Problem z Grosickim

Restart piłkarskich rozgrywek w całej Europie sprawił, że niemal wszyscy piłkarze powoływani przez Jerzego Brzęczka do kadry albo wrócili do gry, albo rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. To daje nadzieję, że do wrześniowych meczów w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wszyscy kadrowicze zdążą osiągnąć wysoką formę. Na razie prezentują się różnie.

Poza wszelką konkurencją jest w tej chwili Robert Lewandowski, który po restarcie rozgrywek Bundesligi zachwyca skutecznością i mistrzowską formą, więc w jego przypadku możemy być chyba stuprocentowo pewni, że za dwa miesiące nie obniży lotów. Cieszy też coraz lepsza gra Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, a z kadrowiczów występujących w Bundeslidze jak na razie zawodzi jedynie Dawid Kownacki. Skrzydłowy Fortuny Duessledorf wyleczył już co prawda kontuzję i wrócił do meczowej kadry swojego zespołu, ale na razie grzeje ławę, a na domiar złego Fortunie grozi degradacja do niższej ligi, co może spowodować poważne perturbacje w karierze tego piłkarza. Kownacki jest najdroższym graczem ekipy z Duesseldorfu i po ewentualnym spadku klub pewnie będzie chciał się go szybko pozbyć, a jak wiadomo taka sytuacja raczej nie pomaga w uzyskaniu wysokiej formy.
Po restarcie rozgrywek przeciętnie jak na razie spisują się bramkarze. Wojciech Szczęsny w poniedziałkowym meczu Serie A Juventusu z Bologną (2:0) zachował co prawda czyste konto, ale grał niepewnie i było widać, że długa przerwa źle wpłynęła na jego dyspozycję. Za swój występ zebrał słabe noty. Niewiele lepiej wypadł też grający w Bolognie Łukasz Skorupski. Jeśli chodzi o innych kluczowych kadrowiczów występujących we włoskiej ekstraklasie, to do gry wrócili Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli oraz Karol Linetty i Bartosz Bereszyński w Sampdorii Genua. Ale cała czwórka, a także występujący obecnie w ekipie SPAL Arkadiusz Reca, szykują się do zmiany klubowych barw albo negocjują nowe kontrakty, zatem mogą wkrótce znaleźć się w podobnym położeniu, jak wspomniany wyżej Kownacki.
Także Łukasz Fabiański nie błyszczał w bramce West Hamu United w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu Premier League z Wolverhampton. Zdecydowanie lepiej oceniono grającego w Southampton na pozycji stopera Jana Bednarka w wygranym przez jego zespół 3:0 wyjazdowym meczu z Norwich. „Święci” mają 11 punktów przewagi nad strefą spadkową i Bednarek nie musi martwić się o swoją przyszłość.
Co innego Fabiański, bo jego drużynie zagraża widmo degradacji do Championship, z której do klubowej elity w Anglii próbują się dostać występujący w drużynie wicelidera tych rozgrywek, Leeds United, Mateusz Klich oraz pozyskany zimą z Hull City przez prowadzący w stawce West Bromwich Albion Kamil Grosicki. Niestety, o ile Klich po wznowieniu rozgrywek nie stracił pozycji podstawowego gracza, to lewoskrzydłowy naszej reprezentacji w nowym klubie nie tylko że nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce, to na dodatek w pierwszej kolejce po restarcie rozgrywek zabrakło dla niego miejsca nawet w szerokiej kadrze na mecz z Birmingham (0:0).
Trener West Bromwich Slaven Bilić w siedmiu ligowych kolejkach rozegranych przed zawieszeniem rozgrywek za każdym razem sadzał reprezentanta Polski na ławce rezerwowych i wpuszczał na boisko dopiero na ostatnie minuty meczów, w starciu z Birmingham nie zdecydował się nawet na takie rozwiązanie. „Chciałem mieć w odwodzie dwóch napastników, dlatego musiałem odesłać na trybuny dwóch pomocników i zdecydowałem, że będą to Conor Townsend i Kamil Grosicki. Wiem, że obaj są tym mocno rozczarowani, ale walczymy o awans i najważniejszy jest interes drużyny” – wyjaśnił chorwacki szkoleniowiec. Miejmy nadzieje, że po bezbramkowym remisie Bilić zmieni zdanie odnośnie przydatności polskiego piłkarza, bo jeśli nie, trener reprezentacji Polski będzie miał we wrześniu problem z obsadą lewego skrzydła, albo będzie musiał postawić na innego zawodnika.
Do gry wróciła też liga rosyjska, ale bez Sebastiana Szymańskiego, który wraz z dwoma innymi graczami Dynama Moskwa zaraził się koronawirusem i wylądował w szpitalu. W trakcie zawieszenia rozgrywek ulotniła się niestety wielka forma Grzegorza Krychowiaka, bo w pierwszym po restarcie meczu Lokomotiwu Moskwa, z FK Orenburg (1:0), nasz piłkarz dostał słabe noty za swój występ. W spotkaniu tym zagrał też Maciej Rybus, który wreszcie wyleczył kontuzję i jest w stanie grać na pełnych obrotach przez cały mecz.
Słabszy występ Krychowiaka nie wywołał w Rosji negatywnych reakcji. „To prawda, zagrał słabiej niż mogliśmy oczekiwać, ale bez wątpienia wkrótce wróci do swojej normalnej formy. Podczas niedzielnego spotkania był dobrze pilnowany i nie był w stanie uwolnić się od rywali. To wszystko dlatego, że jego szybkość nie była jeszcze wystarczająca” – napisano w ocenie występu kluczowego pomocnika reprezentacji Polski. Wypada mieć nadzieję, że „Krycha” szybko nadrobi te braki.

