Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.

 

Liga Mistrzów UEFA: Dwa gole Lewandowskiego w jubileuszowym występie

Z polskich piłkarzy rywalizujących w obecnej edycji Champions League jedynie Robert Lewandowski zaliczył udany występ w 4. kolejce spotkań. Kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w meczu z AEK Ateny (2:0). Był to setny występ „Lewego” w europejskich pucharach.

 

Swój setny mecz w europejskich pucharach Lewandowski okrasił jak na piłkarskiego snajpera przystało, strzeleniem dwóch gol. Kapitan reprezentacji Polski otworzył wynik w 30. minucie pewnie egzekwując rzut karny. Przy okazji futbolowi statystycy ogłosili, że „Lewy” jeszcze nigdy nie zmarnował „jedenastki” w Lidze Mistrzów. Drugie trafienie uzyskał w 71. minucie już z gry, pakując piłkę z pięciu metrów do siatki. Dzięki dwóm bramkom nasz znakomity piłkarz poprawił swój dorobek do 49 goli i awansował na szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów strzelców Champions League, wyprzedzając Ukraińca Andrija Szewczenkę i Szweda Zlatana Ibrahimovicia.

 

Pościg Lewego za Benzemą

Lewandowski dzieli tę lokatę z legendarnym Argentyńczykiem w hiszpańskich barwach Alfredo di Stefano, ale pewnie niedługo. Teraz celem „Lewego” jest przeskoczenie wyprzedzających go w zestawieniu Francuza Thierry’ego Henry i Holendra Ruuda van Nistelrooy’a, którzy maja po 50 goli na koncie. Na dogonienie czołowej czwórki nie ma szans – czwarty na liście Francuz Karim Benzema ma 59 goli i wciąż powiększa swój dorobek. W 4. kolejce także zaliczył dwa trafienia w spotkaniu z Viktorią Pilzno. Trzeci w stawce Hiszpan Raul Gonzalez już dawno zakończył karierę, ale ma na koncie 72 gole i na razie nie musi obawiać się zepchnięcia z podium. Podobnie jak drugi Argentyńczyk Lionel Messi z dorobkiem 105 bramek oraz prowadzący w klasyfikacji Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w środę w meczu z Manchesterem United strzelił w Lidze Mistrzów po raz 121.

W klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski znacznie jednak poprawił swoją lokatę. Z czterem trafieniami zajmuje drugie miejsce na spółkę z Anglikiem Harry’m Kane’m z Tottenhamu i Argentyńczykiem Paulo Dybala z Juventusu Turyn. Przed nimi z jednym golem więcej znajdują się Messi i Bośniak Edin Dzeko z AS Roma. Za tą piątką graczy z trzema bramkami na koncie plasują się Benzema, Francuz Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Argentyńczyk Mauro Icardi (Inter Mediolan), Włoch Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Brazylijczyk Gabriel Jesus (Manchester City, Chorwat Andrej Kramarić (Hoffenheim), Malijczyk Moussa Marega (FC Porto), Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain i Hiszpan David Silva (Manchester City). Rywalizacja o korone króla strzelców rozgrywek zapowiada się w tym sezonie na wyrównaną i przez to emocjonującą.

 

Zły czas dla Kamila Glika i Piszczka

Trwa kryzys AS Monaco. Drużyna Kamila Glika jest w katastrofalnym położeniu na wszystkich frontach. W grupie A Ligi Mistrzów jest na dnie tabeli, a do trzeciego FC Brugge traci trzy punkty. Ponieważ w dwóch ostatnich kolejkach zmierzy się z Atletico Madryt i Borussią Dortmund, trudno oczekiwać od ekipy z Księstwa Monako choćby zajęcia lokaty dającej prawo gry w Lidze Europy. Zmiana trenera Leonardo Jardima na Thierry’ego Henry nie przyniosła przełamania ani w krajowej lidze, ani w Champions League. AS Monaco nie potrafi wygrać meczu od 11 sierpnia. Porażkę u siebie 0:4 z FC Brugge Kamil Glik od 72. minuty przeżywał w szatni, bo musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Jego występy w reprezentacji Polski z Czechami i Portugalią stanęły pod znakiem zapytania.

We wtorkowy wieczór Łukasz Piszczek wyszedł na boisko w podstawowym składzie Borussii Dortmund. Były reprezentant Polski zaliczył tym samym 44. występ w Lidze Mistrzów w barwach tej drużyny, wyrównując klubowy rekord należący do Stefana Reutera, ikony dortmundczyków z lat 90. Nasz piłkarz zapewne już w następnej kolejce zostanie samodzielnym rekordzistą, ale wtorkowego występu przeciwko Atletico Madryt na stadionie Wanda Metropolitano nie zaliczy do udanych. Borussia przegrała 0:2 i chociaż awans do następnej fazy rozgrywek ma już de facto zapewniony, to gładka porażka po meczu sprzed dwóch tygodni, którym ekipa BVB rozgromiła Atletico u siebie 4:0, może świadczyć o lekkiej zadyszce dortmundczyków. A przecież w sobotę czeka ich mecz na szczycie Bundesligi z Bayernem Monachium.

 

Wpadki Szczęsnego i Krychowiaka

Krychowiak wtorkowej potyczki z FC Porto nie zapisze po stronie udanych występów. Reprezentant Polski zagrał przeciętnie, a jeszcze zawinił przy utracie pierwszej bramki, bo najpierw nie przerwał akcji w środku pola, a później nie upilnował rywala w polu karnym.

