Konieczny warunek rozwoju

Pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości w polskiej gospodarce występuje trwały deficyt wolności.
Niedawno został opublikowany Indeks Wolności Gospodarczej (Index of Economic Freedom) obejmujący rok 2020 r. Polska gospodarka zajęła w nim 46. miejsce.
Indeks publikowany jest od 1995 r. przez The Heritage Foundations Center for International Trade and Economics (Fundacja Centrum Dziedzictwa Międzynarodowego Handlu i Ekonomii – CITE), przy współpracy Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Światowej Organizacji Handlu a przede wszystkim Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum), dla 180 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się 12 bloków tematycznych tworzących osobne cztery subindeksy oraz 35 wskaźników oceniających różne aspekty wolności gospodarczej.
Obszary wolności gospodarczej objęte badaniami oraz indeksem to głównie: wolność biznesu, handlu zagranicznego, wolność monetarna (niezależność banków centralnych), wolność inwestowania (zwłaszcza przez inwestorów zagranicznych), ochrona własności, wolność od korupcji i rynek pracy.
Indeks to jak wiadomo tylko jedna liczba i to stanowi jego niewątpliwy urok – a przy jego pomocy można budować rankingi krajów i dokonywać porównań w czasie oraz między nimi. Dla analityków ekonomicznych i politycznych ważne są jednak właśnie te bloki i wskaźniki. Lecz żeby je analizować, trzeba się zapoznać z raportem (liczącym 524 strony).
W 2010 r. zajmowaliśmy w tej klasyfikacji 71. miejsce, pięć lat później już 42, a w 2016 r. – 39. Postęp był więc wyraźny.
Ale niestety od 2016 r. mamy regres – zajmujemy dopiero 46 pozycję. Nie o takim miejscu w rankingu marzył w 1989 r. Mieczysław Wilczek ówczesny minister przemysłu, czy kilka lat wcześniej w ramach prac nad II etapem reformy gospodarczej premier prof. Zbigniew Messner. A tworzenie warunków wolności gospodarczej nie wymaga przecież wielkich nakładów finansowych – lecz „tylko” dobrego prawa i jego przestrzegania.
Względnie dobre oceny uzyskaliśmy w dziedzinie zdrowych finansów (92,2 punktów), wolności monetarnej (82 pkt.) oraz inwestycji zagranicznych w Polsce – na poziomie 80 pkt. Ale są i dziedziny, gdzie oceny nie sięgają nawet 45 pkt, na przykład jeśli chodzi o praworządność w naszym kraju. Raport nie szczędzi krytycznych słów na ten temat.
Czołówka rankingu światowego to: Singapur, Hong Kong (Chiny), Nowa Zelandia, Australia i Szwajcaria. Indeks i pełny raport można znaleźć: www.heritage.org/index
Wartość Indeksu Wolności Gospodarczej dla Singapuru wynosi 89,40 pkt, dla Polski: 69,3 pkt, czyli o 1,5 pkt lepiej niż rok wcześniej (choć miejsce to samo). Taki jest obecnie dystans do najlepszego pod względem wolności gospodarczej.
Polska została zaliczona do trzeciej grupy krajów (jest ich 62), o umiarkowanej wolności gospodarczej (moderately free). Druga grupa to kraje o umocnionej swobodzie gospodarowania (mostly free), a jej skala rozpoczyna się od 70 pkt. Mamy zatem w kolejnym roku szansę, aby zostać zaliczeni do tej grupy.
Trzeba mieć świadomość, że współczynnik korelacji pomiędzy produktem krajowym brutto na jednego mieszkańca a stopniem wolności gospodarczej jest dość wysoki i wynosi 0,63. Natomiast korelacja między Indeksem Dynamizmu Przedsiębiorstw a wolnością gospodarczą wynosi aż 0,87. Z kolei korelacja między Indeksem Innowacyjności krajów a wolnością gospodarczą wyniosła 0,76. Wskaźniki te pokazują istniejącą współzależność między stopniem swobody gospodarczej a PKB oraz innowacyjnością.
Średni Indeks Wolności Gospodarczej w skali światowej wynosi w 2020 r. równo 61,6 pkt, czyli o 0,8 pkt. więcej niż rok wcześniej. Jesteśmy więc przynajmniej powyżej tej średniej. Ale niestety, poniżej średniej europejskiej, która wynosi 69,8 pkt. W Europie Polska zajmuje 25. miejsce.
Postęp w sferze poszerzania wolności gospodarczej wykazały 124 kraje, ale niestety w 50 wystąpił regres. W Europie znaczący postęp osiągnęły Białoruś, Ukraina, Armenia, Mołdawia i Azerbajdżan – wzrost o 3 – 4 pkt. W Azji postęp tego rzędu uzyskały Kazachstan, Uzbekistan i Wietnam. W Afryce: Gwinea Równikowa, Madagaskar, Gambia i Togo.
W Europie liderem (w pierwszej piątce klasyfikacji światowej) w zakresie wolności gospodarczej jest Szwajcaria. W pierwszej dziesiątce świata znajdują się jeszcze Irlandia, Wielka Brytania, Dania i Estonia. USA zajęły 17. miejsce.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: wymieniona już Estonia (10 pozycja) oraz Litwa (16), Czechy (23), Łotwa (32), Bułgaria (36), Malta (42), Rumunia (38) i Cypr (37). Prawie wszystkie te państwa awansowały o co najmniej jedno miejsce. Za nami jest zaś Słowenia (52), Węgry (62), Słowacja (60), Chorwacja (84).
Warto odnotować dla porównania, że Chiny w edycji Indeksu Wolności Gospodarczej 2020 r. znalazły się dopiero na 103. miejscu (wartość indeksu 59,5 pkt.), czyli poniżej średniej światowej i także średniej regionalnej. Japonia zajęła 30 pozycję, Rosja – 94., Indie – 120. Na ostatnim, 180 miejscu na świecie znajduje się Korea Północna, z wartością indeksu 4,2 pkt.
Indeks Wolności Gospodarczej 2020
1 Singapur 89,4
2 Hongkong 89,1
3 Nowa Zelandia 84,1
4 Australia 82,6
5 Szwajcaria 82,0
44 Azerbejdżan 69,3
45 Kolumbia 69,2
46 Polska 69,1
47 Urugwaj 69,1
48 Belgia 68,9

