się w Warszawie w dwuznacznej sytuacji, bo w zespole VERVY przeciwko Sir Sicoma Monini Perugia zagrało trzech reprezentantów Polski – Bartosz Kwolek, Piotr Nowakowski i Damian Wojtaszek. W rywalizacji klubowej belgijski trener nie kieruje się sentymentami, zwłaszcza że nie ma takiej mocnej pozycji we włoskim klubie, jaką ma w naszej kadrze. Jego włoscy pracodawcy oczekują od niego zwycięstw i nie przyjmują żadnych wymówek w przypadku porażek. Tak więc chociaż Heynen i Wilfredo Leon zostali ciepło przywitani przez ponad 5,5 tysiąca kibiców przybyłych do hali Torwaru, Belg nawet przez chwilę nie wyszedł z roli trenera klubowego. „Trudno było się skupić na meczu, bo publiczność była głośna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niestety, tym razem pojawiłem się tu jako szkoleniowiec Perugii i musiałem się skupić na swoich obowiązkach” – przyznał w pomeczowej wypowiedzi Heynen.

Wicemistrzowie Włoch wygrali w stolicy z wicemistrzami Polski 3:1. Leon znowu był wiodącym graczem w ekipie Sir Sicoma Monini Perugia, dla której zdobył 25 punktów i tytuł najlepszego gracza spotkania spychając w grających w warszawskim zespole trzech kolegów z polskiej reprezentacji. Pytany o ocenę występu Kwolka, Nowakowskiego i Wojtaszka, trener Heynen niemile zaskoczył protekcjonalnym tonem. „Wszystkim trzem kadrowiczom z VERVY poszło nieźle i wywołali tym u mnie uśmiech. Oni wykonali swoją robotę i zagrali dobrze, ale mój zespół wygrał. Cieszą mnie obie te rzeczy” – stwierdził. „W naszej grze było sporo błędów, ale moi zawodnicy jeszcze w niedzielę grali trudny mecz w krajowej lidze. Jego trudy widać było także po Wilfredo. Zaczęliśmy mecz dobrze, ale potem pojawiały się spadki energii i spotkanie zrobiło się wyrównane. Kilka decyzji sędziów budziło spore wątpliwości. Ale musimy sobie radzić też w takich trudnych sytuacjach” –dodał belgijski szkoleniowiec.
Na koniec Heynen mocno jednak podpadł grupie obsługujących mecz polskich dziennikarzy, bo próbował uniemożliwić im rozmowę z Wilfredo Leonem. Ostatecznie po awanturze Kubańczyk stawił się na spotkanie z przedstawicielami mediów, trochę nawet zdziwiony zamieszaniem, bo jak się okazało nie wracał z zespołem do Włoch, bo dostał kilka dni wolnego i ten czas zaplanował spędzić z rodziną w Warszawie. Nie bardzo zatem wiadomo dlaczego Heynen wdał się w niepotrzebną awanturę, która z pewnością zostanie Belgowi zapamiętana.

Podobnie jak ironiczna, a przez to niezbyt elegancka uwaga dotycząca obowiązkowego ubioru. Heynen w hali Torwaru paradował bowiem w garniturze, czym zaskoczył, bo jako trener kadry Polski zwykle na meczach chodził w dresie. Zapytany o to Belg dał do zrozumienia, że osobiście woli garnitur i jest zadowolony, iż trenerzy włoskiej ligi mają nakazane ubierać się elegancko. Wyjaśnił przy tym, że obowiązek noszenia dresu podczas meczów naszej reprezentacji nałożyli na niego działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Co do Leona, kontrowersji żadnych nie było. „To nie był dla nas łatwy mecz. Dwa dni temu graliśmy z Modeną i mieliśmy mało czasu na odpoczynek, ale zagraliśmy na dobrym poziomie, podobnie jak drużyna z Warszawy. Mam nadzieję, że wszyscy są po tym spotkaniu zadowoleni, choć pewnie zawodnicy VERVY najmniej. Ale spotkanie było dobre. Zostanę w Polsce na kilka dni, ale święta spędzę już jednak we Włoszech, bo 26 grudnia gramy mecz ligowy” – powiedział kubański siatkarz z polskim paszportem.

