Kobieta zgłosiła się do wrocławskiego szpitala z dokumentacją medyczną wskazującą na konieczność zakończenia ciąży. Zabiegu nie wykonano, a informacje o jej sytuacji trafiły do działaczy antyaborcyjnych związanych z Kają Godek. Do placówki przyjechała policja. Katarzyna Kotula zawiadomiła prokuraturę. Sprawa przywołuje bolesne wspomnienia śmierci Izabeli z Pszczyny i Doroty z Nowego Targu oraz ogólnopolskich protestów pod hasłem „Ani jednej więcej”. Minęło pięć lat od tragedii w Pszczynie, a Polska ponownie zadaje sobie pytanie: czy kobieta potrzebująca legalnej aborcji może liczyć na pomoc państwa, czy musi obawiać się lekarzy, prokuratury i organizacji antyaborcyjnych?
Wrocław. Pacjentka chciała legalnej aborcji. Szpital jej nie wykonał
W Szpitalu Specjalistycznym im. Antoniego Falkiewicza we Wrocławiu doszło do sytuacji, która ponownie wywołała debatę o przestrzeganiu praw kobiet.
Pacjentka w zaawansowanej ciąży zgłosiła się do placówki z zaleceniem lekarza psychiatry dotyczącym zakończenia ciąży ze względu na zagrożenie zdrowia.
Jak wynika z relacji ginekolożki Gizeli Jagielskiej przedstawionej w TOK FM, szpital zaproponował kobiecie wywołanie porodu, którego rezultatem miało być urodzenie żywego dziecka. Pacjentka nie zaakceptowała takiego rozwiązania.
Zabiegu, o który się ubiegała, ostatecznie nie przeprowadzono.
Jednak odmowa nie była jedynym problemem.
Zaledwie kilka godzin po przyjęciu pacjentki informacje o jej hospitalizacji i planowanym zakończeniu ciąży miały dotrzeć do organizacji antyaborcyjnej związanej z Kają Godek.
Fundacja Życie i Rodzina poinformowała o sprawie w mediach społecznościowych i zawiadomiła organy ścigania.
Do szpitala przyjechała policja, aby zweryfikować doniesienia dotyczące możliwości przeprowadzenia nielegalnej aborcji.
Gizela Jagielska potwierdziła interwencję funkcjonariuszy oraz podejrzenie ujawnienia informacji przez osobę mającą dostęp do danych pacjentki.
Nie ustalono dotychczas, kto przekazał informacje działaczom antyaborcyjnym.
Pozostaje zasadnicze pytanie: jak to możliwe, że kobieta zgłaszająca się po legalną pomoc medyczną staje się przedmiotem działań organizacji światopoglądowej, zanim jeszcze zakończy się jej hospitalizacja?
Katarzyna Kotula zawiadamia prokuraturę. Podejrzenie wycieku danych medycznych
28 października 2026 roku Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu do spraw równości, poinformowała o złożeniu zawiadomienia do prokuratury.
Polityczka domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób informacje dotyczące stanu zdrowia pacjentki mogły trafić do Fundacji Życie i Rodzina.
W zawiadomieniu wskazano potrzebę zabezpieczenia urządzeń elektronicznych, korespondencji oraz innych materiałów mogących pozwolić na odtworzenie drogi przekazania informacji.
Kotula zapowiedziała również działania wobec Rzecznika Praw Pacjenta i Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Przedstawicielka Lewicy oceniła, że działania fundacji Kai Godek mogą nosić znamiona terroryzmu.
To bardzo poważne oskarżenie, które należy traktować jako ocenę polityczki, a nie stwierdzony fakt prawny. O tym, czy doszło do przestępstwa, powinny rozstrzygnąć właściwe organy na podstawie zgromadzonych dowodów.
Bez względu na ocenę działalności fundacji pozostaje problem podstawowy: informacje medyczne pacjentki nie mogą być bezprawnie przekazywane organizacjom zewnętrznym.
Jeżeli doszło do naruszenia tajemnicy medycznej, osoby odpowiedzialne powinny ponieść przewidziane prawem konsekwencje.
