48 godzin sport

Kadra biathlonistów bez trenera
Trener biathlonowej kadry mężczyzn Adam Kołodziejczyk podał się do dymisji – poinformował w komunikacie związek. „Zrezygnowałem, bo uznałem, że zrealizowałem postawione zadanie” – stwierdził 56-letni szkoleniowiec. Kołodziejczyk w latach 2011-2017 prowadził żeńską kadrę biathlonistek, a jego podopieczne zdobyły łącznie cztery medale mistrzostw świata. Z reprezentacją mężczyzn pracował od sierpnia 2018 roku i pod jego wodzą trzech zawodników zdobyło punkty Pucharu Świata, a w Pucharze Narodów jego podopieczni awansowali z 23. na 17. pozycję. To oznacza, że w sezonie 2020/21 w zawodach indywidualnych PŚ będzie mogło wziąć udział czterech, a nie jak dotychczas trzech polskich biathlonistów. Kolejny sezon PŚ ma się rozpocząć 28-29 listopada w fińskim Kontiolahti.

Sąd przedłużył areszt dla byłej prezes Wisły Kraków
Krakowski sąd zdecydował się przedłużyć do 30 czerwca areszt dla Marzeny S. Była prezes Wisły Kraków jest podejrzana o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyrządzenie milionowych szkód klubowi. Marzena S. przebywa w więzieniu od października ubiegłego roku. Jak informuje „Gazeta Krakowska” sąd do 30 czerwca przedłużył także areszt dla byłego wiceprezesa zarządu Wisły Kraków, Roberta S. Działania Marzeny S. i innych osób powiązanych z tą sprawą wyrządziły szkody krakowskiemu klubowi w sumie na kwotę około 10 milionów złotych. Oskarżeni nie przyznają się do winy, co nie dziwi, bo grozi im do 10 lat pozbawienia wolności. I nieprawidłowe działania polegały m.in. na podpisywaniu fikcyjnych umów, m.in. przez Marzenę S. W ten sposób z konta klubowego miało zniknąć co najmniej 824 tys. złotych. W areszcie przebywa też inny działacz klubu z Krakowa – Daniel D., który przez policję został zatrzymany w kwietniu 2019 roku pod zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i handlu narkotykami. Sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Poznaniu.

Dwie siostry jednocześnie zakończyły swoje sportowe kariery
Medalistki mistrzostw świata w narciarstwie alpejskim, włoskie siostry Nadia i Elena Fanchini oficjalnie zakończyły karierę. „Zaczęłyśmy wspólnie i kończymy razem” – napisały w mediach społecznościowych. Obie zawodniczki specjalizowały się w zjeździe – Nadia zdobyła medale MŚ w 2009 roku (brąz) i 2013 (srebro), a Elena – w 2005 (srebro). Od dłuższego czasu siostry nie rywalizowały już w Pucharze Świata, 33-letnia Nadia zajęła czwarte miejsce w marcu 2019 roku w zjeździe w Soldeu, obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Rok starsza Elena wcześniej zmagała się z problemami zdrowotnymi (pokonała nowotwór), ale po przerwie spowodowanej w 2018 roku przez kolejna kontuzje już wtedy przyznała, że raczej już nie pojawi się na stoku w profesjonalnych zawodach. Teraz obie siostry dopełniły więc jedynie formalności.

Słowacki trener ma zastąpić Aleksandra Wierietielnego
Słowak Martin Bajcziczak będzie nowym trenerem reprezentacji Polski kobiet w biegach narciarskich. 43-letni szkoleniowiec i były zawodnik ma być następcą Aleksandra Wierietielnego, który doprowadził do ogromnych sukcesów Justynę Kowalczyk. To właśnie Kowalczyk była w ostatnim czasie asystentką swojego byłego trenera w kadrze kobiet. Prawdopodobnie będzie współpracować także z Bajcziczakiem. Do tej pory Słowak był szkoleniowcem reprezentacji kobiet swojego kraju w biathlonie. Jako zawodnik Bajcziczak nie osiągał spektakularnych sukcesów w biegach narciarskich, ale stawał na podium zawodów Pucharu Świata, a jedne z nich nawet wygrał, w 2005 roku w Niemczech. Był też blisko medalu mistrzostw świata. Słowak był dwukrotnym medalistą mistrzostw świata juniorów. Wystąpił na pięciu igrzyskach olimpijskich od Nagano po Soczi. Wystąpił w 10 edycjach mistrzostw świata. W 2005 roku w Oberstdorfie był czwarty w biegu łączonym.

Baraże o prawo gry w Euro 2021 przeniesione na jesień
Baraże, które mają wyłonić ostatnich czterech finalistów Euro 2020/2021 mają zostać rozegrane w październiku lub listopadzie. O prawo gry w tym turnieju walczy 16 zespołów, a najlepszy z kwartetu: Irlandia, Irlandia Płn, Bośnia i Hercegowina i Słowacja dołączy do Polski w grupie E.

Niemcy odwołali majowe Grand Prix na żużlu w Teterow
Z powodu pandemii koronawirusa nie odbędą się zaplanowane na 30 maja zawody żużlowej Grand Prix w niemieckim mieście Teterow – poinformowali organizatorzy. Z kolei miesiąc temu przełożono GP Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie – z 16 maja na 8 sierpnia. Żużlowcy nie będą ścigać się w przyszłym miesiącu w Polsce i Niemczech, co oznacza, że pierwszymi zawodami w kalendarzu w tym momencie jest GP w Pradze 13 czerwca. Ale rywalizacja w Czechach też stoi pod znakiem zapytania. Tegoroczny cykl miał się składać z 10 turniejów, m.in. w Warszawie, Wrocławiu (1 sierpnia) i Toruniu (3 października). Tytułu mistrza świata broni Bartosz Zmarzlik.

Błaszczykowski rządzi w Wiśle

Takiego przypadku jeszcze w polskim futbolu jeszcze nie było. Jakub Błaszczykowski został pierwszym czynnym piłkarzem w ekstraklasie, który jednocześnie jest także współwłaścicielem klubu. 108-krotny reprezentant Polski w miniony poniedziałek wraz z Tomaszem Jażdżyńskim i Jarosławem Królewskim przejął Wisłę Kraków SSA. Ta trójka ma teraz w ręku większościowy pakiet akcji „Białej Gwiazdy” i może samodzielnie podejmować decyzje.