Polscy piłkarze nie zyskują na wartości

Łukasz Piszczek nie zapobiegł porażce Borussii Dortmund we wtorkowym meczu z Bayernem Monachium (0:1) w 28. kolejce Bundesligi, ale skutecznie przeszkodził Robertowi Lewandowskiemu z strzeleniu gola i tym samym znacznie zmniejszył jego szanse na pobicie legendarnego rekordu bramkowego Gerda Muellera.

Dla Borussii potyczka z Bayernem na własnym stadionie była ostatnią okazją, żeby dogonić monachijską jedenastkę, która przed 28. kolejką miała cztery punkty przewagi. Żeby ten ambitny cel udało się osiągnąć, należało w pierwszej kolejności powstrzymać Roberta Lewandowskiego. Jednym z graczy oddelegowanych do tego zadania był Łukasz Piszczek. Od dawna wiadomo, że obaj polscy piłkarze nie mają dobrych relacji, a poza tym Piszczek jest teraz kapitanem drużyny z Dortmundu, zatem miał podwójny powód, żeby nie patyczkować się w starciach z „Lewym”. I trzeba przyznać, że w środkach nie przebierał i kilka razy solidnie najlepszego strzelca bawarskiej jedenastki poturbował. Ostatecznie Lewandowski gola nie strzelił, ale zrobił to w pięknym stylu Joshua Kimmich i to jego trafienie zapewniło Bayernowi komplet punktów. Tak więc nic nie wyszło z wielkiego strzeleckiego pojedynku „Lewego” z okrzyczanym już na jego następcę 19-letnim Norwegiem Earlingiem Haalandem, który także bramki nie zdobył, a jeszcze na domiar złego musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.
W niemieckich mediach lepsze noty przyznawano na ogół Piszczkowi, podkreślając przy tym nie bez złośliwości, że „Lewy” zaczął być widoczny dopiero w ostatnich 10 minutach spotkania, gdy boisko opuścił Piszczek, za którego dla wzmocnienia ataku wszedł Mario Goetze. „Staruszek po raz kolejny pokazał, że zasłużył na nowy kontrakt. Po ra kolejny udowodnił, że mimo swoich 34 lat wciąż jest czołowym obrońcą w Bundeslidze” – pisano w komentarzach. Dla Piszczka mecz z Bayernem był 23. występem w tym sezonie Bundesligi i siódmym meczem ligowym z rzędu w roli kapitana zespołu.
Poprzeczka w górę, ale cena w dół
Co się zaś tyczy Lewandowskiego, to znowu poddawany jest w Niemczech niebywałej presji. Tym razem wszyscy fani futbolu w tym kraju zastanawiają się, czy Polak zdoła w tym sezonie pobić legendarny rekord strzelecki Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek, co jest do dzisiaj rekordem Bundesligi. Przez blisko pół wieku nikt nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia, a i Lewandowski jest od tego daleki, bo ma w tej chwili na koncie 27 goli, lecz już tylko sześć meczów do końca sezonu. Nawet dla niego uzyskanie 13 trafień w sześciu występach wydaje się zadaniem ponad siły, ale sam fakt, że tyle się w Niemczech o tym spekuluje, bynajmniej nie działa na korzyść kapitana reprezentacji Polski. Wręcz przeciwnie – stawiając tak wysoko Lewandowskiemu poprzeczkę, przestaje się doceniać należycie jego realne dokonania, czyli 27 goli w Bundeslidze i 41 trafień w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Ale taki to już los tego gracza, że im więcej na boisku pokazuje, tym więcej wszyscy od niego oczekują. I to potem rzutuje na wystawiane mu oceny, wycenę jego rynkowej wartości czy miejsce w prestiżowych rankingach.
Dowodzi tego choćby sporządzona ostatnio przez firmę doradczą KPMG Football Benchmark ocena transferowej wartości najdroższych na rynku polskich piłkarzy. Uczciwie oceniając, od kilku lat Lewandowski jest liderem tego zestawienia i jeśli coś się w tym względzie zmienia, to jedynie różnica między nim a resztą klasyfikowanych graczy.
Wedle oceny sporządzonej przez wspomniana agencję KPMG, rynkowa wartość czołowych pięciu polskich piłkarzy, grających w najsilniejszych ligach europejskich, w efekcie pandemii spadła o około 25 procent, z 245 do 180 mln euro. Numerem 1 jest w tym zestawieniu Lewandowski, którego w lutym wyceniano na 88 mln euro, a teraz jego wartość przeszacowano na kwotę 72 mln euro. To daje mu dopiero piątą lokatę w Bundeslidze, chociaż jest jednocześnie najwyżej wycenionym zawodnikiem Bayernu, lidera rozgrywek i murowanego faworyta do kolejnego z rzędu mistrzowskiego tytułu.
Kwartet także po przecenie
Drugi na liście najwartościowszych polskich piłkarzy jest bramkarz Juventusu Turyn Wojciech Szczęsny, którego rynkowa wartość zmniejszono z 52 do 40 mln euro. Wśród najdroższych bramkarzy w europejskich klubach daje mu to ósme miejsce.
Trzeci na liście jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, którego właśnie ten włoski klub przymierza do transferu i chce za niego równe 50 mln euro. Ale wedle opinii analityków KPMG po przecenie koronawirusowej Milik, za którego Napoli zapłaciło w 2016 roki 35 mln euro, dzisiaj wart jest 27-29 mln euro. Jeszcze mocniej przeceniono trzeciego napastnika w tym gronie, Krzysztofa Piątka, który przeszedł z AC Milan do Herthy Berlin za 27 mln euro, zaś teraz wedle KPMG kosztuje nie więcej niż 21 mln euro. Piątek może jednak na takie wyceny bimbać, bo ma kontrakt do 2025 roku, dopiero 24 lata i sporo czasu, żeby podbić serca kibiców tego berlińskiego klubu.
W miniona środę w końcu przełamał strzelecką niemoc i w wyjazdowym spotkaniu Herthy z RB Lipsk, chociaż znowu wszedł na boisko z ławki rezerwowych, to strzelił gola na 2:2 i zapewnił swojej drużynie cenny punkt. Najdziwniejsza jest jednak przecena wartości Piotra Zielińskiego z 42 na 24 mln euro, bo ten 26-letni pomocnik jest dzisiaj obiektem pożądania kilku topowych europejskich klubów, więc chociaż Napoli oferuje mu za przedłużenie kontraktu podwojenie gaży, to wcale nie musi się na to godzić.
W badaniu KPMG Football Benchmark bierze pod uwagę dziesięć różnych czynników mających wpływ na wartość piłkarza, w tym między innymi wiek, pozycję na jakiej gra, długość kontraktu, wyniki zawodnika oraz klubu, potencjał medialny i reklamowy piłkarza.
Tymczasem piłkarz jest tyle wart, ile ktoś zechce za jego transfer zapłacić. A o tym zawsze decyduje przydatność na boisku.

