Kresowa odyseja

15 lut 2021

Michał Jagiełło, zmarły 1 lutego 2016 roku, wybitny prozaik, poeta i eseista podjął się benedyktyńskiego zadania i wykonał je. Warto je przypomnieć po pięciu latach od jego śmierci. Napisał dwa tomy (drugi, obejmujący lata 1907-1918, zatytułowany „Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach”) dzieła dokumentującego obraz narodów białoruskiego, litewskiego i ukraińskiego widziany przez pryzmat polskiej publicystyki od końca XVIII wieku do roku 1918.

Rzecz jest fundamentalna, ponieważ choć formalnie dotyczy ponad stu lat, w istocie dotyczy lat kilkuset, bo w ramy tematu wchodzą także dzieje Rzeczypospolitej Obojga (czy, jakby to pewnie ujął autor – Wielu) Narodów, czyli polskiej państwowości przedrozbiorowej. W innym jeszcze ujęciu zagadnienie to styka się z fenomenem polskiej obecności na Kresach czyli wschodnich rubieżach państwa polskiego. Jak są one ważne i brzemienne w skutki, może zaświadczyć na niezliczonych przykładach polska literatura. Słynne słowa: „Litwo, ojczyzno moja”, rozpoczynające genialny poemat największego z polskich ludzi pióra mogły by być mottem dwuksiągu Jagiełły, jako poetycki skrót, emblemat niezwykłości i złożoności tego fenomenu.
Nie czuję się kompetentny, by napisać recenzję (czyli merytoryczną ocenę) tej źródłowej, naukowej w istocie pracy Michała Jagiełły, choć on sam skromnie nazwał ją „opowieścią”. Na to trzeba by być naprawdę co najmniej tak samo i gruntownie i rozlegle (a w najgorszym razie nieco tylko mniej niż autor) wprowadzony w materię rzeczy, a poza trzeba by mieć jego i „czucie i wiarę” i „szkiełko i oko” na tę problematykę. Nie mogę sobie przypisać żadnej z tych atrybucji, więc słowa które już skreśliłem i które skreślę poniżej mogę podnieść jedynie do rangi omówienia z punktu widzenia zwykłego czytelnika, zorientowanego w materii – no, powiedzmy – nieco lepiej od statystycznego Polaka czyli – mówiąc delikatnie – nie imponująco.
Zamiast jednak jałowo martwić się tym i popadać w kompleks niewiedzy, z przyjemnością oddałem się lekturze, która jest autentycznie pasjonująca. Z mojego punktu widzenia najbardziej fascynujące było obserwowanie, wraz z autorem dzieła, jak na wspomniane narody patrzyli publicyści, a więc zarówno wyraziciele jak i kreatorzy opinii, będący przedstawicielami narodu, który sam znajdował się w niewoli i upokorzeniu, rozszarpany przez trzech zaborców.
Z tego punktu widzenia konkluzja z lektury dzieła jest – ujmując rzecz generalnie – dość optymistyczna. Publicyści polscy różnych orientacji podejmowali te zagadnienia jeśli nie z wystarczającym wyczuciem i empatią dla racji i uczuć innych narodów i narodowości obszaru dawnej historycznej Rzeczypospolitej, to na ogół przynajmniej z minimum dobrej woli i z powagą. Można by więc rzec, że Polska inteligencja, w tym przypadku publicyści, na poziomie intelektualnego dyskursu, zasadniczo nie zawiodła (dotykam tylko polskiej strony tej relacji, bo przecież rzecz dotyczy spojrzenia polskiego na „kresowe” narody i narodowości, a nie odwrotnie).
Jak to zwykle jednak bywa, w każdej przecież kwestii, lepiej jest z „praktyką” niż z „teorią”. Niczym łyżkę dziegciu do tej intelektualnej – było nie było – uczty dodaje autor na końcu cytat z rzeczy bynajmniej nie świeżo odkopanej w archiwach, pochodzącej nie z jakiegoś „kopernikańskiego” odkrycia, lecz z książki tak znanej i popularnej, że graniczącej z funkcją lektury ( o ile nawet nie była, bądź nie jest, choćby we fragmentach i ponadobowiązkowo) szkolnej, a mianowicie ze „Szczenięcych lat” Melchiora Wańkowicza. W tonie beztroskim i nawet odrobinę żartobliwym czarujący „Mel” opisuje jak panowie (polscy rzecz jasna) z dworu „korzystali” z dziewcząt „tutejszych”, chłopskich, czyli białoruskich. Ta krotochwilna, milusia i pikantna „gawęda” kresowa nie jest niczym innym niż opisem ordynarnego niewolnictwa seksualnego tych kobiet i seksualnego imperializmu panów polskich. W innym miejscu „Mel” opisuje swoistą miejscową (łagodniejszą) (?) odmianę „ius prima noctis”, (…) gdy pan łaskawie zjawiał się w folwarku w dorocznym objeździe, „wieczorem po kolei zjawiały się młode pary, które pobrały się w ciągu roku, mężowie wycofywali się z niskimi pokłonami, a kobiety zostawały w niedwuznacznym celu”. W konkluzji, „Mel” suponuje, że chłopscy mężowie byli nader zadowoleni z tego procederu i traktowali go jak coś tak naturalnego, jak następstwo dnia i nocy. Śmiem wątpić. Autor (Michał Jagiełło) zresztą też wątpi i cytuje z Wańkowicza z jednej strony opisy niszczycielskich pogromów bolszewickich, których ofiarą padały polskie dwory, a z drugiej karnych ekspedycji ułanów polskich z „amarantowymi wyłogami pod szyją” w ramach rewanżu za bolszewickie czyli chłopskie czyli białoruskie pogromy i grabieże. Nie wiem, nie chcę się mądrzyć, nie znam wystarczająco zagadnienia, ale kiedy czytam o straszliwych masakrach Polaków na Wołyniu i innych zbrodniach ukraińskich na polskiej ludności (że już nie sięgnę daleko wstecz dziejów, choćby do „Humania”), to nie mogę oprzeć się okropnej, heretyckiej i bezbożnej myśli, że gdzieś tam na dnie rezuńskiego okrucieństwa była też i kropla upokorzenia mężów chłopskich, ukraińskich, ruskich, oddających podobno tak „ochotnie” – jak zapewniał Wańkowicz – swoje żony do „używania” panom polskim w ramach dodatkowego świadczenia. Zresztą, choćby po lekturach prac historycznych Daniela Beauvois, który pokazał jedną z brzydszych stron mitu Kresów, nie sposób już patrzeć na historię tych stron beztrosko i sielankowo. Że o „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza czy „Pożodze” Kossak-Szczuckiej nie wspomnę. Nawiasem mówiąc – to niebywały fenomen psychologiczny, że przy takiej literaturze w ogóle mógł zrodzić się u nas jakiś sielski mit Kresów. Trzeba chyba na to polskiego („sławiańskiego”?) łaknienia sielanek, nad którym już Mickiewicz wyzłośliwiał się w „III części Dziadów”, a może siły polskiego … samozakłamania?
Na koniec zostawmy jednak na boku te przykre kwestie i cieszmy się podróżą z przewodnikiem Michałem Jagiełło po fascynującym piśmiennictwie. Ostatecznie Michał Jagiełło zaprosił nas, i słowa dotrzymał, do podróży „po drogach myśli”, a nie po szlakach krwi, pożogi, wyzysku, krzywdy, upokorzenia. I zemsty. Obopólnej.
Michał Jagiełło – „Razem czy osobno? Przewodnik po lekturach”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego 2011

