Dzień solidarności

Rządowa ustawa o nowym podatku dla mediów formalnie nie dotyka „Trybuny”. Wydawca dziennika jest obywatelem polskim, dysponującym jedynie skromnym, ale „czysto polskim” kapitałem.
Nasza gazeta utrzymuje się ze sprzedaży. Bo gazecie lewicowej i opozycyjnej jednocześnie trudno jest w dzisiejszej Polsce pozyskać szczodrych reklamodawców.
Ukazujemy się nadal, bo oszczędzamy na wszystkim.
Ukazujemy się, bo nasi Czytelnicy regularnie kupują swoją „Trybunę”. Nawet kiedy mają problemy z jej nabyciem.
Dziękujemy im za to!

Skoro rządowa ustawa o opodatkowaniu reklam w mediach bezpośrednio nie dotyka nas, to czemu protestujemy przeciwko jej wprowadzeniu?
Czemu nie chcemy opodatkowania wrażego, obcego kapitału i dofinansowania tak pozyskanymi podatkami polskiej służby zdrowia i polskiej kultury?
Protestujemy, bo celem tego podatku nie jest dofinansowanie biednej polskiej służby zdrowia i polskiej kultury, tylko zdławienia mediów niekontrolowanych jeszcze przez PiS.
Zgadzamy się z opinią posła Adriana Zandberga, znanego krytyka wielkich korporacji. Tych zagranicznych i krajowych. Jednak w tym przypadku poseł Zandberg zauważa wielki fałsz proponowanego przez rząd pana premiera Morawieckiego podatku.
Bo ten podatek sprowadza się do tego, aby rząd mógł wyjmować pieniądze z tych mediów, których nie kontroluje i przelać je na konta tych mediów, które się rządowi podobają. Sprzyjających rządowi, bezkrytycznych wobec kaczystowskiej prawicy.
„Śmieszy mnie, gdy słyszę niektórych przedstawicieli partii rządzącej, że to ich odpowiedź na opodatkowanie gigantów. Bo w Polsce spadają nakłady gazet, lokalne media cienko przędą, bardziej niż biznesy przypominają inicjatywy społeczne. I traktowanie ich jak Google’a czy Facebooka jest po prostu niepoważne”.
„W tej sprawie nie chodzi o sprawiedliwe podatki, ale o nadużycie władzy. W Sejmie od wielu miesięcy leży nasza ustawa, zgodna z zasadami proponowanymi przez Unię Europejską, dotyczącą gigantów medialnych, którzy mają dochody powyżej 750 mln euro rocznie”, poseł Zandberg przypomniał zablokowany przez kaczystowską większość projekt ustawy Koalicyjnego Klubu Lewicy.
Proponowany przez rząd zakłamany, anty demokratyczny podatek medialny zjednoczył opozycję parlamentarną. Kluby parlamentarne Koalicji Obywatelskiej, Koalicyjnego Klubu Lewicy i PSL wystąpiły z wspólnym projektem uchwały broniącej wolnych jeszcze polskich mediów.
„Nie będziemy popierali tak fatalnych ustaw, które godzą w dobro Polski i Polaków”, zadeklarowali posłowie Konfederacji na środowej konferencji prasowej i opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu rządowego podatku od reklam.
Teraz los podatków i polskich niezależnych od władzy mediów zależy od głosów parlamentarzystów Porozumienia Polskiego Gowina. Jeśli oni nie poprą tego szkodliwego projektu to plan likwidacji niezależnych mediów zostanie opóźniony.
Bo kaczyści nie zrezygnują z likwidacji krytycznych wobec nich mediów. A pan prezydent Andrzej Duda, który był gościem środowych „Wiadomości” TVP, choć najpierw przyznał, że projektu nie zna, to chwile potem mówił o proteście zgodnie z kaczystowskim „przekazem dnia”.
