Zwycięstwo w II turze

Adamowicz, Majchrowski i Wenta to zwycięzcy II tury wyborów samorządowych, a to oznacza, że żadnego z dużych miast nie zdobył PiS. Wynik wyborczy w Gdańsku, Krakowie i Kielcach wygląda prawie identycznie. Kandydaci opozycyjni mają według danych exit poll 64 proc., a kandydaci PiS-u po 35 proc.

 

Kraków z Majchrowskim: Jacek Majchrowski co prawda potrzebował II tury, aby pokonać Małgorzatę Wassermann, kandydatkę PiS-u, ale w powtórnym głosowaniu jego przewaga była znaczna. Zdobył on 64,6 proc. głosów. Małgorzata Wassermann otrzymała 35,4 proc. To sondażowe wyniki exit poll, ale wynik raczej znacząco się nie zmieni. Majchrowski rządzi Krakowem już od 16 lat.

Gdańsk dla Adamowicza: Paweł Adamowicz, obecny prezydent Gdańska, także utrzyma prezydenturę. W drugiej turze pokonał Kacpra Płażyńskiego, kandydata PiS – 64,7 do 35,3 proc. Adamowicz startował z własnego komitetu, w II turze startował z poparciem Koalicji Obywatelskiej. Rządzi Gdańskiem od 1998 roku. Kandydat KO Jarosław Wałęsa nie wszedł do II tury, uzyskując 25,3 proc. głosów. Frekwencja w Gdańsku wyniosła 56,8 proc.

Zmiana na fotelu prezydenta w Kielcach: W stolicy województwa świętokrzyskiego dotychczasowego prezydenta Wojciecha Lubawskiego zastąpi Bogdan Wenta, startujący z własnego komitetu Projekt Świętokrzyskie.
Wenta według badań exit poll zdobył 64 proc. głosów, Wojciech Lubawski osiągnął poparcie 36 proc. wyborców.

 

 

Rozmowa z dr. Markiem Migalskim

 

JUSTYNA KOĆ: Zgodnie z przewidywaniami wygrali kandydaci niepisowscy. To potwierdzenie, że duże miasta są liberalne, a mniejsze i wieś popierają politykę „dobrej zmiany”?

DR MAREK MIGALSKI, politolog: Tu nie ma żadnej sensacji. Wiadomo było, że duże miasta to nie są bastiony PiS-u, wiedzieliśmy to już po I turze, a tak naprawdę od kilku lat. Trudno się ekscytować, bo wiadomo było, że kandydaci PiS-u przegrają II tury. Istotne jest to, że weszli do II tury, bo przecież kilku politykom Koalicji Obywatelskiej, jak Sławomirowi Nitrasowi czy Jarosławowi Wałęsie, ta sztuka się nie udała. To oczywiście dzisiaj bardzo źle wygląda propagandowo dla PiS-u i na pewno jutro będzie to wykorzystywać opozycja. Niemniej w żadnym stopniu nie zmienia naszego obrazu rzeczywistości. Wybory samorządowe w 2018 roku wygrał PiS.

 

Prezes Kaczyński zabierze głos?

Nie sądzę, bo musiałby ogłaszać przegraną, a przecież narracja od dwóch tygodni, zresztą słusznie, jest taka, że PiS je wygrał. Pamiętajmy o tym, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, to w oparciu o wynik wyborów samorządowych, czyli nie o sondaże czy spekulacje, wygrałoby je zdecydowanie PiS. Przy dobrym układzie i oczywiście metodzie D’Hondta PiS dziś prawdopodobnie powtórzyłby swój wynik z 2015 roku, kiedy dostało 37,58 proc. Może nawet ten wynik byłby lepszy, ponieważ dzisiaj wyniki samorządowe, czyli ponad 34 proc. przy braku Bezpartyjnych Samorządowców, komitetów lokalnych, z modyfikacją wyniku PSL dałoby wynik około 40 proc. poparcia społecznego i samodzielne rządy. Podsumowując, PiS poprawiłoby wynik w procentach, czyli uzyskałoby co najmniej 231 mandatów. Taki jest obraz na dzisiaj. Ta II tura w żaden sposób nie zmienia obrazu rzeczywistości: duże miasta są bastionem opozycji, ale w całym kraju wygrywa PiS.

 

Na ile mogła się do tego wyniku w II turze przyczynić wspólna konferencja polityków prodemokratycznych, jak sami o sobie mówią, czy antypisowskich? Razem mogliśmy zobaczyć liderów KO i PSL, ale też SLD i UED. Wszyscy apelowali o parcie kandydatów KO w II turze.

