Legia znów na czele

W meczu 18. kolejki ekstraklasy Wisła Kraków pokonała lidera rozgrywek Pogoń Szczecin 2:1. Bohaterem gospodarzy był Felicio Brown Forbes, który strzelił jedną z bramek, a drugą wypracował. Potknięcie „Portowców” wykorzystała Legia Warszawa, która rozgromiła u siebie Wisłę Płock 5:2 i objęła prowadzenie.

Dla szczecińskiego zespołu, którego trenerem jest niemiecki szkoleniowiec Kosta Runjaic, to pierwsza porażka od siedmiu spotkań. Pogoń przegrała w Krakowie trochę pechowo, bo w przekroju całego spotkania nie była gorsza od „Białej Gwiazdy”, także prowadzonej przez niemieckiego trenera, Petera Hyballę. Wiślacy mieli jednak w swoich szeregach znakomicie tego dnia usposobionego Felicio Browna Forbesa, który walnie przyczynił się do zdobycia obu bramek. Napastnik z Kostaryki jedną zdobył sam pięknym uderzeniem zza linii pola karnego, a przy drugim trafieniu zaliczył de facto asystę – po jego dośrodkowaniu obrońca „Portowców” Benedikt Zech tak niefortunnie próbował wybić piłkę, że wpakował ja do bramki swojej drużyny. Dwa stracone gole to w przypadku szczecińskiej ekipy ewenement, bo do meczu z Wisłą miała na koncie tylko osiem straconych goli w 17 spotkaniach, a po raz ostatni bramkarz „Portowców” Dante Stipica wyciągał piłkę z siatki 12 grudnia ub. roku w spotkaniu 13. kolejki z Wartą Poznań. Zachowując czyste konto przez 525 minut 30-letni chorwacki golkiper ustanowił pod tym względem nowy rekord Pogoni w ekstraklasie.
Szczecinianie mieli wiele okazji do zdobycia goli. Najlepsze zmarnował Michał Kucharczyk – najpierw w 10. minucie trafił w słupek bramki Wisły, a w 44. minucie po zagraniu Kacpra Smolińskiego w idealnej sytuacji strzelił prosto w obrońcę Wisły Serafina Szotę.
Trzy minuty pop przerwie Pogoń w końcu zdobyła bramkę kontaktową, którą ładnym strzałem z powietrza zdobył Austriak z polskimi korzeniami Alexander Gorgon, tak na marginesie – syn osiadłego na stałe w Austrii byłego gracza krakowskiej Wisły Wojciecha Gorgonia. Trzeba jednak przyznać, że trochę mu pomógł niemrawą interwencją bramkarz wiślaków Mateusz Lis. Później podopieczni trenera Runjaicia rzucili się do ataku i trochę zapomnieli o defensywie, przez co w krótkim czasie Dante Stipica musiał aż trzykrotnie ratować swój zespół przed utratą gola. Bramkarz Pogoni najpierw wygrał pojedynek ze Stefanem Saviciem, następnie efektownie odbił uderzenie Felicio Brown Forbesa, a na koniec poradził sobie ze strzałem głową Żana Medveda. Potem gra się wyrównała i wynik spotkania nie uległ już zmianie.
Dzięki zwycięstwu „Biała Gwiazda” oddaliła się od strefy spadkowej na sześciu punktów, natomiast Pogoń porażka z wiślakami kosztowała utratę prowadzenia w ekstraklasie.
Pierwsze w tym roku potknięcie „Portowców” natychmiast wykorzystała Legia. Drużyna trenera Czesława Michniewicza zaczęła ten rok na pozycji lidera, ale po niespodziewanej porażce z Podbeskidziem (0:1) w 15. kolejce straciła prowadzenie. Potem „Wojskowi” wygrali u siebie z Rakowem Częstochowa 2:0 i zremisowali na wyjeździe z Jagiellonią Białystok, nie tracili więc zbyt dużo punktów do kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa Pogoni, ale dopiero porażka „Portowców” pozwoliła im wrócić na fotel lidera. Legioniści mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad szczecinianami, a w następnej kolejce czeka ich wyjazd do Zabrza na mecz z Górnikiem. A warto przypomnieć, że w rundzie jesiennej zabrzanie pokonali Legię na Łazienkowskiej 3:1. Pogoń też jednak czeka trudna wyjazdowa potyczka we Wrocławiu z żadnym rewanżu za porażkę w Szczecinie 0:1. Grupę pościgową, którą tworzą Raków Częstochowa, Górnik, Lechia Gdańsk, Śląsk i Jagiellonia, nie dzieli jeszcze do liderującej dwójki niemożliwy do odrobienia dystans punktowy, zatem jest stanowczo przedwcześnie wyrokować, że w walce o mistrzowski tytuł liczą się już tylko Legia i Pogoń.
Podobnie przedwczesne jest typowanie zespołu, któremu przypadnie smutny los spadkowicza do I ligi. Co najmniej połowa zespołów z dolnej części ligowej tabeli póki co nie może być pewna pozostania w ekstraklasie, zwłaszcza że w tym roku najsłabsze po jesiennej części sezonu zespoły beniaminków – Warty, Podbeskidzia i Stali Mielec regularnie zdobywają punkty.

Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.

Wasilewski zawiesił buty na kołku

W piątek Marcin Wasilewski zakończył karierę. Decyzję ogłosił za pośrednictwem Instagrama. „Pragnę poinformować, że kończę moją przygodę jako profesjonalny piłkarz” – napisał 60-krotny reprezentant Polski, uczestnik MŚ 2006 oraz Euro 2008 i 2012, czterokrotny mistrz Belgii z Anderlechtem Bruksela i mistrz Anglii z Leicester City.

Ostatni mecz w karierze Wasilewski rozegrał 18 lipca tego roku w barwach Wisły Kraków przeciwko Arce Gdynia. Przed spotkaniem został uroczyście pożegnany, bo władze krakowskiego klubu nie zdecydowały się na przedłużenie kontraktu z 40-letnim już obrońcą, a ponieważ nie znalazł już nowego pracodawcy, ogłoszona w miniony piątek decyzja była tylko formalnością.
Wasilewski jako piłkarz słynął z waleczności i twardej gry. W polskiej ekstraklasie debiutował w 1999 roku w barwach Hutnika Kraków, którego jest wychowankiem, następnie w latach 2000-2002 grał w Śląsku Wrocław, w latach 2002-2005 w Wiśle Płock, sezon 2005/2006 spędził w Amice Wronki, a rundę jesienną rozgrywek 2006/2007 jako zawodnik Lecha Poznań. I z tego klubu zimą 2007 roku za 800 tys. euro przeszedł do Anderlechtu. W tym belgijskim klubie występował z powodzeniem przez sześć i pół roku. W barwach „Fiołków” zaliczył 145 występów ligowych, strzelił 20 goli i wywalczył siedem trofeów. Sporo też wycierpiał, gdy 30 sierpnia 2009 w ligowym spotkaniu ze Standardem Liege po brutalnym faulu Axela Witsela doznał otwartego złamania prawej nogi. Przeszedł cztery operacje, ale po żmudnej rehabilitacji wrócił na boisko po ponad ośmiomiesięcznej przerwie.
Po wygaśnięciu kontraktu z Anderlechtem podpisał roczny kontrakt z występującym wówczas w The Championship Leicester City i wydatnie pomógł temu zespołowi w wywalczeniu awansu do Premier League. I został w tym zespole do czerwca 2017 roku, zdobywając w jego barwach mistrzostwo Anglii w sezonie 2015/2016. Nie był podstawowym graczem, ale w sumie zaliczył w barwach Leicester 77 występów, w których strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty.
Ładną kartę zapisał też w reprezentacji Polski. Zadebiutował w niej 20 listopada 2002 roku za trenerskiej kadencji Zbigniewa Bońka w przegranym meczu z Danią. Uczestniczył w mistrzostwach świata w 2006 roku oraz w mistrzostwach Europy w 2008 i 2012. Po raz ostatni zagrał w biało-czerwonych barwach w 2013 roku.

