Wiślacy szukają jelenia

Wisła Kraków jest bankrutem i przez normalnie działający związek piłkarski klub powinien zostać zdegradowany karnie do ligi amatorskiej. Taki los spotkał we Włoszech AC Parmę, a w Szkocji Glasgow Rangers.

PZPN normalnym związkiem widocznie nie jest, skoro wbrew oczywistym faktom przez ostatnie dwa lata przyznawał Wiśle licencję na występy w Lotto Ekstraklasie. Gdy pod koniec ubiegłego roku wybuchła afera ze sprzedażą akcji międzynarodowym hochsztaplerom, związek zawiesił licencję pod pretekstem niemożności ustalenia, kto jest rzeczywistym właścicielem klubu. Tymczasem w mediach już huczało od wieści, że piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od lipca, a krakowski klub jest zadłużony na ponad 40 mln złotych. Ludzie, którzy do tego doprowadzili, z prezes Marzeną Sarapatą na czele, złożyli rezygnację z funkcji i rozpłynęli się we mgle, ale jeszcze w ostatnich godzinach urzędowania potrafili bezkarnie ogołocić klubowe konto z ostatnich pieniędzy.

Złodzieje uciekli, a długi pozostały. Można zrozumieć intencje kilku zamożnych facetów, którzy dla przyszłych korzyści zdecydowali się zainwestować swoje oszczędności w udzielenie Wiśle pożyczki. Wiadomo, że jeśli „Biała Gwiazda” przetrwa, to za jakiś czas będą mogli te pieniądze odzyskać. Tylko że zebrane przez nich cztery miliony złotych nie starczyły nawet na wypłacenie zaległych wynagrodzeń dla wszystkich piłkarzy. Ale pozwoliły powstrzymać masowy exodus zawodników, z których kilku już odeszło, a reszta złożyła wezwania do zapłaty. I co najważniejsze, dało też pretekst do odwieszenia licencji, chociaż przecież dług Wisły z powodu tej operacji bynajmniej nie zmalał. Nadal przekracza 40 mln złotych, tyle że teraz cztery „bańki” z tej kwoty klub wisi tercetowi pożyczkodawców. Trwają więc poszukiwania jelenia, który to spłaci.

 

Zamęt w Wiśle

Sytuacja Wisły Kraków jest dramatyczna. PZPN zawiesił klubowi licencję, policzone pobieżnie zadłużenie przekracza 40 mln złotych, sytuacja prawna jest niejasna, bo nie wiadomo gdzie są akcje przekazane niedoszłemu inwestorowi z Kambodży.

 

Z tymi problemami muszą się zmierzyć nowo wybrane władze „Białej Gwiazdy”. Na nowego prezesa Wisły Kraków wybrano 32-letniego Rafała Wisłockiego. Wcześniej trenował w tym klubie drużyny młodzieżowe, był dyrektorem zarządzającym Akademii Piłkarskiej, a także koordynatorem ds. szkolenia. Od 27 czerwca 2018 roku był członkiem zarządu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Przewodniczącym nowej rady nadzorczej został Łukasz Przegon, a jego zastępcami Piotr Pątko i Kazimierz Lenczowski.

Nowi włodarze na specjalnie zwołanej w miniony piątek konferencji prasowej z rozbrajającą szczerością przyznali, że klub faktycznie ma ponad 40 mln złotych długu i że część zawodników złożyła w klubie wezwania do zapłaty zaległości. W przypadku sześciu z nich terminy zostały już przekroczone – są to Zoran Arsenić, Tibor Halilović, Marko Kolar, Jakub Bartkowski, Dawid Kort i Vullnet Basha. Pozostali, Martin Kostal, Jakub Bartosz, Rafał Pietrzak, Maciej Sadlok, Mateusz Lis, Rafał Boguski, Marcin Grabowski i Michał Buchalik, za niespełna dwa tygodnie także będą mogli rozwiązać kontrakty z winy klubu.
Nowy prezes wyjawił, że nie ma żadnego kontaktu z pełniącą przed nim tę funkcję Marzeną Sarapatą, nie omieszkał też ujawnić, iż pani była prezes wraz z dwoma członkami poprzedniego zarządu z klubowej kasy wypłacili sobie ponad 900 tys. złotych tytułem wynagrodzenia. Dla siebie jak się okazuje potrafili znaleźć w kasie pieniądze, a na pensje dla piłkarzy i trenerów jakoś nie.

