Bóg zapłać

Nie ma większej kary dla przedstawicieli stanu duchownego jak kary materialne, bo nie znam ludzi bardziej czułych na zapach mamony. Sąd w Poznaniu zasądził od tzw. Towarzystwa Chrystusowego milion złotych na rzecz kobiety, która jako 13-latka była więziona i gwałcona przez księdza z tegoż środowiska.

 

Jak na warunki amerykańskie czy irlandzkie ta kwota by nie powalała (tam z powodu wysokości odszkodowań bankrutują parafie), ale jak na Polskę odszkodowanie za taką formę obcowania z Chrystusem ten milion stanowi kwotę bajońską. A skoro niejaki ksiądz Żak, oddelegowany przez Episkopat do zajęcia się pedofilią w zacnych szeregach kapłańskich stwierdził, że nie ma powodu by uważać, że skala pedofilii w kościele katolickim w Polsce jest mniejsza niż w amerykańskim czy irlandzkim, to może się zacząć wielu klechom gotować koło dupy. Trudno dziś przewidzieć, czy po poświęcone miliony staną niebawem w kolejce kolejne ofiary molestowania, ale wykluczyć takiego przebiegu zdarzeń nie można. Korwin-Mikke stwierdził nawet z właściwą sobie szczerością coś, czego sens jest taki, że teraz łóżka księży zaczną się cieszyć szczególnie wielką frekwencją, i tą aktualną i tą retro. Życzę tego Kościołowi kat. w Polsce z całego serca, bo jak wiadomo „res sacra miser”. Będzie to też oznaczało, że będzie worek wart rozporka. W końcu, zgodnie ze znaną formułą kościelną, zapłaci Bóg czyli wierni, bo z czyich datków został w końcu uzbierany ten milion, którego wypłata została zasądzona, na razie nieprawomocnie, jak nie z datków wiernych?

 

Uświęcanie w pendolino

Jestem często pasażerem kolei, w tym składów pendolino. I właśnie pendolino upatrzyli sobie katoliccy kaznodzieje na miejsce indoktrynacji pasażerów. Ostatnio doświadczyłem tego naocznie właśnie jako pasażer. Próbowano mnie tam molestować emitowanymi ze specjalnych ekraników treściami dewocyjnymi, w tym „dziękczynieniami z Maryją i ojcem Pio za spuściznę wiary” z okazji jakiegoś zlotu modlitewnego oraz „dziękczynieniami za spuściznę wiary Czechów, Węgrów i Polaków”. W tym drugim dziękczynieniu zawiera się bezdenna ignorancja jego autorów, ponieważ Czesi są najbardziej zlaicyzowanym narodem w Europie i in gremio nienawidzą katolicyzmu i religianctwa w ogóle jak wściekłej bestii. Przypomina się tu pewien urzędujący obecnie wiceminister sprawiedliwości, który znalazłszy się swego czasu w Czechach w święto Bożego Ciała szukał biedaczek ulicznej procesji aby się do niej dołączyć. Daremnie, jak można się domyślić. Odwracałem oczy od ekranu jak mogłem, ale nigdy nie da się uniknąć choćby chwilowego kontaktu z ekranem. Do celu dojechałem z ponad półgodzinnym opóźnieniem, co jest w PKP niezmienną normą nie od dziś, tyle że miała być „dobra zmiana”. Te dziękczynienia w pociągu nic zatem nie dały, przynajmniej pasażerom.

 

Prawda czasu, prawda ekranu

A skoro o ekranach mowa, to abepe Głódź ofiarował niedawno „pierścień Inki” prezesowi TVPiS Jackowi Kurskiemu w nagrodę „za prawdę”. Na pierścieniu jest napis: „Tak trzeba” „Zaprawdę powiadam wam, że ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział” – chciałoby się dodać formułę znaną z nieśmiertelnego „Misia”, filmu uchodzącego za satyrę na PRL, ale nabierającemu dziś nowej, bardzo świeżej aktualności. Prawda czasu nawiązała łączność z prawdą ekranu także w „Polsacie”. PiS wziął Polsat, bo Solorz ma konieczność dealu z państwem. To, co można było do tej pory jedynie dedukować z treści emitowanych w politycznym serwisie Polsat News i z polsatowskich głównych „Wydarzeń”, przestało być już tajemnicą poliszynela, a stało się faktem publicznie ujawnionym. Pisówka Dorota Gawryluk rządzi już niepodzielnie przekazem treści politycznych. Gdy zobaczyłem kilka dni temu „Wydarzenia” rozpoczynające się od triumfalnego sondażu przedwyborczego zapowiadającego wielkie zwycięstwo PiS, następną wiadomość dotyczącą ogromnej odszkodowawczej dotacji rządu dla rolników, a trzecią o wspaniałym rozwoju polskiej armii, zaś wieczorem „skandalistą” u Agnieszki Gozdyry okazał poczciwy kabareciarz śląski Krzysztof Hanke czyli Bercik z serialu „Święta wojna” zrozumiałem, że „dobra zmiana” wzięła już „Polsat” w swe objęcia. Tylko co na to widzowie? Czy zechcą oglądać TVPiS 2.

 

Pod znakiem Kalego

Większych niż PiS mistrzów politycznej obłudy w Polsce nie ma. Pisowska władza nasyła policję na głoszących hasło „konstytucja” (ostatnio atakują też Ratusz warszawski za przyzwolenie na przyodzianie w koszulkę z takim napisem króla Zygmunta z jego słynnej kolumny), a jednocześnie TVPiS roztkliwia się nad losem plastyka, którego podobno władze miejskie w Warszawie szykanują za wystawienie w miejskiej przestrzeni antyniemieckich billboardów. PiS wciela w życie zjawiska, które George Orwell ukazał w „Folwarku zwierzęcym”. Redaktor Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego uparcie powtarza swoją formułę o dobrze ułożonej narracji, spójnej, atrakcyjnej opowieści jako o najważniejszym narzędziu skutecznej polityki i przynajmniej w odniesieniu do PiS ma pełną rację. PiS wykorzystał wiedzę o ludzkim infantylizmie, w tym w szczególności o infantylizmie Polaków i zbudował narrację, w którą pragnie wierzyć pokaźna ich część. Odwołuje się ona do archetypicznych marzeń i wyobrażeń dziecięcych czerpanych z baśni i bajek o złych czarodziejach i dobrych wróżkach, o złym wilku i czerwonym kapturku, o złych siostrach i szlachetnym, uciśnionym Kopciuszku. Zazwyczaj nawet nie zdajemy sobie sprawę, jak dziecinne, jak infantylne jest społeczeństwo dorosłych, zwłaszcza w Polsce. Pewien Duńczyk po powrocie z podróży do Polski, zapytany o wrażenia powiedział, że po powrocie do ojczyzny odniósł takie, że z placu zabaw opanowanego przez dzieci z ADHD powrócił do spokojnego biura.

 

O dupę potłuc

Do sondaży nie mam już ani cierpliwości i krzty zaufania. Jednego dnia rządowy CBOS podał, że PiS poszybował do 43 procent, pozwalających mu a poza nim do parlamentu wejdą PO i Kukiz ’15, a następnego Kantar Millward Brown podał, że poza PiS z 38 procentami i PO z 18 procentami, znajdą się w nim jednak także SLD, PSL, a nawet partia Wolność, a Kukiz ’15 akurat nie. I bądź tu mądry i pisz wiersze. Trudno uwolnić się od wrażenia, że o ile jeszcze 20 czy nawet 10 lat temu wyniki badań opinii publicznej dotyczące preferencji politycznych i wyborczych pełniły niemal wyłącznie rolę termometru, testu informującego o stanie rzeczy, o tyle od kilku lat wykorzystuje się je jako pejcz do bicia przeciwnika politycznego. O dupę można je więc potłuc.

 

Polexit – krok pierwszy.

Pisowska KRS została zawieszona w członkostwie europejskiej struktury do których przynależała. Powiada się, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, czemu PiS gwałtownie zaprzecza. Otóż PiS ma poniekąd rację. Nie chce wyprowadzić. Nigdy się o to do UE nie zwróci. Po prostu wykonuje wszystkie niezbędne czynności, żeby w końcu to UE wyrzuciła nas ze swoich szeregów. Chce wyjąć te kasztany z ognia cudzymi rękami i powiedzieć: „To oni”.

Rynek pracy bez dobrej zmiany

Nie ma dobrej zmiany na rynku pracy. Wbrew propagandzie o radykalnej poprawie warunków pracy za rządów PiS, sytuacja wcale się nie poprawia. Biorąc zaś pod uwagę bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą na całym świecie, ostatnie trzy lata można uznać za straconą szansę.