Trybunał prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Szef KRRiT ośmieszył się, wzywając by nazwiska Julii Przyłębskiej nie łączono z Trybunałem Konstytucyjnym. Mimowolnie, w ten sposob przypomniał jednak, kto w istocie stoi za wyrokami obecnego TK.
Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski wezwał, by media (chodzi mu zwłaszcza o TVN) przestały używać sformułowania „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”. Pan przewodniczący wprawdzie nie raczy zauważyć szczucia i nachalnej jednostronnej propagandy uprawianej w PiS-owskiej telewizji „publicznej”, ale jego uczucia rani tak bolesny problem, jak dodawanie do TK nazwiska pani Przyłębskiej przez niektóre media.
Wzruszająca jest ta troska pana przewodniczącego o stosowanie właściwego nazewnictwa instytucji, która według niego jest po prostu Trybunałem Konstytucyjnym. Można też oczywiście zrozumieć, że łączenie nazwiska pani Przyłębskiej z nazwą „Trybunał Konstytucyjny” uznaje on za uwłaczające dla samego Trybunału. To jednak odważna ocena, panie przewodniczący!.
Rzowijając swą myśl, pan przewodniczący Kołodziejski oświadczył, iż używanie terminologii „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej” jest niewłaściwe, gdyż „tego rodzaju, niezgodne z prawdą informacje, wprowadzają odbiorców w błąd i utrwalają nie tylko nieprawdziwe przekonanie o indywidualnej, spersonifikowanej decyzji prezes Trybunału Julii Przyłębskiej, lecz przede wszystkim krytykę wyroku Trybunału Konstytucyjnego, dokonywaną przez część społeczeństwa kierując ją, w sposób zindywidualizowany, do konkretnej osoby uczestniczącej w podejmowaniu rozstrzygnięcia”.
Przekładając te słowa na ludzki język, wydaje się, iż panu przewodniczącemu Kołodziejskiemu chodzi o to, że „część społeczeństwa” może uważać, że to pani Przyłębska jest w jakiś sposób odpowiedzialna za orzeczenia wydawane przez Trybunał Konstytucyjny – a przecież, jego zdaniem, na pewno tak nie jest. Co więcej, pan przewodniczący Kołodziejski stwierdził, iż uznawanie odpowiedzialności pani Przyłębskiej za orzeczenia TK „może stanowić element nękania, zastraszenia, a nawet mowy nienawiści”. Tu również wypada się zgodzić z panem przewodniczącym Kołodziejskim: w istocie, orzeczenia obecnego Trybunału Konstytucyjnego mogą skłaniać do nękania i zastraszania oraz dobrze służą wywoływaniu uczuć nienawiści.
Pan przewodniczący Kołodziejski uważa, że poprzez używanie terminologii „”Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”, odbiorcy otrzymują „nieprawdziwe informacje” dotyczące konstytucyjnego organu państwa jakim jest TK.
A przecież rozdział VIII Konstytucji RP wskazuje, że Trybunał Konstytucyjny jest władzą odrębną i niezależną od innych władz, zaś wszyscy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji – mówi, całkiem serio, pan przewodniczący Kołodziejski. I dodaje, że nagminne używanie nazwiska, kieruje uwagę odbiorców na osobę prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, dając tym samym nieprawdziwe wskazanie, iż to nie konstytucyjny organ rozpatrywał sprawę i wydawał orzeczenie.
Szef KRRiT wezwał zatem zaprzestania używania określenia „Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej”. Na jego wezwanie odpowiedział Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który poradził przewodniczącemu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, żeby wycofał się z tego wezwania. Bodnar podkreślił też, że „z niedowierzaniem” przyjął informację o wezwaniu ze strony przewodniczącego Kołodziejskiego.
Rzecznik Praw Obywatelskich przypomniał przewodniczącemu KRRiT, że zgodnie z art. 213 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada stoi m.in. na straży wolności słowa, zaś według ustawy o radiofonii i telewizji, KRRiT stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności dostawców usług medialnych i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji.
– Przypomnienie to jest konieczne, ponieważ komunikat Rady zaprzecza podstawowym zadaniom, które powinna pełnić. Problem jest istotny z uwagi na naruszenie podstawowych wartości ustroju RP, tj. art. 14 Konstytucji, który zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, oraz art. 54 Konstytucji, gwarantującego każdemu wolność wypowiedzi oraz rozpowszechniania informacji – oświadczył rzecznik Adam Bodnar.
Według RPO, nazwa Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej „niezależnie od pejoratywnych konotacji i ewentualnego krytycznego ładunku” (dodajmy – czego RPO delikatnie już nie powiedział – że całkowicie uzasadnionych), nie tylko mieści się w pełni w granicach swobody informacyjnej środków masowego przekazu, ale również jest stwierdzeniem zgodnym z prawdą.
Sędzia TK Julia Przyłębska uważa się przecież za Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Poza tym, w sprawie ustawy aborcyjnej (a w tym kontekście media najczęściej używały ostatnio kwestionowanego określenia) była przewodniczącą składu, który wydał rozstrzygnięcie o niekonstytucyjności jednej z trzech przesłanek dopuszczających aborcję – zauważył RPO. Z tego też względu odżegnywanie się od imienia i nazwiska pani Julii Przyłębskiej byłoby niezgodne z faktami. Co więcej, mogłoby zostać odebrane jako niezgodna z faktami próba publicznego pozbawienia wpływu sędzi na treść wydanego rozstrzygnięcia – ocenił Adam Bodnar.
Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, w tej sytuacji wezwanie skierowane przez przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji „nie tylko narusza podstawowe zadania tego organu, lecz może stanowić próbę wywołania tzw. efektu mrożącego, to jest niedopuszczalnego wpływania na sposób formułowania przekazu przez media”. – A to co jest sprzeczne nie tylko z Konstytucją, lecz również z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – zaznaczył RPO.
Adama Bodnar dodał także, że wezwanie ze strony przewodniczącego Witolda Kołodziejskiego „może też być odczytywane jako aspiracja do dokonywania prewencyjnej kontroli środków społecznego przekazu, czego wyraźnie zabrania art. 54 ust. 2 Konstytucji”. Ten przepis stanowi, że „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”, przy czym „ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej”.
Bodnar przypomniał też, że nikomu jakoś nie przeszkadza używanie sformułowań „rząd Mateusza Morawieckiego” – co jest powszechnie stosowanym stwierdzeniem, całkowicie zgodnym z prawdą i w żadnym stopniu nie umniejszającym roli i funkcji konstytucyjnych organów państwa”.
Jak widać, między przewodniczącym KRRiT Witoldem Kołodziejskim, a RPO Adamem Bodnarem istnieje różnica zdań nie do pogodzenia. W tej sytuacji wydaje się, że najlepiej używać określenia: „Trybunał Konstytucyjny Jarosława Kaczyńskiego”. Ma ono tę zaletę, że jest chyba najbardziej zbliżone do coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości.