Ekipa VERVY zaliczyła zatem drugą porażkę w Lidze Mistrzów i może mieć kłopoty z wywalczeniem awansu do kolejnej rundy rozgrywek. Coś takiego nie grozi natomiast Grupie Azoty ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. Aktualni mistrzowie Polski w europejskich pucharach idą w swojej grupie jak burza. W miniona środę w meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów pokonali na wyjeździe 3:0 VfB Friedrichshafen. To trzecia wygrana siatkarzy ZAKSY w tych rozgrywkach bez straty seta (wcześniej do zera zwyciężyli Vojvodinę Nowy Sad i Knack Roeselare), co rzecz jasna daje im pewne prowadzenie w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia są pewniakami do awansu z pierwszego miejsca.

Trzeci z naszych zespołów rywalizujących w Lidze Mistrzów, Jastrzębski Węgiel, swój mecz rozegrał w czwartek. Jastrzębianie podejmowali belgijski Greenyard Maaseik, ale to spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania.

 

ZAKSA i VERVA biją w Lidze Mistrzów

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w swoim pierwszym meczu grupy E Ligi Mistrzów pokonała Vojvodinę Nowy Sad 3:0, a debiutująca w tych rozgrywkach VERVA Warszawa Orlen Paliwa w grupie D wygrała z Tours VB także 3:0.

W przyszłym tygodniu do rywalizacji w Lidze Mistrzów dołączy jeszcze Jastrzębski Węgiel, który swój pierwszy mecz w grupie C rozegra 11 grudnia na swoim boisku z Halkbankiem Ankara. Jastrzębianie musieli pauzować w pierwszej kolejce, bo ich rywal, zespół Zenita Kazań, przybywa w Brazylii, gdzie bierze udział w 15. edycji klubowych mistrzostwach świata. Spotkanie z rosyjską ekipą zostało więc przełożone na 18 stycznia przyszłego roku. Ale gracze mistrza Polski Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i wicemistrza VERVY Warszawa Orlen Paliwa nie mieli wymówek i przystąpili do rozgrywek w ustalonym terminie.

Zespół ZAKSY rozpoczął rywalizację w grupie E od potyczki z mistrzem Serbii, teoretycznie najsłabszym w stawce, bo ekipa Vojvodiny Nowy Sad do Ligi Mistrzów musiała przebijać sie przez kwalifikacje. Ponieważ to jest już jej trzeci start w tych elitarnych rozgrywkach, kędzierzynianie lekceważyć tego przeciwnika nie zamierzali, zwłaszcza że grali z nim po raz pierwszy. Ich trener Nikola Grbić jest jednak Serbem i znał dobrze potencjał Vojvodiny, a że w żadne sentymenty bawić się nie zamierzał, mecz zakończył się spodziewanym zwycięstwem ZAKSY 3:0. W drugiej parze w grupie C VfB Friedrichshafen przegrał u siebie z Knack Roeselare 0:3.

Drużyna stołecznej VERVY swoją przygodę z Ligą Mistrzów rozpoczęła od potyczki z mistrzem Francji Tours VB. W środę na swoim boisku warszawianie bez większego problemu pokonali ten zespół 3:0 w setach 25:15, 15:22 i 25:23. W kolejnym spotkaniu grupy D zmierzą się z Benficą Lizbona, a potem czeka ich oczekiwane starcie z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski potentat w środę stracił jednego seta w meczu z portugalskim zespołem (3:1), ale genialnie zagrał Leon, który tylko z zagrywki zdobył dziewięć punktów.