Izabela z Pszczyny. Śmierć, która wstrząsnęła Polską
Historia z Wrocławia przywołuje jedną z najtragiczniejszych spraw związanych z opieką nad kobietami w ciąży w ostatnich latach.
22 września 2021 roku w Szpitalu Powiatowym w Pszczynie zmarła 30-letnia Izabela.
Kobieta była w 22. tygodniu ciąży. Trafiła do szpitala po przedwczesnym odpłynięciu wód płodowych. U płodu wcześniej stwierdzono wady rozwojowe.
Stan pacjentki pogarszał się, jednak ciąży nie zakończono odpowiednio wcześnie.
Izabela zmarła w wyniku wstrząsu septycznego.
Osierociła kilkuletnią córkę.
Jej rodzina od początku wskazywała, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży.
Sprawa wywołała ogromne emocje, ponieważ wydarzyła się kilka miesięcy po wejściu w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, który doprowadził do usunięcia przesłanki pozwalającej na przerwanie ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu.
Wyrok został wydany przez Trybunał kierowany przez Julię Przyłębską, na wniosek grupy posłów, przede wszystkim związanych z PiS.
Choć zagrożenie życia lub zdrowia kobiety nadal stanowiło podstawę legalnego przerwania ciąży, pojawiły się obawy, że zaostrzenie przepisów będzie wywoływać u lekarzy efekt mrożący.
W takich okolicznościach lekarz może obawiać się odpowiedzialności karnej, gdy zdecyduje o zakończeniu ciąży, ale również ponosić odpowiedzialność za nieudzielenie odpowiedniej pomocy.
Nie oznacza to, że sam wyrok Trybunału został prawnie uznany za bezpośrednią przyczynę śmierci Izabeli. Postępowanie karne dotyczyło konkretnych zaniedbań personelu medycznego.
Tragedia w Pszczynie pokazała jednak, że niepewność prawna i niewłaściwe decyzje medyczne mogą tworzyć wyjątkowo niebezpieczne warunki dla pacjentek.
Marzec 2026. Prawomocny wyrok w sprawie śmierci Izabeli
3 marca 2026 roku Sąd Okręgowy w Katowicach ogłosił prawomocny wyrok wobec trzech lekarzy zajmujących się Izabelą.
Wszyscy zostali skazani na bezwzględne kary pozbawienia wolności.
Sąd orzekł:
- Rok i sześć miesięcy więzienia dla jednego z lekarzy.
- Rok i trzy miesiące więzienia dla drugiego.
- Rok więzienia dla trzeciego.
Orzeczono również kilkuletnie zakazy wykonywania zawodu.
W ten sposób sąd potwierdził odpowiedzialność karną lekarzy za czyny związane z nieprawidłową opieką nad pacjentką.
Wyrok ten ma fundamentalne znaczenie.
Pokazuje, że konsekwencje niewłaściwych decyzji medycznych nie są wyłącznie przedmiotem politycznej debaty. Mogą być również podstawą odpowiedzialności karnej.
Izabeli życia jednak nikt nie przywróci.
„Ani jednej więcej”. Polska wyszła na ulice
Śmierć Izabeli z Pszczyny wywołała jedną z największych fal protestów dotyczących praw reprodukcyjnych kobiet po zaostrzeniu przepisów aborcyjnych.
6 listopada 2021 roku tysiące osób wyszły na ulice Warszawy i innych polskich miast.
Demonstracje odbywały się między innymi w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Szczecinie.
Protestujący nieśli zdjęcia Izabeli, zapalali znicze i domagali się zmian w prawie.
Symbolem tych manifestacji stały się trzy słowa:
ANI JEDNEJ WIĘCEJ.
Nie był to wyłącznie protest przeciwko przepisom aborcyjnym.
Uczestnicy domagali się również bezpieczeństwa kobiet w szpitalach, dostępu do świadczeń medycznych i zakończenia sytuacji, w której personel może obawiać się odpowiedzialności za ratowanie zdrowia pacjentki.
W Warszawie demonstranci przeszli spod siedziby Trybunału Konstytucyjnego pod Ministerstwo Zdrowia.
