Wielka reforma Chińskiej Armii Ludowo – Wyzwoleńczej

Fakt, iż na naszych oczach kształtuje się nowy ład międzynarodowy nie jest już chyba przez nikogo kwestionowany. Dyskutowany jest jednak kształt tego nowego ładu.

Jedni uważają, iż w XXI wieku świat znajdzie się pod panowaniem kilku mocarstw, inni, że tylko dwóch. Są też i tacy, którzy twierdzą, iż światem rządzić będzie tylko jedno hipermocarstwo. Bez względu na to, kto za którą koncepcją się opowiada wszyscy są zgodni, iż krąg kandydatów do roli przyszłego lidera bądź liderów światowej sceny politycznej jest bardzo wąski. Za jednego z najpoważniejszych i najpewniejszych wśród nich uznawane są Chiny. Do roli światowego lidera predestynuje je chociażby dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Sami Chińczycy też nie ukrywają, iż ich strategicznym celem jest zdobycie światowego przywództwa. Niestety nawet najsilniejsza gospodarka nie jest w stanie nikomu zapewnić nie tylko pozycji światowego lidera, lecz także dalszego, niezakłóconego rozwoju własnego kraju. Potrzeba do tego także innych czynników, wśród których niebagatelną, o ile nie najważniejszą rolę nadal odgrywa siła militarna. Chińscy przywódcy są tego świadomi. Dowodzą tego wypowiedziane w dniu 27 lipca 2015 roku z okazji 89 rocznicy powstania ChAL-W słowa przywódcy Chin, Xi Jinpinga, który stwierdził, iż stworzenie silnej armii ma zasadnicze znaczenie dla budowy światowego przywództwa i długoletniej stabilności kraju. Ważnym jest, iż to właśnie Xi Jinping postrzegany jest jako inicjator obecnej reformy chińskich ził zbrojnych.
Oficjalnie o rozpoczęciu przez Chiny zakrojonej na szeroką skalę reformy sił zbrojnych powiedziano w listopadzie 2015 roku na plenarnej sesji Centralnej Grupy Kierowniczej ds. Reformy Wojskowej przy Centralnej Komisji Wojskowej (CKW). Wiele wskazuje jednak na to, iż przystąpiono do niej znacznie wcześniej bo w 2013 roku, kiedy to powołana została do życia kierowana osobiście przez samego Xi Jinpinga Komisja Bezpieczeństwa Narodowego (KBN). Podczas pierwszego posiedzenia tego organu Xi Jinping stwierdził, iż najważniejszym zadaniem kierownictwa państwowego Chin jest utworzenie scentralizowanego, jednolitego i wysoce efektywnego systemu zarządzania bezpieczeństwem państwa. Ukazał on więc główne kierunki obecnej reformy, której celem jest właśnie usprawnienie systemu dowodzenia siłami zbrojnymi oraz dostosowanie sił zbrojnych do przeciwdziałania rozlicznym, także pozamilitarnym zagrożeniom bezpieczeństwa współczesnego państwa. Kolejnym krokiem ku reformie było przyjęcie przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych (OZPL) w dniu 1 lipca 2015 roku nowej ustawy o bezpieczeństwie narodowym. W ustawie tej pojęcie bezpieczeństwa narodowego nie zostało ograniczone tylko do kwestii obronności, lecz rozciągnięto je także na kwestie polityki, gospodarki, finansów, cyberprzestrzeni, surowców naturalnych, ekologii oraz kultury. We wspomnianym dokumencie otwarcie stwierdzono, iż Chiny będą aktywnie przeciwdziałać wszelkim zagrożeniom dla bezpieczeństwa narodowego także poza granicami swego państwa, w tym, m.in. w Arktyce i w przestrzeni kosmicznej. Ważne z punktu widzenia późniejszej reformy sił zbrojnych były zawarte w ustawie zapisy regulujące kwestie podziału odpowiedzialności pomiędzy poszczególnymi organami państwa oraz określające mechanizmy funkcjonowania całego systemu bezpieczeństwa państwa.
Zgodnie ze wspomnianymi wyżej postanowieniami za główny cel obecnej reformy chińskich sił zbrojnych należy uznać usprawnienie systemu dowodzenia ChAL-W. Nadal najwyższym organem kierowniczym chińskich sił zbrojnych pozostaje Centralna Komisja Wojskowa Komunistycznej Partii Chin (CKW), której przewodniczy sam prezydent ChRL, Xi Jinping. W porównaniu z poprzednim systemem jej rola i znacznie nie tylko w armii, lecz również w całym systemie bezpieczeństwa państwa znacznie wzrosła. Zachodni eksperci są zdania, iż taki wzrost znaczenia i roli CKW służyć ma zwiększeniu kontroli partii nad armią.
Wzrost roli i znaczenia CKW w systemie dowodzenia siłami zbrojnymi osiągnięto, m.in. likwidując Sztab Generalny, Główny Zarząd Polityczny, Główny Zarząd Logistyki, a także Departament Uzbrojenia ChAL-W. Zadania zlikwidowanych instytucji przejęło 15 podlegających bezpośrednio CKW departamentów, komisji, biur i agencji. Praca tak rozbudowanej struktury jest koordynowana przez Biuro Generalne CKW. Zadaniem tego biura jest jednak nie tylko zarządzanie przepływem informacji wewnątrz CKW, lecz także wypracowanie polityki bezpieczeństwa i obrony. Oprócz Biura Generalnego w strukturach CKW znajdują się także cztery samodzielne biura odpowiedzialne za audyt wewnętrzny, planowanie strategiczne, reformę i organizację sił zbrojnych oraz współpracę międzynarodową. Na szczególną uwagę zasługuje w tej strukturze Biuro Międzynarodowej Współpracy Wojskowej gdyż dzięki niemu CKW zyskuje bezpośredni nadzór nad dyplomacją wojskową oraz wszelkimi kontaktami z obcymi armiami. Może to być dowodem, iż chińskie kierownictwo państwowe coraz większą wagę przywiązuje do projekcji tzw. miękkiej siły, której ważnym elementem jest właśnie dyplomacja oraz budowa sieci wzajemnych powiązań także na płaszczyźnie militarnej.
Ważną rolę w reformowanym systemie dowodzenia ChAL-W odgrywa sześć podległych CKW departamentów, takich jak : Połączony Departament Sztabowy, Departament Pracy Politycznej, Departament Wsparcia Logistycznego, Departament Rozwoju Uzbrojenia, Departament Szkolenia oraz Departament Mobilizacyjny. Najważniejszym wśród nich jest niewątpliwie Połączony Departament Sztabowy, który zajmuje się między innymi prowadzeniem operacji i analiz wywiadowczych oraz planowaniem kampanii i opracowaniem strategii wojskowej. W jego składzie znajduje się też specjalne biuro operacji zagranicznych, które jest odpowiedzialne za planowanie i koordynację operacji militarnych prowadzonych za granicami Chin, takich jak m.in. operacja antypiracka w Zatoce Adeńskiej.