W obecnej edycji Ligi Mistrzów bierze udział 20 zespołów podzielonych na pięć grup. Do ćwierćfinału awansują zwycięzcy grup oraz trzy drużyny z najlepszym bilansem z drugich miejsc. W zagranicznych klubach w fazie grupowej, oprócz wspomnianych Heynena i Leona, mamy jeszcze dwa inne polskie akcenty. W barwach broniącego tytułu włoskiego Cucine Lube Civitanova (grupa A) występuje reprezentacyjny środkowy Mateusz Bieniek, zaś w Berlin Recycling Volleys (grupa B) libero Adam Kowalski.
A przy okazji warto odnotować, że w czwartek Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV), która podjęła decyzję, iż mistrzostwa Europy w 2021 roku odbędą się w Polsce, Czechach, Estonii i Finlandii, ale w naszym kraju odbędzie się największej spotkań – 15 grupowych, cztery w 1/8 finału, dwa ćwierćfinałowe, oba półfinały oraz meczu o 3. miejsce i finał. Łącznie w Polsce zostanie rozegranych 25 meczów, a nasz zespół ma zapewniony udział.

 

Pojedynek Kurka z Leonem

Do interesującego meczu doszło w miniona środę we włoskiej ekstraklasie siatkarzy. W trzeciej kolejce Serie A zmierzyły się zespoły Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie oraz Sir Safety Conad Perugia, którego trenerem jest selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, zaś jego najlepszym graczem kubański nabytek biało-czerwonych Wilfredo Leon.

Nawet dla włoskich kibiców była to interesująca konfrontacja, bo odrzucając związki Kurka i Leona z kadrą Polski, po dwóch stron siatki stanęli jednak najlepszy zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata oraz gracz uznawany za jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego na świecie. Dla obu gwiazdorów polskiej reprezentacji było to prestiżowa konfrontacja, bo chociaż ich relacje w kadrze Polski były poprawne, to przecież nie ulega wątpliwości, że toczyła się między nimi cicha rywalizacja o miano największej gwiazdy biało-czerwonych. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio i mistrzostwach Europy Kurek nie wystąpił, bo dopiero wracał do formy po operacji kręgosłupa i wielotygodniowej rehabilitacji. Z Leonem w jednej drużynie zagrał dopiero w Pucharze Świata w Japonii, ale w tym turnieju nie był jeszcze w optymalnej dyspozycji i miano najlepszego gracza w polskim zespole ponownie przypadło Kubańczykowi.

Teraz obaj ci znakomici siatkarze rywalizują we włoskiej ekstraklasie. Kurek od tego sezonu jest zawodnikiem zespołu Vero Volley Monza, natomiast Leon już drugi rok bryluje w ekipie Sir Safety Conad Perugia, której trenerem jest aktualnie Vital Heynen. W trzeciej kolejce Serie A te dwie drużyny zmierzyły się o ligowe punkty. Wyżej w tabeli jest ekipa z Perugii, ale Vero Volley Monza po słabym starcie zaczyna się rozkręcać, w czym jest duża zasługa grającego z meczu na mecz coraz lepiej Kurka.
W środowym starciu MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata walczył jak lew i sam zdobył dla swojego zespołu aż 33 punkty. Leon był dużo mniej efektywny, bo wywalczył jedynie 13 „oczek”, lecz wpływ na to miał fakt, że trener Heynen nie wystawił go w tym spotkaniu w podstawowej szóstce. Selekcjoner naszej siatkarskiej kadry miał powody do podjęcia takiej decyzji.

Dla kubańskiego siatkarza z polskim paszportem ostatnie dni były piekielnie wyczerpujące. W minioną sobotę (2 listopada) wywalczył z Perugią Superpuchar Włoch, zdobywając przy okazji tytuł MVP turnieju, a zaraz po finałowym spotkaniu wsiadł do samolotu i poleciał do Polski, bo tam działy się dla niego jeszcze ważniejsze sprawy. Wilfredo chciał być przy narodzinach syna (siatkarz ma też dwuletnią córkę). W związku z tym wydarzeniem tegoroczny debiutant w reprezentacji Polski dostał od belgijskiego trenera Perugii kilka dni wolnego, a w środę od początku meczu nie pojawił się w podstawowej szóstce (jego miejsce zajął Ołeh Płotnicki). Po drugiej stronie siatki nie zabrakło jednak MVP mistrzostw świata, po którym w związku z obecnością trenera reprezentacji Polski było widać dużą motywację. Od pierwszego gwizdka sędziego grał jak natchniony, ciągnąc grę swojego zespołu. To właśnie jego serwisy i bardzo dobra postawa pozwoliły Monzy częściowo odrobić straty w inauguracyjnej odsłonie i nakręcić się na kolejną partię. W niej Kurek ponownie był wybijającą się postacią na boisku, a dobra gra Vero Volley zmusiła Vitala Heynena do sięgnięcia po Leona, ale jego pojawienie się w szóstce niewiele zmieniło w grze wicemistrzów Włoch.