 

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że aktywność zawodowa polskiego społeczeństwa między pierwszym kwartałem 2017 roku i pierwszym kwartałem 2018 roku spadła o 0,2 punkta procentowego. Obecnie wynosi ona 56,5 proc. i należy do najniższych w Unii Europejskiej. Dane GUS pokazują, że obecny rząd nie ma recepty na aktywizację zawodową Polaków, która utrzymuje się na niskim poziomie. Różnica między aktywnością zawodową kobiet i mężczyzn wynosi aż 16,1 pkt proc. i jest jedną z najwyższych w UE.
Rząd chwali się niskim bezrobociem, które według najnowszych danych wynosi 5,9 proc. Warto jednak pamiętać, że blisko 1,5 mln osób pracuje w ramach umów cywilnoprawnych, ponad milion w ramach samozatrudnienia, a ponad 3 mln ma umowy na czas określony. Blisko 1,5 mln otrzymuje wynagrodzenie nieprzekraczające płacy minimalnej. Kilkaset tysięcy osób pracuje też w ramach niskopłatnych staży, a do tego trzeba jeszcze doliczyć armię pracowników zatrudnionych w szarej strefie. Łącznie około połowa rynku pracy to umowy niskopłatne i nieetatowe, a w ciągu ostatnich kilku lat skala śmieciowego zatrudnienia wzrosła. Mimo szumnych obietnic, rząd zrobił bardzo niewiele, aby ograniczyć skalę patologii.

 

Patologie narastają

W instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa na olbrzymią skalę trwa bezczelne rozdawanie stołków i milionów złotych dla ludzi zaprzyjaźnionych z partią, szykanowanie niewygodnych związków zawodowych, marnotrawienie środków publicznych. Świetnym przykładem fatalnej zmiany jest sytuacja w PLL LOT, spółce, nad którą bezpośredni nadzór sprawuje premier, gdzie od ostatnich wyborów błyskawicznie wzrosła skala umów śmieciowych, nagonek na związki zawodowe, cięć na procedurach bezpieczeństwa, pogorszenia jakości usług.
W 2017 r. w wyniku wieloletnich nacisków OPZZ wprowadzona została minimalna stawka godzinowa, którą poparły prawie wszystkie największe partie parlamentarne i pozaparlamentarne. Warto jednak pamiętać, że ostatecznie przyjęta ustawa jest znacznie lepsza od tej zaproponowanej przez rząd – jej kształt narzuciła Rada Dialogu Społecznego, w której nawet pracodawcy zaprezentowali bardziej postępowe poglądy niż strona rządowa. Ponadto z raportów Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że ustawa jest często łamana, a PiS nie przyznał inspekcji większych kompetencji ani nie zwiększył znacząco jej finansowania.
Ponadto rząd pozwala pracodawcom na omijanie minimalnej stawki godzinowej. Rząd przeforsował nowy rodzaj umowy – o pomocy przy zbiorach. Z ustawy wynika, że do pracy wykonywanej na podstawie tej umowy nie mają zastosowania przepisy o minimalnym wynagrodzeniu. W praktyce oznacza to, że w pracy sezonowej rząd dopuszcza dowolny wyzysk, nawet stawki 1 zł za godzinę pracy.

 

Wzrost wynagrodzeń? Też bez dobrej zmiany

Wzrost płacy minimalnej za nowej władzy wcale nie jest wyższy niż za poprzedniej ekipy rządzącej. W 2017 roku płaca minimalna wzrosła zaledwie o 100 zł, a w roku bieżącym rząd zaproponował wzrost o 120 zł, czyli tylko 3,3 zł ponad minimum ustawowe. W wyniku coraz ostrzejszych nacisków związków zawodowych być może rząd zgodzi się na wzrost o 155 zł, ale przypomnijmy, że PiS deklarował, iż płaca minimalna powinna wynosić 50 proc. średniej. Do tego celu droga wciąż jest daleka…
Nie ma też dobrej zmiany w sferze budżetowej. Po sześcioletnim zamrożeniu płac przez koalicję PO-PSL PiS miał radykalnie podnieść wynagrodzenia urzędnikom państwowym. Niestety po wyborach okazało się, że żadnych zmian nie będzie. W 2017 i 2018 roku wskaźnik waloryzacji płac w budżetówce wyniósł okrągłe zero procent, co w praktyce oznaczało ich istotny spadek, ponieważ przyspieszyła inflacja.
Również plany na 2019 rok wyglądają mizernie. Być może dojdzie do minimalnej waloryzacji płac, ale rząd upiera się, aby o podwyżkach decydowali kierownicy poszczególnych placówek instytucji publicznych, co w praktyce oznacza, że na wyższe pensje mogą liczyć tylko zaufani ludzie partii. Dzieje się tak, chociaż rząd chwali się wzrostem płac w gospodarce narodowej o 6-7 proc. rocznie. Jeżeli faktycznie tak jest, to dlaczego władza nie chce podnieść wynagrodzeń pracownikom państwowym? Płace Polaków i Polek są zresztą w rzeczywistości znacznie niższe, niż by to wynikało z propagandy rządowej. Zgodnie z danymi GUS przeciętne wynagrodzenie w Polsce w lipcu bieżącego roku wynosiło 4825 zł brutto. Powyższe dane dotyczyły jednak jedynie osób zatrudnionych w firmach zatrudniających co najmniej 10 pracowników, a według najbardziej aktualnych danych przeciętne pensje w mikroprzedsiębiorstwach wynoszą zaledwie 2577 zł brutto. Ponadto blisko 70 proc. pracowników otrzymuje płace poniżej średniej. Nieliczni Polacy zarabiają setki tysięcy złotych, a wielu otrzymuje pensje bliskie płacy minimalnej.

 

Chybotliwe filary, niesprawdzone założenia

Również inne filary PiS-owskiej polityki społeczno-ekonomicznej sypią się. Okazało się, że po zamknięciu części sklepów w niedzielę wiele sieci handlowych wydłużyło godziny pracy w piątki i soboty. Ponadto deklarowanym celem ustawy było przeniesienie siły roboczej z hipermarketów do małych sklepów, a tymczasem to właśnie w najmniejszych placówkach handlowych warunki pracy są najgorsze, a płace najniższe. Na powtarzające się wnioski OPZZ, aby podwyższyć płace za każdą pracę w niedzielę, rząd każdorazowo odpowiada negatywnie. Zamiast dbać o wyższe płace dla wszystkich pracowników, PiS ograniczył pracę w niedzielę w części tylko jednej branży.
Maleje liczba dzieci, które korzystają z programu Rodzina 500+. W lipcu 2017 roku z programu korzystało 3 mln 990 tys. dzieci, a według ostatnich danych z czerwca tego roku już tylko 3 mln 740 tys. dzieci. Innymi słowy skala pomocy jest coraz mniejsza, a w wyniku wzrostu inflacji świadczenie traci na wartości. Ponadto świadczenia finansowe w większości krajów są uzupełnieniem do wysokiej jakości usług – w Polsce mają je zastąpić. Wciąż nie ma powszechnego dostępu do przedszkoli, a do żłobków chodzi najmniej dzieci w UE. Na dodatek PiS zniósł obowiązek szkolny dla sześciolatków – to rozwiązania szkodliwe tak dla dzieci, jak i rodziców. Ministerstwo zahamowało też program obejmowania kolejnych klas szkolnictwa bezpłatnymi podręcznikami. Wprowadzono dodatkowe świadczenie 300 zł dla rodziców wychowujących dzieci w wieku szkolnym, tymczasem koszty podręczników dla klas licealnych przekraczają 500 zł. Pomimo szumnych obietnic, rząd nie wdrożył również żadnego programu darmowych posiłków w szkole, nie rozwinął infrastruktury opiekuńczej dla seniorów ani dla osób z niepełnosprawnościami. Nie tylko nie ma inwestycji w opiekę senioralną, ale też emerytury rosną bardzo wolno.