Następnym, podległym bezpośrednio pod CKW elementem zreformowanego systemu dowodzenia ChAL-W są dowództwa rodzajów sił zbrojnych. Oprócz istniejących już Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej, Lotnictwa, Strategicznych Wojsk Rakietowych i funkcjonujących na prawach odrębnych rodzajów sił zbrojnych dwóch struktur paramilitarnych – Uzbrojonej Policji Ludowej wraz z podległą jej Strażą Ochrony Wybrzeża oraz Zorganizowanych Sił Rezerwy, w strukturze chińskiej armii pojawiły się dwa nowe rodzaje sił zbrojnych – Siły Wsparcia Strategicznego oraz Siły Wsparcia Logistycznego. Utworzenie tych nowych rodzajów sił zbrojnych wskazuje jak w nowoczesny i kompleksowy sposób chińskie władze podchodzą do kwestii bezpieczeństwa państwa oraz ukształtowania korzystnego dla Chin nowego ładu międzynarodowego. Siły Wsparcia Strategicznego przeznaczone są bowiem do działania w nowych środowiskach walki – przestrzeni kosmicznej oraz cyberprzestrzeni. W ich składzie znalazły się więc wojska kosmiczne oraz jednostki walki radioelektronicznej i walki w cyberprzestrzeni. Do ich głównych zadań należy zaś zarówno zarządzanie flotą chińskich satelitów wojskowych, w tym m.in. systemem nawigacji satelitarnej Beidou, jak i prowadzenie szeroko rozumianej wojny informacyjnej, tj. walki radioelektronicznej, działań w cyberprzestrzeni oraz operacji psychologicznych. Głównym zadaniem utworzonych w 2018 roku Sił Wsparcia Logistycznego jest zaś zapewnienie zabezpieczenia logistycznego we wszystkich prowadzonych przez ChAL-W operacjach i misjach wojskowych. Do realizacji tego zadania mogą one zmobilizować także statki, samoloty i samochody ciężarowe znajdujące się na wyposażeniu chińskich, cywilnych przedsiębiorstw działających zarówno w kraju jak i za granicą. W skład Sił Wsparcia Logistycznego wchodzi pięć połączonych centrów logistycznych oraz Centralny Szpital Wojskowy ChAL-W. Interesującym jest, iż pomimo utworzenia dwóch nowych rodzajów sił zbrojnych ChAL-W została zredukowana aż o 300 tysięcy żołnierzy. Zredukowane zostały przede wszystkim Wojska Lądowe oraz jednostki niebojowe. Lotnictwo utrzymało swój stan liczebny, a ilość żołnierzy służących w marynarce wojennej i wojskach rakietowych uległa nawet pewnemu zwiększeniu.
Jeżeli chodzi o marynarkę wojenną ChAL-W to znacznie rozbudowany został wchodzący w jej skład korpus piechoty morskiej. Według źródeł rosyjskich docelowo ma on liczyć nawet do 100 tysięcy żołnierzy. W materiałach zachodnich mowa jest tylko o 30 tysiącach żołnierzy zgrupowanych w siedmiu, zdolnych do działania poza granicami Chin brygadach oraz brygadzie lotniczej, której zadaniem jest przerzut wydzielonych oddziałów piechoty morskiej w odległe regiony świata oraz udzielanie piechocie morskiej wsparcia powietrznego we wszystkich rodzajach operacji. Generalnie całość chińskiej marynarki wojennej ma być tak organizowana, wyposażona i szkolona, aby zgodnie z nowymi założeniami strategicznymi była ona gotowa nie tylko do zapewnienia suwerenności Chin na ich wodach terytorialnych, lecz również do działania na światowym oceanie. W jej szkoleniu ma być więc kładziony nacisk zarówno na działania obronne jak i misje patrolowo – konwojowe oraz morskie operacje połączone na dalekich morzach i oceanach.
Dostosowywane do działania w dużym oddaleniu od macierzystych baz są także siły powietrzne ChAL-W. Obecna reforma ma bowiem na celu stworzenie efektywnego lotnictwa strategicznego. Zaznaczyć przy tym wypada, iż już obecnie liczące około 2700 samolotów (wraz z lotnictwem marynarki wojennej) chińskie siły powietrzne należą do najpotężniejszych w regionie i trzecich co do wielkości na świecie. W ramach obecnej reformy przechodzą one z organizacji pułkowej w brygadową. Tworzonych jest także sześć nowych baz lotniczych umiejscowionych przede wszystkim w rejonach spornych na Morzu Południowochińskim. Reorganizowany jest również podległy Wojskom Lotniczym 15 Korpus Powietrzno – Desantowy. Już w roku 2018 został on podzielony na pięć brygad, z których jedna jest jako brygada szybkiego reagowania zdolna do natychmiastowego użycia i desantowania zarówno z samolotów jak i śmigłowców. Warto zaznaczyć, iż jest to czwarta brygada sił szybkiego reagowania w strukturach ChAL-W. Trzy pozostałe znajdują się w strukturach Wojsk Lądowych.
Na organizację brygadową przechodzą również Wojska Lądowe. Brygady zaś zorganizowane są w strukturę batalionową. Brygadę ogólnowojskową mogą tworzyć następujące bataliony: ciężki (pancerny), średni (wyposażony w opancerzone pojazdy kołowe) oraz lekki, który przygotowany jest do taktycznych desantów powietrznych, a także działań w górach i dżungli. Sześć brygad ogólnowojskowych wraz z siedmioma brygadami specjalistycznymi, tj.: artylerii, przeciwlotniczą, lotnictwa szturmowego, wojsk specjalnych, wojsk inżynieryjnych, obrony przeciwchemicznej i zabezpieczenia logistycznego tworzą grupę armii.
Oprócz wojska reformowane są także podległe CKW formacje paramilitarne, tj. Uzbrojona Policja Ludowa (UPL) i Zorganizowane Siły Rezerwy (ZSR). UPL, która do tej pory podlegała zarówno CKW jak i Radzie Państwa ChRL od roku 2018 podlega już tylko CKW. Z jej składu ubyły także Wojska Ochrony Pogranicza oraz takie „niebojowe” jednostki jak straż pożarna, straż leśna czy oddziały ochrony kopalni złota i elektrowni wodnych. Zrestrukturyzowana UPL składa się teraz z przeznaczonego do zadań policyjnych korpusu bezpieczeństwa wewnętrznego, sił reagowania kryzysowego oraz Straży Ochrony Wybrzeża. W tym zestawieniu na szczególną uwagę zasługuje licząca ok 130 dużych, uzbrojonych w artylerię kalibru powyżej 76 mm i wyposażonych w pokładowe śmigłowce okrętów patrolowych i przeznaczona do działania na szeroko rozumianych chińskich wodach terytorialnych Straż Ochrony Wybrzeża. Oprócz tych dużych patrolowców dysponuje ona również liczącą ponad 1500 jednostek flotą mniejszych jednostek patrolowych, a w przypadku zagrożenia wojennego może ona dodatkowo zmobilizować kutry i trawlery rybackie. Amerykańscy eksperci oceniają, iż chińska Straż Ochrony Wybrzeża jest najsilniejszą na świecie formacją tego typu.
Drugą paramilitarną strukturą podległą bezpośrednio pod CKW są zorganizowane siły rezerwy. Po reformie dyslokowane są one nie tylko terytorialnie, tj. w miastach i miastach wydzielonych, a nawet wsiach, lecz również wokół większych przedsiębiorstw. Dlatego też ich zadania oraz liczebność są różne i zależne od miejsca dyslokacji.
Oprócz dowództw Rodzajów Sił Zbrojnych w bezpośrednim podporządkowaniu pod CKW znajdują się także trzy wielkie uczelnie wojskowe – Akademia Nauk Wojennych, Narodowy Uniwersytet Obrony oraz Narodowy Uniwersytet Technologii Wojskowych.
