Co zmieniają te wybory?

Być może tak naprawdę dużo mniej, niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Pewne jest jednak, że lewica już musi zacząć szykować swój program i przekaz na następne.

I działać przy tym w taki sposób, by zacząć przeciągać na swoją stronę dzisiejszy elektorat PiS. To nie jest niemożliwe. Znaczna część społeczeństwa nie posiada trwałych poglądów, tylko interesy. I dobrze!

Liberałowie nie zdobędą wsparcia ludzi, którzy chcą silnego, opiekuńczego państwa. Ludzie pracy, mieszkańcy małych miejscowości, emeryci i renciści są natomiast do zdobycia przez lewicę, o czym sam się przekonałem, bo gdy kandydowałem – rzecz jasna z lewicowej listy – do parlamentu większość moich głosów była spoza dużego miasta.

Lewica musi być jednak znacznie bardziej przystępna i mniej skoncentrowana na kwestiach obyczajowych… Stawianie się w jednym obozie z PO i pogardzanie wsią, „tamtą połową”, osiem gwiazdek itd. to ostatnie, czego nam trzeba.

Przyspieszenie dobrej zmiany

PiS zrobi teraz repolonizację mediów, rzuci się na sektor organizacji pozarządowych, ataki na LGBTQIA wcale nie osłabną i ofensywa Ordo Iuris przyspieszy. TurboPiS czeka wszystkich.Kaczyński wie, że czasu na robienie nowego porządku i nowego człowieka jest już bardzo mało, bo kolejne wybory są głęboko niepewne.

Szykujcie się więc na ogromną ofensywę PiS, a także uderzenie w pracowników i ich prawa, czy estoński CIT by na stałe zabezpieczyć sobie poparcie właścicieli. Jest też wyzwanie przejęcia elektoratu Konfederacji, więc kolejny atak na prawa aborcyjne jest bardzo możliwy.

Na którymś odcinku uderzenie niechybnie nastąpi – sama tylko strategia bezkompromisowego siania własnej propagandy, choćby były to same kłamstwa, okazała się i słuszna, bo dała 51 procent, i nie tak znowu pewna, bo owe 51 proc. to niewiele w porównaniu z wynikami sondaży sprzed kilku miesięcy.