Szczęsny już w Turynie

Zagraniczni gracze Juventusu Turyn wracają powoli do Włoch. W ekipie lidera Serie A zameldowali się już m.in. Cristiano Ronaldo, Wojciech Szczęsny, Danilo i Douglas Costa. Na razie przechodzą kwarantannę.

Zgodnie z wytycznymi włoskich władz przed wznowieniem treningów piłkarze muszą przejść 14-dniową kwarantannę. We wtorek część zawodników Juventusu, którzy w trakcie przerwy w rozgrywkach przebywali w Turynie, po przejściu testów na obecność koronawirusa wznowiła treningi. Piłkarze na razie mogą jednak ćwiczyć tylko indywidualnie. Z zagranicznych gwiazd Juventusu nie wrócił jeszcze Gonzalo Higuain, który wciąż przebywa w ojczystej Argentynie. Natomiast u innego z argentyńskich graczy „Starej Damy”, Paulo Dybali, wykryto obecność wirusa Covid-19, ale nie ma już objawów choroby. Turyński klub poinformował, że dwa ostatnie testy dały wynik negatywny, zatem można uznać, że piłkarz jest już całkowicie zdrowy.
Wojciech Szczęsny przed powrotem do Turynu przebywał w Warszawie, gdzie ostatnio ćwiczył pod okiem trenera bramkarzy reprezentacji Polski Andrzeja Woźniaka.

Szalony rajd Szczęsnego

Wojciech Szczęsny po obowiązkowej kwarantannie w Juventusie tak się stęsknił za przebywającymi w Polsce żoną i synkiem, że zaryzykował dla nich podróż samochodem z Turynu do Warszawy.