Reorganizacja objęła także system dowodzenia operacyjnego. W jej ramach w miejsce dotychczas funkcjonujących siedmiu Wielkich Okręgów Wojskowych utworzonych zostało pięć podległych bezpośrednio pod CKW Dowództw Teatrów Operacyjnych (DTO). Przyjęty obecnie system ma zdaniem Chińczyków usprawnić dowodzenie połączonymi operacjami wojskowymi umożliwić sprawne działanie armii w przypadku różnych, także niemilitarnych zagrożeń. W specyficznej chińskiej poetyce zadanie to zostało ujęte w zwięzłych słowach: „utrzymać pokój, powstrzymać wojnę i wygrywać bitwy”. Dlatego też struktura nowoutworzonych DTO jest dostosowana do występujących w ich obrębie i na kierunku strategicznym zagrożeń. Generalnie w składzie każdego DTO znajduje się od dwóch do trzech grup armii ogólnowojskowych, a także dywizje i bazy lotnicze, brygady rakiet przeciwlotniczych oraz brygady wojsk ochrony pogranicza. W składzie nadmorskich DTO, tj. Północnemu, Południowemu i Wschodniemu DTO znajdują się również floty wojenne. Północnemu DTO podlega także Korpus Piechoty Morskiej. Wchodzący w skład Wojsk Lotniczych Korpus Powietrzno – Desantowy nie podlega żadnemu z DTO. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność terytorialną to Wschodni DTO koncentruje się na Tajwanie i Morzu Wschodniochińskim, Północny DTO na Półwyspie Koreańskim, Południowy DTO przejmuje odpowiedzialność za Morze Południowochińskie, Zachodni DTO odpowiedzialny będzie, m.in. za ochronę granicy chińsko – indyjskiej, Centralny DTO będzie zaś, w razie potrzeby, zapewniał wsparcie dla pozostałych DTO.
Równolegle z reformą prowadzona jest zakrojona na szeroką skalę modernizacja ChAL – W. Nowe wzory uzbrojenia pojawiły się, m.in. na wyposażeniu strategicznych sił rakietowych. Już w roku 2014 na ich uzbrojeniu pojawiły się nowe pociski rakietowe średniego zasięgu Donfeng 26 (DF 26). Te dwustopniowe pociski rakietowe na paliwo stałe mogą razić cele znajdujące się w odległości nawet do 5000 kilometrów. Wystrzeliwany są one z wyrzutni kołowej umieszczonej na samochodzie Taian HTF 5680. Opracowana została również morska wersja tego pocisku przeznaczona do rażenia lotniskowców i innych dużych okrętów wojennych przeciwnika. Trzy lata później bo w roku 2017 na uzbrojenie chińskich strategicznych wojsk rakietowych weszły także nowe międzykontynentalne rakietowe pociski balistyczne na paliwo stałe Donfeng 41 (DF 41) o zasięgu od 10 000 do 14 000 kilometrów. Pociski te mogą przenosić nawet do dziesięciu głowic nuklearnych. Wyposażone są też we własny, współpracujący z systemem nawigacji satelitarnej Beidou system nawigacyjny. Oficjalnie umieszczone na wyrzutniach kołowych pociski rakietowe DF 41 zostały zaprezentowane w dniu 1 października 2019 roku na defiladzie z okazji 70 rocznicy powstania ChRL. Na tej samej defiladzie zademonstrowano także hipersoniczny pocisk rakietowy Xingkong 2. Rakieta ta została zaprojektowana przez Chińską Akademię Aerodynamiki i Technologii Kosmicznych. Podczas przeprowadzonego w roku 2018 lotu testowego miała ona osiągnąć pułap 30 kilometrów i prędkość 5,5- 6 Macha. Inną, związaną także ze strategicznymi siłami rakietowymi nowością z zakresu techniki uzbrojenia jest rozpoznawczy bezpilotowiec DR 8. Dron ten zbudowany jest w układzie latającego skrzydła i może osiągnąć prędkość do 4000 km/h. Przeznaczony jest on do współpracy z systemami rakietowymi średniego zasięgu DF 21i DF 26.
Hipersoniczne drony oraz lotnicza wersja balistycznych pocisków rakietowych DF 21 są przenoszone przez wprowadzone w roku 2019 na uzbrojenie strategicznego lotnictwa bombowego Chin samoloty Xian H 6N/H 6X1. Ten dwusilnikowy ciężki bombowiec nie jest co prawda nową konstrukcją. H 6 jest bowiem chińską wersją opracowanego jeszcze na początku lat pięćdziesiątych XX wieku radzieckiego bombowca Tu 16. Na wyposażenie lotnictwa ChAL – W trafił on zaś w roku 1969. Od tego czasu uległ on jednak daleko idącym modyfikacjom, m.in. zmianie uległy silniki a także dostosowano go do tankowania w powietrzu co pozwoliło na znaczne zwiększenie jego zasięgu. Możliwe, iż już w stosunkowo niedalekim czasie wysłużone H 6 zostaną zastąpione przez nowe, niewykrywalne przez radary ciężkie bombowce strategiczne. Technologię stealth Chiny mają już bowiem opanowaną czego dowodem są wchodzące na wyposażenie lotnictwa ChAL – W samoloty myśliwskie V generacji Chengdu J 20 i Shenyang J 31.
Swój ofensywny potencjał zwiększa także marynarka wojenna ChAL – W. Rozbudowywana jest, m.in. flota lotniskowców. Obok wprowadzonego do służby jeszcze w roku 2012 lotniskowca „Liaoning” (ex rosyjski „Wariag”) próby morskie przechodzi wybudowany już w Chinach, pod koniec roku 2017 lotniskowiec Typ 001A, a na pochylni szanghajskiej stoczni Jiangnan od roku 2017 znajduje się w budowie trzeci lotniskowiec określany roboczym mianem Typ 002. Oprócz niego w budowie znajdują się także trzy inne duże okręty wojenne – krążownik, duży okręt desantowy i śmigłowcowiec. W latach 2013 – 2019 chińska marynarka wojenna wzbogaciła się także aż o 45 nowoczesnych korwet rakietowych Typ 056 i Typ 56A (ostatnia wcielona do służby w dniu 5 listopada 2019 r.), a także kilka fregat Typ 054A.
W nowe, perspektywiczne typy broni przezbrajane są również chińskie wojska lądowe. Większość tych nowych typów uzbrojenia, np. czołgi podstawowe Type 99, bojowe wozy piechoty Type 04 czy rodzina opancerzonych kołowych pojazdów bojowych Type 08, został przyjęta na uzbrojenie jeszcze na początku XXI wieku. Od tego jednak czasu znacznie wzrosła ich liczba w jednostkach wojskowych tak, że praktycznie stanowią one już główny trzon uzbrojenia ChAL -W. Pojawiły się także ich zmodernizowane wersje. Nowym nabytkiem ChAL – W jest za to przyjęty na uzbrojenie w roku 2018 lekki czołg III generacji Type 15. Jest to wysoce mobilny wóz bojowy zdolny do działania w trudnym, niedostępnym dla innych czołgów terenie. Dostosowany jest on również do szybkiego przerzutu drogą lotniczą w dowolny region świata. Możliwe, iż wkrótce na uzbrojeniu wojsk lądowych ChAL – W pojawią się jeszcze nowsze maszyny bojowe. Niektóre z nich, np. bojowe wozy piechoty VN12 i VT4 były już nawet demonstrowane na odbywających się w Chinach targach uzbrojenia.
Oceniając zachodzącą obecnie wielką reformę ChAL – W należy stwierdzić, iż nie jest ona, jak chcą tego co poniektórzy zachodni, gł. amerykańscy analitycy, dowodem agresywnych i imperialnych dążeń chińskiego kierownictwa państwowego. Wręcz przeciwnie, należy ją potraktować jako dowód na strategiczne myślenie i poważne podejście Chińczyków do kwestii bezpieczeństwa państwa we współczesnym mocno turbulentnym i pełnym nowych zagrożeń świecie. Działanie takie jest zgodne ze starą, chińską maksymą, iż nie można zostawić leżącego na talerzu mięsa bez należytej ochrony. W pewnym sensie jest ona też odpowiedzią na działania innych państw, m.in. Japonii, która nie tylko zwiększa wydatki na wojsko, lecz także zamierza odejść od dotychczas obowiązującej, pacyfistycznej konstytucji. Warto też zwrócić uwagę, iż Chiny są praktycznie jedynym z pretendentów do światowego przywództwa, którego siły zbrojne nie uczestniczą w żadnym z trwających obecnie konfliktów. Chińskie siły zbrojne są co prawda obecne w niektórych zapalnych regionach świata, np. w rejonie Zatoki Adeńskiej, Sudanie Południowym czy Mali, ale wykonują tam misje o charakterze ochronnym czy pomocowym. Nie ma więc podstaw by uważać chińską reformę wojskową za szczególne zagrożenie dla światowego pokoju.