Błaszczykowski, Jażdżyński i Królewski de facto zarządzali Wisłą od początku 2019 roku, kiedy to udzieli zadłużonej spółce pożyczki w wysokości 4,5 mln złotych. Teraz ta trójka głównych akcjonariuszy skupia w swoim ręku 90 procent akcji Wisły SSA, zaś pozostałe 10 procent należeć będzie do osób, które zakupiły je w ramach trwającej od 2019 roku kampanii crowdfundingowej (zakończy się 13 czerwca tego toku). W publicznej emisji wystawiono 4280 akcji po 100 złotych. Do tej formy pomocy przyłączyło się już ponad siedem tysięcy osób, a klub uzyskał z tego tytułu ponad dwa miliony złotych.
O szczegółach dokonanej zmiany właścicielskiej krakowski klub poinformował w oficjalnym komunikacie. „Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdzyński i Jarosław Królewski zdecydowali się na przejęcie akcji Wisły Kraków SA od Towarzystwa Sportowego, stając się głównymi akcjonariuszami klubu, wspólnie z kibicami, którzy zakupili akcje w kampanii crowdfundingowej. W związku z faktem przejęcia klubu, zdecydowano o obsadzeniu pozycji prezesa klubu Wisła Kraków SA, które do tej pory pozostawało wolne. Do objęcia funkcji prezesa został delegowany przez Radę Nadzorczą Dawid Błaszczykowski. Dotychczas pełniący obowiązki prezesa piłkarskiej spółki Piotr Obidziński pozostanie w klubie na czas niezbędny do płynnego przekazania zadań. Kluczowe dla realizacji transakcji było podpisanie umów, które regulują prawo do korzystania przez spółkę akcyjną ze znaków towarowych klubu Wisła Kraków, będących do tej pory w wyłącznym posiadaniu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków”.
Przypominamy, że dopiero 31 marca tego roku doszło do porozumienia, wedle którego właściciele sekcji piłkarskiej funkcjonującej jako Wisła Kraków SSA otrzymali od Towarzystwa Sportowego 50 procent udziałów w prawach do nazwy i historycznego herb. Porozumienie obejmuje znaki słowne „Wisła Kraków” i „TS Wisła” oraz znak słowno-graficzny „TS Wisła 1906”, który jest historycznym herbem klubu. Nowi właściciele Wisły SSA po przejęciu większościowego pakietu akcji dokonali zwolnienia hipoteki, będącej zabezpieczeniem udzielonej przez nich w styczniu 2019 roku pożyczki.
I tak oto ostatecznie zakończyła się dramatyczna, trwająca ponad półtora roku akcja ratowania „Białej Gwiazdy” przed bankructwem, do czego doprowadziły nieudolne i nieuczciwe rządy kibolskiego lobby, które przejęło klub po jego sprzedaży przez firmę Tele-Fonika. Symbolem tej czarnej ery w historii 13-krotnych mistrzów Polski były rządy niesławnej pamięci prezes Marzeny Sarapaty.
Na odpowiedź czeka jednak pytanie, czy nowi właściciele będą w stanie utrzymać klub. W 2019 roku Wisła Kraków SSA wygenerował zysk netto w kwocie ponad 6 mln złotych, przychody spółki wyniosły 34 980 000 złotych (w 2018 wynosiły 26 532 000 zł), zredukowano też wysokość wymagalnych do spłaty zobowiązań o ponad 14 mln złotych. Sytuacja finansowa klubu nie wyglądałaby więc źle, gdyby nie ciążący mu garb zadłużenia. Zacznijmy od ponad 40 mln złotych wciąż nie rozliczonego tzw. wewnętrznego długu Tele-Foniki. Obrósł on już mitem, gdyż w zależności od potrzeb jest wyolbrzymiany lub bagatelizowany. Dług nie został umorzony ani przez myślenicki koncern, ani przez Jakuba Meresińskiego, który od firmy Bogusława Cupiała odkupił akcje klubu, ani też przez TS Wisła, które wobec niewypłacalności wspomnianego Meresińskiego, odebrała mu jego akcje i następnie próbowała je sprzedać jakimś egzotycznym inwestorom z zagranicy. Powód tej wstrzemięźliwości jest oczywisty – od owych 40 mln należałoby odprowadzić podatek, czego nikt z wierzycieli płacić nie chce i woli wierzytelność przerzucać na kolejnych właścicieli, licząc iż może uda się go zamienić na jakąś inną korzyść. Dlatego ten de facto martwy zapis księgowy nowi właściciele będą musieli kiedyś zlikwidować, bo z takim „trupem w szafie” trudno spać spokojnie.
Najpierw jednak Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski będą musieli pospłacać realne długi, między innymi zapłacić za przejęte akcje TS Wisła i Tele-Fonice oraz uregulować kilka innych starych zaległości. Jaka jest faktyczna wielkość tych zobowiązań teraz jest już tajemnicą nowych właścicieli spółki.
Wygląda na to, że jeśli chodzi o zarządzanie klubem pierwsze skrzypce przejął Jakub Błaszczykowski, czego dowodem jest powierzenie funkcji prezesa Wisły SSA jego bratu, Dawidowi. Do nich zatem będą teraz należeć wszystkie kluczowe decyzje kadrowe i organizacyjne, co zważywszy na doświadczenie Jakuba zdobyte choćby przez lata gry w Borussii Dortmund, powinno wkrótce podnieść sportowy poziom zespołu „Białej Gwiazdy”.
Nie ulega jednak kwestii, że Kuba Błaszczykowski w tej chwili dla wiślackiej rodziny stał się żywą legendą, pomnikową postacią na miarę Henryka Reymana, chociaż w sumie w jej barwach rozegrał tylko 85 spotkań, w których strzelił 13 goli i zaliczył 20 asyst.

Wisła zagrała dla Legii

Wisła Kraków zrewanżowała się Cracovii za porażkę na własnym stadionie w rundzie jesiennej (0:1) i we wtorek w ramach 25. kolejki ograła ekipę „Pasów” w jej mateczniku 2:0. Wiślacy przysłużyli się tym Legii Warszawa, która po wygranej z Lechią Gdańsk ma nad wciąż drugą w tabeli Cracovią już 11 punktów przewagi. Losy mistrzowskiego tytułu w tym sezonie zdają się być już przesądzone.