 

Biznes nie stracił

Ponadto zamiast podnosić emerytury w systemie publicznym, PiS postanowił wzmocnić filar komercyjny, jeszcze bardziej nieodporny na wahnięcia na giełdzie niż skompromitowane OFE. Mianowicie od przyszłego roku rząd wprowadza nowe składki dla pracowników i pracodawców, które będą przekazywane do tzw. Pracowniczych Planów Kapitałowych, czyli komercyjnych firm obracających pieniędzmi zgodnie z przyjętym przez siebie planem, w tym na giełdzie. Łączna minimalna odprowadzana składka (pracodawcy i pracownika) miałaby wynieść 3,5 proc., maksymalna – 8 proc. Wysokość emerytur zostanie uzależniona od kaprysów rynku. Na dodatek do prywatnych funduszy szerokim strumieniem poleją się środki z budżetu państwa, ponieważ państwo będzie regularnie dopłacać do programu. Aby nie płacić dodatkowych składek, obywatele będą musieli pisać specjalne deklaracje. Najwyraźniej Mateusz Morawiecki pozostał lojalny wobec swoich kolegów z sektora bankowego.
Niewypałem okazał się też program Mieszkanie+. Mieszkania budowane w ramach flagowego programu władzy będą drogie i niedostępne dla ubogich mieszkańców Polski, a głównym beneficjentem programu mają być deweloperzy. Na dodatek ustawa dopuszcza eksmisję na bruk. Ponadto mieszkania z programu rządowego często są usytuowane w bardzo niewygodnych lokalizacjach, a część jest odcięta od miejskiej sieci dojazdowej.
Rząd przejął też fundusz pracy i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych. Łamiąc przepisy, środki z obydwu funduszy wydaje na cele niezwiązane ze wsparciem dla pracowników.
Wreszcie miał być realny, a nie pozorowany dialog społeczny z partnerami społecznymi. Kluczowe decyzje władzy nie są z nikim konsultowane. Niekiedy tylko odpowiedni minister nieformalnie spotyka się podporządkowanym władzy związkiem zawodowym NSZZ Solidarność. Wszyscy inni partnerzy społeczni są traktowani lekceważąco i pogardliwie. Do patologii na rynku pracy dochodzą coraz silniejsze nagonki na krytyków władzy, pełzająca cenzura, niszczenie praworządności, ksenofobia, izolacja Polski na scenie międzynarodowej. Dlatego 22 września związki zawodowe zrzeszone w OPZZ wychodzą na ulicę zaprotestować przeciwko obecnej władzy. Straszenie Platformą Obywatelską już nie działa. Nowy rząd wcale nie jest lepszy od poprzedniego, a na wielu polach okazał się znacznie gorszy.

Gmyzy i klerykalne szlampy

Księża pedofile poza rejestrem pedofilskim i odebranie sprawy prokuratorowi prowadzącemu śledztwo w sprawie Cezarego Gmyza, który znieważył Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego – oto państwo PiS, a to tylko okruchy z wielkiej piramidy.

 

Dlatego wszyscy, którzy przyczynią się do tego, że opozycja pójdzie do wyborów rozbita są po prostu głupcami i samobójcami.

 

Tablica z „solidarnościowej” wazeliny

Niektórzy dyktatorzy bywają skromni. Stalin na przykład nosił kurtkę bez orderów i dystynkcji, podczas gdy jego generałowie i marszałkowie uginali się pod kiściami medali. Jarosław Kaczyński, któremu rzecz jasna daleko do Generalissimusa, zabronił eksponowania jego wybitnej roli w strajku w Stoczni Gdańskiej w 1988 roku. A może nie o skromność chodziło?
Na tablicy, którą chciała zainstalować stoczniowa „Solidarność” stać miało, że bracia Kaczyńscy „przebywali w czasie strajku w stoczni”. Przebywali? To brzmi nader dwuznacznie, bo co to znaczy „przebywali”? I co robili? Po co, dlaczego, w jakim celu, kto za tym stał? W każdym razie do śmieszności było o pół kroku, ale ktoś przytomnie doniósł Prezesowi i mimo, że słowo „przebywali” zamieniono na „brali udział w strajku”, ten zaoponował i tablicy nie będzie. Stoczniowa „Solidarność” to w tym przypadku niejaki Karol Guzikiewicz, wyjątkowo wręcz obrzydliwy i katastrofalnie ograniczony umysłowo osobnik.

 

To jest dopiero nadzwyczajna kasta

W rejestrze szczególnie niebezpiecznych pedofili Ministerstwo Sprawiedliwości, czyli w tym przypadku konkretnie Ziobro i Jaki, nie pomieściło klechów. Który to już przykład (PiS nie jest tu niestety wyjątkiem) robienia „świętych krów” z przedstawicieli tej „nadzwyczajnej kasty”, funkcjonariuszy pasożytniczej organizacji, którą w końcu, po znoszeniu przez stulecia ohydnej, wielopostaciowej opresji, pogonili precz Irlandczycy. To, że w Polsce podobne pogonienie dotąd się nie dokonało oznacza hańbę domową.

 

Gmyz pod ochroną

Jednak skromność w formie nie oznacza braku dyktatorskich praktyk. Korespondent TVPiS w Berlinie Cezary Gmyz nazwał profesor Małgorzatę Gersdorf niemiecką obelgą „szlampa” (polskie odpowiedniki to „zdzira”, „szmata”) . Jedynie prezes Kurski dla picu „ukarał” go upomnieniem czy naganą, ale jako jego przełożony po prawdzie nie bardzo mógł się od tego wywinąć. Jednak po stronie PiS nie znalazł się nikt inny, kto by złożył przeprosiny, a poza tym nie wymusił na Gmyzie przeprosin Pierwszej Prezes.
Nie zdobył się na to także Kaczyński, znany galant damski i całuśnik rączek, a przy tym poniekąd kolega z podwórka Małgorzaty Gersdorf. Za to prokuratorowi Piotrowi Skibie z Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ, który z urzędu wszczął śledztwo w sprawie znieważenia I Prezes Sądu Najwyższego (jako konstytucyjnego organu władzy państwowej), zabrano sprawę, a jego samego przeniesiono do Prokuratury Rejonowej w Grodzisku Mazowieckim. Mamy tu wzorcowy przykład, w jaki sposób działa prokuratura znajdująca się niepodzielnie w rękach dysponenta politycznego.

 

Młody Morawiecki

A tymczasem Młody Morawiecki (MM) znów wykazuje się właściwą mu wyobraźnią i gdy kolejne grupy zawodowe zaczynają upominać się o podwyżki, znów wymachuje plikami banknotów, które rekordowo wpływają do budżetu. Wróciły one też do „Wiadomości” TVPiS i znów na ekranie furczą harmonijki banknotów lub migają foliowane paczki banknotów. Sam tego chciałeś Mateuszu Dyndało. A swoją drogą: znamienne, że PiS chętnie rozdaje socjal w taki sposób, by mu się to politycznie opłacało, ale już do podwyższania dochodów z pracy już tak się nie kwapi. Rozsądny socjal zawsze jest potrzebny, ale to praca jest źródłem dobrobytu. Jednak wiadomo dlaczego PiS serwując właśnie kolejne powszechne świadczenie w postaci wyprawkowego 300 plus tak postępuje. Właśnie po to, by mieć na takie wydatki.
Bo wydatki socjalne to w ogromnym stopniu kupowanie sobie wyborczego poparcia, a podwyższanie płac, to w ogromnym stopniu karmienie wrogów. Dlatego Młody Morawiecki nie chciał spotkać się z delegacją Związku Zawodowego Policjantów i miga się od spotkania z delegacją OPZZ. Nawiasem mówiąc to pierwszy premier, który odmawia spotkania z tą centralą związkową, bo nawet Szydło tak nie stawiała sprawy. „Pragmatyczny” rzekomo Morawiecki okazuje się najbardziej dogmatycznym politycznie i „antykomunistycznym” z dotychczasowych premierów prawolskich, bo przecież OPZZ to jak wiadomo „komuna”.

 

Krycha kontra gejowskie gniazdko

Na posiedzeniu tzw. Krajowej Rady Sądownictwa Krystyna Pawłowicz zdemaskowała gejowskie gniazdko w kręgu pisowskich kandydatów do Sądu Najwyższego. Pawłowicz, cokolwiek złego o niej powiedzieć, to typ tzw. szczerej baby, która mówi to, co myśli, co w sercu to na języku, więc źle pomyślała i źle powiedziała o doktorze Kamilu Zaradkiewiczu, kandydacie na sędziego SN, człowiekowi noszącemu w sobie jakiś silny „gen Judasza”. Najpierw latami służył prezesowi Andrzejowi Rzeplińskiemu w Trybunale Konstytucyjnym, a potem go zdradził dla PiS. Swego czasu dowodził, że z polskiej Konstytucji nie można wywieść zakazu maleństw jednopłciowych i partnerskich, a kilka dni temu, pod naciskiem Ziobry wyparł się tego jak przed chińskim sądem ludowym.
„Na potrzeby tego głosowania pan Zaradkiewicz wszystko powie i wszystko podpisze” – odparowała Ziobrze harda Horpyna polskiej polityki i choć nie sposób podzielić jej homofobicznych poglądów, to za tę odrobinę szczerości należy się jej całus (Jurek Owsiak: „Pani Krystyno, nich pani popróbuje seksu”).