Odszedł Adam Musiał

W wieku 71 lat zmarł Adam Musiał, lewy obrońca jedenastki legendarnych „Orłów Górskiego” – piłkarskiej reprezentacji Polski, która w mistrzostwach świata w RFN w 1974 roku wywalczyła trzecie miejsce. Był niezwykle barwną postacią jako piłkarz i trener, nietuzinkowy też jako człowiek.

W pamiętnej drużynie Kazimierza Górskiego było wielu znakomitych piłkarzy, ale kilku z nich miało w tej grupie specjalne znaczenie. Kazimierz Deyna był kapitanem zespołu i jego liderem, ale jeśli trzeba się było z działaczami PZPN wykłócać o pieniądze, to „szatnia” do tego zadania delegowała Antoniego Szymanowskiego, zaś po meczu pierwszy do dziennikarzy wychodził Jan Tomaszewski, natomiast Adam Musiał był tym, który tworzył odpowiednią atmosferę. W archiwalnych nagraniach naszej reprezentacji z mistrzostw świata w RFN ta jego rola jest wyraźnie zauważalna – słychać go jak inicjuje chóralne śpiewy, żartuje z kolegów albo rywali i jak wszystkich prowokuje do zabawy. Na boisku już jednak taki wesołkiem i przyjemniaczkiem nie był – zarówno w Wiśle Kraków (był zawodnikiem tego klubu w latach 1967-1977), jak i w reprezentacji słynął z twardej i nieustępliwej gry, ale też z niezbyt sportowego trybu życia. Nie dlatego jednak zaliczył w reprezentacji Polski tylko 34 występy. Zadebiutował wprawdzie w drużynie narodowej już jako 20-latek, w 1968 roku, ale na lewej obronie miał w owym czasie konkurenta z najwyższej światowej półki – Zygmunta Anczoka, uczestnika pożegnalnego meczu Lwa Jaszyna w barwach reprezentacji FIFA, do której został zaproszony wraz z Włodzimierzem Lubańskim.
W futbolu czasem jednak tak bywa, że pech jednego piłkarza stwarza szansę innemu. Tak było w przypadku Musiała, którego Kazimierz Górski prowadził już w reprezentacji młodzieżowej, więc gdy Anczok po złotych dla naszej narodowej drużyny igrzyskach olimpijskich w 1972 roku wypadł z kadry z powodu poważnej kontuzji, zwolnione przez niego miejsce na lewej obronie powierzył właśnie Musiałowi, a nie jak się spodziewano graczowi Lecha Poznań Zbigniewowi Gutowi.
Na niemieckim mundialu Musiał nie zagrał tylko w jednym spotkaniu, ze Szwecją. Pauzował za karę, bo ze świętujących „na mieście” awans do drugiej rundy turnieju kadrowiczów wrócił po ustalonym czasie w ostatniej grupie balowiczów, na dodatek nie wziął przykładu z kolegów i nie przemknął do swojego pokoju bocznym wejściem, tylko wszedł od frontu i jeszcze uciął sobie pogawędkę z czekającym w holu trenerem Górskim.
„Trener Tysiąclecia” nie zrobił z tej niesubordynacji wielkiej afery, posadził niesfornego piłkarza na jeden mecz, a potem znów wystawiał go w podstawowym składzie – z Jugosławią, Niemcami i w meczu o 3. miejsce z Brazylią. Dzięki temu Musiał w pamięci potomnych na zawsze zapisał się jako jeden z najlepszych lewych obrońców w historii polskiego futbolu. Miał wtedy dopiero 26 lat i w kolejnych latach, obfitych w sukcesy reprezentacji, mógł swoją legendę jeszcze bardziej wzbogacić. Choćby o srebrny medal olimpijski w Montrealu czy piąte miejsce na kolejnym mundialu, w Argentynie. Życie miało jednak dla niego mniej ciekawy scenariusz.
Musiał miał wielką słabość do alkoholu i szybkich samochodów. Jak twierdził po latach, z tej pierwszej przywary wyleczył go w latach 90. Bogusław Cupiał, bo gdy został właścicielem Wisły Kraków wyciągnął do znajdującego się wtedy na życiowym zakręcie byłego piłkarza i trenera „Białej Gwiazdy” i dał mu dobrze płatną posadę. Ale pod warunkiem, że odstawi kieliszek. Z miłości do samochodów wyleczył się sam. Jeszcze w trakcie mistrzostw świata koncern BMW zaoferował piłkarzom polskiej reprezentacji kupno swoich aut po bardzo okazyjnej cenie. Konkretnie za 30 procent ich normalnej wartości. Musiał się wtedy szarpnął i po powrocie z mundialu zadawał szyku w Krakowie czarną „beemwicą”. Po latach w jednym z wywiadów przyzna, że był to jego najlepszy zakup, bo solidne niemieckie auto wytrzymało w nocy z 31 października na 1 listopada zderzenie z ciężarówką na drodze z Krakowa do Wieliczki. Musiał wypadek przeżył, ale jego skutki dla jego organizmu okazały się nieodwracalne. Doznał złamania żuchwy, stłuczenia klatki piersiowej, połamania żeber, kości ramienia, kości promieniowej i ogólnych potłuczeń, w tym głowy i twarzy. Analiza pobranej do badania krwi wykazała 1,6 promila alkoholu. Sąd nie był wyrozumiały – piłkarz dostał grzywnę w wysokości 20 tysięcy złotych, karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na pięć lat.
Po tym wypadku wrócił jeszcze na boisko, ale do reprezentacji powołania już nigdy nie dostał. Po latach przyznał, że sam to trenerowi Górskiemu zasugerował, bo o ile jako tako radził sobie z grą w polskiej lidze, to na kadrę to już było stanowczo za mało. W 1977 roku okazało się też niewystarczające dla ówczesnego trenera Wisły Oresta Lenczyka i Musiał musiał odejść. Przeniósł się do Arki Gdynia i z tego klubu pod koniec lat 70. wyjechał na zagraniczne saksy, do IV-ligowego angielskiego klubu Hereford United, z którego przeniósł się do polonijnego zespołu Polish-American Eagles Nowy Jork, w którym w 1987 roku oficjalnie zakończył piłkarska karierę.
Po powrocie do Polski skończył kurs trenerski i z powodzeniem prowadził zespoły Wisły Kraków (1988-1992), z którą wywalczył 1 sezonie 1990/91 trzecie miejsce w ekstraklasie, a potem Stali Stalowa Wola (1993-95) oraz GKS Katowice (1995/96). Potem jednak wypadł z trenerskiej karuzeli i przez ostatnie ćwierć wieku zarabiał na życie jako kierownik wiślackich obiektów sportowych. Dochował się dwóch synów – Tomasz jest znanym sędzią piłkarskim, a Maciej pracuje jako trener, obecnie w Łódzkim Klubie Sportowym.
Wieść o śmierci 34-krotnego reprezentanta Polski przekazał za pośrednictwem Twittera prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Odszedł Adam Musiał. Wybitny Piłkarz, znakomity Kolega. Medalista MŚ. Spoczywaj w spokoju Adamie. Wyrazy współczucia dla Rodziny. Smutny dzień…”.