Przed derbami faworytem była ekipa trenera Michała Probierza, głównie dlatego, że na własnym stadionie należy do najlepszych w tym sezonie (ma na koncie 9 wygranych meczów, w tym serię sześciu z rzędu), ale poza tym jest aktualnym wiceliderem rozgrywek. Finansowe kłopoty „Białej Gwiazdy” są powszechnie znane, lecz mimo to po przerwie zimowej zespół pod wodzą trenera Artura Skowronka jeszcze nie doznał porażki. Miał przegrać po raz pierwszy właśnie na stadionie Cracovii, tymczasem Jakub Błaszczykowski i spółka sprawili straszliwy zawód licznej jak rzadko kiedy publice (mecz obejrzało ponad 14 tysięcy widzów, wśród nich nie było jednak fanów Wisły, których Cracovia nie wpuściła na zawody) i podtrzymali passę spotkań bez porażki. W pięciu tegorocznych ligowych kolejkach wiślacy zanotowali cztery zwycięstwa i jeden remis.
Po tej porażce trener Probierz już nie bajdurzył o mistrzowskich aspiracjach Cracovii, może dlatego, że nie pytali go już o to nawet najbardziej przychylni ekipie „Pasów” dziennikarze. Nic dziwnego, trudno myśleć o tytule, gdy zespół w w tym roku z pięciu meczów wygrał tylko dwa (1:0 z Arką na wyjeździe i 2:1 z Lechem u siebie), a potem zaliczył serię trzech porażek z rzędu (na wyjazdach z Piastem 0:1 i Legią 1:2 oraz u siebie z Wisłą). A nie jest powiedziane, że na tym ta fatalna passa się skończy, bo w 26. kolejce ekipa Probierza jedzie do Zabrze, gdzie Górnik zdobył 25 z posiadanych w dorobku 30 ligowych punktów.
Probierz nie byłby sobą, gdyby nie szukał jakiejś wymówki. Tym razem swoją porażkę próbował wytłumaczyć większym doświadczeniem piłkarzy Wisły. „Widać było bardzo dużą nerwowość w naszym zespole. Kilku doświadczonych zawodników w Wiśle wniosło więcej spokoju, jeżeli chodzi o rozegranie piłki, w pewnych momentach potrafiła się przy niej dobrze utrzymywać, czego nam zabrakło. Pomijając Michala Peskovicia i Janusza Gola, reszta naszych graczy ma niską średnią wieku, poza tym rywale mieli wićecej graczy z doświadczeniem w walce o mistrzostwo” – wyjaśniał szkoleniowiec Cracovii. Jego tezy szybko zostały jednak zweryfikowane i wyszło na to, że znowu minął się z prawdą. W kadrze „Pasów” nie brakuje zawodników walczących w przeszłości o najwyższe laury: Cornel Rapa to czterokrotny mistrz Rumunii, Michal Siplak jest mistrzem Słowacji, Ivan Fiolić ma na koncie cztery mistrzowskie tytuły w Chorwacji i jeden w Belgii, a Sergiu Hanca zdobył Superpuchar Rumunii, zaś Janusz Gol mistrzostwo Polski, a Peskovic wicemistrzostwo.
W ekipie „Białej Gwiazdy” podobne sukcesy ma na koncie pięciu zawodników. Bije wszystkich oczywiście Jakub Błaszczykowski, który zdobył mistrzostwo Polski z Wisłą oraz dwa mistrzostwa Niemiec z Borussią Dortmund, ale Vukan Savicević ma na koncie dwa mistrzowskie tytuły w Serbii i jeden na Słowacji, natomiast Gieorgij Żukow dwukrotnie wywalczył mistrzostwo Kazachstanu. W tym gronie mieszczą się rzecz jasna także rutyniarze, jak Marcin Wasilewski (lata gry Anderlechcie i Leicester City) czy Maciej Sadlok i Michał Buchalik.
Trener Probierz może się tłumaczyć jak chce, to jego dobre prawo, nie zmieni to jednak oczywistego faktu, że przegrywając trzy mecze z rzędu Cracovia zmarnowała okazję na wywalczenie pierwszego od 72 lat mistrzostwa Polski. Rozpoczynając rundę rewanżową „Pasy” miały minimalna stratę do Legii, teraz dzieli je od stołecznej drużyny 11 punktów. Strata de facto już nie do odrobienia, bo legioniści w tym roku, tak samo jak Wisła Kraków, jeszcze nie przegrali meczu, notując cztery wygrane i jeden remis. Ekipę trenera Aleksandara Vukovicia co prawda czeka teraz seria potyczek z trudnymi przeciwnikami (u siebie z Piastem i Arką, a na wyjazdach z Lechem, Wisłą Kraków i Górnikiem), lecz z pewnością nie są to rywale trudniejsi od Lechii, którą w minioną środę na jej stadionie „Wojskowi” bezdyskusyjnie pokonali 2:0.


Zestaw par 26. kolejki
Piątek: Górnik Zabrze – Cracovia, godz. 20:30. Sobota: Arka Gdynia – Wisła Płock, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk, godz. 17:30; Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław, godz. 20:00. Niedziela: Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin, godz. 12:30; Wisła Kraków – Lech Poznań, godz. 15:00; Legia Warszawa – Piast Gliwice, godz. 17:30. Poniedziałek: Korona Kielce – ŁKS Łódź, godz. 18:00.

Ekstraklasa w ogniu

Legia coraz wyraźniej zaczyna dominować w ekstraklasie. Stołeczny zespół po wygranej 4:0 z Jagiellonią odskoczył drugiej w tabeli Cracovii na trzy punkty, a trzeciej Pogoni już na pięć. Także pod względem frekwencji jest zdecydowanym liderem ze średnią po 23 kolejkach 20 862 widzów. Na innych stadionach jest zdecydowanie gorzej, bywa też, jak ostatnio w Poznaniu, także niebezpiecznie.