 

Dzielenie skóry

A tymczasem rozkręca się dzielenie skóry na żywym grizzli. „Gazeta Polskiej Codziennie” sugeruje, że w przyszłym Sejmiku województwa zachodniopomorskiego może dojść do koalicji miedzy PiS a SLD, po temu pierwszemu zabraknie mandatów do samodzielnych rządów. Nie ma co mówić hop, zanim się nie przeskoczy, sondaże to tylko sondaże, ale pozostaje mieć nadzieję, że pomorskiemu SLD nawet do głowy nie przyjdzie wejście w taki układ.
SLD już omal nie umarł na amen z powodu zbyt silnego romansu z neoliberalizmem w latach 2001-2005. Drugiej śmierci SLD, tym razem z powodu romansu z prawicowym autorytaryzmem o klerofaszystowskim kolorycie już bym nie chciał obserwować.

 

Postulat na początek roku szkolnego

I na koniec, w związku z tym, że rozpoczął się rok szkolny – uwaga na temat ciężkiego losu polskich dzieci. Otóż w jednym z tytułów prasowych napisano, że Polska należy do tych krajów, w których początek roku szkolnego ma formę uroczystą, z fanfarami i werblami, dętymi, obłudnymi przemówieniami oraz galowymi strojami.
W Europie Zachodniej podobnego rytualizmu się nie uprawia, a Polska znajduje się z tego punktu widzenia w grupie krajów wschodnich, z Węgrami oraz krajami poradzieckimi, z Turkmenistanem włącznie. Jest nawet zauważalna prawidłowość – im bardziej na wschód, tym większa skłonność do wybujałego rytualizmu.
Pamiętam, że jednym z powodów dla których w dzieciństwie i młodości szkolnej nie lubiłem socjalizmu była głównie owa drażniąca obrzędowość w szkole i na uczelni, do której gorącą nienawiść od zawsze mam we krwi. Jeśli więc lewica wróci kiedyś do władzy, powinna zlikwidować te szumne początki i końce roku szkolnego. „Dość wiecowania. Czas wrócić do codziennej pracy” – jak wzywał kiedyś towarzysz „Wiesław”, a poza tym wszelka uroczysta obłuda, której młodzież w skrytości ducha nienawidzi, zawsze kieruje ją, prędzej czy później, przeciw Systemowi.

Igrzyska niepodległości

Zbliża się setna rocznica odzyskania przez Polskę Niepodległości. Pozostało do niej około 100 dni, a nie widać dobrego pomysłu na jej uczczenie.

 

Finałowy mecz mundialu (Chorwacja – Francja) oglądałem w Czarnogórze; w klimatycznej nadmorskiej knajpce mojego kolegi Petera. Gospodarz witał wszystkich wchodzących i deklarujących kibicowanie Chorwacji (innych tam zresztą nie było) kieliszkiem rakii; drugi gratisowy kieliszek obiecywał po meczu, czyli po zwycięstwie Chorwacji. Sam nie pił – przed 16 laty zrobił beczułkę swojego znakomitego trunku i postanowił rzucić picie. Po meczu klienci czekali na kieliszek i Petera, ale się go nie doczekali. Zaczęli się rozchodzić. Poszedłem w kącik sali, w którym lubi przesiadywać niewidoczny dla gości i oniemiałem. Siedział przy stole nad ogromną tacą wypełnioną kieliszkami (ze 100 ich na niej było) i łoił rakiję.
– Dlaczego pijesz? – zapytałem.
– Bo mi smutno – odpowiedział.
– Że Chorwacja przegrała?
– Nie, że nie mogę poczęstować gości.
– Dlaczego nie możesz? Wstawaj, idziemy! – próbowałem go podnieść.
– Piję, bo mi smutno, że ich zawiodłem, a wyjść do nich nie mogę, bo mi wstyd.
– Ale przecież to nie Ty grałeś!
– Ale wierzyłem w ich zwycięstwo – wytłumaczył rezolutnie.
Cóż, dosiadłem się do kolegi, bo jego wywód wydał mi się nad wyraz ciekawy i inspirujący. Prosty restaurator znad Adriatyku pokazał mi, czym może być wstyd przed fałszywą wiarą i nie chodzi tu oczywiście o religię. Pokazał, że jeśli ma się czyste serce i intencje, można się wstydzić nie tylko czynów, ale i myśli.

 

Po co wspominam o Peterze przy okazji rocznicy polskiej niepodległości?

Bo wydał mi się dobrym przykładem, pokazującym, jak nasza polska rzeczywistość oddaliła się od normalności, idąc w stronę obłudy i absurdu. I że ci, którzy nas tam prowadzą, zapomnieli już co ty wstyd.
Senator PO Jan Rulewski rzucił niedawno pod adresem parlamentarzystów PiS celne zdanie: „Gdyby teraz padło polecenie od prezesa, by łapać pytona, to byście się państwo tam udali i nawet go zjedli”. Prawdziwe to, niestety.
Zbliżające się Święto Niepodległości szykuje się na bezprecedensowy festiwal intelektualnego kiczu. Nie słyszałem o jakimkolwiek pomyśle na obchody, który można by uznać za kreatywny i wartościowy.
Skoro nasze aktualne elity pomysłów nie mają, prawo przestało funkcjonować, a pojęcie wstydu jest im obce, rzucam kilka pomysłów, dzięki którym rok 2018 może zapisać się w Polskiej historii tak wyraziście jak rok 1918. Zapewniam, że wszystkie są nie tylko możliwe, ale i proste w realizacji.

 

Prezydent.

100 aktów łaski dla setki aktualnych polityków PiS. Oczywiście na przyszłość. Jak się aktyw wsadzi do więzień, ktoś przecież będzie musiał myć pomniki Lecha.

 

Senat.

100 kolejnych zawierzeń Najjaśniejszej w 100 dni! Nie ograniczajmy się tylko do Króla – Jezusa Chrystusa i Matki Jego Marii (zawsze dziewicy!), ale rozszerzmy grono beneficjentów o matki inne niż częstochowska, pozostałych członków Świętej Rodziny i ich znajomych.

 

Sejm.

Wypowiedzmy 100 losowo wybranych umów międzynarodowych. No po co nam one? Przecież i tak będą kiedyś martwe w swej literze, a w tej chwili tylko ograniczają „dobrą zmianę”.
Ministerstwo Obrony. Ogłośmy 100 kolejnych przetargów na dostawę uzbrojenia i odwołajmy je wszystkie dzień przed rozstrzygnięciem. Do reszty zrujnujemy sobie opinię wśród światowych dostawców, przez co wzmocnimy polski sektor zbrojeniowy.
Ministerstwo Środowiska. Po drzewach, wilkach i dzikach czas na wytypowanie 100 gatunków zwierząt do całkowitego odstrzału. Po co komu lisy (kombinują), borsuki (okopują się w jamach), sowy (mądre są), albo – za przeproszeniem – zające? Te ostatnie zresztą najbardziej kombinują i od nich bym zaczął.
Ministerstwo Kultury. 100 kolejnych milionów złotych dla Rydzyka.
Ministerstwo Infrastruktury. Po 100 mln zł na budowę 100 nowych kościołów. I po 100 kolejnych milionów na remont 100 istniejących.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych. 100 mln zł dla Rydzyka.
Agencja Wywiadu. Ujawnijmy 100 polskich agentów operujących za granicą. 100 w 100 dni. To zadziała prewencyjnie na tych, którzy mogliby pomyśleć o zdradzie.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Aresztujmy 100 osób podejrzanych o możliwość przyszłego zwerbowania przez Rosję. Nie ma co czekać, aż zaczną naprawdę donosić. Zróbmy to teraz, przecież stosunków z Rosją nie da się już bardziej zepsuć.
Centralne Biuro Śledcze. Aresztować 100 niewygodnych Redaktorów Naczelnych mediów opozycyjnych. Po co oni komu? Pustkę po upadłych tytułach szybko zapełni „dobra zmiana”.
Policja. Skoro bicie nie robi na opozycji wrażenia – zabijcie 100 KOD-ziarzy. Spokojnie, historia to doceni: lepiej teraz 100, niż za rok 100 tysięcy.
Ministerstwo Zdrowia. Zamknąć 100 największych szpitali. Ludzie chętniej zaczną się modlić i znajdą się pieniądze na realizację innych rocznicowych gestów.
Ministerstwo Cyfryzacji. 100 mln zł dla Rydzyka.
Ministerstwo Sprawiedliwości. Zamknąć 100 sędziów, każdego na 100 lat. Argumentacja zbędna – wiadomo o co chodzi…
Ministerstwo Rolnictwa. 100 tys. ha ziemi dla Rydzyka.
Ministerstwo Sportu. 100 basenów dla Rydzyka!
Ludzie prócz chleba potrzebują igrzysk, szczególnie gdy sprawuje się nad nimi władzę absolutną. Potrzebę tę docenił Herod Wielki, budując w podbitej Judei Cezareę z amfiteatrem (zaprojektowanym tak, by mogli w nim walczyć gladiatorzy) i hipodromem. Docenili cesarze Wespazjan i Tytus, wznosząc w Rzymie Amfiteatr Flawiuszów, zwany Koloseum.
Dziś rolę teatru przejęła telewizja, dlatego nie ograniczajmy się: po 100 mln dla Rydzykowej TV Trwam i Sakiewiczowej TV Republika. I po 100 mln dla każdego z kanałów TVPiS. Spokojnie: stać nas, a rocznicę niepodległości trzeba jakoś uczcić. A wstyd przecież nie istnieje…

