Po tragicznych atakach w polskich szkołach internet zalały groźby i fałszywe informacje. Telewizja Republika apelowała nawet, by rodzice nie posyłali dzieci do szkół. Tymczasem ustalenia dotyczące części zatrzymanych nastolatków prowadzą w inną stronę: do neonazizmu, faszystowskich symboli, zamkniętych grup internetowych i badanego przez służby rosyjskiego śladu. W tle pozostaje też polityczny spór o przepisy, które miały dać państwu skuteczniejsze narzędzia walki z nielegalnymi treściami i dezinformacją.
Po atakach w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach w sieci zaczęły krążyć informacje o kolejnych rzekomych zamachach, listach zagrożonych szkół oraz internetowym „challenge’u”.
Policja apelowała o niepowielanie niesprawdzonych informacji. Mimo to Telewizja Republika wyemitowała alarmistyczny komunikat: „Nie posyłaj jutro swoich dzieci do szkół”.
Jednocześnie na antenie stacji pojawiały się paski obciążające odpowiedzialnością „lewacką ideologię” i politykę obecnego rządu.
Tyle że informacje zbierane przez dziennikarzy i służby pokazują znacznie bardziej skomplikowany obraz.
Swastyki i skrajnie prawicowa radykalizacja
Według ustaleń o2.pl część nastolatków związanych z planowanymi lub przeprowadzonymi atakami interesowała się neonazizmem, faszyzmem oraz ekstremistycznymi treściami publikowanymi na Discordzie, Telegramie i platformach związanych z grami.
13-latek zatrzymany pod Wąbrzeźnem miał mieć wyciętą na ręku swastykę. Według nieoficjalnych informacji również 15-letni sprawca ataku pod Wyszkowem miał na ciele faszystowski symbol.
W internetowych grupach, do których docierali młodzi ludzie, pojawiały się pochwały faszyzmu, nazizmu, przemocy i rosyjskich działań.
Nie dowodzi to, że wszystkie ataki miały jedno ideologiczne źródło. Pokazuje jednak, że problem radykalizacji części młodzieży przez skrajnie prawicowe i neonazistowskie treści nie może być pomijany.
Trudno więc nie zauważyć kontrastu: gdy część prawicowych mediów mówi o „lewackiej ideologii w szkołach”, śledczy badają nastolatków, którzy mogli fascynować się dokładnie przeciwnym biegunem politycznego ekstremizmu.
Rosyjski ślad jest badany
W sprawie pojawia się również Rosja.
Rzecznik służb specjalnych Jacek Dobrzyński potwierdził, że badane jest, czy sprawcy mogli być inspirowani przez osoby z zewnątrz. Rosyjski wątek nie został wykluczony.
Wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański informował natomiast, że część treści kierowanych do nastolatków pochodzi spoza Polski – potencjalnie z Rosji lub Białorusi.
Trzeba jednak jasno zaznaczyć: nie ma obecnie dowodu, że rosyjskie służby zorganizowały ataki na polskie szkoły.
Badane są wpływy, internetowa radykalizacja oraz możliwe próby wykorzystywania strachu i chaosu informacyjnego.
Nawrocki zawetował ustawę Gawkowskiego
Do tej historii dochodzi jeszcze jeden polityczny paradoks.
W styczniu 2026 r. prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy przygotowanej przez rząd i resort cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, która miała wdrażać unijny Akt o usługach cyfrowych – DSA.
Przepisy miały dać państwu i użytkownikom skuteczniejsze narzędzia do walki z nielegalnymi treściami, dezinformacją i nadużyciami wielkich platform internetowych.
Nawrocki argumentował, że rozwiązania mogły prowadzić do „administracyjnej cenzury” internetu. 9 stycznia ustawa została zawetowana.
Nie można oczywiście twierdzić, że prezydenckie weto spowodowało późniejsze ataki albo radykalizację nastolatków. Takiego związku nie ma podstaw dowodzić.
Ale polityczne tło jest warte przypomnienia.
Państwo od miesięcy dyskutowało o tym, jak szybciej reagować na nielegalne i ekstremistyczne treści w sieci. W tym samym czasie platformy takie jak Telegram czy Discord pozostawały przestrzenią, w której młodzież mogła docierać do grup propagujących przemoc i neonazizm.
Po styczniowym wecie rząd rozdzielił regulacje. 28 września Nawrocki podpisał pierwszą z nowych ustaw wdrażających DSA, dotyczącą przede wszystkim nadzoru nad platformami i roli UKE. Druga część, która ma wprowadzić skuteczniejsze mechanizmy reagowania na nielegalne treści, nadal znajduje się w procesie legislacyjnym.
Dlatego dziś nie można mówić, że prezydent „nie podpisał” obecnej ustawy przeciwko nielegalnym treściom – nie została ona jeszcze skierowana do Pałacu Prezydenckiego.
Można natomiast przypomnieć, że wcześniejszą, szerszą próbę wdrożenia takich narzędzi Nawrocki zawetował.
Internetowa radykalizacja nie zaczyna się w dniu ataku
MSWiA przyznaje, że policja i służby monitorują grupy propagujące neonazizm, akceleracjonizm oraz przemoc. Od początku roku Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości otrzymało niemal 2,8 tys. zgłoszeń dotyczących zagrożeń w sieci.
I właśnie tutaj powinna koncentrować się poważna debata.
Nie tylko na ochroniarzu stojącym przy wejściu do szkoły.
Także na tym, co dzieje się na ekranie telefonu ucznia kilka miesięcy wcześniej.
Jeżeli nastolatek zaczyna fascynować się masowymi mordercami, przemocą i nazizmem, trafia do zamkniętych grup, a następnie wycina sobie na skórze swastykę, mamy do czynienia z sygnałami, których nie wolno lekceważyć.
Potrzebne są psychiatryczna i psychologiczna pomoc dla młodych ludzi, edukacja cyfrowa, przygotowani nauczyciele oraz realna odpowiedzialność platform technologicznych za treści rozprowadzane przez ich algorytmy.
Bo radykalizacja nie zaczyna się w chwili, gdy nastolatek wchodzi do szkoły z nożem.
Zaczyna się dużo wcześniej – w samotności, w świecie internetowych baniek, kultu przemocy i ekstremizmu, którego dorośli często nawet nie widzą.
A kiedy tragedia już się wydarzy, najgorszą odpowiedzią jest zamienianie jej w polityczną wojnę i kolejną falę internetowego strachu.
Źródła: MSWiA, Komenda Główna Policji, Ministerstwo Cyfryzacji, Kancelaria Prezydenta RP, Sejm RP, UODO, o2.pl.