Coraz mniej wolności w Polsce

3 maja mieliśmy Światowy Dzień Wolności Prasy. Polska pod rządami PiS „uczciła” go spadkiem aż o 44 miejsca w światowym rankingu wolności prasy. Rząd dąży do podporządkowania systemu sądowego, a za jego pośrednictwem eskaluje zastraszanie niezależnych mediów i dziennikarzy.
Światowy Indeks Wolności Prasy, opracowywany i publikowany od 2002 r., obejmuje obecnie swymi badaniami 180 krajów. Wartości indeksu wahają się od 0 do 100 (najgorszy wynik). Jest on rezultatem analizy jakościowej i ilościowej danych, zebranych przez specjalistów z znanej organizacji Reporterzy Bez Granic (Reporters Without Borders).
Zespoły specjalistów, z których każdy przydzielony jest do innego regionu geograficznego prowadzą szczegółowe przeglądy nadużyć oraz przemocy wobec dziennikarzy i mediów. Analitycy ci opierają się również na sieci korespondentów w poszczególnych krajach.
Ponieważ Indeks Wolności Prasy jest dobrze znany w świecie, jego wpływ na rządy stopniowo rośnie. Zdaniem autorów raportu, wielu szefów państw i rządów obawia się corocznej jego publikacji . Wyrażają także oni nadzieję, że indeks jest ważnym punktem odniesienia cytowanym przez media na całym świecie i wykorzystywanym przez dyplomację i organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ czy Bank Światowy. Autorzy zastrzegają się, że indeks nie klasyfikuje polityk publicznych . Nie jest on także wskaźnikiem jakości dziennikarstwa w każdym kraju lub regionie.
Wskaźnik ilościowy nadużyć dla każdego kraju, oblicza się na podstawie danych o nasileniu nadużyć i przemocy wobec podmiotów medialnych w badanym okresie. Z kolei, ten wskaźnik ilościowy jest następnie wykorzystywany do ważenia wyników jakościowej analizy sytuacji w kraju, na podstawie odpowiedzi na kwestionariusze.
Kryteria oceniane w kwestionariuszu to: pluralizm, niezależność mediów, środowisko medialne i autocenzura, ramy prawne, przejrzystość oraz jakość infrastruktury, która wspiera wytwarzanie wiadomości i informacji. Kwestionariusz liczy 87 pytań i opiera się na tych kryteriach. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.rsf.org/en/world-press-freedom-index
Pluralizm stanowi miarę stopnia reprezentacji opinii w mediach. Niezależność medialna mierzy stopień w jakim media są w stanie funkcjonować niezależnie od źródeł władzy i wpływów politycznych, rządowych, biznesowych i religijnych.
Jeśli chodzi o środowisko medialne i autocenzure, to analiza dotyczy warunków w jakich działają dostawcy wiadomości i informacji. Oceniając ramy prawne, mierzy się ich wpływ na działania informacyjne. Przejrzystość dotyczy instytucji i procedur, które wpływają na produkcję wiadomości i informacji. Oceniana jest też jakość infrastruktury służącej sprawnemu przygotowywaniu oraz przekazywaniu wiadomości i informacji.
W obliczeniach Indeksu Wolności Prasy brany jest pod uwagę również wskaźnik nadużyć i przemocy wobec dziennikarzy (tak zawodowych jak i wolontariuszy).
Jak stwierdzono wcześniej, wskaźniki przypisywane poszczególnym kryteriom jak i całemu indeksowi wahają się w przedziale 0 – 100, przy czym skalę 0 – 15 ocenia się jako dobrą sytuację, od 15,01 do 25 jako satysfakcjonującą, od 25,01 do 35 jako sytuację problematyczną, od 35,01 do 55 jako trudną, wreszcie od 55,01 do 100: jako bardzo poważną.
Indeks globalny dla całego świata poprawił się w porównaniu z rokiem poprzednim o 0,9 proc. – jednakże pogorszył się w porównaniu z rokiem 2013 o 12 proc.
Europa jest cały czas najbardziej sprzyjającym kontynentem dla wolności prasy, pomimo represyjnej względem mediów polityki w niektórych krajach, a zwłaszcza na Bałkanach. Natomiast region Azji i Pacyfiku odnotował najwyższy wzrost (o 1,7 proc.) naruszeń wolności prasy. Wymienia się tu Singapur i Hong Kong, ale także Australię.
W raporcie Reporterów Bez Granic o Polsce stwierdza się, że „dążenie rządu do podporządkowania systemu sądowego i rosnąca tendencja do kryminalizacji zniesławienia zaczynają mieć wpływ na swobodę wypowiedzi niezależnych mediów”.
Przytacza się także imiennie przykład postępowania karnego wobec dziennikarki Katarzyny Włodkowskiej w sprawie publikacji na temat zabójstwa prezydenta Gdańska stwierdzając, że stanowi to eskalację zastraszania przez polski system sądowy niezależnych mediów i dziennikarzy.
Polska zajęła w tegorocznym Indeksie Wolności Prasy 62. miejsce, z wartością indeksu 28,65 (w skali 0 – 100). Zakwalifikowano nas zatem do grupy „sytuacja problematyczna”. Oznacza to spadek w porównaniu z Indeksem 2015 r. aż o 44 miejsca!!!. W 2015 r. zajmowaliśmy bowiem 18. miejsce. Spośród 24 indeksów publikowanych dotychczas w Trybunie i dotyczących rozmaitych dziedzin, właśnie w sferze wolności prasy w Polsce jest to spadek najgłębszy.

Indeks Wolności Prasy 2020

  1. Norwegia 7,84
  2. Finlandia 7,93
  3. Dania 8,13
  4. Szwecja 9,25
  1. 60 Gruzja 28,59
  2. 61 Armenia 28,60
  3. 62. Polska 28,65
  4. 63. Argentyna 28,78

Czołówka rankingu wolności prasy to: Norwegia (czwarty rok z rzędu), Finlandia, Dania, Szwecja i Holandia. Wartość indeksu dla Norwegii wynosi 7,84 a dla Polski – 28,65 Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych w tej dziedzinie.
Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy dziewiąte miejsce. Spośród nowych krajów UE przed nami są: Estonia (14 miejsce), Łotwa, Litwa, Słowenia, Słowacja, Czechy, Rumunia i Chorwacja (59). Za nami tylko Węgry (89) i Bułgaria (111).
Niemcy zajmują w rankingu 11 miejsce. USA dopiero 45. miejsce, Chiny – 177, a Rosja 149. Spośród sąsiadów: Białoruś 153 miejsce, Ukraina – 96.
Ostatnie miejsca w Indeksie 2020 zajmują: Chiny, Erytrea, Turkmenistan i Korea Północna.

Wolność kocham i rozumiem?

Prawo i Sprawiedliwość od pierwszych chwil swoich rządów systematycznie zmniejsza zakres swobód w naszym kraju. Pokazują to rankingi międzynarodowe.

Indeks Wolności Człowieka opracowywany i publikowany jest corocznie w raporcie sporządzanym wspólnie przez Cato Institute (USA), Fraser Institute (Kanada wraz z ośrodkami w 90 krajach), Liberales Institute (Niemcy), The Institute of Economic Analysis (Rosja) oraz Visio Institute (Słowenia) – placówkach, specjalizujących się szerokich badaniach społecznych.
Autorami Raportu i Indeksu są Ian Vasquez i Tanja Porcznik, pracujący od początku nad tymi raportami w Cato Institute. Indeks 2019 jest piątą ich edycją i zawiera dane za rok 2017, obejmujące 162 kraje.
Pojęcie „human freedom”, autorzy tego raportu rozwijają jako „wolność od wymuszeń i ograniczeń” (absence of coercive and constraint).

Nakładanie kagańca

Polska zajęła w Indeksie Wolności Człowieka 2019 dopiero 40. miejsce, z wartością indeksu 7,78 (w skali 0-10). Jest to o dwa miejsca gorzej niż rok wcześniej.
W Indeksie 2012 roku Polska zajmowała 27 miejsce, czyli aż o 13 miejsc wyżej niż obecnie!
Indeks Wolności Człowieka (Human Freedom Index) składa się z dwóch obszarów: wolność osobista (personal freedom) i wolność ekonomiczna (economic freedom).
Raport operuje dwunastoma agregatowymi czynnikami (i w tych ramach 76 szczegółowymi wskaźnikami, obrazującymi wszechstronnie i wieloaspektowo przestrzeganie praw człowieka w danym kraju).
Poszczególne czynniki i wskaźniki są szczegółowo opisane w raporcie. Indeks stanowi średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.fraserinstitute.org lub www.cato.org. Cały raport liczy 420 stron.