 

Felieton ukazał się w „Faktach i Mitach”.

Głos lewicy

Szeroka koalicja? Nie!

Robert Kwiatkowski analizuje na Facebooku nowe pomysły redaktorów z Czerskiej:
„Gazeta Wyborcza” piórem Jarosława Kurskiego wraca do pomysłu jednej opozycyjnej w stosunku do Prawo i Sprawiedliwość listy wyborczej. A już po trzeźwych sądach P. Wrońskiego wydawało mi się że Czerska ten pomysł zawiesiła. Pomysł jest zły bo:
– nieufnie podchodzę do prezentów podsyłanych opozycji przez J. Kaczyńskiego. Nie uważam go za geniusza ale „Obawiam się Greków, nawet gdy przynoszą dary”. A może zwłaszcza wtedy.
– głoszony przez PO pomysł „szerokiej koalicji” od „Ujazdowskiego po Nowacką” oznacza, że poza hasłem „odsunąć Pis od władzy” niewiele tę koalicję by łączyło a wyborcy „Nowackiej” mogliby głosując na nią wybierać „Ujazdowskiego”! (i podobnie z wyborcami „Ujazdowskiego”). Łatwo by to można w kampanii przedstawić.
– Pomysł de facto wyklucza SLD – Sojusz Lewicy Demokratycznej, bo Gazeta i Koalicja Obywatelska cały czas odwołują się do analogii PiS – PZPR i wieszczą powrót do PRL. To jest głupie, bo nieprawdziwe. Piotrowicz nie dlatego jest twarzą zamachu na sądy, bo był PRL-owskim prokuratorem stanu wojennego tylko dlatego, że mu Kaczyński kazał a on to potrafi wykonać. PZPR i Jaruzelski byli akuszerami Okrągłego Stołu i są na to setki dowodów poważniejszych niż popijawa w Magdalence. Ówczesna opozycja się z „komuną” porozumiała. Ja z tego porozumienia byłbym dumny a nie bajki opowiadał, jak to „komunę obaliliśmy”. „Komuny” można było nienawidzić ale trzeba się z nią było dogadać i stąd polski sukces ostatniego ćwierćwiecza. Stąd Konstytucja i członkostwo w Unii Europejskiej. I tego ludzie chcą bronić na ulicach…
– Jedna lista to pomysł nie tyle na wygranie z PiS tylko na wyeliminowanie wszystkich poza PO-PiS. Nie posądzam G. Schetyny o ciche porozumienie z Kaczyńskim; o tym mówiło się już za Tuska. Rozkład jazdy jest aż nadto widoczny: teraz Nowoczesna, na wybory europejskie – Polskie Stronnictwo Ludowe a „czerwonego” załatwimy w wyborach parlamentarnych. Nie wiem jak z PSL ale „czerwonego” nie załatwicie i nawet „zwrot w lewo” nie pomoże. W Polsce dalej miliony ludzi uważają, że bilans 45 lat PRL jest zdumiewająco dobry nie tylko w skali historycznej ale i zwykłego człowieka. Tylko SLD i zbudowana wokół niego koalicja SLD LEWICA RAZEM ma odwagę o tym mówić. Takich wyborców, bardziej ceniących sobie kompetencję, zdolność do rozwiązywania sporów, porozumienie, racjonalność ocen nie przekona „precz z komuną”. A to właśnie oni mogą zdecydować, czy uda się Pis pokonać, czy nie. Przygotowując się do wyborów w 2019 warto odrobić lekcję z 2015

Świrowanie

Pośród fauny politycznej są tacy, którzy na dłuższą metę nie potrafią znieść upokorzenia i w końcu, prędzej czy później odwijają się z ciosem na swego prześladowcę.

 

I są psychiczne kapcie, wytrenowane w pokorze, braniu w pysk, n.p. w krakowskim, klerykalnym domku. Tacy jak powszechnie znany Adrian, ksywa „Niezłomny”. Ele mele dudki i spowiedź raz w tygodniu.
Ale po kolei. Po zakończeniu kolejnego, choć nie ostatniego, etapu pacyfikowaniu sądów nieuchronnie nadchodzi te kilka tygodni wakacji, więc można sobie pozwolić na odrobinę swobody stylistycznej. Ostatecznie, bywało, że za okupacji niemieckiej uliczni grajkowie i śpiewajły śpiewali „siekiera motyka piłka szklanka”, gdy w tym samym czasie pod murem rozstrzeliwano kilkadziesiąt osób. A nas przecież jeszcze nie rozstrzeliwują.

 

Czy jest na sali psychiatra? Chirurg zachorował

Rządząca kamaryla w swoim obłędnie gorączkowym pędzie do dokończenia dzieła zniszczenia wolności i demokracji objawia liczne objawy kuku na muniu. Marszałek Senatu Karczewski, człek nie będący orłem, ale zrównoważony na tle takich kreatur jak Tarczyński, Piotrowicz czy Pawłowicz nazywa protestujących pod Sejmem „świrami”. Karczewski jest z zawodu chirurgiem. W polemikę z nim wszedł m.in. opozycyjny senator Klich, z zawodu psychiatra. Nie ulega wątpliwości, że ta druga specjalność jest dziś, nie tylko w Senacie, bardziej potrzebna.

 

Śledztwo lustracyjne premiera

Świruje też premier Morawiecki. Aż w Brukseli, podczas oficjalnego obiadu z eurodeputowanymi dopytywał się Bogusława Liberadzkiego (jako starego „komucha”), czy dziewczyna widoczna obok Edwarda Gierka i młodziutkiego Aleksandra Kwaśniewskiego na fotografii z 1980 roku, to Małgorzata Gersdorf. Profesor Liberadzki, to człowiek spokojny i bardzo umiarkowany, a w języku wybitnie powściągliwy, a przecież był zażenowany żenadą urządzoną przez Mateo. To nie była Małgorzata Gersdorf, ale jak uczy historia fotografii i reporterki fotograficznej, fotografie mają to do siebie, że na zdjęciu, w przypadku zajścia szczególnego zbiegu okoliczności, może się znaleźć każdy z każdym. I nic to nie znaczy. A nawet gdyby Małgorzata Gersorf była (jak nie jest) na zdjęciu z Gierkiem, to co z tego wynika? Czy oni poszaleli? To, że premiera podbechtał służalczy funkcjonariusz propagandowy PiS, niegdyś dziennikarz Jerzy Jachowicz, pomieszczając zdjęcie przy swoim tekście „Fałszywe owce ciągnie do lasu”, to inna sprawa, ale gdy się jest premierem, to trzeba mieć elementarne poczucie miary. Niestety, skłonność do specyficznego głupkowatego ględzenia od czapy i brak wyczucia odziedziczył Mateusz po ojcu Kornelu.