PKO Ekstraklasa: Już zamykają stadiony

W weekend po przerwie do gry wraca nasza piłkarska ekstraklasa. Mecze 7. kolejki odbędą się przy zaostrzonym reżimie sanitarnym, a spotkanie Stali Mielec z Wisłą Kraków zostanie rozegrane bez publiczności.

W związku z tym, że cały kraj znalazł się w żółtej strefie, stadiony będą mogły być wypełnione maksymalnie w 25 procentach. Na niektóre obiekty kibice w ogóle mogą nie zostać wpuszczeni. Taka sytuacja już ma miejsce w Mielcu. W niedzielę Stal zagra z Wisłą Kraków przy pustych trybunach. Powodem jest to, że powiat mielecki znalazł się w tzw. strefie czerwonej zagrożenia epidemicznego. Wzrost liczby zakażeń w całym kraju może jednak listę zamkniętych stadionów znacznie wydłużyć.
Zestaw par 7. kolejki PKO Ekstraklasy. Sobota: Cracovia – Piast Gliwice, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Raków Częstochowa, godz. 17:30; Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Śląsk Wrocław, godz. 12:30; Stal Mielec – Wisła Kraków, godz. 15:00; Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, godz. 17:30. Poniedziałek: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Warta Poznań, godz. 18:00; Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin, godz. 20:30.

