Strach, pryncypia i poczucie wdzięczności

Te trzy wyróżniki, zdaniem szewca Fabisiaka, zadecydowały o głosach wyborców.

Szewc Fabisiak uważa, że zarządzanie strachem zaczyna wypierać lansowanie motywacji pozytywnych. Dotyczy to nie tylko ostatniej kampanii prezydenckiej, lecz także tej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, gdy w niemal całej Unii straszono a to katastrofą klimatyczną a to masowym napływem uchodźców co przysporzyło głosów z jednej strony ugrupowaniom ekologicznym, z drugiej zaś nacjonalistycznej prawicy.
W Polsce kampanijna przepychanka, zwłaszcza w drugiej turze, szła na noże. Dlatego też niewspółmierną rolę odgrywało straszenie w stylu: co to będzie, gdy wygra konkurent, a nie nasz kandydat. Przodowało w tym głównie ugrupowanie wspierające Andrzeja Dudę, co jest zrozumiałe, gdyż ewentualna porażka wyborcza miałaby dla całe tej formacji o wiele większe konsekwencje, niż dla przegranego kontrkandydata i jego sprzymierzeńców.
Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych, znalazł w skrzynce pocztowej anonimową ulotkę opatrzona jedynie logo Duda 2000. Roztaczała one perspektywy świetlanej przyszłości pod przewodem Dudy w przypadku jego ponownego wyboru. Wystarczyło jednak odwrócić kartkę, aby dowiedzieć się co nas czeka, gdyby jednak wygrał nie Duda, a Trzaskowski. Otóż niechybnie bieda, kryzys a także co, co jest domeną PiS, czyli afery, podział i konflikty. Tego typu dość prymitywna propagandówka miała zapewne przekonać ludzi rozumujących w czarno-białych, bez jakichkolwiek odcieni, kategoriach. Szewc Fabisiak uważa jednak, że jeśli ktoś kto innych uważa za idiotów, to albo sam jest idiotą albo wyrachowanym cynikiem.
Straszenie w wydaniu PiS podczas całej kampanii podlegało zresztą twórczej ewolucji. Co prawda, w odróżnieniu od innych wyborów, nie wyciągano mało już nośnego tematu uchodźców, koncentrując się najpierw na LGBT, a następnie na Niemcach, którzy za pośrednictwem obecnych w Polsce swoich mediów usiłowały wpływać na wynik wyborów. Co gorsza dyktując nam nie w obcych językach a w powszechnie znanej polszczyźnie. Nagła nagonka antyniemiecka oprócz pobudzenia historycznych reminiscencji ma również inny sens. Bliżej na ten temat szewc Fabisiak wypowie się przy okazji dywagacji na temat polityki zagranicznej.
Jako obiektywny obserwator szewc Fabisiak dostrzega również taktykę strachu w szeroko rozumianym bloku opozycyjnym obejmującym nie tylko PO ale też inne niechętne obecnej władzy ugrupowania oraz licznych komentatorów. Będącego realistą szewca Fabisiaka jakoś nie przekonują argumenty o chęci wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Za dużo płynie stamtąd kasy. Zbyt wielu posiadaczy gruntów rolnych, wliczając w to Kościół, otrzymuje dutki w ramach unijnej wspólnej polityki rolnej aby ewentualny polexit miałby się rządzącym opłacać.
PiS co prawda z jednej strony gra na dumno-narodowych emocjach, z drugiej zaś kuli ogon pod siebie, gdy Unia nakazuje wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej czy też przywrócenie na urząd pani Małgorzaty Gersdorf. Z kolei Unia może chętnie krytykować słabe kraje członkowskie jednak strategicznie jest zorientowana na rozszerzenie a nie zmniejszanie stanu członkostwa a poza tym przeżywa problemy związane z brexitem.
Z kolei argumenty, skądinąd słuszne, o zawłaszczaniu sądów mało interesują tych co z sądami nie mają do czynienia a jeżeli już to raczej w takich sprawach, gdzie ingerencja nie jest formacji rządzącej potrzebna.
Podobnie jest ze sprawą wolności mediów. Ludzie już od dawna odwykli od czytania prasy za wyjątkiem lokalnych gazetek, w które można się zaopatrzyć za darmo, a które ponadto piszą o sprawach własnej gminy czy powiatu, co wielu ludzi bardziej interesuje niż wielka polityka. Z kolei telewizor służy im głównie do oglądania ciągnących się latami seriali oraz obserwowania prognozy pogody.
Kolejne spostrzeżenie, które nasuwa się szewcowi Fabisiakowi jest takie, iż wielu wyborców przy głosowaniu kieruje się swoiście pojmowanymi zasadami. Co prawda Szymon Hołownia lansował hasło „głową i sercem”, jednak w warunkach polskich brzmi ono zbyt idealistycznie. Ta nieco połowiczna większość, która głosowała na Dudę czyniła to albo głową mając utrwalone w pamięci transfery socjalne albo czymś w rodzaju serca popierając tego kandydata, który prezentuje bliskie im kulty Polski silnej i chrześcijańskiej, rodzinności i religijności dodatkowo propagowane przez miejscowego księdza, który dla wielu jest wciąż autorytetem. Zwłaszcza, gdy osobiście nie był zaangażowany w afery pedofilskie.
Szewc Fabisiak zauważa też, że pomimo sympatii politycznych ludzie głosują nie koniecznie tak jak im sugerują władze danej partii, lecz w oparciu o własne poglądy i kalkulacje. Stąd też wynika budzące niekiedy komentatorskie zdziwienie zjawisko tzw. przepływu elektoratów.
Ostatni z trzech wymienionych na wstępie czynników to coś, co szewc Fabisiak nazywa poczuciem wdzięczności. Za kolejne pieniężne plusy, za trzynastą emeryturę itd. Skoro dali, wprawdzie nie prezydent osobiście, lecz pisowski rząd, kto jednak wchodziłby w takie detale – to wypadałoby się odwdzięczyć w postaci postawienia krzyżyka przy nazwisku kandydata utożsamianego z tą właśnie partią. I to, zdaniem szewca Fabisiaka, mogło przeważyć wyborczą szalę na korzyść Andrzeja Dudy.
Jakie bowiem powody do wdzięczności można mieć wobec Rafała Trzaskowskiego i ugrupowania opozycyjnego, które nie dysponuje środkami budżetowymi a w pamięci wyborców jej dwukadencyjne rządy bynajmniej nie u wszystkich wyborców budzą nostalgiczne wspomnienia dobrych czasów do których chciałoby się wrócić?