Nr 1 rządu: wojsko, nie zdrowie

Zamykane oddziały, czy nawet całe szpitale, brak lekarzy specjalistów, umieranie w kilkuletniej kolejce na zabieg. To obraz ochrony zdrowia za rządów PiS. Powodem jest dramatyczne niedofinansowanie i brak planu uzdrowienia systemu. Ekipa Kaczyńskiego nie żałuje jednak pieniędzy na armię. Jej budżet w 2020 roku będzie rekordowy.

Nie dalej jak na pierwszym sejmowym posiedzeniu posłowie PiS opuścili salę obrad, kiedy przyszła pora na wystąpienie posłanki Koalicji Obywatelskiej o szpitalach powiatowych, zamykanych z powodu braków kadrowych. 16 listopada poznaliśmy kolejne niepokojące informacje o skali zniszczenia publicznej ochrony zdrowia.

Zadłużenie szpitali podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości wzrosło o 3 miliardy złotych od czasów nastania „dobrej” zmiany. Obecnie łącznie zaległości publicznych placówek wynoszą 14 mld złotych.

Sytuacja jest dramatyczna. Ostatnie badania ankietowe Ministerstwa Zdrowia wskazują, że szybko przybywa zobowiązań wymagalnych, czyli takich, po które zaraz się ustawią komornicy, o ile już nie stoją w kolejce. W czerwcu było ich 1,6 mld zł, czyli o 10 proc. więcej niż w marcu.

Efekt jest taki, że lekarzy jest za mało i pracują przemęczeni, a pacjenci często nie doczekują zabiegu. – Co jakiś czas dowiadujemy się, że lekarz umarł na dyżurze. Pacjenci natomiast umierają po cichu. Jeśli porównamy statystki leczenia chorób nowotworowych, to przekonamy się, że rocznie kilkanaście tysięcy Polaków umiera, bo jest za niskie finansowanie – mówił Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy podczas czerwcowej demonstracji „Czas na zdrowie! – Pacjenci i Medycy razem”.

Na brak środków nie może narzekać armia. Na przełomie sierpnia i września rząd zadekretował przeznaczenie w 2020 roku na zbrojenia rekordowej kwoty 50 mld złotych. Oznacza to wzrost o 11 mld od roku 2015. Nasz kraj jeszcze nigdy nie zwiększał wydatków na ten cel w takim tempie. To aż o 5 mld złotych więcej niż w roku 2018.