Wolność – oddać umiem

Czołówka Indeksu Wolności Człowieka to: Nowa Zelandia, Szwajcaria, Hong Kong, Kanada i Australia.
Ogólna wartość tego indeksu dla Nowej Zelandii wynosi 8,88 (a dla wolności osobistej 9,27). Natomiast dla Polski – 7,78, w tym dla wolności osobistej 8,32. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych. Warto w tym miejscu podać, że najlepsze miejsce zajmowaliśmy w 2011 roku: 23 miejsce, wówczas wartość indeksu wynosiła 8,21.
Wyraźny spadek Polski w tym rankingu zaczął się w 2015 r. Subindeks wolności osobistej, który w 2014 r. wynosił 8,83, spadł do 8,32 w 2017 r., zaś wolności ekonomicznej spadł z 7,49 w 2014 r. do 7,24 w 2017 r. Tu trzeba zaznaczyć, że dane za 2017 r. wchodzą do indeksu na 2019.
Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy dopiero 24 miejsce. Spośród nowych krajów UE przed nami są: Estonia (15 miejsce), Czechy (21) i Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Chorwacja i Bułgaria (39). Za nami znajdują się tylko Węgry (45).

Pieniądze to swoboda

USA zajmują 15 miejsce w Indeksie Wolności Człowieka 2019. Chiny zajmują 126, a Rosja 114. Spośród naszych sąsiadów Białoruś ma 92 miejsce, zaś Ukraina – 118.
Ostatnie miejsca w indeksie przestrzegania wolności człowieka zajmują w 2019 roku Irak, Sudan, Jemen, Wenezuela i Syria.
Średnia światowa wartość Indeksu 2019 wyniosła 6,89. W porównaniu z ubiegłoroczną edycją 70 krajów podniosło swoje oceny, zaś 88 obniżyło. W porównaniu do 2008 r. poziom globalnej wolności spadł. Patrząc z tej perspektywy, czyli od 2008 r., podniesiono oceny dla 61 krajów, a dla 79 obniżono.
Istnieje też wyraźna korelacja między poziomem wolności, a poziomem dochodów. I tak, kraje o wysokim poziomie Indeksu Wolności Człowieka mają średni dochód roczny wynoszący 40,171 dol, a kraje o niskim poziomie Indeksu Wolności mają dochód na poziomie zaledwie 15.721 dol.

Trochę dobrze, trochę źle

Oceniając bardziej szczegółowo, według czynników, trzeba podać, że w Indeksie 2019 w zakresie przestrzegania wolności osobistej, w niektórych aspektach Polska zajmuje wysokie lokaty a wartość subindeksów wynosi ponad 9 pkt. Tak jest na przykład w zakresie swobody przemieszczania się, bezpieczeństwa osobistego, swobody zakładania i funkcjonowania organizacji pozarządowych.
Najniższe noty dotyczą natomiast praworządności w Polsce (6,4) oraz wolności w obszarze zakładania organizacji wyznaniowych (5,0). Niedobrze wypadamy także, jeśli chodzi o wywieranie politycznych i prawnych wpływów (presji) na media (6,3).
W zakresie polskich wolności ekonomicznych najwyższe noty dotyczą zdrowego pieniądza (9,7). Najniższe obejmują zaś funkcjonowanie systemów prawa i własności (5,8) oraz rządu (5,6), a także zakres swobody przepływu kapitału w układzie międzynarodowym (5,4).

Indeks Wolności Człowieka 2019
HFI ogółem Wolność osobista Wolność ekonomiczna

  1. Nowa Zelandia 8.88 9,27 8,50
  2. Szwajcaria 8,82 9,24 8,40
  3. Hongkong 8,81 8,70 8,91
  4. Kanada 8,65 9,22 8,08
  5. Australia 8,62 9,16 8,07

39. Bułgaria 7,79 8,04 7,54

40. Polska 7,78 8,32 7,24

41. Gruzja 7,74 7,53 7,94

Wolny rynek to nie panaceum

Jest sporo racji w opiniach mądrych ekonomistów, iż należy zdusić hydrę neoliberalizmu.

Prof. Leszek Balcerowicz przygotował wystąpienie z okazji trzydziestolecia zapoczątkowania przemian gospodarczych w Polsce.
Nie zrobił w nim jednak rachunku sumienia za okres swej pracy na stanowiskach wicepremiera i ministra finansów. Nie odniósł się też do poważnych zarzutów, jakie wielokrotnie stawiano wobec planu sygnowanego jego nazwiskiem.
Zamiast tego występuje jako gorący obrońca liberalizmu – nie tylko gospodarczego – a przy okazji reprezentuje oryginalne, ahistoryczne podejście do biegu dziejów.
Stwierdza bowiem: „Nie wszystko, co się zdarzyło, musiało się zdarzyć. Dla przykładu: I wojna światowa wybuchła, choć nie musiała wybuchnąć. Bolszewicy nie musieli wygrać w Rosji, ale wygrali”.
Cóż, w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Wprawdzie niemal zawsze na świecie bywa tak, że pewne rzeczy się zdarzają, choć mogłyby się nie zdarzyć, gdyby coś tam – ale chodzi właśnie o to „gdyby”.
Naukowe i jedynie racjonalne podejście opiera się więc na przeświadczeniu, że jeżeli coś się zdarzyło, to znaczy że musiało się zdarzyć – czego dowodem jest właśnie to, że się zdarzyło. Inne myślenie oznacza wpłynięcie na nieograniczony ocean jałowego gdybania. Wydaje się, że autor powinien to rozumieć, skoro jak sam o sobie mówi, jest człowiekiem, który stara się opierać na empirii.

Gdy źli mają fart

Zaskakujące jest też podejście Leszka Balcerowicza do marksizmu, o którym to światopoglądzie pisze: „W XIX wieku modne były pseudonaukowe doktryny na czele z marksizmem, które miały determinować bieg i zakręty historii”.
Łatwo zauważyć, że w tym jednym krótkim zdaniu jest generalna sprzeczność wewnętrzna, która nie przystoi byłemu wykładowcy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Rzadko się bowiem zdarza, by jakaś doktryna, aż tak jak właśnie marksizm zdeterminowała bieg i zakręty historii.
Trudno natomiast zaprzeczyć poglądowi Leszka Balcerowicza, wedle którego, z tego, że zdarzyły się różne złe rzeczy, wynika iż dobre rzeczy – również w sprawach ustrojowych – nie obronią się same. Prawda, że dobre konstytucje, takie, które zawierają podstawowe wolności, muszą być bronione przez zwolenników wolności. Gdy zaś dostrzega się niebezpieczeństwo, o którym wiemy, że może narastać, to jedyną dobrą odpowiedzią jest jeszcze szybciej narastający opór.
Najgorzej jest wtedy, gdy źli ludzie mają fart – stwierdza słusznie autor. W historii zdarza się, że do władzy dochodzą – niekiedy po wolnych wyborach – ludzie bez moralnych zahamowań. Ale oni ustępują przed obywatelską presją, jeżeli tylko jest wystarczająco silna, a jeśli nie ustępują, to zwykle dlatego, że presja była zbyt słaba.