Żona Szczęsnego, Marina Łuczenko, opublikowała w mediach społecznościowych filmik, na którym bramkarz Juventusu Turyn wita się ze swoimi synkiem, Liamem. I przy tej okazji wyszło na jaw, że nasz reprezentacyjny bramkarz kopnął się z Turynu do Warszawa swoim autem, gdy tylko się okazało, że nie ma szans na podróż do Warszawy samolotem. A dlaczego musiał rozstać się z najbliższymi? Przypomnijmy, że Szczęsny, podobnie jak wszyscy gracze Juventusu, musiał poddać się kwarantannie, bo u trzech graczy „Starej Damy”, Daniele Ruganiego, Paulo Dybali i Blaise’a Matuidiego, wykryto koronawirusa. On musiał zostać w Turynie sam, bo chwilę wcześniej jego żona wraz synkiem wyskoczyła w swoich zawodowych sprawach do Polski.
I w ten sposób na ponad dwa tygodnie rodzina musiała się rozstać. Szczęsny w tym czasie, jak każdy z zawodników Juventusu, musiał zgodzić się na odebranie czterech miesięcznych pensji, co dla niego oznaczało stratę około 10 milionów złotych. Na osłodę mógł natomiast poczytać o sobie wiele pozytywnych opinii we włoskich mediach. Podkreślano w nich, że Juventus zrobił na nim znakomity interes, bo dwa i pół roku temu wykupił go z Arsenalu Londyn za niespełna 15 mln euro, podczas gdy dzisiaj transferową wartość 29-letniego reprezentanta Polski szacuje się na co najmniej 60 mln euro.
Na boisku póki co nie może tego potwierdzić, bo liga włoska z powodu pandemii nie gra, a piłkarze nie mogą nawet wspólnie trenować. Szczęsny poprosił więc o zgodę na odwiedzenie rodziny w Warszawie. Ponieważ loty do Polski są odwołane, zdecydował się na trochę szaloną wyprawę samochodem. Za kierownicą swojego auta musiał spędzić w sumie kilkanaście godzin, a potem, już w Warszawie, musiał poddać się kolejnej obowiązkowej kwarantannie. Ale skoro przywitał się z synkiem i żoną, to przynajmniej tym razem nie musi jej przechodzić w samotności.

Szalony rajd Szczęsnego

Wojciech Szczęsny po obowiązkowej kwarantannie w Juventusie tak się stęsknił za przebywającymi w Polsce żoną i synkiem, że zaryzykował dla nich podróż samochodem z Turynu do Warszawy.

Żona Szczęsnego, Marina Łuczenko, opublikowała w mediach społecznościowych filmik, na którym bramkarz Juventusu Turyn wita się ze swoimi synkiem, Liamem. I przy tej okazji wyszło na jaw, że nasz reprezentacyjny bramkarz kopnął się z Turynu do Warszawa swoim autem, gdy tylko się okazało, że nie ma szans na podróż do Warszawy samolotem. A dlaczego musiał rozstać się z najbliższymi? Przypomnijmy, że Szczęsny, podobnie jak wszyscy gracze Juventusu, musiał poddać się kwarantannie, bo u trzech graczy „Starej Damy”, Daniele Ruganiego, Paulo Dybali i Blaise’a Matuidiego, wykryto koronawirusa. On musiał zostać w Turynie sam, bo chwilę wcześniej jego żona wraz synkiem wyskoczyła w swoich zawodowych sprawach do Polski.
I w ten sposób na ponad dwa tygodnie rodzina musiała się rozstać. Szczęsny w tym czasie, jak każdy z zawodników Juventusu, musiał zgodzić się na odebranie czterech miesięcznych pensji, co dla niego oznaczało stratę około 10 milionów złotych. Na osłodę mógł natomiast poczytać o sobie wiele pozytywnych opinii we włoskich mediach. Podkreślano w nich, że Juventus zrobił na nim znakomity interes, bo dwa i pół roku temu wykupił go z Arsenalu Londyn za niespełna 15 mln euro, podczas gdy dzisiaj transferową wartość 29-letniego reprezentanta Polski szacuje się na co najmniej 60 mln euro.
Na boisku póki co nie może tego potwierdzić, bo liga włoska z powodu pandemii nie gra, a piłkarze nie mogą nawet wspólnie trenować. Szczęsny poprosił więc o zgodę na odwiedzenie rodziny w Warszawie. Ponieważ loty do Polski są odwołane, zdecydował się na trochę szaloną wyprawę samochodem. Za kierownicą swojego auta musiał spędzić w sumie kilkanaście godzin, a potem, już w Warszawie, musiał poddać się kolejnej obowiązkowej kwarantannie. Ale skoro przywitał się z synkiem i żoną, to przynajmniej tym razem nie musi jej przechodzić w samotności.

Niedoceniany Szczęsny

Bramkarz Juventusu Turyn i reprezentacji Polski Wojciech Szczęsny chyba tylko we Włoszech jest należycie doceniany. Zauważyli to niedawno dziennikarze „La Gazzetta dello Sport”, gdy dokonali analizy boiskowych dokonań golkiperów w najsilniejszych ligach europejskich. Z ich wyliczeń wyszło, że Polak broni 80 procent strzałów oddawanych na jego bramkę. Pod tym względem lepszy od niego jest tylko brazylijski bramkarz Liverpoolu Alisson Becker.