 

Ściganie za „kurwianie”

Obłęd udzielił się też organom ścigania. Kobiecie, która wykonała napisy na biurze poselskim Krzysztofa Czabańskiego (oj, nieładnie) postawiono zarzut propagowania ustroju totalitarnego, bo napisała: „PZPR”. Chodziło o dawną przynależność organizacyjną posła PiS, w czym ja nie dopatruję się przewiny, ale przypomina to znane z odległej przeszłości oskarżenia o kradzież materiałów krawieckich, które Milicja Obywatelska postawiła pewnemu młodzieńcowi z opozycji, który zerwał partyjny transparent. Konstrukcja zarzutu podobna, tyle że wektor przeciwny. W kraju, w którym słowo „kurwa” pełni w mowie żywej rolę przecinka, a „kurwianie” jest tradycją narodową i praktykowane na porządku dziennym, wystarczy wyjść na ulicę, Jurek Owsiak stawiany jest przed sądem za to, że użył jakiegoś wulgarnego słowa w czasie promocji książki. Tu jednak powinni uważać – ataki na powszechnie lubianego Owsiaka, prawdziwego idola milionów, z różnych skądinąd „parafii”, może być strzeleniem sobie w stopę. Tym bardziej, że w kraju, w którym większość obywateli „kurwia” mniej czy bardziej, taki zarzut może budzić odruch skłaniający do przyłożenia palca do środka czoła.

 

Klej wymięka czyli od Marchlewskiego do Himmlera. I „Inki”

Nie lepiej się czują pisowscy ludzie w służbie przemocy, koledzy po fachu Jachowicza, czyli n.p. propagandyści z tygodnika „Gazeta Polska”. We wstępniaku „Sąd na uchodźstwie czy sąd Marchlewskiego” redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz porównuje prezes Małgorzatę Gersdorf do „rządu Juliana Marchlewskiego” czyli białostockiego Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego w sierpniu 1920 roku („Na probostwie w Wyszkowie”). Nie mnie tłumaczyć prawa szydery politycznej, ale ona zawsze powinna być, dla skuteczności, choć minimalnie skorelowana z rzeczywistością. Gdy jest całkiem odklejona od realiów, staje się nonsensowna i nie jest to pure nonsens. No, ale jest upał, klej wymięka i różne rzeczy się odklejają. Piotr Lisiewicz, rzecznik żulersko-menelskiego nurtu w PiS (to pierwszy w historii rząd „męciarni”, marginesu społecznego w historii Polski od Mieszka I począwszy – oczywiście w jednym z segmentów, nie w całości, broń Panie Boże) chyba za dużo w tym upale wprowadził do organizmu (fantazje alkoholowe snuje on często), bo uderza w podobną jak jego pryncypał nutę, tyle że niemiecką.

 

W Karlsruhe,

w miejscu urodzenia Hansa Franka (istotnie), zauważył na sali tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego ducha tegoż Franka i Deutsche Rechtsfront czyli organizacji zrzeszającej w III Rzeszy sędziów, prokuratorów i adwokatów. Mami mu się też na horyzoncie fatamorgana w postaci widma Hermanna Gőringa. W upał bezkarnie można wypić tylko jedno, dobrze schłodzone piwo. Lichocką lubię, bo potępiła Kaję Godek, więc niepotrzebnie opublikowała w tejże samej „GP” „Przekaz spod celi”.

 

Spokojnie,

pani posłanko, nic takiego pani nie grozi. Gawłowski nie mówił do pani. Za gorąco jest też czytelnikom prawicowego portalu „elka.pl” ze Wschowy (okolice Głogowa). Pod opublikowanym tam materiałem z uroczystości nadania tamtejszej szkole podstawowej imienia „Inki” Siedzikówny pojawiły się wpisy, że Inka była „sanitariuszką w bandzie”, że „brała udział w zabijaniu Polaków” i jeszcze ostrzejsze. Czujne Stowarzyszenie „Patriotyczny Głogów” zawiadomiło prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez autorów wpisów. Ja tam nie wiem, czy „Inka” zabijała czy nie, i nie bardzo w to wierzę, ale dalej mi do pewności, czy nie była przypadkiem także „odpoczynkiem wojowników”, w trudnych warunkach leśnych. Ja bym zresztą nie miał jej tego w najmniejszym stopniu za złe, broń mnie Panie Boże, ale opowiadałbym się za nieco innym modelem oddawania czci Jej Pamięci.

 

Robert Sewera – miał być anonimowym policjantem

Uderzające, że PiS i pisowskie media wyjątkowo nerwowo zareagowały na ujawnienie przez posła Szczerbę wizerunku i danych „interweniującego” policjanta spod Sejmu, Roberta S. Zawyły wręcz. To znamienne. Oni wiedzą, że imię i nazwisko naszyte na mundurze na ogół hamuje zbytnią gorliwość funkcjonariusza. Pisowscy chcą ten czynnik hamujący zredukować, chcą żeby nas teraz legitymowały jakieś anonimowe figury. Bez hamulców. Po żadnym pozorem nie wolno się na to zgodzić. Jeśli jednak tak nadal będzie, trzeba ich filmować czym się da. Nagrane będą czyny i rozmowy.
I tak w bełkocie, obłędzie, ociekając potem, wchodzimy w schyłek sezonu politycznego 2018/21.

Głos lewicy

Bezrobocie na Mazowszu

Piotr Szumlewicz podaje na stronie OPZZ:
Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane dotyczące stopy bezrobocia rejestrowanego w maju 2018 r. Dane dotyczą między innymi województwa mazowieckiego.
W urzędach pracy na Mazowszu w maju bieżącego roku zarejestrowanych było 144,2tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła 5,2 proc.. W skali kraju poziom bezrobocia wynosił w maju 6,1 proc.. W stosunku do maja ubiegłego roku stopa bezrobocia w całym kraju zmniejszyła się o 1,2 pkt proc., czyli tyle samo, co w województwie mazowieckim.

Kuriozum

Piotr Kusznieruk na Facebooku: Dlaczego ksiądz święci szpitalny akcelerator? Ani to normalne, ani błahostka. Wydarzenie to miało miejsce w Lublinie. Ale jest to jedne z tysiąca takich jakie ma miejsce w Polsce przez ostatnie 28 lat. Święci się drogi, sale, klapy do studzienek kanalizacyjnych radiowozy oczyszczalnie ścieków i rożne inne rzeczy, kupowane przez rząd, lub samorząd. Robi się to publicznie, w otoczeniu rządzących, pracowników, dziennikarz i obywateli. Wydarzenie to z Lublina jest akurat podobne do wszystkich i inne od wszytkich. Podobne bo jest to kolejne święcenie a różne bo urządzenie służy między innymi do badań prenatalnych, których kościół nie popiera. Wiec po co to święcenie? Dlaczego kościół to robi – skoro nie popiera. Można oczywiście uważać, że to normalne, albo puszczać oko i udawać, że nic się nie dzieje. Moim zdaniem jednak trzeba sobie wreszcie powiedzieć, że ani to normalne, ani taka znowu błahostka i poważnie zastanowić się, dlaczego władze publiczne to robią. W czasie pracy i za publiczne pieniądze w świeckiej instytucji? Pytanie to jest oczywiste w kontekście pragmatyki administracji publicznej i dyscypliny finansów publicznych. Pierwsza możliwość jest taka, że dyrekcja szpitala i władze województwa, którym ten szpital podlega, naprawdę wierzą, że poświęcenie akceleratora będzie miało wpływ na jego działanie, że dzięki temu nie będzie się psuł albo będzie dłużej działał i skuteczniej pomagał pacjentom. Niezrozumiała jest postawa kościoła który święci coś co nie jest z ich „bajki”(na miejscu świecącego raczej bym to popsuł działając z misją katolicką). Druga możliwość jest zupełnie innej natury – dyrekcji szpitala i władzom województwa do głowy nawet nie przychodzi, że jakiekolwiek wydarzenie w podległej im instytucji może się obejść bez religijnego rytuału. Niewątpliwie świadczy to o stanie umysłu osób podejmujących takie decyzje. I pokazujących to publicznie. Czy te osoby święcą każdy mebel jaki kupią do domu? Czy chodzi tylko o pokazówkę i pieniądze dla kościoła?.

Flaczki tygodnia

„Wystarczy nie kraść” – powtarzali liderzy „Dobrej Zmiany”.

***

„Wystarczy uszczelnić VAT”, czyli nie pozwolić by mafie związane z byłą koalicją PO-PSL dalej kradły, a budżet państwa urośnie jak na drożdżach – dopowiadali ci sami.

***

„Wystarczy zrepolonizować, czyli upaństwowić banki i wielkie przedsiębiorstwa”. I wtedy oni, czyli zagraniczni banksterzy nie będą już okradać naszej Polski – opowiadali na patriotycznych wiecach.

***

Jeszcze na początku tego roku hasło „Wystarczy nie kraść” ozdabiało w prorządowych mediach każdą informację o sukcesach ekipy zwącej się skromnie „Dobrą Zmianą”. Sukcesach mnożących się niczym króliki w reklamach byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Sukcesach pozornych, wymyślonych, ale też początkowo prawdziwych. Jak choćby indeksy warszawskiej giełdy.