Z jednej strony – dopieszczenie przemysłu potencjalnego zabijania, z drugiej – obywatele umierający w kolejkach na operacje – czy można znaleźć bardziej odpowiednią alegorię „dobrej zmiany”?

Chiny zawiniły, Rosję obwinili, Europa zapłaci

Prezydent USA Donald Trump ogłosił zerwanie traktatu INF zakazującego budowy i rozmieszczania rakiet średniego zasięg. Zawartego jeszcze w 1987 roku przez USA i Związek Radziecki. Porozumienie zakładało całkowitą likwidację odpalanych z lądu nuklearnych i konwencjonalnych rakiet i pocisków manewrujących o zasięgu od 500 do 5500 kilometrów.
Poprzedni spór zaczął się w 1975 roku, kiedy ZSRR rozpoczął rozmieszczanie w Europie nowego typu rakiet średniego zasięgu Pionier (SS-20). Miały one zastąpić przestarzałe systemy rakiet R-12 Dźwina (SS-4) i SS-5. Ale taka modernizacja zachwiała równowagę strategiczna z państwami Europy zachodniej.
NATO odpowiedziało rozmieszczaniem w Europie amerykańskich pocisków manewrujących BGM-109G i rakiet balistycznych MGM-31 Pershing. To doprowadziło do kolejnego wyścigu zbrojeń i eskalacji „zimnej wojny” w Europie pomiędzy państwami NATO i ówczesnego Układu Warszawskiego. Aby zapobiec dalszej kosztownej i niepotrzebnej eskalacji, obie strony rozpoczęły w 1980 rok w Genewie negocjacje o wycofania tej broni z Europy.
Po wieloletnim serialu spotkań w 1986 nastąpił przełom. W czasie szczytu amerykańsko- radzieckiego w Reykjaviku prezydent Reagan i gensek Gorbaczow zgodzili się na wzajemne wycofanie broni średniego i pośredniego zasięgu oraz ustalili limit głowic jądrowych, które mogły być instalowane na innych pociskach tego typu.
Rok później w Waszyngtonie USA i ZSRR podpisały ten traktat. Widmo wojny obu mocarstw w Europie przestało straszyć.

Dobry, choć martwy

Przez trzydzieści lat Europejczycy odzwyczaili się od wojennego zagrożenia, od wojen mocarstw na swym terenie. A po upadku ZSRR i rozszerzeniu Unii Europejskiej nastał w tym regionie przynajmniej dwudziestoletni okres wzrostu gospodarczego i cywilizacyjnego.
Tamto wzbogacenie się europejskich społeczeństw możliwe było też dzięki ograniczonym wydatkom na zbrojenia w tych państwach i późniejszej integracji z państwami z za „żelazną kurtyny”. A także dzięki wzmożonej kooperacji gospodarczej zachodniej Europy z Rosją. O czym dzisiaj, zwłaszcza w Polsce, zapomina się.
Z biegiem lat zawarty w Waszyngtonie traktat stawał się martwy. Nie tylko dlatego, że obaj sygnatariusze, czyli USA i Rosja, dziedzicząca go w spadku po ZSRR, obchodziły jego zapisy.
USA intensywnie rozwijały produkcję dalekosiężnych dronów, które okazywały się bardziej skuteczne w wojnach lokalnych niż tradycyjne rakiety średniego zasięgu.
Rosjanie unowocześniali i modyfikowali rakiety odpalane z okrętów, które formalnie nie podlegały ograniczeniom traktatowym, ale stanowiły siłę odstraszającą.
Taki właśnie rosyjski, zmodyfikowany pocisk 9M723 posłużył prezydentowi USA Trumpowi jako pretekst do wypowiedzenia traktatu INF.
Jednak, jak zgodnie podkreślają eksperci, to nie te rakiety znacząco zagroziły hegemonistycznej pozycji USA. Trump zerwał stary, martwy traktat z Rosją, aby zmusić Chiny do negocjacji czegoś nowego.
Rozpoczynając swą prezydenturę Donald Trump zapowiadał przegląd starych traktatów zawartych przez USA. Zerwanie „z iluzją traktatów”, które uzna za nieprzestrzegane albo efektywne dla interesów USA.
I właśnie za taki traktat uznał INF. Nie dlatego, że jego naruszanie ze strony Rosji rujnowało bezpieczeństwo USA. Przewaga militarna USA nad Rosją jest tak wielka, że nie zagrażają jej rakiety 9M723. Prezydent Trump chce zerwać ten traktat ze względu na wojnę polityczno-gospodarczą jaka rozpoczął z Chinami.
Podpisany w 1987 roku traktat INF nie obowiązuje Chin. Bo wtedy Chińska Republika Ludowa traktowana była jako biedne, zacofane technologicznie państwo „trzeciego świata”.
Ale w ciągu trzydziestu lat Chiny wyrosły na światową potęgę. Są dziś uznawane za drugą potęgę gospodarczą świata.
Jednocześnie Chiny konsekwentnie budowały i unowocześniały swe siły militarne. Robiły to „po chińsku”, czyli bez eksponowania swych atutów. Zajęta konfliktami na Bliskim Wschodzie, walką z terroryzmem islamskim, czy hybrydowymi wojnami na Ukrainie, atlantycka opinia publiczna nie interesowała się chińskimi zbrojeniami.
W państwach NATO wspominano o pierwszym chińskim lotniskowcu, ale nie zwracano uwagi na nowe chińskie rakiety średniego zasięgu. Zakazane w USA i Rosji, ale legalne w Chinach. Nie wspominano o stale rosnących tam budżetowych wydatkach na rozwój chińskiej marynarki wojennej, sił działających w cyberprzestrzeni i w sferze kosmosu.
Okazjonalnie wspominano też o chińskiej, konsekwentnej ekspansji na Morzu Południowo- Chińskim. O jednostronnym rozszerzeniu przez Chiny strefy swych wód terytorialnych. O przejmowaniu spornych archipelagów wysp Spratly i Paracelskich.
Co oznacza też przejęcie kontroli nad szlakami żeglugowymi w tamtym regionie. Nad handlem produktami „fabryk świata” z Chin i państw ASEAN.