„Tu nie chodzi o wolność słowa, tu chodzi o wielkie pieniądze”. Bo przecież „Wolność słowa w Polsce jest większa niż przed 2015 rokiem, przekonywał telewidzów pan prezydent Duda.
Czy kłamał w żywe oczy, czy tylko nie był przygotowany do rozmowy?
Czyżby nie wiedział, że w Indeksie Wolności Prasy przygotowywanym co roku przez pozarządową organizację Reporterzy bez Granic Polska znalazła się w rok 2020 na 62 pozycji. W naszym regionie gorzej wypadły tylko Węgry i Ukraina.
W 2015 roku Polska zajmowała miejsce 16-te.
Bez wolnych mediów
Jak może wyglądać Polska bez wolnych, krytycznych wobec kaczystów mediów mieliśmy okazję zobaczyć w zeszłą środę.
Pustka po licznych, pluralistycznych mediów kontrastowała z radosnym, butnym kłamstwotokiem wybijającym z kaczystowskich mediów.
Zwłaszcza z TVP i Polskiego Radia utrzymywanego przez wszystkich podatników dzięki abonamentowi radiowo – telewizyjnemu i corocznym dotacjom budżetowym w wysokości 2 miliardów złotych.
Utrzymywanych przez wszystkich podatników, choć TVP i Polskie Radio, od pięciu lat faktycznie nie pełnią już roli mediów publicznych. Są mediami partyjnymi. Łamią regularnie nie tylko prawo o radiofonii i telewizji, ale też prawo o finansowaniu partii politycznych w Polsce.
W zeszłą środę polscy obywatele o lewicowych poglądach, utrzymujący ze swych podatków TVP i Radio Publiczne, znowu byli przez te media plugawieni i obrażani. Odmawiano im prawa bycia we wspólnocie Polaków.
W czasie emisji głównego wydania telewizyjnych „Wiadomości”, doszło do kuriozalnego wydarzenia. Przerwano ten główny program „informacyjny” aby transmitować na żywo relację z prywatnej mszy z udziałem kaczystowskiej elity. W trakcie tej „mszy” ksiądz profesor Waldemar Chrostowski dał popis mowy nienawiści skierowanej wobec wszystkich spoza kaczystowskiej sekty religijnej. Mówił językiem podobnym do innej kaczystki, pani profesor poseł Pawłowicz, która już w poprzedniej kadencji Sejmu RP obiecała dziennikarzowi zadającemu jej niewygodne pytania: „Weźmiemy się za was!”.
Psucie mediów publicznych
Elity PiS ukradły polskiemu społeczeństwu media publiczne. Uczyniły z nich partyjne szczujnie i knujnie.
Telewizja Jacka Kurskiego nie tylko kłamie już w każdym programie informacyjnym. Cenzuruje wydarzenia kulturalne, nawet filmy znanej czystki Ewy Sankiewicz. Kłamie tak ordynarnie, że nawet warszawski sąd apelacyjny uznał niedawno, że określenie „pałkarska propaganda” nie narusza jej „dóbr osobistych”.
Sześć lat temu, po dojściu partii pan prezesa Kaczyńskiego do władzy, elity kulturalne PiS zapowiadały reformę abonamentu radiowo- telewizyjnego i wzmocnienie mediów publicznych.
Okazało się, że stosunkowo prosta ustawa o finansowaniu mediów publicznych przerosła intelekt pani poseł Joanny Lichockiej i pana posła Krzysztofa Czabańskiego. Zamiast obiecanych reform mediów publicznych uchwalono nowe dotacje z deficytowego już budżetu państwa na „pałkarską propagandę”.
Niestety efektem takiej „pałkarskiej propagandy” są coraz powszechniejsze postulaty likwidacji istniejących jeszcze formalnie mediów publicznych. Jak widać elity PiS wszystko czego się dotkną potrafią spieprzyć.
Dlatego trzeba solidarnie bronić wszystkich wolnych jeszcze od PiS mediów.