Jak łatwo stracić mieszkanie

Kiedy lokator mieszkania komunalnego opuści je na więcej niż 12 miesięcy traci umowę i musi się z nim pożegnać. Przepis jest sensowny, bo kolejka potrzebujących jest długa a mieszkań nie buduje się prawie wcale. Jednak pani Aurelia, która w ten sposób stała się bezdomna, padła ofiarą niewiedzy. Ta starsza kobieta (84 lata) zajmuje się niańczeniem cudzych dzieci i kiedy rodzina, u której pracowała przeniosła się na wieś wyjechała i ona.

Kiedy po ponad roku wróciła okazało się, ze mieszka tam już kto inny. Nie znała przepisu i z powodu konieczności zarabiania straciła mieszkanie. Stała się bezdomna. Teraz wciąż niańczy dzieci, ale nie za pieniądze tylko w zamian za noclegi.

Będziemy walczyć dla niej o dach nad głową. Warunkiem uznania takiej osoby za bezdomną jest ustalenie, że korzysta z pomocy społecznej. Jednak pani Aurelia nie chce chodzić do OPS-u po zasiłki. Jest na to zbyt dumna. Bo klientów pomocy społecznej źle się u nas traktuje. Są hejtowani. Więc kobieta woli za siebie zarabiać niż wyciągać rękę do państwa po pomoc. Jednak w końcu ją przekonaliśmy, że to jest warunek zakwalifikowania do kolejki jako bezdomnej.

Ten przepis o opuszczeniu mieszkania jest źródłem wielu nieporozumień. Liczne kontrole pań z administracji prowadzą często do mylnych wniosków o opuszczeniu mieszkania osób, które z racji wykonywanego zawodu często i dłużej przebywają poza domem. Mieliśmy klienta, który jeździł tirem po Europie. Co nie zmienia faktu, że gdyby mu mieszkanie odebrano nie miałby dokąd z tych podróży wracać.

Podobne nieporozumienie zdarzyło się z pewnym pracownikiem ochrony, który wbrew przepisom prawa pracy wyrabiał na posterunku po 350 a nawet 400 godzin. Była też sprawa lokatora, który nie słyszał jak kontrolujące urzędniczki do niego się dobijają bo człowiek był kompletnie głuchy. Jednym ze sposobów stwierdzenia czy ktoś nie mieszka jest sprawdzenie zużycia wody, gazu i prądu.

Bieda mieszkaniowa i ogromna presja społeczna, częste donosy sąsiadów sprawiają, że mieszkania odbiera się często pod byle, często fałszywym pretekstem. Ostatnio interweniowaliśmy w Piastowie pod Warszawa gdzie do eksmisji miało dojść bo sąsiedzi skarżyli się na młoda matkę dwójki nastolatków, że jest uciążliwa.

Na miejscu okazało się, że chodzi głównie o to, że dzieci hałasują na klatce. Biegają pokrzykują i śmieją się, a starsi schorowani sąsiedzi nie mogą tego znieść. Okazało się, że najbardziej uciążliwy był fakt, że pies tej lokatorki biega po mieszkaniu i uderza pazurami o linoleum i te dźwięki o mały włos doprowadziłyby do eksmisji. Szczęśliwie skończyło się na kupnie dywanu, które dźwięki stłumił.

Piotr Ikonowicz

Poprzedni

Tusk: „Albo będziemy zjednoczeni, albo nie będzie nas wcale”

Następny

Rosyjska dezinformacja w natarciu