Najnowsze

Cena niemieckiej hipokryzji

Cena niemieckiej hipokryzji

Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać...

Sprawdź również

Czy woda wykończy gastronomię?

Czy woda wykończy gastronomię?

Zapachniało PRL-em, Bareją, a być może, nie bójmy się mocnych słów, gułagiem. Otóż od sierpnia restauratorzy będą musieli podawać kranówkę za darmo. To koniec, branża się nie podniesie. Już fakt konieczności płacenia pracownikom jest ledwo do udźwignięcia, a teraz...

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie. Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy...

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Zełenski oczywiście popełnił błąd nadając jednostce wojskowej miano bohaterów UPA, a z polskiego punktu widzenia nawet zniewagę pamięci polskich ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powinniśmy jako państwo domagać się naprawienia tego błędu. Zdecydowanie. Pewnie...

Wszystkim wszystko

Wszystkim wszystko

Konfederacja wznosi się na fali internetowych awantur. Okazuje się, że nagle stali się obrońcami „klasy pracującej” przed „drapieżnymi artystami”, którzy walczą o minimalne emerytury w wysokości 1900 zł brutto (nie dotyczy to gwiazd, bo te nie załapią się na dopłatę...

Życie po życiu

Życie po życiu

To trzecia część tekstu Małgorzaty Kulczyk. Pierwszą część można przeczytać tutaj: Neoliberalna nowomowa w poradnictwie internetowym. Drugą część można przeczytać tutaj: Casting na pracownika, czyli uśmiechnij się promiennie, nawet gdy masz żółte zęby. Poniższa część...

Bardzo czeski film

Bardzo czeski film

Była piękna księżycowa noc. Przypomniał sobie Mamę. Zawsze mu powtarzała synku, jak ty pięknie tańczysz. Ech Mamo, mógłbym być najlepszym tancerzem na świecie, rozczulił się. Rozejrzał się i wściekłość go ogarnęła. Dlaczego jeszcze nie ma swej wymarzonej Sali Balowej....