Jeden z najlepszych siatkarzy na świecie pozostał już do końca meczu na boisku, ale nie był w stanie powstrzymać popisów szalejącego kolegi z reprezentacji Polski, który w połowie trzeciej partii mógł się już pochwalić 19-punktowym dorobkiem.
Ostatecznie to jednak Sir Safety Perugia zwyciężyła w tej potyczce, chociaż początek tie-breaku zapowiadał sensację. Po zaciętej walce ekipa trenera Heynena wybrnęła jednak z opresji i zwyciężyła w piątym secie 18:16, a w całym meczu 3:2. Leon może nie był w tym starciu aż tak widoczny jak Kurek, trzeba jednak pamiętać, że miał za sobą kilka męczących dni.

Możemy być jednak zadowoleni, że Bartosz Kurek znów gra na wysokim poziomie, bo to oznacza, że po jego problemach z kręgosłupem nie ma już śladu. Trener Heynen może tylko zacierać ręce. Z Kurkiem i Leonem w optymalnej formie spokojnie może obiecywać nam olimpijskie złoto.

 

Leon i Kurek grali w Italii

W najbliższy weekend nowy sezon rozpocznie nasza siatkarska PlusLiga. Uważana za najsilniejszą w Europie włoska Serie A rozpoczęła rozgrywki tydzień wcześniej. Nie gra w niej tylu naszych siatkarzy, co piłkarzy nożnych w futbolowej Serie A, ale kilku naszych graczy należy w Italii do gwiazd ligi, zaś trenerem jednego z czołowych zespołów jest selekcjoner naszej reprezentacji Vital Heynen.

Choćby z tego powodu warto od czasu do czasu zajrzeć na parkiety włoskiej Serie A. W miniony weekend Vital Heynen zadebiutował w Serie A w roli trenera zespołu Sir Safety Perugia, którego niekwestionowaną gwiazdą już drugi sezon jest Wilfredo Leon. Belgijski szkoleniowiec w swoim debiucie we włoskiej ekstraklasie, w pierwszej ligowej kolejce wygrał na wyjeździe z Top Volley Latina 3:2. Z zespołem z Perugii Heynen zdążył przeprowadzić tylko kilka treningów przed startem nowego sezonu Serie A, dlatego na razie ostrożnie ocenia jego możliwości. „Spodziewam się, że na początku rozgrywek wszystkie mecze będą dla na trudne” – przyznał podczas oficjalnej prezentacji w klubie. Jego przewidywania potwierdziły się już w pierwszym starciu, bowiem w minioną niedzielę w pierwszej ligowej kolejce ekipa Sir Safety Perugia musiała stoczyć trwającą ponad dwie i pół godziny morderczą potyczkę z Top Volley Latina, którą podopieczni Heynena wygrali z trudem 3:2 (29:27, 27:29, 25:22, 18:25, 16:14).

Belgijski trener w najtrudniejszych momentach spotkania posyłał na boisko swojego atutowego asa Wilfredo Leona, chociaż zdawał sobie sprawę, że Kubański siatkarz po powrocie z Pucharu Świata w Japonii potrzebował odpoczynku. Nie wystawił go co prawda w podstawowym składzie, ale już pod koniec pierwszego seta poprosił go o wejście na boisko. 26-letni przyjmujący wszedł na boisko też w drugiej partii, ale od trzeciego seta grał już w wyjściowej szóstce. Wicemistrzowie Włoch nawet z nim męczyli się jednak niemiłosiernie i szalę zwycięstwa na swoją stronę zdołali przechylić dopiero w tie-breaku. Po 16 punktów dla Sir Safety Perugia zdobyli Lanza, Aleksandar Atanasijević i Fabio Ricci, ale Leon zakończył spotkanie z dorobkiem 15 „oczek”.
„Jestem przekonany, że obecnie Serie A to najsilniejsza liga na świecie” – przyznał po meczu Vital Heynen.