Władza i wola

Definiując klasyczny liberalizm, Balcerowicz pisze, że jego pierwszym, i to fundamentalnie ważnym składnikiem jest ograniczenie władzy politycznej tam, gdzie jej rozrost jest szczególnie niebezpieczny dla ludzi: czyli w stanowieniu i egzekwowaniu prawa.
To także słuszny pogląd, choć w czasach gdy kierował on polską gospodarką, właśnie władza – i wola polityczna – miały decydujący wpływ na przyjęcie również i szkodliwych przepisów prawnych, które doprowadziły do upadku znacznej części polskiej gospodarki.
Mówił o tym choćby nieżyjący już prof. Zdzisław Sadowski, który oceniając kluczowe aspekty „planu Balcerowicza” stwierdził: „Z punktu widzenia potrzeb rozwoju był to wielki błąd, natomiast z punktu widzenia sytuacji politycznej – żaden inny program nie miał poparcia politycznego, nie mógłby więc zostać zrealizowany. W praktyce realizacyjnej nie można bowiem abstrahować od polityki. Poparcie polityczne jest zupełnie zasadniczą sprawą dla możliwości realizacji programu ekonomicznego. A poparcie takie miał tylko program Balcerowicza”.
Dlatego z uznaniem należy powitać, gdy dziś Leszek Balcerowicz pisze: „Pragnę zwrócić uwagę na ogromne znaczenie silnego i rozumnego ograniczenia władzy politycznej”. Dobrze, że poniewczasie to zrozumiał.
Chwaląc liberalizm ekonomiczny, Balcerowicz zauważa: „Największe załamania gospodarki (czyli kryzysy) wynikały z absurdalnych decyzji despotów. Te załamania często przypisuje się rynkowi, pomijając fakt, że największe załamania gospodarki miały miejsce w gospodarce nierynkowej, na skutek polityki dyktatorów”.
Można oczywiście dyskutować, czy jakieś absurdalne decyzje despotów doprowadziły kiedykolwiek do większego kryzysu niż ten w latach 1929 – 1933, który zaczął się w kraju gospodarki wolnorynkowej i objął niemal cały świat z wyjatkiem rządzonego dyktatorsko ZSRR (inna sprawa, że gospodarka tego państwa funkcjonowała tak źle, iż trudno, aby jakiś kryzys mógł jej dodatkowo zaszkodzić).
Nie ulega natomiast wątpliwości, że w gospodarce wolnorynkowej kryzysy bardzo łatwo ogarniają cały świat – podczas gdy w nierynkowej dyktaturze ograniczają się tylko do terenu objętego władzą dyktatora.

Socjalizm rozumiany wulgarnie

Nietrudno zgodzić się z Leszkiem Balcerowiczem, gdy stwierdza: „Każdy kraj bez wolności gospodarczej jest skazany na zacofanie w stosunku do innych, które miały ustrój rynkowy. Od tego nie ma żadnego wyjątku. A im większy zamach na wolność gospodarczą, tym gorsze są na dłuższą metę jego rezultaty”. Trudniej zaakceptować jego, mówiąc delikatnie, niezbyt wnikliwe rozumienie istoty ustrojów politycznych dzisiejszego świata.
Będąc absolutnym zwolennikiem liberalizmu, Leszek Balcerowicz objawia się równocześnie jako nieprzejednany przeciwnik socjalizmu. Jak pisze, socjalizm polega na zniesieniu wolności gospodarczej – i w konsekwencji wszystkich linii wolności i rządów prawa. Aby utrzymać socjalizm, trzeba ludzi zastraszyć. Przykładem państwa socjalistycznego jest dla niego Korea Północna, zaś socjalizm to „zastąpienie własności prywatnej monopolem państwowym, a rynku nakazami i przydziałami”.
Nie wchodząc w dłuższą dyskusję z tą sprzeczną z rzeczywistością tezą, wypada tylko zauważyć, że nawet Leszkowi Balcerowiczowi trudno byłoby znaleźć jakiś kraj świata, w którym własność prywatna zostałaby zastąpiona monopolem własności państwowej. I na pewno nie jest to immanentną cechą socjalizmu, tak jak i zniesienie wolności.
Przeciwnie, to właśnie dzięki socjalizmowi można realizować wolności i prawa, które choć są formalnie obecne w kapitaliźmie, w praktyce niekiedy okazują się niemożliwe do osiągnięcia.
Według Balcerowicza „socjalizm pozbawia szans, w jakimś sensie dyskryminuje ludzi o talentach przedsiębiorczych i predyspozycjach przedsiębiorczych”. Tymczasem empiria, na której podobno stara się opierać, mówi coś zupełnie innego.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, czego przykładem może być Polska (ale przecież nie tylko). To bowiem dzięki socjalizmowi doszło u nas do bezprzykładnego awansu edukacyjnego i społecznego grup, które w kapitalistycznej Polsce nie miały na to szans. I ujawniły się wśród nich również i liczne talenty przedsiębiorcze.
Także dzięki socjalizmowi mogła nastąpić realizacja, zapewne obcej prof. Balcerowiczowi, idei sprawiedliwości społecznej – na co nie ma szans w rozmaitych, istniejących w dzisiejszym świecie dyktaturach kapitalistycznych. Może dlatego marzenie o ustroju socjalistycznym wciąż jest – i zapewne zawsze pozostanie – żywe we współczesnym świecie.

W kapitalistycznych dyktaturach

Na koniec, trzeba się zgodzić z autorem, gdy wspomina o bardzo niebezpiecznych przypadkach ataku na liberalną demokrację. Chodzi mu o sytuacje, gdy po wolnych wyborach dochodzi do głosu partia, która nie traktuje siebie jako lokatora w państwie, ale jako jego właściciela.
„Najgorszym elementem takiego dążenia jest próba przejęcia aparatu wymiaru sprawiedliwości (policji, prokuratury, sądów), bo jeżeli będzie przejęty, to przestaje oczywiście być aparatem sprawiedliwości, tylko staje się aparatem bezprawia. Nie ma żadnej trwałej demokracji z upartyjnionym wymiarem sprawiedliwości. Wszystkie dyktatury opanowywały wymiar sprawiedliwości” – pisze słusznie Balcerowicz.
I zapewne dobrze by zrobił, gdyby zastanowił się, w ilu dyktaturach kapitalistycznych mamy dziś do czynienia właśnie z takim atakiem na demokrację.

Lula wyszedł na wolność i atakuje

Luiz Inacio Lula da Silva, wielka postać brazylijskiej i światowej lewicy, wyszedł wczoraj późnym wieczorem z więzienia, w dzień po decyzji Sądu Najwyższego, według której przetrzymywanie w więzieniach ludzi, którzy nie wyczerpali przewidzianych przez prawo odwołań, jest niekonstytucyjne. Lula z miejsca zaatakował skrajnie prawicowy rząd prezydenta Jaira Bolsonaro.