PKO Ekstraklasa: Trzy mecze odwołane

W rozegranej w miniony weekend 6. kolejce nie odbyły się dwa spotkania. Z powodu zakażeń koronawirusem w Wiśle Kraków odwołano mecz z Lechią Gdańsk, a po wykryciu wirusa u graczy Warty Poznań odwołano mecz z Legią.

Jak poinformowała spółka Ekstraklasa SA, odwołanie niedzielnego spotkania 6. kolejki między Wartą Poznań a Legią Warszawa zostało spowodowane potwierdzonymi przypadkami zakażenia Covid-19 w poznańskim zespole. W tygodniu poprzedzającym mecz u jednej z osób z ekipy Warty stwierdzono objawy zakażenia. Zgodnie z obowiązującą w takich sytuacjach procedurą medyczną została ona odizolowana i skierowana na badania, które potwierdziły obecność koronawirusa. Klub był w stałym kontakcie z Komisją Medyczną PZPN, więc gdy w sobotę okazało się, że u trzech kolejnych osób wykazujących objawy zakażenia testy wykazały obecność koronawirusa, a w dniu meczu u jeszcze trzech, w tej sytuacji nie było możliwości, żeby mecz Warty z Legią odbył się w wyznaczonym terminie. Wcześniej także z powodu zakażenia Covid-19 odwołano dwa inne mecze 6. kolejki – Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok oraz Wisły Kraków z Lechią Gdańsk.
Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy podał już terminy rozegrania zaległych spotkań. Przełożone w 5. kolejce z powodu występu w europejskich pucharach spotkania: Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław i Lecha Poznań z Pogonią Szczecin, zostaną rozegrane odpowiednio 21 października i 16 grudnia. Natomiast przełożone z powodu koronawirusa spotkania 6. kolejki zostaną rozegrane 28 października (Wisła Kraków – Lechia Gdańsk), 30 października (Pogoń Szczecin – Jagiellonia Białystok) i 3 listopada (Warta Poznań – Legia Warszawa).
A po rozegranych w 6. kolejce meczach doszło do zmiany na pozycji lidera. Niepokonany Górnik w końcu znalazł pogromcę, przegrywając na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 0:2. Z potknięcia zabrzan skorzystała drużyna Rakowa Częstochowa, która na stadionie w Bełchatowie pokonała Wisłę Płock 3:0 i mając tyle samo punktów, co Górnik (13), wyprzedziła go lepszym bilansem bramkowym (15:7 do 12:5).

Wyniki 4. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 4. kolejki:

Wisła Kraków – Wisła Płock 0:3
Gole: Alan Uryga (8), Damian Michalski (43), Damian Rasak (71).
Żółte kartki: Basha, Szot – Rasak.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów:
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Raków Częstochowa 1:4
Gole: Tomasz Nowak (13) – Petr Schwarz (21 karny, 40 karny), Marcin Cebula (34), Vladislavs Gutkovskis (45 karny).
Żółte kartki: Jaroch – Wilusz, Petrasek.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 4397.
Legia Warszawa – Górnik Zabrze 1:3
Gole: Bartosz Slisz (60) – Alex Sobczyk (4), Bartosz Nowak (17), Jesus Jimenez (47).
Żółte kartki: Rafael Lopes, Juranović – Wiśniewski.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 11 000.
Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (89 karny).
Żółte kartki: Matynia, Dąbrowski, Gorgon – Tamas, Pałaszewski, Putnocky, Lewkot.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 1821.
Lechia Gdańsk – Stal Mielec 4:2
Gole: Flavio Paixao (4, 73 karny), Conrado (45), Michał Nalepa (88) – Krystian Getinger (23), Mateusz Mak (44).
Żółte kartki: Saief, Nalepa, Conrado – Getinger, Flis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 4507.
Zagłębie Lubin – Cracovia 1:1
Gole: Lorenco Simić (67) – Rivaldinho (48).
Żółte kartki: Guldan, Balić – Fiolić.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 2533.
Lech Poznań – Warta Poznań 1:0
Gol: Jakub Moder (90 karny).
Żółte kartki: Ramirez – Kuzimski, Ławniczak, Trałka.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 17 546.
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Jesus Imaz (58).
Żółte kartki: Lipski, Milewski – Tiru.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 2649.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 4 12 12:3
  2. Raków 4 9 10:5
  3. Jagiellonia 4 8 6:4
  4. Śląsk 4 7 8:5
  5. Pogoń 4 7 5:4
    – Zagłębie 4 7 5:4
  6. Legia 4 6 5:6
  7. Lechia 4 6 6:8
  8. Wisła P. 4 5 6:4
  9. Lech 4 5 7:7
  10. Stal 4 2 4:8
  11. Podbeskidzie 4 2 7:12
  12. Wisła K. 4 2 4:9
  13. Cracovia 4 1 6:5
  14. Warta 4 1 0:3
  15. Piast 4 1 0:4