Protesty odbywały się również poza granicami Polski.
Hasło „Ani jednej więcej” stało się symbolem sprzeciwu wobec polityki, której przeciwnicy zarzucali stawianie ochrony ciąży ponad bezpieczeństwem kobiety.
Miało także przypominać politykom, że za przepisami i decyzjami instytucji stoją konkretni ludzie.
Izabela nie była politycznym argumentem. Była kobietą, matką i pacjentką, która potrzebowała pomocy.
A jej śmierć stała się ostrzeżeniem, którego państwo nie powinno zignorować.
Dorota z Nowego Targu. Kolejna tragedia i kolejny wstrząs septyczny
Niespełna dwa lata później Polska ponownie usłyszała o śmierci ciężarnej kobiety w szpitalu.
24 maja 2023 roku w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Nowym Targu zmarła 33-letnia Dorota.
Kobieta była w piątym miesiącu ciąży.
Do szpitala trafiła po przedwczesnym odpłynięciu wód płodowych.
Podczas hospitalizacji stan jej zdrowia pogarszał się.
Zmarła po trzech dniach wskutek wstrząsu septycznego.
Według relacji rodziny nie została odpowiednio poinformowana o zagrożeniach oraz możliwościach postępowania medycznego.
Sprawę zbadał Rzecznik Praw Pacjenta.
Ustalił, że doszło do naruszenia praw kobiety, między innymi prawa do świadczeń zdrowotnych zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, należytej staranności oraz rzetelnej informacji o stanie zdrowia.
Stwierdzono również nieprawidłowości dotyczące dokumentacji medycznej.
W 2025 roku lekarze usłyszeli zarzuty
30 maja 2025 roku Prokuratura Okręgowa w Katowicach poinformowała o przedstawieniu zarzutów trzem lekarzom w związku ze śmiercią Doroty.
Dwóm osobom zarzucono narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.
Jednej z tych osób przedstawiono dodatkowo zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.
Biegli negatywnie ocenili postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne zastosowane wobec pacjentki.
Postawienie zarzutów nie jest jednak równoznaczne z prawomocnym stwierdzeniem winy.
Tragedia Doroty ponownie wywołała pytanie o bezpieczeństwo kobiet w polskich szpitalach.
Dlaczego pacjentki znajdujące się w stanie zagrożenia zdrowia lub życia nie zawsze otrzymują odpowiednią pomoc na czas?
I dlaczego dopiero po śmierci kobiety państwo zaczyna szczegółowo sprawdzać, czy procedury medyczne zostały prawidłowo zastosowane?
Czerwiec 2023. „Ani jednej więcej” ponownie na ulicach
Śmierć Doroty z Nowego Targu doprowadziła do kolejnej fali protestów.
14 czerwca 2023 roku demonstracje odbyły się w wielu polskich miastach.
Protestowano między innymi w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy, Rzeszowie i Olsztynie.
Na transparentach ponownie pojawiło się hasło:
„Ani jednej więcej”.
Manifestujący domagali się zagwarantowania kobietom bezpieczeństwa podczas ciąży i dostępu do legalnej aborcji.
Podkreślali, że strach przed odpowiedzialnością karną nie może wpływać na decyzje medyczne podejmowane w sytuacjach zagrożenia zdrowia pacjentki.
Był to również protest przeciwko bezczynności państwa i niewystarczającej ochronie praw kobiet.
Po raz kolejny zapalano znicze. Po raz kolejny skandowano te same hasła.
Dwa lata po śmierci Izabeli Polki ponownie musiały wychodzić na ulice, aby domagać się bezpieczeństwa podczas leczenia.
To powinno być poważnym ostrzeżeniem dla każdego rządu, niezależnie od jego politycznych barw.
Agnieszka z Częstochowy. Tragiczna śmierć i ważne ustalenia śledczych
W debacie o prawach ciężarnych kobiet pojawia się również historia 37-letniej Agnieszki z Częstochowy.
Kobieta zmarła 25 stycznia 2022 roku, kilka tygodni po utracie ciąży bliźniaczej.