Koniec lotniskowców

Jeszcze niedawno USA mogły panować nad szlakami handlowymi, czyli gospodarką, całego świata. Bo dysponowały dominującymi eskadrami lotniskowców. W razie konfliktu regionalnego USA wysyłało swe lotniskowce, osłaniane okrętami wsparcia, i otwierało parasol ochronny nad swymi sojusznikami. Parasol, który potrafił też skutecznie zaatakować.
Tak bywało w czasie wojen w Korei, Wietnamie. W czasie napięć Chiny – Taiwan, pomiędzy obu państwami koreańskimi. Teraz chińskie rakiety średniego zasięgu są w stanie zniszczyć taki parasol. Tym samym USA straciła swą przewagę w tym regionie.
Zatem zerwanie przez prezydenta Trumpa układu ograniczającego USA w produkcji i rozmieszczaniu rakiet średniego zasięgu to przede wszystkim straszak wobec Chin. Bo przecież od teraz amerykańskie rakiety mogą być zainstalowane na Tajwanie, w Republice Korei, czy w antychińskim dzisiaj Wietnamie.
Wizja amerykańskich rakiet w sojuszniczych państwach Azji Południowo- Wschodniej ma skłonić Chiny do ustępstw w amerykańsko- chińskiej wojnie gospodarczej.

Europejska peryferia

Prezydent Donald Trump wielokrotnie wykazywał swą niechęć do integracji europejskiej. Krytykował europejskie państwa NATO za ograniczanie wydatków na zbrojenie. Przestrzegał, że USA nie będzie bronić europejskich sojuszników, jeśli oni sami się nie dozbroją.
Wypowiadając traktat INF prezydent Trump wciągnął cały świat w stan „bez traktatowy”. W nowy wyścig zbrojeń. Wielce kosztowny dla wszystkich.
Zapewne liczy na to, że tak przyciśnięte Chiny, i Rosja też, spasują w tej pokerowej rozgrywce. Zasiądą z nim do negocjacji. Aby podpisać zaproponowany im nowy traktat.
Bogaty prezydent bogatego państwa może sobie pozwolić na takie biznesowe zagrywki. Ale co stanie się w naszej Europie zanim wielcy tego świata siądą do stołu?
Jakie koszty poniesiemy kiedy oni nie podpiszą nowych porozumień?
Zaczynając taką rozgrywkę prezydent Trump pokazał, że interesy jego europejskich sojuszników są dla niego drugorzędne. To zrozumiałe dla przywódcy deklarujący dogmat „Ameryka wpierw”.
Ale czy Polska chce takiego wyścigu zbrojeń? I czy stać ją na to?
Polityka rządu PiS konsekwentnie doprowadziła do osłabienia więzi z państwami Unii Europejskiej. Polska przestała wspierać Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony/CSDP/. Demonstracyjnie zerwała kontrakty zbrojeniowe z francuskim Airbusem na rzecz mglistych, ale amerykańskich ofert.
Rząd PiS- u zademonstrował kilka wiernopoddaństwa aktow wobec ekipy prezydenta Trumpa. Kreując się na najwierniejszego sojusznika USA na wschodniej flance NATO.
Symbolem tej polityki stało się zbieganie, za wszelką cenę, o stałą amerykańską bazę wojskową. Nazwaną lizusowsko przez polskich polityków „Fort Trump”. Obecność amerykańskich wojsk na polski mogło sprzyjać wzrostowi bezpieczeństwa polskiego w czasie istnienia traktatu INF. Nawet nie w pełni przestrzeganego. Ale brak takiego traktatu i eskalacja nowej „zimnej wojny” sprawiają, że ten wymarzony „Fort Trump” już nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa Polsce w razie konfliktu z Rosją. Przeciwnie wzmocni rolę Polski jako pierwszorzędnego celu w razie każdego konfliktu Rosja – USA. Jako pierwszorzędnego, choć peryferyjnego sojusznika.
Elity PiS wielokrotnie deklarowały sojusz z Urbanowskimi Węgrami. Stawiając Węgry jako wzór suwerennej polityki międzynarodowej państwa Europy Środkowo- Wschodniej.
Tymczasem Węgry deklarują swą neutralność w wojnie gospodarczej pomiędzy USA i Chinami. Nie zrywają więzi gospodarczych z Pekinem. Podobnie traktują swą współprace gospodarczą z Rosją. W sferze militarnej ogłosiły właśnie, że zakupią helikoptery we Francji, czołgi w Niemczech, a samoloty od Szwecji.
I pomimo twego zachowują swe członkowstwo w NATO. I są szanowanym przez USA sojusznikiem w Europie.

Bombowe liczby

Znane powiedzenie pewnego niesławnego marszałka, że „śmierć jednostki to tragedia a milion zabitych to tylko statystyka” miało zapewne sugerować, że nasza wyobraźnia ma pewne ograniczenia. Policzenie sobie do miliona, gdybyśmy chcieli liczyć na głos co sekundę (od pewnego momentu byłoby trudno się w niej zmieścić, ale dajmy na to) zajęłoby nam prawie 12 dni, więc w zasadzie to się da ogarnąć. Schody zaczynają się późnej: gdybyśmy chcieli wyobrazić sobie wielkość miliarda i liczyli bez przerwy w ten sam sposób, musielibyśmy stracić na to niemal 32 lata. A bilion, czyli tysiąc miliardów, policzcie sami, sięga już daleko poza science-fiction.

 

Porażka wyobraźni wobec wielkich liczb sięga nawet takich potęg statystycznych, jak Stany Zjednoczone, więc nie ma co popadać w kompleksy. W tym roku tamtejsi księgowi rządowi policzyli, że w latach 1998-2016 z kont Pentagonu (amerykańskiego ministerstwa wojny) zniknęło w tajemniczych okolicznościach 21 bilionów dolarów. Są nierozliczone, po prostu rozpłynęły się w powietrzu, jak wynik naszej wyobraźni, kiedy spróbujemy sobie przedstawić, co kryje się za krótką informacją „21 bilionów”. Co do kompleksów, należałoby tych pieniędzy szukać w amerykańskim kompleksie militarno-przemysłowym, ale bezradność wyobraźni sprawiła, że realistycznie postanowiono ich po prostu nie szukać. My ludzie mamy w końcu do dyspozycji coś tak wspaniałego, jak machnięcie ręką.
Są zresztą statystyki, które wyobraźnia może z grubsza objąć. Znany dziennikarz śledczy i publicysta David DeGraw dokopał się do dokumentów CIA, z których wynika, że skuteczność amerykańskich bombardowań dronowych wynosi dwa procent. Taka jest proporcja zabitych przez bombę osób, w które ta bomba celowała. Małe liczby też potrafią zrobić wrażenie. Dla otrzeźwienia zwróćmy więc chłodno uwagę, że 98 proc. ofiar to ci, którzy byli po prostu w pobliżu eksplozji. Część to powiedzmy znajomi królika, a reszta to starcy, kobiety, dzieci, przechodnie. Wielu z nich zostaje rozerwanych na sto kawałków. To się nazywa uderzenie chirurgiczne. Wyobraźmy sobie wizytę u lekarza, który w 98 wypadkach na sto zamiast wycisnąć pryszcza na czole, odcina nam głowę piłą ogrodową.