Górnik Zabrze na pozycji lidera

Rozegrany w poniedziałek mecz Jagiellonii z Wisłą Kraków zakończył pierwszą kolejkę naszej piłkarskiej ekstraklasy. W tym sezonie zrezygnowano z fazy play off i podziału drużyn na grupy mistrzowską i spadkową. Zespoły rozegrają 30 kolejek systemem każdy z każdym, a z ligi spadnie tylko ostatnia ekipa, ponieważ od sezonu 2021/2022 ekstraklasa zostanie powiększona do 18 zespołów.

Już przed startem rozgrywek było wiadomo, że Cracovia zacznie je na ostatniej pozycji. To skutek nałożonej na krakowski klub kary minus pięciu punktów za udział w futbolowej korupcji. „Pasy” w 1. kolejce pokonały na swoim stadionie Pogoń Szczecin 2:1 i chociaż nadal są „czerwoną latarnią” w stawce, to na koncie mają już tylko dwa minusowe punkty. Liderem po pierwszej serii spotkań został Górnik Zabrze, który na swoim boisku wygrał 4:2 z beniaminkiem Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z trójki nowicjuszy w ekstraklasie porażkę na inaugurację rozgrywek zanotowała też Warta Poznań, która uległa w Grodzisku wielkopolskim Lechii Gdańsk 0:1, natomiast trzeci z beniaminków, Stal Mielec, zdobył cenny punkt remisując 1:1 na wyjeździe z Wisłą Płock. Z kwartetu zespołów, które w tym sezonie reprezentują polską ligę w europejskich pucharach, zwycięstwa odniosły Legia Warszawa (2:1 z Rakowem Częstochowa) i wspomniana wyżej Cracovia, natomiast przegrały swoje spotkania Lech Poznań (1:2 z Zagłębiem Lubin) i Piast Gliwice (0:2 ze Śląskiem Wrocław).
Te wyniki nie dają jeszcze rzecz jasna pełnej wiedzy o aktualnym układzie sił w ekstraklasie. Więcej na ten temat będzie można pewnie powiedzieć dopiero na początku października, gdy zespoły będą miały już za sobą sześć pierwszych kolejek. Mimo rezygnacji z formuły ESA-37 terminarz gier i tak jest napięty jak postronek. Do końca roku liga nie zdąży rozegrać nawet połowy spotkań – ostatnia przed przerwą zimową 14. kolejka odbędzie się w dniach 18-20 grudnia. Piłkarze wrócą do gry już 6-7 lutego przyszłego roku, a ostatnią, 30. ligową kolejkę rozegrają 16 maja.
Z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w stawce, a z I ligi awansują trzy drużyny – dwie pierwsze bezpośrednio, a trzecią wyłonią baraże między zespołami z miejsc 3-6. Następny sezon PKO Ekstraklasa rozpocznie w składzie 18-zespołowym z 34. kolejkami w sezonie rozgrywanymi w dwóch rundach – jesiennej i wiosennej.

Wirus w Pucharze Polski

W ostatnim czasie w klubach piłkarskich coraz częściej zdarzają się przypadki zakażenia koronawirusem. Z tego powodu w miniony weekend odwołano m.in. cztery spotkania 1/32 finału Pucharu Polski.