Liczby obrazujące średnią frekwencję na stadionach PKO Ekstraklasy nie odzwierciedlają miejsc w tabeli zajmowanych przez poszczególne kluby, oprócz rzecz jasna Legii. Druga w tabeli Cracovia ma już jednak średnią poniżej bariery 10 tysięcy widzów (8618), a ten wynik daje jej w lidze dopiero ósmą lokatę. Jeszcze słabiej wypada Pogoń, na której spotkania w Szczecinie przychodzi średnio 3772 kibiców, co daje „Portowcom” przedostatnie miejsce w stawce szesnastu zespołów. Gorzej wypada jedynie frekwencja występującej gościnnie na stadionie w Bełchatowie ekipy Rakowa Częstochowa (3068 widzów). Inna sprawa, że w Szczecinie trwa akurat przebudowa stadionu i z tego powodu na obiekcie czynny jest jedynie fragment trybun. Podobne ograniczenia mają miejsce na także modernizowanym stadionie ŁKS Łódź, ale mimo tego łódzki klub pod względem średniej frekwencji (5217) zajmuje 11. lokatę, wyższą nie tylko od Pogoni i Rakowa, lecz także Zagłębia Lubin (4143), broniącego mistrzowskiego tytułu Piasta Gliwice (4505) i zajmującej ósme miejsce w tabeli Wisły Płock (4756).
Gdyby średnia widzów, a nie wyniki meczów miała decydować o miejscu w tabeli, w grupie spadkowej oprócz wymienionych klubów znalazłyby się jeszcze Korona Kielce (5365) i Arka Gdynia (7309). Zaś grupę mistrzowską utworzyłyby Legia (20 862), Wisła Kraków (15 584), Lech Poznań (15 408), Śląsk Wrocław (15 325), Górnik Zabrze (13 829), Lechia Gdańsk (10 506), Jagiellonia (9596) i Cracovia (8618).
Kibice to nieujarzmiony żywioł
Fani potrafią jednak komplikować życie klubowym władzom. W 23. kolejce do skandalicznych ekscesów doszło na stadionie w Poznaniu, gdzie grupa kibiców Lechii obrzuciła racami sektor trybun zajmowany przez sympatyków zespołu Lecha. Policja zatrzymała po tym zajściu sześć osób, ale tylko jednej z nich mają zostać postawione zarzuty. Bezmyślni w swoim zachowaniu przybysze z Gdańska doprowadzili pirotechnicznymi wygłupami do zranienia 17-letniej dziewczyny oraz przerwania meczu na kilkanaście minut. „Wylegitymowaliśmy ponad pięciuset kibiców z Gdańska. Zatrzymanych zostało łącznie sześć osób, spośród których pięć zostało już zwolnionych, zaś jedna usłyszy zarzut zniszczenia zabezpieczeń bramy. Prowadzimy działania w celu identyfikacji pozostałych kibiców, którzy złamali prawo na tym meczu” – poinformował rzecznik prasowy wielkopolskiej komendy policji Andrzej Borowiak.
Oba kluby potępiły sprawców tej bezsensownej stadionowej „zadymy”. Każdego rozsądnie myślącego człowieka z pewnością zaszokują banalne powody, przez które doszło do zamieszek. Zaczęło się od tego, że służby porządkowe poznańskiego stadionu nie zgodziły się na wniesienie na obiekt przez kibiców Lechii elementów tzw. oprawy meczowej, czyli flag, banerów itp. akcesoriów. Gdańszczanie zdeponowali je jednak w niezbyt uważnie strzeżonym pomieszczeniu, co wykorzystali kibole ekipy gospodarzy i je wykradli, a następnie tuż po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania ostentacyjnie spalili na zajmowanej przez siebie części trybun. W świecie kibolskich porachunków taka zniewaga jest niewybaczalna, stąd wzięła się natychmiastowa pirotechniczna odpowiedź szalikowców Lechii. Dlaczego jednak zaatakowali sektor zajmowany przez normalnych kibiców? No i jakim sposobem przemycili na stadion taką ilość rac i flar?
Oba kluby czekają surowe konsekwencje. Wojewoda wielkopolski może zamknąć cały stadion stadion lub część trybun, może to zrobić też Komisja Ligi, ale nawet jeśli uda się Lechowi uniknąć tej dotkliwej sankcji, bo skutkującej utratą znacznych wpływów ze sprzedaży biletów, to tak czy owak dostanie solidnie po kieszeni. Podobnie zresztą jak Lechia, bo za ekscesy kibiców w naszym kraju wciąż karze się nie ich sprawców, tylko kluby.
Lech wyprzedzając decyzję władz nadrzędnych nałożył dwuletni zakaz wstępu na swój stadion dla zorganizowanych grup kibiców Lechii, a także zapowiedział, że w trzech najbliższych spotkaniach ligowych nie wpuści kibiców zespołów przyjezdnych, ale te decyzje raczej nie wpłyną na złagodzenie wyroku.
Wisła pogrążyła Koronę
Dzielnie poczyna sobie krakowska Wisła, skazywana po jesiennej części rozgrywek na degradację. Ekipa „Białej Gwiazdy” w 23. kolejce pokonała na własnym stadionie Koronę Kielce 2:0 i było to jej trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, co oznacza, że w tym roku wiślacy są jak na razie niepokonani. Wcześniej wygrali u siebie z Jagiellonią 3:0 i na wyjeździe z Zagłębiem 1:0. Dziewięć punktów i bilans bramkowy 5:0 pozwoliły krakowskiej drużynie wydobyć się ze strefy spadkowej, do której po niedzielnej porażce wpadła natomiast Korona. Kieleckiemu klubowi nie wróży to najlepiej na przyszłość, bo ten zespół nie dysponuje praktycznie „siłą ognia”, bo w 23 spotkaniach zdobył ledwie 12 bramek. W XXI wieku gorszego dorobku w ekstraklasie na tym etapie rozgrywek nie miał jeszcze żaden inny zespół. Dość powiedzieć, że jeden Jarosław Niezgoda, lider klasyfikacji strzelców, który w przerwie zimowej wyjechał za ocean do MLS, sam ma na koncie więcej goli od wszystkich graczy Korony (14). Tyle samo ligowych trafień co kielczanie (12) ma z kolei duński snajper Lecha Poznań Christian Gytkjaer, a tylko jedno mniej Jesus Imaz z Jagiellonii, Damjan Bohar z Zagłębia i Jorge Felix z Piasta. Po 10 goli na koncie mają Igor Angulo z Górnika Zabrze i Jose Kante z Legii.
Jeszcze wyraźniej strzelecką niemoc graczy Korony widać przy porównaniu ich obecnych dokonań z najmniej skutecznymi zespołami na tym etapie rywalizacji w poprzednich sezonach. Przed rokiem outsiderem pod tym względem była Cracovia, ale miała w dorobku 25 trafień. Dwa lata temu najsłabsza była ekipa Bruk-Betu Nieciecza z 23 golami na koncie, trzy lata temu na spółkę Górnik Łęczna, Piast i Śląsk (po 22 bramki). W ostatnich dwóch dekadach tak słabej w ofensywie ekipy jak jest teraz Korona, nie było. A bez goli obronić się przed spadkiem raczej się nie da.

Liga nadal cudzoziemska

Od efektownych zwycięstw zmagania w wiosennej rundzie PKO Ekstraklasy rozpoczęły zespoły Lecha Poznań i Wisły Kraków, które wygrały po 3:0. Ale komplety punktów zdobyły też walczące o mistrzowski tytuł Cracovia i Pogoń Szczecin, dzięki czemu mogły spokojnie czekać na wynik ostatniego w 21. kolejce spotkania Legii Warszawa z ŁKS Łódź.

Pierwsza kolejka po zimowej przerwie zawsze jest wielką niewiadomą, bo zagadką jest nie tylko aktualna forma zawodników, lecz przede wszystkim poziom gry zespołów po transferowych roszadach. Najmniejsze straty kadrowe poniosła aspirująca do mistrzostwa Cracovia, ale jej trener Michał Probierz nie zauważył zmiany trendu w ekstraklasie i twardo stawia na obcokrajowców. W wyjazdowym spotkaniu z Arką Gdynia ta archaiczna już koncepcja kadrowa jeszcze wypaliła, bo „Pasy” wygrały w Gdyni 1:0. Nie było to jednak jakieś specjalnie trudne zadanie, bo w gdyńskim klubie nie dzieje się ostatnio najlepiej i wygląda na to, że lada moment dojdzie tam do zmian właścicielskich. Nie zmienia to jednak faktu, że w zespole Cracovii przeciwko Arce na 14 zawodników aż 10 to byli cudzoziemcy.
Odmienna koncepcja realizowana jest natomiast w Lechu Poznań. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw ma wręcz obowiązek stawiać na młodych zawodników i w spotkaniu z Rakowem Częstochowa na boisku pojawiła się ich spora grupa: dwóch 17-latków Filip Szymczak i Jakub Kamiński, rok od nich starszy Filip Marchwiński, 20-letni Jakub Moder, 21-letni Juliusz Letniowski oraz jego rówieśnicy Tymoteusz Puchacz i Kamil Jóźwiak. W sumie aż siedmiu młodzieżowców mi juniorów na 14 wykorzystanych w meczu graczy. Do tego nie byli to bynajmniej statyści, bo Moder i Puchacz strzelili gole. Trzeciego dołożył Duńczyk Chrystian Gytkjaer i lechici wygrali 3:0. W następnej kolejce zespół „Kolejorza” zmierzy się w Krakowie z Cracovią i będzie to bardzo interesujące starcie dwóch koncepcji prowadzenia klubów.
Lech jest pozytywnym przykładem promowania rodzimych talentów, w innych klubach jest z tym znacznie gorzej, ale najbardziej obecnie przegina pod tym względem właśnie wspomniana wyżej Cracovia. Niewiele lepiej od niej wypada Pogoń Szczecin, ale w ekipie „Portowców” gra dwóch piłkarzy wprawdzie zagranicznych, lecz z polskimi korzeniami. To reprezentujący Austrię David Stec i reprezentujący Szwecję Paweł Cibicki. Licząc z nimi w spotkaniu z Wisłą Płock w ekipie Pogoni wystąpiło siedmiu Polaków, ale tak naprawdę jedynie pięciu. W drużynie „Nafciarzy” było pod tym względem znacznie lepiej, bo wśród 14 piłkarzy jacy pojawili się na boisku, aż 10 to byli Polacy. Wypada mieć nadzieje, że pechowa porażka 2:3 nie zmieni tego trendu przynajmniej w Płocku.
Wyniki 21. kolejki:
Arka Gdynia – Cracovia 0:1
Gol: Sergiu Hanca (37). Widzów: 6815.
Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Krzysztof Mączyński (71 karny), Michał Chrapek (90) – Flavio Paixao (6, 46).
Widzów: 10 201.
Korona Kielce – Górnik Zabrze 0:0
Widzów: 7109.
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:0
Gole: Christian Gytkjaer (67 karny), Tymoteusz Puchacz (81), Jakub Moder (87).
Widzów: 10 872.
Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok 3:0
Gole: Alon Turgeman (28), Kamil Wojtkowski (56), Aleksander Buksa (87).
Widzów: 15 420.
Wisła Płock – Pogoń Szczecin 2:3
Gole: Michalis Manias (9 samobójcza), Jakub Rzeźniczak (72) – Srdan Spiridonović (77 karny), Marcin Listkowski (80), Paweł Cibicki (82). Widzów: 4231.
Niedzielne mecze Piasta Gliwice z Zagłębiem Lubin oraz Legii Warszawa z ŁKS Łódź zakończyły się po zamknięciu wydania.

