O hard-erotyzmie

Od kiedy choć trochę się ogarnąłem jako człowiek, doszedłem do wniosku, że Eros, erotyka, erotyzm, to nie tylko (wbrew utartym gadkom) przyjemność czy rozkosz, ale także, a może przede wszystkim brzemię. George Brassens o tym śpiewał nawet w naszych lekkoerotycznych (nie mylić z lekkoatletycznymi) czasach. Tym, którzy na takie dictum popatrzyliby na mnie jak na zielonego kota i popukali się w czoło, ja z kolei zaśmiałbym się kpiarsko, bo uważam ich za mitomanów i ludzi lekkomyślnych.

Lektura sławnego eseju „Erotyzm” Georgesa Bataille (1897-1962) może tylko potwierdzić moją ocenę. Bataille, jeden protoplastów postmodernizmu podjął problematykę w sposób najbardziej głęboki jak to tylko było możliwe. Jego „Erotyzm” ani na jotę nie przypomina popularnej kiedyś popularno-naukowej książki seksuologa Kazimierza Imielińskiego pod tym samym tytułem.
„Duch ludzki podlega najdziwniejszym nakazom. Bezustannie sam się siebie boi. Przerażają go własne odruchy erotyczne. Święta ze zgrozą odwraca się od rozpustnika: nie zdaje sobie sprawy, że jego grzeszne żądze i jej własna żarliwość to jedno” – tak brzmi jedno ze zdań Bataille’a.
Dziś ten cytat może brzmieć nieco anachronicznie, ale pamiętajmy, że „Erotyzm” ukazał się we Francji w 1957 roku czyli 63 lata temu, kiedy – mimo że po Freudzie – daleko było jeszcze do przełamania tabu pieczętującego tę problematykę w polu publicznym.
Wyjściowa teza Bataille’a co do erotyzmu sprowadza się do stwierdzenia, że nie można go rozpatrywać w oderwaniu od człowieka, od całości ludzkich zachowań, że nie jest on jakąś wyodrębnioną z całości kapsułką. Konsekwentnie więc analizuje Bataille „w sposób systematyczny, w ich wzajemnym powiązaniu i spójności, rozmaite aspekty ludzkiego życia, rozpatrywanego pod kątem erotyzmu”. Choć był ateistą, uznał, że najbardziej adekwatne będzie pokazanie opisywanych fenomenów w konfrontacji z doświadczeniem religijnym.
Erotyzm Bataille wiąże oczywiście z prokreacją, ale eros jest także poza prokreacją, bo jest czymś więcej niż zwykła aktywność seksualna i prokreacyjna. Jednak konotacje erotyzmu w interpretacji Bataille’a są ponure. „Sfera erotyzmu jest w zasadniczy sposób dziedzina przemocy, dziedziną gwałtu” – powiada myśliciel. Dlaczego?
Spróbuję możliwie klarownie przybliżyć ideę, a może doktrynę, czy założenie teoretyczne, które znajduje się u podstaw jego „Erotyzmu”, choć nie będzie to łatwe, bo poziom abstrakcji poddawanych spekulacjom jest tu bardzo wysoki, przede wszystkim na poziomie języka. A przecież, jak zwrócił nam uwagę Ludwik Wittgenstein, „granice naszego języka, są granicami naszego naszego świata”, w sensie: naszych możliwości poznawczych.
Wykłada to Bataille we wstępie. Jego pierwsze zdanie brzmi: „O erotyzmie można powiedzieć, że jest pochwałą życia nawet w śmierci. Nie jest to właściwie żadna definicja, myślę jednak, że ta formuła najlepiej oddaje sens erotyzmu”, a tym co go „różni od zwykłej aktywności seksualnej, jest psychologiczne poszukiwanie niezależne od naturalnego celu prokreacji”.
Następny krok w wyjaśnianiu, czym jest esencja erotyzmu czyni Bataille przywołując zdanie markiza de Sade, które sygnalizuje jako „zdumiewające”: „Najlepszym sposobem na oswojenie się z myślą o śmierci jest skojarzenie jej z rozpustą”.
Jednak nie chodzi tylko o znane skojarzenie między śmiercią a podnieceniem seksualnym. Bataille wykłada fenomen nieporównywalnie bardziej skomplikowany. Otóż wychodzi z teoretycznego założenia, że są dwie formy ludzkiej egzystencji: ciągła i nieciągła.
