10 lipca 2024

loader

100 dni albo 1000

fot. Facebook Donald Tusk

Jeśli skupiasz się na jednym zadaniu, wiele ważnych spraw może ci umknąć. Jeśli masz zadań pięć albo dziesięć, powinieneś ustalić ich hierarchię. Jeśli stawiasz sobie sto czy więcej celów… można odnieść wrażenie, że żaden nie jest specjalnie istotny.

Na liście obietnic Platformy Obywatelskiej są rzeczy oczywiste, potrzebne, zaskakujące, mogące budzić kontrowersje oraz takie, które powinny je budzić. Każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy znajdzie też coś, co może go zirytować. Duża część postulatów biegnie w różne, często przeciwne strony polityki i ekonomii. A gdyby poważnie się do ich realizacji zabrać i nie traktować ich jak piosenki zespołu China Crisis, to i jednej sejmowej kadencji braknie, szczególnie że nierzadko wymagana będzie bezwzględna większość, a często większość kwalifikowana.

Jak mawiał inny przewodniczący, niech rozkwitnie 1000 kwiatów. Potem 990 się zetnie. Czy wszystkie sto obietnic zostanie spełnione? Uważni czytelnicy – zwłaszcza ci, którzy odrobinę się orientują w sprawach państwa i polityki, żywić będą nadzieję, że jednak nie. Tyle że nie każdy może oczekiwać tego samego fiaska.

Symetrysta mógłby nazwać listę stu życzeń efektem braku odpowiedzialności. Czytelnik „Księcia” – interesującą zagrywką. Ja jestem nieco zażenowany. Wyczuwam w tym intelektualną bezradność pomieszaną z lekceważeniem. Bezradność w sformułowaniu oferty dla wyborców.

Bardzo dużo jest tam obietnic o charakterze socjalnym, również tych, które przez PO zawsze były odrzucane, na przykład podwojenie wynagrodzeń za pracę w niedziele i święta czy podniesienie zasiłków z funduszu alimentacyjnego. Ciekawe, jak zareagują na te i pozostałe propozycje socjalne zwolennicy „małego państwa”, stanowiący twardy trzon PO. Wszystkie propozycje wyglądają nie na efekty prac programowych partii, ale raczej na narzuconą z góry ofertę marketingową.

Dodatkowym problemem jest to, że obietnice te nie wynikają z jakiejś przemyślanej wizji społecznej, nie są częścią zmian systemowych. To punktowe korekty, często nawet słuszne, ale nie tworzące spójnej całości. To worek św. Mikołaja. I nie wiadomo, w jakiej kolejności Mikołaj będzie z worka wyciągał prezenty.

Nieliczne tylko media podadzą całą listy propozycji. Ale może o to właśnie chodziło autorom. Nie ma w Polsce polityka, który by traktował swoich potencjalnych wyborców poważnie i z szacunkiem. Polacy również nie szanują siebie nawzajem, nawet gdy mają podobne poglądy. Ludzi o innych poglądach w najlepszym przypadku ignorują, w najgorszym nienawidzą. Są wiernymi uczniami klasy politycznej, która od dawna nie trzyma klasy.

W 2019 roku Stowarzyszenie Demagog, specjalizujące się w weryfikacji obietnic politycznych, przygotowało raport o stu obietnicach Zjednoczonej Prawicy (czy liczba nie brzmi znajomo?). Według raportu, na sto zweryfikowanych obietnic 33 zostały zrealizowane, 4 zrealizowane z opóźnieniem, 25 zrealizowano częściowo, 2 zamrożono, a 36 nie zrealizowano.

Interpretując wątpliwości na korzyść oskarżonego, czyli w tym wypadku Zjednoczonej (wokół prezesa) Prawicy, 62 obietnice można uznać za zrealizowane. Podobnym wynikiem mógłby się chyba tylko poszczycić rząd PSL-SLD w 1997 roku. Choć może jednak nie.

Mam graniczące z pewnością przekonanie, że gdyby hipotetycznie PO miała szansę realizować swoje propozycje, to potencjalny raport Demagoga nie dałby wyniku bliskiego ZP. Bardziej mnie jednak martwi, że mogłyby zostać zrealizowane te obietnice, które oceniam jako ryzykowne, zbędne czy nawet szkodliwe. Bo lepsze jutro było dawno temu. A działania PO sugerują, że jest to partia odporna na doświadczenie i wiedzę. Cała nadzieja w pozostałych partiach demokratycznej opozycji. Albo w zasadzie nie ma nadziei.

Adam Jaśkow

Poprzedni

Cyberpunk 2077 – recenzja

Następny

Cyfrowe państwo