I to jest największa zagadka w całej tej smutnej historii, bo nie bardzo w tej chwili wiadomo, kto tu kogo oszukał. Aż nie chce się wierzyć, żeby dwóch biznesowych cwaniaków zdecydowało się przejąć akcje klubu, którego jedynym majątkiem są piłkarze, a następnie nie zrobili nic, żeby ten majątek im nie przepadł. Do tego nie trzeba było nawet owych mitycznych już dzisiaj 12,2 mln złotych na pokrycie tzw. długu licencyjnego. Wystarczyło zaspokoić roszczenia zawodników i sztabu szkoleniowego.
Przyszłość Wisły rysuje się w czarnych kolorach. Licencja klubu raczej nie zostanie odwieszona, zespół przegra więc trzy mecze walkowerem i zostanie karnie przesunięty na ostatnie miejsce w tabeli, a potem zdegradowany o dwie klasy rozgrywkowe. Ale ponieważ te sankcje nie niwelują ciążących na klubie długów, możliwy jest jeszcze bardziej radykalny w skutkach scenariusz – wycofanie drużyny z rozgrywek i zawiązanie nowego tworu oraz próba wystartowania w rozgrywkach najniższego szczebla, czyli powtórka rozwiązań zastosowanych ostatnio w Widzewie i Polonii Warszawa.

 

Biała Gwiazda gaśnie w oczach

Próba zmiany właścicielskiej w Wiśle Kraków zakończyła się skandalem. Prosta w sumie operacja biznesowa została przez jej uczestników zamieniona w żenującą farsę. Po dwóch tygodniach akcji „ratowania Wisły” ten zasłużony dla polskiego futbolu klub znów stoi na krawędzi przepaści, choć coraz więcej faktów wskazuje, że z tego miejsca nie ruszył się nawet na moment.

 

Przypomnijmy najważniejsze fakty. Gdy w listopadzie ub. roku stało się jasne, że zadłużona po uszy Wisła Kraków może nie dotrwać do końca rozgrywek, a już na pewno nie otrzyma licencji na kolejny sezon i zostanie zdegradowana do czwartej ligi, z ofertą przejęcia należących do Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków akcji piłkarskiej spółki wystąpiła grupa krakowskich przedsiębiorców, którą zmontował właściciel sieci aptek „Słoneczna” Wojciech Kwiecień. Wraz z nim wolę ratowania zasłużonego klubu wyrazili jeszcze Wiesława Włodarskiego, właściciela koncernu spożywczego „FoodCare” oraz właściciele firm „Antrans” (spedycja) i „Dasta Invwest” (budownictwo).

Wystarczył jednak tylko pobieżny audyt żeby Kwiecień i spółka wycofali się z pomysłu przejęcia Wisły Kraków SSA. To wtedy do publicznej wiadomości przedostały się informacje, że nad „Białą Gwiazdą” ciąży wciąż powiększający się garb zadłużenia, który już wówczas przekraczał kwotę 40 mln złotych. Takiego ciężaru finansowego krakowscy biznesmeni udźwignąć nie byli w stanie.

 

Biała Gwiazda za symboliczne euro

Informując o końcu rozmów z koalicją stworzoną przez Wojciecha Kwietnia, prezes zarządu spółki Wisła SSA Marzena Sarapata ogłosiła zarazem, że są „kontynuowane rozmowy z innymi podmiotami zainteresowanymi przejęciem akcji klubu”. A w przededniu ostatniej w tym roku ligowej kolejki gruchnęła wieść, że władze klubu potajemnie podczas krótkiego wypadu do Zurychu sprzedały sto procent akcji piłkarskiej spółki Wisła SSA zagranicznym funduszom inwestycyjnym. Fakt ten ujawnił prezydenta Krakowa Jacek Majchrowski w wywiadzie udzielonym oficjalnemu profilowi miejskiemu na Facebooku. Powiedział w nim m.in. „Z tego, co wiem, podpisano umowę z funduszem inwestycyjnym, za którym, jak się dowiedziałem, stoją kambodżańscy inwestorzy. Ten fundusz specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw”.