Nieciągła, to nasza, jednostkowa, ta w której żyjemy w codzienności, przez całe życie. Dlaczego Bataille określa ją jako nieciągłą? Bo jesteśmy wyodrębnionymi, wyizolowanymi od siebie wzajemnie jednostkami, samotnie umierającymi, których istnienie tak naprawdę, w istocie rzeczy interesuje tylko je same, bo taka jest ich (nasza) biologicznie egoistyczna natura. Miłość czy przywiązanie do innych to odczucia nabyte z pola kultury. W człowieku istnieje jednak podskórna, można by rzec: nieuświadomiona tęsknota za ciągłością jego bytu, za uczestnictwem w ciągłości.
Tę tak naprawdę tworzy tylko śmierć, która wprowadza nas łańcuch ciągłości pokoleń od początku świata. Zdaniem Bataille’a właśnie erotyzm jest tożsamy z fascynacją ciągłością bytu i śmiercią.
„Chodzi o przejście od ciągłego do nieciągłego i od nieciągłego do ciągłego. Jesteśmy istotami nieciągłymi, osobnikami umierającymi samotnie u kresu niepojętej przygody, ale tęsknimy za utraconą ciągłością.
Nie możemy znieść sytuacji, która przykuwa nas do naszej przypadkowej, przemijającej indywidualności. Obok dręczącego pragnienia, by ta przemijalność trwała, czujemy obsesyjną potrzebę pierwotnej ciągłości, łączącej nas z bytem. (…) Ta tęsknota rządzi u wszystkich ludzi trzema formami erotyzmu”.
Są to według Bataille’a: erotyzm ciała, serca i sacrum. Nad tymi dwoma pierwszymi, jako łatwo zrozumiałymi dla większości z nas, przechodzi filozof do porządku dziennego.
Temu trzeciemu poświęca swoje studium. Istota rzeczy, tak jak ją wykłada Bataille, polega na tym, że w zapamiętaniu, w transie erotycznym człowiek zatraca jakby poczucie jednostkowości (nieciągłości).
Udręka jaka wiąże się z fascynacją erotyczną (nawet tą szczęśliwą i wzajemną), towarzyszące jej zapamiętanie i nieład, przypominają jakby zmierzanie do śmierci, bo ona stwarza perspektywę ciągłości.
Istotą erotycznego szczęścia jest to, że „zastępuje uporczywą nieciągłość cudowną ciągłością między dwojgiem ludzi, ale ta ciągłość daje się wyczuć przede wszystkim w udręce, bo jest nieosiągalna, bo jest poszukiwaniem w niemocy i drżeniu”, (…) w „kontemplacji intymnej ciągłości, która ich łączy”.
„Namiętność miłosna skazuje nas na cierpienie – kontynuuje Bataille – gdyż jest poszukiwaniem niemożliwego (…) poszukiwaniem przymierza, które zależy od czynności przypadkowych. (…) Cierpimy z powodu naszego odosobnienia w nieciągłej indywidualności. Namiętność powtarza nam bezustannie: gdybyś posiadł ukochaną istotę, to twoje zdławione samotnością serce tworzyłoby jedno z jej sercem. Złudna to obietnica (…) ale w miłości obraz takiej jedni nabiera ciała z szaloną intensywnością, choć nie zawsze jest taki sam dla obojga”.
Przekonują was te konstrukcje? Erotyzm ciała i serca – czujemy i rozumiemy bez trudności, bo to podpowiada nam potoczne doświadczenie, ale te piramidy dziwnych, abstrakcynych konstatacji, który zdają się nijak nie przylegać do tego, co znamy i co czujemy?
Czy to co napisał Bataille ma jakieś związki z rzeczywistością, czy też jest tylko tworem twórczego, ale ekstrawaganckiego, wysublimowanego umysłu, który tworzy sztuczne byty ponad potrzebę?
Bataille był przecież jednym z prekursorów postmodernizmu, a w tym jak wiadomo „wszystko jest możliwe”, a więc także tworzenie bytów pozornych i dowolnych między nimi połączeń. Dlatego nie będę się nawet silił na egzegezę treści i sensów kolejnych rozdziałów „Erotyzmu”, o zakazie i transgresji (przekroczenie zakazów i granic), o zakazach związanych ze śmiercią i prokreacją, o mordzie i ofierze, o erotyzmie ofiary religijnej, o pletorze seksualnej, o chrześcijaństwie wobec erotyzmu sacrum, o prostytucji, o raporcie Kinseya, o zagadce kazirodztwa, o relacji między mistyką a zmysłowością.
Jeśli chcecie, radźcie sobie sami, ale raz jeszcze na koniec ostrzegam: spotkanie z harderotyzmem Bataille’a to nie to samo, co rendez sous z poczciwym erotyzmem ciała i serca spod znaku Imielińskiego.

Georges Bataille – „Erotyzm”, przekł. Maryna Ochab, „Słowo-Obraz-Terytoria”, Gdańsk 2019, str. 282, ISBN 978-83-7453-580-9