W jeszcze gorszym nastroju był zapewne jego dobry kolega z kadry Wojciech Szczęsny, który w meczu Juventusu Turyn z Manchesterem United (1:2) nie popisał się przy drugiej straconej bramce. Dla naszego reprezentacyjnego bramkarza ten mecz był podwójnie ważny, bo po drugiej stronie boiska między słupkami popisywał się David de Gea, jego być może przyszły konkurent w bramce Juventusu. Szczęsny zebrał za swój występ słabe oceny, chociaż w innych sytuacjach spisywał się bez zarzutu, a pod koniec meczu uratował swój zespół od utraty trzeciej bramki.

Arkadiusz Milik popisy kolegów z SSC Napoli w starciu z Paris Saint-Germain obejrzał z ławki rezerwowych, a Piotr Zieliński zaliczył kwadrans, lecz nie zachwycił. Takich mamy piłkarzy.

 

Liga Mistrzów UEFA: Trzy zespoły z kompletem punktów

Rozgrywki Chapions League osiągnęły półmetek. Po trzech kolejkach spotkań tylko Borussia Dortmund, Juventus Turyn i FC Barcelona nie straciły punktów, a dwa pierwsze z wymienionych nie straciły nawet gola. Z polskich piłkarzy udane występy zanotowali Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny i Łukasz Piszczek.

 

Bayern Monachium po rewelacyjnym początku sezonu popadł w kryzys, za który niemieckie media obwiniły głównie trenera Niko Kovaca. Bawarczycy zaliczyli serię wpadek – ledwie zremisowali z Augsburgiem 1:1, potem przegrali z Herthą Berlin 0:2, zremisowali w Lidze Mistrzów z Ajaksem Amsterdam 1:1 i na koniec dostali ciężkie lanie od Borussii M’ngladbach 0:3. Kryzys mistrzów Niemiec stał się głównym tematem w sportowych mediach po drugiej stronie Odry, a że krytyka była potężna, to w końcu szefowie Bayernu zwołali specjalną konferencję i zrugali na niej dziennikarzy za łamanie wszelkich zasad. Ten wstrząs podziałał chyba jednak także na piłkarzy, bo po przerwie na mecze reprezentacji monachijczycy wrócili na zwycięską ścieżkę. Najpierw pokonali w Bundeslidze VfL Wolfsburg 3:1, a w miniony wtorek odnieśli cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, wygrywając na wyjeździe z AEK w Atenach 2:0.

 

Lewy w ”10” najskuteczniejszych

Znaczący udział w tych zwycięstwach miał Lewandowski, który w meczu z Wolfsburgiem strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a w Atenach zdobył swoją kolejną bramkę w Champions League. Niemieckie media zgodnie podkreślają, że Bayern jest teraz zależny od polskiego piłkarza jak nigdy wcześniej, bo inni ofensywni gracze tej drużyny, zwłaszcza Thomas Mueller, Franck Ribery i Arjen Robben, są w ewidentnie słabszej formie.

Zmianę w hierarchii najlepiej ilustruje finał scysji, do jakiej na boisku w Atenach doszło między Lewandowskim a Robbenem. Holender miał do naszego piłkarza pretensje, że mu nie podał piłki, ale nagabywany na tę okoliczność przez dziennikarzy, skwitował sprawę krótko i w zgoła nie gwiazdorskim stylu: „Nie róbcie sensacji tam, gdzie ich nie ma. Takie rzeczy w meczu się zdarzają. Owszem, powinien podać piłkę w tamtej sytuacji, ale przecież ja te nie jestem bez grzechu. Wiadomo, że czasami też powinienem więcej się rozglądać na boisku”.

Dla Lewandowskiego gol strzelony ekipie AEK Ateny był szczególny, bo było to jego 47. trafienie w Lidze Mistrzów. Kapitan polskiej reprezentacji z tym dorobkiem zajmuje obecnie dziesiąta lokatę klasyfikacji wszech czasów. Za jego plecami zostali legendarni snajperzy Eusebio i Filippo Inzaghim, a przed nim szansa na wyprzedzenie kolejnych sław – Szweda Zlatana Ibrahimovicia i Ukraińca Andrija Szewczenkę (obaj mają po 48 trafień), legendarnego asa Realu Madryd Alfredo di Stefano (49 goli), Francuza Thierrego Henry (50 goli). W tym sezonie „Lewy nie ma raczej szans na dogonienie piątego w klasyfikacji Holendra Ruuda van Nistelroya (56 goli), a tym bardziej Francuza Karima Benzemy, bo on mimo słabej formy Realu Madryt do swoich obecnych 57 trafień na pewno w obecnych rozgrywkach coś dorzuci. Na czele klasyfikacji znajduje się Cristiano Ronaldo (120 bramek), drugi jest Leo Messi (103), a trzeci Raul (71). Żadnemu z nich Benzema, ani tym bardziej Lewandowski zagrozić w najbliższym czasie nie są w stanie, w Portugalczykowi i Argentyńczykowi raczej w ogóle.