Włoska „La Gazzetta dello Sport” podaje, że Szczęsny zanotował w tym sezonie aż 79,8 procent skutecznych interwencji. Minimalnie lepszy od Polaka jest pod tym względem tylko golkiper Liverpoolu Alisson Becker, który zatrzymał 80,4 procent strzałów zmierzających do jego bramki. W czołówce znaleźli się także: Predrag Rajković z francuskiego Reims (79,1 procent), Hugo Lloris z Tottenhamu (78,1) i broniący barw Lazio Thomas Strakosha (77,9). „Postawa Szczęsnego musi cieszyć nie tylko trenera Maurizio Sarriego, ale i jego kolegów z zespołu. To szalenie inteligentny człowiek, zawsze skory do żartów, ale w szatni zawsze miły i koleżeński. To prawdopodobnie najbardziej niedoceniany piłkarz Juventusu, chociaż na boisku prawie nigdy nie zawodzi. W tym sezonie miał może dwa, może trzy słabsze występy, ale słabsze nie znaczy, że słabe” – podkreślono w komentarzu „La Gazzetta dello Sport”. W obecnych rozgrywkach reprezentant Polski zaliczył w barwach Juventusu 26 występów, w których wpuścił 25 goli, ale w 10 z nich zachował czyste konto.
Trudno zatem zrozumieć dlaczego Szczęsny, chociaż prezentuje znakomitą formę już kolejny sezon z rzędu, w różnych bramkarskich rankingach nie jest umieszczany nie tylko w ich czołówce, ale często w ogóle nie jest nawet w nich uwzględniany. Ostatnim przykładem takiej ewidentnie niesprawiedliwej oceny jest ranking dziesięciu najlepszych bramkarzy w Europie opublikowany przez angielski branżowy portal piłkarski „Squawka”. Wedle niego na miejsce w Top 10 Polak nie zasłużył, chociaż ma lepsze meczowe statystyki od większości sklasyfikowanych w nim bramkarzy. Mimo to w zestawieniu znalazł się węgierski golkiper RB Lipsk Peter Gulacsi, chociaż jego procent skutecznych obron wynosi 72,09 (przypomnijmy, że Szczęsny 79,8).
Liderem rankingu wg. Squawka” jest słoweński bramkarz Atletico Madryt Jan Oblak, który też ma gorszy procent skuteczności niż polski bramkarz, ale on przynajmniej ma chociaż więcej meczów z czystym kontem (11). Drugie miejsce w zestawieniu przyznano Alissonowi Beckerowi, a gwoli przypomnienia Brazylijczyk według „La Gazzetta dello Sport” ma największy procent obronionych strzałów, co jest w przypadku bramkarza kluczowym kryterium.
Spójrzmy jednak, jakich to innych jeszcze golkiperów angielscy spece postawili wyżej nad Szczęsnego. Trzecie miejsce w ich rankingu zajął Thibaut Courtois (Real Madryt), a kolejne: Marc-Andre Ter Stegen (FC Barcelona), Keylor Navas (Paris Saint-Germain), Manuel Neuer (Bayern Monachium), Peter Gulacsi (RB Lipsk), Samir Handanovic (Inter Mediolan), David de Gea (Manchester United) i Ederson (Manchester City).
Szczęsny na jego szczęście nie musi przejmować się opiniami angielskich portali, bo do 2024 roku będzie graczem Juventusu i wiele wskazuje, że już do angielskiej ligi nie wróci. „Jestem zdecydowanie bardziej zadowolony, kiedy wykonuję pozornie łatwą interwencję. Kiedy mogę złapać piłkę zamiast ją wybijać, oznacza to, że dobrze się ustawiłem, wyczułem idealny moment i technicznie zrobiłem wszystko bez zarzutu. W 90 procentach tych tak zwanych cudownych interwencjach chodzi o to, że wcześniej nie przygotowałeś się do nich idealnie” – tłumaczył w wywiadzie dla klubowej telewizji Juve. Szczęsny ostatnio stał się też specem od bronienia rzutów karnych. W ostatnich dwóch sezonach obronił pięć strzałów z jedenastu metrów przy sześciu wpuszczonych, m.in. Gonzalo Higuaina i Ciro Immobile. To świetny wynik. W Serie A Polak zachował czyste konto w 28 z rozegranych dotąd 61 ligowych meczów (46 procent). To najlepszy współczynnik we włoskiej ekstraklasie. Poza tym wpuszcza średnio 0,7 gola na mecz, co również jest najlepszym wynikiem w Serie A. Przedłużenie kontraktu z turyńskim potentatem oznaczało dla reprezentanta Polski prawie dwukrotną podwyżkę wynagrodzenia. Wedle nieoficjalnych informacji nowa umowa gwarantuje mu siedem milionów euro rocznie plus premie, co awansuje go do grona najlepiej opłacanych graczy w Serie A. Włosi nie mają wątpliwości, że na to zasługuje.
Mimo to co jakiś czas pojawiają się medialne spekulacje, że Juventus rozważa sprowadzenie nowego bramkarza. Nie zawsze dodaje się w nich, że turyński klub szuka zawodnika na miejsce Gianluigiego Buffona, który w tej chwili pełni rolę zmiennika Szczęsnego. Ale na personalnej karuzeli bramkarzy, którymi rzekomo interesuje się Juventus, zawsze pojawiają się „poważne” nazwiska. Problem w tym, że dzisiaj kluby już nie są skłonne na wydawanie wielkich pieniędzy na golkiperów. Nauczył ich tego przykład najdroższego aktualnie bramkarza na świecie, Hiszpana Kepy Arrizabalagi, którego Chelsea Londyn półtora roku temu wykupiła z Athletic Bilbao za 80 mln euro. Dzisiaj hiszpański bramkarz należy do najsłabszych w Premier League i londyński klub rozważa wystawienie go na listę transferową.