74-letni Lula wyszedł z więzienia pieszo, ze swą narzeczoną u boku (jest wdowcem) – socjolożką Rosangelą da Silva, by gorąco ściskać witających i pozdrawiać tłum podniesioną pięścią. Oklaskiwały go tysiące ludzi, niektórzy we łzach, przed siedzibą policji federalnej w Kurytybie, gdzie b. prezydent siedział od ponad półtora roku, po farsowym procesie, który wyeliminował go z kandydowania w zeszłorocznych wyborach prezydenckich.
„Pragnę kontynuować walkę na rzecz poprawy bytu narodu brazylijskiego!” – zaczął swe przemówienie i przeszedł do ataku: „Lud jest coraz bardziej głodny, bezrobotny, albo pracuje dla Ubera, żeby dostarczać pizzę. (…) Przynieśliście demokrację, której potrzeba, by oprzeć się kanaliom ze zgniłej strony naszego państwa, wymiaru sprawiedliwości, który zrobił wszystko, żeby skryminalizować lewicę” – mówił, a tłum skandował „Kochamy cię Lula!”.
Były prezydent (w latach 2003-2010), który wyciągnął z biedy około 30 milionów ludzi, były robotnik-metalurg, pojedzie dziś do siedziby związków zawodowych w Sao Bernardo do Campo pod Sao Paulo. Chce podziękować robotnikom, którzy bronili go, gdy policja chciała go aresztować. Wtedy sam poddał się nielegalnym działaniom wymiaru sprawiedliwości. Obecny prezydent Bolsonaro, „tropikalny Trump”, który nie przestaje używać Twittera, niespodziewanie przemilczał uwolnienie Luli. Tylko jego syn Eduardo, zwolennik wprowadzenia dyktatury wojskowej, napisał, że oto „uwalnia się bandytów”…
Nadchodzą tymczasem pozdrowienia dla Luli z wielu krajów, m.in. z sąsiedniej Argentyny, Boliwii, również z Kuby. „Lud wenezuelski jest szczęśliwy, cieszy się z uwolnienia brata Luli” – zareagował wenezuelski prezydent Nicolas Maduro.

Nie stańmy się drugą Koreą (Północną)

Znowu mamy nieco mniej wolności w polskiej gospodarce.

W tegorocznym Indeksie Wolności Gospodarczej (Index of Economic Freedom) polska gospodarka zajęła 46. miejsce.
Indeks publikowany jest od 1995 r. przez The Heritage Foundations Center for International Trade and Economics (CITE), przy współpracy Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Światowej Organizacji Handlu a przede wszystkim Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum).
Indeks datowany na 2019 rok obejmuje już 180 krajów. Ma on charakter złożony (agregatowy), składa się nań 12 bloków tematycznych (tworzących osobne subindeksy) oraz 35 wskaźników oceniających różne aspekty wolności gospodarczej.
Obszary wolności gospodarczej objęte badaniami oraz indeksem to głównie: wolność biznesu, handlu zagranicznego, wolność monetarna (czyli niezależność banków centralnych), wolność inwestowania – zwłaszcza przez inwestorów zagranicznych, ochrona własności, wolność od korupcji oraz rynek pracy.
W 2010 r. zajmowaliśmy 71. miejsce, pięć lat później już 42, a w 2016 r. – 39. Postęp był więc wyraźny. Ale od 2016 r. mamy regres – spadek na wspomniane 46 miejsce. Nie o takiej pozycji w tym rankingu marzył w 1989 r. Mieczysław Wilczek ówczesny minister przemysłu. A tworzenie warunków wolności gospodarczej nie wymaga przecież nakładów finansowych.
Względnie dobre oceny uzyskaliśmy w dziedzinie zdrowych finansów, wolności monetarnej oraz inwestycji zagranicznych w Polsce – średnio na poziomie 85 punktów. Ale są i dziedziny, gdzie oceny nie sięgają nawet 45 pkt, na przykład gdy chodzi o praworządność. Czołówka rankingu światowego to Hong Kong (Chiny), Singapur, Nowa Zelandia, Szwajcaria
i Australia. Wartość indeksu dla Hong Kongu wynosi 90,20 pkt, dla Polski 67,80 pkt. Taki jest obecnie nasz dystans do lidera pod względem wolności gospodarczej.
Polska została zaliczona do trzeciej grupy krajów, czyli do takich, w których panuje umiarkowana wolność gospodarcza. Trzeba mieć świadomość, że współczynnik korelacji pomiędzy produktem krajowym brutto na jednego mieszkańca a stopniem wolności gospodarczej jest dość wysoki (wynosi 0,64).
Średni indeks wolności gospodarczej w skali światowej wynosi 60,8 pkt. Jesteśmy więc przynajmniej powyżej tej średniej. Ale niestety – poniżej średniej europejskiej, która wynosi 68,6 pkt.

W Europie liderami w zakresie wolności gospodarczej są Szwajcaria i Irlandia. Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Estonia (15 miejsce), Litwa (21), Czechy (23), Łotwa (35), Bułgaria (37), Malta (41), Rumunia (42) i Cypr (44). Za nami plasują się zaś Słowenia, Węgry, Słowacja, Chorwacja.
Warto odnotować dla porównania, że Chiny w edycji Indeksu Wolności Gospodarczej 2019 r. znalazły się dopiero na 100. miejscu (wartość ich indeksu: 58,4 pkt.), Japonia zajmuje 30 miejsce, Rosja – 98, Indie – 129. USA są dopiero na 35. Na ostatnim 180 miejscu znajduje się zaś Korea Północna, z wartością indeksu wynoszącą 5,9 pkt.

Prawo do wolności

Zdarzenia jakie zadziały się w ostatnią sobotę dają do myślenia i powinny stać się impulsem do merytorycznego i czynnego odniesienia się do nich.

Milczenie czy ignorowanie społecznego dramatu pokazuje prawdziwe intencje tych, którzy rzeczywiście mogliby – a nie chcą – zmienić biegu przyszłych wydarzeń.
Przyczynkiem do tego co mogliśmy obserwować na ulicach stolicy Podlasia z pewnością mogły być i słynne naklejki z „Gazety Polskiej” i wygłaszane we wszystkich białostockich kościołach kazania nawołujące do obrony przed „innymi” już tygodnie przed wydarzeniem jak i wiele innych bodźców, które zostały odebrane jako przyzwolenie do dania upustu swoim najbardziej toksycznym i złym emocjom. One wszystkie były jednak jedynie skutkiem, a nie przyczyną odgórnej akceptacji dla mowy nienawiści w naszym kraju. Takie dramaty mogły więc dotknąć każdego miasta w Polsce.
Społecznością, która podobnie już jak Białystok ma doświadczenie w tragicznych wydarzeniach są obywatele Warszawy To więc całkiem zrozumiałe, że odpowiedzieli w geście solidarności z Białymstokiem organizując Marsz Przeciwko Przemocy, które ma odbyć się w najbliższą sobotę. Założenie tego wydarzenia jest jasne – publiczne wyrażenie swojej niezgody na przemoc i niszczenie drugiego człowieka.
Nie jest tajemnicą, że lewica z racji swojego programu i światopoglądu będzie promowała i wspierała tę inicjatywę. Działacze partii lewicowych najodważniej ze wszystkich wychodzą przed szereg ze swoim wewnętrznym przekonaniem do prawa ochrony każdego człowieka. Nie obawiają się mocnych komentarzy i swoich „kontrowersyjnych” zachowań we wciąż zachowawczym polskim społeczeństwie. Jednak czy prawo do wolności i równości jest czymś nienormalnym? Dla prawicy na pewno, ale czy oby tylko?
Zadaję sobie to pytanie w związku z publicznymi komentarzami kilku głównych działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy wyraźnie zdają się lekceważyć planowaną ideę Marszu.
Czemu więc miała służyć idea koalicji jeszcze kilka tygodni temu? Czy nie przypadkiem właśnie obronie polskiej demokracji, która po raz kolejny zaledwie kilka dni temu była dewastowana na oczach całego Świata? Czy rzeczywiście chwilowe „zjednoczenie” z lewicą na czas Marszu Przeciwko Przemocy, w tak naturalnie przecież słusznej sprawie miałoby przeszkodzić w odniesieniu wyborczego sukcesu Koalicji Obywatelskiej?
Pozwolę sobie zauważyć, że zafiksowanie na kampanii wyborczej i chęć przesadnej konsekwencji w swych deklaracjach po raz kolejny odrywa Platformę od rzeczywistości i realnych bieżących przeżyć obywateli.
Niestety tak ten Świat jest dziwnie skonstruowany, że realne problemy i moralne dylematy ludzi nie znikają podczas kampanii wyborczych. Wręcz przeciwnie, na skutek mniej lub bardziej sprowokowanych zdarzeń zdają się urastać do symbolicznych wymiarów. To, w jakim stopniu odniesiemy się do nich w czasach, kiedy walczymy również o swoje własne interesy obrazuje nasz poziom człowieczeństwa.