Koniec zimowej przerwy

W najbliższy weekend wznowi rozgrywki nasza piłkarska ekstraklasa. W przerwie zimowej znów zniknęło z niej kilku zawodników, którzy w rundzie jesiennej nadawali ton swoim zespołom, jak napastnik Legii Warszawa, lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda czy rozgrywający Lecha Poznań Darko Jevtić.

Lista strat wiodących graczy jest znacznie dłuższa. PKO Ekstraklasę opuścili, oprócz wspomnianych już Niezgody (przeniósł się za ocean do występującego w MLS zespołu Portland Timbers) i Jevticia (szwajcarski piłkarz serbskiego pochodzenia trafił do Rubina Kazań), tacy wiodący gracze w swoich drużynach, jak Patryk Klimala, który z Jagiellonii Białystok przeszedł do Celticu Glasgow. Z kolei Adam Buksa z Pogoni Szczecin przeniósł się do grającego w amerykańskiej MLS New England Revolution, zaś z gdańskiej Lechii ruszyła w świat spora grupka piłkarzy – Słowak Lukas Haraslin wybrał grające w Serie A Sassuolo, Daniel Łukasik zagra w tureckim Ankaragucu, a Artur Sobiech w drugoligowym Fatih Karagumruk SK Stambuł. Lista zawodników, którzy zimą wyjechali do zagranicznych klubów jest rzecz jasna znacznie dłuższa.
Przyzwyczailiśmy się już, że o pół roku naszą ekstraklasę opuszczają czołowi gracze, ale takiego masowego exodusu jak tej zimy już dawno nie było. Kluby zarobiły na transferach niemałe pieniądze, padł nawet transferowy rekord, bo Legia sprzedała swojego bramkarza Radosława Majeckiego do AS Monaco za najwyższą w historii naszej ligi kwotę 7 mln euro plus bonusy. Wcześniej transferowym rekordzistą był obrońca Jan Bednarek, za którego Southampton zapłacił Lechowi Poznań 6 mln euro. 20-letni golkiper dokończy jednak ten sezon w barwach warszawskiego klubu, do którego został przez AS Monaco wypożyczony. Latem jednak odejdzie, a latem Legię czekają przecież kwalifikacje do europejskich pucharów, widać jednak nawet szefowie najbogatszego polskiego klubu nie wierzą, że ich zespół może przebić się do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy nawet Ligi Europy, skoro nie próbowali zatrzymać w składzie kluczowych zawodników, bo przecież pozbyli się już teraz najlepszego strzelca zespołu (Niezgoda zdobył jesienią 14 bramek) i rozgrywającego (Cafu).
Tak przy okazji, to w tym sezonie raczej polski piłkarz nie zdobędzie korony króla strzelców. Za Niezgodą z 11 trafieniami plasują się Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha i Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii, 10 bramek na koncie mają Słoweniec Damjan Bohar z Zagłębia Lubin i Hiszpan Jorge Felix z Piasta Gliwice, a 9. trafień ma kolejny Hiszpan, Igor Angulo z Górnika Zabrze. Dopiero za tą grupą cudzoziemców plasuje się pierwszy Polak, 37-letni weteran z Wisły Kraków Paweł Brożek, mający w dorobku 8 bramek. Legitymujący się siedmioma trafieniami Klimala i Buksa wyjechali, a następny w kolejności z polskich graczy, Piotr Parzyszek z Piasta, strzelił dotąd sześć goli.
Mimo kadrowego osłabienia faworytem rozgrywek pozostaje Legia. Warto pamiętać, że od sezonu 2003/2004 ekipa z Łazienkowskiej tylko raz nie zakończyła rozgrywek na podium (w 2009/2010 roku zajęli czwarte miejsce). Od sezonu 2012/13 pięciokrotnie zdobyli mistrzostwo (2013-2014, 2016-2018), a dwukrotnie wicemistrzostwo (2014/2015, 2018/2019).
Dla przypomnienia – ekstraklasa w tym sezonie gra w systemie ESA 37, czyli po rozegraniu 30 kolejek podzieli się ostatecznie na dwie grupy, mistrzowską i spadkową, w następnie każdy zespół rozegra jeszcze po siedem spotkań. Układ tabeli po 20 kolejkach pokazuje, że realne szanse na zajęcie miejsca w grupie mistrzowskie wciąż ma jeszcze 11 zespołów, co zwiastuje twardą walkę i nie najlepiej wróży odstającym od tej jedenastki zespołom ŁKS Łódź, Wisły Kraków, Korony Kielce, Arki Gdynia i Górnika Zabrze. Do zajmującego 11. lokatę Rakowa Częstochowa zabrzanie mają pięć punktów straty, ale ostatni ŁKS już 14, a przedostatnia Wisła Kraków 11. To dużo zważywszy na fakt, że do rozegrania w fazie zasadniczej pozostało jeszcze 10 kolejek. A pamiętajmy, że w tym sezonie z ekstraklasy spadną trzy drużyny, a nie dwie, jak w ostatnich latach. Ich miejsce zajmą trzy zespoły z I ligi – bezpośredni awans uzyskają dwa najlepsze, a trzeci awansuje po barażach z udziałem drużyn z miejsc 3-6.
Nie dziwi zatem, że podczas zimowej przerwy najbardziej aktywne w pozyskiwaniu nowych graczy były właśnie zespoły najbardziej zagrożone degradacją. Najwięcej piłkarzy sprowadziły ŁKS i Wisła Kraków. Łodzianie zatrudnili m.in. doświadczonego stopera Macieja Dąbrowskiego z Zagłębia Lubin, a po stracie na rzecz Lecha hiszpańskiego pomocnika Daniego Ramireza, w jego miejsce ściągnęli trzech jego rodaków – Samu Corrala, Antonio Domingueza i Carlosa Garcię. Korona Kielce natomiast zatrudniła dwóch nastoletnich angielskich piłkarzy bez znanych nazwisk, zaś Górnik Zabrze postawił na zaciąg słowacki, zatrudniając doświadczonego Romana Prochazkę z Victorii Pilzno oraz skrzydłowego Erika Jirka, który w 2018 roku jako gracz Spartaka Trnawa świetnie grał przeciwko Legii w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Jesienią był wypożyczony z Crvenej Zvezdy Belgrad do innego serbskiego zespołu, FK Radnicki Nisz, ale w Zabrzu liczą, że będzie rewelacją naszej ekstraklasy już tej wiosny.
PKO Ekstraklasa w tym sezonie zakończy rozgrywki 17 maja, chociaż pierwotnie rozegranie ostatniej, 37. kolejki planowano na 22-23 maja. Przyspieszenie tłumaczono interesem szykującej się do startu w Euro 2020 reprezentacji Polski oraz… zaplanowanym na 27 maja finałem Ligi Europy w Gdańsku.
Niewykluczone, że to ostatni sezon w obecnej formule rozgrywek, bo PZPN mocno naciska na kolejną reformę ekstraklasy i chce teraz 18-zespołowej ligi w dwurundowej formule, na co nie chce się zgodzić część klubów, w tym najsilniejsze – Legia, Lech i Cracovia. Przepychanki w tej sprawie wciąż trwają.
Zestaw par 21. kolejki:
Piątek: Arka Gdynia – Cracovia, godz. 18:00; Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, godz. 20:30. Sobota: Korona Kielce – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Lech Poznań – Raków Częstochowa, godz. 17:30; Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Pogoń Szczecin, godz. 12:30; Piast Gliwice – Zagłębie Lubin, godz. 15:00; Legia Warszawa – ŁKS Łódź, godz. 17:30.