Brzęczek nawet nie wysłał powołań

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek miał w miniony poniedziałek rozesłać powołania dla kadrowiczów na marcowe mecze towarzyskie z Finlandią we Wrocławiu i Ukrainą w Chorzowie. Z oczywistego powodu, jakim jest epidemia koronawirusa, już od dawna było wiadome, że oba spotkania się nie odbędą.

Zakaz rozgrywania imprez masowych, nakaz unikania skupisk ludzkich – to tylko niektóre przeszkody w zorganizowaniu marcowego zgrupowania kadry. Wirus COVID-19 dotknął także reprezentantów Polski, bo zaraził się nim występujący na co dzień w Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński. Ale nie tylko on nie mógłby przyjechać na zgrupowanie kadry. Także inni gracze grający w lidze włoskiej nie mogliby tego zrobić, a bez Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Thiago Cionka, Karola Linettego, Arkadiusza Recy i wspomnianego Bereszyńskiego, trener Brzęczek raczej nie miałby po co organizować sparing reprezentacji. Decyzja o rezygnacji z marcowych meczów była więc jedynie formalnością.
Spotkania z Ukrainą i Finlandią na razie przełożono na czerwiec, lecz szansa na ich rozegranie jest iluzoryczna. Po prostu nie będzie na nie wolnych terminów.

48 godzin sport

Odebrali Polakom rekord globu
World Athletics (dawna IAAF) oficjalnie uznała, że rekord świata w biegu 4×400 metrów, wynoszący 3:01,51, należy do sztafety uniwersytetu z Houston biegnącej w składzie: Amere Lattin, Obie Igbokwe, Jermaine Holt i Kahmari Montgomery. Ta decyzja odebrała prymat polskiej sztafecie, która w 2018 roku podczas halowych mistrzostw świata w Birmingham nie tylko sensacyjnie zdobyła złoty medal, ale przy okazji dokonała tego z najlepszym wówczas wynikiem na świecie – 3:01,77. Niestety, Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina niedługo cieszyli się z rekordu świata, bo kilka dni później sztafeta uniwersytetu w Houston poprawiła ich rezultat o 0,26 s. wynik Amerykanów długo jednak czekał na ratyfikację przez światową federację lekkoatletyczną.

Marcisz wicemistrzynią juniorek
Izabela Marcisz zdobyła srebrny medal rozgrywanych w Oberwiesenthal mistrzostw świata juniorek. Polka zajęła drugie miejsce w sprincie stylem dowolnym. Wygrała Szwedka Louise Lindstroem, a na trzecim stopniu podium stanęła Szwajcarka Siri Wigger. W poniedziałek odbędzie się bieg na 5 kilometrów stylem klasycznym, a w środę zawodniczki powalczą na 15 km techniką dowolną.

Brąz dla polskiej kolarki
Daria Pikulik zdobyła na torze kolarskim w Berlinie brązowy medal mistrzostw świata w konkurencji omnium i przypieczętowała awans do igrzysk olimpijskich w Tokio. Dla 23-leptniej polskiej zawodniczki to życiowy sukces. W stolicy Niemiec przegrała tylko z Japonką Yumi Kajiharą i Włoszką Letizią Paternoster.

Ukrainka ukrywała doping?
Dwukrotna mistrzyni Europy w biegu na 800 m Natalija Krol (wcześniej startująca pod nazwiskiem Pryszczepa), została zawieszona po wykryciu w jej organizmie hydrochlorotiazydu. Środek ten działa moczopędnie i jest używany w leczeniu nadciśnienia tętniczego, ale w sporcie stosowany jest do maskowania śladów po stosowaniu niedozwolonych środków dopingowych. 25-letniej ukraińskiej biegaczce grozi nawet czteroletnia dyskwalifikacja.

Piątek trafił w Bundeslidze
Krzysztof Piątek zdobył z rzutu karnego bramkę dla Herthy Berlin w zremisowanym 3:3 meczu 24. kolejki Bundesligi z Fortuną Duesseldorf. Była to pierwsze ligowe trafienie 24-letniego napastnika w barwach niemieckiego klubu.