I tak pan prezydent, zapewne w dobrej wierze, uwiarygodnił działania międzynarodowej grupki spekulantów ukrytych pod nieźle brzmiącymi nazwami zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii spółki Noble Capital Partners Ltd i zarejestrowanego w Luksemburgu funduszu inwestycyjnego Alalega SARL. Krótkotrwałą sławę zdobyło trzech przedstawicieli tych podmiotów – mieszkający na stałe w Berlinie Polak Adam Pietrowski, działający na Wyspach Brytyjskich Szwed Mats Hartling i posiadający francuskie obywatelstwo Kambodżanin Vanna Ly.

Władze TS  Wisła, nawiasem mówiąc te same, co Wisły SSA, potwierdziły ten fakt w lakonicznym w treści komunikacie: „We wtorek 18 grudnia doszło do spotkania przedstawicieli Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków z luksembursko-brytyjskim konsorcjum funduszy inwestycyjnych, podczas którego podpisano warunkową umowę sprzedaży 100 procent akcji Wisły Kraków SA. Szczegóły umowy są objęte ścisłą klauzulą poufności”.

Podano jedynie, że akcje klubu oddano za symboliczne euro, ale nowi właściciele wzięli na siebie spłatę całego zadłużenia oraz podjęli zobowiązanie zainwestowania w ciągu roku w Wisłę 130 milionów złotych.

W polskich mediach natychmiast zaroiło się od coraz bardziej bulwersujących wieści o nowych właścicielach „Białej Gwiazdy”. Z dostępnych informacji wynikało bowiem, że w 2017 roku aktywa Noble Capital Partners Ltd były wycenione na 338 tys. funtów, a nie jest to kapitał, który pozwoliłby na spłatę nawet tzw. długu licencyjnego Wisły szacowanego na 12,2 mln złotych. Pietrowski, który aktywnie udzielał się w mediach, tłumaczył jednak, że głównym inwestorem jest tajemniczy Vanna Ly i należące do niego konsorcjum inwestycyjne Alallega. I wciskał dziennikarzom opowieści, że główny inwestor jest członkiem kambodżańskiej rodziny królewskiej, że chciał kupić włoską Genoę, turecki Fenerbahce, portugalską Vitorię Guimaraes, że ma udziały w Chelsea Londyn.

 

Niepoważny Vanny Ly

Tymczasem po dokładniejszym zbadaniu okazało się, że Alalega, poprzez którą Ly został współwłaścicielem Wisły SA, istnieje od 2013 roku, ale do niego należy dopiero od 2017 roku. Nie zatrudnia żadnego pracownika, a od wielu miesięcy nie ma nawet stałej siedziby. Mimo tych hiobowych wieści kibice Wisły z nadzieją czekali na zapowiedzianą na piątek 21 grudnia wizytę tercetu nowych właścicieli na Reymonta. Wyobraźnię fanów „Białej Gwiazdy” pobudzały kolportowane plotki, że zgodnie z umową do 28 grudnia maja oni przelać na klubowe konto 12,2 mln złotych na spłatę długu licencyjnego, do końca lutego spłacić resztę 40-milionowego zadłużenia, zaś do końca roku zainwestować w klub kolejne 130 milionów złotych.

Warunkiem uprawomocnienia się zmiany właścicielskiej był jednak wymóg zapłacenia do 28 grudnia nieszczęsnego długu licencyjnego, bo z owych 12,2 mln złotych klub miał zapłacić zaległe wynagrodzenia piłkarzom i trenerom, co powstrzymałoby ich od zerwania umów i zapobiegło nieuchronnemu rozpadowi dobrze funkcjonującego w rozgrywkach zespołu.