Jej rodzina publicznie wyrażała zastrzeżenia do postępowania medycznego, w tym do czasu, jaki upłynął pomiędzy obumarciem płodów a zakończeniem ciąży.
Sprawa wywołała protesty i ogromne emocje.
Należy jednak podkreślić istotną różnicę między nią a przypadkami Izabeli i Doroty.
We wrześniu 2024 roku prokuratura poinformowała o prawomocnym umorzeniu śledztwa dotyczącego śmierci Agnieszki.
Na podstawie opinii biegłych uznano, że postępowanie personelu medycznego było prawidłowe i adekwatne do stanu klinicznego pacjentki.
Również Rzecznik Praw Pacjenta nie stwierdził naruszenia praw kobiety, wskazując, że bezpośrednią przyczyną zgonu były powikłania związane z zakażeniem COVID-19.
Historia Agnieszki pozostaje ludzką tragedią, ale nie można przedstawiać jej jako sądownie potwierdzonego przypadku śmierci spowodowanej zaostrzeniem prawa aborcyjnego.
Rzetelna debata o prawach kobiet wymaga rozróżniania tragicznych wydarzeń, stwierdzonych błędów medycznych i przypadków, w których śledztwo nie wykazało odpowiedzialności personelu.
Wyrok Trybunału Przyłębskiej. Czy państwo stworzyło system strachu?
22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej wydał wyrok, który radykalnie ograniczył możliwość legalnego przerywania ciąży w Polsce.
Orzeczenie weszło w życie 27 stycznia 2021 roku.
Usunięto przesłankę dopuszczającą aborcję ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu.
Pozostały dwie zasadnicze podstawy prawne: zagrożenie życia lub zdrowia kobiety oraz uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.
Zmiana wywołała obawy części środowiska medycznego i organizacji praw człowieka dotyczące sposobu podejmowania decyzji przez lekarzy.
Przeciwnicy zaostrzenia przepisów ostrzegali przed efektem mrożącym, czyli sytuacją, w której obawa przed odpowiedzialnością karną może prowadzić do opóźniania niezbędnego leczenia.
Zwolennicy wyroku podkreślali natomiast konieczność ochrony życia prenatalnego oraz fakt, że przepisy nadal dopuszczały aborcję w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia kobiety.
Problem polega na tym, że samo istnienie ustawowego prawa do świadczenia nie gwarantuje jeszcze jego faktycznej dostępności.
Jeżeli szpital nie zapewnia odpowiednich procedur, personelu i bezpieczeństwa prawnego, kobieta może spotkać się z odmową mimo spełnienia przesłanek medycznych.
Tragedie w Pszczynie i Nowym Targu pokazały, jak poważne mogą być konsekwencje nieprawidłowego postępowania medycznego.
A sprawa z Wrocławia ponownie rodzi pytanie, czy państwo skutecznie egzekwuje przepisy dotyczące legalnej aborcji.
Legalna aborcja nadal jest legalna. Dlaczego więc kobiety słyszą odmowę?
Polskie prawo dopuszcza przerwanie ciąży, jeśli stanowi ona zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety.
Dotyczy to także zagrożenia zdrowia psychicznego.
Ministerstwo Zdrowia w wytycznych z 30 sierpnia 2024 roku podkreśliło, że zagrożenie nie musi być bezpośrednie ani nagłe.
Wskazano również, że zaświadczenie lekarza psychiatry może być wystarczającą podstawą do wykonania legalnego zabiegu.
Szpitale posiadające odpowiednie kontrakty z NFZ mają obowiązek zapewnienia dostępu do świadczeń dopuszczonych przez prawo.
Nawet gdy konkretny lekarz korzysta z klauzuli sumienia, placówka musi zorganizować pracę w sposób umożliwiający wykonanie świadczenia.
Dlaczego więc we Wrocławiu zabiegu nie przeprowadzono?
Czy decydowały względy organizacyjne, przyjęta przez szpital interpretacja dokumentacji medycznej, obawy prawne, czy również presja zewnętrzna?
Na te pytania powinny odpowiedzieć odpowiednie instytucje po zbadaniu dokumentacji i przebiegu hospitalizacji.