Zmiany w rosyjskiej federacji
Biznesmen i polityk Jewgienij Jurczenko wybrany został w piątek w Moskwie na prezesa Wszechrosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej. Był jedynym kandydatem na tę funkcję. Za kandydaturą 52-letniego Jurczenki opowiedziało się 53 delegatów, siedmiu było przeciw, a trzech wstrzymało się od głosu. Nowy sternik rosyjskiej „królowej sportu” zastąpił Dmitrija Szliachtina, który podał się do dymisji. Głównym celem Jurczenki jest zapobieżenie całkowitemu wykluczeniu rosyjskich lekkoatletów z igrzysk w Tokio.

Koronawirus paraliżuje Serie A
Z powodu epidemii koronawirusa w piłkarskiej Serie A odwołano pięć spotkań: szlagierowej potyczki lidera Juventusu Turyn z trzecim w tabeli Interem Mediolan oraz Udinese z Fiorentiną, AC Milan z Genoą, Parmy ze SPAL Ferrara i Sassuolo z Brescią. Władze ligi podały, że te spotkanie zostały przełożone na 13 maja. Pierwotnie wszystkie te spotkania miały zostać rozegrane bez udziału publiczności. Bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny miał zatem w ten weekend wolne, ale jego koledzy z kadry, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński i Łukasz Skorupski, o ligowe punkty musieli jednak powalczyć. Bologna ze Skorupskim w bramce przegrała na wyjeździe z Lazio Rzym 0:2, za to SSC Napoli z Milikiem i Zielińskim w wyjściowym składzie pokonało 2:1 AC Torino

Pierwsza porażka Liverpoolu
FC Liverpool nie będzie samodzielnym rekordzistą Premier League w liczbie wygranych meczów z rzędu. Ekipa „The Reds” w poprzedniej, 27. kolejce, wygrała po raz 18. i wyrównała rekordowe osiągnięcie Manchesteru City, który trzy sezony temu także zanotował serię 18 wygranych spotkań z rzędu. Znakomitą serię ekipy Juergena Kloppa w minioną sobotę sensacyjnie przerwała 17. w tabeli drużyna Watfordu, która wygrał z Liverpoolem 3:0. Zespół prowadzony przez trenera Nigela Pearsona jako pierwszy w tym sezonie pokonał „The Reds” w rozgrywkach Premier League.

Kontrakt dla Polaka w MLS
Kacper Przybyłko podpisał nowy kontrakt z klubem amerykańskiej MLS Philadelphia Union. W poprzednim sezonie 26-letni polski napastnik w 26 spotkaniach tego zespołu strzelił 15 bramek. Nowa umowa obowiązuje do końca 2023 roku.

Wróciła I liga piłkarska
Po przerwie zimowej wznowiła rozgrywki I liga piłki nożnej. Wyniki 21. kolejki spotkań: GKS Bełchatów – GKS Jastrzębie 0:0, Stomil Olsztyn – Odra Opole 4:2, GKS Tychy – Sandecja Nowy Sącz 2:2, Miedź Legnica – Zagłębie Sosnowiec 0:2, Bruk-Bet Nieciecza – Chojniczanka Chojnice 1:2, Olimpia Grudziądz – Stal Mielec 0:5. Niedzielne mecze Podbeskidzia Bielsko-Biała z Wigrami Suwałki oraz Puszczy Niepołomice z Chrobrym Głogów zakończyły się po zamknięciu wydania, natomiast spotkanie Warty Poznań z Radomiakiem Radom odbędzie się w poniedziałek 2 marca.

VERVA znów liderem PlusLigi
Siatkarze zespołu VERVA Warszawa Orlen Paliwa mecz 22. kolejki PlusLigi z GKS Katowice rozegrali w Płocku, gdzie mieści się siedziba głównego sponsora klubu. Warszawianie zwyciężyli 3:2 (19:25, 17:25, 25:21, 25:23, 15:13) i dzięki zdobytym punktom odzyskali pozycję lidera rozgrywek. Drugą lokatę ze stratą jednego punktu do VERVY zajmuje zespół Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle, który w 22. kolejce także 3:2 pokonał u siebie Trefl Gdańsk. Dobrą formę zademonstrowała natomiast ekipa Jastrzębskiego Węgla, która pokonała 3:0 Asseco Resovię Rzeszów.

Wirus paraliżuje sport

Premier Włoch Giuseppe Conte podjął w miniony weekend decyzję o odwołaniu czterech spotkań Serie A: Interu z Sampdorią w Mediolanie, Atalanty z Sassuolo w Bergamo, Hellas z Cagliari w Weronie, czyli w miastach Lombardii oraz Torino – Parma w stolicy Piemontu Turynie. W tych regionach wykryto pierwsze w Europie poważne ogniska koronawirusa.