Ustalony termin minął, a na koncie Wisły Kraków obiecane miliony się nie pojawiły. Prezes Sarapata złożyła rezygnację funkcji prezesa klubu, ale na odchodnym jeszcze wyczyściła konto z pieniędzy, tych 700 tysięcy złotych, które Wisła zarobiła ze sprzedaży biletów za ostatni w tym roku ligowy mecz, z Lechem Poznań, na który przybyło ponad 22 tysiące widzów. Zadbała jednak głównie o siebie i współpracującą z klubem firmę męża, ale chociaż swoim postępkiem wzburzyła krew w fanach „Białej Gwiazdy”, jej rujnująca Wisłę dwuletnia działalność prawdopodobnie ujdzie jej na sucho. Nie pierwszy to przecież taki przypadek w polskim futbolu i na pewno nie ostatni. Pojawiła się jednak szansa wymierzenia sprawiedliwości nieuczciwym działaczom, bo sprawą zainteresowała się polskie organy wymiaru sprawiedliwości.

 

Koniec farsy czy początek końca?

W środę 2 stycznia działacze Wisły Kraków w końcu przerwali farsę i ogłosili, że transakcja sprzedaży akcji została anulowana, co oznacza, że ponownie sto procent akcji piłkarskiej spółki należy do Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Jego zarząd wydał oświadczenie: „W środę 2 stycznia 2019 roku unieważniono umowę przejęcia Wisły Kraków SA przez Panów Vanna Ly i Matsa Hartlinga. Oznacza to, że prawnie jedynym akcjonariuszem piłkarskiej spółki jest Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków. Jednoczenie informujemy, że na stanowisko Prezesa Zarządu Wisły Kraków SA powołano Tadeusza Czerwińskiego, który od dziś będzie pełnił rolę sternika klubu” –napisano. Ostatecznie jednak Czerwiński nie przyjął funkcji prezesa Wisły SSA zasłaniając się złym stanem zdrowia.

Tymczasem uaktywnili się dwaj wspólnicy Vanna Ly – Mats Hartling i Adam Pietrowski. Na razie wypowiedział si co prawda tylko ostatni z wymienionych, Pietrowski, którego Ly i Hartling mianowali pod koniec grudnia p.o. prezesa Wisły. On w oświadczeniu skierowanym do polskich mediów wyraził głębokie oburzenie ostatnimi decyzjami TS Wisła: „Na jakiej podstawie puszcza się taki komunikat? Przecież prima aprilis mamy w kwietniu. To jest w pełni nielegalne. Są stosowne klauzule w umowie. Przecież w środę działacze TS Wisła wysłali do pana Hartlinga e-maila, że chcą jak najszybciej podpisać nową umowę z nami, tylko już bez pana Vanna Ly. Dlatego jestem zdziwiony, gdy kilka godzin później czytam komunikat, że jest nowy prezes i TS ma ma na powrót sto procent akcji klubu. To nieprawda, to jest fejk, to jest nielegalne. Nie wiem, jakich oni mają prawników. Pan Hartling się z tego śmieje i powiedział, że wszystkie klauzule w umowie zostały złamane”.
Pietrowski dał tym samym do zrozumienia, że on i jego szwedzki wspólnik nadal uważają się za właścicieli Wisły, co w praktyce jeszcze bardziej skomplikuje już i tak niemiłosiernie zagmatwaną sytuację prawną krakowskiego klubu.
Do rozgrywki włączył się w końcu PZPN. Do Komisji Licencyjnej został przesłany wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie Wisły Kraków, o czym na Twitterze poinformował dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN Łukasz Wachowski. Wszczęcie procedury zakończy się prawdopodobnie zawieszeniem licencji na występy w ekstraklasie. Zwłaszcza że gniewnie odezwał się w tej kwestii prezes związku Zbigniew Boniek, pisząc na Twitterze: „Zamiast sygnałów na razie same kłamstwa. Dosyć tego”.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W czwartek 3 stycznia Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN postanowiła zawiesić Wiśle Kraków licencję „ze względu na niejasną sytuację prawną klubu oraz w związku z licznymi naruszeniami postanowień Podręcznika Licencyjnego”. Jeśli licencja nie zostanie odwieszona przed wznowieniem rozgrywek, wówczas zespół Wisły zostanie usunięty z ligi.