Żadne wybory nigdy nie decydowały się w wyniku jednej konferencji, zatem oczywiście ta konferencja nie miała specjalnego wpływu na wyniki. Dzisiaj rozmawiamy o dużych miastach i to one będą tematem rozmów na najbliższe dni, a tam PiS jest słaby i przegrywa z KO i opozycja.
Pamiętajmy tylko, że zarówno Majchrowski, jak i Adamowicz nie są ludźmi Koalicji Obywatelskiej. To są ludzie anty-PiS-u, ale częściowo ośmieszyli KO. W przypadku Majchrowskiego to był on po prostu tak silny, że KO nie pozostało nic innego, jak go poprzeć, a w Gdańsku Koalicja Obywatelska wystawiła swojego kandydata, który nawet nie wszedł do II tury. To nie potwierdza euforii ze strony opozycji, że oto dokonało się coś spektakularnego i PiS jest w odwrocie. PiS jest w dalszym ciągu liderem i jeśli nic się nie zmieni, to za rok prawdopodobnie wygra wybory. Jeśli te wybory miałyby być fotografią nastroju Polaków, to można powiedzieć, że oprócz wchłonięcia Nowoczesnej przez PO niewiele z tej fotografii rodzinnej jest innego niż w 2015 roku. W dalszym ciągu głową rodziny czy najważniejszą postacią na tym zdjęciu jest Jarosław Kaczyński.

 

Dużo mówiło się przy okazji tych wyborów, że wynik sejmików będzie pierwszym prawdziwym „sondażem” poparcia. Ten dla PiS jest bardzo dobry.

Tak, bo PiS ma przewagę 7 punktów procentowych, co przy zastosowaniu metody D’Hondta nie oznacza, że to jest o 7 punktów więcej mandatów, tylko o 9 albo nawet 12 punktów więcej. Oczywiście to zależy od tego, kto wchodzi, a kto nie, np. od wyniku Kukiza czy PSL. Ale to w dalszym ciągu pokazuje, że PiS jest mocny mimo porażki w dużych miastach.

Mniej partyjniactwa, więcej profesjonalizmu Wywiad

Z Ryszardem Śmiałkiem, Przewodniczącym Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD, kandydatem komitetu SLD Lewica Razem do Sejmiku Województwa Małopolskiego, rozmawia Dariusz Łanocha.

 

Ryszard Śmiałek (43 lata), filozof, ekonomista, absolwent UJ. Pisze doktorat z zakresu filozofii włoskiej, doświadczony menedżer; członek zarządów wielu firm prywatnych i zagranicznych. Prezes Fundacji na rzecz Socjalnej Demokracji. Przewodniczący Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD i członek Zarządu Krajowego SLD. Członek Rady Stowarzyszenia „Kuźnica”. Pasjonat biegów długodystansowych i tenisa ziemnego.

 

 

Czy aktualny skład Sejmiku Województwa odzwierciedla realnie wyborcze preferencje ?

Absolutnie nie! W składzie Sejmiku znaleźli się przedstawiciele PO, PiS i PSL, dla lewicy zabrakło miejsca. To ewidentna ułomność wobec aktualnego potencjału lewicy i oczekiwań wyborców. W ostatnich 4 latach sytuacja uległa radykalnej odmianie. Choćby na nowosądecczyźnie, uznawanej powszechnie za „propisowską”. Tymczasem kadencja 4 lat nieudacznictwa, kolesiostwa zaowocowała społecznym zniechęceniem do tego typu rządzenia. Pozwoliło to SLD odbudować tam pozycję. Okazało się, że mieszkańcy potrzebują takiego reprezentanta ich interesów. Zweryfikowaliśmy i odmłodziliśmy kadry, sięgnęliśmy do odrzuconych grup społecznych, co pozwoliło nam wystawić w tych wyborach naprawdę dobrych kandydatów. Naszym kandydatem na prezydenta np. Nowego Sącza jest Rafał Skąpski, człowiek z autorytetem, dorobkiem, były wiceminister kultury. Podobne listy z mocnymi kandydatami udało nam się wystawić i współtworzyć w Gorlicach, Tarnowie, Oświęcimiu, Olkuszu, Wadowicach.

 

Dlaczego akurat Pan został liderem listy do Sejmiku Wojewódzkiego? Przecież nie ma Pan samorządowego doświadczenia?