 

Piszczek bliski klubowego rekordu

Z innych naszych piłkarzy powody do zadowolenia po trzeciej kolejce Ligi Mistrzów mieli też Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Pierwszy zaliczył bardzo udany występ, a jego Borussia Dortmund rozgromiła aż 4:0 słynące przecież z żelaznej defensywy Atletico Madryt. Piszczek zebrał za swój występ wysokie noty. Niemieckie media doceniły nie tylko jego skuteczną postawę w defensywie, co poskutkowało powstrzymaniem kilku niebezpiecznych szarż „Los Rojiblancos”. „Był pewny i dynamiczny jak za najlepszych lat” – pisano w recenzjach. Mecz z Atletico był 43. występem Piszczka w Lidze Mistrzów, a że wszystkie zaliczył w barwach Borussii, niemal dogonił w liczbie gier klubowego rekordzistę Stefana Reutera. Niemiec ma jednak na koncie 44 spotkania i tego wyniku już nie poprawi, co oznacza, że Polak jeszcze w tej edycji zostanie nowym rekordzistą w ekipie BVB, która na półmetku prowadzi w swojej grupie z kompletem punktów i bilansem ośmiu strzelonych goli przy zerowych stratach.

Z kompletem zwycięstw i zerowym kontem po stronie strat bramkowych jest też Juventus Turyn, w czym sporą zasługę ma nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny. Ekipa „Starej Damy” w trzeciej kolejce pokonała na wyjeździe Manchester United 1:0. Media oczywiście najwięcej uwagi poświęciły powrotowi Cristiano Ronaldo na Old Trafford, ale zauważyły też bezbłędny występ Szczęsnego.

 

Ekipa PSG poskromiona przez Napoli

Niepokonany w krajowej lidze paryski potentat w Champions League już tak dobrze sobie nie radzi. W trzech meczach wygrał tylko ze słabiutką Crveną Zvezdą Belgrad, ale przegrał starcie z Liverpoolem, a teraz na własnym boisku nie poradził sobie też z SSC Napoli. Bramkę na 2:2 paryżanie zdobyli niemal w ostatnich sekundach spotkania. Dwaj nasi piłkarze grający we włoskim zespole tym razem wystąpili w roli rezerwowych. Piotr Zieliński pojawił się na boisku w 53. minucie, natomiast Arkadiusz Milik wszedł dopiero w samej końcówce, zmieniając w 84. minucie strzelca jednego z goli Driesa Mertensa.
Grzegorz Krychowiak dostał dobre noty, ale jego Lokomotiw Moskwa przegrał z FC Porto 1:3 i na półmetek dojechał z zerowym kontem. Tak samo jak AS Monaco Kamila Glika, które w tym sezonie fatalnie. Ale mecz z Club Brugge zawalił nasz reprezentant.

 

W Juventusie wszyscy grają jak z nut

Juventus jeszcze nie stracił punktów w tym sezonie Serie A. W meczu 8. kolejki mistrzowie Włoch z Wojciechem Szczęsnym w bramce wygrali z Udinese 2:0.

 

Juventus dominował przez cały mecz, czego najlepszym dowodem jest to to, że Udinese nie oddało ani jednego celnego strzału na bramkę Szczęsnego. W 33. minucie turyńczycy przeprowadzili szybką akcję, w której z prawej strony dośrodkował w pole karne Joao Cancelo, a Bentancur posłał piłkę do siatki po strzale głową z niedużej odległości. Stracona bramka podłamała ekipę gospodarzy, a cztery minuty później było już po meczu, gdy znajdujący się w polu karnym Mario Mandżukić wycofał piłkę do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk potężnym strzałem wpakował ją z 13 metrów do siatki.

Po zmianie stron Juventus oszczędzał siły i umiejętnie zwalniał grę, utrzymując się przy piłce przez 62 procent czasu gry. Szczęsny do końca jednak zachowywał czujność pamiętając o życzeniu trenera Massimiliano Allegriego, że oczekuje od niego jak najwięcej występów bez straty gola. W 75. minucie na boisku pojawił się w barwach Udinese Łukasz Teodorczyk, ale on też nie zdołał nawet zagrozić Szczęsnemu. Juventus umocnił się na szczycie tabeli Serie A.

 

Strzelecki popis Neymara w Lidze Mistrzów

Drugą kolejkę Ligi Mistrzów zdominowały wyczyny trzech wielkich graczy – Neymara, Paulo Dybali i Leo Messiego. Pierwszy strzelił trzy gole w wygranym przez Paris Saint-Germain 6:1 meczu z Crveną Zvezdą Belgrad, drugi także zaliczył hat-tricka dla Juventusu w potyczce z Young Boys Berno, a trzeci zdobył dwie bramki na Wembley w zwycięskim 4:2 starciu z Tottenhamem.