Po tej decyzji piłkarze, którzy wciąż nie otrzymali wynagrodzeń za ostatnie pół roku i dług spółki wobec nich wynosi już z tego tytułu ponad sześć milionów złotych, zaczną zapewne hurtowo składać wezwania do zapłaty, a po dwóch tygodniach wystąpią o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. I to będzie gwóźdź do wiślackiej trumny, która w 2019 roku zapewne na długi czas wyląduje na dalekich peryferiach polskiego futbolu.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Handlowanie Wisłą

Fot. Wisła Kraków upadnie, jeśli jej nowi właściciele nie spełnią finansowych obietnic

 

 

Wydarzeniem ostatnich dni jest zmiana właścicielska w Wiśle Kraków. Sto procent akcji upadającego klubu kupiły dwie zagraniczne firmy, ale transakcja dojdzie do skutku, jeśli do 28 grudnia przeleją na konto Wisły 12,2 mln złotych na spłatę najpilniejszych długów.

 

Do tego czasu Wisła Kraków nadal jest własnością Towarzystwa Sportowego Wisła i rządzą nią prezes Marzena Sarapata, wiceprezes Szymon Michlowicz i członek zarządu Rafał Wisłocki. Pod ich rządami klub znalazł się na krawędzi przepaści, bo ciąży na nim blisko 40-milionowe zadłużenie i perspektywa nieuchronnego upadku, jeśli nowi właściciele okażą się niewiarygodni i niewypłacalni. Na razie wiadomo, że akcje krakowskiego klubu kupiły dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne – Alalega i Noble Capital Partners, płacąc za nie symbolicznie jedno euro, ale podejmując się spłaty całego zadłużenia.

Transakcje zostanie sfinalizowana w momencie, gdy nabywcy przeleją na konto krakowskiego klubu pierwszą transzę – 12,2 mln złotych tzw. długu licencyjnego. Maja na to czas do 28 grudnia tego roku. Potem muszą jeszcze spłacić pozostałe wierzytelności, szacowane na 27-28 mln złotych, a w ciągu 2019 roku mają zainwestować w „Białą Gwiazdę” kolejne 130 mln złotych. Te kwoty wyglądają imponująco i jeśli rzeczywiście Wisła te pieniądze otrzyma, będzie to jedna z największych, o ile nie największa inwestycja zagranicznego kapitału w polskim sporcie.

 

Tajemnicze interesy nabywców

W imieniu nowych właścicieli na łamach polskich mediów wypowiedział się na razie tylko ich polski wspólnik, Adam Pietrowski, mieszkający na stałe w Berlinie agent piłkarski. „Zapraszam wszystkich na piątkowy mecz Wisły z Lechem Poznań. Wspólnie z fanami chcemy odbudować potęgę Wisły, aby jak dawniej rywalizowała z takimi firmami, jak Barcelona czy Real” – powiedział Pietrowski, który w nowych władzach ma objąć funkcję dyrektora sportowego. Zapewnił, że nowi właścicieli klubu pojawią się w piątek na konferencji prasowej i potwierdzą, że jeszcze w zimowym okienku transferowym przeprowadzą cztery duże transfery. Pietrowski liczy też na powrót na Reymonta Jakuba Błaszczykowskiego, który zadeklarował to dwa tygodnie temu i niedawno potwierdził gotowość przejścia już w przerwie zimowej. „Kibice mogą być spokojni o przyszłość Wisły” – zapewnia Pietrowski.

W polskich mediach od środy pojawiło się jednak mnóstwo mało optymistycznych informacji o nowych właścicielach „Białej Gwiazdy”. Zdobycie informacji o obu firmach jest bardzo trudne, a te dostępne raczej nie powinny skłaniać fanów Wisły do mrożenia szampanów. Przejąć akcje krakowskiego klubu chcą 59-letni Szwed Mats Uno Hartling i 53-letni obywatel Francji kambodżańskiego pochodzenia Vanna Ly . Pierwszy reprezentuje fundusz inwestycyjny Noble Capital Partners Ltd. W 2017 roku aktywa spółki były wycenione na 338 tys. funtów, a to raczej nie jest to kapitał gwarantujący środki na spłatę zadłużenia Wisły. Hartlinga próżno szukać na publikowanej rokrocznie liście 180 najbogatszych Szwedów, na której dolna granica majątku to miliard koron (ok. 417 mln złotych). Nazwisko Hartlinga pojawia się też w innych zarejestrowanych w Anglii spółkach, których działalność polega na skupowaniu akcji i udzielaniu pożyczek. To z nim powiązany jest biznesowo Pietrowski, licencjonowany agent FIFA, prowadzący zarejestrowaną w Berlinie agencję ABP Sports Management zajmującą się transferowaniem do Niemiec młodych polskich piłkarzy.