Z lewicą związałem się w 1996 roku. Doszedłem do funkcji szefa SLD w Małopolsce i członka Zarządu Krajowego SLD. W przeciwieństwie do innych kandydatów, nie zamierzam kreować fałszywego życiorysu, o osiągnięciach i funkcjach, których nie miałem. Uczciwie więc przyznaję, że kandydowałem już 3-krotnie i bezskutecznie, dwa razy do Rady Miasta Krakowa, raz w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Porażki mnie jednak nie dyskwalifikują. Wręcz przeciwnie – pozwoliły uzupełnić doświadczenia i wiedzę. Mam zawodowe kwalifikacje i menedżerskie doświadczenie zdobyte w zarządach wielu spółek i międzynarodowych korporacjach, szczególnie w zarządzaniu większymi inwestycjami. To może wzmocnić samorząd Małopolski, bo jak zauważyłem inwestycje publiczne realizowane są gorzej niż prywatne. Przebiegają dużo wolniej, są droższe, gorzej zarządzane niż te prywatne. Tak było przy budowie autostrady A4, w porównaniu choćby do budowy centrów handlowych.

 

Dlaczego tak jest?

Bo w rządzeniu dominuje partyjniactwo, a nie samorządność i profesjonalizm . Tymczasem lewicy obca jest Polska zarządzana centralnie, odgórnymi decyzjami, które w społecznościach lokalnych powodują zamęt i niezgodę. A taką Polskę konsekwentnie urządza nam PiS, w którym fantazje i bzdurne decyzje wszechmocnego Prezesa decydują o wszystkim. To karykatura kraju demokratycznego. Nie ma i nie będzie zgody lewicy na taką Polskę. Konsekwentnie uważamy, że to w społecznościach lokalnych, prawdziwie demokratycznie wybieranych samorządach różnych szczebli – zdecydowanie lepiej wiedzą o tym, czego tam brakuje i jak rozwiązać problemy związane z transportem, edukacją, ekologią, kulturą czy pomocą społeczną. Są to konkretne bolączki, które trzeba wyeliminować, a o których jeden autokrata na Nowogrodzkiej nie ma bladego pojęcia.

 

Co złego dostrzega Pan w pracy dotychczasowego Sejmiku Wojewódzkiego w Małopolsce?

Niestety, ale i na lokalnym szczeblu wciąż jeszcze dostrzegam prymat polityki i partyjnych gierek nad rozwiązywaniem bieżących problemów społeczności lokalnych. Rządzący spierają się z opozycją często tylko dlatego, że nie wypada zgodzić się oponentem w ramach walki politycznej, choć to bezsensowne – szczególnie, gdy jakiś pomysł okazuje się akurat korzystny dla obu stron, a przede wszystkim dla regionu i jego mieszkańców. A partie się kłócąc, marnując czas i pieniądze. Najlepszym tego dowodem to aktualnie spór dotyczący zarządzania kolejami w Małopolsce, do zarządzania którymi aspirują lokalne koterie. Zamiast usiąść przy stole i dojść do kompromisu, walczą o prywatne i partyjne interesy, stołki, a pasażerowie jak psioczyli, tak psioczą na kolej i nie pojmują, o co w tym wszystkim chodzi. Tak nie może być! Choćby dlatego, że jest infrastruktura do tego, by pociągi kursowały zgodnie z oczekiwaniami. Kolej to nasze dobro wspólne, a nie podmiot partyjnych gierek. Gdy ich nie będzie uda się zmodernizować przejazd do Nowego Sącza, przyspieszyć podróż z Krakowa do Zakopanego. Przecież to wstyd, że nasi pradziadowie docierali tam szybciej!

 

Co jeszcze w Małopolsce czeka na samorządowe decyzje?