 

W kanonadzie paryskiego zespołu główną rolę odegrał Neymar, ale Crvena Zvezda to jeden ze słabszych zespołów w tej edycji Ligi Mistrzów. O tym, czy Brazylijczyk wybije się wreszcie w tych rozgrywkach na pierwszy plan, przekonamy się zapewne po zakończeniu fazy grupowej. To była udana kolejka nie tylko dla Paris Saint-Germain, Barcelony i Juventusu Turyn, ale też dla Borussii Dortmund, SSC Napoli, Atletico Madryt, Interu Mediolan, Manchesteru City, AS Roma, FC Porto, Schalke, a już szczególnie dla CSKA Moskwa, bo rosyjski zespół pokonał na własnym stadionie obrońcę tytułu Real Madryt 1:0. „Królewscy” przez tą porażkę znaleźli się na drugim biegunie, w towarzystwie innych pognębionych w tej serii spotkań potęg aspirujących do triumfu w obecnej edycji Ligi Mistrzów – Bayernu Monachium, Liverpoolu i Manchesteru United. „Nie jesteśmy słabi” – przekonywał po meczu w Moskwie trener Realu Julen Lopetegui, ale jego zespół ma ostatnio kiepską passę – w krajowej lidze przegrał 0:3 z Sevillą i zremisował 0:0 z Atletico, a teraz stracił komplet punktów z CSKA w Champions League. Te trzy nieudane występy mają jeden wspólny mianownik, w żadnym z nich graczom „Królewskich” nie udało się strzelić gola. Jeśli ta niemoc się utrzyma, kibice na Santiago Bernabeu zatęsknią za Cristiano Ronaldo.

Genialny portugalski piłkarz tym razem nie powiększył swojego dorobku bramkowego, bo musiał odcierpieć karę dyskwalifikacji za czerwoną kartkę w poprzedniej kolejce. Pod jego nieobecność zespół Juventusu rozbił 3:0 szwajcarskiego przeciętniaka, a w roli bezlitosnego egzekutora wystąpił wciąż niedoceniany w turyńskim klubie Argentyńczyk polskiego pochodzenia Paulo Dybala. Cristiano Ronaldo jego snajperskim wyczynem nie musi się przejmować, zdecydowanie bardziej zapewne niepokoją go kolejne gole Leo Messiego. As”Dumy Katalonii” w obecnych rozgrywkach z pięcioma trafieniami prowadzi w klasyfikacji strzelców, a w sumie ma już na koncie w Lidze Mistrzów 105 bramek. Do prowadzącego w zestawieniu wszech czasów CR7 brakuje mu jednak 15 goli, ale jeśli w takim tempie będzie odrabiał straty, może szybko dogonić Portugalczyka.

Najlepszym Polakiem na liście snajperów jest Robert Lewandowski, lecz kapitan naszej narodowej drużyny w tej kolejce nie powiększył swojego dorobku 46 goli. Bayern na swoim stadionie z trudem zremisował z Ajaksem Amsterdam 1:1. „Lewy” wypadł w tym spotkaniu bezbarwnie, ale równie słabo zagrali wszyscy podopieczni trenera Niko Kovaca. Mistrzowie Niemiec po znakomitym początku sezonu wpadli w dołek i w miniony weekend po porażce z Herthą Berlin stracili prowadzenie w Bundeslidze na korzyść Borussii Dortmund, a po remisie z Ajaksem także w grupie E Ligi Mistrzów na rzecz mistrza Holandii.
Z polskich piłkarzy najwięcej powodów do zadowolenia mogli mieć Wojciech Szczęsny (zerowe konto w wygranym przez Juventus 3:0 spotkaniu z Young Boys), Łukasz Piszczek (dobry występ w wygranym 3:0 meczu z AS Monaco) i Łukasz Skorupski (także bez straty gola w wygranym przez AS Roma 5:0 spotkaniu z Viktorią Pilzno). O Lewandowskim była już mowa, zaś Grzegorz Krychowiak, którego Lokomotiw Moskwa (bez kontuzjowanego Macieja Rybusa) przegrał 0:1 z Schalke, tracą gola w ostatnich sekundach spotkania. W najgorszym nastroju z naszych reprezentantów jest jednak Kamil Glik, bo jego AS Monaco w tym sezonie jest „chłopcem do bicia” nie tylko w Lidze Mistrzów, ale też we francuskiej ekstraklasie.

 

Szczęsny był lepszy od kolegów z kadry

W meczu na szczycie włoskiej ekstraklasy Juventus Turyn w 7. kolejce pokonał SSC Napoli 3:1. Z trzech reprezentantów Polski cały mecz rozegrał jedynie Wojciech Szczęsny w bramce Juventusu. Piotr Zieliński został zmieniony w 61. minucie, a Arkadiusz Milik w tej minucie wszedł na boisko.

 

SSC Napoli z Piotrem Zielińskim w wyjściowej jedenastce nie zdołało wywalczyć w Turynie punktów. Mistrzowie Włoch wyprowadzili trzy zabójcze ciosy i rozłożyli przybyszy na łopatki. Turyńczycy wygrali 3:1, ale gdyby wykazali się lepszą skutecznością, mogli strzelić więcej goli. Tym samym zrewanżowali się ekipie z Neapolu za porażkę z rundy wiosennej poprzedniego sezonu, kiedy to na własnym stadionie w 34. kolejce ulegli im 0:1.

Piłkarz z Neapolu dotrzymywali kroku rywalom tylko przez 25 minut pierwszej połowy. Później do głosu doszli gospodarze, w szeregach których kapitalne zawody rozgrywał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk sam wprawdzie gola nie strzeli, ale miał udział przy wszystkich trzech bramkach Juventusu. Dwie z nich zdobył Mandzukic, a trzecią Bonucci. Z trzech polskich graczy cały mecz zaliczył jedynie Wojciech Szczęsny i nasz reprezentacyjny bramkarz zaliczył udany występ. Przy golu Mertensa nic nie mógł zrobić, bo Belg strzelał z kilku metrów. „Byłem zaskoczony tym, że słabo weszliśmy w mecz. Mogliśmy stracić dwa gole, straciliśmy jednego. Wiedzieliśmy jednak, że jesteśmy świetnie przygotowani fizycznie, mamy mocnych rezerwowych, do tego doszła czerwona kartka dla przeciwnika” – powiedział Szczęsny na antenie stacji Eleven.