***

Giełda nie była wcześniej ukochaną instytucją PiS. Zbyt śmierdziała międzynarodowym kapitałem, warszawką, spekulacjami finansowymi. Ale kiedy wartość spółek notowanych na warszawskiej giełdzie poszybowała w górę, zwłaszcza spółek skarbu państwa, których zarządy i rady nadzorcze opanowały ekipy „Dobrej Zmiany”, to wówczas giełda warszawska stała się stałym gościem we prorządowych mediach. Przykładem skuteczności działania kaczystów z „Dobrej Zmiany”. Dowodem na ich kompetencje na rynkach finansowych.

***

Jeszcze pół roku temu codziennie tam słyszałem, że wartość takich spółek jak PKO BP, PEKAO SA, Orlen, PZU, KGHM wrosła o czterdzieści, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt miliardów złotych. Że indeks największych spółek giełdowych WIG-20 przekroczył poziom 2600 punktów. A wszystko dlatego, że kaczyści tak świetnie tymi zrepolonizowanymi firmami zarządzają.

***

Dzisiaj informacje o indeksach warszawskiej giełdy nie zdobią już serwisów w prorządowych mediach. Bo od początku roku indeksy giełdowe szybują w dół. Bo zmieniła się światowa koniunktura. WIG-20 spadł poniżej alarmowej granicy 2100 punktów, wartość spolonizowanych i kierowanych przez „fachowców” z PiS banków spadła poniżej poziomu sprzed „Dobrej Zmiany”. Czar zaklęcia „Wystarczy nie kraść, wystarczy oddać to w ręce PiS” przysnął. Czyżby „Dobra Zmiana” zaczęła kraść?

***

Pamiętacie ministra Macierewicza otoczonego wianuszkiem wiernych mu „misiewiczów”? Te dumne zapowiedzi, że teraz nastąpi era szybkich, zdecydowanych, fachowych przetargów na zakup nowoczesnego uzbrojenia dla zrujnowanego wojska polskiego. Bo teraz obowiązuje zasada „Wystarczy nie kraść”, czyli ci rozpisujący przetargi i ci rozstrzygający je nie będą podatni na korupcyjny lobbing konkurujących firm. Oni nie będą już chcieć kraść, jak ich poprzednicy. Będą kierować się jedynie interesem Polski, szybko postawią wojsko polskie na uzbrojone nogi.

***

Trzy lata już ta „Zmiana” rządzi. Nowych helikopterów wojsko nie ma i końca nierozstrzygniętych przetargów na nie też nie widać. Podobnie jest w Marynarce Wojennej. Właśnie popłynął na złom kolejny polski okręt podwodny. Pozostały nam trzy, w tym jeden w stanie chronicznego remontu wykluczającego go z normalnej służby. Dwa pozostałe pójdą na złom w 2020 roku. Do tego czasu Marynarka Wojenna nie otrzyma żadnego nowego okrętu, bo najpierw trzeba je zamówić, a potem wybudować. A budowa + wyposażenie okrętu to minimum dwa lata. Może okazać się, że w 2020 roku polska marynarka wojenna nie będzie dysponować ani jednym sprawnym okrętem podwodnym. Może za to mieć budowaną właśnie jednostkę przeznaczoną do pomocy okrętom podwodnym, do ratowania ich w razie awarii czy katastrof.

***

Czy pamiętacie uroczystość poświęcenia stępki Narodowego Promu w stoczni szczecińskiej? Było to 23 czerwca 2017 roku. Był pan premier Morawiecki, były najwyższe władze kościelne i państwowe. Były arcypatriotyczne przemowy. O tym, że polski przemysł stoczniowy wstaje z kolan. Że rozpoczynamy budowę dwóch promów pełnomorskich, które zapoczątkują odbudowę wielkiej, polskiej floty. Że promy nazwane imieniem królów polskich, czyli Batory i Sobieski, będą dumnie pływać pod polską banderę sławiąc imię Polski i „Dobrej Zmiany”. Powstaną one za polskie pieniądze, zorganizowane przez polski rząd, który je ma, bo realizuje politykę uszczelnia ściągania VAT i zasadę „Wystarczy nie kraść”. I dlatego pierwszy prom ruszy w swój rejs już w 2019 roku. Pan premier mówił tak pięknie, że nawet Flaczki się wzruszyły, bo przecież Flaczki też wielkimi patriotami są.

***

Minął rok, a narodowo-katolicka stępka leży jak ją uroczyście położono. Nic się nie dzieje. Bo kiedy najwyższe władze kościelno – państwowe poświęcały ją, nie było jeszcze projektów nowych promów, ani pieniędzy na ich budowę. Było za to silne parcie zrobienia akcji propagandowej aby po raz kolejny oszukać „ciemny ludu”. Nabrać Polaków na patriotyczne sentymenty. Omamić ich wizją nowoczesnych polskich promów budowanych przez narodowo-katolicki rząd pod wezwaniem „Wystarczy nie kraść”.

***

Podobno przy tej uroczyście poświęconej stępce była miedziana tabliczka pamiątkowa. Była, bo w międzyczasie ktoś ukradł ją.

***

O szczecińskiej stępce nie usłyszycie w TVP SA i Polskim Radiu. Zwłaszcza telewizji kierowanej przez pana prezesa Jacka Kurskiego. Telewizji, która zakłamuje rzeczywistość, opluwa wszystkich przeciwników kaczystów.
Po dojściu do władzy elity PiS obiecywały, że zreformują system finansowania mediów publicznych, czyli TVP i Polskiego Radia. Wprowadzą nowy podatek medialny. Próbowały tego przez trzy lata. Bez skutku, bo proponowane zmiany były wyjątkowo niekompetentne i niefachowo legislacyjnie. W efekcie nadal mamy powszechnie krytykowany i powszechnie nie płacony abonament radiowo-telewizyjny. Telewizja pana Kurskiego żyje z zaciąganych kredytów. I nadziei, że zostaną spłacone z budżetu państwa. Czyli robi partyjną telewizję za pieniądze wszystkich podatników. Czyli okrada nas.

***

Po ujawnieniu informacji o wielkich premiach wypłacanych sobie przez rząd, o gigantycznych pensjach kierownictw spółek skarbu państwa opanowanych przez elity PiS, po informacjach o finansowaniu prorządowych mediów przez te spółki skarbu państwa, o finansowaniu przez firmę „GetBack” – bohaterki największego przekrętu finansowego w ciągu ostatnich dziesięciu lat, nieciemni ludzie w naszym kraju zaczęli „Dobrą Zmianę” nazywać „Dojną Zmianą”.

***

A słysząc, że rząd nie ma w budżecie na pomoc dla niepełnosprawnych pytają : Czy oni też zaczęli kraść?

Głos prawicy

Macierewicz o Trzaskowskim

– Rafał Trzaskowski wprost mówi, że UE powinna zamrozić należne Polsce pieniądze do czasu, aż PO obejmie władze. To jest objaw zupełnej patologii – powiedział na antenie TV Trwam w cotygodniowym felietonie „Głos Polski” były minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.
– Po liście byłych premierów, prezydentów, wybitnych – w swoim przekonaniu – osobistości, które nawoływały do interwencji w Polsce, po skandalicznych wypowiedziach w PE polityków Platformy Obywatelskiej, doczekaliśmy się rzeczywiście czegoś niezwykłego – mówił Antoni Macierewicz.
– Pan Rafał Trzaskowski, znany polityk PO, chce być prezydentem Warszawy i w naszym imieniu zarządzać stolicą Polski. (…) To miasto, które z takim trudem jest odbudowywane, ciągle jeszcze nie powróciło do swojego rzeczywistego dostojeństwa, ma mieć za prezydenta człowieka, który wprost mówi, że Unia Europejska powinna zamrozić należne Polsce pieniądze do czasu, aż PO obejmie władze. To niebywałe. To jest objaw zupełnej patologii – stwierdził.
Niesamowity jest brak reakcji na tę bezczelność. Myślę, że akurat w tej kwestii nie trzeba rozpisywać referendum – zaznaczył poseł PiS.
– To jest sprawa, w której prezydent Polski powinien zająć jasne stanowisko. (…) To objaw skrajnej korupcji nie tylko moralnej, ale wprost finansowej. Za obce pieniądze (Rafał Trzaskowski) chce, aby jego partia objęła władzę. Na dodatek grozi Polakom, że tak właśnie będzie. Traktuje to jako narzędzie szantażu – zaznaczył.
– Moim zdaniem taka postawa powinna stać się przedmiotem postępowania karnego. To jest zdrada dyplomatyczna. O tym mówi artykuł Kodeksu karnego. Na co czeka prokuratura? Na co czekają ludzie, którzy reprezentują majestat Rzeczpospolitej? To są momenty kluczowe, kiedy historia mówi „sprawdzam”. Wtedy trzeba być na miejscu – akcentował Antoni Macierewicz.
Info za Radiem Maryja.