Po co nam/wam wolność? Ważny tunajt

Ja opowiadam się za miłością. I za wolnością. Nigdy nie lubiłem i nie lubię, kiedy ktoś mi coś każe albo mnie za coś karze, gdy rozkazu nie posłucham. Czupurny jestem i najeżony. Jeśli już się do czegoś przekonam, to to musi potrwać. Uleżeć się. Wtedy potrafię powiedzieć-nie miałem racji. Ale żeby cokolwiek coś na rozkaz albo od pod rygorem, to nie ze mną.

Cały ranek, kiedy tak leżałem sobie w łóżku bez celu, rozmyślałem o wolności na kanwie przypadków drukarza z Łodzi i kasjera z Ikei. Czy to dobrze, że TK uznał za niekonstytucyjne karanie kogoś za odmowę druku plakatów LGBT, albo czy właściwym jest bojkot szwedzkich mebli za wywalanie człowieka z pracy za to, że nie chce być częścią tęczowej społeczności, a na dodatek ma czelność cytować Pismo Święte w internecie. I doszedłem do wniosku, że to dobrze i właściwe. Bo ja opowiadam się za wolnością. A ona ani lewicowa ani prawicowa nie jest. Ona po prostu jest. Albo jej nie ma.
Sam wspieram działania na rzecz społeczności LGBT, bo uważam, że to potrzebne. Godne i sprawiedliwe. Ale nie będę się zgadzał w ciemno na wszystko, co mi ta czy inna społeczność chce narzucić jako moje, bo dużo bardziej sobie cenie własne zdanie. M.in. dlatego nigdy nie zapisałem się i nie zapiszę do żadnej partii, bo nie mógłbym bronić tez z którymi się nie zgadzam, tylko dlatego, że to tezy partyjne i jeden czy drugi starszy pan w krawacie mówi, że to dobre, choć ja czuję, że jest zupełnie odwrotnie. Dlatego uważam, że jeśli się szacunku i tolerancji chce dla siebie, to winno się ją mieć i dla innych. I nie narzucać swojego zdania przymusem – czy to firmowym czy państwowym – tylko przekonywać argumentem. Nie chcesz nosić tęczowej koszulki w naszej firmie? Hmmm, niby masz do tego prawo, ale tak naprawdę to nie masz. Won na bruk za seksizm. Jak w „Rejsie”: „Przepraszam, czy można? Można. Tzn. nie można.” Nie chcesz wydrukować plakatów dla homoseksualistów? Won na bruk. I to ma być wolność?
W świetle tych dwóch spraw toczy się w mediach dyskusja głównie na niwie światopoglądowej. Media prawe spychają ją do narożnika lewackiej propagandy versus klauzuli sumienia, a media lewe do równości i tolerancji. Ale ja w tym widzę doskonały fundament do dyskusji o wolności właśnie, na którym jak dotąd nikt jeszcze nie zaczął nic stawiać, więc może ja pierwszy zacznę.
Jak ktoś jest właścicielem interesu, za przeproszeniem małego, albo działającego na wielką skalę, to może z nim robić co chce, w ramach obowiązującego prawa. Rozprzedać, zbankrutować, zarabiać na nim, rozwijać etc. Jestem sobie drukarzem. Mam firmę, zatrudniam ludzi, płacę podatki. Nie chcę drukować plakatów dla ONR-u. Uważam, że przykładam rękę do złej sprawy, a pieniędzy od nich mi nie potrzeba. Odmawiam. I chcę mieć prawo odmówić. Tak jak tamten ma mieć prawo odmówić druku dla LGBT. I to jest wolność. Bo jak jednym wolno odmawiać, a drugim już nie, to to jest wolność Kalego.
Jest duża firma. Zatrudnia ludzi na 5 kontynentach. W swoim regulaminie ma wpisane poszanowanie dla inności we wszystkich językach świata. Najmując się doń do pracy nie podpisywałem lojalki, że będę musiał swoim strojem, zachowaniem czy osobą, uczestniczyć w promowaniu wartości szarych, burych czy pstrokatych, tylko dlatego, że kierownik mi tak każe, pod groźbą nagany lub utraty stanowiska. A tak się właśnie dzieje. Najmuję się do firmy z czystą kartą światopoglądową, a wychodzi na to, że muszę podbijać na zakładzie kartę tęczową, a na to się nie umawiałem. I firma wyrzuca mnie za to z roboty. To, Szanowni Państwo, jest już ch.j, a nie wolność.
Ja opowiadam się za wolnością taką, żeby człowiek nie był przez pracownika zmuszany do robienia rzeczy, których nie chce. I to również w aptece. Jeśli nie chcesz czegoś robić, bo kłuci się to z twoim sumieniem, poproś kolegę, żeby wydał pigułki dzień bo, jeśli z jego się akurat nie kłóci. Masz prywatną aptekę, za którą zapłaciłeś swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi i nie chcesz sprzedawać prezerwatyw? Twoja sprawa. Nie sprzedawaj, a Państwu nic do tego. I to jest wolność właśnie. Bo dziś wolności żadnymi krzyżami się już nie mierzy, tylko twoja albo moją wolną wolą. A tą możesz oczywiście powiesić na krzyżu, ale wcale nie musisz.
W jednym wypadku wolność, czy to sumienia czy wyboru, musi być schowana do kieszeni. Kiedy coś jest państwowe, albo na państwowym się zasadza. Tu wszystko musi być dla wszystkich. Nikomu nie wolno odmawiać ani traktować lepiej czy gorzej. Egalitaryzm pełen. A jak masz swoje, nie łamiesz prawa, nie krzywdzisz innych, nie przymuszasz wbrew woli, to wara urzędom i urzędnikom od tego, jak swoje pożytkujesz. I tyle. Bo ja jestem za wolnością.