Piotr Zieliński na początku spotkania popisał się świetnym uderzeniem z dystansu, po którym piłka odbiła się od słupka, a później przygasł i ostatecznie w 61. minucie na boisku zastąpił go Kevin Malcuit. Pewnym zaskoczeniem było posadzenie na ławce rezerwowych Arkadiusza Milika, chociaż trzy dni wcześniej strzelił on dwa gole w ligowej potyczce z Parmą. Trener Carlo Ancelotti zamiast polskiego snajpera posłał do boju Driesa Mertensa i raczej nie pomylił się w wyborze, bo Belg w 10. minucie zdobył bramkę dającą Napoli prowadzenie.

Momentem zwrotnym spotkania była kontrowersyjna sytuacja z 59. minuty, gdy piłkarz Napoli Mario Rui brutalnie sfaulował Paolo Dybalę i za karę wyleciał z boiska. Niestety, Argentyńczyk przepłacił ten faul kontuzją i w 72. minucie musiał opuścić boisko. Dla trenera Napoli Carlo Ancelottiego była to druga porażka w pierwszych ośmiu meczach w roli szkoleniowca tejgo zespołu. Doświadczony trener w przeszłości prowadził też Juventus, ale kibice tej drużyny przywitali go chłodno.”Pocieszam się wygraniem Ligi Mistrzów w 2003 roku” – skomentował niechętne mu zachowanie fanów Ancelotti, nawiązując tym do finału tych elitarnych rozgrywek, w którym prowadzony przez niego AC Milan pokonał po rzutach karnych właśnie Juventus.

 

Messi rozpoczął wyścig strzelców

W pierwszej kolejce Champions League najwyższe zwycięstwo odniosła Barcelona (4:0), a jej as Leo Messi ustrzelił hat-tricka i zmniejszył dystans do lidera wszech czasów Cristiano Ronaldo. Robert Lewandowski też miał powody do zadowolenia, bo jego gol strzelony w meczu z Benficą Lizbona dał mu awans na 9. miejsce w tej klasyfikacji.

 

Messi strzelił trzy gole dla Barcelony we wtorkowym meczu z PSV Eindhoven (4:0). Argentyńczyk po tym wyczynie ma już na koncie 103 trafienia w Lidze Mistrzów, ale w klasyfikacji wszech czasów zajmuje drugą lokatę, bo liderem ze 120 bramkami jest Cristiano Ronaldo. 33-letni Portugalczyk w tej kolejce nie poprawił swojego dorobku, bo w środowym meczu Juventusu Turyn z Valencią wyleciał z boiska z czerwoną kartką po niespełna pół godzinie gry. Był tak wściekły na niemieckiego arbitra Feliksa Brycha, że schodząc z boiska dosłownie popłakał się ze złości.

Miał ku temu powód, bo kara za lekkie potarganie czupryny symulującego faul gracza Valencii była mocno na wyrost. Cristiano Ronaldo będzie teraz z niepokojem oczekiwał na werdykt organu dyscyplinarnego UEFA, bo jeśli jego zachowanie zostanie ocenione jako agresywne i niesportowe, może dostać nawet trzy mecze dyskwalifikacji. A jego najgroźniejsi konkurenci do sławy i piłkarskich splendorów z pewnością nie zmarnują tego czasu. Hat-trick Messiego jest sygnałem, że Argentyńczyk po nieudanych dla niego mistrzostwach świata w Rosji będzie chciał odrobić wizerunkowe straty właśnie w Lidze Mistrzów.

 

Zacięty wyścig snajperów

W poprzedniej edycji najskuteczniejszym strzelcem rozgrywek był Cristiano Ronaldo, który z dorobkiem 120 trafień prowadzi też zdecydowanie w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów wszech czasów. Messi ma w tej chwili 17 goli mniej, ale jeśli utrzyma strzelecką dyspozycję, ten dystans może już w tym sezonie znacznie zniwelować. Rywalizacja tych dwóch genialnych piłkarzy o miano najlepszego gracza XXI wieku toczy się na poziomie niedostępnym dla innych zawodników. W klasyfikacji wszech czasów w czołowej „10” zestawienia z czynnych graczy są jeszcze tylko Karim Benzema i Robert Lewandowski. Francuski napastnik Realu Madryt ma na koncie 56 trafień i zajmuje na spółkę z Holendrem Ruudem van Nistelrooyem czwartą lokatę. Przed nimi, oprócz rzecz jasna prowadzących na liście Cristiano Ronaldo i Messiego, jest jeszcze trzeci w klasyfikacji wszech czasów Raul Gonzalez. Ten fantastyczny przed laty snajper w Lidze Mistrzów strzelił 71 goli i na razie nie musi obawiać się utraty trzeciego miejsca na podium. Benzema ma do niego 15 bramek straty i w tym sezonie raczej na pewno tego dystansu nie odrobi.