Pilna jest gruntowna modernizacja drogi z Krakowa do Olkusza, wymagająca realizacji dwujezdniowej drogi ekspresowej. Doprowadzić trzeba do jak najrychlejszego końca budowę „zakopianki”, nie ograniczając jej tylko do dojazdu do Nowego Targu, lecz do samego Zakopanego. Ta droga jest od dekad powodem nie tylko małopolskiego wstydu i trzeba naprawdę „ rzucić wszystkie ręce na pokład”, by w końcu przestała straszyć. W tej sprawie ujawnił się brak profesjonalnego, menedżerskiego zarządzania tak wielką inwestycją. Mógłbym w tym pomóc. Podobnie jak w realizacji drogowego skomunikowania Brzeska z Nowym Sączem., i dalej ze Słowacją. To wciąż niebezpieczny dla kierowców szlak, choć turystycznie potrzebny i mogący przynieść mieszkańcom regionu finansowe korzyści i promocję.
Bo turystyka, skoro już o niej mowa, to wciąż marnowany atut regionu. Opinie o obfitej profesjonalnej bazie – są mocno naciągane. Wszyscy mówiąc o górach, myślą o Zakopanem, tymczasem zaniedbany jest równie atrakcyjny turystycznie potencjał np. Szczawnicy, Krościenka, Piwnicznej czy Krynicy Zdroju, miejsc równie pięknych, a nawet piękniejszych. Trzeba te miejsca doinwestować. Zakopane – tez wymaga naprawy i wsparcia, by powstało tam europejskie centrum narciarskie z prawdziwego zdarzenia. A brakuje do tego przygotowanych tras biegowych, brak stoku z homologacją FIS, torów saneczkowych i bobslejowych , także w Krynicy Zdroju. Wszystkie te inwestycje chcą sfinalizować nasi kandydaci do Sejmiku z tamtych terenów, którzy są fachowcami w tych dziedzinach o bardzo dużym doświadczeniu.

 

Jako radny – menedżer zadba Pan tylko o wielkie inwestycje?

Oczywiście, że nie. Będąc wiernym ideałom lewicy nie zapomnę o pomocy ludziom słabszym. Ich wciąż nie ubywa w wystarczającym stopniu, mimo tego, co wmawia nam nachalnie rządowa propaganda. Te problemy, o co mam olbrzymią pretensję zostały zaniedbane i zepchnięte na drugi plan przez obecny samorząd województwa. Skupił się na sprawach wielkich, zapominając o „maluczkich”. Tymczasem jak najprędzej trzeba doprowadzić do jak najpowszechniejszego dostępu do żłobków i przedszkoli, czy likwidować lekcyjne przeciążenia w szkołach.
Popieram prezydenta Majchrowskiego z jego propozycją „ 500 plus dla niepełnosprawnych” w Krakowie. Uważam, że da się to wprowadzić w całej Małopolsce, budżety miast i gminy zostaną zracjonalizowane. Na finansowe wsparcie zasługuje także pierwsze dziecko w rodzinie. Będzie to możliwe po wprowadzeniu kryteriów, preferujących rodziny najbiedniejsze, a nie uwzględniające także tych bogatych. Wspieram pomysł dziedziczenia świadczeń po zmarłych małżonkach.

 

Narzekał Pan na partyjniactwo. Po wyborach go ubędzie?

Wierzę, że tak. Jesteśmy gotowi do współpracy z partiami racjonalnie myślącymi. Już mamy bieżące kontakty z PO, Nowoczesną, PSL. W styczniu 2018 roku podpisaliśmy Deklaracje Krakowską o takiej współpracy i jej przestrzegamy. Oczywiście, nie zapominając o własnej tożsamości. Wykluczam tylko współpracę z PiS. Wizja Polski tego ugrupowania jest mi obca. Przecież w tych dniach wspierać i wybierać mamy Polskę rządzoną samorządowo, oddolnie, a nie Polskę partyjno-centralistyczną zarządzaną jednoosobowo z Nowogrodzkiej. Wierzę, że do takiej Polski nie dopuścimy.

 

Dziękuję za rozmowę.

Drogi ku niepodległości

Na przełomie XIX I XX wieku dwa dokonania artystyczne zrealizowane w przestrzeni publicznej miały szczególny wpływ na narodową świadomość pokoleń Polaków tamtych czasów.

 

Przywołując znaczące wydarzenia z naszej historii, wplatając się w nią, dzieliły swoje dalsze losy z narodem przez niemal cały wiek XX. Przetrwały po dzień dzisiejszy, acz ich obecny wymiar, z upływem lat i szeregiem zmian, także społecznych i politycznych, ma inny charakter. Pierwsze było Panoramą Racławicką, a drugą Pomnik Grunwaldzki w Krakowie.
Obraz „Bitwa pod Racławicami”, obejmujący całą widzialną przestrzeń wokół obserwatora, namalowany został pod kierunkiem Jana Styki i Wojciecha Kossaka, i po raz pierwszy wystawiony we Lwowie w 1894 roku, z okazji Powszechnej Wystawy Krajowej. Wyrażał, słowami Jana Styki, że „przed stu laty złączyły się wszystkie stany dla obrony Ojczyzny” i kontynuował, w innej artystycznej konwencji, wcześniejszy obraz Jana Matejki „Kościuszko pod Racławicami”. Oba te dzieła podkreślały znaczenie chłopstwa w walce o niepodległość, co stało się jednym z ważących haseł rodzącego się ruchu ludowego.