Selekcjoner naszej reprezentacji będzie mógł z bliska obserwować jak spisują się w niej dwaj kluczowi gracze biało-czerwonych – bo oprócz Leona w Serie A występuje od tego sezonu także Bartosz Kurek (Vero Volley Monza). Dla gwiazdora ubiegłorocznych mistrzostw świata to druga przygoda z włoska ekstraklasą. Wcześniej grał w niej w latach 2013-2015 w barwach klubu z Maceraty. Kurek przywitał się z nowym zespołem w dobrym stylu – uzyskał najwięcej punktów (13). Niestety, Vero Volley Monza przegrało z Allianz Mediolan 0:3.

Od wygranej 3:0 zaczął natomiast rozgrywki Bartosz Bednorz, który w barwach Leo Shoes Modena zaczął swój drugi sezon w Serie A. 25-letni przyjmujący w meczu z Kioene Padwa zapisał na swoim koncie 11 punktów, mając bardzo dobrą skuteczność w ataku (67 procent). W tej kolejce nie zagrał natomiast Mateusz Bieniek, któremu trener Cucine Lube Civitanova (3:0 z Gas Sales Piacenza) Ferdinando De Giorgi, nawiasem mówiąc były trener kadry Polski, dał odpocząć po powrocie z Pucharu Świata.

 

 

Dobre drugie miejsce

Brazylijczycy z kompletem 11 zwycięstw wygrali siatkarski Puchar Świata. We wtorek reprezentacja Polski rozgromiła Iran 3:0 i zapewniła sobie drugą lokatę w turnieju. Trzecie miejsce wywalczyli Amerykanie. Te trzy zespoły stały na podium także rok temu w mistrzostwach świata, ale wtedy Polacy byli pierwsi przed Brazylią.

Reprezentacja Polski w swoim ostatnim występie w Pucharze Świata rozgromiła Iran 3:0 (25:18, 25:18, 25:16). Historia spotkań tych drużyn zapowiadała niełatwe starcie dla biało-czerwonych. Także dlatego, że oprócz emocji sportowych nie brakowało w nich słownych potyczek i prowokacji pod siatką. Zastanawiano się czy nie dojdzie do nich również we wtorkowym meczu Pucharu Świata. Stawka dla Polaków była wysoka, bo zwycięstwo zapewniało im drugie miejsce w turnieju, a musieli wygrać, bo w swoim ostatnim meczu Amerykanie też wygrali. Nie było więc mowy o eksperymentach, zaskakiwaniu przeciwników wyjściowym składem. Trener Vital Heynen rzucił do walki sprawdzony skład, jedynie bez nieobecnego Bartosza Kurka. Na boisku zobaczyliśmy zatem w akcji Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Fabiana Drzyzgę, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Jakuba Kochanowskiego, Łukasza Kaczmarka, Artura Szalpuka, Marcina Komendę, Aleksandra Śliwkę i Bartłomieja Kwolka.

Łatwa wygrana z Iranem

Nasi reprezentanci mieli już po dziurki w nosie tego turnieju, ale choć znużenie dawało im się we znaki, na ostatnie starcie w imprezie wykrzesali maksimum ambicji i energii. Każdy z graczy był skupiony na grze i w żadnym z trzech setów nasza drużyna nie pozwoliła sobie na dłuższe momenty dekoncentracji. W trzeciej partii dominacja biało-czerwonych była już miażdżąca. Drzyzga i Komenda w rozgrywaniu akcji mogli sobie pozwolić absolutnie na wszystko, bo cały zespół „chodził jak szwajcarski zegarek”. Irańczycy nie mieli żadnych argumentów, a mecz zakończyli psując swoją zagrywkę. Nasi gracze nie reagowali na żadne zaczepki rywali i po raz pierwszy od dawna w meczu nie doszło do żadnych nerwowych spięć pod siatką, chociaż w polskim zespole grał Michał Kubiak, autor kilku bulwersujących wypowiedzi o zawodnikach irańskiej drużyny.

