Dno i dwa metry mułu

19 maj 2019

Początkowo wydawało się, że PiS mocno trzyma w rękach cugle kampanii wyborczej. „Piątka” za „piątką” spadały na publiczność niczym złoty deszcz.

Miliardy złotych – do tej pory nawet trudne do wyobrażenia – nagle znalazły się w zasięgu ręki „prostego człowieka”. Każdy we własnym portfelu poczuł dobroć pana prezesa i pana premiera. Reszta nie była ważna.
Pani Szydło mogła posługiwać się jedynie monosylabami wydobywanym spoza zaciśniętych warg, a i tak, co by nie powiedziała, to istne objawienie.
Pana premiera nie imały się nawet krzyczące nagłówki o jakichś „mieszkaniach na słupy”, jakiejś „odprawie, która czeka”, a seryjnie udowadniane mu kłamstwa grzęzły bez szkody niczym kule w kamizelce kuloodpornej.
Nad wszystkim czuwał zaś pan prezes, który rozsiewał „swoje” prawdy i wskazywał na „kłamstwa totalnej opozycji”.
Pośród nich najgorsze, najpodlejsze – kłamstwa oznaczające wojnę z kościołem w Polsce. A rola kościoła w Polsce jest niepodważalna i „każdy, kto podnosi rękę na kościół, podnosi rękę na Polskę”…
No i wypowiedział w złą godzinę! Znaleźli się bowiem śmiałkowie, którzy „podnieśli”. Zamiast nic nie mówić nikomu, żeby było jak dotąd, odwrócili pomnik tyłem do przodu i okazało się, że za fasadą ze spiżu jest pustka, jeśli nie liczyć zbutwiałych frazesów i robactwa zjadającego resztki zasad. Porażenie, oburzenie, wstyd, kompromitacja, przerażenie, zażenowanie – istne tsunami spadło na instytucję tak długo nietykalną. Nagle nie tylko przed rządem, przed PiS-em, ale też i przed wszystkimi jego wyborcami i zwolennikami, stanęło pytanie: kim oni właściwie są, czym jest ich wiara, jakiego kościoła są fundamentem?
No i, co teraz myśleć o tych ministrach, prezesach, urzędnikach wysokiej rangi, którzy trzymając za ręce biskupów, księży, i inne „sługi boże”, kolebiąc się na boki niczym górnicy na Barbórkę w „karczmie piwnej”, wyśpiewują pod niebiosa swą radość z bycia „wspólnotą”. Zaiste piękna to wspólnota…
I nagle, z dnia na dzień, „przestało żreć”! Film braci Sekielskich obejrzała cała Polska. Ciągle jeszcze niesie się przez kraj ten szlagwort: „kto podnosi rękę na kościół, podnosi rękę na Polskę”, tylko, że te same słowa znaczą coś zupełnie innego. Groźbę: kto zagląda do księżych sypialni, kto publicznie daje wyraz oburzeniu i niezgodzie na maltretowanie i deprawowanie dzieci, łamanie im życia u zarania, ten godzi w tysiącletnią tradycję pod karą niepolskości…
Geniusz pana prezesa legł w gruzach, a on sam zapewne, gdyby mógł, połknąłby własny język.
Niestety liczni dziennikarze i dziennikarscy halabardnicy, którzy porobili kariery dzięki dobrej zmianie, nie mogą języka połykać, bo z gadania żyją. Tylko, co mówić w takiej sytuacji? Jak bronić przegranej sprawy? Jakoś trzeba, bo żyć przecież z czegoś trzeba…
Jesteśmy więc świadkami kuriozalnych wypowiedzi, wygibasów słownych, gotowości do wypowiedzenia każdego idiotyzmu w służbie partii-karmicielki. Najwyżej mierzą oczywiście najbardziej znani, najgłośniejsi, wyniesieni na kominy. Taka praca – od nich przecież oczekuje się najwięcej, zwłaszcza w godzinie próby.
Rekord świata w kategorii „włazidupstwo ekstremalne” pobił bezapelacyjnie pan redaktor Piotr Semka, który na Twitterze napisał: „Zarzucacie kościołowi pedofilię, a jego biskupi cierpieli za komuny głód. Ja wiem, że to pozornie nie ma związku z filmem Sekielskiego, ale chciałbym to w tej chwili przypomnieć…”
Jasne! Pamiętam jak dziś – generał Jaruzelski osobiście zakluczył prymasa Glempa w ciemnicy i trzymał go tam o chlebie i wodzie. Do Klarysewa na rozmowy przywozili prymasa karetką i pod kroplówką, żeby nie zemdlał przed generałem z głodu. Biskup Orszulik natomiast tylko dlatego trzymał się prosto podczas obrad „okrągłego Stołu” i nie spadał pod stół w Magdalence, że go bezpieka, jak Birkuta przed biciem rekordu w układaniu cegieł, dokarmiała specjalną szynką zza „żółtych firanek”…
Za największymi podążają dziarsko kurs-galopkiem liczne zastępy redaktorów Semko-podobnych, pomniejszych, lokalnych. I oni robią wszystko, żeby zaznaczyć swoją obecność we wspólnym froncie obrony Polski przed ręką podniesioną na kościół i „dobrą zmianę” przy okazji też.
Miałem okazję wysłuchać jednej z tysięcy rozmów, które na finiszu kampanii wyborczej odbywają się w setkach rozgłośni. Ta akurat odbywała się w rozgłośni państwowej, w publicznym radiu szczecińskim. Audycję prowadził sam szef, niejaki Przemysław Szymańczyk. Chyba neofita pisizmu, gdyż nastał w roku 2016, a wcześniej pracował w TVN. Gościem był prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, lider listy KE w okręgu zachodniopomorskim i lubuskim, polityk SLD. Jest profesorem SGH, jego specjalnością jest transport i ekonomika transportu. Była więc na przykład okazja, żeby porozmawiać o zapowiedzianej przez rząd reaktywacji publicznego transportu – skąd na to pieniądze, czy zaplanowane przez rząd wystarczą, czy jest szansa na fundusze europejskie na ten cel, co profesor by zrobił, żeby je skierować do Polski, gdyby ponownie został europarlamentarzystą?… Furda tam!