Nie ma na to szans także Lewandowski. Kapitan naszej piłkarskiej reprezentacji jest już od dawna najskuteczniejszym Polakiem w rozgrywkach o europejskie puchary, a w Lidze Mistrzów zwłaszcza. Przed tym sezonem w klasyfikacji wszech czasów zajmował 10. pozycję z dorobkiem 45 goli, po trafieniu w środowym spotkaniu z Benficą Lizbona „Lewy” awansował na 9. miejsce i dzieli je ze znakomitym przed laty włoskim napastnikiem Filippo Inzaghim. Do wspomnianego Benzemy Polak traci 10 bramek, ale trzech kolejnych graczy na liście może wyprzedzić już wkrótce. Szósty w zestawieniu Francuz Thierry Henry ma na koncie 50 goli, a zajmujący na spółkę siódmą lokatę Ukrainiec Andrij Szewczenko i Szwed Zlatan Ibrahimovic po 48. Cała trójka nie ma już szans na poprawienie swojego dorobku, więc awans na szóste miejsce już w tym sezonie jest jak najbardziej w zasięgu możliwości Lewandowskiego. Zwłaszcza, że prezentuje wyśmienitą formę, podobnie jak cała drużyna Bayernu.

Gol strzelony Benfice przez „Lewego” był jego 400. w zawodowej karierze. Tym samym kapitan biało-czerwonych wszedł do elitarnego klubu najwybitniejsi strzelców. Na jego dorobek składają się bramki zdobyte w czterech najwyższych klasach rozgrywkowych w Polsce, w Bundeslidze, Lidze Europy, Lidze Mistrzów, w meczach krajowych pucharów w Polsce i Niemczech oraz w spotkaniach drużyn narodowych. Ma w kolekcji 11 tytułów najskuteczniejszego strzelca w siedmiu różnych rozgrywkach. Sięgnął po strzelecką koronę w trzech najwyższych ligach w Polsce, Bundeslidze (3), Pucharze Niemiec (3), el. Euro 2016 i el. MŚ 2018, ustanawiając rekordy zarówno kwalifikacji do mistrzostw Europy (13), jak i mundialu (16). Jest też najlepszym w historii strzelcem reprezentacji Polski (55 goli). Wyczyn Lewandowskiego robi jeszcze większe wrażenie, kiedy dodamy, że z czynnych piłkarzy granicę 400 strzelonych goli przekroczyli jedynie Cristiano Ronaldo (678), Lionel Messi (651), Zlatan Ibrahimović (500), Luis Suarez (430) i David Villa (407).

 

Lewandowski wśród tuzów

Nie ma na to szans także Lewandowski. Kapitan naszej piłkarskiej reprezentacji jest już od dawna najskuteczniejszym Polakiem w rozgrywkach o europejskie puchary, a w Lidze Mistrzów zwłaszcza. Przed tym sezonem w klasyfikacji wszech czasów zajmował 10. pozycję z dorobkiem 45 goli, po trafieniu w środowym spotkaniu z Benficą Lizbona „Lewy” awansował na 9. miejsce i dzieli je ze znakomitym przed laty włoskim napastnikiem Filippo Inzaghim.

Do wspomnianego Benzemy Polak traci 10 bramek, ale trzech kolejnych graczy na liście może wyprzedzić już wkrótce. Szósty w zestawieniu Francuz Thierry Henry ma na koncie 50 goli, a zajmujący na spółkę siódmą lokatę Ukrainiec Andrij Szewczenko i Szwed Zlatan Ibrahimovic po 48. Cała trójka nie ma już szans na poprawienie swojego dorobku, więc awans na szóste miejsce już w tym sezonie jest jak najbardziej w zasięgu możliwości Lewandowskiego. Zwłaszcza, że prezentuje wyśmienitą formę, podobnie jak cała drużyna Bayernu.

Gol strzelony Benfice przez „Lewego” był jego 400. w zawodowej karierze. Tym samym kapitan biało-czerwonych wszedł do elitarnego klubu najwybitniejsi strzelców. Na jego dorobek składają się bramki zdobyte w czterech najwyższych klasach rozgrywkowych w Polsce, w Bundeslidze, Lidze Europy, Lidze Mistrzów, w meczach krajowych pucharów w Polsce i Niemczech oraz w spotkaniach drużyn narodowych. Ma w kolekcji 11 tytułów najskuteczniejszego strzelca w siedmiu różnych rozgrywkach. Sięgnął po strzelecką koronę w trzech najwyższych ligach w Polsce, Bundeslidze (3), Pucharze Niemiec (3), eliminacji Euro 2016 i el. MŚ 2018, ustanawiając rekordy zarówno kwalifikacji do mistrzostw Europy (13), jak i mundialu (16). Jest też najlepszym w historii strzelcem reprezentacji Polski (55 goli).

Wyczyn Lewandowskiego robi jeszcze większe wrażenie, kiedy dodamy, że z czynnych piłkarzy granicę 400 strzelonych goli przekroczyli jedynie Cristiano Ronaldo (678), Lionel Messi (651), Zlatan Ibrahimović (500), Luis Suarez (430) i David Villa (407).