 

Dalsze dzieje

Panoramy wyznaczyły wojenne wydarzenia, w czasie których ukrywać się musiała we Lwowie przed radzieckimi i niemieckimi okupantami by, co prawda uszkodzona, wrócić do kraju. Postanowieniem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej odzyskaną część zbiorów Zakładu Ossolińskich, wraz z Panoramą, umieszczono we Wrocławiu. Kolejny akt dramatu trwał, z krótką przerwą w okresie Październikowej nadziei, prawie lat czterdzieści. Mit-tabu wokół Panoramy Racławickiej, zrodzony z obawy przed ewentualnymi radzieckimi protestami, bądź ze zwykłego kunktatorstwa, był w swej wymowie wielką antypolską prowokacją. Odrestaurowana znalazła wreszcie swoje godne miejsce w 1985 roku, wśród pamiątek i ludzi ze Lwowa, których losy wojny skierowały do Wrocławia.

 

Idea grunwaldzkiego zwycięstwa

z 15 lipca 1410 roku, przywoływana przez stulecia, nabrała symbolicznego wymiaru i stała się niezwykle trwałą wartością narodową. Szczególne jej znaczenie miało miejsce w wieku XX – w różnych jego okresach, z rozlicznych przyczyn i za sprawą odmiennych politycznych wyzwań. Symbolami były: słynny obraz Jana Matejki, Pomnik Grunwaldzki w Krakowie, zespół pomnikowy na polach Grunwaldu, miecz Jagiełły i Order Krzyża Grunwaldu.
Obchody 500. rocznicy bitwy grunwaldzkiej odbywały się w szczególnej politycznej atmosferze, którą wyznaczały rosnące ambicje odzyskania polskiej państwowości i realizowany na ziemiach zaboru pruskiego kulturkampf skierowany, różnymi formami, przeciw ludności polskiej. Uroczystości w dniu 15 lipca 1910 roku uświetniło odsłonięcie Pomnika Grunwaldzkiego, autorstwa Antoniego Wiwulskiego, ufundowanego przez Ignacego Paderewskiego i ofiarowanego Krakowowi, nadto pierwsze publiczne wykonanie „Roty” Marii Konopnickiej, pod dyrekcją jej kompozytora Feliksa Nowowiejskiego. I to wszystko w obecności stu pięćdziesięciu tysięcy uczestników obchodów, przybyłych z trzech zaborów.
W czasach hitlerowskiej okupacji monument grunwaldzki podzielił los pomnika Kościuszki z wawelskiego bastionu i Adama Mickiewicza z Rynku Głównego w Krakowie. Polacy ginęli masowo, ginęły też pomniki, ale idea Grunwaldu nie tylko nie zginęła, a odrodziła się w czynie zbrojnym.

 

Podczas trwającej wojny,

15 lipca 1943 roku, w rocznicę bitwy, składali pierwszą przysięgę żołnierze nowo utworzonej Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, wg. obecnie obowiązującej IPN-owskiej interpretacji, tylko polskojęzyczni. Także z inicjatywy, znienawidzonych dziś i usuwanych z przestrzeni publicznej Gwardii Ludowej i Polskiej Partii Robotniczej narodził się Order Krzyża Grunwaldu, a później Odznaka Grunwaldzka, nadawana wszystkim żołnierzom polskim i partyzantom, którzy przyczynili się do zwycięstwa, walcząc na różnych frontach i w różnych krajach w okresie II wojny światowej. Aktualna polityka historyczna swój początek miała już w 1992 roku gdy „uznano nadawanie Orderu Krzyża Grunwaldu za zakończone, podobnie jak większości innych odznaczeń wojennych nadawanych za dotychczasowe zasługi.”. Pokrętne tłumaczenie zawiera się w słowach „podobnie jak większość”, czyli nie wszystkie, a prawda dotyczy inicjatorów tego orderu. Nowe polskie, po 1989 roku, władze były w stanie zmierzyć się nawet z mitem Grunwaldu.

