Nauka English Only

13 maj 2018

Tradycja wynarodowiania elit i likwidacji rodzimej inteligencji znana jest nam przede wszystkim z opowieści dotyczących lat hitlerowskiej okupacji. Praktyki kolonialne w nauce nie są jednak wyłącznie domeną niechlubnej i przerażającej przeszłości. Przy pomocy zupełnie innych metod stosowane są i dziś.

Już od kilku lat decyzją kolejnych polskich rządów liczba punktów przyznawana naukowcom za publikacje zagraniczne jest zdecydowanie wyższa od liczby punktów przyznawanych za publikacje w języku polskim. Zupełnie bez znaczenia pozostaje przy tym sama treść czy wartość merytoryczna danego artykułu… Nowa ustawa, a także ogólny kierunek zmian wytyczany już przez poprzednie ekipy rządowe eliminują bowiem Polskę z grona państw inwestujących we własną naukę i własną naukową podmiotowość.
W świecie nauki wiele z kolonialnych praktyk przeszło już do porządku dziennego. Większość społeczeństwa nie ma jednak pojęcia o tym, że posługiwanie się językiem polskim jest już dla polskich naukowców zupełnie nieopłacalne. Nie opłaca się stosować go w praktyce naukowej, nie opłaca się posługiwać się nim na konferencjach naukowych i nie opłaca się pisać w nim artykułów.
Kryterium wszelkiej naukowości stały się przyznawane przez instytucje i arbitralnie ustalane punkty. Im więcej punktów – tym bardziej naukowym naukowcem jesteś. Punkty można zdobyć za publikacje, a także np. za udział w konferencjach. Nie jest to jednak dodatkowy system oceny, a raczej bezwzględne i zupełnie arbitralne narzędzie rodem z głęboko XIX-wiecznej kapitalistycznej fabryki. Jeśli nie zdobędziesz wystarczającej liczby punktów – mogą czekać cię negatywne konsekwencje ze zwolnieniem z pracy włącznie. Te same punkty są kryterium podczas każdej pracowniczej oceny, a także podczas przyjmowania naukowców do pracy… I tu właśnie rozpoczyna się nasz prawdziwy kolonializm.
Aby wyrównać punkty, które można zdobyć za pojedynczą publikację np. w amerykańskim czasopiśmie punktowanym pracownicy naukowi, a także doktoranci i studenci (w przypadku ubiegania się o różnorodne stypendia) musieliby napisać 3-6 razy więcej artykułów w języku polskim. Pojedynczą publikacją w zachodnim, choćby popularnonaukowym, czasopiśmie możemy więc bez większego trudu nawet kilkukrotnie podbić liczbę punktów oferowaną przez najbardziej nawet prestiżowe polskie czasopisma naukowe z danej dziedziny.
Podobnie jest z konferencjami: każda konferencja ogólnopolska już z samej swej natury warta jest mniej niż dowolna konferencja zagraniczna. Zgodnie z tymi zasadami nawet ogólnopolski zjazd socjologiczny będzie punktowany gorzej niż wyjazd na dowolną konferencję (dowolnej jakości) odbywającą się poza granicami Polski. System ten dotyczy w zasadzie wszystkich dziedzin i obszarów nauki.
Nasz język ojczysty jest więc – zdaniem władz – zasadniczo bezużyteczny i z gruntu nienaukowy, a polski rynek czasopism naukowych i publikacji naukowych powinien po prostu umrzeć śmiercią przyśpieszoną. Rządząca prawica musi zdobyć się więc na prawdziwą odwagę i oświadczyć, najlepiej na publicznej konferencji prasowej, że nauka uprawiana w języku polskim nie ma już większego sensu i że pieniądze polskich podatników wydawane będą odtąd jedynie na naukowców publikujących w języku angielskim i zasadniczo poza granicami kraju.
Nie ma co udawać – obecne ministerstwo uważa przecież, że naród polski nie jest docelowym(faktycznym) ani nawet potencjalnym odbiorcą jakichkolwiek naukowych treści. Rząd w ten właśnie sposób realizuje klasyczny program politycznego kolonializmu i podporządkowania polskiej nauki zagranicznym rynkom. Przez te zabiegi dystans przeciętnego obywatela do świata nauki wzrośnie jeszcze bardziej. Już wkrótce okaże się, że w zasadzie wszyscy czołowi polscy naukowcy publikują wyłącznie w języku obcym i poza naszymi granicami, a na tłumaczenia z angielskiego na polski nie ma środków, bo nikt nie zakłada, że taka potrzeba w ogóle kiedykolwiek zaistnieje.