Indywidualne osiągnięcia czołowych snajperów to jednak tylko ich prywatna sprawa, bo w Lidze Mistrzów najważniejsze są wyniki zespołów. Pierwsza kolejka spotkań nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, które z nich w tej edycji będą się liczyć w rywalizacji o czołowe lokaty. Nawet szokująca porażka faworyzowanego Manchesteru City na własnym stadionie z Olympique Lyon nie odbiera szans drużynie prowadzonej przez Pepa Guardiolę. Podobnie przedwczesne byłoby skreślenie z grona faworytów ekipy Paris Saint-Germain, ale wyjazdowa porażka paryżan z FC Liverpool powinna być dla nich ostrzeżeniem.

 

Udane występy Polaków

O występie Lewandowskiego była już mowa. Kapitan naszej reprezentacji swoim trafieniem w 10. minucie otworzył wynik spotkania z Benfiką Lizbona i do końca grała bardzo dobrze, za co dostał w zawsze dla niego surowych niemieckich mediach wysokie oceny. Znakomity występ w barwach Juventusu Turyn zaliczył Wojciech Szczęsny. Nasz reprezentacyjny bramkarz miał w meczu z Valencią sporo pracy, bo od 30. minucie ekipa z Turynu grała w osłabieniu po kontrowersyjnej czerwonej kartce dla Cristiano Ronaldo. Już w doliczonym czasie gry Szczęsny popisał się kapitalną interwencją przy obronie rzutu karnego i to dzięki niemu Juventus zachował czyste konto, a po dwóch wykorzystanych „jedenastkach” przez Miralema Pjanica wywiózł z Walencji komplet punktów.

Nie zawiódł oczekiwań broniący trofeum Real Madryt, który w efektownym stylu pokonał AS Roma 3:0. Gole dla „Królewskich” strzelili Isco, Gareth Bale i 25-letni Mariano Diaz, który latem wrócił na Santiago Bernabeu z Olympique Lyon i dostał zwolniony przez Cristiano Ronaldo numer 7. Dla portugalskiego gwiazdora jak widać nie ma w Realu wdzięczności. Aż strach pomyśleć co może się wydarzyć, jeśli w tej edycji w fazie pucharowej Real Madryt trafi na Juventus.
Wracając do polskich piłkarzy – na pewno zadowolony ze swojego występu może być Łukasz Piszczek, bo jego Borussia Dortmund udanie rozpoczęła rywalizacje w grupie A wygrywając na wyjeździe z Club Brugge 1:0. Zdecydowanie mniej powodów do zadowolenia miał Kamil Glik, bo grające także w tej grupie AS Monaco przegrało na własnym stadionie z Atletico Madryt 1:2.

W jeszcze gorszym nastroju musiał być Grzegorz Krychowiak, bo Lokomotiw Moskwa w Stambule dostał lanie 0:3 od Galatasaray. Niezadowoleni z występu swojej drużyny byli też Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik, bo SSC Napoli tylko zremisowało 0:0 z uznawana za outsidera grupy C drużyną Crvenej Zvezdy Belgrad.

 

Piątek liderem strzelców

Trener Jerzy Brzęczek na mecz z Włochami w Lidze Narodów powołał 27 zawodników. Do kolejnego zgrupowania kadry ci piłkarze należą więc do aktualnej kadry narodowej. Nie wszystkim w miniony weekend dobrze poszło w macierzystych klubach, a niektórzy nawet wylądowali na trybunach. Większość radziła jednak sobie znakomicie.

 

Cała trójka naszych reprezentacyjnych bramkarzy pojawiła się na boisku i rozegrała pełne mecze, wpuszczając solidarnie po jednym golu, ale Wojciech Szczęsny z Juventusem Turyn wygrał 2:1 z Sassuolo, a Łukasz Fabiański w końcu doczekał się zwycięstwa z West Hamem United w Premier League. „Młoty” pokonały Everton 3:1 i przerwały serię porażek, uciekają ze strefy spadkowej na 16. miejsce. Nasz golkiper miał duży wkład w to przełomowe zwycięstwo. Tylko trzeci z naszych reprezentacyjnych bramkarzy, Łukasz Skorupski, nie miał po weekendzie dobrego humoru, bo jego Bologna przegrała z Genoą 0:1, a na dodatek pokonał go kolega z reprezentacji Krzysztof Piątek.

Z obrońców, którzy znaleźli się w kadrze na mecz z Włochami i towarzyski z Irlandią, w miniony weekend nie zagrali Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton) i Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo). Pierwszy nadal leczy uraz pachwiny, drugi ogóle nie znalazł się w kadrze meczowej „Świętych”, a Reca tylko z ławki przyglądał się jak w zespole rywali gra niechciany już w kadrze Polski Thiago Cionek. Reszta kadrowiczów rozegrała całe mecze. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genu) w wygranym 5:0 spotkaniu z Frosione, Kamil Glik (AS Monaco) w zremisowanym 1:1 meczu z Touluse, Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) w wygranym 2:1 meczu z Hoffenheim, Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) w zremisowanej 1:1 potyczce z Zorią Ługańsk oraz Adam Dźwigała (Wisła Płock) w zremisowanym 2:2 spotkaniu z Miedzią Legnica i Rafał Pietrzak (Wisła Kraków) w wygranej 5:2 potyczce z Lechią Gdańsk.