Nie można automatycznie uznać każdego sporu o metodę zakończenia ciąży za przestępstwo. Nie można jednak również zaakceptować sytuacji, w której pacjentka spełniająca ustawowe przesłanki pozostaje bez należnej jej pomocy.
Kto odpowiada za bezpieczeństwo kobiet? Nie tylko lekarze
Wrocławska sprawa ujawnia jeszcze jeden problem.
Organizacje antyaborcyjne mają prawo wyrażać swoje przekonania, protestować i zawiadamiać organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Nie daje im to jednak prawa do bezprawnego pozyskiwania danych medycznych ani naruszania prywatności pacjentek.
Nie mogą również zastępować lekarzy w podejmowaniu decyzji terapeutycznych.
Za przestrzeganie prawa w placówce odpowiada szpital i jego kierownictwo.
Za nadzór nad realizacją świadczeń finansowanych ze środków publicznych odpowiadają właściwe instytucje, w tym NFZ.
Za ochronę praw pacjentów odpowiada również Rzecznik Praw Pacjenta.
Jeżeli dochodzi do podejrzenia naruszenia tajemnicy medycznej lub popełnienia przestępstwa, sprawą powinny zajmować się prokuratura i inne właściwe organy.
Jednak odpowiedzialność za sprawnie działający system ochrony zdrowia ponosi również państwo.
Nie wystarczy ogłosić, że legalna aborcja jest dostępna. Trzeba jeszcze zagwarantować, że pacjentka rzeczywiście otrzyma świadczenie wtedy, gdy przysługuje jej ono zgodnie z prawem.
„Ani jednej więcej” miało być ostrzeżeniem. Czy politycy wyciągnęli wnioski?
Po śmierci Izabeli z Pszczyny w 2021 roku tysiące ludzi wyszły na ulice.
Po śmierci Doroty z Nowego Targu w 2023 roku protesty powróciły.
W obu przypadkach manifestujący domagali się tego samego: bezpieczeństwa kobiet, przestrzegania prawa i odpowiedzialności za nieprawidłowe decyzje medyczne.
Dzisiaj, w październiku 2026 roku, we Wrocławiu kobieta ponownie spotyka się z odmową wykonania zabiegu, o który się ubiegała na podstawie wskazań medycznych.
Do tego dochodzi podejrzenie ujawnienia informacji dotyczących jej zdrowia osobom spoza szpitala.
Sprawa pokazuje, że problem praw reprodukcyjnych nie sprowadza się wyłącznie do sporu między zwolennikami a przeciwnikami aborcji.
To także kwestia jakości państwa, odpowiedzialności instytucji i bezpieczeństwa pacjentów.
Nie każda odmowa medyczna jest bezprawna. Nie każde podejrzenie okazuje się przestępstwem. Nie każda tragedia stanowi skutek obowiązujących przepisów aborcyjnych.
Jednak w państwie prawa pacjentka musi mieć pewność, że jej sytuacja zostanie oceniona na podstawie wiedzy medycznej i przepisów, a nie pod wpływem nacisków światopoglądowych.
Izabela z Pszczyny nie żyje. Dorota z Nowego Targu nie żyje. Za ich tragediami stoją konkretne ustalenia dotyczące błędów i zaniedbań w opiece medycznej.
Ich historie powinny być trwałą lekcją dla polskich szpitali i polityków.
Wrocławska sprawa nie zakończyła się śmiercią pacjentki i nie należy jej utożsamiać z tamtymi tragediami. Jest jednak kolejnym sygnałem ostrzegawczym dotyczącym faktycznej dostępności legalnych świadczeń i ochrony prywatności kobiet.
Hasło „Ani jednej więcej” nie może być wyłącznie napisem na transparentach, po który sięgamy po kolejnej tragedii. Powinno oznaczać konkretne działania, dzięki którym następna tragedia nie nastąpi.
Bo najważniejszym sprawdzianem działania państwa nie jest liczba politycznych deklaracji.
Jest nim to, czy kobieta, która trafia do szpitala i potrzebuje pomocy, rzeczywiście tę pomoc otrzyma.