W każdym razie, statystycznie, rozrywanie niewinnych na sto kawałków Amerykanie praktykują równo co 12 min. Kiedy tu sobie patrzymy w ekran, musiałoby coś się zdarzyć, żeby chciało nam się odwracać głowę równo co 12 minut, i tak przez resztę dnia i nocy. Na szczęście mamy do czynienia wyłącznie ze statystyką. US Army zrzuca 121 ciężkich bomb na dobę w różnych krajach, choć oficjalnie nie prowadzi w nich wojny, to daje te 12 minut. Tak jest za Trumpa. Wszyscy pamiętamy głupkowatego George’a Busha, ale to był dzieciak, jego wojskowi zrzucili raptem 70 tys. bomb na pięć krajów. Obama, ze swoim czarującym uśmiechem artysty, wyprzedził poprzednika o 30 tys. bomb i dwa kraje. Dzięki temu dołączył do ścisłego grona tych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, którzy zabili mnóstwo ludzi, tj. do Henry’ego Kissingera.

Wśród ostatnich trzech przywódców imperium amerykańskiego rekordzistą jest Trump, jeśli przyjąć, że kontroluje Pentagon. Pierwszy rok jego kadencji to nieco ponad 44 tys. eksplodujących ładunków, owe 121 na dobę. Aż pilotom i operatorom dżojstików zaczęło brakować bomb. Wyobraźmy sobie teraz brak bomb. W tak małą liczbę – domniemane zero – trudno nam uwierzyć. A świat bez bomb? Myślimy, że mogłyby uwierzyć weń najwyżej dzieci, jeśli nie zostaną rozerwane na sto kawałków. Nie marzymy już o tym, bo u nas bomby nie spadają, są poza wyobraźnią, chyba, że na ładnych filmach. Od ostatniego bombardowania w Polsce minęły niepojęte dwa miliardy sekund i jeszcze trochę.

Si vis bellum…

Historia udowodniła, że przynajmniej do czasów broni jądrowej, władcy jednego bądź drugiego państwa fabrykowali broń po to żeby ją wcześniej czy później użyć. Era wojen masowych rozpoczęła się jednak dopiero w czasach przejścia kapitalizmu na etap imperializmu co spowodowało pierwszą i drugą wojnę światową.

 

Należy przy tym zaznaczyć, że ten proces się rozpoczął za zgodą demokratycznie wybranych parlamentów Wielkiej Brytanii, II Rzeszy Niemieckiej, Republiki Francuskiej, Królestwa Włoch, Stanów Zjednoczonych oraz do pewnego stopnia monarchii Habsburskiej, Imperium Rosyjskiego i wielu innych państw bardziej czy mniej demokratycznych, co obala mit rozgłaszany w końcowej fazie zimnej wojny jakoby wojny miedzy państwami liberalno-demokratycznymi są niemożliwe. Okres „równowagi wzajemnego zastraszania” miedzy USA a ZSRR pozwolił utrzymać względny pokój na północnej półkuli, przy licznych „gorących wojnach” na „peryferiach” ówczesnego świata. A lansowanie gigantycznego amerykańskiego planu „gwiezdnych wojen” ostatecznie wyczerpało siły Związku Radzieckiego, powodując kapitulację jego rodzącej się nowej klasy rządzącej co jednocześnie podkopało jednak zdolność rozwojową USA które przeszły w tym okresie od polityki wszechstronnego uprzemysłowienia na tory ekonomii wojny, systematycznego zadłużenia i wirtualnej waluty dyktującej globalne warunki gospodarcze innym krajom. Proces globalizacji kapitalizmu doprowadził USA i inne wiodące mocarstwa kapitalistyczne do etapu de-industrializacji i delokalizacji przemysłów cywilnych, co dodatkowo wzmacniało siłę lokalnego sektora zbrojeniowego który pozostał prawie że sam na terenie metropolii zachodnich.

W latach 1946-1989 toczono 27 wojen które spowodowały śmierć ponad 100 000 ludzi, wszystkich w krajach „południowych peryferii”. W 1990 r. konflikt w Zatoce został ogłoszony przez George’a Busha Pierwszego jako pierwsza wojna „nowego światowego ładu” i stanowiła sygnał, że „zwycięstwo” wyczerpanego wysiłkiem zbrojeniowym obozu kapitalistycznego doprowadziło do przyspieszenia spirali zbrojeń i wojen, coraz częściej z pominięciem prawa konfliktów zbrojnych i prawa międzynarodowego opartego na zasadach Karty Narodów Zjednoczonych. Wojny od tego czasu mnożyły się już na wszystkich kontynentach i były prowadzone przez armie państwowe lub przez grupy zbrojne nie produkujące broni lecz kupujące je w krajach imperialistycznych pod różnymi pretekstami: obrona interesów globalnych lub regionalnych i wzrostem skrajnych ideologii nacjonalistycznych, plemiennych lub religijnych. A jednocześnie wzrosła też ilość państw posiadających, jawnie czy nie, broń jądrową.

Zdaniem Stockholm International Peace Research Institute, wydatki na cele „obronne” wzrosły o 1 021, 5 mld. dolarów rocznie od 2002 r. do 2006 r. , o 1 540, 5 mld. dolarów od 2007 r. do 2011 r. (wzrost o 51 proc.) i osiągnęły od 2012 r. do 2016 r. sumą 1 728, 0 mld. dolarów (wzrost o 12 proc.). Szacuje się, że w 2016 r. wydatki na cele wojskowe stanowiły już 2,2 proc. „światowego” PKB. Ten wzrost jest szczególnie szybki na terenie Azji, dowodzi to, że już nie Europa lecz Azja stała się centrum sprzeczności globalnego świata. Od roku 2008 do 2016, kraje obu Ameryk stanowiły 41,1 proc. wydatków na armię, kraje Azji i Oceanii 26,7 proc., kraje Europy 19,8 proc., kraje Bliskiego Wschodu 7,5 proc. i kraje Afryki 2,2 proc.. Rozpatrując jednak w cyfrach absolutnych, strefa NATO wraz z jego sojusznikami z innych stref pozostaje daleko na pierwszym miejscu. To świadczy o tym, ze lokomotywa spirali zbrojeniowej pozostaje na Zachodzie wbrew hasłom o wzroście potęgi Rosji, Chin czy Iranu lub Korei.