Drugi z nabywców, nawiasem mówiąc większościowy, bo kontrolowany przez Vanna Ly fundusz Alelega ma przejąć 60 procent udziałów, został zarejestrowany w 2013 roku w Luksemburgu. Mający też francuskie obywatelstwo Ly powiązany jest również z francuskimi firmami Media Spirit, Vauban 1 i Axell Informatique, które są zarejestrowane w Lyonie i Montesson, prowadzi też jakieś interesy w Rumunii i Szwajcarii. Według włoskich mediów na przełomie 2017 i 2018 roku Ly prowadził wstępne rozmowy w sprawie przejęcia klubu Genoa, ale do transakcji ostatecznie nie doszło. Dziennik „La Repubblica” opisał go wówczas jako biznesmena prowadzącego interesy w Luksemburgu i Dubaju.

 

Obietnice są obiecujące

Wokół krakowskiej Wisły zapanowała atmosfera nerwowego wyczekiwania. Na pojawienie się nowych właścicieli czekają piłkarze, którym klub zalega z wypłatami za pół roku. Obietnica uregulowania zaległych płatności jeszcze w tym roku nie zmieniła jednak decyzji najskuteczniejszego napastnika Zdenka Ondraszka o odejściu z końcem roku. Czterech innych graczy „Białej Gwiazdy” postanowiło jednak złożyć wezwanie do zapłaty, co w razie niewywiązania się da im prawo rozwiązania kontraktów z winy klubu. Na nowych włodarzy wiślaków czekają też władze Krakowa z prezydentem Jackiem Majchrowskim na czele. Do rozwiązania jest przecież sprawa umowy wynajmu stadionu i zaległych płatności z tego tytułu wynoszących sześć milionów złotych. Działaczy, których na czele nowych władz postawią panowie Hartling i Ly czeka też wyprawa do siedziby PZPN w Warszawie, gdzie przyjdzie im stoczyć walkę z Komisją Licencyjną. Jak widać gdzie tylko przyjdzie im się pojawić, wszędzie będą musieli mieć ze sobą worek z pieniędzmi. I musi być w nim co najmniej 40 milionów złotych. Taniej się nie da.

 

Lechia daleko od Lecha

Fot. W meczu na szczycie ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała Jagiellonię Białystok 3:2

 

 

W 16. kolejce były trzy hity. Lechia pokonała wicelidera Jagiellonię 3:2 i umocniła się na prowadzeniu. Porażkę białostocczan wykorzystała Legia, która wywiozła z Lubina komplet punktów i awansowała na drugą pozycję. A w Poznaniu rządy w Lechu objął Adam Nawałka.

 

Były selekcjoner reprezentacji Polski zaraz na przywitanie zaznaczył, że „to nie jest ten czas i ten dzień, żeby mówić o zdobywaniu trofeów”. Ożeż ty orzeszku – chciałoby się rzec. Jeśli nie teraz, na 21 kolejek przed końcem sezonu, gdy do zdobycia są jeszcze 63 punkty, no to kiedy? Nawałka może teraz mówić, co mu ślina na język przyniesie, bo od właścicieli Lecha, kibiców tej drużyny oraz dziennikarzy były selekcjoner naszej reprezentacji dostał ogromny kredyt zaufania. Niemal tak samo duży, jak zakres przyznanej mu w klubie władzy.