Z pomocników wybranych do kadry przez Brzęczka trawy w ligowym meczu nie powąchało w ten weekend trzech – Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg) nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej, a Taras Romanczuk (Jagiellonia) i Maciej Makuszewski (Lech Poznań) pauzowali z powodu kontuzji. Jacek Góralski zaliczył tylko cztery minuty w meczu Łudogorca Razgrad z Wereją Stara Zagora (2:1), tylko 22 minuty więcej zagrał Rafał Kurzawa, ale zdążył zdobyć bramkę w przegranym 2:3 meczu z Lille. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) świetnie grał w derbach Moskwy, ale za ostro i w 66. minucie zobaczył czerwona kartkę. Niewiele ponad godzinę spędził też na boisku Mateusz Klich (Leeds United), a jego zespół zremisował 1:1 z Millwall. Reszta pomocników zaliczyła pełne mecze. Karol Linetty w meczu z Frosinone (5:0), Piotr Zieliński w potyczce z Fiorentiną (1:0) zagrali dobrze, z kolei Damian Kądzior zaliczył asystę przy zwycięskim golu Dinama Zagrzeb w meczu z HNK Gorica (1:0). Przemysław Frankowski w meczu z Cracovią (3:1) znów nie strzelił gola ani nie zaliczył asysty, podobnie jak Damian Szymański (Wisła Płock) w starciu z Miedzią Legnica (2:2).

Z trójki napastników tym razem najmniej powodów do zadowolenia miał Robert Lewandowski, bo w meczu z Bayerem Leverkusen (3:1) nie strzelił gola i zakończył serię występów ze zdobytą bramką w tym sezonie. Warto wspomnieć, że był to 200. występ „Lewego” w barwach Bayernu Monachium. Arkadiusz Milik zaliczył asystę w mecz z Fiorentiną (1:0), ale mecz zaczął na ławce. Bohaterem weekendu wśród napastników kadry był tym razem Krzysztof Piątek, który zdobył zwycięską bramkę dla Genoi w spotkaniu z Bologną (1:0). Były napastnik Cracovii z czterema golami jest liderem klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

Popis Zielińskiego w Serie A

W 2. kolejce włoskiej Serie A znakomita formą błysnął rozgrywający SSC Napoli Piotr Zieliński. Reprezentant Polski w meczu z AC Milan przy stanie 0:2 poderwał swój zespół do walki strzelając dwa gole. Ostatecznie ekipa z Neapolu wygrała 3:2.

 

Tuż przed meczem z AC Milan we włoskich mediach pojawiła się informacja, że Zieliński otrzymał od SSC Napoli propozycję nowego kontraktu, w którym zagwarantowano mu znaczącą podwyżkę zarobków, ale też zwiększono tzw. klauzulę odstępnego do kwoty 100 mln euro. Reprezentant Polski już w starciu z mediolańskim zespołem pokazał, że jest wart takich splendorów. Do przerwy wprawdzie nie błyszczał, zresztą jak cała drużyna Napoli, ale w szatni trener Carlo Ancelotti pobudził swoich podopiecznych do działania i po zmianie stron obraz gry zmienił się na korzyść gospodarzy, wśród których wyróżniało się dwóch polskich graczy – oprócz Zielińskiego także Arkadiusz Milik. Tym razem jednak gole strzelał ten pierwszy. W 53. minucie strzelił kontaktowego gola, a niespełna kwadrans potem doprowadził do remisu. Milik w tym spotkaniu do bramki nie trafił, ale miał udział przy zwycięskiej bramce zdobytej przez Belga Driesa Mertensa.

Zieliński po raz pierwszy we Włoszech zdobył w dwie bramki w jednym meczu. Mecz z AC Milan był jego 156. występem w Serie A, co oznacza, że wyrównał rekord występów polskiego piłkarza we włoskiej ekstraklasie należący od 30 lat do Zbigniewa Bońka. 24-letni Zieliński gra na Półwyspie Apenińskim od siedmiu lat. Trafił tu z Zagłębia Lubin jako nastolatek i tajniki calcio zaczął zgłębiać w Udinese. W Serie A zadebiutował 2 grudnia 2012 roku, wszedł wtedy na boisko z ławki w wygranym 4:1 meczu z Cagliari. Potem został wypożyczony do Empoli, gdzie grał pod okiem trenera Maurizio Sarriego, który po przejściu do Napoli ściągnął go do tego klubu. Gdy Carlo Ancelotti latem przejął po nim zespół z Neapolu, poprosił szefów klubu, żeby zatrzymali młodego polskiego pomocnika za wszelką cenę.

Prośba była jak najbardziej uzasadniona, bo Zielińskiego bardzo chciał mieć w u siebie w Liverpoolu Juergen Klopp. Po meczu z AC Milan Zieliński otrzymał znakomite noty, chociaż trener Ancelotti zdjął go z boiska w 72. minucie. „Zieliński jest bardzo dobry, ale mam w zespole wielu świetnych zawodników. Zmieniłem go, bo jego problemem, z którym muszę sobie poradzić jako trener, jest nieśmiałość. On musi uwierzyć w siebie i w to, że może nawet sam pociągnąć zespół do zwycięstwa. Na razie tej pewności w nim nie ma, przez co po dobrym okresie gry potrafi stać się na boisku niewidoczny” – wyjaśnił swoja decyzję Ancelotti.

SSC Napoli po dwóch kolejkach jest wiceliderem Serie A z takim samym dorobkiem jak prowadzący Juventus Turyn, który z Wojciechem Szczęsnym w bramce w 2. kolejce pokonał Lazio Rzym 2:0.