Grupa mistrzowska
Legia 20 38 40:20
Cracovia 20 36 29:16
Pogoń 20 35 22:16
Śląsk 20 34 27:21
Lech 20 31 33:20
Piast 20 31 22:21
Lechia 20 30 23:22
Wisła P. 20 30 25:32
Grupa spadkowa
Jagiellonia 20 29 31:26
Zagłębie 20 28 31:28
Raków 20 28 24:29
Górnik 20 23 24:27
Arka 20 21 17:28
Korona 20 21 12:24
Wisła K. 20 17 22:35
ŁKS Łódź 20 14 20:37

Upadek Białej Gwiazdy

Wisła Kraków przegrała w 16. kolejce ze Śląskiem Wrocław 1:2. Była to ósma z rzędu ligowa porażka „Białej Gwiazdy”, a licząc z przegraną w Pucharze Polski z II-ligowymi Błękitnymi Stargard – już nawet dziewiąta. Wiślacy okupują ostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy i nawet w ich obozie mało kto już wierzy, że zdołają uniknąć degradacji.

Podczas dwutygodniowej przerwy dla reprezentacji prowadzenie zespołu po zwolnionym Macieju Stolarczyku przejął Artur Skowronek, a sztab medyczny przywrócił do gry leczących wcześniej kontuzje Jakuba Błaszczykowskiego, Pawła Brożka i Vullnetę Bashę. Przeciwko Śląskowi krakowski klub wystawił zatem do walki najsilniejszy skład, na jaki obecnie go stać. Wiślacy zaczęli spotkanie z animuszem, a ich wiarę w zwycięstwo wzmocniła zdobyta już w 9. minucie bramka. Pomogli przy tym trochę gracze gospodarzy, zwłaszcza stoper Wojciech Golla, który sprokurował „jedenastkę” zamienioną na gola przez Błaszczykowskiego. Potem jednak odezwały się wszystkie grzechy ekipy „Białej Gwiazdy”, przez które doznała serii ośmiu porażek i zjechała w ligowej tabeli na ostatnią pozycję.

Przez błędy spadli na dno

Gracze Wisły popełniają mnóstwo żenujących błędów w grze defensywnej, szczególnie przy stałych fragmentach gry. We Wrocławiu kolejny raz nie popisał się weteran Marcin Wasilewski, który spóźnił się z interwencją przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i dzięki temu Golla mógł się zrehabilitować zdobywając wyrównującą bramkę. Jeszcze gorzej od Wasilewskiego spisywał się grający z nim w duecie w środku obrony Likas Klemenz, który mimo 191 cm wzrostu nie radzi sobie w pojedynkach o podawane górą piłki. Był to już dwunasty straconym w ten sposób przez wiślaków gol w obecnym sezonie.

Nie lepiej wygląda kadrowy potencjał ekipy „Białej Gwiazdy” w linii środkowej i w ataku: Błaszczykowski, Basha, Pawłowski, Jean Carlos, Boguski i Brożek nie sprostali odpowiednikom w zespole Śląska, z których szczególną aktywność wykazywali Michał Chrapek i Krzysztof Mączyński. Tak się składa, że ci dwaj zawodnicy to wychowankowie Wisły. Mączyński zdobył nawet zwycięską bramką na 2:1 i tym trafieniem odebrał dawnemu klubowi cenne punkty. Dwa tygodnie wcześniej trzy „oczka” w spotkaniu z Arką Gdynia skradł Wiśle jej inny były piłkarz, Maciej Jankowski, którego gol zapewnił gdyńskiej drużynie cenną wygraną w Krakowie 1:0.

Tak więc zespół „Białej Gwiazdy” utknął na samym dnie ligowej tabeli i będzie mu trudno poprawić to niekomfortowe położenie, bo w najbliższej perspektywie czekają go potyczki albo z zespołami aspirującymi do zajęcia miejsc dających prawo gry w europejskich pucharach (Lechia Gdańsk i aktualny lider Pogoń Szczecin), albo z bezpośrednimi konkurentami ze strefy spadkowej (Górnik Zabrze oraz ŁKS Łódź), z którymi na dodatek gra na wyjeździe.

Mało optymistyczna perspektywa

Statystyki nie są przy tym optymistyczne, bo w poprzednim sezonie po 16 ligowych kolejkach więcej punktów na koncie niż teraz ma Wisła mieli nawet dwaj późniejsi spadkowicze – Zagłębie Sosnowiec (12) i Miedź Legnica (13). A przecież w obecnych rozgrywkach z PKO Ekstraklasy spadną trzy zespoły. Dla zadłużonego po uszy krakowskiego klubu coraz bardziej prawdopodobna degradacja do I ligi będzie klęską podwójną, bo oznacza stratę 15 mln złotych z tytułu praw telewizyjnych oraz kolejnych milionów jakich nie zarobi na sprzedaży biletów i reklam.