Podopieczni Vitala Heynena tym zwycięstwem przypieczętowali drugie miejsce w klasyfikacji końcowej turnieju. Przypomnijmy, że w jego tegorocznej edycji rywalizowało 12 zespołów – Japonia gra jako gospodarz, Polska jako aktualny mistrz świata, a Brazylia, USA, Rosja, Włochy, Kanada, Argentyna, Australia, Iran, Tunezja i Egipt znalazły się w stawce na podstawie miejsc zajmowanych w rankingu FIVB z uwzględnieniem podziału kontynentalnego. W ciągu 15 dni każda z drużyn musiała rozegrać 11 meczów, bo rywalizacja toczyła się systemem „każdy z każdym”.

Polacy w tej imprezie jeszcze nie wygrali, a drugą lokatę zdobywała wcześniej dwukrotnie – w 1965 i 2011 roku. W poprzedniej edycji, cztery lata temu zajęli trzecie miejsce, a zatem zdobyta teraz druga lokata to postęp, lecz w porównaniu z ubiegłorocznymi mistrzostwami świata trudno ten wynik uznać za sukces. Gwoli przypomnienia, w światowym czempionacie biało-czerwoni pokonali w półfinale zespół USA, a w finale odprawili w trzech setach Brazylię. Teraz w Japonii nasi siatkarze wygrali dziewięć z jedenastu meczów, ale dwie porażki ponieśli właśnie z tymi drużynami (z Amerykanami 1:3, z Brazylijczykami 2:3). Miejmy nadzieję, że za rok podczas igrzysk olimpijskich w Tokio role się odwrócą.

Skromne premie w nagrodę

Nagrodą dla polskiej ekipy za drugie miejsce w Pucharze Świata jest 80 punktów do rankingu FIVB oraz premia finansowa w wysokości 300 tysięcy dolarów do podziału na zawodników i 15 tysięcy dolarów dla PZPS. Triumfatorzy turnieju, Brazylijczycy, otrzymają 600 tys. dolarów do podziału dla drużyny i 30 tys. dolarów dla federacji oraz 100 punktów do rankingu FIVB, które zapewnią im pozycję lidera tego zestawienia aż do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Polska reprezentacja uplasuje się na trzeciej pozycji, a wyprzedzą ją jeszcze Amerykanie, którym do utrzymania drugiej lokaty w rankingu wystarczyło trzecie miejsce i dopisane im za to 70 punktów. Ta hierarchia ma znaczenie o tyle, że na jej podstawie zostanie ustalony skład grup w olimpijskim turnieju. Jak wiadomo, zagra w nim dwanaście reprezentacji, podzielonych na dwie grupy po sześć zespołów. Zostaną one rozstawiane w imprezie z numerami od 1 do 12. Numer jeden przypisano już z góry gospodarzom, czyli reprezentacji Japonii. Kolejne miejsca przypisane zostaną drużynom zgodnie z miejscami, które zajmowały w zestawieniu na zakończenie 2019 roku.

Trener Heynen może zatem do listy swoich trofeów dopisać medal w kolejnej imprezie – po złotym krążku mistrzostw świata, potem jego wybrańcy zdobyli brązowe medale w Lidze Narodów i mistrzostwach Europy, a teraz dorzucili do tego srebro w Pucharze Świata. Te medale z mniej cennych kruszców są jednak tylko punktami orientacyjnymi na drodze do najważniejszego celu, jaki ma do osiągnięcia belgijski trener naszej siatkarskiej kadry – olimpijskiego złota. W sierpniu nasz zespół uzyskał kwalifikacje do igrzysk w Tokio i za rok znów zagra w Japonii.

 

Brazylia była lepsza

Nasza reprezentacja siatkarzy w niedzielę zmierzyła się z jedyną niepokonaną w tegorocznym turnieju Pucharu Świata drużyną Brazylii. Niestety, biało-czerwoni przegrali 2:3, co oznacza, że tego turnieju już na pewno nie wygrają. Mogą jednak zając drugą lokatę, jeśli wygrają dwie ostatnie potyczki – w poniedziałek z Kanadą, a we wtorek z Iranem.