Zagrożenie epidemiczne w minionym tygodniu pojawiło się m.in w Pogoni Szczecin i pierwszoligowej Sandecji, a zespół Górnika Łęczna o zagrożeniu wirusem w Polonii Nysa dowiedział się tuż przed wjazdem na stadion w Nysie i bez gry musiał wrócić do domu. Na większości stadionów spotkania się jednak odbyły bez przeszkód. Atutu własnego boiska nie zmarnował Górnik Zabrze, który pokonał Jagiellonię Białystok 3:1. Nie popisała się natomiast Wisła Kraków, która odpadła po wyjazdowej porażce z trzecioligowym KSZO Ostrowiec 1:2. Z zespołem z II ligi, KKS Kalisz, odpadła natomiast ekipa spadkowicza z ekstraklasy Korony Kielce (0:2).

Wyniki I rundy Pucharu Polski:
Pniówek Pawłowice – Sokół Ostróda 2:3, Karpaty Krosno – Stal Mielec 0:2, KKS Kalisz – Korona Kielce 2:0, Stal Rzeszów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1, Unia Janikowo – Zagłębie Sosnowiec 1:0, Unia Skierniewice – Widzew Łódź 0:4, Resovia Rzeszów – Piast Gliwice 0:4, GKS Tychy – Wisła Płock 1:2, KSZO Ostrowiec – Wisła Kraków 2:1, Odra Opole – Lech Poznań 1:3, GKS Bełchatów – Legia Warszawa 1:6, Ślęza Wrocław – Wigry Suwałki 2:1, Ruch Wysokie Mazowieckie – Znicz Pruszków 0:1, Lechia Zielona Góra – Świt Skolwin 1:4, Świt Nowy Dwór Mazowiecki – Zagłębie Lubin 1:3, Jaguar Gdańsk – Puszcza Niepołomice 1:4, Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok 3:1.
Z powodu zagrożenia epidemicznego odwołano mecze Sandecji z Rakowem Czestochowa, Podhala Nowy Targ z Pogonią Szczecin, Polonii Nysa z Górnikiem Łęczna oraz Orląt Radzyń Podlaski z Pogonią Siedlce.
Niedzielne spotkania: Chrobry Głogów – Cracovia, Błękitni Stargard – Warta Poznań, ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław zakończyły się po zamknięciu wydania.
Termiony pozostałych meczów: Stal Stalowa Wola – Lechia Gdańsk (19 sierpnia), Chojniczanka Chojnice – Olimpia Elbląg (21 sierpnia), Olimpia Grudziądz – Lech II Poznań (22 sierpnia), Garbarnia Kraków – GKS Katowice (22 sierpnia), Stomil Olsztyn – GKS Jastrzębie (22 sierpnia), Radomiak Radom – Miedź Legnica (22 sierpnia), Bytovia Bytów – Bruk-Bet Nieciecza (23 sierpnia), Górnik Polkowice – Arka Gdynia (23 sierpnia).

Nowa umowa medialna

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Ekstraklasy SA zaakceptowało przedłużenie praw telewizyjnych z Canal+ i TVP do końca czerwca 2023 roku na warunkach obecnie obowiązujących – obie stacje telewizyjne w sumie płacą rocznie 225 mln złotych. Z 16 klubów PKO Ekstraklasy przeciwna zawarciu nowej umowy była tylko Wisła Kraków.

