2 października 2022

loader

Czas rozstać się z iluzjami…

… i przestać powtarzać obiegowe, dające fałszywą nadzieję, dykteryjki. Uzyskane w niedzielnych wyborach 51,2 proc. to nie był „niewielki margines zwycięstwa Andrzeja Dudy”.

To był nokaut, który przypieczętował władzę PiS na okres najbliższej kadencji. Prawo i Sprawiedliwość wygrało nie tylko poprzednie i te wybory. Ono wygrało bitwę o sposób postrzegania polityki i sposób rozumienia polityki przez większość społeczeństwa.

Punkt wyjścia

W minioną niedzielę po raz kolejny zatoczyliśmy błędne koło i jesteśmy w tym samym miejscu: jesteśmy pod władzą PiS, jesteśmy peryferyjnym krajem, który własnemu społeczeństwu i otaczającemu światu może jedynie zaoferować tanią siłę roboczą, strukturalny wyzysk i ewentualne możliwości emigracji. Rozhuśtywanie nastrojów społecznych wyparło niemal wszystko, co polityczne. Udało się sprowadzić społeczeństwo do roli ofiary przemocy domowej, która wybiera tych, którzy robią mu krzywdę. I nie zadaje sobie fundamentalnych pytań. Taki jest smutny bilans 30-letniego kapitalistycznego eksperymentu, który najwyraźniej się nie powiódł, skoro ponad połowa społeczeństwa po raz kolejny daje do zrozumienia, że nie widzi potrzeby bronić takich stosunków społecznych i takiej demokracji.

Prawo i Sprawiedliwość wytworzyło skutecznie wrażenie, że jakoby było jednym reprezentantem politycznym ludzi pokrzywdzonych, biednych, wykluczonych, nie wpasują się skutecznie w ten nowoczesny ład. Wrażenie jest mocniejsze niż fakty, bo prawdziwi reprezentanci pracującej większości społeczeństwa nigdy nie upokorzyliby rodziców osób niepełnosprawnych czy strajkujących nauczycieli tak, jak zrobił to PiS. Także tarcze antykryzysowe dobitnie pokazują, że pokrzywdzonych przez transformację wspierano tylko wtedy, gdy mogło się to przełożyć na szybki polityczny zysk.

I jeżeli nie postawimy pytania teraz „co dalej”, to ta agonia będzie trwała. Nigdy nie wyemancypujemy się z tej patologii bez odpowiedzi, jaką droga możemy podążać, żeby przestać wreszcie wybierać miedzy 500 plus a prawem do aborcji. I jak zbudować społeczeństwo, w którym każdy znajdzie dla siebie miejsce, godną przyszłość i satysfakcję. Na razie po przepełnionej irracjonalną retoryką kampanii, w której obaj kandydaci licytowali się na obrzydzenie społeczeństwu rywala, zwyciężył ten, który miał za sobą silniejszą propagandę.

Kandydaci bez wizji

Mówi się, że Rafał Trzaskowski przegrał, bo nie przedstawił żadnej wizji. To oczywiście prawda. Klepaniem o Polsce przyjaznej i uśmiechniętej oraz (wątpliwej jakości) popisami znajomości mowy Woltera wyborów się nie wygrywa. Nie w czasach niepewności i kryzysu. Ale pomysłu na Polskę nie przedstawił też Andrzej Duda. Wygrał, bo przy wsparciu całego aparatu władzy i przekształceniu TVP w sztab wyborczy przekonał Polaków, że alternatywą jest “kandydat niemiecki”, który za chwilę zabierze się za przekazywanie dzieci gejom do adopcji i przymuszanie ich do masturbacji w szkołach.

U Trzaskowskiego wybrzmiewały nieznośne nuty elitarystyczne, a kandydat zachowywał się tak, jakby problemy milionów Polaków – drożyzna mieszkaniowa, katastrofa ochrony zdrowia, załamanie wzrostu wynagrodzeń – zupełnie nie istniały. Z drugiej strony Duda może i objechał wszystkie powiaty, jednak nie zaoferował społeczeństwu niczego wartościowego. Obietnica „obrony Polski plus” to żadna łaska, a raczej sygnał, że nowych programów socjalnych już nie będzie, a lud ma się cieszyć, że władza nie zabierze mu tego, co dostał. Będą za to cięcia, bo wpływy z podatków pikują, a władza na kredyt zasponsorowała prywatny biznes podczas pandemii. Zapowiedź wprowadzenie estońskiego CIT, czyli zwolnienia z podatku dochodowego kapitalistów z dochodami do 40 mld zł, pokazuje, że dobry kontakt obozu PiS, ze zwykłym człowiekiem polega na tym, że partia potrafi im dobrze wcisnąć ściemę.

Najgorszy scenariusz

PiS i PO zirracjonalizowały determinanty postaw politycznych i na wykrzywionej rzeczywistości zbijają kapitał polityczny. Jedni klasistowskie wynurzenia tłumaczą troską o demokrację, drudzy, głosząc hasła antyelitarne i obrony normalności, fundują nam wczesne stadium prawicowej dyktatury, państwa nowej elity, która w kolejnych trzech latach opanuje całkowicie sądownictwo, chwyci za mordę opozycyjne media i organizacje pozarządowe, a działaczy na rzecz praw człowieka uzna za obcych agentów lub promotorów pedofilii.

Lewica będzie dociskana do ściany przez reżimowe media, służby, prokuraturę i sądy. To będzie ciężki czas dla wszystkich, którzy mają w sercu wartości egalitarne i demokratyczne. Nie możemy jednak wykonać żadnego kroku wstecz. Nie możemy odsunąć się od tych, którym już obiecaliśmy walkę o ich prawa i sprawiedliwą społecznie Polskę. Potrzebne jest jednak większe zaangażowanie – na poziomie działalności politycznej, ale również oddolnej – w ruchach społecznych, dzielnicowych, klimatycznych, mądre działania organizacji pozarządowych oraz inwestycje w lewicowe media.

Wielka odpowiedzialność spoczywa też na sejmowej Lewicy. To ich zadaniem jest usprawnienie przekazu, który powinien być sprofilowany zarówno regionalnie, umiejętnie odpowiadający na interesy grup prześladowanych, wyzyskiwanych i obywateli, którzy chcą po prostu stabilnie żyć w sprawiedliwym państwie.. Bo Lewica, w zdemolowanym przez prawicową paranoję kraju jest jedyną nadzieją na przywrócenie normalności.

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Poprzedni

Wojna gangów

Następny

Co zmieniają te wybory?

Zostaw komentarz