Jeśli coś może intrygować bezstronnych obserwatorów upadku istniejącego od 1906 roku klubu, to fakt, że widmo nadciągającej katastrofy zamiast mobilizować wiślackie środowisko, coraz mocniej je antagonizuje. Fani „Białej Gwiazdy” z rosnącym niepokojem patrzą na to, co dzieje się przy Reymonta 22, a ponieważ nikt im tego wprost nie chce wyjaśnić, w naturalnym odruchu zaczynają się odwracać do klubu plecami, słusznie rozumując, że jak nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze.

Przepychanki między działaczami wciąż zdominowanego przez nieformalne organizacje kibicowskie Towarzystwa Sportowego Wisła a ekipą tzw. ratowników, których filarami są Jakub Błaszczykowski i dwóch krakowskich biznesmenów – Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński, dotyczą przejęcia pełnej kontroli nad wszystkimi aktywami SSA Wisła Kraków, w tym do nazwy klubu i wszystkich znaków towarowych. Także długami, których ciążący garb wedle różnych źródeł ma wartość w optymistycznej wersji 40-45 mln złotych, a pesymistycznej nawet 80 milionów.

Dłużnik na górze forsy

Z drugiej jednak strony klub ma niebagatelny atut, bo w 2006 roku na stulecie powstania Wisły prezydent Krakowa Jacek Majchrowski obdarował jubilata kawałkiem gruntu, którego aktualna wartość szacowana jest na blisko 100 mln złotych i wciąż rośnie. Ktokolwiek zatem uzyska całkowitą kontrolę nad klubem i prawo podejmowania wiążących decyzji, będzie mógł spieniężyć ten dar i nie tylko uwolnić „Białą Gwiazdę” od ciężaru zadłużenia, ale jeszcze odłożyć z tego pokaźny kapitał obrotowy.

Jeśli tylko o to toczy się spór, to piłkarskiej części Wisły nie grozi zagłada, lecz co najwyżej oczyszczająca kwarantanna na zapleczu ekstraklasy, po której może wrócić do ligowej elity silniejsza, zdrowsza i wolna od ciężaru zadłużenia. Na pewno jednak już nie z tymi zawodnikami, którzy dzisiaj stanowią jej trzon. Przy całym szacunku dla dokonań Wasilewskiego, Brożka, Boguskiego czy nawet Błaszczykowskiego, to nie jest ich najlepszy czas na boisku, nawet w naszej słabej pod względem sportowym ekstraklasie.

Po 16. kolejce ponownie doszło w niej do zmiany lidera. Po porażce 1:3 w Szczecinie stołeczna Legia straciła prowadzenie i zjechała w tabeli na czwarte miejsce, a na podium rozsiadły się zwycięska Pogoń, za nią Cracovia, a na najniższy stopień wskoczył Śląsk. Po następnej kolejce kolejność w czołowej piątce może znów ulec radykalnej zmianie, bowiem piąty Piast ma do prowadzącej Pogoni trzy punkty straty, do Cracovii i Śląska dwa, zaś do Legii tylko jeden.

Wyraźny spadek temperatury znacząco osłabił frekwencję na stadionach. W 16. kolejce tylko we Wrocławiu przekroczono barierę 10 tysięcy widzów. Mecz Śląska z Wisłą przyciągnął na stadion 13 155 osób, w Poznaniu trzybramkowe zwycięstwo Lecha nad Piastem obejrzało 8241 widzów, w Zabrzu remis Górnika z Wisłą Płock 8202. Czwartą lokatę pod względem frekwencji zajęło spotkanie Lechii Gdańsk z ŁKS łódź (7674 widzów), a piątą kończące kolejkę poniedziałkowe spotkanie Cracovii z Zagłębiem Lubin, na które mimo chłodu przybyło 7235 kibiców. Średnia wypadnie jednak słabo.

 

Legia mistrzem jesieni

Legia Warszawa w 15. kolejce rozgromiła u siebie Górnika Zabrze 5:1 i zakończyła rundę jesienna na pierwszym miejscu. Stołeczny zespół odniósł cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, a w dwóch ostatnich meczach na swoim stadionie strzelił aż 12 goli, tracąc tylko jednego. W tabeli ma jednak tylko jeden punkt przewagi nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin.

W górnej części tabeli piłkarskiej ekstraklasy różnice między zespołami wciąż są niewielkie. Czwarta Cracovia traci do Legii tylko dwa punkty, tyle samo co piąty Śląsk Wrocław, a szósta Wisła Płock odstaje o zaledwie trzy „oczka”. Wyraźniejszą przewagę lidera widać dopiero od siódmej lokaty, bo zajmująca ją Jagiellonia ma już sześć punktów straty do Legii, a ostatni w grupie mistrzowskiej Lechia Gdańsk aż osiem.

Legia jest obecnie inną drużyną, niż była jeszcze kilka tygodni temu. Nie tylko regularnie wygrywa, to jeszcze robi to w widowiskowym stylu. W składzie zespołu coraz bardziej widać zmianę kadrowej strategii władz klubu, które zapowiedziały, że ich celem będzie teraz promowanie utalentowanych polskich piłkarzy i transferowanie ich do bogatszych klubów zagranicznych. Trener Aleksandar Vuković wystawia zatem do gry coraz więcej polskich graczy, stawiając śmiało także na utalentowanych młodzieżowców, jak bramkarz Radosław Majecki czy boczny obrońca Michał Karbownik.

Nie obniża to jakości gry stołecznej drużyny, wręcz przeciwnie – legioniści coraz lepiej się rozumieją, a pozyskani w tym sezonie gracze, Luquinhas i Paweł Wszołek, wnieśli do gry zespołu nową jakość. Legioniści w takiej formie i nastawieniu będą coraz trudniejsi do pokonania i w tej chwili są faworytami do zdobycia mistrzowskiej korony.
Solidnie w tej części sezonu prezentuje się też zespół wicelidera, Piasta Gliwice. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika w 15. kolejce pewnie ograli u siebie Jagiellonię Białystok 3:1. Ciekawostką w tym spotkaniu był to, że wszystkie gole strzelili hiszpańscy piłkarze. Za plecami gliwiczan usadowiła się ekipa Pogoni Szczecin, która od początku sezonu trzyma wysoki poziom i utrzymuje się w ligowej czołówce. Cracovia zaczęła rozgrywki znacznie gorzej od „Portowców”, ale teraz jest to zespół grający bardzo solidnie i jego aspiracje do walki o czołowe lokaty są uzasadnione. Zaskoczeniem jest za to obecność w czołówce Śląska Wrocław, za co władze tego klubu powinny ozłocić czeskiego trenera Vitezslava Lavickę, który bez spektakularnych transferów z graczy jakich dano mu pod komendę stworzył całkiem nieźle grający zespół. Podobne pochwały należą się szkoleniowcowi Wisły Płock Radosławowi Sobolewskiemu, który przejął zespół już po rozpoczęciu rozgrywek i z ligowego słabeusza przekształcił go w twardo walczącą o każdy punkt zgraną ekipę.