Mecz Polska – Brazylia to było starcie dwóch światowych potęg w męskiej siatkówce – Polacy są przecież aktualnymi mistrzami, a Brazylijczycy wicemistrzami świata. I chociaż oba zespoły odmiennie potraktowały tegoroczną edycję Pucharu Świata, w bezpośrednim starciu rzuciły na szalę cały swój aktualnie największy kadrowy potencjał, chociaż w przededniu niedzielnego spotkania okazało się, że jednak Bartosz Kurek w nim nie będzie mógł wystąpić. Najlepszego siatkarza ubiegłorocznych mistrzostw globu wezwał do siebie jego nowy włoski klub – Vero Volley Monza. Wielka szkoda, bo moglibyśmy wreszcie zobaczyć jednocześnie w akcji Leona, Kubiaka i Kurka. Trener Vital Heynen miał jednak w odwodzie innych znakomitych graczy i wystawił do gry Fabiana Drzyzgę, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Łukasza Kaczmarka, Marcina Komendę, Damiana Wojtaszka (libero), Aleksandra Śliwkę i Artura Szalpuka. Przed spotkaniem i tak w lepszej sytuacji byli Brazylijczycy, którzy wcześniej wygrali wszystkie swoje mecze, w tym 3:0 z Amerykanami, jedynymi pogromcami Polaków w japońskim turnieju. Porażka 1:3 z ekipą USA sprawiała, że drużyna Vitala Heynena myśląc o końcowym triumfie musiała pokonać „Canarinhos” 3:0 lub 3:1.

W tym roku naszym siatkarzom udało się to raz w czterech spotkaniach – w meczu o trzecie miejsce Ligi Narodów pokonali ekipę trenera Renana Dal Zotto w trzech setach. Do tego dołożyli jeszcze jedno zwycięstwo 3:2 (Final Six Ligi Narodów), ale dwa mecze przegrali po 1:3 (w fazie grupowej Ligi Narodów i w Memoriale Huberta Wagnera).

Nic dziwnego, że nawet trener Heynen nie podgrzewał atmosfery i szczerze przyznawał, że tegoroczny Puchar Świata wygrają Brazylijczycy, bo będzie trudno ich wyprzedzić. Ale ta opinia nie oznaczała, że biało-czerwoni nie odpuszczą niedzielne starcie. Wręcz przeciwnie, od pierwszego zagrania było widać, że nasi siatkarze będą w meczu z liderami turnieju walczyć z maksymalnym zaangażowaniem. I walczyli do ostatniej piłki, przegrywając dopiero w tie-breaku 2:3. Porażka w pięciu setach oznacza, że nasz zespół już Pucharu Świata 2019 nie wygra, bo Brazylia musiałaby przegrać dwa ostatnie mecze – z Włochami i Japonią, co jest mało prawdopodobne. Natomiast na dobre drugie miejsce biało-czerwoni wciąż mają duże szanse – jeśli za trzy punkty pokonają Kanadę i Iran, zakończą japoński turniej na drugiej pozycji.

 

Rosja pokonana, czas na Brazylię

Po krótkiej przerwie nasi siatkarze w środę wznowili rywalizację w Pucharze Świata biało-czerwoni najpierw pokonali Rosję 3:1, a w czwartek ograli 3:0 Egipt. Najważniejszy mecz czeka ich jednak w niedzielę, z niepokonaną w turnieju z Brazylią.

Środowym mecz biało-czerwonych z Rosją był historyczny z jednego powodu – w naszym zespole po raz pierwszy zagrali razem Wilfredo Leon, Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Najlepszy gracz na świecie bez podziału na pozycje, największy wojownik i najlepszy przywódca zespołu w międzynarodowej siatkówce oraz najlepszy siatkarz ostatnich mistrzostw świata – który trener nie chciałby mieć w swojej drużynie takiego doborowego tercetu. Ale przywilej ten przypadł belgijskiemu selekcjonerowi reprezentacji Polski Vitalowi Heynenowi. I to jego głowa w tym, żeby ta trójka wybitnych zawodników za niespełna rok stała się motorem napędowym w walce o olimpijskie złoto.