Redaktor zaczął od cytatu z Manueli Gretkowskiej: „Katolicy są godni współczucia i ubolewania”.
Manuela Gretkowska reprezentuje Kongres Kobiet, który wchodzi w skład Koalicji Europejskiej.
Pan redaktor Szymańczyk nie mówi, dlaczego ona to powiedziała, w jakich okolicznościach, tylko wali na odlew: – Czy uważa pan, że ja, jako katolik, jestem godny współczucia i ubolewania?…
– Patrzę panu prosto w oczy, dodał, co znaczyło, że oczekuje absolutnej szczerości.
Co sobie profesor pomyślał, to jego, co odpowiedział, to drugie – znany jest przecież z tolerancji, skłonności koncyliacyjnych, gotowości do rozmowy i niechęci do kłótni. Poza tym był w gościach.
Redaktor jednak był jak zaprogramowany – rozmowa toczyła się, gdy film Sekielskich obejrzały już miliony:
– Skąd ten wątek antyreligijny u wielu polityków związanych z Koalicją Europejską lub podmiotami, które stanowią KE?
– Czym innym jest kościół hierarchiczny, czy innym kościół powszechny, a czym innym jeszcze religia jako taka, odpowiada grzecznie profesor, dodając, że on w filmie wątków antyreligijnych nie widzi. A hierarchowie… no cóż. Trzeba zrobić wszystko, żeby to się nie powtórzyło.
Redaktor jednak, jakby trzymając w ręku jakąś książeczkę ze złotymi myślami prezesa, nie ustępuje:
– Toczy się gra o korzenie. Mamy do czynienia z ofensywą antyreligijną…
Na dowód przytacza wypowiedź Tuska sprzed kilku lat, że nie będzie klękać przed biskupami, dodaje tęczę wokół Maryi…
– I tak w całej Europie!
Pada przykład Fryburga, gdzie katolicką procesję otaczały wrzeszczące lesbijki i geje, którzy dopuściliby się rękoczynów, gdyby nie policja…
– Czy tak ma wyglądać współczesny model tolerancji europejskiej, czy pan jako przedstawiciel frakcji socjalistycznej podziela tego rodzaju model? Za chwilę zgodnie z doktryną marksizmu-leninizmu będziemy musieli wyznawać wiarę wyłącznie w domu, krzyże i kościoły będą musiały być zamknięte, bądź zniknąć z przestrzeni publicznej, zresztą tak się dzieje w Francji i częściowo w Niemczech, kościoły są zamykane, zamieniane w magazyny… Słowo daję, tak ten Szymańczyk, redaktor, nadawał przez radio… Profesor długo wychodził ze zdumienia, choć nie ustawał w dobrotliwości, pytając uprzejmie na przykład: – a co wspólnego ma film Sekielskich z marksizmem-leninizmem?…
Redaktor się zreflektował i przeszedł do nawozów sztucznych osobliwie fosforanowych.
– Pani pośle, zaczął znienacka, 24 października 2017 roku głosowano w europarlamencie nad limitami kadmu w nawozach fosforanowych… Pan nie głosował, bo był w Emiratach Arabskich…
Jakby się kto pytał, te nawozy, to złoty interes Rosjan, w podtekście pytania czai się więc kolejna PiS-owska fobia o „nabijaniu kabzy Putinowi”…
Na końcu okazało się, że to nie było jedno głosowanie, tylko trzy, że PE osiągnął kompromis i że…
Redaktor skończył jednak audycję, bo już „wystarczająco nad panem posłem się pastwiłem”…
A nad słuchaczami? Słuchacze, to pies? Nic dziwnego, że publiczne radio szura antenami po dnie słuchalności, grzęznąc co chwilę w mule z bełkotu.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Prawicowy kosmopolityzm

Prawicowy kosmopolityzm

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, jakoś nie spieszy się do powrotu na łono umiłowanej ojczyzny. Najpierw udał się na długą wycieczkę do Węgier, a teraz kiedy klimat polityczny uległ zmianie, odnalazł się na lotnisku Newark w New Jersey w USA. Warto...

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Część pierwsza – miłe złego początki Tekst archiwalny, napisany ponad osiem lat temu. Choć od tamtego czasu zmienił się mój sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną i rynek pracy, zasadnicza wymowa tego tekstu pozostaje dla mnie aktualna — tym bardziej dziś, gdy...

Witajcie wśród krezusów

Witajcie wśród krezusów

Wielu Polaków dowiaduje się z końcem kwietnia, że stali się bogaci (albo prawie). A przynajmniej stali się na tyle bogaci, że przekroczyli magiczną linię progu podatkowego. Linia ta została nakreślona twardą ręką premiera Morawieckiego w roku 2022. Skumulowana...

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od pokojowym rokowań. Konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu,...

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...