Luiz Inacio Lula da Silva wygrał w niedzielę 25 października br. drugą turę wyborów prezydenckich w Brazylii. Według Najwyższego Trybunału Wyborczego uzyskał 51,79 proc. głosów, czyli 64,2 mln, wobec 48,21 proc. i 59,8 mln dla Flavia Bolsonaro. W pierwszej turze 4 października to Bolsonaro prowadził z wynikiem 47,03 proc. wobec 45,16 proc. dla Luli. Nigdy wcześniej w Brazylii kandydat przegrywający pierwszą turę nie wygrał drugiej. Frekwencja wyniosła 80,8 proc, a więc około 129 milionów oddanych głosów, z czego ponad 124 miliony to głosy ważne.
Głosowanie zakończyło się kontrowersjami. Sędzia Sądu Najwyższego na trzy minuty przed zamknięciem lokali – na wniosek sztabów obu kandydatów – przedłużył je o dwie godziny, powołując się na paraliż transportu w São Paulo i Salvadorze oraz ulewy deszczu na południu. Decyzję tę ogłoszono w ostatniej chwili i część z punktów wyborczych zamknęła się o wcześniej zaplanowanej godzinie. Sztab Bolsonaro zapowiedział złożenie skargi na sposób przeprowadzenia wyborów, a sam kandydat niebawem po ogłoszeniu ich wyników – wyjechał z najbliższą rodziną do USA.
Lula ma prawie 81 lat i będzie prezydentem już czwartą kadencję. Brazylijskie prawo stanowi, że nie można być prezydentem 3 kadencje pod rząd, ale nie ogranicza ich łącznej liczby. Lula wywodzi się z Partii Pracujących, która powstała w 1980 roku z połączenia kilku nurtów: strajkujących robotników z São Paulo, oddolnych wspólnot kościelnych związanych z latynoską teologią wyzwolenia i radykalnie lewicowych, socjalistycznych intelektualistów.
Obecnie Partia Pracujących to formacja centrolewicowa, zachowująca jednak wiele elementów zbliżonych do tradycyjnej socjaldemokracji. W swoich założeniach gospodarczych deklaruje poparcie dla silnej, opiekuńczej i inwestycyjnej roli państwa, znacznego podnoszenia płacy minimalnej, zasiłków socjalnych i wydatków publicznych zamiast polityki cięć. Natomiast w sprawach społecznych – dla progresywizmu, świeckiego i tolerancyjnego dla różnych przekonań modelu państwa, obrony praw pracowniczych oraz mniejszości. W polityce zagranicznej stoi na stanowisku wielobiegunowego pragmatyzmu oraz tak zwanego latynoamerykanizmu, opowiada się za blokiem BRICS, czyli sojuszem Brazylii, Rosji, Indii, Chin, RPA i kilku innych państw, ochroną Amazonii przed radykalną wycinką i deklarowanym sceptycyzmem wobec aktualnej polityki prezydenta USA – Donalda Trumpa.
Do jej sztandarowych osiągnięć należą program Zasiłek Rodzinny dla najbiedniejszych oraz program mieszkaniowy Mój Dom Moje Życie, który polegał na budowie ponad 6 milionów subsydiowanych (w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego) mieszkań dla rodzin i osób o niskich oraz średnich dochodach w latach 2009-2023, z czego 2 miliony zakontraktowano ponownie w obecnie mijającej kadencji 2023-2026. Przyczyniło się to do znacznego zmniejszenia deficytu mieszkaniowego. Z drugiej strony, partia bywa krytykowana za afery korupcyjne, wzrost długu publicznego czy też częściowo prorynkowy zwrot.
W obecnych wyborach Lula był popierany przez szeroki front demokratyczny, w tym m.in. Brazylijską Partię Socjalistyczną wiceprezydenta Geraldo Alckmina o orientacji socjalliberalnej i centrowej, Komunistyczną Partię Brazylii, Partię Zielonych, a także część centroprawicy. Na brazylijskiej lewicy Lula jest natomiast krytykowany przez radykalniejszy nurt, to jest głównie Partię Socjalizm i Wolność (PSOL), która powstała w 2004 roku w wyniku rozłamu w Partii Pracujących i ma swoich przedstawicieli w Kongresie, jak również przez kilka innych niewielkich ugrupowań ultralewicowych. Zarzucają one Luli w ostatnich latach politykę oszczędnościową, sojusze z wielkim kapitałem oraz z częścią – wciąż silnych w Brazylii – wielkich posiadaczy rolnych. Jego rząd utrzymał regułę fiskalną limitującą wydatki socjalne i wszedł w koalicję z ugrupowaniami agrobiznesowymi i centrowymi, z wiceprezydentem Alckminem – mającym strzec ich interesów – na czele. Tym niemniej, większość PSOL opowiedziała się za taktycznym poparciem Luli w obecnych wyborach prezydenckich (i wchodzi w nim w krytyczną koalicję na poziomie rządowym).
Natomiast rywal Luli Flavio Bolsonaro był popierany przez większość ugrupowań prawicowych, Partię Liberalną Jaira Bolsonaro, która ma obecnie największy klub w Kongresie, Partię Postępową, Republikanów, znaczniejszą część agrobiznesu (wspomnianych wielkich posiadaczy rolnych) oraz kościołów ewangelikalnych i pentekostalnych. To elektorat głównie konserwatywny obyczajowo i liberalny gospodarczo. Flavio jest synem byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, który odbywa obecnie karę 27 lat i 3 miesięcy więzienia za próbę zamachu stanu po wyborach 2022 roku. Polegała ona na planowaniu unieważnienia wyborów, wezwaniu wojska do interwencji oraz inspirowaniu szturmu zwolenników na najwyższe w państwie instytucje.
Sam Lula również spędził 580 dni w więzieniu w latach 2018–2019 w związku ze sprawą korupcyjną – wyrok później anulowano. Warto jednak zauważyć, że rodzina Bolsonaro i związane z nią ugrupowanie także zmaga się z licznymi zarzutami dotyczącymi korupcji i innych nadużyć finansowych (obecnie np. w kwestii współfinansowania kampanii prezydenckiej przez USA), co wydaje się charakterystyczne dla brazylijskiego życia publicznego.
Lula sprawował już funkcję prezydenta Brazylii w ciągu dwóch kadencji w latach – 2003-2011, a następnie ponownie od 2023 roku. W międzyczasie w latach 2011-2016 pełniła ją z ramienia Partii Pracujących również Dilma Rousseff, pierwsza kobieta na tym stanowisku, odsunięta w 2016 roku w wyniku impeachmentu.
System ustrojowy Brazylii ma charakter prezydencki – prezydent jest jednocześnie szefem rządu, ale musi porozumiewać się i współpracować z Kongresem. Ten zaś po ostatnich wyborach będzie zdominowany przez ugrupowania liberalne i bliższe prawicy, co może istotnie utrudniać Luli sprawowanie rządów w nadchodzącej kadencji.
Wynik brazylijskich wyborów prezydenckich potwierdza bardzo głęboką polaryzację kraju, który na tle „skrętu w prawo” części Ameryki Łacińskiej, jak na przykład w Argentynie, Chile czy też ostatnio zwasalizowanej przez Trumpa Wenezueli – pozostał w pewnym sensie przystanią lewicy.