Na środowy mecz z Rosją Heynen miał wreszcie do dyspozycji całą trójkę, ale Kubiaka zostawił w odwodzie. Kapitan biało-czerwonych był świeżo po długiej podróży z Polski do Japonii i nie czuł się jeszcze na siłach do rozegrania meczu w normalnych dla niego ramach czasowych. Leon i Kurek walczyli natomiast w wyjściowej szóstce i obaj pokazali moc, ale lepiej wypadł Kubańczyk, bo Kurek wciąż jeszcze nie doszedł do optymalnej formy.

Biało-czerwoni byli w starciu z rosyjska drużyną w lepszej sytuacji, bo w kadrze „Sbornej” na Puchar Świata zabrakło kilku kluczowych graczy. I nasi siatkarze bezlitośnie tę przewagę wykorzystali. Jeszcze w pierwszym secie Rosjanie mieli farta, bo w końcówce zdołali odrobić kilka punktów straty i rzutem na taśmę rozstrzygnęli tę partię na swoją korzyść. W trzech kolejnych nie mieli już jednak wiele do powiedzenia. „Rozegraliśmy dobry mecz. Patrząc na wszystkie drużyny, z jakimi rywalizowaliśmy, myślę, że Argentyna i Rosja grają bardzo dobrą siatkówkę. Wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny mecz. Sądzę, że największą zmianą, jaką widać w postawie Rosjan pod wodzą nowego trenera jest to, że grają sprytnie. Musieliśmy bardzo ciężko pracować, aby zdobyć punkty. Mieliśmy szansę wygrać pierwszego seta, ale tego nie zrobiliśmy. Taki zespół jak nasz powinien jednak sobie poradzić” – podsumował wygraną 3:1 swojej drużyny trener Heynen. Z opinią belgijskiego szkoleniowca na pomeczowej konferencji prasowej zgodził się rozgrywający reprezentacji Rosji Siergiej Grankin. „Myślę, że to był interesujący i widowiskowy mecz. Polacy wywierali na nas sporą presję, co sprawiło, że bardzo się męczyliśmy, bo nie mogliśmy grać takiej siatkówki, jaką lubimy. Dodatkowo popełniliśmy wiele błędów serwisowych, co moim zdaniem było decydującym czynnikiem, który zaważył na końcowym wyniku” – przyznał doświadczony rosyjski siatkarz.

W czwartek polski zespół zmierzył się z rewelacyjnie spisującą się w tym turnieju ekipą Egiptu. Trener Heynen nie uznał jednak Egipcjan za groźnych przeciwników, bo wystawił przeciwko nim eksperymentalny skład. Norbert Huber, który kilka ostatnich meczów Pucharu Świata spędził na trybunach, tym razem wskoczył do szóstki wyjściowej. Pojawili się w niej też Artur Szalpuk, Michał Kubiak i Marcin Komenda. Na pozycji atakującego znalazł się za to Łukasz Kaczmarek. Biało-czerwoni w takim ustawieniu rozbili drużyn Egiptu 3:0. W piątek kolejnym przeciwnikiem naszego zespołu będzie Australia, z którą też raczej zagramy w nie najmocniejszym składzie, bo to jeden z outsiderów tego turnieju.

Wszystkie siły nasza ekipa szykuje natomiast na niedzielę, bo tego dnia biało-czerwoni zmierzą się z niepokonaną jeszcze w tegorocznej edycji Pucharu Świata Brazylią. Canarinhos w czwartek sprawdzili formę w starciu z wiceliderem tabeli ekipą Stanów Zjednoczonych. Amerykanie, z którym nasz zespół przegrał 1:3, nie mieli wiele do powiedzenia w starciu z Brazylijczykami i przegrali 0:3, spadając w tabeli za trzecią lokatę. Prowadzi rzecz jasna Brazylia z kompletem punktów, druga jest Polska, a na czwartej pozycji umocniła się Japonia, która niespodziewanie pokonała Rosję 3:1.