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Noszę samotność godnie

Siedzieliśmy w krakowskiej piwnicy z Tomkiem, znajomym z Chicago. Nie widzieliśmy się dwadzieścia pięć lat. Nie zmienił się prawie w ogóle, mocno uścisnął dłoń przy powitaniu. Przegadaliśmy wiele godzin zanim zmęczeni wróciliśmy do swoich hoteli. Nazajutrz wspomniałem znajomemu o rozmowie z Tomkiem. – Ale Tomek nie żyje od ośmiu lat – powiedział zatroskany.
Nie mogłem pozbierać myśli. Jak to, przecież czułem go fizycznie, to nie była żadna zjawa. A może – przerażająca myśl pojawiła się – może ja też nie żyję? Muszę się stąd jak najszybciej wydostać, żeby to sprawdzić i coś z tym zrobić, jeśli to prawda. Na schodach mały pies wczepił mi się zębami w łydkę. Byłem wściekły i kopnąłem go. Wybiegłem na otwartą przestrzeń. Może ugryzł mnie, żebym wiedział, że żyję. Swoją drogą, taki mały pies w wysokiej trawie musi czuć się paskudnie, nie widząc przed sobą dalej niż na metr. A przede mną rozciągnęło się pole, na którym rosły czerwone kule. Nie wiem, czy to były owoce czy coś innego. Jasnoczerwone kule z delikatnym odcieniem fioletu. Miałem zobaczyć jeszcze jedno pole, ale obraz zasłoniła mi kobieta w długiej, niebieskiej, kloszowatej sukni ze lśniącego, sztywnego materiału. Odchodząc z tego miejsca, zabrałem ze sobą przeczucie, że te kule-owoce miały związek z czasem. Pole czasu… Przypomniał mi się jasnopurpurowy kwadrat, od którego odrywały się ramki, jedna za drugą, tworząc rodzaj ciągu, korytarza, lekko wygiętego. Wtedy usłyszałem, że tak powstaje czas.

Czas…

W dzieciństwie pogryzły mnie kilka razy psy. Miałem tego tak dosyć, bo przecież to było bardzo bolesne, że postanowiłem się bronić i stanąłem przodem do warczącego na mnie wilczura. Gdyby na mnie skoczył, kopnąłbym go. No i sto dni w roku poza szkołą, przykuty do łóżka z powodu chorób. Dziecko choruje, gdy nie ma oparcia w domu ani w szkole. Rodzice, którzy przeżyli wojnę, trwali w tej wojnie jeszcze przez długi czas. Ich wojna stawała się wojną ich dzieci. Okazanie czułości było dla nich wstydem. Woleliby umrzeć niż pokazać łzy.
Dziecko bez czułości choruje, tak ucieka od świata pełnego niebezpieczeństw.
Pewnego dnia zobaczyłem na podwórku Mirka w czarnej masce na oczach i czarnej pelerynie ze szpadą z patyka w dłoni. – Ale przecież ty nie jesteś Zorro. Jesteś Old Shatterhand a ja Winnetou. – Jestem Zorro – odpowiedział dziesięciolatek. To była pierwsza zdrada, którą odczułem i zapamiętałem na całe życie. Nie mam przyjaciół, ponieważ nie akceptuję zdrady i kłamstwa. Nie tylko kościół kłamie. Kłamią też ludzie w moim najbliższym otoczeniu. Kłamią i manipulują. I tak samo bolą mnie kłamstwa kościoła, jak i ich kłamstwa. Życie bez przyjaciół jest samotne. Jedynym sensem życia pozostaje miłość. Ale tak nie jest. Życie ludzkie jest błędem Twórcy. Miłość to chemia, która pozwala nam zapomnieć o sobie. Narkotyczny stan. Jakiż paradoks, jestem najszczęśliwszy, gdy zapominam o sobie. Myślę o niej i to mnie uwalnia od myślenia o sobie.

I co? To tyle.

Przez następne pięćdziesiąt lat walczę o swoją pozycję w świecie. Upieram się, że to ma sens, głęboki, wielki sens. I wychyla się zza rogu starość. Nie jesteś już atrakcyjny i nikt cię nie potrzebuje. Niejako wraca do ciebie to jak patrzyłeś na innych. Coraz wyraźniej widzisz, że jesteś zamknięty w celi. Całe życie w celi swojego ciała. Żeby zapomnieć o tym więzieniu, chodzisz do kościoła, szukasz ucieczki z celi. Trafiasz do jeszcze większego wiezienia. Chodzisz na miesięcznice, pilnujesz pomnika, po to, by sobie udowodnić, że twoje życie ma znaczenie i sens. A znaczenie ma to, aby odkryć, że Bóg źle wymyślił człowieka. I zrobił to celowo. Tylko jedno może zmienić okrutny los człowieka. Kiedy stanie się Twórcą swojego życia i rzeczywistości, kiedy stworzy siebie samego. Pokona choroby, odwróci czas, stanie się na powrót młody, pokona starość, pokona śmierć, pokona przestrzeń. Stworzy siebie ze swoich niespełnionych marzeń.
Mamy wszystkie nasze ograniczenia po to, żeby podjąć nadludzki wysiłek i z bezsilności zrobić potężną broń. Mamy dysponować siłą i wiedzą naszej wielowymiarowej całości. Zaprojektować ciało do potrzeb, które mamy, transformować je i leczyć myślą i pragnieniami. Po to Twórca zamknął nas w więzieniu żeby przez samotność i rozpacz, długi łańcuch bezsensu w którym nienawiść i wiara stanowią dwa ogniwa naszego DNA, przez bezradność i bezsilność, nie mając już nic do stracenia, po setkach reinkarnacji i powtórek z tego samego i wciąż w tym samym miejscu u schyłku życia sięgnąć po bycie Twórcą.
Tak jak dzisiaj potrafimy stworzyć film czy książkę, wkrótce napiszemy swoje życie i rzeczywistość. Tak jak chcemy, będąc wolnymi. Wolnymi od przymusu życia w więzieniu, szukania sensu życia, wiary. Bo to co jest dla nas takie ważne wcale nie jest ważne. Wolność daje nam klucze do wyjścia z wiezienia bez przymusu szukania szczęścia. Klucz do stania się Twórcą-bogiem.

Czy jest coś, czego nie zdradziłem?

Jedna rzecz, której jestem wierny i gdy kocham, kocham bezbrzeżnie i bez jakichkolwiek zasłon. Jedna rzecz, której używam by zrównoważyć beznadzieję, niewolę, barbarzyństwo, kłamstwa religii i otoczenia, chciwość, kpiny, pogardę, opluwanie . Jest coś czym równoważę wszystkie codzienne zniewagi i chamstwo, które stało się zbrodnią codzienności. To jest Kosmos, mój prawdziwy dom. Ktoś tam na mnie czeka, kto mnie nie zdradził. Moja prawdziwa ojczyzna, moja prawdziwa rodzina. Tym się różnimy; to co dla mnie jest realistyczne dla większości jest nierealistyczne.

A tu na ziemi?

To co jest niemożliwe, statystycznie niemożliwe. Kiedy na moich oczach, przez gorące pragnienia, to co jest statystycznie jedną na tysiąc, albo jedną na sto tysięcy szansą, się spełnia, wtedy czuję, że Kosmos jest żywy i jestem jego cząstką.