Nie taki migrant straszny jak ksiądz nocą

W Polsce ksiądz może cię nie tylko pobłogosławić, ale i zabić siekierą. Jak pokazały ostatnie dni – może to zrobić bestialsko, podpalić ciało i odjechać z miejsca zbrodni. Oczywiście – nie każdy ksiądz to morderca. Ale skoro prawica z poszczególnych przypadków przestępstw dokonanych przez obcokrajowców potrafi zrobić symboliczne wcielenie zagrożenia dla całego narodu – to wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby z równym zaangażowaniem traktowano każdy przypadek przestępstw duchowieństwa. Gdyby po każdym przestępstwie dokonanym w sutannie ruszały marsze, płonęły znicze i krzyczano: 'Stop księżom!’ Ale tego nikt nie robi. Bo polityczny kapitał najłatwiej dziś zbija się na podsycaniu lęku przed cudzoziemcem – łatwym celu, którego można obarczyć winą za wszystko.

W Przypkach ksiądz Mirosław M. brutalnie zamordował człowieka, który – jak wielu innych ubogich i wykluczonych – szukał opieki i wsparcia. Zawarli umowę – starszy mężczyzna przekazał duchownemu nieruchomość, a w zamian ksiądz miał zapewnić mu dożywotnią opiekę, także w zakresie miejsca zamieszkania. Konflikt wybuchł, gdy duchowny nie chciał wywiązać się z tej części zobowiązania. Podczas wspólnej przejażdżki emocje eskalowały. Ksiądz sięgnął po siekierę, uderzył mężczyznę w głowę, potem zadał kolejne ciosy. Oblał ciało benzyną, podpalił, wsiadł do auta i wrócił spokojnie na plebanię. Po ofierze został tylko ogień na bocznej drodze. Kilka godzin po zbrodni policja zatrzymała przedstawiciela katolickiego Boga na planecie zwanej Ziemią.

Choć zamordowanie siekierą przez księdza to wyjątkowy przypadek – dramatyczny i rzadki – nie jest to przecież pierwszy i jedyny przypadek przestępstwa z udziałem duchownego. Nie brak przecież przypadków malwersacji, przemocy i — najczęściej podnoszonych — nadużyć seksualnych wobec dzieci. I nikt na prawicy nie tworzy Ruchu Obrony przed Plebanią i nie straszy księżmi… tylko wciąż tymi uchodźcami.

Księży w Polsce jest tylko nieco ponad 24 tysiące, a obcokrajowców ponad milion. I to tych drugich najłatwiej obarczyć zbiorową winą za jakiekolwiek zdarzenie, choć dane temu przeczą. Odnośnie całości społeczeństwa pod kątem narodowościowym, w 2024 roku w Polsce podejrzanych o przestępstwa było około 730 tysięcy Polaków – co stanowi 2 procent obywateli. Wśród 1,2 miliona migrantów mieliśmy 16 tysięcy zatrzymanych. Czyli 1,37 procent. Mniej. Procentowo i realnie. Nie dość, że nie ma fali przestępczości migracyjnej, o której stale krzyczą przedstawiciele prawicy, to jeszcze statystycznie mniej jej niż wśród naszych.

Ale przecież nie chodzi o tu o dane. Prawakom chodzi tylko i wyłącznie o odpowiednie zarządzanie strachem. Każda grupa społeczna, każda profesja, każda narodowość ma w swoich szeregach przestępców. Także księża, także – ogólniej – Polacy, także migranci. Ale tylko wobec tych ostatnich systemowo podsyca się nienawiść – bo mają inny paszport, inny akcent, inny kolor skóry. Najłatwiej nimi straszyć i budować sobie na tym poparcie w sondażach.

W Wałbrzychu wystarczył fałszywy sygnał, że cudzoziemiec filmuje dzieci, by ruszyła nagonka. Najpierw pobicie niewinnego człowieka, potem obrzucenie hostelu racami. Obywatel Paragwaju, który legalnie pracuje i mieszka w Polsce, stał się celem zbiorowej nagonki. Policja nie znalazła żadnych dowodów na zarzuty – ale to nie zatrzymało tłumu, który ruszył z nienawiścią.

Gdyby Mirosław M. miał ciemniejszą skórę i inny akcent – byłby inżynierem budowy mostów z Senegalu, a nie proboszczem z Mazowsza – to już mielibyśmy falę protestów, marsze z pochodniami i transparenty pod Sejmem. A tak? Jest bulwersacja, są komentarze, ale nie ma protestów, nie ma krzyków „Stop księżom!”. Skrajna prawica nie postuluje zamknięcia granic dla przedstawicieli duchowieństwa. Taka mobilizacja społeczna zarezerwowana jest wyłącznie dla obcych – o ciemniejszej karnacji lub innym akcencie. Bo to nie samo przestępstwo bulwersuje prawicę. Bulwersuje ich tylko przestępstwo dokonane przez niewłaściwego, ich zdaniem, człowieka.

Konrad Berkowicz, poseł Konfederacji, otwarcie głosi, że „ksenofobia jest ważnym elementem wspólnoty narodowej”. Według niego należy ją pielęgnować – jakby była wartością kulturową powstrzymującym przed wzrostem przestępczości, nie patologią społeczną. Taka deklaracja to nie tylko cyniczne przyzwolenie na nienawiść – to dowód ideologicznego zdziczenia, które legitymizuje rasizm i przemoc jako mechanizmy jednoczące naród. Berkowicz nie broni wspólnoty – on ją kaleczy, wtłaczając w nią nienawiść jako fundament. To już nie są poglądy – to jest brunatna doktryna. Nazistowska propaganda też głosiła, że spójność narodowa musi być zbudowana na lęku i pogardzie wobec Innego.

Niestety, polska prawica coraz chętniej pielęgnuje ksenofobię zamiast rozsądku – bo nienawiść jest prostsza w obsłudze niż myślenie. A przecież ani narodowość, ani kolor skóry, ani cywilny, ani stan kapłański nie decydują, czy ktoś jest dobrym, czy złym człowiekiem. Ale dla nich to bez znaczenia. Potrzebują wroga, więc go sobie hodują – „Innego”, wygodnego stracha na wróble, który ma jednoczyć „normalnych” obywateli w obronie przed wyimaginowanym zagrożeniem. Mechanizm stary jak świat, znany od zawsze, ale wciąż działa – bo nienawiść, niestety, wciąż mobilizuje zbiorowości najskuteczniej.

Julian Mordarski

Julian Mordarski (ur. 25 sierpnia 2000 r.) – redaktor naczelny Dziennika Trybuna, publicysta i komentator polityczny. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytetecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z Dziennikiem Trybuna związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W kwietniu 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od czterech lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej oraz międzynarodowej.

Poprzedni

Dekalog Kaczyńskiego

Następny

Gwałtowny wzrost przestępczości na świecie