Na drugim biegunie ligowej tabeli po ostatniej kolejce rundy jesiennej wylądowała Wisła Kraków, co jest konsekwencją serii porażek w siedmiu kolejnych ligowych spotkaniach. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie zdobyła punktów od 22 września, przegrywając kolejno z Wisłą Płock 1:2, Cracovią 0:1, Lechem Poznań 0:4, Piastem 1:2, Legia 0:7, Rakowem Częstochowa 0:1 i Arką Gdynia 0:1. Bilans bramkowy 2:17 dobitnie pokazuje sportową degradację wiślaków, od których zaczęli się odwracać nawet ich najwierniejsi fani. Drużynę trenera Macieja Stolarczyka po spotkaniu z Arką żegnały gwizdy i wyzwiska. „Biała Gwiazda” to w tej chwili główny kandydat do spadku z ligi.

W niewiele lepszej sytuacji są też okupujące miejsca w dole tabeli ekipy ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Dwunasty w stawce Górnik ma nad trzynastą Arką trzy „oczka” przewagi, ale jedenasty Raków i dziesiąte Zagłębie już sześć. Jeśli w pozostałych do rozegrania do końca roku czterech kolejkach te różnice punktowe jeszcze się powiększą, a jest to wielce prawdopodobne, także grupa spadkowa trwale podzieli się na dwie części.

 

Żebranina po krakowsku

Zadłużone po uszy Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków jest klubem wielosekcyjnym, ale największe długi, przekraczające kwotę 40 milionów złotych, wygenerowała w ostatnich latach piłkarska spółka akcyjna. Ona też jako pierwsza wypraktykowała sposób na wyciąganie pieniędzy od zwykłych kibiców. Teraz w jej ślady idzie sekcja koszykarska.

Drużyna koszykarek Wisły Kraków znalazła się w trudnej sytuacji, bo nie wywiązała się ze zobowiązań finansowych wobec swojej byłej już zawodniczki Dominiki Owczarzak. Koszykarka ta występowała w kipie „Białej Gwiazdy” w sezonie 2017-2018, ale jesienią 2017 roku zerwała więzadła krzyżowe w kolanie i zdecydowała się leczyć na własną rękę. Krakowski klub nie zaakceptował tej decyzji i zerwał z nią kontrakt. Owczarzak po wyczerpaniu wszystkich możliwości polubownego zakończenia sporu wystąpiła o arbitraż do Międzynarodowej Federacji Koszykarskiej (FIBA). I uzyskała tam korzystny dla siebie wyrok, bowiem FIBA nakazała Wiśle Kraków spłacić jej kontrakt – chodziło o 150 tys. zł.

Owczarzak w trakcie rozwiązywania sporu znalazła już nowego pracodawcę i obecnie występuje w barwach Ślęzy Wrocław, ale Wiśle nie zamierza odpuścić nawet grosza. „Nie mamy kontaktu z zawodniczką, nawet jej prawnik nie odbiera naszych telefonów” – pożaliła się w mediach wiceprezes TS Wisła Dorota Gburczyk-Sikora.

Dla krakowskiego klubu spór z Owczarzak to problem, bo FIBA do czasu uregulowania należności wobec zawodniczki wstrzymał wydanie certyfikatów dla nowych koszykarek zakontraktowanych przez Wisłę i dlatego wiślackie koszykarki nie mogą przystąpić do rozgrywek, bo trener ma w drużynie tylko trzy zawodniczki uprawnione do gry. Dwa pierwsze mecze nowego sezonu „Biała Gwiazda” musiała z tego powodu przełożyć.

Co ciekawe, Towarzystwo Sportowe, które dysponuje możliwymi do sprzedaży gruntami o wartości ponad 70 mln złotych, ogłosiło na swojej stronie internetowej zbiórkę na rzecz drużyny koszykarek. Władze klubu nie liczą na tak wielką szczodrość kibiców, jaka miała miejsce w przypadku ratowania przed bankructwem spółki piłkarskiej, ale też w przypadku sekcji koszykarskiej, która latem straciła wieloletniego sponsora (firmę Can-Pack) i musiała obciąć budżet o ponad połowę, potrzeby są dużo mniejsze. Teraz chodzi tylko o owe 150 tys. złotych na spłacenie Owczarzak. Po co jednak i dla kogo klub trzyma grunty warte miliony?

 

Ligowa kolejka w cieniu skandali

Bramkarz Łódzkiego Klubu Sportowego Michał Kołba został przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków. Obecność zakazanego dopingu wykazała próbka A, dlatego łódzki klub z reakcją wstrzymał się do czasu opublikowania wyników badania próbki B. W innych ligowych klubach też zrobiło się nerwowo, bo nikt głowy za swoich graczy nie da.

Nerwowa atmosfera panuje też w Wiśle Kraków, chociaż nie z powodu dopingu. Po zatrzymaniu byłej prezes klubu Marzeny S. i kilku innych dawnych działaczy, w krakowskim klubie czekają z niepokojem na ukazanie się książki dziennikarza TVN Szymona Jadczaka o kulisach finansowych przekrętów tych ludzi. Z fragmentów opublikowanych w Internecie rysuje się ponury obraz, który z negatywnie wpłynie na wizerunek „Białej Gwiazdy”.

Wyniki 8. kolejki:
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: Guilherme, Romanczuk, Arsenić, Runje, Camara – Lewczuk, Luis Rocha, Jędrzejczyk, Cafu. Czerwona kartka: Luís Rocha (35., Legia, za drugą żółtą). Widzów: 19 308.
Zagłębie Lubin – Wisła Płock 5:0
Gole: Sasza Żivec (14), Alan Czerwiński (29), Damjan Bohar (44), Bartosz Slisz (90), Dawid Pakulski (90). Żółte kartki: Balić, Szysz, Starzyński – Uryga, Merebaszwili, Kuświk, Furman. Widzów: 2876.
Raków Częstochowa – Arka Gdynia 2:0
Gole: Jarosław Jach (31), Felicio Brown Forbes (80). Żółte kartki: Jach, Bartl, Szymonowicz – Maghoma. Widzów: 2511.
Lechia Gdańsk – Lech Poznań 2:1
Gole: Sławomir Peszko (23), Michał Nalepa (33) – Christian Gytkjaer (45). Żółte kartki: Peszko – Crnomarković. Czerwona kartka: Crnomarković (90., za drugą żółtą). Widzów: 14 008.
Korona Kielce – Wisła Kraków 1:1
Gole: Erik Pacinda (47) – Paweł Brożek (38 karny). Żółte kartki: Jukić, Gnjatić, Gardawski – Niepsuj, Wojtkowski. Czerwona kartka: Boguski (31. minuta, Wisła, za faul taktyczny). Widzów: 7073.
Niedzielne mecze Pogoni Szczecin z ŁKS Łódź i Górnika Zabrze ze Śląskiem Wrocław zakończyły się po zamknięciu wydania, a spotkanie Cracovii z Piastem Gliwice odbędzie się w poniedziałek (początek godz. 18:00).