Przedłużenie umowy z Canal+ i TVP oznacza, że w trzech najbliższych sezonach (2020/2021, 2021/2022/2022/2023) kluby ekstraklasy otrzymają tylko od tych nadawców w sumie 675 mln złotych, a licząc z opłatami już dokonanymi przez nich za sezon 2019/2020, łączna kwota tego czteroletniego kontraktu medialnego wyniesie 900 mln złotych. „Umowa, która została wynegocjowana przez Ekstraklasę SA, jest dobra na czasy koronawirusa i gwarantuje klubom bezpieczeństwo na najbliższe lata” – przekonywał sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki, który na walnym zgromadzeniu reprezentował reprezentował naszą piłkarską federację.
Główne role w negocjowaniu nowego kontraktu ze strony Ekstraklasy SA odegrali przedstawiciele klubów, które są reprezentowane w radzie nadzorczej, czyli Legii Warszawa (Dariusz Mioduski), Jagiellonii Białystok (Cezary Kulesza), Piasta Gliwice (Grzegorz Jaworski), Lechii Gdańsk (Adam Mandziara), Cracovii (Jakub Tabisz) i Pogoni Szczecin (Radosław Mroczek). Oni otrzymywali kolejne wersje projektu nowej umowy i mogli się z nimi zapoznać, natomiast reprezentanci pozostałych dziewięciu klubów z wynikami negocjacji zapoznali się dopiero w miniony poniedziałek, podczas walnego zgromadzenia. Negocjacje z Canal+ i TVP o przedłużeniu umowy były prowadzone od 3 maja tego roku, bo tego dnia rada nadzorcza poleciła prezesowi zarządu spółki Ekstraklasa SA Marcinowi Animuckiemu rozpoczęcie rozmów w sprawie sprzedaży praw telewizyjnych. Do pomocy wyznaczono mu Grzegorza Jaworskiego, Dariusza Mioduskiego i Cezarego Kuleszę. Ta czwórka uczestniczył we wszystkich naradach i figurowała w podpisach pod każdym dokumentem.
Na czele opozycji stanęła Wisła Kraków. Jej działacze apelowali o podniesienie opłaty za prawa telewizyjne, a także wnioskowali o zmianę statutu spółki, domagając się by to walne zgromadzenie, a nie rada nadzorcza decydowało o kluczowych sprawach, jak choćby budzące kontrowersje zasady podziału pieniędzy ze sprzedaży praw medialnych. Postulaty wiślaków poparło osiem klubów, siedem było im przeciwnych, natomiast mający na walnym zgromadzeniu prawo głosu przedstawiciel PZPN oraz delegat Pogoni Szczecin wstrzymali się od głosu. I wniosek Wisły upadł, bo do wprowadzenia poprawki w statucie spółki musi być poparcie trzech czwartych delegatów na walne zgromadzenie.
Przeciwne zmianie zasad dystrybucji pieniędzy, wedle których lwią część przychodów z praw telewizyjnych przypada klubom trzem pierwszym klubom w końcowej tabeli PKO ekstraklasy, były Legia, Lech, Lechia, Cracovia, Jagiellonia, Piast i Wisła Płock.
Jeszcze przed walnym rada nadzorcza ligowej spółki zatwierdziła budżet na najbliższy sezon. Do podziału między akcjonariuszy ma być ponownie 225 mln złotych, z czego 99 milionów zostanie rozdzielonych równo na wszystkie kluby (każdy otrzyma z tego tytułu po 6,19 mln zł). Dwie składowe będą zmienne, uzależnione od rankingu historycznego oraz od miejsca w tabeli na koniec sezonu. Dodatkową premię dostaną trzy czołowe zespoły sezonu. Dla przypomnienia – za poprzednie rozgrywki najlepsza w nich Legia otrzymała premię w wysokości 12,6 mln zł (w sumie z medialnego tortu zgarnęła 31,3 mln zł), Lech 9,45 mln (w sumie 26,5 mln zł), a Piast 6,3 mln (w sumie 20,9 mln zł). Dla porównania Wisła Kraków otrzymała w sumie 10,8 mln złotych, ale inna sprawa, że w rozgrywkach zajęła 13. lokatę, tuż nad strefą spadkową.

Podział pieniędzy z praw mediowych:
Legia Warszawa – 31,3 mln zł;
Lech Poznań – 26.45 mln zł;
Piast Gliwice – 20.9 mln zł;
Lechia Gdańsk – 15.05 mln zł;
Śląsk Wrocław – 11.7 mln zł;
Pogoń Szczecin – 12.09 mln zł;
Cracovia – 12.3 mln zł;
Jagiellonia – 14.08 mln zł;
Górnik Zabrze – 10.09 mln zł;
Raków Częstochowa – 8.888 mln zł;
Zagłębie Lubin – 12.42 mln zł;
Wisła Płock – 8.8 mln zł;
Wisła Kraków – 10.75 mln zł;
Arka Gdynia – 8.57 mln zł;
Korona Kielce – 9.79 mln zł;
ŁKS Łódź – 8.15 mln zł.