Międzynarodówka liberalna

Kiedy pochodzący z Niemiec komisarz europejski Oettinger powiedział, że rynki finansowe nauczą Włochów jak mają głosować, to po krótkim czasie po tej wypowiedzi przepraszał. Mam wrażenie, że Rafał Trzaskowski czuje się członkiem międzynarodówki liberalnej i międzynarodówka, jego zdaniem, będzie tak ustawiała strumienie finansów, by w Polsce rządzili ci, którzy z punktu widzenia części establishmentu unijnego mają rządzić – powiedział prof. Andrzej Zybertowicz w programie Woronicza 17 na antenie TVP Info.
Prezydencki doradca odnosił się do wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego, który opowiadał o ewentualnym zamrożeniu funduszy unijnych dla Polski.
Być może jest to nieoficjalna polityka – będziemy rękami opozycji totalnej przyduszali Polskę tak długo aż Polacy będą głosowali zgodnie z wytycznymi Brukseli – stwierdził Zybertowicz.
Info za wPolityce.pl.

Co z tymi aktami?

Wojskowe Biuro Historyczne ustaliło, że od roku 2000 zniszczono kilkadziesiąt tysięcy akt tajnych służb PRL. Ostatnie zostały zniszczone w 2009 roku, gdy na czele Ministerstwa Obrony Narodowej stał Bogdan Klich. – Jestem przekonany, że sprawa zostanie pieczołowicie zbadana, gdyż wszystko wskazuje na to, że doszło do przestępstwa – skomentował minister Mariusz Błaszczak.
Materiał na temat odkrycia Wojskowego Biura Historycznego pojawił się w „Wiadomościach” TVP.

Trzy zdarzenia dające do myślenia

Brutalne – jak na charakter sprawy – wypchnięcie protestujących z Sejmu, wylegitymowanie przez policję kobiety, która zadała pytanie marszałkowi Sejmu i podpalenie domu, w którym mieszka poseł Krzysztof Brejza – te trzy zdarzenia powinny wzbudzić daleko idący społeczny niepokój.

 

I. Władza pokazuje figę i pięść

Te trzy zdarzenia na pozór niewiele łączy, są różnej wagi i różnego autoramentu a jednak mają, lub mogą mieć, wspólny mianownik. Wypchnięcie z Sejmu protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów, bo tak trzeba nazwać nasilające się przeciw nim pod koniec protestu szykany ze strony pisowskiego aparatu administracyjnego Sejmu, to nie tylko pacyfikacja i wycięcie jednego uciążliwego „wrzodu”. To także ostrzeżenie ze strony władzy, że jest gotowa na przyjęcie ostrego kursu wobec wszelkich protestów, jakie mogą niedługo wybuchnąć. Sygnał jest taki – skoro nie ustąpiliśmy przed taką „wrażliwą” grupą, jaką są ludzie najbardziej potrzebujący i budzący powszechne współczucie, to tym większą okażemy twardość wobec innych, znacznie mniej pokrzywdzonych środowisk. A że fala takich protestów prędzej czy później wybuchnie, to jest pewne jak amen w pacierzu. Innymi słowy, pisowska władza utwardza swój wizerunek i szykuje się do ewentualnej konfrontacji z opozycją i niechętną jej częścią społeczeństwa. PiS bowiem już wie, że po odepchnięciu niepełnosprawnych, jego wizerunek jako formacji wrażliwej socjalnie został poważnie nadwerężony. Na wizerunku formacji „dobrej pani Beaty pachnącej rosołem” i wspomagającej pokrzywdzonych przez transformację, wiele już nie ugra. Niektórzy politolodzy twierdzą nawet, że ten aspekt wizerunku PiS legł w gruzach, choć w sondażach to się jeszcze nie zaznaczyło. PiS nie ma teraz innej drogi, niż stwardnieć i „pokazać pazurki”, a raczej „pazury”.

 

II. Wylegitymowanie za pytanie

W Sanoku, funkcjonariusz policyjnej drogówki wylegitymował uczestniczkę spotkania z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim. Przypadków represjonowania kontrmanifestantów na spotkaniach z pisowskimi oficjelami było już sporo. Jednak o ile dotąd szykany te spotykały osoby wykrzykujące na spotkaniach antypisowskie hasła i wznoszących antypisowskie transparenty, o tyle po raz pierwszy spotkało to osobę, która ograniczyła się do zadania marszałkowi Sejmu pytania o protest niepełnosprawnych. Byłoby naiwnością przypuszczać, że była to inicjatywa skromnego aspiranta lub nawet jego bezpośredniego przełożonego. Trudno nie szukać tu inspiracji płynącej z góry. Wylegitymowanie osoby, która nie dała najmniejszego nawet pozoru zakłócania zgromadzenia jest wyraźnym sygnałem dla ewentualnych przyszłych, krytycznych wobec władzy uczestników takich spotkań – siedźcie cicho, bo spotkają was przykrości. Bycie wylegitymowanym przez policję w błahej sprawie, gdy ma się przy tym uzasadnione poczucie pełnej niewinności nie jest co prawda dla wielu osób szczególnie dramatycznym zdarzeniem, ale są i tacy, którzy tego rodzaju sytuację mocno przeżywają emocjonalnie. To ostrzeżenie skierowane właśnie do nich, a jednocześnie komunikat do „milczącej większości”, by nie mieszała się do polityki, bo władza tego nie lubi. Chyba, że ktoś z „milczącej większości” chce władzę właściwie i w miły sposób postawionym pytaniem (to znaczy pytaniem à la Danuta Holecka) poprzeć. Przypadek niedawnego najścia policji na spokojną – jak noc w szwajcarskim uzdrowisku – konferencję filozoficzną w Pobierowie zdaje się tylko potwierdzać, że mamy do czynienia nie z przypadkami, ale z kursem władzy. Fakt, że szef MSW przeprosił jej uczestników, nic nie znaczy. Znałem chuliganów, którzy najpierw kopali ofiarę od tyłu, a potem mówili; „Przepraszam, ja niechcący”.

 

III. Pożar u Brejzy

I wreszcie sprawa pożaru kamienicy w Inowrocławiu, miejsca zamieszkania posła Krzysztofa Brejzy. Nie zamierzam formułować tu jakichkolwiek konkretnych oskarżeń, bo nie dysponuję aktualnie (nie ja jeden) żadnymi danymi po temu. Jednakowoż fakt, że pożar zbliżył się do mieszkania, w którym mieszka z rodziną jeden z najbardziej znienawidzonych przez PiS posłów opozycji, poseł który wykrył kompromitującą aferę „nagrodową” rządu i który zajmuje się m.in. brzydko pachnącą sprawą wykupu kolekcji Czartoryskich, nie pozwala przejść nad tym wydarzeniem do porządku dziennego. Swego czasu sformułowałem na łamach „DT” hipotezę, że PiS jest formacją, która w obronie swojej władzy zdolna jest z psychologicznego punktu widzenia, czy też zdolna byłaby, w skrajnych przypadkach, do aktów fizycznej przemocy, włącznie z zadawaniem śmierci oponentom. Nie można też a priori wykluczyć, że interesy władzy mogły sprząc się w jakichś aspektach z interesami świata kryminalnego. Historia uczy, że sięganie przez władzę (także władzę deklarującą nieubłaganą walkę z przestępczością) po usługi świata przestępczego, po usługi „ludzi luźnych w służbie przemocy” nie należy do rzadkości. Tak przecież działają m.in. agentury policyjne. Po ludzi „luźnych w służbie przemocy” ochoczo sięgały reżimy faszystowskie. Niedawno prognozowałem na łamach „DT”, że z konieczności, z powodów pragmatycznych (czytaj: ekonomicznych), kończy się – zasadniczo – w praktyce obecnych rządów PiS okres „rozdawania chleba”, a zaczyna czas igrzysk ku uciesze agresywnie i autorytarnie usposobionego pisowskiego motłochu. Trzy zdarzenia, o których była wyżej mowa, zdają się potwierdzać sformułowaną przeze mnie hipotezę.