Trudno dziwić się decyzjom włoskiego premiera, bo w kraju narasta panika. W północnych Włoszech zdiagnozowano 132 zakażone osoby, a liczba zmarłych rośnie z dnia na dzień. Wiele gmin odcięto od świata i rozpoczęto w nich kwarantannę. Sytuacja na Półwyspie Apenińskim jest jednak dynamiczna i zmienia się każdego dnia, ale już można stwierdzić, że w sportowym kalendarzu koronawirus już doprowadził do potężnych perturbacji, a coraz więcej wskazuje, że może go w najbliższym czasie wręcz zdemolować.
Nowe terminy odwołanych meczów nie zostały wyznaczone, bo terminarz ligowy ze względu na Euro 2020 jest napięty, ale kolejne włoska federacja, w porozumieniu z UEFA, nakazała rozegrać bez udziału publiczności. A zatem przy pustych trybunach odbędzie się czwartkowe spotkanie w 1/16 finału Ligi Europy Interu Mediolan z Łudogorcem Razgrad (gra w tej drużynie Polak Jakub Świerczok) oraz sześć meczów w najbliższej kolejce Serie A: Juventus (Wojciech Szczęsny) – Inter, Udinese (Łukasz Teodorczyk) – Fiorentina (Barłomiej Drągowski), AC Milan – Genoa, Parma – SPAL (Thiago Cioneg, Arkadiusz Reca), Sassuolo – Brescia i Sampdoria (Karol Linetty, Bartosz Bereszyński) – Hellas Werona (Mariusz Stępiński).
Perturbacje w sportowym kalendarzu nie dotknęły wyłącznie futbolu. Odwołano również finał tenisowego challengera w Bergamo, a także spotkania w ligach siatkówki, koszykówki, golfa i zawody pływackie. Włoska federacja siatkówki wraz z organizację kierującą ligami kobiet i mężczyzn zdecydowała o zawieszeniu wszelkich rozgrywek do 1 marca. Jednocześnie wyrażono nadzieję, że od 2 marca będą mogły się odbywać mecze bez udziału publiczności. Decyzja została ogłoszona w poniedziałek przed południem po nadzwyczajnym spotkaniu siatkarskich działaczy w Bolonii i jest ona efektem nacisków włoskich władz, które starają się ograniczyć rozprzestrzenianie koronawirusa na terenie Italii. „Za decyzją stoi troska o ochronę zdrowia wszystkich członków włoskiego środowiska siatkarskiego” – podkreślono.
Federacja ma też wysłać list do ministra ds. młodzieży i sportu Vincenzo Spadafory oraz Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI) z zapytaniem o możliwe działania, które mogłyby pomóc w zapewnieniu możliwości choćby kontynuacji treningów. Federacja ma skierować również pismo do Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV), w którym poruszy temat udziału włoskich drużyn w europejskich pucharach, m.in. pomiędzy 3 a 5 marca powinno się odbyć pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów między Trentino Itasem a Jastrzębskim Węglem.
We włoskiej ekstraklasie zarówno mężczyzn, jak i kobiet gra kilkoro reprezentantów Polski, z Wilfredo Leonem, Bartoszem Kurkiem, Mateuszem Bieńkiem czy Malwiną Smarzek-Godek i Joanną Wołosz na czele. Z kolei trenerem drużyny siatkarzy z Perugii, w której występuje Leon, jest selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen.
W Europie to pierwsze tak radykalne decyzje dotyczące imprez sportowych. Wcześniej Światowa Federacja Lekkoatletyczna przełożyła o rok zaplanowane na marzec halowe mistrzostwa świata w Nankinie (miasto we wschodnich Chinach), a Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Władze Formuły 1 odwołały natomiast zaplanowany na 19 kwietnia wyścig o Grand Prix Chin w Szanghaju. Światowa federacja narciarska rozważa odwołanie marcowych mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy, bo Słowenia graniczy z regionami Włoch ogarniętymi epidemia koronawirusa. Nieciekawie też jawią się perspektywy rozgrywek w piłkarskich pucharach, a nawet rozpoczynającego się w czerwcu turnieju o mistrzostwo Europy. UEFA szuka już gorączkowo opcji zastępczych, gdyby trzeba było zmienić areny Euro 2020.
Jeszcze większy znak zapytania stawiany jest przy igrzyskach w Tokio. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori zapewnia, że „przebiegną w sposób bezpieczny dla sportowców i publiczności”, lecz japoński wirusolog Hitoshi Oshitani, który doradzał Światowej Organizacji Zdrowia podczas epidemii SARS, przyznał na łamach „Japan Today”, że „gdyby igrzyska w Tokio miały zacząć się jutro, to w ogóle by się nie odbyły”. I przypomniał, że Japonia jest obecnie drugim po Chinach największym na świecie ośrodkiem epidemii. A pokonanie poprzedniej ogólnoświatowej epidemii, czyli wspomnianego SARS, zajęła naukowcom i lekarzom ponad 10 miesięcy. Teraz spekuluje się, że opracowanie skutecznej szczepionki może potrwać nawet półtora roku.

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.