Amerykański rynek dla biednych, grant dla wybranych bogatych

Stopniowa zagłada nauki uprawianej w języku polskim to jedno. Szykowana przez Jarosława Gowina reforma idzie jednak znacznie dalej. Najgłębsze przesłanki, na których opiera się cała „Konstytucja dla nauki” są przy tym absolutnie szalone i zwyczajnie głupie.
Oto u samych fundamentów założeń ustawy leży głębokie przekonanie, że dokładnie ci sami naukowcy, którzy już teraz znajdują się na polskich uczelniach – zarabiający wielokrotnie mniej od swoich kolegów z państw Zachodu – będą w stanie rywalizować, a nawet wygrywać konkurencję z zachodnią nauką, i to na łamach zachodnich czasopism i na zachodnich uniwersytetach!
Dziś zdecydowanej większości doktorantów, a nawet pracowników uniwersyteckich, nie stać nawet na legalny zakup większej ilości zachodnich publikacji naukowych – pojedyncza zagraniczna książka naukowa to bowiem często koszt rzędu 30-40 euro. Temu iluzorycznemu wejściu na zachodnie rynki wcale nie towarzyszy przy tym stosowny wzrost wynagrodzeń, a różnica w statusie majątkowym w porównaniu do standardów zachodnich czyni z polskiego naukowca biedaka.
Zasadniczym planem „Konstytucji dla nauki” jest wielka prywatyzacja. Prywatyzacja rozumiana jako pozbycie się zorganizowanego uprawiania nauki w skali samodzielnego państwa na rzecz dołączenia do wyścigu szczurów i rywalizacji na anglosaskim rynku publikacji naukowych. Z tej perspektywy planowane przez ministerstwo oddanie całej rzeczywistej władzy w ręce rektorów i okrojenie uczelnianej samorządności jest bezpośrednio powiązane z zaostrzeniem indywidualnej konkurencji i z rezygnacją z modelu instytucjonalnego, który wspierałby lokalne przedsięwzięcia.
Nowy kolonializm to przymusowa działalność na rynkach prywatnych i zagranicznych. Stworzona na nowo konkurencja między naukowcami jest więc konkurencją dotyczącą przede wszystkim miejsca publikacji, przy jednoczesnej marginalizacji miejscowych jednostek badawczych, czyli zakładów i instytutów. Zindywidualizowani, odcięci i rywalizujący wyłącznie na własny koszt naukowcy upodabniają się tym samym do armii bezdomnych artystów liczących na szczęście i przypadkowe zaistnienie. Zmiany te jedynie pogłębią atomizację i alienację poszczególnych badaczy.
Bycie przymusowo przyłączonym do zachodniego rynku oznacza też oczywiście przymusowe dostosowanie do potrzeb Zachodu. Z tamtejszej perspektywy nie wszystkie polskie dyscypliny będą posiadały swą rację bytu, a miejsce dla polskich naukowców będzie okrojone i dostosowane do potrzeb tamtejszych właścicieli środków produkcji. Nimi w tym wypadku stają się zagraniczne czasopisma naukowe podpięte pod zachodni kapitalizm.
Prywatyzacja i kolonialne rozdrobnienie nie będą jednak pełne. Dobrze wiemy, że „wolny rynek” prawdziwie wolny jest jedynie dla najsłabszych, a wszyscy silni stosują dla siebie wszelkie możliwe instrumenty centralnego sterowania. Podobnie będzie też i w tym przypadku. Już teraz dochodzą do nas słuchy o dofinansowaniu stowarzyszenia związanego z partią Jarosława Gowina z budżetu ministerstwa… Bardzo podobnym mechanizmem jest system grantowy, który ma przejąć w zasadzie pełnię władzy w obszarze finansowania nauki.
System grantowy charakteryzuje się znikomą przejrzystością i całkowitą centralizacją, podporządkowaniem rządowi i nielicznym gronom decyzyjnym, od których decyzji w gruncie rzeczy nie da się odwołać i które to grona praktycznie zawsze komponowane są z „krewnych i znajomych królika”. Maluczcy będą gryźć ziemię, by zaistnieć na Zachodzie – wielcy będą dostawać narodowe granty, albo inne hojne dofinansowania. Eksperci będą (i już są) grupą zasadniczo zamkniętą, a osiągnięta w ten sposób kontrola nad nauką będzie w zasadzie całkowicie szczelna i odporna na samo środowisko, a zwłaszcza wszelkie mniejszości. To nowe „środowisko” zamknie się przy tym wokół grupki rektorów i kilku niewielkich grup decyzyjnych odpowiedzialnych za samo przyznawanie środków.
To nie są odległe sprawy. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak zmieni się świat polskiej nauki i jakie już teraz rządzą nim zasady. I to nie tylko z uwagi na to, że nauka to dobro publiczne i finansowane wprost ze wspólnych podatków, ale także ze względu na to, że marginalizacja języka polskiego w świecie naukowych publikacji i nauki oznacza także nieuniknioną marginalizację języka polskiego w ogóle. Ograniczenie uniwersyteckiej samorządności oznacza, że uczelnie przejdą pod faktyczny zarząd rynków i nielicznych wybrańców ministerstwa.
Biorąc pod uwagę całokształt planowanych zmian nie ulega wątpliwości, że sztuczna centralizacja, czy oddanie nauki na żer zachodnich rynków i kapryśnego mecenatu prywatnego pogorszą tylko kondycję polskiego naukowca, znosząc przy tym zupełnie zarówno autonomię w sferze samorządności, jak i autonomię samej polskiej nauki.
To likwidacja i okrajanie polskiej sfery publicznej. To nowy-stary kolonializm, który dalece wykracza już poza samą naukę i jest bardzo znaczącym zagrożeniem dla naszej kultury.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Część pierwsza – miłe złego początki Tekst archiwalny, napisany ponad osiem lat temu. Choć od tamtego czasu zmienił się mój sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną i rynek pracy, zasadnicza wymowa tego tekstu pozostaje dla mnie aktualna — tym bardziej dziś, gdy...

Witajcie wśród krezusów

Witajcie wśród krezusów

Wielu Polaków dowiaduje się z końcem kwietnia, że stali się bogaci (albo prawie). A przynajmniej stali się na tyle bogaci, że przekroczyli magiczną linię progu podatkowego. Linia ta została nakreślona twardą ręką premiera Morawieckiego w roku 2022. Skumulowana...

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od pokojowym rokowań. Konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu,...

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...