Gdy radykalne hasła spotykają się z realną walką o władzę
Najpierw Unia Europejska ma być źródłem niemal wszystkich problemów. Potem, gdy rośnie poparcie i pojawia się perspektywa realnego rządzenia, hasła stają się ostrożniejsze. W Niemczech część polityków AfD proponuje dziś pozostawienie euro i wspólnego rynku. W Polsce Sławomir Mentzen w 2019 roku mówił o „piątce Konfederacji”, w której znalazło się hasło „nie chcemy Unii Europejskiej”. W kampanii prezydenckiej 2025 Polexitu wśród jego głównych postulatów już nie było. Czy to dojrzewanie polityczne, czy dowód, że radykalne hasła są przede wszystkim narzędziem zdobywania poparcia?
AfD powstała przeciw euro. Teraz euro może zostać
Alternatywa dla Niemiec powstała w 2013 roku przede wszystkim jako ruch sprzeciwu wobec polityki ratowania strefy euro.
Dotychczasowy program AfD pozostaje bardzo daleko od dzisiejszego modelu integracji europejskiej. Oficjalny dokument partii przewiduje, że jeśli proponowane przez nią reformy Unii nie będą możliwe, Niemcy powinny wystąpić z UE albo doprowadzić do zastąpienia obecnej Unii nową wspólnotą gospodarczą.
Teraz pojawił się jednak nowy dokument strategiczny.
Według Reutersa i „Süddeutsche Zeitung” grupa polityków AfD proponuje odejście od dotychczasowego twardego kursu wobec euro. Dokument zakłada zachowanie wspólnej waluty i jednolitego rynku oraz próbę przebudowania Unii w luźniejszy związek suwerennych państw. Jeśli negocjacje takiej reformy zakończyłyby się niepowodzeniem, nadal przewidywane byłoby referendum dotyczące członkostwa Niemiec w UE. Nie jest to więc nagłe przejście AfD na pozycje euroentuzjastyczne, lecz wyraźna zmiana taktyki części ugrupowania.
Zmienia się zatem przede wszystkim metoda.
Nie: wyjść i rozbić.
Raczej: pozostać, zdobyć większe wpływy i przebudować Unię od środka.
Kiedy zbliża się władza, rewolucja robi się mniej wygodna
Ta zmiana nie zachodzi w politycznej próżni.
Reuters podaje, że AfD chce w kolejnych latach przełamać izolację i wejść do rządu federalnego. Obecnie inne główne niemieckie partie nadal odrzucają współpracę z ugrupowaniem.
To tworzy prosty problem polityczny.
Partia protestu może obiecywać wywrócenie całego systemu. Partia aspirująca do rządzenia musi natomiast przekonać ludzi, którzy chcą zmiany, ale niekoniecznie chcą gospodarczej i instytucjonalnej rewolucji.
Przedsiębiorca korzystający ze wspólnego rynku może krytykować Brukselę, ale jednocześnie nie chcieć likwidacji swobodnego przepływu towarów.
Pracownik może sprzeciwiać się części polityki UE, ale nie chcieć utrudnień w pracy za granicą.
Eksporter może głosować na prawicę, ale niekoniecznie marzyć o rozmontowaniu rynku, na którym sprzedaje swoje towary.
Radykalne hasła zaczynają wtedy zderzać się z interesami własnych wyborców.
W Polsce mieliśmy „piątkę Mentzena”
Polska prawica dostarcza podobnego materiału do analizy.
W 2019 roku Sławomir Mentzen podczas wystąpienia dotyczącego strategii wyborczej mówił o badaniach, grupach fokusowych i sprawdzaniu, jaki przekaz trafia do wyborców.
W tym kontekście pojawiła się słynna „piątka Konfederacji”:
„Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”.
Relacjonujące wystąpienie media zwracały uwagę, że Mentzen przedstawiał te hasła w kontekście skuteczności politycznego przekazu i mobilizowania