 

Tamten czas

Zmagań z niemieckim najeźdźcą w naturalny sposób przywoływał pamięć zwycięstwa sprzed wieków, stąd nie dziwi tytuł w styczniowej krakowskiej prasie: „Miecz Jagiełły wyrąbie Wojsku Polskiemu drogę do Berlina.” Nie był to miecz symboliczny a ten z Pomnika Grunwaldzkiego, cudem, wraz z tarczami herbowymi, uratowany przez bohaterskich mieszkańców Krakowa, a w dniu 28 stycznia 1945 roku, w miejscu zburzonego monumentu, przekazany polskim wojskowym.
Ale i okres powojenny niósł dalej niemieckie zagrożenie gdyż nowe granice Polski z Ziemiami Odzyskanymi nie były uznawane przez szereg państw, na czele z Republiką Federalna Niemiec, w której rolę znaczącą odgrywał ruch rewizjonistyczny. Nie dziwi więc, że nie tylko z racji historycznej idea Grunwaldu odnalazła się w wyjątkowym programie obchodów 550-tej rocznicy bitwy. Nastąpiło wtedy odsłonięcie i otwarcie na polach grunwaldzkich szeregu obiektów: monumentalnego granitowego obelisku, masztów symbolizujących sztandary polskich i litewsko-ruskich chorągwi oraz amfiteatru z pomieszczeniami Muzeum Bitwy. Znalazły się tam również ocalone fragmenty zburzonego w Krakowie przez hitlerowców Pomnika Grunwaldzkiego. Temu wydarzeniu towarzyszyła premiera filmowej mega produkcji jaką byli „Krzyżacy”, jak się okazało najbardziej dochodowemu filmowi w historii polskiej kinematografii i absolutnemu hitowi, z oglądalnością ponad 32 milionów widzów.
Funkcje polityczne grunwaldzkiego mitu zakończyło dopiero 7 grudnia 1970 roku podpisanie układu PRL-RFN o uznaniu aktualnych granic Polski, który był wielkim dyplomatycznym sukcesem władz Polski Ludowej, i osobiście Władysława Gomułki, od lat przywiązującego do tej kwestii nadzwyczajną uwagę.

 

W Krakowie

powróciły już na swoje historyczne miejsca pomniki Mickiewicza i Kościuszki a Pomnik Grunwaldzki na nadzieję na powrót czekać musiał do 6 kwietnia 1972, kiedy to Telewizja Polska wyemitowała kolejny program „Piórkiem i węglem” autorstwa prof. Wiktora Zina, poświęcony Pomnikowi i idei jego odbudowy. Z inicjatywy ówczesnych władz (czytaj: komunistycznych) w tym samym roku powołano Społeczny Komitet Odbudowy, podjęto szereg prac dokumentacyjnych, rozpoczęto gromadzenie środków finansowych i zaproponowano wybitnemu artyście-rzeźbiarzowi prof. Marianowi Koniecznemu dokonanie rekonstrukcji pomnika. Prace trwały cztery lata, z których najdłużej te w pracowni Koniecznego, jako, że odtworzenie monumentu obejmującego nie tylko sam konny pomnik Jagiełły ale także szereg postaci na czterech jego ścianach, przy znikomej dokumentacji, wymagało nie tylko wiele czasu ale i twórczej inwencji.
Uroczystość odsłonięcia zrekonstruowanego Pomnika Grunwaldzkiego wraz z usytuowanym przed nim Grobem Nieznanego Żołnierza odbyła się 16 października 1976 roku, ale wcześniej miała miejsce szczególna operacja przeniesienia konnego posągu Jagiełły, umocowanego na linach pod helikopterem, na cokół pomnika. Tłum krakowian, który to obserwował, po drugiej, udanej próbie nie klaskał, jak to dzisiaj w zwyczaju, a zamarł w ciszy. Stało się bowiem coś bardzo ważnego w głębokim doznaniu godnej ciągłości naszych polskich dziejów.

 

Obecnie

i Pomnik, i Panorama są tylko historycznymi zabytkami i ważnymi znakami z przeszłości. A nasza ciągłość dziejów? Wybiórcza i zawłaszczana przez solidarnościowe rządy, w pisowskim wydaniu jedności narodu odnajdzie się podczas obchodów 100-lecia Niepodległości.

 

PS. Internetową drogą dotarła wiadomość o planowanej uroczystości, w dniu 13 lipca 2018, nadania, jednej z ulic we francuskim mieście Auby, imienia Edwarda Gierka. Może i na naszej polskiej ulicy zaświeci kiedyś słońce.