To jest tydzień pełen zaskoczeń. Z jednej strony pan Cejrowski odkrywa, że Trump łże, a z drugiej pan Trzaskowski odkrywa, że prawa człowieka to nie jest tylko jakieś tam hasełko wyborcze i że unijne prawa osób LGBT jednak trzeba wdrażać w praktyce. I klops. Jak tu utrzymać w takich warunkach konserwatywny establiszment nietknięty? No jak? Pytam się! Trump rzuca mu kłody pod nogi naszym Prawdziwym Patriotom, Unia rzuca ciernie naszym Prawdziwym Europejczykom…
„Masa jest rozczarowanych osób, masa jest przestraszonych tą sytuacją, bo kto nas kontroluje na takim poziomie, że nam sprzedawali przez 10 lat faceta, któremu uwierzyliśmy i on chyba nie kłamał. Jak to jest zrobione, że teraz nagle kłamie? Pod naszymi audycjami, no to ja dostaję głównie bęcki, bo ja byłem sprzedawcą Trumpa” – rozpacza Wojciech Cejrowski na swoim kanale na jutubie w ramach cyklu „Antysystem”. No taki „antysystem”, że dał się rzekomo nabrać facetowi dosłownie z trzewi amerykańskiego systemu.
Oczywiście pic na wodę fotomontaż z tym „nabieraniem się”. Doskonale widział dokładnie to samo, co wiedzieliśmy wszyscy od lat, a mianowicie, że Trump to żaden „antysystemowiec”. Po prostu Cejrowski jest jedną z wielu gwiazd mediów i internetu, które mówią ludziom to, co chcą usłyszeć. Dla zasięgów. Natomiast to, że liderem tego nurtu stał się akurat Trump, wiele mówi o całej tej „konserwatywnej rewolucji”. Ci „rewolucjoniści” rzekomo mieli wywracać jakiś stolik, ale kto będzie wywracał stolik, przy którym konsumuje luksusowe dania? I wiem, że wiele osób w to uwierzyło, ale cóż, tak to bywa z wiarą, że często nie ma za dużo wspólnego z rzeczywistością.
Z drugiej strony mamy Trzaskowskiego, który chyba już całkowicie postanowił olać wizerunek wiecznie dobrze zapowiadającego się „progresywisty” i stopić się z konserwatywno-liberalnym ciałem swojej partii-matki. Jak wiemy na podstawie wyroków TSUE z listopada 2025 r. i NSA z marca 2026 r., Polska ma obowiązek uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte w innych państwach UE i dokonać transkrypcji aktu.
Tymczasem Trzaskowski zgodnie z zawsze słuszną linią Partii, próbuje wykonywać salta i przewroty dowodząc, że to dotyczy tylko konkretnych par i rzekomo Warszawa tutaj jakąś rewolucję przeprowadza.
„Warszawa będzie natychmiast dokonywała transkrypcji. Będziemy pierwsi i będziemy rewolucyjni. Natomiast ja się stosuję do obowiązującego prawa. Olbrzymia większość prawników mówi o tym, że to dotyczy tej konkretnej sprawy. Jeżeli będziemy mieli więcej orzeczeń, będę natychmiast podejmował decyzje” – odpowiada dociskającej go w tej sprawie Dianie Rudnik w TVN24.
Choćbyś próbował prezentować wybiegi najtwardszej konserwy w obronie status quo i tak będziesz robił z siebie niemal awangardowego lidera zmiany. Nie wiadomo w dodatku, którzy to prawnicy (może należałoby ich szukać w okolicach PiS), bo ci, których wypowiedzi słuchałem, a są związani raczej z obroną liberalno-demokratycznych wartości, nie podzielają stanowiska Trzaskowskiego.
Tak więc same zaskoczenia. Konserwa na prawo od prawicy odkryła szokującą prawdę, że Donald Trump jest Donaldem Trumpem, a progresywna konserwatywno-liberalna partia odkryła, że ta cała Unia i te „wolne sądy”, to dajcie spokój, kto to słyszał. Czy zaczną teraz opowiadać, że Unia chce nam narzucić obce wzorce i trzeba zrobić Polexit? Nie, nigdy tego wprost, uczciwie nie powiedzą, bo ich władza opiera się na hipokryzji, ale szykują do tego bardzo żyzny grunt. A potem zdziwienie, że prawica na prawo od PO rośnie. Zaskoczeń w nadchodzących latach będzie jeszcze więcej.
Tylko niech mi jacyś tu „progresywiści KO-wscy” i spece od „mniejszego zła” nie opowiadają potem jak Cejrowski o Trumpie, że nie wiedzieli i że „wszyscy daliśmy się oszukać”. Mnie we własne złudzenia proszę nie wciągać.
Źródło: Wolnelewo.pl