„Praca w reprezentacji ma zupełnie inny profil. Mało jest czasu na pracę organiczną. Chcemy rozwijać piłkarzy i skupić się też na rozwoju zawodników z klubowej akademii. Na dzisiejszy trening zaprosiłem pięciu młodych zawodników, żeby wzięli udział w zajęciach teoretycznych i treningu. Chcę się im przyjrzeć, bo zawsze dla mnie wyzwaniem było wprowadzenie młodych zawodników do drużyny i tutaj chcę ten kierunek kontynuować” – przekonywał Nawałka, który został dokooptowany do składu tzw. komitetu transferowego, na dodatek z prawem weta. „Jeśli jakiś piłkarz mu sie nie spodoba, to nie zostanie sprawdzony” – zapewniał dyrektor sportowy Lech Tomasz Rząsa.

Przybyłych na prezentacje nowego trenera „Kolejorza” dziennikarzy bardziej jednak interesowała kwestia, czy Nawałce postawiono za cel walkę o mistrzostwo Polski już w tym sezonie. „To nie jest odpowiedni czas, żeby mówić o trofeach. Chcemy się skupić na najbliższym meczu. Taka będzie nasza strategia. Pamiętamy jednak, że Lech zawsze gra o trofea i z tym nie dyskutujemy” – odpowiedział nowy szkoleniowiec lechitów.

 

W Poznaniu chcą sukcesu od zaraz

Problem w tym, że wszyscy oczekują, że pod wodza Nawałki lechici od razu zaczną zmiatać rywali z boiska. Pierwsi z potęga trenerskiego geniuszu byłego selekcjonera zmierzą się piłkarze Cracovii, którzy podejmą drużynę Lecha na własnym stadionie 2 grudnia. Poznaniacy będą już wtedy znać wyniki spotkań Lechii (zagra 30 listopada na wyjeździe ze Śląskiem) i wicelidera Legii Warszawa (podejmie 1 grudnia Koronę Kielce) oraz trzeciej w tabeli Jagiellonii, która także 30 listopada zmierzy się u siebie z Arką Gdynia. I tak naprawdę to wynik tego spotkania będzie chyba Nawałkę najbardziej interesował, bowiem gdynianie otwierają tabelę grupy spadkowej, a Lech jest w ogonie grupy mistrzowskiej, ale dzieli ich różnica zaledwie jednego punktu. Możliwy jest zatem scenariusz, że w razie niekorzystnego wyniku z Cracovią i wygranej Arki w Białymstoku były selekcjoner zacznie swoja ponowną przygodę z ekstraklasą od zjazdu do grupy spadkowej. Byłby to potężny cios wizerunkowy, więc co by Nawałka nie mówił, już od początku będzie poddany potężnej presji. W Poznaniu nikt nie będzie chciał czekać na sukcesy.

Ostatnio w mediach głośno było o planach powrotu Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków, z której w 2007 roku wykupiła go Borussia Dortmund. Dla 105-krotnego reprezentanta Polski byłaby to szansa na regularną grę i być może odbudowanie podupadłej w VfL Wolfsburg kariery. Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo „Biała Gwiazda” w ostatnich tygodniach stoczyła się na skraj przepaści i klubowi grozi nawet upadek. Powrót Błaszczykowskiego byłby z pewnością wielkim wydarzeniem nie tylko dla Wisły, ale też całej ekstraklasy. Rzecz w tym, że w tej chwili chyba nikt na Reymonta 22 w Krakowie nie ma pojęcia, co się stanie z wiślakami w przyszłym roku. Działacze szukają rozpaczliwie chętnego na wykupienie klubu, ale nie jest to łatwe ze względu na ciążące na nim długi.

 

Wiśle grozi upadek na dno

W kasie brakuje ośmiu milionów złotych żeby dokończyć obecny sezon, a piłkarze już od trzech miesięcy nie otrzymują wynagrodzeń, co daje im prawo do składania wniosków o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Na razie tego nie robią, bo jak twierdzi na łamach katowickiego „Sportu” świetnie zorientowany w wiślackich realiach Mateusz Miga, zawodnicy zawarli porozumienie, że będą do dyspozycji trenera Macieja Stolarczyka we wszystkich meczach jakie zostały Wiśle do rozegrania w tym roku. Wiadomo jednak, że rozglądają się już jednak za innymi pracodawcami. Jeśli nic się nie zmieni, jest przesądzone, że Wiusła nie otrzyma licencji na przyszły sezon i będzie musiała wycofać się z rozgrywek i wyląduje w IV lidze.

