Filipowicz na wędce

25 lis 2020

„Przecież Filipowicz nie miał biografii” – usłyszałam kiedyś – „Pisał, łowił ryby i był outsiderem”. Kiedy przyjrzymy się jego życiu, okaże się jednak, że podobnie jak w jego opowiadaniach pozornie nieefektowna szarość mieni się kolorami. Jako pisarz był doceniony, ale jednak ciągle pozostawał na uboczu: twórca krakowski, partner „naszej noblistki” Wisławy Szymborskiej.

A tymczasem to był autor pierwszorzędny – jak mawiał Jerzy Pilch – rasowy mistrz krótkiej formy, do którego się pielgrzymowało.
Opowieść o jego życiu toczy się w głównym nurcie polskiej historii, pokazuje zaangażowanie i wybory lewicowej inteligencji. Poprzez życie Filipowicza można zobaczyć całą epokę” – tak ideę swojej opowieści biograficznej przedstawiła Justyna Sobolewska. Jej obszerna opowieść dowodzi, że nawet z biografii milczka, outsidera, człowieka kameralnego i wycofanego można wydobyć tak wiele, że wystarczy to na skrojenie blisko czterystustronicowej opowieści.
Autorka prowadzi czytelnika przez całą (1913-1990) biografię przyszłego autora „Ulicy Gołębiej” i licznych opowiadań, które tworzył mistrzowsko jako czempion krótkich form literackich.
Prowadzi nas od tarnopolskiego dzieciństwa i cieszyńskiej młodości, starannie przedstawia genealogię rodzinną, wejście w 1933 roku w życie krakowskie, uniwersyteckie, artystyczne z jednoczesnym zaangażowaniem się w polityczną działalność antyfaszystowską i lewicową, w tym do organizacji związanych z Międzynarodówką Komunistyczną, choć komunistą stricte nie był, natomiast niewątpliwie był ideowym socjalistą.
Później wojna, która rzuca go na krótko do Zagnańska, do pracy w administracji kamieniołomów, ale już w 1941 roku wraca do Krakowa, choć także w tym trudnym czasie udaje mu się podróżować.
W 1944 roku Filipowicz trafia do niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, z którego wraca do Krakowa rok później, straszliwie wyniszczony i już od tej pory nie opuszcza Krakowa stając się jedną najbardziej charakterystycznych postaci życia kulturalnego i literackiego, jako prozaik, poeta, ale także scenarzysta filmowy, przyjaciel braci Tadeusza i Stanisława Różewiczów, jak również mężczyzna wiodący ciekawe przyjaźnie i związki z kobietami, małżeństwa i związek najważniejszy, dozywotni – z Wisławą Szymborską. Sporo też o jego potyczkach i grach z cenzurą.
Generalnie, na poziomie teoretycznym, akceptował podstawy ideowe ustroju, ale jako pisarz kierujący się imperatywem prawdy musiał mieć kłopoty z tą instytucją. Jeden z tytułów opowieści Sobolewskiej brzmi „Socjalista antykomunista”.
No i oczywiście jego wielka pasja – wędkarstwo, które było, obok wysokiego wzrostu, jednym z jego znaków rozpoznawczych, a także miłość do kotów.
Nic dziwnego, jako człowiek sam miał coś z kota. Piękna, przebogata i czułością napisana opowieść, przy pisaniu której autorce przyszło w sukurs wiele życzliwych osób i … walizka ze zgromadzonymi przez Filipowicza dokumentami, które chomikował przez całe życie i bez której wielu fragmentów jego życia nie dałoby się odtworzyć.
Justyna Sobolewska – „Miron, Justyna, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu”, Iskry, Warszawa 2020, str. 389, ISBN 978-83-244-1079-8

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...