 

 

Z tej listy osiem państw należy do NATO (USA, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Kanada, Hiszpania, Turcja), pięć jest bliskimi sojusznikami bloku zachodniego (Arabia Saudyjska, Japonia, Korea Południowa, Australia, Izrael), trzy do grupy państw mniej więcej nie zaangażowanych (Indie, Brazylia, Algieria) i cztery do państw które można uznać za konkurentów bloku zachodniego (Chiny, Rosja, Iran, Korea Północna). I to stanowi aktualny balans sił światowych, nawet jeśli uwzględnimy sprzeczności powstałe niedawno w obozie zachodnim i fakt, że „po drugiej stronie”, postawę państw niezaangażowanych bądź „wrogich” można także uważać za, do pewnego stopnia, potencjalnie zmienną. Strefa atlantycka i krajów ogłoszonych przez USA jako „Major non-NATO ally” reprezentuje 62,3 proc. wszystkich wydatków zbrojeniowych, nie wliczając w to jednak innych krajów silnie związanych z NATO bądź z jednym z jego mocarstw. Według Countries Ranked by Military Strength, na 30 najsilniejszych armii świata, 11 należy do NATO, 11 jest blisko związanych z krajami NATO, 4 mogą być uważane za „niezaangażowane” i 4 za będące w stanie potencjalnego konfliktu z krajami obozu zachodniego. Nie licząc przy tym niepaństwowych formacji zbrojnych, opozycyjnych i najczęściej terrorystycznych, które korzystają z poparcia jawnego bądź nie, ze strony mocarstw, co szczególnie dotyczy takich krajów jak Syria, Irak, Jemen, Iran, Kolumbia, Kongo, Somalia, Nigeria, Mali, Pakistan, itd. Poparcia udzielone tym ugrupowaniom przez państwa takie jak USA, Izrael, Arabia Saudyjska, Francja czy Turcja znacznie przerastają podobne zjawiska ze strony takich państw jak Iran lub Rosja. Z tych wszystkich danych jasno wynika wiec, że „paniczne groźby ze strony wzrastających mocarstw” rozpowszechnione w wiodących mediach państwowych i prywatnych świata nie odpowiadają racjonalnej analizie.
Spirala zbrojeniowa jest wiec nakręcana po to, żeby klasy rządzące wiodących mocarstw kapitalistycznych mogły legitymować ich niechęć do wydawania funduszy na cele socjalne i rozwojowe dla mas, żeby stale powiększać zyski oraz wzmacniać swoją władzę. Przemysł śmierci (zbrojenia wraz z wydatkami/zyskami ubocznymi na przemysł farmaceutyczny, narkotykowy i leczenia ofiar wojen, na sprzedaż energii dla wojsk, na rozwój sektorów bezpieczeństwa i więziennictwa państwowego i prywatnego, itp.) stał się główną gwarancją przetrwania elit światowej finansjery, a także siły roboczej związanej z tymi sektorami, w momencie kiedy de-industrializacja, prekariat i masowy głód grozi większości ludzi na świecie.

 

 

Spośród dziesięciu największych eksporterów broni, aż siedem należy więc do NATO, co oznacza 62,3 proc. całego handlu bronią na świecie. W tej sytuacji, niezależnie od tego co sądzimy o polityce takich państw jak Rosja czy Chiny, należy postawić pytanie czy te państwa można umieścić w kategorii siły napędowej ruchu na rzecz zbrojeń czy stanowią tylko względnie słabą przeciwwagę wobec mocarstw w których sektor przemysłu zbrojeniowego odgrywa wiodącą rolę w życiu ekonomicznym, handlowym, finansowym, politycznym i medialnym. Musimy przy tym także zauważyć, ze USA, Rosja, Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Włochy sprzedają broń ośmiu z dziesięciu państw kupujących największą ilość broni, co wskazuje jednocześnie, że ten handel jest po części tylko związany z polityką i strategią danego państwa i po części z „apolitycznymi” interesami biznesowymi. Rządy wielkich mocarstw stały się, co wyraźnie widać na przykładzie sprzedaży francuskiej broni dla saudyjskiej strony wojny w Jemenie, czynnymi agentami handlowymi swych firm zbrojeniowych.

 

 

38 na 100 największych firm zbrojeniowych na świecie ma swoją siedzibę w USA co reprezentuje 57,9 proc. ogólnej liczby sprzedaży stu największych firm zbrojeniowych świata, 25 firm na 100 to firmy zbrojeniowe krajów UE, czyli 25,7 proc.. Dołączając do tego Kanadę, firmy zbrojeniowe krajów członkowskich NATO reprezentują wiec 87,3 proc. sprzedaży spośród 100 największych sprzedawców broni na świecie. Udział francuskich firm zbrojeniowych wynosi 9,7 proc.. Polska sprzedaje z kolei broń głównie do Indii, Algierii i Indonezji co warto zaznaczyć gdyż, nawet jeśli jej udział w światowym handlu broni jest stosunkowo mały, sytuacja ta świadczy o tym, że Polska nie sprzedaje wiele broni krajom stowarzyszonym z Zachodem skąd została wyrugowana przez swych „sojuszników” podczas gdy wciąż jeszcze może sprzedawać broń krajom mniej lub bardziej niezaangażowanym, czyli krajom leżącym poza „strefą zainteresowania” obecnych polskich elit politycznych szczególnie służalczych wobec interesów politycznych i ekonomicznych krajów nie umiejących dzielić swoich zysków ze swoimi „przyjaciółmi”. Nawet kwestia zbrojeń udowadnia więc po raz kolejny, że Polska, stając się rezerwatem taniej siły roboczej i producentem podzespołów dla multinarodowych zachodnich firm, swoje główne perspektywy rozwoju musi jednak ulokować we współpracy z krajami rozwijającymi się bo rynki zachodnie weszły na etap nasycenia i stagnacji, stąd obecne zapędy wojenne które jak zawsze w historii świadczą o dekadencji danych mocarstw.
W tej jak najbardziej ponurej i groźnej sytuacji, pesymiści twierdzą, że napięcia między krajami produkującymi broń należą do sprzeczności wewnątrz systemu imperialistycznego niezależnie od tego czy dane państwo jest silniejsze czy słabsze, podczas gdy optymiści sądzą, że nowe wschodzące mocarstwa opierają swój rozwój głównie na sektory pozawojenne i reprezentują więc pewien postęp w walce o pokój i rozbrojenie, niezależnie od tego czy głoszą oni hasła burżuazyjno-narodowo antykompradorskie i anty-imperialistyczne jak Rosja, Iran czy Algieria lub socjalistyczne jak Chiny, Syria czy Korea Północna.