Możliwość ściągnięcia Błaszczykowskiego do Wisły już w przerwie zimowej to niezły argument w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami akcji krakowskiego klubu. Ten piłkarz mimo gorszego okresu w karierze wciąż może wnieść wielki potencjał sportowy i marketingowy. Błaszczykowski ma co prawda kontrakt z VfL Wolfsburg ważny do czerwca 2019 roku, ale jego transferowa wartość szacowana jest przez branżowy niemiecki portal „Transfermarkt” ledwie na milion euro. Niemiecki klub musi wydawać więcej na roczne wynagrodzenie dla Błaszczykowskiego, więc z pewnością chętnie zgodziłby się na jego odejście nawet bez kwoty odstępnego, ale też bez konieczności płacenia mu jakiegokolwiek wynagrodzenia.

W piłkarskim biznesie nikt nie kieruje się sentymentami, Błaszczykowski także, więc mimo deklarowanego przywiązania do Wisły może wybrać finansowo korzystniejszą dla siebie opcję.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27

Wyniki 12. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lotto Ekstraklasa

 

Wyniki 12. kolejki:

 

Jagiellonia – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Przemysław Frankowski (48), Ivan Runje (80) – Zvonimir Kożulj (64). Żółte kartki: Poletanović, Machaj – Kowalczyk, Guarrotxena, Tomás Podstawski, Benedyczak. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 7622.

 

Piast Gliwice – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Aleksandar Sedlar (29 karny) – Lukas Haraslín (85). Żółte kartki: Hateley – Augustyn, Joao Nunes, Flavio Paixao. Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 3853.

 

Legia Warszawa – Wisła Kraków 3:3
Gole: Dominik Nagy (2), Carlitos (23 i 90) – Jesus Imaz (57 i 62), Martin Kostal (58). Żółte kartki: Hlousek, Szymański, Kante, Kulenović – Wasilewski, Sadlok, Pietrzak, Bartkowski. Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 22 000.

 

Lech Poznań – Korona Kielce 2:1
Gole: Christian Gytkjaer (25, 73) – Elia Soriano (82). Sędziował: Tomasz Musiał. Widzów: 9487.

 

Zagłębie Lubin – Wisła Płock 3:3
Gole: Damjan Bohar (32), Filip Starzyński (80 karny), Bartłomiej Pawłowski (89) – Ricardinho (23), Jakub Łukowski (45 i 59). Żółte kartki: Starzyński, Dąbrowski – Dźwigała, Warcholak. Czerwona kartka: Maciej Dąbrowski (90., Zagłębie, za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 3122.

 

Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 3:1
Gole: Szymon Pawłowski (12 i 41), Fran Cruz (62 samobójcza) – Petteri Forsell (3 karny). Żółte kartki: Banasiak, Alexandre Cristovao, Udovicić – Bożić, Zieliński. Sędziował: Zbigniew Dobrynin. Widzów: 2644.

 

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2
Gole: Marcin Robak (45 karny) – Mateusz Młyński (39), Maciej Jankowski (48). Żółte kartki: Augusto, Broź, Pich – Młyński. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 9195.

 

Cracovia – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Airam Cabrera (62), Javi Hernandez (63). Żółte kartki: Zenjow, Hernandez, Siplak, Datković, Piszczek – Michalski, Zapolnik, Bochniewicz. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 4078.

 

Grupa mistrzowska

1. Jagiellonia     12   23   19:14
2. Lechia            12   22   21:14
3. Legia              12   22   19:15
4. Wisła K.         12   21   23:13
5. Piast               12   21   18:16
6. Lech               12   20   19:15
7. Korona           12   19   16:14
8. Arka               12   17   14:12

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.    12   17    20:20
10. Pogoń          12   13   14:15
11. Śląsk             12   12   17:17
12. Miedź          12   12   16:23
13. Wisła P.       12    11   17:23
14. Zagłębie S.  12    10   18:25
15. Cracovia      12   10   10:17
16. Górnik         12     9    11:19

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.

 

Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17